Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 05/19/19 in Artykułów

  1. 2 points
    Kiedy otwierałem średniej wielkości paczkę zawierającą wzmacniacz, nie nastawiałem się na konkretne brzmienie sprzętu będącego w sporej nawet części środowiska melomanów czy audiofilii swoistą zagadką. Na przeciw takich marek jak Brytyjski Cambridge czy Arcam, ONIX brzmi co najmniej egzotycznie i wręcz nierozpoznawalnie. Czy słusznie, że sprzęt określany jako typowe "BRITISH SOUND" nie gości tak często w domu melomanów, pokaże poniższy tekst. Wzmacniacz zintegrowany stanowi w sporej części użytkowników sprzętu audio produkt częściej wybierany, niż systemy dzielone na przedwzmacniacze i końcówki mocy. Zresztą w pewnym zakresie cenowym sens stosowania takiej dzielonej konstrukcji byłby niemożliwy i wręcz nieopłacalny. ONIX wpisuje się ze swoim A55 w określony segment sprzętu i konkurować powinien tak budową, jak i ceną z konkretnymi produktami marek bardziej rozpoznawalnych. Cena za jaką oferowana jest integra "rodem z Wysp" otwiera już spore możliwości wyboru i zazwyczaj nie jest zakupem dokonywanym "z przypadku". Kwota ciut ponad 5500 złotych to już spore pole do popisu dla przeciętnego melomana i sprzęt musi mieć "to coś", by stanowił rzecz pożądaną. ONIX A55 MKI wyglądem nawiązuje do swoich wyższych modeli i poza znanym oraz przez wielu ulubionym złotem pokrętłem - jego wygląd niewiele odbiega od tego, co znajdujemy w konstrukcjach droższych firmy ONIX. Przedni panel wykonany jest z grubego akrylu. Czarny piano wygląda ciekawie i stanowi w pewnym zakresie wyróżnik "ekskluzywności" wobec innych marek. Cały przedni panel nie jest tak efektowny jak w modelach wyższych, gdzie wrażenie na in plus potęgują świetnie wykonane w kolorze złota pokrętła. W A55 MKI zastąpiono kolor złoty - matowym srebrem, który może nie jest właśnie tak efektowny, za to pokrętło nadal jest świetnie wykonane. Działa pewnie, dając pełną kontrolę nad uzyskiwaną głośnością. Na przednim panelu znajdziemy także po lewej stronie gniazdo słuchawkowe, odbiornik IR do pilota. Co ciekawe sam pilot nie jest dostarczany w komplecie (???) i stanowi "wyposażenie dodatkowe". Skąd ten pomysł... ciężko to wytłumaczyć logicznie, może producent dba o ruch melomanów i w ten sposób wymusza na nich potrzebę wstawania do A55? Dla piszącego te słowa uzasadnienie braku pilota (jakiekolwiek by nie było), jest co najmniej dziwne. Ale zostawmy to na boku, widocznie "tak być musi". Po prawej stronie znajdziemy rząd przycisków, każdy wyraźnie oznaczony co do rodzajów używanych wejść. Czysto i bardzo schludnie rozlokowane przyciski nie burzą designu, jaki może się podobać w obecnych czasach. To, co rzuca się w pierwszym kontakcie z przednim panelem i przyciskami wyboru źródła, to przycisk PHONO. Tak, ta zgrabna integra ma wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy dla wkładek MM. I nie jest to jak się okazuje jedynie "dodatek na siłę" do całości. Tylny panel można zamknąć dosłownie w dwóch zdaniach. Gniazda RCA przypisane konkretnym źródłom, gniazda do podłączenia kolumn i... dziękujemy Państwu za uwagę. Mało? No tak, "British Sound" oznacza także minimalizm i pomimo ceny przekraczającej 5 tysięcy złotych zapomnijcie o możliwości podłączenia cyfrowych urządzeń do A55. Analogowo od A do Z. I słusznie, melomani kochający cyfrowe źródła i tak prędzej czy później wybierają zewnętrzne przetworniki, dające im znacznie większy potencjał i możliwości, niż wbudowane w integrach układy DAC. Od góry zobaczymy minimalizm i niespecjalnie rzucające się w oczy odpowiednio wycięte otwory. Do czego służą nie trzeba nikomu tłumaczyć. Ważne, że nie psują optycznie pozytywnego wrażenia jakie A55MKI robi swoim wyglądem. Sam wzmacniacz w trakcie pracy nagrzewa się do akceptowalnych poziomów, praktycznie nie dając żadnych powodów do niepokoju o temperaturę panującą wewnątrz urządzenia. Podpinamy ONIX A55 do wybranego zestawu kolumn. Monitor Audio Gold 300 są konstrukcjami, które nie powinny sprawić naszej integrze większego problemu. Do integry podpinamy odtwarzacz CD i... ruszamy po wybranych albumach, w tym odsłuch "zalicza" najnowsze dziecko zespołu Rammstein. I napiszę... "poszło"! "Ausländer" kopie tak , jak lubią to fani mocnego brzmienia. Riffy gitarowe ani na moment nie tracą oddechu, jest czysto i wyraziście. Wokal nie gubi się w gęstym klimacie całego utworu, pomimo zaznaczonej perkusji, na której „Doom” nawet na moment nie oszczędza się. ONIX też nie traci wigoru i nawet ciut mocniejsze podkręcenie głośności nawet na moment nie powoduje zadyszki u tej niewielkiej integry. Raz jeszcze zerkam do specyfikacji... 2x55W (8 Ohm). Można by sądzić, że jest znacznie więcej. Puszczamy świetne "Diamant" i dostajemy sporą porcję melodyjności, czystego wokalu i bardzo dobrze prezentowanej sceny. Jest szeroko na tyle, by nie czuć jakiś ograniczeń w trakcie odsłuchu ulubionej muzyki. Ale by to sprawdzić "na własnej skórze" do odtwarzacza trafia kolejny album. Tym razem damski wokal w wersji LIVE. Anna Maria Jopek "płynie" gładko niczym Otylia na olimpiadzie, bez żadnej nerwowości... czy po medal - jeszcze się okaże. Wzmacniacz zintegrowany daje fantastyczny pokaz możliwości prezentacji wielu instrumentów. Nic się nie gubi i nic nie zostaje zakryte. Na pierwszy plan w sposób spokojny i oczekiwany wychodzi wokal Ani. Jest dobrze ulokowany na scenie i pomimo minimalnie wysuniętej prezentacji w stosunku do reszty składu - całość brzmi wyjątkowo spójnie. Nie byłbym sobą, gdybym nie wrzucił jak zawsze do testów utworu "Spotkanie z Matką". Pisałem o tym wielokrotnie, że utwór ten potrafi albo zniszczyć radość z posiadania sprzętu audio, albo przekonać nas do niego. Jak wypada A55MKI? Będę szczery do bólu, w przedziale ceny do 5K słyszałem o wiele... gorzej grających wzmacniaczy, które wprost "kładły się" i tworzyły nieczytelny zlepek muzyki Vangelisa i deklamacji Polańskiego. Ludzie odpowiedzialni za testowany wzmacniacz słusznie zrobili, rezygnując z sekcji cyfrowej i całe swoje