Z Densenem się zaprzyjaźniłem ok. 9 lat temu. To był czas próbowania pierwszego sprzętu audiofilskiego - brytyjskiego, a to za sprawą sympatycznie działającej "Elektrycznej Pomarańczy" w Katowicach. W tym czasie podobały mi się Arcamy, CA, japońskie giganty, co jest normalne dla początkującego ucha, oczekującego świeżych i efektownych wrażeń w systemie domowym.
Zaczynałem od Technicsów (SVU900, dzielony), ale szybko uległem sugestii pewnego guru katowickiego hi-endu, który na hasło "Technics" dostawał spazmów (i stawał się tak jakby trochę agresywny:) Do tej pory uważam, że i stary Technics i Arcam to świetne firmy. Zdarzyło się, że udałem się na odsłuch ze Spendorami 2/3 do pewnego "studia" odsłuchowego na Śląsku (jak zauważyliście bez nazw i nazwisk, bo liczą się tylko fakty estetyczne), żeby posłuchać kilku zestawień.
Póki co zrezygnowałem z Naima, rekomendowanego partnera Spendorów, bo drogi i na moje ówczesne gusta zbyt "ciemny." Podczas odsłuchu pojawiły się zestawy Linn Majik (wzm.)/Genki, Audio Analogue Puccini (?)/Genki, pewna bardzo mocna polska lampa (konstruktora pieców dla TSA i to było słychać!) oraz - "na wszelki wypadek" - Densen b200/ b300/ Genki. Po kilkugodzinnym odsłuchu - byłem pod wielkim wrażeniem tego ostatniego, zrozumiałem, co to jest brzmienie audiofilskie i dlaczego czasem spotyka się napalonych świrusów, wymieniających się kabelkami.
Zestaw zaimponował barwą, gorącą średnicą, dotarło do mnie, że wrażenia słuchowe mogą wywołać wizualną sugestię. Nie wiem, czy chodzi tu o 3-wymiarowość, raczej o pełne nasycenie, jakąś forma szlachetniej świetlistości - która czaruje w miejscach, gdzie w tańszym sprzęcie słychać ostre sybilanty i metaliczną konturowatość instrumentów.
Zestaw (zresztą nielubiany przez sprzedających)był wówczas dla mnie za drogi. Nie dałem się jednak przekonać, że inne urządzenia grają lepiej; to była moja estetyka i moje "częstotliwości." Przy okazji przekonałem się że tranzystor może wyczarować dyskretnie snujący się lampopodobny klimat. W recenzji rzeczonego zestawu Beat czytałem (chyba w HiFi i Muzyka), że Densen to dyskretny dżentelmen, (czyli raczej nie Wladimir Putin), siedzący gdzieś na przyjęciu z boku, mimo wszystko przyciągający uwagę pięknych pań. No może metafora zbyt wybujała, ale coś w tym jest.(Często panie miewają gusta - znów mi się nasuwa na myśl Wladimir Groźny - których zdecydowanie nie podzielam.)
W tym samym roku (2002) odkupiłem od jakiegoś radiowca b300 i podłączyłem sobie do Arcama 9. To było już coś, trochę szlachetnego miodu, ale dominowała beznamiętność tranzystorowa. Rok później b100, zakup prywatny, w pięknym stanie od jednego z pracowników rzeczonej odłsuchowni. Było już wspaniale, sam b100 grał wybitnie muzykalnie, miał przyjemną barwę - może nie winylowo-analogową, ale dawał podobną satysfakcję ze słuchania muzyki. B100 nie gra ładnie w małych pomieszczeniach z małymi monitorami, okropnie młóci, istna, zimna brzytwa. Na forach światowych zdarzy się podobna opinia, ale to wiadomo, że ktoś dopuścił do czarnego dwugałkowca niewłaściwe towarzystwo.
