Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 06/20/19 in Artykułów

  1. 2 points
    Marka Bilińskiego nie trzeba przedstawiać. Mistrz muzyki elektronicznej od kilku dekad w sposób znaczący zaznacza swoją obecność na rynku muzycznym, poprzez swoje większe i mniejsze dzieła. Od wielu już lat w całej dyskografii kompozytora jest jeden album, który w sposób wyjątkowy wywołuje zainteresowanie melomanów. W głównej mierze tych wszystkich pamiętających lata 80, w których to "Ogród Króla Świtu" bez żadnego "ale" królował pod igłami naszych gramofonów (później też w odtwarzaczach CD). Płyta "Ogród Króla Świtu" jest szczególnym wydawnictwem. Nie tylko z powodu faktu, że był to pierwszy album w dyskografii mistrza, ale w głównej mierze z powodu zawartych na nim fantastycznych kompozycji. Któż nie słyszał takich utworów jak „Ogród w przestworzach” czy „Błękitne Nimfy”? Lata lecą, a muzyka z pierwszej płyty nadal pobudza serca melomanów, co dało doskonały pretekst do ponownego wydania albumu sprzed 36 lat. Wydania wyjątkowego, bo dostosowanego do dzisiejszych możliwości technik rejestracji oraz co nie mniej ważne - technologii sprzętu audio. Jak już domyślacie się Marek Biliński zabrał się za remastering albumu "Ogród Króla Świtu" , by dostosować go do jakości poziomu odtwarzania XXI wieku! Prace nad albumem zmierzają ku końcowi, a zwieńczeniem całości ma być ukazanie się na rynku albumu jeszcze w sierpniu tego roku. Z nowości to jednak nie koniec! Dzięki wsparciu, a nawet osobistemu zaangażowaniu właściciela firmy Nautilus, p. Robertowi Szklarzowi - Marek Biliński udzieli ekskluzywnego wywiadu dla naszego Magazynu AudioStereo. Dodatkowo planowane są ekskluzywne spotkania z artystą, podczas których będzie można porozmawiać z muzykiem, nabyć nowy album (rzecz jasna na osobiste życzenie sygnowany). Spotkania mają odbyć się już w sierpniu, dokładny termin wydarzeń podamy już wkrótce, na dziś pewne są już miejsca spotkań. Będą to firmowe salony Nautilus (Warszawa ul. Kolejowa 45 i Kraków ul. Malborska 24). Jedną z dodatkowych atrakcji ma być cały system audio przygotowany stricte pod odsłuch nowego albumu. High End'owy zestaw marzeń w akcji z remasterowaną płytą "Ogród Króla Świtu"? Dlaczego nie! O dokładnych terminach wydarzeń poinformujemy Was już w najbliższym czasie. Szczególne podziękowania dla firmy Nautilus za patronat nad wydarzeniami oraz wsparciem w kwestii organizacji całego wywiadu z Markiem Bilińskim. Dziękujemy! AudioRecki (Magazyn AudioStereo) https://nautilus.net.pl
  2. 1 point
    "The Eagle Has Landed" to pierwsza koncertowa płyta tego legendarnego zespołu i jakby nie patrzeć, zespół SAXON przez ostatnie dekady w pełni na miano legend sobie zasłużył. Kapela założona w 1976 roku do dziś wydała taką ilość albumów, że w kolekcji niejednego melomana zajmuje spokojnie jeśli nie jedną to co najmniej połowę półki z płytami. Panowie tworzą do dziś całkiem udane kompozycje, cieszące ich fanów i w ogóle fanów cięższego brzmienia oraz gitarowych riffów. Ich ostatni album studyjny "Thunderbolt" wydany w 2018 roku cieszył się całkiem sporą popularnością, zajmując np. w Niemczech aż 5 pozycje na liście. Każdy zapewne zna takie hity kapeli jak "Wheels of Steel", "Princess of the Night" czy "747 Strangers In The Nihgt", które stanowią swoistą wizytówkę zespołu SAXON, ale nie są to jedyne utwory zespołu cieszące się popularnością. Co ciekawe - większość kompozycji tego brytyjskiego zespołu cieszy się sporym uznaniem co zawsze przekładało się na spore zainteresowanie ich koncertami. I nie bez powodu, utwory SAXON w wersji koncertowej mają swój niezaprzeczalny klimat - w jeszcze większym stopniu przyciągając i czarując także w trakcie domowych odsłuchów. Wracając do "The Eagle Has Landed". Album oryginalnie wydany był w 1982 roku i odniósł wielki sukces i już w sierpniu ukaże się reedycja i to w wyjątkowej, specjalnej formie. Z okazji jubileuszu 40-lecia premiery zostało przygotowanych aż 40 utworów, osobiście wybranych przez frontmana kapeli - Biff'a Byford'a. Co warte zauważenia w przypadku utworów zamieszczonych na wydawnictwie - nie tylko wybranych przez Biff'a, ale wszystkie zostały określone jako specjalne edycje. Reedycja "The Eagle Has Landed" w nowej formie z okazji jubileuszu? Jak najbardziej! Patrząc na zawartość - będzie niezła gratka dla maniaków SAXON oraz fanów gatunku. Na rynku ukaże się potrójne CD w sześciopanelowym digipacku z 16-stronicową książeczką. Ukazać się ma także i winyl, a fani czarnego krążka dostaną możliwość wybrania box'u z pięcioma 180 gr. krążkami. Wszystkie płyty bedą zapakowane w świetnie wykonane pudełko z podnoszonym wiekiem, a w środku dodatkowo szczęśliwi nabywcy znajdą replikę tour passa, 40-stronicową książkę oraz kod do ściągnięcia materiału w formie plików cyfrowych. "The Eagle Has Landed" na naszym rynku do nabycia już 2 sierpnia 2019 roku. AudioRecki Tracklista (CD): CD 1 1. State Of Grace (Berlin 2007) 2. Red Star Falling (Berlin 2007) 3. Attila The Hun (Berlin 2007) 4. If I Was You (Sheffield 2007) 5. Witchfinder General (Berlin 2009) 6. Demon Sweeney Todd (Berlin 2009) 7. The Letter + Valley Of The Kings (London 2009) 8. Machine Gun (London 2009) 9. Live To Rock (Berlin 2009) 10. Hammer Of The Gods (Berlin 2011) 11. Back In '79 (Berlin 2011) 12. I've Got To Rock (To Stay Alive) [Berlin 2011] 13. Call To Arms (Berlin 2011) 14. Rock 'N' Roll Gypsy (Berlin 2011) 15. Chasing The Bullet (Berlin 2011) 16. Play It Loud (Berlin 2011) CD 2 1. Sacrifice (BYH Balingen 2013) 2. Night Of The Wolf (BYH Balingen 2013) 3. Conquistador + Drum Solo (BYH Balingen 2013) 4. Stand Up And Fight (BYH Balingen 2013) 5. Crusader (Wacken Open Air 2014) 6. Battalions Of Steel (Wacken Open Air 2014) 7. The Eagle Has Landed (Wacken Open Air 2014) 8. Power And The Glory (Wacken Open Air 2014) 9. Dallas 1PM (Wacken Open Air 2014) 10. Princess Of The Night (Wacken Open Air 2014) 11. Denim And Leather (Wacken Open Air 2014) CD 3 1. Eye Of The Storm (Zoetemeer 2015) 2. 747 (Strangers In The Night) With Phil Campbell (Helsinki 2015) 3. Killing Ground (London 2016) 4. Ace Of Spades With "Fast" Eddie Clarke (London 2016) 5. 20,000 FT. With Andy Sneap (San Antonio 2018) 6. Thunderbolt (San Antonio 2018) 7. Sons Of Odin (Los Angeles 2018) 8. This Town Rocks (Los Angeles 2018) 9. Nosferatu (The Vampire's Waltz) [Manchester 2018] 10. Predator (Manchester 2018) 11. They Played Rock And Roll (Stockholm 2018) 12. The Secret Of Flight (London 2018) 13. Battering Ram (London 2018)
