Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 11/13/19 in Artykułów

  1. 11 points
    Zacznę tradycyjnie od podziękowań dla Dawida Skrzypczaka za wymierne wsparcie forumowiczów związanych z forumowym diy, a także dla organizatora wystawy Adama Mokrzyckiego, forumowego Elberota, za umożliwienie pokazania światu niekomercyjnych urządzeń audio. Przed napisaniem tego tekstu sięgnąłem pamięcią do poprzednich lat. Gdy osobiście organizowałem nasz forumowy pokój starałem się skrupulatnie opisać wszystkie urządzenia, oraz przedstawić ich konstruktorów. Można było śledzić nasze poczynania krok po kroku, zobaczyć zmagania i rozterki związane z wyborami jakie przed nami stały. Ciężko było wybierać pomiędzy poszczególnymi elementami, bo łączyła nas więź emocjonalna. Później gdy organizację przejął @Tomek 1685, mogłem roztrząsać kwestie związane z samą ideą diy, oraz sposobem jej pokazania szerszej publiczności. Było sporo pomysłów, jednak zwyciężył ten, który od początku uważałem za słuszny, czyli prezentowanie najlepiej dobranych ze sobą komponentów. Urządzenia mniej pasujące do reszty stanowią ekspozycje stałą. Po dwóch kolejnych latach Tomek poczuł się spełniony w swojej roli i zrezygnował na rzecz innych. Problem w tym, że nie było chętnych do podjęcia się tego niełatwego zadania. Muszę powiedzieć, że jest to rola niewdzięczna, wymagająca twardego charakteru i kosztująca sporo zdrowia oraz czasu. Tak więc niezmiernie się cieszę, że znalazł się człowiek, który zdecydował się to pociągnąć dalej. @Seyv (Seweryn), bo o nim mowa, przejął pałeczkę i zrobił to w naprawdę świetny sposób. W pokoju zabrzmiała muzyka wysokiej próby. Słyszałem dwa systemy i oba prezentowały się bardzo dobrze na tle komercyjnych prezentacji. Nie będę tu opisywał składowych dźwięku, nie o to w tym wszystkim chodzi. Nie musimy ścigać się z nikim, a mimo to, lub właśnie dlatego, udaje nam się osiągnąć tak dobre brzmienie. Czytam poprzednie zdanie i uśmiecham się pod nosem, tak, tak, wciąż czuję się częścią zespołu, stąd wkradło mi się słowo „nam”. Tak widać ma być, więc niech zwrot ten pozostanie na swoim miejscu. Wracając do Seweryna i pozostałych członków zespołu powiem krótko w imieniu wielu osób, dzięki chłopaki, dobra robota! To co uderza mnie gdy myślę o forumowym pokoju, to przyjaźnie jakie się nawiązały pomiędzy jego członkami. To naprawdę jest wartość sama w sobie, ważniejsza niż dźwięk czy ciepłe słowa zwiedzających. Jasne, że to ostatnie buduje człowieka, ale trwa to tylko chwilę, przyjaźnie pozostają na lata. Wiem ilu z nas ma kontakt ze sobą, telefonuje a także się odwiedza. Wciąż trwa wymiana wiedzy, ale są to także kontakty towarzyskie. Po prostu spotykają się podobne osobowości, nadające na tych samych falach. To uważam za najcenniejsze. Widziałem osoby które po raz pierwszy brały udział w tej zabawie, nieśmiałe, pełne obaw o to jak zostaną odebrani. Później obserwowałem jak rosną, nabierają werwy, walczą o osiągnięcie wspólnego celu, czyli dobry dźwięk. Często chowające własne ambicje gdzieś głęboko, gdy okazywało się, że ich dziecko nie spasowało się z resztą urządzeń. Niepowodzenie nie gasiło ich, pozostawali na stanowisku nadal nas wspierając, myśląc nad zmianami lub nowymi konstrukcjami które zagoszczą na następnej edycji imprezy. W kolejnych latach ciesząc się ze spotkania, już spokojnie, wiedząc, że będzie ciekawie i konstruktywnie. Najbardziej zaangażowani odwiedzają nasz pokój z nostalgią i zaciekawieniem w kolejnych latach. Mówię wam to wszystko, żeby pokazać jak to wciąga, oraz chcę zachęcić kolejne osoby do uczestnictwa w tej przygodzie. To naprawdę wyjątkowa sprawa, jedna z największych przygód mojego życia. Nigdy nie zapomnę tych wspólnie zawalonych nocy, narad, dyskusji, smutków i radości. I wpisu w pamiątkowej księdze- Sosia 5 lat. Poniżej oddaję głos Sewerynowi, który w tej edycji imprezy znakomicie zarządzał pokojem: "W tym roku udało nam się zebrać i pokazać naprawdę różne konstrukcje. Jeśli chodzi o rodzaje obudów głośnikowych to grały kolumny z bas refleksem, obudowy zamknięte oraz odgrody. Każda z konstrukcji była filtrowana w inny sposób i napędzana innym rodzajem wzmacniacza. Były to autorskie projekty forumowiczów co pokazuje, że DIY nie ogranicza się wyłącznie do klonowania innych i chęci zrobienia czegoś co już istnieje taniej. I tak, grały kolumny tubowe z głośnikiem średnio tonowym w obudowie open baffle ze zwrotnicą wykonaną w technologii DSP napędzane ośmiokanałowym amplitunerem Arcama. System wspierany był trzema subwooferami w obudowach zamkniętych. Kolejną prezentowaną konstrukcją były prawie dwumetrowej wysokości aktywne kolumny w których każdy głośnik był sterowany wzmacniaczem w klasie D. Była to konstrukcja czterodrożna. Trzecim systemem były pasywne kolumny tubowe napędzane lampowym wzmacniaczem na pojedynczej lampie 6S4S. Źródłem sygnału był lampowy dac. Wszystkie lampy w tym systemie to NOSy - większość miała ok 60 lat od daty produkcji. Jako czwarte były prezentowane kolumny typu open baffle wykonane na samych papierowych głośnikach które napędzała 2 W lampa (kolega @zorge może podpowie jakie bo zapomniałem). Jako źródła mieliśmy MacBooka oraz transporty CD które były podłączone do daca za pomocą kabla coaxialnego. Oczywiście mieliśmy również skrzynkę różnych kabli które sprawdzaliśmy we wszystkich systemach jakie grały. Aby zaspokoić ciekawość napiszę, że w każdym systemie ich zmiana była mniej lub bardziej zauważalna." Dziękuję i czekam co przyniosą kolejne lata Robert Trzeszczyński
  2. 4 points
    Świat audio żyje dopiero co zakończoną imprezą Audio Video Show 2019, sporo obecnie w związku z tym komentarzy w sieci, reportaży filmowych i fotograficznych. Masa opinii, spostrzeżeń, a nawet oczekiwań co do przyszłorocznej edycji AVS. Można więc przyjąć, że wszystko co w temacie audio w tym tygodniu obejmuje zakończoną w niedzielę imprezę. Z naszej strony dorzucamy kilka zdjęć z naszym zdaniem najciekawszych miejsc. Pozostawimy wszystkie zdjęcia bez naszego komentarza, niech same zdjęcia będą wymową tego co było i jak było. AudioRecki
  3. 4 points
    Słowem wstępu - w odbiorze tak muzyka, jak i sprzęt audio jest czymś bardzo subiektywnym. W poniższej krótkiej relacji nie silę się na obiektywizm, bo ten ciężko zachować przy tylu pokojach i systemach, gdzie gwar i szum oraz często zbyt głośna muzyka nie oddają tego, co prawdopodobnie mógłby nie jeden system pokazać. Zapraszam do komentarzy O SAMEJ IMPREZIE i sprzęcie wystawianym na AVS'19 nie o subiektywnych opiniach piszącego poniższe słowa Jeśli przyszło komuś w ostatni piątek, sobotę i niedzielę rozmawiać z audiofilem i/lub melomanem, na pewno poruszony został temat "Audio Video Show". Impreza od lat przyciąga masę wystawców i jeszcze więcej zainteresowanych sprzętem i muzyką osób. Jeśli ktoś mówi, że branża AV jest w zapaści... to ja nie wiem jak wyglądała by wystawa w najlepszym okresie zainteresowania produktami audio video! Trzy dni i chyba trzy dni za mało - to najczęściej słyszana opinia wśród zwiedzających. Ilość sprzętu, ilość i różnorodność imprez towarzyszących AVS'19 jest nie do ogarnięcia "z marszu" i dlatego nie dziwię się, że większość zainteresowanych udaje się wpierw do pokoi tych firm i marek, które są im najbliższe lub którymi są zainteresowani. Trzy dni imprezy pokazały jednak coś bardzo istotnego z perspektywy użytkowników produktów różnych marek - z jednej strony spore zainteresowanie światem analogowego brzmienia, gdzie prym wiedzie płyta winylowa i gramofon... z drugiej strony coraz mocniejsze zaznaczenie na rynku audio streamingu muzyki. Pamiętam odwieczną walkę "CD umarło" vs "CD nie umarło". Otóż trzeba przyznać, że muzyka na CD... stanowiła najmniejszy udział w trakcie odsłuchów. Wystawcy w głównej mierze decydowali się albo na klasyczne rozwiązanie w postaci "czarnych płyt" lub muzyka była puszczana wprost z tabletów/odtwarzaczy sieciowych. Oczywiście muzyka na CD nie umarła i nikt nawet nie myślał formułować takich zdań, jednak pliki opanowały na tyle świadomość/codzienność świata audio, że nawet najdroższe systemy nie unikały takiego połączenia jak streamer czy tablet. Impreza została podzielona pomiędzy Stadion Narodowy i Hotel Sobieski, gdzie w zależności od indywidualnych oczekiwań czuło się lub nie klimat dobrego brzmienia. Przyznam wprost, że każda tego typu impreza, która ma zostać opisana w sposób jak najbardziej rzetelny - zawsze będzie obarczona subiektywną oceną i osobistymi preferencjami. Nie sposób też obejść wszystkiego i nagle obiektywnie stwierdzić "to było/grało najlepiej". W głównej mierze (i takie było założenie od samego początku) chciałem w ramach "misji audiostereo" odwiedzić te marki i tych wystawców, którzy reklamują się na naszym Forum. Było to bardzo oczywiste, sprawdzić na ile reklama przekłada się na to, co oferuje dana marka w rozumieniu "muzyka, raz jeszcze muzyka". Po tej wydawałoby się misji niemożliwej do zrealizowania ze względu na wielkość imprezy, udałem się do kilku znanych marek i wystawców, by "podglądnąć" co też słychać u nich "w dosłownym tego słowa znaczeniu". W trakcie całej imprezy warto było (i to kilka razy) odwiedzić pokój audiostereo. Działo się sporo, osób wchodziła cała masa i... zainteresowanie DIY było nie mniejsze od zainteresowania produktami wielkich marek. I dobrze, bo słuchając kilku konstrukcji można było spokojnie zestawić je z drogimi i cenionymi konstrukcjami tych wszystkich znanych