Skocz do zawartości

Audiostereo.pl: Audiostereo Forum - Audiostereo.pl


Ulubione westerny.


56 odpowiedzi w tym temacie

#31 Użytkownik nie jest zalogowany   Zombywoof

  • Użytkownicy
  • 449 postów
  • Rejestracja: 08.03.2009

Napisano 03.07.2009 - 23:35

Hoffman

Załączone miniatury

  • Załączona grafika: 1400602_1.jpg


#32 Użytkownik nie jest zalogowany   Zombywoof

  • Użytkownicy
  • 449 postów
  • Rejestracja: 08.03.2009

Napisano 03.07.2009 - 23:40

Nie zapominajmy też o pastiszach.
Potem strzelanki z corrali przeniosły się w przestrzeń kosmiczną.

Załączone miniatury

  • Załączona grafika: 1400607_1.jpg


#33 Użytkownik nie jest zalogowany   Zombywoof

  • Użytkownicy
  • 449 postów
  • Rejestracja: 08.03.2009

Napisano 03.07.2009 - 23:45

Jakże mógłbym zapomnieć o tym:
"Run Home Slow" 1965. In this strange western a woman enlists the aid of her two brothers and her sister-in-law and begins a series of bank robberies to get revenge upon the banker who refused her father a loan for the medical treatment he desperately needed to survive. Frank Zappa wrote the soundtrack for this interesting western.

#34 Użytkownik nie jest zalogowany   Westerny

  • Użytkownicy
  • 1 postów
  • Rejestracja: 22.11.2010

Napisano 22.11.2010 - 14:25

Najlepsze Westerny to dzieło takich reżyserów jak John Ford, Howard Hawks, Antony Mann, John Sturges czy Delmar Daves. Zapraszam do dyskusji i lektury na www,westerny,blog,pl
Pozdrawiam.

#35 Użytkownik nie jest zalogowany   DORAMAT

  • Użytkownicy
  • 69 postów
  • Rejestracja: 13.12.2008

Napisano 24.11.2010 - 18:19

NA POŁUDNIE OD BRAZOS z robertem duvallem i tom lee jones. rewelacja dla mnie

#36 Użytkownik nie jest zalogowany   Aher

  • Użytkownicy
  • 23 postów
  • Rejestracja: 04.02.2005

Napisano 29.11.2010 - 21:08

Siedmiu wspaniałych - film ponadczasowy

#37 Użytkownik nie jest zalogowany   smugie125

  • Użytkownicy
  • 21 postów
  • Rejestracja: 17.03.2008

Napisano 30.11.2010 - 17:16

Unforgiven - jedyny z Audrey Hepburn

#38 Użytkownik nie jest zalogowany   straydog

  • Użytkownicy
  • 21 postów
  • Rejestracja: 22.11.2008

Napisano 05.12.2010 - 13:49

Z włoskich oprócz trylogii Leone polecam b klasowy "Śmierć jeździ konno".

#39 Użytkownik nie jest zalogowany   stench

  • Użytkownicy
  • 1333 postów
  • Rejestracja: 17.06.2009

Napisano 28.12.2010 - 19:21

zacząłem ściągać niesamowitego jeźdźca
" Są na tym świecie rzeczy, o których nie śniło się fizjologom "

#40 Użytkownik nie jest zalogowany   magister

  • Użytkownicy
  • 78 postów
  • Rejestracja: 08.02.2011

Napisano 09.02.2011 - 20:34

Wyświetl postUżytkownik Zombywoof dnia 03.07.2009 - 23:45 napisał

Jakże mógłbym zapomnieć o tym:
"Run Home Slow" 1965. In this strange western a woman enlists the aid of her two brothers and her sister-in-law and begins a series of bank robberies to get revenge upon the banker who refused her father a loan for the medical treatment he desperately needed to survive. Frank Zappa wrote the soundtrack for this interesting western.


RUN HOME SLOW
chętnie bym to obejrzał, ale gdzie?


czy oglądał ktos z Was nową wersję TRUE GRIT braci Coen?
ja znam wersję z 1969 z Johnem Waynem i bardzo ją lubię,
wątpie żeby Coenowie zrobili lepszy

#41 Użytkownik nie jest zalogowany   pawlik7294

  • Użytkownicy
  • 528 postów
  • Rejestracja: 20.06.2010

Napisano 28.05.2011 - 19:49

Tańczący z wilkami costnera

#42 Użytkownik nie jest zalogowany   skynyrd

  • Użytkownicy
  • 4827 postów
  • Rejestracja: 18.05.2007

Napisano 25.07.2011 - 23:49

Cłowiek zwany Ciszą

#43 Użytkownik nie jest zalogowany   skynyrd

  • Użytkownicy
  • 4827 postów
  • Rejestracja: 18.05.2007

Napisano 27.07.2011 - 14:53

Jestem wielkim fanem westernu - na innym forum recenzowałem obejrzane filmy, a skoro przestałem tam pisać (dostałem bana za całokształt) mogę się wyżyć tu.


Krótka historia westernu - część 1 (1903-1970)

Western to gatunek niemal równie stary, co kino. Narodził się u samych jego początków, a przez kolejny wiek cały czas ewoluował, wciąż od nowa trafiając w gusta widzów, aż w końcu umarł spokojnie, śmiercią naturalną. A choć dziś jest gatunkiem w zasadzie martwym, stworzona przez niego symbolika na zawsze pozostanie obecna we wszelkich wyobrażeniach kina.





