Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 05/04/20 in Artykułów

  1. 4 points
    Życie audiofile nie jest łatwe, a to ze względu na wieczne poszukiwanie tego najlepiej brzmiącego sprzętu, Często już nam się wydaje, że właśnie mamy to, czego szukaliśmy, a jednak nadal kombinujemy, eksperymentujemy z kablami, z akustyką i tak w kółko. Czasami jednak musimy iść na pewne kompromisy czy to ze względu na finanse, a może brak miejsca lub naszą „drugą połowę”, która nie akceptuje plątaniny kabli, a kolumny muszą być w kolorze białym. Bywa, też tak, ze sami wybieramy wygodę i prostotę, nie chce się nam czyścić płyty i czekać, aż wzmacniacz złapie temperaturę przed każdym odsłuchem i urządzenie odda pełne brzmienie. Chcemy po prostu wrócić po pracy do domu i najlepiej zaraz po wypięciu słuchawek ze smartfona czy DAPA, słyszeć dalej nasz ulubiony album. Tu właśnie producenci próbują zapełnić niszę bezprzewodowymi systemami muzycznymi, głośnikami bluetooth, soundbarami czy kolumnami aktywnymi. Jednym z uznanych producentów głośników aktywnych jest istniejąca na rynku od 1984 roku duńska firma Saxo Audio. Założycielem firmy jest muzyk Ole Witthøft, który uważa, że kolumny to nie tylko najlepsza specyfikacja techniczna, ale przede wszystkim dźwięk. W jednym z wywiadów Ole wyjaśnia: „Produkujemy nie tylko głośniki dla ekspertów, każdy może docenić dobry dźwięk. Naszym celem jest, aby różnica była tak duża, aby każdy mógł ją usłyszeć ”. W swojej ofercie firma System Audio ma dwie linie głośników aktywnych Legend i Saxo Active, każda z nich obejmuje pięć modeli ze wzmacniaczem. Kolumny Legenda komunikują się ze sobą bezprzewodowo, natomiast Saxos posiadają połączenie przewodowe. Dzięki uprzejmości polskiego dystrybutora firmie Q21 miałam możliwość przetestować model Saxo 7 Active. Kolumny mają klasyczny prostokątny kształt o wymiarach 16 × 31 x 26 cm. Obudowa ma satynowe czarne lub białe wykończenie. Saxo 7 Active posiada 13 cm głośnik niskotonowy, wzmocniony skierowanym do tyłu bass reflexem. Natomiast głośnik wysokotonowy to 25 mm soczewka akustyczna opracowana przez zespół System Audio z dodatkowym falowodem DXT, który zwiększa przestrzeń dźwiękową, jaką tworzą te kolumny. Maskownice opatrzone są logiem firmy i są mocowane na magnesy. Jako że są to kolumny aktywne, w jedną z nich wbudowany jest 50-watowy wzmacniacz, działający w klasie D. Na tylnej ścianie umieszczono komplet wejść i wyjść: mamy do dyspozycji 2 wejścia optyczne, analogowe RCA, gramofonowe, wyjście subwoofera + pre out, terminale głośnikowe do połączenia obu kolumn ze sobą oraz przełącznik Adaptive Bass. Oczywiście mamy również Bluetooth 4.0 bezstratny aptX, AAC (Apple), WAV, MP3 320 kbps. Na panelu przednim pod maskownicą mamy ukryte pokrętło volume, które po naciśnięciu pełni również rolę selektora wejść. Nie jest to, może zbyt wygodne rozwiązanie, aby każdorazowo zdejmować maskownice w celu zmiany głośności, ale mamy na szczęście pilot, którym możemy sterować kolumnami. Na głośniku głównym, znajdują się 2 diody, jedna stand by, druga sygnalizuje nam połączenie bluetooth. Głośniki są zawsze gotowe do działania, gdy tylko wykryją połaczenie bluetooth lub dostaną sygnał na jedno z wejść, od razu się wybudzają i płynie z nich muzyka. Podobnie szybko działa skaner Autosense, załóżmy, że wracając z pracy, słuchasz swojej ulubionej płyty na słuchawkach podłączonych do smartfonu, wchodzisz do domu, odłączasz słuchawki i muzyka automatycznie pojawia się z głośników. Niby drobiazg, ale bardzo wygodny, na co dzień. Połączenie bluetooth działa, bardzo stabilnie, podczas próby przemieszczania się po mieszkaniu, dopiero strop okazał się przeszkodą i muzyka dostała czkawki. Streamowanie z telefonu Spotify czy Tidala działało bez zarzutu, zarówno, jeśli chodzi o jakość połączenia, jak i jakość dźwięku. Do wejść optycznych wpięłam TV i Chromecasta Audio i w zasadzie to wystarczyło, aby stworzyć pełnowartościowy system muzyczny, łatwy w obsłudze i dający dobry dźwięk. Kolumny mimo swoich małych gabarytów wydają z siebie mocny, dociążony dźwięk. Grają przestrzennie, scena jest szeroka, rozciągnięta na boki i oderwana od kolumn. Myślę, że to celowy zabieg producenta, to rozdmuchanie dolnego zakresu tworzy efekt dynamiki, wigoru, co wciąga do słuchania. Mamy wrażenie, że słuchamy dużych kolumn. Podobnie uwypuklona jest średnica, która nie zlewa się z niskimi tonami, przez co bardziej zwracamy uwagę na barwę, która czaruje słuchacza. Tony wysokie są nieco wygładzone, brzmią przyjemnie i wybrzmiewają aksamitnie. Saxo 7 nie są mistrzami rozdzielczości, ale wydaje mi się, że ich rola ma być inna, to kolumny, które mają nam