Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 06/27/18 in Artykułów

  1. 7 points
    Jak wiemy od wielu miesięcy, w dniach 21.07, Arena Gliwice i 23.07, ERGO Arena - miały odbyć się koncerty zespołu Scorpions. Niestety z ostatniej chwili do fanów zespołu dotarł bardzo zły komunikat. Otóż Klaus Meine, który na koncert w Gliwicach miał zamiar ściągnąć swoją żonę Gabi i swojego syna Christiana - odwołał swój przyjazd. Powodem jak donoszą osoby z bliskiego otoczenia zespołu - jest fatalna zagrywka organizatora imprezy w Gliwicach. Poza ceną biletu, organizator zażądał dopłatę w wysokości 25 złotych (to nie żart!) za miejsce parkingowe wokół Ergo Areny! Żona Klausa, która wraz z synem i bliskimi muzyka miała przybyć na koncert - czuje się oburzona sytuacją, w której pomimo bezpłatnej wejściówki na koncert - zmuszona jest zapłacić (po przeliczeniu) około 6 Euro za sam parking! Doszło wręcz do małego skandalu, bo z jednej strony traktowanie VIP jest zgoła inne od "zwykłego szaraczka", na którym organizator imprezy postanowił dodatkowo zarobić, to z drugiej - skoro miejsca parkingowe są płatne dla wszystkich, bez względu na status - Gabi będzie/byłaby zmuszona wraz z bliskimi (podobno liczono na 6 aut) zapłacić za każdy parkujący pojazd! Jak wybrnie organizator i czy uda się wyjść z krępującej, i zalatującej skandalem sytuacji? Obecnie nie wiadomo. Jak donoszą życzliwe wiewiórki - sytuacja może się wyjaśnić już 2 kwietnia... pozostaje więc czekać w niepewności co dalej. Jak dla mnie sytuacja jest kuriozalna i dalszy komentarz zbędny. Za prasą codziennie - niecodzienną. AudioRecki, Magazyn Kulturalny. Czekamy na Wasze komentarze co zrobi Klaus z Gabi. Za najciekawszy (wybrany polubieniami przez innych forumowiczów) post - czeka płytowa nagroda - niespodzianka!
  2. 3 points
    Kiedy myślimy o Polskim jazzie nie sposób pominąć Krzysztofa Komedy. Pionier jazzu nowoczesnego w Polsce, twórca znanych na całym świecie standardów jazzowych i muzyki filmowej. Filmowej powinienem wręcz podkreślić kilka razy - OBOWIĄZKOWO, bo Komeda napisał muzykę do 65 filmów, w tym głośnego i obecnie kultowego już tytułu Romana Polańskiego - Dziecko Rosemary (1968r.). Dlaczego Komeda i dlaczego takie to ważne? Mamy przyjemność zaprosić Was do odsłuchu nowej płyty. Zaznaczę przy tym - nie byle jakiej płyty i nie byle jakiego odsłuchu. Otóż zapraszamy na Record Store Day, czyli na święto niezależnych sklepów muzycznych. Co istotne - na świecie obchodzone będzie po raz dwunasty, w Polsce oficjalnie PO RAZ PIERWSZY! Do polskiej edycji Record Store Day przystąpiły w tym roku 24 sklepy muzyczne z całej Polski. Są to w pełni niezależne sklepy stacjonarne, ponieważ jednym z warunków uczestnictwa w Record Store Day jest prowadzenie tego rodzaju działalności. W RSD nie mogą uczestniczyć sklepy sieciowe, internetowe czy hurtownie muzyczne. Z okazji Record Store Day ukaże się pierwszy oficjalny polski album sygnowany znakiem RSD. Będzie to „Astigmatic” Krzysztofa Komedy. Jest to czwarty album studyjny artysty uważany zarówno przez krytyków, jak i słuchaczy za jedno z największych osiągnięć polskiej szkoły jazzowej i jedną z najważniejszych płyt w historii jazzu. Jakże istotnym - płyta ta oczywiście wydana na winylu ukaże się w formie edycji limitowanej "Coloured Vinyl" sygnowane dopiskiem "50th Anniversary Of the Dead Of Krzysztof Komeda". To nie wszystko! W trakcie odsłuchu jaki odbędzie się w Warszawski STUDIO U22 (Aleje Ujazdowskie 22) prowadzącym spotkanie będzie Paweł Brodowski - redaktor naczelny Jazz Forum, a gościem specjalnym Zbigniew Namysłowski, który współpracował swego czasu z Komedą! Dla naszych czytelników - dzięki uprzejmości U22 - mamy do rozdania 3 wejściówki (wraz z osobą towarzyszącą) na to wyjątkowe spotkanie, będące jednocześnie okazją do odsłuchu nie mniej wyjątkowej płyty. Warunek otrzymania zaproszenia - wystarczy wejść na FB, odnaleźć konto audiostereo oraz polubić z prostym komentarzem niniejszy news. Pierwsze 3 osoby otrzymają wejściówki dla siebie i bliskiej osoby, z którą o 20:00 już 16 kwietnia będą mieli okazję spędzić wyjątkowo miły wieczór. Odsłuch odbędzie się w STUDIO U22 - Al. Ujazdowskie 22, Warszawa. Wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszamy w imieniu organizatora! Zapowiada się naprawdę wyśmienita uczta dla wielbicieli jazzu - w doborowym gronie i co istotne, przy wybitnej muzyce Komedy. Polecamy gorąco! Za zaproszenia dla naszych forumowiczów i inspirację dziękujemy Danielowi ze Studio U22 Studio U22 Warszawa Al. Ujazdowskie 22 https://studio-u22.com AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo) KRÓTKA HISTORIA RECORD STORE DAY I JEGO ZASADY Record Store Day jest coroczną imprezą zainaugurowaną w kwietniu 2008 roku. Odbywa się w kwietniową sobotę i w „Black Friday”. Ideą tego święta jest promowanie kultury niezależnych sklepów muzycznych. W 2007 roku doszło do spotkania właścicieli niezależnych sklepów płytowych, którzy chcieli stworzyć wydarzenie podobne do popularnego w Stanach Zjednoczonych Free Comic Book Day, podczas którego pomaga się czytelnikom i wspiera niezależne sklepy z komiksami. Tak wykształciła się idea Record Store Day. Po tym spotkaniu Eric Levin, Michael Kurz, Carrie Colliton, Amy Dorfman i Don Van Cleave założyli Record Store Day, którego koncepcja w ciągu 11 lat została zaadoptowana na rynki Europy, Azji i Australii. Pierwszy oficjalny Record Store Day odbył się 19 kwietnia 2008 roku i został zainaugurowany przez zespół Metallica. Co roku wybierany jest ambasador Record Store Day. W tym roku został nim zespół Pearl Jam. W latach poprzednich byli to między innymi: Dave Grohl oraz Jack White.
  3. 2 points
    Kiedy otwierałem średniej wielkości paczkę zawierającą wzmacniacz, nie nastawiałem się na konkretne brzmienie sprzętu będącego w sporej nawet części środowiska melomanów czy audiofilii swoistą zagadką. Na przeciw takich marek jak Brytyjski Cambridge czy Arcam, ONIX brzmi co najmniej egzotycznie i wręcz nierozpoznawalnie. Czy słusznie, że sprzęt określany jako typowe "BRITISH SOUND" nie gości tak często w domu melomanów, pokaże poniższy tekst. Wzmacniacz zintegrowany stanowi w sporej części użytkowników sprzętu audio produkt częściej wybierany, niż systemy dzielone na przedwzmacniacze i końcówki mocy. Zresztą w pewnym zakresie cenowym sens stosowania takiej dzielonej konstrukcji byłby niemożliwy i wręcz nieopłacalny. ONIX wpisuje się ze swoim A55 w określony segment sprzętu i konkurować powinien tak budową, jak i ceną z konkretnymi produktami marek bardziej rozpoznawalnych. Cena za jaką oferowana jest integra "rodem z Wysp" otwiera już spore możliwości wyboru i zazwyczaj nie jest zakupem dokonywanym "z przypadku". Kwota ciut ponad 5500 złotych to już spore pole do popisu dla przeciętnego melomana i sprzęt musi mieć "to coś", by stanowił rzecz pożądaną. ONIX A55 MKI wyglądem nawiązuje do swoich wyższych modeli i poza znanym oraz przez wielu ulubionym złotem pokrętłem - jego wygląd niewiele odbiega od tego, co znajdujemy w konstrukcjach droższych firmy ONIX. Przedni panel wykonany jest z grubego akrylu. Czarny piano wygląda ciekawie i stanowi w pewnym zakresie wyróżnik "ekskluzywności" wobec innych marek. Cały przedni panel nie jest tak efektowny jak w modelach wyższych, gdzie wrażenie na in plus potęgują świetnie wykonane w kolorze złota pokrętła. W A55 MKI zastąpiono kolor złoty - matowym srebrem, który może nie jest właśnie tak efektowny, za to pokrętło nadal jest świetnie wykonane. Działa pewnie, dając pełną kontrolę nad uzyskiwaną głośnością. Na przednim panelu znajdziemy także po lewej stronie gniazdo słuchawkowe, odbiornik IR do pilota. Co ciekawe sam pilot nie jest dostarczany w komplecie (???) i stanowi "wyposażenie dodatkowe". Skąd ten pomysł... ciężko to wytłumaczyć logicznie, może producent dba o ruch melomanów i w ten sposób wymusza na nich potrzebę wstawania do A55? Dla piszącego te słowa uzasadnienie braku pilota (jakiekolwiek by nie było), jest co najmniej dziwne. Ale zostawmy to na boku, widocznie "tak być musi". Po prawej stronie znajdziemy rząd przycisków, każdy wyraźnie oznaczony co do rodzajów używanych wejść. Czysto i bardzo schludnie rozlokowane przyciski nie burzą designu, jaki może się podobać w obecnych czasach. To, co rzuca się w pierwszym kontakcie z przednim panelem i przyciskami wyboru źródła, to przycisk PHONO. Tak, ta zgrabna integra ma wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy dla wkładek MM. I nie jest to jak się okazuje jedynie "dodatek na siłę" do całości. Tylny panel można zamknąć dosłownie w dwóch zdaniach. Gniazda RCA przypisane konkretnym źródłom, gniazda do podłączenia kolumn i... dziękujemy Państwu za uwagę. Mało? No tak, "British Sound" oznacza także minimalizm i pomimo ceny przekraczającej 5 tysięcy złotych zapomnijcie o możliwości podłączenia cyfrowych urządzeń do A55. Analogowo od A do Z. I słusznie, melomani kochający cyfrowe źródła i tak prędzej czy później wybierają zewnętrzne przetworniki, dające im znacznie większy potencjał i możliwości, niż wbudowane w integrach układy DAC. Od góry zobaczymy minimalizm i niespecjalnie rzucające się w oczy odpowiednio wycięte otwory. Do czego służą nie trzeba nikomu tłumaczyć. Ważne, że nie psują optycznie pozytywnego wrażenia jakie A55MKI robi swoim wyglądem. Sam wzmacniacz w trakcie pracy nagrzewa się do akceptowalnych poziomów, praktycznie nie dając żadnych powodów do niepokoju o temperaturę panującą wewnątrz urządzenia. Podpinamy ONIX A55 do wybranego zestawu kolumn. Monitor Audio Gold 300 są konstrukcjami, które nie powinny sprawić naszej integrze większego problemu. Do integry podpinamy odtwarzacz CD i... ruszamy po wybranych albumach, w tym odsłuch "zalicza" najnowsze dziecko zespołu Rammstein. I napiszę... "poszło"! "Ausländer" kopie tak , jak lubią to fani mocnego brzmienia. Riffy gitarowe ani na moment nie tracą oddechu, jest czysto i wyraziście. Wokal nie gubi się w gęstym klimacie całego utworu, pomimo zaznaczonej perkusji, na której „Doom” nawet na moment nie oszczędza się. ONIX też nie traci wigoru i nawet ciut mocniejsze podkręcenie głośności nawet na moment nie powoduje zadyszki u tej niewielkiej integry. Raz jeszcze zerkam do specyfikacji... 