Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 08/21/19 in Artykułów

  1. 6 points
    Płyta "nie nowa" każdy mógłby powiedzieć, bo "Final Call" wydana została nakładem "domo" w 2013. Jednak nie bez powodu wracam do tego jakże wymownego albumu mistrza elektroniki i New Age z Kraju Kwitnącej Wiśni. Powody powrotu do w/w wydania są tak naprawdę aż dwa. Pierwszy dzięki uprzejmości sklepu Winylownia.pl zamówiona płyta nader szybko dotarła do mnie (poprzedni mój egzemplarz gdzieś przepadł), a drugi powód - znacznie większy - to obecna sytuacja z jaką nasza planeta mierzy się odnośnie pożarów Amazonii. Temat świadomego niszczenia "płuc Ziemi" przez człowieka jest znany nie od dziś, jednak obecna skala ludzkiej działaności na obszarach często nietkniętych ręką człowieka jest przerażająca. Amazonia stanowi jeden z podstawowych elementów naszego istnienia na tej planecie, więc dziw bierze nieodpowiedzialne zachowanie osób odpowiedzialnych za dbanie o ten obszar. Padnie pytanie o to, co ma wspólnego w/w album z opisywaną sytuacją w Brazylii. Otóż Kitaro od lat znany jest ze swych muzycznych projektów, będących będąca wyrazem troski o naszą planetę. Właśnie taką płytą jest "Final Call" japońskiego mistrza. Album ten jest wręcz jego osobistym manifestem mającym na celu ukazanie jak cenna jest nasza planeta. Sam Kitaro kilka lat temu wypowiedział jakże trafne i znane przez wielu zdanie, że to człowiek jest jej największym wrogiem ziemi, dewastując ją nieustannie. Utwory z albumu Final Call to nie tylko manifest na rzecz obrony planety Ziemia, ale od strony muzycznej to fenomenalne połączenie takich gatunków jak New Age, Electro czy muzyki etno. Zresztą Kitaro od lat znany jest z tego, że pełnymi garściami czerpie z własnej kultury, łącząc ją z nowoczesnymi formami muzycznymi. "Final Call" nie tylko doskonale buduje misterium dalekowschodnich klimatów, ale w sposób fenomenalny oddaje bogactwo barw instrumentów elektronicznych. Niech za świetny przykład posłuży utwór "Traveller": "Final Call" śmiało można uznać za jego jedną z lepszych płyt. Może ciężko oczekiwać przełomu czy fenomenu takich albumów jak "Tenku" czy "Silk Road", ale płyta oferuje swoim przekazem, obrazami muzycznymi i żywym instrumentarium bardzo wiele - nie tylko maniakom mistrza Kitaro, ale wszystkim lubującym się w muzyce gatunku New Age. Kolejnym muzycznym "obrazem" jest przejmujący "After Glow". Obok tego utworu ciężko wręcz przejść obojętnie! Jego siła nie tkwi w żywiołowości czy bogactwie użytych instrumentów, ale w sposobie budowania nastroju Płyta zdecydowanie dla tych melomanów, którzy poszukują czegoś wręcz osobistego w przeżywaniu muzyki. Album dla takich osób wręcz obowiązkowy! Kto nie miał styczności lub zastanawia się nad zakupem - zdecydowanie polecam! AudioRecki Za dostarczenie w/w albumu serdecznie dziękuję firmie Winylownia.pl https://winylownia.pl Kitaro "Final Call" (2013) Final Call Jupiter's Beam Yo-en Shadow of the Moon Traveler Valley Of The Spirit After Glow Wind From The Desert Moment Circle Whispering Shore Solar Eclipse
  2. 4 points
    Audiolab został stworzony latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, przez Philipa Swifta i Dereka Scotlanda. Podbili rynek i serca słuchaczy, zintegrowanym wzmacniaczem, modelem Audiolab 8000A. Wzmacniacz cechował prosty, lecz schludny design, mały rozmiar, relatywnie niska cena i… fantastyczny dźwięk jaki kreował. Wzmacniacz ten okazał się olbrzymim sukcesem komercyjnym. Dodatkowym atutem było wyposażenie go w bardzo udany moduł przedwzmacniacza gramofonowego, który w tamtych czasach, mógł decydować o sukcesie lub porażce produktu na rynku. W umiarkowanych pieniądzach klient dostawał dobry preamp RIAA (który można było użyć niezależnie podłączając do oddzielnej końcówki mocy), bardzo muzykalnie grający wzmacniacz, który potrafił przekazać zarówno rytm jak i detal nagrania. A jak wygląda sytuacja Audiolaba po czterech dekadach? Czy nadal zachowali ducha swego przodka z ery winyla i taśmy? Z biegiem czasu, firma z rąk swych twórców przeszła do potężnej, dalekowschodniej spółki IAG (obecnie właściciele Brytyjskich marek m.in. Mission, Castle, Quad, Wharfedale). Audiolab MDAC+, to pełnoprawny przetwornik cyfrowo analogowy, dodatkowo zoptymalizowany pod produkty Apple (oficjalne wsparcie Appla) oraz z możliwością podłączenia pod PC oparty o system operacyjny macOS lub Windows. Oczywiście, jak na klasyczne urządzenie segmenty Hi-Fi przystało, posiada wejścia SPDIF (dwa komplety), wejście optyczne (także dwa komplety), a co nieco zaskakujące w tej klasie urządzeniu - również wejście AES/EBU. Na tylnej ściance, oprócz solidnego gniazda zasilającego