Użytkownik leon amator dnia 31.10.2010 - 21:39 napisał
Uważaj; to jest myślenie naukowe. Poznasz zagadnienie, ale nie poznasz świata. Wiem, że matematyka to królowa nauki. Ale tylko nauki.
To tak jak z buddyjskim koanem o 'klaskaniu jednej dłoni'.
Leon. Ale ja
nigdzie nie napisałam że matematyka wyjaśni mi świat (ffuj) :-) Za długo na nim żyję, żeby wierzyć, że
istnieje na coś tak złożonego jak
życie "wzór matematyczny" ;-) Mojemu matematykowi chodziło poza tym wyłącznie
o pewne "przekraczanie" granic. Coś w stylu "jak poznasz znakomicie matematykę, zaczynasz czuć ją niemal intuicyjnie. Staje się
naturalna". Ja tego nie kupuję. Bo w tym wypadku "naturalność" staje się czymś, czego trzeba się w sposób akademicki "wyuczyć".
Matematyk próbował mi więc powiedzieć "załóż kolejny płaszczyk - a poznasz swoją naturę", a buddyjskie koany które przywołałeś
mówią "zrzuć te pieprzone płaszczyki, bo przez szkodliwe, analityczne myślenie - obserwujesz liście a nie dostrzegasz drzewa". Tak
w przenośni i uproszczeniu oczywiście... Nie musisz mi wyjaśniać że do muzyki potrzebne jest również serce (nie tylko
rozum) bo to oczywiste. Tutaj chyba dyskusja dotyczy tego, czy dodatkowo (poza słuchaniem, czuciem, intuicją i emocjami),
dzięki podejściu naukowemu (studiowaniu o muzyce) można zrozumieć ją lepiej..
Tekst z matematykiem był w odniesieniu do posta Papageno (czy można poprzez naukę i poznawanie "teorii o muzyce" dojść
do "transcendencji w muzyce" (czegoś w końcu pozarozumowego). Ja wyraziłam wątpliwość, Papageno wyjaśnił co miał na myśli i sprawa
jest wyjaśniona ;-)
Użytkownik aleksandraU edytował ten post 31.10.2010 - 23:15