U początków - Rycerze w kapeluszach i mdlejące damy


W roku 1903 zachód wciąż był dziki. Nie minęło nawet 20 lat od śmierci Billy the Kidda czy Jeffersona „Soapy" Smitha. Wciąż żyli Calamity Jane, Wyatt Earp, Pat Garret i Bufallo Bill. Z drugiej strony, zachód coraz bardziej ulegał postępującej nowoczesności. Legendarni rewolwerowcy występowali w cyrku Bufallo Billa, a rozwój komunikacji i przemysłu coraz bardziej spychał na margines dawnych ludzi zachodu.



Bohaterowie Spaghetti-Westernów nie mieli wiele wspólnego ze swoimi odpowiednikami z klasycznego westernu

Właśnie wtedy, w roku 1903 na ekrany kin wchodzi trwający 12 minut „Napad na Ekspres". Jest to nie tylko pierwszy western w historii kina, ale także jeden z najważniejszych filmów w ogóle.

Dynamiczna akcja i doskonały sznyt stały się wzorem dla wszystkich późniejszych filmów akcji. Szczególne wrażenie na widzach robił moment w końcówce filmu, kiedy aktor kieruje lufę swojego pistoletu w stronę publiczności a następnie strzela. Od tego momentu, na ekranach kin mniej więcej co tydzień pojawia się kolejny krótkometrażowy western. Fabuła tych filmów była aż do bólu prosta. Szlachetni bohaterowie w białych kapeluszach ratują dobrych obywateli przed złymi bohaterami w czarnych kapeluszach. Jednocześnie nierzadko zdobywają serca cnotliwych panien z dobrego domu (mających zwyczaj mdlenia nawet na widok szerszenia, a co dopiero na widok wstrętnego bandyty).

Bohaterowie pozytywni są rzecz jasna piękni jak z reklamy Wrigleys Spearmint, podczas gdy ci źli są brzydcy, tak żeby widz od razu wiedział, po czyjej stronie powinien stać.


Złośliwą ironią losu jest fakt, że kilka prawdziwych legend dzikiego zachodu (z Wyattem Earpen na czele) próbowało nieco skorzystać na nowym boomie, jednak ich próby zaangażowania się w western okazały się nieudane. Prawdziwi ludzie zachodu nie byli wystarczająco przystojni i uroczy, aby mogła ich zaakceptować publika. Tym samym stworzono od początku zakłamany, cukierkowy obraz zachodu, który miał pokutować jeszcze przez wiele lat.




Złote lata - Twardzi herosi i przebiegłe karciarki


Lata 40 to początek „złotej ery" westernu, a jednocześnie początek złotego okresu w karierze Johna Wayne'a. To właśnie w tym okresie aktor ten stał się sztandarowym typem bohatera westernowego, i symbolem męskości. Z drugiej strony, lata 40 to także okres wyjątkowo ostrej propagandy antyindiańskiej. W filmach coraz częściej pojawiają się podstępni, okrutni (i rzecz jasna, brzydcy jak ostatnie nieszczęście) Indianie, przedstawiani jako dzikie zwierzęta, dybiące na życie dobrych Amerykanów i cnotę ich córek. Na szczęście, w każdym z tych filmów pojawia się grupa bohaterów, która szybko wybija „dzikusów" do nogi i umożliwia białej rasie dalsze niesienie cywilizacji (przykład „Red River"). Dla osoby choć trochę obeznanej z prawdziwą historią Indian, obejrzenie niejednego westernu z tamtego okresu może być łagodnie rzecz biorąc szokiem. W warstwie psychologicznej niewiele się zmieniło. Wciąż mamy szlachetnych kowbojów o śnieżnobiałych uśmiechach i mdlejące dziewoje. A jednak, powoli zbliża się przemiana.

Lata 50 to z jednej strony szczytowy okres westernu, a z drugiej, pierwsze wyraźne zmiany w tym gatunku. Wśród filmów zmieniających obraz westernu warto wymienić „W samo Południe", „The Searchers" i „Rio Bravo".

„W samo Południe" był filmem zaskakującym i odważnym. Po raz pierwszy oglądaliśmy protagonistę jako niechcianego, odrzuconego bohatera, nie wierzącego w to, że sam zdoła obronić miasto przed bandytami. Szeryf szuka więc pomocy, gdzie tylko się da, jednak nikt nie chce się angażować w konflikt z przestępcami. Tchórzliwe miasto, zgorzkniały stróż prawa, zaskakująco odważna postać żeńska oraz końcowa scena, w której szeryf pogardliwie rzuca mieszkańcom swoją odznakę i opuszcza miasto...Wszystko to było czymś zupełnie nowym dla publiki westernowej. A miał to być dopiero początek.

W 1956, cztery lata po premierze „W samo Południe" John Ford wypuszcza na ekrany „The Searchers". Film był zupełną rewolucją, wywracającą do góry nogami wszelkie dotychczasowe zasady gatunku. Oto obserwujemy losy człowieka, poszukującego ostatniego ocalałego członka swojej rodziny. Po tym, jak jego brat wraz z żoną i córkami został zamordowany przez Indian, Etan wyrusza, aby uratować swoją bratanicę, porwaną przez Indian. Gdy po 5 latach dowiaduje się, że jest żoną wodza Komanczów, postanawia ją zabić razem z jej czerwonoskórym mężem.

Był to bez wątpienia najcięższy i najbardziej psychologiczny western tamtego okresu. Bohater został ostatecznie odarty ze szlachetności i honoru, stając się ponurą parodią dotychczasowych westernowych herosów. Fakt że Ethana zagrał John Wayne tylko wzmacniał ten efekt.

Widzowie po raz pierwszy widzieli westernowego bohatera Ameryki w tak ciężkiej, dwuznacznej i skomplikowanej roli. Co ciekawe film, choć mocno antyindiański, jako pierwszy poruszył też temat rasizmu białych wobec Indian. Ciężka atmosfera i rozbudowana psychologia postaci sprawiła, że film można uznać za wczesnego prekursora późniejszego post-westernu.




