Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 03/08/20 in Artykułów

  1. 8 points
    W obecną naszą codzienność wpisana jest świadomość odpowiedzialności za swoje zdrowie ale i osób przebywających w naszym otoczeniu. Świat stanął na głowie i poszukujemy w tej "niecodziennej naszej codzienności" sposobu na normalne życie. Jednym z nich jest możliwość dokonywania zakupów sprzętu audio z uwzględnieniem wszystkich możliwych środków, jakie mogą nas chronić przed ewentualnym zarażeniem się COVID19. Sprawa jest dosyć poważna patrząc na mapę świata pod względem ilości nowych zachorowań i ich skutków: https://www.trackcorona.live W dniu dzisiejszym nie czekając na kuriera postanowiłem odebrać osobiście sprzęt zamówiony do testów w krakowskim salonie Audiotrendt. Oczywiście różnica jaką już na samym początku dostrzegamy zapisana jest w słowie "odebrać", nie jak do tej pory "spotkać" się w salonie celem odsłuchu konkretnego sprzętu. Odpowiedzialność czyli świadomość jakie niesie za sobą ryzyko zachorowania wymusza na właścicielach salonów do tej pory niestosowanych w handlu działań. Przykładem niech będzie właśnie w/w firma. Klienci są jak zawsze mile widziani pod warunkiem "zero odsłuchów", "zero płatności gotówką", "utrzymujemy bezpieczną strefę z naszymi klientami". Jak się okazuje - część klientów nie czeka na możliwość realizacji zamówienia via kurier/paczkomat, lecz decyduje się na odbiór zamówionego przedmiotu osobiście. Miłym zaskoczeniem jest, że drzwi sklepu są otwarte także i dla takich klientów, ale należy spodziewać się "już od progu" działań i środków mających zapewnić nam w miarę bezpieczne dokonanie/odbioru zakupu. Wprowadzone środki zaradcze z jakimi przychodzi nam się spotkać to: całkowity brak możliwości wykonania odsłuchów w pokoju odsłuchowym salonu, płatność tylko kartą, utrzymanie bezpiecznej odległości (wyznaczenie bezpiecznej strefy dla klienta). Jak się okazuje (i tu wielkie brawa dla właścicieli), to pracownicy wykonują tylko pracę zdalną - korzystając w domu ze wszystkich do tego im służących narzędzi. Za to sprzęt zamówiony wydawany jest jedynie przez właścicieli firmy, którzy jak mówią "odpowiedzialność za zdrowie naszych pracowników i klientów jest dla nas najważniejsza". Jestem ciekaw jak w Waszej okolicy i w Waszych ulubionych salonach rozwiązano kwestię sprzedaży/wydawania zamówionego sprzętu. Liczę po cichu, że w każdym tego typu sklepie zdrowy rozsądek wziął górę i podjęto odpowiednie działania mające na celu wykluczyć możliwość przenoszenia wirusa z jakim zmaga się praktycznie cały świat. A tak to wygląda w krakowskiej firmie Audiotrendt: Pamiętajcie o tym, że najważniejsze jest właściwie stosowanie się do środków zaradczych, jakie mają uchronić nas i naszych bliskich przed ewentualnym zarażeniem się koronawirusem. Jeśli nie musicie - nie wychodźcie ze swoimi bliskimi z domów, utrzymujcie odpowiedni dystans z osobami sobie nieznanymi lub nawet z tymi bliskimi, z którymi nie przebywacie na codzień. Generalnie - dbajcie o siebie i swoich bliskich KONIECZNIE. Macie teraz okazję nadrobić wszystkie muzyczne zaległości? Warto więc wykorzystać ten czas dla rodziny i swojego hobby. Trzymajcie się zdrowo! AudioRecki
  2. 2 points
    Kiedy mówimy bądź myślimy o jazzie, na pewno pierwsze co nam przychodzi na myśl to południowa część Stanów, Nowy Orlean i duszne, na wpół mroczne kluby tętniące życiem czarnej części społeczeństwa amerykańskiego (w głównej mierze czarnej). Ale w obecnym zestawieniu muzyki tego gatunku nie sposób pominąć Silje Nergaard, pochodzącą z Norwegii gwiazdę wokalistyki jazzowej. Na rynku muzycznym 29 maja ukaże się wydawnictwo wyjątkowe nie tylko dla samej artystki, ale także dla wielbicieli jej talentu (a także muzycznego gatunku). Album składać się będzie z dwóch płyt podzielonych na (umownie) okres twórczości Silje. Płyta pierwsza zawierać będzie największe przeboje w nowym opracowaniu (z towarzyszeniem fortepianu). Drugi album to osiem nowo napisanych utworów, przy czym w tym przypadku są to utwory zrealizowane wraz z zespołem (gitara, panno, bas, syntezator, perkusja). Silje Nergaard na przestrzeni dwóch dekad zdążyła już ugruntować swoją pozycję bezsprzecznej gwiazdy norweskiej (ale nie tylko) sceny muzycznej, jej popularność oraz zainteresowanie kolejnymi pozycjami wydawniczymi pokazuje, że artystka świetnie radzi sobie z gorącym jazzem w zimnych stronach Europy Północnej. Co ważne, jest w tej interesującej mieszance przekonywująca i bardzo lubiana. Ciekawostka, na jej cześć w Japonii nazwano jeden z gatunków wina, a ona sama do tej pory współpracowała z takimi muzykami jak Al Jarreau , Pat Metheny czy Toots Thielemanns. Silje Nergaard z albumem "Silje Nergaard" już pod koniec maja tego roku. AudioRecki Tracklista: CD 1 1. Be Still My Heart 2. Based On A Thousand True Stories 3. The Waltz 4. I Don't Wanna See You Cry 5. Mercy Street 6. Lullaby To Erle 7. Love Of My Life 8. Japanese Blue 9. En Og En 10. What A Wonderful World 11. Jeg Vil Takke Livet CD 2 1. Next Stop Hamar 2. The Train Now Standing 3. Never Happier Than This 4. Departure Times 5. The Railway Girl 6. Waiting Room 7. Train Of Fragile Hearts 8. The Night Traveller 9. Neste Stopp Hamar 10. Perrong 11. Ennĺ Underveis 12. Avgang 13. Togjenta 14. Tiden Det Tar 15. Et Lite Rykk 16. Nattoget