2x55W (8 Ohm). Można by sądzić, że jest znacznie więcej. Puszczamy świetne "Diamant" i dostajemy sporą porcję melodyjności, czystego wokalu i bardzo dobrze prezentowanej sceny. Jest szeroko na tyle, by nie czuć jakiś ograniczeń w trakcie odsłuchu ulubionej muzyki. Ale by to sprawdzić "na własnej skórze" do odtwarzacza trafia kolejny album. Tym razem damski wokal w wersji LIVE. Anna Maria Jopek "płynie" gładko niczym Otylia na olimpiadzie, bez żadnej nerwowości... czy po medal - jeszcze się okaże. Wzmacniacz zintegrowany daje fantastyczny pokaz możliwości prezentacji wielu instrumentów. Nic się nie gubi i nic nie zostaje zakryte. Na pierwszy plan w sposób spokojny i oczekiwany wychodzi wokal Ani. Jest dobrze ulokowany na scenie i pomimo minimalnie wysuniętej prezentacji w stosunku do reszty składu - całość brzmi wyjątkowo spójnie. Nie byłbym sobą, gdybym nie wrzucił jak zawsze do testów utworu "Spotkanie z Matką". Pisałem o tym wielokrotnie, że utwór ten potrafi albo zniszczyć radość z posiadania sprzętu audio, albo przekonać nas do niego. Jak wypada A55MKI? Będę szczery do bólu, w przedziale ceny do 5K słyszałem o wiele... gorzej grających wzmacniaczy, które wprost "kładły się" i tworzyły nieczytelny zlepek muzyki Vangelisa i deklamacji Polańskiego. Ludzie odpowiedzialni za testowany wzmacniacz słusznie zrobili, rezygnując z sekcji cyfrowej i całe swoje zaangażowanie (by nie napisać środki) włożyli w analogowy charakter urządzenia. Zyskało na tym brzmienie i jego czytelność przekazu. Polańskiego głos nie brzmiał jak na sprzęcie za kilka razy więcej, ale był wystarczająco czytelny, a muzyka nie nachodziła zbytnio na to, co istotne w przekazie. Utwór ten w sposób fantastyczny ukazuje przygaszanie słów w trakcie deklamacji, budowanie nastroju i współgranie z muzyką jest istotnym elementem całości. Nie wymieniając z nazwy konkurentów, w tym przedziale kwoty sporo wzmacniaczy radzi sobie z tym średnio. ONIX przebrnął bez powiedzmy "większych trudności", dając nie tyle czystość bezwzględną i czytelność absolutną, co przyjemność pozbawioną wrażenia oszukiwania i odbierania muzyce najważniejszych elementów. ONIX ma jeszcze jeden, do tego solidny atut przemawiający za jego zakupem. Wspomniany powyżej przedwzmacniacz gramofonowy może nie jest "mistrzostwem świata", ale bez trudu i wstydu będzie stanowił świetnego kompana dla każdego gramofonu, gdzie została zamontowana odpowiednia wkładka MM. Po wrzuceniu na talerz gramofonu REGA P3 (na marginesie świetnego) albumu "PORTRETY", perkusja była w sposób barwny i z odpowiednią dynamiką prezentowana w całym możliwym dla tego przedziału cenowego zakresie. Było rzecz jasna w tym wszystkim odrobinę oszukiwania i czarowania, jednak bez zbędnej nerwowości i nadmiernej sztuczności. Za to płyta ROMA zespołu Sorry Boys urzekała fantastycznym wokalem i w tym przypadku znów złapaliśmy wzmacniacz na delikatnym czarowaniu i ukrywaniu swoich niemożliwości, ale całość brzmiała świetnie i nie było poczucia, że ktoś nas zaczął nagle oszukiwać w trackie słuchania czarnej płyty. Sprzęt firmy ONIX ma niełatwe zadanie na rynku, obok wielkich i znanych marek, czasem niezauważany - ma jednak spory potencjał. Jeśli szukamy kompana do odtwarzania muzyki na poziomie nie tylko akceptowalnym, ale poziomie już dającym spore zadowolenie - powinniście dać mu szansę w trakcie odsłuchów. Nie zaskoczy Was dobitnością i szaleństwem, nie postawi na baczność dużych i wymagających kolumn. Wszędzie tam, gdzie liczy się muzyka i zdrowy rozsądek w poszukiwaniu sprzętu dla melomana, ONIX może spokojnie wyjść z podniesioną głową w przypadku konfrontacji z bardziej znanymi i częściej kupowanymi wzmacniaczami. ONIX A55MKI gwarantuje po pierwsze przyjemność słuchania muzyki, nie zapomina przy tym o pewnych niuansach i smaczkach zawartych w utworze. Po drugie zapewnia odsłuchy uwzględniające odpowiedni klimat, nie wprowadza nerwowości w trakcie odsłuchów, jakie są częstą bolączką wzmacniaczy w tym przedziale cenowym. Brak sekcji cyfrowej to jak widać właściwy kierunek wybrany w trakcie konstruowania tej niepozornej integry. Wzmacniacze tego typu producentów często są niesłusznie pomijane przy wyborze, pokutuje przy tym przekonanie "im więcej dostanę, tym lepiej". Testowany wzmacniacz nie stroi się w piórka, nie obiecuje cudów i kilkunastu bajerów świata cyfrowego. Za kwotę na jaką zostaje wyceniony, wydaje się być interesującym wyborem i przy tym uczciwie wyliczonym. No może poza jednym... jak będę chciał pobiegać, znam kilka świetnych klubów, gdzie stoi kilka rzędów solidnych bieżni. Niedaleko mojego domu jest też park, gdzie mogę biegać. Niekoniecznie jest to przyjemne w pokoju odsłuchowym, gdzie pilot hmmm... po prostu powinien być i już! Wzmacniacz firmy ONIX może być kolejnym krokiem w świecie audio dla tych, którzy szukają czegoś nietuzinkowego, często sprzętu nie będącego "na świeczniku" każdego salonu audio. Jeśli znudziły Was kolorowe naklejki u konkurencji, krzyczące ile to funkcji i jaki to gęsty plik dany wzmacniacz nie obsługuje, szukacie solidnej do tego analogowej konstrukcji mającej potencjał do dobrego brzmienia - bierzcie bez obaw do testów A55 MKI. Wielu z Was nie będzie już szukać czegoś więcej na tym etapie drogi i przy tym przedziale cenowym. Nie dziwię się, że wzmacniacz ten otrzymał tytuł najbardziej opłacalnego zakupu. Analog za takie pieniądze, do tego z takim brzmieniem... świetny wybór! Czy na złoty medal niczym złoto Otylii? Sądzę, że nie bez powodu pokrętło głośności nie jest złote... srebro uczciwie zdobyte! AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Sprzęt do testów dostarczyła firma Audiotrendt z Krakowa. Audiotrendt ul. Sołtysowska 35A / LU 1, 31-589 Kraków. +48 509 188 477 +48 791 063 315 e-mail: [email protected] https://audiotrendt.com.pl Technicznie "sadystycznie": Tranzystory mocy 2SC2837/2SA1186 na kanał. Kondensatory Nichicon „Gold Tune” 2 x 10000 uF/63 V Transformator toroidalny Plitron “Audio” 300 W Zmotoryzowany potencjometr Alps „Blue Velvet” Specyfikacja: Mocy wyjściowa: 2 x 55W RMS (8 Ohm) – 2 x 100W RMS (4 Ohm) Pasmo przenoszen: 10Hz – 30kHz (-0,5dB) Czułość wejściowa: 350mV/47Kohm Stosunek sygnał/szum: >88dB (A weighted) Separacja kanałów: >51dB THD: 0,005% (3W/8Ohm) Wymiary (S x G x W): 430 x 372 x 91 mm Waga: 8,7 Kg Pobór mocy: 300W Napięcie zasilania: 220V-240V AC Przedwzmacniacz gramofonowy: Gain: 37 db Pasmo przenoszenia: 20Hz – 20kHz +/-0,25dB Stosunek sygnał/szum : – 83 dB THD: <0,03% Odchyłka RIAA: +/- 0,5% Napięcie wyjściow: 250 mV Impedancja wyjściowa: 100 Ohm Czułość/impedancja/pojemność wejścia: 3,5 mV / 47K Ohm / 220Pf Overload: 22 dB Rekomendowane napięcie wkładki: from 2,5 mV to 5 mV output
  4. 2 points
    Maj za nami, mamy czerwiec a wraz z nim małe podsumowanie tego, co działo się w Magazynie. Ze względu na ilość materiałów jakie trafiają do Magazynu, nie sposób przedstawić wszystko, co miało miejsce w Magazynie, a obejmuje ostatni miesiąc. Wybraliśmy więc kilka najważniejszych tematów z całego maja, które zasługują na szczególne wyróżnienie. Na początek chcemy raz jeszcze pochwalić się rozpoczęciem (już oficjalnie) współpracy z zespołem Studia U22 z Warszawy. Staliśmy się dzięki wzajemnym staraniom oficjalnym partnerem medialnym dla wydarzeń, jakie mają miejsce na Alejach Ujazdowskich 22. Rzecz jasna idą za tym nie tylko reportaże pisane, ale także nasza obecność m.in. z kamerami i aparatami w trakcie najciekawszych wydarzeń. W tym także z miejsc zaprzyjaźnionych, a obejmujących promocję muzyki i artystów. W maju AudioStereo zawitało z aparatami i kamerami do Studia U22 i Warszawskiego Klubu SPATiF : Było sporo rozdanych wejściówek oraz płyt, w tym rewelacyjny album zespołu Metallica "Ride The Light" Oczywiście dziękujemy Wam wszystkim za udział w dyskusji, a zwycięzcy raz jeszcze gratulujemy. Mamy nadzieję, że czarna płyta umila wieczory z muzyką. Pisaliśmy też o świetnym (już trzecim) albumie formacji Chonabibe. Jest warty polecenia i umieszczenia go w swojej kolekcji Marcin jak zawsze rzeczowo i w temacie. Tym razem pod lupę poszedł NAD C658. Czy warty zakupu... warto zapoznać się z testem: Nie obyło się bez nowinek ze świata gadżetów audio. Ludzie szukają prostoty i funkcjonalności, do tego chyba wszyscy nagle pokochali urządzenia bezprzewodowe: AudioStereo sprzętem stoi i na pewno w tym temacie się nic nie zmieni, a wręcz przeciwnie. Jak donoszą zaprzyjaźnione wiewiórki - wszystko jest na dobrej drodze, by ilość recenzji czy testów wzrosła na niespotykaną skalę. Dzięki staraniom Administracji w tym samego Właściciela, już za kilka dni w Magazynie ruszy ogromna ilość opisów testów. Będą to nie tylko pisane recenzje z zawartymi zdjęciami, AudioStereo wchodzi w świat cyfrowych mediów i zamierzamy przygotowywać dla Was wideo recenzje z najciekawszych - wybranych testów czy premier. Dlatego też uruchomiliśmy dla naszych czytelników kanał YouTube, na którym już wkrótce znajdziecie m.in.: testy sprzętu audio (Hi-Fi, High End) i akcesoriów, ale także sporą dawkę muzyki: https://www.youtube.com/channel/UC3pTKO4lxespX5SiY28p-Tw Na naszym kanale można też będzie znaleźć wywiady z wybranymi artystami i zapisy ciekawych koncertów oraz wydarzeń kulturalnych. Byliśmy z aparatami na GREEN ZOO FESTIVAL, który jak co roku zauroczył wszystkich swoim klimatem: Od początku poważnej reaktywacji Magazynu AudioStereo w marcu tego roku odwiedziliście nas łącznie ponad 10 tysięcy razy! Dziękujemy Wam za udział w życiu Magazynu i liczymy na Wasze pomysły, podpowiedzi i propozycje rozwoju. Jesteśmy otwarci na Wasze wszystkie pomysły i sugestie. Czerwiec zapowiada się wyjątkowo pracowicie, nie odpoczywamy i nadal będziemy dokładać starań, by Magazyn rozwijał się w jak najbardziej szerokim zakresie. Raz jeszcze dziękujemy Wam za odwiedziny i... do podsumowania czerwca 2019! AudioRecki (Magazyn AudioStereo)
