Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 09/22/19 in Artykułów

  1. 5 points
    Kolumny Harbeth 30.1 są średniej wielkości, dwudrożnymi monitorami wykonanymi w układzie Bass Reflex. Obudowa zrobiona jest ze sklejki oraz MDF-u i dostępna w czterech, wariantach wykończenia: (Cherry, Eucaliptus, Rosewood, Tiger Ebony). Obudowa, z czego zresztą Harbeth słynie, jest „grająca”. Projektant wyszedł z założenia, że każda obudowa, wpada w rezonans własny. Harbeth wypracował własny sposób na radzenie sobie z tym problemem. Wiodąca obecnie metoda, zakłada rozwiązanie problemu, poprzez tworzenie jak najsolidniejszej obudowy, z materiałów o różnej twardości i ze wzmocnieniami wewnątrz (np. słynne serie Matrix produkcji B&W). Alan Shaw (właściciel i główny projektant Harbeth) obrał inną drogę. Nie neguje wprawdzie szkodliwego wpływu rezonansu obudowy, ale uważa, że nawet najmocniejsza obudowa i tak nie będzie wolna, od pasożytniczych rezonansów własnych. Zamiast więc z nimi walczyć, spróbował je okiełznać. Uznał, że skuteczniejszym rozwiązaniem jest pieczołowite pomierzenie rezonansów obudowy i dostrojenie jej tak, by rezonanse zostały przeniesione, poza pasmo akustyczne generowane przez przetworniki. Przede wszystkim skupiono się na tym, by w jak największym stopniu oddalono je od pasma 300 Hz - 3 kHz, czyli pasma, w jakim operuje ludzki głos. To pasmo jest w oczkiem głowie projektanta. Po pierwsze, na ten zakres pasma, ludzki słuch jest najbardziej wyczulony i zniekształcenia w tym zakresie są najbardziej drażliwe. Po drugie, protoplasta obecnych Harbethów, był monitorem używanym w studiach BBC, gdzie prócz muzyki, spora ilość materiału opiewała na audycje mówione, stąd też priorytet ustalony na jak najlepszą reprodukcję ludzkiego głosu. Wykonanie kolumn nie zostawia nam nic do zarzutu, ładny fornir, dobre spasowanie oraz równe frezy. Maskownice zasłaniają cały front kolumny i naciągnięte są na metalowym stelażu. Wewnątrz obudowy, wytłumienie cienką gąbką oraz bardzo rozbudowana (jak na dwudrożną konstrukcję) zwrotnica, wykonana ze standardowych elementów elektronicznych, bez żadnych stricte audiofilskich elementów. Alan Shaw uważa, iż strojenie zwrotnicy powinno polegać tylko i wyłącznie na dopracowanym projekcie, wykonanym podczas szeregu pomiarów. W jednym z wywiadów, z pobłażaniem wspomina o firmach, gdzie strojenie polega na „wyciąganiu z wiadra losowych elementów elektronicznych i strojenie na ucho” – czyżby znał zaplecze techniczne, naszych rodzimych manufaktur? Mimo wszystko, sam Producent przyznaje, że finalny efekt, czyli powstały prototyp jest bardzo wnikliwe odsłuchiwany, tyle że dominującym czynnikiem są jednak pomiary. Stąd też kolejna cecha charakterystyczna Harbethów i jeden z sekretów firmy – materiał Radial, z którego wykonywane są membrany głośników nisko-średnio tonowych. Wg producenta, w trakcie ulepszania swoich konstrukcji doszedł do ograniczeń, jakim okazał sam się sam przetwornik. Nie mogąc znaleźć żadnego producenta głośników, który spełniłby Jego wymagania, postanowił stworzyć swój autorski głośnik. W trakcie projektowania i (a jakże) pomiarów, udało mu się wyselekcjonować, najlepszy materiał, z jakiego powinna być zrobiona membrana głośnika. Materiał ten (tworzywo sztuczne) jest obecnie jednym z sekretów firmy i dla użytkownika zewnętrznego znany jest jedynie pod nazwą handlową – Radial. Odsłuch Harbethów to przede wszystkim niesamowita spójność dźwięku. Już po chwili zdajemy sobie sprawę, że ortodoksyjne podejście projektanta i skupienie się na jak najlepszym zestrojeniu „średnicy” owocuje, wyjątkową naturalnością tego pasma. Ciężko zdefiniować, czy wokale są „ciepłe” czy „chłodne” – są po prostu naturalnie brzmiące, przyjemne w odbiorze i zachęcające do wielogodzinnych odsłuchów. Słuchając z tych kolumn, utwory wykonywane a cappella, stają się niezwykle wciągające i pozwalają nam docenić siłę ludzkiego głosu, jako środka wyrazu artystycznego. Jestem w stanie założyć, że nawet kilkugodzinne słuchanie, mówionych audycji radiowych nie zmęczy odbiorcę – dźwięk ludzkiego głosu brzmi tak wiernie i naturalnie, że nie odbieramy go jako syntetycznie odtwarzanego, lecz jako dźwięk wymawiany przez osobę z krwi i kości. Podobną sytuację mamy w zakresie wysokich tonów, są równe, dźwięczne i detaliczne. Niczego nie ukrywają, mamy wgląd w każdy detal nagrania, ale bez zarzucenie słuchacza nadmierną ilością informacji i zdominowania tego zakresu pasma – co często odbierane jest jako „detaliczne” granie… Wysokich tonów jest dokładnie tyle ile powinno być, by usłyszeć każdy szczegół, ale by nie zamęczyć słuchacza. Nie uświadczymy podkolorowania wysokich tonów, więc dla części słuchaczy góra, może wydać się trochę za sucha. Jednakże, po kilku godzinach słuchania i po przywyknięciu do brzmienia Harbethów, zaczynamy właśnie doceniać ten lekko surowy przekaz, jako bliższy naturalnemu. Podsumowując, góra pasma niczego nie ukrywa, ale też i nie dominuje. Brzmienie jest łagodne i naturalne, ale bez niepotrzebnego podkolorowania. Przewodnią cechą Harbethów, jest to, że nie narzucają swojego charakteru. Zasadniczo jest to prawdą, z jedną, małą poprawką na bas. Odniosłem wrażenie, że w tym zakresie jednak słychać charakter, jaki narzucają głośniki – nie jest to w żadnym stopniu wada, gdyż bas posiada odpowiednie wypełnienie i masę, jest dostatecznie szybki i konturowy, ale czuć w nim firmowy charakter Harbetha. Wydaje mi się, iż projektując te kolumny, celem było stworzenie basu, który byłby jak najbardziej uniwersalny i łatwy do okiełznania, zarówno dla pomieszczenia jak i wzmacniacza. Do wysterowania Harbeth 30.1 nada się nawet mocna trioda Single Ended lub lampowy Push Pull o mocy powyżej 30W. Wzmacniacze tranzystorowe powyżej 100W radziły sobie całkiem sprawnie z tymi kolumnami. Bardzo wyraźną zmianę brzmienia uzyskamy w zależności od zastosowanych standów. Mi znacznie bardziej pasował wariant z lekkimi drewnianymi standami – średnica stawała się jeszcze przyjemniejsza, ale kosztem trochę słabszej kontroli na basie. Z kolei solidne, dociążone, metalowe standy poprawiały dolny zakres pasma, przy czym lekko cierpiała na tym średnica. Każdy musi ocenić jaki wariant bardziej mu pasuje, jednak polecam sprawdzić obie opcje przed wyborem standów. Często, w kontekście marki Harbeth słyszę, że albo się je kocha, albo nienawidzi. Osobiście ciężko mi się z tym zgodzić. Moim zdaniem można je kochać – za spójność, za wspaniałą średnicę. Na pewno znajdą się osoby, których nie oczarują, ale nie mogę się zgodzić z tym, że ktoś mógłby je nienawidzić. Nikt, kto słucha muzyki i czerpie z tego radość, nie jest w stanie nie docenić tych głośników. To po prostu bardzo dobre kolumny, a silna pozycja marki, utrzymująca się od czterech dekad, tylko to potwierdza. Specyfikacja techniczna: - Budowa: dwudrożny monitor, bass reflex - Pasmo przenoszenia: 50 Hz - 20 kHz - Impedancja: 6 Ohm - Skuteczność: 85 dB / 1 W / 1 m - Rekomendowana moc wzmacniacza: najlepiej od 25 W - Moc: 150 W - Terminale: pozłacane, 4 mm, możliwość bi-wiringu - Wymiary (wys. x szer. x głęb): 460 x 277 x 285 mm - Waga: 13,4 kg Dystrybucja: Audio System, cena 13500 (za parę) Za dostarczenie do testów, dziękujemy firmie q21 www.q21.pl
  2. 2 points
    Poniżej krótki opis, popularnych obecnie przewodów z kategorii budżetowej. Uważam, że pisanie pełnej recenzji przewodu jest zadaniem bardzo ryzykownym – to, jak odbierzemy dźwięk poszczególnego kabla, uzależnione jest od tak wielu wypadkowych, że łatwo o zakłamanie. Zamiast więc skupiać się na każdym detalu, nad każdą zmianą, jaką daje poszczególny kabel, tylko po to by stworzyć kilkustronicową recenzję, postanowiłem pójść inną drogą. Każdy z przewodów odsłuchałem w kilku różnych systemach i konfiguracjach, tam gdzie udało mi się wyłapać jednoznaczne wnioski, opisałem to. Starałem się pisać ogólnikowo i dać tylko lekkie naświetlenie tematu i kierunek, w jakim dźwięku idą poszczególne przewody po to, by ułatwić poszukiwania osobom wybierającym okablowanie do swojego systemu. Nie chcę, by poprzez recenzję czytelnik podjął pochopną decyzję, dlatego świadomie nie będę opisywał zbyt szczegółowo, by skłonić tym do posłuchania w swoim systemie i wyrobieniu własnych wniosków. Albedo Flat One głośnikowy 2x2,5m (2760zł) Jest kierunkowym kablem głośnikowym, wykonanym ze srebra. Wersja dostarczona do testów posiadała oryginalną konfekcję typu banan. Zamiast potężnych wtyków, wykorzystano cienkie miedziane tuleje, osobiście jestem zwolennikiem takiego wykonania. Moim zdaniem przesadzony wielkością wtyk jest większą przeszkodą dla sygnału niż cienka tuleja miedziana. Oczywiście wygląda niepozornie, ale jestem przekonany, że z punktu widzenia przesyłu sygnału takie rozwiązanie jest korzystniejsze. Wykonanie nie daje żadnych powodów do narzekań, konfekcja solidnie zamocowana i zabezpieczona rurkami termokurczliwymi, na ciemnoczerwony kolor izolacji nałożony czarny nylonowy oplot. Na przewodzie zamieszczono małą, metalową tabliczkę znamionową z logiem producenta, a także strzałką wskazującą kierunkowość