  3. 1 point
    Kolejny po M3k odtwarzacz z serii M wyszedł na rynek w grudniu 2018 r. Jest to kompaktowy, przenośny odtwarzacz bezstratnych plików audio, jego wymiary to zaledwie 92,5 mm długości na 53,3 mm szerokości, a jego grubość to 11,5 mm. W zestawie otrzymujemy: - silikonowe etui, - kabel USB typu C, - folia zabezpieczająca na ekran, - instrukcja obsługi Budowa i wyposażenie: Obudowa M6 wykonana jest z anodowanego aluminium, front i tył przykrywa szkło 2,5D. Odtwarzacz jest wyposażony w wyświetlacz 3,5” o rozdzielczości 480X800. Na górnej krawędzi znajduje się włącznik i gniazdo słuchawkowe 3,5 mm. Prawa krawędź została wyposażona w slot na kartę SD o maksymalnej pojemności 2 TB. Dolna krawędź posiada port USB C, a na lewej krawędzi umieszczono przyciski do regulacji głośności oraz przycisk play. Na tylnym panelu umieszczono logo oraz certyfikat HI RES. Serce M 6-tki to dwurdzeniowy układ Samsung Exynos 7270, przetwornik Sabre ES9018Q2C. Wbudowana pamięć ROM wynosi 4 GB, 1 GB RAM ( 768 do wykorzystania). System operacyjny to specjalnie zoptymalizowany android. Domyślnie mamy zainstalowany: odtwarzacz FiiO Music, menedżer plików, galeria, pomoc techniczna, ustawienia, KKBOX, Tidal, NetEase Music oraz MOOV. Możemy dodatkowo zainstalować Spotify, Qobuz, Roon, Deezer, QQ Music, Xiami Music, JOOX, ES File Manager i Himalaya. W tym celu należy skopiować na kartę sd pobrany plik apk i zainstalować z File Menagement. Obsługa: M6 odtwarza pliki zapisane na karcie SD, jak i łączy się za pomocą DLNA z sererem NAS, czy dyskami sieciowymi. Do łączności wykorzystuje WIFI 2,4 GHz lub Bluetooth 4.2. FiiO ma dwukierunkowy interfejs Bluetooth Samsunga, sygnał można nadawać na słuchawki lub głośniki z obsługą kodeków LDAC, aptX, aptX HD, SBC. Po podłączeniu do komputera, M6 działa, jako asynchroniczny przetwornik DAC USB obsługujący dekodowanie 192 kHz / 24 bit. Ekran jest czuły, na gesty reaguje płynnie. Jeśli gramy tylko z plików zapisanych na karcie odtwarzacz działa bardzo dobrze. Niestety przy streamingu z Tidala czy Spotify możemy odczuwać lekkie spowolnienie, tzn. jeśli wybierzemy płytę i jej słuchamy, jest ok, natomiast jeśli dużo przeskakujemy po utworach to odtwarzacz czasami „zamuli” Odsłuch: M6 gra neutralnie z odrobiną ciepła, bas jest szybki, środek ciepły i soczysty, a góra dobrze kontrolowana. Brzmienie jest bezpośrednie i klarowne, słychać zróżnicowanie instrumentów, ale jest to granie rozrywkowe, dźwięk nie jest sterylnie rozkładany na „czynniki pierwsze”. Nie zapominajmy, że M6 tka, kosztuje 699 zł i jest to bardzo dobry przekaz dźwiękowy w tym przedziale cenowym. Podsumowanie: Duży plus dla FIIO za rozmiary M6, ergonomia i wygoda na spacerze, joggingu czy wycieczce. Duża ilość odtwarzanych formatów, streaming, bluetooth, funkcja daca , bardzo dobrej jakości ekran i to wszystko zamknięte w małej obudowie. Za tą cenę, bardzo dobra jakość wykonania i dźwięk na zadowalającym poziomie. Specyfikacja techniczna: – CPU: Samsung Exynos 7270 – DAC: ESS Sabre 9018Q2C – Impedancja wyjściowa: < 2 Ω (przy 32 Ω) – Moc wyjściowa #1: 110 mW (przy 16 Ω) – Moc wyjściowa #2: 70 mW (przy 32 Ω) – Pasmo przenoszenia: 10 Hz - 85 kHz (- 3 dB) – Stosunek sygnału do szumu: 118 dB – Poziom hałasu: poniżej 3 uV – Moduł Wi-Fi: 2,4 GHz – Bluetooth: 4,2 z aptX HD, aptX, LDAC, HWA, SBC – USB: 2.0 typu C – Ekran: 3,2 cala, dotykowy, 800 x 480 pikseli – Pamięć wbudowana: 2 GB – Slot kart: microSD, do 2 TB – Wymiary: 92,5 x 53,3 x 11,5 mm – Ciężar: 83 g – Bateria: 1200 mAh – Czas odtwarzania: 13 godz. – Czas czuwania: do 26 dni – Czas ładowania: poniżej 2,5 godz. – System: Android z nakładką FiiO – Preinstalowane aplikacje: FiiO Music, TIDAL, NetEase Could Music, MOOV, KKBOX – Opcjonalne aplikacje: Spotify, Deezer, Qobuz, JOOX, ES file manager, Bandcamp, Sony headphones – Odtwarzane formaty: ISO, DFF, DSF, APE, WAV, FLAC, AIF, AIFF, M4A, WMA, OGG, AAC, ALAC i MP3, a także pliki CUE i listy odtwarzania M3U / M3U8 [email protected] Dystrybucja: www.audiomagic.pl Cena – 699,- PLN
  4. 1 point
    Cambridge Audio od lat kojarzona jest głownie jako producent sprzętu ze świetnym stosunkiem jakości w odniesieniu do ceny produktu. I można czasem utyskiwać na pewne "niedogodności" typu "sprzęt Made in China", ale kto tak dziś nie robi? Nawet najwięksi z segmentu High End okupują jeśli nie fabryki w Krainie Wielkiego Smoka, to dostawców z tego kraju poszczególnych elementów elektroniki. Jak by ktoś powiedział "taki mamy klimat" i wobec powyższego ciężko doszukiwać się w tym przypadku jakiś niezrozumiałych lub nie do przyjęcia praktyk. Tak, cała seria jest Made in China, co oznacza tylko tyle - tworzymy w Wlk. Brytanii sprzęt od podstaw, trzymając się od lat wypracowanych wysokich standardów, a następnie produkujemy to wszystko w Chinach by nie zniszczyć kieszeni klienta. Gdyby tak inni o tym pamiętali, mój iPhone nie kosztowałby więcej, ile cała testowana elektronika firmy Cambridge. Tak, cały system - wzmacniacz zintegrowany i odtwarzacz CD. Już na wstępie zaznaczmy, że najwyższy model wzmacniacza zintegrowanego w całej nowej rodzinie AX (oznaczenie AXA35), oraz najwyższy model odtwarzacza Compact Disc o oznaczeniu AXC35. Tak więc czy Cambridge Audio udało się podtrzymać "tradycję", gdzie elektronika za rozsądne pieniądze gra jak najbardziej przekonywująco? Wzmacniacz zintegrowany AXA35 tak jak i odtwarzacz płyt CD AXC35 swoją budową nawiązują do nowego designu firmy. Rzecz jasna nie jest to nawiązanie w pełni do najwyższej - High End'owej serii Edge, ale i w najniższej serii znajdzie