IEC znajdziemy oczywiście wyjścia sygnału analogowego RCA i kolejne zaskoczenie, ponieważ urządzenie posiada także wyjścia zbalansowane sygnału analogowego. Ponadto, gniazdo USB A (do podłączenia IPod oraz IPhone), USB B (do podłączenia komputera), złącze Trigger oraz IR do połączenia z innymi urządzeniami z tej serii, a także dwa wyjścia sygnału cyfrowego (jedno SPDIF i jedno optyczne). Urządzenie swym wyglądem nawiązuje do klasycznych sprzętów Audiolaba, prosta w formie aluminiowa obudowa i dwie okrągłe gałki. Po środku czytelny, ale nieprzeszkadzający w odsłuchu wyświetlacz (białe napisy na czarnym tle), włącznik ON/OFF oraz wyjście słuchawkowe na duży Jack, pod którym znajduje się dyskretna czerwona dioda, sygnalizująca pracę urządzenia. Bardzo solidnie wykonania i spasowana obudowa, sprzęt sprawia ważenie solidnego, waży też więcej niż wskazywałby na to jego kompaktowe rozmiary. Po uruchomieniu urządzenia, gałką wybieramy wejście, z którego będziemy korzystać i w przeciągu kilku sekund możemy zacząć odsłuch. Jak gra Audiolab MDAC+? Brzmieniowo, również w dużym stopniu nawiązuje do swych korzeni. Dźwięk jest równy, bez podbicia żadnego z pasm, dużą uwagę przyłożono do rytmiczności przekazu, czyli to cechuje klasyczne „Brytyjskie” granie. W odróżnieniu do starej szkoły Audiolaba, obecnie większy nacisk położono na detaliczność poszczególnych dźwięków, przez co można odbierać go jako bardziej sterylny, ale też dający lepszy wgląd w nagranie. Bardzo dobrze wypadły wokale, są nasycone, mają odpowiednią masę i brzmią bardzo naturalnie – rzadko kiedy udaje się zachować tak brzmiące wokale, w urządzeniach które grają precyzyjnym i detalicznym dźwiękiem – tutaj się to udało i odbieram to jako duży plus. Nie jest bowiem sztuką stworzyć sprzęt detaliczny kosztem chudego i metalicznego wokalu i vice versa, stworzyć sprzęt grający nasyconym, barwnym dźwiękiem, ale kosztem szczegółowości. Sztuką jest pogodzić te dwa aspekty i w opisywanym urządzeniu się to udało. Kolejną mocną stroną DACa Audiolaba, są niskie tony. Bas jest konturowy, szybki i z solidnym wypełnieniem. Kolejny raz udało się pogodzić cechy, które w wielu sprzętach się wykluczają, tj. szybki bas i mocny bas. Tu mamy oba czynniki zachowane, oczywiście o ile pozwoli nam na to reszta toru. Jeśli chodzi o górę pasma, jest ona poprawna, niczym nie narzucająca, nie dominuje, ale też w żaden sposób nie odczuwamy braku informacji w zakresie wyższych tonów. O ile na basie i średnicy udało się producentowi pogodzić najbardziej pożądane cechy w tych zakresach pasma, o tyle jeśli chodzi o wysokie tony, aż tak miłego zaskoczenia nie mamy. Owszem, wysokie tony są klarowne i czyste (choć znam urządzenia lepsze pod tym względem) to jednak wkrada się w nie lekka sterylność. Gdyby podobnie jak udało się to w innych zakresach pasma przenoszenia, również w zakresie wysokich tonów uzyskać lepszą barwę, to temu DACowi, naprawdę ciężko byłoby zarzucić coś w kategorii uzyskiwanego dźwięku. Jeszcze krótko opiszę, jak zmieniały się poszczególne aspekty brzmienia, w zależności od trybu pracy urządzenia. Moim zdaniem najlepsze efekty uzyskuje się korzystając z klasycznego wejścia SPDIF lub AES/EBU. Podpięcie za pośrednictwem USB, daje lekką, aczkolwiek słyszalną różnicę in minus. Sprzęt staje się trochę bardziej detaliczny, barwa nie jest już ta. Testowałem połączenie na dwóch komputerach Appla: Macbook Air oraz Macbook Pro, w przypadku tego drugiego, znacznie bardziej zaawansowanego urządzenia, różnice w stosunku do SPDIF były już bardzo małe. Pojawia się więc pytanie, czy utrata jakości wynika z samej architektury DACa, czy raczej w jakości PCeta. Szczególnie, że bardzo wyraźną poprawę w zakresie wyższych częstotliwości udało się uzyskać, podpinając lepszy kabel, niż klasyczny komputerowy USB w tym przypadku był to przewód Tellurium Q Blue USB. Istnieje również możliwość podpięcia urządzeń mobilnych: telefonu iPhone oraz tableta iPad. Odbywa się to za pośrednictwem klasycznego przewodu Appla, czyli do DACa wchodzimy przez USB-A. Niestety w tym przypadku pogorszenie jakości dźwięku jest wyraźne, trudno jednak spodziewać się by telefon komórkowy czy tablet nadążył jakością za pełnowartościowym transportem. Jeśli chodzi o konfigurację, ta odbywa się natychmiastowo po podpięciu urządzenia, wszystko działa na zasadzie plug & play. Producent deklaruje zgodność z modelami iPhone do modelu 6, a tablety do modeli Air 2, jednak nawet najnowsze modele urządzeń Ipad Pro oraz iPhone X nie ma najmniejszych problemów z współpracą z DACiem Audiolaba. Na froncie urządzenia, znajduje się gniazdo słuchawkowe duży Jack, nie jest dodane tylko dla ozdoby, jako