Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 09.09.2009 w Wpisy na blogu

  1. 5 punktów
    Źródło: O czym jest forum audiostereo
  2. 4 punkty
    Z pozdrowieniami dla naszego forumowego von Nogay'a http://www.youtube.com/watch?v=lKQFPahVfOs
  3. 4 punkty
    Mam 29 lat i właśnie odkryłem stereofonię, czyli przestrzenne rozlokowanie krystalicznie czystych źródeł dźwięku. Do tej pory słuchałem muzyki z komputera. Ah, te "głośniki". Co za porażka. "Czy kupiłeś głośniki do komputera?" I ten subwoofer, bo inaczej "nie będzie basów". W sumie to subwoofer w grach komputerowych ma sens. Ale przecież kupowałem go z myślą o muzyce. Słuchałem też odtwarzaczy mp3. Miałem jeden tandetny za ok. 100 zł. Potem kupiłem też tani, ale chyba nawet dobry – Sansa Clip oraz Sansa Fuze firmy Sandisk. Jednak słuchawki, których z tym używałem.. Oryginalne były niezłe, ale uszkodziły mi sie i kupiłem takie za 30 zł! Uszkodzilem sobie tego typu słuchawkami słuch – mam spadek dynamiki dla górnych zakresów częstotliwości.. Ale nie jest źle :) Potem nastąpił przełom – tak mi sie wydawało – kupiłem kino domowe Sony e870. Miało taki fajny subwoofer! ;) Słuchałem na tym muzyki w przekonaniu, ze robię to jak należy. Mam przecież tyle "głośników" i taki masywny subwoofer! Potem kupiłem Sonos zp90. Połączyłem go przewodem optycznym z kinem Sony. Byłem dumny że cyfrowo przesyłam dźwięk. To dopiero jakość. Na dodatek nie używałem już w ogóle komputera! Czułem, że robię ważny krok naprzód. Może rzeczywiście tak było. Jednak pewnego dnia.. Przechodziłem w Saturnie obok pewnego zestawu. Zatrzymałem się. Pet Shop Boys – Suburbia. Nie mogłem odejść. Każdy instrument miał swoje miejsce! Perkusja, basy, wokal, syntezatory, efekty.. Wydzielone, czyste, własne miejsce. Poza tym, dźwięk był radosny, swobodny a jednocześnie miał wyraźny bas. Ten zestaw to Dali Concept 6 i DENON AVR 1612. Gra to naprawdę dobrze. Ten Denon ma dyskretne końcówki i nie ma niepotrzebnych funkcji jak DLNA. Jest dziarski, odchudzony. Po tym doświadczeniu wydałem pieniądze dwa razy i w końcu mam to samo u siebie. Scena stereofoniczna. Mój zestaw: – Denon PMA 710AE, – Denon DNP 720AE, – Dynaudio DM 2/8. Koszt to 7000 zł. Nie myślałem, że wydam tyle na sprzęt audio. Ale już wiem, że było i jest warto to robić. Mam w domu dźwiękową saunę! Stereofoniczna scena jest wyraźna nawet na końcu pokoju, w odległości 4.5 m od kolumn. Co ciekawe kolumny nie stoją daleko od ściany – odległość to ok. 0.5m. W międzyczasie popełniłem jeden błąd: Onkyo 609. Prawie żadnej sceny stereofonicznej. A dużo bajerow, które się często zawieszają. Dlatego napisałem ze wydałem pieniądze dwa razy. Mogłem chyba kupić po prostu tego 1611 z kolumnami Dali. Ale wiedziałbym mniej o Stereo :) Różnicę w jakości dźwięku pomiędzy Sonosem a Denonem 720 przemilczę.. Na razie :)
  4. 3 punkty
    Witam grzecznie odwiedzających ;) UWAGA: słowo "ambiofonia" w najbliższym czasie zostanie zmienione na bardziej odpowiednie wyrażenie... cdn.Tak... minęło sporo czasu, konstruktorzy tego ustrojstwa są w podeszłym wieku albo niektórych już dawno niema. Ich kilka dzieł wywołuje spore zamieszanie, choćby na przykład ten... Na allegro żądni zysku od czasu do czasu wystawiają w aukcjach " podobne " egzemplarze za niezłe sumki. Co w tych radmorach jest takiego ? Niestety nic szczególnego ;) - no poza miłym brzmieniem i niepowtarzalnym wyglądem ;) Mają to coś - nie wszystkie ale jednak poprawnie pielęgnowany radmor ma to coś... Kiedy po raz pierwszy włączyłem to ustrojstwo jakoś tak po ponad 20 latach nieużywania, zagrało bardzo miło, miękko, ciepło i tak jest do dzisiaj. ;) Radmor " dorobił "się 2 paneli - złoty i srebrny, obydwa z zaginanymi rogami. Moje spostrzeżenia co do najstarszych modelów 5100 ;) Miękkie wzbudzanie się wokalu na tyłach i ZERO szumów, zniekształceń i innego pluskania, bulgotania zdarzające się w późniejszych modelach 5102 i -TE. Główną przyczyną zakłóceń słyszalnych na tyłach najczęściej jest transformator, odczep kontur, czasem wadliwe potencjometry jak i większość stereo dekoderów. W końcowej produkcji wiele do życzenia pozostawiały tranzystory......... Posiadam 3 szt. bardzo starych egzemplarzy 5100 i w żadnym z nich na tyłach nie słychać zniekształceń, szumów, plusków itd. Do tego stopnia że da się całkiem miło słuchać muzyki bez podpiętych przodów. To dźwięki słyszalne z innej perspektywy... Jeden egzemplarz mam szczególny.... IDEALNY :) Nie bardzo pasują do niego oficjalne parametry, mimo wszystko to też Radmor 5100 :) http://www.youtube.com/watch?v=2D6MqcICCtg Nie jest to coś niezwykłego, w dzisiejszych czasach niektóre dobre klocki też grają - na tych 2 plusowych a nawet lepiej... Jednak w 1976 to nie było takie proste, tym bardziej w komunistycznym kraju. Jest jeszcze jedno małe ALE. Podczas słuchania słuchacz odnosi wrażenie wędrówki dźwięków ( także wokalu ) ze sceny głównej na widownię a nie jak to jest zazwyczaj - wrażenia otaczanie słuchacza przez dźwięki, muzykę itd. Ta subtelność wywołuje piorunujące wrażenie na słuchaczach, ma się wrażenie jak by siedziało się gdzieś na sali lub studio... Dzisiaj za tak grający sprzęt trzeba sporo zapłacić i nie zawsze zostaje z nami na długo. Meloman po czasie odkrywa, że jest coś nie tak, szuka dalej... Czym innym jest wędrówka muzyki do słuchacza a czym innym wrażenie otaczania przez muzykę. Zespół gra na scenie a TY zazwyczaj siedzisz sobie na widowni - tak to właśnie bywa, na scenę IDZIESZ co najwyżej wręczyć kwiatki lub po autograf. No nie ? ;) ---------------------------------------------- Ciekawostki :) Nie bez powodu daje właśnie tą fotkę tutaj. Oryginalny przełącznik z charakterystycznym śladem od mocowaniu pokrętła od spodu. Ślad po śrubie... Takie pokrętła " płetwy " z dokręcaną śrubką od spodu były matowane w serii informacyjnej, ale i chyba zdarzały się jeszcze nieco później. ---------------------------------------------- Zdjęcia przedstawiają bardzo rzadki moduł PWM-2 i PPK-2 serii "A" którego praktycznie się nie spotyka za wyjątkiem kilku ocalałych sztuk Radmor 5100 z serii informacyjnej przeznaczonej do eksploatacji kontrolowanej w warunkach domowych. Polegało to na tym że wybrane osoby " dostawały " takiego radmora do domu który podlegał jeszcze testom, badaniom. Jak się domyślam szczęśliwi posiadacze mieli obowiązek informować o przebiegu eksploatacji, swoich odczuciach, spostrzeżeniach co do użytkowania świeżo wyprodukowanego amplitunera... Jak na razie jestem jedyną osobą która udostępniła zdjęcia tych modułów. Fotka modułu z 1976r. bez nadruku "TORAL " jak i brak numeru branżowego, sugeruje to że te moduły niebyły jeszcze dopuszczone do prod. seryjnej. fotka spodu, widać także do-luty na PWM-2 GRAMOFON ... - czyli wspomniany wyżej moduł PWM-2 w modelach testowych wyróżnia się całkiem przyzwoitymi osiągami :) W zasadzie wystarcza by posłuchać sobie muzyki na bardzo wysokim poziomie nawet dziś. U mnie śmiga w okolicach 1,8mV a myślę że 1,5mV też go nie przerazi... Na zdjęciu od prawej to moduł PPK-2 z roku 1976 ( na tranzystorach motorola ) ---------------------------------------------- Głowica radiowa PGUb-2 serii "A" równie rzadko spotykana właśnie w tym wydaniu. Rożnica polega na nieco innym rozplanowaniu masy - w zasadzie chodzi o przegrodę wewnętrzną która niema kontaktu z klatką zewnętrzną + nisko szumowe komponenty, moim zdaniem te najstarsze głowice są bardziej dopieszczone... ---------------------------------------------- Stereo-dekoder z roku 1976. Jak na razie chyba jedyny taki pokazany szerszemu gronu. Jego budowa jest taka sama poza nieco innym ekranem na cewkach C303 i 305. Zbudowany jak