Opery - nieaudiofilska muzyka?? :)
#122
Napisano 06.04.2010 - 20:30
A wszystko za sprawą pięknej June Anderson.
Prawdopodobnie wszyscy czytający ten wątek cenią sobie Carmen Bizeta, większość pewnie zna (a może nawet lubi) Poławiaczy Pereł tegoż. Ale ilu potrafi wymienić inne opery miłego Georges'a?
Przywiozłem sobie ostatnio trzy płytowy album (LP:) w stanie M i przesłuchałem go w nocy po raz pierwszy.
Pod względem muzycznym nie jest to tak niespotykane jak Carmen ale przesłuchałem sześć stron z przyjemnością zarówno ze względu na ładną (taka właśnie jest) muzykę jak i ze względu na świetną jakość nagrania.
Słuchałem na słuchawkach i byłem cały czas mile zaskoczony rozdzielczością i barwą nagrania. W realizacjach oper często dostajemy albumy operujące dużymi plamami dźwięku bez możliwości wglądu w detale, w przypadku "Dziewczyny z Perth" nagranie spełnia wszystkie audiofilskie wymagania (w nausznikach trudno oceniać stereofonię ale spodziewam się, że dorównuje reszcie).
Jeśli klimat "Poławiaczy pereł" komuś odpowiada to i tego nagrania posłucha z przyjemnością.
pozdrawiam
vasa
#124
Napisano 03.05.2011 - 12:07
To wszystko jest przejrzyste, środki są ograniczone do potrzebnych ale użytych w genialny sposób. To nie jest barok, to wogóle nie ma wiele wspólnego z barokiem. To jak Rameau wykorzystuje barwy różnych instrumentów, jak rozpisał orkiestrację i splótł ją z solistami i chórami, operuje kontrastem - to poziom Mozarta i może lepszy. Mozart potrafił ciekawie odchudzić klasycystyczne struktury ale Rameau w "Les Boreades" zrobił to samo i poszedł dalej. To taki Haydn w operze. REWELACJA. Jak czasem niewiel nut trzeba, bez nadmiernych kompleksów (są w "Les Boreades" kontrasty niezgodne z regułami, takie "deprywatory percepcji" zmieniające gruntownie scenę także dźwiękiem). Piękne liryczne kawałki - proste a tak doskonałe, coś podobnego do fragmentów z Cosi Fan Tutte Mozarta a jednocześnie gdzieś tam sączy się partia instrumentalna, nieraz grana tylko przez jednego wykonawcę, nieraz cała orkiestra delikatnie rozwija przestrzeń harmoniczną co było firmowym rozwiązaniem Rameau (zgodnym zresztą z jego teorią muzyki). To realizacja muzyki ponad czasem, to totalne odejście od kontrapunktu - tym się zresztą tak różni od kompozytorów niemieckich. Orkiestracje przypominają podejściem (niekoniecznie brzmieniem) to co robił Debussy - krążenie po tonacji, zabawę kolorami, swobodnym prowadzeniem tematu lub przerabianiem motywu.
"Les Boreades" to moim zdaniem najdoskonalsze działo teatru muzycznego klasycyzmu wychodzące też poza jego granice. Tyle ile można z niego odebrać, bogactwo i prostota, umiar, świetne proporcje. To jest jak wczesnogotycka katedra w Laon - elementy klasyczne przemieszane z nowymi w sztuce idącej ku przyszłości. Słychać tu mniej "klawesynowania" w opracowaniach dla poszczególnych sekcji i solistów, brzemienie akurat prowadzącej sekcji jest wykorzystane w jej możliwościach z ukazaniem możliwości brzmieniowych danego instrumentu - rewelacyjne partie na drewniane dęte, świetne partie wiolonczel i skrzypiec. Różne rzeczy można w życio zobaczyć i usłyszeć ale "Les Boreades" jest wyjątkowe. Warto posłuchać tej tragedii lirycznej na dobrym sprzęcie - jest tam wiele smaczków, również zabawy z tonacją, wykorzystanie różnych technik artykulacji, niecodzienne zestawienia instrumentów etc. Na słabym sprzęcie trudniej to wychwycić (można podgłośnić....) a juz na kompie to ginie.
Niby to stary zramolały już Christie i jego coraz bardziej wątpliwe późne dokonania ale nie popsuł muzyki, wiedział co robi. Pytanie - jak by to poprowadził np. Rousset. Christie czasami jakby zbytnio przyśpieszał ale nie jest to od czapy.