dawać radość ze słuchania, to kolumny stworzone przez muzyka, po prostu są tak zestrojone, że chce się je słuchać. Myślę, że są one świetnym wyborem do małych salonów, sypialni czy gabinetów, dla osób, które chcą pozbyć się kabli i ustawiania wielu elementów systemu, dla osób stawiających na wygodę, odpalasz spotify i muzyka wypełnia nasze pomieszczenie. Małgorzata Rutkowska - Mamica Specyfikacja techniczna: - Wejścia: Bluetooth 4.0 bezstratny aptX, AAC (Apple), WAV, MP3 320 kbps 2 optyczne cyfrowe 1 gramofonowe 1 analogowe stereofoniczne RCA - Moc: 2 x 40 watów w klasie D - Pasmo przenoszenia: 45-25.000 Hz (+/- 3dB) - Wyjście subwoofera + pre out - Adaptacyjny bas - Auto-sense - Głośnik niskotonowy: 1 x 13 cm - Głośnik wysokotonowy: 1 x 25 mm soczewka akustyczna DXT - Konstrukcja: 2-drożny bas-refleks - Wymiary (szer. X wys. X gł.) Cm: 16x31x26 cm - Waga 11kg
  2. 2 points
    Leben CS 1000 to lampowa, stereofoniczna końcówka mocy. W stopniu wejściowym i odwracaczu fazy znajdują się po dwie lampy ECC88 oraz kolejna para 6CG7. Lampy mocy to tetrody pośrednio żarzone KT120. Wzmacniacz jest zbudowany w układzie Push Pull, jest to mniej purystyczny układ niż lampa Single Ended, ale główną zaletą takiego rozwiązania jest znacznie lepsza efektywność układu, a co za tym idzie – uzyskiwana moc końcowa. Mocy, mało nie jest, to aż 100W na kanał z lampy, pracującej w klasie AB. W połączeniu z dużą wydajnością prądową, jaką ogólnie cechuje się amplifikacja lampowa oraz transformatorami głośnikowymi posiadającymi odczepy z możliwością regulacji od dwóch do szesnastu ohm (z pozycjami pośrednimi przy czterech i ośmiu ohm). Daje nam to wzmacniacz, może niedający radę napędzić każdych dostępnych na rynku kolumn, ale bez wielkiej przesady można przyjąć, że bez problemu poradzi sobie z 90% dostępnymi kolumnami głośnikowymi. Tylko najbardziej prądożerne konstrukcje i pomieszczenia powyżej 50 metrów mogą okazać się zbyt dużym wyzwaniem dla tego urządzenia. Natomiast w typowych warunkach domowych po prostu poradzi sobie z wszystkim. Wzmacniacz wizualnie kojarzy mi się bardziej ze sprzętem estradowym, niż stricte audiofilskim – można by rzec, że to przeciwieństwo przerostu formy nad treścią - Leben to sama treść w bardzo oszczędnej formie. Jednakże od razu należy przyznać, że forma choć oszczędna, to bardzo wysublimowana i z dbałością o każdy detal. Gałki, przełączniki, złote ozdobne pierścienie wokół lamp mocy – wszystko jest zrobione z taką dokładnością i precyzją, że pierwsze kilkadziesiąt minut po rozpakowaniu sprzętu, prawdopodobnie spędzimy na oglądaniu go i bawieniu się przełącznikami – które pracują jak marzenie. Sama ta dokładność i schludność wykonania, dodaje temu wzmacniaczowi majestatu. Prosta, szara, metalowa obudowa, malutka gałka potencjometru nastawnego sygnału wejściowego (opartego na skokowym potencjometrze ALPS). Na chassis urządzenia znajdziemy lampy sterujące oraz mocy, czarny, zaimpregnowany transformator zasilania, a pod metalową puszką, schowane transformatory głośnikowe oraz dławik. Prostowanie napięcia odbywa się przy pomocy mostka prostowniczego opartego o półprzewodniki, więc nie ma potrzeby stosowania lamp prostowniczych. Regulacja pracy lamp i ustawienia prądu spoczynkowego jest ręczna – czyli nie ma to układu auto-bias. Moim zdaniem to bardzo duży plus – nie ma co ukrywać, ten sprzęt trafi w ręce doświadczonego audiofila i ustawienie prądu pracy lamp, nie będzie dla użytkownika wyzwaniem. A dzięki temu unikamy strat mocy, jakie wiążą się z wykorzystaniem układu autobias – czasem jest to aż kilkanaście procent mocy wytracanej w ciepło… Poza tym sam proces regulacji prądów - jak każda operacja przy Lebenie - jest przyjemnością. W chassis wbudowany jest analogowy amperomierz, mały selektor mierzonej lampy i cztery potencjometry nastawne, którymi operujemy przy pomocy małego śrubokręta. Ustawienie trwa kilka sekund, nie potrzeba rozbierać sprzętu, podpinać mierników ani żadnych innych większych operacji wykonywać. Podczas pracy wzmacniacza mamy na bieżąco podgląd do prądu płynącego przez lampę, więc jakiekolwiek zmiany pracy lamp, wyłapiemy od razu. Pod delikatnie podświetlonym na żółto okienku z amperomierzem znajduje się jeszcze malutki, podświetlony na biało slogan „a motion sound”. Ostaniem elementem wizualnym są drewniane boczki (drewno naturalne) dodające nieco życia, surowemu designowi tej końcówki mocy. Oczywiście ocena wyglądu to rzecz względna, ale moim zdaniem, ze smakiem wypośrodkowano elementy nowoczesności (podświetlane motto) elementy ekskluzywności (naturalne drewno, pozłacane elementy ozdobne) z ogólnym surowym i technicznym czy wręcz estradowym