Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 11/17/18 in Artykułów

  1. 7 points
    Jak wiemy od wielu miesięcy, w dniach 21.07, Arena Gliwice i 23.07, ERGO Arena - miały odbyć się koncerty zespołu Scorpions. Niestety z ostatniej chwili do fanów zespołu dotarł bardzo zły komunikat. Otóż Klaus Meine, który na koncert w Gliwicach miał zamiar ściągnąć swoją żonę Gabi i swojego syna Christiana - odwołał swój przyjazd. Powodem jak donoszą osoby z bliskiego otoczenia zespołu - jest fatalna zagrywka organizatora imprezy w Gliwicach. Poza ceną biletu, organizator zażądał dopłatę w wysokości 25 złotych (to nie żart!) za miejsce parkingowe wokół Ergo Areny! Żona Klausa, która wraz z synem i bliskimi muzyka miała przybyć na koncert - czuje się oburzona sytuacją, w której pomimo bezpłatnej wejściówki na koncert - zmuszona jest zapłacić (po przeliczeniu) około 6 Euro za sam parking! Doszło wręcz do małego skandalu, bo z jednej strony traktowanie VIP jest zgoła inne od "zwykłego szaraczka", na którym organizator imprezy postanowił dodatkowo zarobić, to z drugiej - skoro miejsca parkingowe są płatne dla wszystkich, bez względu na status - Gabi będzie/byłaby zmuszona wraz z bliskimi (podobno liczono na 6 aut) zapłacić za każdy parkujący pojazd! Jak wybrnie organizator i czy uda się wyjść z krępującej, i zalatującej skandalem sytuacji? Obecnie nie wiadomo. Jak donoszą życzliwe wiewiórki - sytuacja może się wyjaśnić już 2 kwietnia... pozostaje więc czekać w niepewności co dalej. Jak dla mnie sytuacja jest kuriozalna i dalszy komentarz zbędny. Za prasą codziennie - niecodzienną. AudioRecki, Magazyn Kulturalny. Czekamy na Wasze komentarze co zrobi Klaus z Gabi. Za najciekawszy (wybrany polubieniami przez innych forumowiczów) post - czeka płytowa nagroda - niespodzianka!
  2. 6 points
    Płyta "nie nowa" każdy mógłby powiedzieć, bo "Final Call" wydana została nakładem "domo" w 2013. Jednak nie bez powodu wracam do tego jakże wymownego albumu mistrza elektroniki i New Age z Kraju Kwitnącej Wiśni. Powody powrotu do w/w wydania są tak naprawdę aż dwa. Pierwszy dzięki uprzejmości sklepu Winylownia.pl zamówiona płyta nader szybko dotarła do mnie (poprzedni mój egzemplarz gdzieś przepadł), a drugi powód - znacznie większy - to obecna sytuacja z jaką nasza planeta mierzy się odnośnie pożarów Amazonii. Temat świadomego niszczenia "płuc Ziemi" przez człowieka jest znany nie od dziś, jednak obecna skala ludzkiej działaności na obszarach często nietkniętych ręką człowieka jest przerażająca. Amazonia stanowi jeden z podstawowych elementów naszego istnienia na tej planecie, więc dziw bierze nieodpowiedzialne zachowanie osób odpowiedzialnych za dbanie o ten obszar. Padnie pytanie o to, co ma wspólnego w/w album z opisywaną sytuacją w Brazylii. Otóż Kitaro od lat znany jest ze swych muzycznych projektów, będących będąca wyrazem troski o naszą planetę. Właśnie taką płytą jest "Final Call" japońskiego mistrza. Album ten jest wręcz jego osobistym manifestem mającym na celu ukazanie jak cenna jest nasza planeta. Sam Kitaro kilka lat temu wypowiedział jakże trafne i znane przez wielu zdanie, że to człowiek jest jej największym wrogiem ziemi, dewastując ją nieustannie. Utwory z albumu Final Call to nie tylko manifest na rzecz obrony planety Ziemia, ale od strony muzycznej to fenomenalne połączenie takich gatunków jak New Age, Electro czy muzyki etno. Zresztą Kitaro od lat znany jest z tego, że pełnymi garściami czerpie z własnej kultury, łącząc ją z nowoczesnymi formami muzycznymi. "Final Call" nie tylko doskonale buduje misterium dalekowschodnich klimatów, ale w sposób fenomenalny oddaje bogactwo barw instrumentów elektronicznych. Niech za świetny przykład posłuży utwór "Traveller": "Final Call" śmiało można uznać za jego jedną z lepszych płyt. Może ciężko oczekiwać przełomu czy fenomenu takich albumów jak "Tenku" czy "Silk Road", ale płyta oferuje swoim przekazem, obrazami muzycznymi i żywym instrumentarium bardzo wiele - nie tylko maniakom mistrza Kitaro, ale wszystkim lubującym się w muzyce gatunku New Age. Kolejnym muzycznym "obrazem" jest przejmujący "After Glow". Obok tego utworu ciężko wręcz przejść obojętnie! Jego siła nie tkwi w żywiołowości czy bogactwie użytych instrumentów, ale w sposobie budowania nastroju Płyta zdecydowanie dla tych melomanów, którzy poszukują czegoś wręcz osobistego w przeżywaniu muzyki. Album dla takich osób wręcz obowiązkowy! Kto nie miał styczności lub zastanawia się nad zakupem - zdecydowanie polecam! AudioRecki Za dostarczenie w/w albumu serdecznie dziękuję firmie Winylownia.pl https://winylownia.pl Kitaro "Final Call" (2013) Final Call Jupiter's Beam Yo-en Shadow of the Moon Traveler Valley Of The Spirit After Glow Wind From The Desert Moment Circle Whispering Shore Solar Eclipse
  3. 5 points
    Kolumny Harbeth 30.1 są średniej wielkości, dwudrożnymi monitorami wykonanymi w układzie Bass Reflex. Obudowa zrobiona jest ze sklejki oraz MDF-u i dostępna w czterech, wariantach wykończenia: (Cherry, Eucaliptus, Rosewood, Tiger Ebony). Obudowa, z czego zresztą Harbeth słynie, jest „grająca”. Projektant wyszedł z założenia, że każda obudowa, wpada w rezonans własny. Harbeth wypracował własny sposób na radzenie sobie z tym problemem. Wiodąca obecnie metoda, zakłada rozwiązanie problemu, poprzez tworzenie jak najsolidniejszej obudowy, z materiałów o różnej twardości i ze wzmocnieniami wewnątrz (np. słynne serie Matrix produkcji B&W). Alan Shaw (właściciel i główny projektant Harbeth) obrał inną drogę. Nie neguje wprawdzie szkodliwego wpływu rezonansu obudowy, ale uważa, że nawet najmocniejsza obudowa i tak nie będzie wolna, od pasożytniczych rezonansów własnych. Zamiast więc z nimi walczyć, spróbował je okiełznać. Uznał, że skuteczniejszym rozwiązaniem jest pieczołowite pomierzenie rezonansów obudowy i dostrojenie jej tak, by rezonanse zostały przeniesione, poza pasmo akustyczne generowane przez przetworniki. Przede wszystkim skupiono się na tym, by w jak największym stopniu oddalono je od pasma 300 Hz - 3 kHz, czyli pasma, w jakim operuje ludzki głos. To pasmo jest w oczkiem głowie projektanta. Po pierwsze, na ten zakres pasma, ludzki słuch jest najbardziej wyczulony i zniekształcenia w tym zakresie są najbardziej drażliwe. Po drugie, protoplasta obecnych Harbethów, był monitorem używanym w studiach BBC, gdzie prócz muzyki, spora ilość materiału opiewała na audycje mówione, stąd też priorytet ustalony na jak najlepszą reprodukcję ludzkiego głosu. Wykonanie kolumn nie zostawia nam nic do zarzutu, ładny fornir, dobre spasowanie oraz równe frezy. Maskownice zasłaniają cały front kolumny i naciągnięte są na metalowym stelażu. Wewnątrz obudowy, wytłumienie cienką gąbką oraz bardzo rozbudowana (jak na dwudrożną konstrukcję) zwrotnica, wykonana ze standardowych elementów elektronicznych, bez żadnych stricte audiofilskich elementów. Alan Shaw uważa, iż strojenie zwrotnicy powinno polegać tylko i wyłącznie na dopracowanym projekcie, wykonanym podczas szeregu pomiarów. W jednym z wywiadów, z pobłażaniem wspomina o firmach, gdzie strojenie polega na „wyciąganiu z wiadra losowych elementów elektronicznych i strojenie na ucho” – czyżby znał zaplecze techniczne, naszych rodzimych manufaktur? Mimo wszystko, sam Producent przyznaje, że finalny efekt, czyli powstały prototyp jest bardzo wnikliwe odsłuchiwany, tyle że dominującym czynnikiem są jednak pomiary. Stąd też kolejna cecha charakterystyczna Harbethów i jeden z sekretów firmy – materiał Radial, z którego wykonywane są membrany głośników nisko-średnio tonowych. Wg producenta, w trakcie ulepszania swoich konstrukcji doszedł do ograniczeń, jakim okazał sam się sam przetwornik. Nie mogąc znaleźć żadnego producenta głośników, który spełniłby Jego wymagania, postanowił stworzyć swój autorski głośnik. W trakcie projektowania i (a jakże) pomiarów, udało mu się wyselekcjonować, najlepszy materiał, z jakiego powinna być zrobiona membrana głośnika. Materiał ten (tworzywo sztuczne) jest obecnie jednym z sekretów firmy i dla użytkownika zewnętrznego znany jest jedynie pod nazwą handlową – Radial. Odsłuch Harbethów to przede wszystkim niesamowita spójność dźwięku. Już po chwili zdajemy sobie sprawę, że ortodoksyjne podejście projektanta i skupienie się na jak najlepszym zestrojeniu „średnicy” owocuje, wyjątkową naturalnością tego pasma. Ciężko zdefiniować, czy wokale są „ciepłe” czy „chłodne” – są po prostu naturalnie brzmiące, przyjemne w odbiorze i zachęcające do wielogodzinnych odsłuchów. Słuchając z tych kolumn, utwory wykonywane a cappella, stają się niezwykle wciągające i pozwalają nam docenić siłę ludzkiego głosu, jako środka wyrazu artystycznego. Jestem w stanie założyć, że nawet kilkugodzinne słuchanie, mówionych audycji radiowych nie zmęczy odbiorcę – dźwięk ludzkiego głosu brzmi tak wiernie i naturalnie, że nie odbieramy go jako syntetycznie odtwarzanego, lecz jako dźwięk wymawiany przez osobę z krwi i kości. Podobną sytuację mamy w zakresie wysokich tonów, są równe, dźwięczne i detaliczne. Niczego nie ukrywają, mamy wgląd w każdy detal nagrania, ale bez zarzucenie słuchacza nadmierną ilością informacji i zdominowania tego zakresu pasma – co często odbierane jest jako „detaliczne” granie… Wysokich tonów jest dokładnie tyle ile powinno być, by usłyszeć każdy szczegół, ale by nie zamęczyć słuchacza. Nie uświadczymy podkolorowania wysokich tonów, więc dla części słuchaczy góra, może wydać się trochę za sucha. Jednakże, po kilku godzinach słuchania i po przywyknięciu do brzmienia Harbethów, zaczynamy właśnie doceniać ten lekko surowy przekaz, jako bliższy naturalnemu. Podsumowując, góra pasma niczego nie ukrywa, ale też i nie dominuje. Brzmienie jest łagodne i naturalne, ale bez niepotrzebnego podkolorowania. Przewodnią cechą Harbethów, jest to, że nie narzucają swojego charakteru. Zasadniczo jest to prawdą, z jedną, małą poprawką na bas. Odniosłem wrażenie, że w tym zakresie jednak słychać charakter, jaki narzucają głośniki – nie jest to w żadnym stopniu wada, gdyż bas posiada odpowiednie wypełnienie i masę, jest dostatecznie szybki i konturowy, ale czuć w nim firmowy charakter Harbetha. Wydaje mi się, iż projektując te kolumny, celem było stworzenie basu, który byłby jak najbardziej uniwersalny i łatwy do okiełznania, zarówno dla pomieszczenia jak i wzmacniacza. Do wysterowania Harbeth 30.1 nada się nawet mocna trioda Single Ended lub lampowy Push Pull o mocy powyżej 30W. Wzmacniacze tranzystorowe powyżej 100W radziły sobie całkiem sprawnie z tymi kolumnami. Bardzo wyraźną zmianę brzmienia uzyskamy w zależności od zastosowanych standów. Mi znacznie bardziej pasował wariant z lekkimi drewnianymi standami – średnica stawała się jeszcze przyjemniejsza, ale kosztem trochę słabszej kontroli na basie. Z kolei solidne, dociążone, metalowe standy poprawiały dolny zakres pasma, przy czym lekko cierpiała na tym średnica. Każdy musi ocenić jaki wariant bardziej mu pasuje, jednak polecam sprawdzić obie opcje przed wyborem standów. Często, w kontekście marki Harbeth słyszę, że albo się je kocha, albo nienawidzi. Osobiście ciężko mi się z tym zgodzić. Moim zdaniem można je kochać – za spójność, za wspaniałą średnicę. Na pewno znajdą się osoby, których nie oczarują, ale nie mogę się zgodzić z tym, że ktoś mógłby je nienawidzić. Nikt, kto słucha muzyki i czerpie z tego radość, nie jest w stanie nie docenić tych głośników. To po prostu bardzo dobre kolumny, a silna pozycja marki, utrzymująca się od czterech dekad, tylko to potwierdza. Specyfikacja techniczna: - Budowa: dwudrożny monitor, bass reflex - Pasmo przenoszenia: 50 Hz - 20 kHz - Impedancja: 6 Ohm - Skuteczność: 85 dB / 1 W / 1 m - Rekomendowana moc wzmacniacza: najlepiej od 25 W - Moc: 150 W - Terminale: pozłacane, 4 mm, możliwość bi-wiringu - Wymiary (wys. x szer. x głęb): 460 x 277 x 285 mm - Waga: 13,4 kg Dystrybucja: Audio System, cena 13500 (za parę) Za dostarczenie do testów, dziękujemy firmie q21 www.q21.pl
  4. 5 points
    Audiolab został stworzony latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, przez Philipa Swifta i Dereka Scotlanda. Podbili rynek i serca słuchaczy, zintegrowanym wzmacniaczem, modelem Audiolab 8000A. Wzmacniacz cechował prosty, lecz schludny design, mały rozmiar, relatywnie niska cena i… fantastyczny dźwięk jaki kreował. Wzmacniacz ten okazał się olbrzymim sukcesem komercyjnym. Dodatkowym atutem było wyposażenie go w bardzo udany moduł przedwzmacniacza gramofonowego, który w tamtych czasach, mógł decydować o sukcesie lub porażce produktu na rynku. W umiarkowanych pieniądzach klient dostawał dobry preamp RIAA (który można było użyć niezależnie podłączając do oddzielnej końcówki mocy), bardzo muzykalnie grający wzmacniacz, który potrafił przekazać zarówno rytm jak i detal nagrania. A jak wygląda sytuacja Audiolaba po czterech dekadach? Czy nadal zachowali ducha swego przodka z ery winyla i taśmy? Z biegiem czasu, firma z rąk swych twórców przeszła do potężnej, dalekowschodniej spółki IAG (obecnie właściciele Brytyjskich marek m.in. Mission, Castle, Quad, Wharfedale). Audiolab MDAC+, to pełnoprawny przetwornik cyfrowo analogowy, dodatkowo zoptymalizowany pod produkty Apple (oficjalne wsparcie Appla) oraz z możliwością podłączenia pod PC oparty o system operacyjny macOS lub Windows. Oczywiście, jak na klasyczne urządzenie segmenty Hi-Fi przystało, posiada wejścia SPDIF (dwa komplety), wejście optyczne (także dwa komplety), a co nieco zaskakujące w tej klasie urządzeniu - również wejście AES/EBU. Na tylnej ściance, oprócz solidnego gniazda zasilającego IEC znajdziemy oczywiście wyjścia sygnału analogowego RCA i kolejne zaskoczenie, ponieważ urządzenie posiada także wyjścia zbalansowane sygnału analogowego. Ponadto, gniazdo USB A (do podłączenia IPod oraz IPhone), USB B (do podłączenia komputera), złącze Trigger oraz IR do połączenia z innymi urządzeniami z tej serii, a także dwa wyjścia sygnału cyfrowego (jedno SPDIF i jedno optyczne). Urządzenie swym wyglądem nawiązuje do klasycznych sprzętów Audiolaba, prosta w formie aluminiowa obudowa i dwie okrągłe gałki. Po środku czytelny, ale nieprzeszkadzający w odsłuchu wyświetlacz (białe napisy na czarnym tle), włącznik ON/OFF oraz wyjście słuchawkowe na duży Jack, pod którym znajduje się dyskretna czerwona dioda, sygnalizująca pracę urządzenia. Bardzo solidnie wykonania i spasowana obudowa, sprzęt sprawia ważenie solidnego, waży też więcej niż wskazywałby na to jego kompaktowe rozmiary. Po uruchomieniu urządzenia, gałką wybieramy wejście, z którego będziemy korzystać i w przeciągu kilku sekund możemy zacząć odsłuch. Jak gra Audiolab MDAC+? Brzmieniowo, również w dużym stopniu nawiązuje do swych korzeni. Dźwięk jest równy, bez podbicia żadnego z pasm, dużą uwagę przyłożono do rytmiczności przekazu, czyli to cechuje klasyczne „Brytyjskie” granie. W odróżnieniu do starej szkoły Audiolaba, obecnie większy nacisk położono na detaliczność poszczególnych dźwięków, przez co można odbierać go jako bardziej sterylny, ale też dający lepszy wgląd w nagranie. Bardzo dobrze wypadły wokale, są nasycone, mają odpowiednią masę i brzmią bardzo naturalnie – rzadko kiedy udaje się zachować tak brzmiące wokale, w urządzeniach które grają precyzyjnym i detalicznym dźwiękiem – tutaj się to udało i odbieram to jako duży plus. Nie jest bowiem sztuką stworzyć sprzęt detaliczny kosztem chudego i metalicznego wokalu i vice versa, stworzyć sprzęt grający nasyconym, barwnym dźwiękiem, ale kosztem szczegółowości. Sztuką jest pogodzić te dwa aspekty i w opisywanym urządzeniu się to udało. Kolejną mocną stroną DACa Audiolaba, są niskie tony. Bas jest konturowy, szybki i z solidnym wypełnieniem. Kolejny raz udało się pogodzić cechy, które w wielu sprzętach się wykluczają, tj. szybki bas i mocny bas. Tu mamy oba czynniki zachowane, oczywiście o ile pozwoli nam na to reszta toru. Jeśli chodzi o górę pasma, jest ona poprawna, niczym nie narzucająca, nie dominuje, ale też w żaden sposób nie odczuwamy braku informacji w zakresie wyższych tonów. O ile na basie i średnicy udało się producentowi pogodzić najbardziej pożądane cechy w tych zakresach pasma, o tyle jeśli chodzi o wysokie tony, aż tak miłego zaskoczenia nie mamy. Owszem, wysokie tony są klarowne i czyste (choć znam urządzenia lepsze pod tym względem) to jednak wkrada się w nie lekka sterylność. Gdyby podobnie jak udało się to w innych zakresach pasma przenoszenia, również w zakresie wysokich tonów uzyskać lepszą barwę, to temu DACowi, naprawdę ciężko byłoby zarzucić coś w kategorii uzyskiwanego dźwięku. Jeszcze krótko opiszę, jak zmieniały się poszczególne aspekty brzmienia, w zależności od trybu pracy urządzenia. Moim zdaniem najlepsze efekty uzyskuje się korzystając z klasycznego wejścia SPDIF lub AES/EBU. Podpięcie za pośrednictwem USB, daje lekką, aczkolwiek słyszalną różnicę in minus. Sprzęt staje się trochę bardziej detaliczny, barwa nie jest już ta. Testowałem połączenie na dwóch komputerach Appla: Macbook Air oraz Macbook Pro, w przypadku tego drugiego, znacznie bardziej zaawansowanego urządzenia, różnice w stosunku do SPDIF były już bardzo małe. Pojawia się więc pytanie, czy utrata jakości wynika z samej architektury DACa, czy raczej w jakości PCeta. Szczególnie, że bardzo wyraźną poprawę w zakresie wyższych częstotliwości udało się uzyskać, podpinając lepszy kabel, niż klasyczny komputerowy USB w tym przypadku był to przewód Tellurium Q Blue USB. Istnieje również możliwość podpięcia urządzeń mobilnych: telefonu iPhone oraz tableta iPad. Odbywa się to za pośrednictwem klasycznego przewodu Appla, czyli do DACa wchodzimy przez USB-A. Niestety w tym przypadku pogorszenie jakości dźwięku jest wyraźne, trudno jednak spodziewać się by telefon komórkowy czy tablet nadążył jakością za pełnowartościowym transportem. Jeśli chodzi o konfigurację, ta odbywa się natychmiastowo po podpięciu urządzenia, wszystko działa na zasadzie plug & play. Producent deklaruje zgodność z modelami iPhone do modelu 6, a tablety do modeli Air 2, jednak nawet najnowsze modele urządzeń Ipad Pro oraz iPhone X nie ma najmniejszych problemów z współpracą z DACiem Audiolaba. Na froncie urządzenia, znajduje się gniazdo słuchawkowe duży Jack, nie jest dodane tylko dla ozdoby, jako wzmacniacz słuchawkowy urządzenie sprawdza się bardzo przywozicie. Po podpięciu słuchawek, DAC automatycznie przełącza się w tryb słuchawkowy, poziom głośności sterujemy gałką głośności lub ze zgrabnego, aczkolwiek solidnego pilota. Podsumowując, jest to bardzo solidnie wykonany sprzęt, wizualnie i dźwiękowo znajdziemy w nim dużo, ze starych, klasycznych urządzeń Audiolaba. Widać ewidentnie, że wraz z zadomowieniem się materiałów cyfrowych jako wiodących formatów zapisu muzyki, delikatnie zmieniono akcenty w strojeniu urządzeń Audiolaba, nie ma już zaokrągleń poszczególnych dźwięków jakimi cechował się „stary” Audiolab. To bardzo dobrze maskowało niedociągnięcia analogowych systemów Hi-Fi, bądź co bądź z budżetowego segmentu, czasach cyfrowych nośników odbiorcy już tego nie wymagają. Dzisiaj, gdy jakość materiału nagrana w pliku jest tak dobrej jakości, strojenie zostało zmienione, by jak najwięcej informacji i smaczków z nagrania wyciągnąć. Nie ma już strachu, że zaakcentujemy również szumy i trzaski, stąd też inne strojenie sprzętów ery cyfrowej i ery analogowej. Urządzenie to oceniam wysoko i śmiało mogę polecić, z tą jedną uwagą, że moim zdaniem jest sprzęt trudny w aplikacji i wymaga doświadczenia by dobrze wpasować w system. Raczej nie będzie wybaczał błędów reszty systemu i chyba najlepiej czuje się z towarzystwem sprzętów ze znacznie wyższej półki cenowej. Natomiast jeśli tylko uda Nam się uzyskać pełnie Jego możliwości, możemy cieszyć się naprawdę dobrym graniem. Do testów użyto: Unison Research Simply 845, Harbeth 30.1, Sonic Froniters SFT – 1, Tellurium Q Blue USB Tellurium Q Black II głośnikowy 2x2,5m Albedo Flat One głośnikowy 2x2,5m Albedo Monolith Monocrystal RCA Dystrybucja: q21 Cena: 3999zł Za dostarczenie do testów, dziękujemy firmie q21 www.q21.pl
  5. 4 points