Ostatni z wielkiej trójcy to Rio Bravo.


Film z jednej strony wrócił do klasyki (dobry szeryf, źli bandyci), z drugiej jednak poruszył kilka tematów, które w westernach były raczej dotąd omijane. Jeden z bohaterów jest alkoholikiem, któremu nałóg zniszczył sporą część życia. Walka w obronie miasta jest dla niego ostatnią szansą na odzyskanie samego siebie. Sam szeryf jest twardym, chłodnym profesjonalistą, nie bawiącym się w subtelności ani wobec swojego pragnącego wytrzeźwieć przyjaciela, ani wobec płci przeciwnej.

Istotnym elementem filmu staje się też główna postać żeńska. Choć już w poprzednich filmach tego okresu odchodzono od motywu mdlącej dziewoi, to dopiero w Rio Bravo znajdziemy nowoczesną bohaterkę, nie potrzebującą stojącego u jej boku rycerza. Feathers jest wyszkoloną kanciarką i oszustką, potrafiącą ograć w karty każdego pokerzystę w mieściei zawsze potrafiącą się wymigać od kłopotów wdziękiem i urokiem osobistym, który urzeka nawet chłodnego szeryfa.

Niestety, zdaniem większości krytyków obsadzona w tej roli Angie Dickinson nie wywiązała się ze swej roli. Prawdą jest, że pod względem umiejętności aktorskich pani Dickinson bardzo wyraźnie ustępuje Deanowi Martinowi czy Johnowi Wayne'owi, przez co jej postać bywa niekiedy nieco irytująca i ciężko poczuć do niej sympatie.

Na szczęście pozostali aktorzy wywiązali się ze swoich ról bezbłędnie, szczególnie Martin, który w roli rewolwerowca próbującego zerwać z nałogiem filmie przyćmił samego Johna Wayne'a.

Wraz z końcem lat 50, kończy się też złota era westernu, który powoli zaczyna ustępować pola innym filmom. A jednak, gatunek miał przed sobą jeszcze wiele lat życia, i miał przejść zmiany, o których nie śniło się nawet twórcom „The Searchers"




W krzywym zwierciadle - Łowcy nagród i prostytutki


Spaghetti-western to pogardliwe określenie, jakie przylgnęło do niskobudżetowych filmów produkowanych we Włoszech.

Filmy - pomijając kiepskawe początkowo scenariusze i denne aktorstwo - wyróżniały się bardzo wysokim poziomem brutalności, wulgarnym językiem i mocno dwuznacznymi moralnie bohaterami.

Początkowo traktowane jako mierne naśladownictwo, szybko stały się obiektem podziwu i inspiracji, kiedy za kamera zasiedli ludzie tacy jak Sergio Leone i Sergio Corbucci. Ich filmy stały się jednym z najważniejszych rozdziałów w historii westernu, oferując zupełnie nowe spojrzenie na ten gatunek. Świat spaghetti-westernu jest brudny i okrutny.

Główny bohater nie ma nic wspólnego z obrońcami uciśnionych, w większości wypadków jest on cynicznym aż do bólu łowcą nagród, polującym na bandziorów za pieniądze.

To właśnie te filmy wypromowały Clinta Eastwooda, którego bohaterowie stali się krzywym odbiciem bohaterów Wayne'a. Tam gdzie postacie Wayne'a były szlachetnymi, honorowymi twardzielami, tam bohaterowie Eastwooda byli zimnymi i cynicznymi draniami, pomagającym ludziom tylko wtedy, gdy zgadzał się rachunek.

Zresztą wszyscy bohaterowie spaghetti- westernów wykraczają poza ramy klasycznej czerni i bieli. Gangsterzy okazują się mieć uczucia a ci „dobrzy" niekiedy okazują się dużo mniej sympatyczni, niż się początkowo wydawało.

Spaghetti-western stworzył też własną poetykę.

Długie ujęcia krajobrazów, zbliżenia na brudne, przepocone twarze, wydłużane niekiedy do przesady sceny i epicka muzyka Ennio Moricone są cechami, po których od razu rozpoznaje się dobry spaghetti-western.

Sporo skojarzeń współczesnych ludzi na temat westernów wywodzi się tak naprawdę od spaghetti-westernów. Posępni herosi w czarnych płaszczach, epicka muzyka, poetyckie sceny pojedynków, kurz, brud, nieogolone twarze, nieco przerysowani bohaterowie i wisielczy humor...To wszystko elementy, które znajdziemy właśnie w spaghetti-westernach, a których próżno szukać w większości klasycznych westernów.

Również postacie żeńskie uległy zmianie. Tak jak w latach 50 Feathers z Rio Bravo była jeszcze czymś niezwykłym, tak w spaghetti-westernie mamy cały natłok pań, potrafiących sobie poradzić z kłopotami nie gorzej niż ich męscy odpowiednich, niezależnie czy mówimy o rozkochującej w sobie najgorszych łajdaków Jill ("Dawno temu na dziki Zachodzie"), czy o Sarze(„Dwa muły dla siostry Sary" alt. tytuł „Pokarm dla Śepów"), dla której ani pistolet ani dynamit nie są nieznanymi narzędziami.

Warto też wspomnieć o wątku miłosnym, który w spaghetti-westernie niemal w ogóle nie istnieje. Wynika to z bardzo prostego powodu - pragmatyczni aż do bólu bohaterowie wolą zazwyczaj zapłacić parę dolarów prostytutce, niż męczyć się z babą u boku („będzie mi mówiła żebym nie pił, żebym przestał grać, oszczędzał pieniądze na rodzinę? Mam kobiety tylko wtedy kiedy mam ochotę i bez dodatkowych obciążeń" tekst bohatera „Dwa muły dla siostry Sary" doskonale oddaje podejście bohaterów spaghetti-westernów do romantycznych uniesień).