zaangażowanie (by nie napisać środki) włożyli w analogowy charakter urządzenia. Zyskało na tym brzmienie i jego czytelność przekazu. Polańskiego głos nie brzmiał jak na sprzęcie za kilka razy więcej, ale był wystarczająco czytelny, a muzyka nie nachodziła zbytnio na to, co istotne w przekazie. Utwór ten w sposób fantastyczny ukazuje przygaszanie słów w trakcie deklamacji, budowanie nastroju i współgranie z muzyką jest istotnym elementem całości. Nie wymieniając z nazwy konkurentów, w tym przedziale kwoty sporo wzmacniaczy radzi sobie z tym średnio. ONIX przebrnął bez powiedzmy "większych trudności", dając nie tyle czystość bezwzględną i czytelność absolutną, co przyjemność pozbawioną wrażenia oszukiwania i odbierania muzyce najważniejszych elementów. ONIX ma jeszcze jeden, do tego solidny atut przemawiający za jego zakupem. Wspomniany powyżej przedwzmacniacz gramofonowy może nie jest "mistrzostwem świata", ale bez trudu i wstydu będzie stanowił świetnego kompana dla każdego gramofonu, gdzie została zamontowana odpowiednia wkładka MM. Po wrzuceniu na talerz gramofonu REGA P3 (na marginesie świetnego) albumu "PORTRETY", perkusja była w sposób barwny i z odpowiednią dynamiką prezentowana w całym możliwym dla tego przedziału cenowego zakresie. Było rzecz jasna w tym wszystkim odrobinę oszukiwania i czarowania, jednak bez zbędnej nerwowości i nadmiernej sztuczności. Za to płyta ROMA zespołu Sorry Boys urzekała fantastycznym wokalem i w tym przypadku znów złapaliśmy wzmacniacz na delikatnym czarowaniu i ukrywaniu swoich niemożliwości, ale całość brzmiała świetnie i nie było poczucia, że ktoś nas zaczął nagle oszukiwać w trackie słuchania czarnej płyty. Sprzęt firmy ONIX ma niełatwe zadanie na rynku, obok wielkich i znanych marek, czasem niezauważany - ma jednak spory potencjał. Jeśli szukamy kompana do odtwarzania muzyki na poziomie nie tylko akceptowalnym, ale poziomie już dającym spore zadowolenie - powinniście dać mu szansę w trakcie odsłuchów. Nie zaskoczy Was dobitnością i szaleństwem, nie postawi na baczność dużych i wymagających kolumn. Wszędzie tam, gdzie liczy się muzyka i zdrowy rozsądek w poszukiwaniu sprzętu dla melomana, ONIX może spokojnie wyjść z podniesioną głową w przypadku konfrontacji z bardziej znanymi i częściej kupowanymi wzmacniaczami. ONIX A55MKI gwarantuje po pierwsze przyjemność słuchania muzyki, nie zapomina przy tym o pewnych niuansach i smaczkach zawartych w utworze. Po drugie zapewnia odsłuchy uwzględniające odpowiedni klimat, nie wprowadza nerwowości w trakcie odsłuchów, jakie są częstą bolączką wzmacniaczy w tym przedziale cenowym. Brak sekcji cyfrowej to jak widać właściwy kierunek wybrany w trakcie konstruowania tej niepozornej integry. Wzmacniacze tego typu producentów często są niesłusznie pomijane przy wyborze, pokutuje przy tym przekonanie "im więcej dostanę, tym lepiej". Testowany wzmacniacz nie stroi się w piórka, nie obiecuje cudów i kilkunastu bajerów świata cyfrowego. Za kwotę na jaką zostaje wyceniony, wydaje się być interesującym wyborem i przy tym uczciwie wyliczonym. No może poza jednym... jak będę chciał pobiegać, znam kilka świetnych klubów, gdzie stoi kilka rzędów solidnych bieżni. Niedaleko mojego domu jest też park, gdzie mogę biegać. Niekoniecznie jest to przyjemne w pokoju odsłuchowym, gdzie pilot hmmm... po prostu powinien być i już! Wzmacniacz firmy ONIX może być kolejnym krokiem w świecie audio dla tych, którzy szukają czegoś nietuzinkowego, często sprzętu nie będącego "na świeczniku" każdego salonu audio. Jeśli znudziły Was kolorowe naklejki u konkurencji, krzyczące ile to funkcji i jaki to gęsty plik dany wzmacniacz nie obsługuje, szukacie solidnej do tego analogowej konstrukcji mającej potencjał do dobrego brzmienia - bierzcie bez obaw do testów A55 MKI. Wielu z Was nie będzie już szukać czegoś więcej na tym etapie drogi i przy tym przedziale cenowym. Nie dziwię się, że wzmacniacz ten otrzymał tytuł najbardziej opłacalnego zakupu. Analog za takie pieniądze, do tego z takim brzmieniem... świetny wybór! Czy na złoty medal niczym złoto Otylii? Sądzę, że nie bez powodu pokrętło głośności nie jest złote... srebro uczciwie zdobyte! AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Sprzęt do testów dostarczyła firma Audiotrendt z Krakowa. Audiotrendt ul. Sołtysowska 35A / LU 1, 31-589 Kraków. +48 509 188 477 +48 791 063 315 e-mail: [email protected] https://audiotrendt.com.pl Technicznie "sadystycznie": Tranzystory mocy 2SC2837/2SA1186 na kanał. Kondensatory Nichicon „Gold Tune” 2 x 10000 uF/63 V Transformator toroidalny Plitron “Audio” 300 W Zmotoryzowany potencjometr Alps „Blue Velvet” Specyfikacja: Mocy wyjściowa: 2 x 55W RMS (8 Ohm) – 2 x 100W RMS (4 Ohm) Pasmo przenoszen: 10Hz – 30kHz (-0,5dB) Czułość wejściowa: 350mV/47Kohm Stosunek sygnał/szum: >88dB (A weighted) Separacja kanałów: >51dB THD: 0,005% (3W/8Ohm) Wymiary (S x G x W): 430 x 372 x 91 mm Waga: 8,7 Kg Pobór mocy: 300W Napięcie zasilania: 220V-240V AC Przedwzmacniacz gramofonowy: Gain: 37 db Pasmo przenoszenia: 20Hz – 20kHz +/-0,25dB Stosunek sygnał/szum : – 83 dB THD: <0,03% Odchyłka RIAA: +/- 0,5% Napięcie wyjściow: 250 mV Impedancja wyjściowa: 100 Ohm Czułość/impedancja/pojemność wejścia: 3,5 mV / 47K Ohm / 220Pf Overload: 22 dB Rekomendowane napięcie wkładki: from 2,5 mV to 5 mV output
  2. 2 points