wzmacniacz słuchawkowy urządzenie sprawdza się bardzo przywozicie. Po podpięciu słuchawek, DAC automatycznie przełącza się w tryb słuchawkowy, poziom głośności sterujemy gałką głośności lub ze zgrabnego, aczkolwiek solidnego pilota. Podsumowując, jest to bardzo solidnie wykonany sprzęt, wizualnie i dźwiękowo znajdziemy w nim dużo, ze starych, klasycznych urządzeń Audiolaba. Widać ewidentnie, że wraz z zadomowieniem się materiałów cyfrowych jako wiodących formatów zapisu muzyki, delikatnie zmieniono akcenty w strojeniu urządzeń Audiolaba, nie ma już zaokrągleń poszczególnych dźwięków jakimi cechował się „stary” Audiolab. To bardzo dobrze maskowało niedociągnięcia analogowych systemów Hi-Fi, bądź co bądź z budżetowego segmentu, czasach cyfrowych nośników odbiorcy już tego nie wymagają. Dzisiaj, gdy jakość materiału nagrana w pliku jest tak dobrej jakości, strojenie zostało zmienione, by jak najwięcej informacji i smaczków z nagrania wyciągnąć. Nie ma już strachu, że zaakcentujemy również szumy i trzaski, stąd też inne strojenie sprzętów ery cyfrowej i ery analogowej. Urządzenie to oceniam wysoko i śmiało mogę polecić, z tą jedną uwagą, że moim zdaniem jest sprzęt trudny w aplikacji i wymaga doświadczenia by dobrze wpasować w system. Raczej nie będzie wybaczał błędów reszty systemu i chyba najlepiej czuje się z towarzystwem sprzętów ze znacznie wyższej półki cenowej. Natomiast jeśli tylko uda Nam się uzyskać pełnie Jego możliwości, możemy cieszyć się naprawdę dobrym graniem. Do testów użyto: Unison Research Simply 845, Harbeth 30.1, Sonic Froniters SFT – 1, Tellurium Q Blue USB Tellurium Q Black II głośnikowy 2x2,5m Albedo Flat One głośnikowy 2x2,5m Albedo Monolith Monocrystal RCA Dystrybucja: q21 Cena: 3999zł Za dostarczenie do testów, dziękujemy firmie q21 www.q21.pl
  3. 3 points
    Po trzydziestu latach (jak ten czas leci) od wydania pierwszej płyty pod tytułem "Ogród Króla Świtu" Marek Biliński oddaje w ręce fanów nowe wydanie w/w albumu. Reedycja została w szczególny sposób przygotowana od podstaw, jak sam artysta mówi był odświeżona z dużą empatią, dostosowana do współczesnego High-End'u: "Starałem się (stosując najnowocześniejszą technologię), nie zniszczyć lekkości , szczegółowości i powietrza zawartego w nagraniu. Nie stosowałem kompresorów, które degradują brzmienie, ani żadnych innych uzdatniaczy dźwięków, tak aby jak najwierniej przekazać brzmienie z taśmy matki." W poszukiwaniu jak najlepszego brzmienia Marek Biliński posługiwał się m.in: fantastycznie brzmiącym gramofonem TransRotor Zet-3, który pracował z wkładką Shelter 501 MK III. Ciekawostką jest, że gramofon ten posłużył do analizy kilkudziesięciu płyt winylowych, specjalnie dobranych pod kontem brzmienia i czasu wydania. Celem było z jednej strony jak najwierniejsze oddanie brzmienia z taśmy matki, z drugiej strony poddano analizie płyty wydane 30-40 lat temu i obecnie wydawane. Analizy te stanowiły podstawę do wypracowania współczesnego modelu pasma częstotliwości, dynamiki i szczegółowości nagrania. W rezultacie końcowym obecnie wydawana płyta posiada ciepłe, aksamitne i głębokie brzmienie z szerokim pasmem stereofonicznym. Wznowienie na winylu pierwszej płyty Marka Bilińskiego "Ogród Króla Świtu" jest początkiem całej serii wydawniczej. "Planuję wydać wszystkie płyty na winylu, aż do koncertowego albumu "Life is Music", który ukaże się jako podwójny album. Kolekcja zostanie zakończona premierowym wydaniem mojego nowego albumu, który najpewniej ukaże się w czwartym kwartale 2020 roku" -informuje M. Biliński. Cała kolekcja powstaje przy współudziale i pomocy takich firm jak WM FONO oraz krakowski Nautilus. Jest też dobra informacja dla wielbicieli cyfrowych wydań! Jak się okazuje wszystkie albumu Marka Bilińskiego powrócą również w wersji cyfrowej w wersjach fizycznych nośników oraz zostaną opublikowane we wszystkich popularnych serwisach streamingowych! Premiery w wersji cyfrowej będą miały miejsce w tym samym czasie co ich analogowe wersje. Jeśli komuś byłoby mało... wielbiciele cyfrowych wersji będą mogli nabyć w edycji specjalnej, zawierające nie publikowane do tej pory utwory artysty! AudioRecki
  4. 2 points