Mimo to, nawet w tych filmach, znajdziemy kilka par, które jednak nie mają już nic a nic wspólnego z dotychczasowymi romansami westernowymi, działającymi według motywu „rycerz ratuje księżniczkę, księżniczka zakochuje się w rycerzu". Najlepszym przykładem jest dwójka głównych bohaterów z wymienionego już „Dwa muły dla...".

Hoogan i Sarah klną gorzej niż oddział marynarzy, piją na umór, palą i zabijają wrogów bez mrugnięcia okiem. Oboje są cyniczni aż do bólu, kłótliwi i nie bawią się w honorową walkę. Ich romans daleko też wykracza poza granicę wyznaczone klasycznym westernie, kończące się na spojrzeniach w oczy i ewentualnych pocałunkach, co doskonale pokazuje jeden z najbardziej znanych cytatów z filmu „A kto do cholery chce cię oglądać w ubraniu?".

Tak jak western amerykański przechodził zmiany, tak i spaghetti-western zaczął w pewnym momencie przekraczać ramy nieco kiczowatej, krwawej zabawy awanturniczej i ruszył w stronę cięższych tematów. W 1968 roku ukazują się dwa filmy, które stały się dla spaghetti-westernu tym, czym „W samo Południe" i „The Searchers" dla westernu klasycznego.

„Dawno temu na dzikim Zachodzie" Sergio Leone jest pierwszym znanym filmem, pokazującym jak dziki zachód ustępuje postępującej cywilizacji.

Pociągi przecinają pustynie, miasta rozrastają się...Już wkrótce cały ten świat zniknie pod betonem i asfaltem. Zanim jednak do tego dojdzie, dwóch mężczyzn stoczy ostatni wielki pojedynek dzikiego zachodu. Sadystyczny morderca Frank zmierzy się z bezimiennym mężczyzną, znanym wszystkim jako „harmonijka", od instrumentu na którym wciąż gra. Na tle ich walki będziemy oglądać umierający dziki zachód.

Jest to bez wątpienia najbardziej poetycki i symboliczny film z gatunku spaghetti-western. Oto oglądamy koniec ostatnich bohaterów i łajdaków tego świata, którzy nie mają już sił, aby walczyć. Wszystko to podkreślane wspaniałą kamerą i niezapomnianą muzyką Ennio Moricone tworzy poruszający i jedyny w swoim rodzaju film o końcu pewnej ery. Jedne z ostatnich słów w filmie „Wszyscy robimy się kiedyś zmęczeni" najlepiej oddają ideę tego arcydzieła.

Inaczej przedstawia się sprawa w przypadku filmu Sergio Corbucci pt „Człowiek zwany Ciszą", będącego do dziś najbardziej wstrząsającym westernem wszechczasów.

Oto zaśnieżony stan Utah, gdzie łowcy nagród w zgodzie z prawem masakrują głodujących ludzi, którzy usiłowali się ratować przed śmiercią głodową poprzez kradzież. W to miejsce przybywa tytułowy Człowiek zwany Milczeniem/Ciszą, który jest ostatnią nadzieją dla mordowanych ludzi. Ale nieważne ilu łowców nagród zabije, prawo i tak zawsze będzie po ich stronie a zła nigdy nie da się pokonać. Obraz wstrząsał zimnym obrazem ohydnego i pozbawionego sprawiedliwości świata, oraz przerażającą rolą Klausa Kinskiego. Jego Loco jest uosobieniem całego zła, jakie kiedykolwiek widzieliśmy w kinie.

Pozbawiony jakiegokolwiek współczucia, okrutny i nieludzki, pozostaje jednym z najbardziej odrażających łajdaków kina. Film okazał się tak przygnębiający i ponury, że reżyser zdecydował się na nakręcenie alternatywnego zakończenia, przez co dziś istnieją dwie jego wersje.

„Człowiek zwany Ciszą" był brutalnym rozprawieniem się z mitem łowcy nagród, jako cynicznego drania, ale w gruncie rzeczy porządnego człowieka. Zamiast tego oglądamy ich takimi, jacy naprawdę byli.

Film obnażył wszelkie mity spaghetti-westernu, udowadniając, że ma on z prawdziwymi realiami dzikiego zachody równie mało wspólnego, co western klasyczny. Tym samym otworzono też kolejny rozdział w historii westernu, tyle że tym razem, pałeczkę pierwszeństwa przejęła znowu Ameryka. Nadchodził czas realizmu w westernie.

Po „Człowieku zwanym Ciszą” western nie mógł już wrócić do tego, co było. Niemożliwy stał się nie tylko powrót do „złotych bohaterów” lat 50., ale także kontynuacja „słodkich drani” ze spaghetti westernów. Film Corbucciego sięgnął głębiej, po raz pierwszy ukazując światu prawdziwy potencjał tkwiący w westernie: nie bajka o dobrych i złych, ale posępna przypowieść o moralności, honorze i zdradzie. Takie też miały być westerny w nadchodzącym dziesięcioleciu.






Antywestern - Zdrajcy, świnie i mordercy

Ameryka nie pozostawała obojętna na wydarzenia w Europie. Gdy stało się jasne, że początkowo pogardzany spaghetti western, zaczyna wypierać klasyczne obrazy z Johnem Waynem, również Hollywood zaczął zmieniać swoją wizję westernu. Nie było z tym większych problemów, nadchodziły w końcu lata 70., a pod murami fabryki snów stały dziesiątki „młodych gniewnych" reżyserów, którzy mieli w kolejnych latach zatrząść światem filmu.