    Maj za nami, mamy czerwiec a wraz z nim małe podsumowanie tego, co działo się w Magazynie. Ze względu na ilość materiałów jakie trafiają do Magazynu, nie sposób przedstawić wszystko, co miało miejsce w Magazynie, a obejmuje ostatni miesiąc. Wybraliśmy więc kilka najważniejszych tematów z całego maja, które zasługują na szczególne wyróżnienie. Na początek chcemy raz jeszcze pochwalić się rozpoczęciem (już oficjalnie) współpracy z zespołem Studia U22 z Warszawy. Staliśmy się dzięki wzajemnym staraniom oficjalnym partnerem medialnym dla wydarzeń, jakie mają miejsce na Alejach Ujazdowskich 22. Rzecz jasna idą za tym nie tylko reportaże pisane, ale także nasza obecność m.in. z kamerami i aparatami w trakcie najciekawszych wydarzeń. W tym także z miejsc zaprzyjaźnionych, a obejmujących promocję muzyki i artystów. W maju AudioStereo zawitało z aparatami i kamerami do Studia U22 i Warszawskiego Klubu SPATiF : Było sporo rozdanych wejściówek oraz płyt, w tym rewelacyjny album zespołu Metallica "Ride The Light" Oczywiście dziękujemy Wam wszystkim za udział w dyskusji, a zwycięzcy raz jeszcze gratulujemy. Mamy nadzieję, że czarna płyta umila wieczory z muzyką. Pisaliśmy też o świetnym (już trzecim) albumie formacji Chonabibe. Jest warty polecenia i umieszczenia go w swojej kolekcji Marcin jak zawsze rzeczowo i w temacie. Tym razem pod lupę poszedł NAD C658. Czy warty zakupu... warto zapoznać się z testem: Nie obyło się bez nowinek ze świata gadżetów audio. Ludzie szukają prostoty i funkcjonalności, do tego chyba wszyscy nagle pokochali urządzenia bezprzewodowe: AudioStereo sprzętem stoi i na pewno w tym temacie się nic nie zmieni, a wręcz przeciwnie. Jak donoszą zaprzyjaźnione wiewiórki - wszystko jest na dobrej drodze, by ilość recenzji czy testów wzrosła na niespotykaną skalę. Dzięki staraniom Administracji w tym samego Właściciela, już za kilka dni w Magazynie ruszy ogromna ilość opisów testów. Będą to nie tylko pisane recenzje z zawartymi zdjęciami, AudioStereo wchodzi w świat cyfrowych mediów i zamierzamy przygotowywać dla Was wideo recenzje z najciekawszych - wybranych testów czy premier. Dlatego też uruchomiliśmy dla naszych czytelników kanał YouTube, na którym już wkrótce znajdziecie m.in.: testy sprzętu audio (Hi-Fi, High End) i akcesoriów, ale także sporą dawkę muzyki: https://www.youtube.com/channel/UC3pTKO4lxespX5SiY28p-Tw Na naszym kanale można też będzie znaleźć wywiady z wybranymi artystami i zapisy ciekawych koncertów oraz wydarzeń kulturalnych. Byliśmy z aparatami na GREEN ZOO FESTIVAL, który jak co roku zauroczył wszystkich swoim klimatem: Od początku poważnej reaktywacji Magazynu AudioStereo w marcu tego roku odwiedziliście nas łącznie ponad 10 tysięcy razy! Dziękujemy Wam za udział w życiu Magazynu i liczymy na Wasze pomysły, podpowiedzi i propozycje rozwoju. Jesteśmy otwarci na Wasze wszystkie pomysły i sugestie. Czerwiec zapowiada się wyjątkowo pracowicie, nie odpoczywamy i nadal będziemy dokładać starań, by Magazyn rozwijał się w jak najbardziej szerokim zakresie. Raz jeszcze dziękujemy Wam za odwiedziny i... do podsumowania czerwca 2019! AudioRecki (Magazyn AudioStereo)
  3. 1 point
    Jeszcze nie tak dawno wspominałem o nowym albumie Diamond Head. Zapowiedź ich nadchodzącego "The Coffin Train" ukazała się w naszym Magazynie nie tylko z obowiązku, ale powodem w głównej mierze było to, że zespół ten stanowi swoisty filar muzycznego nurtu New Wave of British Heavy Metal i nie sposób pominąć tak ważnej premiery na rynku wydawniczym. Otóż kiedy w moje ręce w dniu wczorajszym wpadł krążek CD zespołu Diamond Head, słuchałem go z ogromną uwagą i nie ukrywając swojego wrażenia - wart jest więcej niż tylko jednej poświęconej mu godziny! Album już na wstępie zapowiada się wyśmienicie. W utworze "Belly Of The Beast" gitary od pierwszych sekund nie dają wytchnienia, a wokalista Rasmusem B. Andersen prezentuje się od najlepszej strony ze swoim świetnym wokalem. I kiedy wydaje się, że pierwszy utwór potrafił wciągnąć bez pamięci - nadchodzi "The Messenger": Pierwsze półtorej minuty to doskonała gra instrumentów, gdzie nie ma absolutnie mowy o nudzie czy wrażeniu powtarzalności. Wszystko dopracowane i mocno wciągające. Tak jest z każdym kolejnym utworem na płycie, cały bowiem album potrafi zaskoczyć (pozytywnie) i zapewne każdy fan mocnego brzmienia znajdzie w nim coś dla siebie. Jestteż jedna istotna ciekawostka w temacie nowej płyty i kapeli Diamond Head. W nagraniach (po raz pierwszy z zespołem) brał udział basista Dean Ashton. Jak słychać - ekipa sformowała się od każdej strony i daje radę. Całość albumu w temacie oceny poszczególnych utworów pozostawiam Wam, jednak w mojej subiektywnej ocenie - jednym z najlepszych kawałków na całej płycie jest "Death By Design": Mamy dla Was jeden egzemplarz płyty do wygrania, wystarczy w postach pod artykułem zostawić krótki komentarz z informacją, który Waszym zdaniem z utworów zawartych na najnowszej płycie Diamond Head jest najlepszy. Spośród pozostawionych komentarzy wylosujemy jeden, a jego właściciel otrzyma wprost do domu płytę CD "The Coffin Train". Na podzielenie się swoimi opiniami/spostrzeżeniami macie czas do 16 czerwca. Zapraszamy do udziału! AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Za płytę do odsłuchów oraz do konkursu (wraz z inspiracją do napisania artykułu) dziękujemy firmie Gandalf z Łodzi. https://www.gandalf.com.pl Diamond Head "The Coffin Train" (2019) Lista utworów: 1. Belly of the Beast 2. The Messenger 3. The Coffin Train 4. Shades of Black 5. The Sleeper (Prelude) 6. The Sleeper 7. Death by Design 8. Serrated Love 9. The Phoenix 10. Until We Burn
  4. 1 point
    Jak informowaliśmy Was już kilka dni wcześniej, czwartek należał bezsprzecznie do czarnej płyty, czarnego brzmienia i Hirka Wrony, który jak zawsze w sposób wyjątkowy "oprowadził" słuchaczy po wybranym skrawku historii muzyki, która odcisnęła piętno na kolejnych pokoleniach i gatunkach muzycznych. Spotkanie miało miejsce w Sailing Poland Yacht Club i przyznam bez bicia, atmosfera miejsca i jakby nie patrzeć - dobrego brzmienia udzieliła się wszystkim. Do tego należy dodać fakt, że ekipa Nautilusa wykonała kawał solidnej pracy. Przygotowany set przez Piotra, który odpowiedzialny był za zestrojenie wszystkiego pod prezentowaną muzykę pokazał dobitnie zebranym, czym jest dobrej klasy zestaw audio. Muzyka z czarnej płyty i do tego wybór repertuaru spowodował u większości z obecnych szybsze bicie serca. Zmierzyliśmy się z pewnym wycinkiem historii "czarnej muzyki", a poczuliśmy się w pewnym momencie uczestnikami życia tamtego okresu, specyficznego klimatu i niesamowitych kawałków granych przez artystów, dziś uznanych za wręcz wybitnych czy kultowych. Część