Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 05/20/16 in Artykułów

  1. 7 points
    Jak wiemy od wielu miesięcy, w dniach 21.07, Arena Gliwice i 23.07, ERGO Arena - miały odbyć się koncerty zespołu Scorpions. Niestety z ostatniej chwili do fanów zespołu dotarł bardzo zły komunikat. Otóż Klaus Meine, który na koncert w Gliwicach miał zamiar ściągnąć swoją żonę Gabi i swojego syna Christiana - odwołał swój przyjazd. Powodem jak donoszą osoby z bliskiego otoczenia zespołu - jest fatalna zagrywka organizatora imprezy w Gliwicach. Poza ceną biletu, organizator zażądał dopłatę w wysokości 25 złotych (to nie żart!) za miejsce parkingowe wokół Ergo Areny! Żona Klausa, która wraz z synem i bliskimi muzyka miała przybyć na koncert - czuje się oburzona sytuacją, w której pomimo bezpłatnej wejściówki na koncert - zmuszona jest zapłacić (po przeliczeniu) około 6 Euro za sam parking! Doszło wręcz do małego skandalu, bo z jednej strony traktowanie VIP jest zgoła inne od "zwykłego szaraczka", na którym organizator imprezy postanowił dodatkowo zarobić, to z drugiej - skoro miejsca parkingowe są płatne dla wszystkich, bez względu na status - Gabi będzie/byłaby zmuszona wraz z bliskimi (podobno liczono na 6 aut) zapłacić za każdy parkujący pojazd! Jak wybrnie organizator i czy uda się wyjść z krępującej, i zalatującej skandalem sytuacji? Obecnie nie wiadomo. Jak donoszą życzliwe wiewiórki - sytuacja może się wyjaśnić już 2 kwietnia... pozostaje więc czekać w niepewności co dalej. Jak dla mnie sytuacja jest kuriozalna i dalszy komentarz zbędny. Za prasą codziennie - niecodzienną. AudioRecki, Magazyn Kulturalny. Czekamy na Wasze komentarze co zrobi Klaus z Gabi. Za najciekawszy (wybrany polubieniami przez innych forumowiczów) post - czeka płytowa nagroda - niespodzianka!
  2. 3 points
    Kiedy myślimy o Polskim jazzie nie sposób pominąć Krzysztofa Komedy. Pionier jazzu nowoczesnego w Polsce, twórca znanych na całym świecie standardów jazzowych i muzyki filmowej. Filmowej powinienem wręcz podkreślić kilka razy - OBOWIĄZKOWO, bo Komeda napisał muzykę do 65 filmów, w tym głośnego i obecnie kultowego już tytułu Romana Polańskiego - Dziecko Rosemary (1968r.). Dlaczego Komeda i dlaczego takie to ważne? Mamy przyjemność zaprosić Was do odsłuchu nowej płyty. Zaznaczę przy tym - nie byle jakiej płyty i nie byle jakiego odsłuchu. Otóż zapraszamy na Record Store Day, czyli na święto niezależnych sklepów muzycznych. Co istotne - na świecie obchodzone będzie po raz dwunasty, w Polsce oficjalnie PO RAZ PIERWSZY! Do polskiej edycji Record Store Day przystąpiły w tym roku 24 sklepy muzyczne z całej Polski. Są to w pełni niezależne sklepy stacjonarne, ponieważ jednym z warunków uczestnictwa w Record Store Day jest prowadzenie tego rodzaju działalności. W RSD nie mogą uczestniczyć sklepy sieciowe, internetowe czy hurtownie muzyczne. Z okazji Record Store Day ukaże się pierwszy oficjalny polski album sygnowany znakiem RSD. Będzie to „Astigmatic” Krzysztofa Komedy. Jest to czwarty album studyjny artysty uważany zarówno przez krytyków, jak i słuchaczy za jedno z największych osiągnięć polskiej szkoły jazzowej i jedną z najważniejszych płyt w historii jazzu. Jakże istotnym - płyta ta oczywiście wydana na winylu ukaże się w formie edycji limitowanej "Coloured Vinyl" sygnowane dopiskiem "50th Anniversary Of the Dead Of Krzysztof Komeda". To nie wszystko! W trakcie odsłuchu jaki odbędzie się w Warszawski STUDIO U22 (Aleje Ujazdowskie 22) prowadzącym spotkanie będzie Paweł Brodowski - redaktor naczelny Jazz Forum, a gościem specjalnym Zbigniew Namysłowski, który współpracował swego czasu z Komedą! Dla naszych czytelników - dzięki uprzejmości U22 - mamy do rozdania 3 wejściówki (wraz z osobą towarzyszącą) na to wyjątkowe spotkanie, będące jednocześnie okazją do odsłuchu nie mniej wyjątkowej płyty. Warunek otrzymania zaproszenia - wystarczy wejść na FB, odnaleźć konto audiostereo oraz polubić z prostym komentarzem niniejszy news. Pierwsze 3 osoby otrzymają wejściówki dla siebie i bliskiej osoby, z którą o 20:00 już 16 kwietnia będą mieli okazję spędzić wyjątkowo miły wieczór. Odsłuch odbędzie się w STUDIO U22 - Al. Ujazdowskie 22, Warszawa. Wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszamy w imieniu organizatora! Zapowiada się naprawdę wyśmienita uczta dla wielbicieli jazzu - w doborowym gronie i co istotne, przy wybitnej muzyce Komedy. Polecamy gorąco! Za zaproszenia dla naszych forumowiczów i inspirację dziękujemy Danielowi ze Studio U22 Studio U22 Warszawa Al. Ujazdowskie 22 https://studio-u22.com AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo) KRÓTKA HISTORIA RECORD STORE DAY I JEGO ZASADY Record Store Day jest coroczną imprezą zainaugurowaną w kwietniu 2008 roku. Odbywa się w kwietniową sobotę i w „Black Friday”. Ideą tego święta jest promowanie kultury niezależnych sklepów muzycznych. W 2007 roku doszło do spotkania właścicieli niezależnych sklepów płytowych, którzy chcieli stworzyć wydarzenie podobne do popularnego w Stanach Zjednoczonych Free Comic Book Day, podczas którego pomaga się czytelnikom i wspiera niezależne sklepy z komiksami. Tak wykształciła się idea Record Store Day. Po tym spotkaniu Eric Levin, Michael Kurz, Carrie Colliton, Amy Dorfman i Don Van Cleave założyli Record Store Day, którego koncepcja w ciągu 11 lat została zaadoptowana na rynki Europy, Azji i Australii. Pierwszy oficjalny Record Store Day odbył się 19 kwietnia 2008 roku i został zainaugurowany przez zespół Metallica. Co roku wybierany jest ambasador Record Store Day. W tym roku został nim zespół Pearl Jam. W latach poprzednich byli to między innymi: Dave Grohl oraz Jack White.
  3. 2 points
    Mieliśmy ostatnio okazję testować i recenzować dla Was system składający się z przetwornika cyfrowo-analogowego i wzmacniacza hybrydowego. Do dziś jesteśmy pod wrażeniem możliwości brzmieniowych sprzętu, który zaskoczył nas na odsłuchach swoimi możliwościami. Cały tekst znajdziecie tu: Obecnie dzięki uprzejmości Dystrybutora na nasz kraj produktów firmy Lector, mamy możliwość zobaczyć jak prezentował się sprzęt Włoskiej marki w Monachium. Trzeba przyznać, że w tym roku produkty marki Lector prezentowały się świetnie i zachęcały do bliższego poznania oraz odsłuchu. Na dniach przyjdzie nam gościć i testować odtwarzacz CD Włoskiej manufaktury. Dodatkowo dzięki uprzejmości p. Asi i p. Kamila z Lector Audio Polska trafią do nas akcesoria odpowiedzialne za walkę z wibracjami w świecie audio. Będzie więc sporo się działo, a w najbliższym czasie podzielimy się z Wami naszymi spostrzeżeniami z tych testów na łamach Magazynu AudioStereo oraz zostanie opublikowany na naszym nowym kanale YT film, prezentujący dostarczony nam sprzęt i akcesoria. AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Zdjęcia: Dystrybucja Lector Audio na Polskę http://www.lectoraudio-poland.pl
  4. 2 points
    Z czym kojarzą się Włochy? Z dobrą kuchnią - koniecznie spaghetti czy z szybkimi autami - zdecydowanie czerwone Ferrari! Jest jeszcze karnawał w Wenecji i wspaniałe zabytki. Od dziś, komu będzie mało tych wszystkich Włoskich wspaniałości - do listy powinien dodać jedną pozycję - dobre granie spod znaku Lector Audio. Na próżno chodząc po sklepach z elektroniką audio szukać produktów oznaczonych tym logo. Ktoś zapewne stwierdzi "jeśli byłoby to takie dobre, to każdy by oferował ten sprzęt w swoim sklepie". A ja zapytam, czy w każdym mieście jest salon wspomnianej marki Ferrari? Czy w każdym mieście serwują prawdziwą, tą wyborną Włoską kuchnię? No właśnie! Dobre rzeczy nie wymagają narzucania się w każdej witrynie sklepu, wręcz przeciwnie - ich wyjątkowość polega na budowaniu swoistej aury tajemniczości i niedostępności. Tu oczywiście zaznaczę, że każdy może stać się właścicielem systemu, czy poszczególnych elementów z logo Lector, bo nie są to produkty reglamentowane (jak swego czasu cukier na kartki). Polski dystrybutor zapewne spełni każdą możliwą zachciankę klienta w temacie produktów firmy, ale (i słusznie) przyjął podejście założyciela firmy i jednocześnie swoistego guru audio - jako wyznacznik dystrybucji sprzętu - "dobre rzeczy trafiają do świadomych klientów, dla których nie sklepowa witryna czy półka jest istotna, a możliwości brzmieniowe sprzętu audio". Dr Claudio Romagnoli nie jest "kolejnym" człowiekiem, który pewnego dnia zapragnął zawładnąć rynek audio i buduje plan ekspansji na wszystkich możliwych rynkach. To człowiek wyjątkowy nie tylko w rozumieniu świata audio, ale w swej niezwykłej codzienności. Wykłada na Uniwersytecie w Szwajcarii matematykę i fizykę kwantową. Jest przy tym jednym z członków stowarzyszenia Swiss Engineering. Jego współpraca w świecie audio obejmuje takie znane nam marki jak Pearl Evo czy Sonus Faber. Komu będzie mało - niech dołoży do tego projekt układu wydechowego Maserati i projekt pokoju odsłuchowego sygnowany logo Ferrari. Rzecz jasna test nie obejmuje popisu założyciela marki Lector, bez względu na to jak nietuzinkowym jest człowiekiem. I zapewne można by o nim napisać nie jeden artykuł, a całą książkę. Dziś jednak tak mały wycinek informacji o założycielu firmy musi wystarczyć, by już na wstępie zaakceptować fakt niezwykłości jednego człowieka, który swoją niezwykłą osobowość przelewa na swoje produkty. I tu wracamy do pytania "dlaczego sprzęt z logo firmy Lector nie jest dostępny w każdym sklepie". Bo wyjątkowość tego sprzętu nie wymaga takiej formy sprzedaży. Od tego mamy osoby od podstaw zaznajomione z każdym szczegółem produktu, historią marki i doskonałą wiedzą o założycielu Lector Audio Strumenti. Z takimi też osobami przyszło nam kontaktować się przez ostatnie kilka tygodni. Ludzie absolutnie oddani pasji do audio i oddani dobremu brzmieniu, pani Asia i pan Kamil to osoby przenoszące swoją miłość do sprzętu wyjątkowego i jednocześnie są to osoby potrafiące nie tylko obronić swój wybór argumentami, ale co najważniejsze - zarazić innych tą miłością do Lector'a i dobrego brzmienia. Jeśli wstęp wydał się komuś za długi, lub jest niecierpliwy - proponuję przejść do podsumowania. Niestety nie da się wyjątkowych produktów, sprzętu szytego pod oczekiwania osób szukających dobrego brzmienia - opisać w dwóch zdaniach. Dlatego też i nasz test wyjątkowo trwał dłużej niż zwykle, za co w tym momencie raz jeszcze serdecznie dziękujemy w/w osobom z Lector Audio Polska. Dodam tylko, że pomimo wszystko warto przysiąść nad całym tekstem - nie ze względu na artykuł i słowo pisane, ale ze względu na istotne informacje, jakie staraliśmy się zawrzeć o tym interesującym sprzęcie i samej firmie. Od 1982 roku w firmie Lector panuje złota zasada "żadnego marketingu!". I tak też podeszliśmy do tego testu, nie z obowiązku przedstawienia produktu czy (co byłoby gorsze) wypromowania jakiejś firmy i znalezienia na produkt klientów. Nic z tych rzecz! Cały artykuł potraktowaliśmy jako podzielenie się swoimi wnioskami występując w roli (czasowych) użytkowników systemu Lector, zaznaczmy używając słów dystrybutora w Polsce - "systemu szytego na miarę osoby szukającej dobrego brzmienia". Do naszych testów trafił system składający się ze wzmacniacza hybrydowego Lector ZXT-70 oraz przetwornika cyfrowo-analogowego Digitube S-192. Otrzymaliśmy też do podłączenia okablowanie w postaci przewodu głośnikowego Black Cat Cable seria Matrix 3232 (2.5 metra) i interkonekt RCA 3202 (1 metr). Zgodnie z tym, co już wspominałem w/w przewody wg. słów dystrybutora miały zapewnić synergie, oddać w pełni możliwości systemu Lector. Mówi się "zobaczymy i sprawdzimy". Tak wzmacniacz hybrydowy jak i DAC dotarły do nas w słusznej wielkości kartonach. Sprzęt opakowany na czas transportu solidnie i nie