wyglądem końcówki mocy. Dużo więcej za to dzieje się z tyłu urządzenia, bo oprócz odczepów głośnikowych dostarczanych przez WBT, solidnych gniazd RCA od Canare, znajdziemy jeszcze przełącznik dopasowania traf głośnikowych do impedancji kolumn. Porządne gniazdo IEC, gniazdo bezpiecznika oraz potężny hebelkowy przełącznik pracy trioda / pentoda wzmacniacza. Wzmacniacz wyposażony jest w kratkę ochronną na lampy, co chroni zarówno lampy jak i użytkownika przed oparzeniem – choć wzmacniacz z założoną osłoną, wizualnie nieco traci według mnie, to dobrze, że producent zadbał o ten aspekt bezpieczeństwa. Sprzęt stoi na nadzwyczajnie dużych i masywnych, aluminiowych nóżkach. Te kilka centymetrów podniesienia urządzenia pomaga zwiększyć cyrkulację powietrza i oddać spore pokłady ciepła do atmosfery. W środku montaż przestrzenny – point to point, do którego Leben zdążył już przyzwyczaić swoich fanów, topowe rezystory, elementy elektroniczne z tolerancjami rzędu 1%, chociaż nie uświadczymy tam audiofilskiej biżuterii – postawiono na przemyślany dobór elementów zamiast montażu drogich, audiofilskich kondensatorów. Ja osobiście wolałbym mieć jedno i drugie, ale też nic nie stoi na przeszkodzie by nie zlecić montażu jakiś audiofilskich kondensatorów dealerowi, nie tracąc przy tym gwarancji. Problem z kondensatorami „audiofilskimi”, a w zasadzie ich cechą jest to, że grają w specyficzny dla siebie sposób. I podobnie jak przyprawy, każdy dobiera je pod siebie i pod swój gust. Stąd też, porządne podzespoły elektroniczne jakie użył Leben, dają bardziej bezpieczny i przewidywalny dźwięk – to moim zdaniem główna przyczyna takiej decyzji. Wewnątrz urządzenia, po odkręceniu pokrywy ukazuje się nam niesamowita schludność i porządek w projekcie i montażu – ale pisanie o tym w przypadku Lebena to tylko formalność – ta firma z tego słynie. Po uruchomieniu sprzętu, transformator zasilający jest kompletnie cichy, z głośników również nie uświadczymy brumienia (pod warunkiem, że nie doda go preamp czy inny element toru). Odsłuch CS1000P to spora dawka mieszaniny energii i mocy z muzykalnością oraz łagodnością dźwięku. Nie jestem w stanie określić czy to ciepło grający sprzęt – raczej nie. Ale z pewnością nie jest to sprzęt grający chłodno. On po prostu gra. Gra tak, że płynie muzyka, gra tak, że czujemy rytm, gra tak, że kolumny – zasilane tak dużą dawką mocy - się nie gubią. Ciężko zdefiniować neutralnie grający sprzęt, ale jeśli ta kategoria faktycznie isntnieje to Leben CS1000 z pewnością do niej należy. Może inaczej. Jeśli mamy system grający jasno i ostro, to po wpięciu CS1000, system dalej tak będzie grał. Jeśli mamy system, przygaszony, zmulony to po wpięciu Lebena, dalej system będzie tak grał. No chyba, że problem był w mocy – wtedy Leben może być lekarstwem, ale poza tym przypadkiem, liczyć się trzeba z tym, że system musi być dobrze przemyślany, bo jakiś spektakularnych zmian równowagi tonalnej, tak neutralnie grającym sprzętem nie osiągniemy. Oceniając końcówkę mocy, taka cecha jest zaletą, brzmienie będziemy modelować preampem i źródłem, a przejrzysta końcówka mocy nie będzie komplikować składania systemu. Bardziej wnikliwy opis brzmienia znajdą Państwo w opublikowanej u nas recenzji, dedykowanego preampa Leben RS-28CX – gdyż analiza grania tej końcówki mocy bez preampa mija się z celem. Z każdym preampem gra inaczej, ale finalnie, po przetestowaniu kilku urządzeń, definitywnie jestem przekonany, iż najlepszym kompanem tej końcówki mocy jest dedykowany preamp ze stajni Lebena. Nie żeby było to jakieś zaskoczenie, przecież wiadomo, że oba sprzęty były pod siebie strojone, stąd taka synergia jest oczywista. Na koniec jedna uwaga, teoretycznie końcówkę można by podłączyć bezpośrednio do źródła – przecież na wejściu jest potencjometr i w zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie by uruchomić to urządzenie bez preampa. Przestrzegam jednak przed tym, ponieważ testy przeprowadzone z kilkoma źródłami, uświadomiły mi, że bez preampa nie ma co podchodzić do tego sprzętu. Dźwięk robi się nerwowy, traci łagodność i szlachetność, a jednocześnie traci na dynamice, szybkości i ataku. Wokale robią się suche i metaliczne. Oczywiście nadal jest to całkiem dobry dźwięk, ale dopiero z dedykowanym preampem widzimy jak wiele więcej to urządzenie ma do zaoferowania. Lampy wyjściowe: KT120 Specyfikacja techniczna: - Lampy: 4 x KT-120, 6922/6DJ8(ECC88) x 2, 6CG7/6FQ7 x 2 - Moc wyjściowa: (stereo) 100 W x 2 (pentoda) 70W x 2 (trioda) - Pasmo przenoszenia: 10 Hz – 150 kHz - Czułość wejściowa: 0.4 V przy 50 W - THD: 0,4% - Impedancja wejściowa: 100 kΩ - Impedancja wyjściowa: 4/6/8/16 Ω - Wymiary: 455 x 200 x 335 mm - Waga: 23.5 kg Cena: 37900 zł Za dostarczenie do testów dziękujemy: Sklep Nautilius www.nautilus.net.pl