Niezła reżyseria, bez nadmiaru scenografii, niezłe światło. Kobiety ubrane w coś a la kostiumy Diora z lat pięćdziesiątych, raczej prostota niż przerost. Nie przeszkadza to muzyce i daje możliwość realizacji śpiewakom - tutaj całkiem niezłe aktorstwo (co prawda czasami nieraz przesadzone jak u Laurenta Naouri). Do głosów nie ma się co przyczepić, najlepiej wypada Paul Agnew, jedna z jego najlepszych ról/parti (zależnie jak traktujemy tragedię liryczną :D ).
POLECAM
Użytkownik Piotr edytował ten post 03.05.2011 - 12:08
#125
Napisano 04.12.2011 - 22:07
Baldassare Galuppi "Olimpiada"
Zaczęło się od filmików na youtube, później poszukiwanie opinii etc i w końcu kupiłem. Jak dotąd nie miałem w rękach dvd z włoskich wydawnictw więc miło się rozczarowałem że obraz jest w porządku a kadrowanie bardzo fajne bo mocno teatralne. Można poczuć atmosferę sceny opery La Fenice, oświetlenie nie jest robione pod nagranie a stricte teatralne, podobnie jak po części umowana scenografia nie przeszkadzająca w niczym a świetnie zgrana z pracą oświetlenia będącego tutaj aktywnym uczestnikiem, wydodrębniającego z półmroku lub szarości śpiewaka. Coś a la powojenne Bayreuth braci Wagner tyle że bez okropnego języka, z proporcjonalną i doskonale napisaną muzyką oraz niekiczowatymi a dobrze pasującymi do muzyki kostiumami (pij razy drzwi epoka Galuppiego).
Co do muzyki jestem pod wrażeniem. To nie barok Porpory, Haendla, Broschiego. To także nie Vivaldi czy klan Scarlattich. Ewidentnie partie wokalne nie były śpiewane pod łamańce dla kastratów aczkolwiek zakres głosu oczywiście ich ujmował (za co to już pisać nie będę). Jest parę momentów wywołanych dobrymi pomysłami melodycznymi organicznie złączonymi z instrumentacją - to nie jest typowy barok włoski! Wogóle - doskonała instrumentacja której barwy, rozwiązania fakturalne i połączenie z wokalami jest bardzo dojrzałe, proporcjonalne, ogólnie nasuwa mi się słowo - doskonałość. Galuppi nikogo nie próbuje przekonać że jest w stanie napisać popisowe numery z odgłosami natury, ekwilibrystykę wokalną dla kastratów etc. Owszem, libretto mądrością nie grzeszy chociaż trzyma nieźle dramat (w końcu Metastasio) za to elegancja rozwiązań jak w partiach solowych Alcandra, Aristei i Aminta (klub AAA) zrobiły na mnie duże wrażenie.
Harmonia tematów, ich doskonała instrumentacja i dopasowanie tematu do barwy i ruchliwości głosu - wszystko jest naturalne, tak napisane że do niczego nie można się przyczepić. U Galuppiego nie ma częstej we włoskich operach maniery składania tematów z tekstem nieco na odwal - lekkie z ciężkim i na odwrót przy kompletnie nieadkewatnej oprawie zespołu. Wszystko jest spasowane, jasne i logiczne. Własciwie to nie barok - muzyka Galuppiego kojarzy mi się z oświeceniem i doskonałością. Bez tanich efektów i rozwiązań od czapy ale eleganckie, dokładnie skrojone garnitury ze świetnych materiałów jak od doskonałego krawca z asortymentem wyposażonym w jakieś emblematy oświeceniowe. Trudno się dziwić bo premiera była w 1749 roku w Mediolanie który miał i ma więcej wspólnego z Paryżem niż Neapolem. Muzyka w jako taka była dla mnie dużym zaskoczeniem, to odkryty klejnot który warto zachować, poza tym jest to podobno pierwsze nagranie "Olimpiady" wogóle. Owszem, jak to w operze włosiej - pogadanki mogą nieodpornych nieco odrzucić ale jakość muzyki to wynagradza.