wszystkie inne na zabytkowym UL1601. Ten konkretny egzemplarz jest dosyć szczególny, przede wszystkim nie szumi, nie skwierczy a ambiofonię można słuchać nawet na samych podpiętych tyłach. Dźwięki są czyste, niezniekształcone no i słyszalne z innej perspektywy - tak jak to powinno być. Owszem nowe rozwiązanie pana Macieja z Gdyni jest lepsze. Oryginalnego jednak nie zamierzam wyrzucać :) - także z 1976 ale już ciut inny... Ewoluowanie stereo dekodera na przestrzeni 40 lat :) Widoczny pierwszy z brzegu to jakiś prototypowy, chyba najstarszy z najstarszych :-) ---------------------------------------------- ALPS: Ten niepozorny komponent w 1976 roku był w sferze marzeń. ( w Polsce oczywiście... ) Embargo, brak dewiz, troskliwa polityka zatroskanej o społeczeństwo partii ;) To były czasy o które nieomal się otarłem... Chłopaki z zakładów Radmor -u mieli jasne zadanie. Mieli skręcić amplituner na poziomie światowym. W 1975 / 76 niektóre podzespoły w Polsce niebyły nawet produkowane lub kiepskiej jakości. Do pozyskania tych brakujących Radmor wykorzystał istniejące różne kontakty z zagranicą. ( tzw. "Zachodem" ) Pozwoliło to na pozyskanie niektórych brakujących komponentów. Głównie potencjometry Alps, wskaźniki wychył-owe Varia, niektóre kondensatory, tranzystory, układy scalone. Czasy były bardzo trudne i wszystko nie było tak łatwo dostępne jak dziś. Zdjęcia modułów: PWR-2 testowy / prototypowy oraz moduł PWR-3 z fabrycznie zamontowanymi alps -ami. ---------------------------------------------- To chyba najbardziej unikatowy moduł... PPCz-2 serii "A" Podczas eksploatacji wiele egzemplarzy wykazywało drobną niestabilność, serwisanci standardowo wywalali ten moduł zastępując go zmodernizowanym modułem PPCz-3. Efekt końcowy zabiegu jest taki że tych modułów do dzisiejszych czasów ocalało bardzo mało - być może ten jest jedyny... Ciekawostka: Pierwotnie pod rezystorem nastawnym R 222 miały być 2 diody i brak opornika R 227 . Ocalały moduł jest normalnie eksploatowany, przy okazji usunąłem usterkę zlokalizowaną na L203. Być może przez tą wadę ( chyba fabryczna ) wymieniano te moduły na nowsze. Podczas gdy temperatura wewnątrz amplitunera rosła następowało znaczące odkształcanie się plastikowego kosza co skutkowało przemieszczeniem się nawiniętego zwoju względem rdzenia, przez co punkt "0" nigdy nie był idealnie pośrodku... Identyczna upierdliwość występowała we wszystkich modułach z 76 i 77 roku. Pomagała wymiana cewki lub całej pary + konserwacja rezystora R222 . Dzisiaj śmiga elegancko i pełną parą a punkt "0" jest dokładnie pośrodku :-) Scalak to zacne CEMI UL1242V http://www.youtube.com/watch?v=oN1uh79cPeY ---------------------------------------------- Programator - czyli moduły PPDa-3 i PPDb-3 ... ( -4 ) Te pierwsze były dosyć proste o znacznie mniejszej ilości podzespołów. Prawdopodobnie pierwsze 300 - 800 szt. miało " plastikowe " ośki ( bardzo odporny i twardy materiał... ) Posiadam jeden prototypowy moduł PPDb ( -3 lub -6 ) i jako ciekawostka zamieszczam jego zdjęcie. Kolejne fotki to już wyklarowany kompletny programator z roku 1976. --------------------------------------------- PPN-3 / PPN-4 Bez tego modułu ciężko by było docenić walory brzmieniowe Radmor 5100 :) To tylko 4 tranzystory i zaledwie garstka innych podzespołów... Ta ta zaledwie garstka zawstydza niektóre współczesne konstrukcję. Zakładając że tranzystory masz parowane i nisko szumowe, potencjometr ALPS jest idealny - czyli wyselekcjonowany... = Niezniekształcona ambiofonia. Cała reszta tego amplitunera także musi być idealnie zestrojona a komponenty nie mogą być wlutowane przypadkowo... Troszkę trzeba się natrudzić i wykosztować jak się chce mieć idealnego radmora. Te pokazowe 5100 ( testowe ) właśnie takie są. Nowy Radmor 5100 na pewno drażnił konkurencje i podnosił ciśnienie niejednemu z tej branży... Firma bez tradycji audio na dzień dobry skręciła sobie coś co każdy chciał mieć :) --------------------------------------------- TRAFO Szczęśliwy ten komu nie brumi, nie burczy, nie brzęczy :D Solidne, ciche i zapewniające pożywienie - czyli wydajne. Mój TRS właśnie taki jest :) -------------------------------------------- A to gwarancja i jednocześnie winowajca zamieszania - to oni ! z Gdyni ! Łobuzy jedne, to oni skręcili ! Szkoda że wszystkie radmory nie maja takich parametrów jak ten. Ze względu na konstrukcje i dostępność podzespołów dzisiaj raczej bez problemów można każdego radmorka sobie dopieścić. Na Allegro jest kilka osób przywracających dawną świetność, kwestia kasy i chęci. -------------------------------------------- ZŁOTY ;)- Dlaczego ta bardzo stara Razmoryna jest złota ;-) W czasach jak mnie jeszcze na świecie nie było, coś poszło nie tak :DDD ... Kolor panelu przedniego był raczej czarny. Jednak według innych podań i przekazów ludowych ponoć grafitowy ;-) ... Jak było naprawdę ? Szczerze mówiąc to zdarza się niezwykle rzadko by z czarnego zrobił się idealnie złoty... 40 lat na Ciebie czekałem ! smoliście CZARNY ;) Z założenia wszystkie właśnie takie miały być, no ... ale to słoneczko ;) Poniżej fotki zachowanego do bólu - czyli full oryginał. Jego nr. seryjny to 216 z modułami z 1976 r. Moduły z Alps - ami są z maja 1977, czyli z czasów jak mnie na świecie nie było. Prawdopodobnie egzemplarz ten nie był poddany modernizacji w latach późniejszych co z pewnością przyczyniło się do zachowania kilku bardzo rzadko spotykanych podzespołów elektronicznych / modułów. Np. płytka częstotliwości pośredniej pracuje na układzie CEMI Ul1242V . Nie posiada także dorobionych koszy pod wskaźniki wychył-owe jak i jakimś cudem zachowały się wszystkie potencjometry wieloobrotowe w wersji otwartej TELPOD -u w programatorze - praktycznie nienoszące śladów używania. Pucowanie, czyszczenie, konserwacja zajęła mi całe dwa dni. Wnioski są takie że to ustrojstwo stało gdzieś zapomniane przez Boga i ludzi ;) To chyba dzięki temu ocalał nieomal w stanie idealnym do czasów współczesnych. Moje najrzadsze zdobycze są pod szczególną troską i z stąd by odbudować coś ultra unikatowego na jakiś czas poświęcam rzeczy mniej unikalne. Moduły są przekładalne i jest to czynność bezinwazyjna. Np. do codziennego słuchania używam nowego stereo dekodera Macieja z Gdyni. Kondensatory elektrolityczne raczej przeżyją jeszcze i mnie ;) Książeczka ... nie tyle do nabożeństwa ;) -- co raczej zdecydowanie bardziej opisująca jak to poczciwe ustrojstwo bezpiecznie i z satysfakcją używać. Instrukcja Obsługi wydana w 1977roku. Po niżej w dobrej jakości fotki z zawartości... Zapraszam do zerknięcia. Wycinki z uwczesnej prasy w lepszej rozdzielczości udostępnione przez użytkownika o nicku " burz " http://s895.photobucket.com/user/burz_pl/library/Radmor%20lata%2070/skany%20w%20duzej%20rozdzielczosci?sort=3&page=1 Wycinki z gazet - " Przegląd Techniki " Elektronika " Czas " z 1976 - 1978 r. udostępnione przez użytkownika o nicku " burz " Niestety nie zachowała się " stopka " tylko te wycinki. Mimo wszystko dokładną datę można sobie ustalić z tak ładnie zwanych " paginów " ( na początkach lub końcach tekstu ) jak i wiele można sobie wywnioskować z samego tekstu... Cała reszta o której najmniej się wspomina ;) DODANO 26.12.2013 stan obecny niekturych wybranych modółów:
  5. 3 punkty
    Witamy, W dniu dzisiejszym uruchomiliśmy możliwość pisania blogów. Na stronie http://www.audiostereo.pl/blogs możecie tworzyć zarówno własne lokalne blogi, jak i linkować do blogów zewnętrznych. Tym samym pod tym adresem startuje blog serwisu audiostereo.pl, który będzie oficjalnym kanałem informacji od administracji i redakcji. Serdecznie zapraszamy do dodawania własnych blogów.