  3. 2 points
    Nadchodzący w maju album Renaty Przemyk będzie to wyjątkowy pod każdym względem. Po pierwsze koronujący sam jubileusz, po drugie zapowiadany od dłuższego czasu jako spore wydarzenie muzyczne. Patrząc na listę utworów oraz fakt, że sam jubileusz artystka obchodzi praktycznie od występu w Jarocinie (2019) i cały ten czas materiał jaki znajdzie się na płycie był "szlifowany" - jest szansa na coś naprawdę wyjątkowego. A co znajdziemy na samym wydawnictwie? Będą to największe przeboje w całkowicie nowych aranżacjach i w fantastycznych duetach. Na płycie znajdziemy więc m in.: Skubasa, Wojciecha Waglewskiego, Adama Nowaka, Johna Portera, Buslava, Czesława Mozila, Leskiego czy Marka Dyjaka. A trzeba pamiętać, że to nie cały skład muzyków towarzyszących artystce w trakcie nagrań! Nie bez powodu Renata Przemyk swoje 30 lecie kariery muzycznej rozpoczęła celebrować w zeszłym roku na Pol'and'Rocku w Jarocinie. To właśnie w 1989 roku artystka z zespołem Ya Hozna wystąpiła na zaproszenie Armii w Jarocinie i od razy zdobyła liczne serca słuchaczy. Otwarło jej to drogę do scen większych i mniejszych w całym kraju. Po rozwiązaniu Ya Hozny (1990 rok) artystka zaczęła solową karierą kontynuowaną do dziś. Jeden z jej najsłynniejszych utworów to "Babę zesłał Bóg", który będzie jednym z trzynastu jakie znajdziemy na "Renata Przemyk i Mężczyźni". Wiosna z Renatą Przemyk i jej 30 leciem artystycznym? Dlaczego nie! AudioRecki "Renata Przemyk i Mężczyźni" (2020) Tracklista: 1. Zero 2. Kłamiesz 3. Jakby nie miało być 4. Babę zesłał Bóg 5. Makijaż twarzy 6. Nie mam żalu 7. Odjazd 8. Come Wake Me [Niech mnie ktoś obudzi] 9. Bo jeśli tak ma być 10. Zazdrośni [Zazdrosna] 11. 7:05 12. Kochana 13. Ten taniec
  4. 2 points
    Dzięki "dniu faceta" czyli za sprawą mojej żony, trafiło w moje ręce wydanie wyjątkowe, pełne fantastycznych i do tego unikatowych dodatków. Pink Floyd "Wish You Were Here" IMMERSION BOX zawiera nie tylko dwa CD, dwa DVD oraz jeden BLUE-RAY,ale w głównej mierze interesujące każdego fana: reprodukcje memorabiliów, całkowicie nowe i te klasyczne wzory grafik i druków. Jest też kilka gadżetów w postaci np. wydawnictwa książkowego (bogatego w fotografie zespołu, w tym nigdzie wcześniej nie publikowanych). To, co jednak najciekawsze to sama muzyka oraz otoczka powstania samego albumu. Będąc po kilku godzinnym przeglądzie (odsłuchach) całej zawartości wróciłem przy okazji do całej historii powstania dziś uznawanego za arcydzieło muzyczne albumu "Wish You Were Here". Po uznawanym do dziś za najsławniejszy album w dziejach Pink Floyd "The Dark Side of The Moon", w styczniu 1975 roku muzycy Pink Floyd zebrali się w studiu Abbey Road i rozpoczęli pracę nad nowym albumem. Zespół skupił się na pracy nad nowym materiałem muzycznym. Pracy dodajmy wcale nie łatwej, bo obarczonej problemami samego zespołu. Dwa lata jakie minęły od wydania poprzedniej płyty, całkowicie zmieniły oblicze samego zespołu. Wniosło nowe pomysły (nie zawsze trafne) oraz kilka nowych wcześniej nie stosowanych przez Pink Floyd rozwiązań (też na początku powstawania albumu chybionych), przy Roger Waters skłócony z pozostałymi członkami zespołu nie stanowił dla nikogo ułatwienia. Ale to właśnie dzięki jego determinacji ten album ma taki, a nie inny kształt oraz przekaz muzyczny. Cały album stanowi swoisty hołd dla byłego gitarzysty i autora większości dotychczasowych tekstów - Syda Barretta. Nie jest tajemnicą, że jego choroba (psychiczna) i zachowania daleko odbiegające od tych, jakimi powinien kierować się członek już tak popularnego zespołu, uniemożliwiały dalszą współpracę Syda z całym składem Pink Floyd. To zmieniło cały zespół na wielu płaszczyznach, także tej muzycznej - czego dowodem jest właśnie "Wish You...". Według książki Saucerful of Secrets: The Pink Floyd Odyssey, Syd Barrett pojawił się w studiu w środku sesji nagraniowej. Było to 5 czerwca 1975 roku, właśnie nagrywane były chórki do "Shine On You Crazy Diamond". Był to także dzień ślubu Davida Gilmoura z jego pierwszą żoną, Ginger. Barrett przybył do studia niezapowiedzianie, a przytył tak, że niektórzy go nie rozpoznali. Był także całkowicie ogolony, łącznie z brwiami (aluzja do tego miała miejsce w The Wall). Jerry Shirley wziął go za członka sekty Hare Krishna. Reszta była bliska płaczu: Waters wyznał później, że uronił łzy. Zagrali dla niego jakiś utwór (Mason powiedział, że nie pamięta jaki, jednak wspomina że mogło to być "Shine On You Crazy Diamond"). Kiedy skończyli, Syd siedział bez ruchu. Kiedy ktoś zaproponował, żeby zagrali to ponownie, Barrett zapytał jaki jest sens w graniu ponownie tego, co przed chwilą słyszeli. Zagrali mu również "Wish You Were Here" i zapytali, co o tym sądzi, na co odparł: "Brzmi trochę staro". Zapytał jednocześnie, czy jest coś, co mógłby dla nich zrobić i oświadczył, że jeśli będzie potrzebny, jest pod ręką. Później tego samego dnia Phil Taylor, jeden z techników zespołu, widział Syda szukającego kogoś, kto podwiózłby go do domu. Unikając niezręcznej sytuacji, Taylor, by pozostać niezauważonym, schylił się w swoim samochodzie, gdy Syd przechodził obok. Nie wiadomo jak Barrett wrócił do domu. Przed tym wydarzeniem nie był widziany przez członków zespołu od 5 lat, nie był też widziany po tym wydarzeniu. Aby upamiętnić tę wizytę, Rick Wright cicho i delikatnie zagrał refren utworu "See Emily Play" w końcowych sekundach albumu. (źródło - https://pl.