    Można przyjąć jako pewnik, że stare to jest dobre wino i skrzypce oraz... muzyka Freddiego Mercury’ego. Wiedzą o tym praktycznie wszyscy melomani, nie tylko fani Queen czy nieżyjącego wokalisty. W przyszłym miesiącu do sklepów trafi nagrany w 1985 pierwszy solowy album frontmana zespołu Queen. Album o tyle interesujący, że każdy zawarty na wydawnictwie utwór został poddany procesowi remasteringu. Dodajmy przy tym, że proces ten odbywał się przy użyciu oryginalnych taśm matek, tak więc zgodnie z zapowiedzią wydawcy - jakość nagrań ma być zrealizowana na najwyższym poziomie. Album zawiera kilka naprawdę świetnych kawałków, które pomimo upływającego czasu są nadal bezsprzecznie jednymi z najlepszych utworów w historii muzyki. Na płycie znajdziemy więc takie hity Freddiego jak „Living On My Own”, "Your Kind Of Lover", "Love Me Like There's No Tomorrow" czy fenomenalne „The Great Pretender” Album „Mr. Bad Guy” ukaże się w pierwszej połowie października tego roku. AudioRecki Za pomoc w realizacji materiału dziękujemy właścicielowi firmy Winylownia.pl https://winylownia.pl „Mr. Bad Guy” Freddie Mercury (I wydanie: 1985) remaster 2019 Tracklista: 1. Let's Turn It On 2. Made In Heaven 3. I Was Born To Love You 4. Foolin' Around 5. Your Kind Of Lover 6. Mr. Bad Guy 7. Man Made Paradise 8. There Must Be More To Life Than This 9. Living On My Own 10. My Love Is Dangerous 11. Love Me Like There's No Tomorrow
  5. 2 points
    Już na wstępie można napisać, że zespół Tool albo się kocha, albo nigdy nie słyszało. Fani twórczości Maynarda Jamesa Keenana przez te 13 lat posuchy chyba już zdążyli przetrzeć swoje winyle igłami na wylot, a w oczekiwaniu na nowy album tworzyli w swojej głowie wyobrażenie o tym, jak wielki i niepowtarzalny będzie ten nowy album, który (być może) kiedyś nadejdzie. I o to jest! W (prawie) ostatnim dniu sierpnia, na muzycznym rynku wydawniczym ukazało się nowe dzieło zespołu Tool. O samym zespole pisać nie mam zamiaru, bo jak na wstępie wspomniałem - świat dzieli się na tych, co zespół Tool kochają lub nigdy go nie słyszeli. Ci pierwsi historię zespołu znają doskonale, reszcie wpierw polecam zapoznać się z ich dyskografią. Wracając do nowego dzieła amerykańskiego zespołu - albumu "Fear Inoculum" przyznam szczerze, że mam mocno mieszane uczucia. I jak się okazuje-nie tylko ja. Z jednej strony kilka naprawdę ciekawych kompozycji, dla których warto wydać każdy Dolar, Euro czy Złoty (czymkolwiek płacicie). Z drugiej płyta... nie do końca jest równa. Mając w pamięci płytę "Lateralus", która dla wielu była wręcz fenomenalna... a tłumy jakie ustawiały się m.in.: w Spodku w 2002 roku mówiły więcej niż słowa, po nowym "dziecku" Tool spodziewałem się po prostu "więcej". I nie bym krytykował cały album, jednak spośród kilku naprawdę świetnych kompozycji można też wybrać te, które po prostu "są" i zapewne "jedynie będą". Kompletnie niezrozumiałe dla mnie jest niemiłosiernie długie (wręcz do znudzenia) budowanie nastroju (?) już w pierwszym utworze zbyt rozciągniętymi elementami dźwięków perkusji. Gitary, które nadają fantastyczny klimat temu kawałkowi wydają się czasem zbyt przesadnie przeciągnięte w oczekiwaniu na? Właściwie ciężko napisać na co, bo po kilku minutach ma się wrażenie, że w dziwny sposób utwór sam się zapętlił w naszym odtwarzaczu. Za to już kolejny utwór na płycie zatytułowany "Pneuma" wciąga niemiłosiernie. Warto tylko dla tego utworu nabyć płytę, bo w tym jednym kawałku ukryta jest kwintesencja fenomenu zespołu Tool: Słuchając płytę w dalszej części natrafiamy na "Culling Voices", który mógłbym słuchać praktycznie każdego wieczoru. Rzecz jasna utwór posłużyłby jako fenomenalna ścieżka dźwiękowa dla praktycznie każdego filmu bez względu na gatunek, ale siła tego utworu tkwi właśnie w budowanym nastroju i dzięki temu tworzy wyjątkową siłę przekazu. Jeśli doczekacie do 6 minuty i 42 sekundy - będziecie usatysfakcjonowani w 100%: Album posiada rzecz jasna kilka mocnych stron, na pewno trafi w gusta wielu słuchaczy, a tym bardziej fanów zespołu. W żadnym przypadku ci drudzy nie powinni rezygnować z zakupu z "Fear Inoculum", nawet jeśli uznają album za nierówny lub posiadający kilka zbędnych "zapychaczy". Podsumowując w całości, wydana w tym roku płyta warta jest zakupu, bo najważniejsze z tego co znamy przez pryzmat poprzednich albumów zostało zachowane. Duch zespołu Tool da się czuć i jest obecny na "Fear Inoculum" a to, że nie w każdym utworze do końca tak przedstawiony... może po blisko trzynastu latach oczekiwaliśmy zbyt wiele? Kolejny ciekawym utworem, na pewno wybijającym się z całego albumu jest fenomenalny, a nawet pisząc "bluźnierczo" boski - "7empes" Rozmawiając z kilkoma osobami lubiącymi od lat zespół Tool - dosłownie każdy zwraca uwagę w tym albumie na coś innego. Dochodząc więc do podsumowania zdajemy sobie sprawę z jednego... nie da się zadowolić wszystkich, a nawet jeśli jest to bliskie do zrealizowania -każdemu do gustu przypadnie całkowicie co innego. I tak jest z nowym "dzieckiem" zespołu Tool. Absolutnie każdy odnajdzie w nim coś dla siebie i coś, czego słuchać (być może) nie będzie. Ważne jednak jest to, że wśród siedmiu utworów zawartych w nowym albumie znajdziemy sporo emocji trafiających do nas w szczególny sposób i może się okazać, że te emocje zbudujemy w oparciu o dosłownie 2-3 utwory, które nie pozwolą nam rozstać się z płytą przez kilka długich wieczorów. W tym miejscu chciałbym w szczególny sposób podziękować całej ekipie ze sklepu Winylownia.pl za inspirację i pomoc w "ogarnięciu" zamówienia! https://winylownia.pl AudioRecki Tool "Fear Inoculum" (2019) 1. Fear Inoculum 2. Pneuma 3. Invincible 4. Descending 5. Culling Voices 6. Chocolate Chip Trip 7. 7empest