  6. 2 punkty
    Zacznę od refleksyjnego „disclaimera.” Sam się dziwię, że piszę o audiofilstwie, coraz mniej i rzadziej udzielając się na forum. Nie zależy mi na odezwie lub reakcjach, nie chcę udzielać się w polemikach. Są ciekawe wątki na AS, ale one przeważnie pisane i rozwijane są przez zawodowców znających się na temacie szczegółowo, operujących liczbami i imponującą wiedzą. Poza tym dyskusje są mierne i jałowe – no bo jak pisać o czymś co ma sens jeśli się nie słyszy, jak to gra „w terenie”? Jak zweryfikować doświadczenie i umiejętności autora wpisu? Jak pisać poważnie skoro wiadomo, że wymiana skończy się prostacką jatką? Tak urządzono na tym świecie – gdzie akcja, tam reakcja; gdzie mądrość tam głupota. No i niestety (a może na całe szczęście?) jak mawiał Gombrowicz, żyjąc przeglądamy się w twarzach prostaków. W oczach natury każde zdanie się liczy. W zasadzie pisząc blog, oceniając czyjąś opinię jako prostacką, już stajemy się prostakami – próbując mieć jakieś własne, uparte zdanie w tym oceanie wirtualnej przestrzeni, gdzie wrzuca się do woli śmieci umysłu, tak jak wrzuca się dziś, w ogromnych ilościach, plastik do Oceanu Spokojnego. Jednakże mija już dojrzałe naście lat odkąd zacząłem wtapiać czas i zasoby finansowe na swoje hobby i doświadczenie to zaczyna wypierać potrzebę jakiejś formy wyrazu. Dziwne jest to, że od kilku lat głównym kontaktem medialnym ze światem jest cudowny YouTube (wiem też to znasz! ), ale, może dla zachowania równowagi emocjonalnej i w obronie przed fiksacją audiofilską nie wpisywałem do przeglądarki Youtube niczego co miałoby jakikolwiek związek ze sprzętem audio. Stosunkowo niedawno złamałem te zasadę. Można powiedzieć, że poznałem ludzi, z którymi dzielę beznadziejną pasję – kosztowną, absolutnie nie gwarantującą satysfakcji. Poznałem Japończyków mieszkających w klitach naładowanych hiendowymi pakami. Jeden z nich zainstalował słup energetyczny przy swoim mieszkaniu, żeby sprzęt miał dobry prąd, bo, jak słusznie ów pan stwierdził, zły prąd jest jak zepsuta krew w organizmie. Na chorej krwi – domyślamy się – nawet mocny organizm nie pociągnie. Ostatecznie na YouTubie regularnie słucham dwóch amerykańskich kanałów: Audiophilac i Zero Tolerance. Ten pierwszy, (spolszczę go jako Audiofiliaka) i skupię się na nim, to Steve Guttenberg, rasowy nowojorczyk. Guttenberg wypowiada się, czyli nagrywa kilkuminutowy klip, codziennie; wie na temat sprzętu dużo. Słuchał sprzętów dużo jako pasjonat ale i jako sprzedawca hiendu przez kilkanaście lat. Steve ma swoje lata, ale trzyma się świetnie, wygląda dobrze. Niczym stary, dobry wzmacniacz Sansui – oczywiście na chodzie – Audiofiliak kreuje się na luzaka z lat 70tych; dłuższe, może nawet podkręcone włosy, codziennie inna koszula – gusta i kolory hippisowskie. Z mowy i oblicza jest typowym nowojorskim Żydem, spokojny ale wygadany (głos, akcent i intonacja przypomina mi Woody’ego Allena). Wygląda na to, że ma jeszcze swoje zęby. No i te oczka: błyskotliwe, przenikliwe i epatujące pewnością siebie. Może tylko dłonie – którymi od czasu do czasu sprawnie wymachuje, jak przystało na amerykańskiego TV-hosta – wskazywałyby na wiek 70 + , a wiec na wcześniejsze stadium nobliwej sędziwości. Audiofiliak sprzedawał sprzęt, miedzy innymi, bardzo bogatym Azjatom, co pozwoliło mu na wglądw bardzo ekstrawaganckie pomysły i eksperymenty doskonalenia dźwięku stereo w domu. Okazuje się, że bez względu na to czy kupujesz coś z „entry level” czy jesteś szejkiem, problemy z „ustawieniem” hi fi i rozczarowanie z tym związane są dokładnie te same. Z rozbawieniem przyjąłem do wiadomości, że obrzydliwie bogaci Azjaci potrafią zostawić sprzedawcy kilka tysięcy dolarów napiwku, na przykład, nie kwapiąc się, by odebrać swoją kaucję za wypożyczenie kilku referencyjnych IC. Prawdą jest, że to właśnie Steve zainspirował mnie, żeby nie patrzeć na audiofilską stronę swojego życia ze zgorzknieniem, a może, i to całkiem często z politowaniem. No bo ile można wtapiać pieniędzy, by wielokrotnie powracać do tego samego punktu? Okazuje się, ze do wielu prawd, wygłaszanych przez starszego kolegę, powiedzmy nestora – a szanować starszych mnie życie nauczyło – doszedłem sam, wymieniając komponenty i głośniki – odsuwając je od ściany, migrując po pokoju i po pokojach; zmieniając kable, ustawiając elektronikę i monitory na różnych powierzchniach, przesuwając meble i marszcząc zasłony, wciskając materace, styropiany lub karimaty między komodą a ścianą. To się nazywa pasja, a ta musi czegoś nauczyć, pod warunkiem, że trwa latami i buduje – jak Steve – dziedzictwo doświadczeń. W dziele tym, spotkania z technologią oraz spotkania z ludźmi są jednakowo ważne. Ale dochodzi do tego jeszcze świadectwo zmysłów oraz także odwaga, żeby przyznać się, że słyszysz dokładnie to, co słyszysz. Jeśli wpakowałeś oszczędności w przyjemność wypakowania wzmacniacza albo daca, który zbudowany jest jak czołg, ma szczotkowany panel przedni, piękny wyświetlacz, no i fantastycznie pachnie nowością – ale to nie gra u Ciebie, albo nie gra w ogóle, to nie jest to przyjemność, którą poszukuje audiofil lub amator wykwintnego odsłuchu muzyki w domu. Stwierdziłem, że moje doświadczenie jest bezcenne. W przeciwieństwie do Steve’a, który zajmuje się tematem od dekad, jest człowiekiem żyjącym w jednym z najbardziej dostatnich i ruchliwych i miejsc na ziemi, nie miałem dostępu do setek urządzeń ani głośników. W tym co robiłem kierowałem się zasadą minimalizmu, założyłem bowiem, że na swoje hobby nie powinno się wydawać zbyt wiele pieniędzy. Kupić porządne głośniki, dobry wzmacniacz – spróbować dzielonej amplifikacji – źródło, odtwarzacz, gramofon, może streamer – od czasu do czasu podłączyć magnetofon … wystarczy. Założyłem także, ze nie będę robił ze swojego pokoju studia. Dom to dom, ma być przytulny i funkcjonalny, nie chcę mieszkać w jaskini z dyfuzorów i ze ścianą elektroniki. Nie jestem elektronikiem – nie mogę konstruować własnych wzmacniaczy, nie będę próbował. Jednakże próbowałem wszystkiego, co było w zakresie moich możliwości technicznych. Kleiłem i skręcałem stendy, szafki, testowałem ustroje antywibracyjne własnego pomysłu, zawieszałem skrzynki na sprężynach, doprowadzałem osobne kable z rozdzielnicy by zasilić tylko sprzęt. Testuje dwa systemy w dwóch różnych pokojach, w dwóch różnych domach. Każdy eksperyment mnie więcej nauczył niż wymiana elektroniki. Można powiedzieć, ze zrobiłem dużo bez ustawicznego sprzedawania i kupowania. Dziś wiem, że nie ma sensu napalanie się na klocek na podstawie lektury recenzji. Jeśli