pozostawiający absolutnie żadnych wątpliwości co do bezpieczeństwa na czas transportu. Wszystko na swoim miejscu. Nasz popularnie ostatnio nazywany unboxing rozpoczęliśmy od hybrydowego wzmacniacza. Ta ręcznie składana we Włoszech hybryda (warte zaznaczenia - każdy sprzęt Lector'a składany jest ręcznie na zamówienie, żadnych fabryk w Chinach - żadnych oszczędności) już przy pierwszym kontakcie wzrokowym sprawia pozytywne wrażenie. Już na sam początek design urządzenia jest inny, niż modelu ZXT-60. Pozbawiony drewnianych boczków stał się przy tym po bokach obły, na swój sposób nowoczesny i mniej nawiązujący do klasyki audio lat 80 XX wieku. Czy to dobrze, czy źle - każdy oceni wg. własnych potrzeb i własnego gustu. Na pewno nie należy w kwestii wyglądu czynić zarzutów - jest nowoczesny na tyle, by przyciągał wzrok. Jednocześnie nie jest zbyt wymyślny i w swej formie nazbyt krzykliwy, by po kilku latach stanowił powód do utyskiwania. Wyciągamy i... waga. Ta może nie zrobi wrażenia na posiadaczach wielkich monobloków, ale jak na gabaryty - waga wskazuje na realną zawartość elektroniki, nie audiofilskiego powietrza - 13 kg więc jest co wyciągać z pudła. Przechodzimy do panelu przedniego. Dwa dosyć duże, chromowane pokrętła w postaci selektora wejść oraz ustawienia głośności może nie dominują w sposób nader przesadny, ale stanowią bardzo istotny element na frontowej ściance. Tu znów należy się odwołać do osobistych gustów, jednak w przekonaniu większości z osób jakie w ciągu tych kilku tygodni miały okazję oglądać (i słuchać) wzmacniacz - całość wygląda bardzo nowocześnie i jest miłe dla oka. Chromowe pokrętła umieszczone na czarnym, przednim panelu prezentuje się bardzo interesująco. Pozytywne natomiast wrażenie sprawia ich praca - czuć opór, co powoduje w przypadku użytkowania oczywiste ułatwienie. Jesteśmy w stanie dosyć precyzyjne ustawić wymaganą głośność. Jest to kompletnie odmienne podejście do tak istotnej kwestii z punktu codziennego użytkowania od ostatnio recenzowanego Cambridge Audio Edge, w którym pokrętło głośności scalone z selektorem źródeł sprawia wrażenie, że za chwilę odpadnie lub zostanie nam w rękach (ze względu na zbyt duże luzy). W przypadku testowanego ZXT-70 pokrętło głośności działa w sposób precyzyjny i przewidywalny, dając nam już od pierwszych chwil pełną kontrolę nad tym, z jaką głośnością chcemy słuchać muzykę. Na przednim panelu znajdziemy też świecącą diodę sygnalizującą pracę wzmacniacz, ta bardziej "jest" i siłą świecenia oraz barwą nie przeszkadza nawet przy odsłuchach późną porą. Tylny panel zdecydowanie przemawia do audiofilii kochających z jednej strony minimalizm, z drugiej zaletę posiadania odrobinę więcej ilości przyłączy. Ilość gniazd RCA jest więcej niż wystarczająca, a ich jakość nie pozostawia żadnych zastrzeżeń. Mamy więc aż pięć wejść, dwa wyjścia oznaczone jako TAPE oraz co będzie dla niektórych osób ważne - pasywne przejście do kolejnych urządzeń audio. Sporo jak na codzienne oczekiwania nawet wymagającego użytkownika. Mamy też (jak to w przypadku wzmacniaczy bywa) porządnej klasy przyłącze do przewodów głośnikowych. Ilość pozostawionego wolnego miejsca wokół gwarantuje podłączenie nie tylko solidnych i grubych przewodów głośnikowych, ale bezproblemowe podłączenie przewodów konfekcjonowanych z myślą o np. Bi-Wiring. Po prawej klasyczne gniazdo przeznaczone do kabli zasilających - nic nowego, rzecz oczywista. Cały design może się podobać, nie jest przesadny w swej formie, delikatnie robi ukłon w stronę ludzi szukających odrobinę zmiany i delikatny powiew nowoczesności. Od góry znajdziemy bardzo ładnie wycięte otwory wentylacyjne, które więcej dodają niż odejmują górnemu panelowi. Pozostają nam obłe boczki. O ile sam ich kształt jak już pisałem powyżej - jest miłym dla oka akcentem XXI wieku, o tyle włącznik urządzenia znajdujący się z lewej strony rodem z taniego radyjka - mnie nie przekonał. Gotów byłbym zrobić wszystko, by przenieść go bliżej tyłu niż zostawić w obecnej formie (blisko przedniego panelu), ale może to swoiste skrzywienie osoby, dla której symetria w przedmiotach codziennego żytku oraz w otoczeniu jest bardzo istotna. No cóż, nie ma w życiu idealnych rzeczy zobaczymy więc, czy zrekompensuje to odsłuch. Dla naszej dziennej wygody otrzymujemy pilot. Niewielki i sprawiający wrażenie, że w swej wielkości może nie jest dopasowany do stojących na półce urządzeń. Lecz uwierzcie mi na słowo - sprawuje się wyśmienicie. Zapewne ideą przy tworzeniu pilota była jego prostota i minimalizm na rzecz czystej funkcjonalności. Jeśli ktoś chciałby stawiać temu zarzut - niech powstrzyma się, na rynku bowiem małe piloty stanowiły już nie raz powód do zachwytu, a w przypadku niektórych - próbowano wręcz kopiować design. Tu nie mamy ani kopii, ani dużego pilota. Jest tyle, by nie zabierało nam zbytniej przestrzeni na stole czy obok nas w trakcie odsłuchów. Drugim z urządzeń jest przetwornik cyfrowo-analogowy Digitube S-192. Ten DAC pracujący w czystej klasie A idealnie kształtem nawiązuje do wzmacniacza ZXT-70 i obydwa urządzenia są idealnie stworzone dla siebie pod względem designu. Przód jest prosty i czytelny. Nie wymaga nawet długiego czasu do namysłu, by wiedzieć "o co chodzi". Mamy niewielki przycisk INPUT, którym dokonujemy wyboru źródła z jakim DAC ma pracować, każde z nich oznaczone jest kolejną cyfrą i diodą w kolorze identycznym jak te użyte we wzmacniaczu. Po prawej - wyświetlacz sygnalizujący nam tryb pracy. Jak na tego typu urządzenie - więcej z przodu oczekiwać wręcz nie wypada. Tył za to cieszy oczy od pierwszej chwili! Mamy wszystko, co chcieć powinniśmy. Jest podwójne wejście COAXIAL, AES/EBU, mamy TOSLINK. Do tego USB do podłączenia komputera jako źródła. Przy okazji mamy także wyjście cyfrowe w standardzie COAXIAL. Po prawej gniazda wyjścia RCA do wysłania sygnału wprost do wzmacniacza. Na tylnej obudowie znajdziemy informację, że w naszych rękach posiadamy konwerter 32 bitowy o maksymalnej częstotliwości 192 kHz. W obecnych czasach może wydawać się to na tle konkurencji "niewiele", ale z ręką na sercu - ilu z czytających te słowa korzysta z plików o znacznie wyższych parametrach? A najistotniejsze pytanie brzmi - w jak dużym stopniu przekłada się to na rzeczywistą jakość brzmienia. Boczki jak w hybrydowym wzmacniaczu - akcentują swoją nowoczesność i stanowią formę miłą dla oka. Po lewej stronie natrafiamy na już opisany we wzmacniaczu przełącznik. No cóż, nie będę się pastwił (nad sobą?) nad urządzeniem, ale teraz przynajmniej jak postawię przetwornik z prawej strony - uzyskam pseudo symetrię (istnieje coś takiego?), mając obydwa przełączniki z tej samej strony. Obydwa urządzenia z logo Lector'a podłączamy dostarczonym nam okablowaniem. Black Cat Cable seria Matrix 3232 okazały się być nowe, więc postanowiliśmy nie męczyć siebie i dać im czas na wygrzanie. Przewody RCA wpięliśmy pomiędzy wzmacniacz, a DAC - dając im ten sam dodatkowy czas pracy na wygrzanie. Dodatkowe elementy systemu to w głównej mierze kolumny, które zmienialiśmy w trakcie trwania testu oraz źródła w postaci komputera i odtwarzacza CD. Test rozpoczęliśmy od wsłuchania się w najbardziej nam znane "kawałki muzyczne". Nie budowaliśmy w swojej głowie żadnego wyobrażenia przed odsłuchami, pozwoliliśmy na to, by muzyka po prostu płynęła. Za źródło w pierwszej kolejności posłużył nam komputer (MacBook Pro) z zainstalowanym programem Audirvana+. I... i byłbym nieuczciwy wobec samego siebie, gdybym napisał, że muzyka właśnie nie płynęła. Nie siliła się, nie mocowała z głośnikami. Wzmacniacz spokojnie budował scenę na tyle, by poczuć się jak w przytulnym klubie. Klubie, w którym z przyjemnością przychodzimy posłuchać muzyki, gdzie czas spędzamy ze świadomością tego, ile znaczy dla nas muzyka. W świecie Lector Audio Strumenti nie liczą się perfekcyjnie zagrane wysokie tony, tam ich nie znajdziecie. Tak wzmacniacz jak i DAC przekonuje nas (do tego słusznie), że perfekcja w muzyce zawsze oznacza całkowicie coś innego. I nie jest to zarezerwowane dla drogich urządzeń, nie oznacza to też potrzeby inwestowania majątku w dziesiątki pośrednich urządzeń w systemie, by poczuć muzykę. Tutaj wszystko po prostu gra. Górne zakresy dają się słyszeć, nie atakuja nas i nie męczą. Nie mamy poczucia ataku naszych uszu i nie musimy też zapraszać naszych czworonożnych pupili do drugiego pokoju w obawie o ich słuch. Nic z tych rzeczy! Muzyka w zakresie górnych częstotliwości układała się z resztą pasma, serwując delikatnie smaczki, nie opuszczając niczego co istotne. Więcej, wzmacniacz nie zabierał nam nic z prezentacji droższych systemów, jednak mieliśmy poczucie nie tyle mniejszej ilości detali - co ich uspokojenia. Poukładanie muzyki - tak można ująć w dwóch słowach prezentację muzyczną systemu Lector. Jeśli na początku wspominaliśmy o Ferrari i Wenecji, to zamiast toru wyścigowego z super szybkim autem - wyobraźcie sobie Wenecję. Gdzie płynąc w gondoli macie poczucie czerpania przyjemności z każdej chwili. ZXT-70 jak gondolier, zdaje się przy tym nie męczyć, nie śpieszyć i daje nam czas na czerpanie przyjemności z wycieczki po świecie muzyki. Średnie są umiejscowione w sposób należyty na scenie, ale bez wychodzenia do przodu. Tutaj nie oczekujmy wokali sprawiających wrażenie, że artystka śpiewa nam wprost do ucha. W kinie cecha pożądana, gdzie lektor musi być czytelny i niezagłuszony efektami specjalnymi. W muzyce wokal jest częścią - nie sednem prezentacji. Oczywiście są utwory skupiające naszą uwagę na głosie artysty i tutaj hybryda Lector'a realizuje to w sposób jak najbardziej właściwy. Jedyne czego nie znajdziecie to ogromnej sceny, po której artysta poruszałby się niczym Mercury po Wembley. No cóż, koncertowe granie to nie jest, pora więc wrócić na ziemię i usiąść wygodnie w naszym ulubionym klubie, gdzie muzyka płynie tak, jak to lubimy najbardziej. Kiedy odsłuchiwałem Annę Marię Jopek z jej rewelacyjnego albumu "Farat", dało się czuć klimat i wyrażane emocje. Wybór zresztą świadomy, bo gdybym miał dziś wybrać się do klubu i poczuć emocje - Ani głos i repertuar albumu "Farat" byłby idealny, by poczuć to, co w muzyce najważniejsze - emocje. Tak, system Lector'a buduje klimat i daje emocje przez duże "E". Jeśli przychodzi mu zmierzyć się z perkusją - realizuje to w sposób adekwatny do rodzaju muzyki i samego nagrania. Tam, gdzie realizator dołożył "swoje 3 gorsze" i niskie mają zatrząść fotelem - Lector nie udaje i nie serwuje nam na pół gwizdka niskich. Jest moc, jest powietrze, są niskie. Wszystko zależy od samych głośników, bo wzmacniacz sprawiał w testach wrażenie, że nie zabraknie mu mocy nawet przy solidnie zaznaczonych niskich, gdzie stopa perkusisty nie oszczędzała się. Niskie to szereg różnych składowych na całość, nie mamy wrażenia jednolitości i zlepku dźwięków. Jest ta wręcz oczekiwana różnorodność. Oczywiście nie daliśmy wzmacniaczowi zadań niemożliwych do zrealizowania. Nasze kolumny głośnikowe nie należały do przesadnie wymagających i sięgających niebotycznego pułapu cenowego. Ale też nie taki był cel testu, by zamęczyć wzmacniacz konstrukcjami kilka razy droższymi i wymagającymi dużych oraz prądożernych końcówek mocy. Wzmacniacz pokazywał co oznacza muzyka w naszym sercu, niekoniecznie jako wyobrażenie w naszej głowie. I piszę o tym w rozumieniu na plus dla konstrukcji. W głowie zazwyczaj każdy z nas ma "wyrobioną" prezentację i kreuje oczekiwania brzmienia. Wystarczy przejść się do dobrego klubu czy na koncert z kameralnym klimatem. Nasze wyobrażenie znika, wciągamy się coraz bardziej w muzykę naszym sercem. Tak, Lector Audio Strumenti oferuje swoiste narzędzia do pokochania muzyki, nie sprzęt audio mający nas