Użytkownik Piotr dnia 04.08.2011 - 17:51 napisał
Temat celowości istnienia i realizacji się jest ryzykowny. Owszem, to skutecznie napędza ludzi ale jednocześnie łączy sens ich istnienia z wykonywaniem funkcji społecznych, zawodowych czy ideologicznych.
Ale czy do końca łączy? Człowiek może się spełniać poza funkcjami społecznymi tylko musi wiedzieć że się za to płaci. A co do ideologii i uprawianego zawodu.. to w dzisiejszym społeczeństwie nie jest przecież inaczej. Wybierasz sobie jakiś zawód, masz jakieś poglądy. Te dwie zmienne decydują o tym jak żyjesz i na jakim poziomie materialnym. Zawsze coś za coś. W Ringu też cele bohaterów nie do końca idą w parze z funkcjami jakie pełnią w uniwersum Wagnera i jakie teoretycznie są im przypisane.
Piotrze, przy Twoim "wagnerowskim stażu" (lub marco1972 czy dzarro) - mój to zaledwie krótka chwilka.. niemniej jednak romantyczne/neoromantyczne idee znam znacznie dłużej niż Wagnera.. i nie do końca zgodzę się ze wszystkim co napisałeś. Ale po kolei..
Na początek kilka zasadniczych kwestii. Moim zdaniem Ringu nie da się sprowadzić do pogańskiej opowieści o społecznych podziałach i przydatności, w której wszystkim steruje wszechobecne fatum. Gdyby tak było, Ring byłby wyłącznie powtórzeniem zlepionych mitów starogermańskich i nordyckich. A tymczasem nawet przeciwnicy Wagnera są zdania, że ten wykorzystując mitologiczne wątki, tworzy nowy, całkiem ciekawy, wielowymiarowy dramat.
Wagner był dzieckiem swojej epoki. Podobnie jak Słowacki. Wówczas "tryumfy ducha nad materią", mesjanizm, fascynacja Wschodnią mistyką, Heglem itd była modna i powszechna. Rzadko jednak miało to coś wspólnego z prawdziwym życiem artystów. Taki Słowacki, mistyk w swoich genezyjskich dziełach, przedstawiciel "Ducha Świata" (za takiego i Wagner się uważał) w życiu grał na giełdzie, skrupulatnie liczył forsę i twardo stąpał po ziemi. Romantyczność i werteryzm, ze swoją ekspresją, pesymistycznym poczuciem bezcelowości istnienia to jedno.. a dbałość o sprzedaż swojej twórczości tak - żeby na maksa na tym zarobić to już co innego ;))
Dążę to tego, że w tych ludziach były paradoksy i często brak spójności. Porywy ducha owszem, ekspresja, poczucie misji, ale bez wybitnie konsekwentnej wizji.. Konsekwencja zresztą aż takiego znaczenia nie miała. Motał się w swoich koncepcjach, zmieniał je ciągle i modyfikował Słowacki, reszta towiańczyków również. To zresztą moim zdaniem fascynujące zjawisko. Ci ludzie często porywali się swoimi dziełami "z motykami na słońce", czując że są powołani. Często miewali rozległe i sprzeczne zainteresowania (w końcu czemu nie). Liczyła się ekspresja i wizja. Wagner czuł że po Beethovenie to on "ma misję do spełnienia". Stąd przecież jego koncepcja Gesamtkunstwerk, odrodzenia greckiej tragedii, muzyki przyszłości... Mimo wielu minusów, jednak wspaniała epoka, gdzie wierzono że jednostka może góry przesuwać.
Napisałeś:
Ring jest w jakiś sposób od podstaw pogański. Z jednej strony można interpretować Ring jako "pogański", z drugiej jest idea odkupienia (jakże chrześcijańska). Brunhilda dokonuje aktu wyzwolenia, zdejmuje z palca Zygfryda pierścień, zwraca go córom Renu, sama popełnia samobójstwo kończąc niejako cykl nakręcającego się zła. Ot.. upadek egoizmu. W końcu sam początek Ringu to pochwała naiwności, dziewiczości. Złoto i egoizm stają się przyczyną "załamania" dobrze funkcjonującej całości i nakręcają spiralę nieszczęść. O egoizmie, potrzebie jego wyzbycia jak często pisał Wagner w swoich listach! (Kohler). W Parsifalu (inna bajka już) jak sam napisałeś również jest i przebaczenie i łaska (jest i pokuta. Nie zapominajmy o Kundry).
Ale przecież można pójść spokojnie
jeszcze dalej. Ring jako pochwała anarchii i sprzeciwu. Autor potępia w Ringu panowanie zarówno narzuconych praw boskich jak i wszelkich ustaw ludzkich i uważa je za równie zgubne dla szczęścia, co złoto. W końcu nikomu się w efekcie nie udaje w tetralogii. Utopijna wizja.. ale dlaczego nie? Artysta może sobie na to pozwolić i stworzyć do tego celu całe uniwersum.