odtwarzacz, wzmacniacz, kolumna mają przebieg wiele tysięcy kilometrów najprawdopodobniej nie zagrają tak jak w recenzjach. „Nienaprawiany” „nierozkręcany” przez dwadzieścia lat znaczy tyle, co zużyty i nadający się tylko do reanimacji. Przykłady i mądrości mogę mnożyć. Jako audiofil ze skromnym doświadczeniem ilościowego przerzucania sprzętu, często kiwam głową słuchając ludzi takich jak Guttenberg – mówię sobie: „dokładnie tak jest.” Sprzęt nie zawsze gra tak samo, kupujesz drogo – będzie coraz trudniej wyegzekwować deklarowaną rozdzielczość, sprzęt nigdy nie gra w idealnych warunkach. To jest Twój sprzęt, Twój pokój, Twoja ściana. To musi tu zagrać. Nie stawiaj głośników przy ścianie… nie stawiaj wzmacniacza byle gdzie… etc. Moją wiążącą myślą na dziś niech będzie przekonanie że, w poszukiwaniach „swojego” systemu, liczy się własna przytomność oraz prawda, że, w hobby tym, zresztą jak w każdym innym zajęciu, bardzo łatwo coś przedobrzyć. Wspaniałe rozprawy techniczne, ustalanie norm, parametryzacja celu i zadań sprzętu, obliczanie optymalnych ustawień głośników przeważnie, o ile nie zawsze, nie przełożą się na wymierny i oczekiwany efekt. Jeśli dopieścimy jeden aspekt ustawienia – pojawi się kolejny problem – ani obejrzymy się a sprzęt rozrośnie się o rodowane końcówki i wtyki, wymyślne gniazdka, patentowane podpórki pod kable. Kondensatory tańsze zostaną zastąpione droższymi, okablowanie budżetowe okablowaniem markowym, luty cynowe lutami cynowymi z domieszką srebra. Czy to nam zrobi dobrze i poprawi dźwięk? W kategorii jakości odsłuchu muzyki w domu – nie, ponieważ zjawiska życiowe rządzą się zasadą powiedzmy fizyki totalnej lub holistycznej. Zjawiska, swoistej formacji wielowymiarowej jak hi fi w domu - jak już wspomniałem często zdeterminowanej czynnikiem psychofizycznym, psychoakustycznym – władze ludzkiego umysłu nie są w stanie objąć, ogarnąć, pojąć. Jeśli do głosu dochodzi smak, upodobanie estetyczne doświadczenie ludzkie nie sposób odwzorować pojęciami, które można by przełożyć na dyskretne rozwiązania praktyczne. Podobnie jest ze słuchaniem – słyszymy albo to, co możemy, jako istoty biologiczne i uspołecznione, usłyszeć, albo to, co chcemy usłyszeć. Skupiasz się na jednym aspekcie problemu, tracisz władzę nad innymi aspektami. Jeśli budujesz niezdrowe przywiązanie do jednego rozwiązania, lub perspektywy, wchodząc w głębie, kanały, tajniki, ocierasz się o niedorzeczność. Poszukując rozwiązania technicznego stajesz się postacią narracji tragikomicznej, nawet jeśli wierzysz, że rozwiązanie należy szukać w liczbach i obliczeniach. Pięknym darem życia i natury, choć jest to dane mniejszości populacji ludzkiej, jest nadmiar, naddatek, nadkonsumpcja danych nam środków życiowych. Nadprodukcja jest przecież istotą polityki seksualnej człowieka, który korzysta z energii erotycznych nie tylko z myślą o prokreacji. W tej kwestii, nasuwa mi się jednak przede wszystkim przykład związany z kulturą. Postawę wielkiego człowieka , ale i zasobnego mocarstwa jakim jest, na przykład, Ameryka, charakteryzuje przekonanie, że aby zrealizować coś, by zrobić dobrą robotę, trzeba dobrze zbadać temat, nagromadzić wiedzę i informacje. Oczywiście, to święta prawda. Problem w tym, że – jeśli mamy nieograniczone możliwości – zagłębiamy się w te czynności z niepotrzebną pedanterią. Amerykański przemysł filmowy potrafi, na przykład, wyłożyć grube pieniądze na ogromne zaplecze techniczne, żeby, na przykład, zrealizować jedną lub dwie sceny filmu w plenerze. By wykonać dobrze swoją pracę, wykupuje się prawa do wykarczowania kilka hektarów lasu amazońskiego, by wysłać tam ekipę filmową i kilkadziesiąt tirów ze sprzętem. Robi się to poniekąd tylko dlatego, że reżyser stwierdził i przekonał inwestorów, że to ładne, fotogeniczne miejsce. Stanley Kubrick – może niekoniecznie przykład filmowego mainstreamu – przez całe życie interesował się postacią Napoleona. Jak wiemy poważnie zabierał się do nakręcenia wielkiego dzieła o życiu imperatora. Reżyser zbierał wszystko, co związanie było z postacią Bonapartego – łącznie z publikacjami w różnych językach, rekwizytami epoki. Mówi się, że zainteresował się nawet nocnikami z epoki. Jestem pewien, że jeden z nich uświetniłby jakiś pamiętny kadr wielkiego, panoramicznego dzieła. Istotnie wyobrażamy sobie „kącik” napoleoński Kubricka – opasła biblioteka, przedmioty użytku codziennego, naczynia z brązu, dziwnie dziś wyglądające narzędzia, kunsztowna broń, porcelana. Pewnie nie wszystkie skarby z epoki były przechowywane w domu. Jednak po latach wspaniałych studiów nad tematem, wiemy że film nie powstał. Zastanawiam się czy przyczyną zaprzestania projektu nie był nadmiar emocji i pasji, ów nimb wzniosłego uniesienia wokół tego jakże zobowiązującego pomysłu. To miało być dzieło absolutne, estetyczna synteza ducha epoki. Jak nie poczuć przytłaczającego wrażenia, że ten wielki rezerwuar informacji, wielki, uniwersalny temat, należy przełożyć na kinetyczną narrację dwu może trzy godzinnego filmu. Dlatego też artysta w końcu nie dochodzi do celu; pozostawiając za sobą pokaźne, zmaterializowane dziedzictwo swoich ambicji. Wierzę, że z tak zwanym ustawianiem sprzętu jest podobnie. Wiedza, środki, ilościowe nagromadzenie „pomocy”, by cel osiągnąć, jest samo w sobie zajęciem zasobnego i wolnego człowieka, w przypadku tego hobby, raczej mężczyzny, którego stać na nadmiar i zabawę w swoje lokalne dzieło życia. Jednocześnie sądzę – by konkluzja nie wprowadziła nas w strefę mrocznej beznadziei – „nieco” z tego celu, nieładnie mówiąc, można posmakować nie wchodząc w rozwiązania definiowane pryncypiami ekskluzywnej konsumpcji. Oczywiście jeśli Cię stać na monobloki, tuby i przytomne dostosowanie pomieszczenia odsłuchowego to bardzo dobrze. Jednakże może się okazać, że nie trzeba mierzyć bardzo wysoko i zaciągać nowe kredyty na osiąganie nirwany audiofilskiej. Warto jednak wiedzieć, że, jeśli budujesz skrupulatną wiedzę teoretyczną i techniczną w zakresie elektroniki hi-fi, trzeba jej jednak pozwolić się rozrastać w osobno przygotowanym dla niej terytorium. By pozwolić muzyce grać w domu, trzeba potrafić odłączyć się od teorii, opinii i recenzji i zacząć wszystko od nowa. To jest Twój pokój, Twoja ściana, to są Twoje płyty, Twoja instalacja, Twój zestaw i niepowtarzalny kompleks zakłóceń akustycznych – a może emocjonalnych? Przesuwanie głośników kilka centymetrów do przodu da bardziej odczuwalny efekt niż zakup dwa razy droższych kolumn. Z wydawaniem decyzji, zwłaszcza w kwestiach budżetowych, nie spiesz się, bo spieszyć się nie musisz.