się kilka elementów, które wprost powielają (i słusznie) design droższych modeli firmy. Obydwa urządzenia kolorystycznie wprost wpisują się w ostatnio bardzo modny trend i posiadają (w przypadku naszego, testowego zestawu) kolor ciemnego aluminium. Można by rzec, że jest to idealny kompromis pomiędzy czarnym kolorem, a jasnym srebrnym (nie każdemu pasujący do pokoju). Fronty w obydwu przypadkach są solidnie wykonane z jednolitego kawałka aluminium, a jego grubość 10 mm gwarantuje odpowiednią sztywność i trwałość. Front tak wzmacniacza jak i odtwarzacza jest czytelna, i minimalistyczna wręcz do bólu. Tyle tylko, że to nie jest "ból głowy" od bezsensownej ilości przycisków, gałek i różnej maści wejść. Wszystko zostało przemyślane, każdy element w najdrobniejszy sposób dopracowany i zbudowany w oparciu o zasadę "funkcjonalność, czytelność oraz wygląd - najważniejsze". I mając w pamięci wiele innych urządzeń trzeba przyznać, że minimalizm proponowany w obecnej serii AX jest jak najbardziej na plus! O niczym co istotne nie zapomniano, całość ma prezentować się nowocześnie i schludnie. Przyciski pracują z największą dokładnością, ich jakość też nie podlega dyskusji - są wykonane solidnie do tego z trwałego materiału (aluminium). Wyświetlacze są czytelne i pomimo braku jakiś wodotrysków (jednowierszowy) - w codziennym kontakcie oraz użytkowaniu - spisują się bardzo dobrze. Tył tak wzmacniacz zintegrowanego jak i odtwarzacza CD to chyba wszystkim znana kombinacja wejść i wyjść analogowych z małym (a może dużym) "ale". AXC35 jest dokładnie odtwarzaczem płyt i posiada wbudowany przetwornik C/A Wolfson Microelectronics WM8524. Czyli tył odtwarzacza został "uzbrojony" w klasyczne - analogowe wyjście RCA oraz dla posiadających wyższej klasy DAC - wyjście cyfrowe S/P DIF. Za to zaglądając na tylny panel wzmacniacza dostrzeżemy kilka wejść analogowych (dokładnie cztery), wyjście do nagrywania (REC OUT) oraz... wejście gramofonowe obsługujące wkładki MM. I to jest to (subiektywnie) "duże ale", bo jak się okazało w praktyce/testach, pre gramofonowe świetnie sobie radzi nawet w połączeniu z lepszymi gramofonami i absolutnie nie stanowi słabego punktu wzmacniacza. Od góry w przypadku "integry" mamy tzw. "grill" ze słuszną informacją, że górna część nagrzewa się. Nie są to może temperatury nie do przyjęcia, ale absolutnie nie proponuję stawiać na wzmacniacz innych elementów systemu. Elektronika ze względu na dosyć niską budowę wzmacniacza wręcz dochodzi pod górną część, co wymusza niejako na użytkowniku dbanie o kwestie swobodnego przepływu powietrza wewnątrz obudowy AXA35. Budowa (zewnętrzna) tak wzmacniacza jak i odtwarzacza jest typowa dla Cambridge Audio, nie można przyczepić się czegokolwiek, tak jak ciężko doszukiwać się jakiś "mankamentów". Wszystko doskonale spasowane i sztywne, całość w jak najlepszym wykonaniu. To, co jednak najważniejsze w codziennym użytkowaniu systemu serii AX, to jego brzmienie. Test podzieliliśmy dosłownie na kilka mniejszych, skupiając się jednak w głównej mierze na całości, gdzie obydwa elementy zestawione były ze sobą i stanowiły "nieodłączny system". Pozostałe testy niejako powstały "przy okazji" i wynikały z naszej czystej ciekawości. Główny test posiadał bohaterów w postaci wzmacniacza zintegrowanego AXA35 i odtwarzacza CD AXC35, a także: 1. RCA Wireworld LUNA 7 2. Ultraviolet Digital Audio 3. Zasilające Wireworld Mini-Aurora z wtykiem typu 8 (CD) 4. Wireworld Stratus 7 5. Wireworld głośnikowy serii Oasis 8 6. Kolumny głośnikowe Monitor Audio Silver 200 Płyty CD: Tomasz Mreńca "Peak" Jean Michel Jarre "Equinoxe" Sting "Mercury Falling" Röyksopp "The Understanding" (Deluxe Edition) (Japan) Marylin Manson "The Golden Age Of Grotesque" (Japan) W dodatkowych testach użyto gramofonu Pro-Ject 2-Xperience Primary Clear Acryl z wkładką Ortofon 2M-RED oraz AXC35 poprzez wyjście cyfrowe został podłączony do EDGE NQ Cambridge Audio. Brzmienie "fabrycznego" zestawienia: Wzmacniacz wraz z odtwarzaczem tworzą idealny duet do praktycznie każdego rodzaju muzyki. O ile szukamy w tym zestawieniu różnorodności brzmienia w zależności od rodzaju/gatunku muzyki, o tyle dostajemy ją za każdym razem. Zaskoczeni? Ja też! Obydwa urządzenia połączone ze sobą grają absolutnie bez żadnych niedomówień. Dźwięk jest bogaty, oczywiście całą prezentację zestawu nie odbieram w kategoriach absolutu i wprost od pierwszych momentów słychać pewną interpretację, ale wszystko odbywa się w zakresie tego wszystkiego, z czym od lat spotykamy się z produktami firmy Cambridge. Ciężko też mówić o jakimś "firmowym brzmieniu", a już na pewno nadużyciem byłoby stwierdzić, że jest to "jedynie" poprawiona seria "Topaz", więc musi brzmieć tak samo. Absolutnie byłaby to nieprawda. W temacie brzmienia Cambridge może z serią AX nie dokonał rewolucji, ale na pewno zrobił krok do przodu w każdym możliwym aspekcie. Jeśli w serii Topaz brakowało Wam czegokolwiek - dziś można wprost napisać, że możecie z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że seria AX (a na pewno modele 35) zagra o wiele lepiej, spójniej i ze znacznie prawdziwszym i jednocześnie żywszym przekazem. Sięgam więc do płytoteki i do ręki biorę album Tomka Mreńca. Zestaw poradził sobie... wróć, zaprezentował w sposób barwny, żywy i z absolutną wręcz perfekcją oddał głębię i dynamikę utworów z płyty "Peak". Najważniejsze w tym, co wzmacniacz z odtwarzaczem pokazał, to szczegółowość nagrania oraz barwa instrumentarium jakiego używa Tomek. Utwór "Viral" swoim klimatem dosłownie rozszedł się po pokoju odsłuchowym, a wzmacniacz nie miał absolutnie żadnych trudności w tworzeniu szerokiej sceny, budując przy tym klimat adekwatny do tego, co zostało zawarte na srebrnym krążku. Jean Michel Jarre to klasyka sama dla siebie, a Equinoxe chyba nie trzeba nikomu opisywać. Equinoxe Part 2 zostało oddane z najdrobniejszymy szczegółami, budowany nastrój dorównywał ostatnio testowanemu droższemu wzmacniaczowi, również z Wysp Brytyjskich. Każdy niuans zestaw starał się prezentować w sposób