Powstały w tym czasie podgatunek ma wiele nazw: western rewizjonistyczny, acid-western, antywestern. Pomijając jednak nazewnictwo, możemy go określić jako najcięższy i najambitniejszy z westernowych podgatunków.

Antywestern odrzucał wszystko to, co tworzyło western klasyczny i spaghetti western. Porzucono motyw samotnego bohatera, rewolucjonisty, zbawcy niewinnych. Odrzucono również spaghettiwesternowych mścicieli, w pojedynkę radzących sobie z trzydziestoma przeciwnikami. Antywestern miał stać się tym gatunkiem, który najbardziej zbliży się do prawdziwego świata Dzikiego Zachodu. I tak oto, ponad 60 lat po tym, jak świat westernu pomalowano różowymi kolorami, miał nadejść moment, w którym pokaże się światu, jak naprawdę wyglądało życie na bezdrożach Ameryki.


Najbardziej bezwzględnym spośród twórców nowej fali miał być 37- letni Sam Peckinpah, który w 1962 roku nakręcił „Ride the High Country", film, który miał stać się jednym z pierwszych wielkich anty-westernów. Film zawierał w sobie liczne elementy, które miały już na stałe wejść do tego podgatunku: zmęczeni bohaterowie, duża dawka przemocy, podupadający świat, zdrada, przymusowa prostytucja, gwałty, bezsilność wobec zła i smutne zakończenie.

Po pierwszym ciosie szybko nadeszły następne. Wśród najważniejszych anty-westernów Peckinpaha trzeba wymienić „Dziką Bandę" i - chyba najważniejszy z wszystkich - „Pat Garret i Billy Kid". Film ten opowiada historię dwójki przyjaciół, z których jeden został szeryfem, a drugi wyjętym spod prawa bandytą. Pewnego dnia szeryf Pat otrzymuje zadanie zabicia Billy'ego. Z ciężkim sercem rusza na poszukiwania swojego przyjaciela. Czeka go podróż po przeszłości, w trakcie której stopniowo będzie porzucać „dawnego siebie", aby przygotować się do zabicia swojego dawnego przyjaciela.

Film w niesamowity sposób połączył ciężar anty-westernu z poetyką spaghetti westernu. Bohaterowie zdradzają, oszukują i strzelają sobie nawzajem w plecy, popadają w alkoholizm, a jednocześnie wszystko to jest przesycone jakimś cichym romantyzmem, jakby żalem za utraconą niewinnością dawnego westernu. Piosenka „Knocking on Heavens Door" została napisana przez Boba Dylana właśnie do tego filmu. Sam Dylan zagrał zresztą drugoplanową rolę wędrownego muzyka Aliasa.

Bardzo istotnym elementem w anty-westernie stają się Indianie. Po latach przedstawiania ich jako dzikusów i rabusiów, antywestern postanowił zrehabilitować rdzennych mieszkańców Ameryki.

Reżyserzy zaszli w tym tak daleko, że doszło wręcz do pewnej idealizacji Indian. W „Little Big Man" na tle zdradzieckiego i okrutnego świata „cywilizowanych ludzi" Czerwonoskórzy okazują się ostatnimi strażnikami honoru, tradycji i zwykłego, ludzkiego dobra. To właśnie wśród nich wielu upadłych bohaterów szuka ukojenia i spokoju.

A jednak, twórcy anty-westernu nie pozostawiają żadnej wątpliwości co do losu Indian - czeka ich zagłada i nikt ich nie pomści ani się za nimi nie upomni. Tam, gdzie niegdyś dzikie „bydło" indiańskie atakowało szlachetnych, białych kolonizatorów, tam teraz amerykańskie wojsko ku chwale ojczyzny morduje bezbronnych Indian.

Sam „Little Big Man" to zresztą kolejny dobry przykład na to, jakiego rodzaju świat jest przedstawiany w anty-westernie. W filmie widzimy całą paradę ludzi odważnych, nieustraszonych a także szlachetnych i honorowych. Ale koniec końców wszyscy oni zginą, a przeżyje główny bohater - tchórz i cwaniak, zawsze podążający zgodnie z kierunkiem wiatru.

Anty-western stał się jednym z przykładów na to, jak wielkie zmiany miały w świecie kina wprowadzić lata 70. Tak jak splatter pokazał nową, brzydszą twarz horroru, tak i antywestern ukazywał nowy obraz westernu, idealnie wpasowując się w okres zwątpienia i buntu w świecie filmu.

Jednak w miarę wyczerpywania się stylistyki lat 70., również anty-western zaczął słabnąć. W latach 80. nadchodzi nowa era w kinie. Buntownicy zestarzeli się, tak samo jak bohaterowie, o których niegdyś opowiadali.

Być może pierwszym tego typu sygnałem był „The life and Times of Judge Roy Beane" - satyryczny anty-western, opowiadający o człowieku, który na dzikich pustkowiach stworzył niewielką społeczność, wprowadzając porządek za pomocą drakońskich kar, broniąc swoich ludzi przed bandziorami pokroju Bad Boba.

Gdy jednak nadchodzi cywilizacja, starzejący się szeryf zostaje zmuszony do opuszczenia miasta. A jednak, wiele lat później powróci jeszcze raz, aby przed śmiercią wymierzyć „cywilizacji i postępowi" ostatni policzek.

Ukazujący „śmierć zachodu" film, był też swego rodzaju symbolem powolnego wypalania się westernu. Pomysły zaczęły się wyczerpywać, a stylistyka już nikogo nie pociągała. Lata 80. to niemal zupełne zniknięcie tego gatunku i - wydawałoby się - ostateczna jego śmierć. A jednak, western miał jeszcze na krótko powrócić.