zaskakiwać swoją koncertową prezentacją czy kinowymi efektami każdych instrumentów. Bohemian Rhapsody w formie koncertowego wydarzenia musicie pozostawić innym urządzeniom, lub najlepiej udać się do dobrego kina. Dobry wieczór przy muzyce? Na odsłuch wzięliśmy Rhye i album "Woman". Utwór "Last Dance" wywołał ogromną porcję pozytywnych emocji. Odpłynąć z muzyką - to chyba największa rekomendacja dla urządzenia. I może gdybym przy tym był sam... ale w odsłuchach brała udział większa ilość osób. Za każdym razem wracaliśmy do kilku utworów sprawdzić, czy rzeczywiście "tak to dobrze brzmi", czy może to urok minionego dnia. No cóż... i te słowa kieruję do dystrybutora na Polskę - Panie Kamilu, zabiera Pan dorosłym mężczyznom "zabawkę" dającą niesamowitą przyjemność ze słuchania muzyki. Jeśli mi ktoś nie wierzy, proszę posłuchać "Verse" z w/w albumu! Pora na zmianę, z głośników Harbeth przechodzimy do konstrukcji o odmiennej filozofii budowy i samej prezentacji muzyki. To, co znów na plus - nawet zmiana na najnowszą konstrukcję firmy Monitor Audio model 300 Gold nie przynosi "uszczerbku" na przyjemności ze słuchania muzyki. Może nie jest tak przytulnie i miękko, a wstęga dodaje ciut więcej niż "normalne" konstrukcje "swojego" w brzmieniu. Nadal jednak czujemy klimat dobrego grania, gdzie muzyka ma nas nie tyle czarować efektownymi wstawkami, ile oczarować swoją różnorodnością. Nie bylibyśmy sobą, gdyby nie wyciągnąć naszego okablowania i wpiąć zamiast (nazwijmy to) "dedykowanego" i zalecanego przez dystrybutora. Bo w końcu po to czasem służy sprzęt, by szukać odpowiedzi "jak zagra" z czym innym. Zmieniła się w niewielkim stopniu barwa. Wpływ na to ma sam przewodnik - z miedzi na srebro, nie oszukujmy się - różnice musiały być i były słyszalne. Przyznam rację dystrybutorowi - synergia pomiędzy urządzeniem, a okablowaniem jest istotna i nie może być pomijana kwestia tego, jakie kable są wpięte w nasz system. Oczywiście, nasze poszukiwanie ograniczyło się do zmiany okablowania z jednego producenta na drugiego. Być może włączając w system jeszcze inne okablowanie - kolejnej marki - mielibyśmy szansę odkryć coś nowego, zapewne też inaczej brzmiącego. Pytanie tylko na co odkrywać koło na nowo, skoro system złożony z tego, co proponuje Lector Audio Polska zgrał się wyśmienicie, czego dowodem była zmiana jaką uzyskaliśmy po wpięciu naszych (zaznaczmy - droższych) kabli. Po zmianie okablowania nie poszliśmy ani na krok do przodu pod względem jakości, otworzyła się w stopniu minimalnym góra i uzyskaliśmy nieznacznie bardziej otwartą średnicę. Lecz brzmienie ze względu na srebro jako przewodnik w naszym odczuciu - wiele straciło. Na tyle, że z przyjemnością wróciliśmy do poprzednich konfiguracji z Black Cat Cable. DAC Lector'a to przetwornik, który spisuje się wyśmienicie nie tylko w połączeniu ze wzmacniaczem tej samej firmy. Mieliśmy okazję podłączyć go do wzmacniaczy innych firm (w tym Moon'a). Pozostaje napisać - "klasa A sama w sobie". Nie czujemy cyfrowej naleciałości czy swoistej nerwowości. W sumie ciężko nawet napisać, z czym by się nie sprawdził ten przetwornik, bo jakość uzyskiwana na wyjściu jest tak duża, że na pewno sporo doda pod względem jakości w Waszych systemach. Nie będzie ujmował niczego w posiadanym systemie. Łącząc DAC z odtwarzaczem CD (który miał wbudowany DAC) słychać było różnicę w jakości. Nie dziwmy się więc, że sporo osób decyduje się na rezygnację z wbudowanych przetworników w swoich odtwarzaczach, na rzecz osobnych elementów w torze audio. Tutaj płaci się za to, co jest namacalne i słyszalne. Odtwarzacz CD po podłączeniu do Digitube S-192 zyskał na barwie, na dociążeniu i masie. Zeszła swoista suchość nagrania, która dominuje w przypadku tańszych odtwarzaczy. Zamiast "grania" odtwarzacz podał dane cyfrowe, a DAC od Lector'a zrobił to, czego oczekujemy od dobrej klasy przetworników - pokazał muzykę. Przyszedł ten moment, w którym należy wstać i wyjść z klubu, i to pomimo tego, że muzyka tak ujmuje nas i nasze serce. Przychodzi więc i taki czas, kiedy trzeba wszystko spakować i czekać na kuriera... a sprzęt mający tak wielki potencjał rozkochiwania ludzi w muzyce - musi wrócić do dystrybutora. Smutny niestety to czas. Tak, to nie jest sprzęt, w którym zakochacie się "bo jest w każdym sklepie". To nie jest sprzęt, w którym zakochacie się, bo koncerty AC/DC zabrzmią na nim, jak koncert tego zespołu w Poznaniu. Nic z tych rzeczy. Nie wykreujecie sceny 40 metrowej w szerz z ZXT-70, nie będziecie przy tym mieli poczucia wielkości sali koncertowej niczym w trakcie finału Konkursu im. Fryderyka Chopina. Wzmacniacz jak na hybrydę tej klasy przystało - zagra nawet ciężkie brzmienie - nie udając przy tym tego, czym nie jest. Lector okaże Wam muzykę - z całym drivem w przypadku rocka, z nutką emocji i nostalgii (jak na albumach u Ani Jopek). Płyty Vangelisa czy Vollenwaidera zaskoczą wszystkich bogactwem różnorodności brzmienia, bogactwem dźwięków. Dźwięków, które wydają się bliższe faktycznym, bardziej neutralne - ale nie pozbawione emocji. Jeśli miałbym postawić tak wzmacniacz jak i DAC po jednej ze stron ciepła czy zimna - byłaby to zdecydowanie strona ta cieplejsza. Ale nie sztucznie zmiękczana i usilnie nas przekonująca "nie potrzeba w muzyce życia". Jest blask w tym brzmieniu i swoboda kreowania tego. Ale nie dominuje to nad przekazem, stanowi swoiste zaznaczenie i pokazanie "muzyka jest różnorodna". PODSUMOWANIE: Lector to przygoda z muzyką, to gondola nieśpieszna wrażeń od pierwszej chwili. Jesteśmy zaproszeni do swoistej podróży po "Wenecji" naszych marzeń, gdzie czas przemija wolniej, a wszystko co cenne i zapewne do tej pory ukryte - nagle zdaje się nabierać prawdziwej wartości. W systemie przygotowanym przez Lector Polska taką wartością jest muzyka. Ta prawdziwa, nie wykreowana przez nasze oczekiwania. Kupując tak wzmacniacz jak i DAC (a najlepiej wspólnie) otrzymujecie bilet do bardzo długiej podróży, gdzie nie skupiacie się na sztucznie generowanych emocjach przez tłum nas otaczający. Poznacie wartości ważniejsze, spokój i piękno z płynącej muzyki. I tylko wieczorem nie przesadzajcie z pokrętłem głośności. Faith no More potrafiło pomimo delikatnego oporu chromowanego pokrętła pompować masę powietrza, a opór był tylko pozorny i to tylko ze strony błyszczącego - chromowanego pokrętła. Wzmacniacz nie stawiał najmniejszego oporu i zdawał się przy tym nie czuć nawet odrobinę "zmęczony". Można napisać - bawił się dźwiękami tym bardziej, im bardziej my czerpaliśmy z tego przyjemność. Są urządzenia drogie i tanie, jest ogromny wybór na rynku. Jak na kramie "dla każdego coś dobrego". I jest Lector, który nie kocha się w strojeniu piórek na bazarze. On będzie stał dumnie w salonie każdego melomana, który zna pojęcie "dobra muzyka". Ten sprzęt nie potrzebuje ładnego baneru reklamowego, kolorowych wystaw. Teraz już wiecie dlaczego Lector nie konkuruje na sklepowych półkach z innymi markami o kawałek podłogi? Nie musi o to zabiegać, zauroczy Was nie tyle sobą co muzyką. Na tyle, że na koniec naszej (w tym mojej) przygody z tym sprzętem - zapomniałem jak bardzo psioczyłem na początku na przełącznik zasilania. Po kilkunastu godzinach nie było to istotne i gdyby nawet zdecydowano się umieścić go z przodu - jakoś bym to przeżył. Z bólem serca, ale w tym wszystkim to muzyka stanowiła by sedno mojej zapewne długiej przygody z Lector Audio Strumenti. Czy kochacie Włoską kuchnie czy nie, zapewne pokochacie sprzęt ze znaczkiem "Lector". Włosi to nie tylko przygoda z czerwonym Ferrari i wycieczki gondolą po Wenecji. Od 1982 roku to muzyka przez duże "M" i właśnie emocje z nią związane. Może pora przestać szukać brzmienia i skupić się na muzyce, jeśli taki macie plan w życiu - wiecie więc gdzie zadzwonić i zrealizować swoje plany. Zatęsknimy za sprzętem Lector Audio, to pewne. Ale cóż stoi na przeszkodzie by zwolnić miejsce i przed długimi, zimowymi wieczorami nie przygotować w swoim domu prywatnego klubu z muzyką, dobrą muzyką. Nie trzeba będzie nigdzie wychodzić, a z Lector'em umilającym nam czas - znajomi sami będą przychodzić! Cena katalogowa: ZXT 70 - 8500 złotych. DAC Digitube S-192 - 9500 złotych. Coś od technicznej strony: Wzmacniacz posiada w pre 2 lampy 6922/Ecc88 Moc wyjściowa: przy 8 ohm - 70 Watt na kanał i aż 100 Watt przy 4 ohm. DAC Digitube S-192 pełne wyjście lampowe klasa A. lampy wyjściowe ECC 81 i ECC 83. Pomiary (za Lector Audio): http://www.lector-audio.com/DTS192.htm Sprzęt godny polecenia wszystkim zmęczonym wiecznym poszukiwaniem "lepszego brzmienia". Dla tych, którym muzyka gra w sercu od dłuższego czasu, a nie siedzące w głowie wyobrażenie o muzyce. Świetna także propozycja dla wszystkich początkujących melomanów, którzy chcą uniknąć niepewnych inwestycji i ciągłego gonienia za mitycznym króliczkiem. Za sprzęt do testów dziękujemy dystrybutorowi marki Lector. Wielkie podziękowania dla p. Asi i p. Kamila za cierpliwość. http://www.lectoraudio-poland.pl AudioRecki (Magazyn AudioStereo)
  5. 2 points
    Ostatnio wspominaliśmy o nowym teledysku, piękne wykonanym i równie kontrowersyjny - pod wymowną nazwą "Deutschland". Co oczywistym, materiał filmowy zapowiadał nadejście nowego albumu formacji dowodzonej przez Tilla Lindemanna. I tak też się stało, że po 8 latach oczekiwania do rąk fanów zespołu trafi nowy album zespołu. W trackie wywiadu jaki miał miejsce kilka miesięcy temu, Kruspe (gitarzysta Rammstein) przyznał, że materiał na nową płytę był miksowany przez Rocha Costey'a (współpracował mn. z MUSE). Richard zapowiedział przy tej okazji, że zespól zamierza nakręcić 5 nowych teledysków związanych z planowanym na ten rok albumem. Jest więc mocna zapowiedź po 8 latach oczekiwania! Nowy album o nader (jakby) oryginalnej nazwie "Rammstein", to materiał nad którym zespół pracował od 2015 roku. Trochę więc czasu zespół poświęcił i z pierwszych materiałów jakie mamy - jest na co czekać. Czy jednak nowe utwory zyskają taką popularność, jak: "Amerika", "Pussy" czy rewelacyjne "Du Hast"... zobaczymy. Album ukaże się w połowie maja (dokładnie 17), a za dystrybucję w naszym kraju odpowiada Universal Music. Płytę obecnie znajdziecie w przedsprzedaży. Polecamy! Rammstein - "Rammstein" (2019) Tracklista: 1. DEUTSCHLAND 2. +ADI+ 3. ++++ DICH 4. A+S+Ä+D+R 5. ++X 6. P+PP+ 7. +AS +CH ++E++ 8. +IA+AN+ 9. WE++ WE+ 10. +A++OO 11. +ALL++ANN AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  6. 2 points