marek. Wracając do "wielkich tego świata", na pierwszy ogień poszły pokoje Audio Klan (lub jak kto woli Top Hi-Fi). W każdym pokoju można znaleźć było coś dla siebie, tak od strony brzmienia jak i formy wykonania. Jedną z ciekawszych konstrukcji jaka była prezentowana to malutkie głośniki bezprzewodowe marki Devialet. Jak na wielkość pomieszczenia oraz rodzaj muzyki - starały się jak mogły by pokazać, że w "małym ciele wielkie serce do muzyki". I przyznam bez bicia, że jest to ten rodzaj sprzętu, który w małych pomieszczeniach ma rację bytu nie tylko ze względu na małe gabaryty, ale także ze względu na uzyskiwane brzmienie. Devialet Phantom Reactor zapewne nie zastąpią klasycznego systemu audio bo nie jest to ich rolą, ale bez trudu uzyskamy z nich dobrej klasy brzmienie w małych i średnich pomieszczeniach. Jest to ten minimalizm, który może się podobać w praktycznie każdy domu. Z cyklu "małe może dużo" jak zawsze KEF w swoim pokoju zaprezentował swoje doskonałe głośniki bezprzewodowe (i nie tylko bezprzewodowe, ale o tym za chwilę). Małe głosniki bezprzewodowe nie silą się na udawane brzmienie, potrafią wypełnić całkiem sporą powierzchnię dynamicznym brzmieniem, przy tym bardzo spójnym i mającym sporo do zaoferowania tym wszystkim, dla których liczy się kompletny minimalizm. Przyznam, że na AVS widziałem sporo tego typu konstrukcji, ale to te dwie zaintrygowały mnie (subiektywnie) najbardziej (ze względu na formę wykonania, łatwość obsługi i uzyskiwane brzmienie). Świetnie te prezentuje się nowa seria R oferując im "więcej i lepiej" w temacie muzyki w stosunku do poprzedniej serii. I nie ma co ukrywać, obecna seria zrobiła krok do przodu w tym zakresie. Znajdziemy w ich brzmieniu sporo muzyki barwnej, przy tym bardzo poukładanej. Dla osób szukających kolumn zdolnych poruszyć niebo i ziemię muzyką nasyconą, barwną, nakreśloną (ale bez przesady) KEF sprawdzą się wyśmienicie Nie każdy jednak skusi się na "małe też jest piękne" co widać było na imprezie w pokojach odsłuchowych. Szczególne zainteresowanie wywołały kolumny marki Fyne Audio. F1 to już audiofilska pierwsza klasa i tak też dźwięk z nich pochodzący był oceniany przez praktycznie każdą osobę, która miała okazję posłuchać muzyki z tych kolumn. Sporej wielkości, przepięknie wykonane w każdym detalu. Pokazały, że muzyka może uszczęśliwiać ludzi.Było też sporo porównań do bliźniaczej marki Tannoy i nie bez powodu. Z drugiej strony takie porównania dla nowej jakby nie patrzeć marki i jej produktów stanowią komplement. Fyne Audio było już u nas recenzowane i także w naszym odczuciu w trakcie testów, kolumny te stanowią produkt wart wstawienia w każdy pokój melomana, gdzie oczekujemy brzmienia na naprawdę wysokim poziomie. Doskonale prezentował się system firmy Musical Fidelity. Pamiętając ich starsze serie byłem zaskoczony tym, jakie zmiany zaszły (na ogromny plus) w uzyskiwanym brzmieniu z nowych konstrukcji tego producenta. Muzyka żyła w pełnym tego słowa znaczeniu! Jak zawsze jakość wykonania sprzętu MF na najwyższym poziomie. Kolejną ciekawostką są produkty NuPrime Audio. Sprzęt robi wrażenie swoją nowoczesną formą i całkiem sporymi możliwościami. Z kilku centymetrowego wzmacniacza z wbudowanym przetwornikiem zdolnym obsłużyć pliki DSD uzyskujemy prawie 200W na kanał! Jak to dokładnie brzmi... przyjdzie nam przetestować w najbliższym czasie dzięki uprzejmości dystrybutora w naszym kraju. IDA-16 (bo o tym urządzeniu mowa) ma spore szanse na zaistnienie w domach sporej części melomanów. Sprzęt kusi atrakcyjnym wzornictwem, brzmieniem i stosunkowo niewielką ceną. Wbudowany DAC ma być przy tym całkiem niezłym elementem kuszącym melomanów. Kolejnym maleństwem pokazywanym na AVS, a przy tym dającym radę nawet sporej wielkości kolumnom głośnikowym był NAD M10. Moda na niewielkich rozmiarów sprzęt opanowała jak widać nawet audiofilskie marki ale to, co zrobił NAD w postaci M10 to mistrzostwo świata! Z niewielkiej bryły dźwięk w kolumnach był pełen rozmachu, stworzony po to, by docierać do uszu nawet w sporej wielkości pomieszczeniu. A to nie wszystko, ten mikrus posiada przy tym sporej wielkości ekran dotykowy, zaznaczmy - bardzo czytelny ekran. Sprzęt sprzętem, a bez muzyki nie ma audio. Okazuje się, że ilość osób kupująca muzykę na "czarnych płytach" pokazuje, że to nie jest chwilowa moda na "retro granie". Stoiska zapełnione były sporą ilością płyt, każdy zainteresowany mógł bez trudu nabyć interesujący go album lub zamówić bezpośrednio u sprzedawcy. Przeglądając ofertę kilku sprzedawców oraz rozmawiając z kupującymi płyty największym zainteresowaniem cieszą się wydawnictwa płyt już wcześniej wydawanych na rynku (wznowienia) oraz co najważniejsze - wydania limitowane lub oznaczone jako 180 gr. W mniejszym stopniu znaczenie ma to, czy płyta jest barwiona na czarno czy w innym kolorze. Kupujący płyty nie cieszą oczy kolorowymi dodatkami , a uszy muzyką z dobrze tłoczonych płyt. Wracając do samego sprzętu wystawianego na Audio Video Show ciężko było przejść obojętnie obok sprzętu bezprzewodowego, przy czym obecnym standardem dla audio jest budowanie wielu stref. System składający się z kilku głośników przeznaczonych do wielu pomieszczeń naszego domu nie stanowi już nowinki samej w sobie, obecnie producenci raczej skupiają się i kuszą kupujących łatwością obsługi całego systemu czy integracją z asystentem SI. Trwałość użytych materiałów oraz design stanowi ważny element całej układanki głośników bezprzewodowych, jak widać nie tylko brzmienie ale i wykonanie też jest ważne. Nie dziwią oczekiwania klientów, coraz częściej urządzenia tego typu mają za zadanie "nie przeszkadzać" w naszym domu, a dawać prostą przyjemność z ich posiadania i słuchania z nich muzyki. Codzienny kontakt z muzyką z sieci, przy tym bez zbędnego zastawiania domu czy mieszkania. Czy tak wygląda przyszłość każdego melomana... czas przyniesie odpowiedź. Każda firma na Audio Video Show prezentowała swoje systemy z przekonaniem o tym, że ich system o ile nie jest "najlepiej brzmiącym" to na pewno najbardziej trafiającą w gusta pod względy oferty propozycją. Fantastycznie prezentował się Harman-Kardon ze swoją serią Citation, ale i Yamaha przyciągała spore grono osób zainteresowanych produktami marki. Zresztą producent ten w swojej ofercie ma tyle produktów, że trudno nie znaleźć czegoś dla siebie w temacie audio. Warto było odwiedzić część Narodowego, który został przeznaczony maniakom słuchawek. I słowo "maniacy" używam nie bez powodu patrząc na ilość osób obwieszonych gości słuchawkami, przy okazji poszukujących coraz lepszych (wyższych) modeli słuchawek. Przy okazji, ferta z jaką można było się zapoznać na AVS'19 w temacie słuchawek i sprzętu im towarzyszącego była naprawdę spora. O najciekawszych z nich zapewne w osobnym artykule wspomni @Rucia1, która w tym roku w imieniu audiostereo na Audio Video Show tematy słuchawek ogarniała jak nikt inny, za co jej serdecznie dziękuję. Padło już kilka razy w powyższym tekście słowo "subiektywny", ciężko bowiem osobom osłuchanym i znającym specyfikę rynku audio opowiadać rzeczy niestworzone lub co gorsze, wciskać przysłowiowy kit mając z drugiej strony monitora osoby ze świadomością audio znacznie powyżej średniej. Sprzęt audio jak i muzyka jest rzeczą ocenianą w sposób bezwzględnie osobisty, nie byłoby to uczciwe wobec czytających ten artykuł, by przez swój pryzmat narzucać "to było najlepsze". Na pewno na ogromne brawa zasługuje organizator Audio Video Show. Świetnie skomunikowano Narodowy z Sobieskim, co osobom bez własnego transportu ułatwiło życie. Poruszanie się po Narodowym dzięki sporej ilości osób udzielających informacji z ramienia organizatora też stanowiło nie lada ułatwienie. Na kilka rozmów z osobami mającymi pomagać ogarnąć ten ogrom ludzi tylko jedna sprawiała wrażenie, jakby przybyła z innej planety-nie wiedziała nic. Tak bywa, samo życie. Pozytywnym akcentem w Sobieskim był set przygotowany przez firmę Nautilus z Krakowa. Ich konfiguracje znam m.in.: z eventów w Warszawie, gdzie często prezentowane są ich firmowe konfiguracje (tak w przypadku spotkań z Hirkiem Wroną czy w Studio U22). I tak jak na każdej z tych imprez brzmienie zawsze stoi na naprawdę bardzo wysokim poziomie, tak i w ostatni weekend firma z Krakowa przygotowała od strony brzmieniowej naprawdę kawałek świetnego zestawu audio. Spendor zagrał rewelacyjnie, naturalnie w całym zakresie, przepiękne i poukładane brzmienie. W temacie głośników marki Dynaudio prezentowanych na AVS słyszało się same pozytywy. Fantastycznie prezentował się pokój audiostereo od strony przygotowanego sprzętu. Można rzecz jasna odrzucać DIY jako "niesprawdzalny" w domu ustatkowanego pana, który ma rodzinę i musi zaprezentować ładny... no właśnie czy musi? Zdaniem wielu nic nie musi! W audio liczy się brzmienie, a te usłyszane w naszym pokoju było bardzo dobrze oceniane. Tak więc DIY na pewno nie umarł i jak sądzę jeszcze sporo dobrego przed tego typu projektami! Brawo panowie! Miłym zaskoczeniem był też pokój przygotowany przez dwie rodzime firmy. Jedną z nich jest już bliżej znana naszym czytelnikom firma ZIG ZAG (akustyka pomieszczeń), a drugą zapewne mniej znaną jest firma MARAIM, która pokazała fantastycznie brzmiące kolumny oznaczone symbolem Weles 3.3. Zaczynając od firmy ZIG ZAG - swego czasu miałem przyjemność gościć w siedzibie firmy i pół roku od tego czasu zrobiło swoje! Kolejny progres i to nie o krok, a kilka do przodu. Niektóre projekty