kabla. Brzmieniem przypomina stereotypowe srebro ze wszystkimi zaletami i wadami tego materiału. Łagodna góra, ale z mocniejszymi akcentami pojedynczych dźwięków w tym zakresie pasma. Bas krótki i konturowy bez przesadnej masy. Średnica łagodna i lekka. Raczej polecałbym ten przewód do systemów, gdzie równowaga tonalna przesunięta jest w ciepłą stronę i z rozlazłym basem – w takich konfiguracjach przewód ten może się dobrze sprawdzić. Tellurium Q Black II głośnikowy 2x2,5m (1400zł) Kabel głośnikowy, Brytyjskiej marki Tellurium wygląda niepozornie – cienki, czarny przewód o prostokątnym przekroju, przypominającym taśmę. Wygląd niepozorny, ale taki niepretensjonalny wygląd mi akurat pasuje. Głównym zadaniem przecież jest przesyłanie informacji, a nie wizualne upiększanie systemu. Podobnie jak opisywany wyżej Albedo, tutaj także jako konfekcję zastosowano banany uformowane z cienkiej tulei miedzianej. Pierwsze co zwraca uwagę po wpięciu w systemie, to oddech w nagraniu i sporo informacji na średnicy. Otwarta i wyraźnie zaznaczona góra. Duża ilość dolnych zakresów pasma. Polecam aplikować go w spowolnionych systemach z chudym basem. Albedo Monolith Monocrystal RCA (3600zł 1m) Jest kablem sygnałowym RCA, wykonanym ze srebra, przez producenta określonego jako monokryształ. Wykonanie typowe dla Albedo, czyli izolacja dodatkowo zabezpieczona jest nylonowym oplotem, a na przewodzie umieszczona jest tabliczka z logiem producenta, modelem przewodu oraz zaznaczoną kierunkowością. Wtyki wykonane z rodowanej miedzi berylowej. Jego charakterystyka jest dosyć neutralna. Nie narzuca swojego charakteru, nie czuć w nim srebra, nie faworyzuje żadnego z pasm. Pozytywnie zaskoczyła mnie wielobarwność na basie, jaką uzyskałem po wpięciu do systemu. Polecam spróbować u siebie. Tellurium Q Blue USB (950zł 1m) W porównaniu do zwykłego kabla komputerowego uzyskujemy wyraźną poprawę w zakresie mikro informacji ukrytych w wyższych zakresach pasma przenoszenia. Wyraźniej rysuje efekty przestrzenne, tło nagrania, pogłosy. Dzięki temu odtwarzana muzyka staje się bardziej barwna, muzycy w nagraniu stają się namacalni, odnosi się wrażenie obecności muzyków w pokoju. Różnice nie są duże, ale po przesłuchaniu materiału z tym kablem, powrót do zwykłej komputerowego przewodu zaczyna doskwierać. Osobiście dążę zawsze do ominięcia standardu USB w systemie, ale jeśli ktoś jest zwolennikiem tego standardu, przewód ten na pewno pokaże więcej w systemie, niż zwykły przemysłowy kabel komputerowy USB. ----------------------------- Tellurium Q Blue USB – cena 950 zł, dystrybucja: SZYMAŃSKI AUDIO Tellurium Q Black II głośnikowy – cena 1400 zł za 2x2,5m, dystrybucja: SZYMAŃSKI AUDIO Albedo Flat One głośnikowy – cena 2760 zł za 2x2,5m, dystrybucja: AUDIO-CONNECT Albedo Monolith Monocrystal RCA – cena 3600 zł za 1m, dystrybucja: AUDIO-CONNECT Za dostarczenie do testów, dziękujemy firmie q21 www.q21.pl
  3. 2 points
    O marce Pylon Audio można napisać dużo i będą to w większości pozytywne opinie. Od 2011 roku firma coraz śmielej konkuruje nawet z największymi markami, zdaniem niektórych melomanów - nie odstając od konkurencji nawet na krok. To powoduje, że przez ostatnią prawie dekadę uzbierała się spora rzesza miłośników konstrukcji Pylon Audio, przy okazji było także sporo pozytywnych recenzji kolumn tej firmy. Jak widać na przestrzeni tych zaledwie kilku lat, Pylon Audio pracuje nad coraz ciekawszymi konstrukcjami oraz co nie mniej ważne - poszerza dzięki nowym konstrukcjom rzeszę swoich odbiorców wśród melomanów i audiofilii. Tym razem firma postanowiła zaskoczyć wszystkich swoją całkowicie nową konstrukcją, która już od pierwszego wejrzenia potrafi przyciągnąć swoim designem i fantastyczną jakością wykonania. Dzięki uprzejmości Pylon Audio i firmy Audiotrendt z Krakowa mieliśmy przyjemność testować (przedpremierowo) model Ruby 30. Czas leci nieubłaganie więc nadszedł ten dzień, w którym można już oficjalnie zaprezentować nową kolumnę podłogową i nie bez przesady napiszę, że jest to jeden z tych momentów, które mogą wpisać się w plany zakupowe wielu klientów kolumn na rok 2019. Nie będzie nawet odrobiny nadużycia stwierdzenie faktów, że kolumny są f a n t a s t y c z n e w pełnym tego słowa znaczeniu. Rzecz jasna w naszych warunkach nie pokazały jeszcze pełnię swoich możliwości (za pewne zbyt krótko je posiadamy), ale już od pierwszego momentu zaprezentowały dźwięk na bardzo wysokim poziomie. Dźwięk zrównoważony, kreują niesamowicie pełny dźwięk w pełnym zakresie, fantastyczny jest dół - bardzo różnorodny i przy tym schodzi naprawdę nisko. Warto w temacie niskich tonów zaznaczyć, że w żadnym momencie nie dochodzi do zakrywania pozostałych pasm. Góra nie czaruje i nie oszukuje - jeśli więc ktoś kocha przesadnie nasycony górny zakres częstotliwości, wręcz zahaczającą o nienaturalną prezentację - niech szuka dalej. Ruby 30 nie będą udawać, że staną się "mistrzami wysokich tonów", raczej pokażą to wszystko co w danej muzyce zostało zarejestrowane, nie wyciągając niczego "ponad". Ale dzięki temu zapunktowały w bardzo istotnej rzeczy, która w momencie wyboru kolumn bywa jednym z głównych elementów przeważających co do zakupu danej konstrukcji. Nie są w żaden sposób męczące, słuchanie muzyki na Pylon Audio Ruby 30 jest wręcz ogromną przyjemnością, a do tego potrafią w pełni oddać instrumenty (szczególnie dobrze wypadły duże składy zespołów oraz muzyka zarejestrowana na żywo), wokale są namacalne, ciepłe i bardzo bliskie naturalności. Rzecz jasna absolutnie wszystko jest rzeczą subiektywną i nie sposób opisać w pełni konstrukcji tak, by każdy w pełni odniósł to do swoich oczekiwań czy wyborów. Jeśli jednak planowaliście lub planujecie w najbliższym czasie zakup kolumn podłogowych - koniecznie posłuchajcie Ruby 30, kolumny warte są "grzechu" ze względów na brzmienie godne najlepszych konkurentów na rynku, jakość wykonania i fantastyczny design. Zapewne za kilka kolejnych dni nowa konstrukcja Pylona Audio odkryje jeszcze kilka interesujących smaczków, co tylko zachęca do dalszych odsłuchów na tych kolumnach. Okazuje się także, że ten model bardzo podoba się płci pięknej i pomimo faktu, że nie jest to najmniejsza kolumna - została ciepło przyjęta za swój wygląd. Na szczegółowe testy, recenzje i opinie zapewne jeszcze przyjdzie czas. Kolumny dopiero wchodzą na rynek i przed nimi długa droga, by w pełni pokazać swoje możliwości, jednak przyznam subiektywnie szczerze - Ruby 30 mają szansę zaskarbić sobie spore grono wielbicieli. Dla wielu osób kolumny te mogą stać się doskonałym towarzyszem do posiadanego zestawu audio na kilka najbliższych lat! Pytanie czy więc warto było czekać na nową konstrukcję rodzimej marki? Naszym zdaniem jak najbardziej tak, ale co oczywiste - żadne testy, recenzje, czy reklama nie oddają prawdziwości tego, co oferuje dany produkt na żywo. Warto więc poświęcić swój czas i posłuchać (najlepiej we własnym systemie) w/w konstrukcji. AudioRecki Do testów wykorzystane zostały: wzmacniacze: Fezz Audio "Titania" , Moon 250i odtwarzacz plików: Ayon S-3 (wraz z programem Audirvana Plus) Muzyka: Anne-Sophie Mutter & John Williams Across The Stars (Ltd. Digipack) Max Richter OST: My Brilliant Friend God Is An Astronaut: Age of the Fifth Sun Za przedpremierowe dostarczenie kolumn do "posłuchania" specjalnie dla Magazynu audiostereo serdeczne podziękowania dla p. Jurka z firmy audiotrendt i całej ekipy Pylon Audio! https://audiotrendt.com.pl http://www.pylonaudio.pl
  4. 2 points
    Na rynku audio temat kolumn wydaje się niekończącym spektaklem poszukiwań, przy tym częstym wyborem melomanów padają konstrukcje znane i cenionych marek. Melomani dokonując takiego, a nie innego wyboru decydują się na wybór kolumny "X" , bo liczy się w głównej mierze świadomość stosowanych technologii i zdobytego doświadczenia na przestrzeni często wręcz dekad. Ale rynek nie znosi próżni, a pomysłowość oraz pęd ku polepszaniu pewnych rozwiązań i przy okazji rozwijanie własnych pomysłów, powoduje powstawanie nowych, przy tym całkiem udanych konstrukcji. Taką "nową drogą" i "nowym pomysłem na uzyskiwane brzmienie" jest firma Fyne Audio. Marka ta nie jest całkiem nowa, a i jej podstawy oparte są na znacznie starszej i przy tym bardzo cenionej marce. Fyne Audio została powołana przez ludzi, którzy dysponują olbrzymim doświadczeniem zdobytym w szkockiej firmie Tannoy. Tak więc nie mam mowy o garażowych wygłupach "pana Mietka", który oferuje "high end'owe konstrukcje" lutując kabelki i strojąc na ucho każdą kolumnę z osobna. Nic z tych rzeczy! Fyne Audio to konstrukcje od podstaw zaprojektowane przez inżynierów mających ogromny zasób wiedzy, przy okazji w swoich kolumnach stosujący wiele doskonałych, autorskich rozwiązań. Zaznaczmy przy tym bardzo wyraźnie, ludzie ci posiadają przy tym odpowiednie zaplecze produkcyjne i pomiarowe, gwarantujące produkt powtarzalny, jednocześnie będący doskonale wykonany. Do naszych testów dzięki uprzejmości firmy Audiotrendt z Krakowa oraz dystrybutora marki na Polskę firmy EIC, otrzymaliśmy kolumny oznaczone symbolem