prezentowanych utworów była wydana pod czujnym okiem wytwórni Motown Records, która od prawie samego początku była legendarnym miejscem i przyczyniła się wręcz do kulturowej rewolucji w Stanach. A skoro tak... nie było mowy w żadnym przypadku o nudzie. Hirek Wrona wciągnął wszystkich zebranych w podróż po fantastycznych bezdrożach muzyki, która jest jak krew i pot Czarnej Ameryki. Każdy utwór prezentowany tego wieczora mógłby służyć wręcz za odrębną historię zasługująca na więcej niż jedną stronę książki. Dlatego też Hirek nie oszczędzał nam smaczków, jego wprowadzenia do każdego kolejnego utworu potęgowały nastrój zaciekawienia i wyczekiwania wszystkich zebranych osób "co dalej". Ekipa Studia U22 jak zawsze trafiła w samą dziesiątkę z formułą imprezy, a dobór sprzętu... no cóż, pozostaje tylko wzdychać i chwalić za świetnie dobrany i ustawiony set. Jeśli ktoś uważa, że winyle odchodzą do lamusa to pora, by kolejnym razem zasiadł wygodnie w fotelu i wsłuchał się w muzykę, która wręcz żyje i nie pozostaje obojętna słuchaczowi. Chciałbym w tym miejscu w szczególny sposób podziękować właścicielowi firmy Nautilus, za objęcie patronatem naszej relacji z czwartkowego spotkania z Hirkiem Wroną. Dziękujemy za okazaną nam pomoc! AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Patronat: Firma Nautilus, ul. Malborska 24, 30-646 Kraków. https://nautilus.net.pl
  5. 1 point
    Nie pytajcie mnie ile to było już tych wydań "Najlepszych z najlepszych" czy "Gold" pod logiem starych dinozaurów z Bostonu. Aerosmith od lat niezmiennie przyciągają rzesze, a ich muzyka wciąga już (dosłownie) wnuki pierwszych fanów zespołu. I dziś wręcz ciężko uwierzyć, że na początku kariery dzisiejsi wielcy rocka musieli kraść żywność, by przeżyć. Od wydania ostatniego album Aerosmith minęło trochę czasu, a album naprawdę wielki i świetnie przyjęty przez fanów oraz krytyków pojawił się jeszcze wcześniej. Nie oznacza to, że kapela w której dzieje się od tylu dekad naprawdę sporo nie ma już nic do zaoferowania. Steven Tyler czy Joe Perry od lat zaskakują swoją żywiołowością i sceniczną charyzmą godną 20 latków. Będąc na ich koncertach ma się nieodparte wrażenie, że wpierw umrze całe życie na ziemi, potem zginie sama ziemia, by na koniec ogłoszone zostało rozwiązanie Aerosmith. Dowodem na to niech będzie rok 2002, kiedy zespół dał niesamowity popis w klubie "The Joint", w Hard Rock Hotel w Las Vegas. Występ był tak dobry, że został okrzyknięty najlepszym koncertem podczas trasy "Just Push Play", a zapis z niego posłużył Aerosmith do wydania fantastycznego albumu "Rockin' The Joint (Live At The Hard Rock)". Tyle lat na rynku muzycznym, platynowych płyt, wyróżnień, nagród i wreszcie najcenniejszego - wprowadzenia w 2001 do Rock and Roll Hall of Fame musi być podparte utworami wyjątkowymi, cenionymi i lubianymi bez względu na przemijające lata. A to daje doskonały powód, by odświeżyć swoje najlepsze utwory sprzed lat i podać je "na nowo" tym, którym gigantów rocka ciągle mało. I zapewne nie o samą sprzedaż chodzi, w końcu licznik sprzedanych płyt już dawno przeskoczył 150 mln. egzemplarzy i panowie nie muszą niczego i nikomu udowadniać, że "mogą więcej". Po prostu, są albumy wydawane dla samego faktu, że docierają do rzeszy fanów kolekcjonujących wszystko, co związane z ich ulubionym zespołem. A, że przy okazji jakaś grupa melomanów lub wielbicieli gatunku "przytuli" ileś tam tysięcy egzemplarzy danej płyty? O to chodzi w "show bizie", by nie dać o sobie zapomnieć, nawet jak rozpoznawalność kapeli jest tak wielka, niczym Królowej Anglii. W 21 czerwca w sklepach ukaże się album na czarnej płycie "Aerosmith's Greatest Hits", który jest już na rynku od 2001 roku w postaci srebrnego krążka. "Aerosmith's Greatest Hits" (Vinyl) to jak widać ukłon nie tylko w stronę fanów zespołu, ale także wielbicieli czarnej płyty, jakże ważnej w latach rockowego szaleństwa. Czy album (poza samą zawartością hitów) spełni oczekiwania melomanów? Pozostaje poczekać kilkanaście dni na odpowiedź. Dla wielu jednak (w tym piszącego te słowa) pozycja jest na tyle obowiązkowa, że nie będą miały znaczenie wszystkie "przeciw" czy zarzuty, ile jeszcze razy słuchać będziemy "Walk This Way" na kolejnych albumach z cyklu "Najlepsze z najlepszych". Polecam AudioRecki (Magazyn AudioStereo) "Aerosmith's Greatest Hits" (Vinyl) (2019) Lista utworów: Side A 1. Dream On 2. Same Old Song and Dance 3. Sweet Emotion 4. Walk This Way 5. Last Child Side B 1. Back in the Saddle 2. Draw the Line 3. Kings and Queens 4. Come Together 5. Remember (Walking in the Sand)
  6. 1 point
    WSTĘP (jak zawsze przydługi 😉 😞 Pamiętam jeszcze jak kilka lat temu na rynku pojawiła się oferta iFi. Od pierwszej chwili jej głównym celem było dostarczenie sprzętu niezawodnego, trwałego i spełniającego swoje podstawowe zadanie - poprawę brzmienia naszej muzyki w świecie komputerowego audio. Dziś, kiedy muzyka w dużej mierze stanowi element nierozłączny z systemami komputerowymi, potrzeba polepszania brzmienia muzyki z komputera jest tak oczywista, jak używanie myszki komputerowej czy touchpad'a. Firma iFi w zakresie poprawy jakości muzyki z PC ma nie tylko bardzo bogate doświadczenie, ale ich produkty spełniają (często z nawiązką) pokładane oczekiwania. Do naszych testów trafiło urządzenie, będące wręcz małym kombajnem. iFi xDSD to przenośny wzmacniacz słuchawkowy zasilany z wbudowanej w środku (pojemnej, ale to tym za chwilę) baterii, mogący także pełnić funkcję stacjonarnego wzmacniacza (słuchawkowego) i jednocześnie rozbudowany przetwornik cyfrowo-analogowy. Dodatkowo sprawdza się wyśmienicie jako odbiornik Bluetooth, mający za zadanie polepszyć to, co słyszymy dzięki transmisji BT aptX w naszych słuchawkach. Samo urządzenie wpisuje się w trend obecnych czasów czyli wsparcie dla plików Hi-Res, tak więc możecie być spokojni o nawet bardzo wymyślne formaty, z jakimi możecie się spotkać w codziennym użytkowaniu plików. Kolejną rzeczą istotną A.D. 2019 dla sporej rzeszy plikowych maniaków - jest też pełne