Orkiestra Opery La Fenice pod Andrea Marconem jak zwykle doskonała, potrafią zagrać doskonale chyba wszystko z włoskiego baroku od początku do jego kresu. Śpiewacy nieźle dobrani, widać że dobrze się przygotowali czemu na pewno służyło to że jest to "dramma per musica" raczej zupełnie nieznane więc pracy wymagało więcej niż zwykle, nieźle się wpisali w reżyserię i choreografię.
Polecam!
Wydawnictwo Dynamic 33545 format 16:9, NTSC, 210 min, 2 płytki dvd (bez dodatków)
#126
Napisano 14.01.2012 - 04:12
Aida z Franco Corellim. Umieram, jak go słyszę. Jak mi ktoś przyrówna jakiegoś Floreza to zatłukę tępym narzędziem.
Jest na świecie 2 śpiewaków, do których mógłbym się modlić. Drugi to Zancanaro, o którym chyba nic w tym wątku.
Użytkownik bady edytował ten post 14.01.2012 - 04:14
#131
Napisano 04.04.2012 - 22:50
Świetne partie instrumentalne, jak to jest zgrane z wokalem i tworzy bogatą strukturę, ciągle ruchome! To na pewno nie barok, to pełne wykorzystanie nowinek we własny sposób. Czasami słychać wpływ rozwiązań paryskich czy mannheimskich w kontrastach i fakturze lub sam do tego doszedł.
Warto mieć "Olimpiadę" na dvd.
#132
Napisano 12.04.2012 - 22:05
Elektra w reżyserii Gotza Friedricha i pod batutą Bohma. Misterne arcydzieło organicznego połączenia dramatu, muzyki i obrazu. Jak przystało na odjechaną, ekspresjonistyczną interpretację Sofoklesa - znakomita psychologiczna mozaika. Świetne ujęcia, rewelacyjne prowadzenie orkiestry, genialna obsada. Gdybym trafił na tak dobrze "spasowany" ryśkowy Ring byłbym w siódmym niebie, ale niestety każda edycja DVD "Ringu" to jedynie kolejny kompromis. Tutaj nie ma się do czego przyczepić:

JazzyFan
Użytkownik JazzyFan edytował ten post 12.04.2012 - 22:05
#133
Napisano 15.04.2012 - 12:43
#134
Napisano 15.04.2012 - 18:21
[size="3"][color="#996633"]Berg: Wozzeck[/color][/size] by Pierre Boulez (2009) -brak libretta w wersji drukowanej oraz pdf .
#135
Napisano 15.04.2012 - 18:32
http://www.prestoclassical.co.uk/r/EMI/9667992
#136
Napisano 01.05.2012 - 17:50
Autor? Francesco Cavalli był lombardczykiem (samochody, wino barolo, jajeczne tagliatelle) pracującym głównie w Wenecji (gondole, syfilis, dobra lekko wypalana kawa). Nazywał się inaczej a nazwisko przejął po mecenasie (to tak jakby dziś w PSLu działacz zmienił nazwisko na Pawlak). Był na tyle zdolny że wyrobił sobie markę niczym James Horner więc kardynał Mazarini (ówczesny Sarkozy) ściągnął go do Paryża na ślub młodego Ludwika (numer XIV) z Marią Teresą Habsburg (wnuczką dziadka Ludwika ale z innej babki). Pokręcone, na szczęście dzieci były bez zniekształceń i zajęczych warg.
Oczywiście show we Francji nie mógł się obyć bez przerywników tanecznych na reklamy czym zajął się Florentyńczyk sprowadzony znowu przez Mazariniego - Gianbattista Lulli (warto zapamiętać nazwisko).
Librettem zajął się Francesco Buti zdrowo chyba popijający bo zamieszał Sofoklesa z Owidiuszem podlewają to treściami wprost odwołującymi się do La France, La Roi, La Louis et la Femme, La copulation... W "Joseph Andrews" Fieldinga jest taka scenka - sędzia Western mówi do przyszłych małżonków :" Wypijmy za kopulację". Bardzo słusznie!
Reżyser też chyba podpijał, ja radzę robić to samo podczas słuchania i oglądania bo wszystko jedzie na granicy groteski (fakt, sam tekst ma tu i ówdzie powtykane elementy komiczne i żartobliwe), kiczu, filmów Tinta Brassi i za przeproszeniem... oratorium.