    "Życie bywa ulotne"... takie słowa słyszymy w obliczu poważnych tragedii ludzkich. Sami najczęściej stoimy obok i chcąc pomagać - nie wiemy jak to skutecznie zrobić. Czy aby na pewno jest to tak trudne? Zapewniam Was, że nie. A pomoc dana innym procentuje w naszym życiu wielokrotnie! Mamy dziś wielką przyjemność dołożyć malutką cegiełkę w promowaniu jakże szczytnej idei. Administracja wraz z Redakcją AudioStereo chciałyby zaprosić wszystkich swoich forumowiczów do wsparcia Fundacji Rak'n'Roll! Dodatkowym ważnym wydarzeniem związanym z Rak'n'Roll jest premiera teledysku nowego singla zespołu The Dumplings. Utwór został specjalnie stworzony dla Fundacji i opowiada o ludziach „pijanych życiem”, którzy silniej czują jego smak. Projekt powstał w ramach kampanii zachęcającej do przekazywania 1% podatku na Fundację Rak’n’Roll. Reżyserem nowego teledysku jest Olga Bołądź, która debiutuje w tej roli. ”Dla Nas KRS 0000 338 803” to utwór inspirowany doświadczeniami osób, które przeszły przez raka. Dzisiaj mówią o sobie, że są pijani życiem. Bohaterowie teledysku – Marta, Weronika, Kasia, Wioletta i Artur silniej czują jego smak. Takich historii jest więcej. Rak’n'Roll, dzięki 1% podatku, pomaga je pisać, inspirując do celebrowania życia w chorobie i po powrocie do zdrowia. Bohaterowie teledysku do piosenki „Dla Nas KRS 0000 338 803” inspirują do działania i udowadniają, że z rakiem można żyć, przez raka można przejść! Weronika wraz z początkiem roku rozpoczęła swoją wielką podróż po Koronę Ziemi: Dla Kasi obdarzonej niesamowitym głosem, udział w teledysku był spełnieniem marzeń: Z kolei Wiola o swoim doświadczeniu mówi, że „gdy wydawało się, że wszystko się kończy, życie zaskoczyło ją stawiając na drodze wielką miłość i szczęście”, Artur przebiegł maraton i szykuje się do kolejnych wyzwań biegowych, Marta nie tylko w 2018 r. weszła na Kazbek, ale również kilka miesięcy później wzięła udział w treningu biegów górskich TatraRunning! Marta, Kasia, Weronika, Wiola i Artur – przyjaciele i podopieczni Fundacji, którzy kiedyś zmagali się z rakiem, a dzisiaj celebrują życie, czerpiąc z niego jak najwięcej. Pomaganie nie boli - pamiętajmy o tym, a nasza pomoc innym daje realne wyniki, które jak widać powyżej dają szansę na nowe życie. Tak, "życie bywa ulotne", więc liczy się każda chwila. Ile byśmy byli gotowi dać, by nasze życie było mniej ulotne i lepsze? Pamiętajmy o jednym - za tymi imionami kryją się prawdziwe osoby, siostry, bracia, matki, kuzyni czy bliska rodzina. Realne przeżycia, realna walka o swoje "być". Pomagajmy więc, bo w ten sposób pomagamy sobie! '"Jestem szczęśliwy, że mamy swój pierwszy oryginalny projekt muzyczny - mówi Jacek Maciejewski, Strażnik Marki Rak'n'Roll. - Współpraca z The Dumplings okazała się po prostu świetna – Justyna napisała doskonały tekst, a muzyka Kuby zrobiła z tego przyszły przebój. Olga Bołądź jako reżyserka klipu okazała się rewelacyjna. Kolejny raz udało się zrobić tak, by kampania 1% Rak’n’Roll dawała coś fajnego tym, którzy nas wspierają, bo wiedzą, że „Nie ma Rak’n’Rolla bez procentów!”'. Dzięki zeszłorocznej zbiórce Fundacja podjęła wiele ważnych inicjatyw, m.in.: - udzieliła wsparcia chorym w przejściu przez raka, ale wcześniej w przejściu przez system opieki zdrowotnej. Takich podopiecznych w 2018 roku było 63. - zapewniła opiekę psychoonkologa dla chorych i ich rodzin. W 2018 r. udzielono 645 godz. bezpłatnych konsultacji, - zapewniła kompleksową opiekę Boskim Matkom – kobietom w ciąży chorym na raka – objęto opieką 46 kobiet i 36 noworodków. - wsparła tych, którzy są już po chorobie, lecz potrzebują pomocy, by ruszyć dalej w życie – w III edycji programu iPoRaku bierze udział 40 Ozdrowieńców, - kobietom w trakcie chemioterapii Fundacja przekazała 414 peruk z naturalnych włosów, - zorganizowała warsztaty urodowe i rękodzieła dla chorych. W warsztatach wzięło udział ponad 400 osób, - utworzyła Punkt Informacyjny w warszawskim Centrum Onkologii, - doprowadziła do stworzenia i oficjalnej publikacji zaleceń medycznych dotyczących badania USG piersi u kobiet w ciąży, - zorganizowała górski trening biegowy dla osób, które przeszły przez raka. Przebiegli Tatry! - przeprowadziła nowatorską kampanię profilaktyczną „Coś do nich mam”. 7000 kobiet zrobiło badanie USG! Jak widać po powyższych działaniach, nasz 1% daje tak wiele! Do wspierania Fundacji swoim 1% zachęca Administracja i Redakcja AudioStereo! AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  7. 2 points
    Jak zapewne zauważyliście nasz Magazyn się zmienia. Strona główna jest teraz bardziej przejrzysta. Dostęp do podziału według kategorii jest nadal dostępny. Napiszcie proszę jak Wam się podoba. Sprawdzamy różne widoki szablonów: Jednak pozostaniemy chyba przy tym, którego obecnie używamy. Oczywiście będzie jeszcze dopracowany.
  8. 1 point
    Natalię Sikorę zapewne znacie dzięki sukcesowi, jaki był jej udziałem w programie Voice of Poland. Część z Was zapewne poznała też artystkę dzięki świetnemu bluesowo-rockowemu albumowi „Bezludna Wyspa Bluesa”. Natalia od lat ciężko pracuje na swój sukces i ugruntowaną pozycję na rynku muzycznym. Realizuje się nie tylko jako aktorka, ale też stara się podbijać coraz większą ilość serc słuchaczy swoim głosem. Obecnie dużymi już krokami zbliża się premiera jej kolejnego albumu "Ailatan!". Z tej okazji już, w najbliższy wtorek w zaprzyjaźnionym Studio U22 w Warszawie odbędzie się przedpremierowy odsłuch nowej płyty artystki. Czym tym razem zaskoczy w swoich kompozycjach, będziecie mogli przekonać się 21 maja. Dzięki uprzejmości Studia U22 mamy dla Was 3 podwójne wejściówki. Wystarczy w postach zgłosić chęć swojego udziału w tym wyjątkowym spotkaniu. Kameralna atmosfera panująca na Al. Ujazdowskich 22 wręcz zachęca do udziału i przedpremierowym odsłuchu płyty. Impreza rozpoczyna się o godzinie 19:00, a Natalii towarzyszyć będzie Darek Kozakiewicz, związany m.in. z zespołem Perfect. Zapraszamy serdecznie! AudioRecki (Magazyn AudioStereo) https://studio-u22.com
  9. 1 point
    Kiedy otrzymałem album do rąk pomyślałem "ok, będzie jak z St Germain, czyli będzie (jakby) dobrze". Otóż wszelkie tego typu projekty przecinające wiele gatunków - w tym co najważniejsze - jazz, potrafią sprawić recenzującemu wiele problemów. Są to problemy natury subiektywnego odbioru muzyki, bo czym jest muzyka? Czy z góry narzucone style i sztywne ich trzymanie się już jest muzyką, czy może jednak prawdziwą muzyką nazwiemy wszystko, co jest poszukiwaniem nowego wyrazu i sposobem dotarcia do słuchacza czymś niebanalnym. Gdzie jest granica czegoś nowego, na ile muzyka w dobie tylu utartych i ustalonych z góry brzmień jest nadal otwarta na poszukiwanie, i eksperymentowanie? Można by stwierdzić wprost, że każdy dźwięk stanowi muzykę, a jedynie umiejętne budowanie tych dźwięków daje sukces. Pójdę dalej w swoich rozważaniach - cisza też jest muzyką. Dlaczego recenzja płyty Gniewomira Tomczyka i projektu Live zaczyna się w tak nietypowy sposób? Otóż album jaki dostałem, nie jest jak każdy inny. To nie są muzycznie utarte ścieżki, na które wchodząc wiemy skąd wychodzimy i dokąd docieramy. W przypadku recenzowanego albumu muzyka jest przygodą z dźwiękami ale i ciszą. Dokładnie tak, budowanie nastroju i klimat kompozycji wynika z umiejętnego (nad wyraz) operowania wieloma dźwiękami, wokalem i czasem też właśnie ciszą. Operowanie wieloma gatunkami na potrzeby budowania nastroju i tworzenia niesamowitego klimatu - to pierwsze co rzuca się w przypadku tego albumu. Pierwszy z brzegu utwór "The City", trwający dokładnie 8 minut i 21 sekund jest świetnym tego przykładem. Siadając w domowym zaciszu, znikając w fotelu z głową otwartą na muzykę, na dźwięki - ten dokładnie utwór wprost udowodni nam, że muzyka jako sztuka nie umarła. Na płycie znajdziemy kawałki bliższe stricte jazzowym klimatom, ale nie tylko i słusznie. Takim bliższym jest dla przykładu "Antoher Vision". Są też kompozycje od początku dobitnie trafiające do słuchacza, wprost atakujące bogactwem dźwięków i oddalające się od jazzowych "standardów". "Twinkle" odrywa nas od klimatu spokojnego klimatu, mamy tutaj zderzenie się i mieszkankę wielu gatunków - przy tym drum'n'bass jest swoistą wisienką na torcie. Gniewomir nie pozostawia w tym przypadku żadnych złudzeń - zaprasza nas do swojego "drum królestwa". Słuchając płytę mamy poczucie, że za każdym razem możemy zostać zaskoczeni zgoła czymś innym tak w samej dynamice, jak i w łączonych stylach muzycznych. Do tego dochodzi wokal, jaki zasługuje na osobną pochwałę. I dobrze ta mieszanka gatunków wychodzi, skoro album ma stanowić taką podróż, gdzie Gniewomir ze swoimi zespołem zaprasza nas na swoistą przygodę bez z góry ustalonych zasad - wchodzimy w to i naprawdę w pełni czujemy. Oczywiście byłbym skłamał, gdybym nie przyznał - w tej przygodzie z muzyką zawartą na "Quality Jazz Live" jest kilka z góry ustalonych zasad. Poza kreatywnością artysty i świetną swobodą w operowaniu nie tylko gatunkami, ale i dźwiękami - mamy właśnie wspomniane powyżej doskonałe poczucie budowania atmosfery w każdym utworze. Jazz nie wymaga komplementacji, jazz się czuje i kocha - lub nieświadomie omija szerokim łukiem. Kolejną zasadą jaka panuje na płycie - każde nagranie od strony prezentacji muzycznej jest realizowane na wysokim poziomie. 7th Horizon (Live) z części bonusowej pokazuje jak cały zespół bawi się rytmami i brzmieniem. Jak ważny przy tym jest słuchający i jak ważne jest wciągnięcie go w muzykę dowodzi kolejny utwór "B.Y.O.C." (wraz z The Blu Mantic). Tym utworem bawimy się na całego z zespołem, tutaj wszyscy żyją muzyką i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Komu polecam płytę? Jeśli kochacie jazz łączony z innymi gatunkami, lub jazz we wszelkich jego odmianach - zdecydowanie tak. Jeśli szukacie czegoś niebanalnego, gdzie muzyka jest sztuką i macie przy tym czas na w pełni oddanie się dźwiękom płynącym z głośników - płyta obowiązkowa. Melomani kochający dobre realizacje (nie tylko obejmujące jazz) znajdą w tym albumie świetnego kompana do wieczorów z muzyką przez duże "M". Ostrzegam jednak tych, którzy muzyką nie bawią się i nie czują jej. Dla których eksperymentowanie z dźwiękiem czy nieprzewidywalność kompozycji jest nie do przyjęcia - płyta może nie wpłynąć pozytywnie na Wasze zrozumienie czym jest muzyka. Zacząłem od wspomnienia na początku o swoistym projekcie St Germain - Ludovica Navarre'a. Nie przez przypadek, przez ponad 2 dekady muzyka francuskiego artysty znajduje wielu odbiorców. Tak, jak to bywało w przypadku Navarre'a, tak jest obecnie w przypadku Gniewomira i jego projektu, i trzeba napisać to wprost - album "Quality Jazz Live" to fascynująca mieszanka wielu gatunków muzycznych i wysmakowanego jazzu. Absolutnie też proszę nie stawiać równości w brzmieniu czy formie muzycznej tych dwóch artystów! To zgoła odmienne podejście do słuchacza, ale mianownik praktycznie wspólny. Tak, album Gniewomira będzie się podobał tym wszystkim, którzy są świadomymi odbiorcami muzyki, dla których wyjście do klubu na koncert nie oznacza własnego zaszufladkowania. To album dla tych, którzy poszukują kontaktu z muzyką, nie utożsamiają się poprzez koszulki czy fryzury z jakimś gatunkiem muzycznym czy wykonawcą. Jeśli kochacie dobrą muzykę, macie za sobą (dosłownie) wypady na koncerty dla zasady "bo kocham muzykę", bez zwracania uwagi kto gra i dlaczego, kochacie spontaniczność w takich wypadach - musicie kupić opisywany album Gniewomira. Projekt ten zabierze Was gdzieś... i chyba tylko sami będziecie w stanie określić dokąd dotarliście. Ale całą muzyczną podróż macie zagwarantowaną na bardzo wysokim poziomie. Z muzyką przez duże "M". GNIEWOMIR TOMCZYK – perkusista, perkusista hybrydowy, pedagog. Absolwent Akademii Muzycznej im. I. J. Paderewskiego w Poznaniu, w klasie perkusji jazzowej prowadzonej przez prof. Krzysztofa Przybyłowicza. Laureat I Nagrody na Ogólnopolskim Festiwalu Rytmu Drum Battle. Założyciel oraz lider zespołu: Gniewomir Tomczyk / Project. Współpracuje na stałe m.in. z zespołem elektronicznym XXANAXX, producentką MIN t czy wokalistką Patrycją Zarychtą. Występował oraz współpracował z wieloma znakomitymi artystami. Dla osób kochających muzykę i poszukujących kolejnych wrażeń z różnymi gatunkami muzycznymi - dzięki uprzejmości Agencji IMAGE TEAM - mamy do przekazania jedną płytę (https://www.facebook.com/imageteam.net) Wystarczy pozostawić pod artykułem swój komentarz, w którym podacie przynajmniej jednego artystę (lub zespół), z którym współpracował Gniewomir Tomczyk. Już na wstępie podpowiem, że dorobek w karierze artysty jest naprawdę imponujący, zadanie więc macie dosyć proste. Na Wasze posty czekamy do 5 maja. Spośród wszystkich (nawet powielajacych się) odpowiedzi, wybierzemy jedną, a jej autor otrzyma wprost do domu album "Quality Jazz Live". Zapraszamy do udziału i polecamy album! AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo).