Napisałeś też
Człowiek może być największym draniem jak i św. Franciszkiem, może to być ten sam człowiek w jednej postaci i to jest jego wielkość czego dawni Germanie nie zauważali. W Ringu moim zdaniem zachodzi
właśnie taka sytuacja a Wagner jako autor jest tego doskonałym przykładem. Wszystko zaczyna się od tego, że na początku Złota Renu trzeba wybrać. Albo miłość albo złoto. Wotan (wg Kohlera i cytowanych przez niego źródeł Wagner często stawiał się w jego roli..lub Zygfryda) nie chce wybierać. Ma w du**pie fatum. Od początku jest rozdarty. Jego małżeństwo z Fricką to ciążący obowiązek. Chce zachować i miłość i złoto. U Ryśka zauważ też były sprzeczne upodobania i idee. Z jednej strony żona, z drugiej romanse z Judith. Z jednej strony zainteresowanie istotą chrześcijaństwa, fascynacja Jezusem, z drugiej nieukrywana lektura i heglistów, i Schopenhauera, i Nietzschego (który mu tych heglistów i chrześcijańskich motywów nie mógł darować). Ciągłe tęsknoty za "pierwotnym stanem" i "jednością", przeświadczenie o iluzyjności materialnego świata - a z drugiej obsmarowywanie w prasie wrogów (również tych urojonych), czepianie się Mendelssohna i dążenie do sukcesu.
Mamy więc dwóch bohaterów Ringu - którzy
IDEALNIE oddają skomplikowany stan ducha samego autora (a z obiema się utożsamiał). Wotan - potężna, twórcza postać, która tak nagina rzeczywistość, że w końcu za to płaci. Cierpiąca z nadmiaru uduchowienia i targających nią skrajnych emocji. Ubabrana w układach. Oraz Zygfryd. Uosobienie czynu, zdolności do bezkompromisowego działania i kochania. Zygfryd nie jest tak zrezygnowany jak Wotan. Wagner jakby jednocześnie (a może na przemian) wciela się w jednego i drugiego. Po cytowanych fragmentach listów, tym jak żył Wagner widać że stał "okrakiem" pomiędzy miłością do życia i zniechęceniem, Schopenhauerem i Feuerbachem. A to że całość zmierza do zagłady? to równie dobrze może być postromantyczny millenaryzm. Wiara w nadejście Nowych Czasów. Tak modna w epoce Wagnera jak wiara w "Mesjasza", duchowe przewodnictwo itd. Wagner był w pewnym okresie życia rozdartym fatalistą, który uważał że te rozbieżności charakteru źle się kiedyś skończą dla niego. Czemu Ring nie miałby być opowieścią o rozdartym wewnętrznie autorze?
REASUMUJĄC, wydaje mi się, że Wagner pisał Ring tak długo, że kotłują się w nim mieszanki jego przeróżnych (obszernych przecież) zainteresowań, wizji (często sprzecznych. A czemu nie), autobiograficznych aluzji, pomysłów, fobii, modyfikowanych i zmienianych na przestrzeni lat poglądów filozoficznych. Przez to jest taką fascynującą mozaiką. Podobnie jak lektura Raptularza i pism mistycznych Słowackiego. Był już taki co chciał znaleźć motyw przewodni u naszego Julka i nadawał nawet tytuły poematom, które tytułów z założenia nie miały (bo miały być meta-treścią dla innych). Zrobił tym Słowackiemu większą krzywdę niż Cosima Wagnerowi paląc większość jego listów. Ja nie chciałbym spłaszczać Wagnera żadnym "kluczem", bo im więcej czytam (a Wagner, jak sam napisałeś, to nie tylko muzyka) - tym bardziej mam wrażenie że "kluczy" jest kilka. Uwielbiam włączyć sobie jedną z części Ringu, zatopić się we wspaniałej muzyce (raz ekstatycznej, raz "mocnej", z masą motywów przewodnich których wyszukiwanie i śledzenie daje takiemu laikowi jak ja wielką przyjemność), wybrać sobie na dany wieczór jeden z tych "kluczy" czy jeden z wątków.. i słuchać tych niesamowitych, ekspresyjnie śpiewanych wydarzeń. Ring to dla mnie taki "muzyczny kondensat Romantyzmu". Miłość, zdrada, ekstaza, intryga. Wszystko tym bardziej pikantne, że za moment apokalipsa.. Ot, w zależności na co mam danego dnia czy wieczoru ochotę... :D
JazzyFan
Użytkownik JazzyFan edytował ten post 05.08.2011 - 15:55
...Lubiłem twoją aksamitną woń, długie podróże w delcie twoich nóg....