czytelny w każdym paśmie, z zaznaczeniem jednym. AXA35 doskonale dociążał subtelne w tym utworze, ale jadnak występujące elementy niskich zakresów. Wzmacniacz i odtwarzacz za relatywnie niewielkie pieniądze radził sobie z muzyką elektroniczną bez żadnych trudności. Wysokie były prezentowane z oddaniem nawet drobnych detali, rzecz jasna nikt nie spodziewał się detaliczności na poziomie wzmacniaczy zbliżających się kwotą powyżej tego, ile kosztuje AXA35. Ale możecie być spokojni, że w cenie za jaką przyjdzie Wam zapłacić za ten wzmacniacz trudno będzie o godniejszego konkurenta. Dźwięk systemu jest spójny, średnica oddana w barwie bliżej jej naturalnemu brzmieniu, bez ubarwiania i różnej maści sztuczek. Scena jaką otrzymujemy jest bardziej w szerz niż w głąb, oczywiście wzmacniacz buduje "plany" w głębi i jeśli tylko w taki sposób została przygotowana płyta, set od Cambridge Audio poradzi sobie i z tym. Nie będzie to jednak poziom godny audiofilskiego grania, a solidne - nawet wykraczające delikatnie poza to, co znamy z tego przedziału cenowego. Sting - a może duet od Cambridge Audio w utworze "Valparaiso" najbardziej zaskoczył wokalem. Skąd my to znamy... Czyżby seria AX sięgnęła po zdobycze wyższej serii już od kilku ładnych lat dostępnej w Azur? Brzmienie AXA35 może nie jest tak dynamiczne i nie ma tego rozmachu jaka jest słyszalna w serii Azur, jednak w temacie wokalu i naturalności - jest to wszystko, czego chcieć możemy od dobrej klasy sprzętu Hi-Fi. Wzmacniacz nie gubi się nawet w części perkusyjnej utworu, gdzie wszystko wybrzmiewa odpowiednio łagodnie, nie siląc się na żadną sztuczność. Czyżby Cambridge Audio stworzył sprzęt wynikający z potrzeb audiofilskich, jednak przeznaczony dla melomana z określonym budżetem? Röyksopp i utwór "What Else Is There" może nie czarował jak to potrafi zrobić seria EDGE, jest jednak pewne "ale" - przepaść cenowa. I jeśli tylko sprawdzimy jaka występuje różnica pomiędzy najdroższymi "klockami" czyli serią EDGE, a serią AX nie powiemy żadnego złego słowa. Tak brzmi rasowe, porządne Hi-Fi i bez względu na to, ile przerzucimy albumów w odtwarzaczu AXC35, za każdym razem muzyka będzie przekonywująca i prezentowana z nawet drobniejszymi szczegółami. Rzeczywistość jest rzecz jasna brutalna, nikt od tej serii nie oczekuje poziomu absolutu i jeśli tylko komuś przyszłaby ochota na takie "zabawy" ostrzegam, seria AX pomimo faktu, że nie dorówna zestawowi za 3 krotność swojej wartości, potrafi od strony barwy instrumentów, szerokości planu czy właśnie wokali - przeskoczyć o oczko wyżej, równając czasem do droższych konkurentów. Ale nie będzie to nadal poziom zestawu za kilkadziesiąt tysięcy. Jednak zejdźmy na ziemię, tutaj nic nie bierze się z przypadku. Sprzęt wygląda i co ważniejsze - GRA - lepiej niż kosztuje! Po testach z systemem AXA35+AXC35 do wzmacniacza podłączyliśmy w/w gramofon. Po pierwsze zdolność dociążania dźwięku i lekkość prezentacji góry. Album Pink Floyd "The Division Bell" (Limited Edition) zabrzmiał może nie bajecznie, ale autentycznie. "Marooned" subtelnie i z przekonaniem wciągnął w klimat, a delikatne wejście perkusji było więcej niż dobrze czytelne. Góra dała o sobie znać w sposób jasny, ale nie krzykliwy. Przyjemność i raz jeszcze przyjemność ze słuchania muzyki. AXC35 włączony został w system EDGE jako transport CD. Tutaj CD w sumie niewiele miał do powiedzenia, wszystko to, co można od niego wymagać, z jego strony zrealizował z nawiązką. Delikatnie już porysowaną płytę tłoczoną (oryginał) jak i mocno zarysowaną nagrywaną - odczytał bez większych trudności. Na testowej (nagranej płycie) przeskoczył w miejscu, gdzie praktycznie wszystkie testowane CD przeskakują dalej lub co niektóre potrafią nawet... zatrzymać się lub starając się w nieskończoność odczytać uszkodzony sektor "wiszą". AXC35 bez żadnej uprzejmości czy silenia się - przeskoczył do kolejnych miejsc (już dobrych), nie robiąc z porysowanej części CD żadnego problemu. Brzmienie AXC35 jako transportu dla EDGE rzecz jasna zyskało w każdym możliwym aspekcie, tak więc jeśli szukacie dobrego transportu, radzącego sobie nawet z trudnymi i porysowanymi płytami - odtwarzacz ten spełni pokładane w nim nadzieje. Nawet jako kompan do droższych urządzeń. Czy są minusy, bo za chwilę pójdą w świat głosy, że zamiast recenzji i "rzetelnego testu" - wystawiliśmy w Magazynie "laurkę pochwalną" dla nowej serii AX. Po pierwsze - nie jest winą recenzenta, że dany sprzęt po prostu dobrze brzmi, solidnie i do tego przekonywująco za taką cenę. Po drugie, nie jest też naszą winą, że ekipa z Cambridge Audio nie bierze więcej za tak dobrze grający sprzęt. Za to pretensje jako recenzent mam do ludzi z CA za pilota. Patrząc na konstrukcje lat minionych, a nawet na ten z obok stojącego CXUHD, to obecny pilot pomimo faktu, że uniwersalny dla całej serii AX... sprawia wrażenie, jakbyśmy go dostali za karę. Rzecz jasna pilot działa poprawnie, jego konstrukcja oraz przycisku w codziennym użytkowaniu nie sprawiają większego problemu, ale nauczeni "można lepiej" nawet w produktach Cambridge Audio. W zamian jednak słabego pilota użytkownik otrzymuje całkiem przyjemnie grający wzmacniacz słuchawkowy w AXA35. Można uznać, że wybierając lepsze słuchawki do wieczornych odsłuchów, wzmacniacz ten spokojnie zadowoli każdego melomana, dla którego słuchawki są sprawą drugorzędną. Nie będzie to słuchanie obarczone "bólem zębów", wręcz przeciwnie. Ważne jednak, by słuchawki dobrać (co oczywiste) pod siebie, z mojej strony rekomenduję te, grające po tej "cieplejszej stronie mocy". Sytem AX ale też i pojedyncze jego elementy, w tym przypadku wzmacniacz zintegrowany AXA35 oraz CD AXC35 mogą w zupełności wystarczyć melomanom podchodzącym do muzyki jako codziennego hobby, nie angażującego nadto budżet domowy. Można spokojnie przyjąć, że każdy zainteresowany muzyką w rozumieniu dowolnego gatunku, każda osoba kochająca muzykę - wybierając nową serię AX odnajdzie swój świat. Świat, który w zupełności wystarczy do skupianiu się na słuchaniu muzyki, gdzie pieniądze przeznaczane są na kolejne płyty, nie na kable czy "grające" podstawki. Seria AX to świetnie brzmiące Hi-Fi, do tego jak zawsze rzetelnie podliczone i za uczciwe pieniądze oferowana. Świetny stosunek jakości (brzmienia) do ceny? Jak najbardziej! AudioRecki Za sprzęt do testów dziękujemy dystrybutorowi marki Cambridge Audio na Polskę, firmie Audio Center Poland oraz autoryzowanemu dealerowi, firmie Q21 z Pabianic. https://www.audiocenter.pl https://www.q21.pl Dane techniczne: AXA35: Moc: 35W (8 ohm) Wejścia analogowe: 4 x RCA Wejście Aux: Front 3,5mm Wyjście: Rec Przedwzmacniacz gramofonowy: MM Wyjście słuchawkowe: 6,3mm Wyświetlacz Cena: 1490pln AXC35: Wyjście analogowe: RCA Wyjście cyfrowe: coaxial Odtwarzanie gapless Kompatybilność z WMA i MP3 Wyświetlacz Cena: 1490pln