wsparcie dla MQA. Czyli jest wszystko, czego chcieć można, a nawet więcej. O ile w domowym zaciszu większość z nas (wg. własnych możliwości i oczekiwań) buduje swój system oparty na stacjonarnych urządzeniach, o tyle problem pojawia się w momencie, kiedy wychodzimy z naszej "muzycznej świątyni". I na przeciwko tym "problemom" właśnie wychodzi iFi ze swoim xDSD. Można już na wstępie powiedzieć "cały system w jednej kieszeni". BUDOWA: xDSD już w pierwszym kontakcie sprawia wrażenie solidnej konstrukcji, wręcz pancernej i odpornej na wszelkie ewentualne wypadki w trakcie podróży. Obudowa urządzenia jest z ciemnego stopu aluminium i magnezu. Na stronie producenta przeczytamy: wzbudza podziw i pewność. I trzeba się z tymi słowami w pełni zgodzić. Obudowa swoim wykonaniem i użytymi materiałami daje użytkownikowi pewność, że cokolwiek nie wydarzy się w trakcie użytkowania, środek - czyli "serce" urządzenia - nie zostanie w żaden sposób naruszone. Przedni panel stanowi połączenie funkcjonalności i jednocześnie prostoty. Oczywiście umowna prostota wynika z faktu funkcjonalności urządzenia, czyli konieczności rozmieszczenia potrzebnych przełączników/wskaźników, które ułatwiają nam codzienne użytkowanie xDSD. Na przednim panelu znajdziemy: Po środku pokrętło, które pełni nie tylko funkcję regulacji głośności, ale także włącza i wyłącza urządzenie. Centralna część pokrętła świeci kolorami uzależnionymi od ustawienia głośności. Czytelnie i funkcjonalnie. Po lewej mamy gniazdo słuchawkowe, diodę sygnalizującą z którego wejścia aktualnie korzystamy oraz diodę sygnalizującą jak gęste pliki obecnie są przez nas używane. Dla każdej gęstości pliku osobny kolor (w sumie aż 7 barw), jest więc co pamiętać... lub odpuścić sobie i cieszyć się muzyką oraz jej jakością. Po prawej stronie znajdziemy diodę sygnalizującą włączone dodatkowe filtry (3D+ oraz XBass+, na marginesie, co oni mają w obecnych czasach z tymi plusami 😉 ), oraz przycisk wyboru źródła. A tych jest całkiem sporo: USB, S/PDIF i wspomniany na początku Bluetooth. Przyznam szczerze, że brzmi to gorzej niż wygląda i wydaje się bardziej zagmatwane niż jest w codziennym użytkowaniu. Dla przeciętnie zorientowanej w urządzeniach audio osoby kontakt 2-3 minutowy z urządzeniem da odpowiedź na praktycznie każde pytanie o przedni panel. Tył urządzenia jest klasycznym miejscem przeznaczonym do tego, by wszystko co musi wejść do urządzenia w postaci naszych plików i wymaga podłączonego kabla podłączyć z tyłu. Jest więc główne gniazdo USB typu A (3.0), jest gniazdo coaxial S/PDIF, jest też gniazdo zasilania i ładowania baterii naszego urządzenia. Znajdziemy też przełącznik aktywatora filtra cyfrowego. Urządzenie jest zgrabne, lekkie (127g) i mieści się w przeciętnej kieszeni spodni. FUNKCJONALNOŚĆ: Częściowo o funkcjonalności wspomniałem już powyżej w momencie opisu budowy urządzenia. Jego obsługa jest banalnie prosta i nie wymaga zagłębiania się w dziesiątki stron instrukcji. Od strony użytkownika nie wymaga się wiedzy tajemnej, w zamyśle ma to być urządzenie, które jeśli przychodzi taka potrzeba - łapiemy do ręki i o ile pamiętamy, by je ładować - w dowolnej chwili może z nami udać się na naprawdę długie wycieczki bez potrzeby zapamiętywania o co w tym wszystkim chodzi. Jedynym elementem, który dla niektórych osób będzie bardzo istotny, a wymaga zapamiętania - to kolory diody informującej o gęstości plików i źródle z jakiego aktualnie korzystamy. Jak przypuszczam 99% osób nie będzie sobie nawet zaprzątać tym głowy i oglądać w kieszeni jaki obecnie kolor ma dioda na przednim panelu. Urządzenie doskonale współpracuje z telefonami i tabletami, komputerami (Win i macOS) oraz można do niego podłączyć wszystko to, co posiada wyjście coaxial S/PDIF (odtwarzacze CD, telewizory). Z komputerem łączy się rzecz jasna poprzez port USB. Jako użytkownik macOS praktycznie po wpięciu urządzenia do portu zapomniałem, że wymaga się użytkownika jakiś dodatkowych czynności. System rozpoznał prawidłowo urządzenie, a i programy do odtwarzania plików (w moim przypadku Audirvana+) nie miały z nim żadnego problemu. Do xDSD firmy iFi podłączone zostały także: iPhone Xs max oraz iPad Pro 2018 z najnowszym systemem. Pokrętło głośności działa wyśmienicie, potencjometr daje się wyczuć i zwiększa głośność drobnymi krokami, nie ma w jego działaniu wrażenia zbyt dużych przeskoków czy nagłego nasilania się głośności. Wg. producenta urządzenie w temacie regulacji głośności, urządzenie działa pod kontrolą kości cyfrowej, zapewniającej idealne wysterowanie (skok o jedną decybelę). WNĘTRZE: Producent już na pudełku dumnie informuje nas, że urządzenie działa pod kontrolą kości Burr-Brown od Texas Instruments, która odpowiada za wsparcie dla wszystkich chyba możliwych formatów audio, w tym MQA. Poszukując dodatkowych informacji dowiadujemy się, że kością tą jest Burr-Brown multibit DSD1793 DAC. I znów śmiem twierdzić, że w obecnych czasach dla większości użytkowników informacja o samej kości i jej oznaczenie ma tyle znaczy, co budowa wirówki służącej wzbogacaniu uranu, ale dla maniaków wszelkich technicznych informacji w sieci, na temat w/w kości rozpisywano się już chyba z tysiąc razy. W większości lub w samej większości zawsze pozytywnie. W temacie funkcjonalności warto wspomnieć o samej baterii. Ta działa dłużej, niż większość dostępnych telefonów na rynku. Tak więc możecie być spokojni o czas pracy urządzenia poza domem. Przewodowo poprzez port Lightning iPad'a xDSD pracował po pełnym naładowaniu 6 godzin i 13 minuty. To czas, który należy uznać za bardzo dobry. Wg. producenta czas może zostać znacznie wydłużony kiedy przejdziemy z przewodowego na bezprzewodowe połączenia via BT. Bateria wewnątrz naszego wzmacniacza/DAC'a jest litowo-polimerowa o parametrze pracy 3.8V / 2200mAh. Transmisja Bluetooth z jakiej możemy skorzystać w urządzeniu, to także pełne wsparcie dla aptX. Można więc być spokojnym o jakość muzyki wybierając ten rodzaj transmisji danych pomiędzy naszymi urządzeniami. BRZMIENIE, czyli czy warto: Po