Obydwie części filmu zobaczyłem dopiero teraz, prawie dekadę od premiery jedynki. I jestem pod wrażeniem zarówno filmu, jak i opinii o nim, które znajduję (książkę zmilczę tylko dlatego, żeby nie rozwodzić się zbytnio). Film, szczególnie pierwsza część jest świetnie zrealizowany, piękna gra konwencjami, nastrojem, akcją, wiele różnych przesłań i możliwości interpretacji, kluczowe tematy, pełna skala emocji, przedstawione maksymalnie dosadnie. Itd. itp. Film dający do myślenia jak największe arcydzieła literatury, przy tym mający nad nimi przewagę tego typu, że odnosi się on do problemów współczesnych i takich które mogą pojawić się niebawem, no i dotyczy mentalności współczesnych ludzi.
OK, nie twierdzę że Sztuka osiągnęła tu swój kres, ani że reżyser czy aktorzy dokopali wszystkim przed nimi. Ale film traktuję jako dzieło sztuki filmowej godne naszych czasów, zdecydowanie warte oglądnięcia i dające wieeeeele do myślenia.
Co natomiast znajduję? Jeden Tarantino stwierdził że to najlepszy film od 1992 roku. Rozumiem że Amerykanie mogą czuć się obrażeni, wszak film, co szczególnie wyraźne w drugiej części, prawie otwarcie, choć w - często dowcipnie - zakamuflowany sposób atakuje "american way of visiting rest of the world"... Dali sobie sprytnie radę bez oficjalnego zbanowania filmu, stanęło na tym że dystrybucji w USA nie ma, bo różne problemy z nią były :) Ale reszta świata, w tym sama Japonia? Zupełny brak zrozumienia - pozbawiona gustu przemoc, makabryczność dla samej makabryczności, ostry azjatycki thriller, 'ktoś tu za dużo grał w gry komputerowe' itd. Tak jakby prawie wszyscy widzieli w nim tylko kontrowersyjność i chęć epatowania przemocą. Główny zarzut który widziałem, to chyba ten, że film może wręcz zachęcać do przemocy. A wydaje mi się że to po prostu sztuka tej klasy, że każdy w niej znajduje coś w rodzaju swojego odbicia - czyli, z grubsza biorąc: jeśli w głowie ma zwierzę i najniższe instynkty, to tyle też zobaczy. A może też zobaczyć to o czym napisałem wcześniej, znajdzie też np. kapitalny kolaż sławnych (i mniej sławnych) sekwencji z klasyki kina, pięknie wplecionych w fabułę (włącznie z kolorystyką i oświetleniem), a wydaje mi się też że i z gier komputerowych. A różnych morałów to już na pęczki... A może problem leży też w tym, że twórcy filmu wszystkim dali popalić?...
Czy macie podobne odczucia - czy też dostrzegacie w Battle Royale coś więcej niż ostre kino akcji, albo wręcz niesmaczne epatowanie przemocą czy tanim rewolucjonizmem?
Audiostereo Magazyn
Zaloguj się na forum
Najnowsze tematy
- Modernizacje Fonica
przez Kubri
dziś, 01:02 - Gustavo Dudamel
przez stanik
dziś, 00:19 - jakie kolumny do harman kardon PM665 VXi?
przez danieleszczak
wczoraj, 23:11 - OGG lub FLAC - odtwarzacz stacjonarny
przez dalmatyn
wczoraj, 22:55 - DIY Obudowy
przez wronka
wczoraj, 22:54 - HKTS 30 - jak sobie radzą z muzyką?
przez czesiek85
wczoraj, 22:49 - Problem z połączeniem Wzacniacz-TV
przez krukgczapa
wczoraj, 22:18
Strona 1 z 1
O co chodzi z Battle Royale?
#2
Napisano 19.10.2009 - 15:40
Również widziałem obydwie części, i film mi się bardzo spodobał.
Powiedzmy sobie szczerze: tak jak tępa i pusta umysłowo widownia śmieje się z Dnia Świra, tak maniacy siekanek są zafascynowani BR. Ja w tym filmie widzę głównie tragiczny obraz dzisiejszego społeczeństwa, i może jako tako odwieczny (krwawy!) problem konfliktu pokoleń, czy szeroko pojętej wolności. Jeśli ktoś dostrzega w tej produkcji tylko to, że "babka odcięła im jaja", to po prostu z takim kimś wolę nie rozmawiać, ewentualnie spróbować delikatnie zasugerować głębsze przyjrzenie się problematyce.
Jest widownia, i jest kinowy motłoch.
Powiedzmy sobie szczerze: tak jak tępa i pusta umysłowo widownia śmieje się z Dnia Świra, tak maniacy siekanek są zafascynowani BR. Ja w tym filmie widzę głównie tragiczny obraz dzisiejszego społeczeństwa, i może jako tako odwieczny (krwawy!) problem konfliktu pokoleń, czy szeroko pojętej wolności. Jeśli ktoś dostrzega w tej produkcji tylko to, że "babka odcięła im jaja", to po prostu z takim kimś wolę nie rozmawiać, ewentualnie spróbować delikatnie zasugerować głębsze przyjrzenie się problematyce.