  7. 2 punkty
    Od czego tu zacząć. Chyba na początek od informacji, że jest to mój pierwszy blog, a więc również pierwszy wpis jaki posiadam. Miałem kiedyś własną stronę związaną z innym hobby, ale jakieś 10 lat temu na skutek różnych komplikacji życiowych zaprzestałem jej prowadzenia, a potem definitywnie usunąłem. Tak więc witam serdecznie na moim blogu i zapraszam do lektury. Na sam początek opiszę jak skonfigurować oprogramowanie, aby móc flashować DAC Soekris DAM1021 oraz wgrywać nowe filtry. Opisuję poszczególne kroki, tak aby osoby mało zaznajomione z komputerami z łatwością sobie poradziły. Ponieważ większość użytkowników komputerów posługuje się na co dzień Windowsami moja instrukcja dotyczy tego systemu. Ale gdy znajdę czas i będzie taka potrzeba opiszę możliwość połączenia terminalowego pomiędzy komputerem z Linuxem i naszym DAC Soekris DAM1021, który będę nazywał "DAM-em". Po pierwsze Musisz posiadać w komputerze port RS232, w starszych urządzeniach znany jako port "COM". Jeśli Twój komputer jest nowszy i nie posiada "COM-a" należy zaopatrzyć się w konwerter USB -> RS232, który pozwoli połączyć się z dostępnego w PC-cie portu USB. Połączenie portu RS232 z DAC-em Soekris Naszego DAM-a łączymy z portem COM (9-pinowe gniazdo komputera lub konwertera USB-RS232) TRZEMA przewodami zgodnie z poniższym rysunkiem. Należy zwrócić uwagę, że przewody "2" i "3" są skrosowane, tj. wyjście z pinu nr 2 w COM-a łączy się z pinem nr 3 w DAMie. Analogicznie kolejny przewód. Zresztą rysunek pokazuje dokładnie jak to połączyć. Proste? Pewnie że tak i dodatkowo mamy załatwiony temat kabelkologii i przechodzimy do czystszej części zabawy, a mianowicie wgrywania filtrów. Oprogramowanie terminalowe W starszych wersjach Windowsów występowało oprogramowanie terminala, zdaje się Hyperterminal. Ale powyżej XP (chyba, ale nie chce mi się sprawdzać od której nie ma) Windows nie ma takiego oprogramowania i należy ściągnąć z Internetu darmowy program terminalowy. Ja polecam program o nazwie "Tera Term" http://en.sourceforge.jp/projects/ttssh2/ . Po zainstalowaniu należy odszukać plik o nazwie “ttermpro.exe” i można wyciągnąć skrót na pulpit, aby przy kolejnej aktywności mieć program łatwo dostępny. Po uruchomieniu programu "Tera Term" należy wybrać port komputera, na którym będzie odbywała się komunikacja z DAM-em. Zazwyczaj będzie to port o nazwie "COM1". Postępujemy jak na poniższych obrazkach, czyli wybieramy opcję "New connection" , a potem zaznaczamy odpowiedni port [COM1] Teraz musimy skonfigurować COM1, aby bezproblemowo łączył się z DAC-em. Parametry, które należy wprowadzić w opcji "Setup" -> "Serial port ..." są następujące: Baud rate: 115200 Data bits: 8 Stop bits: 1 Parity: none Flow control: none Tak wygląda to na monitorze: Połączenie z DAM-e Nareszcie mamy już wszystko, co potrzebne do flashowania oprogramowania DAC-a oraz wgrywania filtrów. Można powiedzieć, że już jest z górki. Na konsoli należy nacisnąć 3 razy znak "+" (plus), tj. +++ . Ale tutaj dwie ważne UWAGI: W zależności od konfiguracji terminala naciskanie klawisza "+" nie będzie widoczne na ekranie. Należy po prostu trzy razy pod rząd nacisnąć "plus" i poczekać na odpowiedź DAM-a, która będzie widoczna w oknie terminala. Na mojej klawiaturze numerycznej wciskanie "plusa" nic nie daje. Muszę używać znaczka "+" umieszczonego na klawiaturze podstawowej ponad znakiem równości "=". Proszę więc sprawdzić u siebie, czy nie będzie tak samo. Wracając do głównego wątku: po wpisaniu "+++" czekamy na odpowiedź terminala. Jeśli połączenie między komputerem i DAC-em jest prawidłowe, a terminal i port skonfigurowane właściwie zobaczymy napis wielce radujący serce "młodego programisty" Możemy od razu sprawdzić, czy posiadamy najnowszą wersję oprogramowania DAC-a o numerze 0.90 - proszę zwrócić uwagę na napis "FPGA Rev 0.9". Teraz możemy chwilę "porozmawiać" z DAC-em wpisując znak zapytania "?". Wyświetlą się dostępne komendy "uManagera", który pozwala na porozumiewanie z DAM-em. Wgrywanie filtrów Już prawie koniec... Najważniejszy, ale chyba najprostszy. W oknie terminala należy wpisać polecenie "download" (bez cudzysłowu). Odpowiedzią będzie informacja, aby rozpocząć wysyłanie pliku transferem xmodem. Wchodzimy w File -> Transfer -> XMODEM -> Send Wybieramy plik z interesującym nas filtrem (rozszerzenie pliku *.SKR), klikamy "Otwórz" i następuje wgrywanie filtru do DAM-a Po przesłaniu nowych danych do DAM1021 pojawi się komunikat "File downloadad and programmed..." oraz wielkość wgranego pliku I to prawie koniec. Należy napisać jeszcze polecenie "EXIT", przeresetować DAC-a (wyłączyć i włączyć) i możemy cieszyć się nowym filtrem. Źródło nowych filtrów Jeśli Twoja znajomość języka angielskiego pozwala na czytanie i zastanawianie się nad zaletami i wadami nowych filtrów, pracami nad ich udoskonalaniem oraz poczynionymi zmianami możesz sprawdzać forum "diyAudio" i temat poświęcony filtrom http://www.diyaudio.com/forums/digital-line-level/269776-filter-brewing-soekris-r2r.html . Możesz także pójść na skróty bez czytania prawie tysiąca postów i ściągnięcie kilku podstawowych filtrów ze strony https://hifiduino.wordpress.com/2015/04/19/digital-filters-for-soekris-r-2r-dac/ . W przejrzystej tabeli umieszczone jest kilkanaście różnych filtrów z opisami. Ja na początek polecam zapoznać się "CRaPMagic_LP", "1021filtNewNOS" oraz "1021filtNQ_C128_100". A potem można poszerzać swoje ustawienia o kilkadziesiąt innych, aby znaleźć ten najbardziej nam odpowiadający. KONIEC Jak było? Mam nadzieję, że poradziliście sobie ze wszystkim. Paweł