    Słowem wstępu - w odbiorze tak muzyka, jak i sprzęt audio jest czymś bardzo subiektywnym. W poniższej krótkiej relacji nie silę się na obiektywizm, bo ten ciężko zachować przy tylu pokojach i systemach, gdzie gwar i szum oraz często zbyt głośna muzyka nie oddają tego, co prawdopodobnie mógłby nie jeden system pokazać. Zapraszam do komentarzy O SAMEJ IMPREZIE i sprzęcie wystawianym na AVS'19 nie o subiektywnych opiniach piszącego poniższe słowa Jeśli przyszło komuś w ostatni piątek, sobotę i niedzielę rozmawiać z audiofilem i/lub melomanem, na pewno poruszony został temat "Audio Video Show". Impreza od lat przyciąga masę wystawców i jeszcze więcej zainteresowanych sprzętem i muzyką osób. Jeśli ktoś mówi, że branża AV jest w zapaści... to ja nie wiem jak wyglądała by wystawa w najlepszym okresie zainteresowania produktami audio video! Trzy dni i chyba trzy dni za mało - to najczęściej słyszana opinia wśród zwiedzających. Ilość sprzętu, ilość i różnorodność imprez towarzyszących AVS'19 jest nie do ogarnięcia "z marszu" i dlatego nie dziwię się, że większość zainteresowanych udaje się wpierw do pokoi tych firm i marek, które są im najbliższe lub którymi są zainteresowani. Trzy dni imprezy pokazały jednak coś bardzo istotnego z perspektywy użytkowników produktów różnych marek - z jednej strony spore zainteresowanie światem analogowego brzmienia, gdzie prym wiedzie płyta winylowa i gramofon... z drugiej strony coraz mocniejsze zaznaczenie na rynku audio streamingu muzyki. Pamiętam odwieczną walkę "CD umarło" vs "CD nie umarło". Otóż trzeba przyznać, że muzyka na CD... stanowiła najmniejszy udział w trakcie odsłuchów. Wystawcy w głównej mierze decydowali się albo na klasyczne rozwiązanie w postaci "czarnych płyt" lub muzyka była puszczana wprost z tabletów/odtwarzaczy sieciowych. Oczywiście muzyka na CD nie umarła i nikt nawet nie myślał formułować takich zdań, jednak pliki opanowały na tyle świadomość/codzienność świata audio, że nawet najdroższe systemy nie unikały takiego połączenia jak streamer czy tablet. Impreza została podzielona pomiędzy Stadion Narodowy i Hotel Sobieski, gdzie w zależności od indywidualnych oczekiwań czuło się lub nie klimat dobrego brzmienia. Przyznam wprost, że każda tego typu impreza, która ma zostać opisana w sposób jak najbardziej rzetelny - zawsze będzie obarczona subiektywną oceną i osobistymi preferencjami. Nie sposób też obejść wszystkiego i nagle obiektywnie stwierdzić "to było/grało najlepiej". W głównej mierze (i takie było założenie od samego początku) chciałem w ramach "misji audiostereo" odwiedzić te marki i tych wystawców, którzy reklamują się na naszym Forum. Było to bardzo oczywiste, sprawdzić na ile reklama przekłada się na to, co oferuje dana marka w rozumieniu "muzyka, raz jeszcze muzyka". Po tej wydawałoby się misji niemożliwej do zrealizowania ze względu na wielkość imprezy, udałem się do kilku znanych marek i wystawców, by "podglądnąć" co też słychać u nich "w dosłownym tego słowa znaczeniu". W trakcie całej imprezy warto było (i to kilka razy) odwiedzić pokój audiostereo. Działo się sporo, osób wchodziła cała masa i... zainteresowanie DIY było nie mniejsze od zainteresowania produktami wielkich marek. I dobrze, bo słuchając kilku konstrukcji można było spokojnie zestawić je z drogimi i cenionymi konstrukcjami tych wszystkich znanych marek. Wracając do "wielkich tego świata", na pierwszy ogień poszły pokoje Audio Klan (lub jak kto woli Top Hi-Fi). W każdym pokoju można znaleźć było coś dla siebie, tak od strony brzmienia jak i formy wykonania. Jedną z ciekawszych konstrukcji jaka była prezentowana to malutkie głośniki bezprzewodowe marki Devialet. Jak na wielkość pomieszczenia oraz rodzaj muzyki - starały się jak mogły by pokazać, że w "małym ciele wielkie serce do muzyki". I przyznam bez bicia, że jest to ten rodzaj sprzętu, który w małych pomieszczeniach ma rację bytu nie tylko ze względu na małe gabaryty, ale także ze względu na uzyskiwane brzmienie. Devialet Phantom Reactor zapewne nie zastąpią klasycznego systemu audio bo nie jest to ich rolą, ale bez trudu uzyskamy z nich dobrej klasy brzmienie w małych i średnich pomieszczeniach. Jest to ten minimalizm, który może się podobać w praktycznie każdy domu. Z cyklu "małe może dużo" jak zawsze KEF w swoim pokoju zaprezentował swoje doskonałe głośniki bezprzewodowe (i nie tylko bezprzewodowe, ale o tym za chwilę). Małe KEF'y bezprzewodowe nie silą się na udawane brzmienie, potrafią wypełnić całkiem sporą powierzchnię dynamicznym brzmieniem, przy tym bardzo spójnym i mającym sporo do zaoferowania tym wszystkim, dla których liczy się kompletny minimalizm. Przyznam, że na AVS widziałem sporo tego typu konstrukcji, ale to te dwie zaintrygowały mnie (subiektywnie) najbardziej (ze względu na formę wykonania, łatwość obsługi i uzyskiwane brzmienie). Nie każdy jednak skusi się na "małe też jest piękne" co widać było na imprezie w pokojach odsłuchowych. Szczególne zainteresowanie wywołały kolumny marki Fyne Audio. F1 to już audiofilska pierwsza klasa i tak też dźwięk z nich pochodzący był oceniany przez praktycznie każdą osobę, która miała okazję posłuchać muzyki z tych kolumn. Sporej wielkości, przepięknie wykonane w każdym detalu. Pokazały, że muzyka może uszczęśliwiać ludzi.Było też sporo porównań do bliźniaczej marki Tannoy i nie bez powodu. Z drugiej strony takie porównania dla nowej jakby nie patrzeć marki i jej produktów stanowią komplement. Wracając do tematu firmy KEF i jej produktów, od pewnego czasu swoją nową serią R kusi melomanów oferując im "więcej i lepiej" w temacie muzyki w stosunku do poprzedniej serii. I nie ma co ukrywać, obecna seria zrobiła krok do przodu w tym zakresie. Rzecz jasna jako były użytkownik marki nie będę się silił na udawany obiektywizm i napiszę, że mając poprzednie R-ki 700 i 900 byłbym skłonny wymienić starszy model na nowszy ze względu na to, co obecna seria prezentuje od strony muzyki. A znajdziemy w tym brzmieniu sporo muzyki barwnej, przy tym bardzo poukładanej. Dla osób szukających kolumn zdolnych poruszyć niebo i ziemię muzyką nasyconą, barwną, nakreśloną (ale bez przesady) KEF sprawdzą się wyśmienicie. Kto lubi tego typu brzmienie w nowej serii R odnajdzie wszystko to z jeszcze większą ilością. Doskonale prezentował się system firmy Musical Fidelity. Pamiętając ich starsze serie byłem zaskoczony tym, jakie zmiany zaszły (na ogromny plus) w uzyskiwanym brzmieniu z nowych konstrukcji tego producenta. Muzyka żyła w pełnym tego słowa znaczeniu! Jak zawsze jakość wykonania sprzętu MF na najwyższym poziomie. Kolejną ciekawostką są produkty NuPrime Audio. Sprzęt robi wrażenie swoją nowoczesną formą i całkiem sporymi możliwościami. Z kilku centymetrowego wzmacniacza z wbudowanym przetwornikiem zdolnym obsłużyć pliki DSD uzyskujemy prawie 200W na kanał! Jak to dokładnie brzmi... przyjdzie nam przetestować w najbliższym czasie dzięki uprzejmości dystrybutora w naszym kraju. IDA-16 (bo o tym urządzeniu mowa) ma spore szanse na zaistnienie w domach sporej części melomanów. Sprzęt kusi atrakcyjnym wzornictwem, brzmieniem i stosunkowo niewielką ceną. Wbudowany DAC ma być przy tym całkiem niezłym elementem kuszącym melomanów. Kolejnym maleństwem pokazywanym na AVS, a przy tym dającym radę nawet sporej wielkości kolumnom głośnikowym był NAD M10. Moda na niewielkich rozmiarów sprzęt opanowała jak widać nawet audiofilskie marki ale to, co zrobił NAD w postaci M10 to mistrzostwo świata! Z niewielkiej bryły dźwięk w kolumnach był pełen rozmachu, stworzony po to, by docierać do uszu nawet w sporej wielkości pomieszczeniu. A to nie wszystko, ten mikrus posiada przy tym sporej wielkości ekran dotykowy, zaznaczmy - bardzo czytelny ekran. Sprzęt sprzętem, a bez muzyki nie ma audio. Okazuje się, że ilość osób kupująca muzykę na "czarnych płytach" pokazuje, że to nie jest chwilowa moda na "retro granie". Stoiska zapełnione były sporą ilością płyt, każdy zainteresowany mógł bez trudu nabyć interesujący go album lub zamówić bezpośrednio u sprzedawcy. Przeglądając ofertę kilku sprzedawców oraz rozmawiając z kupującymi płyty największym zainteresowaniem cieszą się wydawnictwa płyt już wcześniej wydawanych na rynku (wznowienia) oraz co najważniejsze - wydania limitowane lub oznaczone jako 180 gr. W mniejszym stopniu znaczenie ma to, czy płyta jest barwiona na czarno czy w innym kolorze. Kupujący płyty nie cieszą oczy kolorowymi dodatkami , a uszy muzyką z dobrze tłoczonych płyt. Wracając do samego sprzętu wystawianego na Audio Video Show ciężko było przejść obojętnie obok sprzętu bezprzewodowego, przy czym obecnym standardem dla audio jest budowanie wielu stref. System składający się z kilku głośników przeznaczonych do wielu pomieszczeń naszego domu nie stanowi już nowinki samej w sobie, obecnie producenci raczej skupiają się i kuszą kupujących łatwością obsługi całego systemu czy integracją z asystentem SI. Trwałość użytych materiałów oraz design stanowi ważny element całej układanki głośników bezprzewodowych, jak widać nie tylko brzmienie ale i wykonanie też jest ważne. Nie dziwią oczekiwania klientów, coraz częściej urządzenia tego typu mają za zadanie "nie przeszkadzać" w naszym domu, a dawać prostą przyjemność z ich posiadania i słuchania z nich muzyki. Codzienny kontakt z muzyką z sieci, przy tym bez zbędnego zastawiania domu czy mieszkania. Czy tak wygląda przyszłość każdego melomana... czas przyniesie odpowiedź. Każda firma na Audio Video Show prezentowała swoje systemy z przekonaniem o tym, że ich system o ile nie jest "najlepiej brzmiącym" to na pewno najbardziej trafiającą w gusta pod względy oferty propozycją. Fantastycznie prezentował się Harman-Kardon ze swoją serią Citation, ale i Yamaha przyciągała spore grono osób zainteresowanych produktami marki. Zresztą producent ten w swojej ofercie ma tyle produktów, że trudno nie znaleźć czegoś dla siebie w temacie audio. Warto było odwiedzić część Narodowego, który został przeznaczony maniakom słuchawek. I słowo "maniacy" używam nie bez powodu patrząc na ilość osób obwieszonych gości słuchawkami, przy okazji poszukujących coraz lepszych (wyższych) modeli słuchawek. Przy okazji, ferta z jaką można było się zapoznać na AVS'19 w temacie słuchawek i sprzętu im towarzyszącego była naprawdę spora. O najciekawszych z nich zapewne w osobnym artykule wspomni @Rucia1, która w tym roku w imieniu audiostereo na Audio Video Show tematy słuchawek ogarniała jak nikt inny, za co jej serdecznie dziękuję. Padło już kilka razy w powyższym tekście słowo "subiektywny", ciężko bowiem osobom osłuchanym i znającym specyfikę rynku audio opowiadać rzeczy niestworzone lub co gorsze, wciskać przysłowiowy kit mając z drugiej strony monitora osoby ze świadomością audio znacznie powyżej średniej. Sprzęt audio jak i muzyka jest rzeczą ocenianą w sposób bezwzględnie osobisty, nie byłoby to uczciwe wobec czytających ten artykuł, by przez swój pryzmat narzucać "to było najlepsze". Na pewno na ogromne brawa zasługuje organizator Audio Video Show. Świetnie skomunikowano Narodowy z Sobieskim, co osobom bez własnego transportu ułatwiło życie. Poruszanie się po Narodowym dzięki sporej ilości osób udzielających informacji z ramienia organizatora też stanowiło nie lada ułatwienie. Na kilka rozmów z osobami mającymi pomagać ogarnąć ten ogrom ludzi tylko jedna sprawiała wrażenie, jakby przybyła z innej planety-nie wiedziała nic. Tak bywa, samo życie. Pozytywnym akcentem w Sobieskim był set przygotowany przez firmę Nautilus z Krakowa. Ich konfiguracje znam m.in.: z eventów w Warszawie, gdzie często prezentowane są ich firmowe konfiguracje (tak w przypadku spotkań z Hirkiem Wroną czy w Studio U22). I tak jak na każdej z tych imprez brzmienie zawsze stoi na naprawdę bardzo wysokim poziomie, tak i w ostatni weekend firma z Krakowa przygotowała od strony brzmieniowej naprawdę kawałek świetnego zestawu audio. Spendor zagrał rewelacyjnie, naturalnie w całym zakresie, przepiękne i poukładane brzmienie. W temacie głośników marki Dynaudio prezentowanych na AVS słyszało się same pozytywy. O pokoju KEF'a już wspomniałem powyżej i przyznaję bez bicia jako były fan marki - nowa seria R idzie w bardzo dobrą stronę (uznając, że podoba się ich firmowe brzmienie). Tutaj nawet nie trzeba było zbyt dużej ilości słów, by zobaczyć reakcję ludzi w pokoju odsłuchowym przygotowanym przez firmę Audiotrendt z Krakowa. Fantastycznie prezentował się pokój audiostereo od strony przygotowanego sprzętu. Można rzecz jasna odrzucać DIY jako "niesprawdzalny" w domu ustatkowanego pana, który ma rodzinę i musi zaprezentować ładny... no właśnie czy musi? Zdaniem wielu nic nie musi! W audio liczy się brzmienie, a te usłyszane w naszym pokoju było bardzo dobrze oceniane. Tak więc DIY na pewno nie umarł i jak sądzę jeszcze sporo dobrego przed tego typu projektami! Brawo panowie! Miłym zaskoczeniem był też pokój przygotowany przez firmę zajmującą się ustrojami akustycznymi - firmę ZIG ZAG. Swego czasu miałem przyjemność gościć w siedzibie firmy i pół roku od tego czasu zrobiło swoje! Kolejny progres i to nie o krok, a kilka do przodu. Niektóre projekty pod względem estetyki wykonania to małe arcydzieła. Tak trzymać, bo rodzimy rynek nie ma się czego wstydzić na tle konkurencji. Pozytywnie odbierane były też kable firmy Tellurium Q co jest pozytywnym sygnałem od zainteresowanych osób, że naprawdę dobre kable nie muszą kosztować majątku. Dobrze dobrane pod system ułatwią poszukiwanie właściwej prezentacji muzyki na różnych systemach audio. Z Sobieskiego przenosząc się na Narodowy świat audio wielkich firm stał "otworem" i spośród wielu subiektywny wybór padłby na kilka bliskich mi marek. Nie ma rzecz jasna sensu opisywać ich w szczegółach, bo każdy kto był wyrobił sobie zdanie o tym czy innym sprzęcie oraz marce. Ci co nie byli i tak powinni polegać w głównej mierze na własnych uszach w trakcie odsłuchów w swoim domu lub podczas wizyty w salonach audio, a reportaż z AVS'19 traktować jedynie w kategoriach informacji na co warto w przypadku zakupów sprzętu audio zerknąć. Jeśli więc pada takie pytanie "co było warte polecenia", może ułatwieniem będzie krótkie video z wybranych (naszym zdaniem najciekawszych) pokoi. Było kilka pokoi, które można było polecić melomanom i audiofilom do zapoznania się z ofertą kilku marek. Niestety nie dane nam było z kilku powodów wykonać materiał filmowy (np.: ilość gości odwiedzających dany pokój), na pewno zostaną one ujęte w materiale w przyszłym roku. Audio Video Show w tym roku był jedną z największych imprez tego typu na świecie i prawdopodobnie największą w Europie. Patrząc na zainteresowanie sprzętem audio i muzyką można śmiało napisać, że rekord frekwencji jeszcze przed nami. Za szczególna pomoc w realizacji materiału chciałbym w tym miejscu podziękować firmom (alfabetycznie): Audioklan, Audiotrendt, EIC, Horn, Nautilus i Rafko. Dziękujemy także wszystkim za tak liczne odwiedziny pokoju Forum audiostereo.pl i pozytywne o nas opinie. Rozmowy z niektórymi osobami wychodzącymi z naszego pokoju pokazywały, że nasze forum nie bez powodu jest coraz liczniejsze, a rozpoznawalność tego miejsca największa w sieci (Polska). To rzecz jasna mobilizuje nas do coraz lepszej pracy i obiecujemy już dziś przygotować dla Was w przyszłym roku znacznie szerszą relację video (z wywiadami na Audio Video Show 2020) oraz postaramy się zawitać w przyszłym roku z kamerami w Monachium. Forum audiostereo Powyższy tekst i materiał filmowy nie powstałby bez udziału naszej redakcyjnej koleżanki @Rucia1. Serdeczne dziękuję jej za pomoc i wsparcie logistyczne w trakcie przygotowywania materiału.
  6. 3 points
    Audio Video Show to jak co roku wielka gratka dla miłośników słuchawek. Na 1200 metrach kwadratowych mieściła się strefa słuchawkowa, a na niej swoje urządzenia zaprezentowało ponad 50 producentów oraz dystrybutorów urządzeń audio z całego świata. Wiele stoisk było dosłownie obleganych, aby wypróbować sprzęt, trzeba było cierpliwie czekać w kolejce. Oczywiście najdłuższa ustawiła się do HiFiMan Susvara ze wzmacniaczem EF1000, czyli sprzętem kosztujący 80.000 Pln, prezentowanym przez sklep.RMS.pl. Było to jedno z większych stoisk na targach: słuchawki, kable, wzmacniacze, głównie NuPrime, Acoustic Research. Warto było również odwiedzić stoisko audiomagic.pl, gdzie z nowości prezentowane były słuchawki Meze Rai Solo czy droższe Meze Rai Penta. Oczywiście nie zabrakło takich marek jak Noble Audio (test), RHA, Fiio. Z nowości audiomagic.pl zaprezentowało wysokiej klasy tajwański odtwarzacz Cayin N6 II (mam nadzieję, że niedługo dostanę go do testów). Jestem go bardzo ciekawa ze względu na wbudowany przetwornik AK4497EQ AKM, który obsługuje rozdzielczość 32/384 PCM, 256 DSD oraz ma obsługę MQA, który to format ma tylu samo zwolenników, co i przeciwników, dlatego jestem ciekawa jak sobie tu radzi DAC. Nie zabrakło budżetowych nowości od IFI Zen DAC i Zen Blue. Nie sposób w krótkiej relacji opisać wszystkich wystawców, dlatego wspomnę tylko, iż były też produkty takich firm jak Audio-Technica, Topping Audio, Astell&Kern, Mee Audio, IFI, JBL, Beyerdynamic, Campfire Audio, SMSL i wiele innych. Ze względu na to, iż bardzo cenię sobie polskich producentów i uważam, że prezentują oni wysoką jakość wykonania, pozwolę sobie na małą „prywatę”. Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o Lucarto Audio, czy Feliks Audio. Pan Łukasz jak zawsze piękny design (drewniane wykończenie) i jakość dźwięku na wysokim poziomie. Można było przetestować lampowy Songolo HPA300SE połączony z DAC Songolo D300SE lub tańszy wzmacniacz Alberto. Natomiast Feliks zaprezentował specjalną wersję flagowego wzmacniacza Euforia Anniversary Edition, jubileuszowe wykończenie oraz opracowane na nowo komponenty. AVS to największa tego typu impreza w Europie, to święto „audiofili”, „audioholików” czy „zakręconych inaczej”, ale to, też świetna atmosfera w pokojach odsłuchowych, to czas na rozmowy, wymianę doświadczeń, a wreszcie na poznanie w "realu" forumowych przyjaciół. [email protected]
  7. 3 points
    Poniżej krótki opis, popularnych obecnie przewodów z kategorii budżetowej. Uważam, że pisanie pełnej recenzji przewodu jest zadaniem bardzo ryzykownym – to, jak odbierzemy dźwięk poszczególnego kabla, uzależnione jest od tak wielu wypadkowych, że łatwo o zakłamanie. Zamiast więc skupiać się na każdym detalu, nad każdą zmianą, jaką daje poszczególny kabel, tylko po to by stworzyć kilkustronicową recenzję, postanowiłem pójść inną drogą. Każdy z przewodów odsłuchałem w kilku różnych systemach i konfiguracjach, tam gdzie udało mi się wyłapać jednoznaczne wnioski, opisałem to. Starałem się pisać ogólnikowo i dać tylko lekkie naświetlenie tematu i kierunek, w jakim dźwięku idą poszczególne przewody po to, by ułatwić poszukiwania osobom wybierającym okablowanie do swojego systemu. Nie chcę, by poprzez recenzję czytelnik podjął pochopną decyzję, dlatego świadomie nie będę opisywał zbyt szczegółowo, by skłonić tym do posłuchania w swoim systemie i wyrobieniu własnych wniosków. Albedo Flat One głośnikowy 2x2,5m (2760zł) Jest kierunkowym kablem głośnikowym, wykonanym ze srebra. Wersja dostarczona do testów posiadała oryginalną konfekcję typu banan. Zamiast potężnych wtyków, wykorzystano cienkie miedziane tuleje, osobiście jestem zwolennikiem takiego wykonania. Moim zdaniem przesadzony wielkością wtyk jest większą przeszkodą dla sygnału niż cienka tuleja miedziana. Oczywiście wygląda niepozornie, ale jestem przekonany, że z punktu widzenia przesyłu sygnału takie rozwiązanie jest korzystniejsze. Wykonanie nie daje żadnych powodów do narzekań, konfekcja solidnie zamocowana i zabezpieczona rurkami termokurczliwymi, na ciemnoczerwony kolor izolacji nałożony czarny nylonowy oplot. Na przewodzie zamieszczono małą, metalową tabliczkę znamionową z logiem producenta, a także strzałką wskazującą kierunkowość kabla. Brzmieniem przypomina stereotypowe srebro ze wszystkimi zaletami i wadami tego materiału. Łagodna góra, ale z mocniejszymi akcentami pojedynczych dźwięków w tym zakresie pasma. Bas krótki i konturowy bez przesadnej masy. Średnica łagodna i lekka. Raczej polecałbym ten przewód do systemów, gdzie równowaga tonalna przesunięta jest w ciepłą stronę i z rozlazłym basem – w takich konfiguracjach przewód ten może się dobrze sprawdzić. Tellurium Q Black II głośnikowy 2x2,5m (1400zł) Kabel głośnikowy, Brytyjskiej marki Tellurium wygląda niepozornie – cienki, czarny przewód o prostokątnym przekroju, przypominającym taśmę. Wygląd niepozorny, ale taki niepretensjonalny wygląd mi akurat pasuje. Głównym zadaniem przecież jest przesyłanie informacji, a nie wizualne upiększanie systemu. Podobnie jak opisywany wyżej Albedo, tutaj także jako konfekcję zastosowano banany uformowane z cienkiej tulei miedzianej. Pierwsze co zwraca uwagę po wpięciu w systemie, to oddech w nagraniu i sporo informacji na średnicy. Otwarta i wyraźnie zaznaczona góra. Duża ilość dolnych zakresów pasma. Polecam aplikować go w spowolnionych systemach z chudym basem. Albedo Monolith Monocrystal RCA (3600zł 1m) Jest kablem sygnałowym RCA, wykonanym ze srebra, przez producenta określonego jako monokryształ. Wykonanie typowe dla Albedo, czyli izolacja dodatkowo zabezpieczona jest nylonowym oplotem, a na przewodzie umieszczona jest tabliczka z logiem producenta, modelem przewodu oraz zaznaczoną kierunkowością. Wtyki wykonane z rodowanej miedzi berylowej. Jego charakterystyka jest dosyć neutralna. Nie narzuca swojego charakteru, nie czuć w nim srebra, nie faworyzuje żadnego z pasm. Pozytywnie zaskoczyła mnie wielobarwność na basie, jaką uzyskałem po wpięciu do systemu. Polecam spróbować u siebie. Tellurium Q Blue USB (950zł 1m) W porównaniu do zwykłego kabla komputerowego uzyskujemy wyraźną poprawę w zakresie mikro informacji ukrytych w wyższych zakresach pasma przenoszenia. Wyraźniej rysuje efekty przestrzenne, tło nagrania, pogłosy. Dzięki temu odtwarzana muzyka staje się bardziej barwna, muzycy w nagraniu stają się namacalni, odnosi się wrażenie obecności muzyków w pokoju. Różnice nie są duże, ale po przesłuchaniu materiału z tym kablem, powrót do zwykłej komputerowego przewodu zaczyna doskwierać. Osobiście dążę zawsze do ominięcia standardu USB w systemie, ale jeśli ktoś jest zwolennikiem tego standardu, przewód ten na pewno pokaże więcej w systemie, niż zwykły przemysłowy kabel komputerowy USB. ----------------------------- Tellurium Q Blue USB – cena 950 zł, dystrybucja: SZYMAŃSKI AUDIO Tellurium Q Black II głośnikowy – cena 1400 zł za 2x2,5m, dystrybucja: SZYMAŃSKI AUDIO Albedo Flat One głośnikowy – cena 2760 zł za 2x2,5m, dystrybucja: AUDIO-CONNECT Albedo Monolith Monocrystal RCA – cena 3600 zł za 1m, dystrybucja: AUDIO-CONNECT Za dostarczenie do testów, dziękujemy firmie q21 www.q21.pl
  8. 3 points
    Po trzydziestu latach (jak ten czas leci) od wydania pierwszej płyty pod tytułem "Ogród Króla Świtu" Marek Biliński oddaje w ręce fanów nowe wydanie w/w albumu. Reedycja została w szczególny sposób przygotowana od podstaw, jak sam artysta mówi był odświeżona z dużą empatią, dostosowana do współczesnego High-End'u: "Starałem się (stosując najnowocześniejszą technologię), nie zniszczyć lekkości , szczegółowości i powietrza zawartego w nagraniu. Nie stosowałem kompresorów, które degradują brzmienie, ani żadnych innych uzdatniaczy dźwięków, tak aby jak najwierniej przekazać brzmienie z taśmy matki." W poszukiwaniu jak najlepszego brzmienia Marek Biliński posługiwał się m.in: fantastycznie brzmiącym gramofonem TransRotor Zet-3, który pracował z wkładką Shelter 501 MK III. Ciekawostką jest, że gramofon ten posłużył do analizy kilkudziesięciu płyt winylowych, specjalnie dobranych pod kontem brzmienia i czasu wydania. Celem było z jednej strony jak najwierniejsze oddanie brzmienia z taśmy matki, z drugiej strony poddano analizie płyty wydane 30-40 lat temu i obecnie wydawane. Analizy te stanowiły podstawę do wypracowania współczesnego modelu pasma częstotliwości, dynamiki i szczegółowości nagrania. W rezultacie końcowym obecnie wydawana płyta posiada ciepłe, aksamitne i głębokie brzmienie z szerokim pasmem stereofonicznym. Wznowienie na winylu pierwszej płyty Marka Bilińskiego "Ogród Króla Świtu" jest początkiem całej serii wydawniczej. "Planuję wydać wszystkie płyty na winylu, aż do koncertowego albumu "Life is Music", który ukaże się jako podwójny album. Kolekcja zostanie zakończona premierowym wydaniem mojego nowego albumu, który najpewniej ukaże się w czwartym kwartale 2020 roku" -informuje M. Biliński. Cała kolekcja powstaje przy współudziale i pomocy takich firm jak WM FONO oraz krakowski Nautilus. Jest też dobra informacja dla wielbicieli cyfrowych wydań! Jak się okazuje wszystkie albumu Marka Bilińskiego powrócą również w wersji cyfrowej w wersjach fizycznych nośników oraz zostaną opublikowane we wszystkich popularnych serwisach streamingowych! Premiery w wersji cyfrowej będą miały miejsce w tym samym czasie co ich analogowe wersje. Jeśli komuś byłoby mało... wielbiciele cyfrowych wersji będą mogli nabyć w edycji specjalnej, zawierające nie publikowane do tej pory utwory artysty! AudioRecki
  9. 3 points
