Zawodzenie Keitha Jarretta antymotywacją hi-fi...
#1
Napisano 09.01.2012 - 22:17
Ten artysta budzi we mnie bardzo skrajne emocje. Z jednej strony piękne improwizacje, z drugiej dźwięki rodem ze szpitala psychiatrycznego. Aż ma się ochotę zakneblować gościa na wieczność. Gdyby tylko jakiś sprytny inż. od remasteringu pozbył się tego bełkotu z jego nagrań...oczywiście oryginalna wersja dla masochistów mogłaby zostać dalej w sprzedaży :/
Tak wiem, to geniusz, ekscentryk ale błagam...litości...
Cena: około 2000zł
#2
Napisano 09.01.2012 - 23:39
I wzbogaca tym muzykę o nieoczekiwane wrażenia słuchowe - nawet przy najspokojniejszym kawałku nie będziesz się nudził.
No i zawsze człowiek słucha co tam ciekawego się dzieje i jaki nowy dźwięk z siebie wyda ...
Jak dla mnie - OK
#4
Napisano 10.01.2012 - 01:33
Ja w tym nie widzę nic złego - ot, geniusze. A geniusz ma prawo swoich dziwactw. :)
#6
Napisano 10.01.2012 - 09:34
#7
Napisano 10.01.2012 - 09:35
#9
Napisano 10.01.2012 - 15:20
założyć specjalny klub, np. 'klub bólu i rozpaczy podczas słuchania muzyki kita żareta', który to pod przewodnictwem
założyciela tego wątku będzie zrzeszał wszystkich poszkodowanych i cierpiących z powodu pianistyki Kita.
A propos jęków...posłuchajcie np. projektów Masabumi Kikuchi - tam jest dopiero jazda! Jęki i chrząkanie na max'a, prawie orgazm - w takt genialnej muzyki ofkors ;)
"Fajnej płyty wczoraj słuchałem - a momenty były? - A jak!"
#10
Napisano 10.01.2012 - 15:32
Użytkownik samotulinus dnia 10.01.2012 - 09:34 napisał
W pełni podzielam to zdanie.
Zauroczony opiniami kupiłem sobie płytę Jarretta i ku ogromnemu zaskoczeniu usłyszałem własnie owe postękiwania. Niestety, na tym zakończyła się moja przygoda z Jarrettem. Nie potrafię się skupić na muzyce kiedy słyszę jego pomruki.
pzdrw
såså
#11
Napisano 10.01.2012 - 15:40
#12
Napisano 10.01.2012 - 15:55
Użytkownik Arek__45 dnia 10.01.2012 - 15:40 napisał
Możesz rozszerzyć? Nie bardzo łapię - czy w Twoim fantastycznym systemie Jarrett nie stęka czy w Twoim fantastycznym systemie stękania Jarretta są mile dla ucha?
pzdrw
såså
#13
Napisano 10.01.2012 - 16:19
...choćby ten fragment..
Użytkownik Arek__45 edytował ten post 10.01.2012 - 16:30
#14
Napisano 10.01.2012 - 18:57
A na deser coś dla tych, co nie słyszą lub nie chcą słyszeć. Z dedykacją dla ciebie Glubisz :/
Niecierpliwym proponuję od razu przeskoczyć do ok. 6 minuty. Czy te dźwięki rzeczywiście "współgrają"?
Cena: około 2000zł
#15
Napisano 10.01.2012 - 19:13
Bo jak można się podniecać takim szczawiem:
Z kim do ludzi...
...
Ja uczę się jęczeć, z płyt mistrzowskich...
A Missz daje cenne skazówki, jak Kim :D
Użytkownik Piotr edytował ten post 10.01.2012 - 19:23
#19
Napisano 10.01.2012 - 19:56
Widzę, że poza granicami kraju myślą podobnie. Oto podpis pod jednym z powyższych filmików:
Yeah, Keith's one of the greatest musicians to ever walk the earth, but I'll tell ya something.....I wish I could listen to his piano genius without listening to all his moaning and grunting and humming and bad singing. Keith Jarrett is the king of what Zappa called "Jazz Noise".
nick: casestudyification
Cena: około 2000zł
#20
Napisano 10.01.2012 - 20:18
Użytkownik donmarciano dnia 10.01.2012 - 19:56 napisał
Ja też się cieszę, że ty się cieszysz i jak najbardziej się cieszę z fantastycznego przykładu, który na pewno będzie
cieszyć pozostałych fanów kita ż. Byłem na żarecie cztery razy w chicagowskiej filharmonii i nigdy, ale to nigdy, dzwięki z jego paszczy nie zakłócały ani nie deformowały przekazu. Paszczodżwięk i jego pianistyka to jeden organizm.