  6. 2 points
    “Rozmawialiśmy już w odniesieniu do trasy z lat 2013-2015, że powinna ona być ostatnią w naszej karierze, ale kiedy umarł Pádraig, podjęliśmy decyzję, że następna trasa musi być tą ostatnią i wyjątkową podróżą. I żeby tej pożegnalnej podróży towarzyszyła płyta, zdecydowaliśmy się wydać antologię ’In a Lifetime’, która mamy nadzieję zostawi fanów z dziedzictwem naszej muzyki.” 13 marca 2020 roku BMG wyda antologię Clannad "In A Lifetime". Wydawnictwo będzie podsumowaniem 50 letniej kariery zespołu i przekrojem utworów z 16 albumów Clannad oraz co warte wspomnienia już dziś - zawierać będzie specjalne utwory. Na płycie znajdzie się 38 utworów, w tym największe przeboje Clannad, m.in.: "Hourglass", "Theme From Harry's Game" (utwór był na ścieżce dźwiękowej do filmu "Czas patriotów' z Harrisonem Fordem): "Robin (The Hooded Man)" (pochodzący z popularnego w Polsce serialu tv "Robin z Sherwood"): "I Will Find You" (utwór z filmu "Ostatni Mohikanin" z 1992 roku): "In A Lifetime" (z udziałem Bono z U2). Fani zespołu Clannad zapewne wiedzą, że Bono jest wielkim fanem tego zespołu i wielokrotnie wypowiadając się o nim dosłownie komplementował ich twórczość. Swego czasu frontman U2 powiedział: "głos Moya Brennan to jeden z najwspanialszych głosów w historii ludzkości". Clannad to jeden z najbardziej znanych na świecie irlandzkich zespołów, którego twórczość zainspirowała kilka generacji fanów i muzyków. Zespół miał ogromny wpływ na popularyzację muzyki irlandzkiej i języka irlandzkiego na całym świecie. Łącząc elementy muzyki tradycyjnej i współczesnej muzyki folkowej oraz elementów new age, jak i rocka. Poniżej znajdziecie link do przedsprzedaży. Dostępne będą wersje podwójny CD, podwójny CD wersja deluxe, podwójny winyl, podwójny winyl wersja deluxe i deluxe box set, będący rozszerzoną wersją wydań deluxe, zawierający ponad 100 utworów. Utwory zostały wybrane w porozumieniu z członkami zespołu. Polecam AudioRecki Link do przedsprzedaży: https://www.clannad.ie Serwisy streamingowe: https://clannadband.lnk.to/IALTPR Podziękowania dla p. Filipa Sarniaka za informacje i szczególną pomoc przy powstaniu tego artykułu.
  7. 1 point
    Firma DENON od lat znana jest z solidnych konstrukcji sprzętu stereo, bez względu na zawirowania i zmiany w samej firmie - DENON pozostaje dla wielu synonimem dobrej jakości i często przystępnej ceny. Rzecz jasna na przestrzeni ostatnich lat tak produkty tej firmy (ale też i innych firm audio) jak i oferta zmieniały się w sposób diametralny. Firmy często ogłaszały definitywne rozstania z produktami stereo i zwiększenie udziału na rynku w kinie domowym... by po pewnym czasie wrócić z mniej lub bardziej udanymi konstrukcjami dwu kanałowymi. DENON jako firma z jednej strony konsekwentnie rozbudowuje ofertę tak o "wszystko mające" amplitunery wielokanałowe, z drugiej nie zapomina o segmencie stereo tak dla zamożniejszych melomanów (ale bez przesady) jak i o tych, dla których muzyka ma towarzyszyć w ich codzienności, nie drenując kieszeni na zbędne fanaberie. W tym poszukiwaniu pogodzenia kilku światów wyłania się "nowy zawodnik" - amplituner stereo z funkcjami często nie mniejszymi niż wielokanałowe konstrukcje. I takim to produktem jest testowany przez nas DENON DRA-800H, który z jednej strony ma oferować ogromną funkcjonalność, z drugiej gwarantować doskonały stosunek jakości brzmienia do kwoty, za jaką przychodzi nam zapłacić za w/w sprzęt. Czy jest to możliwe? Powiedzieliśmy "sprawdzamy" i dzięki uprzejmości AUDIOTRENDT z Krakowa otrzymaliśmy do testów DRA-800H. Już na samym wstępie warto zaznaczyć, że DENON tworząc testowany amplituner stereo miał ułatwione zadanie w każdym możliwym zakresie. Z jednej strony ogromne doświadczenie w projektowaniu sprzętu stereo, z drugiej przez ostatnie kilka lat firma dorobiła się naprawdę sporej ilości produktów wielokanałowych, które cechowały się takim wyposażeniem jak wbudowane najnowsze porty HDMI, świetne przetworniki C/A czy wbudowane układy oraz oprogramowanie odpowiedzialne za bezprzewodowy streaming muzyki. Można więc w temacie DRA-800H przyjąć bardzo skrótowo, że z