    Na rynku audio temat kolumn wydaje się niekończącym spektaklem poszukiwań, przy tym częstym wyborem melomanów padają konstrukcje znane i cenionych marek. Melomani dokonując takiego, a nie innego wyboru decydują się na wybór kolumny "X" , bo liczy się w głównej mierze świadomość stosowanych technologii i zdobytego doświadczenia na przestrzeni często wręcz dekad. Ale rynek nie znosi próżni, a pomysłowość oraz pęd ku polepszaniu pewnych rozwiązań i przy okazji rozwijanie własnych pomysłów, powoduje powstawanie nowych, przy tym całkiem udanych konstrukcji. Taką "nową drogą" i "nowym pomysłem na uzyskiwane brzmienie" jest firma Fyne Audio. Marka ta nie jest całkiem nowa, a i jej podstawy oparte są na znacznie starszej i przy tym bardzo cenionej marce. Fyne Audio została powołana przez ludzi, którzy dysponują olbrzymim doświadczeniem zdobytym w szkockiej firmie Tannoy. Tak więc nie mam mowy o garażowych wygłupach "pana Mietka", który oferuje "high end'owe konstrukcje" lutując kabelki i strojąc na ucho każdą kolumnę z osobna. Nic z tych rzeczy! Fyne Audio to konstrukcje od podstaw zaprojektowane przez inżynierów mających ogromny zasób wiedzy, przy okazji w swoich kolumnach stosujący wiele doskonałych, autorskich rozwiązań. Zaznaczmy przy tym bardzo wyraźnie, ludzie ci posiadają przy tym odpowiednie zaplecze produkcyjne i pomiarowe, gwarantujące produkt powtarzalny, jednocześnie będący doskonale wykonany. Do naszych testów dzięki uprzejmości firmy Audiotrendt z Krakowa oraz dystrybutora marki na Polskę firmy EIC, otrzymaliśmy kolumny oznaczone symbolem F702. Patrząc na ofertę firmy dostrzeżemy, że F702 są konstrukcjami z górnej - topowej serii, lecz nie najwyższej. Nad testowanym modelem pozostaje jeszcze jedna konstrukcja, high end'owe F1-10. Wracając do naszych testowanych F702, sam producent określa je jako "ekskluzywne kolumny". Pojawia się przy tym informacja, że kolumny te oparte są w dużym stopniu o topowy model: "przeanalizowano wszystkie technologie i rozwiązania techniczne zastosowane we flagowym modelu Fyne Audio F1, stworzono ich odpowiedniki, a te wykorzystano w najnowszych konstrukcjach, których ceny są znacznie przystępniejsze niż cena pierwowzoru". Czy wobec tego za "w miarę" przystępną cenę do rąk klienta trafia produkt dobrze brzmiący, zbudowany w oparciu o najlepsze rozwiązania i doświadczenie ludzi wychodzących z dużej i cenionej marki? Pozostaje więc sprawdzić jak wygląda to w praktyce. Do naszych testów (obok F702) użyliśmy jako sprzęt towarzyszący: - wzmacniacz zintegrowany MOON 340I X - odtwarzacz sieciowy AYON S-3 - wzmacniacz lampowy Audio-Hungary - okablowanie głośnikowe: Chord Signature Reference - okablowanie RCA: Zacznijmy (w telegraficznym skrócie) od użytych technologii w F702. Fyne Audio stawia w głównej mierze na takie rozwiązania jak IsoFlare i port BassTrax Tractrix. IsoFlare oznacza współosiową konstrukcję głośnika, tworzoną przez dwa zintegrowane przetworniki. Jest to nic innego jak w pewnym stopniu nawiązanie do konstrukcji firmy Tannoy, ale przy okazji Fyne Audio stosuje własne (czyt. inne) rozwiązania. Mowa tutaj o samym zawieszeniu głośnika oraz jego budowę. Port BassTrax Tractrix z kolei wg. zapewnień inżynierów firmy ma powodować zdecydowanie lepsze rozprowadzanie niskich tonów, przy okazji gwarantując użytkownikowi znacznie swobodniejsze ustawienie kolumn w pokoju odsłuchowym. Technologie i zapewnienia producenta to jedno, zasadnicze pytanie "jak to wszystko brzmi brzmi i czy Fyne Audio F702 na ciasnym rynku kolumn mają szansę na odniesienie przynajmniej w minimalnym stopniu sukcesu?" WYKONANIE: F702 są naprawdę spore (1111 mm) i nawiązują swoimi gabarytami oraz wykonaniem do najlepszych konkurentów na rynku. Nie są przy tym w żaden sposób przytłaczające i w razie potrzeb lub osobistych preferencji można je ulokować w pomieszczeniu o średnim metrażu. Rzecz jasna głównym miejscem tego modelu powinny być pokoje o ciut większej powierzchni, ale i w mniejszych pokojach powinny się sprawdzić. To, co rzuca się na pierwszy plan to doskonałe wykonanie, w przypadku testowanego egzemplarza czarny połysk (fortepianowa czerń) robi pozytywne wrażenie, a bliższy kontakt z kolumną tylko utwierdza nas w przekonaniu, że kolumny nie bez powodu określane są przez producenta jako "ekskluzywne". Jeśli tylko klientowi pasuje wykończenie w postaci czarnego połysku, nie zawiedzie się w żadnym przypadku na jakości wykonania F702. Na osobne kilka zdań zasługuje cokół kolumn Fyne Audio. Ważną kwestią jest wkręcenie do niego dostarczonych kolcy. O tyle jest to czynność ważna, że ma ogromny wpływ na uzyskiwane końcowe brzmienie. Kolejną kwestią (nie pomijalną w tym przypadku) jest jakość cokołu i jego wykonanie. Nie ma mowy o jakimkolwiek oszczędzaniu na czymkolwiek. Cokół wykonano dbając o najwyższą jakość i funkcjonalność tego jakże ważnego elementu w przypadku tych kolumn. Z tyłu znajdziemy wysokiej klasy podwójne przyłącze do podpięcia okablowania bi-wire. BRZMIENIE: Podłączaliśmy w czasie testów kolumny do 2 posiadanych wzmacniaczy, w jednym przypadku był to wzmacniacz lampowy, w drugim konstrukcja firmy MOON z serii Nēo. Za źródło posłużył świetnie brzmiący streamer AYON S-3, który odtwarzał w trakcie testów pliki "zwykłe" jak i oznaczone jako Hi-Res. To, co słychać już od pierwszej chwili to niesamowita przestrzeń. Kolumny grają tak, jakby były rozsunięte zdecydowanie bardziej, niż w są rzeczywistości. Kolejną dla tych kolumn cechą wysuwająca się na pierwszy plan jest dynamika brzmienia i zdolność do prezentacji poszczególnych instrumentów. Są doskonale czytelne, nie następuje w żadnym przypadku maskowanie jednego dźwięku przez drugi. Nie bez znaczenia w sferze tonów średnich jest wokal. Jego naturalność i swoboda prezentacji w pełni oddaje to, co zostało zawarte w nagraniu. Średnica w pewnym stopniu przypomina brzmienie kolumn marki Tannoy, ale nie jest to w żadnym przypadku zarzut, a swoisty komplement pod adresem tych kolumn. Wysokie tony grają tak, by nie zmęczyć słuchacza już od pierwszej chwili, z drugiej strony w absolutnie żadnym momencie nie mamy poczucia ich nieobecności czy idąc w drugą stronę - narzucania się. Wysokie w dużym uproszczeniu prezentują formę nowoczesnej prezentacji tego zakresu dającą się polubić, nie tworząc przy tym odrębnego przekazu oderwanego od całości. Są przy tym bardzo precyzyjne tam, gdzie ich zadaniem jest zaznaczać swoją obecność w nagraniach. Niskie powinny być opisane w osobnym temacie. Ich masywny charakter nie powinien nikogo dziwić. Sama kolumna nie jest mała, co w efekcie powoduje wrażenie dźwięku dużego z naciskiem swobodę przekazu. Z jednej strony mamy kolumny zdolne do przenoszenia sporych mocy i tworzenia sporej wielkości planów (wręcz koncertowe brzmienie), z drugiej strony nie ma żadnych problemów, by wykorzystywać je do wieczornych odsłuchów muzyki mniejszych składów, muzyki stonowanej i budowanej na emocjach wynikających z detali. Jednak F702 pokochają w głównej mierze fani rock'a, dla których gitara musi brzmieć autentycznie, a riffy muszą mieć sporą siłę przekazu w dużej mierze wysuwającą się w pewnych momentach na pierwszy plan. Nie jest to kolumna w 100% uniwersalna, bas prezentowany prze te kolumny jest świetnie dociążony i doskonale kontrolowany (bez względu na poziom głośności). Ogromny wpływ na jakość niskich tonów ma BassTrax Tractrix. Całość przekazu zamyka się także w bardzo dobrze odwzorowanej scenie, każdy słuchający tych kolumn bez trudu rozpozna instrumenty i ich umiejscowienie. Nie bez znaczenia w tym przypadku jest prezentacja instrumentów zgodnie z ich wielkością. Bez względu na rodzaj nagrania (gatunek muzyczny) nie mamy poczucia zaburzonej wielkości poszczególnych instrumentów. Gdybym jednak miał wybrać najlepsze z możliwych gatunków dla tych kolumn, wybrałbym dla nich rock'a, dobrze brzmiącą elektronikę (i pochodne) oraz większe składy jazzowe. Kolumny tej wielkości i z taką żywiołowością w przypadku muzyki o małej ilości instrumentów nie będą (pomimo oczywistej poprawności prezentacji nagrań) w pełni pokazywać swoich atutów. A do nich należy zaliczyć świetną dynamikę, głębię i szerokość sceny. To kolumna w głównej mierze kierowana do osób szukających muzyki "z prądem", ale co ważne - w chwilach potrzeby wybrania spokojniejszych nagrań - nie zawiodą właściciela. I nie oszukujmy się... do małych pomieszczeń zdecydowanie modele niższe, F702 nie będą dobrym wyborem dla osób ustawiających kolumny na małej przestrzeni pomiędzy szafą, a regałem z TV. PODSUMOWANIE: Dostarczone do testów kolumny Fyne Audio pokazują, że na rynku jest miejsce dla nowych pomysłów i nowych konstrukcji - pod warunkiem, że kolumny te mają coś do zaoferowania klientom, a nie tylko udają konkurencję dla istniejących marek. W przypadku F702 nie ma mowy o nudzie czy niezadowoleniu z ich wyboru, byle świadomie dobrać je do wielkości swojego pomieszczenia i rodzaju słuchanej muzyki. Ważnym elementem jest dobór elektroniki towarzyszącej do tych głośników. Wzmacniacze o małej mocy nie pokażą w pełni możliwości F702 w temacie prezentacji instrumentów. Z drugiej strony pomimo faktu, że kolumna nie jest w 100% uniwersalna - z odpowiednią elektroniką będziemy mieli możliwość kreowania odpowiedniego dźwięku (wg. własnych oczekiwań). Po Fyne Audio F702 powinni w głównej mierze sięgać melomani mający prąd zamiast krwi, a muzyka jaka uspokaja ich po całym "trudzie dnia" opiera się o solidną porcję gitar czy dobrej elektroniki. Świadomy audiofil uzyska z tych kolumn doskonałe brzmienie, często jakością brzmienia ponad to, za ile przyjdzie nam zapłacić za F702. AudioRecki Do testów kolumny dostarczone zostały przez Polskiego dystrybutora marki Fyne Audio - firmę EIC oraz autoryzowanego sprzedawcę Fyne Audio, firmę Audiotrendt z Krakowa. https://audiotrendt.com.pl https://www.eic.com.pl Moc ciągła: 100 W Skuteczność: 92dB (2.83 Volt @ 1m) Zalecana moc wzmacniacza :30- 200 W Impedancja: 8 Ω Pasmo przenoszenia: 30 - 34 000 Hz Wymiary (W x G x S) 1111 x 384 mm x 440 mm
  10. 3 points
    Kiedy myślimy o Polskim jazzie nie sposób pominąć Krzysztofa Komedy. Pionier jazzu nowoczesnego w Polsce, twórca znanych na całym świecie standardów jazzowych i muzyki filmowej. Filmowej powinienem wręcz podkreślić kilka razy - OBOWIĄZKOWO, bo Komeda napisał muzykę do 65 filmów, w tym głośnego i obecnie kultowego już tytułu Romana Polańskiego - Dziecko Rosemary (1968r.). Dlaczego Komeda i dlaczego takie to ważne? Mamy przyjemność zaprosić Was do odsłuchu nowej płyty. Zaznaczę przy tym - nie byle jakiej płyty i nie byle jakiego odsłuchu. Otóż zapraszamy na Record Store Day, czyli na święto niezależnych sklepów muzycznych. Co istotne - na świecie obchodzone będzie po raz dwunasty, w Polsce oficjalnie PO RAZ PIERWSZY! Do polskiej edycji Record Store Day przystąpiły w tym roku 24 sklepy muzyczne z całej Polski. Są to w pełni niezależne sklepy stacjonarne, ponieważ jednym z warunków uczestnictwa w Record Store Day jest prowadzenie tego rodzaju działalności. W RSD nie mogą uczestniczyć sklepy sieciowe, internetowe czy hurtownie muzyczne. Z okazji Record Store Day ukaże się pierwszy oficjalny polski album sygnowany znakiem RSD. Będzie to „Astigmatic” Krzysztofa Komedy. Jest to czwarty album studyjny artysty uważany zarówno przez krytyków, jak i słuchaczy za jedno z największych osiągnięć polskiej szkoły jazzowej i jedną z najważniejszych płyt w historii jazzu. Jakże istotnym - płyta ta oczywiście wydana na winylu ukaże się w formie edycji limitowanej "Coloured Vinyl" sygnowane dopiskiem "50th Anniversary Of the Dead Of Krzysztof Komeda". To nie wszystko! W trakcie odsłuchu jaki odbędzie się w Warszawski STUDIO U22 (Aleje Ujazdowskie 22) prowadzącym spotkanie będzie Paweł Brodowski - redaktor naczelny Jazz Forum, a gościem specjalnym Zbigniew Namysłowski, który współpracował swego czasu z Komedą! Dla naszych czytelników - dzięki uprzejmości U22 - mamy do rozdania 3 wejściówki (wraz z osobą towarzyszącą) na to wyjątkowe spotkanie, będące jednocześnie okazją do odsłuchu nie mniej wyjątkowej płyty. Warunek otrzymania zaproszenia - wystarczy wejść na FB, odnaleźć konto audiostereo oraz polubić z prostym komentarzem niniejszy news. Pierwsze 3 osoby otrzymają wejściówki dla siebie i bliskiej osoby, z którą o 20:00 już 16 kwietnia będą mieli okazję spędzić wyjątkowo miły wieczór. Odsłuch odbędzie się w STUDIO U22 - Al. Ujazdowskie 22, Warszawa. Wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszamy w imieniu organizatora! Zapowiada się naprawdę wyśmienita uczta dla wielbicieli jazzu - w doborowym gronie i co istotne, przy wybitnej muzyce Komedy. Polecamy gorąco! Za zaproszenia dla naszych forumowiczów i inspirację dziękujemy Danielowi ze Studio U22 Studio U22 Warszawa Al. Ujazdowskie 22 https://studio-u22.com AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo) KRÓTKA HISTORIA RECORD STORE DAY I JEGO ZASADY Record Store Day jest coroczną imprezą zainaugurowaną w kwietniu 2008 roku. Odbywa się w kwietniową sobotę i w „Black Friday”. Ideą tego święta jest promowanie kultury niezależnych sklepów muzycznych. W 2007 roku doszło do spotkania właścicieli niezależnych sklepów płytowych, którzy chcieli stworzyć wydarzenie podobne do popularnego w Stanach Zjednoczonych Free Comic Book Day, podczas którego pomaga się czytelnikom i wspiera niezależne sklepy z komiksami. Tak wykształciła się idea Record Store Day. Po tym spotkaniu Eric Levin, Michael Kurz, Carrie Colliton, Amy Dorfman i Don Van Cleave założyli Record Store Day, którego koncepcja w ciągu 11 lat została zaadoptowana na rynki Europy, Azji i Australii. Pierwszy oficjalny Record Store Day odbył się 19 kwietnia 2008 roku i został zainaugurowany przez zespół Metallica. Co roku wybierany jest ambasador Record Store Day. W tym roku został nim zespół Pearl Jam. W latach poprzednich byli to między innymi: Dave Grohl oraz Jack White.
  11. 2 points
    Świat audio żyje dopiero co zakończoną imprezą Audio Video Show 2019, sporo obecnie w związku z tym komentarzy w sieci, reportaży filmowych i fotograficznych. Masa opinii, spostrzeżeń, a nawet oczekiwań co do przyszłorocznej edycji AVS. Można więc przyjąć, że wszystko co w temacie audio w tym tygodniu obejmuje zakończoną w niedzielę imprezę. Z naszej strony dorzucamy kilka zdjęć z naszym zdaniem najciekawszych miejsc. Pozostawimy wszystkie zdjęcia bez naszego komentarza, niech same zdjęcia będą wymową tego co było i jak było. AudioRecki
  12. 2 points
    Tym razem materiał z lekkim przymrużeniem oka. Z okazji Halloween, na tapetę wziąłem coś luźniejszego i wymagającego trochę dystansu do otaczającego nas świata. Gadżety audio, które chcąc nie chcąc, prędzej czy później pojawiają się w naszej zabawie, często wzbudzają sporo kontrowersji. Na Halloween postanowiłem wybrać kilka z nich i przetestować jak (i czy w ogóle) działają – cukierek czy psikus? Zacznę, od czegoś niewywołującego skrajnych emocji. Acoustic Revive SPU-8 to zestaw ośmiu podkładek pod kolce – w domyśle stosowane pod kolce kolumn głośnikowych, ale oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by użyć je np. pod platformami antywibracyjnymi. Stosowanie podkładek pod kolce jest już pewnego rodzaju standardem, ale to, co wyróżnia produkt Acoustic Revive, to deklaracja producenta, że używa specjalnie selekcjonowany materiał, z których je wykonuje. Oczywiście selekcja pod kątem najlepszego efektu sonicznego. Materiał, na jaki finalnie padło, to stopu mosiądzu o bardzo dobrej charakterystyce opadania drgań. A jak wygląda to podczas odsłuchów? Podkładki testowałem w dwóch różnych systemach – w obu dało się zaobserwować słyszalne różnice. Moim zdaniem podkładka pracuje w duecie razem z podłogą, stąd też nie można jednoznacznie opisać charakteru, jaki wprowadza do dźwięku, gdyż w sporym stopniu zależy to od podłoża, z jakim musi współpracować. U mnie, na dębowym parkiecie, różnice, jakie zauważyłem to przede wszystkim większa ilość odcieni basu, a także wrażenie niżej schodzącego basu i ogólnie mniej „przewalenia” niskimi częstotliwościami. Dzięki wprowadzeniu większego porządku na dole pasma, bardziej czytelna staje się średnica i źródła pozorne, a przez to pośrednio również kreowanie sceny. Z mojego punktu widzenia, produkt konieczny, bo raz, że wniósł pozytywne elementy soniczne, a dwa – pozwala mi uniknąć niszczenia drewnianej podłogi przez kolce. Oczywiście jak z każdym elementem służącym do strojenia systemu, należy pamiętać, że wprowadza on zmiany, ale nie zawsze te zmiany są jednoznacznie korzystne. Właśnie na tym polega strojenie, by przetestować różne warianty i dopasować dźwięk pod siebie. Dla osób mających podłogi drewniane lub panele podłogowe i borykających się z problemem ze zbytnio „zlepionym” basem polecam sprawdzić u siebie, opisywane wyżej podkładki. Kolejny produkt to duet demagnetyzera do płyt CD: Acoustic Revive RD-3 oraz jonizatora do płyt CD Acoustic Revive RIO-5II. Tutaj oczywiście, znacznie większe kontrowersje, gdyż urządzenia wyjątkowo nietypowe. Owszem miałem kontakt z demagnetyzerami w audio, które od co najmniej pół wieku w systemach nagraniowych, jak i domowych mają (miały) swoje zastosowanie, ale raczej w kontekście urządzeń magnetofonowych, gdzie służyły np. do kasowania taśm. Robią to skuteczniej niż większość głowic kasujących wbudowanych w magnetofony. Zasada działania RD - 3 wydaje się podobna, tyle że w przypadku płyty CD, nie kasujemy żadnych danych, a jedynie ściągamy ładunki elektryczne z płyty CD, które mogą zakłócać poprawną pracę czytnika. Zarówno taśma magnetofonowa, jak i płyta CD wykonane są z niemagnetycznego tworzywa sztucznego. Na płycie CD napylona jest cienka warstwa metalu (stąd srebrny kolor płyty CD), a także – jak twierdzi producent urządzenia – szczątkowe ilości metali znajdują się w barwnikach w nadruku płyty CD. To tłumaczy jakim cudem plastikowy krążek daje się rozmagnesować i na jakiej zasadzie działa urządzenie. Z kolei Acoustic Revive RIO-5II jest jonizatorem płyt CD – urządzeniem, z jakim nie spotkałem się nigdzie w technice audio. Sposób jego działania wydaje się prosty: wkład z półszlachetnych kamieni (tourmalin) jest oświetlany (przez to podgrzewany) halogenem, co w efekcie doprowadza do ujemnego jonizowania, położonej na urządzeniu płyty CD. Nic więcej nie jestem w stanie Państwu powiedzieć na temat zasady działania tego sprzętu, wiadomo tylko, że generator jonów ujemnych jonizuje płytę i ma to mieć zbawienny wpływ na dźwięk. Jak to wygląda w praktyce? Najpierw kontrolnie odtworzyłem płytę CD, po kilku utworach wyciągnąłem i użyłem na początek demagnetyzer, a następnie jonizator. Płytę wsadzam z powrotem do odtwarzacza i z niedowierzaniem zauważam poprawę grania… Pojawia się więcej szczegółów, ale w sposób nienachalny, bez sztucznego wyostrzenia. Znacznie więcej barwy basu, w całkiem inny (moim zdaniem lepszy) sposób kreowane wokale – bardziej nasycone, namacalne… Zmiany są zaskakująco mocne i moim zdaniem jednoznacznie pozytywne. Nie mamy tu do czynienia z poprawą jednego aspektu kosztem innego, lecz każdy z elementów dźwięku doznaje poprawy. No cóż, więcej mogę napisać, jedyne co mi zostaje to polecić, przetestować w swoim systemie i rozwiać ewentualne wątpliwości – które muszą pojawiać się, przy tak egzotycznym urządzeniu. By upewnić się, czy nie popadam w autosugestię, sprzęt testowaliśmy w kilkanaście osób, w trzech całkowicie różnych systemach, przez kilka dni. Efekty u każdego testującego podobne, chociaż z różną siłą odbierane. Jeszcze raz polecam sprawdzić samemu i podzielić się swoimi opiniami. Wesołego Halloween! Acoustic Revive SPU-8, dystrybucja: Eter Audio, cena 590 zł komplet (8 sztuk) Acoustic Revive RD-3, dystrybucja: Eter Audio, cena 1890 zł Acoustic Revive RIO-5II, dystrybucja: Eter Audio, cena 4190 zł Za użyczenie do testów dziękujemy firmie Nautilius, www.nautilus.net.pl
  13. 2 points
    TRIANGLE to znany francuski producent kolumn i słuchawek. Firma została nagrodzona 18 złotymi Diapazonami za bezkompromisowy dźwięk, który łączy w sobie piękno i emocje muzyki. Na rynku właśnie ukazała się nowa seria kolumn Borea. Miała ona swoją oficjalną premierę w maju, w Monachium, podczas wystawy High End 2019, natomiast do sprzedaży trafiły pod koniec września. W skład serii wchodzą trzy kolumny wolnostojące – BR09, BR08 oraz BR07, dwie podstawkowe BR03 i BR02 oraz głośnik centralny BR01. Kolumny są dostępne w trzech kolorach: biały, czarny i orzech. Do mnie na testy przyjechała najmniejsza kolumna z serii Borea – BR02 w kolorze czarnym. Pierwsze, co się rzuca w oczy to, jakość wykonania. Obudowa ma klasyczny kształt wykonany z solidnego mdf, pokrytego jesionową powłoką. Wszystko jest idealnie spasowane, mocowanie zrealizowane jest bez widocznych śrub, maskownice pełne, łączone są za pomocą magnesów. Kolumna jest ekonomiczną wersją Esprit EZ, zastosowano tu te same szybkie przetworniki z mocnymi systemami napędowymi, ze zoptymalizowanymi pod względem przepływu powietrza, koszami. Membrany wykonano z pulpy celulozowej przy użyciu innowacyjnego systemu redukcji wibracji o nazwie DVAS (Driver Vibration Absorption System). Jak podaje producent głośnik wysokotonowy serii Borea oparty jest na 25-milimetrowej kopułkowej membranie z jedwabiu z korektorem fazy opracowanym tak, aby wyrównać pasmo przenoszenia głośnika i poprawić rozproszenie fali dźwiękowej poza osią główną. Dzięki temu, mamy otrzymać dobry dźwięk niezależnie od miejsca odsłuchu. Kopułka umieszczona jest w tubie, co zmniejsza odbicia fali dźwiękowej. Przetwornik jest napędzany silnym magnesem neodymowym, ale o kompaktowych rozmiarach. Jest on połączony z systemem chłodzącym, co pozwala na osiągnięcie wyższej mocy. Głośnik średniotonowy to w 100 procentach celulozowa membrana, opracowana i produkowana przez firmę Triangle. Głośnik niskotonowy wyposażone zostały w membrany z włókna szklanego. Przed odsłuchami daję kolumnom kilka dni na wygrzanie, „plumkają” sobie w moim gabinecie ze wzmacniaczem NAD 3020 D. Po takiej akomodacji Triangle zasłużyły na większą dawkę prądu, wpinam je do mojego głównego systemu odsłuchowego, opartego o Haiku Audio Bight mk4. We wszelkich wzmiankach reklamowych producent opisuje te kolumny, jako szybkie, precyzyjne z dużą ilością detali. Wystarczy chwila słuchania, żeby przekonać się, że rzeczywiście tak jest. Po przesłuchaniu mojej testowej listy (notabene powstała ona po zeszłorocznych AVS 2018), wyraźnie czuć, że te kolumny spodobają się fanom mocniejszego brzmienia. Kolumny grają skrajami pasma, wysokie tony są podkreślone, wyraźne i rozdzielcze. Można powiedzieć, że góra jest krystaliczna, jednocześnie nie męczy, nie syczy. Podobnie niskie tony, są żywe, bardzo szybkie i dynamiczne. Uderzenie basu jest na tyle optymalne, by wiarygodnie oddać brzmienie gitary basowej. Średnica natomiast jest lekko stonowana, przez co brzmienie jest lżejsze, bardziej przejrzyste. Scena muzyczna jest dosyć szeroka i mamy wrażenie oderwania dźwięku od kolumn. Ciekawie brzmi gitara w utworach Catfish Blues – Jimmy „Duck” Holmes czy Goodbye Baby – Dave Alvin and Jimmie Dale Gilmore. Poza rockiem takie strojenie kolumn dobrze sprawdzi się też w muzyce R&B, reggae czy pop. Natomiast niekoniecznie zestawiłabym je z jazzem, gdzie, dominuje wokal i średnica. Należy też wspomnieć, że są to najmniejsze kolumny z serii Borea i producent zaleca je do pomieszczeń do 20 metrów kwadratowych. W większym pomieszczeniu może nam brakować basu. Tak było u mnie, gdy ustawiłam kolumny w salonie 35 metrowym. Wszystko było niby ok, przestrzeń, rozdzielczość, ale grało to chudo, brakowało tzw „mięcha”. Po powrocie kolumn do gabinetu, który ma około 12 metrów, Triangle w duecie z Haiku Bright pokazały, co potrafią, zagrały z dobrym dociążeniem, detalami i drivem. Jeśli szukamy budżetowych kolumn z pazurem i zadziorem muzycznym, a przy tym wykonanych w nowoczesnym i neutralnym stylu, który będzie pasował do każdego wnętrza to warto rozważyć zakup Triangle Borea. [email protected] System testowy: Pliki: Raspberry PI4 + Allo DigiOne Signature z wgranym MoodeAudio, Roon Bridge oraz laptop z programem Foobar 2000 DAC: Hegel HD25, Aune X1s 10th anniversary Wzmacniacz: Haiku Audio Bright MK 4 lampy Genalex - Gold Lion ; NAD 3020D Interkonekty: Haiku Audio, Albedo Flat One Kabel USB: Lucarto Audio, Taga Harmony TUD Sieciówki: Lucarto Audio PC -2EVO, Futurech Specyfikacja techniczna: Konstrukcja : 2 - drożna Budowa kolumny: pasywna Przetworniki: dynamiczne Głośniki wysokotonowe: 1x 1cal (254mm) membrana jedwabna z systemem EFS, korektorem fazy, napędzania wysokiej klasy cewką i magnesem neodymowym Głośniki średniotonowe: 1x 5.25 cala (1x 130mm) dedykowany głośnik z wyprofilowanym stożkiem z masy celulozowej i z półzawiniętym zawieszeniem wykonanym z unikalnego połaczenia gumy i pianki Bas-refleks: tył Impedancja: 3 Ohm, 6 Ohm Skuteczność: 89 dB Moc ciągła (RMS): 80W Pasmo przenoszenia: 51 - 22.000Hz Wysokość: 31cm Szerokość: 17.6cm Głębokość: 27.4cm Waga: 5.18kg Dystrybucja: Rafko https://rafko.com/pl/ cena: 1595
  14. 2 points