  10. 1 point
    „Age of Unreason” to tytuł nowego albumu legendarnego Bad Religion. Ta pochodząca z Kalifornii punk-rockowa kapela przez wiele lat nieustannie zaskakiwała świeżością pomysłów, a kolejne albumy przynosiły (lub nie, o tym za chwilę) uznanie fanów. W moim odczuciu spośród pozostałych szesnastu studyjnych - New Maps of Hell z 2007 roku była jednym z ostatnich - sensownych albumów. Widać to było coraz bardziej aż do „True North” z 2013, którym zespół zapowiadał, że ma to być ostatni album w dyskografii Bad Religion. Byłoby to zaskakujące, że kapela zasługująca na szczególne uznanie za genialne melodie na np.: "The Gray Race" odeszłaby z rynku muzycznego z czymś tak słabym jak prosty do bólu "Vanity". Utwory są po prostu męczące i monotonne - kompletnie nie wnoszące nic, czego oczekują fani nie tylko zespołu o takiej renomie i doświadczeniu, ale i wielbiciele gatunku. Obecnie zapowiadany jest siedemnasty album Bad Religion, który ma (podobno) zatrzeć złe wrażenie i pozostawić po zespole solidną porcję dobrego brzmienia. Album zatytułowany jest jak wspomniałem powyżej - „Age of Unreason” i ukaże się na rynku już 3 maja nakładem Epitaph Records. Greg Graffin o nowym albumie: "Kiedy zobaczyłem te wszystkie nagłówki o tym, jak świat schodzi na psy, zacząłem naprawdę wiele czytać. Między innymi o rewolucji francuskiej, amerykańskiej, o wojnie domowej. I rozpoznałem w tym pewien wzorzec, w który nie powinniśmy się zagłębiać. Przestrogi ku temu są wystarczające. Każde dziecko powinno o tym wiedzieć, choć ludzi ogółem trudno przekonać do lektury na ten temat. Może ten album okaże się pomocny." Jeśli tym albumem nie da się uratować świata (w co wątpliwe - nie takim dziełom przyświecał taki cel) , to przynajmniej (oby) dało się uratować dobre imię tej legendarnej formacji i jej zapowiadany album okazał się być lepszym, niż poprzedni. Płyta promowana jest singlem i video klipem "Chaos From within": AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo) Bad Religion “Age of Unreason” (2019) 01. Chaos From Within 02. My Sanity 03. Do The Paranoid Style 04. The Approach 05. Lose Your Head 06. End Of History 07. Age Of Unreason 08. Candidate 09. Faces Of Grief 10. Old Regime 11. Big Black Dog 12. Downfall 13. Since Now 14. What Tomorrow Brings 15. The Profane Rights Of Man (bonus)
  11. 1 point
    Johny Deep, Joe Perry i Alice Cooper - jeszcze kilkanaście lat temu słysząc te nazwiska i pytanie "co je łączy", odpowiedź nie mogłaby być taka oczywista, jak obecnie. O ile Perry i Cooper stanowią obecnie pokolenie nazywane dinozaurami mocnego brzmienia, to Johny Deep stanowi zaskakującą część tego trio. Oczywiście wszystkie trzy nazwiska nikomu nie trzeba przedstawiać, ale od 4 lat należy je łączyć w jeden muzyczny projekt - supergrupę Hollywood Vampires. Po udanym ich pierwszym albumie (2015 rok), który zaskakująco odnalazł sporą rzeszę fanów i przebił się na listach gdzieś po środku pierwszej setki - nadeszła informacja, że panowie lada moment wydadzą swój drugi album. Płyta ma ukazać się już 21 czerwca, a całość zwiastuje singiel „Who’s Laughing Now”, który promowany jest poprzez lyric video. Jak mówi Alice Cooper: ' "Rise” jest nie tylko innym tworem niż pierwszy album Wampirów, ale również jest bardziej unikalny od wszystkiego, co kiedykolwiek nagrałem. Podszedłem do niego całkiem inaczej, niż zwykle, gdy pracuję nad albumem. Każdy z nas, tj. Joe, Johnny, Tommy i ja napisaliśmy piosenki na „Rise”. Nie próbowałem nadać utworom stylu Alice Cooper. Każdy z nas ma inne doświadczenia, więc brzmienie tego albumu jest bardzo fajne. Myślę, że dzięki tej płycie ustalamy prawdziwe brzmienie Wampirów, ponieważ przy pierwszym krążku bardziej przechylaliśmy kapelusze w stronę naszych upadłych rock’n’rollowych braci.' Na nowym albumie znajdzie się aż 16 utworów i składać się ma głównie z oryginalnego materiału stworzonego przez zespół. Na płycie znalazło się także miejsce dla trzech coverów. Mają to być utwory tych wielkich, którzy odeszli zbyt wcześnie: Davida Bowie, Jim Carroll Band oraz Johnny’ego Thundera. Producentem albumu "Rise" obok samego zespołu jest także ceniony Tommy Henriksen (Alice Cooper, Warlock) Będzie więc czym męczyć sąsiadów po nocach. AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  12. 1 point
    W Stanach muzyka R&B od wielu dekad nie traci na popularności. W Europie (co widać po sprzedaży) też trafia na spore zainteresowanie. Spośród wielu znanych nazwisk jedno zasługuję na szczególne przypomnienie - Mary Jane Blige. Przez jednych nazywana królową R&B, przez innych "ciocią Mary„, artystka od prawie 3 dekad w znaczący sposób zaznacza swoją obecność na scenie muzycznej. Jej pierwsze albumy "What's the 411?", "My Life" czy "Share My World" zyskały status w USA potrójnej platyny. Ostatni okres artystki to w głównej mierze związanie się ekranem (tym dużym jak i małym) i gra aktorska. Wystąpiła w mn.: "Rock of Ages" (jako Justice) czy obecnie w serialu Netflix - "The Umbrella Academy" (2019) Fani Mary J. Blidge jako piosenkarki już powinni zacierać ręce - artystka bowiem oficjalnie zapowiedziała powrót do studia i rozpoczęcie pracy nad... dwoma kolejnymi albumami. Jak sama stwierdziła, jej nowe albumy mają odzwierciedlać całe życie kobiety, które są szefami dla siebie i w pełni mając tego świadomość - wprost mogą to wyrażać światu, że "są teraz szefami". Przekaz może i skomplikowany, ale kto by tam zrozumiał kobietę? To oczywiście żart, bo królowa R&B doskonale trafia ze swoim muzycznym przekazem do sporej grupy fanów (w tym mężczyzn). Jest więc na co czekać! AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  13. 1 point
    Marilyn Manson ostatni album wydali nie tak dawno, bo w 2017 roku. "Heaven Upside Down" okazał się jednym z lepszych albumów zespołu Mansona "ever", a na pewno najlepszym z ostatnich lat. Chodziły wręcz słuchy, że Manson nie tylko zatracił duszę, ale także stracił całkowicie kreatywność. Na samym byciu "dyżurnym Antychrystem" niestety dłużej pociągnąć się nie da. Musiało przyjść więc coś więcej i przyszło. "Heaven Upside Down" to płyta dobra, a miejscami bardzo dobra. Nie pobiła rzecz jasna absolutnego mega-hitu płytowego "The Golden Age of Grotesque", ale okazała się bardzo udana i przyniosła spore zainteresowanie na rynku muzycznym. Tak więc "Heaven Upside Down" to album artystycznie świeży i perfekcyjnie zrealizowany. Sam Marylin Manson postanowił jednak nie odpoczywać i ukazała się zapowiedź kolejnego albumu. Co więcej - nowy album, który ma szansę ukazać się jeszcze w tym roku, ma być współtworzony z uwaga... Shooter Jenningsem. OK, każdy wie kim jest właściwie Jennings? I słusznie, w naszym kraju c.a. 90% nie ma pojęcia kim jest ten muzyk i pojęcia mieć nie może. Ale za to w USA sytuacja ulega całkowitej zmianie. Otóż pan Jennings jest bardzo popularnym muzykiem country, który na swoim koncie ma już 10 całkiem udanych albumów. Tak, dobrze czytacie - Marylin Manson i kompozytor oraz muzyk country podjęli się wspólnej współpracy, by stworzyć nowy album. No dobra, to nie żart na pierwszego kwietnia - poważnie! Najlepszym komentarzem w tym miejscu niech będą słowa samego "Antychrysta": "Poczułem, że to dobry czas na zmianę i zaprzyjaźniłem się z Shooterem. On jest geniuszem muzycznym. Przypomina mi Dude'a z filmu "Big Lebowski". Mamy inne wibracje, ale nie muszę mu ciągle mówić, co myślę." No więc... jeśli Shooter jest jak Lebowski, przepraszam - ale "wchodzę w to" i czekam na płytę. Nie mam wręcz pojęcia co z takiej mieszanki wyjdzie, ale na samo hasło "Dude" i "Big Lebowski" z automatu jestem na "tak". Jak sam Manson wyznaje, jego nowy album będzie brzmiał jak mieszanka krążka "Diamond Dogs" Davida Bowiego z 1974 i brzmienia brytyjczyków z Killing Joke. Napiszę tylko tyle: "niezła jazda" i "czekamy więc". (AudioRecki, Magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  14. 1 point
    Czasem w rozmowie o muzyce pada pytanie o "tego kolejnego", wielkiego gitarzystę z Pink Floyd... i młodsze pokolenie ma duże problemy, by wymienić wszystkich z nich. Bardziej osłuchana młodzież powie "Waters", czasem uda się wspomnieć Gilmour'a. A o Snowy White wspomina naprawdę niewielu. Kiedy siadając z takim młodym człowiekiem do odsłuchu płyt puścimy Bird Of Paradise lub Midnight Blues pada często "znam to!" I słusznie, bo dobrych muzyków (więcej - bardzo dobrych muzyków) należy znać. Muzyka jest sztuką i jako taka rozwija nas w wielu wymiarach, kształci świadomość i potrzeby (często także te duchowe). Dlaczego taki wstęp? Bo każdy, kto z melomanów odpłynął w trakcie odsłuchu w/w utworów White'a wie o czym piszę. Muzyka, w tym taka jaką prezentuje wspomniany muzyk, jest sztuką przez duże "S", do tego często dająca okazję do poznania samego siebie. Terence Charles "Snowy" White to legenda bluesa i rocka. Koniec kropka. Swego czasu poza grą z kapelą Pink Floyd grał także z Thin Lizzy. Na przestrzeni lat nie unikał jednak solowych kompozycji i albumów wydawanych pod swoim nazwiskiem. Zresztą z bardzo ciepłym i dobrym odbiorem słuchaczy. Jeszcze nie tak dawno, bo kilkanaście miesięcy temu była okazja zapoznania się z kolejnym albumem artysty przewodzącemu The White Flames - Reunited. Album ten nie był w żadnym calu przełomowy, ale jakże wpisujący się w oczekiwania fanów klimatycznego bluesa oraz ciepłego w głosie, wręcz melodycznie recytującego słowa White'a. Utwór "Have I Got Blues For You" wpisuję się w takie klimaty idealnie i nie pozostawia złudzeń, że płyta zabiera nas w długą, klimatyczną podróż. Wystarczy posłuchać pierwszych dźwięków gitary i wszystko jasne. Muzyka sztuką - jak najbardziej! Rozpisałem się o tym co było... ale nie sposób pominąć tak ważnych informacji, kiedy piszemy o takiej postaci jak Snowy White. Jednak nie o czasie przeszłym, a o przyszłym mowa. I to wcale nie takim odległym! W tym miesiącu na rynku ma się ukazać nowa płyta muzyka wraz z zespołem. Zapowiedziany na ten miesiąc album "The Situation" ma przyciągnąć na kolejne długie wieczory słuchaczy. Nie ma w zapowiedziach stanowić milowego kroku, ale po tak wielkich muzykach nikt w końcu nie spodziewa się czegoś takiego. Jako frontman White tworzy idealną całość ze swoim zespołem i kolejne 12 pozycji na nowym albumie zapowiada się więcej niż wyśmienicie. Na pewno płyta absolutnie każdemu wpadnie w ucho, bez względu na preferencje muzyczne. A wielbiciele gatunku - no cóż, mają kolejny powód do zakupów bowiem płyta zapowiada się wybornie! Snowy White and The White Flames - The Situation (2019) Lista utworów: 1. The Situation 2. This Feeling 3. L. A. Skip 4. Can't Seem To Do Much About It 5. Crazy Situation Blues 6. Blues In My Reflection 7. Why Do I Still Have The Blues? 8. You Can't Take It With You 9. Migration 10. The Lying Game 11. Hard Blues 12. I Can't Imagine AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  15. 1 point