  5. 2 points
    Mieliśmy ostatnio okazję testować i recenzować dla Was system składający się z przetwornika cyfrowo-analogowego i wzmacniacza hybrydowego. Do dziś jesteśmy pod wrażeniem możliwości brzmieniowych sprzętu, który zaskoczył nas na odsłuchach swoimi możliwościami. Cały tekst znajdziecie tu: Obecnie dzięki uprzejmości Dystrybutora na nasz kraj produktów firmy Lector, mamy możliwość zobaczyć jak prezentował się sprzęt Włoskiej marki w Monachium. Trzeba przyznać, że w tym roku produkty marki Lector prezentowały się świetnie i zachęcały do bliższego poznania oraz odsłuchu. Na dniach przyjdzie nam gościć i testować odtwarzacz CD Włoskiej manufaktury. Dodatkowo dzięki uprzejmości p. Asi i p. Kamila z Lector Audio Polska trafią do nas akcesoria odpowiedzialne za walkę z wibracjami w świecie audio. Będzie więc sporo się działo, a w najbliższym czasie podzielimy się z Wami naszymi spostrzeżeniami z tych testów na łamach Magazynu AudioStereo oraz zostanie opublikowany na naszym nowym kanale YT film, prezentujący dostarczony nam sprzęt i akcesoria. AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Zdjęcia: Dystrybucja Lector Audio na Polskę http://www.lectoraudio-poland.pl
  6. 2 points
    Z czym kojarzą się Włochy? Z dobrą kuchnią - koniecznie spaghetti czy z szybkimi autami - zdecydowanie czerwone Ferrari! Jest jeszcze karnawał w Wenecji i wspaniałe zabytki. Od dziś, komu będzie mało tych wszystkich Włoskich wspaniałości - do listy powinien dodać jedną pozycję - dobre granie spod znaku Lector Audio. Na próżno chodząc po sklepach z elektroniką audio szukać produktów oznaczonych tym logo. Ktoś zapewne stwierdzi "jeśli byłoby to takie dobre, to każdy by oferował ten sprzęt w swoim sklepie". A ja zapytam, czy w każdym mieście jest salon wspomnianej marki Ferrari? Czy w każdym mieście serwują prawdziwą, tą wyborną Włoską kuchnię? No właśnie! Dobre rzeczy nie wymagają narzucania się w każdej witrynie sklepu, wręcz przeciwnie - ich wyjątkowość polega na budowaniu swoistej aury tajemniczości i niedostępności. Tu oczywiście zaznaczę, że każdy może stać się właścicielem systemu, czy poszczególnych elementów z logo Lector, bo nie są to produkty reglamentowane (jak swego czasu cukier na kartki). Polski dystrybutor zapewne spełni każdą możliwą zachciankę klienta w temacie produktów firmy, ale (i słusznie) przyjął podejście założyciela firmy i jednocześnie swoistego guru audio - jako wyznacznik dystrybucji sprzętu - "dobre rzeczy trafiają do świadomych klientów, dla których nie sklepowa witryna czy półka jest istotna, a możliwości brzmieniowe sprzętu audio". Dr Claudio Romagnoli nie jest "kolejnym" człowiekiem, który pewnego dnia zapragnął zawładnąć rynek audio i buduje plan ekspansji na wszystkich możliwych rynkach. To człowiek wyjątkowy nie tylko w rozumieniu świata audio, ale w swej niezwykłej codzienności. Wykłada na Uniwersytecie w Szwajcarii matematykę i fizykę kwantową. Jest przy tym jednym z członków stowarzyszenia Swiss Engineering. Jego współpraca w świecie audio obejmuje takie znane nam marki jak Pearl Evo czy Sonus Faber. Komu będzie mało - niech dołoży do tego projekt układu wydechowego Maserati i projekt pokoju odsłuchowego sygnowany logo Ferrari. Rzecz jasna test nie obejmuje popisu założyciela marki Lector, bez względu na to jak nietuzinkowym jest człowiekiem. I zapewne można by o nim napisać nie jeden artykuł, a całą książkę. Dziś jednak tak mały wycinek informacji o założycielu firmy musi wystarczyć, by już na wstępie zaakceptować fakt niezwykłości jednego człowieka, który swoją niezwykłą osobowość przelewa na swoje produkty. I tu wracamy do pytania "dlaczego sprzęt z logo firmy Lector nie jest dostępny w każdym sklepie". Bo wyjątkowość tego sprzętu nie wymaga takiej formy sprzedaży. Od tego mamy osoby od podstaw zaznajomione z każdym szczegółem produktu, historią marki i doskonałą wiedzą o założycielu Lector Audio Strumenti. Z takimi też osobami przyszło nam kontaktować się przez ostatnie kilka tygodni. Ludzie absolutnie oddani pasji do audio i oddani dobremu brzmieniu, pani Asia i pan Kamil to osoby przenoszące swoją miłość do sprzętu wyjątkowego i jednocześnie są to osoby potrafiące nie tylko obronić swój wybór argumentami, ale co najważniejsze - zarazić innych tą miłością do Lector'a i dobrego brzmienia. Jeśli wstęp wydał się komuś za długi, lub jest niecierpliwy - proponuję przejść do podsumowania. Niestety nie da się wyjątkowych produktów, sprzętu szytego pod oczekiwania osób szukających dobrego brzmienia - opisać w dwóch zdaniach. Dlatego też i nasz test wyjątkowo trwał dłużej niż zwykle, za co w tym momencie raz jeszcze serdecznie dziękujemy w/w osobom z Lector Audio Polska. Dodam tylko, że pomimo wszystko warto przysiąść nad całym tekstem - nie ze względu na artykuł i słowo pisane, ale ze względu na istotne informacje, jakie staraliśmy się zawrzeć o tym interesującym sprzęcie i samej firmie. Od 1982 roku w firmie Lector panuje złota zasada "żadnego marketingu!". I tak też podeszliśmy do tego testu, nie z obowiązku przedstawienia produktu czy (co byłoby gorsze) wypromowania jakiejś firmy i znalezienia na produkt klientów. Nic z tych rzecz! Cały artykuł potraktowaliśmy jako podzielenie się swoimi wnioskami występując w roli (czasowych) użytkowników systemu Lector, zaznaczmy używając słów dystrybutora w Polsce - "systemu szytego na miarę osoby szukającej dobrego brzmienia". Do naszych testów trafił system składający się ze wzmacniacza hybrydowego Lector ZXT-70 oraz przetwornika cyfrowo-analogowego Digitube S-192. Otrzymaliśmy też do podłączenia okablowanie w postaci przewodu głośnikowego Black Cat Cable seria Matrix 3232 (2.5 metra) i interkonekt RCA 3202 (1 metr). Zgodnie z tym, co już wspominałem w/w przewody wg. słów dystrybutora miały zapewnić synergie, oddać w pełni możliwości systemu Lector. Mówi się "zobaczymy i sprawdzimy". Tak wzmacniacz hybrydowy jak i DAC dotarły do nas w słusznej wielkości kartonach. Sprzęt opakowany na czas transportu solidnie i nie pozostawiający absolutnie żadnych wątpliwości co do bezpieczeństwa na czas transportu. Wszystko na swoim miejscu. Nasz popularnie ostatnio nazywany unboxing rozpoczęliśmy od hybrydowego wzmacniacza. Ta ręcznie składana we Włoszech hybryda (warte zaznaczenia - każdy sprzęt Lector'a składany jest ręcznie na zamówienie, żadnych fabryk w Chinach - żadnych oszczędności) już przy pierwszym kontakcie wzrokowym sprawia pozytywne wrażenie. Już na sam początek design urządzenia jest inny, niż modelu ZXT-60. Pozbawiony drewnianych boczków stał się przy tym po bokach obły, na swój sposób nowoczesny i mniej nawiązujący do klasyki audio lat 80 XX wieku. Czy to dobrze, czy źle - każdy oceni wg. własnych potrzeb i własnego gustu. Na pewno nie należy w kwestii wyglądu czynić zarzutów - jest nowoczesny na tyle, by przyciągał wzrok. Jednocześnie nie jest zbyt wymyślny i w swej formie nazbyt krzykliwy, by po kilku latach stanowił powód do utyskiwania. Wyciągamy i... waga. Ta może nie zrobi wrażenia na posiadaczach wielkich monobloków, ale jak na gabaryty - waga wskazuje na realną zawartość elektroniki, nie audiofilskiego powietrza - 13 kg więc jest co wyciągać z pudła. Przechodzimy do panelu przedniego. Dwa dosyć duże, chromowane pokrętła w postaci selektora wejść oraz ustawienia głośności może nie dominują w sposób nader przesadny, ale stanowią bardzo istotny element na frontowej ściance. Tu znów należy się odwołać do osobistych gustów, jednak w przekonaniu większości z osób jakie w ciągu tych kilku tygodni miały okazję oglądać (i słuchać) wzmacniacz - całość wygląda bardzo nowocześnie i jest miłe dla oka. Chromowe pokrętła umieszczone na czarnym, przednim panelu prezentuje się bardzo interesująco. Pozytywne natomiast wrażenie sprawia ich praca - czuć opór, co powoduje w przypadku użytkowania oczywiste ułatwienie. Jesteśmy w stanie dosyć precyzyjne ustawić wymaganą głośność. Jest to kompletnie odmienne podejście do tak istotnej kwestii z punktu codziennego użytkowania od ostatnio recenzowanego Cambridge Audio Edge, w którym pokrętło głośności scalone z selektorem źródeł sprawia wrażenie, że za chwilę odpadnie lub zostanie nam w rękach (ze względu na zbyt duże luzy). W przypadku testowanego ZXT-70 pokrętło głośności działa w sposób precyzyjny i przewidywalny, dając nam już od pierwszych chwil pełną kontrolę nad tym, z jaką głośnością chcemy słuchać muzykę. Na przednim panelu znajdziemy też świecącą diodę sygnalizującą pracę wzmacniacz, ta bardziej "jest" i siłą świecenia oraz barwą nie przeszkadza nawet przy odsłuchach późną porą. Tylny panel zdecydowanie przemawia do audiofilii kochających z jednej strony minimalizm, z drugiej zaletę posiadania odrobinę więcej ilości przyłączy. Ilość gniazd RCA jest więcej niż wystarczająca, a ich jakość nie pozostawia żadnych zastrzeżeń. Mamy więc aż pięć wejść, dwa wyjścia oznaczone jako TAPE oraz co będzie dla niektórych osób ważne - pasywne przejście do kolejnych urządzeń audio. Sporo jak na codzienne oczekiwania nawet wymagającego użytkownika. Mamy też (jak to w przypadku wzmacniaczy bywa) porządnej klasy przyłącze do przewodów głośnikowych. Ilość pozostawionego wolnego miejsca wokół gwarantuje podłączenie nie tylko solidnych i grubych przewodów głośnikowych, ale bezproblemowe podłączenie przewodów konfekcjonowanych z myślą o np. Bi-Wiring. Po prawej klasyczne gniazdo przeznaczone do kabli zasilających - nic nowego, rzecz oczywista. Cały design może się podobać, nie jest przesadny