    Można przyjąć jako pewnik, że stare to jest dobre wino i skrzypce oraz... muzyka Freddiego Mercury’ego. Wiedzą o tym praktycznie wszyscy melomani, nie tylko fani Queen czy nieżyjącego wokalisty. W przyszłym miesiącu do sklepów trafi nagrany w 1985 pierwszy solowy album frontmana zespołu Queen. Album o tyle interesujący, że każdy zawarty na wydawnictwie utwór został poddany procesowi remasteringu. Dodajmy przy tym, że proces ten odbywał się przy użyciu oryginalnych taśm matek, tak więc zgodnie z zapowiedzią wydawcy - jakość nagrań ma być zrealizowana na najwyższym poziomie. Album zawiera kilka naprawdę świetnych kawałków, które pomimo upływającego czasu są nadal bezsprzecznie jednymi z najlepszych utworów w historii muzyki. Na płycie znajdziemy więc takie hity Freddiego jak „Living On My Own”, "Your Kind Of Lover", "Love Me Like There's No Tomorrow" czy fenomenalne „The Great Pretender” Album „Mr. Bad Guy” ukaże się w pierwszej połowie października tego roku. AudioRecki Za pomoc w realizacji materiału dziękujemy właścicielowi firmy Winylownia.pl https://winylownia.pl „Mr. Bad Guy” Freddie Mercury (I wydanie: 1985) remaster 2019 Tracklista: 1. Let's Turn It On 2. Made In Heaven 3. I Was Born To Love You 4. Foolin' Around 5. Your Kind Of Lover 6. Mr. Bad Guy 7. Man Made Paradise 8. There Must Be More To Life Than This 9. Living On My Own 10. My Love Is Dangerous 11. Love Me Like There's No Tomorrow
  15. 2 points
    RHA Audio to brytyjska firma z siedzibą w Glasgow, zajmująca się produkcją słuchawek. Kupując produkty RHA możemy się liczyć z gwarancją dobrego dźwięku, jakością wykonania i designem. Do tej pory miałam okazję słuchać przewodowe modele tej marki, np. RHA MA 750. Kilka dni temu dzięki audiomagic.pl dostałam do testów słuchawki bezprzewodowe RHA Trueconnect. W komplecie otrzymujemy: - słuchawki - etui, które pełni role ładowania - kabelek USB – USB „c” - komplet wkładek dousznych w różnych rozmiarach - instrukcję Słuchawki wykonane są z tworzywa, pokrytego czarną, matową, miłą w dotyku powłoką. RHA Trueconnect zakończone są trzpieniem, który pomaga w lepszym trzymaniu się słuchawek w uszach, a na jego końcu umieszczono mikrofon. Na każdej słuchawce znajduje się przycisk sterujący. Wciśnięcie przycisku prawej słuchawki na 5 sekund, paruje zestaw z telefonem. Dodatkowo prawa słuchawka steruje głośnością: dwukrotne kliknięcie zwiększa głośność, a trzykrotne zmniejsza. Lewa słuchawka kontroluje odtwarzanie muzyki, dwukrotne kliknięcie zmienia utwór na kolejny, a trzykrotne cofa. Pojedyncze kliknięcie prawej lub lewej słuchawki to pauza. Etui jest wykonane z aluminium, częściowo pokrytego gumowaną powłoką. Na dole obudowy znajduje się pojedynczy port ładowania USB-C. Jest też biała dioda wskaźnika baterii, która pokazuje ilość pozostałej baterii w obudowie. Połączenie USB-C pozwala na pełne naładowanie etui w ciągu dwóch godzin, a wbudowana funkcja szybkiego ładowania pozwala ładować słuchawki do 50% w zaledwie 15 minut. Słuchawki bez „ładowarki” wytrzymają około 5 godzin, natomiast w etui mamy jeszcze zapas prądu na kolejne 4 ładowania. Zaczynając odsłuchy, byłam przekonana, że są to słuchawki dla osób uprawiających sport lub dojeżdżających do pracy komunikacją miejską, niekoniecznie wsłuchujących się w wyrafinowane brzmienie. Jednak kilka godzin słuchania zmieniło moje podejście. RHA Trueconnect to połączenie wygody z audiofilską ambicją producenta. Te słuchawki naprawdę brzmią dobrze, dźwięk jest gęsty i ciepły z dużą ilością basu, bez utraty szczegółów w górnych rejestrach. Grają dynamicznie, z dużą ilością energii, góra nie męczy i nie syczy (brak sybilantów) Działają dobrze z większością gatunków, świetnie na nich wypada Mark Knopfler czy Eric Clapton, co nie znaczy, że odstają w jazz, pop czy R'n'B . Ogólnie tonalność Trueconnect jest ciepła i przyjemna taka do słuchania godzinami. W czasie testów połączenie bluetooth spisywało się niezawodnie, trzymając telefon w kieszeni czy torebce, możemy być spokojni o stabilność działania, nawet oddalenie się do 10 metrów nie powoduje zerwania łacznosci. [email protected] Specyfikacja: · Przetwornik dynamiczny 6 mm · Zakres częstotliwości: 20-20 000 Hz · Zasięg (bez przeszkód): 10m · Ładowanie (od 0%): 15m do 50% · 1h40 do 100% · Odporność na pot / splash: IPX5 · Waga (wkładki douszne): 13g · Gwarancja producenta: 3 lata Dystrybucja: www.audiomagic.pl Cena: 749
  16. 2 points
    Noble Audio to amerykańska firma produkująca słuchawki dokanałowe uniwersalne jak i modele na zamówienie . Jest to stosunkowo młoda marka, która powstała zaledwie sześć lat temu. W swojej ofercie ma modele kosztujące 2000 $ jak i modele tańsze np. Trident 399 $ lub Savanna 499 $. Dzięki firmie audiomagic.pl dotarły do mnie do przetestowania słuchawki Trident. Akcesoria: Przy zakupie słuchawek dostajemy w komplecie: - zestaw tipsów - futerał z tworzywa w kształcie skrzynki - materiałowy woreczek - karabińczyk - szczoteczkę do czyszczenia - silikonowe opaski Wygląd i budowa: Zewnętrzna strona słuchawki wykonana jest ze srebrnego aluminium, na którym jest wygrawerowane logo firmy w kształcie korony. Pozostała część to szare tworzywo mieniące się brokatem. Pleciony kabel jest wpinany do słuchawek za pomocą dwóch pinów i zakończony wtykiem 3,5 mm. Za dźwięk „trójzębu” odpowiadają trzy przetworniki armaturowe. Słuchawka dobrze układa się w uchu, a dzięki różnym rodzajom tipsów, możemy ją dokładnie dopasować i wytłumić. Trident jest niesamowicie lekki, co pozwala na długie sesje odsłuchowe bez najmniejszego śladu zmęczenia ucha. Dźwięk: Po podłączeniu słuchawek do Fiio Q5 nie od razu byłam przekonana do brzmienia. Brakowało mi obiecanego przez Noble basu - takiego mocniejszego „kopnięcia”. Po dwóch dniach dźwięk się zdecydowanie zmienił. Jak się okazało Tridenty warto wygrzać, dać im trochę czasu, a rozwiną zdecydowanie swoje skrzydła i uderzą obiecanym basem. Ten model gra podkreślonymi skrajami pasma - góra i niskie tony są wyszczególnione, a średnica lekko wycofana. Noble Audio poleca swoje dziecko miłośnikom popu i rzeczywiście tak jest. Słuchawki są bardzo szybkie i melodyjne, muzyka brzmi żwawo, ciężko usiedzieć na miejscu słuchając “Love Never Felt So Good” Michaela Jacksona czy “Colling All My Lovelies” Bruno Marsa. Bas jest mocny, szybki i dobrze kontrolowany. Średnica jest zrównoważona, mniej podkreślona niż góra, mająca więcej blasku. Wysokie tony są miękkie, nie kłują w uszy, nie męczą, a czarują rozdzielczością. Ten styl grania sprawdzi się też dobrze w muzyce elektronicznej, hip-hopowej i reggae. Tridenty to słuchawki o niskiej impedencji, łatwo je napędzimy smartfonem, ale wpięcie dac/amp zdecydowanie poprawia brzmienie. Tu musimy jednak trochę uważać na podbicie gain, ponieważ jako czułe słuchawki szumią. Podsumowanie: Jeśli lubisz pop, reggae czy muzykę elektronicznę to są to słuchawki, które przyniosą Ci wiele radości ze słuchanej muzyki. Model Trident to typowe "V-ki" podkreślony dół i wysokie tony, średnica cofnięta. To słuchawki łatwe do napędzenia i przyjemne do słuchania. [email protected] Dystrybucja: www.audiomagic.pl Cena – 1.790,- PLN
  17. 2 points
    Marka Bilińskiego nie trzeba przedstawiać. Mistrz muzyki elektronicznej od kilku dekad w sposób znaczący zaznacza swoją obecność na rynku muzycznym, poprzez swoje większe i mniejsze dzieła. Od wielu już lat w całej dyskografii kompozytora jest jeden album, który w sposób wyjątkowy wywołuje zainteresowanie melomanów. W głównej mierze tych wszystkich pamiętających lata 80, w których to "Ogród Króla Świtu" bez żadnego "ale" królował pod igłami naszych gramofonów (później też w odtwarzaczach CD). Płyta "Ogród Króla Świtu" jest szczególnym wydawnictwem. Nie tylko z powodu faktu, że był to pierwszy album w dyskografii mistrza, ale w głównej mierze z powodu zawartych na nim fantastycznych kompozycji. Któż nie słyszał takich utworów jak „Ogród w przestworzach” czy „Błękitne Nimfy”? Lata lecą, a muzyka z pierwszej płyty nadal pobudza serca melomanów, co dało doskonały pretekst do ponownego wydania albumu sprzed 36 lat. Wydania wyjątkowego, bo dostosowanego do dzisiejszych możliwości technik rejestracji oraz co nie mniej ważne - technologii sprzętu audio. Jak już domyślacie się Marek Biliński zabrał się za remastering albumu "Ogród Króla Świtu" , by dostosować go do jakości poziomu odtwarzania XXI wieku! Prace nad albumem zmierzają ku końcowi, a zwieńczeniem całości ma być ukazanie się na rynku albumu jeszcze w sierpniu tego roku. Z nowości to jednak nie koniec! Dzięki wsparciu, a nawet osobistemu zaangażowaniu właściciela firmy Nautilus, p. Robertowi Szklarzowi - Marek Biliński udzieli ekskluzywnego wywiadu dla naszego Magazynu AudioStereo. Dodatkowo planowane są ekskluzywne spotkania z artystą, podczas których będzie można porozmawiać z muzykiem, nabyć nowy album (rzecz jasna na osobiste życzenie sygnowany). Spotkania mają odbyć się już w sierpniu, dokładny termin wydarzeń podamy już wkrótce, na dziś pewne są już miejsca spotkań. Będą to firmowe salony Nautilus (Warszawa ul. Kolejowa 45 i Kraków ul. Malborska 24). Jedną z dodatkowych atrakcji ma być cały system audio przygotowany stricte pod odsłuch nowego albumu. High End'owy zestaw marzeń w akcji z remasterowaną płytą "Ogród Króla Świtu"? Dlaczego nie! O dokładnych terminach wydarzeń poinformujemy Was już w najbliższym czasie. Szczególne podziękowania dla firmy Nautilus za patronat nad wydarzeniami oraz wsparciem w kwestii organizacji całego wywiadu z Markiem Bilińskim. Dziękujemy! AudioRecki (Magazyn AudioStereo) https://nautilus.net.pl
  18. 2 points
    Maj za nami, mamy czerwiec a wraz z nim małe podsumowanie tego, co działo się w Magazynie. Ze względu na ilość materiałów jakie trafiają do Magazynu, nie sposób przedstawić wszystko, co miało miejsce w Magazynie, a obejmuje ostatni miesiąc. Wybraliśmy więc kilka najważniejszych tematów z całego maja, które zasługują na szczególne wyróżnienie. Na początek chcemy raz jeszcze pochwalić się rozpoczęciem (już oficjalnie) współpracy z zespołem Studia U22 z Warszawy. Staliśmy się dzięki wzajemnym staraniom oficjalnym partnerem medialnym dla wydarzeń, jakie mają miejsce na Alejach Ujazdowskich 22. Rzecz jasna idą za tym nie tylko reportaże pisane, ale także nasza obecność m.in. z kamerami i aparatami w trakcie najciekawszych wydarzeń. W tym także z miejsc zaprzyjaźnionych, a obejmujących promocję muzyki i artystów. W maju AudioStereo zawitało z aparatami i kamerami do Studia U22 i Warszawskiego Klubu SPATiF : Było sporo rozdanych wejściówek oraz płyt, w tym rewelacyjny album zespołu Metallica "Ride The Light" Oczywiście dziękujemy Wam wszystkim za udział w dyskusji, a zwycięzcy raz jeszcze gratulujemy. Mamy nadzieję, że czarna płyta umila wieczory z muzyką. Pisaliśmy też o świetnym (już trzecim) albumie formacji Chonabibe. Jest warty polecenia i umieszczenia go w swojej kolekcji Marcin jak zawsze rzeczowo i w temacie. Tym razem pod lupę poszedł NAD C658. Czy warty zakupu... warto zapoznać się z testem: Nie obyło się bez nowinek ze świata gadżetów audio. Ludzie szukają prostoty i funkcjonalności, do tego chyba wszyscy nagle pokochali urządzenia bezprzewodowe: AudioStereo sprzętem stoi i na pewno w tym temacie się nic nie zmieni, a wręcz przeciwnie. Jak donoszą zaprzyjaźnione wiewiórki - wszystko jest na dobrej drodze, by ilość recenzji czy testów wzrosła na niespotykaną skalę. Dzięki staraniom Administracji w tym samego Właściciela, już za kilka dni w Magazynie ruszy ogromna ilość opisów testów. Będą to nie tylko pisane recenzje z zawartymi zdjęciami, AudioStereo wchodzi w świat cyfrowych mediów i zamierzamy przygotowywać dla Was wideo recenzje z najciekawszych - wybranych testów czy premier. Dlatego też uruchomiliśmy dla naszych czytelników kanał YouTube, na którym już wkrótce znajdziecie m.in.: testy sprzętu audio (Hi-Fi, High End) i akcesoriów, ale także sporą dawkę muzyki: https://www.youtube.com/channel/UC3pTKO4lxespX5SiY28p-Tw Na naszym kanale można też będzie znaleźć wywiady z wybranymi artystami i zapisy ciekawych koncertów oraz wydarzeń kulturalnych. Byliśmy z aparatami na GREEN ZOO FESTIVAL, który jak co roku zauroczył wszystkich swoim klimatem: Od początku poważnej reaktywacji Magazynu AudioStereo w marcu tego roku odwiedziliście nas łącznie ponad 10 tysięcy razy! Dziękujemy Wam za udział w życiu Magazynu i liczymy na Wasze pomysły, podpowiedzi i propozycje rozwoju. Jesteśmy otwarci na Wasze wszystkie pomysły i sugestie. Czerwiec zapowiada się wyjątkowo pracowicie, nie odpoczywamy i nadal będziemy dokładać starań, by Magazyn rozwijał się w jak najbardziej szerokim zakresie. Raz jeszcze dziękujemy Wam za odwiedziny i... do podsumowania czerwca 2019! AudioRecki (Magazyn AudioStereo)
  19. 2 points
    Mieliśmy ostatnio okazję testować i recenzować dla Was system składający się z przetwornika cyfrowo-analogowego i wzmacniacza hybrydowego. Do dziś jesteśmy pod wrażeniem możliwości brzmieniowych sprzętu, który zaskoczył nas na odsłuchach swoimi możliwościami. Cały tekst znajdziecie tu: Obecnie dzięki uprzejmości Dystrybutora na nasz kraj produktów firmy Lector, mamy możliwość zobaczyć jak prezentował się sprzęt Włoskiej marki w Monachium. Trzeba przyznać, że w tym roku produkty marki Lector prezentowały się świetnie i zachęcały do bliższego poznania oraz odsłuchu. Na dniach przyjdzie nam gościć i testować odtwarzacz CD Włoskiej manufaktury. Dodatkowo dzięki uprzejmości p. Asi i p. Kamila z Lector Audio Polska trafią do nas akcesoria odpowiedzialne za walkę z wibracjami w świecie audio. Będzie więc sporo się działo, a w najbliższym czasie podzielimy się z Wami naszymi spostrzeżeniami z tych testów na łamach Magazynu AudioStereo oraz zostanie opublikowany na naszym nowym kanale YT film, prezentujący dostarczony nam sprzęt i akcesoria. AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Zdjęcia: Dystrybucja Lector Audio na Polskę http://www.lectoraudio-poland.pl
  20. 2 points
    Jak zapewne zauważyliście nasz Magazyn się zmienia. Strona główna jest teraz bardziej przejrzysta. Dostęp do podziału według kategorii jest nadal dostępny. Napiszcie proszę jak Wam się podoba. Sprawdzamy różne widoki szablonów: Jednak pozostaniemy chyba przy tym, którego obecnie używamy. Oczywiście będzie jeszcze dopracowany.
  21. 1 point
    Celine Dion po blisko sześciu latach zdecydowała się wydać anglojęzyczną płytę. Album "Courage" jest mieszanką ujmujących ballad ale zawiera przy tym kilka świetnych i do tego szybszych kawałków, które zapewne spodobają się nie tylko wielbicielom głosu Celine Dion. Artystka od lat uchodzi za swoistą ikonę współczesnej muzyki, czego dowodem była ogromna popularność jej koncertów w Azji, gdzie podczas jej Céline Dion Live 2018 wszystkie bilety zostały wyprzedane na długo przed występem wokalistki. Nie bez powodu warto wspomnieć o tym fakcie bowiem jej obecnie zapowiedziany album cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Od końca września jej utwór „Imperfections” ma blisko pięć milionów wyświetleń, tak samo jak rewelacyjny „Lying Down” z zapowiadanego właśnie albumu. Nad albumem Celine Dion pracowała między innymi z Davidem Guettą, Stevem Aokim, Sią i rewelacyjną LP. Album na rynku ukaże się 15 listopada w postaci CD (Deluxe Edition). Za pomoc w przygotowaniu materiału dziękuję winylownia.pl https://winylownia.pl AudioRecki Celine Dion Courage (2019) Tracklista: 1. Flying On My Own 2. Lovers Never Die 3. Falling In Love Again 4. Lying Down 5. Courage 6. Imperfections 7. Change My Mind 8. Say Yes 9. Nobody’s Watching 10. The Chase 11. For The Lover That I Lost 12. Baby 13. I Will Be Stronger 14. How Did You Get Here 15. Look At Us Now 16. Perfect Goodbye 17. Best Of All 18. Heart Of Glass 19. Boundaries 20. The Hard Way
  22. 1 point
    „Utwory na pierwszej płycie to dzieci. Utwory na drugiej płycie to ich rodzice. Ghosteen to wędrujący duch.” Nick Cave Nick Cave and the Bad Seeds od prawie 4 dekad nieprzerwanie na scenie przyciągają rzeszę fanów dobrego rocka. Panowie nie zwalniają tempa ani na moment, czego efektem są nie tylko koncerty ale i wydawane płyty. Po globalnej premierze na YouTube już za tydzień ukaże się w postaci fizycznych nośników kolejny album zespołu - „Ghosteen”. Jest to siedemnasta płyta studyjna w dorobku australijskiej grupy, jednocześnie została określona jako następca albumu wydanego w 2016 roku „Skeleton Tree”. Ostatni album bandu naznaczony był traumatycznymi przeżyciami Nick'a, który stracił jednego z synów (bliźniaków) w nieszczęśliwym wypadku. Nick Cave wprost mówił o płycie i całym tym wydarzeniu jakby o jednym ciągu zdarzeń, przenosząc całe swoje życiowe doświadczenie i traumę z wypadku na powstający projekt. Informacja o powstawaniu poprzedniego albumu i jego zawartości jest o tyle istotna w kontekście nadchodzącego albumu, bo „Ghosteen” nie ucieka klimatem i podejmowanymi tematami od poprzedniego wydawnictwa. Nadchodzący album jest mocno poruszający, wręcz smutny ale jednocześnie na tyle piękny, że dosłownie każdy słuchający znajdzie dla siebie coś wpadającego w ucho. Tak, "Ghosteen" jest w dużej mierze bardzo osobistym albumem, teksty jakie przyjdzie posłuchać na płycie nie pozostawiają niedomówień o tym, co chce artysta nam przekazać. Nick stworzył muzykę wyważoną ale jednocześnie naładowaną masą emocji, w niektórych momentach wręcz poruszającą największych twardzieli. Przez sporą część melomanów album "Ghosteen" uznawany jest za jeden z najlepszych albumów tego roku. Całość dostępna jest do posłuchania w serwisie YouTube: "Ghosteen" na naszym rynku ukaże się już za tydzień i dostępny będzie w postaci albumu składającego się z dwóch nośników tak w wersji CD jak i na winylu. Polecam. AudioRecki Za pomoc w realizacji materiału i inspirację podziękowania dla ekipy winylownia.pl https://winylownia.pl Nick Cave and the Bad Seeds "Ghosteen" (2019) Tracklista: CD 1 1. Spinning Song 4:44 2. Bright Horses 4:53 3. Waiting For You 3:55 4. Night Raid 5:08 5. Sun Forest 6:48 6. Galleon Ship 4:15 7. Ghosteen Speaks 4:03 8. Leviathan 4:48 CD 2 1. Ghosteen 4.53 2. Fireflies 3:55 3. Hollywood 14:13
  23. 1 point
    Pink Floyd pomimo oficjalnego rozwiązania kilka lat temu nadal jest marką samonapędzającą się niczym lokomotywa (bez obsługi w postaci maszynisty) i stanowi przykład tego, że muzycy mogą już nie grać, nie tworzyć zespołu... a płyty są nadal wydawane i dobrze przyjmują się na rynku. Obecnie został zapowiedziany na listopad tego roku kolejny album dokumentujący działalność Davida Gilmoura, Nicka Masona i Richarda Wright od 1987 do 2019 roku. Okres, w którym co istotne sprzedano 40 milionów kopii zespołu w postaci takich wydawnictw jak: "A Momentary Lapse of Reason", "The Division Bell" i "The Endless River". W tym okresie na rynku znalazły się też dwie pozycje zawierające zapis koncertów : "Pulse" i "Delicate Sound of Thunder". Co ważne z perspektywy fanów zespołu: "The Best Of The Later Years 1987 – 2019" jest esencją muzyczną 16 płytowego boxu "Pink Floyd The Later Years". Pojedyncza płyta CD ukaże się na rynku w zestawie z książeczką zawierającą niepublikowane wcześniej zdjęcia zespołu. Sam album od strony zawartości prezentuje się wyśmienicie i każdy zainteresowany zakupem znajdzie na krążku 12 doskonałych kompozycji zespołu. Wydawnictwo ukaże się też na płytach winylowych. Za pomoc w przygotowaniu materiału dziękuję sklepowi winylownia.pl. https://winylownia.pl Pink Floyd "The later years 1987-2019" (2019) Tracklista: 1. Shine On You Crazy Diamond (Parts 1-5) [Live at Knebworth 1990] [2019 Mix] (new 2019 mix) 2. Marooned Jam (Unreleased 1994 Recording) (previously unreleased) 3. One Slip (2019 Remix) (new A Momentary lapse of Reason 2019 mix) 4. Lost For Words (Tour Rehearsal 1994) (previously unreleased) 5. Us And Them (Live, Delicate Sound Of Thunder) [2019 Remix] (new 2019 mix) 6. Comfortably Numb (Live at Knebworth 1990) [2019 Mix] (previously unreleased) 7. Sorrow (2019 Remix) (new A Momentary lapse of Reason 2019 mix) 8. Learning To Fly (Live, Delicate Sound Of Thunder) [2019 Remix] (new 2019 mix) 9. High Hopes (Early Version) [Unreleased 1994 Recording] (previously unreleased) 10. On The Turning Away (2019 Remix) (new A Momentary lapse of Reason 2019 mix) 11. Wish You Were Here (Live at Knebworth 1990) [2019 Mix] (previously unreleased) 12. Run Like Hell (Live, Delicate Sound Of Thunder) [2019 Remix] (new 2019 mix)
  24. 1 point
    Czym jest Soundedit? To jedyny na świecie, a więc i wyjątkowy Międzynarodowy Festiwal Producentów Muzycznych. Warto więc na wstępie zaznaczyć, że ta unikatowa impreza jest w pełni autorska i dedykowana stricte producentom muzycznym. Ktoś mógłby w tym miejscu powiedzieć "no ale to impreza producentów muzycznych..." zgoda, jednak bez ich ciężkiej pracy i zaangażowaniu trudno mówić o świetnym końcowym produkcie jakim jest muzyka. Są to bez wątpienia ludzie, dzięki którym nagrania naszej ulubionej muzyki mają ten ostatni szlif. Soundedit ma już 11 lat co świadczy o jej sporej rozpoznawalności. Jest to też miejsce, w którym każdy z branży ma możliwość spotkania się z przeciętnym "Kowalskim" i odwrotnie. Impreza jest doskonałym sposobem na poznanie ludzi z branży, specyfiki pracy producentów muzycznych. Dyskusje jakie mają miejsce obejmują wymianę doświadczeń, pomysłów na przyszłość ale też są wyznacznikiem pewnych trendów w muzyce i jej produkcji. Najciekawsze pomysły i najważniejsi producenci muzyczni są w Łodzi honorowani statuetką „Człowieka ze Złotym Uchem”. Nagroda ma wyjątkowe znaczenie w branży i nie jest tajemnicą, że pozostaje marzeniem wielu producentów muzycznych. Tyle w temacie wstępu o samej imprezie, a co działo się na Soundedit 2019 w Łodzi? W czwartek pierwszego dnia festiwalu (24 października) na scenie Klubu Wytwórnia pojawiły się dwa łódzkie zespoły: Moskwa i Blitzkrieg. Zespół Moskwa jest swoistym fenomenem, który ma swoją liczną rzeszę fanów od kilku dekad, a na różnych imprezach (głównie sceny rocka i punkrocka) występuje od ponad 30 lat! Soundedit to spora ilość imprez powiązanych z wydarzeniem, które realizowane są w różnych częściach miasta Łodzi. W tym roku organizatorzy Soundedit przygotowali m.in.: fantastyczną wystawę w galerii Łódzkiego Towarzystwa Fotograficznego na Piotrkowskiej. Ekspozycja poświęcona 50. rocznicy wydania albumu „Abbey Road” zespołu The Beatles, o której wspominaliśmy kilka tygodni temu w naszym magazynie. Trzeciego dnia Festiwalu na scenie Wytwórni pojawiła się Misia Furtak – laureatka „Paszportu Polityki”, Fryderyka i nagrody im. Grzegorza Ciechowskiego. Sporo wydarzeń, które budują niepowtarzalny klimat wydarzenia, którym Łódź żyła przez ostatnie 4 dni. W ramach tegorocznego Festiwalu Soundedit odbył się także cykl interesujących spotkań przeznaczonych dla wszystkich twórców i producentów, którzy dopiero wchodzą w świat branży muzycznej. Partnerami sesji byli: ZPAV, ZAiKS i STOART. Impreza ze względu na ilość różnych wydarzeń, które dodają całemu Soundedit pewien wyróżnik na tle innych imprez muzycznych podzielona był na cztery dni. Najważniejsza jednak pozostaje Gala wręczenia nagród „Człowieka ze Złotym Uchem”. Jeden z laureatów – Mick Harvey. Branża muzyczna jak widać ma się nadal dobrze, a producenci jako ważny element całej układanki nie pozostają niezauważeni. Teraz pozostaje czekać na przyszłoroczny 12 już Soundedit i powiązane z nim wydarzenia. AudioRecki
  25. 1 point