  5. 1 point
    Noble Audio to amerykańska firma produkująca słuchawki dokanałowe uniwersalne jak i modele na zamówienie . Jest to stosunkowo młoda marka, która powstała zaledwie sześć lat temu. W swojej ofercie ma modele kosztujące 2000 $ jak i modele tańsze np. Trident 399 $ lub Savanna 499 $. Dzięki firmie audiomagic.pl dotarły do mnie do przetestowania słuchawki Trident. Akcesoria: Przy zakupie słuchawek dostajemy w komplecie: - zestaw tipsów - futerał z tworzywa w kształcie skrzynki - materiałowy woreczek - karabińczyk - szczoteczkę do czyszczenia - silikonowe opaski Wygląd i budowa: Zewnętrzna strona słuchawki wykonana jest ze srebrnego aluminium, na którym jest wygrawerowane logo firmy w kształcie korony. Pozostała część to szare tworzywo mieniące się brokatem. Pleciony kabel jest wpinany do słuchawek za pomocą dwóch pinów i zakończony wtykiem 3,5 mm. Za dźwięk „trójzębu” odpowiadają trzy przetworniki armaturowe. Słuchawka dobrze układa się w uchu, a dzięki różnym rodzajom tipsów, możemy ją dokładnie dopasować i wytłumić. Trident jest niesamowicie lekki, co pozwala na długie sesje odsłuchowe bez najmniejszego śladu zmęczenia ucha. Dźwięk: Po podłączeniu słuchawek do Fiio Q5 nie od razu byłam przekonana do brzmienia. Brakowało mi obiecanego przez Noble basu - takiego mocniejszego „kopnięcia”. Po dwóch dniach dźwięk się zdecydowanie zmienił. Jak się okazało Tridenty warto wygrzać, dać im trochę czasu, a rozwiną zdecydowanie swoje skrzydła i uderzą obiecanym basem. Ten model gra podkreślonymi skrajami pasma - góra i niskie tony są wyszczególnione, a średnica lekko wycofana. Noble Audio poleca swoje dziecko miłośnikom popu i rzeczywiście tak jest. Słuchawki są bardzo szybkie i melodyjne, muzyka brzmi żwawo, ciężko usiedzieć na miejscu słuchając “Love Never Felt So Good” Michaela Jacksona czy “Colling All My Lovelies” Bruno Marsa. Bas jest mocny, szybki i dobrze kontrolowany. Średnica jest zrównoważona, mniej podkreślona niż góra, mająca więcej blasku. Wysokie tony są miękkie, nie kłują w uszy, nie męczą, a czarują rozdzielczością. Ten styl grania sprawdzi się też dobrze w muzyce elektronicznej, hip-hopowej i reggae. Tridenty to słuchawki o niskiej impedencji, łatwo je napędzimy smartfonem, ale wpięcie dac/amp zdecydowanie poprawia brzmienie. Tu musimy jednak trochę uważać na podbicie gain, ponieważ jako czułe słuchawki szumią. Podsumowanie: Jeśli lubisz pop, reggae czy muzykę elektronicznę to są to słuchawki, które przyniosą Ci wiele radości ze słuchanej muzyki. Model Trident to typowe "V-ki" podkreślony dół i wysokie tony, średnica cofnięta. To słuchawki łatwe do napędzenia i przyjemne do słuchania. [email protected] Dystrybucja: www.audiomagic.pl Cena – 1.790,- PLN
  6. 1 point
    Gramofony z logo firmy Rega od lat stanowią znaczącą część rynku, gdzie płyta winylowa stanowi sedno audiofilskiego świata. Można wręcz napisać, że P3 istnieje na rynku tyle lat, ile zazwyczaj lat mają melomani "ciut młodszego" pokolenia. Czy za konstrukcją mającą już ponad trzy dekady idzie coś więcej, niż tylko doświadczenie firmy w budowie danego modelu? Czy jednak to wszystko, a w głównej mierze zaufanie klientów do marki i modelu przekłada się na rzeczywistą wartość brzmieniową i dobrze wykonaną konstrukcję? Dzięki uprzejmości firmy Audiotrendt z Krakowa, mieliśmy możliwość sprawdzić co ma do zaoferowania Rega P3. Konstrukcja gramofonu nie odbiega znacząco od konkurencji w tym zakresie cenowym. Nie znajdziemy tutaj masywnej, ciężkiej konstrukcji opartej na automatyce, firma postawiła na minimalistyczną budowę opartą jednak o wysoką jakość wykonania, łącząc to wszystko z doskonałym brzmieniem. W stosunku do poprzedniego modelu przeprojektowano łożyska. Według producenta zwiększono jego trwałość poprzez wykonanie elementów wewnętrznych z mosiądzu. Kolejną jakże istotną i już na sam początek rzucającą się w oczy zmianą, jest niskopojemnościowy przewód zakończony dobrej klasy wtykami firmy Neutrik. Sam talerz wykonano ze szkła optycznego, a jego grubość pomimo faktu, że nie szokuje w stosunku do najdroższych modeli, jest całkowicie słuszna i zapewnia odpowiednią sztywność oraz niwelując ewentualne drgania. Grubość talerza wynosząca 12 mm w przypadku gramofonu z tego segmentu cenowego jest całkowicie akceptowalna i nie stanowi żadnego powodu do narzekań. Plinta gramofonu też nie jest masywna i nie tworzy wrażenia, że gramofon musi stać na specjalnym, równie masywnym stoliku przeznaczonym stricte pod gramofon. Pomimo relatywnie niewielkiej masy i grubości uzyskano doskonałą sztywność. Rdzeń znajdujący się wewnątrz jest pokryty kilkoma warstwami żywicy, a z zewnątrz całość pokryta jest akrylem. Daje to nie tylko gwarancję solidności wykonania, ale jednocześnie (tak jak w przypadku testowanego modelu) kolor czarny świetnie wygląda, zdecydowanie lepiej niż na zdjęciach. Całość została od dołu i góry "spięta" metalową klamrą, której wizualnie nic nie można zarzucić. Stanowi wręcz swoistą ozdobę gramofonu i dodaje mu (subiektywnie) uroku. Kolejną zmianą jest ramię, obecna konstrukcja posiada oznaczenie RB330 i jeśli miałbym określić w jakim aspekcie zachodzą zmiany w stosunku do starszej wersji... musiałbym się sporo nagłowić. Zmiany bowiem są, ale jak dla mnie