wpięciu xDSD do tabletu/telefonu czy komputera przewodowo (USB) dostajemy już od pierwszych chwil czysty, wręcz soczysty i mocny dźwięk. Nie jest przesadnie narzucający się, ale wypełniony I bardziej rozbudowany o elementy brzmienia, które zostały wręcz "wykastrowane" przez telefon/ tablet czy głośniczki laptopa. Zastosowanie filtrów analogowych w postaci 3D Holographic Sound+ i XBass+ jak się okazało w praktyce, nie było przypadkowe i w jednym, konkretnym przypadku przyniosło wręcz znaczną poprawę jakości słyszanej muzyki. Urządzenie testowane było z trzema różnymi słuchawkami, różniącymi się pod względem budowy, przeznaczenia i samej ceny: 1. MEZE AUDIO 99 CLASSICS (w domu) 2. Denon AH-D1200 (w terenie i domu) 3. Sony MDR-XD150 (w domu) To, co dało się zauważyć już w pierwszych chwilach odsłuchu i to bez względu na podpięte słuchawki , to szeroka scena. W przypadku Sony koniecznie z funkcją 3D+, ale o tym poniżej. Scena na tyle szeroka, że w sposób prawie dosłowny instrumenty przestają nam "dudnić w głowie". Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że dzięki xDSD od iFi wreszcie zakładając słuchawki na głowę siadamy przed instrumentami, nie instrumenty wkładamy sobie do głowy. Jest więc bardzo muzykalnie, całość nie jest zbytnio uspokojona, ale znika całkowicie krzykliwość niektórych instrumentów. Odsłuchując album "Miłość" Sorry Boys muzyka zyskała na swoistej gładkości wokalu, przy tym "odkleiły" się od siebie poszczególne instrumenty. Inaczej, kiedy wpinałem słuchawki wprost do MacBook'a Pro - prezentacja muzyki była bardziej atakująca nasze uszy swoistym zlepkiem niektórych instrumentów, po zastosowaniu xDSD instrumenty te stały się osobnymi bytami tworzącymi jedną całość przekazu. Na każdym instrumencie można było z osobna skupić swoją uwagę słysząc smaczki, o których można zapomnieć w momencie rezygnacji z urządzenia marki iFi. Pod względem muzykalności pomimo czystego, mocnego dźwięku jest on bliższy neutralnemu przekazowi, delikatnie zmierzając ku tej chłodniejszej stronie. Nie ma poczucia ociężałości i braku życia w muzyce. Przypomniałem sobie w trakcie odsłuchu xDSD sytuację z innym (o podobnej nawet cenie) już nie produkowanym (i słusznie) wzmacniaczu znanej, audiofilskiej marki. Pozbyłem się go po kilku tygodniach bez żalu, klucha zamiast muzyki i obdarcie wszystkiego co trafiało do słuchawek z życia i przyjemności odsłuchu. W przypadku obecnie testowanego urządzenia nie mamy przesadzonego i zbyt atakującego przekazu, ale nie popełniono błędu idąc w stronę nadmiernego uspokajania słuchanej muzyki. Udało się czerpać wiele przyjemności z odsłuchów, bez względu na słuchany album i gatunek muzyczny. W subiektywnym odczuciu najlepiej wypadła muzyka z dużą ilością instrumentów i dużymi składami. Po włączeniu albumu Dave Brubeck Quartet nie dało się oderwać od muzyki! Fantastyczna wręcz prezentacja sceny i ustawienie muzyków. Zadałem sobie pytanie, czy to urządzenie naprawdę kosztuję niecałe 2000 złotych. Tak, tyle dokładnie kosztuje dając przy tym frajdę, jakby kosztowało co najmniej 2 razy więcej! Na dalszy odsłuch poszły albumy: Jean Michel Jarre "Geometry Love", Roxy Music "Siren" i trzy płytowy soundtrack Vangelis'a z filmu "Blade Runner". Kiedy włączyłem "Spotkanie z Matką" wiersz Gałczyńskiego deklamowany przez Polańskiego był namacalny w każdym słowie, dosłownie czuło się fizyczną obecność. A trzeba napisać wprost, że niektóre duże, stacjonarne zestawy za znacznie większe pieniądze nie radzą sobie z tym utworem, który obnaża ich powierzchowność przekazu. W przypadku urządzenia od iFi było to odczucie wręcz realne, ale nie kłujące nasze uszy. W miejscach przygaszania słów były one odpowiednio uspokajane i łagodnie prowadzone. Po prostu mistrzostwo! Jak urządzenie wypada po przełączeniu się w transmisję bluetooth? I tutaj niestety obnażona została niedoskonałość samego protokołu BT. Pomimo zastosowania aptX, przejście na bezprzewodowy odsłuch ugasiło wiele przyjemności ze słuchanej po USB muzyki. Trzeba przy tym już na wstępie zaznaczyć wprost, że jest to nadal ZNACZNY KROK w przód pod względem poprawy jakości brzmienia względem np.: bezpośredniego parowania słuchawek BT z telefonem. Niestety zanikła w sporej, ale nie całkowitej części ta fantastyczna muzykalność, gęstość przekazu. xDSD i tak bije na głowę swoim przekazem muzyki podawanym do urządzenia bezprzewodowo względem klasycznych rozwiązań (parowanie bezpośrednie słuchawek do urządzeń mobilnych), jest znacznie więcej wszystkiego w tym co słyszymy, a na dodatek mamy nadal obszerną scenę. Jeśli jednak macie wybór, bezwzględnie starajcie się korzystać z połączenia przewodowego! Zależność pomiędzy klasą zastosowanych słuchawek, a jakością muzyki w przypadku tego urządzenia jest znacząca. Pozwoliłem sobie nawet na swoisty mezalians i do urządzenia podpięte zostały bardzo tanie słuchawki nauszne - Sony MDR-XD150. W przypadku tych konkretnych słuchawek doskonale sprawdziło się włączenie na xDSD funkcji 3D+. Słuchawki zyskały na przestrzenności i w czytelny sposób poprawiła się szerokość sceny. Im droższe słuchawki - tym lepiej, jednocześnie całkowicie znika potrzeba stosowania funkcji 3D+. Do testów jak wymieniłem powyżej posłużyły też doskonałe MEZE AUDIO 99 CLASSICS (wersja walnut silver). To już słuchawki dające więcej niż dźwięk zbliżony do audiofilskiego. W połączeniu z testowanym wzmacniaczem zgrały się rewelacyjnie, dając poczucie rzeczywistego uczestnictwa w muzycznym wydarzeniu ("Take Five" Dave Brubeck Quartet). Słuchawki testujemy też z myślą o najbliższym artykule w Magazynie AudioStereo, więc do szerszego opisu MEZE AUDIO jeszcze przyjdzie czas. Na pewno słuchawki te w połączeniu z xDSD dają prawdziwą ucztę melomanom, szukającym prywatności w swoich odsłuchach. Rzecz jasna trudno poruszać się z tego typu konstrukcją po mieście (z drugiej strony - kto zabroni;) ), więc do testów tak "w terenie" jak i w domu posłużyły nam konstrukcje Denon AH-D1200. PODSUMOWANIE: xDSD od iFi to urządzenie na wskroś nowoczesne i świetnie