    Anita Lipnicka w tym roku obchodzi jubileusz 25-lecia pracy artystycznej. Czas jak widać gna do przodu i coś, co było "jeszcze wczoraj" okazuje się być czasem już dosyć odległym. Pamiętam "jak dziś" pierwszą solową płytę artystki "Wszystko się może zdarzyć". Tytuł po ponad dwóch dekadach okazał się być proroczy, bo od pierwszego albumu Anity było jeszcze kilka innych udanych i docenionych przez fanów artystki albumów solowych ("Hard Land of Wonder" ) czy projektów przy których artystka współpracowała w duecie, jak dla przykładu album "Nieprzyzwoite piosenki" gdzie udział swój miał fantastyczny John Porter. Po tych 25 latach wokalistka zdecydowała się na wydanie kolejnego albumu, który można nazwać ciekawym projektem, a nawet eksperymentem. Otóż gospodarzami projektu Anita uczyniła ośmiu producentów, którzy reprezentują różne nie tylko style ale i pokolenia. Sama natomiast pełni w tym wszystkim funkcję gościa całego projektu. Jak sama mówi: „Dałam robić ze sobą i własną twórczością co kto chciał - byłam ciekawa, jak słyszą i czują mnie inni. Bawiłam się przednio tańcząc do własnych piosenek, których nie poznawałam! Z poczynań tych wyłonił się prawdziwy kosmos wrażeń oraz jedyny w swoim rodzaju mój muzyczny portret wielokrotnie złożony. ” Album "OdNowa" zostanie wydany w edycji limitowanej i zawierać będzie m.in.: materiały ukazujące prace nad nowym albumem, specjalnie przygotowane DVD (a na nim wywiady z producentami) czy nigdzie wcześniej niepublikowane zdjęcia. Album na naszym rynku ukazać się ma już w piątek i dostępny będzie w sprzedaży w postaci podwójnego wydania (CD+DVD) i przyznam, że z przyjemnością polecam to wyjątkowe, limitowane wydawnictwo. AudioRecki Za pomoc w powstaniu materiału dziękuję firmie wynilownia.pl https://winylownia.pl Anita Lipnicka "OdNowa" (2019) Tracklista: 1. Piękna i rycerz (prod. Bartosz Szczęsny) 2. Ptasiek (prod. Piotr Świętoniowski) 3.piosenka księżycowa (prod. Kuba Karaś) 4. Mosty (prod. Bartosz Szczęsny) 5. Bones Of Love (prod. Urbanski) 6. I wszystko się może zdarzyć (prod. Michał FOX Król) 7. Big City (prod. Marcin Macuk) 8. Zanim zrozumiesz (prod. Paul Rolling) 9. Z miasta (prod. Marcin Macuk) 10. Zimy czas (prod. Daniel Bloom) 11. Wolne ptaki (prod. Piotr Świętoniowski) 12. Black Hand (prod. Daniel Bloom)
  26. 1 point
    Ten rok w muzyce krajowej połączony jest bezsprzecznie z Markiem Bilińskim. Obok wielu ciekawych premier czy wydarzeń kulturalnych, to reedycje albumów mistrza elektroniki ostatnio zaprzątają sporą ilość czasu melomanom w naszym kraju. Współpraca jaką zacieśnił artysta z krakowską firmą Nautilus skutkuje cyklem już spotkań z Markiem w Mieście Królów, a co za tym idzie - rodzą się powody do dyskusji o muzyce... ale nie tylko. Ostatnie spotkanie jakie miało miejsce w zeszłym tygodniu (17 październik) objęło premierę reedycji drugiego albumu oraz spotkanie z fanami muzyka których zebrało się naprawdę spore grono. Dyskusjom nie było końca, a sama impreza wydłużyła się wręcz do późnych godzin wieczornych. I naprawdę nie ma się co dziwić, właściciel firmy stanął na wysokości zadania. Przy okazji tego wydarzenia dostaliśmy też specjalne zaproszenie, na które wraz z naszym redaktorem forumowym Rafałem oraz ekipą BeArt, wybraliśmy się ze sprzętem rejestrującym całe wydarzenie. To, co najważniejsze z całego spotkania od strony reportażu, czyli rozmowa jaka odbyła się w zaciszu nowo przygotowanego pokoju odsłuchowego zostało przygotowane specjalnie dla audiostereo i zamieszczone na naszym kanale YouTube. Dziękujemy serdecznie za zaproszenie, za (jak zawsze) wyjątkowe wsparcie od organizatora spotkania oraz pomoc p. Grzegorza z firmy w ogarnięciu spraw technicznych. Jesteśmy przekonani, że to nie ostatnia nasza wizyta w firmie Nautilus i jednocześnie zapowiedź kolejnych materiałów filmowych z wydarzeń kulturalnych organizowanych w salonach tej firmy. Zainteresowanych, a w szczególności fanów muzyki Marka Bilińskiego zapraszamy do zapisu rozmowy o muzyce, sprzęcie i akustyce. AudioRecki
  27. 1 point
    O ile mnie pamięć nie myli obiekt dzisiejszej recenzji jest bodajże pierwszą konstrukcją o napędzie bezpośrednim jaka do tej pory zagościła w naszej redakcji. Oczywiście na samym forum frakcja akolitów czysto vintage’owych, bądź stanowiących raz mniej, raz bardziej udane wariacje na temat kultowych Technicsów jest nad wyraz aktywna, jednak na same testy nic takowego do nas nie dotarło. Co ciekawe, nawet w pełni zautomatyzowana Audio-Technica AT-LP3 posiadała napęd paskowy. Kiedyś jednak musi być ten pierwszy raz, więc niepotrzebnie nie przeciągając wstępniaka pozwolę sobie jedynie zaanonsować, iż tytułowy, sygnowany przez Audio Technicę model AT-LP120XUSB może pochwalić się właśnie Direct-Drivem, a tym samym niejako otwiera nowy rozdział naszego magazynu. I jeszcze tylko w ramach niezobowiązującej dygresji młodszym miłośnikom analogu pragnąłbym przypomnieć, iż oprócz ww. sposobów przenoszenia napędu na talerz historia zna jeszcze trzecią metodę – poprzez kółko pośredniczące czyli „iddler drive” obecne np. w cieszącym się w pełni zasłużoną popularnością Lenco L75. Uwspółcześniona, bo warto dodać iż AT-LP120XUSB jest udoskonaloną wersją AT-LP120-USB (mniej uważnym czytelnikom wyjaśniam, iż chodzi nie tylko o „X” w nazwie, lecz również inne rozmieszczenie przycisków, lampki i wkładkę – dotychczas AT-95E), 120-ka utrzymana jest w nazwijmy to „klasycznie DJ-skiej” stylistyce. W budzącej zaufanie swą wysokością plincie zamontowano nowy silnik DC, na którego oś zakładamy solidny, odlewany aluminiowy talerz i dedykowaną filcową matę. Ramię to aluminiowa „eSka” uzbrojona we wkładkę AT- VM95E Dual Magnet zamontowaną na firmowym headshellu AT-HS6. Od strony ergonomicznej trudno o większą intuicyjność. Lewy róg okupuje obrotowy włącznik główny z czerwonym stroboskopowym wskaźnikiem prędkości i trudny do przeoczenia przycisk Start/Stop, oraz dwa mniejsze odpowiedzialne za wybór prędkości obrotowej, za regulację której odpowiada z kolei usytuowany wzdłuż prawej krawędzi suwak obsługujący zakres +/-8% lub +/-16% a o blokadę dba stabilizowany kwarcowo Pitch Lock. Miłym dodatkiem jest niewielka lampka montowana w gnieździe „słuchawkowym” (jack) oświetlająca obszar umieszczania wkładki na płycie. W stosownej wnęce na „plecach” plinty umieszczono parę wyjść analogowych RCA, zacisk uziemienia i port USB, gdyby kogoś naszła ochota na digitalizację posiadanej płytoteki. Do wykonania tej operacji Audio-Technica zaleca darmowe oprogramowanie Audacity, ale nic nie stoi na przeszkodzie sprawdzić w boju produkty konkurencji. Niby jest z tym nieco więcej zabawy aniżeli w przypadku praktycznie bezobsługowego Denona DP-450USB https://www.audiostereo.pl/magazyn/recenzje/recenzje-zrodla/denon-dp-450usb-r695/ , ale biorąc pod uwagę blisko dwukrotną różnicę w cenie nie ma co drzeć szat. Konstrukcję posadowiono na czterech plastikowych elastycznych a jednocześnie umożliwiających w miarę precyzyjne wypoziomowanie nóżkach a w komplecie nie zabrakło praktycznej, uchylnej akrylowej pokrywy. Bardzo pozytywne wrażenie robi również zaskakująco masywny i solidny zasilacz. Jak to zwykle u Japończyków bywa gramofon przychodzi nie tylko świetnie zapakowany, co w stanie gwarantującym, że od momentu rozpieczętowania pudła, do chwili uruchomienia bez zbędnego pośpiechu nie powinien upłynąć nawet kwadrans. Montaż jest w pełni intuicyjny, dokładnie rozrysowany (oczywiście w instrukcji) i nawet osobom wkraczającym w świat analogu nie powinien nastręczać najmniejszych trudności. Ot po wypakowaniu zarówno napędu, jak i wszystkich poukrywanych we wnękach styropianowego profilu akcesoriów wystarczy wypoziomować korpus, założyć na oś silnika talerz i matę a następnie uzbroić ramię w fabrycznie zamontowaną na headshellu wkładkę, ustawić przeciwwagę i anty-skating. Następnie ogarnąć kabelkologię, wybrać, czy będziemy korzystali z zewnętrznego, czy wbudowanego phonostage’a i zabrać się do słuchania. A właśnie słuchanie. Ponieważ dostarczony przez dystrybutora - Sieć Salonów Top HiFi & Video Design egzemplarz wydawał się być fabrycznie „nieśmiganą” nówką pierwszych kilkanaście „przebiegów” wykonałem na sucho – w tzw. międzyczasie słuchając innego źródła a zamontowaną na 120-ce wkładkę docierając na którymś z wydanych przez węgierski Hungaroton albumie „Omegi”. Dopiero po takiej rozgrzewce zabrałem się do bardziej krytycznych sesji z nieco bardziej współczesnymi tłoczeniami i repertuarem. Na pierwszy ogień poleciały trzy granatowe krążki – dwupłytowy „Wasteland” Riverside i „Cure For Pain” Morphine. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z rodzimym, wyśmienicie podanym i zagranym prog-rockiem z wszelkim dobrodziejstwem inwentarza, czyli zarówno z zagmatwanymi tempami, jak i osadzonymi we floydowskiej stylistyce łkającymi gitarami. Nie da się ukryć, że przy tego typu muzyce źródło pozbawione umiejętności stworzenia odpowiednio napowietrzonej i obszernej sceny, przy jednoczesnym pamiętaniu o solidnym basowym fundamencie nie ma za bardzo czego szukać. Tymczasem uzbrojona w nową wersję 95-ki Audio-Technica całkiem dziarsko sobie radziła z rzucanymi jej pod nogi muzycznymi kłodami. Oczywiście w skali bezwzględnej bardziej ambitne przetworniki MC mają zdecydowanie więcej w tej materii do zaoferowania, lecz proszę mieć na uwadze, iż mowa o wkładce za około 250 PLN a nie przynajmniej dziesięciokrotność owej kwoty. Dlatego też z twardo będę stał przy zdaniu, iż za te pieniądze efekt jest zaskakująco pozytywny. Jest drive, mikro i makro dynamika a bas przyjemnie masuje trzewia. Nieco wyżej poprzeczkę stawia trudna do definiowania mieszanka Rocka, jazzu i bluesa spod znaku Morphine, gdzie prócz w miarę normalnej perkusji, bas potrafi mieć tylko dwie struny a pierwsze skrzypce gra … saksofon barytonowy. Tutaj bowiem akcent postawiony został na feeling, flow i barwę, z czym budżetowy Japończyk również nie miał najmniejszych problemów, oferując gęsty i mocny przekaz z sugestywnie wyeksponowaną średnicą i soczystymi barwami. W podobnej stylistyce zaprezentowany został „You Want It Darker” Leonarda Cohena z niezwykle namacalnie poprowadzonym wokalem i świetną równowagą pomiędzy jedwabistością i chrypką nieodżałowanego barda. Pół żartem pół serio przy tak nastrojowym materiale detale natury technicznej przestają mieć jakiekolwiek znaczenie a dla osób chcących poczuć odmieniana ostatnimi czasy przez wszystkie przypadki „magię analogu” trudno o lepszy przykład. Powyższe uwagi dotyczą grania z fabrycznie zamontowanego phonostage’a, gdyż przesiadka na zewnętrzną, wyższej klasy jednostkę wprowadza ww. konstrukcję na zdecydowanie wyższy pułap. Oczywiście w dalszej perspektywie wydaje się rozsądnym pomyśleć również o wymianie samej wkładki, co powinno zapewnić użytkownikom długie lata względnego spokoju i mozolnego budowania własnej płytoteki. Śmiem twierdzić, iż Audio Technica AT-LP120XUSB jest konstrukcją ze wszech miar bardziej przyjazną nieopierzonym akolitom czarnej płyty aniżeli oparte o napęd paskowy modele. Jej montaż i kalibracja nie wydaje się bardziej skomplikowana od zestawu popularnych duńskich klocków z przedziału wiekowego 12+ a solidność wykonania daje nadzieję na długą i bezawaryjną pracę. Ponadto nie należy zapominać o dźwięku, który w tym segmencie jest naprawdę bardzo konkurencyjny i wart zainteresowania. Marcin Olszewski System wykorzystany podczas testu: – CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) – Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini – Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177 – Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5 – Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp – Końcówka mocy: Bryston 4B³; Accuphase P-4500 – Kolumny: Dynaudio Contour 30 – IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond – IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference – IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200 – Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Audiomica Laboratory Pebble Consequence USB; Fidata HFU2 – Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable – Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF – Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R) – Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R) – Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform – Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Laboratory Anort Consequence – Stolik: Rogoz Audio 4SM3 Dystrybucja: Sieć Salonów Top HiFi & Video Design Cena: 1 199 PLN (czarny), 1 099 PLN (srebrny) Dane techniczne Wkładka: AT-VM95E (MM) Headshell: AT-HS6 Typ: manualny Silnik: DC Napęd: bezpośredni Dostępne prędkości: 33-1/3 RPM, 45 RPM, 78 RPM Regulacja obrotów: +/-8% lub +/-16% Talerz: odlew aluminiowy Nierównomierność obrotów:: <0.2% WRMS (33 RPM) Odstęp sygnał/szum: >50 dB Pre-amp “PHONO”: 4 mV @ 1 kHz, 5 cm/sec Wyjście liniowe: 240 mV @ 1 kHz, 5 cm/sec Wzmocnienie wbudowanego przedwzmacniacza: 36 dB, krzywa RIAA Pobór mocy: 2.75 W Wymiary (W x S x G): 141,6 x 452 x 352 mm Waga: 8.0 kg
  28. 1 point
    Krakowski Klub RE przygotował w najbliższym czasie "wysyp" imprez, które w jesienne (oby nie zimne) wieczory zapewne przypadną do gustu wszystkim tym, dla których muzyka na żywo stanowi numer jeden w obcowaniu z muzyką. Do tego fantastyczna atmosfera Klubu RE i... mamy świetne pomysły na udane wieczory. Zgodnie ze słowami osoby związanej z RE: "różnorodna propozycja zapewne zainteresuje spore grono wielbicieli dobrego grania, na pewno warto pojawić się osobiście w klubie RE". A kto na scenie? 07.10 - Pvssymantra x enjoy life presents: Into the Light https://www.facebook.com/events/499568347289236/ 10.10 - Sean Nicholas Savage https://goingapp.pl/evt/2146919/sean-nicholas-savage-ca?fbclid=IwAR3qhAiDedIWjkdqK0JaEl_5gw5rcfSKQ8bA5NYRz9rvcaLoLg8SvuSH-Bc 18.10 - Enchanted Hunters https://goingapp.pl/evt/2144493/enchanted-hunters?fbclid=IwAR3quuW5C7w-lAOnSUur8YDv__sn5geJ4-vmfIsZTdcKdBv47Pdwr0YQm_E 19.10 - Wynik Współpracy Showcase https://goingapp.pl/evt/2151855/wynik-wspolpracy-showcase?fbclid=IwAR0BtG7KMcTl-A-XGRze427fkNlkzHsYqApQUXj88b7b5t1JwLhUB6Wsteo 23.10 - BNNT is Jacek Sienkiewicz + Kee Avil https://goingapp.pl/evt/2162908/bnnt-is-jacek-sienkiewicz-kee-avil-ca?fbclid=IwAR10SKEpXSULwUB_I35rPLEuZeM9YsRrNeaWlXECubVsZeopUEzqWZDhhpM 26.10 - Dziewczęta + mona polaski + Nowomowa https://goingapp.pl/evt/2162909/dziewczeta-mona-polaski-nowomowa?fbclid=IwAR0TJlxfTkBSHYrnc2w_zystLhY0qFUiMG9j_NmfGuLAs2AtvnVELuz1Vnw AudioRecki Za pomoc w realizacji materiału dziękujemy Cyprianowi z https://www.frontrowheroes.com
  29. 1 point
    W telegraficznym skrócie - jak "wiewiórki" donoszą w Krakowie wszystko gotowe na jutrzejszy przyjazd naszego mistrza elektroniki - Marka Bilińskiego. Wydarzenie to związane jest z promocją reedycji pierwszej płyty artysty "Ogród Króla Świtu". Dotarły do nas informacje, że tak sama oprawa jak i sprzęt, na którym będzie odtwarzana muzyka ma być najwyższych lotów. I trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić widząc to, co już zostało zrobione. O wydarzeniu w Nautilusie wspominaliśmy już na łamach naszego Magazynu, a o samym wydawnictwie informowaliśmy Was już kilka tygodni temu Trzeba przyznać, że scenografia przygotowana z myślą o spotkaniu z muzykiem nawet na samych zdjęciach robi wrażenie, a na żywo po prostu wygląda obłędnie! Dla nieobecnych, którym z różnych przyczyn nie będzie dane uczestniczyć w jutrzejszym wydarzeniu - na miejscu będzie "nasz aparat". Dzięki pomocy Rafała przygotujemy w Magazynie audiostereo fotorelację z całej imprezy. Wszystko wskazuje na to, że będą to wyjątkowe chwile dla fanów muzyka i jego twórczości. Za pomoc w realizacji materiału i udostępnienie zdjęć dziękujemy właścicielowi firmy https://nautilus.net.pl AudioRecki
  30. 1 point
    Spotkania z muzykami stanowią swoistą odskocznie od muzyki odsłuchiwanej tak w domu, jak i tej na koncertach. Nie ma chyba nic cenniejszego dla melomana, jak możliwość spotkania się z artystą, zamienienia kilku słów czy możliwość sygnowania posiadanego albumu przez jego twórcę (czy twórców). A im bardziej kameralna atmosfera, tym spotkanie wydaje się być bliższe naszym oczekiwaniom. Tym razem na przeciw wszystkim tym, dla których tak muzyka Marka Bilińskiego jest bardzo bliska, wychodzi firma Nautilus. Dzięki staraniom i ścisłej współpracy z mistrzem markiem wszyscy zainteresowani mają okazję wziąć udział w niecodziennym wydarzeniu. Niecodziennym z kilku powodów, jednym z powodów jest samo miejsce - wyjątkowe ze względu na możliwości prezentacji muzycznej (sprzęt i akustyka), drugim powodem spotkania z mistrzem jest zbieżność terminów wydania reedycji pierwszego albumu Marka Bilińskiego "Ogród króla Świtu". Pomimo kameralnej atmosfery, spotkanie ma charakter otwarty i każdy zainteresowany twórczością Marka Bilińskiego, reedycją "Ogrodu Króla Świtu czy możliwością odsłuchu muzyki na wysokiej klasy sprzęcie audio jest mile widziany w progach salonów audio firmy Nautilus. Oddajmy więc "głos" osobie, dzięki której udało się doprowadzić do spotkań z Polskim prekursorem muzyki elektronicznej" "Szanowni Państwo Chcieliśmy zaprosić na wyjątkowe spotkanie z p. Markiem Bilińskim, które odbędzie się w naszym salonie w Warszawie oraz w Krakowie. Spotkania odbędą się w miłej dla każdego melomana i jednocześnie kameralnej atmosferze. Prosimy uprzejmie o potwierdzenie obecności oraz miejsca w którym chcą Państwo wziąć udział w wydarzeniu." Spotkania z mistrzem Markiem odbędą się w dwóch różnych terminach i dwóch miastach. Szczegóły na infografice: AudioRecki
  31. 1 point
    Faceci w maskach potrafią wciągnąć swoją muzyką nawet osoby nie do końca preferujące cięższe brzmienie. Tym bardziej po 5 latach posuchy z ich strony informacja o nadchodzącej płycie jest warta odnotowania. Napisać trzeba szczerze, bez względu na to jak dobrym okazał się album ".5: The Gray Chapter" (a album jest naprawdę doskonały), zapewne większości fanów kapeli Slipknot już się mocno osłuchał. Nadchodzący, szósty już w dyskografii zespołu album "We Are Not Your Kind" zapowiada się nie mniej interesująco i jak się przy okazji premiery okazuje, prace nad nim powierzono naprawdę kilku znanym nazwiskom. Czyżby kolejny hit i tytuły "złotej płyty" lub notowania na szczytach listy "Billboardu"? Wszystko wskazuje, że nowa płyta ma ogromne szanse na wielki sukces. Nad brzmieniem nowej płyty pracował sam Greg Fidelman, a Jim Root tak mówi o płycie: "Nigdy wcześniej nie mieliśmy tyle czasu na pracę nad płytą i wspólne jej dopracowanie. Tym razem jedną z głównych inspiracji dla mnie byli artyści, którzy myśleli w kontekście całych albumów, nie tylko pojedynczych piosenek. Choć przemysł muzyczny zmierza w stronę singli, Slipknot idzie wbrew temu trendowi. Zależy nam na doświadczeniu przez fanów całej płyty". Nowe wydawnictwo zawiera 14 świetnie skomponowanych i zagranych kawałków, a sprzedaż w naszym kraju rozpoczyna się już za 3 dni - 9 sierpnia. Polecam AudioRecki Slipknot "We Are Not Your Kind" (2019) lista utworów: 1. Insert Coin 2. Unsainted 3. Birth Of The Cruel 4. Death Because Of Death 5. Nero Forte 6. Critical Darling 7. Liar’s Funeral 8. Red Flag 9. What’s Next 10. Spiders 11. Orphan 12. My Pain 13. Not Long For This World 14. Solway Firth
  32. 1 point
    Kiedy pada nazwa zespołu KORN na myśl przychodzą ich doskonałe „Freak on a Leash”, „Here to Stay” oraz fenomenalne "Right Now!". Czas jednak leci, a KORN nie pozostawia złudzeń, że te wszystkie wygrane, nominacje i zajmowane miejsca w różnych rankingach nie są przypadkiem. Zespół w ostatnim czasie mocno pracował nad nowym materiałem, co w efekcie końcowym przyniosło na światło dzienne nowe wydawnictwo muzyczne. Nowy album "Nothing" zapowiada się jeszcze lepiej od poprzedniej płyty, a wartym odnotowania jest fakt, że następca "The Serenity Of Suffering" został ponownie wyprodukowany przez Nicka Raskulinecza. Premierę płyty "The Nothing" zaplanowano na 13 września tego roku. Kto lubi ciężkie brzmienie powinien bezwzględnie zaplanować sobie w swoich wydatkach w/w album, zapowiada się naprawdę świetny album. Wystarczy posłuchać materiału promującego nową płytę: Jonathan Davis o albumie: „Głęboko wewnątrz Ziemi żyje nadzwyczajna siła. Tylko nieliczni są świadomi wielkości/ważności i znaczenia tego miejsca, gdzie dobro/zło, ciemność/jasność, błogość/cierpienie, strata/zysk oraz nadzieja/rozpacz istnieją jako jedność, wyrywając nam każdy moment z naszego życia. Jest to miejsce, gdzie jasne i ciemne moce przytwierdzają się do naszej duszy i wpływają na nasze emocje, wybory, postrzeganie i w końcu na całe nasze istnienie. Jest to małe królestwo i jedyne miejsce, gdzie istnieje balans pomiędzy tymi dynamicznymi siłami – gdzie dusza znajduje swoje schronienie. Witajcie w „The Nothing”.” AudioRecki KORN "Nothing" (2019) Tracklista: 1. The End Begins 2. Cold 3. You’ll Never Find Me 4. The Darkness IS Revealing 5. Idiosyncrasy 6. The Seduction Of Indulgence 7. Finally Free 8. Can You Hear Me 9. The Ringmaster 10. Gravity Of Discomfort 11. [email protected] 12. This Loss 13. Surrender To Failure
  33. 1 point