F702. Patrząc na ofertę firmy dostrzeżemy, że F702 są konstrukcjami z górnej - topowej serii, lecz nie najwyższej. Nad testowanym modelem pozostaje jeszcze jedna konstrukcja, high end'owe F1-10. Wracając do naszych testowanych F702, sam producent określa je jako "ekskluzywne kolumny". Pojawia się przy tym informacja, że kolumny te oparte są w dużym stopniu o topowy model: "przeanalizowano wszystkie technologie i rozwiązania techniczne zastosowane we flagowym modelu Fyne Audio F1, stworzono ich odpowiedniki, a te wykorzystano w najnowszych konstrukcjach, których ceny są znacznie przystępniejsze niż cena pierwowzoru". Czy wobec tego za "w miarę" przystępną cenę do rąk klienta trafia produkt dobrze brzmiący, zbudowany w oparciu o najlepsze rozwiązania i doświadczenie ludzi wychodzących z dużej i cenionej marki? Pozostaje więc sprawdzić jak wygląda to w praktyce. Do naszych testów (obok F702) użyliśmy jako sprzęt towarzyszący: - wzmacniacz zintegrowany MOON 340I X - odtwarzacz sieciowy AYON S-3 - wzmacniacz lampowy Audio-Hungary - okablowanie głośnikowe: Chord Signature Reference - okablowanie RCA: Zacznijmy (w telegraficznym skrócie) od użytych technologii w F702. Fyne Audio stawia w głównej mierze na takie rozwiązania jak IsoFlare i port BassTrax Tractrix. IsoFlare oznacza współosiową konstrukcję głośnika, tworzoną przez dwa zintegrowane przetworniki. Jest to nic innego jak w pewnym stopniu nawiązanie do konstrukcji firmy Tannoy, ale przy okazji Fyne Audio stosuje własne (czyt. inne) rozwiązania. Mowa tutaj o samym zawieszeniu głośnika oraz jego budowę. Port BassTrax Tractrix z kolei wg. zapewnień inżynierów firmy ma powodować zdecydowanie lepsze rozprowadzanie niskich tonów, przy okazji gwarantując użytkownikowi znacznie swobodniejsze ustawienie kolumn w pokoju odsłuchowym. Technologie i zapewnienia producenta to jedno, zasadnicze pytanie "jak to wszystko brzmi brzmi i czy Fyne Audio F702 na ciasnym rynku kolumn mają szansę na odniesienie przynajmniej w minimalnym stopniu sukcesu?" WYKONANIE: F702 są naprawdę spore (1111 mm) i nawiązują swoimi gabarytami oraz wykonaniem do najlepszych konkurentów na rynku. Nie są przy tym w żaden sposób przytłaczające i w razie potrzeb lub osobistych preferencji można je ulokować w pomieszczeniu o średnim metrażu. Rzecz jasna głównym miejscem tego modelu powinny być pokoje o ciut większej powierzchni, ale i w mniejszych pokojach powinny się sprawdzić. To, co rzuca się na pierwszy plan to doskonałe wykonanie, w przypadku testowanego egzemplarza czarny połysk (fortepianowa czerń) robi pozytywne wrażenie, a bliższy kontakt z kolumną tylko utwierdza nas w przekonaniu, że kolumny nie bez powodu określane są przez producenta jako "ekskluzywne". Jeśli tylko klientowi pasuje wykończenie w postaci czarnego połysku, nie zawiedzie się w żadnym przypadku na jakości wykonania F702. Na osobne kilka zdań zasługuje cokół kolumn Fyne Audio. Ważną kwestią jest wkręcenie do niego dostarczonych kolcy. O tyle jest to czynność ważna, że ma ogromny wpływ na uzyskiwane końcowe brzmienie. Kolejną kwestią (nie pomijalną w tym przypadku) jest jakość cokołu i jego wykonanie. Nie ma mowy o jakimkolwiek oszczędzaniu na czymkolwiek. Cokół wykonano dbając o najwyższą jakość i funkcjonalność tego jakże ważnego elementu w przypadku tych kolumn. Z tyłu znajdziemy wysokiej klasy podwójne przyłącze do podpięcia okablowania bi-wire. BRZMIENIE: Podłączaliśmy w czasie testów kolumny do 2 posiadanych wzmacniaczy, w jednym przypadku był to wzmacniacz lampowy, w drugim konstrukcja firmy MOON z serii Nēo. Za źródło posłużył świetnie brzmiący streamer AYON S-3, który odtwarzał w trakcie testów pliki "zwykłe" jak i oznaczone jako Hi-Res. To, co słychać już od pierwszej chwili to niesamowita przestrzeń. Kolumny grają tak, jakby były rozsunięte zdecydowanie bardziej, niż w są rzeczywistości. Kolejną dla tych kolumn cechą wysuwająca się na pierwszy plan jest dynamika brzmienia i zdolność do prezentacji poszczególnych instrumentów. Są doskonale czytelne, nie następuje w żadnym przypadku maskowanie jednego dźwięku przez drugi. Nie bez znaczenia w sferze tonów średnich jest wokal. Jego naturalność i swoboda prezentacji w pełni oddaje to, co zostało zawarte w nagraniu. Średnica w pewnym stopniu przypomina brzmienie kolumn marki Tannoy, ale nie jest to w żadnym przypadku zarzut, a swoisty komplement pod adresem tych kolumn. Wysokie tony grają tak, by nie zmęczyć słuchacza już od pierwszej chwili, z drugiej strony w absolutnie żadnym momencie nie mamy poczucia ich nieobecności czy idąc w drugą stronę - narzucania się. Wysokie w dużym uproszczeniu prezentują formę nowoczesnej prezentacji tego zakresu dającą się polubić, nie tworząc przy tym odrębnego przekazu oderwanego od całości. Są przy tym bardzo precyzyjne tam, gdzie ich zadaniem jest zaznaczać swoją obecność w nagraniach. Niskie powinny być opisane w osobnym temacie. Ich masywny charakter nie powinien nikogo dziwić. Sama kolumna nie jest mała, co w efekcie powoduje wrażenie dźwięku dużego z naciskiem swobodę przekazu. Z jednej strony mamy kolumny zdolne do przenoszenia sporych mocy i tworzenia sporej wielkości planów (wręcz koncertowe brzmienie), z drugiej strony nie ma żadnych problemów, by wykorzystywać je do wieczornych odsłuchów muzyki mniejszych składów, muzyki stonowanej i budowanej na emocjach wynikających z detali. Jednak F702 pokochają w głównej mierze fani rock'a, dla których gitara musi brzmieć autentycznie, a riffy muszą mieć sporą siłę przekazu w dużej mierze wysuwającą się w pewnych momentach na pierwszy plan. Nie jest to kolumna w 100% uniwersalna, bas prezentowany prze te kolumny jest świetnie dociążony i doskonale kontrolowany (bez względu na poziom głośności). Ogromny wpływ na jakość niskich tonów ma BassTrax Tractrix. Całość przekazu zamyka się także w bardzo dobrze odwzorowanej scenie, każdy słuchający tych kolumn bez trudu rozpozna instrumenty i ich umiejscowienie. Nie bez znaczenia w tym przypadku jest prezentacja instrumentów zgodnie z ich wielkością. Bez względu na rodzaj nagrania (gatunek muzyczny) nie mamy poczucia zaburzonej wielkości poszczególnych instrumentów. Gdybym jednak miał wybrać najlepsze z możliwych gatunków dla tych kolumn, wybrałbym dla nich rock'a, dobrze brzmiącą elektronikę (i pochodne) oraz większe składy jazzowe. Kolumny tej wielkości i z taką żywiołowością w przypadku muzyki o małej ilości instrumentów nie będą (pomimo oczywistej poprawności prezentacji nagrań) w pełni pokazywać swoich atutów. A do nich należy zaliczyć świetną dynamikę, głębię i szerokość sceny. To kolumna w głównej mierze kierowana do osób szukających muzyki "z prądem", ale co ważne - w chwilach potrzeby wybrania spokojniejszych nagrań - nie zawiodą właściciela. I nie oszukujmy się... do małych pomieszczeń zdecydowanie modele niższe, F702 nie będą dobrym wyborem dla osób ustawiających kolumny na małej przestrzeni pomiędzy szafą, a regałem z TV. PODSUMOWANIE: Dostarczone do testów kolumny Fyne Audio pokazują, że na rynku jest miejsce dla nowych pomysłów i nowych konstrukcji - pod warunkiem, że kolumny te mają coś do zaoferowania klientom, a nie tylko udają konkurencję dla istniejących marek. W przypadku F702 nie ma mowy o nudzie czy niezadowoleniu z ich wyboru, byle świadomie dobrać je do wielkości swojego pomieszczenia i rodzaju słuchanej muzyki. Ważnym elementem jest dobór elektroniki towarzyszącej do tych głośników. Wzmacniacze o małej mocy nie pokażą w pełni możliwości F702 w temacie prezentacji instrumentów. Z drugiej strony pomimo faktu, że kolumna nie jest w 100% uniwersalna - z odpowiednią elektroniką będziemy mieli możliwość kreowania odpowiedniego dźwięku (wg. własnych oczekiwań). Po Fyne Audio F702 powinni w głównej mierze sięgać melomani mający prąd zamiast krwi, a muzyka jaka uspokaja ich po całym "trudzie dnia" opiera się o solidną porcję gitar czy dobrej elektroniki. Świadomy audiofil uzyska z tych kolumn doskonałe brzmienie, często jakością brzmienia ponad to, za ile przyjdzie nam zapłacić za F702. AudioRecki Do testów kolumny dostarczone zostały przez Polskiego dystrybutora marki Fyne Audio - firmę EIC oraz autoryzowanego sprzedawcę Fyne Audio, firmę Audiotrendt z Krakowa. https://audiotrendt.com.pl https://www.eic.com.pl Moc ciągła: 100 W Skuteczność: 92dB (2.83 Volt @ 1m) Zalecana moc wzmacniacza :30- 200 W Impedancja: 8 Ω Pasmo przenoszenia: 30 - 34 000 Hz Wymiary (W x G x S) 1111 x 384 mm x 440 mm
  5. 1 point