  3. 2 points
    Dynaudio Evoke 20, to średniej wielkości (około 20 litrowe), dwudrożne monitory, Duńskiej marki – Dynaudio. Pasmo nisko-średnio tonowe przetwarza 18cm głośnik, produkcji własnej Dynaudio, a za górny zakres odpowiada, 28 milimetrowa, tekstylna kopułka – również własnej produkcji Dynaudio. Obudowa wykonana jest z MDFu, dostępna w czterech wariantach wykończenia: fornir drzewa orzechowego lub jasny fornir o nazwie „blond”. Dwa kolejne warianty, to modne ostatnio wykończenia na wysoki połysk – do wyboru czarny lub biały kolor lakieru. Design kolumn jest spokojny, klasyczny bez silenia się na zbytnią ekstrawagancję. Obły kształt frontu, oprócz wizualnego złagodzenia bryły, która dzięki temu nie przypomina klocka drewna, ma na celu również zmniejszenie odbić fali akustycznej od frontowej ścianki. Tunel Bass Reflex umieszczony jest na tylnej ściance, to korzystne rozwiązanie, gdyż niweluje problem docierania dźwięku pracy mechanicznej samych przetworników. Oczywiście wymaga to odsunięcie kolumny od ściany w większym stopniu niż otwór z przodu kolumny, ale należy pamiętać, że o ile Bas Reflex będzie poprawnie pracował już przy odległości pół metra, to nadal to za mało by dać rozwinąć skrzydła głośnikowi wysokotonowemu. Zwężenie ścianek bocznych ku tylnej ściance, ma na celu zminimalizowania problemu fal stojących wewnątrz obudowy. Podstawa kolumna ma kształt trapezu, ścianki boczne nie są w stosunku do siebie równoległe, co jest korzystne dla radzenia sobie z falami stojącymi. Jakość forniru jest dobra, wykończenia na wysoki połysk, również nie daje nam żadnych powodów do narzekań – wszystko do siebie ładnie pasuje, słoje forniru są dopasowane, frezy równe, otwory dobrze pasujące pod przetworniki. Maskownice, mocowane są na magnesach, dzięki czemu kolumny bardzo ładnie prezentują się bez maskownic – nie ma otworów pod kołki, co wizualnie działa na korzyść tych kolumn. Co mnie trochę zdziwiło, to dosyć niska waga monitorów – niecałe 10kg. Natomiast dostarczone do testów standy Dynaudio, są wyjątkowo ciężkie i bardzo porządnie wykonane, mogę je polecić jako całkiem ciekawy produkt, nie tylko do kolumn Dynaudio. Odsłuch modelu Evoke 20 jest lekkim zaskoczeniem. Przede wszystkim nie grają, tak jak zwykło się myśleć o „firmowym” graniu Dynaudio. Nadal jest to granie łagodne, ale nie jest tak mocno po ciepłej stronie, jak zdążyło przyzwyczaić nas Dynaudio. Bas jest raczej szybki, konturowy i grający w punkt. Zero dudnienia, buczenia czy przesadzonego podbicia. W porównaniu do starszych i bardzo udanych Dynaudio Special 25 jest on po prostu lepszy. Średnica jest łagodna, bardziej naturalna i grająca mniej efekciarsko niż w starszych modelach Dynaudio. Wokale są nasycone i barwne, ale fani mocno „dopalonej” średnicy mogą się rozczarować, prezentacją tego zakresu w najnowszym modelu monitora Dynaudio. Zdecydowano się na bliższą realności prezentację, ale oczywiście nadal jest to łagodne i delikatne ocieplone granie. Wysokie tony, również lekko odbiegają od firmowego brzmienia, góra jest bardzo równa i liniowa, chociaż jeśli chodzi o mikro detale i smaczki w tle muzyki to, wspomniane wyżej Special 25 bardziej mi się podobały. Zaznaczyć trzeba jednak, że obecne Evoki są znacznie tańsze i plasowane niżej w katalogu Dynaudio. Podsumowując brzmienie, Evoke 20 grają znacznie bardziej neutralnie, a przez to naturalnie niż wiele z wcześniejszych, starszych produktów Dynaudio. Mi osobiście takie podejście odpowiada, ale to oczywiście kwestia prywatnych preferencji. Być może część starszych fanów marki, nie będzie zachwycona takim podejściem, ale na pewno teraz Dynaudio otwarte jest na nowych odbiorców. Dynaudio Evoke 20, to bardzie ciekawe monitory, cena nie jest wygórowana, marka znana i ceniona od lat, bardzo neutralne i dojrzałe podejście do dźwięku, naprawdę warte polecenia i posłuchania. Dane techniczne: Kolumny podstawkowe Skuteczność:86 dB Moc:180 W Impedancja: 6 Ω Pasmo przenoszenia: 40 Hz – 23 kHz Budowa typu bass-reflex Woofer: 18 cm MSP; Tweeter: 28 mm Wymiary: 215 x 380 x 307 mm Waga: 9.9 kg Cena: 8490 zł Za dostarczenie do testów dziękujemy firmie Nautilus https://nautilus.net.pl
  4. 1 point