    Czwartkowy dzień to wyjątkowe dla nas wydarzenie, które można określić jako "spotkanie z muzyką", przy czym nie z taką muzyką, jaką sobie wyobrażamy. Firma z tradycją w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale co istotne - jednocześnie łącząca nowoczesność - zaprosiła Magazyn AudioStereo, by podpatrzeć produkcję płyt z muzyką. Nie byle jakich płyt - bo płyt winylowych, które od pewnego czasu przeżywają swoją drugą młodość i słusznie. Do WM Fono zaproszeni zostaliśmy wraz z prezesem D. Skrzypczakiem, który w swoim zwyczaju, już na miejscu przygotował "właściwy grunt" pod rozmowy obejmujące "dalsze plany współpracy". Nie przeszkadzając "górze" w rozmowach, dzięki uprzejmości p. Kasi i nieocenionej pomocy p. Daniela - udałem się z aparatem do części produkcyjnej budynku. Już na pierwszy rzut oka doszło do mnie, że budynek WM Fono z zewnątrz nie wydaje się tak duży, jakim jest w rzeczywistości. Labirynt korytarzy, pomieszczeń i magazynów. Do tego ludzie - pracujący przy maszynach oraz wędrujący z wózkami pełnych płyt. Pomimo hałasu maszyn, szumu sprężonego powietrza - każdy uśmiechnięty i co równie miłe - pozdrawiający "obcego przybysza" w swojej firmie. Piszę o tym nie bez powodu, bo po przywitaniu z p. Adamem, który odpowiada za część produkcji płyt winylowych - zwrócił mi uwagę na ważną dla WM Fono sprawę. Jest to firma ludzi, którzy tworzą dla ludzi. Tak, pomimo z jednej strony nowoczesnych rozwiązań, w tej firmie stawia się na człowieka jako ważny element przy powstawaniu płyt. I nie jest to bez znaczenia dla końcowego produktu, ale o tym za chwilę. WM Fono to firma ze sporymi tradycjami posiadająca nie mało, bo aż 28 lat historii i doświadczenia. Od prawie trzech dekad oferuje usługi w zakresie tłoczenia nośników optycznych CD oraz DVD. I może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ale firma jest jedyną tłocznią winyli w Warszawie oraz pierwszą, istniejącą od lat 90. w Polsce. Z tradycjami i odniesieniem do tradycji wiąże się jeszcze jedna kwestia - WM Fono stawia na sprawdzone i najlepsze rozwiązania, przy tym odwołując się wprost (w przypadku winyli) do złotej ery "czarnej płyty". W budynku WM Fono znajdziecie unikaty na skalę światową, jedyne takie maszyny używane do produkcji naszych ulubionych płyt. Maszyny z "duszą", które pamiętając lata 60 przypominają nam, że w dobie cyfrowych platform i świata plików - analogowe brzmienie muzyki daje i dziś ogromną przyjemność. Produkcja płyty winylowych w WM Fono odbywa się na maszynach Hamilton i Lened inc., przy pełnej kontroli jakości ludzi przy nich pracujących. I tu znów wracamy do roli człowieka w Warszawskiej tłoczni, który na różnych etapach odpowiada za najwyższą jakość końcowego produktu. W trakcie rozmowy padło wiele szczegółów co do kolejnych etapów kontroli, w których to wyklucza się ewentualne wadliwe egzemplarze. Słowo "jakość" wydawało się, że pada nader często, przechodząc jednak do poszczególnych etapów okazywało się, że jest ono uzasadnione. Ale przedstawmy szczegóły, kontrola jakości podzielona jest na trzy etapy. Pierwszy to moment tłoczenia, w którym to osoba pracująca przy maszynie dokonuje wstępnej selekcji jakości otrzymanej z prasy płyty. Ważnym na tym etapie jest też fakt, że matryca jaką używa WM Fono jest typu DMM, a więc droższa ale dająca znacznie lepszą jakość tłoczenia. Oczywiście "nie tylko DMM", ale taka jest preferowana i za tym idzie konkretne uzasadnienie oraz "siła wielu argumentów". Kolejnym (zaznaczmy na tym etapie produkcji) elementem jest górna granica 500 sztuk wytłoczonych płyt z każdej matrycy. Rzecz jasna matryca umożliwia wykonanie znacznie więcej kopii (okolice 700 sztuk), ale stawiając na jakość - przyjęto graniczną liczbę na poziomie 500 kopii. Kolejnym, już drugim etapem kontroli tłoczenia płyt jest pokój dźwiękowca i jego "poświęcenie". Co 50 płyta trafia na jego ręce, by sprawdzić od strony użytkowej - przy odsłuchach - jakość uzyskiwanych kopii. Zapewne wielu z melomanów ucieszyłoby się na taką pracę... osobiście nie jestem przekonany, czy chciałbym przesłuchiwać raz za razem tą samą płytę przy okazji skupiając się na detalach i szczegółach - wyłapując ew. błędy. Trzecim i ostatnim elementem kontroli jakości jest strefa konfekcji. Osoby odpowiedzialne za pakowanie płyt (ręcznie, nie maszynowo!) sprawdzają z ogromną dokładnością każdą z pakowanych płyt. To na tym etapie następuje odrzucenie wszystkich tych, które mogłyby posiadać nawet najdrobniejsze ryski czy zawierać wady produkcyjne. Widząc zaangażowanie całego zespołu w uzyskanie jak najwyższej klasy nośnika śmiem wątpić, czy jakaś "wadliwa" sztuka "przemknie" przez tak gęste sito kontroli. Ważnym też i nie do pominięcia elementem w trakcie produkcji jest stygnięcie każdej z płyt. Produkcja oparta jedynie o maszyny w dużym stopniu upraszcza ten moment, jak się okazuje - mający wielkie znaczenie dla jakości samego nośnika. W WM Fono każda z płyt leżakuje aż 3 doby przed pakowaniem, by umożliwić jej w pełni odparowanie i uzyskanie od strony chemicznej - jednolitej struktury. "Nic na skróty" jak usłyszałem w trakcie rozmowy, a za tymi słowami padło "bo liczy się jakość i zadowolenie klienta". Po wizycie w tłoczni zdajemy sobie sprawę ile tak naprawdę zależy od człowieka, by produkt trafił do nas możliwie jak najlepszej jakości. A muzyka dla melomana stanowi sedno jego życiowej pasji. Nie dziwmy się więc w sklepach i kiedy sięgając po konkretne wydanie widząc ciut większą cenę niż innych płyt zerknijmy na to, gdzie płyta była tłoczona. Ma to ogromne znaczenie dla jakości i naszego zadowolenia, cena po prostu wynika z zaangażowania sztabu wykwalifikowanych ludzi, cena jest w tym przypadku gwarancją otrzymywanej jakości. Ktoś, kiedyś powiedział bardzo mądrze, że "życie za krótkie jest na byle jakość". Bycie melomanem to często nieustanne poszukiwanie czegoś wyjątkowego, czegoś co gwarantuje najwyższą jakość. Sięgając po płyty oznaczone logo WM Fono możecie być pewni, że tłoczą je maszyny "z duszą", a pracujący przy nich oraz na dalszych etapach produkcji ludzie dbają o najmniejszy szczegół, by klient końcowy - każdy meloman i fan dobrego brzmienia - otrzymał płyty najwyższej jakości. Wizyta w Warszawskiej tłoczni przebiegła w miłej atmosferze, w pewnym momencie nawet szum sprężonego powietrza i hałas maszyn wydał się nieistotny (a nawet niezauważalny). Skupiony na poznawaniu tego, jak powstaje nasza ulubiona "czarna płyta" i przyglądając się z jakim oddaniem pracują te wszystkie osoby przy każdym egzemplarzu płyty dostrzegłem zapomniałem o ilości tych wszystkich maszyn i pomieszczeń firmy. Czarna płyta stała się jeszcze bardziej bliska i "ludzka" od wszystkich plików, serwowanych tym wszystkim - dla których muzyka jest jedynie kolejnym plikiem i w ich przesadnie wielkich zbiorach zajmujących dziesiątki gigabajtów na dyskach. I może dla wielu z osób winyl jako nośnik muzyki stanowi swoisty "wymysł obecnych czasów", ale przy tym jak bliski w tym wszystkim jest człowiek i jak wiele musi się zdarzyć, by taka płyta trafiła do naszych rąk. Jeśli tylko poczujecie potrzebę czegoś więcej w muzyce, swoistego oddania się tej pasji, nie posiadacie przy tym gramofonu - dajcie się namówić na "starą, dobrą - czarną płytę". Nie zapomnijcie też sięgnąć po wydania (tylko) dobre, a te z logo WM Fono zapewne zagwarantują Wam na 100% jakość i raz jeszcze jakość muzyki. Za spotkanie w wyśmienitej atmosferze oraz oprowadzenie po całej firmie dziękuję raz jeszcze w imieniu całego AudioStereo. AudioRecki
  34. 1 point
    "The Eagle Has Landed" to pierwsza koncertowa płyta tego legendarnego zespołu i jakby nie patrzeć, zespół SAXON przez ostatnie dekady w pełni na miano legend sobie zasłużył. Kapela założona w 1976 roku do dziś wydała taką ilość albumów, że w kolekcji niejednego melomana zajmuje spokojnie jeśli nie jedną to co najmniej połowę półki z płytami. Panowie tworzą do dziś całkiem udane kompozycje, cieszące ich fanów i w ogóle fanów cięższego brzmienia oraz gitarowych riffów. Ich ostatni album studyjny "Thunderbolt" wydany w 2018 roku cieszył się całkiem sporą popularnością, zajmując np. w Niemczech aż 5 pozycje na liście. Każdy zapewne zna takie hity kapeli jak "Wheels of Steel", "Princess of the Night" czy "747 Strangers In The Nihgt", które stanowią swoistą wizytówkę zespołu SAXON, ale nie są to jedyne utwory zespołu cieszące się popularnością. Co ciekawe - większość kompozycji tego brytyjskiego zespołu cieszy się sporym uznaniem co zawsze przekładało się na spore zainteresowanie ich koncertami. I nie bez powodu, utwory SAXON w wersji koncertowej mają swój niezaprzeczalny klimat - w jeszcze większym stopniu przyciągając i czarując także w trakcie domowych odsłuchów. Wracając do "The Eagle Has Landed". Album oryginalnie wydany był w 1982 roku i odniósł wielki sukces i już w sierpniu ukaże się reedycja i to w wyjątkowej, specjalnej formie. Z okazji jubileuszu 40-lecia premiery zostało przygotowanych aż 40 utworów, osobiście wybranych przez frontmana kapeli - Biff'a Byford'a. Co warte zauważenia w przypadku utworów zamieszczonych na wydawnictwie - nie tylko wybranych przez Biff'a, ale wszystkie zostały określone jako specjalne edycje. Reedycja "The Eagle Has Landed" w nowej formie z okazji jubileuszu? Jak najbardziej! Patrząc na zawartość - będzie niezła gratka dla maniaków SAXON oraz fanów gatunku. Na rynku ukaże się potrójne CD w sześciopanelowym digipacku z 16-stronicową książeczką. Ukazać się ma także i winyl, a fani czarnego krążka dostaną możliwość wybrania box'u z pięcioma 180 gr. krążkami. Wszystkie płyty bedą zapakowane w świetnie wykonane pudełko z podnoszonym wiekiem, a w środku dodatkowo szczęśliwi nabywcy znajdą replikę tour passa, 40-stronicową książkę oraz kod do ściągnięcia materiału w formie plików cyfrowych. "The Eagle Has Landed" na naszym rynku do nabycia już 2 sierpnia 2019 roku. AudioRecki Tracklista (CD): CD 1 1. State Of Grace (Berlin 2007) 2. Red Star Falling (Berlin 2007) 3. Attila The Hun (Berlin 2007) 4. If I Was You (Sheffield 2007) 5. Witchfinder General (Berlin 2009) 6. Demon Sweeney Todd (Berlin 2009) 7. The Letter + Valley Of The Kings (London 2009) 8. Machine Gun (London 2009) 9. Live To Rock (Berlin 2009) 10. Hammer Of The Gods (Berlin 2011) 11. Back In '79 (Berlin 2011) 12. I've Got To Rock (To Stay Alive) [Berlin 2011] 13. Call To Arms (Berlin 2011) 14. Rock 'N' Roll Gypsy (Berlin 2011) 15. Chasing The Bullet (Berlin 2011) 16. Play It Loud (Berlin 2011) CD 2 1. Sacrifice (BYH Balingen 2013) 2. Night Of The Wolf (BYH Balingen 2013) 3. Conquistador + Drum Solo (BYH Balingen 2013) 4. Stand Up And Fight (BYH Balingen 2013) 5. Crusader (Wacken Open Air 2014) 6. Battalions Of Steel (Wacken Open Air 2014) 7. The Eagle Has Landed (Wacken Open Air 2014) 8. Power And The Glory (Wacken Open Air 2014) 9. Dallas 1PM (Wacken Open Air 2014) 10. Princess Of The Night (Wacken Open Air 2014) 11. Denim And Leather (Wacken Open Air 2014) CD 3 1. Eye Of The Storm (Zoetemeer 2015) 2. 747 (Strangers In The Night) With Phil Campbell (Helsinki 2015) 3. Killing Ground (London 2016) 4. Ace Of Spades With "Fast" Eddie Clarke (London 2016) 5. 20,000 FT. With Andy Sneap (San Antonio 2018) 6. Thunderbolt (San Antonio 2018) 7. Sons Of Odin (Los Angeles 2018) 8. This Town Rocks (Los Angeles 2018) 9. Nosferatu (The Vampire's Waltz) [Manchester 2018] 10. Predator (Manchester 2018) 11. They Played Rock And Roll (Stockholm 2018) 12. The Secret Of Flight (London 2018) 13. Battering Ram (London 2018)
  35. 1 point
    Gramofony z logo firmy Rega od lat stanowią znaczącą część rynku, gdzie płyta winylowa stanowi sedno audiofilskiego świata. Można wręcz napisać, że P3 istnieje na rynku tyle lat, ile zazwyczaj lat mają melomani "ciut młodszego" pokolenia. Czy za konstrukcją mającą już ponad trzy dekady idzie coś więcej, niż tylko doświadczenie firmy w budowie danego modelu? Czy jednak to wszystko, a w głównej mierze zaufanie klientów do marki i modelu przekłada się na rzeczywistą wartość brzmieniową i dobrze wykonaną konstrukcję? Dzięki uprzejmości firmy Audiotrendt z Krakowa, mieliśmy możliwość sprawdzić co ma do zaoferowania Rega P3. Konstrukcja gramofonu nie odbiega znacząco od konkurencji w tym zakresie cenowym. Nie znajdziemy tutaj masywnej, ciężkiej konstrukcji opartej na automatyce, firma postawiła na minimalistyczną budowę opartą jednak o wysoką jakość wykonania, łącząc to wszystko z doskonałym brzmieniem. W stosunku do poprzedniego modelu przeprojektowano łożyska. Według producenta zwiększono jego trwałość poprzez wykonanie elementów wewnętrznych z mosiądzu. Kolejną jakże istotną i już na sam początek rzucającą się w oczy zmianą, jest niskopojemnościowy przewód zakończony dobrej klasy wtykami firmy Neutrik. Sam talerz wykonano ze szkła optycznego, a jego grubość pomimo faktu, że nie szokuje w stosunku do najdroższych modeli, jest całkowicie słuszna i zapewnia odpowiednią sztywność oraz niwelując ewentualne drgania. Grubość talerza wynosząca 12 mm w przypadku gramofonu z tego segmentu cenowego jest całkowicie akceptowalna i nie stanowi żadnego powodu do narzekań. Plinta gramofonu też nie jest masywna i nie tworzy wrażenia, że gramofon musi stać na specjalnym, równie masywnym stoliku przeznaczonym stricte pod gramofon. Pomimo relatywnie niewielkiej masy i grubości uzyskano doskonałą sztywność. Rdzeń znajdujący się wewnątrz jest pokryty kilkoma warstwami żywicy, a z zewnątrz całość pokryta jest akrylem. Daje to nie tylko gwarancję solidności wykonania, ale jednocześnie (tak jak w przypadku testowanego modelu) kolor czarny świetnie wygląda, zdecydowanie lepiej niż na zdjęciach. Całość została od dołu i góry "spięta" metalową klamrą, której wizualnie nic nie można zarzucić. Stanowi wręcz swoistą ozdobę gramofonu i dodaje mu (subiektywnie) uroku. Kolejną zmianą jest ramię, obecna konstrukcja posiada oznaczenie RB330 i jeśli miałbym określić w jakim aspekcie zachodzą zmiany w stosunku do starszej wersji... musiałbym się sporo nagłowić. Zmiany bowiem są, ale jak dla mnie rzekłbym kosmetyczne i pomimo rzeczywistego wpływu na codzienną pracę (np. regulacja nacisku na igłę działająca odrobinę lepiej) można by stwierdzić, że Rega pozostawiła wszystko co dobre "bez większych zmian". I słusznie, bo dobre rzeczy nie należy (na siłę) zmieniać na rzecz "lepszego". Poprawki ułatwiające pracę ramienia czy zwiększającą kontrolę pracy nacisku są zawsze mile widziane, ale poza tym rzeczy sprawdzone i działające nie potrzeba wbrew pozorom zmieniać. Mała ewolucja, żadna rewolucja w przypadku tego elementu gramofonu. O samym ramieniu w materiałach reklamowych czytamy, że zostało "zaprojektowane z wykorzystaniem najnowszych technologii 3D CAD&CAM", a także pada deklaracja, że "jest kulminacją ponad 35 letniego doświadczenia w projektowaniu ramion gramofonowych." Tak więc zmiany są, ale nie odkryto niczego nowego i zaskakującego, co budziło by nasz zachwyt. Budowa całego gramofonu wydaje się więc nie odbiegać znacząco od tego, co już znamy od lat i zawsze było kojarzone z Brytyjską marką. Jakie więc zmiany dokonały się w samym brzmieniu? Tutaj jednym z najbardziej istotnych elementów mających na to wpływ jest wkładka. Przez wiele lat obcowania z gramofonami i maniakami "czarnych płyt" słyszałem wręcz opinię o tym, że to wkładka może ożywić muzykę z gramofonu... lub jej po prostu nie będzie. I przyznam szczerze, że w wielu sytuacjach tak właśnie było. W tej klasie sprzętu nie doszukujmy się drogiej wkładki, jednak to, co dostajemy już na start wydaje się być dla tego typu konstrukcji optymalnym rozwiązaniem. Oczywiście zawsze można lepiej i zachęcam do eksperymentowania z różnymi wkładkami, jednak otrzymany zestaw w tej kwocie nie budzi żadnych zastrzeżeń - Rega Elys2 sprosta większości wyzwaniom, jakie przeciętny meloman będzie stawiał tej konstrukcji w codziennej eksploatacji. Brzmienie, to ono decyduje o naszym wyborze gramofonu i/oraz wkładki. W tym przypadku piszemy o całości jako gotowym zestawie i na tym skupimy się w swoich odsłuchach. Do testów posłużyły płyty: Sorry Boys "ROMA", album z gatunku ambientu i muzyki eksperymentalnej Tomka Mreńca, Pink Floyd "The Division Bell"(180g) oraz muzyka z rodzaju ciężkiego brzmienia Metallica "Master of Puppets". Odsłuchy przeprowadzone zostały na wbudowanym pre we wzmacniaczu zintegrowanym ONIX (testowany już wcześniej w naszym magazynie) oraz wpinając w system przedwzmacniacz gramofonowy Rega Aria MM/MC i podpinając go do pre EDGE NQ firmy Cambridge Audio. Zabieg ten był celowy, bo w codziennej konfiguracji do systemu EDGE wpięty jest gramofon Alva TT, cenowo ustawiony znacznie wyżej od testowanej Regi P3. Zależało nam na bezpośrednim porównaniu zachodzących zmian w brzmieniu i stwierdzeniu jak dalece uda nam się dojść w temacie brzmienia z różnymi konfiguracjami systemu, gdzie "główne skrzypce" gra w/w gramofon firmy Rega. Łącząc P3 z ONIX A55 mamy równą i świetnie prowadzoną średnicę. Nie jest to jeszcze granie na wielu planach, gdzie wokal i instrumenty w tym zakresie stanowią odrębne byty, ale też nie ma wrażenia całkowite zlepienia się brzmienia w jedną całość. Jest przestrzeń, jest zachowana pewna holografia, która nawet dla mało wprawionego ucha jest dosyć czytelna. Ale daleko takiemu połączeniu do tego, co chcielibyśmy otrzymać w temacie brzmienia naszych analogowych płyt. Wiemy z doświadczenia, że można znacznie lepiej i szukamy rozwiązania. Góra jest swobodna, nie dominuje, nie stara się tworzyć własnej (sztucznej prezentacji), jest zgrana ze średnicą i stanowi zasadniczo odrębny "byt" ale współgrający z pozostałymi zakresami. Góra nie błyszczy, nie ma tendencji do nadmiernego wychodzenia przed szereg. Można ją pochwalić za naturalność... jednak czasem chciałoby się ciut więcej. Za to niskie zaskakują już od samego początku, nie jest to silenie się i udowadnianie, że można dać więcej czegoś, czego nie ma. Bas jest jednak odpowiednio masywny, umiejętnie tworząc zróżnicowany przekaz, odpowiedni do gatunku muzyki czy samego nagrania. W połączeniu ze wzmacniaczem firmy ONIX gramofon P3 zdawał się dawać więcej, niż moglibyśmy oczekiwać w tej konkretnej konfiguracji. Brakowało odrobiny blasku górnym pasmom, całość była delikatnie złagodzona - lecz nie uśpiona. W przypadku albumu ROMA (gatunek art rock) wydawało się, że po prostu nie można chcieć niczego więcej. Było to wszystko, czego można w tym segmencie oczekiwać od gramofonu... ale czy na pewno? W trakcie testów pomimo wszystko było wrażenie, że można jeszcze lepiej, a wrażenie to wzmogło się w trakcie odsłuchu albumu zespołu Metallica. Brakowało swoistego "dokończenia" brzmienia gitar, w sposób nader czytelny brakowało swoistej kropki nad "i" kiedy w utworze Welcome Home (Sanitarium) wsłuchiwaliśmy się w partie gitarowe. W trackie testów przyjęte zostało (i słusznie), że można lepiej. Rega P3 została podpięta do pre Aria tego samego producenta oraz sygnał poszedł do EDGE NQ+EDGE W. I to był strzał w przysłowiową dziesiątkę, muzyka odżyła, wszystkie niedopowiedzenia jakie tylko można było dostrzec w poprzednim zestawieniu odeszły na bok. Gitary zabrzmiały tak, jak lubimy. Otworzyła się przestrzeń nie tylko na boki, nagle muzyka zaczęła docierać do naszych uszu na wielu płaszczyznach. To, co stanowiło wspólne/spójne i sobie bliskie elementy utworu - zaczęły prezentować wielobarwność, muzyka zagrała w sposób czytelniejszy i znacznie bardziej zróżnicowany. W sposób absolutnie słyszalny i nie podlegający podważeniu. W przypadku góry blachy zaczęły może nie błyszczeć w sposób bezwzględny, ale perkusja dostała nowego życia. Poprawił się też w całym zakresie dolnego pasma przekaz, było momentami ciężko i właściwie budowane w przypadku ciężkiego brzmienia. Znawcy gatunku powiedzieliby, że muzyka dostała "kopa", a gramofon odkrył nieznane dotąd pokłady energii. Rzecz jasna ostatnia konfiguracja była zagraniem nie fair wobec samego A55, bo to nie ta liga - a za kwotę jaką przychodzi nam zapłacić za wzmacniacz firmy ONIX, pre gramofonowe nie jest wcale takie złe, wręcz przeciwnie. Ale test ten dowodzi jednej, jakże istotnej kwestii - Rega P3 ma spory potencjał i można go wykorzystać w pełni, zestawiając ją w systemach droższych - używając np. dobrej klasy pre gramofonowego. To dobrze świadczy o konstrukcji gramofonu i tylko stanowi wartość dodaną do całości w momencie wyboru gramofonu/jego zakupu. Rega P3 w pełni spełnia oczekiwania melomanów, a dając jej za kompana dobrej klasy pre gramofonowy oraz lepszej klasy wzmacniacz - odwdzięczy się brzmieniem bogatszym i pełniejszym, zdecydowanie wybiegającym poza to, na co wskazuje kwota jaką przyjdzie nam zapłacić za ten gramofon. Czy w całej tej konstrukcji są jakiekolwiek wady? Tak, nie jest ich wiele, ale jednak są i warte są odnotowania. Przewód znów jest zintegrowany... Panowie Inżynierowie, może przestańcie uszczęśliwiać ludzi na siłę?! Naprawdę każdy z nas może dobrać sobie przewód pod siebie i swoje oczekiwania. Może i chcecie dobrze... ale zawsze można lepiej (czego dowodzą modyfikacje starszych modeli tego gramofonu). Kolejnym minusem jest pokrywa, a raczej system zawiasów. Widziałem wiele gorszej jakości rozwiązań i w przypadku tego gramofonu "nie jest to najgorzej rozwiązane", ale nie do końca w trakcie testów czułem w 100% pewność, co do wytrzymałości montażu zawiasów do akrylowej pokrywy. Jestem gotów przyznać, że to w pełni subiektywne odczucie i w codziennym użytkowaniu nie wystąpią żadne problemy, jednak osobiście obchodziłbym się z pokrywą delikatniej "na wszelki wypadek". Czy Rega P3 z montowaną fabrycznie wkładką warta jest "grzechu"? Tak, pomimo wszystko cena za jaką przychodzi nam kupić ten gramofon daje już sporo przyjemności ze słuchania "czarnych płyt". Analog przez duże "A" za niewielkie pieniądze? Jak najbardziej można tak napisać, rzecz jasna Rega P3 nie porwie nikogo w przestworza High End'u i nie odkryje jakości winylu na poziomie muzyki Hi-Res, ale w zamian za to muzyka będzie autentyczna, intrygująca w swym przekazie, a brzmienie przyciągające na naprawdę długie wieczory. Płyty winylowe będą brzmiały tak, jakbyśmy właśnie tego oczekiwali od tej klasy sprzętu. "Lepiej" też jest w zasięgu ręki dla tej konstrukcji, postarajcie się o dobrej klasy "towarzystwo" w całym systemie, a będziecie mile zaskoczeni co potrafi ten gramofon. Polecam AudioRecki Za dostarczenie nam do testów gramofonu Rega dziękujemy firmie Audiotrendt z Krakowa. https://audiotrendt.com.pl
  36. 1 point
    18 czerwca zapadnie w pamięci na naprawdę bardzo długi czas. Dzięki wsparciu Mecenasów "Tylko Dobra Muzyka" - dwóch firm: Q21 z Pabianic i dystrybutora sprzętu - firmie AudioCenter z Krakowa, mieliśmy przyjemność spotkać się z niekwestionowanym autorytetem Polskiej sceny jazzowej i nie tylko! Bo Marcin Oleś jest nie tylko artystą nietuzinkowym, człowiekiem dla którego piękno muzyki osadzone jest w naturalnym jej brzmieniu. To także dusza piękna realizująca się jako kompozytor, autor muzyki teatralnej i filmowej, a także dyrygent małych składów. Zapewne pamiętacie słynny solowy album Marcina "Ornette on Bass", który był pierwszym w Polsce albumem na kontrabas solo, do tego była to pierwsza na świecie transkrypcja nagrań Ornette Colemana na solowy kontrabas. Świadomie wspominam o tym albumie, bo w nim właśnie zawarte jest wyjątkowe piękno muzyki i tego, jak artysta chce pokazać nam swój muzyczny świat, świat artysty wyjątkowego i cenionego. Z Marcinem mieliśmy okazję spotkać w przemiłej atmosferze przedpołudnia, tuż przy Zamku Królewskim w Krakowie. Już pierwsze chwile i zamienione luźne kilka zdań wprowadziło nas na tory muzyki, brzmienia... a nawet sprzętu audio. Jak się okazuje nawet dla artysty tego pokroju, który interpretuje muzykę, tworzy ją i czaruje swoimi kompozycjami rzeszę oddanych fanów, sprzęt audio też jest w kręgu zainteresowań. I trzeba przyznać to wprost, Marcin w temacie sprzętu jak na muzyka - wiedzę o "lampkach", wzmacniaczach, kolumnach i całych tych audiofilskich klimatach - wiedzę ma ogromną. Rzecz jasna nie było niczyim celem zanudzać Marcina o wzmacniaczach czy kablach, więc dyskusję sprowadziliśmy na zgoła inne tory - o muzyce tworzonej przez Marcina i jego brata. I to stanowi sedno naszego artykułu - mini relacji z naszego spotkania z artystą. Otóż bracia Oleś w najbliższym czasie planują wydać nowy, wyjątkowy album. Kolejny projekt i kolejny raz nietuzinkowy! Otóż album już nie tylko w swojej formie muzycznej, ale od strony podjęcia się całości projektu stanowi niesamowite przedsięwzięcie. Pod sporo mówiącym tytule "Alone Together" dwaj muzycy z krwi i kości realizują wspólną płytę, w którym ani razu nie dochodzi do wspólnego... grania. Płyta ma stanowić podział pomiędzy część przeznaczoną dla perkusji, a kontrabasu. Projekt więc zakłada spojrzenie na muzykę z jednej strony prezentowaną przez bliskie sobie osoby, z drugiej... całkowicie odrębną w formie przekazu oraz użytych instrumentów. Album na rynku planowany jest obecnie na okres "po wakacjach", więc pozostaje dużo czasu na domysły i rozbudzanie ciekawości. Jestem przekonany po rozmowie z Marcinem, że płyta przyniesie (zresztą jak zawsze) pozytywne opinie i sporą rzeszę osób zainteresowanych. W trakcie spotkania czekała na nas jeszcze jedna niespodzianka (a nawet dwie, ale o tej drugiej już wkrótce!), za którą chciałbym serdecznie podziękować Marcinowi. Otrzymaliśmy dla Was do wygrania płytę projektu Sefardix - "Maggid". Płyta jest sygnowana przez Marcina i do wygrania w naszym mini konkursie. Wystarczy w komentarzach pod artykułem zostawić krótki komentarz, w którym zostanie zawarta informacja, z jakimi muzykami Marcin do tej pory grał (występował). Posty mogą powielać nazwiska czy nazwy projektów! Termin pozostawiania komentarzy mija 30 czerwca. Zapraszamy do konkursu!