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here) Zespół z jednej strony świętował popularność jaką dał mu poprzedni album, z drugiej członkowie zespołu zaczęli wątpić czy są w stanie kontynuować karierę na takim poziomie i z takim efektem jak poprzednio. Ekipa zaczęła popadać w marazm przekonania, że wszystko co najlepsze właśnie mają już za sobą i nie będą zdolni do powtórzenia sukcesu "The Dark Side of The Moon" bez względu na ilość włożonej pracy. Do tego doszedł stres związany ze sporymi oczekiwaniami ze strony wydawcy/producenta odnośnie nowego albumu. Przyjęto wstępnie, że nowy album zatytułowany "Wish You Were Here" będzie zawierać tylko trzy utwory, znane i lubiane z występów Pink Floyd na żywo. Skupiono się na trzech najbardziej popularnych: "Shine On", "Gotta Be Crazy" i "Raving and Drooling". W trakcie prac "Shine On" zmieniono na "Shine On You Crazy Diamond", a następnie Roger Waters wymusił na reszcie, że posiadany materiał ze studia w postaci kolejnych utworów nie zostanie dołożony do albumu nad którym są rozpoczęte prace. Utwory, które były już gotowe i nosiły nazwę "Dogs" i "Sheep" ukazały się dopiero na albumie "Animals". W ich miejsce Waters dołożył utwory odnoszące się do ówczesnego stanu zespołu, jak utwór tytułowy. Przy okazji na nowy album trafiły swoiste "protest songs", które w sposób karykaturalny przedstawiały otaczający muzyków przemysł świata muzycznego. "Welcome to the Machine" czy "Have a Cigar" z założenia miały ukazać zakłamanie i chory klimat całej branży. Płyta ma różne i często nierówne (dla wielu subiektywnie) oblicza. "Shine On You Crazy Diamond" jest dla wielu elementem ciut za długim. Pierwsza wersja grana na koncertach była znacznie krótsza, jednak na potrzeby nowej płyty została rozbudowana o wiele muzycznych elementów i podzielona na kilka części. Utwór pomimo, że ostatni w albumie, stanowi jego największą część i dla wielu jest dowodem na wielki kunszt gry gitarowej David'a Gilmour'a, który w tym utworze przechodzi sam siebie. Tekst został tak skonstruowany, by wprost odwoływał się do tragedii Baretta. Roger Waters w 1976 roku powiedział: "Shine On You Crazy Diamond" powstał dokładnie w ten sam sposób, jak w 1970 roku - "Echoes". Wszystko sprowadzało się do połączenia chaotycznych kawałków muzyki (...)"). Natomiast utwór tytułowy "Wish You Were Here" (tłum.: gdybyś tu był) został bezpośrednio skierowany do nieobecnego Syda. Dziś dla wielu fanów stanowi siłę całego albumu i ukazuje mocną więź oraz pokazuje pustkę w zespole po nieobecnym członku Pink Floyd. Cały album dla wielu stanowi kolejny przełom w twórczości kapeli, dla innych/nielicznych pewien krok w tył. Zdarzają się opinie, że zespół tym albumem wszedł w pewien "nowy rozdział", muzyka stała się łagodniejsza, z delikatniejszą linią melodyczną. Niepotrzebnie złagodzona - nie dorównuje sile i formie "Drak Side of The Moon". Tyle tylko, że płyta ta jak się okazuje nie była ani słaba, ani niepotrzebnie "złagodzona", co więcej - miała mieć w przyszłości spory wpływ na twórczość kilku innych kapel, w tym na niemiecki zespół Eloy (u nas bardziej znany z powodu dosłownie żywcem skopiowanego, by nie napisać ukradzionego im utworu przez Budkę Suflera). Jeszcze w latach 90 ubiegłego wieku angielska kapela Porcupine Tree wzorowała się na tym, co słyszymy i doświadczamy dzięki "Wish You...." Album dla jednych przełomowy i wybitny. Innym nie do końca przypadł do gustu. Jedno pewne, "Wish You Were Here" nie da się pominąć w dyskografii Pink Floyd, stanowi dowód na ogromny dorobek całego zespołu, pokazuje historię i wydarzenia tamtych lat. Nie da się go pominąć w żaden sposób, a w większości fanów uznaje go za jeden z tych, do których wraca najczęściej w trakcie odsłuchów. Z albumem wiąże się też jeszcze jedna ciekawostka - okładka albumu jak wiemy ukazuje dwoje ludzi podających sobie rękę, przy czym jeden z nich płonie.Do tego zdjęcia został namówiony Ronnie Rondell, który zasłynął w późniejszym czasie wyczynami kaskaderskimi w filmie "Terminator". Wracając do samego "Wish You Where Here", album jaki mam przyjemność słuchać i oglądać jest nie lada gratką dla fanów ale i kolekcjonerów - melomanów. Wydanie kolekcjonerskie, zawierające taką masę dodatków, rewelacyjny booklet oraz co istotne - muzykę i raz jeszcze muzykę - stanowi świetny nawet nie dodatek, ale wyróżnik całej naszej kolekcji muzycznej na fizycznych nośnikach. Obecnie dzięki sklepowi winylowania możemy nabyć egzemplarz tego wydawnictwa w promocyjnej cenie. Wszystkim gorąco polecam tym bardziej, że liczba egzemplarzy jest ograniczona, a