W zestawieniu b100 z b300 już wszystko grało pięknie. Rok później skorzystałem z okazji. Mogłem dochrapać się wymarzonego b200, czyli zamienić dwie złote gałki na jedną, zostawiając b100 w rozliczeniu - Genki niestety był jeszcze poza moim zasięgiem finansowym. W stereo-manii, jak sądzę, nie chodzi tu tylko o problem finansowy, jest jeszcze bariera "sumienia": nie czarujmy się, zabawki audiofilskie są obrzydliwie drogie. Jak się bawić ... to polubić trzeba swój egoizm.
Na zestawie beatowym z jedną gałką grałem praktycznie do 2010, mogłem w między czasie już sprawdzić Linna Genki w domu. Niestety wrażenie nie było już takie ekstatyczne. Powód? 1) człowiek przyzwyczaja się do dobrego dźwięku 2) w warunkach akustycznych w domu - to wszystko brzmi inaczej. Fala akustyczna odbija się od mebli różnej wysokości, scenie brakuje idealnego balansu, pojawiają się niesymetryczne "wybrzuszenia", bas gdzieś ucieka. Ale dało się słuchać ...i powiedziałem sobie, że nie ma robienia studia w domu. Ustaliłem zasadę: obowiązuje dyskrecja w eksponowaniu sprzętu, hifi ma się wkomponować w pomieszczenie mieszkalne, to ma być dom, w którym się słucha muzyki, ale nie warsztat audiofilski.
Obecnie podstawą systemu pozostaje beat b200 i b400plus (pierwotnie kupiony do drugiego systemu w innym mieszkaniu.)
W zasadzie od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem ze sprzedażą cdeka - i kupnem Ikemi albo Majika. Znów odnowiłem przyjaźń ze źródłem Linna, kupując sobie "tańszego" Sondeka. Oj, lubię ten klimat.
Jednak trudno mi się do czegokolwiek przyczepić - "plus" cudowne niemal balansuje między muzykalnością a stanowczą przejrzystością, wbrew opiniom HIFI Choice, według mnie, świetnie podaje muzykę klasyczną. Beat b200 jest fantastycznie funkcjonalny, to "Enterprise", centrum dowodzenia mediami w domu. Czytałem, że preamp nie jest super przezroczysty, podobno dodaje nieco przestrzeni od siebie i lituję się nad gorszymi nagraniami. I bardzo dobrze. Nawet dźwięku ze stacji radiowych z tunera Sat, słucha się z przyjemnością (niestety to nie dotyczy polskiego radia.) Doskonały system audiofilski, który obnaża każdą wadę nagrania w zasadzie w ogóle mnie nie interesuje, kupując sprzęt nastawiam się, zawsze, na słuchanie setek i tysięcy krążków.
Minusy? oczywiście. Wadą Densena jest to, że powinien być włączony non-stop - gra wtedy o klasę lepiej, zanikają wszelkie metaliczne kanty i "tranzystorowy" osad na górze. Końcówki Densena się mocno nagrzewają, koniecznie należy uwzględnić warunki wentylacyjne, zwłaszcza latem. Nierozsądnie jest zostawiać rozgrzany sprzęt w domu podczas nieobecności domowników. Po wyłączeniu trzeba się liczyć, że wzmacniacz lub źródło nie oczarują od razu. No, ale to wiedzą prawie wszyscy.
Nie liczę na popularność "klubu", tym bardziej że nie mam nic szczególnie więcej do napisania, ale po "wieloletniej" przyjaźni Densenowi należy się mały hołd. Ważne! Z czasem poprawiłem warunki akustyczne swojego pokoju, i to dyskretnie. Warto. Obecna jakość odsłuchu jest bardzo przybliżona do tego, co usłyszałem po raz pierwszy, a nawet lepsza, bo mam mocniejszą końcówkę innej firmy.
(Zastanawiam się, czy nie przydałby się klub zadowolonych akustyków domowych, może wielu melomanom zaoszczędziłoby to grubych tysięcy PLN albo EURO.)
Coś mi się wydaje, że w czasie kryzysów i bezczelnego wypychania ładnie wyglądających skrzynek z oszczędnym wnętrzem, pozostaje jednak docenić ustabilizowaną przyjaźń.
Użytkownik macson edytował ten post 18.01.2012 - 14:32