  37. 1 point
    Dziś nie ma chyba takiej osoby, która nie znałaby takie tytuły jak rewelacyjny "Brudny Harry", doskonałe i do tego bawiące do dziś "Złoto dla zuchwałych" czy nieśmiertelny "Bullitt", w którym główną rolę zagrał Steve McQueen i równie rozpoznawalny przez ostatnie dekady samochód... Mustang. Filmy te przeszły już do kanonu klasyków i zapewniły sobie niekwestionowane miejsce w światowej kinematografii. Jednak nie o samych filmach dziś przychodzi nam wspomnieć, a o muzyce jaka zagościła na tych i wielu innych obrazach. Za budowanie niepowtarzalnego klimatu od strony muzycznej odpowiada nie kto inny jak Lalo Schifrin. Człowiek, który swoja muzyką tchnął wręcz drugie życie obok już istniejącego, a składającego się z doskonałych obrazów, dialogów oraz samej gry aktorskiej. I co chyba najistotniejsze... dokonał tego w ogromnej ilości filmów, więc to nie mógł być przypadek, a pisząc wprost fenomen i geniusz muzyki filmowej. Skąd w naszym Magazynie AudioStereo pomysł na wspomnienie o wielkim kompozytorze? Otóż ostatnio mieliśmy przyjemność gościć w Krakowskim Nautilusie, gdzie w świetnej atmosferze rozmów o muzyce... padła propozycja posłuchania soundtrack'u z filmu Bullitt. Tym bardziej, że przeglądając setki dostępnych w salonie czarnych płyt, "Bullitt" na winylu aż prosił się o "wrzucenie" na talerz stojącego nieopodal gramofonu. System przygotowany w pokoju odsłuchowym zdawał się prezentować muzykę tak, że obrazy z filmu nasuwały się wprost same. Kiedy z czarnego krążka popłynął utwór "Shifting Gear" sceny pościgu na ulicach San Franciso stały się niesamowicie realne, wręcz namacalne. Oczywiście nie o sprzęcie mowa i muszę tutaj niektóre osoby już teraz zaskoczyć, a nawet zawieść - nie padną żadne marki audio, żadne konkretne modele sprzętu. Nic z tych rzeczy, bo nie o sprzęcie będzie w dalszej części artykułu mowa. Każdy bowiem, kto interesuje się sprzętem i rynkiem audio ma świadomość, co znajduje się w ofercie firmy Nautilus. A kto nie wie i byłby bardzo ciekaw, na dole pod tekstem znajdzie logo firmy i link do jej strony internetowej. Dziś temat ten jest swoistym uznaniem dla wspaniałego dorobku Lalo Schifrin'a, bez którego kto wie... czy właśnie Bullitt byłby tak wyrazisty, tak dosmakowany i przekonywujący. Muzyka Lalo zasadniczo jest odrębnym bytem, jeśli oczywiście przyjmiemy za fakt to, że bez względu na to jaki wybierzemy tytuł albumu jest on bez obrazu nadal przekonywujący, wciągający i po mistrzowsku budujący klimat. Rozmawiając przy muzyce i o muzyce Lalo Schifrin'a padało sporo tytułów, można też przyjąć jako oczywistość - ciężko będzie melomanom obeznanym w muzyce mistrza, wybrać jedną "najlepszą" płytę spośród całej jego dyskografii. Bo jeśli przyjmiemy, że będzie to soundtrack z filmu "Bullitt": to nikt absolutnie nie może negować faktu, że "Enter The Dragon" także od strony muzycznej po prostu powala: W przypadku twórczości Lalo nie można pominąć jakże rewelacyjnej muzyki przygotowanej dla filmu THX 1138. Ten klasyk gatunku, uznany za jeden z najlepszych obrazów George’a Lucasa, nie tylko wciąga swoją fabułą i grą aktorską. To również wyjątkowy klimat tworzony właśnie dzięki muzyce: Pozostaje jeszcze wspomnieć o Brudnym Harrym, dzięki któremu "każdy kolejny dzień staje się lepszy": Jednak sam Schifrin zyskał tak naprawdę największą popularność i rozpoznawalność jako kompozytor dzięki serialowi nadawanemu 7 lat przez CBS. Mowa rzecz jasna o Mission: Impossible z fantastycznym P. Graves'em, który grał rolę Jima Phelpsa. Jak widać, po wręcz bardzo małym wycinku tytułów jakie wyszły spod ręki mistrza - muzyka filmowa "złotych czasów kina" miała także swoich bohaterów od strony muzycznej. I niezaprzeczalnie jednym z nich pozostanie już na zawsze Lalo Schifrin. Wielki kompozytor, twórca wspaniałych kompozycji, bez których świat po prostu byłby znacznie uboższy. Odsłuchy płyt winylowych w firmie Nautilus zabrały nam masę czasu, dając też przy okazji powód do ciekawej dyskusji i wymiany poglądów w temacie m.in. muzyki filmowej. Rzecz jasna sama muzyka nie brzmiałaby tak dobrze bez całego systemu audio, przygotowanego specjalnie dla nas przez Grzegorza - za co mu serdecznie w tym miejscu dziękuję. Jeśli lubicie muzykę Lalo Schifrin'a i Waszym zdaniem są utwory zasługujące w tym temacie na wspomnienie o nich (a zapewne tak jest), z przyjemnością dzielcie się swoimi uwagami, pomysłami i opiniami. Linkujcie muzykę z YT, bo warto przybliżać dobrą muzykę, która od wielu już dekad daje melomanom powody do spędzania wolnego czasu przed swoim sprzętem audio. AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Za przyjęcie AudioStereo oraz czas jaki spędziliśmy w przemiłej atmosferze z muzyką - dziękujemy firmie Nautilus z Krakowa. https://nautilus.net.pl
  38. 1 point
    Jeszcze nie tak dawno wspominałem o nowym albumie Diamond Head. Zapowiedź ich nadchodzącego "The Coffin Train" ukazała się w naszym Magazynie nie tylko z obowiązku, ale powodem w głównej mierze było to, że zespół ten stanowi swoisty filar muzycznego nurtu New Wave of British Heavy Metal i nie sposób pominąć tak ważnej premiery na rynku wydawniczym. Otóż kiedy w moje ręce w dniu wczorajszym wpadł krążek CD zespołu Diamond Head, słuchałem go z ogromną uwagą i nie ukrywając swojego wrażenia - wart jest więcej niż tylko jednej poświęconej mu godziny! Album już na wstępie zapowiada się wyśmienicie. W utworze "Belly Of The Beast" gitary od pierwszych sekund nie dają wytchnienia, a wokalista Rasmusem B. Andersen prezentuje się od najlepszej strony ze swoim świetnym wokalem. I kiedy wydaje się, że pierwszy utwór potrafił wciągnąć bez pamięci - nadchodzi "The Messenger": Pierwsze półtorej minuty to doskonała gra instrumentów, gdzie nie ma absolutnie mowy o nudzie czy wrażeniu powtarzalności. Wszystko dopracowane i mocno wciągające. Tak jest z każdym kolejnym utworem na płycie, cały bowiem album potrafi zaskoczyć (pozytywnie) i zapewne każdy fan mocnego brzmienia znajdzie w nim coś dla siebie. Jestteż jedna istotna ciekawostka w temacie nowej płyty i kapeli Diamond Head. W nagraniach (po raz pierwszy z zespołem) brał udział basista Dean Ashton. Jak słychać - ekipa sformowała się od każdej strony i daje radę. Całość albumu w temacie oceny poszczególnych utworów pozostawiam Wam, jednak w mojej subiektywnej ocenie - jednym z najlepszych kawałków na całej płycie jest "Death By Design": Mamy dla Was jeden egzemplarz płyty do wygrania, wystarczy w postach pod artykułem zostawić krótki komentarz z informacją, który Waszym zdaniem z utworów zawartych na najnowszej płycie Diamond Head jest najlepszy. Spośród pozostawionych komentarzy wylosujemy jeden, a jego właściciel otrzyma wprost do domu płytę CD "The Coffin Train". Na podzielenie się swoimi opiniami/spostrzeżeniami macie czas do 16 czerwca. Zapraszamy do udziału! AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Za płytę do odsłuchów oraz do konkursu (wraz z inspiracją do napisania artykułu) dziękujemy firmie Gandalf z Łodzi. https://www.gandalf.com.pl Diamond Head "The Coffin Train" (2019) Lista utworów: 1. Belly of the Beast 2. The Messenger 3. The Coffin Train 4. Shades of Black 5. The Sleeper (Prelude) 6. The Sleeper 7. Death by Design 8. Serrated Love 9. The Phoenix 10. Until We Burn
  39. 1 point
    Jak informowaliśmy Was już kilka dni wcześniej, czwartek należał bezsprzecznie do czarnej płyty, czarnego brzmienia i Hirka Wrony, który jak zawsze w sposób wyjątkowy "oprowadził" słuchaczy po wybranym skrawku historii muzyki, która odcisnęła piętno na kolejnych pokoleniach i gatunkach muzycznych. Spotkanie miało miejsce w Sailing Poland Yacht Club i przyznam bez bicia, atmosfera miejsca i jakby nie patrzeć - dobrego brzmienia udzieliła się wszystkim. Do tego należy dodać fakt, że ekipa Nautilusa wykonała kawał solidnej pracy. Przygotowany set przez Piotra, który odpowiedzialny był za zestrojenie wszystkiego pod prezentowaną muzykę pokazał dobitnie zebranym, czym jest dobrej klasy zestaw audio. Muzyka z czarnej płyty i do tego wybór repertuaru spowodował u większości z obecnych szybsze bicie serca. Zmierzyliśmy się z pewnym wycinkiem historii "czarnej muzyki", a poczuliśmy się w pewnym momencie uczestnikami życia tamtego okresu, specyficznego klimatu i niesamowitych kawałków granych przez artystów, dziś uznanych za wręcz wybitnych czy kultowych. Część prezentowanych utworów była wydana pod czujnym okiem wytwórni Motown Records, która od prawie samego początku była legendarnym miejscem i przyczyniła się wręcz do kulturowej rewolucji w Stanach. A skoro tak... nie było mowy w żadnym przypadku o nudzie. Hirek Wrona wciągnął wszystkich zebranych w podróż po fantastycznych bezdrożach muzyki, która jest jak krew i pot Czarnej Ameryki. Każdy utwór prezentowany tego wieczora mógłby służyć wręcz za odrębną historię zasługująca na więcej niż jedną stronę książki. Dlatego też Hirek nie oszczędzał nam smaczków, jego wprowadzenia do każdego kolejnego utworu potęgowały nastrój zaciekawienia i wyczekiwania wszystkich zebranych osób "co dalej". Ekipa Studia U22 jak zawsze trafiła w samą dziesiątkę z formułą imprezy, a dobór sprzętu... no cóż, pozostaje tylko wzdychać i chwalić za świetnie dobrany i ustawiony set. Jeśli ktoś uważa, że winyle odchodzą do lamusa to pora, by kolejnym razem zasiadł wygodnie w fotelu i wsłuchał się w muzykę, która wręcz żyje i nie pozostaje obojętna słuchaczowi. Chciałbym w tym miejscu w szczególny sposób podziękować właścicielowi firmy Nautilus, za objęcie patronatem naszej relacji z czwartkowego spotkania z Hirkiem Wroną. Dziękujemy za okazaną nam pomoc! AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Patronat: Firma Nautilus, ul. Malborska 24, 30-646 Kraków. https://nautilus.net.pl
  40. 1 point
    WSTĘP (jak zawsze przydługi 😉 😞 Pamiętam jeszcze jak kilka lat temu na rynku pojawiła się oferta iFi. Od pierwszej chwili jej głównym celem było dostarczenie sprzętu niezawodnego, trwałego i spełniającego swoje podstawowe zadanie - poprawę brzmienia naszej muzyki w świecie komputerowego audio. Dziś, kiedy muzyka w dużej mierze stanowi element nierozłączny z systemami komputerowymi, potrzeba polepszania brzmienia muzyki z komputera jest tak oczywista, jak używanie myszki komputerowej czy touchpad'a. Firma iFi w zakresie poprawy jakości muzyki z PC ma nie tylko bardzo bogate doświadczenie, ale ich produkty spełniają (często z nawiązką) pokładane oczekiwania. Do naszych testów trafiło urządzenie, będące wręcz małym kombajnem. iFi xDSD to przenośny wzmacniacz słuchawkowy zasilany z wbudowanej w środku (pojemnej, ale to tym za chwilę) baterii, mogący także pełnić funkcję stacjonarnego wzmacniacza (słuchawkowego) i jednocześnie rozbudowany przetwornik cyfrowo-analogowy. Dodatkowo sprawdza się wyśmienicie jako odbiornik Bluetooth, mający za zadanie polepszyć to, co słyszymy dzięki transmisji BT aptX w naszych słuchawkach. Samo urządzenie wpisuje się w trend obecnych czasów czyli wsparcie dla plików Hi-Res, tak więc możecie być spokojni o nawet bardzo wymyślne formaty, z jakimi możecie się spotkać w codziennym użytkowaniu plików. Kolejną rzeczą istotną A.D. 2019 dla sporej rzeszy plikowych maniaków - jest też pełne wsparcie dla MQA. Czyli jest wszystko, czego chcieć można, a nawet więcej. O ile w domowym zaciszu większość z nas (wg. własnych możliwości i oczekiwań) buduje swój system oparty na stacjonarnych urządzeniach, o tyle problem pojawia się w momencie, kiedy wychodzimy z naszej "muzycznej świątyni". I na przeciwko tym "problemom" właśnie wychodzi iFi ze swoim xDSD. Można już na wstępie powiedzieć "cały system w jednej kieszeni". BUDOWA: xDSD już w pierwszym kontakcie sprawia wrażenie solidnej konstrukcji, wręcz pancernej i odpornej na wszelkie ewentualne wypadki w trakcie podróży. Obudowa urządzenia jest z ciemnego stopu aluminium i magnezu. Na stronie producenta przeczytamy: wzbudza podziw i pewność. I trzeba się z tymi słowami w pełni zgodzić. Obudowa swoim wykonaniem i użytymi materiałami daje użytkownikowi pewność, że cokolwiek nie wydarzy się w trakcie użytkowania, środek - czyli "serce" urządzenia - nie zostanie w żaden sposób naruszone. Przedni panel stanowi połączenie funkcjonalności i jednocześnie prostoty. Oczywiście umowna prostota wynika z faktu funkcjonalności urządzenia, czyli konieczności rozmieszczenia potrzebnych przełączników/wskaźników, które ułatwiają nam codzienne użytkowanie xDSD. Na przednim panelu znajdziemy: Po środku pokrętło, które pełni nie tylko funkcję regulacji głośności, ale także włącza i wyłącza urządzenie. Centralna część pokrętła świeci kolorami uzależnionymi od ustawienia głośności. Czytelnie i funkcjonalnie. Po lewej mamy gniazdo słuchawkowe, diodę sygnalizującą z którego wejścia aktualnie korzystamy oraz diodę sygnalizującą jak gęste pliki obecnie są przez nas używane. Dla każdej gęstości pliku osobny kolor (w sumie aż 7 barw), jest więc co pamiętać... lub odpuścić sobie i cieszyć się muzyką oraz jej jakością. Po prawej stronie znajdziemy diodę sygnalizującą włączone dodatkowe filtry (3D+ oraz XBass+, na marginesie, co oni mają w obecnych czasach z tymi plusami 😉 ), oraz przycisk wyboru źródła. A tych jest całkiem sporo: USB, S/PDIF i wspomniany na początku Bluetooth. Przyznam szczerze, że brzmi to gorzej niż wygląda i wydaje się bardziej zagmatwane niż jest w codziennym użytkowaniu. Dla przeciętnie zorientowanej w urządzeniach audio osoby kontakt 2-3 minutowy z urządzeniem da odpowiedź na praktycznie każde pytanie o przedni panel. Tył urządzenia jest klasycznym miejscem przeznaczonym do tego, by wszystko co musi wejść do urządzenia w postaci naszych plików i wymaga podłączonego kabla podłączyć z tyłu. Jest więc główne gniazdo USB typu A (3.0), jest gniazdo coaxial S/PDIF, jest też gniazdo zasilania i ładowania baterii naszego urządzenia. Znajdziemy też przełącznik aktywatora filtra cyfrowego. Urządzenie jest zgrabne, lekkie (127g) i mieści się w przeciętnej kieszeni spodni. FUNKCJONALNOŚĆ: Częściowo o funkcjonalności wspomniałem już powyżej w momencie opisu budowy urządzenia. Jego obsługa jest banalnie prosta i nie wymaga zagłębiania się w dziesiątki stron instrukcji. Od strony użytkownika nie wymaga się wiedzy tajemnej, w zamyśle ma to być urządzenie, które jeśli przychodzi taka potrzeba - łapiemy do ręki i o ile pamiętamy, by je ładować - w dowolnej chwili może z nami udać się na naprawdę długie wycieczki bez potrzeby zapamiętywania o co w tym wszystkim chodzi. Jedynym elementem, który dla niektórych osób będzie bardzo istotny, a wymaga zapamiętania - to kolory diody informującej o gęstości plików i źródle z jakiego aktualnie korzystamy. Jak przypuszczam 99% osób nie będzie sobie nawet zaprzątać tym głowy i oglądać w kieszeni jaki obecnie kolor ma dioda na przednim panelu. Urządzenie doskonale współpracuje z telefonami i tabletami, komputerami (Win i macOS) oraz można do niego podłączyć wszystko to, co posiada wyjście coaxial S/PDIF (odtwarzacze CD, telewizory). Z komputerem łączy się rzecz jasna poprzez port USB. Jako użytkownik macOS praktycznie po wpięciu urządzenia do portu zapomniałem, że wymaga się użytkownika jakiś dodatkowych czynności. System rozpoznał prawidłowo urządzenie, a i programy do odtwarzania plików (w moim przypadku Audirvana+) nie miały z nim żadnego problemu. Do xDSD firmy iFi podłączone zostały także: iPhone Xs max oraz iPad Pro 2018 z najnowszym systemem. Pokrętło głośności działa wyśmienicie, potencjometr daje się wyczuć i zwiększa głośność drobnymi krokami, nie ma w jego działaniu wrażenia zbyt dużych przeskoków czy nagłego nasilania się głośności. Wg. producenta urządzenie w temacie regulacji głośności, urządzenie działa pod kontrolą kości cyfrowej, zapewniającej idealne wysterowanie (skok o jedną decybelę). WNĘTRZE: Producent już na pudełku dumnie informuje nas, że urządzenie działa pod kontrolą kości Burr-Brown od Texas Instruments, która odpowiada za wsparcie dla wszystkich chyba możliwych formatów audio, w tym MQA. Poszukując dodatkowych informacji dowiadujemy się, że kością tą jest Burr-Brown multibit DSD1793 DAC. I znów śmiem twierdzić, że w obecnych czasach dla większości użytkowników informacja o samej kości i jej oznaczenie ma tyle znaczy, co budowa wirówki służącej wzbogacaniu uranu, ale dla maniaków wszelkich technicznych informacji w sieci, na temat w/w kości rozpisywano się już chyba z tysiąc razy. W większości lub w samej większości zawsze pozytywnie. W temacie funkcjonalności warto wspomnieć o samej baterii. Ta działa dłużej, niż większość dostępnych telefonów na rynku. Tak więc możecie być spokojni o czas pracy urządzenia poza domem. Przewodowo poprzez port Lightning iPad'a xDSD pracował po pełnym naładowaniu 6 godzin i 13 minuty. To czas, który należy uznać za bardzo dobry. Wg. producenta czas może zostać znacznie wydłużony kiedy przejdziemy z przewodowego na bezprzewodowe połączenia via BT. Bateria wewnątrz naszego wzmacniacza/DAC'a jest litowo-polimerowa o parametrze pracy 3.8V / 2200mAh. Transmisja Bluetooth z jakiej możemy skorzystać w urządzeniu, to także pełne wsparcie dla aptX. Można więc być spokojnym o jakość muzyki wybierając ten rodzaj transmisji danych pomiędzy naszymi urządzeniami. BRZMIENIE, czyli czy warto: Po wpięciu xDSD do tabletu/telefonu czy komputera przewodowo (USB) dostajemy już od pierwszych chwil czysty, wręcz soczysty i mocny dźwięk. Nie jest przesadnie narzucający się, ale wypełniony I bardziej rozbudowany o elementy brzmienia, które zostały wręcz "wykastrowane" przez telefon/ tablet czy głośniczki laptopa. Zastosowanie filtrów analogowych w postaci 3D Holographic Sound+ i XBass+ jak się okazało w praktyce, nie było przypadkowe i w jednym, konkretnym przypadku przyniosło wręcz znaczną poprawę jakości słyszanej muzyki. Urządzenie testowane było z trzema różnymi słuchawkami, różniącymi się pod względem budowy, przeznaczenia i samej ceny: 1. MEZE AUDIO 99 CLASSICS (w domu) 2. Denon AH-D1200 (w terenie i domu) 3. Sony MDR-XD150 (w domu) To, co dało się zauważyć już w pierwszych chwilach odsłuchu i to bez względu na podpięte słuchawki , to szeroka scena. W przypadku Sony koniecznie z funkcją 3D+, ale o tym poniżej. Scena na tyle szeroka, że w sposób prawie dosłowny instrumenty przestają nam "dudnić w głowie". Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że dzięki xDSD od iFi wreszcie zakładając słuchawki na głowę siadamy przed instrumentami, nie instrumenty wkładamy sobie do głowy. Jest więc bardzo muzykalnie, całość nie jest zbytnio uspokojona, ale znika całkowicie krzykliwość niektórych instrumentów. Odsłuchując album "Miłość" Sorry Boys muzyka zyskała na swoistej gładkości wokalu, przy tym "odkleiły" się od siebie poszczególne instrumenty. Inaczej, kiedy wpinałem słuchawki wprost do MacBook'a Pro - prezentacja muzyki była bardziej atakująca nasze uszy swoistym zlepkiem niektórych instrumentów, po zastosowaniu xDSD instrumenty te stały się osobnymi bytami tworzącymi jedną całość przekazu. Na każdym instrumencie można było z osobna skupić swoją uwagę słysząc smaczki, o których można zapomnieć w momencie rezygnacji z urządzenia marki iFi. Pod względem muzykalności pomimo czystego, mocnego dźwięku jest on bliższy neutralnemu przekazowi, delikatnie zmierzając ku tej chłodniejszej stronie. Nie ma poczucia ociężałości i braku życia w muzyce. Przypomniałem sobie w trakcie odsłuchu xDSD sytuację z innym (o podobnej nawet cenie) już nie produkowanym (i słusznie) wzmacniaczu znanej, audiofilskiej marki. Pozbyłem się go po kilku tygodniach bez żalu, klucha zamiast muzyki i obdarcie wszystkiego co trafiało do słuchawek z życia i przyjemności odsłuchu. W przypadku obecnie testowanego urządzenia nie mamy przesadzonego i zbyt atakującego przekazu, ale nie popełniono błędu idąc w stronę nadmiernego uspokajania słuchanej muzyki. Udało się czerpać wiele przyjemności z odsłuchów, bez względu na słuchany album i gatunek muzyczny. W subiektywnym odczuciu najlepiej wypadła muzyka z dużą ilością instrumentów i dużymi składami. Po włączeniu albumu Dave Brubeck Quartet nie dało się oderwać od muzyki! Fantastyczna wręcz prezentacja sceny i ustawienie muzyków. Zadałem sobie pytanie, czy to urządzenie naprawdę kosztuję niecałe 2000 złotych. Tak, tyle dokładnie kosztuje dając przy tym frajdę, jakby kosztowało co najmniej 2 razy więcej! Na dalszy odsłuch poszły albumy: Jean Michel Jarre "Geometry Love", Roxy Music "Siren" i trzy płytowy soundtrack Vangelis'a z filmu "Blade Runner". Kiedy włączyłem "Spotkanie z Matką" wiersz Gałczyńskiego deklamowany przez Polańskiego był namacalny w każdym słowie, dosłownie czuło się fizyczną obecność. A trzeba napisać wprost, że niektóre duże, stacjonarne zestawy za znacznie większe pieniądze nie radzą sobie z tym utworem, który obnaża ich powierzchowność przekazu. W przypadku urządzenia od iFi było to odczucie wręcz realne, ale nie kłujące nasze uszy. W miejscach przygaszania słów były one odpowiednio uspokajane i łagodnie prowadzone. Po prostu mistrzostwo! Jak urządzenie wypada po przełączeniu się w transmisję bluetooth? I tutaj niestety obnażona została niedoskonałość samego protokołu BT. Pomimo zastosowania aptX, przejście na bezprzewodowy odsłuch ugasiło wiele przyjemności ze słuchanej po USB muzyki. Trzeba przy tym już na wstępie zaznaczyć wprost, że jest to nadal ZNACZNY KROK w przód pod względem poprawy jakości brzmienia względem np.: bezpośredniego parowania słuchawek BT z telefonem. Niestety zanikła w sporej, ale nie całkowitej części ta fantastyczna muzykalność, gęstość przekazu. xDSD i tak bije na głowę swoim przekazem muzyki podawanym do urządzenia bezprzewodowo względem klasycznych rozwiązań (parowanie bezpośrednie słuchawek do urządzeń mobilnych), jest znacznie więcej wszystkiego w tym co słyszymy, a na dodatek mamy nadal obszerną scenę. Jeśli jednak macie wybór, bezwzględnie starajcie się korzystać z połączenia przewodowego! Zależność pomiędzy klasą zastosowanych słuchawek, a jakością muzyki w przypadku tego urządzenia jest znacząca. Pozwoliłem sobie nawet na swoisty mezalians i do urządzenia podpięte zostały bardzo tanie słuchawki nauszne - Sony MDR-XD150. W przypadku tych konkretnych słuchawek doskonale sprawdziło się włączenie na xDSD funkcji 3D+. Słuchawki zyskały na przestrzenności i w czytelny sposób poprawiła się szerokość sceny. Im droższe słuchawki - tym lepiej, jednocześnie całkowicie znika potrzeba stosowania funkcji 3D+. Do testów jak wymieniłem powyżej posłużyły też doskonałe MEZE AUDIO 99 CLASSICS (wersja walnut silver). To już słuchawki dające więcej niż dźwięk zbliżony do audiofilskiego. W połączeniu z testowanym wzmacniaczem zgrały się rewelacyjnie, dając poczucie rzeczywistego uczestnictwa w muzycznym wydarzeniu ("Take Five" Dave Brubeck Quartet). Słuchawki testujemy też z myślą o najbliższym artykule w Magazynie AudioStereo, więc do szerszego opisu MEZE AUDIO jeszcze przyjdzie czas. Na pewno słuchawki te w połączeniu z xDSD dają prawdziwą ucztę melomanom, szukającym prywatności w swoich odsłuchach. Rzecz jasna trudno poruszać się z tego typu konstrukcją po mieście (z drugiej strony - kto zabroni;) ), więc do testów tak "w terenie" jak i w domu posłużyły nam konstrukcje Denon AH-D1200. PODSUMOWANIE: xDSD od iFi to urządzenie na wskroś nowoczesne i świetnie wykonane. Dorównuje jakością wykonania mojemu ulubionemu PHA-3AC. To już powinna być rekomendacja sama w sobie. Dodatkowo jakość prezentowanej muzyki nie pozostawia wiele do życzenia, a patrząc na cenę - jest rewelacyjna. Wzmacniacz z funkcją DAC'a na miarę XXI wieku, któremu nie straszne są nawet najbardziej gęste formaty, można by nawet napisać, że wiele z nich stanowi raczej ciekawostkę niż rzeczywistą potrzebę. Wielkość i waga urządzenia to kolejny atut przemawiający za xDSD. Jeśli kochacie dobre brzmienie poza domem i nie potraficie rozstać się ze swoją ulubioną muzyką, xDSD zagwarantuje Wam wszędzie gdzie tylko zapragniecie muzyką na poziomie bardzo dobrej klasy zestawu Hi-Fi. Dla sporej części użytkowników sprzęt ten stanie się jednym z głównych elementów układanki domowych odsłuchów na słuchawkach. W takim przypadku zdecydowanie łączcie iFi poprzez USB. Patrząc na możliwości xDSD, nie odmówi on współpracy z naprawdę droższymi słuchawkami i do tego wymagającymi. Sam producent zapewnia, że jego urządzenie bez trudu wysteruje nawet bardzo wymagające modele jakie można dostać na rynku słuchawkowym. Urządzenie marki iFi wpisuje się w obecne trendy "muzyka może być słuchana gdziekolwiek tylko się da". Na dodatek dzięki swoim możliwością i jakości uzyskiwanego brzmienia, zrywa ze smutną tradycją marnej jakości plików mp3 "bo słuchamy w drodze". Nasze telefony mają coraz większą ilość pamięci, co umożliwia zabranie ze sobą czasem kilkadziesiąt ulubionych albumów w najwyższej jakości (w tym Hi-Res). Warto to wykorzystać, życie jest zbyt krótkie na byle jakość, a xDSD w sposób zdecydowany wprowadzi Was w świat dobrego brzmienia, gdziekolwiek byście nie byli ze swoją muzyką. Cena 1990 złotych za urządzenie tej klasy nie wydaje się być przesadzona. Funkcjonalność, jakość wykonania i najważniejsze - jakość brzmienia zdecydowanie przemawiają za zakupem xDSD. Dodatkowo czas działania gwarantujący nawet długie odsłuchy w podróży jest atutem ZA nie do odrzucenia. ZAWARTOŚĆ (co dostajemy w pudełku): Całość spakowana jest na miarę 2019 roku. W dzisiejszych czasach wszystko musi być poukładane i w przemyślany sposób spakowane. Tak jest w przypadku produktu iFi. Po otwarciu pudełka dostajemy wszystko, co gwarantuje bezproblemowe korzystanie z urządzenia w naszym codziennym kontakcie z xDSD. Poza samym urządzeniem dostajemy przewody USB do transmisji danych i podpięcia urządzeń mobilnych, wtyk do gniazda S/PDIF, pokrowiec na urządzenie oraz podkładki zabezpieczające. DANE TECHNICZNE: Sygnał USB: PCM768kHz & DSD512 (24.6/22.6MHz) Sygnał S/PDIF Coaxial i Optical: do 192kHz/24Bit Zakres dynamiczny: > 113dB (A) Kontrola głośności: od -101dB do 0dB w krokach o 1dB Moc wyjściowa: 2.82V/500 mW przy 16 Ohm 3.7V/270mW przy 50 Ohm 3.8V/48 mW przy 300 Ohm 3.8V/24 mW przy 600 Ohm Sygał line-out: > 2.1V przy 0dBFS Poziom zniekształceń THD (1V/16R): < 0.005% Impedancja wyjściowa: < 1 Ohm Bateria: 3.8V/2200mAh Wymiary: 95 (dł.) x66.5 (szer.) x19 (wys.) mm Waga: 127g AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Urządzenie do testów dostarczyła firma audiomagic.pl z siedzibą w Warszawie, dystrybutor m.in. takich marek jak: iFi i MEZE AUDIO. Audiomagic.pl ul. Sienna 61 00-820 Warszawa https://www.audiomagic.pl
  41. 1 point