  8. 2 punkty
    Pierwsze posty na naszym forum pojawiły się w 2003 roku. Jakby nie patrzeć, w tym roku stuknie nam 10 rocznica powstania serwisu. Przez ten czas wiele się zmieniło. Obecnie jesteśmy największym w Polsce portalem skupiającym miłośników sprzętu Hi-fi, Hi-end i Video. Obecnie na forum zarejestrowanych jest blisko 45 000 osób, a każdego dnia przybywa wiele nowych. Na forum zawiązało się wiele przyjaźni, część użytkowników jest z nami od początku istnienia, niestety część pożegnaliśmy już na bezpowrotnie. Razem stworzyliśmy kawał historii. W związku z rocznicą pomyślimy nad zorganizowaniem jakiegoś interesującego konkursu, a może nawet eventu. O szczegółach będziemy informować. Póki co zapraszamy do dyskusji w tym wątku. PS. Chcących obejrzeć archiwalne wersje serwisu zapraszamy na: http://web.archive.org/web/*/http://audiostereo.pl
  9. 2 punkty
    Zapraszamy do udziału w naszym konkursie. Wystarczy jedynie założyć i prowadzić blog w naszym serwisie. Do wygrania jest przewód ReAr Power. Kabel ReAr Power przeznaczony jest do zasilania wysokiej klasy urządzeń Hi-Fi oraz A/V z sieci 230V prądu przemiennego, wyposażonych w standardowe gniazdo sieciowe typu IEC. Jego zadaniem jest możliwie bezstratny przesył prądu i maksymalne ograniczenie zakłóceń na wyjściu co się bezpośrednio przekłada na jakość funkcjonowania urządzeń pracujących na tym kablu. Właściciel wybranego przez nasz najciekawszego bloga otrzyma wspomnianą nagrodę. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi dnia 06.12.2012 roku. Nagroda będzie więc miłym prezentem od Mikołaja :-) Zapraszamy do wspólnej zabawy i blogowania.
  10. 2 punkty
    Jednym z wątków na forum Audiostereo są zasilacze. Impulsowe i liniowe. Te pierwsze są powszechnie dołączane do DACów jako proste i tanie rozwiązanie (Made in PRC) i równocześnie potępiane przez Audiofili. Zarówno tych z Wielkich Magazynów Audio jak i tych z naszego forum. Drugie mają być "lekiem na całe zło" . Mają poprawić dźwięk czyli dać więcej przyjemności z słuchania muzyki. Obracam się jednak w środowisku elektroników praktyków i dźwiękowców. Taka praca. Niektórzy są również fanami muzyki. W większości przypadków reprezentują jednak postawy praktyczne i inżynierskie. Kable ? Inne zasilacze ? Wątpią aby to coś dało. Przykład z kablami. W zestawie stereo ma ktoś kable za setki złotych za metr. I je słyszy, słyszy zmiany. Tymczasem, jak tłumaczy Kolega, zarówno w reżyserce dźwięku w TV jak i w studiach nagraniowych, leżą dziesiątki metrów kabli, kupowanych na szpule, nie najdroższych. To przez nie przechodzi sygnał dźwiękowy, z mikrofonów, wzmacniaczy, do stołów mikserskich, na magnetofony lub prosto w trzewia komputerów. I co ? i jest dobrze... Z zasilaczami podobnie. Tłumaczą mi - liniowe na pewno są lepsze bo trwalsze, mniej się psują. Są jednak ciężkie (transformator), grzeją się, sprawność to 50 - 70 procent. Impulsowe są mniejsze, mają większą sprawność (80 procent) i wydajność, mniej się grzeją. Ale jak mówi większość Audiofili - dźwięk, przy ich zastosowaniu jest uboższy. Właśnie, może nie gorszy a uboższy. Patrząc ze strony Audiofila, wszystkiemu winni są księgowi czyli koszta. Nie dają fanom tego co oni chcą, bo chcą aby urządzenie przynosiło większy zysk przy mniejszych kosztach. Tak więc dodany zasilacz podniósłby koszt, przeniósł urządzenie do innej klasy cenowej, albo zmniejszył zysk. Nawet jeśli zabieg taki dałby prawdziwe lub "wirtualne" zadowolenie kupującemu. Z drugiej strony wsadzenie do wnętrza DACa zasilacza, powiększa obudowę, trzeba chłodzenie poprawić, ciepło odprowadzić, ciężar urządzenia rośnie. i nie zawsze daje dobry PR (Asusowi Xonar Essence One to na naszym forum nie pomaga, oj nie pomaga...). Pozostaje dokupić zasilacz zewnętrzny, nieautoryzowany. I tu mamy schodki. Jednym z nich jest gwarancja. No ale jak dobrze zrobiony to krzywdy DACowi nie zrobi. Drugą sprawą jest w naszych warunkach, zawsze to samo. CENA. Audiofilskie zasilacze są po prostu drogie. Te z bratniego Izraela to jakieś półtora kzł, te nasze koło 5, 6 stów. Sporo. No ale i tak mniej niż ten z Ziemi Świętej. Na eBayu widziałem też takie do 1000 zł . Cóż, w tematyce Audio, kasa odgrywa znaczna rolę. Pozostaje więc przekonać się nausznie, czy warto wydać kasę. I tu mamy światełko w ciemności. Nasz forumowy Kolega, znany doskonale, wytwórca zasilaczy, stosuje nowoczesny marketing i umożliwia testy domowe. Możemy więc przekonać się sami o słuszności naszego wyboru w cenie przesyłki. I to jest dobre. Oby Klienci też stanęli na wysokości zadania i nie zawiedli zaufania jakimi producent ich obdarza. P.S. Są i inni tacy sprzedawcy. I bardzo dobrze.