w swej formie, delikatnie robi ukłon w stronę ludzi szukających odrobinę zmiany i delikatny powiew nowoczesności. Od góry znajdziemy bardzo ładnie wycięte otwory wentylacyjne, które więcej dodają niż odejmują górnemu panelowi. Pozostają nam obłe boczki. O ile sam ich kształt jak już pisałem powyżej - jest miłym dla oka akcentem XXI wieku, o tyle włącznik urządzenia znajdujący się z lewej strony rodem z taniego radyjka - mnie nie przekonał. Gotów byłbym zrobić wszystko, by przenieść go bliżej tyłu niż zostawić w obecnej formie (blisko przedniego panelu), ale może to swoiste skrzywienie osoby, dla której symetria w przedmiotach codziennego żytku oraz w otoczeniu jest bardzo istotna. No cóż, nie ma w życiu idealnych rzeczy zobaczymy więc, czy zrekompensuje to odsłuch. Dla naszej dziennej wygody otrzymujemy pilot. Niewielki i sprawiający wrażenie, że w swej wielkości może nie jest dopasowany do stojących na półce urządzeń. Lecz uwierzcie mi na słowo - sprawuje się wyśmienicie. Zapewne ideą przy tworzeniu pilota była jego prostota i minimalizm na rzecz czystej funkcjonalności. Jeśli ktoś chciałby stawiać temu zarzut - niech powstrzyma się, na rynku bowiem małe piloty stanowiły już nie raz powód do zachwytu, a w przypadku niektórych - próbowano wręcz kopiować design. Tu nie mamy ani kopii, ani dużego pilota. Jest tyle, by nie zabierało nam zbytniej przestrzeni na stole czy obok nas w trakcie odsłuchów. Drugim z urządzeń jest przetwornik cyfrowo-analogowy Digitube S-192. Ten DAC pracujący w czystej klasie A idealnie kształtem nawiązuje do wzmacniacza ZXT-70 i obydwa urządzenia są idealnie stworzone dla siebie pod względem designu. Przód jest prosty i czytelny. Nie wymaga nawet długiego czasu do namysłu, by wiedzieć "o co chodzi". Mamy niewielki przycisk INPUT, którym dokonujemy wyboru źródła z jakim DAC ma pracować, każde z nich oznaczone jest kolejną cyfrą i diodą w kolorze identycznym jak te użyte we wzmacniaczu. Po prawej - wyświetlacz sygnalizujący nam tryb pracy. Jak na tego typu urządzenie - więcej z przodu oczekiwać wręcz nie wypada. Tył za to cieszy oczy od pierwszej chwili! Mamy wszystko, co chcieć powinniśmy. Jest podwójne wejście COAXIAL, AES/EBU, mamy TOSLINK. Do tego USB do podłączenia komputera jako źródła. Przy okazji mamy także wyjście cyfrowe w standardzie COAXIAL. Po prawej gniazda wyjścia RCA do wysłania sygnału wprost do wzmacniacza. Na tylnej obudowie znajdziemy informację, że w naszych rękach posiadamy konwerter 32 bitowy o maksymalnej częstotliwości 192 kHz. W obecnych czasach może wydawać się to na tle konkurencji "niewiele", ale z ręką na sercu - ilu z czytających te słowa korzysta z plików o znacznie wyższych parametrach? A najistotniejsze pytanie brzmi - w jak dużym stopniu przekłada się to na rzeczywistą jakość brzmienia. Boczki jak w hybrydowym wzmacniaczu - akcentują swoją nowoczesność i stanowią formę miłą dla oka. Po lewej stronie natrafiamy na już opisany we wzmacniaczu przełącznik. No cóż, nie będę się pastwił (nad sobą?) nad urządzeniem, ale teraz przynajmniej jak postawię przetwornik z prawej strony - uzyskam pseudo symetrię (istnieje coś takiego?), mając obydwa przełączniki z tej samej strony. Obydwa urządzenia z logo Lector'a podłączamy dostarczonym nam okablowaniem. Black Cat Cable seria Matrix 3232 okazały się być nowe, więc postanowiliśmy nie męczyć siebie i dać im czas na wygrzanie. Przewody RCA wpięliśmy pomiędzy wzmacniacz, a DAC - dając im ten sam dodatkowy czas pracy na wygrzanie. Dodatkowe elementy systemu to w głównej mierze kolumny, które zmienialiśmy w trakcie trwania testu oraz źródła w postaci komputera i odtwarzacza CD. Test rozpoczęliśmy od wsłuchania się w najbardziej nam znane "kawałki muzyczne". Nie budowaliśmy w swojej głowie żadnego wyobrażenia przed odsłuchami, pozwoliliśmy na to, by muzyka po prostu płynęła. Za źródło w pierwszej kolejności posłużył nam komputer (MacBook Pro) z zainstalowanym programem Audirvana+. I... i byłbym nieuczciwy wobec samego siebie, gdybym napisał, że muzyka właśnie nie płynęła. Nie siliła się, nie mocowała z głośnikami. Wzmacniacz spokojnie budował scenę na tyle, by poczuć się jak w przytulnym klubie. Klubie, w którym z przyjemnością przychodzimy posłuchać muzyki, gdzie czas spędzamy ze świadomością tego, ile znaczy dla nas muzyka. W świecie Lector Audio Strumenti nie liczą się perfekcyjnie zagrane wysokie tony, tam ich nie znajdziecie. Tak wzmacniacz jak i DAC przekonuje nas (do tego słusznie), że perfekcja w muzyce zawsze oznacza całkowicie coś innego. I nie jest to zarezerwowane dla drogich urządzeń, nie oznacza to też potrzeby inwestowania majątku w dziesiątki pośrednich urządzeń w systemie, by poczuć muzykę. Tutaj wszystko po prostu gra. Górne zakresy dają się słyszeć, nie atakuja nas i nie męczą. Nie mamy poczucia ataku naszych uszu i nie musimy też zapraszać naszych czworonożnych pupili do drugiego pokoju w obawie o ich słuch. Nic z tych rzeczy! Muzyka w zakresie górnych częstotliwości układała się z resztą pasma, serwując delikatnie smaczki, nie opuszczając niczego co istotne. Więcej, wzmacniacz nie zabierał nam nic z prezentacji droższych systemów, jednak mieliśmy poczucie nie tyle mniejszej ilości detali - co ich uspokojenia. Poukładanie muzyki - tak można ująć w dwóch słowach prezentację muzyczną systemu Lector. Jeśli na początku wspominaliśmy o Ferrari i Wenecji, to zamiast toru wyścigowego z super szybkim autem - wyobraźcie sobie Wenecję. Gdzie płynąc w gondoli macie poczucie czerpania przyjemności z każdej chwili. ZXT-70 jak gondolier, zdaje się przy tym nie męczyć, nie śpieszyć i daje nam czas na czerpanie przyjemności z wycieczki po świecie muzyki. Średnie są umiejscowione w sposób należyty na scenie, ale bez wychodzenia do przodu. Tutaj nie oczekujmy wokali sprawiających wrażenie, że artystka śpiewa nam wprost do ucha. W kinie cecha pożądana, gdzie lektor musi być czytelny i niezagłuszony efektami specjalnymi. W muzyce wokal jest częścią - nie sednem prezentacji. Oczywiście są utwory skupiające naszą uwagę na głosie artysty i tutaj hybryda Lector'a realizuje to w sposób jak najbardziej właściwy. Jedyne czego nie znajdziecie to ogromnej sceny, po której artysta poruszałby się niczym Mercury po Wembley. No cóż, koncertowe granie to nie jest, pora więc wrócić na ziemię i usiąść wygodnie w naszym ulubionym klubie, gdzie muzyka płynie tak, jak to lubimy najbardziej. Kiedy odsłuchiwałem Annę Marię Jopek z jej rewelacyjnego albumu "Farat", dało się czuć klimat i wyrażane emocje. Wybór zresztą świadomy, bo gdybym miał dziś wybrać się do klubu i poczuć emocje - Ani głos i repertuar albumu "Farat" byłby idealny, by poczuć to, co w muzyce najważniejsze - emocje. Tak, system Lector'a buduje klimat i daje emocje przez duże "E". Jeśli przychodzi mu zmierzyć się z perkusją - realizuje to w sposób adekwatny do rodzaju muzyki i samego nagrania. Tam, gdzie realizator dołożył "swoje 3 gorsze" i niskie mają zatrząść fotelem - Lector nie udaje i nie serwuje nam na pół gwizdka niskich. Jest moc, jest powietrze, są niskie. Wszystko zależy od samych głośników, bo wzmacniacz sprawiał w testach wrażenie, że nie zabraknie mu mocy nawet przy solidnie zaznaczonych niskich, gdzie stopa perkusisty nie oszczędzała się. Niskie to szereg różnych składowych na całość, nie mamy wrażenia jednolitości i zlepku dźwięków. Jest ta wręcz oczekiwana różnorodność. Oczywiście nie daliśmy wzmacniaczowi zadań niemożliwych do zrealizowania. Nasze kolumny głośnikowe nie należały do przesadnie wymagających i sięgających niebotycznego pułapu cenowego. Ale też nie taki był cel testu, by zamęczyć wzmacniacz konstrukcjami kilka razy droższymi i wymagającymi dużych oraz prądożernych końcówek mocy. Wzmacniacz pokazywał co oznacza muzyka w naszym sercu, niekoniecznie jako wyobrażenie w naszej głowie. I piszę o tym w rozumieniu na plus dla konstrukcji. W głowie zazwyczaj każdy z nas ma "wyrobioną" prezentację i kreuje oczekiwania brzmienia. Wystarczy przejść się do dobrego klubu czy na koncert z kameralnym klimatem. Nasze wyobrażenie znika, wciągamy się coraz bardziej w muzykę naszym sercem. Tak, Lector Audio Strumenti oferuje swoiste narzędzia do pokochania muzyki, nie sprzęt audio mający nas zaskakiwać swoją koncertową prezentacją czy kinowymi efektami każdych instrumentów. Bohemian Rhapsody w formie koncertowego wydarzenia musicie pozostawić innym urządzeniom, lub najlepiej udać się do dobrego kina. Dobry wieczór przy muzyce? Na odsłuch wzięliśmy Rhye i album "Woman". Utwór "Last Dance" wywołał ogromną porcję pozytywnych emocji. Odpłynąć z muzyką - to chyba największa rekomendacja dla urządzenia. I może gdybym przy tym był sam... ale w odsłuchach brała udział większa ilość osób. Za każdym razem wracaliśmy do kilku utworów sprawdzić, czy rzeczywiście "tak to dobrze brzmi", czy może to urok minionego dnia. No cóż... i te słowa kieruję do dystrybutora na Polskę - Panie Kamilu, zabiera Pan dorosłym mężczyznom "zabawkę" dającą niesamowitą przyjemność ze słuchania muzyki. Jeśli mi ktoś nie wierzy, proszę posłuchać "Verse" z w/w albumu! Pora na zmianę, z głośników Harbeth przechodzimy do konstrukcji o odmiennej filozofii budowy i samej prezentacji muzyki. To, co znów na plus - nawet zmiana na najnowszą konstrukcję firmy Monitor Audio model 300 Gold nie przynosi "uszczerbku" na przyjemności ze słuchania muzyki. Może nie jest tak przytulnie i miękko, a wstęga dodaje ciut więcej niż "normalne" konstrukcje "swojego" w brzmieniu. Nadal jednak czujemy klimat dobrego grania, gdzie muzyka ma nas nie tyle czarować efektownymi wstawkami, ile oczarować swoją różnorodnością. Nie bylibyśmy sobą, gdyby nie wyciągnąć naszego okablowania i wpiąć zamiast (nazwijmy to) "dedykowanego" i zalecanego przez dystrybutora. Bo w końcu po to czasem służy sprzęt, by szukać odpowiedzi "jak zagra" z czym innym. Zmieniła się w niewielkim