wykonane. Dorównuje jakością wykonania mojemu ulubionemu PHA-3AC. To już powinna być rekomendacja sama w sobie. Dodatkowo jakość prezentowanej muzyki nie pozostawia wiele do życzenia, a patrząc na cenę - jest rewelacyjna. Wzmacniacz z funkcją DAC'a na miarę XXI wieku, któremu nie straszne są nawet najbardziej gęste formaty, można by nawet napisać, że wiele z nich stanowi raczej ciekawostkę niż rzeczywistą potrzebę. Wielkość i waga urządzenia to kolejny atut przemawiający za xDSD. Jeśli kochacie dobre brzmienie poza domem i nie potraficie rozstać się ze swoją ulubioną muzyką, xDSD zagwarantuje Wam wszędzie gdzie tylko zapragniecie muzyką na poziomie bardzo dobrej klasy zestawu Hi-Fi. Dla sporej części użytkowników sprzęt ten stanie się jednym z głównych elementów układanki domowych odsłuchów na słuchawkach. W takim przypadku zdecydowanie łączcie iFi poprzez USB. Patrząc na możliwości xDSD, nie odmówi on współpracy z naprawdę droższymi słuchawkami i do tego wymagającymi. Sam producent zapewnia, że jego urządzenie bez trudu wysteruje nawet bardzo wymagające modele jakie można dostać na rynku słuchawkowym. Urządzenie marki iFi wpisuje się w obecne trendy "muzyka może być słuchana gdziekolwiek tylko się da". Na dodatek dzięki swoim możliwością i jakości uzyskiwanego brzmienia, zrywa ze smutną tradycją marnej jakości plików mp3 "bo słuchamy w drodze". Nasze telefony mają coraz większą ilość pamięci, co umożliwia zabranie ze sobą czasem kilkadziesiąt ulubionych albumów w najwyższej jakości (w tym Hi-Res). Warto to wykorzystać, życie jest zbyt krótkie na byle jakość, a xDSD w sposób zdecydowany wprowadzi Was w świat dobrego brzmienia, gdziekolwiek byście nie byli ze swoją muzyką. Cena 1990 złotych za urządzenie tej klasy nie wydaje się być przesadzona. Funkcjonalność, jakość wykonania i najważniejsze - jakość brzmienia zdecydowanie przemawiają za zakupem xDSD. Dodatkowo czas działania gwarantujący nawet długie odsłuchy w podróży jest atutem ZA nie do odrzucenia. ZAWARTOŚĆ (co dostajemy w pudełku): Całość spakowana jest na miarę 2019 roku. W dzisiejszych czasach wszystko musi być poukładane i w przemyślany sposób spakowane. Tak jest w przypadku produktu iFi. Po otwarciu pudełka dostajemy wszystko, co gwarantuje bezproblemowe korzystanie z urządzenia w naszym codziennym kontakcie z xDSD. Poza samym urządzeniem dostajemy przewody USB do transmisji danych i podpięcia urządzeń mobilnych, wtyk do gniazda S/PDIF, pokrowiec na urządzenie oraz podkładki zabezpieczające. DANE TECHNICZNE: Sygnał USB: PCM768kHz & DSD512 (24.6/22.6MHz) Sygnał S/PDIF Coaxial i Optical: do 192kHz/24Bit Zakres dynamiczny: > 113dB (A) Kontrola głośności: od -101dB do 0dB w krokach o 1dB Moc wyjściowa: 2.82V/500 mW przy 16 Ohm 3.7V/270mW przy 50 Ohm 3.8V/48 mW przy 300 Ohm 3.8V/24 mW przy 600 Ohm Sygał line-out: > 2.1V przy 0dBFS Poziom zniekształceń THD (1V/16R): < 0.005% Impedancja wyjściowa: < 1 Ohm Bateria: 3.8V/2200mAh Wymiary: 95 (dł.) x66.5 (szer.) x19 (wys.) mm Waga: 127g AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Urządzenie do testów dostarczyła firma audiomagic.pl z siedzibą w Warszawie, dystrybutor m.in. takich marek jak: iFi i MEZE AUDIO. Audiomagic.pl ul. Sienna 61 00-820 Warszawa https://www.audiomagic.pl
  7. 1 point
    Jeśli cofniemy się o 15 lat wstecz w temacie Motörhead, przypomnimy sobie świetny koncert kapeli pod wodzą Iana „Lemmy’ego” Kilmistera. Lemmy w Düsseldorfie krzyknął "We are Motörhead. We play rock and roll"... to gdzie ta "trema"? Zapewne takim gigantom mocnego brzmienia wolno przewrotnie definiować swoje odczucia, jakie towarzyszą im w trakcie występów na żywo. Nikt bowiem z fanów nie uwierzy, że po tylu latach ktokolwiek z Motörhead czuje wielką tremę przed czy w trakcie występów. Do tego takich występów! Stage Fright to nie tylko zapis koncertu legendarnej formacji Motörhead jaki odbył się w Dusseldorf Philipshalle w 2004 r. Tak naprawdę to według opinii wielu osób - zapis niesamowitych emocji jaki towarzyszył temu wydarzeniu. Wystarczy wspomnieć o pierwszym utworze, tuż na wejściu - "Dr. Rock" z albumu "Orgasmarton". Motörhead w trakcie koncertu zarazili wszystkich niesamowitą energią, a utwory są mocne, wciągające i do bólu autentyczne. Jeśli ktoś chciałby zrobić zarzut, że Motörhead od lat jest takie same, oczywiście pełna zgoda. Pytanie tylko czy taki "zarzut" dotyczy tylko Motörhead. Bo obok można na szybko wymienić z tuzin kapel, które z każdą kolejna płytą nadal są... takie same. Z drugiej strony po co cokolwiek zmieniać, skoro Motörhead od lat są w miejscu akceptowanym przez siebie i fanów. Nie ma rozczarowań, nie ma eksperymentowania. Formuła kapeli, która wychodzi na scenę lub nagrywa płytę brzmiącą tak, jak tego oczekuje świat - wydaje się być najlepsza. Przy czym warto to napisać - wychodzi na scenę i porusza cały tłum! Zapis koncertu z 2004 roku ma wiele ciekawych momentów i wiele naprawdę wartych zauważenia kawałków. Jak to usłyszałem swego czasu od kolegi - kolejnego fana zespołu "Motörhead nie pierdzielą się w temacie - grają aż urywa d.pę". I taki też jest zapis Stage Fright - kopie emocjami, wciąga jak bagno gdzieś na Mazurach... wystarczy popatrzeć na solo Mikkeya Dee w "Sacrifice" i nie pozostaje nic, poza opadem szczęki. Takie same emocje, jakie towarzyszyły koncertowi, takie też emocje towarzyszą oglądaniu koncertu na DVD lub (najlepiej ze względu na jakość) na Blu-Ray. Spośród wielu znanych i cenionych utworów świetnie wypadają "I Got Mine" ( album "Another Perfect Day") czy "In The Name Of Tragedy" z albumu "Inferno". Zresztą ten pierwszy wymieniony z 1983 w mojej osobistej kolekcji zyskał status wyjątkowej, a nawet kultowej i za każdym razem, kiedy tylko ekipa „Lemmy’ego" sięga po utwory z tego albumu, jest to dla mnie wyjątkowe odczucie. Zapis koncertu dostaniemy w wersjach na CD, DVD czy Blu-Ray i zapewne zdecydowana większość sięgnie po nośnik CD oraz Blu-Ray. Ze względu na jakość niedoścignionym w tym temacie wydaje się Blu-Ray (DTS-HD MASTER AUDIO 5.1 i DTS-HD MASTER AUDIO 2.0) i taki też Wam nośnik proponuję ze swojej strony. Bez względu jednak na to, na jakim nośniku przyjdzie Wam oglądać i słuchać Tremę - gwarantuję, że emocji będzie sporo. A niektórym może nawet urwać przysłowiowo d.pę. Wystarczy cierpliwie poczekać do 28 czerwca, kiedy to "Stage Fright" oficjalnie ukaże się w sklepach. Polecam AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Motörhead Stage Fright - występ legendarnej formacji jaki miał miejsce w Dusseldorf Philipshalle (2004 rok). Lista Utworów: Dr. Rock Stay Clean Shoot You In The Back Love Me Like A Reptile Killers Metropolis Over The Top No Class I Got Mine Tragedy Dancing On Your Grave Ramones Sacrifice Power Brazil Killed By Death Iron Fist Whore House Blues Ace Of Spades Overkill