  11. 1 punkt
    Nie zwalniamy tempa i działamy dalej. Uruchomiliśmy dla Was nasz Magazyn w nowej odsłonie. Teraz na głównej stronie wita Was widok okładek od artykułów. Oczywiście drzewko kategorii dla zwolenników poprzedniego widoku jest nadal dostępne. Szlifujemy jeszcze ostatecznie wygląd, ale główny kierunek zmian już jest widoczny. Wraz z nową odsłoną Magazynu otrzymacie też sporo nowych tekstów. Szczegóły już niebawem. Obserwujcie nas i sprawdzajcie. Zapraszamy do Magazynu Audiostereo. Ponadto przeprowadziliśmy kolejną aktualizację silnika forum. Jest kilka nowości, które pewnie szybko wyłapiecie. Gdyby pojawiły się jakieś błędy, to oczywiście śmiało zgłaszajcie na Bocznicy. Niewątpliwym plusem tej aktualizacji jest na pewno znaczne przyśpieszenie działania strony. Dodawanie postów powinno być teraz wyraźnie szybsze. Zapraszamy też do śledzenia naszych profili na mediach społecznościowych. Standardowo jesteśmy na facebooku - https://www.facebook.com/audiostereo Zamierzamy też rozwinąć naszą działalność na twitterze - https://twitter.com/audiostereopl
  12. 1 punkt
    Cały czas pracujemy nad tym, aby forum funkcjonowało jak najlepiej. Wczoraj (26.02) wymieniliśmy serwer bazodanowy. Nowy jest niemal dwukrotnie szybszy, ma najnowszy system, MySQLa itd. Serwis powinien więc wyraźnie przyspieszyć. Rozbudowaliśmy też dział Opinie. Powróciło dodawanie opinii o danym modelu bezpośrednio z podstrony o nim. Na stronie danego modelu pojawiła się także średnia ocena. Jest ona liczona na podstawie wszystkich ocen przyznawanych przez użytkowników dla tego sprzętu. Zachęcamy do testowania i dodawania nowych opinii! Ponadto rozpoczęliśmy prace nad skórką dla miłośników klasycznych barw Audiostereo. Nasza strona istnieje już ponad 15 lat, a wielu użytkowników jest z nami niemal od początku. Dla nich i dla wszystkich chętnych powstanie skórka Audiostereo Classic:
  13. 1 punkt
    Dawno nic tutaj nie zamieszczaliśmy. Właściwie dlatego, że ostatnio miesiące poświęciliśmy wytężonej pracy nad migracją na nowy silnik. Migracja nie była łatwa - ~4 500 000 postów z 15 lat, masa użytkowników, punkty reputacji, punkty ostrzeżeń, lajki, skórki i cała reszta nie mogła zniknąć. Do tego wszystkiego doszły problemy z uszkodzoną pamięcią RAM na serwerze z bazą danych, co opóźniło nas o dobry tydzień i sprawiło, że musieliśmy dwukrotnie wgrywać backup. Ostatecznie jednak udało się zdiagnozować wadliwy sprzęt i przejść pomyślnie przez proces zmiany silnika. Prezentujemy Wam zatem zupełnie nowe audiostereo. Co nowego? Przede wszystkim pełne szyfrowanie https, a co za tym idzie możliwość logowania przez konta Facebooka, Twittera czy Googla. Oprócz tego powiadomienia po stronie przeglądarki - można mieć powiadomienie nie będąc nawet na naszej witrynie. Strona jest teraz także w pełni responsywna - każda skórka będzie działać optymalnie na smartfonie, tablecie itd. Ponadto oczywiście cała masa innych rzeczy, które najlepiej przetestować samemu :) Zapraszamy serdecznie!
  14. 1 punkt
    Cała sprawa wynikła w momencie poszukiwań wymarzonego H100; Otóż bardzo mi się ten wzmacniacz podobał lecz szybko zwróciłem uwagę na rożne opinie (nawet skrajne) na temat jego cech, głównie użytkowych.. Pierwsze zniesławienie dotyczyło rzekomo "brumiących" transformatorów... u jednych brumiały... u innych nie ... Zastanawiałem się dlaczego ... bo oczywiście chciałem mieć taki co nie brumi ... :) [ oczywiście jest sprawa jeszcze składowej stałej w napięciu zasilającym dane urządzenie - co podobno niektórzy eliminują za pomocą "DC-blockerów" - jednak temu podobne praktyki ze względów logiki pozostawiam bez komentarza ] Ale jak się upewnić, że sprzedawany egzemplarz akurat będzie tym "cichym" ? Nie pozostało nic innego jak zajrzeć do środka pacjenta i zobaczyć co w przysłowiowej trawie piszczy ... a w zasadzie brumi... I to był strzał w "10" bo okazało się, że różnice w budowie pomiędzy rożnymi egzemplarzami H100 były bardzo duże ! Pierwsze co producent wprowadził do kolejnych egzemplarzy po stracie produkcji był układ tzw. "soft startu" który ogranicza prąd "ładowania" rdzenia ponad 600 Watowego transformatora toroidalnego. Musiała być to przyczyna tego brumienia "rozklejających się" z czasem transformatorów.... Niestety, jak się później okazało studiując kolejne rozbierane fotki kolejnych serii H100 - nie było to jedyny "patent" producenta na " poprawienie" tej konstrukcji... A kluczem do całej tej jego zabawy w książkowy model "cyklu życia produktu" Hegla był numer seryjny... PS. sprawa wygląda bardzo podobnie z każdym innym produktem Hegla który przechodzi kolejne etapy swojego funkcjonowania na rynku i tym samym metamorfozy wnętrza...
  15. 1 punkt
    Jakoś tak piszę o DAC'ach bo i ku nim myśli me oraz starania samoistnie ciążą. Po prostu czuję, że powinno się zacząć od źródła, jeśli ono coś zgubi, przekłamie to reszta toru już tego nie nadrobi. Może niesiony dalej sygnał uprzyjemnić, podkolorować, cokolwiek.... ale raz zgubionej informacji nie odtworzy! Niemniej coś dalej grać musi... troszkę pisałem o tym na bieżąco na swoim profilu, ale w skrócie mówiąc przeszedłem przez lampy, i wróciłem do tranzystorów, po prostu dobry tranzystor gra mi lepiej niż lampa. Nie wiem, może moje wzmacniacze lampowe były po prostu cienkie? Nie tylko moje, bo dwa kupiłem i kilka słyszałem, te dobre grają ładnie i miło, średnica jest piękna, reszta pasma... cóż... nie jest :), ogólnie zostawiają uczucie niedosytu. Kolega audiofil z Warszawy Jacek P. męczył mnie żebym wysłał mu swój wzmacniacz, czym wymusił zabudowanie go w jakąś skrzynię, co zrobiłem z dużym obrzydzeniem, jako, że to dla mnie jawna marnacja czasu. W końcu sam wsiadłem w auto i pojechałem do niego choć to szmat drogi, bo byłem ciekaw nowości w jego systemie i liczyłem na 'przewietrzenie' ucha ;). Nie będę opisywał całej tej szarpaniny z klockami, kablami, zasilaniem, płytami ect. Suma summarum mój wzmacniacz choć dał radę Loganom to jednak ujawnił swoiste ograniczenie prądowe, nie zwróciłem na to wcześniej uwagi, bo moje kolumny są bardzo skuteczne i nawet nie zbliżyłem się nigdy do takiego punktu pracy, po prostu ustawiłem wzmacniacz tak jak pozwalała standardowa moc używanych przeze mnie oporników, czyli pikuś problem, to już poprawione. Jednak zostawiłem wzmacniacz w Warszawie i tam okazał się olbrzymią wywoźną pasieką sycącą zdalnie moje serce potokiem miodu relacji z reakcji osób które go słyszały. Jacek sprzedał już Pass'a i czeka na końcówkę ode mnie. Testy na kolumnach ATC SCM40 wypadły świetnie, bezpośrednie porównanie z NAIM'em wygrane, nie wiem czy system wzmacniacz+CD czy są sam wzmacniacz, ale padła cena ponad 40k zł. Opinie ludzi entuzjastyczne. Żeby było jasne, nie jest tak, że to skończone cudo, wszyscy mówią, że moja konstrukcja 'klasą' ustępuje tym wzmacniaczom, nawet słyszałem coś o dwu klasach :(, ale 'muzykalność', nieskrępowana niczym swoboda grania, bogata faktura rytmiki i bas, bas w który trudno uwierzyć, dokładnie taki jaki trzeba i to wszystko przy max 50W (to też już zmienione)! Teoretycznie i Logany i ATC powinny ledwo grać, a grają chętnie i żywiołowo! Dziwne? Nie! Wręcz całkiem poprawne, wzmacniacz gra tak jak został zaprojektowany i zbudowany. Jak? Odpuściłem sobie sprzężenie zwrotne, może nie całkiem, bo w stopniu wejściowym jest jedna płytka pętla. Wiem, że nieuchronnie generuje to zniekształcenia różnego rodzaju, ale staram się je minimalizować przez staranne dobieranie konfiguracji, eliminowanie zjawisk na które proszę mi wybaczyć, Koledzy zapewne nawet nie zwracają uwagi, przez żmudne godziny czy dni raczej spędzone na studiowaniu pdf'ów jednego po drugim, bez końca.... Wzmacniacz nie ma szans na autokorektę, moja w tym głowa by jak najmniej było do korygowania. To ciężka praca, ale ile frajdy daje! A ile radości ze słuchania muzyki? Całe morze! Nawet moja Pani słyszy efekty tych działań! Co prawda mamy pewne semantyczne trudności w opisie wrażeń odsłuchowych, ale nauczyłem się już odczytywać jej sygnały pozawerbalne. Przy odsłuch nowej wersji wzmacniacza już po 15 sekundach widziałem, że 'odleciała' gdzieś w inne światy, taka reakcja jest niepodważalna :). Potem zaskoczyła mnie stwierdzeniem, że zmienił się nastrój płyty, a gitara zaczęła jakoś tak 'radośniej brzdąkać'! I na Boga, miała rację! Płyta kiedyś ciepło-nostalgiczna teraz gra radośnie, taką cichą, wewnętrzną radością, jakby z sekretu szczęścia które w sobie nosimy, sekretu który znany jest tylko nam i przez to, to szczęście jest nam tym milsze. Taki pierwszy dzień miłości i te 'motylki w uchu' :). I to jest kwintesencja tego grania! Emocje, emocje i jeszcze raz emocje! Jakie z tego wszystkiego płyną wnioski? W audio jak w życiu, albo nieskrępowanie, radość i swoboda, albo plan, porządek i rygor. Albo karnawał w Rio de Janerio albo festyn w Phenian'ie. Najczęściej pewnie coś pomiędzy. Pewnie znajdą się zwolennicy ładu, Ci co odnajdą oni ekstazę w rygorze upojnych pruskich marszy i to co oferuje mój wzmacniacz może nie przypaść im do gustu, ale moja anarchistyczna natura cieszy się z tego co słyszę u siebie! A jutro odpalę poprawioną wersję..... :D!