stopniu barwa. Wpływ na to ma sam przewodnik - z miedzi na srebro, nie oszukujmy się - różnice musiały być i były słyszalne. Przyznam rację dystrybutorowi - synergia pomiędzy urządzeniem, a okablowaniem jest istotna i nie może być pomijana kwestia tego, jakie kable są wpięte w nasz system. Oczywiście, nasze poszukiwanie ograniczyło się do zmiany okablowania z jednego producenta na drugiego. Być może włączając w system jeszcze inne okablowanie - kolejnej marki - mielibyśmy szansę odkryć coś nowego, zapewne też inaczej brzmiącego. Pytanie tylko na co odkrywać koło na nowo, skoro system złożony z tego, co proponuje Lector Audio Polska zgrał się wyśmienicie, czego dowodem była zmiana jaką uzyskaliśmy po wpięciu naszych (zaznaczmy - droższych) kabli. Po zmianie okablowania nie poszliśmy ani na krok do przodu pod względem jakości, otworzyła się w stopniu minimalnym góra i uzyskaliśmy nieznacznie bardziej otwartą średnicę. Lecz brzmienie ze względu na srebro jako przewodnik w naszym odczuciu - wiele straciło. Na tyle, że z przyjemnością wróciliśmy do poprzednich konfiguracji z Black Cat Cable. DAC Lector'a to przetwornik, który spisuje się wyśmienicie nie tylko w połączeniu ze wzmacniaczem tej samej firmy. Mieliśmy okazję podłączyć go do wzmacniaczy innych firm (w tym Moon'a). Pozostaje napisać - "klasa A sama w sobie". Nie czujemy cyfrowej naleciałości czy swoistej nerwowości. W sumie ciężko nawet napisać, z czym by się nie sprawdził ten przetwornik, bo jakość uzyskiwana na wyjściu jest tak duża, że na pewno sporo doda pod względem jakości w Waszych systemach. Nie będzie ujmował niczego w posiadanym systemie. Łącząc DAC z odtwarzaczem CD (który miał wbudowany DAC) słychać było różnicę w jakości. Nie dziwmy się więc, że sporo osób decyduje się na rezygnację z wbudowanych przetworników w swoich odtwarzaczach, na rzecz osobnych elementów w torze audio. Tutaj płaci się za to, co jest namacalne i słyszalne. Odtwarzacz CD po podłączeniu do Digitube S-192 zyskał na barwie, na dociążeniu i masie. Zeszła swoista suchość nagrania, która dominuje w przypadku tańszych odtwarzaczy. Zamiast "grania" odtwarzacz podał dane cyfrowe, a DAC od Lector'a zrobił to, czego oczekujemy od dobrej klasy przetworników - pokazał muzykę. Przyszedł ten moment, w którym należy wstać i wyjść z klubu, i to pomimo tego, że muzyka tak ujmuje nas i nasze serce. Przychodzi więc i taki czas, kiedy trzeba wszystko spakować i czekać na kuriera... a sprzęt mający tak wielki potencjał rozkochiwania ludzi w muzyce - musi wrócić do dystrybutora. Smutny niestety to czas. Tak, to nie jest sprzęt, w którym zakochacie się "bo jest w każdym sklepie". To nie jest sprzęt, w którym zakochacie się, bo koncerty AC/DC zabrzmią na nim, jak koncert tego zespołu w Poznaniu. Nic z tych rzeczy. Nie wykreujecie sceny 40 metrowej w szerz z ZXT-70, nie będziecie przy tym mieli poczucia wielkości sali koncertowej niczym w trakcie finału Konkursu im. Fryderyka Chopina. Wzmacniacz jak na hybrydę tej klasy przystało - zagra nawet ciężkie brzmienie - nie udając przy tym tego, czym nie jest. Lector okaże Wam muzykę - z całym drivem w przypadku rocka, z nutką emocji i nostalgii (jak na albumach u Ani Jopek). Płyty Vangelisa czy Vollenwaidera zaskoczą wszystkich bogactwem różnorodności brzmienia, bogactwem dźwięków. Dźwięków, które wydają się bliższe faktycznym, bardziej neutralne - ale nie pozbawione emocji. Jeśli miałbym postawić tak wzmacniacz jak i DAC po jednej ze stron ciepła czy zimna - byłaby to zdecydowanie strona ta cieplejsza. Ale nie sztucznie zmiękczana i usilnie nas przekonująca "nie potrzeba w muzyce życia". Jest blask w tym brzmieniu i swoboda kreowania tego. Ale nie dominuje to nad przekazem, stanowi swoiste zaznaczenie i pokazanie "muzyka jest różnorodna". PODSUMOWANIE: Lector to przygoda z muzyką, to gondola nieśpieszna wrażeń od pierwszej chwili. Jesteśmy zaproszeni do swoistej podróży po "Wenecji" naszych marzeń, gdzie czas przemija wolniej, a wszystko co cenne i zapewne do tej pory ukryte - nagle zdaje się nabierać prawdziwej wartości. W systemie przygotowanym przez Lector Polska taką wartością jest muzyka. Ta prawdziwa, nie wykreowana przez nasze oczekiwania. Kupując tak wzmacniacz jak i DAC (a najlepiej wspólnie) otrzymujecie bilet do bardzo długiej podróży, gdzie nie skupiacie się na sztucznie generowanych emocjach przez tłum nas otaczający. Poznacie wartości ważniejsze, spokój i piękno z płynącej muzyki. I tylko wieczorem nie przesadzajcie z pokrętłem głośności. Faith no More potrafiło pomimo delikatnego oporu chromowanego pokrętła pompować masę powietrza, a opór był tylko pozorny i to tylko ze strony błyszczącego - chromowanego pokrętła. Wzmacniacz nie stawiał najmniejszego oporu i zdawał się przy tym nie czuć nawet odrobinę "zmęczony". Można napisać - bawił się dźwiękami tym bardziej, im bardziej my czerpaliśmy z tego przyjemność. Są urządzenia drogie i tanie, jest ogromny wybór na rynku. Jak na kramie "dla każdego coś dobrego". I jest Lector, który nie kocha się w strojeniu piórek na bazarze. On będzie stał dumnie w salonie każdego melomana, który zna pojęcie "dobra muzyka". Ten sprzęt nie potrzebuje ładnego baneru reklamowego, kolorowych wystaw. Teraz już wiecie dlaczego Lector nie konkuruje na sklepowych półkach z innymi markami o kawałek podłogi? Nie musi o to zabiegać, zauroczy Was nie tyle sobą co muzyką. Na tyle, że na koniec naszej (w tym mojej) przygody z tym sprzętem - zapomniałem jak bardzo psioczyłem na początku na przełącznik zasilania. Po kilkunastu godzinach nie było to istotne i gdyby nawet zdecydowano się umieścić go z przodu - jakoś bym to przeżył. Z bólem serca, ale w tym wszystkim to muzyka stanowiła by sedno mojej zapewne długiej przygody z Lector Audio Strumenti. Czy kochacie Włoską kuchnie czy nie, zapewne pokochacie sprzęt ze znaczkiem "Lector". Włosi to nie tylko przygoda z czerwonym Ferrari i wycieczki gondolą po Wenecji. Od 1982 roku to muzyka przez duże "M" i właśnie emocje z nią związane. Może pora przestać szukać brzmienia i skupić się na muzyce, jeśli taki macie plan w życiu - wiecie więc gdzie zadzwonić i zrealizować swoje plany. Zatęsknimy za sprzętem Lector Audio, to pewne. Ale cóż stoi na przeszkodzie by zwolnić miejsce i przed długimi, zimowymi wieczorami nie przygotować w swoim domu prywatnego klubu z muzyką, dobrą muzyką. Nie trzeba będzie nigdzie wychodzić, a z Lector'em umilającym nam czas - znajomi sami będą przychodzić! Cena katalogowa: ZXT 70 - 8500 złotych. DAC Digitube S-192 - 9500 złotych. Coś od technicznej strony: Wzmacniacz posiada w pre 2 lampy 6922/Ecc88 Moc wyjściowa: przy 8 ohm - 70 Watt na kanał i aż 100 Watt przy 4 ohm. DAC Digitube S-192 pełne wyjście lampowe klasa A. lampy wyjściowe ECC 81 i ECC 83. Pomiary (za Lector Audio): http://www.lector-audio.com/DTS192.htm Sprzęt godny polecenia wszystkim zmęczonym wiecznym poszukiwaniem "lepszego brzmienia". Dla tych, którym muzyka gra w sercu od dłuższego czasu, a nie siedzące w głowie wyobrażenie o muzyce. Świetna także propozycja dla wszystkich początkujących melomanów, którzy chcą uniknąć niepewnych inwestycji i ciągłego gonienia za mitycznym króliczkiem. Za sprzęt do testów dziękujemy dystrybutorowi marki Lector. Wielkie podziękowania dla p. Asi i p. Kamila za cierpliwość. http://www.lectoraudio-poland.pl AudioRecki (Magazyn AudioStereo)
  7. 2 points
    Ostatnio wspominaliśmy o nowym teledysku, piękne wykonanym i równie kontrowersyjny - pod wymowną nazwą "Deutschland". Co oczywistym, materiał filmowy zapowiadał nadejście nowego albumu formacji dowodzonej przez Tilla Lindemanna. I tak też się stało, że po 8 latach oczekiwania do rąk fanów zespołu trafi nowy album zespołu. W trackie wywiadu jaki miał miejsce kilka miesięcy temu, Kruspe (gitarzysta Rammstein) przyznał, że materiał na nową płytę był miksowany przez Rocha Costey'a (współpracował mn. z MUSE). Richard zapowiedział przy tej okazji, że zespól zamierza nakręcić 5 nowych teledysków związanych z planowanym na ten rok albumem. Jest więc mocna zapowiedź po 8 latach oczekiwania! Nowy album o nader (jakby) oryginalnej nazwie "Rammstein", to materiał nad którym zespół pracował od 2015 roku. Trochę więc czasu zespół poświęcił i z pierwszych materiałów jakie mamy - jest na co czekać. Czy jednak nowe utwory zyskają taką popularność, jak: "Amerika", "Pussy" czy rewelacyjne "Du Hast"... zobaczymy. Album ukaże się w połowie maja (dokładnie 17), a za dystrybucję w naszym kraju odpowiada Universal Music. Płytę obecnie znajdziecie w przedsprzedaży. Polecamy! Rammstein - "Rammstein" (2019) Tracklista: 1. DEUTSCHLAND 2. +ADI+ 3. ++++ DICH 4. A+S+Ä+D+R 5. ++X 6. P+PP+ 7. +AS +CH ++E++ 8. +IA+AN+ 9. WE++ WE+ 10. +A++OO 11. +ALL++ANN AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  8. 2 points