rzekłbym kosmetyczne i pomimo rzeczywistego wpływu na codzienną pracę (np. regulacja nacisku na igłę działająca odrobinę lepiej) można by stwierdzić, że Rega pozostawiła wszystko co dobre "bez większych zmian". I słusznie, bo dobre rzeczy nie należy (na siłę) zmieniać na rzecz "lepszego". Poprawki ułatwiające pracę ramienia czy zwiększającą kontrolę pracy nacisku są zawsze mile widziane, ale poza tym rzeczy sprawdzone i działające nie potrzeba wbrew pozorom zmieniać. Mała ewolucja, żadna rewolucja w przypadku tego elementu gramofonu. O samym ramieniu w materiałach reklamowych czytamy, że zostało "zaprojektowane z wykorzystaniem najnowszych technologii 3D CAD&CAM", a także pada deklaracja, że "jest kulminacją ponad 35 letniego doświadczenia w projektowaniu ramion gramofonowych." Tak więc zmiany są, ale nie odkryto niczego nowego i zaskakującego, co budziło by nasz zachwyt. Budowa całego gramofonu wydaje się więc nie odbiegać znacząco od tego, co już znamy od lat i zawsze było kojarzone z Brytyjską marką. Jakie więc zmiany dokonały się w samym brzmieniu? Tutaj jednym z najbardziej istotnych elementów mających na to wpływ jest wkładka. Przez wiele lat obcowania z gramofonami i maniakami "czarnych płyt" słyszałem wręcz opinię o tym, że to wkładka może ożywić muzykę z gramofonu... lub jej po prostu nie będzie. I przyznam szczerze, że w wielu sytuacjach tak właśnie było. W tej klasie sprzętu nie doszukujmy się drogiej wkładki, jednak to, co dostajemy już na start wydaje się być dla tego typu konstrukcji optymalnym rozwiązaniem. Oczywiście zawsze można lepiej i zachęcam do eksperymentowania z różnymi wkładkami, jednak otrzymany zestaw w tej kwocie nie budzi żadnych zastrzeżeń - Rega Elys2 sprosta większości wyzwaniom, jakie przeciętny meloman będzie stawiał tej konstrukcji w codziennej eksploatacji. Brzmienie, to ono decyduje o naszym wyborze gramofonu i/oraz wkładki. W tym przypadku piszemy o całości jako gotowym zestawie i na tym skupimy się w swoich odsłuchach. Do testów posłużyły płyty: Sorry Boys "ROMA", album z gatunku ambientu i muzyki eksperymentalnej Tomka Mreńca, Pink Floyd "The Division Bell"(180g) oraz muzyka z rodzaju ciężkiego brzmienia Metallica "Master of Puppets". Odsłuchy przeprowadzone zostały na wbudowanym pre we wzmacniaczu zintegrowanym ONIX (testowany już wcześniej w naszym magazynie) oraz wpinając w system przedwzmacniacz gramofonowy Rega Aria MM/MC i podpinając go do pre EDGE NQ firmy Cambridge Audio. Zabieg ten był celowy, bo w codziennej konfiguracji do systemu EDGE wpięty jest gramofon Alva TT, cenowo ustawiony znacznie wyżej od testowanej Regi P3. Zależało nam na bezpośrednim porównaniu zachodzących zmian w brzmieniu i stwierdzeniu jak dalece uda nam się dojść w temacie brzmienia z różnymi konfiguracjami systemu, gdzie "główne skrzypce" gra w/w gramofon firmy Rega. Łącząc P3 z ONIX A55 mamy równą i świetnie prowadzoną średnicę. Nie jest to jeszcze granie na wielu planach, gdzie wokal i instrumenty w tym zakresie stanowią odrębne byty, ale też nie ma wrażenia całkowite zlepienia się brzmienia w jedną całość. Jest przestrzeń, jest zachowana pewna holografia, która nawet dla mało wprawionego ucha jest dosyć czytelna. Ale daleko takiemu połączeniu do tego, co chcielibyśmy otrzymać w temacie brzmienia naszych analogowych płyt. Wiemy z doświadczenia, że można znacznie lepiej i szukamy rozwiązania. Góra jest swobodna, nie dominuje, nie stara się tworzyć własnej (sztucznej prezentacji), jest zgrana ze średnicą i stanowi zasadniczo odrębny "byt" ale współgrający z pozostałymi zakresami. Góra nie błyszczy, nie ma tendencji do nadmiernego wychodzenia przed szereg. Można ją pochwalić za naturalność... jednak czasem chciałoby się ciut więcej. Za to niskie zaskakują już od samego początku, nie jest to silenie się i udowadnianie, że można dać więcej czegoś, czego nie ma. Bas jest jednak odpowiednio masywny, umiejętnie tworząc zróżnicowany przekaz, odpowiedni do gatunku muzyki czy samego nagrania. W połączeniu ze wzmacniaczem firmy ONIX gramofon P3 zdawał się dawać więcej, niż moglibyśmy oczekiwać w tej konkretnej konfiguracji. Brakowało odrobiny blasku górnym pasmom, całość była delikatnie złagodzona - lecz nie uśpiona. W przypadku albumu ROMA (gatunek art rock) wydawało się, że po prostu nie można chcieć niczego więcej. Było to wszystko, czego można w tym segmencie oczekiwać od gramofonu... ale czy na pewno? W trakcie testów pomimo wszystko było wrażenie, że można jeszcze lepiej, a wrażenie to wzmogło się w trakcie odsłuchu albumu zespołu Metallica. Brakowało swoistego "dokończenia" brzmienia gitar, w sposób nader czytelny brakowało swoistej kropki nad "i" kiedy w utworze Welcome Home (Sanitarium) wsłuchiwaliśmy się w partie gitarowe. W trackie testów przyjęte zostało (i słusznie), że można lepiej. Rega P3 została podpięta do pre Aria tego samego producenta oraz sygnał poszedł do EDGE NQ+EDGE W. I to był strzał w przysłowiową dziesiątkę, muzyka odżyła, wszystkie niedopowiedzenia jakie tylko można było dostrzec w poprzednim zestawieniu odeszły na bok. Gitary zabrzmiały tak, jak lubimy. Otworzyła się przestrzeń nie tylko na boki, nagle muzyka zaczęła docierać do naszych uszu na wielu płaszczyznach. To, co stanowiło wspólne/spójne i sobie bliskie elementy utworu - zaczęły prezentować wielobarwność, muzyka zagrała w sposób czytelniejszy i znacznie bardziej zróżnicowany. W sposób absolutnie słyszalny i nie podlegający podważeniu. W przypadku góry blachy zaczęły może nie błyszczeć w sposób bezwzględny, ale perkusja dostała nowego życia. Poprawił się też w całym zakresie dolnego pasma przekaz, było momentami ciężko i właściwie budowane w przypadku ciężkiego brzmienia. Znawcy gatunku powiedzieliby, że muzyka dostała "kopa", a gramofon odkrył nieznane dotąd pokłady energii. Rzecz jasna ostatnia konfiguracja była zagraniem nie fair wobec samego A55, bo to nie ta liga - a za kwotę jaką przychodzi nam zapłacić za wzmacniacz firmy ONIX, pre gramofonowe nie jest wcale takie złe, wręcz przeciwnie. Ale test ten dowodzi