pod względem estetyki wykonania to małe arcydzieła. Za to firma MARAIM zaskoczyła nie tylko mnie ale i sporą część osób odwiedzających ten konkretny pokój. Wraz z towarzyszącą elektroniką przenosiła słuchaczy w świat muzycznych doznań na najwyższy poziom. Okazuje się, że można pokazać produkt dopracowany pod absolutnie każdym szczegółem, jednocześnie konkurujący brzmieniem w każdym aspekcie z najlepszymi konstrukcjami znanych manufaktur. Cóż można napisać, jedynie "tak trzymać" - rodzimy rynek jak się okazuje nie ma się czego wstydzić na tle zagranicznej konkurencji. Pozytywnie odbierane były też przez zwiedzających kable firmy Tellurium Q, co jest pozytywnym sygnałem od samych zainteresowanych osób. Według ich opinii po zapoznaniu się z produktami Tellurium Q naprawdę dobre kable nie muszą kosztować majątku by świetnie brzmiał cały system. Dobrze dobrane pod system ułatwią poszukiwanie właściwej prezentacji muzyki na różnych systemach audio. Z Sobieskiego przenosząc się na Narodowy świat audio wielkich firm stał "otworem" i spośród wielu subiektywny wybór padłby na kilka bliskich mi marek. Nie ma rzecz jasna sensu opisywać ich w szczegółach, bo każdy kto był wyrobił sobie zdanie o tym czy innym sprzęcie oraz marce. Ci co nie byli i tak powinni polegać w głównej mierze na własnych uszach w trakcie odsłuchów w swoim domu lub podczas wizyty w salonach audio, a reportaż z AVS'19 traktować jedynie w kategoriach informacji na co warto w przypadku zakupów sprzętu audio zerknąć. Jeśli więc pada takie pytanie "co było warte polecenia", może ułatwieniem będzie krótkie video z wybranych (naszym zdaniem najciekawszych) pokoi. Było kilka pokoi, które można było polecić melomanom i audiofilom do zapoznania się z ofertą kilku marek. Niestety nie dane nam było z kilku powodów wykonać materiał filmowy (np.: ilość gości odwiedzających dany pokój), na pewno zostaną one ujęte w materiale w przyszłym roku. Audio Video Show w tym roku był jedną z największych imprez tego typu na świecie i prawdopodobnie największą w Europie. Patrząc na zainteresowanie sprzętem audio i muzyką można śmiało napisać, że rekord frekwencji jeszcze przed nami. Za szczególna pomoc w realizacji materiału chciałbym w tym miejscu podziękować firmom (alfabetycznie): Audioklan, Audiotrendt, EIC, Horn, Nautilus i Rafko. Dziękujemy także wszystkim za tak liczne odwiedziny pokoju Forum audiostereo.pl i pozytywne o nas opinie. Rozmowy z niektórymi osobami wychodzącymi z naszego pokoju pokazywały, że nasze forum nie bez powodu jest coraz liczniejsze, a rozpoznawalność tego miejsca największa w sieci (Polska). To rzecz jasna mobilizuje nas do coraz lepszej pracy i obiecujemy już dziś przygotować dla Was w przyszłym roku znacznie szerszą relację video (z wywiadami na Audio Video Show 2020) oraz postaramy się zawitać w przyszłym roku z kamerami w Monachium. Forum audiostereo Powyższy tekst i materiał filmowy nie powstałby bez udziału naszej redakcyjnej koleżanki @Rucia1. Serdeczne dziękuję jej za pomoc i wsparcie logistyczne w trakcie przygotowywania materiału.
  4. 3 points
    Audio Video Show to jak co roku wielka gratka dla miłośników słuchawek. Na 1200 metrach kwadratowych mieściła się strefa słuchawkowa, a na niej swoje urządzenia zaprezentowało ponad 50 producentów oraz dystrybutorów urządzeń audio z całego świata. Wiele stoisk było dosłownie obleganych, aby wypróbować sprzęt, trzeba było cierpliwie czekać w kolejce. Oczywiście najdłuższa ustawiła się do HiFiMan Susvara ze wzmacniaczem EF1000, czyli sprzętem kosztujący 80.000 Pln, prezentowanym przez sklep.RMS.pl. Było to jedno z większych stoisk na targach: słuchawki, kable, wzmacniacze, głównie NuPrime, Acoustic Research. Warto było również odwiedzić stoisko audiomagic.pl, gdzie z nowości prezentowane były słuchawki Meze Rai Solo czy droższe Meze Rai Penta. Oczywiście nie zabrakło takich marek jak Noble Audio (test), RHA, Fiio. Z nowości audiomagic.pl zaprezentowało wysokiej klasy chiński odtwarzacz Cayin N6 II (mam nadzieję, że niedługo dostanę go do testów). Jestem go bardzo ciekawa ze względu na wbudowany przetwornik AK4497EQ AKM, który obsługuje rozdzielczość 32/384 PCM, 256 DSD oraz ma obsługę MQA, który to format ma tylu samo zwolenników, co i przeciwników, dlatego jestem ciekawa jak sobie tu radzi DAC. Nie zabrakło budżetowych nowości od IFI Zen DAC i Zen Blue. Nie sposób w krótkiej relacji opisać wszystkich wystawców, dlatego wspomnę tylko, iż były też produkty takich firm jak Audio-Technica, Topping Audio, Astell&Kern, Mee Audio, IFI, JBL, Beyerdynamic, Campfire Audio, SMSL i wiele innych. Ze względu na to, iż bardzo cenię sobie polskich producentów i uważam, że prezentują oni wysoką jakość wykonania, pozwolę sobie na małą „prywatę”. Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o Lucarto Audio, czy Feliks Audio. Pan Łukasz jak zawsze piękny design (drewniane wykończenie) i jakość dźwięku na wysokim poziomie. Można było przetestować lampowy Songolo HPA300SE połączony z DAC Songolo D300SE lub tańszy wzmacniacz Alberto. Natomiast Feliks zaprezentował specjalną wersję flagowego wzmacniacza Euforia Anniversary Edition, jubileuszowe wykończenie oraz opracowane na nowo komponenty. AVS to największa tego typu impreza w Europie, to święto „audiofili”, „audioholików” czy „zakręconych inaczej”, ale to, też świetna atmosfera w pokojach odsłuchowych, to czas na rozmowy, wymianę doświadczeń, a wreszcie na poznanie w "realu" forumowych przyjaciół. [email protected]
  5. 2 points
    Z głośnikami Wharfedale jest tak, że patrząc na typowo marketowe produkty tej marki ciężko doszukiwać się audiofilskiego polotu czy brzmienia godnego "starych wyjadaczy" świata audio. Ale to jedna strona medalu firmy, która trafia pod strzechy przeciętnego Kowalskiego jednocześnie oferując... no właśnie, oferując produkty zgoła niepodobne do podstawowych modeli tej firmy. I nie żebym coś miał do produktów niskobudżetowych! Tak jak rozumiem, że jest to strategia firmy obliczona na ilość sprzedawanych kolumn i co interesujące - wcale nie taką znowu słabą jakość brzmienia czy wykonania w stosunku do ceny. I może podniesie się głos sprzeciwu, że tanie Wharfedale nie mogą konkurować z dobrej klasy głośnikami innych (audiofilskich firm). Tak, tanie i amsowe nie mogą, za to nieznacznie droższe jak na warunki świata audiofilskiego i do tego w wersji limitowanej ze spokojem konkurują w swoim przedziale cenowym z naprawdę sporą ilością konkurentów. Mowa tu oczywiście o modelu Linton 85th, czyli jak sama nazwa wskazuje, jest to rocznicowe wydanie jakby "okrągłej" daty. Na naszym Forum powstał już osobny temat obejmujący te kolumny i przeglądając go nie trudno wywnioskować, że w większości kolumny te mają swoich zwolenników. Aby przekonać się o ich fenomenie udałem się do Krakowa gdzie swoją siedzibę ma firma Audiotrendt. Odpowiednio dobrany cały zestaw w (co nie mniej ważne) bardzo dobrze przygotowanym od strony akustycznej pokoju, zachęcał do zrobienia prawie 200 km w obydwie strony by posłuchać magicznych "85th". Tak, mogłem równie dobrze zabrać je do siebie i podpinać, ustawiać i dobierać cały system - tylko po co? Wchodząc do pokoju odsłuchowego z przygotowanymi "waflami" miałem do wyboru różne kable, różne źródła i ogromną ilość wzmacniaczy. Sam pokój jest mi od strony odsłuchowej znany nie od dziś, więc nie było niespodzianek od tej jakże ważnej dla recenzji strony. (Pokój przygotowany, obok bohaterów artykułu zestaw firmy Hungary Audio) Tyle przydługim słowem wstępu "jak, co i dlaczego". W tym miejscu zaznaczę, że artykuł ten powstał niejako z inicjatywy Was samych, Waszego udziału w istniejącym temacie i przyznaję bez bicia - byliście inspiracją do powstania tej recenzji. Link do toczącej się na audiostereo dyskusji o w/w kolumnach znajdziecie poniżej artykułu. Wharfedale jako firma pomimo wszystko ma znacznie więcej na swoim koncie sukcesów i uznania, niż wydawałoby się to na pierwszy rzut oka. Ogromny potencjał i zdolności do projektowania naprawdę udanych kolumn musiały przełożyć się na kolumny co najmniej dobre. Już na pierwszy rzut oka stoją przed nami kolumny niepodobne do współczesnego świata designu produktów audio. Klasyka, klasyka aż do bólu... ale jak pięknie wykonana! Patrząc na te całkiem spore kolumny tak z bliska jaki i z pozycji osoby odsłuchującej na nich muzykę jesteśmy przekonani o tym, że przyłożono uwagę do najdrobniejszych detali. A jeśli komuś byłoby mało estetycznych doznań - niech postawi Linton'y na dedykowanych standach. To wygląda nie tylko pięknie, to się po prostu chce mieć u siebie w domu! Każdy szczegół przemyślany w najdrobniejszych elementach... a nawet więcej. Poza retro pięknem dostajemy praktyczne rozwiązania, każda bowiem podstawa może służyć jako stojak na nasze płyty. I tu znów ukłon w stronę melomanów i audiofilii kochających dobre brzmienie obudowane stylem retro - stojaki są przeznaczone na płyty winylowe - tak, tak! Jak mówi stare przysłowie ludowe "historia kołem się toczy" - mamy więc w 100% powrót do świata analogu, świata kilku dekad przed tym, zanim internet zawładnął naszym życiem w sposób bezwzględny (nawet za toaletę można płacić telefonem). Czy w tym powrocie do przeszłości poza designem i odniesieniami do pewnych rozwiązań jest coś jeszcze? Czy w 2019 roku melomani dostają produkt w 100% grający tak, jak pamiętają to najstarsi z audiofilii? I tak i nie, i nie jest to ucieczka od odpowiedzi na najważniejsze pytanie "czy