    "Życie bywa ulotne"... takie słowa słyszymy w obliczu poważnych tragedii ludzkich. Sami najczęściej stoimy obok i chcąc pomagać - nie wiemy jak to skutecznie zrobić. Czy aby na pewno jest to tak trudne? Zapewniam Was, że nie. A pomoc dana innym procentuje w naszym życiu wielokrotnie! Mamy dziś wielką przyjemność dołożyć malutką cegiełkę w promowaniu jakże szczytnej idei. Administracja wraz z Redakcją AudioStereo chciałyby zaprosić wszystkich swoich forumowiczów do wsparcia Fundacji Rak'n'Roll! Dodatkowym ważnym wydarzeniem związanym z Rak'n'Roll jest premiera teledysku nowego singla zespołu The Dumplings. Utwór został specjalnie stworzony dla Fundacji i opowiada o ludziach „pijanych życiem”, którzy silniej czują jego smak. Projekt powstał w ramach kampanii zachęcającej do przekazywania 1% podatku na Fundację Rak’n’Roll. Reżyserem nowego teledysku jest Olga Bołądź, która debiutuje w tej roli. ”Dla Nas KRS 0000 338 803” to utwór inspirowany doświadczeniami osób, które przeszły przez raka. Dzisiaj mówią o sobie, że są pijani życiem. Bohaterowie teledysku – Marta, Weronika, Kasia, Wioletta i Artur silniej czują jego smak. Takich historii jest więcej. Rak’n'Roll, dzięki 1% podatku, pomaga je pisać, inspirując do celebrowania życia w chorobie i po powrocie do zdrowia. Bohaterowie teledysku do piosenki „Dla Nas KRS 0000 338 803” inspirują do działania i udowadniają, że z rakiem można żyć, przez raka można przejść! Weronika wraz z początkiem roku rozpoczęła swoją wielką podróż po Koronę Ziemi: Dla Kasi obdarzonej niesamowitym głosem, udział w teledysku był spełnieniem marzeń: Z kolei Wiola o swoim doświadczeniu mówi, że „gdy wydawało się, że wszystko się kończy, życie zaskoczyło ją stawiając na drodze wielką miłość i szczęście”, Artur przebiegł maraton i szykuje się do kolejnych wyzwań biegowych, Marta nie tylko w 2018 r. weszła na Kazbek, ale również kilka miesięcy później wzięła udział w treningu biegów górskich TatraRunning! Marta, Kasia, Weronika, Wiola i Artur – przyjaciele i podopieczni Fundacji, którzy kiedyś zmagali się z rakiem, a dzisiaj celebrują życie, czerpiąc z niego jak najwięcej. Pomaganie nie boli - pamiętajmy o tym, a nasza pomoc innym daje realne wyniki, które jak widać powyżej dają szansę na nowe życie. Tak, "życie bywa ulotne", więc liczy się każda chwila. Ile byśmy byli gotowi dać, by nasze życie było mniej ulotne i lepsze? Pamiętajmy o jednym - za tymi imionami kryją się prawdziwe osoby, siostry, bracia, matki, kuzyni czy bliska rodzina. Realne przeżycia, realna walka o swoje "być". Pomagajmy więc, bo w ten sposób pomagamy sobie! '"Jestem szczęśliwy, że mamy swój pierwszy oryginalny projekt muzyczny - mówi Jacek Maciejewski, Strażnik Marki Rak'n'Roll. - Współpraca z The Dumplings okazała się po prostu świetna – Justyna napisała doskonały tekst, a muzyka Kuby zrobiła z tego przyszły przebój. Olga Bołądź jako reżyserka klipu okazała się rewelacyjna. Kolejny raz udało się zrobić tak, by kampania 1% Rak’n’Roll dawała coś fajnego tym, którzy nas wspierają, bo wiedzą, że „Nie ma Rak’n’Rolla bez procentów!”'. Dzięki zeszłorocznej zbiórce Fundacja podjęła wiele ważnych inicjatyw, m.in.: - udzieliła wsparcia chorym w przejściu przez raka, ale wcześniej w przejściu przez system opieki zdrowotnej. Takich podopiecznych w 2018 roku było 63. - zapewniła opiekę psychoonkologa dla chorych i ich rodzin. W 2018 r. udzielono 645 godz. bezpłatnych konsultacji, - zapewniła kompleksową opiekę Boskim Matkom – kobietom w ciąży chorym na raka – objęto opieką 46 kobiet i 36 noworodków. - wsparła tych, którzy są już po chorobie, lecz potrzebują pomocy, by ruszyć dalej w życie – w III edycji programu iPoRaku bierze udział 40 Ozdrowieńców, - kobietom w trakcie chemioterapii Fundacja przekazała 414 peruk z naturalnych włosów, - zorganizowała warsztaty urodowe i rękodzieła dla chorych. W warsztatach wzięło udział ponad 400 osób, - utworzyła Punkt Informacyjny w warszawskim Centrum Onkologii, - doprowadziła do stworzenia i oficjalnej publikacji zaleceń medycznych dotyczących badania USG piersi u kobiet w ciąży, - zorganizowała górski trening biegowy dla osób, które przeszły przez raka. Przebiegli Tatry! - przeprowadziła nowatorską kampanię profilaktyczną „Coś do nich mam”. 7000 kobiet zrobiło badanie USG! Jak widać po powyższych działaniach, nasz 1% daje tak wiele! Do wspierania Fundacji swoim 1% zachęca Administracja i Redakcja AudioStereo! AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  9. 2 points
    Jak zapewne zauważyliście nasz Magazyn się zmienia. Strona główna jest teraz bardziej przejrzysta. Dostęp do podziału według kategorii jest nadal dostępny. Napiszcie proszę jak Wam się podoba. Sprawdzamy różne widoki szablonów: Jednak pozostaniemy chyba przy tym, którego obecnie używamy. Oczywiście będzie jeszcze dopracowany.
  10. 1 point
    Dzięki uprzejmości Audiomagic.pl trafił do mnie na testy CAYIN IDAP-6. Firma Cayin powstała w 1993 roku w Chinach i zasłynęła przede wszystkim produkcją wzmacniaczy lampowych, cieszących się dobrą opinią w świecie audio. Wraz z rozwojem cyfryzacji, pojawieniem się bezstratnych formatów i powstaniem serwisów streamingowych, wiele firm zaczęło przechodzić na „ciemną stronę mocy” i produkować urządzenia do słuchania muzyki z plików. I tak Firma Cayin stworzyła serię „i”: iDAP-6, iDAC-6 oraz iHA-6. IDAP-6 to wieloformatowy, komputerowy transport cyfrowy wyposażony w wiele funkcji. Urządzenie dostarczane jest w solidnym kartonie. W komplecie otrzymujemy przewód zasilający, kabel usb A-B, antenę BT/WIFI oraz instrukcję w języku angielskim. Budowa: Obudowa wykonana jest z piaskowanego aluminium w kolorze srebrnym. Na panelu przednim po lewej stronie umieszczony jest przycisk zasilania z podświetleniem LED i mniejszy aluminiowy przycisk, który pełni rolę return. Pod spodem znajduje się klapka, która kryje gniazdo na kartę SD i port USB. Na środku panelu umieszczono duży, wyraźny wyświetlacz Amoled 3,95 ” Po prawej stronie mamy duże pokrętło, które działa albo za pomocą przełącznika obrotowego jako wybór pozycji menu, albo naciskając do środka, aby potwierdzić opcję menu. Panel tylny wyposażony jest w cała gamę wyjść cyfrowych: HDMI (I2S), Toslink, RCA (Coaxial), BNC (Coaxial), XLR (AES/EBU). Mamy tam również gniazdo dla anteny BT/WIFI, port LAN, 2 gniazda USB, gniazdo zasilania oraz wyłącznik zasilania. Pierwsze uruchomienie i obsługa: Po włączeniu IDAPa na wyświetlaczu ukazuje się nam wybór języka menu (niestety nie ma jęz. polskiego), a następnie główne menu. Możemy wybrać źródło dźwięku, kategorię muzyki, ustawienia. Po podpięciu dysku twardego lub pendrive chwile trwa skanowanie. Po tej operacji mamy dostęp do naszej biblioteki z muzyką. Możemy się po niej poruszać za pomocą przycisków na panelu lub za pomocą smartfonu czy tabletu. Cayin zaleca do tego aplikację HibyMusic, dostępną zarówno dla telefonów z systemem Android jak i na IOS. Aby aplikacja poprawnie działała musimy uruchomić bluetooth oraz aktywować HibyLink w IDAPie. Wszystko działa płynnie i szybko przechodzimy między katalogami z muzyką. Na wyświetlaczu widzimy okładkę albumu, artystę, tytuł płyty i utworu oraz format granego pliku. Odtwarzacz radzi sobie z wieloma formatami: DFF, DSF, SACD-ISO, FLAC, ALAC, WAV, APE. Większość użytkowników przechowuje swoje kolekcje muzyczne na serwerach NAS lub gra z serwisów streamingowych. Jak sobie z tym radzi IDAP- 6 ? Dzięki technologii DLNA oraz aplikacją takim jak BubbleUPNP lub MConnect możemy przesyłać nasze dane z NAS, słuchać muzyki z TIDALA czy Qobuz. Dodatkowo aplikacja MConnekt udostępnia i odtwarza treści w formacie MQA. Niestety nie udało mi się uruchomić spotify connect, oczywiście można to obejść grając przez bluetooth ale tracimy trochę na jakości. Odsłuch: Siadam wygodnie, smartfon w dłoń i zaczynamy zabawę od połączenia coaxialnego. Gitara basowa Marcusa Millera w Moonlight Sonata wybrzmiewa na pierwszym planie, słychać każde szarpnięcie struny. Paper Trails – Darkside, wokal jest wysunięty do przodu, Nicolas Jaar niemal stoi przede mną. Podobne odczucie mam słuchając Guardian Angel - Riverside, Rozpływam się przy The Look of Love –Jacintha, Standing On the Stairs – Anjani to ciepły, nisko schodzący bas w wielu odcieniach. Saksofon w utworze Nuages – Jamesa Cartera jest tak realny, iż mam wrażenie, że siedzę w małej zadymionej knajpce na Manhattanie. Celowo skaczę po utworach, różnych gatunkach i nie mam się do czego przyczepić. Cyain brzmi ciepło, powiedziałabym, że trochę lampowo ale nie traci nic na szczegółowości, słychać wiele smaczków, scena jest szeroka i ten wielobarwny bas. Po przejściu na wyjście optyczne i usb słychać subtelną różnicę in minus ale może to wina DACa, którego użyłam do odsłuchów. Podsumowanie: Cayin IDAP-6 to odtwarzacz sieciowy dla dojrzałego audiofila, który ceni sobie dobry dźwięk i zależy mu na jak najlepszej jakości muzyki. Dla osoby, która ma bibliotekę bogatą w pliki wysokiej rozdzielczości, a niekoniecznie zależy jej na Spotify. Cayin potrafi nas mile zaskoczyć barwą i wysublimowanym dźwiękiem. [email protected] Specyfikacja: Bluetooth: BT v4.1 (wspiera apt-X) Ekran: AMOLED 3,95" Rozdzielczość: 360 x 640 Pobór mocy: 20W Pobór mocy w trybie standby: 2W Wspierane nośniki pamięci: 2,5" HDD USB (do 2TB), karty SD (do 256GB), pendrive, czytniki kart Wsparcie dla wszystkich popularnych formatów cyfrowych: DFF, DSF, SACD-ISO, FLAC, ALAC, WAV, APE Wsparcie PCM do 32Bit/384kHz, wsparcie DSD do DSD256 z I2S, do DoP128 z USB i do DoP64 z innym cyfrowym interfejsem Wszechstronna ilość wyjść cyfrowych: USB, I2S, AES/EBU, coaxial, optyczne Wymiary: 240 x 268 x 69 mm Waga: 3,3 kg Dystrybucja: www.audiomagic.pl Cena – 4900,- PLN
  11. 1 point