klasycznego kina odjęto kilka końcówek odpowiedzialnych za napędzanie kolumn tylnych czy środkowej i wypuszczenie sprzętu jako produktu stereo - z myślą o tych, którym stereo wystarczy do szczęścia. I jest w tym duża ilość prawdy - lecz nie do końca, bo jednak producent zapewnia o "całkiem nowym opracowaniu całego urządzenia". Patrząc na to wszystko okiem klienta - czy to źle, kiedy poszukując sprawdzonych rozwiązań do tego cenionej marki, znajdujemy produkt nas interesujący, nawet jeśli miałby być oparty o już istniejące rozwiązania? Wręcz przeciwnie - dzięki temu każdy znajduje "coś dla siebie" - jak w przypadku w/w amplitunera stereo. DRA-800H od strony funkcjonalnej i samego wyposażenia sprawia urządzenie, które spokojnie zastąpi kilka przy tym dając naprawdę świetną jakość dźwięku. I myliłby się każdy, kto sugerowałby "dobry dźwięk jedynie z telewizora". Otóż DENON tchnął sporą ilość życia w muzykę jaką możemy usłyszeć w tym amplitunerze i to bez względu na wybrane źródło dźwięku, a jest tych źródeł naprawdę sporo. otrzymujemy pełnowartościowy streamer zbudowany o HEOS. Rzecz jasna pełne wsparcie dla asystentów głosowych Amazon Alexa i Google Assistant (o Siri w naszym języku można zapomnieć - z oczywistych względów). Streamer oraz DAC zapewniają wsparcie formatów Hi-Res, a sygnał w tym przypadku odbywa się drogą bezprzewodową Wi-Fi. Dla maniaków dźwięku, dla których nie mniejsze znaczenie ma obraz informacją istotną może być pełne wsparcie z sygnałami UltraHD (HDR10 i HLG) przy czym nie należy martwić się o ilość portów HDMI - tych nie powinno zabraknąć nawet w przypadku sporej ilości urządzeń korzystających z tego gniazda. HDMI w ilości 5 gniazd to w dzisiejszych czasach może nie rekord, ale na pewno spora ilość gniazd ułatwiająca życie. Samo audio to dodatkowo aż trzy wejścia cyfrowe, dwa analogowe oraz wbudowany wzmacniacz phono wspierający wkładki MM. Komu będzie mało wrażeń w temacie niskich dźwięków może do swojego zestawu podłączyć dwa subwoofery (aktywnych), a także otrzymujemy wyjście pre-out (druga strefa). Wbudowany wzmacniacz wg. producenta może pochwalić się wzmacniaczami dającymi aż 100 watów na kanał. A co w temacie brzmienia. Tutaj można by ubrać to w słowa, że nic tak nie cieszy jak świadomy wybór i subiektywna ocena wg. własnych kryteriów i co najważniejsze - potrzeb. Bo z jednej strony otrzymujemy sprzęt przypominający wyposażeniem wielokanałowy amplituner kina, z drugiej - co będzie pozytywnym zaskoczeniem - dźwięk odbiega znacząco od konstrukcji wielokanałowych (na plus rzecz jasna). Amplituner DRA-800H w trakcie testów zaimponował szerokością sceny, z drugiej strony spójnością przekazu. Nic tak nie buduje klimatu jak dobrze brzmiący sprzęt, który potrafi oddać w pewnym zakresie klimat koncertu. Jest więc sporo dźwięku, które można uznać za spójne i wyważone w prezentacji, jednak nie pozbawione swoistej "naleciałości" polegającej na budowaniu przekazu mocnego, można napisać "z charakterem". DENON nie stosuje półśrodków w trakcie odtwarzania muzyki tak z plików jak i z TV (via HDMI). A im więcej się dzieje, tym amplituner więcej pokazuje w przekazie. Odtwarzając przy tym gatunki spokojniejsze (np.: Indy Rock) nie można narzekać na to, co słyszmy w naszych głośnikach. Nagle "zadziorność" jaką amplituner pokazywał w trakcie koncertów TOTO czy 10cc ucicha, a muzyka zdaje się płynąć spokojnie i bez zbędnej nerwowości. Nie dostajemy oszukiwanej "lampy", nie ma w tym wszystkim "audiofilskich sztuczek" i udawania, że sprzęt zaprowadzi nas do bram audiofilskiego raju. Nic z tych rzeczy! DRA-800H odda sumienie to, co zostało zarejestrowane w słuchanej muzyce, robiąc to przy okazji w taki sposób, że ciężko będzie zarzucić cokolwiek mając przy tym na uwadze ile kosztuje ten sprzęt i co w zamian dostajemy. Muzyce nie brakuje niczego, ale też pozbawiona jest nerwowości i przesadnej dynamiki z jaką spotykamy się w przypadku wielokanałowych konstrukcji. Firma DENON nie szukała cudownych rozwiązań w temacie brzmienia, oparła się o poprawę tego wszystkiego, czego brakowało zwolennikom konstrukcji stereofonicznych stykających się z wielokanałowymi amplitunerami. Jest więc ewolucja na duży plus, nie rewolucja i zdaniem osób słuchających w/w sprzęt z korzyścią dla słuchacza. Z jednej strony mamy kombajn świetnie wyposażony, z drugiej brzmienie "z charakterem", które w przypadku filmów czy co istotniejsze z muzyką live czy np.: rockową - potrafi zagrać bardzo dobrze. A kiedy przychodzi potrzeba na coś spokojniejszego - DENON nie zawiedzie i pokaże się z bardzo dobrej strony, dając popis brzmienia godny klasycznych rozwiązań stereo z segmentu Hi-Fi dostępnego dla zwykłego