Kolor panelu jest wynikiem działania czasu, według legend i podań 35 lat temu był śliwkowy...
Po około grubo ponad 20 latach nieużywania został wyczyszczony i zakonserwowany. Mimo swojego wieku jest w znakomitym stanie, łącznie ze wszystkimi kondensatorami elektrolitycznymi. Niepowtarzalny kolor aluminiowego panelu przedniego jak i jego nr. serii 182 czyni go unikatowym egzemplarzem. Kiedy go zakupiłem miał jeszcze plomby z czasów produkcji. Na tym zdjęciu w trakcie wygrzewania i testowania. Właściwie to ja go tylko umyłem...:) - to złotko ma gięte te rogi... Mięciutkie soczyste odgłosy - to się nazywa chyba brzmienie, dynamiczny basik. Praktycznie zachowały się wszystkie napisy - czego nie widać na zdjęciu z powodu połysku tego jakże pięknego łobuza. Podzespoły takie jak potencjometry i legendarne 2N3055 są z Japonii. Szczególnie pozdrawiam fanów tego sprzętu - widzisz 100 % oryginał. To trochę tak jak byś widział Gdynię z 1976 / 77r.
Pomyśleć, że miałem jeden z pierwszych modeli Radmora. Do dziś nie mogę sobie przypomnieć, który. Wydaje się, ze ten z fotografii powyżej. W rodzinie były jeszcze 2 lub 3 egzemplarze. Do dziś nie mogę sobie darować, że go odsprzedałem. Zastąpiła go dzielona Kleopatra - kto to dziś pamięta. O gramofonach nie wspominam, ale największym sentymentem darzę gramofon Fonomaster. To z jakim trudem zdobywało się ten sprzęt, to wszyscy wiedzą. Aż się wierzyć w to nie chce, że w takich czasach człowiek dorastał.
Tak nawiasem mówiąc jak patrzę na fotografie Twoich Radmorów to ślinka leci :))
i chciałoby się mieć taki "klocek" w domu.
Pozdrawiam










dziennie po 20 sztuk sprzedają tego ustrojstwa. Eeee nawet starsze... Za wino, za kartonik łyskacza... leżą wszędzie te brzydkie zawodne Radmory.
A tak na poważnie - RATUJCIE JE - BO ICH JUŻ NIEMA ... Bezmyślność zabija nie tylko historię, ale i prawdziwe brzmienie... TUNINGOWI STOP !