    Leben RS 28CX to dzielony, lampowy przedwzmacniacz linowy wyposażony w lampową sekcję wzmacniacza RIAA dla wkładek MM. Przedwzmacniacz jest urządzeniem dzielonym, czyli rozbitym na dwa komponenty. W tym konkretnym przypadku, w jednej obudowie mamy kompletny, lampowy zasilacz, a w drugiej urządzenie sensu stricte, czyli układ wzmacniający sygnał, moduł RIAA, oraz selektor wejść wraz z potencjometrem siły wzmocnienia, oraz balansu kanałów. Taki zabieg ma na celu odizolowanie zakłóceń, jakie generuje transformator, od wrażliwych na to układów wzmacniania sygnału (szczególnie sygnału z gramofonu, który jest znacznie słabszy niż CD, a tym samym każde zakłócenie bardziej słyszalne). Zasilacz, zarówno napięcia anodowego (opartego o prostownik lampowy 5Y3W) jak i napięć pomocniczych (w tym żarzenia lamp sterujących) umieszczony jest w oddzielnej obudowie. Taki zabieg nie dość, że fizycznie oddala transformator od lamp sterujących, to wykorzystuje fakt, iż obudowa sama w sobie jest solidnym ekranem. Zasilacz (jak i zresztą całe urządzenie) wykonane jest technologii point to point, jak już Leben nas zdążył przyzwyczaić, w środku jest schludnie i estetycznie. Lekkim zdziwieniem był dla mnie rozmiar transformatora zasilającego – jest na tyle duże, że wystarczyłby na średniej wielkości integrę lampową. To, że transformator jest mocno przewymiarowany – oprócz tego, że podnosi koszty produkcji, jest zabiegiem jak najbardziej pożądanym. Dzięki temu napięcia mają mniejsze wahania, a sam transformator mniej się grzeje. Obudowa modułu zasilacza, stylistycznie nie różni się niczym od głównej jednostki – to doskonale znany z innych sprzętów Lebena design nawiązujący do lat 70 tych. Złoty front panel, z dwoma zielonymi paskami, drewniane boczki i czarna, metalowa pokrywa z otworami wentylacyjnymi. Z przodu zasilacz tylko jedna dyskretna dioda, z tyłu porządne gniazdo zasilające IEC oraz gniazdo do systemowego kabla zasilającego, którym łączymy zasilacz z główną jednostką. Główna jednostka, w tym samym stylu wizualnym, z tym że na front panelu zbiór gałek i przełączników. Tak więc złote gałki selektora źródeł oraz pętli magnetofonowej, duża gałka potencjometru głosu i obok mniejsza odpowiedzialna za balans. Podświetlany na czerwono przycisk włącznika oraz dyskretna dioda sygnalizująca rozgrzewanie urządzenia. Urządzenie stoi na plastikowych nóżkach, które mogłyby być solidniejsze, zwłaszcza że dedykowana końcówka mocy ma bardzo ładne i solidne aluminiowe nóżki, więc daleko nie trzeba było szukać… Może ze względu na to, że wewnątrz urządzenia, lampy mają amortyzowane podstawki, uznano, że nóżki nie są już tak ważnym elementem? Jeśli chodzi o odsłuch, moim zdaniem ciężko opisywać walory dźwiękowe przedwzmacniacza w inny sposób niż jako tandem z końcówką mocy. Z preampem jest tak, że albo się polubi z daną amplifikacją, albo nie – nie ma na to żadnej reguły czy parametru, który pomógłby wyłonić optymalne połączenia. Trzeba testować różne warianty metodą prób i błędów innej rady nie znam. O ile w opisanej przeze mnie końcówce mocy Leben CS1000 nie byłem w stanie znaleźć innego kompana niż dedykowany preamp, z którym by się zgrywał dając pełnie satysfakcji, to omawiany Leben RS28CX, jest mniej wybredny i spektrum doboru końcówek mocy jest spore. Chociaż muszę przyznać, że i tak najprzyjemniej mi się go słuchało w duecie z CS1000. Od razu trzeba zaznaczyć, ze RS28CX lubi końcówki mocy szybkie i mocne. Jeżeli połączymy go z końcówką mającą problemy z wysterowaniem kolumn lub grającą obfitym i wolnym basem pojawią się kłopoty. Przedwzmacniacz ten ma piękny i z niesamowitą gradacją rysowany bas. Dodatkowo jest on obszerny i mocny, choć raczej po „analogowej” stronie brzmienia – pomimo że jest go dużo, nie męczy przy dłuższych odsłuchach, co czasem ma miejsce np. w Krellu, gdzie na pierwszą chwilę szybki i twardy bas robi piorunujące wrażenie, a po kilku godzinach odsłuchu ma się tego dość… Częściowo ze względu na ten właśnie spory bas, proponowałbym ten przedwzmacniacz do raczej dużych pomieszczeń. Owszem i w małym da się z dużą satysfakcją go słuchać, ale trochę trzeba się będzie natrudzić, by pełne pasmo basowe, jakie dostarcza Leben, nie zdominowało przekazu. Co oczywiste, również głębia i lokalizacja źródeł na tym ucierpi, a szkoda byłoby tracić jeden z większych atutów tego urządzenia. Wokale są głębokie, dźwięk wypełnia całe pomieszczenie, każdy drobny element spektaklu muzycznego wybrzmiewa i unosi się w powietrzu. Po wypięciu tego przedwzmacniacza z systemu i zastąpieniu go „pasywką” system brzmi jakby uleciała z niego dusza. Średnie tony, jak już wspomniałem, są nasycone i dźwięczne. Najbardziej słychać to na wokalach i instrumentach strunowych. Nie zlewają się te dźwięki z solidnym basem, nie przykrywają też wysokich tonów, które są czyste ale raczej łagodne w odbiorze, tzn. nie dominują. Ciężko mi wyobrazić sobie system z tym preampem gdzie, góra mogłaby kłuć w uszy, albo męczyć przy dłuższym słuchaniu. Widać, że jest to sprzęt do słuchania