    Little Dot MK II czyli „Mała kropka” to chiński wzmacniacz lampowy pracujący w klasie A. W komplecie otrzymujemy: kabel zasilający, kabel RCA oraz przejściówkę 6,3 mm. Fabrycznie wzmacniacz wyposażony jest dwie pary lamp: 6N6 zasilające i 6JI sterujące. Obudowa wzmacniacza jest wykonana z czarnego aluminium, to prosta konstrukcja, można powiedzieć surowa. Ja osobiście wolę taki styl podobny trochę do Naima czy Hegla, bez zbędnych udziwnień czy ozdobników. Jego wymiary to 210 x 110 x 130 mm i waga 2,5 kg. Na froncie mamy tylko pokrętło volume oraz wejście słuchawkowe. Z tyłu jest gniazdo zasilania z włącznikiem oraz dwie pary gniazd RCA na wejście i wyjście sygnału. Od spodu umieszczono 4 gumowe nóżki, dzięki czemu wzmacniacz stoi stabilnie i nie przesuwa się na blacie. Wzmacniacz może współpracować, z różnymi lampami 6JI, WE403A/B, GE5654, M8100, CV4010, EF95,a poprzez przełączaniu zworek również z EF92, CV131. Little Dot posiada też regulację wzmocnienia i możliwość dopasowania do słuchawek o odpowiedniej skuteczności. W tym celu musimy odkręcić spód obudowy, gdzie umieszczono dwa switche, których kombinacja pozwala ustawić odpowiedni gain i dopasować wzmocnienie do impedancji posiadanych słuchawek. (patrz instrukcja). Jak brzmi wzmacniacz kosztujący niespełna 600 zł ? Jesteście ciekawi? Ja bardzo. Po rozgrzaniu lamp zaczynam słuchać nowego albumu Kirka Whalum „Humanite” i powiem Wam, że dźwięk robi wrażenie, ciepły, wypełniony, barwny jak na lampę przystało. Bas schodzi nisko, jest dociążony, ale jednocześnie zróżnicowany i rozdzielczy. Wielobarwność niskich tonów jest wyraźnie słyszalna w „Standing on the stairs” Anjani. Średnica brzmi naturalnie, nie jest wypchnięta, ani wycofana, wzmacniacz nie koloryzuje jej. Mimo tego wokale brzmią barwnie, a zarazem realistycznie. Wysokie tony nie męczą, nie są krzykliwe, słyszymy wszystkie „przeszkadzajki” i ozdobniki. Pokusiłam się jeszcze o zmianę kabla zasilającego „ no name” na PC-2EVO firmy Lucarto Audio. Zmiana była słyszalna, poprawiła się przejrzystość wysokich tonów i średnich, zwiększyła rozdzielczość, ale nie zapominajmy, że ten kabel kosztuje więcej niż cały wzmacniacz. Sprzętem porównawczym w teście był Aune X1s 10th anniversary oraz Alberto – Lucarto Audio. Aune zagrał rozdzielczo, analitycznie z mocnym, szybkim basem, ale brakowało mu nasycenia i lampowego ciepła w stosunku do Little Dot MK II. Natomiast Alberto to przestrzeń, powietrze, szeroka scena połączona z lampowym nasyceniem i ciepłem. Byłabym jednak niesprawiedliwa, porównując wzmacniacz z wyższej półki i mówiąc, że Alberto wypadł dużo lepiej niż nasza testowana „mała kropka”. Uważam, że w odniesieniu cena do jakości wzmacniacz, jest bardzo dobrą propozycją i na pewno warto go posłuchać i brać pod uwagę szukając sprzętu słuchawkowego za rozsądne pieniądze. SPECYFIKACJA TECHNICZNA Typ: SEPP OTL Wejście: Pozłacane gniazda RCA Wyjście: Wyjście słuchawkowe jack 6,3 mm Lampy sterujące: 6JI Lampy mocy: 6N6 Pasmo przenoszenia: 20Hz - 50KHz (-1dB) THD+N: 0,1% (50mW przy 300 ohm) Odpowiednia impedancja słuchawek: 32 - 600 ohm Impedancja wejściowa: 50 tys. ohm impedancja wyjściowa przedwzmacniacza: 600 ohm Wzmocnienie przedwzmacniacza 3 - 10x (kontrolowane za pomocą przełączników wzmocnienia) Napięcie przedwzmacniacza: 10 V RMS Maksymalne napięcie wejściowe: 4 V RMS Obwód przedwzmacniacza zawiera zarówno lampy sterujące i lampy mocy Moc wyjściowa: 300 mW dla 300 ohm; 200 mW dla 120 ohm; 100mW dla 32 ohm Pobór mocy: 28 W (228V x 0,124 A) Wymiary: 210 x 110 x 130 mm Waga: 2,5 kg System testowy: Pliki: Raspberry PI4 + Allo DigiOne Signature z wgranym MoodeAudio 6.3, Roon Bridge oraz laptop z programem Foobar 2000 DAC: Hegel HD25, IFI XDSD Wzmacniacz: Lucarto Audio Alberto HPA200, Aune X1s 10th anniversary Interkonekty: Haiku Audio, Albedo Flat One Kabel USB: Lucarto Audio, Taga Harmony TUD Sieciówki: Lucarto Audio PC -2EVO Słuchawki: MEZE 99 Classic [email protected] Dystrybucja: www.audiomagic.pl Cena – 590,00 PLN
  6. 1 point
    O ile mnie pamięć nie myli obiekt dzisiejszej recenzji jest bodajże pierwszą konstrukcją o napędzie bezpośrednim jaka do tej pory zagościła w naszej redakcji. Oczywiście na samym forum frakcja akolitów czysto vintage’owych, bądź stanowiących raz mniej, raz bardziej udane wariacje na temat kultowych Technicsów jest nad wyraz aktywna, jednak na same testy nic takowego do nas nie dotarło. Co ciekawe, nawet w pełni zautomatyzowana Audio-Technica AT-LP3 posiadała napęd paskowy. Kiedyś jednak musi być ten pierwszy raz, więc niepotrzebnie nie przeciągając wstępniaka pozwolę sobie jedynie zaanonsować, iż tytułowy, sygnowany przez Audio Technicę model AT-LP120XUSB może pochwalić się właśnie Direct-Drivem, a tym samym niejako otwiera nowy rozdział naszego magazynu. I jeszcze tylko w ramach niezobowiązującej dygresji młodszym miłośnikom analogu pragnąłbym przypomnieć, iż oprócz ww. sposobów przenoszenia napędu na talerz historia zna jeszcze trzecią metodę – poprzez kółko pośredniczące czyli „iddler drive” obecne np. w cieszącym się w pełni zasłużoną popularnością Lenco L75. Uwspółcześniona, bo warto dodać iż AT-LP120XUSB jest udoskonaloną wersją AT-LP120-USB (mniej uważnym czytelnikom wyjaśniam, iż chodzi nie tylko o „X” w nazwie, lecz również inne rozmieszczenie przycisków, lampki i wkładkę – dotychczas AT-95E), 120-ka utrzymana jest w nazwijmy to „klasycznie DJ-skiej” stylistyce. W budzącej zaufanie swą wysokością plincie zamontowano nowy silnik DC, na którego oś zakładamy solidny, odlewany aluminiowy talerz i dedykowaną filcową matę. Ramię to aluminiowa „eSka” uzbrojona we wkładkę AT- VM95E Dual Magnet zamontowaną na firmowym headshellu AT-HS6. Od strony ergonomicznej trudno o większą intuicyjność. Lewy róg okupuje obrotowy włącznik główny z czerwonym stroboskopowym wskaźnikiem prędkości i trudny do przeoczenia przycisk Start/Stop, oraz dwa mniejsze odpowiedzialne za wybór prędkości obrotowej, za regulację której odpowiada z kolei usytuowany wzdłuż prawej krawędzi suwak obsługujący zakres +/-8% lub +/-16% a o blokadę dba stabilizowany kwarcowo Pitch Lock. Miłym dodatkiem jest niewielka lampka montowana w gnieździe „słuchawkowym” (jack) oświetlająca obszar umieszczania wkładki na płycie. W stosownej wnęce na „plecach” plinty umieszczono parę wyjść analogowych RCA, zacisk uziemienia i port USB, gdyby kogoś naszła ochota na digitalizację posiadanej płytoteki. Do wykonania tej operacji Audio-Technica zaleca darmowe oprogramowanie Audacity, ale nic nie stoi na przeszkodzie sprawdzić w boju produkty konkurencji. Niby jest z tym nieco więcej zabawy aniżeli w przypadku praktycznie bezobsługowego Denona DP-450USB https://www.audiostereo.pl/magazyn/recenzje/recenzje-zrodla/denon-dp-450usb-r695/ , ale biorąc pod uwagę blisko dwukrotną różnicę w cenie nie ma co drzeć szat. Konstrukcję posadowiono na czterech plastikowych elastycznych a jednocześnie umożliwiających w miarę precyzyjne wypoziomowanie nóżkach a w komplecie nie zabrakło praktycznej, uchylnej akrylowej pokrywy. Bardzo pozytywne wrażenie robi również zaskakująco masywny i solidny zasilacz. Jak to zwykle u Japończyków bywa gramofon przychodzi nie tylko świetnie zapakowany, co w stanie gwarantującym, że od momentu rozpieczętowania pudła, do chwili uruchomienia bez zbędnego pośpiechu nie powinien upłynąć nawet kwadrans. Montaż jest w pełni intuicyjny, dokładnie rozrysowany (oczywiście w instrukcji) i nawet osobom wkraczającym w świat analogu nie powinien nastręczać najmniejszych trudności. Ot po wypakowaniu zarówno napędu, jak i wszystkich poukrywanych we wnękach styropianowego profilu akcesoriów wystarczy wypoziomować korpus, założyć na oś silnika talerz i matę a następnie uzbroić ramię w fabrycznie zamontowaną na headshellu wkładkę, ustawić przeciwwagę i anty-skating. Następnie ogarnąć kabelkologię, wybrać, czy będziemy korzystali z zewnętrznego, czy wbudowanego phonostage’a i zabrać się do słuchania. A właśnie słuchanie. Ponieważ dostarczony przez dystrybutora - Sieć Salonów Top HiFi & Video Design egzemplarz wydawał się być fabrycznie „nieśmiganą” nówką pierwszych kilkanaście „przebiegów” wykonałem na sucho – w tzw. międzyczasie słuchając innego źródła a zamontowaną na 120-ce wkładkę docierając na którymś z wydanych przez węgierski Hungaroton albumie „Omegi”. Dopiero po takiej rozgrzewce zabrałem się do bardziej krytycznych sesji z nieco bardziej współczesnymi tłoczeniami i repertuarem. Na pierwszy ogień poleciały trzy granatowe krążki – dwupłytowy „Wasteland” Riverside i „Cure For Pain” Morphine. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z rodzimym, wyśmienicie podanym i zagranym prog-rockiem z wszelkim dobrodziejstwem inwentarza, czyli zarówno z zagmatwanymi tempami, jak i osadzonymi we floydowskiej stylistyce łkającymi gitarami. Nie da się ukryć, że przy tego typu muzyce źródło pozbawione umiejętności stworzenia odpowiednio napowietrzonej i obszernej sceny, przy jednoczesnym pamiętaniu o solidnym basowym fundamencie nie ma za bardzo czego szukać. Tymczasem uzbrojona w nową wersję 95-ki Audio-Technica całkiem dziarsko sobie radziła z rzucanymi jej pod nogi muzycznymi kłodami. Oczywiście w skali bezwzględnej bardziej ambitne przetworniki MC mają zdecydowanie więcej w tej materii do zaoferowania, lecz proszę mieć na uwadze, iż mowa o wkładce za około 250 PLN a nie przynajmniej dziesięciokrotność owej kwoty. Dlatego też z twardo będę stał przy zdaniu, iż za te pieniądze efekt jest zaskakująco pozytywny. Jest drive, mikro i makro dynamika a bas przyjemnie masuje trzewia. Nieco wyżej poprzeczkę stawia trudna do definiowania mieszanka Rocka, jazzu i bluesa spod znaku Morphine, gdzie prócz w miarę normalnej perkusji, bas potrafi mieć tylko dwie struny a pierwsze skrzypce gra … saksofon barytonowy. Tutaj bowiem akcent postawiony został na feeling, flow i barwę, z czym budżetowy Japończyk również nie miał najmniejszych problemów, oferując gęsty i mocny przekaz z sugestywnie wyeksponowaną średnicą i soczystymi barwami. W podobnej stylistyce zaprezentowany został „You Want It Darker” Leonarda Cohena z niezwykle namacalnie poprowadzonym wokalem i świetną równowagą pomiędzy jedwabistością i chrypką nieodżałowanego barda. Pół żartem pół serio przy tak nastrojowym materiale detale natury technicznej przestają mieć jakiekolwiek znaczenie a dla osób chcących poczuć odmieniana ostatnimi czasy przez wszystkie przypadki „magię analogu” trudno o lepszy przykład. Powyższe uwagi dotyczą grania z fabrycznie zamontowanego phonostage’a, gdyż przesiadka na zewnętrzną, wyższej klasy jednostkę wprowadza ww. konstrukcję na zdecydowanie wyższy pułap. Oczywiście w dalszej perspektywie wydaje się rozsądnym pomyśleć również o wymianie samej wkładki, co powinno zapewnić użytkownikom długie lata względnego spokoju i mozolnego budowania własnej płytoteki. Śmiem twierdzić, iż Audio Technica AT-LP120XUSB jest konstrukcją ze wszech miar bardziej przyjazną nieopierzonym akolitom czarnej płyty aniżeli oparte o napęd paskowy modele. Jej montaż i kalibracja nie wydaje się bardziej skomplikowana od zestawu popularnych duńskich klocków z przedziału wiekowego 12+ a solidność wykonania daje nadzieję na długą i bezawaryjną pracę. Ponadto nie należy zapominać o dźwięku, który w tym segmencie jest naprawdę bardzo konkurencyjny i wart zainteresowania. Marcin Olszewski System wykorzystany podczas testu: – CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) – Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini – Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177 – Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5 – Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp – Końcówka mocy: Bryston 4B³; Accuphase P-4500 – Kolumny: Dynaudio Contour 30 – IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond – IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference – IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200 – Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Audiomica Laboratory Pebble Consequence USB; Fidata HFU2 – Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable – Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF – Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R) – Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R) – Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform – Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Laboratory Anort Consequence – Stolik: Rogoz Audio 4SM3 Dystrybucja: Sieć Salonów Top HiFi & Video Design Cena: 1 199 PLN (czarny), 1 099 PLN (srebrny) Dane techniczne Wkładka: AT-VM95E (MM) Headshell: AT-HS6 Typ: manualny Silnik: DC Napęd: bezpośredni Dostępne prędkości: 33-1/3 RPM, 45 RPM, 78 RPM Regulacja obrotów: +/-8% lub +/-16% Talerz: odlew aluminiowy Nierównomierność obrotów:: <0.2% WRMS (33 RPM) Odstęp sygnał/szum: >50 dB Pre-amp “PHONO”: 4 mV @ 1 kHz, 5 cm/sec Wyjście liniowe: 240 mV @ 1 kHz, 5 cm/sec Wzmocnienie wbudowanego przedwzmacniacza: 36 dB, krzywa RIAA Pobór mocy: 2.75 W Wymiary (W x S x G): 141,6 x 452 x 352 mm Waga: 8.0 kg
  7. 1 point
    Krakowski Klub RE przygotował w najbliższym czasie "wysyp" imprez, które w jesienne (oby nie zimne) wieczory zapewne przypadną do gustu wszystkim tym, dla których muzyka na żywo stanowi numer jeden w obcowaniu z muzyką. Do tego fantastyczna atmosfera Klubu RE i... mamy świetne pomysły na udane wieczory. Zgodnie ze słowami osoby związanej z RE: "różnorodna propozycja zapewne zainteresuje spore grono wielbicieli dobrego grania, na pewno warto pojawić się osobiście w klubie RE". A kto na scenie? 07.10 - Pvssymantra x enjoy life presents: Into the Light https://www.facebook.com/events/499568347289236/ 10.10 - Sean Nicholas Savage https://goingapp.pl/evt/2146919/sean-nicholas-savage-ca?fbclid=IwAR3qhAiDedIWjkdqK0JaEl_5gw5rcfSKQ8bA5NYRz9rvcaLoLg8SvuSH-Bc 18.10 - Enchanted Hunters https://goingapp.pl/evt/2144493/enchanted-hunters?fbclid=IwAR3quuW5C7w-lAOnSUur8YDv__sn5geJ4-vmfIsZTdcKdBv47Pdwr0YQm_E 19.10 - Wynik Współpracy Showcase https://goingapp.pl/evt/2151855/wynik-wspolpracy-showcase?fbclid=IwAR0BtG7KMcTl-A-XGRze427fkNlkzHsYqApQUXj88b7b5t1JwLhUB6Wsteo 23.10 - BNNT is Jacek Sienkiewicz + Kee Avil https://goingapp.pl/evt/2162908/bnnt-is-jacek-sienkiewicz-kee-avil-ca?fbclid=IwAR10SKEpXSULwUB_I35rPLEuZeM9YsRrNeaWlXECubVsZeopUEzqWZDhhpM 26.10 - Dziewczęta + mona polaski + Nowomowa https://goingapp.pl/evt/2162909/dziewczeta-mona-polaski-nowomowa?fbclid=IwAR0TJlxfTkBSHYrnc2w_zystLhY0qFUiMG9j_NmfGuLAs2AtvnVELuz1Vnw AudioRecki Za pomoc w realizacji materiału dziękujemy Cyprianowi z https://www.frontrowheroes.com
  8. 1 point
    50 lat temu 8 sierpnia nikt nie spodziewał się, że wydawałoby się zwykły spacer jednego z najsłynniejszych zespół świata przejdzie do historii pop kultury. Członkowie zespołu The Beatles wyszli tego dnia z EMI Recording Studios (Londyn) i przechodząc przez przejście dla pieszych zostali sfotografowani przez Iain'a Macmillan'a. Dziś już to kultowe zdjęcie trafiło na okładkę albumu „Abbey Road”, który to w tym roku doczekał się jubileuszowej reedycji. Kolejnym jakże znaczącym faktem dla historii zespołu i zapewne historii muzyki faktem było to, że album „Abbey Road” był ostatnim , którym John, Paul, George i Ringo nagrali razem jako zespół. Na dwóch płytach znajdziemy takie utwory jak "Come Together", "Oh! Darling", "I Want You (She’s So Heavy)" czy "Maxwell’s Silver Hammer" Nowa edycja „Abbey Road” to kolejne z cyklu wznowień, które obejmowały już takie pozycje jak „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” oraz „The Beatles”. Album będzie dostępny w sprzedaży od 27 września. Za inspirację do powstania materiału dziękujemy firmie Winylownia.pl https://winylownia.pl AudioRecki Abbey Road (50th Anniversary Edition) CD/CD+Blu-Ray/Płyta winylowa (2019) CD 1: 2019 Stereo Mix 1. Come Together 2. Something 3. Maxwell’s Silver Hammer 4. Oh! Darling 5. Octopus’s Garden 6. I Want You (She’s So Heavy) 7. Here Comes The Sun 8. Because 9. You Never Give Me Your Money 10. Sun King 11. Mean Mr Mustard 12. Polythene Pam 13. She Came In Through The Bathroom Window 14. Golden Slumbers 15. Carry That Weight 16. The End 17. Her Majesty CD 2: Sessions 1. Come Together (Take 5) 2. Something (Studio Demo) 3. Maxwell’s Silver Hammer (Take 12) 4. Oh! Darling (Take 4) 5. Octopus’s Garden (Take 9) 6. I Want You (She’s So Heavy) (Trident Recording Session & Reduction Mix) 7. Here Comes The Sun (Take 9) 8. Because (Take 1 Instrumental) 9. You Never Give Me Your Money (Take 36) 10. Sun King (Take 20) 11. Mean Mr Mustard (Take 20) 12. Polythene Pam (Take 27) 13. She Came In Through The Bathroom Window (Take 27) 14. Golden Slumbers/Carry That Weight (Takes 1–3 / Medley) 15. The End (Take 3) 16. Her Majesty (Takes 1–3)
  9. 1 point
    To, że Joe Bonamassa jest wspaniałym gitarzystą nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Tak jak faktem jest to, że muzyk już kilka razy udowadniał, że potrafi bez trudu oraz z wielkim uznaniem fanów i krytyków wyjść poza sztywne ramy blues-rocka. Dowodem tego jest dla przykładu wydany w zeszłym roku album Redemption, który został bardzo dobrze przyjęty na rynku wydawniczym. W tym roku ukaże się kolejny album Joe - zapis koncertu jaki miał miejsce w 2016 roku w The Sydney Opera House. Koncert w tak wyjątkowym miejscu, do tego uznanego na całym świecie gitarzysty umiejącego przyciągnąć swoimi utworami sporą rzeszę słuchaczy znajdzie zapewne wielu nabywców i to nie tylko spośród grona wielbicieli gatunku. Album będzie dostępny na CD z kolekcjonerskim bookletem, jako podwójny winyl 180 gram (z bonusowym utworem "Livin' Easy") oraz w wersji elektronicznej dostępny w serwisach streamingowych. Jak większość zapewne fanów Joe wie, odbył się w ramach promocji świetnego albumu "Blues Of Desperation". W składzie zespołu znaleźli się fantastyczny Paulie Cerra (saksofon), Reese Wynans (klawisze), Anton Fig (perkusja), Michael Rhodes (bas), Lee Thornburg (trąbka) oraz chórek w składzie Juanita Tippins, Mahalia Barnes i Gary Pinto. Płyta "Live At The Sydney Opera House" obecnie promowana jest utworem "This Train", który można oglądać na YT: Album ukaże się 4 października tego roku. Za pomoc w realizacji materiału dla Magazynu audiostereo dziękujemy firmie Gandalf z Łodzi. https://www.gandalf.com.pl/muzyka/ AudioRecki Joe Bonamassa Live At The Sydney Opera House (2019) Tracklista: 1. This Train 2. Mountain Climbing 3. Drive 4. Love Ain't A Love Song 5. How Deep This River Runs 6. Mainline Florida 7. The Valley Runs Low 8. Blues Of Desperation 9. No Place For The Lonely
  10. 1 point