Nie może być inaczej - bo to już po prostu nie będzie żaret.
Pozdr, M.
#22
Napisano 10.01.2012 - 20:39
Użytkownik broy edytował ten post 10.01.2012 - 20:39
#23
Napisano 10.01.2012 - 20:47
P.S.
No więc? Co to za system??! :)
Cena: około 2000zł
#27
Napisano 10.01.2012 - 21:59
Użytkownik MarkN dnia 10.01.2012 - 20:18 napisał
cieszyć pozostałych fanów kita ż. Byłem na żarecie cztery razy w chicagowskiej filharmonii i nigdy, ale to nigdy, dzwięki z jego paszczy nie zakłócały ani nie deformowały przekazu. Paszczodżwięk i jego pianistyka to jeden organizm.
Nie może być inaczej - bo to już po prostu nie będzie żaret.
Pozdr, M.
Muszę poprzeć Kolegę. Miałem przyjemność obcować z muzyką Jarreta z DeJohnettem i Peacockiem w triu. Jestem święcie przekonany (znając kilka płyt bohatera wątku), że wył, zawodził i jęczał. Prawdopodobnie przez fakt, iż oprócz fortepianu były dwa inne instrumenty, łatwiej było te "atrakcje" zagłuszyć. Aczkolwiek - słuchając takich muzyków nie zwraca się uwagi na owe pojękiwania.
Pasuje mi tu porównanie do różnić między audiofilem a melomanem - jeden z nich będzie "słuchał kabla", a drugi muzyki. Nie chcę nikomu zwracać uwagi, że zwraca uwagę na nie to, co jest istotą muzyki, ale wydaje mi się, że jęki da się samodzielnie "odfiltrować" po prostu wsłuchując się w muzykę.
Pozdrawiam
#28
Napisano 10.01.2012 - 23:25
Użytkownik donmarciano dnia 10.01.2012 - 18:57 napisał
Remember that happiness is a way of travel, not a destination. -- R. Goodman
#29
Napisano 11.01.2012 - 07:31
Zbigniew Granat / Jazz Forum
Pomysł tworzenia muzyki bez formy może wydać się co najmniej niezwykły, aczkolwiek w przypadku Jarretta niezwykłość to cecha, do której chyba już dawno przywykliśmy. Od lat Jarrett intryguje nie tylko swą muzyką, ale też ekscentryczną osobowością. Mowa oczywiście o specyficznym zachowaniu pianisty podczas gry: jego konwulsyjnej gimnastyce przy klawiaturze oraz zawodzeniach towarzyszących długim i skomplikowanym liniom melodycznym. Poprosiłem Jarretta o komentarz na temat roli głosu w jego pianistyce.
„Nie wiem co to jest” – wyznał, początkowo z pewnym wahaniem. „Napisał raz do mnie pewien dentysta, który twierdził, że uwielbia moje nagrania, ale nie może ich słuchać w swoim gabinecie z powodu tego właśnie mojego – cokolwiek to jest – śpiewu. Ponoć działa on irytująco na jego pacjentów. Odpisałem mu, żeby po prostu nie puszczał moich płyt i po kłopocie.”
„Nie wiem co to jest” – stwierdza raz jeszcze Jarrett, ale tym razem wiem, że jest to tylko wstęp do dalszych wyjaśnień. Nie mylę się.
„Jest to energia, która wyzwala się kiedy nagle coś się wydarza, i jest to coś tak ekscytującego, że masz ochotę podskoczyć. Ale ponieważ grając na fortepianie nie bardzo możesz podskakiwać, więc zamiast tego możesz na przykład zacząć nucić – gdy jakiś przebieg melodyczny poruszy cię do głębi lub kiedy próbujesz nakierować swe ręce w stronę czegoś nieoczekiwanego.”