Wharfedale oddaje produkt nieprzystający do współczesnych czasów". Odpowiedź jest bardziej złożona i wymaga kilku zdań więcej w temacie samego brzmienia i odsłuchów jakie zostały przeprowadzone na tych kolumnach. Kolumny głośnikowe tego typu wyglądem albo się wpiszą w nasz pokój, albo nie i nie ma co udawać, że nie każdemu ich design przypadnie do gustu. Na przeciwko nowoczesnym konkurentom, którym obłe kształty, uwypuklenia czy wyprofilowane obudowy nadają nowoczesności... Luton'y wyglądają jak Polonez Caro. Ale to tylko pierwsze wrażenie i nawet jeśli nie kochacie się z tego typu kolumnami - bezwzględnie powinniście zastanowić się, czy nie warto coś zmienić w swoim domu, by takie właśnie konstrukcje trafiły do pokoju odsłuchowego. Ich design po kilkunastu minutach przestaje być pierwszoplanowy, odchodzi w dalszy, naprawdę dalszy plan. Nie ma znaczenia, a wręcz zaczynamy dostrzegać piękno całego vintage audio. Wiem coś o tym, jedna z osób która jest nie tylko wiecznie niespełnionym audiofilem, ale i moim przyjacielem tego typu design stanowił zawsze numer 1, do mnie to nigdy nie przemawiało. Aż do dziś. I powodów jest wiele... pierwszy to brzmienie. Wharfedale Linton to głośnik z historią sięgającą 1965 roku, a więc konstrukcja na wskroś dojrzała, przemyślana i dopracowana. Zamontowane w obudowach głośniki zostały zaprojektowane wyłącznie z myślą o Linton Heritage, tak więc w żadnej kolumnie głośnikowej z logo Wharfedale ich nie zobaczymy. A co pod maskownicą (trudno zdejmowalną)? Trójdrożna konstrukcja z 8" głośnikiem niskotonowym z kevlaru, 5" głośnik średniotonowy też z kevlaru i 1" głośniki wysokotonowym (tutaj materiał to miękka tkanina). Tył poza wyraźnym oznaczeniem, że to rocznicowe modele zawiera dwa porty basowe i doskonałej jakości zaciski. Technicznie jest więcej niż dobrze, 20 cm głośnik niskotonowy to już nie przelewki. Stawiamy, ustawiamy - wszystko z myślą o jak najlepszym brzmieniu. Wykorzystujemy więc fabryczne - dedykowane standy z logo W. Wygląda to pięknie (i pisze to ktoś, kto za audio vintage nie przepadał aż do dziś!). Do kolumn podłączamy okablowanie firmy Tellurium Q, przy czym uznajemy "bez przesady cenowej". Średnia półka, czyli wybór pada na model Black i takie też zostają wykorzystane do naszego zestawu. Za źródło świat cyfrowych multimediów (może trochę na przekór?), za to w torze już analogowo jak tylko się da - Hungary Audio pre i końcówka. Zapowiada się na dobre, muzyczne popołudnie. Kolumny są już rozgrzane na tyle, na ile było to możliwe przed samym odsłuchem. Szkoda, że nie było czasu na dłuższe ich rozgrzewanie, bo zapewne kolumny po dłuższym czasie zyskają znacząco na brzmieniu i tylko dodadzą smaczki do tego, co słyszeliśmy już teraz. Według producenta impedancja jest 6 omowa, ale obniża się do minimum 3,5 omów. Tak więc przeznaczenie kolumn Linton Heritage to współpraca ze wzmacniaczami zaprojektowanymi do współpracy z głośnikami o niskiej impedancji. Hungary Audio na tym polu ma sporo do zaoferowania, jest więc set ze sobą maksymalnie dobrany. Źródłem jest muzyka w jakości CD ale jak pisałem powyżej - są to pliki FLAC. Do odsłuchów wykorzystaliśmy: Anna Maria Jopek "Jasnosłyszenie", Andreas Vollenweider "Dancing with the Lion", Kirk Whalum "Humanité", Joe Satriani "Teh Extermist", Norah Jones "Begin Again" i Faithless album Reverence" (dlaczego Faithless - o tym poniżej). W trakcie odsłuchów od pierwszych momentów kolumny przekonywały swoją swobodą wybrzmienia, pomimo całkiem sporego niskotonowego głośnika nie ma mowy o przesadzonym i "rozlazłym" basie. Jest go dokładnie tyle, ile jest ujęte w samym nagraniu. Oczywiście niskie są zgoła inne niż w kolumnach w których niskotonowe głośniki są niewielkich rozmiarów i często muszą się dosłownie silić lub udawać, że schodzą bardzo nisko. Tutaj każde nawet najniższe zejście jest gładkie, niewysilone. Czuć masę i różnorodność, ale też nie ma dominacji nad resztą przekazu. Trzeba przy tym pamiętać, że niskotonowy nie jest przy tym tak szybki, jak w bardziej nowoczesnych rozwiązaniach z mniejszymi niskotonowymi głośnikami i dlatego nie oczekujmy w tym przypadku szybkości odpowiedzi głośnika, a raczej niepośpieszną ale zróżnicowaną i pewne siebie w przekazie brzmienie niskich zakresów (tam gdzie to ma być ukazane). (Tył jest wykonany nie mniej starannie od samego przodu kolumny) Środek pasma, a w szczególności ludzki głos to dla tych głośników swoisty pokaz umiejętności dobrego, poukładanego grania. Wszystko, co w temacie średnich lubicie w jak najbliższej naturalnemu brzmieniu formie, w tych kolumnach dostaniecie z nawiązką. Nie będzie to absolut znany z droższych - wręcz High End'owych konstrukcji i nie taki był zamiar konstruktorów tych kolumn. Ale w tym przedziale cenowym wręcz nie sposób oczekiwać czegoś więcej. Jest wręcz znacznie ponad to, co wynika z samej ceny głośnika. Góra jest zaznaczana ale w żadnym przypadku nie jest niewyostrzona, jest też bogata w detale. Trochę w tym wszystkim połączenia pewnej naturalności z małym niedopowiedzeniem, ale na tyle przyjemnie w odbiorze (subiektywnie), że zdaje się cały przekaz brzmieć spójnie bez żadnych braków. Góra pasma i związane z nią oczekiwania jest więcej niż satysfakcjonująca. Wysokie żyją w pełnej harmonii z resztą, czasem w określonych nagraniacj zaznaczą mocniej, ale tu też odbywa się to wszystko bez nadmiernego błyszczenia w przekazie. Ugrzecznione granie? Nie do końca, bo wystarczyło włączyć Joe Satriani'ego by wysokie tony zaczęły pokazywać, że mogą znacznie więcej. Ale w tym całym szaleństwie jest pewna metoda - takie granie, taka prezentacja góry nie ma prawa zmęczyć nawet przy długich odsłuchach! Tak więc te kolumny nie pokażą Wam więcej ponad to, co zostało zarejestrowane w nagraniu. Przykładem niech będzie przekorne z naszej strony włączenie Faithless i wybór pierwszego utwór (tytułowego zresztą) z albumu "Reverence".W utworze tym niskie tony mają za zadanie dosłownie masować nasz umysł, ciało i same płuca oraz wstrząsnąć kilka razy kurz z naszego audiofilskiego dywanu. I to prawda, że słyszałem już znacznie więcej niskich w tym utworze, ale na zgoła innych konstrukcjach i do tego kilka razy droższych. Ale to nie sama brutalna moc czy zdolność do poruszania powietrzem w tym przypadku przekonują co do zdolności budowania tak niskich tonów przez te głośniki, co ich miękkość i lekkość w prezentacji tego zakresu. Nie było to najniżej jak się dało, ale za to było to najbardziej niewymuszone i wręcz namacalnie realne. Takie granie musi się podobać nawet w dłuższych sesjach odsłuchowych. Dla kogo więc te wyjątkowe konstrukcje firmy Wharfedale? Na pewno dla ludzi kochających taki design i szukających jednocześnie kolumn grających prawdziwie, bez udawanego przekazu i silenia się. Na pewno nabywcami tych kolumn powinny zostać osoby, dla których prawdziwość przekazu w tym zakresie cenowym jest bardzo ważnym elementem. Głośniki nie silą się, nie udają, nie tworzą aury wspaniałości. To nie choinka na święta, która ma pięknie błyszczeć i przyciągać na kilka dni swoimi błyskotkami. Kolumn tych nie da się też postawić jako "rocznicowych eksponatów" dla potomnych, bo ich możliwości oraz jakość brzmienia nie pozwalają na obojętne postawienie ich bez słuchania na nich ulubionej muzyki. Ich granie ma być dowodem na to, że przez lata w firmie Wharfedale obok marketowych głośników powstają konstrukcje warte wydania znacznie więcej. Znacznie więcej, niż nawet wskazuje na to cennik! Te kolumny może kupić każdy, pod warunkiem zmieszczenia się w pierwszym tysiącu kupujących. Tak - rocznicowe wydania mają to do siebie, że nie są produkcją seryjną określoną na jakiś czas, ale są zamknięte w określonej liczbie wyprodukowanych egzemplarzy. I to jest drugi powód dlaczego kupiłbym je dla siebie. Obok naprawdę poukładanego brzmienia, którego przekaz jest kierowany do ludzi mających pojęcie czym są dobre, długie i niemęczące odsłuchy - mamy też wyróżnik w postaci limitowanej ilości wyprodukowanych egzemplarzy. Czy w całym tym uroku rocznicowych konstrukcji marki Wharfedale nie znalazłem ani jednej wady? W moim odczuciu (subiektywnie) jedyną wadą dla mnie byłby fakt, że model Linton 85th stałby u mnie bezczynnie jako egzemplarz kolekcjonerski, a tym samym zabrałbym komuś naprawdę dużo przyjemności z długich odsłuchów na nich. Reszta to same zalety! Za cenę 6 tysięcy złotych z podstawami trudno o tak przemyślaną i doskonale wykonaną konstrukcję! A ich brzmienie jest kolejnym atutem i to bardzo mocnym. Nie dziwę się więc skąd takie ożywienie na naszym Forum i interesująca dyskusja na temat tych kolumn. Są one warte nie tylko (z mojej perspektywy) przejechania autem 200 km by je posłuchać ale i ich zakupu. Warto przy tym uwzględnić posiadany system (wzmacniacz i okablowanie), zestawione Lintony w dniu odsłuchu z Tellurium Q Black i zestawem Hungary Audio zaprezentowały się wyśmienicie, ale jak znam życie sprawdzą się doskonale w innym zestawieniu. Szczerze polecam niezdecydowanym, bo za jakiś czas kwestia zakupu nie będzie tematem aktualny. Skoro coś jest limitowane - trwać w sprzedaży wiecznie nie będzie. Odsłuch kolumn odbyły się w siedzibie firmy Audiotrendt w Krakowie. https://audiotrendt.com.pl Za cierpliwość, pomoc i udostępnienie pokoju odsłuchowego dla naszego Magazynu serdecznie dziękuję. AudioRecki Dyskusję i uwagi samych użytkowników recenzowanych kolumn znajdziecie w poniższym linku. Zapraszamy wszystkich do tej ciekawej dyskusji.