Neo-western - grzecznie i politycznie poprawnie

„Tańczący z Wilkami" nieoczekiwanie przywrócił nadzieję w western. Wzorując się nieco na posępnym anty-westernie, „Człowiek zwany Koniem" pokazał obraz człowieka odkrywającego podupadającą kulturę Indian. Wkrótce po tym na ekrany wkraczają „Bez Przebaczenia", „Tombstone", „Dead Man" i w końcu „Szybcy i Martwi".


Trudno podać jakieś cechy, które byłyby dominujące w neo-westernie. Trudno w ogóle uznać go za podgatunek, jako że różnice pomiędzy poszczególnymi filmami są gigantyczne. „Bez Przebacznia" odwołuje się do stylistyki anty-westernu, podczas gdy np. „Szybcy i Martwi" są mocno zainspirowani rozrywkowym spaghetti-westernem i znajdziemy w nich wszystko to, co wyróżniało tamten podgatunek (twardych, posępnych facetów; pyskate, ciężko uzbrojone dziewczyny; dużo krwi i przemocy; dynamiczne strzelaniny).

Inni z kolei próbowali iść w stronę komedii, czego przykładem jest np. „Maverick". O ile jednak stylistyka westernowa na krótko powróciła do łask, to nie udało się już stworzyć kolejnego podgatunku, tak jak niegdyś spaghetti western czy anty-western. Po 1995 western znowu zamiera.




Western czerwony - towarzysze Indianie i inne zboczenia

W westernie amerykańskim trzeba było ponad 70 lat, zanim zdecydowano się pokazać Indian jako ludzi. Tymczasem w Związku Radzieckim znacznie wcześniej zdecydowano się z Indian uczynić prawdziwych bohaterów. Rzecz jasna, duży wpływ na taki stan rzeczy miała Zimna Wojna i wrogość do imperialistycznej Ameryki.

Pomijając jednak podteksty polityczne, spora część „czerwonych westernów" okazała się całkiem niezłymi filmami. W Niemczech i Jugosławii specjalizowano się w filmach indiańskich, a trylogia „Winnetou" do dzisiaj jest wspominana z sentymentem przez wielu Niemców.

Rosjanie z kolei kręcili głównie filmy wyśmiewające „głupich, imperialistycznych Amerykanów" i przeciwstawiając im „pracujący, proletariacki lud meksykański". O ile czerwone westerny z Niemiec i Jugosławii pozostały w pamięci, o tyle rosyjskie filmidła mało kto już dzisiaj pamięta.

Z czerwonych westernów warto też wspomnieć o czechosłowackim „Lemoniadowym Joe". Parodiujący czarno-białe westerny film opowiadał historię pijącego jedynie lemoniadę kowboja, który staje naprzeciw miasta, w którym pije się tylko whisky.

Czerwony western zaczyna zamierać w latach 80. Jego historia kończy się, co oczywiste, wraz z historią bloku wschodniego.

Jednak fakt, że w latach 90. pojawił się w Niemczech „Powrót Winnetou" (bezlitośnie potraktowany przez krytykę), a kilka lat później nakręcono parodystyczny „But Mannitu" (film niestety przepadł w Polsce, być może zawinił tu kiepskawy dubbing polski) świadczy o tym, że nie wszyscy z bloku wschodniego zapomnieli o czasach, kiedy Indian grali Albańczycy ze spadającymi z głów perukami.




Pogrzeb czy odrodzenie?

W ciągu ostatnich 2 lat w kinach pojawiło się kilka ciekawych westernów. Na ekrany właśnie wchodzi remake „3:10 do Yumy" i „The Assasination of Jessie James by the Coward Robert Ford". Choć restauracja westernu w latach 90. nie udała się, to może teraz pojawia się nowa szansa. Warto pamiętać, że również splatter uznawano za gatunek martwy, zanim nastąpił jego renesans od ok. 2002 roku. Może więc jest jeszcze za wcześnie, aby żegnać się z westernem.

Nawet gdyby nie udało się odrodzić gatunku... Western ma za sobą niemal 80-letnie pasmo sukcesów, a obraz samotnego kowboja (choć może cukierkowy i wyidealizowany) na zawsze pozostanie jednym z symboli kina.













Drogi Userze, jeżeli przebiłes sie przez tę kobyłę - Autorem tego tekstu jest Pan Adam Radziejewski.

Mimo, że siedzę w westernach 40 lat, nie odważyłbym sie zmienić, ani jednego zdania.


ps. jeżeli dobrnąłes do końca.... to pewnie bedziemy watek kontynuowali :)

Pozdrawiam Wszystkich westernmanów, a przede wszystkim załozyciela wątku.

W zalewie chłamu i gówna, warto powrócić do tego gatunku.


Recenzje niebawem.

Użytkownik skynyrd edytował ten post 27.07.2011 - 15:03


#44 Użytkownik nie jest zalogowany   wojciech iwaszczukiewicz

  • Użytkownicy
  • 7613 postów
  • Rejestracja: 01.12.2006

Napisano 27.07.2011 - 20:31

ja dobrnąłem do końca.Robi wrażenie!

#45 Użytkownik nie jest zalogowany   skynyrd

  • Użytkownicy
  • 4827 postów
  • Rejestracja: 18.05.2007

Napisano 27.07.2011 - 23:59

Wojtek - miło mi. O publikację zapytałem autora.
Wg. mnie tekst świetny, przeniosę trochę swoich recenzji z ah.
Pośród ogólnego bełkotu filmowego wstern ma się nieźle. Myślałem, że u Lancastera stworzę coś w rodzaju kanonu.
Stworzymy konon tutaj. Może to lepiej, bo więcej antagonistów.
Lubię dyskusję. I polemikę.