całe wydawnictwo nie będzie pozycją wznawianą w tej formie. Polecam zdecydowanie AudioRecki Artysta: PINK FLOYD Tytuł: Wish You Were Here - Immersion Box Set Label: EMI Numer katalogowy: 50999 029435 2 7 Dane wydania: US 08 Nov 2011 Format: 2CD + 2DVD + Blue-Ray Opis: Seria „Immersion” oferuje fanom zespołu kompleksowe artystyczne doświadczenie. Ekskluzywne, solidne kwadratowe opakowanie o bokach długości 29 cm zawiera zremasterowane, dotychczas niepublikowane materiały audiowizualne, a także całe mnóstwo treści dodatkowych – reprodukcje memorabiliów, nowe i klasyczne wzory grafik i druków, gadżety dla kolekcjonerów, bogate booklety i wiele, wiele więcej... Tuż po tym, jak ujrzała światło dzienne w 1975 roku, płyta „Wish You Were Here” podbiła listy przebojów po obu stronach Atlantyku. Album, stanowiący zapis ówczesnych przemyśleń zespołu na temat przemysłu muzycznego oraz eksplorujący tematykę nieobecności, zawiera również klasyczny utwór „Shine On You Crazy Diamond”, będący hołdem dla członka-założyciela Pink Floyd, Syda Barretta. Limitowana wersja „Immersion” zawiera klasyczny, cyfrowo zremasterowany album studyjny, a także zapis dotychczas niepublikowanych materiałów audiowizualnych, jak również wielkoformatowy, 40-stronicowy booklet, album z oryginalnymi fotografiami edytowanymi przez Jilla Furmanovsky’ego, ekskluzywne gadżety oraz reprodukcje kolekcjonerskich memorabiliów. Tracklista: Disc 1 - Wish You Were Here (2011 Remaster) CD1-1 Shine On You Crazy Diamond (Parts 1-5) CD1-2 Welcome To The Machine CD1-3 Have A Cigar CD1-4 Wish You Were Here CD1-5 Shine On You Crazy Diamond (Parts 6-9) Disc 2 - Previously Unreleased Tracks CD2-1 Shine On You Crazy Diamond (Live At Wembley 1974) CD2-2 Raving And Drooling (Live At Wembley 1974) CD2-3 You've Got To Be Crazy (Live At Wembley 1974) CD2-4 Wine Glasses (From 'Household Objects' Project) CD2-5 Have A Cigar (Alternative Version) CD2-6 Wish You Were Here (With Stéphane Grappelli) Disc 3 - Multi-Channel Audio Mixes (Audio Only) DVD1-1 Wish You Were Here 5.1 Surround Mix (2009) (448kbps) DVD1-1.1 Shine On You Crazy Diamond (Parts 1-5) DVD1-1.2 Welcome To The Machine DVD1-1.3 Have A Cigar DVD1-1.4 Wish You Were Here DVD1-1.5 Shine On You Crazy Diamond (Parts 6-9) DVD1-2 Wish You Were Here 5.1 Surround Mix (2009) (640kbps) DVD1-2.1 Shine On You Crazy Diamond (Parts 1-5) DVD1-2.2 Welcome To The Machine DVD1-2.3 Have A Cigar DVD1-2.4 Wish You Were Here DVD1-2.5 Shine On You Crazy Diamond (Parts 6-9) DVD1-3 Wish You Were Here LPCM Original Stereo Mix (1975) DVD1-3.1 Shine On You Crazy Diamond (Parts 1-5) DVD1-3.2 Welcome To The Machine DVD1-3.3 Have A Cigar DVD1-3.4 Wish You Were Here DVD1-3.5 Shine On You Crazy Diamond (Parts 6-9) DVD1-4 Wish You Were Here 4.0 Quad Mix (1975) (448kbps) DVD1-4.1 Shine On You Crazy Diamond (Parts 1-5) DVD1-4.2 Welcome To The Machine DVD1-4.3 Have A Cigar DVD1-4.4 Wish You Were Here DVD1-4.5 Shine On You Crazy Diamond (Parts 6-9) DVD1-5 Wish You Were Here 4.0 Quad Mix (1975) (640kbps) DVD1-5.1 Shine On You Crazy Diamond (Parts 1-5) DVD1-5.2 Welcome To The Machine DVD1-5.3 Have A Cigar DVD1-5.4 Wish You Were Here DVD1-5.5 Shine On You Crazy Diamond (Parts 6-9) Disc 4 - Audio-Visual Material DVD2-1 Concert Screen Films, 1975 (LPCM Stereo 48kHz/24 Bit) DVD2-1.1 Shine On You Crazy Diamond (Part I) DVD2-1.2 Shine On You Crazy Diamond DVD2-1.3 Welcome To The Machine DVD2-2 Storm Thorgerson Short Film, 2000 (LPCM Stereo 48kHz/16 Bit) DVD2-3 Concert Screen Films, 1975 (5.1 Surround Sound Dolby Digital @ 448 Kbps) DVD2-3.1 Shine On You Crazy Diamond (Part I) DVD2-3.2 Shine On You Crazy Diamond DVD2-3.3 Welcome To The Machine Disc 5 - High Resolution Audio And Audio-Visual Material BD-1 Wish You Were Here 5.1 Surround Mix (2009) (96kHz/24 Bit) BD-1.1 Shine On You Crazy Diamond (Parts 1-5) BD-1.2 Welcome To The Machine BD-1.3 Have A Cigar BD-1.4 Wish You Were Here BD-1.5 Shine On You Crazy Diamond (Parts 6-9) BD-2 Wish You Were Here Original Stereo Mix (1975) (96kHz/24 Bit) BD-2.1 Shine On You Crazy Diamond (Parts 1-5) BD-2.2 Welcome To The Machine BD-2.3 Have A Cigar BD-2.4 Wish You Were Here BD-2.5 Shine On You Crazy Diamond (Parts 6-9) BD-3 Wish You Were Here 4.0 Quad Mix (1975) (96kHz/24 Bit) BD-3.1 Shine On You Crazy Diamond (Parts 1-5) BD-3.2 Welcome To The Machine BD-3.3 Have A Cigar BD-3.4 Wish You Were Here BD-3.5 Shine On You Crazy Diamond (Parts 6-9) BD-4 Concert Screen Films, 1975 (LPCM Stereo 48kHz/24 Bit) BD-4.1 Shine On You Crazy Diamond (Part I) BD-4.2 Shine On You Crazy Diamond BD-4.3 Welcome To The Machine BD-5 Storm Thorgerson Short Film, 2000 (LPCM Stereo 48kHz/16 Bit) BD-6 Concert Screen Films, 1975 (5.1 Surround Sound 48kHz/24 Bit) BD-6.1 Shine On You Crazy Diamond (Intro) BD-6.2 Shine On You Crazy Diamond BD-6.3 Welcome To The Machine
  5. 2 points
    Z okazji Dnia Kobiet wszystkim Paniom samych słonecznych dni, spełnienia marzeń oraz samych sukcesów w życiu osobistym i zawodowym! Życzy Administracja, Redakcja, Moderacja oraz wszyscy porządni (a tylko tacy są na Forum) pozytywnie zakręceni muzycznie faceci.