  6. 1 point
    Już w przyszłym tygodniu na naszym rynku ukaże się nie lada gratka dla wielbicieli dobrego brzmienia. Zespół ARMIA to już ikona, to zespół który wymieniany jest jednym tchem obok tych, które uważa za czołowych przedstawicieli niezależnej sceny muzycznej lat 80. Każdy meloman z ciut większym stażem zapewne doskonale zna klimaty tamtych czasów świetnie zawartą w drugim z kolei albumie studyjnym zespołu. Do naszych rąk zostanie oddany na białym winylu (180 gr.) reedycja drugiego studyjnego album kapeli. To, co najważniejsze, jest on do dziś uważany za jedną z najważniejszych płyt w historii polskiego punk-rocka! Sam album promowany był trwającą aż 2 lata trasą koncertową! Album "Legenda" wyszedł poza ramy zainteresowania sceny punkowej i płyta spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem tak w śród samych punkowców, jak i kulturze popularnej (masowej). Płytę będzie można kupić już 29 listopada. Za inspirację do powstania artykułu serdeczne podziękowania dla winylownia.pl https://winylownia.pl AudioRecki Tracklista: Side A 1. Kochaj mnie 2. Przebłysk 5 3. Gdzie ja tam będziesz ty 4. Opowieść zimowa 5. To moja zemsta Side B 1. Legenda 2. Nie ja 3. Trzy bajki 4. To czego nigdy nie widziałem 5. Dla każdej samotnej godziny
  7. 1 point
    Po wczorajszej rozmowie z jednym z naszych forumowiczów (dziękuję za inspirację) przypomniałem sobie, że w tym roku spośród wielu wydarzeń muzycznych (premiery, reedycje, koncerty) mamy 50 rocznicę powstania kultowego zespołu - King Crimson! To, co różni w znaczący sposób ten zespół od wielu innych z tamtego okresu i nurtu muzycznego (rock progresywny) jest fakt, że zespół nigdy nie odstąpił od awangardowej koncepcji prezentacji muzyki. Nie szli na łatwiznę, czym niestety nie zawsze trafiali w gusta swoich fanów. Rok 1969 był wyjątkowy w wydarzenia mające wpłynąć na następne dekady i następne pokolenia fanów brytyjskiego, i światowego rocka. Po pierwsze w londyńskim Hyde Parku odbywa się niesamowity koncert, podczas którego Rolling Stonesi żegnają Briana Jonesa. Pożegnanie zbiegło się też ze swoistym przedstawieniem publiczności następcy legendy muzyka - Micka Taylora. Po drugie rodzi się jeszcze jedna legenda - 5 lipca '69 świat słyszy po raz pierwszy o istnieniu King Crimson. Wydarzenie z perspektywy czasu niesamowite, bo dziś już wiemy - zespół ten w sposób znaczący wpływa na rocka i stanowi jeden z wielkich filarów tego gatunku przez najbliższe dekady! Świat oszalał, debiutujący zespół przyćmił wręcz główne gwiazdy koncertu. Słabsza "forma" Stonesów oraz występ Family okazał się czymś, co wyniosło King Crimson wprost na fale popularności. Muzyka, powiew nowego, instrumenty, kontakt z fanami - to musiało się podobać i podobało! Przyszło NOWE! Założycielami King Crimson są Robert Fripp i Greg Lake. Oddajmy się wspomnieniom jednego z założycieli: „Giles, Giles and Fripp w końcowym okresie działalności tworzyli Peter Giles, Michael Giles, ja i Ian McDonald, a więc w składzie było już trzech kluczowych muzyków King Crimson. I powiedziałbym, że większość składników tego, czym okazał się King Crimson, już tam była. Dodajmy, że teksty dla Giles, Giles and Fripp pisał w ostatnim okresie działalności Pete Sinfield. Jedyna różnica sprowadzała się do tego, że w Giles, Giles and Fripp był Peter Giles, a w King Crimson na jego miejsce pojawił się Greg Lake. Można wszakże powiedzieć, że Peter Giles decydował o charakterze zespołu Giles, Giles and Fripp. I można powiedzieć, że zespół Giles, Giles and Fripp upadł, ponieważ w jego ramach nie było możliwe obranie kierunku, który stał się kierunkiem King Crimson. Nie było możliwe urzeczywistnienie moich wizji. Pewnego dnia zwróciłem się więc do Michaela Gilesa i Iana McDonalda, i powiedziałem im, że mimo całego szacunku dla Petera Gilesa jako muzyka nie wyobrażam sobie dalszej współpracy z nim. Dodałem też, że znam basistę i wokalistę, Grega Lake’a – który chętnie by do nas dołączył, i poprosiłem, by zdecydowali, czy chcą pracować ze mną, czy z Peterem. I obaj opowiedzieli się za kierunkiem, w którym ja chciałem zmierzać. Moja wizja muzyki bardziej ich przekonywała. W rezultacie Peter odszedł, a Greg Lake sprowadził się do Londynu i dołączył do nas. Tak powstało King Crimson” — Robert Fripp Muzyka... to umiejętne łączenie dźwięków w taki sposób, by bawiąc się nimi bez oporu - docierały one jako wyjątkowa muzyka do jak najszerszego grona odbiorców. A jeśli do tego dodamy kilka wyjątkowych talentów, pozwolimy im działać jako jeden zespół... Tak powstało King Crimson, sama nazwa została przyjęta (wg. pamiętników Frippa) w dniu 13 stycznia 1969 roku. Wróćmy jednak do wydarzeń z lipca 1969 i koncertu u boku Rolling Stones. Występ u boku The Rolling Stones był przełomem, odkryciem nie tylko zespołu przez fanów, ale odkryciu się samego zespołu i jego możliwości. Już wcześniej z różnym skutkiem, różnym składem oraz pod innymi nazwami, zespół próbował zaistnieć szerzej na scenie muzycznej - zawsze ze skutkiem miernym i nierokującym niczego poważniejszego. Ten lipcowy koncert zmienił dosłownie wszystko. King Crimson był na najlepszej drodze do wielkiej sławy. Sławy, którą ugruntować mogła tylko płyta długogrająca. Zespół już wcześniej nagrywał materiał do swojego pierwszego albumu. Pierwsza sesja odbyła się 11 maja '69 gdzie kapela dla BBC nagrała "21st Century Schizoid Man", "In The Court Of The Crimson King" oraz "I Talk To The Wind". Utwory trafiły na antenę tym samym rodząc zainteresowanie nowo powstałym zespołem z Wysp. Przyjęcie muzyków z Crimson przez prasę, ale w głównej mierze przez fanów rocka na wspomnianym koncercie przyspieszyło działania, mające na celu powstanie pierwszej płyty kapeli. Już dwa dni po koncercie w Hyde Park zaczęto nagrywać materiał. Jak wiemy nie od dziś - gwiazdy rodzą się w bólach, a wielkie rzeczy wymagają poświęceń - członkowie zespołu niezadowoleni z Tonym Clerkiem (jako producentem) zniszczyli taśmy z całym materiałem muzycznym! Po tym swoistym akcie "odcięcia się od starego" postanowili podejść do wszystkiego od całkowicie innej strony. Sami zabrali się za całą produkcję materiału i sami też zrealizowali nagrania. Jak wspominają to materiały biograficzne zespołu - 20 sierpnia 1969 roku pierwszy album był w pełni gotów. Do sklepów zawitał niedługo po tym, bo 10 października. Jedną z cech wyróżniających album na rynku była intrygująca okładka, za którą odpowiadał Barry Godber Płyta "In the Court of the Crimson King" okazała się strzałem w dziesiątkę. Album ukazał się nakładem Island Records (UK) oraz Atlantic Records (USA) i dotarł bardzo wysoko na listy przebojów po obu stronach oceanu. Z tego albumu jednym z bardziej znanych i rozpoznawalnych utworów do dnia dzisiejszego jest "Moonchild" King Crimson jak żadna inna grupa w historii rocka progresywnego nie przechodziła tylu przemian czy zmian składu zespołu. Ilość ogłoszonych rozwiązań i powrotów trudno chyba naliczyć (żart). Bez względu jednak na mijający czas, jej głównym filarem zawsze był Robert Fripp. Jedyny ze wszystkich muzyków legendarnej kapeli przetrwał absolutnie wszystkie zmiany! Pierwsza płyta bardzo szybko przyniosła popularność, co wprost pchnęło zespół do wydania kolejnego albumu już w następnym roku. W maju 1970 roku ukazuje się "In the Wake of Poseidon". Płyta przynosi też swoistą ciekawostkę wydawniczą i przyznam szczerze - komplikuje życie fanom zespołu do dziś. Otóż album ukazał się nakładem: Atlantic (USA), Island Records (UK) oraz Polydor (RFN, dostępne także w Europie). I tu zaczyna się problem, bo wydania Island Records, Atlantic Records i Polydora różnią się zasadniczo od siebie! Suita "The Devil’s Triangle" jest za każdym razem inaczej zmiksowana, w zależności od tego na jaki rynek miała trafić, a tytułowy "In the Wake of Poseidon" w wersji na rynek USA jest o 29 s. dłuższy od tego z wersji na Wlk. Brytanię. Wersja CD, wznowiona przez Roberta Frippa jako "30th ANNIVERSARY EDITION"(z 2004 roku) opiera się na wersji Polydor (RFN, Europa). Okładka drugiego albumu też nie była/nie jest banalna! Za okładkę do albumu posłużył obraz "The 12 Archetypes", którego autorem jest pochodzący z Holandii Tammo De Jongha. Album przyniósł kilka bardzo interesujących i wciągających utworów, które przeszły obecnie do kanonu klasyki rocka. A dzięki nim zespół ugruntował nie tylko swoją pozycje, ale i zyskał swoje charakterystyczne brzmienie. Takimi utworami są "Cadence and Cascade" oraz tytułowy "In the Wake of Poseidon": Rok 1970 przyniósł jeszcze jeden - już trzeci album zespołu. Album "Lizard" jest