#46 Użytkownik nie jest zalogowany   wojciech iwaszczukiewicz

  • Użytkownicy
  • 7613 postów
  • Rejestracja: 01.12.2006

Napisano 28.07.2011 - 07:58

Wracając do meritum.Może to jakieś zboczenie ale dla mnie prawdziwy western to film rozgrywający się wśród kowbojów,rewolwerowców z indianami co najwyżej w tle.Filmy indiańskie to dla mnie nie są westerny( dla jasności nie ma tu żadnego podtekstu rasowego).Tak samo prawdziwy western powinien rozgrywać się w XIX wieku a nie w XX w dobie samochodów.

#47 Użytkownik nie jest zalogowany   stench

  • Użytkownicy
  • 1333 postów
  • Rejestracja: 17.06.2009

Napisano 30.07.2011 - 13:43

ja obok westernów mam w szufladzie Ostatniego sprawiedliwego z Willisem, dzieje się trochę później - ale estetyka, scenariusz i cała reszta pasują jak ulał, scenariusz zainspirowany Kurosawą podobnie jak Za garść dolarów z Eastwoodem
" Są na tym świecie rzeczy, o których nie śniło się fizjologom "

#48 Użytkownik nie jest zalogowany   skynyrd

  • Użytkownicy
  • 4827 postów
  • Rejestracja: 18.05.2007

Napisano 01.08.2011 - 12:00

Wyświetl postUżytkownik wojciech iwaszczukiewicz dnia 28.07.2011 - 07:58 napisał

Wracając do meritum.Może to jakieś zboczenie ale dla mnie prawdziwy western to film rozgrywający się wśród kowbojów,rewolwerowców z indianami co najwyżej w tle.Filmy indiańskie to dla mnie nie są westerny( dla jasności nie ma tu żadnego podtekstu rasowego).Tak samo prawdziwy western powinien rozgrywać się w XIX wieku a nie w XX w dobie samochodów.

Fakt, samochody nie służą kowbojom :) (4min.40sek.)




#49 Użytkownik nie jest zalogowany   skynyrd

  • Użytkownicy
  • 4827 postów
  • Rejestracja: 18.05.2007

Napisano 06.08.2011 - 19:34

Naga ostroga (The Naked Spur) 1953

Niezły western mistrza Anthonyego Manna.
Gra James Stewart i Robert Ryan. W ogóle cała obsada to... 5 osób :)
Zły przestępca Rayan skłóca łowców głów. Jest też - obowiązkowo kobieta miotana uczuciami - Janet Leigh.

Jeżeli chcecie zobaczyć płaczącego Stewarta, to obowiązkowo.

Na razie przeklejki - dalsze recenzje później.

Witajcie w Ciężkich Czasach (Welcome To Hard Times) 1967

Reż. Burt Kennedy

Western inny niż wszystkie. Klimatyczny. Adaptacja prozy Doctorowa.
Tchórzliwy i ogarnięty marazmem Henry Fonda usiłuje przywrócić do życia zapomnianą osadę na końcu świata, nawiedzoną przez Złego Człowieka - diabła?
Plus kobieta (Janice Rule) owładnięta żądzą zemsty.

Warto!

Załączone miniatury

  • Załączona grafika: 573bd46765.jpg
  • Załączona grafika: 822b16fd03.jpg
  • Załączona grafika: xx.jpeg
  • Załączona grafika: xxx.jpeg


#50 Użytkownik nie jest zalogowany   ttancerz

  • Użytkownicy
  • 2 postów
  • Rejestracja: 07.08.2011

Napisano 07.08.2011 - 10:00

czy ktoś pamięta western odcinkowy emitowany przez TVP w 1987 roku? Tytuł"Więzy krwi" albo "zew krwi" Bohaterem był Zef McWein. Trzymał sztamę z Apaczami. Nie mogę znaleźć nigdzie informacji na temat tego filmu. Jakby ktoś miał jakąś wiedzę na temat tego filmu to proszę o info.

#51 Użytkownik nie jest zalogowany   Bronco

  • Użytkownicy
  • 408 postów
  • Rejestracja: 23.01.2004

Napisano 10.08.2011 - 15:55

Wyświetl postUżytkownik ttancerz dnia 07.08.2011 - 10:00 napisał

czy ktoś pamięta western odcinkowy emitowany przez TVP w 1987 roku? Tytuł"Więzy krwi" albo "zew krwi" Bohaterem był Zef McWein. Trzymał sztamę z Apaczami. Nie mogę znaleźć nigdzie informacji na temat tego filmu. Jakby ktoś miał jakąś wiedzę na temat tego filmu to proszę o info.

"Jak zdobywano Dziki Zachód". Zeb Macahan grany przez Jamesa Arnessa. Aktor zmarł w czerwcu br.

Załączone miniatury

  • Załączona grafika: zeb.jpg
  • Załączona grafika: zeb_macahan-_102354207_150972356.png

Użytkownik Bronco edytował ten post 10.08.2011 - 16:04


#52 Użytkownik nie jest zalogowany   skynyrd

  • Użytkownicy
  • 4827 postów
  • Rejestracja: 18.05.2007

Napisano 07.09.2011 - 00:43

Hombre 1967

Reż. Martin Ritt

Pół krwi Indianina Paula Newmana perypetie z białymi.
Wg. mnie to jeden z najlepszych antywesternów. Newman gra bardzo oszczędnie - genialnie. To jedna z jego najlepszych ról.
W tle cała galeria wyrazistych, krwistych postaci. I ten finał...

Gorąco polecam!!!








A teraz skok z tego wysokiego piętra.



Rio Grande 1950



Właściwie tytuł powinien brzmieć Dno Grande :)

Aż przetarłem oczy gdy zobaczyłem, że wyreżyserował tego knota John Ford.