    Audiolab został stworzony latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, przez Philipa Swifta i Dereka Scotlanda. Podbili rynek i serca słuchaczy, zintegrowanym wzmacniaczem, modelem Audiolab 8000A. Wzmacniacz cechował prosty, lecz schludny design, mały rozmiar, relatywnie niska cena i… fantastyczny dźwięk jaki kreował. Wzmacniacz ten okazał się olbrzymim sukcesem komercyjnym. Dodatkowym atutem było wyposażenie go w bardzo udany moduł przedwzmacniacza gramofonowego, który w tamtych czasach, mógł decydować o sukcesie lub porażce produktu na rynku. W umiarkowanych pieniądzach klient dostawał dobry preamp RIAA (który można było użyć niezależnie podłączając do oddzielnej końcówki mocy), bardzo muzykalnie grający wzmacniacz, który potrafił przekazać zarówno rytm jak i detal nagrania. A jak wygląda sytuacja Audiolaba po czterech dekadach? Czy nadal zachowali ducha swego przodka z ery winyla i taśmy? Z biegiem czasu, firma z rąk swych twórców przeszła do potężnej, dalekowschodniej spółki IAG (obecnie właściciele Brytyjskich marek m.in. Mission, Castle, Quad, Wharfedale). Audiolab MDAC+, to pełnoprawny przetwornik cyfrowo analogowy, dodatkowo zoptymalizowany pod produkty Apple (oficjalne wsparcie Appla) oraz z możliwością podłączenia pod PC oparty o system operacyjny macOS lub Windows. Oczywiście, jak na klasyczne urządzenie segmenty Hi-Fi przystało, posiada wejścia SPDIF (dwa komplety), wejście optyczne (także dwa komplety), a co nieco zaskakujące w tej klasie urządzeniu - również wejście AES/EBU. Na tylnej ściance, oprócz solidnego gniazda zasilającego IEC znajdziemy oczywiście wyjścia sygnału analogowego RCA i kolejne zaskoczenie, ponieważ urządzenie posiada także wyjścia zbalansowane sygnału analogowego. Ponadto, gniazdo USB A (do podłączenia IPod oraz IPhone), USB B (do podłączenia komputera), złącze Trigger oraz IR do połączenia z innymi urządzeniami z tej serii, a także dwa wyjścia sygnału cyfrowego (jedno SPDIF i jedno optyczne). Urządzenie swym wyglądem nawiązuje do klasycznych sprzętów Audiolaba, prosta w formie aluminiowa obudowa i dwie okrągłe gałki. Po środku czytelny, ale nieprzeszkadzający w odsłuchu wyświetlacz (białe napisy na czarnym tle), włącznik ON/OFF oraz wyjście słuchawkowe na duży Jack, pod którym znajduje się dyskretna czerwona dioda, sygnalizująca pracę urządzenia. Bardzo solidnie wykonania i spasowana obudowa, sprzęt sprawia ważenie solidnego, waży też więcej niż wskazywałby na to jego kompaktowe rozmiary. Po uruchomieniu urządzenia, gałką wybieramy wejście, z którego będziemy korzystać i w przeciągu kilku sekund możemy zacząć odsłuch. Jak gra Audiolab MDAC+? Brzmieniowo, również w dużym stopniu nawiązuje do swych korzeni. Dźwięk jest równy, bez podbicia żadnego z pasm, dużą uwagę przyłożono do rytmiczności przekazu, czyli to cechuje klasyczne „Brytyjskie” granie. W odróżnieniu do starej szkoły Audiolaba, obecnie większy nacisk położono na detaliczność poszczególnych dźwięków, przez co można odbierać go jako bardziej sterylny, ale też dający lepszy wgląd w nagranie. Bardzo dobrze wypadły wokale, są nasycone, mają odpowiednią masę i brzmią bardzo naturalnie – rzadko kiedy udaje się zachować tak brzmiące wokale, w urządzeniach które grają precyzyjnym i detalicznym dźwiękiem – tutaj się to udało i odbieram to jako duży plus. Nie jest bowiem sztuką stworzyć sprzęt detaliczny kosztem chudego i metalicznego wokalu i vice versa, stworzyć sprzęt grający nasyconym, barwnym dźwiękiem, ale kosztem szczegółowości. Sztuką jest pogodzić te dwa aspekty i w opisywanym urządzeniu się to udało. Kolejną mocną stroną DACa Audiolaba, są niskie tony. Bas jest konturowy, szybki i z solidnym wypełnieniem. Kolejny raz udało się pogodzić cechy, które w wielu sprzętach się wykluczają, tj. szybki bas i mocny bas. Tu mamy oba czynniki zachowane, oczywiście o ile pozwoli nam na to reszta toru. Jeśli chodzi o górę pasma, jest ona poprawna, niczym nie narzucająca, nie dominuje, ale też w żaden sposób nie odczuwamy braku informacji w zakresie wyższych tonów. O ile na basie i średnicy udało się producentowi pogodzić najbardziej pożądane cechy w tych zakresach pasma, o tyle jeśli chodzi o wysokie tony, aż tak miłego zaskoczenia nie mamy. Owszem, wysokie tony są klarowne i czyste (choć znam urządzenia lepsze pod tym względem) to jednak wkrada się w nie lekka sterylność. Gdyby podobnie jak udało się to w innych zakresach pasma przenoszenia, również w zakresie wysokich tonów uzyskać lepszą barwę, to temu DACowi, naprawdę ciężko byłoby zarzucić coś w kategorii uzyskiwanego dźwięku. Jeszcze krótko opiszę, jak zmieniały się poszczególne aspekty brzmienia, w zależności od trybu pracy urządzenia. Moim zdaniem najlepsze efekty uzyskuje się korzystając z klasycznego wejścia SPDIF lub AES/EBU. Podpięcie za pośrednictwem USB, daje lekką, aczkolwiek słyszalną różnicę in minus. Sprzęt staje się trochę bardziej detaliczny, barwa nie jest już ta. Testowałem połączenie na dwóch komputerach Appla: Macbook Air oraz Macbook Pro, w przypadku tego drugiego, znacznie bardziej zaawansowanego urządzenia, różnice w stosunku do SPDIF były już bardzo małe. Pojawia się więc pytanie, czy utrata jakości wynika z samej architektury DACa, czy raczej w jakości PCeta. Szczególnie, że bardzo wyraźną poprawę w zakresie wyższych częstotliwości udało się uzyskać, podpinając lepszy kabel, niż klasyczny komputerowy USB w tym przypadku był to przewód Tellurium Q Blue USB. Istnieje również możliwość podpięcia urządzeń mobilnych: telefonu iPhone oraz tableta iPad. Odbywa się to za pośrednictwem klasycznego przewodu Appla, czyli do DACa wchodzimy przez USB-A. Niestety w tym przypadku pogorszenie jakości dźwięku jest wyraźne, trudno jednak spodziewać się by telefon komórkowy czy tablet nadążył jakością za pełnowartościowym transportem. Jeśli chodzi o konfigurację, ta odbywa się natychmiastowo po podpięciu urządzenia, wszystko działa na zasadzie plug & play. Producent deklaruje zgodność z modelami iPhone do modelu 6, a tablety do modeli Air 2, jednak nawet najnowsze modele urządzeń Ipad Pro oraz iPhone X nie ma najmniejszych problemów z współpracą z DACiem Audiolaba. Na froncie urządzenia, znajduje się gniazdo słuchawkowe duży Jack, nie jest dodane tylko dla ozdoby, jako wzmacniacz słuchawkowy urządzenie sprawdza się bardzo przywozicie. Po podpięciu słuchawek, DAC automatycznie przełącza się w tryb słuchawkowy, poziom głośności sterujemy gałką głośności lub ze zgrabnego, aczkolwiek solidnego pilota. Podsumowując, jest to bardzo solidnie wykonany sprzęt, wizualnie i dźwiękowo znajdziemy w nim dużo, ze starych, klasycznych urządzeń Audiolaba. Widać ewidentnie, że wraz z zadomowieniem się materiałów cyfrowych jako wiodących formatów zapisu muzyki, delikatnie zmieniono akcenty w strojeniu urządzeń Audiolaba, nie ma już zaokrągleń poszczególnych dźwięków jakimi cechował się „stary” Audiolab. To bardzo dobrze maskowało niedociągnięcia analogowych systemów Hi-Fi, bądź co bądź z budżetowego segmentu, czasach cyfrowych nośników odbiorcy już tego nie wymagają. Dzisiaj, gdy jakość materiału nagrana w pliku jest tak dobrej jakości, strojenie zostało zmienione, by jak najwięcej informacji i smaczków z nagrania wyciągnąć. Nie ma już strachu, że zaakcentujemy również szumy i trzaski, stąd też inne strojenie sprzętów ery cyfrowej i ery analogowej. Urządzenie to oceniam wysoko i śmiało mogę polecić, z tą jedną uwagą, że moim zdaniem jest sprzęt trudny w aplikacji i wymaga doświadczenia by dobrze wpasować w system. Raczej nie będzie wybaczał błędów reszty systemu i chyba najlepiej czuje się z towarzystwem sprzętów ze znacznie wyższej półki cenowej. Natomiast jeśli tylko uda Nam się uzyskać pełnie Jego możliwości, możemy cieszyć się naprawdę dobrym graniem. Do testów użyto: Unison Research Simply 845, Harbeth 30.1, Sonic Froniters SFT – 1, Tellurium Q Blue USB Tellurium Q Black II głośnikowy 2x2,5m Albedo Flat One głośnikowy 2x2,5m Albedo Monolith Monocrystal RCA Dystrybucja: q21 Cena: 3999zł Za dostarczenie do testów, dziękujemy firmie q21 www.q21.pl
  11. 1 point