  16. 1 punkt
    Żeby się za mocno nie rozpisywać: żeby po świętach trawa była była bardziej zielona, niebo bardziej niebieskie, a czerń między instrumentami bardziej czarna:) wesołych! :)
  17. 1 punkt
    Źródło: O czym jest forum audiostereo
  18. 1 punkt
    Klub Audiostereo.pl postanowił wesprzeć WOŚP. Na aukcję wystawiliśmy kartę Klubu Audiostereo.pl z roczną subskrypcją. Chętnych do licytacji zapraszamy na: http://aukcje.wosp.org.pl/karta-klubowa-audiostereo-pl-roczna-subskrypcja-i705389
  19. 1 punkt
    Tadam! Witam na forum w wersji 3.3.4 Doszło kilka nowych bajerów - głównie dla moderatorów Na pocieszenie dodam, że m.in. automatyczne zdejmowanie tymczasowych blokad:) Gdyby pojawiły się jakiś kwiatki - proszę o info - na privie, w komentarzach tutaj, w topiku z updatem, gdzie-bądź ;] Smacznego!
  20. 1 punkt
    W dniu dzisiejszym planowane są prace techniczne. Serwis może być przez chwilę niedostępny. Przepraszamy.
  21. 1 punkt
    nie wiem dlaczego, ale kiedy tego słucham, to na myśl przychodzi mi audiostereo ;] http://www.youtube.com/watch?v=_V5-xLyl8IQ smacznego! ;]
  22. 1 punkt
    Zgłaszany przez Was problem jest bugiem edytora.. treść się wkleja, ale jest niewidoczna, stąd też może rodzić się kolejny problem podwójnego cytowania. dopóki nie znajdziemy łatki, proponuję skorzystać z przycisku "zmień tryb edycji"(prztyczek pierwszy od lewej) po kolejnym przełączeniu (o dziwo!) treść pojawia się w edytorze [!?] nie jest to może eleganckie rozwiązanie, ale tymczasowo działa i nie wymaga zmiany przeglądarki ... powinno być już ok
  23. 1 punkt
    nigdy nie miałam jakiegoś specjalnego talentu do życzeń:) sobie życzę mniej fuckupów, a przynajmniej mniejszych:P (nie tylko na Audiostereo :P) wtedy wszyscy będą zadowoleni:)
  24. 1 punkt
    nawet jak przypadkiem nie uda mi się niczego sknocić, to chociaż nie sprawdzę kodu, który dostaję... i że nie przyszło mi do głowy spróbować uzupełnić tę krzyżówkę przed wrzuceniem ?! ... mea culpa wszystkie wariacje na temat poprawnego rozwiązania bez jednej z liter będą brane pod uwagę przy przydzielaniu nagród
  25. 1 punkt
    Natura obdarzyła mnie słuchem, więc słucham. Codziennie rano przekręcając kluczyk w stacyjce słyszę warkot silnika. Czy jest możliwe, by siedząc wygodnie w domowym fotelu usłyszał ten sam dźwięk, ten sam warkot? Teoretycznie tak, ale ..... Ale zanim wkroczymy w obszar techniki audio, powinniśmy zadać sobie fundamentalne pytanie. Czy powinniśmy dorównać oryginałowi? Nie będę ukrywał, że inspiracją dla moich rozważań jest kapitalna książka Dana Margulisa tycząca się korekcji i separacji kolorów w fotografii. Nie spotkałem (ale to nie znaczy, że takowego nie ma), dzieła z jednej strony tak wypełnionego konkretnymi rozwiązaniami, z drugiej strony rozwiązującego na wstępie dylemat: korygować czy też nie? Margulis mówi wprost - korygować. Oko ludzkie potrafi znakomicie korygować kolory. Żaden, ale to żaden, nawet najdroższy aparat, tego nie potrafi. Czy podobnie jest w przypadku zmysłu słuchu? W mojej opinii nie. A jeśli nie, to nie powinniśmy korygować dźwięków, a jedynie dążyć do ich wiernego odtworzenia. Czy jest możliwe wierne odtworzenie zdarzenia akustycznego? Odpowiedź jest oczywista. NIE.Nie jest to możliwe. Pomijając dziesiątki powodów technicznych, niemożliwe jest to z samej natury odtwarzania, procesu który ZAWSZE jest różny w czasie (i zawsze jest następujący) po zdarzeniu akustycznym. Mówiąc wprost, koncertu na płycie CD możemy wysłuchać tylko wtedy jak już się zakończył. Koniec kropka i bomba, kto czytał ten trąba rzec można za Gombrowiczem. Ale chyba nie do końca. Można bowiem zaryzykować i zaryzykuje taką tezę, że skoro nie możemy "gmerać" w dźwiękach, tylko je wiernie odtwarzać, to konia z rzędem temu kto powie co to znaczy wiernie. Dzięki temu najdelikatniej mówiąc niedopowiedzeniu, Nelson Pass może sprzedawać swoje swoje Alephy za wielokrotną wielokrotność ich materialnej wartości. I nie przeszkadza mu w tym wewnętrzna sprzeczność ogólnie dostępnych deklaracji. Z jednej strony deklaruje, że muzykalność sprzętu, to kwestia subiektywnej oceny słuchającego; z drugiej strony autorytatywnie stwierdza: jest tylko jedna droga aby z prostego układu uzyskać wystarczającą liniowość klasa A single-ended. Albo słuchamy muzyki albo patrzymy na przebiegi. Twierdzenie, że sprzęt zagra przecudnie tylko dlatego, że ustawimy prąd spoczynkowy IRFa w środku jego liniowej charakterystyki jest najdelikatniej mówiąc mocno naciągane. W tle mojej pisaniny mruczy końcówka na podwójnych bipolarach audio Toshiby. Czy gra lepiej niż Aleph? Nie wiem. Nie mam i raczej mieć nie będę klocka z Ameryki, chyba że zbuduje klona. Wtedy się ponownie odezwę. Nie ma to w mojej opinii jednak żadnego znaczenia, bo w końcu jeden lubi pomarańcze, a drugi jak mu nogi śmierdzą.
  26. 1 punkt
    Konkurs podpięty. Gdyby coś się wysypało podczas zgłoszeń do konkursu - zapraszam do skarg i zażaleń w komentarzach do tego wpisu. Ewentualne pozytywne opinie - wydrukuję i oprawię w ramkę:) p.s. w związku, że nie mogę brać w nim udziału, gdyby ktoś chciał oddać wygraną w dobre ręce... to się polecam ;)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.