„A czasami po prostu nie lubię brzmienia fortepianu – właściwie nie przepadam za tym, co zwykle kojarzy się z pojęciem pianistyki – więc niekiedy staram się zatuszować ten ‘pianistyczny’ charakter fortepianu i zastąpić go tym, co rzeczywiście słyszę. A to, co naprawdę słyszę, to jest bardzo często głos, jak nić czy wątek, który zazwyczaj jest ciągły w przeciwieństwie do izolowanych dźwięków fortepianu.”
Mamy tu więc do czynienia ze szczególnym wyczuleniem na barwę, w której głos i dźwięk instrumentu stanowią nierozerwalną całość. „Być może to jest dobre porównanie” – dodaje Jarrett. „Jeśli podobają ci się czyjeś obrazy ale nie podoba ci się podpis malarza znajdujący się u dołu płótna, czyż nie kupisz danego obrazu tylko z powodu tego podpisu? Dla mnie ten ‘głos’ jest tak organicznie związany z tym, co robię, że po prostu jest, istnieje.”Wielu pianistów w historii jazzu wydawało różne odgłosy podczas grania, kontynuuje Jarrett, i Bach prawdopodobnie też to robił w trakcie swoich improwizacji. Improwizacja bowiem jest fenomenem chwili. „I jeśli w tej danej chwili dochodzi do eksplozji, a ty masz do dyspozycji tylko jakieś mechaniczne instrumentalne klekotania, białe i czarne klawisze – jesteś po prostu wetknięty w cały ten mechanizm – to musi istnieć jakiś inny dźwięk, który możesz wydobyć z siebie bez obawy przed aresztowaniem. Tym właśnie jest dla mnie to moje ‘śpiewanie’.”
Sądzę, że fani Jarretta zdążyli już przywyknąć do jego wokalizy – w końcu jest to coś, co w specyficzny sposób ubarwia wszystkie znane standardy, jakimi jarrettowskie trio raczy nas od dawna. Aczkolwiek nazwa „Standards”, z którą grupa ta związana jest od dwudziestu lat nie oddaje już istoty najnowszych wycieczek sonicznych Jarretta, Peacocka i DeJohnette’a. Jak wyjaśnia sam pianista: „Jedyne co mogę powiedzieć to to, że ostatnio przeistoczyliśmy się we free-jazzowe trio”. Tę transformację zauważyć już można na dwóch ostatnich albumach grupy: „Inside Out” (ECM 1780) oraz „Always Let Me Go” (ECM 1800).
Zobacz też
| Temat | Forum | Autor | Podsumowanie | Ostatni post | |
|---|---|---|---|---|---|
Hipnotyczne granie w stylu "Endless" Jarretta
|
Muzyka | MatusP |
|
|
|
bunt CD?
czyli dlaczego odtwarzacz nie gra Jarretta |
Stereo | Tenanu |
|
|
|
|
Muzyka | jotesz |
|
|
Audiostereo Magazyn
Nadchodzące wydarzenia w kalendarzu
Popularne tagi
- stereo
- wzmacniacz
- dac
- denon
- koncert
- update
- pioneer
- cd
- kolumny
- warszawa
- jazz
- audiopunkt
- niedrogie
- marantz
- nad
- amplituner
- akustyka
- yamaha
- słuchawki
- winyl
- konkurs
- q21
- tanie
- dali
- artykuły
- lampa
- dźwiękowa
- kef
- głośniki
- harman kardon
- odsłuch
- post-rock
- muzyka
- squeezebox
- zestaw
- jamo
- flac
- post rock
- sennheiser
- gramofon
- e10 maya u5
- cx 880
- joplin
- ragtime
- denon df 107
- bose wave
- tak do 500 zł.
- maple leaf
- bose
- scott
Najnowsze tematy
-
Głośniki do kolumn, wybór do 500zł.bigben.cycu - dziś, 22:27
-
-
Pomoc pilnie potrzebna ! Wzmacniacz zwariował!gnacik - dziś, 18:48
-
-
NUDA Phono + Goldring 2400/2500vlado - dziś, 17:32