zjadacza parówek. Nas najbardziej zaskoczył (na plus) z muzyką koncertową i filmową, nie zawiódł także w temacie muzyki z "drugiej strony bariery" i album HAEVN ze swoimi niuansami, i detalami brzmiał na tyle przekonywująco, że dało się zapomnieć o amplitunerze, a wręcz mówiliśmy o brzmieniu jak o klasycznym sprzęcie stereo, bez tych wszystkich dodatków w postaci przetworników czy portów HDMI. Jeśli ktoś poszukuje tego typu rozwiązań DENON DRA-800H można, a nawet należy sprawdzić w swoim systemie. Kwota jak za możliwości i samo brzmienie zaskakująco niska (ok. 2800 złotych), przy tym obsługa urządzenia oraz możliwości sieciowe na bardzo wysokim poziomie. Przez cały okres testu urządzenie działało stabilnie i ani razu nie doszło do zerwania połączenia z naszą siecią Wi-Fi. O tyle ważna informacja, że już kilka innych urządzeń audio działających w zasięgu naszej sieci potrafiło zgubić zasięg lub zrywać połączenie z siecią. AudioRecki Za sprzęt do testów dziękujemy firmie AUDIOTRENDT z Krakowa. https://audiotrendt.com.pl Technicznie (w skrócie): Dwukanałowy amplituner Hi-Fi z funkcjami sieciowymi o mocy 100 W na kanał (8 ohm, 20 Hz - 20 kHz, THD: 0,07%, 2 kanały) Wejście gramofonowe Phono oraz korektor MM Analogowe radio FM oraz cyfrowy moduł DAB+ Dźwięk w wysokiej rozdzielczości (192kHz / 24bit FLAC, WAV, ALAC i DSD 2.8 / 5.6MHz) Obsługa Spotify, Amazon Music, TuneIn, Deezer. Platforma HEOS multiroom do bezprzewodowego streamingu muzyki: Kompatybilność z asystentami głosowymi Amazon Alexa, Google Assistant oraz Apple Siri 4K/60 Hz, HDR10, HLG, 4:4:4 colour resolution oraz BT.2020 Kompatybilność z Smart TV, HDMI-CEC Analogowe i cyfrowe wejścia audio Głośniki A / B oraz wyjście przedwzmacniacza Strefy 2
  8. 1 point
    W telegraficznym skrócie - jak "wiewiórki" donoszą w Krakowie wszystko gotowe na jutrzejszy przyjazd naszego mistrza elektroniki - Marka Bilińskiego. Wydarzenie to związane jest z promocją reedycji pierwszej płyty artysty "Ogród Króla Świtu". Dotarły do nas informacje, że tak sama oprawa jak i sprzęt, na którym będzie odtwarzana muzyka ma być najwyższych lotów. I trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić widząc to, co już zostało zrobione. O wydarzeniu w Nautilusie wspominaliśmy już na łamach naszego Magazynu, a o samym wydawnictwie informowaliśmy Was już kilka tygodni temu Trzeba przyznać, że scenografia przygotowana z myślą o spotkaniu z muzykiem nawet na samych zdjęciach robi wrażenie, a na żywo po prostu wygląda obłędnie! Dla nieobecnych, którym z różnych przyczyn nie będzie dane uczestniczyć w jutrzejszym wydarzeniu - na miejscu będzie "nasz aparat". Dzięki pomocy Rafała przygotujemy w Magazynie audiostereo fotorelację z całej imprezy. Wszystko wskazuje na to, że będą to wyjątkowe chwile dla fanów muzyka i jego twórczości. Za pomoc w realizacji materiału i udostępnienie zdjęć dziękujemy właścicielowi firmy https://nautilus.net.pl AudioRecki
  9. 1 point
    O marce Pylon Audio można napisać dużo i będą to w większości pozytywne opinie. Od 2011 roku firma coraz śmielej konkuruje nawet z największymi markami, zdaniem niektórych melomanów - nie odstając od konkurencji nawet na krok. To powoduje, że przez ostatnią prawie dekadę uzbierała się spora rzesza miłośników konstrukcji Pylon Audio, przy okazji było także sporo pozytywnych recenzji kolumn tej firmy. Jak widać na przestrzeni tych zaledwie kilku lat, Pylon Audio pracuje nad coraz ciekawszymi konstrukcjami oraz co nie mniej ważne - poszerza dzięki nowym konstrukcjom rzeszę swoich odbiorców wśród melomanów i audiofilii. Tym razem firma postanowiła zaskoczyć wszystkich swoją całkowicie nową konstrukcją, która już od pierwszego wejrzenia potrafi przyciągnąć swoim designem i fantastyczną jakością wykonania. Dzięki uprzejmości Pylon Audio i firmy Audiotrendt z Krakowa mieliśmy przyjemność testować (przedpremierowo) model Ruby 30. Czas leci nieubłaganie więc nadszedł ten dzień, w którym można już oficjalnie zaprezentować nową kolumnę podłogową i nie bez przesady napiszę, że jest to jeden z tych momentów, które mogą wpisać się w plany zakupowe wielu klientów kolumn na rok 2019. Nie będzie nawet odrobiny nadużycia stwierdzenie faktów, że kolumny są f a n t a s t y c z n e w pełnym tego słowa znaczeniu. Rzecz jasna w naszych warunkach nie pokazały jeszcze pełnię swoich możliwości (za pewne zbyt krótko je posiadamy), ale już od pierwszego momentu zaprezentowały dźwięk na bardzo wysokim poziomie. Dźwięk zrównoważony, kreują niesamowicie pełny dźwięk w pełnym zakresie, fantastyczny jest dół - bardzo różnorodny i przy tym schodzi naprawdę nisko. Warto w temacie niskich tonów zaznaczyć, że w żadnym momencie nie