tym bardziej interesujący w dyskografii zespołu, że gościnnie w tytułowym utworze wystąpił Jon Anderson (w części "Prince Rupert Awakes"), znany przez wielu z zespołu Yes czy z duetu współtworzonego wraz z Vangelisem. "Lizard" przyniósł interesujące zmiany brzmieniowe, na tyle charakterystyczne na tle wcześniejszych, ale jednocześnie nie zmieniający zasadniczo klimatu z jakiego Crimson byli znany z poprzednich albumów. Dołożono kilka znaczących improwizacji, a także inspirowano się albumem Miles'a Davis'a z 1960 "Sketches of Spain". "Lizard" (co łatwo zauważyć) był już nagrywany bez Grega Lake'a (bardziej dziś znanego z tria Emerson Lake & Palmer).Niestety - trzeci longplay King Crimson nie osiągnął żadnych sukcesów za oceanem, dochodząc na liście jedynie do 113 pozycji. Następny album "Islands" pochodzący z 1971 roku został nagrany z udziałem nowego wokalisty Boza Burrella. Niestety, co może wydać się nieprawdopodobne - pierwszy album zespołu "In The Court Of The Crimson King", który doszedł do 5. miejsca na brytyjskiej liście najlepiej sprzedawanych albumów przyćmił każdy kolejny, a oczekiwania fanów i samego zespołu rosły z każdym kolejny wydanym albumem. Oczywiście nikt nie odważy się nazwać King Crimson kapelą jednego albumu, jednak nie będzie przesadne stwierdzenie, że pierwszy album kładł się swoistym cieniem na każdym kolejnym. Album "Island" to istne balansowanie pomiędzy rockiem progresywnym, nutką jazzu i muzyki poważnej! Zespół eksperymentował i w odczuciu wielu - zatracał swój może nie pierwotny klimat, ale równowagę przekazu. Byli też i tacy, dla których tego typu muzyka stanowiła swoisty rozwój kapeli i otwieranie się na "nowe" możliwości muzyki. "Island" został przyjęty może nie chłodno, ale z maksymalną 30 pozycją na liście w UK nie stanowił wymarzonego miejsca dla kapeli o sporych możliwościach i aspiracjach. Jednym z dobrze przyjętych utworów z albumu był "Fomentera Lady": Kolejne płyty jakie grupa wydała w latach 70 ubiegłego wieku to: "Larks' Tongues In Aspic" (1972), "Starless And Bible Black" (1973) i "Red" (1974). Każdy z nich nie wniósł nic spektakularnego, a ostatni "Red" nawet na Wyspach zanotował bardzo niskie noty i w najlepszym dla siebie momencie zajął dopiero 45 miejsce na liście. W 1974 zespół King Crimson przestaje istnieć. Przez 6 kolejnych lat o zespole słychać różne informacje, w większości niespójne i nie dające żadnych nadziei na reaktywację. Aż do 1980 roku, kiedy to Robert Fripp zaprasza do zespołu drugiego gitarzystę - Adriana Belewa. Co interesujące z perspektywy odradzania się zespołu - Adrian Belew zostaje wokalistą, do tego na tyle uniwersalnym i uzdolnionym, że dosyć szybko dopasowuje się do zespołu. Zespołu z dosyć specyficznym klimatem. Skład uzupełnili także Tony Levin (basista) i Bill Bruford (perkusista). Niestety ich wspólne dzieło rozczarowało nawet największych fanów, co dziwne - zespół z nowym albumem "Discipline" (1981) trafia wyżej od wcześniej notowanych albumów z połowy lat 70, ale i to nie pomaga udźwignąć ciężaru oczekiwań. Płyta uznana zostaje za zaprzeczenie klimatów i idei art rocka. Po dwóch kolejnych albumach "Beat" oraz "Three of a Perfect Pair" zespół rozwiązuje się na dobrą dekadę! W połowie lat 90 członkowie zespołu znani z albumów poprzednich (lata 80) powracają i wraz z dwójką nowych rozpoczyna pracę na nowym albumem studyjnym. "Thrak" z 1995 roku stanowi nowość w temacie realizacji nagrań zespołu - podwójne trio składa się obecnie z: Roberta Frippa (gitara, melotron) Adriana Belewa (gitara, śpiew), Tonyego Levina (gitara basowa, stick, kontrabas elektryczny, śpiew), Treya Gunna (Chapman stick i śpiew), Billa Bruforda grającego na bębnach i instrumentach perkusyjnych oraz Pata Mastelotto (bębny i perkusja). Płyta była odkryciem nowego King Crimson! Podstawowa różnica jakości pomiędzy nowym Crimson a starym zespołem z lat 80 to siła składu. Od początku spory wpływ na album miało mn. dojście do składu posiadającego wyjątkowo mocne uderzenie Pata Mastelotto. I tym razem to podwójne trio osiągało niepowtarzalne i oryginalne brzmienie. Materiał wreszcie zaczął brzmieć spójnie, a płyta została bardzo ciepło przyjęta przez fanów (i nie tylko) na rynku. Nie przebiła się na listach przebojów, ale trafiła w gusta tych wszystkich, którzy przez ostatnią dekadę z utęsknieniem czekali na powrót ekipy prowadzonej przez Roberta Frippa. W roku 2000 zespół przypomniał o sobie studyjną płytą " The ConstruKction Of Light". Płyta nie zyskała ani poklasku, ani nie stanowiła potrzeby westchnień. Padały nawet słowa o wypaleniu się i potrzebie zrobienia czegoś "nowego". 50 minut trudnego w odbiorze materiału - tego było dla niektórych fanów za dużo. Monotonia nagrań zabiła wręcz album już na starcie i nie dała satysfakcji każdej ze stron. Tak zespół jak i fani zrozumieli, że nie tędy droga. W 2003 albumem "The Power To Believe", który otworzył kolejny rozdział w twórczości zespołu. Ekipa z King Crimson nawet wykuła termin określający zawartość płyty – nuovo metal. Płyta cenna w całej dyskografii, z nowym materiałem, nowymi pomysłami i kompletnie innym graniem. Nie jest to elektronika, jaka może być łączona z takimi gigantami jak Kraftwerk, ale mamy jej tam sporo. Wśród tego - gitary, precyzyjne - jakby tłumaczące dlaczego w danym momencie struna musi wybrzmieć ciut dłużej. Historia King Crimson pokazuje, że muzyka sztuką jest nader wielką, przewrotną i do tego kapryśną. Czasem pierwsze potrafi zaciemnić kolejne, wcale nie mniejsze, a w związku z tym trudno przebić się z czymś nowym i trafić tym w gusta fanów. Tym bardziej kiedy zespół nazywa się King Crimson. AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  8. 1 point
    "W gonitwie życia coraz mniej zostaje nam czasu na przyjemności związane z naszym hobby" to coraz częściej słyszane zdanie wśród melomanów czy audiofilii. Dodatkowo zmienia się samo podejście do dystrybucji muzyki oraz jej słuchania. Dziś, kiedy internet rzeczy puka już do naszych drzwi, a obecne standardy przesyłu treści AV umożliwiają naprawdę wiele, coraz częściej na swojej drodze spotykamy całe systemy oparte o bezprzewodową koncepcję słuchania muzyki czy oglądania filmów. Z jednej strony rozpoczął się marsz dużych systemów, które czerpią (jeszcze) pełnymi garściami z dotychczasowych zasad tworzenia swojego wymarzonego systemu audio, a jedynie w pewnym zakresie oferują świat bez przewodów (streaming), z drugiej strony mamy systemy oparte w całości o koncepcję All in One, gdzie wszystko od podstaw opiera się na założeniu - jak najmniej kabli, jak najmniej czynności by słuchać muzykę w swoim domu. KEF LSX bo o nich mowa od samego początku powstawały z myślą o tym, by dawać przyjemność z codziennego słuchania muzyki bez zbędnego wnikania w czasochłonne i często skomplikowane dobieranie każdego elementu w systemie audio. Całą koncepcję LSX oparto o już wcześniej dostępne rozwiązanie w postaci dostępnych na rynku głośników bezprzewodowych LS50 Wireless, ale firma KEF kieruje mniejszą konstrukcję (co zresztą jest słuszne) do innego rodzaju odbiorcy i/lub do innego rodzaju pomieszczeń. O ile większe LS50 Wireless bez trudu sprawdzają się jako pełnoprawna alternatywa dla dużych systemów audio i poradzą sobie w nawet większym pokoju odsłuchowym, o tyle LSX mają spełniać całkowicie inną rolę i trafiać do ciut innych pomieszczeń. Już z samego wstępu wynika czym są LSX, a są praktycznie całym systemem zamkniętym w niewielkich rozmiarów dwóch głośnikach. Oparte zostały o sprawdzone i cenione rozwiązanie w postaci autorskiej technologii firmy KEF - UniQ, która w zamyśle producenta poprawia stereofonię, ułatwia ustawienie kolumn w pomieszczeniu dając przy tym zdecydowaną poprawę brzmienia w całym pokoju odsłuchowym. W tych zgrabnych głośnikach upchano naprawdę sporo, dając im przy tym ogromne możliwości komunikacji bezprzewodowej oraz co bardzo pozytywnym jest akcentem - dano też możliwość podpięcia do nich klasycznych źródeł dźwięku (CD/BluRay czy TV) poprzez gniazdo cyfrowe czy analogowo via jack 3.5mm (wejście AUX). Do obsługi wejść, głośności itp. czynności służy bardzo prosty, ale dobrze leżący w dłoni pilot. (Małe głośniki szczelnie wypełnione elektroniką. Pilot może być przydatny przy wyborze źródła ) Nie bez znaczenia dla jakości dźwięku poza samym Uni-Q pozostają możliwości układu wzmacniaczy, przy czym w środku znajdziemy aż cztery wzmacniacze (klasa D), po jednym na każdy przetwornik (2 x 30W + 2 x 70W). Całość uzbrojona w szereg technologii i patentów ułatwiających nam komunikację z różnymi serwisami