  8. 1 point
    Dziś już oficjalnie możemy Was powiadomić o podjęciu w szerszym zakresie współpracy AudioStereo z całym zespołem Studia U22. Dzięki wzajemnym staraniom i poszerzeniu zakresu współpracy, AudioStereo stało się oficjalnym partnerem i objęło swoją działalnością wsparcie medialne dla wydarzeń jakie będą odbywać się na Alejach Ujazdowskich 22 w Warszawie. Oczywiście z naszej strony postaramy się zapewnić w najszerszym możliwym zakresie relacje ze spotkań mających miejsce w U22, informując Was o tym co dzieje się na Ujazdowskich w Studio U22. W tym miejscu szczególne podziękowania dla Daniela za pomoc w realizacji naszych projektów, wyrozumiałość i inspiracje. Jeśli jeszcze nie obserwujecie nas na FB i Studio U22 - warto to zrobić, bo tuż po wakacjach będzie działo się naprawdę sporo. Możecie spodziewać się wejściówek, unikatowych płyt z autografami artystów i mnóstwa reportaży (w tym video na naszym kanale YT). https://www.facebook.com/audiostereo/ https://www.facebook.com/studiou22/ Nasz kanał YouTube: https://www.youtube.com/channel/UC3pTKO4lxespX5SiY28p-Tw Studio U22 Warszawa, Aleje Ujazdowskie 22 https://studio-u22.com AudioRecki (Magazyn AudioStereo)
  9. 1 point
    Kiedy przychodzi moment rozmowy o Stingu, zaczynamy się zastanawiać nad tym, która tak naprawdę płyta jest najlepsza. Już nie utwór, a płyta ze względu na dorobek tego nietuzinkowego artysty. Jego płyty to szereg wspaniałych utworów i co za tym idzie - wysyp nagród, w tym aż 17 krotne Grammy! W dorobu artysty są też Złote Globy czy Brit Awards. Sting we wrześniu 1981 zadebiutował jako solista podczas koncertu dla Amnesty International. Zaśpiewał wówczas solowo do dziś uznane za jedne z największych hitów takie utwory jak „Message in a Bottle” czy „Roxanne”. Oczywiście utwory znane już wcześniej z repertuaru zespołu The Police, ale solowe wykonanie Stinga nie umniejszyło kompletnie nic tym świetnym kompozycjom. Sting okazał się świetnym artystą na scenie nie tylko w zespole, ale i podczas solowych występów. To, co ważne w przypadku tych piosenek - są one uznane za hity nie tylko zespołu The Police czy samego Stinga, ale są to kompozycje uznane za jedne z największych hitów współczesnej muzyki. Nie bez powodu wspominam dziś o Stingu (czy przy tej okazji także o zespole The Police). Już na dniach w sklepach pojawi się nowy album - kompilacja największych hitów Stinga. "My Songs" i jego zawartość to jednak nie jest wierna kopia starszych wydań, to spojrzenie na nowo artysty na swój dorobek artystyczny. Sam Sting mówi o swoim nowym projekcie tak: "My Songs to moje życie opowiedziane piosenkami. Niektóre z nich powstały na nowo, inne nieznacznie zmienione, ale każda z nich brzmi współcześnie." Wszystkie utwory jakie trafiły na nowe wydawnictwo zostały dostosowane do obecnych czasów, co ważne z perspektywy fanów - nie tracą ducha oryginałów. Na płycie znajdziemy takie znane utwory jak powyżej już wspomniane "Message In A Bottle", "Roxane", ale także "Every Breath You Take" czy przepiękne "Fields Of Gold" Do albumu dołączono są osobiste notatki artysty, w których Sting odkrywa wiele ciekawych historii związanych z powstawaniem konkretnych utworów. Nowy album jest więc nie tylko odświeżeniem znanych i lubianych kompozycji, ale swoistą celebracją twórczości Stinga. Zarówno solowej, jak i z The Police. Płyta wydana zostanie na winylu i CD. Polecam! AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Za inspirację do napisania tekstu dziękujemy p. Kamilowi z Łódzkiej firmy Gandalf, w którym to już wkrótce będziecie mogli kupić nowy album Stinga https://www.gandalf.com.pl/m/my-songs-pl/ Sting "My Song's" (2019) Lista utworów: 1. Brand New Day 2. Desert Rose 3. If You Love Somebody Set Them Free 4. Every Breath You Take 5. Demolition Man 6. Can't Stand Losing You 7. Fields Of Gold 8. So Lonely 9. Shape Of My Heart 10. Message In A Bottle 11. Fragile 12. Walking On The Moon 13. Englishman In New York 14. If I Ever Lose My Faith in You 15. Roxanne (Live)
  10. 1 point
    Jak zaprzyjaźnione wiewiórki donoszą, już wkrótce jeden z najstarszych i najbardziej znanych sklepów ze sprzętem audio Studio HiFi w Katowicach, planuje przenosiny w nowe miejsce. To nie wszystko, kolejną informacją jaką uzyskaliśmy to fakt, że dzięki uprzejmości właściciela firmy p. Jacka - AudioStereo będzie miało okazję brać udział w oficjalnym otwarciu salonu. Nowy salon to jak mówi szef firmy - nowe możliwości, a co za tym idzie - nowe marki, większy i nowocześniejszy pokój odsłuchowy oraz znacznie bogatsza oferta sprzętowa. W tym, jak dowiedzieliśmy się w dniu wczorajszym - część z oferty nowego salonu trafi do recenzji naszego Magazynu AudioStereo. I nie będą to suche, pisane recenzje! Magazyn AudioStereo wychodzi bowiem na przeciw oczekiwaniom naszych czytelników i sprzęt testowany dla Was będzie także prezentowany w postaci materiału filmowego i udostępniany na naszym kanale YT. Dziękujemy już dziś szefostwu firmy i oczywiście przyjmujemy zaproszenie na ten szczególny event firmy Studio HiFi w Katowicach. Zapraszamy do obserwowania Magazynu, w którym będzie sporo niespodzianek, wiele interesujących testów i materiału audio-video. AudioRecki (Magazyn AudioStereo)
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.