    Jeśli cofniemy się o 15 lat wstecz w temacie Motörhead, przypomnimy sobie świetny koncert kapeli pod wodzą Iana „Lemmy’ego” Kilmistera. Lemmy w Düsseldorfie krzyknął "We are Motörhead. We play rock and roll"... to gdzie ta "trema"? Zapewne takim gigantom mocnego brzmienia wolno przewrotnie definiować swoje odczucia, jakie towarzyszą im w trakcie występów na żywo. Nikt bowiem z fanów nie uwierzy, że po tylu latach ktokolwiek z Motörhead czuje wielką tremę przed czy w trakcie występów. Do tego takich występów! Stage Fright to nie tylko zapis koncertu legendarnej formacji Motörhead jaki odbył się w Dusseldorf Philipshalle w 2004 r. Tak naprawdę to według opinii wielu osób - zapis niesamowitych emocji jaki towarzyszył temu wydarzeniu. Wystarczy wspomnieć o pierwszym utworze, tuż na wejściu - "Dr. Rock" z albumu "Orgasmarton". Motörhead w trakcie koncertu zarazili wszystkich niesamowitą energią, a utwory są mocne, wciągające i do bólu autentyczne. Jeśli ktoś chciałby zrobić zarzut, że Motörhead od lat jest takie same, oczywiście pełna zgoda. Pytanie tylko czy taki "zarzut" dotyczy tylko Motörhead. Bo obok można na szybko wymienić z tuzin kapel, które z każdą kolejna płytą nadal są... takie same. Z drugiej strony po co cokolwiek zmieniać, skoro Motörhead od lat są w miejscu akceptowanym przez siebie i fanów. Nie ma rozczarowań, nie ma eksperymentowania. Formuła kapeli, która wychodzi na scenę lub nagrywa płytę brzmiącą tak, jak tego oczekuje świat - wydaje się być najlepsza. Przy czym warto to napisać - wychodzi na scenę i porusza cały tłum! Zapis koncertu z 2004 roku ma wiele ciekawych momentów i wiele naprawdę wartych zauważenia kawałków. Jak to usłyszałem swego czasu od kolegi - kolejnego fana zespołu "Motörhead nie pierdzielą się w temacie - grają aż urywa d.pę". I taki też jest zapis Stage Fright - kopie emocjami, wciąga jak bagno gdzieś na Mazurach... wystarczy popatrzeć na solo Mikkeya Dee w "Sacrifice" i nie pozostaje nic, poza opadem szczęki. Takie same emocje, jakie towarzyszyły koncertowi, takie też emocje towarzyszą oglądaniu koncertu na DVD lub (najlepiej ze względu na jakość) na Blu-Ray. Spośród wielu znanych i cenionych utworów świetnie wypadają "I Got Mine" ( album "Another Perfect Day") czy "In The Name Of Tragedy" z albumu "Inferno". Zresztą ten pierwszy wymieniony z 1983 w mojej osobistej kolekcji zyskał status wyjątkowej, a nawet kultowej i za każdym razem, kiedy tylko ekipa „Lemmy’ego" sięga po utwory z tego albumu, jest to dla mnie wyjątkowe odczucie. Zapis koncertu dostaniemy w wersjach na CD, DVD czy Blu-Ray i zapewne zdecydowana większość sięgnie po nośnik CD oraz Blu-Ray. Ze względu na jakość niedoścignionym w tym temacie wydaje się Blu-Ray (DTS-HD MASTER AUDIO 5.1 i DTS-HD MASTER AUDIO 2.0) i taki też Wam nośnik proponuję ze swojej strony. Bez względu jednak na to, na jakim nośniku przyjdzie Wam oglądać i słuchać Tremę - gwarantuję, że emocji będzie sporo. A niektórym może nawet urwać przysłowiowo d.pę. Wystarczy cierpliwie poczekać do 28 czerwca, kiedy to "Stage Fright" oficjalnie ukaże się w sklepach. Polecam AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Motörhead Stage Fright - występ legendarnej formacji jaki miał miejsce w Dusseldorf Philipshalle (2004 rok). Lista Utworów: Dr. Rock Stay Clean Shoot You In The Back Love Me Like A Reptile Killers Metropolis Over The Top No Class I Got Mine Tragedy Dancing On Your Grave Ramones Sacrifice Power Brazil Killed By Death Iron Fist Whore House Blues Ace Of Spades Overkill
  42. 1 point
    Kiedy przychodzi moment rozmowy o Stingu, zaczynamy się zastanawiać nad tym, która tak naprawdę płyta jest najlepsza. Już nie utwór, a płyta ze względu na dorobek tego nietuzinkowego artysty. Jego płyty to szereg wspaniałych utworów i co za tym idzie - wysyp nagród, w tym aż 17 krotne Grammy! W dorobu artysty są też Złote Globy czy Brit Awards. Sting we wrześniu 1981 zadebiutował jako solista podczas koncertu dla Amnesty International. Zaśpiewał wówczas solowo do dziś uznane za jedne z największych hitów takie utwory jak „Message in a Bottle” czy „Roxanne”. Oczywiście utwory znane już wcześniej z repertuaru zespołu The Police, ale solowe wykonanie Stinga nie umniejszyło kompletnie nic tym świetnym kompozycjom. Sting okazał się świetnym artystą na scenie nie tylko w zespole, ale i podczas solowych występów. To, co ważne w przypadku tych piosenek - są one uznane za hity nie tylko zespołu The Police czy samego Stinga, ale są to kompozycje uznane za jedne z największych hitów współczesnej muzyki. Nie bez powodu wspominam dziś o Stingu (czy przy tej okazji także o zespole The Police). Już na dniach w sklepach pojawi się nowy album - kompilacja największych hitów Stinga. "My Songs" i jego zawartość to jednak nie jest wierna kopia starszych wydań, to spojrzenie na nowo artysty na swój dorobek artystyczny. Sam Sting mówi o swoim nowym projekcie tak: "My Songs to moje życie opowiedziane piosenkami. Niektóre z nich powstały na nowo, inne nieznacznie zmienione, ale każda z nich brzmi współcześnie." Wszystkie utwory jakie trafiły na nowe wydawnictwo zostały dostosowane do obecnych czasów, co ważne z perspektywy fanów - nie tracą ducha oryginałów. Na płycie znajdziemy takie znane utwory jak powyżej już wspomniane "Message In A Bottle", "Roxane", ale także "Every Breath You Take" czy przepiękne "Fields Of Gold" Do albumu dołączono są osobiste notatki artysty, w których Sting odkrywa wiele ciekawych historii związanych z powstawaniem konkretnych utworów. Nowy album jest więc nie tylko odświeżeniem znanych i lubianych kompozycji, ale swoistą celebracją twórczości Stinga. Zarówno solowej, jak i z The Police. Płyta wydana zostanie na winylu i CD. Polecam! AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Za inspirację do napisania tekstu dziękujemy p. Kamilowi z Łódzkiej firmy Gandalf, w którym to już wkrótce będziecie mogli kupić nowy album Stinga https://www.gandalf.com.pl/m/my-songs-pl/ Sting "My Song's" (2019) Lista utworów: 1. Brand New Day 2. Desert Rose 3. If You Love Somebody Set Them Free 4. Every Breath You Take 5. Demolition Man 6. Can't Stand Losing You 7. Fields Of Gold 8. So Lonely 9. Shape Of My Heart 10. Message In A Bottle 11. Fragile 12. Walking On The Moon 13. Englishman In New York 14. If I Ever Lose My Faith in You 15. Roxanne (Live)
  43. 1 point
    Jak zaprzyjaźnione wiewiórki donoszą, już wkrótce jeden z najstarszych i najbardziej znanych sklepów ze sprzętem audio Studio HiFi w Katowicach, planuje przenosiny w nowe miejsce. To nie wszystko, kolejną informacją jaką uzyskaliśmy to fakt, że dzięki uprzejmości właściciela firmy p. Jacka - AudioStereo będzie miało okazję brać udział w oficjalnym otwarciu salonu. Nowy salon to jak mówi szef firmy - nowe możliwości, a co za tym idzie - nowe marki, większy i nowocześniejszy pokój odsłuchowy oraz znacznie bogatsza oferta sprzętowa. W tym, jak dowiedzieliśmy się w dniu wczorajszym - część z oferty nowego salonu trafi do recenzji naszego Magazynu AudioStereo. I nie będą to suche, pisane recenzje! Magazyn AudioStereo wychodzi bowiem na przeciw oczekiwaniom naszych czytelników i sprzęt testowany dla Was będzie także prezentowany w postaci materiału filmowego i udostępniany na naszym kanale YT. Dziękujemy już dziś szefostwu firmy i oczywiście przyjmujemy zaproszenie na ten szczególny event firmy Studio HiFi w Katowicach. Zapraszamy do obserwowania Magazynu, w którym będzie sporo niespodzianek, wiele interesujących testów i materiału audio-video. AudioRecki (Magazyn AudioStereo)
  44. 1 point
    Kiedy otrzymałem album do rąk pomyślałem "ok, będzie jak z St Germain, czyli będzie (jakby) dobrze". Otóż wszelkie tego typu projekty przecinające wiele gatunków - w tym co najważniejsze - jazz, potrafią sprawić recenzującemu wiele problemów. Są to problemy natury subiektywnego odbioru muzyki, bo czym jest muzyka? Czy z góry narzucone style i sztywne ich trzymanie się już jest muzyką, czy może jednak prawdziwą muzyką nazwiemy wszystko, co jest poszukiwaniem nowego wyrazu i sposobem dotarcia do słuchacza czymś niebanalnym. Gdzie jest granica czegoś nowego, na ile muzyka w dobie tylu utartych i ustalonych z góry brzmień jest nadal otwarta na poszukiwanie, i eksperymentowanie? Można by stwierdzić wprost, że każdy dźwięk stanowi muzykę, a jedynie umiejętne budowanie tych dźwięków daje sukces. Pójdę dalej w swoich rozważaniach - cisza też jest muzyką. Dlaczego recenzja płyty Gniewomira Tomczyka i projektu Live zaczyna się w tak nietypowy sposób? Otóż album jaki dostałem, nie jest jak każdy inny. To nie są muzycznie utarte ścieżki, na które wchodząc wiemy skąd wychodzimy i dokąd docieramy. W przypadku recenzowanego albumu muzyka jest przygodą z dźwiękami ale i ciszą. Dokładnie tak, budowanie nastroju i klimat kompozycji wynika z umiejętnego (nad wyraz) operowania wieloma dźwiękami, wokalem i czasem też właśnie ciszą. Operowanie wieloma gatunkami na potrzeby budowania nastroju i tworzenia niesamowitego klimatu - to pierwsze co rzuca się w przypadku tego albumu. Pierwszy z brzegu utwór "The City", trwający dokładnie 8 minut i 21 sekund jest świetnym tego przykładem. Siadając w domowym zaciszu, znikając w fotelu z głową otwartą na muzykę, na dźwięki - ten dokładnie utwór wprost udowodni nam, że muzyka jako sztuka nie umarła. Na płycie znajdziemy kawałki bliższe stricte jazzowym klimatom, ale nie tylko i słusznie. Takim bliższym jest dla przykładu "Antoher Vision". Są też kompozycje od początku dobitnie trafiające do słuchacza, wprost atakujące bogactwem dźwięków i oddalające się od jazzowych "standardów". "Twinkle" odrywa nas od klimatu spokojnego klimatu, mamy tutaj zderzenie się i mieszkankę wielu gatunków - przy tym drum'n'bass jest swoistą wisienką na torcie. Gniewomir nie pozostawia w tym przypadku żadnych złudzeń - zaprasza nas do swojego "drum królestwa". Słuchając płytę mamy poczucie, że za każdym razem możemy zostać zaskoczeni zgoła czymś innym tak w samej dynamice, jak i w łączonych stylach muzycznych. Do tego dochodzi wokal, jaki zasługuje na osobną pochwałę. I dobrze ta mieszanka gatunków wychodzi, skoro album ma stanowić taką podróż, gdzie Gniewomir ze swoimi zespołem zaprasza nas na swoistą przygodę bez z góry ustalonych zasad - wchodzimy w to i naprawdę w pełni czujemy. Oczywiście byłbym skłamał, gdybym nie przyznał - w tej przygodzie z muzyką zawartą na "Quality Jazz Live" jest kilka z góry ustalonych zasad. Poza kreatywnością artysty i świetną swobodą w operowaniu nie tylko gatunkami, ale i dźwiękami - mamy właśnie wspomniane powyżej doskonałe poczucie budowania atmosfery w każdym utworze. Jazz nie wymaga komplementacji, jazz się czuje i kocha - lub nieświadomie omija szerokim łukiem. Kolejną zasadą jaka panuje na płycie - każde nagranie od strony prezentacji muzycznej jest realizowane na wysokim poziomie. 7th Horizon (Live) z części bonusowej pokazuje jak cały zespół bawi się rytmami i brzmieniem. Jak ważny przy tym jest słuchający i jak ważne jest wciągnięcie go w muzykę dowodzi kolejny utwór "B.Y.O.C." (wraz z The Blu Mantic). Tym utworem bawimy się na całego z zespołem, tutaj wszyscy żyją muzyką i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Komu polecam płytę? Jeśli kochacie jazz łączony z innymi gatunkami, lub jazz we wszelkich jego odmianach - zdecydowanie tak. Jeśli szukacie czegoś niebanalnego, gdzie muzyka jest sztuką i macie przy tym czas na w pełni oddanie się dźwiękom płynącym z głośników - płyta obowiązkowa. Melomani kochający dobre realizacje (nie tylko obejmujące jazz) znajdą w tym albumie świetnego kompana do wieczorów z muzyką przez duże "M". Ostrzegam jednak tych, którzy muzyką nie bawią się i nie czują jej. Dla których eksperymentowanie z dźwiękiem czy nieprzewidywalność kompozycji jest nie do przyjęcia - płyta może nie wpłynąć pozytywnie na Wasze zrozumienie czym jest muzyka. Zacząłem od wspomnienia na początku o swoistym projekcie St Germain - Ludovica Navarre'a. Nie przez przypadek, przez ponad 2 dekady muzyka francuskiego artysty znajduje wielu odbiorców. Tak, jak to bywało w przypadku Navarre'a, tak jest obecnie w przypadku Gniewomira i jego projektu, i trzeba napisać to wprost - album "Quality Jazz Live" to fascynująca mieszanka wielu gatunków muzycznych i wysmakowanego jazzu. Absolutnie też proszę nie stawiać równości w brzmieniu czy formie muzycznej tych dwóch artystów! To zgoła odmienne podejście do słuchacza, ale mianownik praktycznie wspólny. Tak, album Gniewomira będzie się podobał tym wszystkim, którzy są świadomymi odbiorcami muzyki, dla których wyjście do klubu na koncert nie oznacza własnego zaszufladkowania. To album dla tych, którzy poszukują kontaktu z muzyką, nie utożsamiają się poprzez koszulki czy fryzury z jakimś gatunkiem muzycznym czy wykonawcą. Jeśli kochacie dobrą muzykę, macie za sobą (dosłownie) wypady na koncerty dla zasady "bo kocham muzykę", bez zwracania uwagi kto gra i dlaczego, kochacie spontaniczność w takich wypadach - musicie kupić opisywany album Gniewomira. Projekt ten zabierze Was gdzieś... i chyba tylko sami będziecie w stanie określić dokąd dotarliście. Ale całą muzyczną podróż macie zagwarantowaną na bardzo wysokim poziomie. Z muzyką przez duże "M". GNIEWOMIR TOMCZYK – perkusista, perkusista hybrydowy, pedagog. Absolwent Akademii Muzycznej im. I. J. Paderewskiego w Poznaniu, w klasie perkusji jazzowej prowadzonej przez prof. Krzysztofa Przybyłowicza. Laureat I Nagrody na Ogólnopolskim Festiwalu Rytmu Drum Battle. Założyciel oraz lider zespołu: Gniewomir Tomczyk / Project. Współpracuje na stałe m.in. z zespołem elektronicznym XXANAXX, producentką MIN t czy wokalistką Patrycją Zarychtą. Występował oraz współpracował z wieloma znakomitymi artystami. Dla osób kochających muzykę i poszukujących kolejnych wrażeń z różnymi gatunkami muzycznymi - dzięki uprzejmości Agencji IMAGE TEAM - mamy do przekazania jedną płytę (https://www.facebook.com/imageteam.net) Wystarczy pozostawić pod artykułem swój komentarz, w którym podacie przynajmniej jednego artystę (lub zespół), z którym współpracował Gniewomir Tomczyk. Już na wstępie podpowiem, że dorobek w karierze artysty jest naprawdę imponujący, zadanie więc macie dosyć proste. Na Wasze posty czekamy do 5 maja. Spośród wszystkich (nawet powielajacych się) odpowiedzi, wybierzemy jedną, a jej autor otrzyma wprost do domu album "Quality Jazz Live". Zapraszamy do udziału i polecamy album! AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo).
  45. 1 point
    W Stanach muzyka R&B od wielu dekad nie traci na popularności. W Europie (co widać po sprzedaży) też trafia na spore zainteresowanie. Spośród wielu znanych nazwisk jedno zasługuję na szczególne przypomnienie - Mary Jane Blige. Przez jednych nazywana królową R&B, przez innych "ciocią Mary„, artystka od prawie 3 dekad w znaczący sposób zaznacza swoją obecność na scenie muzycznej. Jej pierwsze albumy "What's the 411?", "My Life" czy "Share My World" zyskały status w USA potrójnej platyny. Ostatni okres artystki to w głównej mierze związanie się ekranem (tym dużym jak i małym) i gra aktorska. Wystąpiła w mn.: "Rock of Ages" (jako Justice) czy obecnie w serialu Netflix - "The Umbrella Academy" (2019) Fani Mary J. Blidge jako piosenkarki już powinni zacierać ręce - artystka bowiem oficjalnie zapowiedziała powrót do studia i rozpoczęcie pracy nad... dwoma kolejnymi albumami. Jak sama stwierdziła, jej nowe albumy mają odzwierciedlać całe życie kobiety, które są szefami dla siebie i w pełni mając tego świadomość - wprost mogą to wyrażać światu, że "są teraz szefami". Przekaz może i skomplikowany, ale kto by tam zrozumiał kobietę? To oczywiście żart, bo królowa R&B doskonale trafia ze swoim muzycznym przekazem do sporej grupy fanów (w tym mężczyzn). Jest więc na co czekać! AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  46. 1 point
    Marilyn Manson ostatni album wydali nie tak dawno, bo w 2017 roku. "Heaven Upside Down" okazał się jednym z lepszych albumów zespołu Mansona "ever", a na pewno najlepszym z ostatnich lat. Chodziły wręcz słuchy, że Manson nie tylko zatracił duszę, ale także stracił całkowicie kreatywność. Na samym byciu "dyżurnym Antychrystem" niestety dłużej pociągnąć się nie da. Musiało przyjść więc coś więcej i przyszło. "Heaven Upside Down" to płyta dobra, a miejscami bardzo dobra. Nie pobiła rzecz jasna absolutnego mega-hitu płytowego "The Golden Age of Grotesque", ale okazała się bardzo udana i przyniosła spore zainteresowanie na rynku muzycznym. Tak więc "Heaven Upside Down" to album artystycznie świeży i perfekcyjnie zrealizowany. Sam Marylin Manson postanowił jednak nie odpoczywać i ukazała się zapowiedź kolejnego albumu. Co więcej - nowy album, który ma szansę ukazać się jeszcze w tym roku, ma być współtworzony z uwaga... Shooter Jenningsem. OK, każdy wie kim jest właściwie Jennings? I słusznie, w naszym kraju c.a. 90% nie ma pojęcia kim jest ten muzyk i pojęcia mieć nie może. Ale za to w USA sytuacja ulega całkowitej zmianie. Otóż pan Jennings jest bardzo popularnym muzykiem country, który na swoim koncie ma już 10 całkiem udanych albumów. Tak, dobrze czytacie - Marylin Manson i kompozytor oraz muzyk country podjęli się wspólnej współpracy, by stworzyć nowy album. No dobra, to nie żart na pierwszego kwietnia - poważnie! Najlepszym komentarzem w tym miejscu niech będą słowa samego "Antychrysta": "Poczułem, że to dobry czas na zmianę i zaprzyjaźniłem się z Shooterem. On jest geniuszem muzycznym. Przypomina mi Dude'a z filmu "Big Lebowski". Mamy inne wibracje, ale nie muszę mu ciągle mówić, co myślę." No więc... jeśli Shooter jest jak Lebowski, przepraszam - ale "wchodzę w to" i czekam na płytę. Nie mam wręcz pojęcia co z takiej mieszanki wyjdzie, ale na samo hasło "Dude" i "Big Lebowski" z automatu jestem na "tak". Jak sam Manson wyznaje, jego nowy album będzie brzmiał jak mieszanka krążka "Diamond Dogs" Davida Bowiego z 1974 i brzmienia brytyjczyków z Killing Joke. Napiszę tylko tyle: "niezła jazda" i "czekamy więc". (AudioRecki, Magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  47. 1 point
    Czasem w rozmowie o muzyce pada pytanie o "tego kolejnego", wielkiego gitarzystę z Pink Floyd... i młodsze pokolenie ma duże problemy, by wymienić wszystkich z nich. Bardziej osłuchana młodzież powie "Waters", czasem uda się wspomnieć Gilmour'a. A o Snowy White wspomina naprawdę niewielu. Kiedy siadając z takim młodym człowiekiem do odsłuchu płyt puścimy Bird Of Paradise lub Midnight Blues pada często "znam to!" I słusznie, bo dobrych muzyków (więcej - bardzo dobrych muzyków) należy znać. Muzyka jest sztuką i jako taka rozwija nas w wielu wymiarach, kształci świadomość i potrzeby (często także te duchowe). Dlaczego taki wstęp? Bo każdy, kto z melomanów odpłynął w trakcie odsłuchu w/w utworów White'a wie o czym piszę. Muzyka, w tym taka jaką prezentuje wspomniany muzyk, jest sztuką przez duże "S", do tego często dająca okazję do poznania samego siebie. Terence Charles "Snowy" White to legenda bluesa i rocka. Koniec kropka. Swego czasu poza grą z kapelą Pink Floyd grał także z Thin Lizzy. Na przestrzeni lat nie unikał jednak solowych kompozycji i albumów wydawanych pod swoim nazwiskiem. Zresztą z bardzo ciepłym i dobrym odbiorem słuchaczy. Jeszcze nie tak dawno, bo kilkanaście miesięcy temu była okazja zapoznania się z kolejnym albumem artysty przewodzącemu The White Flames - Reunited. Album ten nie był w żadnym calu przełomowy, ale jakże wpisujący się w oczekiwania fanów klimatycznego bluesa oraz ciepłego w głosie, wręcz melodycznie recytującego słowa White'a. Utwór "Have I Got Blues For You" wpisuję się w takie klimaty idealnie i nie pozostawia złudzeń, że płyta zabiera nas w długą, klimatyczną podróż. Wystarczy posłuchać pierwszych dźwięków gitary i wszystko jasne. Muzyka sztuką - jak najbardziej! Rozpisałem się o tym co było... ale nie sposób pominąć tak ważnych informacji, kiedy piszemy o takiej postaci jak Snowy White. Jednak nie o czasie przeszłym, a o przyszłym mowa. I to wcale nie takim odległym! W tym miesiącu na rynku ma się ukazać nowa płyta muzyka wraz z zespołem. Zapowiedziany na ten miesiąc album "The Situation" ma przyciągnąć na kolejne długie wieczory słuchaczy. Nie ma w zapowiedziach stanowić milowego kroku, ale po tak wielkich muzykach nikt w końcu nie spodziewa się czegoś takiego. Jako frontman White tworzy idealną całość ze swoim zespołem i kolejne 12 pozycji na nowym albumie zapowiada się więcej niż wyśmienicie. Na pewno płyta absolutnie każdemu wpadnie w ucho, bez względu na preferencje muzyczne. A wielbiciele gatunku - no cóż, mają kolejny powód do zakupów bowiem płyta zapowiada się wybornie! Snowy White and The White Flames - The Situation (2019) Lista utworów: 1. The Situation 2. This Feeling 3. L. A. Skip 4. Can't Seem To Do Much About It 5. Crazy Situation Blues 6. Blues In My Reflection 7. Why Do I Still Have The Blues? 8. You Can't Take It With You 9. Migration 10. The Lying Game 11. Hard Blues 12. I Can't Imagine AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  48. 1 point
    Już niespełna dwa miesiące, kiedy na naszym rynku ukaże się w postaci CD oraz "czarnulki" mini album zespołu Vader. Ta pochodząca z Olsztyna kapela metalowa na rynku muzycznym to już swoista marka sama w sobie. Jedyne co mnie od zawsze zaskakiwało to częstotliwość zmiany składu zespołu. Kto tam już nie był... a raczej kogo nie było. Jeśli sięgnę pamięcią i do swojego osobistego zbioru muzyki - to ze wszystkich wydanych do tej pory albumów - najbardziej przypadł mi do gustu szósty album studyjny "The Beast". Moim zdaniem najlepsze na tej płycie okazały się partie solowe Maurycego „Mausera” Stefanowicza, zresztą sięgając po muzykę zespołu - dziecka "Mausera" czyli Dies Irae, też czuć jego wyjątkowo pozytywny i osobisty wkład muzyczny. No ale to czasy przeszłe, a wracając do samego tytułu "Thy Messenger" to mini album zespołu Vader, który pod koniec maja zagości na półkach sklepowych. Na mini płycie znajdziemy pięć pozycji z czego jedna - to klasyczna przeróbka utworu "Steeler" Judas Priest. I znawcom zespołu Vader nie trzeba nawet tłumaczyć pod jak ogromnym wpływem artystycznym Brytyjczyków byli i są chłopaki z Olsztyna. Wzorce solidne, a i zespół Vader to nie byle kapela metalowa. Może nie dostaniemy normalnej długości albumu, na EP'ce zobaczymy powrót do znanego od dwóch dekad Litany (w nowej wersji), możemy też utyskiwać na zbyt mocne, a nawet nazbyt brutalne brzmienie (aż niepodobne do tego, co znamy z innych albumów) - jednak to pierwszy album po blisko trzy letniej przerwie pokazujący, że ekipa z Olsztyna pomimo tylu lat na scenie, tylu zmian w składzie (obecnie znów kapela zaskakuje osobowo) - nie zapomniała jak się gra mocną, do tego dobrą muzykę heavy metalową. EP'kę (CD i winyl) będzie można nabyć pod koniec maja w każdym dobrym salonie muzycznym. Mocno polecam fanom gatunku... reszta no cóż, musi zrozumieć - nie wszystko jest dla wszystkich. Tracklista: 1. Grand Deceiver 2. Litany 3. Emptiness 4. Despair 5. Steeler AudioRecki (magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  49. 1 point
    Podobno nic tak nie napędza zainteresowania w obecnym świecie, jak kontrowersje i skandale. Im większy głos sprzeciwu, tym podobno "lepiej". Znamy to z naszego rodzimego "podwórka", gdzie wszelkiej maści celebryci i pseudo gwiazdeczki wychodzą z założenia - "nie ważne jak, byle mówiono". Rzecz jasna wszelkiej maści plotki i ploteczki o życiu pseudo gwiazdek nie są w zainteresowaniu Magazynku Kulturalnego AudioStereo, pozostawimy to odpowiednim tytułom prasowym czy portalom w sieci. Jest jednak powód powstania tego tematu. Otóż nasi zachodni sąsiedzi (a w szczególności politycy oraz wtórujący im przedstawiciele środowisk żydowskich zza Odry) uznali jako nie do przyjęcia wyrażanie swojego zdania artystycznego w takiej formie, w jakiej uczynić to miał zespół Rammstein. Ich zapowiedź jaka miała miejsce jeszcze nie tak dawno ( pół minutowy klip) wywoła istną falę krytyki na zespół, wręcz mówiono o skandalu. Czy faktycznie mamy powód do tak daleko idącej - negatywnej oceny nowego utworu? Czy klip "Deutschland" jaki zaserwował swoim fanom zespół Tilla Lindemanna zasłużenie podlega krytyce? Pozostawiam to już do Waszej oceny. Zapraszam do komentarzy, czy Waszym zdaniem były/są powody do uznania materiału muzyczno-filmowego zespołu za skandal? Czy teledysk oraz zawarta w nim treść jest jeszcze wyrazem artystycznym na pewne poglądy, czy już przekroczono wszelkie dopuszczalne granice, po których słowa skandal i kontrowersja są jedynymi - właściwymi, by opisać to, co przychodzi nam oglądać i słuchać. Zespół Rammstein jak zapowiedział tak zrobił. Właśnie opublikowano wg. niektórych kontrowersyjny klip. Zapraszam do oglądania i... komentowania! UWAGA! Treści prezentowane w filmie są oznaczone na YouTube jako niewłaściwe dla każdej grupy wiekowej odbiorców! Zespół zawita do Chorzowa już 24 lipca tego roku. Trasa koncertowa ma promować najnowszy album zespołu. Będzie się więc działo w Kotle Czarownic! AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  50. 1 point
    Już 28 marca w Polsce, odbędzie się premiera płyty Erasure. Płyta "Wild!" bo o niej mowa, to wydanie Deluxe składające się z dwóch płyt kompaktowych. Zreamsterowany album tej jakże cenionej kapeli synth-popowej pierwotnie ukazał się UWAGA - 30 lat temu! I w taki sposób obecne wydanie jest prezentowane - jako edycja z okazji 30 lecia "Wild!" Ta czwarta płyta studyjna zespołu Erasure dotarła w tamtym okresie na same szczyty brytyjskich list. Co warte odnotowania - dwukrotnie pokryła się platyną. Wersja Deluxe albumu "Wild!" to twarda oprawa, 2 płyty CD zawierające mn. takie utwory jak: "Drama!" czy "Star", rzadkie zdjęcia duetu Vince Clarke'a i Andy Bell'a oraz niepublikowane do tej pory notatki o albumie. Jest też duży bonus! Na dodatkowym krążku znajdziemy chociażby nowy remiks Richarda Norrisa ("The Grid / Beyond The Wizard's Sleeve"), odnaleziony i niepublikowany nigdy wcześniej miks "How Many Times?". Jest też kilka dodatków, które wielbicielom Erasure przypadną do gustu. Także warto zapoznać się z albumem ze względu na jego wyjątkowe pozycje - wcześniej nigdzie nie prezentowane materiały. Z ciekawostek... już za miesiąc (25 kwietnia) wokalista Erasure, Andy Bell obchodził będzie swoje 55 urodziny. Erasure "Wild!", wyd. Warner Music (2019) http://www.warnermusic.pl Lista utworów: CD 1 1. Piano Song (Instrumental) ( 2019 - Remaster) 2. Blue Savannah (2019 - Remaster) 3. Drama! (2019 - Remaster) 4. How Many Times? (2019 - Remaster) 5. Star (2019 - Remaster) 6. La Gloria (2019 - Remaster) 7. You Surround Me (2019 - Remaster) 8. Brother And Sister (2019 - Remaster) 9. 2000 Miles (2019 - Remaster) 10. Crown Of Thorns (2019 - Remaster) 11. Piano Song (2019 - - Remaster) CD 2 1. Sweet Sweet Baby (The Moo-Moo Mix) (2019 - Remaster) 2. Drama! (Richard Norris Mix) (2019 - Remaster) 3. Blue Savannah (Mark Saunders 12" Remix) (2019 - Remaster) 4. Piano Song (Live At The London Arena) (2019 - Remaster) 5. Runaround On The Underground (Remix) (2019 - Remaster) 6. How Many Times? (Alternative Mix) (2019 - Remaster) 7. Supernature (Daniel Miller & Phil Legg Mix) (2019 - Remaster) 8. Star (Soul Mix) (2019 - Remaster) 9. No G. D. M. (Unfinished Mix) (2019 - Remaster) 10. Drama! (Act 2) (2019 - Remaster) 11. Brother And Sister (Live At The London Arena) (2019 - Remaster) 12. Dreamlike State (7" Acappella Mix) (2019 - Remaster) 13. You Surround Me (Gareth Jones Mix) (2019 - Remaster) 14. 91 Steps (6 Pianos Mix) (2019 - Remaster) Sporo czasu minęło od powstania zespołu, co widać na poniższych fotografiach: Erasure – brytyjska grupa muzyczna, powstała w 1985 w Londynie. Zespół został stworzony z inicjatywy Vince’a Clarke’a, który wcześniej grał i był współzałożycielem Depeche Mode, Yazoo i The Assembly
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.