  6. 1 point
    Są wydania warte zauważenia ale są też takie, które fani danego zespołu czy kolekcjonerzy wydań nietuzinkowych muszą po prostu mieć w swoich kolekcjach. Takim niewątpliwie jest nadchodzący (unikatowy) kolekcjonerski box zawierający dziesięć winylowych płyt z singlami: Personal Jesus, Enjoy The Silence, Policy Of Truth, World In My Eyes, utwory ze stron B oraz miksy.Wszystko w 12" edycjach! Od początku kariery zespół Depeche Mode dostrzegał ogromne możliwości formatu 12" winyla. Jak sami wielokrotnie mówili - to ten format pozwolił im odkryć całkiem nowe możliwości brzmienia. Zespół więc nie stronił od wydawania "dwunasto-calówek", tym samym dając swoim fanom świetne wydania ich ulubionych pozycji. Nadchodzący Box Violator jest rozszerzeniem serii boxów zawierających 12 calowe single jednego z najbardziej popularnych i lubianych zespołów nurtu Synth-Pop/New-Wave. Fani Depeche Mode wraz z wydaniem nowego BOX'u otrzymają ogromną ilośc remixów takich utworów jak Personal Jesus, Enjoy The Silence czy World In My Eyes. Cały BOX zawiera tak specjalne jak i oryginalne wersje każdego singla, w tym winylową wersję „Enjoy The Silence”, unikalną edycję „World In My Eyes” , a także bonusową “World In My Eyes”. Zapowiedziany na 24 kwiecień BOX stanowi nie lada okazję do wzbogacenia swojej kolekcji o wydawnictwo szczególne, zawierające jedne z największych przebojów zespołu. Za wydawaną obecnie serię BOX'ów z 12" edycjami najwiekszych hitów Depeche Mode odpowiada Sony Music Entertainment. Wszystkie nagrania mają być przygotowane z myślą o audiofilach (najwyższa jakość nagrania wprost z taśmy matki). AudioRecki Za pomoc w powstaniu artykułu serdeczne podziękowania dla https://winylownia.pl Depeche Mode - Violator - The 12" Singles (2020) Tracklista: LP 1: Personal Jesus 121.ONG 17 Side A 1.Personal Jesus (Holier Than Thou Approach) 5.49 Side B 1. Dangerous (Sensual Mix) 5.22 2. Personal Jesus (Acoustic) 3.27 LP 2:Personal Jesus L121.ONG 17 Side C 1.Personal Jesus (Pump Mix) 7:47 Side D 1. Personal Jesus (Telephone Stomp Mix) 5.34 2. Dangerous (Hazchemix) 5.34 LP 3: Enjoy The Silence 121.ONG 18 Side E 1.Enjoy The Silence (7” Version) 4.18 2.Enjoy The Silence (Hands And Feet Mix) 6.41 Side F 1. Enjoy The Silence (Ecstatic Du1.) 5.44 2. Si1.eling 3.20 LP 4: Enjoy The Silence L121.ONG 18 Side G 1.Enjoy The Silence (1.ass Line) 7:42 2.Enjoy The Silence (Harmonium) 2:43 Side H 1. Enjoy The Silence (Ricki Tik Tik Mix) 5:33 2. Memphisto 4:01 LP 5: Enjoy The Silence XL121.ONG 18 Side I 1.Enjoy The Silence (The Quad: Final Mix) 15:30 (Includes etching on the reverse side) LP 6: Policy Of Truth 121.ONG 19 Side J 1.Policy Of Truth (1.eat 1.ox) 6:31 Side K 1. Policy Of Truth (Capitol Mix) 8:01 2. Kaleid (When Worlds Mix) 5:23 LP 7: Policy Of Truth L121.ONG 19 Side L 1.Policy Of Truth (Trancentral Mix) 5:55 Side M 1. Kaleid (Remix) 4:36 2. Policy Of Truth (Pavlov’s Du1.) 6:02 LP 8: World In My Eyes 121.ONG 20 Side N 1.World In My Eyes (Oil Tank Mix) 7:29 Side O 1. Happiest Girl (Kiss-A-Mix) 6:15 2. Se1.Of Sin (Sensoria) 6:08 LP 9: World In My Eyes L121.ONG 20 Side P 1.World In My Eyes (Du1. In My Eyes) 6:54 Side Q 1. World In My Eyes (Mode To Joy) 6:28 2. Happiest Girl (The Pulsating Or1.ital Mix) 6:26 LP 10: World In My Eyes P121.ONG 20 Side R 1.World In My Eyes (Mayhem Mode) 4:55 Side S 1. Happiest Girl (The Pulsating Or1.ital Mix) 7:58
  7. 1 point
    Heed Obelisk Si to zintegrowany, stereofoniczny wzmacniacz mocy. To segment budżetowy, o zmniejszonej obudowie i z prostym, niedominującym designem. Prosta, ale też elegancka obudowa, sterowanie z pilota, możliwość upgrade poprzez podłączenie zewnętrznego zasilacza, to główne cechy tego wzmacniacza. Target tego urządzenia to audiofile początkujący, szukający w sprzęcie czegoś więcej niż jest w stanie zaoferować marketowa konkurencja, ale przy zachowaniu równie niskiej ceny. Druga grupa potencjalnych odbiorców to osoby mające już zaawansowane systemy audio, ale potrzebujące urządzenia do drugiego lub trzeciego systemu, który służyłby do słuchania muzyki w tle z Tidala, podpięcia TV, ale bez kaleczenia uszu, z jakimi wiąże się słuchanie muzyki z popularnych marketowych sprzętów z tego segmentu. Patrząc na koncept tego wzmacniacza, czyli pozbycie się wszystkich zbędnych elementów i wodotrysków (takich jak dziesiątki wejść, przekombinowana obudowa, wyświetlacze i tym podobne), a skupieniu się w 100% na jakości dźwięku i podzespołom za niego odpowiedzialnych, a więc dobrego zasilania, dobrej jakości elementów elektrycznych, a przede wszystkim odpowiedniej uwadze przyłożonej do strojenia – to wszystko przypomina mi koncepcję starych NADów z lat 80-tych. Tam również – trochę na przekór panującym trendom – zamiast rozbudowania urządzenia i prześcigania się danymi z katalogów, postanowiono skupić się na sercu wzmacniacza, czyli jego układzie. Trywialne elementy jak jakość spasowania elementów, jakość gniazd czy sam design