muzyki, a nie do zawodów — gdzie uda się najwięcej szczegółów na wysokich tonach wyłapać. Tam, gdzie trąbka ma zabrzmieć dosadnie – zabrzmi, blachy instrumentów perkusyjnych — brzmią jak z blachy. Jednakże pomimo tego wysokie tony nie przeszkadzają w zanurzeniu się w odsłuch, zbyt przesadną ilością informacji. Tak właśnie powinna brzmieć referencyjna góra według mnie – bez zbytniego złagodzenia, ale również bez zasypania słuchacza zbyt dużą ilością informacji. Przedwzmacniacz posiada również sekcję gramofonową, w pełni opartą na lampach. Pozwoli nam to słuchać wkładek MM. Jeżeli chcielibyśmy korzystać z wkładki MC, konieczny będzie zewnętrzny step up. Ten aspekt jest moim zdaniem łyżką dziegciu w beczce miodu – o ile sam stopień RIAA jest co najmniej bardzo dobrej jakości, to jednak w przypadku high endowego preampa istnieje duże prawdopodobieństwo, że użytkownik będzie chciał korzystać z wkładki MC. Natomiast jeśli zadowolimy się wkładką MM, myślę, że można na tym preampie zakończyć budowę systemu analogowego. Być może zewnętrzny preamp RIAA zagra lepiej, ale by to osiągnąć raczej należy sięgnąć do kieszeni równie głęboko, co w przypadku samego RS28CX. Urządzenie wprawdzie tanie nie jest, ale patrząc na obecne ceny (szalone!) sprzętów high endowych, okazuje się, że jest to jedno z tańszych urządzeń tej klasy, które można uznać za end line. Na pocieszenie zawsze można wmówić sobie, że „gratis” dostaliśmy bardzo dobry lampowy RIAA, więc cena okazyjna, choć lekko ostudzić emocje może fakt, że preamp nie jest wyposażony w pilota. Użyty potencjometr, nie posada silniczka, więc pilot w takim wypadku nie ma sensu. Podsumowując, Leben RS 28CX to bardzo dobre urządzenie — przemyślane jest jako kompletny produkt dla osób ceniących sobie muzykalność, rytm i potęgę dźwięku. Dla którym osób bliżej do analogu i vintage niż do sprzętów współczesnych. Dla wielu z nich może być to przedwzmacniacz docelowy. Lampy: 6CG6 (5881) General Electric x 2; 12AT7 General Electric x 2; 5Y3WGT x 1 Wzmocnienie: 20.2 dB Dokładność RIAA: > 0.3 dB Max. napięcie wejściowe: 400 mV/80 V Impedancja wyjściowa: 580 Ω Wymiary: 585 x 240 x 175 mm Waga: 13 kg Cena: 24900 zł Za dostarczenie do testów dziękujemy: Sklep Nautilius www.nautilus.net.pl
  5. 1 point
    Jak zapytamy, z czym kojarzy nam się Dania, większość na pewno jednym tchem wymieni Kopenhagę, Andersena, klocki lego, Hamleta, wikingów, wiatraki i piwo. Ale jak to samo pytanie zadamy audiofilowi to z pewnością, usłyszymy: Lyngdorf, Aavik, Gato Audio, Buchardt, Jamo, Dali, Audiovector, Dynaudio, Gryphon. Jedne marki są bardziej, inne mniej popularne, czy to za sprawą dostępności, czy polityki marketingowej, ale wiele z nich możemy spotkać na corocznych targach Audio Video Show w Warszawie. Podobnie było w moim przypadku ze sprzętem Gato Audio, który to właśnie na AVS 2018 pierwszy raz miałam okazję posłuchać. Pamiętam, że był to pokój Skybox 102, wzmacniacz DIA-400 s i małe, ale z jakim „powerem” grające monitorki FM-8. Bardzo spodobał mi się ten sprzęt wizualnie i dźwiękowo, dlatego ucieszyłam z możliwości przetestowania wzmacniacza Gato Audio DIA-250S NPM, który dostarczył mi dystrybutor tej marki Q21 z Pabianic. Gato Audio to młoda marka, pojawiła się na rynku w 2007 r. Od samego początku działalności firmy, kluczowym elementem jest najwyższa jakość w każdym szczególe – od wyboru podzespołów, aż do wsparcia posprzedażowego. Grupę projektową Gato Audio tworzą duńscy specjaliści odpowiedzialni za każdą z dziedzin istotnych z punktu widzenia konstrukcji audio: zasilania, technologii obwodu, projektu mechanicznego, akustyki, produkcji i logistyki. W tym momencie trzeba wymienić takie nazwiska jak: Poul Rossing, Frederik Johansen i Kresten Dinesen. W zasadzie cały test i opis może zawrzeć się w jednym stwierdzeniu – ten wzmacniacz jest piękny, kunsztowne wzornictwo i doskonała jakość wykonania. Obudowa ma charakterystyczny dla Gato kształt przypominający ósemkę czy znak nieskończoności. Panel przedni wykonany jest z grubego szczotkowanego aluminium w kolorze srebrnym. Na środku znajduje się duża gałka głośności, a po jej obu bokach wyświetlacz, który pokazuje głośność i wejście w standardzie, ale podczas odtwarzania źródeł cyfrowych prawy panel można ustawić tak, aby pokazywał częstotliwość próbkowania wejściowego, przez kilka sekund za pomocą pilota lub domyślnie za pomocą przycisku przyciemniania wyświetlacza na tylnym panelu. Pod nim mamy dwa przyciski umieszczone na skrajach panelu, power i selektor źródeł. Wyokrąglone boki wykonane są z jednego kawałka aluminium i sprawiają wizualne wrażenie, że są pokryte drobnymi listewkami. To jednak nic