Jest widownia, i jest kinowy motłoch.
#3
Napisano 24.10.2009 - 01:41
Ekhangel - tak jest. Ale wydaje mi się, jestem o tym właściwie przekonany, że każdy w tym filmie znajdzie dla siebie coś - na swoim poziomie. A skoro spotykam się z prawie samymi opiniami o miernym poziomie, to mam dwa wnioski:
1) ci których nazywasz kinowym motłochem, to prawie cała widownia,
2) bardziej rozgarnięci widzowie nie znają tego filmu, bo nie miał ich kto do niego zachęcić, a na pierwszy rzut oka to azjatycka jatka.
Tak czy siak - szkoda.
1) ci których nazywasz kinowym motłochem, to prawie cała widownia,
2) bardziej rozgarnięci widzowie nie znają tego filmu, bo nie miał ich kto do niego zachęcić, a na pierwszy rzut oka to azjatycka jatka.
Tak czy siak - szkoda.
#5
Napisano 18.11.2009 - 11:19
Ekhangel, 19 Paź 2009, 16:40
tak jak tępa i pusta umysłowo widownia śmieje się z Dnia Świra, tak
>maniacy siekanek są zafascynowani BR
Wieeelka przesada. Sztuką jest docenić film, zrozumieć jego głębokie przesłanie, ale również złapać do niego dystans. Uważam, że takie było zamierzenie p. Koterskiego.
Może i jeseś inteligentny, ale chyba brak Ci poczucia humoru.
tak jak tępa i pusta umysłowo widownia śmieje się z Dnia Świra, tak
>maniacy siekanek są zafascynowani BR
Wieeelka przesada. Sztuką jest docenić film, zrozumieć jego głębokie przesłanie, ale również złapać do niego dystans. Uważam, że takie było zamierzenie p. Koterskiego.
Może i jeseś inteligentny, ale chyba brak Ci poczucia humoru.
#6
Napisano 26.11.2009 - 18:01
Mam podobne jak Ty przemyślenia: ten film oczywiście nie jest dziełem filmowym na miarę Eisensteina ;) ale... na pewno ma swoje drugie dno. I pod tym całym powierzchownym sztafażem kryją się głębsze treści i refleksje na temat współczesnej cywilizacji, konfliktu pokoleń, wyborów jakich musimy dokonywać i czego tam jeszcze... :)
Kto chce zobaczyć bezsensowną sieczkę, przemoc i krew - ten będzie miał po "Battle Royale" aż przesyt. Ale kto chce dostrzec w tym filmie coś więcej - dostrzeże.
oczywiście być może dorabiam na siłę ideologię do japońskiego bzdetu ale mi ten film się naprawdę bardzo podobał.
Taki współczesny Kurosawa.
Kto chce zobaczyć bezsensowną sieczkę, przemoc i krew - ten będzie miał po "Battle Royale" aż przesyt. Ale kto chce dostrzec w tym filmie coś więcej - dostrzeże.
oczywiście być może dorabiam na siłę ideologię do japońskiego bzdetu ale mi ten film się naprawdę bardzo podobał.
Taki współczesny Kurosawa.
#7
Napisano 10.12.2009 - 19:49
Widziałem sporo azjatyckich filmów stąd mam pewien dystans do kina azjatyckiego a szczególnie japońskie wymaga pewnego specyficznego podejścia widza (dla niedoświadczonych: dużej dozy chęci obejrzenia do końca) inaczej seans może się nie udać ;) Trzeba wziąć pod uwagę bardzo duże różnice kulturowe między Europą a Azją i zupełnie odmienny punkt widzenia na wiele spraw. To co nas dziwi lub śmieszy dla nich bywa kwestią zupełnie naturalną. Tu niestety bez pewnej wiedzy o kulturze wschodu (głównie współczesnej) się nie obejdzie. Poza tym Japończycy bardzo często wnoszą do kina fabularnego motywy z mang i anime, zwykle niestety z marnym skutkiem. Battle Royale to klasyczny przykład i zarazem wyjątkowo udany film w dużej mierze utrzymany w konwencji horrów/thrillerów anime i choćby z tego powodu warto go obejrzeć. Jest to naprawdę esencja japońskiego "nowego stylu" w kinie fabularnym, przy okazji w wyjątkowo udanym wydaniu. Nie ma sensu się szczególnie rozpisywać na temat tego filmu, w sieci jest morze recenzji, polecam na początek tą:
http://azjamania.pl/film.php?Id=7
W kwestii drugiej części można przeczytać moją reckę tutaj:
http://azjamania.pl/film.php?Id=410
http://azjamania.pl/film.php?Id=7
W kwestii drugiej części można przeczytać moją reckę tutaj:
http://azjamania.pl/film.php?Id=410
Opcje tematu:
Strona 1 z 1