Porucznik kawalerii U.S. John Wayne (z wąsikami a'la Ludwik XIII) scala swą rozbitą rodzinę, w wolnych chwilach mordując Indian.
W tle Chór Dana przebrany w stroje kawalerzystów, śpiewa rzewne piosenki, aż pochlipują stare wąsate sierżanty i półkownik wyglądający jak Groucho Marx.
Do tego drewniana jak taboret Maureen O'Hara, której środki wyrazu godne sa filmu niemego (mimika).

Uciekać !

Załączone miniatury

  • Załączona grafika: 058ac7a0ec.jpg
  • Załączona grafika: a0ef18b055.jpg
  • Załączona grafika: d6e8613e99.png
  • Załączona grafika: x.jpg
  • Załączona grafika: xx.jpg

Użytkownik skynyrd edytował ten post 07.09.2011 - 00:44


#53 Użytkownik nie jest zalogowany   nsk

  • Użytkownicy
  • 454 postów
  • Rejestracja: 01.01.2011

Napisano 07.09.2011 - 09:01

skynyrd, a co sądzisz o serialu Deadwood? Wśród fanów westernu zdania są podzielone mimo tego, że moim zdaniem tchnął nowość w ten gatunek.

#54 Użytkownik nie jest zalogowany   skynyrd

  • Użytkownicy
  • 4827 postów
  • Rejestracja: 18.05.2007

Napisano 07.09.2011 - 09:17

Wyświetl postUżytkownik nsk dnia 07.09.2011 - 09:01 napisał

skynyrd, a co sądzisz o serialu Deadwood? Wśród fanów westernu zdania są podzielone mimo tego, że moim zdaniem tchnął nowość w ten gatunek.


Ano jeszcze nic, bo od pół roku lezy sobie na twardym dysku i czeka na swoją kolej :)
Ostrzę sobie na niego zęby, bo ma bardzo dobre recenzje. A ręce zacieram bo aż 36 odcinków.

Pozdrawiam







Rzeka Czerwona (Red River) 1948

Absolutna klasyka - wstyd nie znać.
Wielka epicka opowieść, spod ręki Wielkiego Maga - Howarda Hawksa.

Mamy tu wszystkie atrybuty westernu - spęd bydła, bijatykę, pojedynek, atakujących Indian, przeprawę przez tytułową rzekę, miłość, moralną przemianę i konflikt głównych bohaterów - zgorzkniałego tyrana Dunsona (John Wayne) i młodego gniewnego Matta Gartha (Montgomery Clift).

Fabuła w skrócie - cytat z filmu - "Bydło pędzili kowboje, a kowbojów Dunson" :)
Drugi plan - świetny jak zwykle Walter Brennan (za 11 lat zagra niezapomnianego Stumpy'ego w Rio Bravo) i John Ireland.

Dodajmy jeszcze do tego muzykę Dimitri Tiomkina i mamy... arcydzieło.

Oczywiście mnie, musiała się trafić wersja pokolorowana przez jakiegoś idiotę.

Koniecznie.

Załączone miniatury

  • Załączona grafika: 0fd6e5462b.jpg
  • Załączona grafika: a246adec47.jpg
  • Załączona grafika: e2802dea2a.jpg

Użytkownik skynyrd edytował ten post 07.09.2011 - 09:18


#55 Użytkownik nie jest zalogowany   noquarter

  • Użytkownicy
  • 96 postów
  • Rejestracja: 06.07.2011

Napisano 07.09.2011 - 14:01

Za kilka Dolarów Więcej.

#56 Użytkownik nie jest zalogowany   skynyrd

  • Użytkownicy
  • 4827 postów
  • Rejestracja: 18.05.2007

Napisano 07.09.2011 - 14:07

Shalako 1968



Western amerykańsko-brytyjsko-niemiecki !

Spokojnie - reżyserował Edward Dmytryk, co powinno być gwarancją, że to nie kolejny odcinek Winnetou.

Szkot Connery gra amerykańskiego pułkownika-tropiciela, Francuzka Bardot, rosyjską? hrabinę, a murzyn Woody Strode, indiańskiego wojownika :)))

Zaczyna się nieźle - w ciągu pierwszych pięciu minut, światowej sławy obrończyni zwierząt - Brigitte Bardot (hrabina Irina Lazar) morduje za pomocą broni palnej pumę, kojoty i ... Indianina, co nie podoba się kompletnie reszcie plemienia.
Utytułowanych Europejczyków, którzy wtargnęli w celu polowania na terytorium Apaczów ratuje tylko ucieczka.

Niestety, gwiazdy w obsadzie nie gwarantują pierwszej ligi. Ale obejrzeć można bez większej przykrości.

Załączone miniatury

  • Załączona grafika: 1fc64cd6fa.jpg
  • Załączona grafika: 1fc881410b.jpg
  • Załączona grafika: 537a270bc7.jpg


#57 Użytkownik nie jest zalogowany   audioburak

  • Użytkownicy
  • 345 postów
  • Rejestracja: 18.02.2011

Napisano 06.10.2011 - 18:56

Teraz może przymróżmy oko. Dobry nowy "True grit", czy remake "15.10 do Yumy", ale gdzie mu do perełki takiej, jak "Rango". Może nie jest tak odjechany, jak "Przełomy Missouri", ale dla wielbicieli Sergio Leone, do których należę - po prostu bomba. Nawet akustycznie saloon nawiązuje do jednej z moich ulubionych scen - początek "Dawno temu na Dzikim Zachodzie". A scena pojedynku po prostu palce lizać! Jasne, że wolałbym, gdyby było nieco mniej humoru, ale i tak jest świetny. Dobra animacja, połączona z pewnym naturalizmem, żeby nie użyć słowa turpistyczna; trzyma poziom. No i jednak wersja z napisami, bez naciągania dla młodszej widowni. AB.