    Już niespełna dwa miesiące, kiedy na naszym rynku ukaże się w postaci CD oraz "czarnulki" mini album zespołu Vader. Ta pochodząca z Olsztyna kapela metalowa na rynku muzycznym to już swoista marka sama w sobie. Jedyne co mnie od zawsze zaskakiwało to częstotliwość zmiany składu zespołu. Kto tam już nie był... a raczej kogo nie było. Jeśli sięgnę pamięcią i do swojego osobistego zbioru muzyki - to ze wszystkich wydanych do tej pory albumów - najbardziej przypadł mi do gustu szósty album studyjny "The Beast". Moim zdaniem najlepsze na tej płycie okazały się partie solowe Maurycego „Mausera” Stefanowicza, zresztą sięgając po muzykę zespołu - dziecka "Mausera" czyli Dies Irae, też czuć jego wyjątkowo pozytywny i osobisty wkład muzyczny. No ale to czasy przeszłe, a wracając do samego tytułu "Thy Messenger" to mini album zespołu Vader, który pod koniec maja zagości na półkach sklepowych. Na mini płycie znajdziemy pięć pozycji z czego jedna - to klasyczna przeróbka utworu "Steeler" Judas Priest. I znawcom zespołu Vader nie trzeba nawet tłumaczyć pod jak ogromnym wpływem artystycznym Brytyjczyków byli i są chłopaki z Olsztyna. Wzorce solidne, a i zespół Vader to nie byle kapela metalowa. Może nie dostaniemy normalnej długości albumu, na EP'ce zobaczymy powrót do znanego od dwóch dekad Litany (w nowej wersji), możemy też utyskiwać na zbyt mocne, a nawet nazbyt brutalne brzmienie (aż niepodobne do tego, co znamy z innych albumów) - jednak to pierwszy album po blisko trzy letniej przerwie pokazujący, że ekipa z Olsztyna pomimo tylu lat na scenie, tylu zmian w składzie (obecnie znów kapela zaskakuje osobowo) - nie zapomniała jak się gra mocną, do tego dobrą muzykę heavy metalową. EP'kę (CD i winyl) będzie można nabyć pod koniec maja w każdym dobrym salonie muzycznym. Mocno polecam fanom gatunku... reszta no cóż, musi zrozumieć - nie wszystko jest dla wszystkich. Tracklista: 1. Grand Deceiver 2. Litany 3. Emptiness 4. Despair 5. Steeler AudioRecki (magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  16. 1 point
    Podobno nic tak nie napędza zainteresowania w obecnym świecie, jak kontrowersje i skandale. Im większy głos sprzeciwu, tym podobno "lepiej". Znamy to z naszego rodzimego "podwórka", gdzie wszelkiej maści celebryci i pseudo gwiazdeczki wychodzą z założenia - "nie ważne jak, byle mówiono". Rzecz jasna wszelkiej maści plotki i ploteczki o życiu pseudo gwiazdek nie są w zainteresowaniu Magazynku Kulturalnego AudioStereo, pozostawimy to odpowiednim tytułom prasowym czy portalom w sieci. Jest jednak powód powstania tego tematu. Otóż nasi zachodni sąsiedzi (a w szczególności politycy oraz wtórujący im przedstawiciele środowisk żydowskich zza Odry) uznali jako nie do przyjęcia wyrażanie swojego zdania artystycznego w takiej formie, w jakiej uczynić to miał zespół Rammstein. Ich zapowiedź jaka miała miejsce jeszcze nie tak dawno ( pół minutowy klip) wywoła istną falę krytyki na zespół, wręcz mówiono o skandalu. Czy faktycznie mamy powód do tak daleko idącej - negatywnej oceny nowego utworu? Czy klip "Deutschland" jaki zaserwował swoim fanom zespół Tilla Lindemanna zasłużenie podlega krytyce? Pozostawiam to już do Waszej oceny. Zapraszam do komentarzy, czy Waszym zdaniem były/są powody do uznania materiału muzyczno-filmowego zespołu za skandal? Czy teledysk oraz zawarta w nim treść jest jeszcze wyrazem artystycznym na pewne poglądy, czy już przekroczono wszelkie dopuszczalne granice, po których słowa skandal i kontrowersja są jedynymi - właściwymi, by opisać to, co przychodzi nam oglądać i słuchać. Zespół Rammstein jak zapowiedział tak zrobił. Właśnie opublikowano wg. niektórych kontrowersyjny klip. Zapraszam do oglądania i... komentowania! UWAGA! Treści prezentowane w filmie są oznaczone na YouTube jako niewłaściwe dla każdej grupy wiekowej odbiorców! Zespół zawita do Chorzowa już 24 lipca tego roku. Trasa koncertowa ma promować najnowszy album zespołu. Będzie się więc działo w Kotle Czarownic! AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  17. 1 point
    "Chcielibyśmy, aby więcej osób znajdowało swoją równowagę w trakcie słuchania muzyki, ponieważ muzyka łagodzi obyczaje" (Arkadiusz Harych, właściciel ZigZag). To prawda. Świat jest zabiegany, człowiek gdzieś gna przed siebie każdego dnia. Są jednak w naszym życiu takie chwile, w których oddajemy się swoim pasjom. Zatrzymujemy się na moment i odcinamy od zgiełku naszej codzienności. Sięgamy wtedy po wszystko to, co w naszym zrozumieniu jest "dla nas najlepszym", dającym nam przy tym zwykłą przyjemność posiadania. Staramy się często w takich momentach sięgać po rzeczy dobre i sprawdzone, których sama obecność w naszym otoczeniu daje ogromną przyjemność. Pewne jest jedno, dla takich chwil, dla siebie i bliskiego nam otoczenia szukamy rzeczy praktycznych, trwałych i do tego pięknie wykonanych. Jak to wygląda w praktyce wie każdy z nas. Niestety nie zawsze udaje nam się znaleźć to wszystko, lub poszukiwania takich rzeczy zajmują sporo czasu. Często w wyniku pośpiechu czy nawet naszej niecierpliwości - stawiamy na rzeczy niesprawdzone, nie mające realnego wpływu na nasze życie i często po prostu brzydkie. Dziś dzięki uprzejmości właścicieli firmy ZigZag Acoustic z Wrocławia, mamy możliwość przedstawienia miejsca, w którym realne osoby, mające podobne pasje i podobne potrzeby w życiu - odpowiedzialne są za produkcję przedmiotów w swej formie pięknych, a powstających właśnie z połączenia pasji do muzyki i miłości do rzeczy nietuzinkowych, i trwałych. Przyznam szczerze, że wywiad ten przyniósł mi ogromną osobistą przyjemność i wyciągnąłem zaskakujące wnioski. Otóż trafiłem do ludzi, dla których w relacjach „firma-produkt-klient” - to klient i jego potrzeby stanowią najważniejszy element całej układanki. Produkt jest jakże ważny w w/w firmie, ale jak się okazuje - traktowany jest jak przedmiot na który przelano wszystko, co najważniejsze w relacjach między ludźmi. Nie dziwię się już dlaczego z takim zaangażowaniem i pieczołowitością dba się tutaj o każdy szczegół. Ciężko bowiem jak widac dać coś niedopracowanego, a jednocześnie ma to być przedmiot oddający osobiste zaangażowanie konkretnych ludzi, którzy poświęcają się temu i oddają część siebie. W firmie ZigZag zrozumiałem, skąd ta istotna zmiana pomiędzy ich produktami, a produktami konkurencji. Zaczyna się od podstaw - od podejścia właścicieli do ludzi, życia, otaczającego nas świata i samych przedmiotów. Zainteresowanych odpowiedzią na pytanie „czy można dostać zaangażowanie w lepszy świat drugiej osoby w przedmiotach” zapraszam do poniższego wywiadu. Magazyn AudioStereo (dalej M-AS): Witaj Arku. Siedzę i patrzę na te wszystkie rzeczy dookoła, i zastanawiam się nad jednym. Czy są one bardziej praktyczne, czy może bardziej jednak są piękne. Mam dylemat, bo im bliższy i dłuższy z nimi kontakt, tym nie sposób od niektórych z nich oderwać wzrok. Mam kilka pytań o Waszą firmę, o produkty i o Twoją codzienność tak zawodową, jak i prywatną. Może na sam początek przybliżmy naszym czytelnikom Waszą firmę. Arku jesteś właścicielem firmy, która zajmuje się? Arkadiusz Harych, właściciel ZigZag (dalej Arek, ZigZag): Mamy szeroki wachlarz oferty dla klientów indywidualnych i instytucjonalnych. Zajmujemy się projektowaniem pomieszczeń użytkowych, tak w mieszkaniu i domu, jak i w firmach. Projektowaniem rzecz jasna w kontekście wyposażenia mn. w niebanalne meble czy przedmioty codziennego użytku. Jak domyślam się, w głównej jednak mierze dziś rozmawiać będziemy o akustyce i wszystkim co z tym związane w naszej firmie? M-AS: Tak, to jest cel naszego spotkania i rozmowy. Skąd pomysł na tego typu firmę? Arek, ZigZag: Sporo wody minęło od czasu, kiedy popularnego Kasprzaka zamieniłem na wieże Diory (midi), a w jej magnetofonie wymieniłem głowice na oryginalną - stożkową Alps'a. Od tego czasu dużo się zmieniło i sporo rzeczy wydarzyło - zbudowałem kolumny, wraz ze szwagrem udało nam się z powodzeniem zbudować całkiem udany wzmacniacz lampowy. Podkręcałem moc lasera, żeby płyty się dobrze odtwarzały (żeby nie przeskakiwały). Po tych wszystkich osobistych doświadczeniach, dalej gdzieś szukałem tego mitycznego ideału brzmienia. Aż pewnego dnia doszedłem do jednego wniosku. Żeby zbliżyć się do przyjmijmy "doskonałości brzmienia" nie wystarczy tylko dobry sprzęt, odpowiednio dobrane kable, czy dobrze nagrana płyta. Potrzebne jest coś więcej. Zrozumiałem, że potrzeba zadbać o wnętrze w którym słuchamy muzykę. Uświadomiłem sobie, że dobrze przygotowane akustycznie wnętrze, jest równie ważne co pozostała reszta! Przemyślane działania na polu akustycznym dają często znacznie większe zmiany, niż wymiana jakiegoś elementu w torze audio. Oczywiście sporo ludzi jest przekonanych o tym, że dobry sprzęt całkowicie wystarczy, by muzyka "dobrze brzmiała". Uważają oni wręcz, że nic poza dobrej klasy sprzętem nie jest potrzebne i w taki sposób da się słuchać muzyki na odpowiednim (jakościowo) poziomie. Można się z tym zgodzić po części, bo nikt nie zaprzeczy, że dobry sprzęt jest bardzo ważny. Bez sprzętu audio rzecz jasna nie ma mowy o dobrym brzmieniu i jest to podstawa. Jednak nie oszukujmy się - bez odpowiedniego przygotowania pomieszczenia, w którym słucha się muzyki - nie ma szans na to, żeby się zbliżyć do "ideału". Okazuje się w życiu, że dopiero wytrawni i z dużym bagażem doświadczenia (opartego o ogromną ilość odsłuchów) audiofile czy melomani zaczynają interesować się akustyką. Ci wszyscy, którzy przetestowali już dziesiątki, jak nie setki zestawów audio - zaczynają wreszcie doceniać znaczenie odpowiedniej adaptacji akustycznej swoich pomieszczeń. W oparciu o własne i znajomych doświadczenia, obserwując rynek i potrzeby osób szukających kolejnego kroku w przód (w temacie poprawy jakości brzmienia) - powstała nasza firma ZigZag. M-AS: Czyli zajmujecie się nie tylko produkcją wszystkiego, co związane z akustyką , ale także jak rozumiem zajmujecie się kompleksowo akustyką pomieszczeń? Arek, ZigZag: Zgadza się. A nic tak nie uczy właśnie, jak własne doświadczenie (szczery uśmiech Arka, red.) Wiemy, jak ważne jest akustycznie dopasowane pomieszczenie. Nasze pierwsze kroki w temacie akustyki i kontakty z tego typu produktami oraz z pomieszczeniami przeznaczonymi do odsłuchów audio zaczęły