jednej, jakże istotnej kwestii - Rega P3 ma spory potencjał i można go wykorzystać w pełni, zestawiając ją w systemach droższych - używając np. dobrej klasy pre gramofonowego. To dobrze świadczy o konstrukcji gramofonu i tylko stanowi wartość dodaną do całości w momencie wyboru gramofonu/jego zakupu. Rega P3 w pełni spełnia oczekiwania melomanów, a dając jej za kompana dobrej klasy pre gramofonowy oraz lepszej klasy wzmacniacz - odwdzięczy się brzmieniem bogatszym i pełniejszym, zdecydowanie wybiegającym poza to, na co wskazuje kwota jaką przyjdzie nam zapłacić za ten gramofon. Czy w całej tej konstrukcji są jakiekolwiek wady? Tak, nie jest ich wiele, ale jednak są i warte są odnotowania. Przewód znów jest zintegrowany... Panowie Inżynierowie, może przestańcie uszczęśliwiać ludzi na siłę?! Naprawdę każdy z nas może dobrać sobie przewód pod siebie i swoje oczekiwania. Może i chcecie dobrze... ale zawsze można lepiej (czego dowodzą modyfikacje starszych modeli tego gramofonu). Kolejnym minusem jest pokrywa, a raczej system zawiasów. Widziałem wiele gorszej jakości rozwiązań i w przypadku tego gramofonu "nie jest to najgorzej rozwiązane", ale nie do końca w trakcie testów czułem w 100% pewność, co do wytrzymałości montażu zawiasów do akrylowej pokrywy. Jestem gotów przyznać, że to w pełni subiektywne odczucie i w codziennym użytkowaniu nie wystąpią żadne problemy, jednak osobiście obchodziłbym się z pokrywą delikatniej "na wszelki wypadek". Czy Rega P3 z montowaną fabrycznie wkładką warta jest "grzechu"? Tak, pomimo wszystko cena za jaką przychodzi nam kupić ten gramofon daje już sporo przyjemności ze słuchania "czarnych płyt". Analog przez duże "A" za niewielkie pieniądze? Jak najbardziej można tak napisać, rzecz jasna Rega P3 nie porwie nikogo w przestworza High End'u i nie odkryje jakości winylu na poziomie muzyki Hi-Res, ale w zamian za to muzyka będzie autentyczna, intrygująca w swym przekazie, a brzmienie przyciągające na naprawdę długie wieczory. Płyty winylowe będą brzmiały tak, jakbyśmy właśnie tego oczekiwali od tej klasy sprzętu. "Lepiej" też jest w zasięgu ręki dla tej konstrukcji, postarajcie się o dobrej klasy "towarzystwo" w całym systemie, a będziecie mile zaskoczeni co potrafi ten gramofon. Polecam AudioRecki Za dostarczenie nam do testów gramofonu Rega dziękujemy firmie Audiotrendt z Krakowa. https://audiotrendt.com.pl
  7. 1 point
    Dzięki uprzejmości Audiomagic.pl trafił do mnie na testy CAYIN IDAP-6. Firma Cayin powstała w 1993 roku w Chinach i zasłynęła przede wszystkim produkcją wzmacniaczy lampowych, cieszących się dobrą opinią w świecie audio. Wraz z rozwojem cyfryzacji, pojawieniem się bezstratnych formatów i powstaniem serwisów streamingowych, wiele firm zaczęło przechodzić na „ciemną stronę mocy” i produkować urządzenia do słuchania muzyki z plików. I tak Firma Cayin stworzyła serię „i”: iDAP-6, iDAC-6 oraz iHA-6. IDAP-6 to wieloformatowy, komputerowy transport cyfrowy wyposażony w wiele funkcji. Urządzenie dostarczane jest w solidnym kartonie. W komplecie otrzymujemy przewód zasilający, kabel usb A-B, antenę BT/WIFI oraz instrukcję w języku angielskim. Budowa: Obudowa wykonana jest z piaskowanego aluminium w kolorze srebrnym. Na panelu przednim po lewej stronie umieszczony jest przycisk zasilania z podświetleniem LED i mniejszy aluminiowy przycisk, który pełni rolę return. Pod spodem znajduje się klapka, która kryje gniazdo na kartę SD i port USB. Na środku panelu umieszczono duży, wyraźny wyświetlacz Amoled 3,95 ” Po prawej stronie mamy duże pokrętło, które działa albo za pomocą przełącznika obrotowego jako wybór pozycji menu, albo naciskając do środka, aby potwierdzić opcję menu. Panel tylny wyposażony jest w cała gamę wyjść cyfrowych: HDMI (I2S), Toslink, RCA (Coaxial), BNC (Coaxial), XLR (AES/EBU). Mamy tam również gniazdo dla anteny BT/WIFI, port LAN, 2 gniazda USB, gniazdo zasilania oraz wyłącznik zasilania. Pierwsze uruchomienie i obsługa: Po włączeniu IDAPa na wyświetlaczu ukazuje się nam wybór języka menu (niestety nie ma jęz. polskiego), a następnie główne menu. Możemy wybrać źródło dźwięku, kategorię muzyki, ustawienia. Po podpięciu dysku twardego lub pendrive chwile trwa skanowanie. Po tej operacji mamy dostęp do naszej biblioteki z muzyką. Możemy się po niej poruszać za pomocą przycisków na panelu lub za pomocą smartfonu czy tabletu. Cayin zaleca do tego aplikację HibyMusic, dostępną zarówno dla telefonów z systemem Android jak i na IOS. Aby aplikacja poprawnie działała musimy uruchomić bluetooth oraz aktywować HibyLink w IDAPie. Wszystko działa płynnie i szybko przechodzimy między katalogami z muzyką. Na wyświetlaczu widzimy okładkę albumu, artystę, tytuł płyty i utworu oraz format granego pliku. Odtwarzacz radzi sobie z wieloma formatami: DFF, DSF, SACD-ISO, FLAC, ALAC, WAV, APE. Większość użytkowników przechowuje swoje kolekcje muzyczne na serwerach NAS lub gra z serwisów streamingowych. Jak sobie z tym radzi IDAP- 6 ? Dzięki technologii DLNA oraz aplikacją takim jak BubbleUPNP lub MConnect możemy przesyłać nasze dane z NAS, słuchać muzyki z TIDALA czy Qobuz. Dodatkowo aplikacja MConnekt udostępnia i odtwarza treści w formacie MQA. Niestety nie udało mi się uruchomić spotify connect, oczywiście można to obejść grając przez bluetooth ale tracimy trochę na jakości. Odsłuch: Siadam wygodnie, smartfon w dłoń i zaczynamy zabawę od połączenia coaxialnego. Gitara basowa Marcusa Millera w Moonlight Sonata wybrzmiewa na pierwszym planie, słychać każde szarpnięcie struny. Paper Trails – Darkside, wokal jest wysunięty do przodu, Nicolas Jaar niemal stoi przede mną. Podobne odczucie mam słuchając Guardian Angel - Riverside, Rozpływam się przy The Look of Love –Jacintha, Standing On the Stairs – Anjani to ciepły, nisko schodzący bas w wielu odcieniach. Saksofon w utworze Nuages – Jamesa Cartera jest tak realny, iż mam wrażenie, że siedzę w małej zadymionej knajpce na Manhattanie. Celowo skaczę po utworach, różnych gatunkach i nie mam się do czego przyczepić. Cyain brzmi ciepło, powiedziałabym, że