    Początek września to dla małoletnich koniec letniej laby i powrót do szkolnego kieratu a dla dorosłych nad wyraz bolesne zderzenie z szarą rzeczywistością, permanentnymi korkami i perspektywą jesiennej depresji. Nie inaczej było dzisiaj, gdy Warszawa stanęła w gigantycznym zatorze, jaki ku uciesze ogółu zafundowały służby odpowiedzialne za organizację wizyty Wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych. Jednym słowem istny Armagedon. Całe szczęście powyższe przeciwności losu nie pokrzyżowały misternych planów Audio Klanu, który właśnie na pierwszy poniedziałek września przygotował oficjalną premierę najnowszego wzmacniacza zintegrowanego norweskiej marki Hegel – modelu H120, którą poprowadził dyr.ds. sprzedaży i marketingu Anders Ertzeid. W telegraficznym skrócie pozwolę sobie na krótką charakterystykę 120-ki, której oficjalne wprowadzenie na rynek planowane jest co prawda dopiero w okolicach czwartego kwartału b.r., jednak jak widać na niniejszym przykładzie, machina marketingowa już nabiera rozpędu. Tytułowa integra jest bowiem następcą Röst-a, na co z resztą wskazują m.in. iście bliźniaczy wygląd, jak i większość parametrów technicznych. Pozory jednak mylą, gdyż choć H120 bazuje na platformie, którą wykorzystywał Röst, to poddano ją dość gruntownej modyfikacji a największy nacisk położono na sekcję cyfrową. Otóż „dawcą organów” przetwornika cyfrowo-analogowego w 120-ce jest „starszy stopniem” H190, co stanowi znaczną poprawę w stosunku do Röst-a. Niby nadal nie doczekaliśmy się znanej z H390 i H590 obsługi DSD i MQA, a i sam proces dekodowania, przynajmniej na razie, nie jest bit-perfect, ale podobnie jak u jego starszych braci możliwa jest aktualizacja oprogramowania przez Internet, oraz za pomocą menu ekranowego. A skoro wspomniałem o GUI, to z jego poziomu bez najmniejszego problemu można uzyskać zarówno adres IP (konieczny przy instalacjach z obszaru domowej „intelihgencji”), jak i dokonać indywidualnej konfiguracji wszystkich wejść, ustawić maksymalny i początkowy poziomu głośności dla wyjścia słuchawkowego oraz głośników głośnika a nawet aktywować wybudzanie za pośrednictwem sieci lokalnej. Krótko mówiąc użytkownicy Spotify i AirPlay mają do niego dostęp „po sieci”. H120 wykorzystuje również autorski system Hegel SoundEngine 2 zapewniający wysoki współczynniku tłumienia (pow. 2000) przy wyjątkowo niskim poziomie zniekształceń (< 0,01%). Sam wzmacniacz prezentuje się można by rzec „firmowo”, gdyż oczywista unifikacja formy i dopasowanie do starszego rodzeństwa nie pozwoliło na zbytnią ekstrawagancję . I tak, zwartą bryłę o lekko wypukłym froncie ozdobionym czytelnym, błękitnym wyświetlaczem i dwiema gałkami – lewą odpowiedzialną za wybór źródła i prawą za głośność usadowiono na trzech nóżkach. Na ścianie przedniej znajdziemy jeszcze wyjście słuchawkowe (układ o znacznie obniżonym poziomie szumów w stosunku do tego znanego z Röst-a). Płytę górną nad wyraz szczodrze ponacinano, gdyż zbalansowany stopień wejściowy pracuje w klasie A, a i całemu układowi warto zapewnić odpowiednią cyrkulację powietrza. Ściana tylna odzwierciedla zmieniające się czasy i oczekiwania docelowych odbiorców. Wejścia analogowe są trzy – para XLRów i dwie pary RCA supportowane przez wyjścia (RCA) z przedwzmacniacza na zewnętrzną końcówkę mocy, za to domenę cyfrową reprezentuje „złota piątka” - Coax, 3 x Toslink, USB i Ethernet. Krótka próbka możliwości brzmieniowych 120-ki nad wyraz dobitnie wykazała, że norweskie 2 x 75 W / 8 Ω potrafi wygenerować zarówno niezwykle sugestywną ścianę dźwięku, jak i czarować delikatnością i eterycznością. W przygotowanym przez organizatorów torze, oprócz MacBooka Andersa z zainstalowanym Roonem, znalazły się: przwwód USB Nordost Tyr2, przewód zasilający AudioQuest Firebird High Current, głośnikowe AudioQuest Robin Hood Zero i kolumny Bowers&Wilkins 703 s2. Biorąc pod uwagę wybitnie obiadową porę prezentacji Organizatorzy oprócz doznań natury duchowej zadbali również o sferę cielesną, zapewniając możliwość uzupełnienia tak płynów, jak i spalonych podczas podróży kalorii. Serdecznie dziękując za zaproszenie i gościnę nie zdradzę chyba żadnej tajemnicy, jeśli na zakończenie wspomnę, iż Anders Ertzeid zapowiedział swoją obecność na listopadowym Audio Video Show, więc będzie okazja, by spotkać się z Nim i porozmawiać zarówno o 120-ce, jak i pozostałej ofercie Hegla. Marcin Olszewski Charakterystyka techniczna: Moc wyjściowa: 2 x 75 W / 8 Ω Minimalne obciążenie: 2 Ω Wejścia analogowe: 1 zbalansowane XLR i 2 niezbalansowane RCA Wejścia cyfrowe: Coax, 3 x Toslink, USB, Ethernet Wyjście pre-out: para RCA Pasmo przenoszenia: 5 Hz - 100 kHz Stosunek sygnału do szumu: >100 dB Przesłuch: < -100dB Zniekształcenia: < 0,01% przy 50 W, 8 Ω 1 kHz Intermodulacja: < 0,01% (19 kHz + 20 kHz) Współczynnik tłumienia: > 2000 Wymiary ze stopami (W x S x G): 10 x 43 x 31 cm Waga: 12 kg
  12. 1 point
    Cambridge Audio od lat kojarzona jest głownie jako producent sprzętu ze świetnym stosunkiem jakości w odniesieniu do ceny produktu. I można czasem utyskiwać na pewne "niedogodności" typu "sprzęt Made in China", ale kto tak dziś nie robi? Nawet najwięksi z segmentu High End okupują jeśli nie fabryki w Krainie Wielkiego Smoka, to dostawców z tego kraju poszczególnych elementów elektroniki. Jak by ktoś powiedział "taki mamy klimat" i wobec powyższego ciężko doszukiwać się w tym przypadku jakiś niezrozumiałych lub nie do przyjęcia praktyk. Tak, cała seria jest Made in China, co oznacza tylko tyle - tworzymy w Wlk. Brytanii sprzęt od podstaw, trzymając się od lat wypracowanych wysokich standardów, a następnie produkujemy to wszystko w Chinach by nie zniszczyć kieszeni klienta. Gdyby tak inni o tym pamiętali, mój iPhone nie kosztowałby więcej, ile cała testowana elektronika firmy Cambridge. Tak, cały system - wzmacniacz zintegrowany i odtwarzacz CD. Już na wstępie zaznaczmy, że najwyższy model wzmacniacza zintegrowanego w całej nowej rodzinie AX (oznaczenie AXA35), oraz najwyższy model odtwarzacza Compact Disc o oznaczeniu AXC35. Tak więc czy Cambridge Audio udało się podtrzymać "tradycję", gdzie elektronika za rozsądne pieniądze gra jak najbardziej przekonywująco? Wzmacniacz zintegrowany AXA35 tak jak i odtwarzacz płyt CD AXC35 swoją budową nawiązują do nowego designu firmy. Rzecz jasna nie jest to nawiązanie w pełni do najwyższej - High End'owej serii Edge, ale i w najniższej serii znajdzie się kilka elementów, które wprost powielają (i słusznie) design droższych modeli firmy. Obydwa urządzenia kolorystycznie wprost wpisują się w ostatnio bardzo modny trend i posiadają (w przypadku naszego, testowego zestawu) kolor ciemnego aluminium. Można by rzec, że jest to idealny kompromis pomiędzy czarnym kolorem, a jasnym srebrnym (nie każdemu pasujący do pokoju). Fronty w obydwu przypadkach są solidnie wykonane z jednolitego kawałka aluminium, a jego grubość 10 mm gwarantuje odpowiednią sztywność i trwałość. Front tak wzmacniacza jak i odtwarzacza jest czytelna, i minimalistyczna wręcz do bólu. Tyle tylko, że to nie jest "ból głowy" od bezsensownej ilości przycisków, gałek i różnej maści wejść. Wszystko zostało przemyślane, każdy element w najdrobniejszy sposób dopracowany i zbudowany w oparciu o zasadę "funkcjonalność, czytelność oraz wygląd - najważniejsze". I mając w pamięci wiele innych urządzeń trzeba przyznać, że minimalizm proponowany w obecnej serii AX jest jak najbardziej na plus! O niczym co istotne nie zapomniano, całość ma prezentować się nowocześnie i schludnie. Przyciski pracują z największą dokładnością, ich jakość też nie podlega dyskusji - są wykonane solidnie do tego z trwałego materiału (aluminium). Wyświetlacze są czytelne i pomimo braku jakiś wodotrysków (jednowierszowy) - w codziennym kontakcie oraz użytkowaniu - spisują się bardzo dobrze. Tył tak wzmacniacz zintegrowanego jak i odtwarzacza CD to chyba wszystkim znana kombinacja wejść i wyjść analogowych z małym (a może dużym) "ale". AXC35 jest dokładnie odtwarzaczem płyt i posiada wbudowany przetwornik C/A Wolfson Microelectronics WM8524. Czyli tył odtwarzacza został "uzbrojony" w klasyczne - analogowe wyjście RCA oraz dla posiadających wyższej klasy DAC - wyjście cyfrowe S/P DIF. Za to zaglądając na tylny panel wzmacniacza dostrzeżemy kilka wejść analogowych (dokładnie cztery), wyjście do nagrywania (REC OUT) oraz... wejście gramofonowe obsługujące wkładki MM. I to jest to (subiektywnie) "duże ale", bo jak się okazało w praktyce/testach, pre gramofonowe świetnie sobie radzi nawet w połączeniu z lepszymi gramofonami i absolutnie nie stanowi słabego punktu wzmacniacza. Od góry w przypadku "integry" mamy tzw. "grill" ze słuszną informacją, że górna część nagrzewa się. Nie są to może temperatury nie do przyjęcia, ale absolutnie nie proponuję stawiać na wzmacniacz innych elementów systemu. Elektronika ze względu na dosyć niską budowę wzmacniacza wręcz dochodzi pod górną część, co wymusza niejako na użytkowniku dbanie o kwestie swobodnego przepływu powietrza wewnątrz obudowy AXA35. Budowa (zewnętrzna) tak wzmacniacza jak i odtwarzacza jest typowa dla Cambridge Audio, nie można przyczepić się czegokolwiek, tak jak ciężko doszukiwać się jakiś "mankamentów". Wszystko doskonale spasowane i sztywne, całość w jak najlepszym wykonaniu. To, co jednak najważniejsze w codziennym użytkowaniu systemu serii AX, to jego brzmienie. Test podzieliliśmy dosłownie na kilka mniejszych, skupiając się jednak w głównej mierze na całości, gdzie obydwa elementy zestawione były ze sobą i stanowiły "nieodłączny system". Pozostałe testy niejako powstały "przy okazji" i wynikały z naszej czystej ciekawości. Główny test posiadał bohaterów w postaci wzmacniacza zintegrowanego AXA35 i odtwarzacza CD AXC35, a także: 1. RCA Wireworld LUNA 7 2. Ultraviolet Digital Audio 3. Zasilające Wireworld Mini-Aurora z wtykiem typu 8 (CD) 4. Wireworld Stratus 7 5. Wireworld głośnikowy serii Oasis 8 6. Kolumny głośnikowe Monitor Audio Silver 200 Płyty CD: Tomasz Mreńca "Peak" Jean Michel Jarre "Equinoxe" Sting "Mercury Falling" Röyksopp "The Understanding" (Deluxe Edition) (Japan) Marylin Manson "The Golden Age Of Grotesque" (Japan) W dodatkowych testach użyto gramofonu Pro-Ject 2-Xperience Primary Clear Acryl z wkładką Ortofon 2M-RED oraz