się już wiele lat temu. Kontakty te powiedzmy wprost, nie zawsze dawały pozytywne wrażenia i szukaliśmy czegoś "więcej i lepiej" wykonanego. Mamy bardzo bogate doświadczenie zakresie akustyki i co istotne - poparte obecnie konkretnymi wynikami. Również dzięki temu, że tak bardzo rozwinęła się technologia CNC - ułatwiło nam to budowę swoich ustrojów akustycznych. Wreszcie możemy to zrobić na takim poziomie jakościowym i materiałowym, że oferujemy naszym klientom produkt taki, jaki sami widzielibyśmy u siebie. M-AS: Rozmawiamy o produktach, gdzie w tym wszystkim klient. Co odróżnia Waszą firmę od innych na tym polu? Arek, ZigZag: Z każdym klientem rozmawiamy indywidualnie. Staramy się zrozumieć i zaradzić problemom oraz wyjść na przeciw oczekiwaniom. Oczywiście zlecenia niemożliwe do zrealizowania wymagają więcej czasu (śmiech, red.), ale nie pozostajemy obojętni wobec żadnego z naszych klientów i jego problemów. M-AS: Pracujecie dla klientów w kraju. Czy jakieś doświadczenie z klientami za granicą? Arek, ZigZag: Oczywiście. W swoim portfolio mamy wykonane prace dla klientów mn.: z Włoch, Niemiec czy USA. Nie ograniczamy się jedynie do rodzimego odbiorcy. M-AS: Czy jest różnica w pracy dla klienta z Polski, a tego spoza naszego kraju? Jakieś zasadnicze różnice w oczekiwaniach i wykonaniu? Arek, ZigZag: Oczekiwania są praktycznie takie same. Produkt musi spełniać najwyższą jakość pod względem użytkowym ale i materiałowym. Szczegóły jakie mogą różnić poszczególnych klientów wg. kraju skąd pochodzi - bardziej wynikają ze specyfiki indywidualnego zamówienia, niż z samego faktu różnic w naszym podejściu do klienta. Jeśli chcesz mnie zapytać, czy nasi rodzimi audiofile otrzymują inne produkty, niż te oferowane naszym zagranicznym klientom - to absolutnie nie ma o tym mowy! Oferujemy tylko i wyłącznie produkty na najwyższym - światowym poziomie. I nie ma dla nas znaczenia zasobność portfela naszego klienta czy kraj z którego pochodzi. Nie bawimy się w półśrodki. M-AS: Czyli klienci powinni być pewni Waszych produktów... Arek, ZigZag: Absolutnie tak. Od momentu projektowania i powstawania w naszej pracowni (na etapie rysunku, red.), aż po końcowy „szlif” każdego z wykonywanych przedmiotów. M-AS: Rozmawiamy już jakiś czas, widzę Twoje zaangażowanie w firmę, w dbałość o produkt i samego klienta… czas na dom, rodzinę? Arek, ZigZag: Wiele z tego co osiągnąłem na płaszczyźnie zawodowej jest także sporym udziałem mojej żony Asi (Joanna Szpakowska). Jej poczucie estetyki (wiadomo, kobieta), zdroworozsądkowe podejście do pewnych tematów i zaangażowanie nie mniejsze niż moje wprost przekłada się na mój, nasz wspólny sukces. Dzielimy sukcesy i mniejsze lub większe porażki (tych, co tylko dobrze świadczy) na razie jest mało. Czas prywatny... oczywiście poświęcamy naszym wzajemnym zainteresowaniom, co nie wyklucza faktu, że czasem za dużo żyjemy firmą - nawet w czasie uznanym jako czas prywatny. M-AS: Jakiś przykład takiego zaangażowania ponad miarę? Joanna Szpakowska (prywatnie żona właściciela, dalej Asia, ZigZag): Najgorsze są momenty tych zleceń, które wymagają bardzo poważnego zaangażowania ze strony całego zespołu. Jesteśmy wtedy skupieni na danym kliencie i nie ukrywamy tego, staramy się poświęcić jak najwięcej (nawet z wolnego czasu), by w efekcie końcowym klient otrzymał jak najlepszy produkt. Żyjemy tym wszystkim, dajemy siebie - więc dajemy też często swój wolny czas na realizowanie marzeń naszych klientów. M-AS: Asiu zapytam więc, widząc i Twoje zaangażowanie. Do kogo wychodzicie ze swoją ofertą? Bo mam wrażenie, że klient przychodząc do Was traktowany jest jak ktoś z rodziny... Asia, ZigZag: To jest tak. Pracujemy nie po to by stworzyć jakiś konkretny przedmiot i zamknąć zlecenie. Być może pozwalamy wyjść z pudełka nie tyle przedmiotom jako takim, ale przedmiotom szczególnym w świecie osób kochających muzykę. Chcemy swoją pracą, ofertą i podejściem do ludzi zmienić punkt widzenia, postrzegania świata. Chcemy mieć swój mały udział w szczęściu innych ludzi. Arek, ZigZag: To są rzeczy dla osób, które potrafią się w życiu zatrzymać i czas postoju przeznaczyć na refleksje. Doceniamy takie postawy w życiu. Dzięki temu, że klienci decydują się na zakup naszych produktów, nie czujemy się sami i czujemy swoistą przynależność do grupy, które odczuwają to samo co my. Możemy dzięki naszym produktom na swój sposób przebywać z nimi. I to jest chyba w tym wszystkim najlepsze uczucie. Być może spotkamy się z zarzutami, że to wszystko jest dla nas jak „religia”. Być może. Ale powiedzmy to wprost - nie da się do tego podejść inaczej. To swoista odpowiedź na ten zgiełk, na pośpiech życia, swoiste zapomnienie o kłopotach. Budowanie firmy mającej w swojej ofercie produkt bliski dla konkretnej grupy ludzi, nie może odbywać się bez tych ludzi! Asia, ZigZag: Panele akustyczne (na takiej początkujących ścieżce) uważa się za akustyczne aranżacje, muzycznie - jako jedynie dodatek. A to nie jest wbrew pozorom jedynie dodatek. Panele akustyczne nie służą tylko do aranżowania pomieszczeń i do słuchania muzyki, ale też zamontowane w pomieszczeniu w odpowiedni sposób emanują ciszą. Tak, cisza też jest muzyką - na swój sposób. Więc nie tylko poprzez produkt w postaci np.: paneli dajemy zdecydowaną poprawę brzmienia, ale dajemy też szansę na ucieczkę przed otaczającym nas światem, szansą na zanurzenie się w świecie przedmiotów ładnie wykonanych, dających do tego tak te wymierne jak i niewymierne, i nie do przecenienia walory użytkowe. ("w świecie przedmiotów ładnie wykonanych", ZigZag) Arek, ZigZag: Mało mówi się o naszych zmysłach w temacie świata audio, lub czasem unika tego tematu. M-AS: Jak myślisz dlaczego? Asia, ZigZag: Ludzie często swoje pasje, swoiste drugie ja chowają przed innymi. Może boimy się zaszufladkowania, a może niezrozumienia innych? Dlatego każdy klient z jakim rozmawiamy, może być pewnym zrozumienia i otwartego podejścia do jego osoby. M-AS: Arku przed chwilą wspomniałeś coś o ludzkich zmysłach. To jak Twoim zdaniem akustyka wpływa na ludzki umysł, na nasze zmysły. Arek, ZigZag: Oj, w zasadniczy sposób (tu znowu uśmiech, red.). Weźmy za przykład ludzki słuch. Słuch jak wiemy wszyscy, jest bardzo wrażliwym zmysłem, obok węchu, dotyku i wzroku. Ale dbanie o jego pozytywne doznania jest pomijane i niestety często ignorowane. Mózg jest bombardowany milionami bodźców słuchowych. Niestety w większości w tym świecie - w negatywny sposób. Świadomie przy tym rejestrujemy malutki skrawek tych bodźców. A i tak mózg je przetwarza, blokuje, stara się z nim coś zrobić. Nadmiar wrażeń słuchowych powoduje nerwowość, stres każdego z nas Przychodząc do naszego domu chcemy jak najszybciej uciec od tego, poszukujemy oazy do wyciszenia i zmiana akustyki pomieszczenia jest doskonałym na to sposobem. Wręcz wskazanym. M-AS: Często na spotkaniach słyszę zdanie „wystarczy zmienić końcówkę, źródło i zagra lepiej”. Co Ty na to? Arek, ZigZag: Do pewnego stopnia jest to jakaś droga. Pytanie czy ta droga prowadzi do właściwego celu? Dom jest miejscem, w którym żyjemy. W przestrzeni naszego domu poruszamy się my i cała nasza rodzina. O tym też musimy pamiętać. Zmiany jakie my ze swojej strony oferujemy, to nie zmiana jako taka samego brzmienia, to poprawa tego, co uzyskujemy w naszych systemach. Poprawa dla melomana, ale co nie mniej ważne - poprawa dla jego rodziny. Zmierzamy ze swoją ofertą do tego, aby nasze produkty (jeżeli mają być do pomieszczenia dedykowanego do odsłuchu współdzielonego z rodziną), były dyskretne, żeby miały porządny design, by w końcu były wykonane estetycznie. Nasz klient musi mieć poczucie, że do domu wprowadzi produkt wysoce specjalistyczny… ale też taki, który doskonale wkomponuje się w jego codzienność, otoczenie w którym żyje wraz z rodziną. I tutaj spora w tym też zasługa Asi. M-AS: Jestem pozytywnie zaskoczony tym, o czym i w jaki sposób rozmawiamy. Z naszej rozmowy nie wyłania się relacja - firma, produkt, klient, kasa fiskalna. Wyłania się na pierwszy plan człowiek - realna osoba, jego życie i potrzeby. Produkt, Wasza oferta - to odpowiedź na jego poszukiwania czegoś, co daje poczucie swoistego spełnienia. Dobrze to zrozumiałem? Asia ZigZag: Jednocześnie z rozwijaniem się w tematach akustyki pomieszczeń, interesujemy się / studiujemy równolegle psychikę i psychologię człowieka. Wpływ muzyki na człowieka, na rozwój osobisty, na jego zbilansowanie energetycznie. A-MS: Czyli mamy (dosłownie) podróż w głąb każdego z nas - dzięki połączeniu (dobrej, red.) muzyki i akustyki. Nie każdy klient jednak szuka tak dalece i oczekuje takich nazwijmy to "doznań". Skupia się czasem na prostych potrzebach, np. "jedynie i aż" na polepszaniu tego, co już osiągnął w wymiarze sprzętowym. W przypadku takich klientów też macie dobrą receptę, swoisty „lek” na każde zło? Asia, ZigZag: Osobom, które w swoim życiu uwielbiają muzykę bez budowania wokół tego czegoś głębszego, osobistego w innym wymiarze - chcemy zaoferować i podzielić się możliwością podróżowania po świecie muzyki na wyższym poziomie, niż doświadczali tego do tej pory. Mamy także - co widać - mocno emocjonalne podejście do czystej muzyki. Rozumiemy praktycznie każde osoby, bez względu na ich motywację do potrzeb zmian i poszukiwania poprawy brzmienia. Pomimo, że panele akustyczne są tłem i jest to element pasywny – są one jednak wręcz niezbędnym elementem całej tej układanki: A-MS: Czyli bez względu na potrzeby, czy to klient szukający swoistego misterium w obcowaniu z muzyką, czy klient oddany pasji do dobrego brzmienia, czy nawet całe rodziny, szukający kompromisu pomiędzy pasją jednego z domowników, a resztą rodziny - wszyscy znajdą dzięki ZigZag Acoustic i Waszemu całemu Zespołowi - skuteczne lekarstwo na swoje problemy? Arek, ZigZag: Patrząc na dotychczasowych klientów, ich zadowolenie i opinie - możemy powiedzieć z dużą dozą pewności, że tak. Gdyby było inaczej, nasze produkty, oferta i my sami - nie bylibyśmy zapewne tak przyjmowani przez klientów i rynek - jak to ma obecnie miejsce. A-MS: To prawda, macie duże grono klientów, które w samych superlatywach wyraża się o Was i Waszej firmie. Mam pytanie - co polecacie naszym forumowiczom i czytającym te słowa? Może Asia niech będzie pierwsza, przywilej kobiety. Asia, Zig Zag: Dbałość o akustykę wnętrz trafia do świadomości coraz większej liczby osób, tak jak zdrowe odżywianie. I zdrowy tryb życia. Nowoczesne trendy w aranżacjach wnętrz wymuszają zaopiekowanie się mieszkaniem czy domem od strony akustycznej. Każda z osób poszukujących odpowiedzi „co mogę lepiej” czy doszukujący