Użytkownik taipan3 dnia 22.10.2011 - 20:25 napisał
Zwracam sie do forumowiczów a szczególnie miłosników winyla z prośbą, ciekawy jestem jakie macie metody usuwania ładunków elektrostatycznych z płyt. Są oczywiscie znane metody polegające na myciu płyt z dodatkiem środków antystatycznych, talerz gramofonowy z uziemieniem, koszulki antystatyczne na płyty różnego typu płyny. Spotkałem sie nawet z przenośnymi urządzeńkami typu Destat Furutecha, nie testowałem cena mnie odstraszyła.
Niestety moje płyty kleją sie do papierowych koszulek a kurz sciągają jak magnes.
Częśc płyt była myta ręcznie z izopropanolu z wodą destylowaną z dodatkiem srodków antystatycznych i wystarcza to na pewien czas. Ale nie jest to rozwiązanie problemu. Mam nowe płyty fabrycznie zapakowane których nie udawało się bez większego trudu wyjąc z koszulek tak były naładowane.
Ciekawy jestem czy są jakieś opracowane metody żeby się z tym radzić. Na myśl mi przychodzi promieniowanie ultrafioletowe. Ale tu jest potrzebny ktoś z lepsza znajomoscia fizyki niż ja. Ciekawy jestem wszystkich pomysłów niekoniecznie praktycznych. Z niepraktycznych myslę o promieniowaniu rentgenowskim.
A tu coś profesjonalnego
http://www.dejonizator-jonizator.pl/oferta-jonizatorow/46-jonizator-pistoletowy.html
Mycie płyty, czy to w Knosti, czy to za pomocą myjki mechanicznej, plus jej przechowywanie w folii antystatycznej (np. Nagaoka no 102) usuwa elektryczność statyczną z płyty. Twierdzę tak, bo po tych zabiegach mogę łatwo zdmuchnąć kurz z płyty i nie przylepia się on do odwrotnej strony longplaya, co miało miejsce wtedy, gdy do czyszczenia stosowałem tylko szczoteczkę karbonową.
Gromadzeniu się elektryczności statycznej sprzyja niedawno rozpoczęty sezon grzewczy w mieszkaniach, bo dochodzi do silnego wysuszenia powietrza. To wiadomo, wpadłem na to dawno temu, bo zauważyłem, że jesienią i zimą silniej mi się elektryzowały taśmy do szpulowca, co objawiało się słabym i cichym, ale jednak słyszalnym "strzelaniem". Powietrze w mieszkaniu należy nawilżać, bo nie będzie się tak silnie elektryzowało, człowiek będzie zdrowszy i nawet kwiatki w chałupie bądą lepiej rosły, hehe. Najprościej i najtaniej robić to kamionkowym nawilżaczem wodnym zawieszonym na kaloryferze, byleby pamiętać o dolewaniu wody. Ja jednak kupiłem sobie nawilżacz na prąd :), bo oprócz nawilżania oczyszcza także powietrze filtrem srebrowym (mniej czuć dym papierosowy) i przy okazji lekko je jonizuje.
http://www.zelmer.pl/wyposazenie-domu/nawilzacze_powietrza/nawilzacz_23z052/
Pozdro,
Yul