    18 czerwca zapadnie w pamięci na naprawdę bardzo długi czas. Dzięki wsparciu Mecenasów "Tylko Dobra Muzyka" - dwóch firm: Q21 z Pabianic i dystrybutora sprzętu - firmie AudioCenter z Krakowa, mieliśmy przyjemność spotkać się z niekwestionowanym autorytetem Polskiej sceny jazzowej i nie tylko! Bo Marcin Oleś jest nie tylko artystą nietuzinkowym, człowiekiem dla którego piękno muzyki osadzone jest w naturalnym jej brzmieniu. To także dusza piękna realizująca się jako kompozytor, autor muzyki teatralnej i filmowej, a także dyrygent małych składów. Zapewne pamiętacie słynny solowy album Marcina "Ornette on Bass", który był pierwszym w Polsce albumem na kontrabas solo, do tego była to pierwsza na świecie transkrypcja nagrań Ornette Colemana na solowy kontrabas. Świadomie wspominam o tym albumie, bo w nim właśnie zawarte jest wyjątkowe piękno muzyki i tego, jak artysta chce pokazać nam swój muzyczny świat, świat artysty wyjątkowego i cenionego. Z Marcinem mieliśmy okazję spotkać w przemiłej atmosferze przedpołudnia, tuż przy Zamku Królewskim w Krakowie. Już pierwsze chwile i zamienione luźne kilka zdań wprowadziło nas na tory muzyki, brzmienia... a nawet sprzętu audio. Jak się okazuje nawet dla artysty tego pokroju, który interpretuje muzykę, tworzy ją i czaruje swoimi kompozycjami rzeszę oddanych fanów, sprzęt audio też jest w kręgu zainteresowań. I trzeba przyznać to wprost, Marcin w temacie sprzętu jak na muzyka - wiedzę o "lampkach", wzmacniaczach, kolumnach i całych tych audiofilskich klimatach - wiedzę ma ogromną. Rzecz jasna nie było niczyim celem zanudzać Marcina o wzmacniaczach czy kablach, więc dyskusję sprowadziliśmy na zgoła inne tory - o muzyce tworzonej przez Marcina i jego brata. I to stanowi sedno naszego artykułu - mini relacji z naszego spotkania z artystą. Otóż bracia Oleś w najbliższym czasie planują wydać nowy, wyjątkowy album. Kolejny projekt i kolejny raz nietuzinkowy! Otóż album już nie tylko w swojej formie muzycznej, ale od strony podjęcia się całości projektu stanowi niesamowite przedsięwzięcie. Pod sporo mówiącym tytule "Alone Together" dwaj muzycy z krwi i kości realizują wspólną płytę, w którym ani razu nie dochodzi do wspólnego... grania. Płyta ma stanowić podział pomiędzy część przeznaczoną dla perkusji, a kontrabasu. Projekt więc zakłada spojrzenie na muzykę z jednej strony prezentowaną przez bliskie sobie osoby, z drugiej... całkowicie odrębną w formie przekazu oraz użytych instrumentów. Album na rynku planowany jest obecnie na okres "po wakacjach", więc pozostaje dużo czasu na domysły i rozbudzanie ciekawości. Jestem przekonany po rozmowie z Marcinem, że płyta przyniesie (zresztą jak zawsze) pozytywne opinie i sporą rzeszę osób zainteresowanych. W trakcie spotkania czekała na nas jeszcze jedna niespodzianka (a nawet dwie, ale o tej drugiej już wkrótce!), za którą chciałbym serdecznie podziękować Marcinowi. Otrzymaliśmy dla Was do wygrania płytę projektu Sefardix - "Maggid". Płyta jest sygnowana przez Marcina i do wygrania w naszym mini konkursie. Wystarczy w komentarzach pod artykułem zostawić krótki komentarz, w którym zostanie zawarta informacja, z jakimi muzykami Marcin do tej pory grał (występował). Posty mogą powielać nazwiska czy nazwy projektów! Termin pozostawiania komentarzy mija 30 czerwca. Zapraszamy do konkursu! Spotkanie z Marcinem i jego fantastyczną muzyką odbyło się dzięki nieocenionej pomocy Mecenasów "Tylko Dobra Muzyka": Q21 oraz AudioCenter Poland. Dziękujemy serdecznie za wsparcie! AudioRecki (Magazyn AudioStereo) https://www.audiocenter.pl https://www.q21.pl
  12. 1 point
    Dziś nie ma chyba takiej osoby, która nie znałaby takie tytuły jak rewelacyjny "Brudny Harry", doskonałe i do tego bawiące do dziś "Złoto dla zuchwałych" czy nieśmiertelny "Bullitt", w którym główną rolę zagrał Steve McQueen i równie rozpoznawalny przez ostatnie dekady samochód... Mustang. Filmy te przeszły już do kanonu klasyków i zapewniły sobie niekwestionowane miejsce w światowej kinematografii. Jednak nie o samych filmach dziś przychodzi nam wspomnieć, a o muzyce jaka zagościła na tych i wielu innych obrazach. Za budowanie niepowtarzalnego klimatu od strony muzycznej odpowiada nie kto inny jak Lalo Schifrin. Człowiek, który swoja muzyką tchnął wręcz drugie życie obok już istniejącego, a składającego się z doskonałych obrazów, dialogów oraz samej gry aktorskiej. I co chyba najistotniejsze... dokonał tego w ogromnej ilości filmów, więc to nie mógł być przypadek, a pisząc wprost fenomen i geniusz muzyki filmowej. Skąd w naszym Magazynie AudioStereo pomysł na wspomnienie o wielkim kompozytorze? Otóż ostatnio mieliśmy przyjemność gościć w Krakowskim Nautilusie, gdzie w świetnej atmosferze rozmów o muzyce... padła propozycja posłuchania soundtrack'u z filmu Bullitt. Tym bardziej, że przeglądając setki dostępnych w salonie czarnych płyt, "Bullitt" na winylu aż prosił się o "wrzucenie" na talerz stojącego nieopodal gramofonu. System przygotowany w pokoju odsłuchowym zdawał się prezentować muzykę tak, że obrazy z filmu nasuwały się wprost same. Kiedy z czarnego krążka popłynął utwór "Shifting Gear" sceny pościgu na ulicach San Franciso stały się niesamowicie realne, wręcz namacalne. Oczywiście nie o sprzęcie mowa i muszę tutaj niektóre osoby już teraz zaskoczyć, a nawet zawieść - nie padną żadne marki audio, żadne konkretne modele sprzętu. Nic z tych rzeczy, bo nie o sprzęcie będzie w dalszej części artykułu mowa. Każdy bowiem, kto interesuje się sprzętem i rynkiem audio ma świadomość, co znajduje się w ofercie firmy Nautilus. A kto nie wie i byłby bardzo ciekaw, na dole pod tekstem znajdzie logo firmy i link do jej strony internetowej. Dziś temat ten jest swoistym uznaniem dla wspaniałego dorobku Lalo Schifrin'a, bez którego kto wie... czy właśnie Bullitt byłby tak wyrazisty, tak dosmakowany i przekonywujący. Muzyka Lalo zasadniczo jest odrębnym bytem, jeśli oczywiście przyjmiemy za fakt to, że bez względu na to jaki wybierzemy tytuł albumu jest on bez obrazu nadal przekonywujący, wciągający i po mistrzowsku budujący klimat. Rozmawiając przy muzyce i o muzyce Lalo Schifrin'a padało sporo tytułów, można też przyjąć jako oczywistość - ciężko będzie melomanom obeznanym w muzyce mistrza, wybrać jedną "najlepszą" płytę spośród całej jego dyskografii. Bo jeśli przyjmiemy, że będzie to soundtrack z filmu "Bullitt": to nikt absolutnie nie może negować faktu, że "Enter The Dragon" także od strony muzycznej po prostu powala: W przypadku twórczości Lalo nie można pominąć jakże rewelacyjnej muzyki przygotowanej dla filmu THX 1138. Ten klasyk gatunku, uznany za jeden z najlepszych obrazów George’a Lucasa, nie tylko wciąga swoją fabułą i grą aktorską. To również wyjątkowy klimat tworzony właśnie dzięki muzyce: Pozostaje jeszcze wspomnieć o Brudnym Harrym, dzięki któremu "każdy kolejny dzień staje się lepszy": Jednak sam Schifrin zyskał tak naprawdę największą popularność i rozpoznawalność jako kompozytor dzięki serialowi nadawanemu 7 lat przez CBS. Mowa rzecz jasna o Mission: Impossible z fantastycznym P. Graves'em, który grał rolę Jima Phelpsa. Jak widać, po wręcz bardzo małym wycinku tytułów jakie wyszły spod ręki mistrza - muzyka filmowa "złotych czasów kina" miała także swoich bohaterów od strony muzycznej. I niezaprzeczalnie jednym z nich pozostanie już na zawsze Lalo Schifrin. Wielki kompozytor, twórca wspaniałych kompozycji, bez których świat po prostu byłby znacznie uboższy. Odsłuchy płyt winylowych w firmie Nautilus zabrały nam masę czasu, dając też przy okazji powód do ciekawej dyskusji i wymiany poglądów w temacie m.in. muzyki filmowej. Rzecz jasna sama muzyka nie brzmiałaby tak dobrze bez całego systemu audio, przygotowanego specjalnie dla nas przez Grzegorza - za co mu serdecznie w tym miejscu dziękuję. Jeśli lubicie muzykę Lalo Schifrin'a i Waszym zdaniem są utwory zasługujące w tym temacie na wspomnienie o nich (a zapewne tak jest), z przyjemnością dzielcie się swoimi uwagami, pomysłami i opiniami. Linkujcie muzykę z YT, bo warto przybliżać dobrą muzykę, która od wielu już dekad daje melomanom powody do spędzania wolnego czasu przed swoim sprzętem audio. AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Za przyjęcie AudioStereo oraz czas jaki spędziliśmy w przemiłej atmosferze z muzyką - dziękujemy firmie Nautilus z Krakowa. https://nautilus.net.pl
  13. 1 point
    Jeszcze nie tak dawno wspominałem o nowym albumie Diamond Head. Zapowiedź ich nadchodzącego "The Coffin Train" ukazała się w naszym Magazynie nie tylko z obowiązku, ale powodem w głównej mierze było to, że zespół ten stanowi swoisty filar muzycznego nurtu New Wave of British Heavy Metal i nie sposób pominąć tak ważnej premiery na rynku wydawniczym. Otóż kiedy w moje ręce w dniu wczorajszym wpadł krążek CD zespołu Diamond Head, słuchałem go z ogromną uwagą i nie ukrywając swojego wrażenia - wart jest więcej niż tylko jednej poświęconej mu godziny! Album już na wstępie zapowiada się wyśmienicie. W utworze "Belly Of The Beast" gitary od pierwszych sekund nie dają wytchnienia, a wokalista Rasmusem B. Andersen prezentuje się od najlepszej strony ze swoim świetnym wokalem. I kiedy wydaje się, że pierwszy utwór potrafił wciągnąć bez pamięci - nadchodzi "The Messenger": Pierwsze półtorej minuty to doskonała gra instrumentów, gdzie nie ma absolutnie mowy o nudzie czy wrażeniu powtarzalności. Wszystko dopracowane i mocno wciągające. Tak jest z każdym kolejnym utworem na płycie, cały bowiem album potrafi zaskoczyć (pozytywnie) i zapewne każdy fan mocnego brzmienia znajdzie w nim coś dla siebie. Jestteż jedna istotna ciekawostka w temacie nowej płyty i kapeli Diamond Head. W nagraniach (po raz pierwszy z zespołem) brał udział basista Dean Ashton. Jak słychać - ekipa sformowała się od każdej strony i daje radę. Całość albumu w temacie oceny poszczególnych utworów pozostawiam Wam, jednak w mojej subiektywnej ocenie - jednym z najlepszych kawałków na całej płycie jest "Death By Design": Mamy dla Was jeden egzemplarz płyty do wygrania, wystarczy w postach pod artykułem zostawić krótki komentarz z informacją, który Waszym zdaniem z utworów zawartych na najnowszej płycie Diamond Head jest najlepszy. Spośród pozostawionych komentarzy wylosujemy jeden, a jego właściciel otrzyma wprost do domu płytę CD "The Coffin Train". Na podzielenie się swoimi opiniami/spostrzeżeniami macie czas do 16 czerwca. Zapraszamy do udziału! AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Za płytę do odsłuchów oraz do konkursu (wraz z inspiracją do napisania artykułu) dziękujemy firmie Gandalf z Łodzi. https://www.gandalf.com.pl Diamond Head "The Coffin Train" (2019) Lista utworów: 1. Belly of the Beast 2. The Messenger 3. The Coffin Train 4. Shades of Black 5. The Sleeper (Prelude) 6. The Sleeper 7. Death by Design 8. Serrated Love 9. The Phoenix 10. Until We Burn
  14. 1 point