i standardami przesyłu muzyki. Mamy więc (certyfikowane) DLNA umozliwiające nam w prosty sposób dostęp do własnych zasobów muzyki poprzez Wi-Fi, jest też oczywiste Bluetooth 4.2 aptX , a także strumieniowanie bezpośrednio z serwisów Tidal i Spotify. Wszyscy "jabłkowi" użytkownicy produktów Apple ucieszą się ze wsparcia technologii AirPlay 2, możliwe jest także korzystanie z Apple Music. Sytem muzyczny LSX od KEF'a bo de facto tak należało by nazwać te głośniki, zawierają dwa układy DAC, które w trybie z przewodem łączącym kolumny przyjmują sygnał dźwięku 24bit/96kHz lub do 24bit/48kHz (to już bezprzewodowo). Bez problemu prześlemy też pliki Hi-Res do 24bit/192kHz. Konfiguracja systemu jest bajecznie prosta. Po ściągnięciu dedykowanej aplikacji KEF'a (wsparcie dla Android'a oraz iOS Apple) wszystko zostanie nam w sposób prosty przedstawione i wyjaśnione. Po podłączeniu się do naszej sieci LSX'y są natychmiast gotowe do odtwarzania muzyki. W naszym teście otrzymany system współpracował z odtwarzaczem Cambridge Audio CX UHD, TV Sony, a także podłączony został laptop bezprzewodowo i przewodowo (USB) celem weryfikacji różnicy w jakości uzyskiwanego dźwięku w zależności od źródła. Pokój odsłuchowy o wielkości 24 m2 miał stanowić nie lada wyzwanie, jak się okazało nie do końca udał się ten zabieg, głośniki zdawały się nie przejmować średniej wielkości pokojem, dając nad wyraz czytelny przekaz odtwarzanego materiału muzycznego. (Wizytówka KEF, głośnik Uni-Q) Odsłuchy i wrażenia z użytkowania systemu LSX: Nie bez powodu głośniki są dumnie nazywane systemem "bezprzewodowym" od A do Z. I nie tylko chodzi o prostotę funkcjonowania (konfiguracja czy codzienne użytkowanie), w głównej mierze inżynierowie firmy powinni być dumni ze stabilności połączenia czy zdolności do komunikacji z różnymi programami do odtwarzania muzyki. MacBook Pro stał się doskonałym kompanem dla systemu LSX, zainstalowana aplikacja Audirvana+ rozpoznała system audio bez żadnego problemu, czy to w momencie pracy bezprzewodowo czy przy podłączeniu laptopa poprzez kabel USB. W trybie pracy bezprzewodowo iTunes odnajdywał LSX jako urządzenia AirPlay gotowe do pracy. Połączenie odtwarzacza UHD czy TV poprzez wejście optyczne systemu nie powodowało żadnych problemów. (Bezprzewodowo i nie tylko. Każdy znajdzie coś dla siebie) W głównej mierze zadaniem całego systemu jest muzyka odtwarzana w jak najlepszej jakości. Oczywiście podłączając TV do głośników uzyskujemy brzmienie godne najlepszego systemu stereo, gdzie głos ludzki prezentowany jest w fantastyczny sposób, a cała pozostała ścieżka dźwiękowa w filmach prezentuje się po prostu rewelacyjnie. Tutaj nie można powiedzieć złego słowa o brzmieniu uzyskiwanym po podłączeniu źródła w postaci odtwarzacza DVD/BluRay czy TV. Pamiętać należy o jednym, że system 2.0 nie jest zgodny ze standardami dźwięku przestrzennego i nie uzyskamy jakości kina domowego w rozumieniu przejść pomiędzy kanałami czy przestrzeni równej tej z systemów kina domowego (5.1 lub więcej). Ale to jest oczywiste dla każdego czytającego te słowa. Za to w trakcie odtwarzania muzyki system ten zaskakuje od pierwszych minut barwą i spójnością w całym zakresie. Słyszałem już wiele systemów bezprzewodowych opartych o małej wielkości głośniki i wrażenia nie zawsze były pozytywne. A należy dodać, że były to systemu znacznie droższe, pretendujące do miana segmentu premium. LSX nie sili się na udawanie, że z małego można w nieskończoność uzyskiwać więcej i więcej. Ich moc oraz konstrukcja zaskakują, bo dają brzmienie znacznie większych głośników, ale nie ma przy tym charakterystycznego dla tego typu konstrukcji silenia się i "mocowania" dźwiękiem kosztem jego jakości. To słychać od pierwszego momentu, że KEF stworzył system, który ma dobrze grać, więcej - ma grać bardzo dobrze, dając namiastkę średniej wielkości głośnika bez oszukiwania, że "głośniej będzie lepiej". LSX zagrają nawet ciut głośniej z odpowiednim sobie poukładanym brzmieniem, każdy lubiący prezentację muzyczną Uni-Q poczuje się "jak w domu", a pozostałe osoby na pewno nie rozczarują się co do jakości brzmienia. Poukładany, z delikatnym akcentowaniem skrajów pasma górnego i dołu, nie zapominając przy tym o doskonałej średnicy. Pisząc o dolnym zakresie powstaje pytanie o jego możliwości i jakość. Nie tylko niskich tonów wystarczy do średniej wielkości pomieszczenia, ale są one zróżnicowane na tyle, że nie trudno o wyłapanie nawet drobnych niuansów w muzyce wszędzie tam, gdzie niskie tony lubią pokazywać się z jak najlepszej strony. Jest więc go wystarczająco dużo na tyle, by nie mieć absolutnie wrażenia jego braku, jest też zróżnicowany i co ważne nie zakrywający reszty brzmienia. Jeśli jednak komuś byłoby mało i chciałby zwiększyć ilość niskich tonów, konstruktorzy LSX wyszli na przeciwko oczekiwaniom takim klientom. Do systemu KEF'a można podłączyć subwoofer by cieszyć się jeszcze większa ilością niskich tonów. Przyznam bez bicia, że LSX'y i bez tego typu zabiegów dają z siebie sporo w tym temacie, ale kto zabroni... Średnica dźwięku dla Uni-Q nie stanowi żadnego wyzwania, jeśli miałbym do czegoś się przyczepić to do delikatnego wychodzenie w przód dźwięku średnich tonów... ale tu znów wychodzi mądrość inżynierów KEF'a. Wystarczy odpowiednio ustawić głośniki względem słuchającego, by to zniwelować. Rzecz jasna sens odsłuchy stricte audiofilskie przy tego typu systemach mijają się całkowicie z sensem, tutaj bardziej liczy się całościowo brzmienie oraz funkcjonalność, ale niech "tradycji" stanie się za dość. Tak więc średnica jest doskonała w całym swym zakresie, słuchając Rhye z albumu Spirit (tutaj ukłony wobec naszej redakcyjnej koleżanki @Rucia1 za inspirację) brzmienie wokalu wręcz czaruje, utwór "Patience" (Rhye, Ólafur Arnalds) wbija w fotel swoją czystością i barwą. Gdzieś już to słyszałem, tą prezentację, barwę, rodzaj brzmienia. Uni-Q w tych maleństwach jest doskonałym przykładem jak można technologie sprawdzoną i cenioną przez spore grono melomanów przenieść wprost do mniejszych konstrukcji bez utraty tego, co w muzyce najcenniejsze. To brzmienie środka jest dosłownie bardzo bliskie poprzedniej wersji większych modeli z serii R (mowa tu o R300). Jest to komplement wobec tych maleństw, bo starsze "R-ki trzysetki" były, a nawet są lubianymi podstawkowymi głośnikami w wielu droższych systemach. Góra jak to KEF, lubi tu i tam w uroczy sposób dodać, ale bez przesady. Zaznacza i ubarwia na tyle, żeby muzyka podobała się już od pierwszego momentu, nie jest to jednak przesada i zatracenie najważniejszej wartości w muzyce - naturalności prezentacji. Jest w tym delikatnym "iskrzeniu" góry i rozjaśnianiu swoisty urok, dodający całości uroku. Ale uwaga, słabe nagrania w pokroju skompresowanych (stratnych) plików proponuję trzymać z daleka jak najdłużej od systemu LSX. Obnaży ich niedoskonałość tym bardziej, im bardziej skompresowany jest sam plik. Jeśli kochacie muzykę wiecie, że są rzeczy nie do zaakceptowania w muzyce. I tak też podchodzi do tego testowany system. Im lepszej jakości nagranie, tym zdecydowana poprawa całości z uwzględnieniem coraz większej ilości detali. Wniosek jest jeden - pomimo przeznaczenia i wielkości system firmy KEF lubi się z dobrze zrealizowaną muzyką, która nie została pozbawiona całej "masy" poprzez kompresję. Bliżej im do audiofilskiego świata niuansów, niż plików marnej jakości przeznaczonych do wszelkiej maści boombox'ów. Okazuje się, że logo KEF na obudowie zobowiązuje i tak też należy podchodzić do tego systemu z naszą muzyką, dobrą muzyką. W zamian odwdzięczą się bogactwem muzyki, detalami zawartymi w samym nagraniu. Jakie źródła wybierać? Trudno narzucić jedno konkretne połączenie jako to najlepsze. Zdecydowanie najlepsza konfiguracja to podłącżenie via USB. W testowanym systemie podłączyliśmy dla sprawdzenia 2 kable USB . Jeden z serii "no name" czyli klasyczny przewód USB, po dłuższym odsłuchu przesiedliśmy się na fantastyczny TELLURIUM Q BLACK USB. Jeśli komuś "kable nie grają" mówię "OK", ale różnica po zastosowaniu tego przewodu to przepaść względem zwykłego kabla od drukarki. Ilość powietrza, poprawa barwy. Na tak małym systemie to słychać? Otóż tak! Sam bym nie uwierzył gdybym nie usłyszał. W moim przekonaniu oraz osób słuchających systemu połączenie przewodowe USB oraz bezprzewodowe via WiFi (DLNA) miało najwięcej do pokazania. iTunes i AirPlay nie ustępowały, a jeśli już to trzeba naprawdę mocno wsłuchiwać się w detale. Były, ale to zapewne wpływ samego protokołu AirPlay. Osobiście najbardziej przypadł mi do gustu