dochodzi do zakrywania pozostałych pasm. Góra nie czaruje i nie oszukuje - jeśli więc ktoś kocha przesadnie nasycony górny zakres częstotliwości, wręcz zahaczającą o nienaturalną prezentację - niech szuka dalej. Ruby 30 nie będą udawać, że staną się "mistrzami wysokich tonów", raczej pokażą to wszystko co w danej muzyce zostało zarejestrowane, nie wyciągając niczego "ponad". Ale dzięki temu zapunktowały w bardzo istotnej rzeczy, która w momencie wyboru kolumn bywa jednym z głównych elementów przeważających co do zakupu danej konstrukcji. Nie są w żaden sposób męczące, słuchanie muzyki na Pylon Audio Ruby 30 jest wręcz ogromną przyjemnością, a do tego potrafią w pełni oddać instrumenty (szczególnie dobrze wypadły duże składy zespołów oraz muzyka zarejestrowana na żywo), wokale są namacalne, ciepłe i bardzo bliskie naturalności. Rzecz jasna absolutnie wszystko jest rzeczą subiektywną i nie sposób opisać w pełni konstrukcji tak, by każdy w pełni odniósł to do swoich oczekiwań czy wyborów. Jeśli jednak planowaliście lub planujecie w najbliższym czasie zakup kolumn podłogowych - koniecznie posłuchajcie Ruby 30, kolumny warte są "grzechu" ze względów na brzmienie godne najlepszych konkurentów na rynku, jakość wykonania i fantastyczny design. Zapewne za kilka kolejnych dni nowa konstrukcja Pylona Audio odkryje jeszcze kilka interesujących smaczków, co tylko zachęca do dalszych odsłuchów na tych kolumnach. Okazuje się także, że ten model bardzo podoba się płci pięknej i pomimo faktu, że nie jest to najmniejsza kolumna - została ciepło przyjęta za swój wygląd. Na szczegółowe testy, recenzje i opinie zapewne jeszcze przyjdzie czas. Kolumny dopiero wchodzą na rynek i przed nimi długa droga, by w pełni pokazać swoje możliwości, jednak przyznam subiektywnie szczerze - Ruby 30 mają szansę zaskarbić sobie spore grono wielbicieli. Dla wielu osób kolumny te mogą stać się doskonałym towarzyszem do posiadanego zestawu audio na kilka najbliższych lat! Pytanie czy więc warto było czekać na nową konstrukcję rodzimej marki? Naszym zdaniem jak najbardziej tak, ale co oczywiste - żadne testy, recenzje, czy reklama nie oddają prawdziwości tego, co oferuje dany produkt na żywo. Warto więc poświęcić swój czas i posłuchać (najlepiej we własnym systemie) w/w konstrukcji. AudioRecki Do testów wykorzystane zostały: wzmacniacze: Fezz Audio "Titania" , Moon 250i odtwarzacz plików: Ayon S-3 (wraz z programem Audirvana Plus) Muzyka: Anne-Sophie Mutter & John Williams Across The Stars (Ltd. Digipack) Max Richter OST: My Brilliant Friend God Is An Astronaut: Age of the Fifth Sun Za przedpremierowe dostarczenie kolumn do "posłuchania" specjalnie dla Magazynu audiostereo serdeczne podziękowania dla p. Jurka z firmy audiotrendt i całej ekipy Pylon Audio! https://audiotrendt.com.pl http://www.pylonaudio.pl
  10. 1 point
    Spotkania z muzykami stanowią swoistą odskocznie od muzyki odsłuchiwanej tak w domu, jak i tej na koncertach. Nie ma chyba nic cenniejszego dla melomana, jak możliwość spotkania się z artystą, zamienienia kilku słów czy możliwość sygnowania posiadanego albumu przez jego twórcę (czy twórców). A im bardziej kameralna atmosfera, tym spotkanie wydaje się być bliższe naszym oczekiwaniom. Tym razem na przeciw wszystkim tym, dla których tak muzyka Marka Bilińskiego jest bardzo bliska, wychodzi firma Nautilus. Dzięki staraniom i ścisłej współpracy z mistrzem markiem wszyscy zainteresowani mają okazję wziąć udział w niecodziennym wydarzeniu. Niecodziennym z kilku powodów, jednym z powodów jest samo miejsce - wyjątkowe ze względu na możliwości prezentacji muzycznej (sprzęt i akustyka), drugim powodem spotkania z mistrzem jest zbieżność terminów wydania reedycji pierwszego albumu Marka Bilińskiego "Ogród króla Świtu". Pomimo kameralnej atmosfery, spotkanie ma charakter otwarty i każdy zainteresowany twórczością Marka Bilińskiego, reedycją "Ogrodu Króla Świtu czy możliwością odsłuchu muzyki na wysokiej klasy sprzęcie audio jest mile widziany w progach salonów audio firmy Nautilus. Oddajmy więc "głos" osobie, dzięki której udało się doprowadzić do spotkań z Polskim prekursorem muzyki elektronicznej" "Szanowni Państwo Chcieliśmy zaprosić na wyjątkowe spotkanie z p. Markiem Bilińskim, które odbędzie się w naszym salonie w Warszawie oraz w Krakowie. Spotkania odbędą się w miłej dla każdego melomana i jednocześnie kameralnej atmosferze. Prosimy uprzejmie o potwierdzenie obecności oraz miejsca w którym chcą Państwo wziąć udział w wydarzeniu." Spotkania z mistrzem Markiem odbędą się w dwóch różnych terminach i dwóch miastach. Szczegóły na infografice: AudioRecki
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.