AXC35 poprzez wyjście cyfrowe został podłączony do EDGE NQ Cambridge Audio. Brzmienie "fabrycznego" zestawienia: Wzmacniacz wraz z odtwarzaczem tworzą idealny duet do praktycznie każdego rodzaju muzyki. O ile szukamy w tym zestawieniu różnorodności brzmienia w zależności od rodzaju/gatunku muzyki, o tyle dostajemy ją za każdym razem. Zaskoczeni? Ja też! Obydwa urządzenia połączone ze sobą grają absolutnie bez żadnych niedomówień. Dźwięk jest bogaty, oczywiście całą prezentację zestawu nie odbieram w kategoriach absolutu i wprost od pierwszych momentów słychać pewną interpretację, ale wszystko odbywa się w zakresie tego wszystkiego, z czym od lat spotykamy się z produktami firmy Cambridge. Ciężko też mówić o jakimś "firmowym brzmieniu", a już na pewno nadużyciem byłoby stwierdzić, że jest to "jedynie" poprawiona seria "Topaz", więc musi brzmieć tak samo. Absolutnie byłaby to nieprawda. W temacie brzmienia Cambridge może z serią AX nie dokonał rewolucji, ale na pewno zrobił krok do przodu w każdym możliwym aspekcie. Jeśli w serii Topaz brakowało Wam czegokolwiek - dziś można wprost napisać, że możecie z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że seria AX (a na pewno modele 35) zagra o wiele lepiej, spójniej i ze znacznie prawdziwszym i jednocześnie żywszym przekazem. Sięgam więc do płytoteki i do ręki biorę album Tomka Mreńca. Zestaw poradził sobie... wróć, zaprezentował w sposób barwny, żywy i z absolutną wręcz perfekcją oddał głębię i dynamikę utworów z płyty "Peak". Najważniejsze w tym, co wzmacniacz z odtwarzaczem pokazał, to szczegółowość nagrania oraz barwa instrumentarium jakiego używa Tomek. Utwór "Viral" swoim klimatem dosłownie rozszedł się po pokoju odsłuchowym, a wzmacniacz nie miał absolutnie żadnych trudności w tworzeniu szerokiej sceny, budując przy tym klimat adekwatny do tego, co zostało zawarte na srebrnym krążku. Jean Michel Jarre to klasyka sama dla siebie, a Equinoxe chyba nie trzeba nikomu opisywać. Equinoxe Part 2 zostało oddane z najdrobniejszymy szczegółami, budowany nastrój dorównywał ostatnio testowanemu droższemu wzmacniaczowi, również z Wysp Brytyjskich. Każdy niuans zestaw starał się prezentować w sposób czytelny w każdym paśmie, z zaznaczeniem jednym. AXA35 doskonale dociążał subtelne w tym utworze, ale jadnak występujące elementy niskich zakresów. Wzmacniacz i odtwarzacz za relatywnie niewielkie pieniądze radził sobie z muzyką elektroniczną bez żadnych trudności. Wysokie były prezentowane z oddaniem nawet drobnych detali, rzecz jasna nikt nie spodziewał się detaliczności na poziomie wzmacniaczy zbliżających się kwotą powyżej tego, ile kosztuje AXA35. Ale możecie być spokojni, że w cenie za jaką przyjdzie Wam zapłacić za ten wzmacniacz trudno będzie o godniejszego konkurenta. Dźwięk systemu jest spójny, średnica oddana w barwie bliżej jej naturalnemu brzmieniu, bez ubarwiania i różnej maści sztuczek. Scena jaką otrzymujemy jest bardziej w szerz niż w głąb, oczywiście wzmacniacz buduje "plany" w głębi i jeśli tylko w taki sposób została przygotowana płyta, set od Cambridge Audio poradzi sobie i z tym. Nie będzie to jednak poziom godny audiofilskiego grania, a solidne - nawet wykraczające delikatnie poza to, co znamy z tego przedziału cenowego. Sting - a może duet od Cambridge Audio w utworze "Valparaiso" najbardziej zaskoczył wokalem. Skąd my to znamy... Czyżby seria AX sięgnęła po zdobycze wyższej serii już od kilku ładnych lat dostępnej w Azur? Brzmienie AXA35 może nie jest tak dynamiczne i nie ma tego rozmachu jaka jest słyszalna w serii Azur, jednak w temacie wokalu i naturalności - jest to wszystko, czego chcieć możemy od dobrej klasy sprzętu Hi-Fi. Wzmacniacz nie gubi się nawet w części perkusyjnej utworu, gdzie wszystko wybrzmiewa odpowiednio łagodnie, nie siląc się na żadną sztuczność. Czyżby Cambridge Audio stworzył sprzęt wynikający z potrzeb audiofilskich, jednak przeznaczony dla melomana z określonym budżetem? Röyksopp i utwór "What Else Is There" może nie czarował jak to potrafi zrobić seria EDGE, jest jednak pewne "ale" - przepaść cenowa. I jeśli tylko sprawdzimy jaka występuje różnica pomiędzy najdroższymi "klockami" czyli serią EDGE, a serią AX nie powiemy żadnego złego słowa. Tak brzmi rasowe, porządne Hi-Fi i bez względu na to, ile przerzucimy albumów w odtwarzaczu AXC35, za każdym razem muzyka będzie przekonywująca i prezentowana z nawet drobniejszymi szczegółami. Rzeczywistość jest rzecz jasna brutalna, nikt od tej serii nie oczekuje poziomu absolutu i jeśli tylko komuś przyszłaby ochota na takie "zabawy" ostrzegam, seria AX pomimo faktu, że nie dorówna zestawowi za 3 krotność swojej wartości, potrafi od strony barwy instrumentów, szerokości planu czy właśnie wokali - przeskoczyć o oczko wyżej, równając czasem do droższych konkurentów. Ale nie będzie to nadal poziom zestawu za kilkadziesiąt tysięcy. Jednak zejdźmy na ziemię, tutaj nic nie bierze się z przypadku. Sprzęt wygląda i co ważniejsze - GRA - lepiej niż kosztuje! Po testach z systemem AXA35+AXC35 do wzmacniacza podłączyliśmy w/w gramofon. Po pierwsze zdolność dociążania dźwięku i lekkość prezentacji góry. Album Pink Floyd "The Division Bell" (Limited Edition) zabrzmiał może nie bajecznie, ale autentycznie. "Marooned" subtelnie i z przekonaniem wciągnął w klimat, a delikatne wejście perkusji było więcej niż dobrze czytelne. Góra dała o sobie znać w sposób jasny, ale nie krzykliwy. Przyjemność i raz jeszcze przyjemność ze słuchania muzyki. AXC35 włączony został w system EDGE jako transport CD. Tutaj CD w sumie niewiele miał do powiedzenia, wszystko to, co można od niego wymagać, z jego strony zrealizował z nawiązką. Delikatnie już porysowaną płytę tłoczoną (oryginał) jak i mocno zarysowaną nagrywaną - odczytał bez większych trudności. Na testowej (nagranej płycie) przeskoczył w miejscu, gdzie praktycznie wszystkie testowane CD przeskakują dalej lub co niektóre potrafią nawet... zatrzymać się lub starając się w nieskończoność odczytać uszkodzony sektor "wiszą". AXC35 bez żadnej uprzejmości czy silenia się - przeskoczył do kolejnych miejsc (już dobrych), nie robiąc z porysowanej części CD żadnego problemu. Brzmienie AXC35 jako transportu dla EDGE rzecz jasna zyskało w każdym możliwym aspekcie, tak więc jeśli szukacie dobrego transportu, radzącego sobie nawet z trudnymi i porysowanymi płytami - odtwarzacz ten spełni pokładane w nim nadzieje. Nawet jako kompan do droższych urządzeń. Czy są minusy, bo za chwilę pójdą w świat głosy, że zamiast recenzji i "rzetelnego testu" - wystawiliśmy w Magazynie "laurkę pochwalną" dla nowej serii AX. Po pierwsze - nie jest winą recenzenta, że dany sprzęt po prostu dobrze brzmi, solidnie i do tego przekonywująco za taką cenę. Po drugie, nie jest też naszą winą, że ekipa z Cambridge Audio nie bierze więcej za tak dobrze grający sprzęt. Za to pretensje jako recenzent mam do ludzi z CA za pilota. Patrząc na konstrukcje lat minionych, a nawet na ten z obok stojącego CXUHD, to obecny pilot pomimo faktu, że uniwersalny dla całej serii AX... sprawia wrażenie, jakbyśmy go dostali za karę. Rzecz jasna pilot działa poprawnie, jego konstrukcja oraz przycisku w codziennym użytkowaniu nie sprawiają większego problemu, ale nauczeni "można lepiej" nawet w produktach Cambridge Audio. W zamian jednak słabego pilota użytkownik otrzymuje całkiem przyjemnie grający wzmacniacz słuchawkowy w AXA35. Można uznać, że wybierając lepsze słuchawki do wieczornych odsłuchów, wzmacniacz ten spokojnie zadowoli każdego melomana, dla którego słuchawki są sprawą drugorzędną. Nie będzie to słuchanie obarczone "bólem zębów", wręcz przeciwnie. Ważne jednak, by słuchawki dobrać (co oczywiste) pod siebie, z mojej strony rekomenduję te, grające po tej "cieplejszej stronie mocy". Sytem AX ale też i pojedyncze jego elementy, w tym przypadku wzmacniacz zintegrowany AXA35 oraz CD AXC35 mogą w zupełności wystarczyć melomanom podchodzącym do muzyki jako codziennego hobby, nie angażującego nadto budżet domowy. Można spokojnie przyjąć, że każdy zainteresowany muzyką w rozumieniu dowolnego gatunku, każda osoba kochająca muzykę - wybierając nową serię AX odnajdzie swój świat. Świat, który w zupełności wystarczy do skupianiu się na słuchaniu muzyki, gdzie pieniądze przeznaczane są na kolejne płyty, nie na kable czy "grające" podstawki. Seria AX to świetnie brzmiące Hi-Fi, do tego jak zawsze rzetelnie podliczone i za uczciwe pieniądze oferowana. Świetny stosunek jakości (brzmienia) do ceny? Jak najbardziej! AudioRecki Za sprzęt do testów dziękujemy dystrybutorowi marki Cambridge Audio na Polskę, firmie Audio Center Poland oraz autoryzowanemu dealerowi, firmie Q21 z Pabianic. https://www.audiocenter.pl https://www.q21.pl Dane techniczne: AXA35: Moc: 35W (8 ohm) Wejścia analogowe: 4 x RCA Wejście Aux: Front 3,5mm Wyjście: Rec Przedwzmacniacz gramofonowy: MM Wyjście słuchawkowe: 6,3mm Wyświetlacz Cena: 1490pln AXC35: Wyjście analogowe: RCA Wyjście cyfrowe: coaxial Odtwarzanie gapless Kompatybilność z WMA i MP3 Wyświetlacz Cena: 1490pln
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.