innego jak, sprytnie wkomponowane radiatory odprowadzające ciepło. Górna pokrywa to lite drewno lakierowane na wysoki połysk, do wyboru w kolorze, czarnym, białym czy też ciemny orzech. Patrząc na wzmacniacz, sprawia on wrażenie sprzętu minimalistycznego, ale jednocześnie bardzo eleganckiego z dopracowanym każdym detalem. Za to tył wzmacniacza „usiany” jest gniazdami, jest ich dużo i są gęsto osadzone. Mamy zarówno wejścia cyfrowe, jak i analogowe. W panelu cyfrowym są dostępne trzy podstawowe gniazda: USB, coaxialne oraz optyczne. Dwa pierwsze przyjmują sygnały PCM o rozdzielczości 24 bit/192 kHz, ostatnie jest ograniczone do 96 kHz. Wzmacniacz nie akceptuje sygnałów DSD. W sekcji analogowej mamy 2 wejścia RCA oraz XLR i analogowe wyjścia z przedwzmacniacza-zarówno RCA, jak i XLR. Pilot jest płaski z zaokrąglonymi brzegami w całości wykonany z aluminium. Dopisek w nazwie NPM oznacza, iż Gato dodało swój moduł NPM (moduł odtwarzacza sieciowego), otwierając nam zupełnie nowy świat cyfrowego przesyłania strumieniowego. W górnej części tylnego panelu znajduje się terminal śrubowy do podłączenia anteny Bluetooth z aptx HD, port ethernet i gniazdo USB-A, do którego można włożyć dostarczony dongle Wi-Fi. Wejście USB, to jeden z najlepszych odbiorników – XMOS, natomiast przetwornik C/A to układ Burr Brown PCM1794. Gato Audio DIA-250S NPM to w zasadzie wzmacniacz „all in one”, wystarczy podpiąć do niego kolumny i mamy gotowy system do streamingu muzyki z dysku NAS lub serwisów: Tidal, Spotify, Qobuz, które możemy obsługiwać za pomocą aplikacji mConnect dostępnej zarówno na urządzeniach z systemem android, jak i iOS. Gato posiada pełną certyfikację i współpracę z Roon, a więc jest to urządzenie ROON Ready, oczywiście musimy mieć zainstalowany na komputerze czy NAS-ie Roon Core i wykupioną licencję . Ponieważ cenię sobie wygodę i funkcjonalność Roona, właśnie od tego źródła rozpoczęłam odsłuchy Gato DIA-250S NPM. Po uruchomieniu aplikacji roon i wejściu w ustawienia audio wzmacniacz jest od razu widoczny i gotowy do odsłuchów. Wzmacniacz gra gęsto, dźwięki są nasycone, głębokie, ale jednocześnie energetyczne, to nie jest misiowaty, rozlazły bas. Dołu jest dużo, bas uderza, kiedy trzeba z potęgą i dynamiką, naprawdę schodzi nisko. Rytmiczność i dynamikę wyraźnie odczujemy w utworze Aura zespołu Bicep. Granie Gato jest neutralne, nie ma tu podbarwienia któregoś pasma, czy wypchnięcia do przodu. Góra jest klarowna, bardzo czysta, ale nie drażni nas suchością czy szeleszczeniem. Wokale są ciepłe i barwne. Wzmacniacz radzi sobie świetnie we wszystkich gatunkach muzycznych, dzięki swojej neutralności. W utworze Sim on Nao Till Brönner & Kurt Elling, fortepian gra rytmicznie, wspierany przez bas i perkusję. Pokusiłabym się o porównania tego wzmacniacza do brzmienia Vincenta czy Brighta ze stajni Haiku ale z wyższą kulturą. Tu ukłon w stronę Klubu Miłośników Audio Academy, myślę, że by się Wam spodobał ten wzmacniacz. Funkcje sieciowe wzmacniacza działają niezawodnie, czy to przez Roon czy Mconnect Control. Dla leniwych mamy bluetooth, który gra zaskakująco dobrze. Mniej osłuchana osoba nie wychwyci różnicy między tym, bezprzewodowym połączeniem czy analogiem. Duńczykom udało się stworzyć, kompaktowy wzmacniacz z dac i modułem sieciowym, zamknięty w oryginalnej, stylowej obudowie, wykonany z kunsztem i precyzją. Małgorzata Rutkowska-Mamica Specyfikacja techniczna: - 2 x 250 W przy 8 Ω / 2 x 500 W przy 4 Ω - Stopień wyjściowy Class D - Moduł Bluetooth 4.0 aptX - Wbudowany przetwornik C/A 192 kHz/24 bity z nadpróbkowaniem - Współosiowe i asynchroniczne cyfrowe wejście USB aż do 192 kHz/24 bitów, optyczne do 96 kHz/24 bity - Akceptuje cyfrowe strumieniowanie bezpośrednio z iPhona i iPada - Dwa wejścia niezbalansowane i jedno zbalansowane - Niemagnetyczna obudowa - Funkcja Direct; możliwość wykorzystania w systemie kina domowego - Pasmo przenoszenia 20 Hz – 20 kHz - Stosunek sygnał/szum > 110 dB - Zniekształcenia THD < 0,001% - Wejścia analogowe RCA, XLR - Wymiary (S x W x G) mm 325 x 105 x 420 - Waga kg 10 Dystrybutor: Q21 cena 13 800 PLN
  6. 1 point