zrzucono na drugi plan. Wtedy operacja okazała się olbrzymim sukcesem, potwierdziło się, że ludzie na pierwszym miejscu, stawiają dobrej klasy dźwięk, a dopiero w drugiej kolejności chcą korzystać z wodotrysków i dodawanych – czasem na siłę – gadżetów. Podejście do tematu wydaje się podobne. Jedna z różnic rzucających się od razu w oczy, to jakość wykonania. W Heedzie wszystko jest zmontowane ładnie, schludnie — nie ma takich „kwiatków” jak gniazda RCA wpadające do środka obudowy podczas próby podłączenia przewodu, czy ostre krawędzie, niezeszlifowanej blachy obudowy, z jakimi ja kojarzę pierwsze modele, starych NADów z lat 80-tych. Nie wiem, czy to kwestia tego, że jednak target ma być nie tylko skoncentrowany na Wyspach i poniekąd został dopasowany, do zdaje się bardziej wybrednego pod tym względem klienta ze starego kontynentu, czy po prostu uznano, że w obecnych czasach już takie rzeczy nie przejdą. Najważniejszy jest efekt, sprzęt wykonany jest nienagannie. Nawiązanie do Brytyjskich sprzętów nie jest przypadkowe, gdyż projektantem wzmacniacza był Richard Hay. Był On odpowiedzialny za projekt wzmacniacza ION Obelisk, produkowanego na przełomie lat 80-tych i 90-tych w Wielkiej Brytanii ze sporym sukcesem. Po przeszło trzech dekadach projekt wzmacniacza został reaktywowany w Węgierskiej firmie Heed, gdzie pod patronatem samego Richarda Hay’a dostosowany został do współczesnych podzespołów elektronicznych i w podobnej formie co oryginał z lat 80-tych i pod tą samą nazwą „Obelisk” znów wrócił na rynek. Mamy więc doczynienia z całkowicie vintage’owym sprzętem, produkowanym z oryginalnej „receptury” pod okiem samego projektanta pierwowzoru. Na pewno, jest to bardzo ciekawa alternatywa dla poszukiwaczy sprzętów z epoki. Nie ma co się oszukiwać, 40-letnie wzmacniacze nadgryzł już ząb czasu, kondensatory wyschły, potencjometry trzeszczą, a ceny za zadbane modele mogą zwalić z nóg. W Heed możemy dostać dźwięk z epoki, wraz z gwarancją i przystępną ceną. Być może to jeden z powodów, dla których produkty Heed’a w Anglii dominują ilością sprzedanych urządzeń w swej klasie cenowej i zebrał tyle nagród i wyróżnień. Dźwięk Heeda da się opisać w zasadzie dwoma słowami: rytm i muzykalność. Spójne i wciągające granie, bez silenia się, na budowanie źródeł pozornych czy sceny wszerz z różnymi planami – co w tym pułapie cenowym jest po prostu nieosiągalne. Dzięki temu, nawet z umiarkowanej klasy źródłem, jesteśmy w stanie przyjemnie słuchać muzyki. Bardzo podoba mi się ten zabieg, że sprzęt ze swojej kategorii cenowej, nie sili się na udawanie droższego. Wzmacniacz zaprojektowano tak, by dobrze grał z urządzeniami ze swojej półki cenowej – jeśli chcemy czegoś więcej, są też modele wyższe (np. świeżo po premierze Heed Lagrange). Po prostu założenia projektantów były mniej więcej takie: jeśli ktoś szuka wzmacniacza w tym budżecie, to zapewne będzie też szukał również podobnego cenowo źródła i kolumn – niech z tego wyciśnie 100%, przy pełnej optymalizacji i zgraniu zestawu. Ja sam, kierując się zaleceniami ekipy Heeda, słuchałem wzmacniacza z kolumnami Spendor A2 (ponoć z tą marką kolumn odsłuchiwane są i strojone są urządzenia Heed). Spendor A2 to mała, kompaktowa kolumna dwudrożna i wyceniona bardzo podobnie jak Obelisk. Bardzo ciekawa propozycja do malutkich pomieszczeń 12m, ale świetnie radząca sobie nawet w kubaturze powyżej 20m. Dźwięk tego zestawu, gdzie źródłem był głównie wbudowany w slot rozszerzenia DAC, a przewody najtańsze z oferty kable Oyiade oraz do wypróbowania również… zwykła komputerowa sieciówka, która wcale nie dyskredytowała tego zestawu. Wniosek taki, że mając ograniczone zasoby finansowe, oraz niezbyt duże lokum przy dodatkowym braku chęci wydawania poważnych kwot na źródło czy nawet kable – Heed sprawdza się znakomicie. Oczywiście, każda poprawa dostarczanego sygnału, czy bardziej wyszukane przewody owocują lepszym dźwiękiem – lecz to, co najważniejsze, że nawet bez nich da się obejść i cieszyć się, naprawdę wciągającym i muzykalnym graniem z tempem, odpowiednim konturem i nasyceniem. Bo tak właśnie gra Heed – stawia muzykalność na pierwszym planie, ale nie pozwala sobie na zlepienie poszczególnych dźwięków z sobą czy zbytnie zmulenie przekazu. Muzyka odtwarzana z tego zestawu jest dźwięczna, wciągająca i skłania do wielogodzinnych odsłuchów. Gorąco polecam to urządzenie, szczególnie w połączeniu z gramofonem typu Rega, Project, Music Hall i do tego Brytyjskie kolumny Spendor, Harbeth – można uzyskać bardzo ciekawe brzmienie złotej epoki Hi-Fi. Specyfikacja techniczna: Pasmo przenoszenia (1 W, 8 Ω, < 0,1% THD): 10 Hz – 60 kHz Impedancja wejściowa: 10 kΩ Czułość wejściowa: 500 mV Moc (8 Ω, obydwa kanały, 1 kHz, < 0,1% THD): 35 W (50 W wraz z X2 PSU) Moc (4 Ω, obydwa kanały, 1 kHz, < 0,1% THD): 60 W / kanał (80 W wraz z X2 PSU) SNR (ważony): 96 dB Maksymalny pobór prądu: 160 W Wymiary (Szer. x Wys. x Gł.): 220 x 85 x 325 mm Cena katalogowa: 5900 zł.