trochę lampowo ale nie traci nic na szczegółowości, słychać wiele smaczków, scena jest szeroka i ten wielobarwny bas. Po przejściu na wyjście optyczne i usb słychać subtelną różnicę in minus ale może to wina DACa, którego użyłam do odsłuchów. Podsumowanie: Cayin IDAP-6 to odtwarzacz sieciowy dla dojrzałego audiofila, który ceni sobie dobry dźwięk i zależy mu na jak najlepszej jakości muzyki. Dla osoby, która ma bibliotekę bogatą w pliki wysokiej rozdzielczości, a niekoniecznie zależy jej na Spotify. Cayin potrafi nas mile zaskoczyć barwą i wysublimowanym dźwiękiem. [email protected] Specyfikacja: Bluetooth: BT v4.1 (wspiera apt-X) Ekran: AMOLED 3,95" Rozdzielczość: 360 x 640 Pobór mocy: 20W Pobór mocy w trybie standby: 2W Wspierane nośniki pamięci: 2,5" HDD USB (do 2TB), karty SD (do 256GB), pendrive, czytniki kart Wsparcie dla wszystkich popularnych formatów cyfrowych: DFF, DSF, SACD-ISO, FLAC, ALAC, WAV, APE Wsparcie PCM do 32Bit/384kHz, wsparcie DSD do DSD256 z I2S, do DoP128 z USB i do DoP64 z innym cyfrowym interfejsem Wszechstronna ilość wyjść cyfrowych: USB, I2S, AES/EBU, coaxial, optyczne Wymiary: 240 x 268 x 69 mm Waga: 3,3 kg Dystrybucja: www.audiomagic.pl Cena – 4900,- PLN
  8. 1 point
    Dziś nie ma chyba takiej osoby, która nie znałaby takie tytuły jak rewelacyjny "Brudny Harry", doskonałe i do tego bawiące do dziś "Złoto dla zuchwałych" czy nieśmiertelny "Bullitt", w którym główną rolę zagrał Steve McQueen i równie rozpoznawalny przez ostatnie dekady samochód... Mustang. Filmy te przeszły już do kanonu klasyków i zapewniły sobie niekwestionowane miejsce w światowej kinematografii. Jednak nie o samych filmach dziś przychodzi nam wspomnieć, a o muzyce jaka zagościła na tych i wielu innych obrazach. Za budowanie niepowtarzalnego klimatu od strony muzycznej odpowiada nie kto inny jak Lalo Schifrin. Człowiek, który swoja muzyką tchnął wręcz drugie życie obok już istniejącego, a składającego się z doskonałych obrazów, dialogów oraz samej gry aktorskiej. I co chyba najistotniejsze... dokonał tego w ogromnej ilości filmów, więc to nie mógł być przypadek, a pisząc wprost fenomen i geniusz muzyki filmowej. Skąd w naszym Magazynie AudioStereo pomysł na wspomnienie o wielkim kompozytorze? Otóż ostatnio mieliśmy przyjemność gościć w Krakowskim Nautilusie, gdzie w świetnej atmosferze rozmów o muzyce... padła propozycja posłuchania soundtrack'u z filmu Bullitt. Tym bardziej, że przeglądając setki dostępnych w salonie czarnych płyt, "Bullitt" na winylu aż prosił się o "wrzucenie" na talerz stojącego nieopodal gramofonu. System przygotowany w pokoju odsłuchowym zdawał się prezentować muzykę tak, że obrazy z filmu nasuwały się wprost same. Kiedy z czarnego krążka popłynął utwór "Shifting Gear" sceny pościgu na ulicach San Franciso stały się niesamowicie realne, wręcz namacalne. Oczywiście nie o sprzęcie mowa i muszę tutaj niektóre osoby już teraz zaskoczyć, a nawet zawieść - nie padną żadne marki audio, żadne konkretne modele sprzętu. Nic z tych rzeczy, bo nie o sprzęcie będzie w dalszej części artykułu mowa. Każdy bowiem, kto interesuje się sprzętem i rynkiem audio ma świadomość, co znajduje się w ofercie firmy Nautilus. A kto nie wie i byłby bardzo ciekaw, na dole pod tekstem znajdzie logo firmy i link do jej strony internetowej. Dziś temat ten jest swoistym uznaniem dla wspaniałego dorobku Lalo Schifrin'a, bez którego kto wie... czy właśnie Bullitt byłby tak wyrazisty, tak dosmakowany i przekonywujący. Muzyka Lalo zasadniczo jest odrębnym bytem, jeśli oczywiście przyjmiemy za fakt to, że bez względu na to jaki wybierzemy tytuł albumu jest on bez obrazu nadal przekonywujący, wciągający i po mistrzowsku budujący klimat. Rozmawiając przy muzyce i o muzyce Lalo Schifrin'a padało sporo tytułów, można też przyjąć jako oczywistość - ciężko będzie melomanom obeznanym w muzyce mistrza, wybrać jedną "najlepszą" płytę spośród całej jego dyskografii. Bo jeśli przyjmiemy, że będzie to soundtrack z filmu "Bullitt": to nikt absolutnie nie może negować faktu, że "Enter The Dragon" także od strony muzycznej po prostu powala: W przypadku twórczości Lalo nie można pominąć jakże rewelacyjnej muzyki przygotowanej dla filmu THX 1138. Ten klasyk gatunku, uznany za jeden z najlepszych obrazów George’a Lucasa, nie tylko wciąga swoją fabułą i grą aktorską. To również wyjątkowy klimat tworzony właśnie dzięki muzyce: Pozostaje jeszcze wspomnieć o Brudnym Harrym, dzięki któremu "każdy kolejny dzień staje się lepszy": Jednak sam Schifrin zyskał tak naprawdę największą popularność i rozpoznawalność jako kompozytor dzięki serialowi nadawanemu 7 lat przez CBS. Mowa rzecz jasna o Mission: Impossible z fantastycznym P. Graves'em, który grał rolę Jima Phelpsa. Jak widać, po wręcz bardzo małym wycinku tytułów jakie wyszły spod ręki mistrza - muzyka filmowa "złotych czasów kina" miała także swoich bohaterów od strony muzycznej. I niezaprzeczalnie jednym z nich pozostanie już na zawsze Lalo Schifrin. Wielki kompozytor, twórca wspaniałych kompozycji, bez których świat po prostu byłby znacznie uboższy. Odsłuchy płyt winylowych w firmie Nautilus zabrały nam masę czasu, dając też przy okazji powód do ciekawej dyskusji i wymiany poglądów w temacie m.in. muzyki filmowej. Rzecz jasna sama muzyka nie brzmiałaby tak dobrze bez całego systemu audio, przygotowanego specjalnie dla nas przez Grzegorza - za co mu serdecznie w tym miejscu dziękuję. Jeśli lubicie muzykę Lalo Schifrin'a i Waszym zdaniem są utwory zasługujące w tym temacie na wspomnienie o nich (a zapewne tak jest), z przyjemnością dzielcie się swoimi uwagami, pomysłami i opiniami. Linkujcie muzykę z YT, bo warto przybliżać dobrą muzykę, która od wielu już dekad daje melomanom powody do spędzania wolnego czasu przed swoim sprzętem audio. AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Za przyjęcie AudioStereo oraz czas jaki spędziliśmy w przemiłej atmosferze z muzyką - dziękujemy firmie Nautilus z Krakowa. https://nautilus.net.pl
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.