    TRIANGLE to znany francuski producent kolumn i słuchawek. Firma została nagrodzona 18 złotymi Diapazonami za bezkompromisowy dźwięk, który łączy w sobie piękno i emocje muzyki. Na rynku właśnie ukazała się nowa seria kolumn Borea. Miała ona swoją oficjalną premierę w maju, w Monachium, podczas wystawy High End 2019, natomiast do sprzedaży trafiły pod koniec września. W skład serii wchodzą trzy kolumny wolnostojące – BR09, BR08 oraz BR07, dwie podstawkowe BR03 i BR02 oraz głośnik centralny BR01. Kolumny są dostępne w trzech kolorach: biały, czarny i orzech. Do mnie na testy przyjechała najmniejsza kolumna z serii Borea – BR02 w kolorze czarnym. Pierwsze, co się rzuca w oczy to, jakość wykonania. Obudowa ma klasyczny kształt wykonany z solidnego mdf, pokrytego jesionową powłoką. Wszystko jest idealnie spasowane, mocowanie zrealizowane jest bez widocznych śrub, maskownice pełne, łączone są za pomocą magnesów. Kolumna jest ekonomiczną wersją Esprit EZ, zastosowano tu te same szybkie przetworniki z mocnymi systemami napędowymi, ze zoptymalizowanymi pod względem przepływu powietrza, koszami. Membrany wykonano z pulpy celulozowej przy użyciu innowacyjnego systemu redukcji wibracji o nazwie DVAS (Driver Vibration Absorption System). Jak podaje producent głośnik wysokotonowy serii Borea oparty jest na 25-milimetrowej kopułkowej membranie z jedwabiu z korektorem fazy opracowanym tak, aby wyrównać pasmo przenoszenia głośnika i poprawić rozproszenie fali dźwiękowej poza osią główną. Dzięki temu, mamy otrzymać dobry dźwięk niezależnie od miejsca odsłuchu. Kopułka umieszczona jest w tubie, co zmniejsza odbicia fali dźwiękowej. Przetwornik jest napędzany silnym magnesem neodymowym, ale o kompaktowych rozmiarach. Jest on połączony z systemem chłodzącym, co pozwala na osiągnięcie wyższej mocy. Głośnik średniotonowy to w 100 procentach celulozowa membrana, opracowana i produkowana przez firmę Triangle. Głośnik niskotonowy wyposażone zostały w membrany z włókna szklanego. Przed odsłuchami daję kolumnom kilka dni na wygrzanie, „plumkają” sobie w moim gabinecie ze wzmacniaczem NAD 3020 D. Po takiej akomodacji Triangle zasłużyły na większą dawkę prądu, wpinam je do mojego głównego systemu odsłuchowego, opartego o Haiku Audio Bight mk4. We wszelkich wzmiankach reklamowych producent opisuje te kolumny, jako szybkie, precyzyjne z dużą ilością detali. Wystarczy chwila słuchania, żeby przekonać się, że rzeczywiście tak jest. Po przesłuchaniu mojej testowej listy (notabene powstała ona po zeszłorocznych AVS 2018), wyraźnie czuć, że te kolumny spodobają się fanom mocniejszego brzmienia. Kolumny grają skrajami pasma, wysokie tony są podkreślone, wyraźne i rozdzielcze. Można powiedzieć, że góra jest krystaliczna, jednocześnie nie męczy, nie syczy. Podobnie niskie tony, są żywe, bardzo szybkie i dynamiczne. Uderzenie basu jest na tyle optymalne, by wiarygodnie oddać brzmienie gitary basowej. Średnica natomiast jest lekko stonowana, przez co brzmienie jest lżejsze, bardziej przejrzyste. Scena muzyczna jest dosyć szeroka i mamy wrażenie oderwania dźwięku od kolumn. Ciekawie brzmi gitara w utworach Catfish Blues – Jimmy „Duck” Holmes czy Goodbye Baby – Dave Alvin and Jimmie Dale Gilmore. Poza rockiem takie strojenie kolumn dobrze sprawdzi się też w muzyce R&B, reggae czy pop. Natomiast niekoniecznie zestawiłabym je z jazzem, gdzie, dominuje wokal i średnica. Należy też wspomnieć, że są to najmniejsze kolumny z serii Borea i producent zaleca je do pomieszczeń do 20 metrów kwadratowych. W większym pomieszczeniu może nam brakować basu. Tak było u mnie, gdy ustawiłam kolumny w salonie 35 metrowym. Wszystko było niby ok, przestrzeń, rozdzielczość, ale grało to chudo, brakowało tzw „mięcha”. Po powrocie kolumn do gabinetu, który ma około 12 metrów, Triangle w duecie z Haiku Bright pokazały, co potrafią, zagrały z dobrym dociążeniem, detalami i drivem. Jeśli szukamy budżetowych kolumn z pazurem i zadziorem muzycznym, a przy tym wykonanych w nowoczesnym i neutralnym stylu, który będzie pasował do każdego wnętrza to warto rozważyć zakup Triangle Borea. [email protected] System testowy: Pliki: Raspberry PI4 + Allo DigiOne Signature z wgranym MoodeAudio, Roon Bridge oraz laptop z programem Foobar 2000 DAC: Hegel HD25, Aune X1s 10th anniversary Wzmacniacz: Haiku Audio Bright MK 4 lampy Genalex - Gold Lion ; NAD 3020D Interkonekty: Haiku Audio, Albedo Flat One Kabel USB: Lucarto Audio, Taga Harmony TUD Sieciówki: Lucarto Audio PC -2EVO, Futurech Specyfikacja techniczna: Konstrukcja : 2 - drożna Budowa kolumny: pasywna Przetworniki: dynamiczne Głośniki wysokotonowe: 1x 1cal (254mm) membrana jedwabna z systemem EFS, korektorem fazy, napędzania wysokiej klasy cewką i magnesem neodymowym Głośniki średniotonowe: 1x 5.25 cala (1x 130mm) dedykowany głośnik z wyprofilowanym stożkiem z masy celulozowej i z półzawiniętym zawieszeniem wykonanym z unikalnego połaczenia gumy i pianki Bas-refleks: tył Impedancja: 3 Ohm, 6 Ohm Skuteczność: 89 dB Moc ciągła (RMS): 80W Pasmo przenoszenia: 51 - 22.000Hz Wysokość: 31cm Szerokość: 17.6cm Głębokość: 27.4cm Waga: 5.18kg Dystrybucja: Rafko https://rafko.com/pl/ cena: 1595
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.