  8. 1 point
    MEE Audio to firma założona w 2005 roku z siedzibą USA, w stanie Kalifornia, nieopodal Los Angeles. Zespół MEE Audio stawia sobie za cel produkcję przenośnych słuchawek łączących bardzo przystępną cenę z jakością wykonania i wygodą użytkowania zdecydowanie przewyższającą standardy obowiązujące w danym segmencie cenowym. Linia MX PRO Obecny asortyment MX PRO składa się z 4 modeli: MX1, MX2, MX3 i flagowy MX4. Tak jak nazwa nam sugeruje, MX1 ma jeden przetwornik, MX2 dwa i tak dalej. Na stronie producenta można znaleźć tabele opisującą różnice w budowie, jak i strojeniu poszczególnych modeli. Dzięki Firmie RAFKO przyjrzymy się dokładniej najwyższemu modelowi z linii, czyli MX4PRO. W komplecie ze słuchawkami dostajemy: materiałowe etui zapinane na suwak w kolorze czarnym, wkładki silikonowe i pianki, karabińczyk, przejściówka 3,5 na 6,35 mm oraz dwa komplety kabli. Kable mają 1,3 m długości, jeden jest z mikrofonem, drugi standardowy bez. Są zbudowane z przezroczystej gumy owiniętej wokół pojedynczego srebrnego warkocza. Kable są zakończone dopasowanym gniazdem 3,5 mm na jednym końcu i wyjmowanym złączem DC 2 mm na każdym końcu monitora. Kable przeprowadzane są za uchem i dodatkowo utwardzane w części znajdującej się za małżowiną, by jeszcze lepiej dopasować je do anatomii ucha użytkownika. Słuchawki mają kształt łezki i wykonane są z przeźroczystego plastiku, są lekkie i łatwo ułożyć je w uchu, nawet po kilku godzinach słuchania, nie czujemy dyskomfortu. Ja dostałam słuchawki w białej kolorystyce, są jeszcze dostępne czarne, oraz za dopłatą można zamówić Niestandardowe panele przednie i silikonowe wkładki douszne. MX4 Pro posiada jeden przetwornik dynamiczny z wentylacją odpowiedzialny za przetwarzanie realistycznego, żywo brzmiącego basu i trzy zbalansowane przetworniki armaturowe przetwarzające dźwięk w jakości hi-res. Wracając do tabeli zamieszczonej na stronie producenta MX4 Pro ma „dźwięk referencyjny o wysokiej wierności”. Po chwili słuchania wiemy, że nie są to słuchawki strojone na planie „V” ki, wysokie i średnie są wyrównane, natomiast bas nie dominuje. Tu ważne jest dobre dobranie wkładek, dla mnie pianki poprawiły bas. Mee zdecydowanie postawiło na górę, która jest bardzo czysta, klarowna i szczegółowa, ale nie można powiedzieć, że sucha i pozbawiona barwy. Podobnie średnica, brzmi barwnie i mocno. Nie są to słuchawki uniwersalne, bardzo dobrze wypadają na nich utwory instrumentalne np. Children of Sanchez – Marcina Wyrostka czy Falling – Przemka Raminiaka, możemy delektować tu się każdym szczególikiem, niuansem. Podobnie małe składy jazzowe płyta Love is HereTo Stay – Tony Benneta i Diany Krall brzmi świetnie. Dzięki studyjnej szczegółowości mocniejsze rockowe kawałki wypadają dynamicznie, bez bałaganu na scenie, instrumenty są odseparowane, nic się nie zlewa, testowane na płycie Emotion & Commotion – Jeff Beck. Na pewno są to słuchawki dla doświadczonego audio maniaka, który lubi się delektować dźwiękiem i wsłuchiwać w wysublimowane smaczki. W pierwszych minutach słuchania nie mamy efektu "wow" ale im dłużej je słuchamy tym bardziej ulegamy ich krystalicznemu i przejrzystemu brzmieniu. Jeśli szukamy mocnego basowego uderzenia to , może warto przetestować niższy model MX2 . Dane techniczne: Konstrukcja: 4-drożna Przetworniki: Armaturowe, Dynamiczne Konstrukcja obudowy: Zamknięte Impedancja: 12 Ohm Skuteczność: 103dB Pasmo przenoszenia: 20 - 20.000Hz Maksymalna moc wejściowa: 30mW Długość przewodu: 1.3m Asymetryczny kabel: NIE Typ wtyku: 3.5mm mini jack Typ wtyku: Kątowy [email protected] System testowy: Pliki: Raspberry PI4 + Allo DigiOne Signature z wgranym MoodeAudio 6.3, Roon Bridge oraz laptop z programem Foobar 2000 DAC: IFI XDSD Wzmacniacz: Lucarto Audio Alberto HPA200, Aune X1s 10th anniversary Interkonekty: Haiku Audio, Albedo Flat One Kabel USB: Lucarto Audio, Taga Harmony TUD Sieciówki: Lucarto Audio PC -2EVO Słuchawki: VSONIC GR07X, FIIO FH1, AUNE E1 Dystrybucja: RAFKO
  9. 1 point