Wbrew pozorom nie jest to jak piszą Amerykanie "Eurotrash" ale całkiem fajnie potraktowane przedstawienie. Mamy tam Herkulesa nadludzkiego do groteski z dwoma sześciopakami, po scenie pałęta się czasem jakiś Jacyków, jest kontratenor (wtedy kastrat), kobiety grają bardziej poważnie i nieźle im to wychodzi. Jest kardynał przemykający się we wstępie i pełną zawartość treści "państwowych" dobrze wpisanymi w kontekst (a często wycinanych w wielu realizacjach francuskich oper barokowych) i coś jeszcze.
Co tam jeszcze... Muzyka! Zapomniałbym - świetnie napisana, to szkoła wenecka czyli seconda prattica w wersji popularnej czyli dla obywateli Najjaśniejszej Republiki Weneckiej z wstępem za bilet w powszechnej sprzedaży. Mniej nadęte i sztywne w formie, taka składanka scen jak w operach barokowych jednak nigdzie muzyka nie staje się tak konwencjonalna jak w wielu późniejszych operach seria. Reguły porządnego rzemiosła zostają zachowane, parę pięknie zgranych scenek dla primo uomo i prima donna ale i świetne trójkąciki - szczególnie w tym wykonaniu! Właściwie nie ma tu klasycznego bohatera, jest to raczej stare dobre przedstawienie losu ludzkiego narażonego kaprysy bogów, przypadek, przeznaczenie i próbę przeciwstawienia się temu jw.
A wszystko przetykane seksem, odjazdową jacykową scenografią i świadomym operowanie kiczem. Bardzo dobrze się to ogląda szczególnie że nagranie jest na BD (2 płytki!) z programami o produkcji, rozmowami z wykonawcami etc.
Jestem bardzo mile zaskoczony - wyszło w sumie coś więcej niż liczyłem, to całkiem dobre przedstawienie z którego świetnie przebija się świetna muzyka - ona broni się sama. Śpiewacy dobrze przygotowani i dobrzy technicznie także od strony scenicznej (w ramach konwencji opery weneckiej przemieszanej z Las Vegas). Dobry obraz, dźwięk.
WARTO!
http://www.opusarte.com/en/cavalli-ercole-amante-blu-ray-disc.html
Kto chce niech poszuka na youtube. Nie bać się formy - to tak jak z Papa Dance...
#137
Napisano 05.05.2012 - 09:32
Użytkownik Papamek dnia 18.02.2004 - 13:37 napisał
Tylko dziwne spojrzenia sasiadow od czasu do czasu :):) nie kazdy slucha MTV
Użytkownik slaw123 edytował ten post 05.05.2012 - 09:16
Zobacz też
| Temat | Forum | Autor | Podsumowanie | Ostatni post | |
|---|---|---|---|---|---|
|
Muzyka | Bmoll |
|
||
Opery na dvd
|
Muzyka | mati00724 |
|
||
|
Muzyka | Amadeusz12 |
|
|
|
Nowa seria DVD w kiosku - Opery
|
Muzyka | Mallet |
|
|
|
Zapomniane opery...
|
Muzyka | lolo |
|
|
Audiostereo Magazyn
Nadchodzące wydarzenia w kalendarzu
Popularne tagi
- stereo
- wzmacniacz
- dac
- denon
- koncert
- update
- pioneer
- cd
- kolumny
- warszawa
- jazz
- audiopunkt
- niedrogie
- marantz
- nad
- amplituner
- akustyka
- yamaha
- słuchawki
- winyl
- konkurs
- q21
- tanie
- dali
- artykuły
- lampa
- dźwiękowa
- kef
- głośniki
- harman kardon
- odsłuch
- post-rock
- muzyka
- squeezebox
- zestaw
- jamo
- flac
- post rock
- sennheiser
- gramofon
- e10 maya u5
- cx 880
- joplin
- ragtime
- denon df 107
- bose wave
- tak do 500 zł.
- maple leaf
- bose
- scott
Najnowsze tematy
-
Nie słychać przekaźnika przy zmianie źródełrafal735r - dziś, 11:57
-
Nowe, budżetowe gramofony Pro-Ject Debut CarbonQ21 - dziś, 11:31
-
Co powiecie na temat AKG K330?matek33 - dziś, 09:35
-
Ustawienie kolumn akustykaAllen - dziś, 08:11
-
Budowa "satelitek", połączenie głosników.XeX - dziś, 06:59