via WiFi protokół DLNA ze względu na brak fizycznego połączenia z systemem LSX. Słowem podsumowania w temacie "kupić, nie kupić pomyśleć warto". Patrząc na cenę LSX nie są tanie... i tanie być NIE MOGĄ. Jesteśmy nauczeni w naszym kraju przeliczania wszystkiego według stawek krajowego dochodu, który jest taki, jaki jest. Przy wyborze bezprzewodowego systemu marki KEF trzeba na chwilę oderwać się od schematów i zobaczyć otaczający nas świat z ciut innej perspektywy. LSX to pełnoprawny system gwarantujący łatwość obsługi, zapewnia doskonałe brzmienie nawet w średniej wielkości pomieszczeniu, naszpikowany jest technologią i patentami (które kosztują), do tego jest wykonany fantastycznie i co nie bez znaczenia - wykonany jest z trwałych materiałów. Na przeciw systemu LSX nie mogą stanąć żadne boombox'y czy zestawy bezprzewodowe ze średniej półki. Po prostu, brzmienie jakie uzyskujemy dzięki systemowi firmy KEF przywołuje w głowie bardziej zestawy dzielone ze średniej półki, które no właśnie... obudowane są masą kabli, system składa się z kilku elementów i całościowo wcale nie wychodzi to ani taniej, ani lepiej! LSX dzielnie bronią się jakością serwowanej muzyki, czerpiąc przy tym ze starszych braci (LS50) wzór jak powinien brzmieć głośnik z logo KEF. Jeśli ktoś nie poszukuje w swoim domu masy kabli, nie jest gotowy na budowanie systemów audio opartych o dzielone elementy, ma dosyć dużych i nie zawsze ustawnych kolumn - w małych i średnich pomieszczeniach LSX dadzą wiele radości właścicielowi. Dla osób już mających system audio, a szukających czegoś do codziennego grania "w tle" lub wymyślił sobie dobre brzmienie w gabinecie gdzie pracuje czy w sypialni, LSX są odpowiedzią w 100% na jego oczekiwania. Nie bez znaczenia jest wybór różnych kolorów głośników, które możemy w miarę możliwości dobrać do naszego pokoju. (Różne kolory nie tylko cieszą oko, dają sporą możliwość dopasowania do naszego pomieszczenia) KEF LSX nie jest typowym systemem "włącz, graj i to wszystko". Drzemie w nich spory potencjał, który może zostać wykorzystany w zależności od potrzeb właściciela. Jeśli tylko znajdzie dla nich czas i poświęci im dłuższą uwagę, odkryją przed nim urok dobrze ułożonego brzmienia ze znaną charakterystyką UniQ. Ale spełnią też swoją rolę jeśli ich jedynym przeznaczeniem będzie zapełnianie naszej przestrzeni życiowej muzyką "w tle". Nie przesadzajcie też z głośnością, przesadne podkręcenie głośności może zaskoczyć - jest sporo mocy! System LSX ma przed sobą przyszłość, nie ma ucieczki od tego typu konstrukcji. Obok dużych systemów przeznaczonych do słuchania "w ciszy i maksymalnym skupieniu" ludzie coraz częściej szukają systemów All-in-One, które dadzą im przyjemność słuchania muzyki i wypełnią ich codzienny rytm życia ich ulubioną muzyką. LSX składają się praktycznie z samych zalet, jedyną wadą może być ich cena - lecz nie powinna. Biorąc na szybko kartkę i długopis oraz zaglądając do cennika zestawów audio - po prostu taniej się nie da, by grało tak dobrze jak gra LSX. A dla naszej większej wygody i wkomponowania głośników w nasze pomieszczenia LSX możemy za pomocą odpowiednich uchwytów montażowych (sprzedawane oddzielnie) zamontować je na ścianie lub kupić dla nich dedykowane stojaki. (Montujemy czy stawiamy? Akcesoria KEF dedykowane LSX) Podsumowanie: Jestem na tak w temacie świata bez kabli jeśli w ręce dostaję produkt taki, jaki oferuje firma KEF. Jest bardzo dobre brzmienie, jest i spore pole do popisu w temacie podłączenia różnych źródeł. Mamy też nowoczesny design, spory wybór kolorystyczny "dla każdego wg. potrzeb", wielkość odpowiednia dla umieszczenia w dosłownie każdym pomieszczenie oraz mega prosta aplikacja tego systemu audio do naszej sieci. Jeśli szukacie dla siebie systemu audio bez zbędnych kabli, dodatków, masy dodatkowej elektroniki - koniecznie posłuchajcie u siebie KEF LSX. Sprzęt do testów dostarczyła firma Audiotrendt z Krakowa. https://audiotrendt.com.pl Dystrybucja: GP Acoustics GmbH Sprzęt towarzyszący: MacBook Pro 13 i5 2.4/16GB dla Audirvana+ Przewód USB: TELLURIUM Q BLACK USB Cambridge Audio CX UHD (płyty CD) - połączenie optyczne Muzyka: Rhye "Spirit", Pink Floyd "The Division Bell" (Hi-Res 24/96), Phil Collins "Face Value" (Hi-Res 24/192), Rob Balducci "The Color Of Light", Sarah Brightman "La Luna" (CD). AudioRecki
  9. 1 point
    Celine Dion po blisko sześciu latach zdecydowała się wydać anglojęzyczną płytę. Album "Courage" jest mieszanką ujmujących ballad ale zawiera przy tym kilka świetnych i do tego szybszych kawałków, które zapewne spodobają się nie tylko wielbicielom głosu Celine Dion. Artystka od lat uchodzi za swoistą ikonę współczesnej muzyki, czego dowodem była ogromna popularność jej koncertów w Azji, gdzie podczas jej Céline Dion Live 2018 wszystkie bilety zostały wyprzedane na długo przed występem wokalistki. Nie bez powodu warto wspomnieć o tym fakcie bowiem jej obecnie zapowiedziany album cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Od końca września jej utwór „Imperfections” ma blisko pięć milionów wyświetleń, tak samo jak rewelacyjny „Lying Down” z zapowiadanego właśnie albumu. Nad albumem Celine Dion pracowała między innymi z Davidem Guettą, Stevem Aokim, Sią i rewelacyjną LP. Album na rynku ukaże się 15 listopada w postaci CD (Deluxe Edition). Za pomoc w przygotowaniu materiału dziękuję winylownia.pl https://winylownia.pl AudioRecki Celine Dion Courage (2019) Tracklista: 1. Flying On My Own 2. Lovers Never Die 3. Falling In Love Again 4. Lying Down 5. Courage 6. Imperfections 7. Change My Mind 8. Say Yes 9. Nobody’s Watching 10. The Chase 11. For The Lover That I Lost 12. Baby 13. I Will Be Stronger 14. How Did You Get Here 15. Look At Us Now 16. Perfect Goodbye 17. Best Of All 18. Heart Of Glass 19. Boundaries 20. The Hard Way
  10. 1 point
    Z Lector Audio jest tak, jak z tymi mitycznymi jednorożcami, które wywołują u niektórych podziw i zaciekawienie, każdy coś o nich słyszał... niewielu "widziało i uwierzyło". Można by napisać, że produkty Włoskiej manufaktury mają zadanie ułatwione w stosunku do jednorożców (te zostawmy już w spokoju), otóż w przypadku sprzętu z logo Lector - wielu posłuchało i wielu uwierzyło. Co więc różni podejście dystrybutora produktów cenionych przez część środowiska melomanów, do dystrybutorów innych marek? Nietypowe podejście do dystrybucji sprzętu. Jak wszyscy wiecie z Lector Audio nie spotkacie się w żadnym sklepie i nie posłuchacie sprzętu nawet w wybranych salonach audio. To oczywiście z jednej strony daje poczucie tworzenia marki skierowanej wybitnie do klienta świadomego czy z góry odrzucającego dostępne w sklepach "od ręki" produkty. Z drugiej niestety... takie zawężenie możliwości odsłuchu zamyka... a raczej do tej pory ZAMYKAŁO (w dużej mierze) możliwość odsłuchu i podjęcia decyzji o zakupie. Zamykało, bo świat audio nie znosi próżni, a i pewne do tej pory odrzucane czy niepraktykowane formy dotarcia do klienta jak widać na koniec mogą zostać zaakceptowane i z zadowoleniem dla każdej ze stron (dystrybutor - klient) praktykowane. Dzięki uprzejmości p. Asi i p. Kamila z Polskiej dystrybucji Lector Audio mieliśmy przyjemność uczestniczyć w otwarciu nowego i jedynego w Polsce pokoju odsłuchowego, dedykowanemu stricte Włoskiej marce. Pokój odsłuchowy o tyle interesujący w swojej formie, że nie znajduje się na otwartej przestrzeni handlowej, czy jako sklep... a w wyjątkowej atmosferze zacisza dosłownie domowej atmosfery, zostało przygotowane miejsce dla melomanów i potencjalnych klientów. Pokój nie tylko wyjątkowy z powodu miejsca, ale także wyjątkowy w kwestii wystroju i przygotowania dla wszystkich zainteresowanych odsłuchem. Jeśli często czuliście się w innych tego typu miejscach nadal jak w sklepie, to pora umówić się i odwiedzić pokój, w który mieliśmy okazję przebywać. Zacisze domowe, przyjemność z obcowania z muzyką, rzeczowe dyskusje z dystrybutorem o... muzyce, zainteresowaniach świata audio i samym sprzęcie. Nawet jeśli do tej pory marka Lector nie była w kręgu Waszego zainteresowania, warto poszukując czegoś nietuzinkowego podjąć wyzwanie i spotkać się w tym wyjątkowo klimatycznym miejscu. Zapewne każdy, kto przekroczy próg tego pokoju odsłuchowego, doświadczy odmiennej atmosfery - fantastycznej bliskości z muzyką i przemiłej atmosfery ludzi życzliwych. Dziękujemy dystrybutorowi za zaproszenie i polecam Wam kontakt celem umówienia się na wizytę i odsłuchy! AudioRecki (Magazyn AudioStereo) http://www.lectoraudio-poland.pl/
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.