    Musical Fidelity to firma z angielskimi korzeniami, producent elektroniki klasy middle i hi-end założony w 1982 roku przez Antony'ego Michaelsona, klarneciste i konstruktora wzmacniaczy, który do dziś pozostaje prezesem firmy. Od 2018 właścicielem marki jest Audio Tuning Vertriebs GmBH, za którym stoi Heinz Lichtenegger, właściciel austriackiego Pro-Jecta. W 2008 firma wypuściła na rynek V-DAC czyli genialny budżetowy przetwornik DAC. Jego następcą jest cała seria V 90, przeznaczona dla początkującego audiofila i bardzo przystępna cenowo. W skład serii wchodzi wzmacniacz słuchawkowy V90-BHA, klasyczny wzmacniacz biurkowy, przedwzmacniacz gramofonowy V90-LPS, przetwornik cyfrowo-analogowy V90-DAC oraz odbiornik Bluetooth V90-BLU, kompatybilny z kodekiem aptX . Dzięki firmie RAFKO przyjrzymy się bliżej odbiornikowi V90-BLU. Urządzenie jest niewielkich rozmiarów 4.7cm wysokości, 17 cm szerokość i 11,7 cm głębokości, jego waga to niecałe 0,5 kg. Obudowa wykonana jest z chropowatego aluminium i jak to Musical ma w zwyczaju jej styl, jest minimalistyczny, ale przez to elegancki. Na froncie mamy tylko włącznik „power” oraz przycisk do przerywania połączenia bluetooth i czyszczenia pamięci urządzenia oraz malutką diodę sygnalizującą status połączenia. Na tylnej ściance mamy gniazda coax in oraz out podobnie toslink in oraz on i wyjście i wejście analogowe rca. Wewnątrz Musical Fidelity V90-BLU znajduje się przetwornik o rozdzielczości 24 bitów i częstotliwości próbkowania 192 kHz, z tego potencjału korzystają wejścia współosiowe, dla złącz optycznych, częstotliwość ograniczono do 96 kHz. W ramach modułu Bluetooth funkcjonuje najbardziej popularne kodowanie aptx. Jaka jest funkcjonalność V90Blu ? Czytając opisy w konkurencyjnych serwisach, możemy znaleźć mylne informacje, które warto zdementować. Jako DAC nasze urządzenie działa tylko przy połączeniu bluetooth. Wejścia i wyjścia cyfrowe działają w trybie pass-through, czyli odgrywają rolę rozgałęziacza. Jeśli mamy we wzmacniaczu np. jedno wejście cyfrowe, możemy do V90-BLU podpiąć inne źródła i i za pomocą coax out przesłać sygnał do wzmacniacza czy innego dac. Powiem szczerze, że to rozwiązanie działa bardzo dobrze. Podpinałam V 90blue do dac Hegla HD25 i jako transmiter bluetooth i dźwięk był zaskakująco zadowalający. Połączenie bluetooth, jest stabilne, a jeśli jeszcze wykorzystamy przedłużacz anteny, który dostajemy w komplecie, to nie musimy się martwić o zasięg. Jak gra V90 Blu ? Muszę się przyznać, że nie jestem fanką połączeń bezprzewodowych, a jednak w tym przypadku jestem mile zaskoczona. Musical gra po „jasnej stronie mocy”, góra i średnica jest ładnie wyeksponowana, czysta, pełna smaczków, wszystko muzykalnie wybrzmiewa. Wokale są ciężkie i szczegółowe, instrumenty są pewnie umieszczone względem siebie, a całość brzmi naprawdę wiarygodne. Wszystko po prostu gra dobrze: głosy, instrumenty i obrazowanie, bez względu na gatunek. Jedynie mogę się przyczepić do niskich tonów, oczywiście wszystko zależy od tego jaki styl grania preferujemy, mi brakowało głębszego dociążenia na basie. Podsumowując, Musical Fidelity V90 Blu to świetne rozwiązanie dla osób poszukujących taniego i prostego rozwiązania do streamowania muzyki z telefonu lub tabletu, a jednocześnie poszukujących dobrego brzmienia. [email protected] DYSTRYBUCJA: www.rafko.com Specyfikacja techniczna: - Przepustowość 2.402 - 2.480 GHz ISM - Procesor sygnału Burr-Brown PCM1781 24-bit/192kHz - Stosunek sygnał/szum 80dB - Zniekształcenia THD 0.01% - Bluetooth z aptX - Wejście optyczne 1 - Wyjścia optyczne 1 - Wejścia koaksjalne 1 - Wyjścia koaksjalne 1 - Wyjścia 2xRCA liniowe 1 - Wejścia 2xRCA liniowe 1 - Częstotliwość pracy zestawu bezprzewodowego 2.402 - 2.480 GHz ISM - Zasięg 30m - separacja kanałów: 78dB - Bluetooth 2.1 z EDR - 1x RCA coaxial connector SPDIF 32-192 kbps 1x TOSLINK optical connector 32-96 kbps - konwersja sygnału maks. 16-bit/48kHz - Wymiary: WxSxG 4.7cm x 17cm x 11.7cm - Waga 590g System testowy: Pliki: Raspberry PI4 + Allo DigiOne Signature z wgranym MoodeAudio 6.3, Roon Bridge oraz laptop z programem Foobar 2000 DAC: IFI XDSD, Aune X1s 10th anniversary, Hegel HD25 Wzmacniacz: Haiku Audio Bright MK4, Aune X1s 10th anniversary Interkonekty: Haiku Audio, Albedo Flat One Kabel USB: Lucarto Audio, Taga Harmony TUD Sieciówki: Lucarto Audio PC -2EVO
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.