się rozwiązań zmierzających do poprawy tego, co obecnie posiadają - niech wiedzą, że ze swoimi problemami i pytaniami nie są sami. Z przyjemnością porozmawiamy, doradzimy i znajdziemy rozwiązania takie, które dadzą wymierny efekt w ich codziennym życiu.. Arek, ZigZag: Trzeba pamiętać, że aranżacje akustyczne w pomieszczeniach np.: biurowych stają się obecnie standardem. Jeszcze 5 - 10 lat temu nie było o tym mowy, dziś stanowi to swego rodzaju oczywistość. Dbałość o nasze samopoczucie czy zdrowie daje wymierne efekty w pracy. Warto o tym pamiętać, organizując sobie czy swoim pracownikom miejsce, w którym spędzają często jedną trzecią swojego życia. A dom… no cóż, tu chyba zostało powiedziane jeśli nie wszystko, to na pewno najważniejsze. Nie idźmy po prostu na skróty kiedy poszukujemy rozwiązań istotnych dla naszej codzienności w domu z bliskimi, czy uciekając w swoją samotnie - poszukując odrobiny dla siebie wytchnienia. Ładowanie swoich „baterii” lepiej wychodzi stosując właściwie wykonane i przygotowane produkty, nie półśrodki - które często zamiast pomagać… no cóż, jedynie odpowiednio kosztują. A-MA: Półśrodki mówisz, brzmi to często koszmarnie, ale czy nie kuszą takie rzeczy w naszym życiu. Mówimy sobie „nie mozna mieć wszystkiego, za to jest niska cena”. Cena potrafi skusić, by nie napisać "przekonać" do zakupu. Jakie jest Wasze zdanie? Arek, ZigZag: I to podstawowy błąd wielu osób. Można mieć produkt dostosowany do naszego portfela i dający satysfakcję. Rzecz jasna nie da się otrzymać wszystkiego za najniższą cenę, to jest niewykonalne. Dlatego w naszej firmie stosujemy materiały dobrej jakości, bez względu na poziom cenowy. Absolutnie wszystkie są o bardzo dobrych parametrach akustycznych. Poczynając od materiałów wibroizolacyjnych, tłumiących po kleje do ich łączenia czy tkaniny oblekające. Na każdym etapie powstawania przedmiotu, materiały jakie używamy posiadają odpowiednie atesty i certyfikaty. Stosujemy metody produkcji oparte o rozwiązania ekologiczne i przyjazne dla naszego środowiska. W końcu jakby nie patrzeć, dbamy o miejsce w którym żyjemy my, nasze rodziny, nasi pracownicy i co nie mniej ważne - nasi klienci ze swoimi rodzinami! A-MA: Na koniec mam pytanie o Wasze plany rozwoju firmy. Arek, ZigZag: Chcemy budować świadomość istotnego wpływu akustyki na to, w jaki sposób postrzegamy muzykę, ale też wpływu akustyki na nasze codzienne życie. Docieramy do szerokiego grona klientów, wszystkich tych dla których jest to albo początek, albo wręcz postawienie kropki nad „i” w temacie "akustyka" i "dobre brzmienie". Nie zamykamy się na potrzeby ludzi i ich pomysły. Jesteśmy jak widzisz otwarci na nowe - w tym na osoby z Forum AudioStereo. To kolejny krok na swoiste docieranie do zainteresowanej grupy ludzi. Jak wiemy - z ogromnym doświadczeniem, celnymi uwagami i konkretnymi wymaganiami. Asia, ZigZag: Tak, cieszy nas możliwość zaprezentowania siebie i naszej oferty przed tak licznym gronem melomanów i audiofilii. Zapraszamy ich do aktywnego włączenia się w poszukiwanie kolejnych poziomów poprawy brzmienia, rozwijania naszej pasji i tego co słyszymy, i jak słyszymy. A-MA: Czyli rozumiem jest to zaproszenie do podróży z produktami Waszej Firmy, do zapoznania się nie tylko z Wami, ale i z tym co produkujecie i jak produkujecie? Arek, ZigZag: Jak najbardziej! Jeśli to w jakimś stopniu pomoże (a nasze doświadczenie wskazuje często, że tak jest) osobom pozytywnie zakręconym i poszukującym tego, o czym mówiła Asia - jesteśmy do Waszej dyspozycji. A-MA: Wobec tego przyjmuję zaproszenie i już dziś umawiam się na prezentację, tym razem nie tyle Waszej firmy ile samych produktów. Tego co macie do zaoferowania naszym forumowiczom z Waszej oferty, pod jakże wymowną nazwą „Acoustic”. Arek, ZigZag: Będzie nam miło i postaramy się w jak najszerszym stopniu przedstawić naszą ofertę pod kątem użytkowym i technicznym, ale także zwracając uwagę na walory estetyczne. A-MA: Asiu, Arku - dziękuję za ten wywiad, za przybliżenie Waszej firmy i Was samych. Rozmowa z Wami stanowi ogromną przyjemność i nie sposób oderwać się od tej rozmowy. Cieszę się na nasze następne spotkanie i do zobaczenia! Asia, Arek, ZigZag: Dziękujemy za wizytę i rozmowę. Jest nam miło trafić do tak licznego i jakby nie patrzeć - znanego w naszym kraju grona osób skupionego wokół Forum AudioStereo. Pozdrawiamy serdecznie Forumowiczów i czytelników Magazynu AS! Raz jeszcze dziękuję za rozmowę i za poświęcony swój czas Właścicielowi firmy ZigZag i jego żonie Asi. Obydwoje zaczarowali mnie swoim pozytywnym nastawieniem oraz pasją do tego co robią. Nie ukrywam, mocno zasiali w mojej głowie potrzebę spojrzenia na swoje otoczenie w temacie akustyki pod innym kątem. Firma ZigZag powstała jak mówi właściciel z "chęci dzielenia się możliwością podróżowania po świecie muzyki na wyższym poziomie”, a każda inna osoba dzięki firmie ZigZag może poprawić komfort życia swojego i swoich bliskich. ZigZag stawia na rozwój osobisty, poszerzanie wiedzy w zakresie akustyki. Zespół doświadczonych i wysoko wykwalifikowanych osób gwarantuje profesjonalne i kreatywne podejście do każdego zlecenia. Bez względu na poziom zaawansowania projektu, firma gwarantuje wykonanie usług i przedmiotów na najwyższym obecnie dostępnym poziomie. Osobiste zaangażowanie właścicieli w każdy projekt, z perspektywy klienta daje gwarancję, że każdy otrzyma produkt zgodny z jego oczekiwaniem. Mając przyjemność rozmowy z Asią i Arkiem doszedłem do wniosku, jak dużo brakuje wielu firmom na naszym rynku. Traktujemy firmy wykonujące nam pewne usługi czy kupując dane przedmioty bezosobowo. Patrząc na swoje i swoich znajomych doświadczenie - powodem jest to, że sami też często tak jesteśmy traktowani. W firmie ZigZag mamy kompletnie odwrotną sytuację. Właściciele nie podchodzą do nas jak do „zła koniecznego”, widzą w każdym kliencie partnera z którym trzeba przejść swoistą drogę ku poprawie tego, co dla niego jest istotne. Słuchając ich wypowiedzi czuje się troskę nie tylko o nasze hobby i pasję grona melomanów, ale miłość do muzyki, czy bardzo mocne zaangażowanie w polepszanie życia codziennego każdego z nas i naszej rodziny. Bo skoro da się lepiej - mając na uwadze polepszenie naszej codzienności w wymiarze muzycznym, akustyki i tego wszystkiego co z tym związane - dlaczego nie iść tą drogą?! W końcu w życiu należy dokonywać dobrych wyborów, a życie polega na świadomym stawianiu na właśnie rzeczy jakościowo dobre, nie na ilość i bylejakość! Już dziś napiszę, że postaram się w najbliższym czasie przybliżyć Forumowiczom AudioStereo kilka wybranych produktów z szerokiej oferty ZigZag. Zainteresowanych portfolio ZigZag - odsyłam na ich firmową stronę, a osoby zainteresowane poprawą brzmienia oraz akustyką swoich pomieszczeń - zachęcam do kontaktu z właścicielem firmy. Jeśli nawet nie znajdziecie raju na ziemi w ofercie tej firmy, to na pewno po zapoznaniu się z ich produktami - zmieni się Wasze postrzeganie na świat akustyki i przedmiotów z tym związanych. Okaże się, że można w swoim otoczeniu postawić produkt realnie poprawiający brzmienie, realnie wpływający na poprawę naszego życia i co istotne - wykonany w najwyższej jakości. A pamiętając o tym, że nawet najtrudniejsze zlecenia są dla ludzi z ZigZag do zrealizowania, na pewno nie odejdziecie "z kwitkiem"! Firma ZigZag z siedzibą we Wrocławiu. W swej szerokiej ofercie posiada spory asortyment paneli akustycznych, pułapek, dyfuzorów czy elementów wygłuszających wszelkie pomieszczenia. Ceniona od lat za jakość i trwałość produktów. ZIG ZAG Wrocław 52-316 Wrocław ul. Cukrowa 11/16 tel: +48 533 233 539, tel: +48 883 944 605 https://zigzagshop.eu AudioRecki, Magazyn AudioStereo. Materiały fotograficzne użyte w materiale - za zgodą firmy ZigZag.
  18. 1 point
    Już 28 marca w Polsce, odbędzie się premiera płyty Erasure. Płyta "Wild!" bo o niej mowa, to wydanie Deluxe składające się z dwóch płyt kompaktowych. Zreamsterowany album tej jakże cenionej kapeli synth-popowej pierwotnie ukazał się UWAGA - 30 lat temu! I w taki sposób obecne wydanie jest prezentowane - jako edycja z okazji 30 lecia "Wild!" Ta czwarta płyta studyjna zespołu Erasure dotarła w tamtym okresie na same szczyty brytyjskich list. Co warte odnotowania - dwukrotnie pokryła się platyną. Wersja Deluxe albumu "Wild!" to twarda oprawa, 2 płyty CD zawierające mn. takie utwory jak: "Drama!" czy "Star", rzadkie zdjęcia duetu Vince Clarke'a i Andy Bell'a oraz niepublikowane do tej pory notatki o albumie. Jest też duży bonus! Na dodatkowym krążku znajdziemy chociażby nowy remiks Richarda Norrisa ("The Grid / Beyond The Wizard's Sleeve"), odnaleziony i niepublikowany nigdy wcześniej miks "How Many Times?". Jest też kilka dodatków, które wielbicielom Erasure przypadną do gustu. Także warto zapoznać się z albumem ze względu na jego wyjątkowe pozycje - wcześniej nigdzie nie prezentowane materiały. Z ciekawostek... już za miesiąc (25 kwietnia) wokalista Erasure, Andy Bell obchodził będzie swoje 55 urodziny. Erasure "Wild!", wyd. Warner Music (2019) http://www.warnermusic.pl Lista utworów: CD 1 1. Piano Song (Instrumental) ( 2019 - Remaster) 2. Blue Savannah (2019 - Remaster) 3. Drama! (2019 - Remaster) 4. How Many Times? (2019 - Remaster) 5. Star (2019 - Remaster) 6. La Gloria (2019 - Remaster) 7. You Surround Me (2019 - Remaster) 8. Brother And Sister (2019 - Remaster) 9. 2000 Miles (2019 - Remaster) 10. Crown Of Thorns (2019 - Remaster) 11. Piano Song (2019 - - Remaster) CD 2 1. Sweet Sweet Baby (The Moo-Moo Mix) (2019 - Remaster) 2. Drama! (Richard Norris Mix) (2019 - Remaster) 3. Blue Savannah (Mark Saunders 12" Remix) (2019 - Remaster) 4. Piano Song (Live At The London Arena) (2019 - Remaster) 5. Runaround On The Underground (Remix) (2019 - Remaster) 6. How Many Times? (Alternative Mix) (2019 - Remaster) 7. Supernature (Daniel Miller & Phil Legg Mix) (2019 - Remaster) 8. Star (Soul Mix) (2019 - Remaster) 9. No G. D. M. (Unfinished Mix) (2019 - Remaster) 10. Drama! (Act 2) (2019 - Remaster) 11. Brother And Sister (Live At The London Arena) (2019 - Remaster) 12. Dreamlike State (7" Acappella Mix) (2019 - Remaster) 13. You Surround Me (Gareth Jones Mix) (2019 - Remaster) 14. 91 Steps (6 Pianos Mix) (2019 - Remaster) Sporo czasu minęło od powstania zespołu, co widać na poniższych fotografiach: Erasure – brytyjska grupa muzyczna, powstała w 1985 w Londynie. Zespół został stworzony z inicjatywy Vince’a Clarke’a, który wcześniej grał i był współzałożycielem Depeche Mode, Yazoo i The Assembly
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.