Najbardziej liryczne, najmniej interesujące, akademicko poprawne. Bardzo dobra orkiestra, ale w wykonaniu brak swobody, fantazji. Duży potencjał zespołu nie do końca wykorzystany przez dyrygenta.
Wykonanie nr 2
Tutaj urzekła mnie przede wszystkim jakość brzmienia. Pewnie, w sporej mierze jest to zasługą realizatorów dźwięku, ale słychać również pracę dyrygenta włożoną w wycyzelowanie barwy orkiestry, dostrojenie akordów w poszczególnych sekcjach. Tutaj z pełnym przekonaniem można stwierdzić, że orkiestra symfoniczna to jeden zwarty organizm, jeden instrument. Ta niesamowita kultura brzmienia jest pewnie przyczyną tego, że moment kulminacyjny zabrzmiał nieco zbyt asekurancko, zabrakło owego postromantycznego żywiołu, jakby dyrygent obawiał się przesterowania.
Wykonanie nr 3
Tutaj wykonawcy poszli na żywioł i odnosi się wrażenie, że dyrygentowi trudno niekiedy zapanować nad wyrywającym się z uprzęży, narowistym źrebakiem. Jest tutaj najwięcej emocji, najwięcej zdecydowanych kontrastów. W niektórych momentach działa to na korzyść, w innych osłabia moją ocenę. Ten konkretny fragment poematu Straussa mógłbym podzielić na dwie fazy. W pierwszej (budowanie kulminacji) uwiera mi nieskonsolidowane brzmienie orkiestry, nadmierna wibracja w smyczkach, i pewna łopatologiczna toporność frazowania. Natomiast druga faza – punkt kulminacyjny, robi na mnie największe wrażenie z wszystkich trzech interpretacji. Jest to najważniejsze tutti, wieńczące cały ten poemat symfoniczny, obrazujące owo „Wyzwolenie”, więc aż się prosi aby wytoczyć tu najcięższe działa. Ludomir Różycki, tak oto wspominał muzyczne wieczory spędzane wspólnie z Szymanowskim, Fitelbergiem i Szeluto:
„Najulubieńszym spędzeniem czasu było dla nas granie na cztery ręce poematów Ryszarda Straussa. Szczególniej zakończenie poematu Śmierć i wyzwolenie potrafiliśmy powtarzać po kilka razy; fortepian wtedy huczał i grzmiał, co sprawiało nam niewysłowioną rozkosz – a potem cisza przez dłuższą chwilę, żeby nie uronić nic z wrażenia”.
Biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw, głosuję następująco:
1. wykonanie nr 2
2. wykonanie nr 3
3. wykonanie nr 1
Moje typy z oczywistych względów są tutaj najmniej miarodajne, gdyż znałem wykonawców i mogła zadziałać podświadoma sugestia, a zaprezentowanego fragmentu mimo wszystko słuchałem w szerszym kontekście całości interpretacji. Jesteśmy jednak zmuszeni pójść na niewygodny kompromis, gdyż nie możemy prezentować całych utworów w mp3, ani podsyłać linków z YouTube (wykonania straciłyby wówczas walor anonimowości). Trzeba zatem zdać się na wycinek wybrany przez inicjatora pojedynku.
Zamykam tym samym głosowanie!
Za chwilę podsumuję wyniki i ujawnię wykonawców.
-----------------------------
Przy podliczaniu przyjąłem najprostsze z możliwych rozwiązanie, tzn. za pierwsze miejsce na liście przyznałem 3 punkty, za drugie – 2 punkty, za ostatnie – 1 punkt. Oto poszczególne głosy (od lewej: numer najlepszego wykonania):
Piotr – 2 3 1
Gregori – 2 3 1
Samotulinus – 2 3 1
Dowoszek – 3 1 2 (po zweryfikowaniu opinii)
Dzarro – 3 1 2
AleksandraU – 3 2 1
Wykonanie nr 1
Berliner Philharmoniker, Herbert von Karajan
Deutsche Grammophon 429 184-2 (Galleria)
Nagranie: Berlin, Jesu-Christus-Kirche, listopad 1972 i styczeń 1973
Suma punktów: 8
Wykonanie nr 2
Wiener Philharmoniker, André Previn
Telarc 80167
Nagranie: Wiedeń, Musikvereinsaal, listopad 1987
Suma punktów: 13
Wykonanie nr 3
Chicago Symphony Orchestra, Fritz Reiner
RCA Red Seal (Sony Classical 8 86976 86992 2, 5CD box)
Nagranie: Chicago, Orchestra Hall, 1950
Suma punktów: 15
Zatem niewielką przewagą punktów zwyciężyła:
Chicago Symphony Orchestra pod batutą Fritza Reinera!!!
Niekwestionowaną zwyciężczynią jest także Aleksandra, która jako jedyna wytypowała ostateczną kolejność 3-2-1!
Wielkie brawa!!! :)
====================
RING WOLNY!
Zapraszam teraz Olę do wyłonienia kolejnych szermierzy i poprowadzenia „Pojedynku nr 2”
Użytkownik samotulinus edytował ten post 13.10.2011 - 08:38