    Rynek audio od lat niezmiennie kieruje się swoimi prawami. Są duże firmy od lat cenione za którymi idą niezliczone rzesze wiernych klientów, są też małe manufaktury, które starają się obok tych wielkich pokazać, że ich konstrukcje też nie są gorsze. Za wielkimi firmami zawsze przemawiają argumenty w postaci wieloletnich badań, dużego zespołu inżynierów, możliwości rozwoju i co najważniejsze - patenty i technologie, często stanowiące wyróżnik na in plus. Tak też jest z firmą Monitor Audio, od lat cenioną i stanowiącą jedną z głównych sił na ciasnym rynku kolumn. Produkty sygnowane znaczkiem firmy cieszyły się zainteresowaniem, bo ciężko przejść obojętnie wobec produktu świetnie wykonanego, dobrze grającego i z głową wycenionego. Monitor Audio swoją ofertę kieruje do wybranej grupy klientów, w pewien naturalny sposób tworząc segment produktu i docelową grupę odbiorców. Spośród całej rodziny głośników wyróżniają się modele oznaczone jako "Platinum". Największa z jaką przychodzi nam się zmierzyć, to kolumna oznaczona symbolem 500, przeznaczona do najdroższych, najbardziej rozbudowanych systemów audio, do tego zainstalowanych w sporej wielkości pokojach odsłuchowych. My w naszym teście dzięki uprzejmości i wsparciu dwóch firm q21 oraz dystrybutora na Polskę - firmę Audiocenter Poland mamy okazję przetestować dla Was model o jedno oczko niższy - 300. Z całej serii Platinum "trzysetka" wydaje się być modelem idealnym do średnich i dużych pomieszczeń, jej gabaryty i możliwości gwarantują z jednej strony swobodne rozmieszczenie w każdym docelowym pokoju odsłuchowym, z drugiej strony mają ogromny potencjał, by zapełnić muzyką nawet większe pomieszczenia odsłuchowe. Kolumna PL300II nie jest modelem najnowszym na rynku, ale nadal produkowana i dlatego godnym przypomnienia z racji swoich możliwości. Na dodatek nie tak dawno była okazja posłuchać tych kolumn wraz z elektroniką jubileuszową firmy Cambridge - serią EDGE, która zaskakuje swoim wykonaniem i brzmieniem. Do naszych testów posłużyliśmy się setem: 1. Monitor Audio PL300II Ebony 2. Cambridge Audio EDGE Streamer + końcówka mocy 3. Okablowanie głośnikowe: Purist Audio Design Aqueous Aureus 4. XLR + zasilanie Wireworld Silver Eclipse 8 Jak już wspomniałem Monitor Audio Platinum 300 II nie są konstrukcją nową, w sieci gdzie można było - tam już recenzenci "rozebrali je" od strony technicznej i opisali występujące w tych kolumnach warte zauważenia m.in.: technologie. Wyróżnikiem na sam początek (od strony technicznej) Monitor Audio PL300II wobec konkurencji, jest stosowanie własnej technologii "C-CAM" - membran aluminiowo-magnezowych, pokrywanych ceramiką. Wg. producenta technologia ta ma gwarantować doskonałą sztywność i jednocześnie lekkość, które jak wszyscy wiemy daje nam w założeniu gwarancję uzyskiwania doskonałego brzmienia. Przetwornik wysokotonowy MPD (Micro Pleated Diaphragm), to także zaprojektowany specjalnie dla serii Platinum II element - wyróżnik na rynku. Para (rzecz jasna) kolumn głośnikowych dotarła do nas w odpowiedni sposób opakowana. Na sporych rozmiarów pudłach znajdziecie dwa ostrzeżenia (jakże ważne): zalecane 5 osób do wypakowania kolumn i wagę brutto - ciut ponad 70 kg! Sztuka... Nie lekceważcie proszę tych zaleceń, bo zdziwienie może być spore w trakcie transportu i najważniejszego - rozpakowywania. Kolumny są odpowiednio solidnie opakowane, tak więc właściwy transport nie wpłynie na ich kondycję. Panowie kurierzy tymi "paczkami" sobie już nie porzucają. Spokojna głowa o przewóz kurierem, za to kto byłby chętny na odbiór osobisty - nie zdziwcie się, to wymaga zabrania naprawdę sporej wielkości auta i odpowiedniej liczby osób. Po rozpakowaniu i ustawieniu na kolcach PL300II są kolumnami "widocznymi", a ich gabaryty po prostu nie mogą być inne, niż są. Powodem jest zastosowanie dwóch głośników 20 calowych i jeszcze pozostawienie z każdej strony sporej ilości wolnego miejsca na froncie. Jeśli komuś wydaje się, że w ten sposób kolumna stała się przesadnie "gruba" - jest w błędzie. Rzecz jasna zapomnijcie o kolumnie sprawiającej wrażenie smukłej i chowającej się w każdym możliwym kącie czy kawałku przestrzeni pomiędzy meblami. Nic z tych rzeczy, "trzysetki" już na dzień dobry pokazują swoim użytkownikom, że wymagają poważniejszego podejścia do tematu ustawienia i znalezienia im odpowiedniej przestrzeni do "życia". Wykonanie nie może być inne! Wspaniała stolarka w połączeniu z frontem ze skóry, kapitalnie wykonana płyta podstawy do zamocowania kolcy. Wszystko najwyższa jakość i już na pierwszy rzut oka dająca odpowiedź w jakim segmencie seria Platinum upatruje ze swoim modelem 300 swoich klientów. Oczywiście w dzisiejszych czasach wszystko jest rzeczą umowną, High-End dla jednego może kończyć się na kwocie mniejszej, dla innego na kwocie znacznie wyższej. Ale w zdecydowanej większości każdy zgodzi się, że wyróżnikiem tego, co określimy jako High-End jest wykonanie i podejście producenta do produktu. Tak - PL300II to najprawdziwszy High-End tak od strony wykonania, jak i od strony brzmienia (a o tym za chwilę). Wykonanie tych kolumn pokazuje, że nawet za niespełna 50K złotych za parę możemy dostać produkt wręcz luksusowy, na każdym kroku udowadniający "można lepiej" i pokazujący ile pracy oraz staranności włożono, by nasze "trzysta" wyglądały po prostu pięknie. W naszym przypadku wybór padł na kolumny w wersji EBONY, które wyglądają moim zdaniem najbardziej dystyngowanie i nawet w nowoczesnym wnętrzu odnajdują się bez żadnych zastrzeżeń. Po odpowiednim ustawieniu w pokoju odsłuchowym stworzyły świetny obraz całości systemu audio. Kolumny Monitor Audio dotarły do nas nowe, więc wymagały cierpliwości i odpowiedniego wygrzania. Daliśmy im odpowiednią ilość czasu poświęcając im na wstępie uwagę odnośnie ich budowy. Obudowa jest nie tyle nowoczesna, co raczej stylowa i elegancka, mająca jednak współczesne akcenty wpisujące się w nowoczesność formy. Powodem są przyjemne dla oka ale i spełniające określone funkcje w brzmieniu zaokrąglenia. Najciekawiej i najnowocześniej przy tym wypada tylna ścianka, jej kształt w głównej mierze ma pewne z góry narzucone zadania dotyczące brzmienia, ale forma jaką przy tym uzyskano może się podobać. Każdy najdrobniejszy szczegół jest przemyślany tak od strony wizualnej jak i rozwiązań stricte użytkowych. Gruby, gięty MDF z którego wykonano obudowy jest bardzo sztywny, waga jak widać nie bierze się "z powietrza". Obudowa pokrywana jest naturalnym fornirem, który został polakierowany w sposób wręcz mistrzowski . Jedyna rzecz jaka zastanawia, to umieszczone z tyłu kolumny dwa dosyć małe otwory BR. Ich "wielkość" przy witej konstrukcji. Czy na pewno podołają w trakcie pracy głośników, zapewniając odpowiedni przepust powietrza? Maskownica jak w dzisiejszych czasach większości kolumn, została do frontu "zamocowana" za pomocą niewidocznych magnesów, jak się okazało w trakcie odsłuchów, jej wpływ na brzmienie jest zasadniczo żaden (co tylko dobrze świadczy o ich konstrukcji). Odsłuch kolumn został zaplanowany na 3 kolejne etapy. Pierwszy - obejmujący zasadniczo wszystko, co słuchamy na codzień na swoim sprzęcie. Drugi - wybrane utwory z wybranych utworów. Trzeci - skupiając się na różnicach brzmieniowych w stosunku do znanych nam i mocno już osłuchanych kolumn z serii GOLD, w tym nowych konstrukcji oznaczonych 5G. Każdy z odsłuchów odbywał się w całkowicie innym dniu, dając nam pełną swobodę przyzwyczajenia się do prezentacji muzycznej Platinum. W pierwszym, nazwijmy go "niezobowiązującym kolumny do niczego wielkiego" odsłuchu, gdzie w ruch poszły albumy Schiller "Atemlos", Yellow "Touch", Suede "A New Morning" oraz Seal "Best 1991-2004". Już przy pierwszym kontakcie słychać, jak Platinum 300 II niepośpiesznie i bez zbędnego wysiłku kreują dolne zakresy, pompując spore ilości powietrza w pokoju odsłuchowym. To, co warte zaznaczenia to właśnie wspaniałe, zróżnicowane niskie tony. Ich barwa nasuwa już na sam początek poczucie uczestnictwa w odtwarzanej muzyce wręcz namacalnej perkusji. Średnica i wokale są prezentowane czysto, maksymalnie zbliżając nas do naturalnie brzmiącego ludzkiego głosu. Nie jest to absolut i są konstrukcje o wiele lepiej radzące sobie pod tym względem, ale też trzeba napisać wprost - są to konstrukcje droższe. Góra dzięki zastosowanemu głośnikowi błyszczy i daje popis pełnych swoich możliwości. Jest czysto, jest wysoko, a talerze perkusji oddawane są wręcz z fantazją. Tak, głośnik wstęgowy nie każdemu musi przypaść do gustu. Producent podaje górny zakres do 100 kHz... pytanie tylko kto to usłyszy. Można więc przyjąć, że jeśli nawet nikt nie usłyszy - to góra jest tutaj o ile nie wiodąca, bo cały przekaz jest doskonale spójny, to jest mocno zaznaczona i nakreślona bez żadnego udawania. Jeśli jednak komuś przyszłoby do głowy uznać, że wysokie w tym modelu firmy Monitor Audio są męczące, narzucające się lub za bardzo wysuwające się na pierwszy plan - to jest w błędzie. To nie zakres kolumn do kilku tysięcy złotych, tutaj producent ma świadomość wad i zalet stosowania pewnych rozwiązań, a całość przygotowana jest w taki sposób, by muzyka brzmiała jak najbardziej naturalnie, nie natrętnie czy oszukując słuchacza poprzez sztuczne kreowanie "smaczków" brzmieniowych. Nic z tych rzeczy. W Platinum 300 II muzyka otwiera się, ma ogromny "oddech", lśni i potrafi bez żadnych zdaje się ograniczeń zaznaczać momenty istotne w odtwarzanym utworze. Dźwięk strun gitar Estas'a Tonne z drugiego dnia odsłuchu brzmiały fantastycznie. Każde wręcz muśnięcie w strunę oddane było tak, jakbyśmy stali obok Estas'a gdzieś w trakcie jego ulicznych koncertów. Kolumny Monitor audio nie czarowały, nie ubarwiały strun, niosły muzykę lekko tak, jakbyśmy fizycznie znajdowali się blisko artysty. Kolejny do odsłuchu poszedł Ørganek i album "Czarna Madonna". Świadomie i z premedytacją, bo kilka tygodni wcześniej miałem okazję połsuchać tego albumu na konstrukcjach znacznie większych i do tego znacznie droższych. Nie rozpisując się o "konkurencie", bo tutaj raczej pole do popisu powinno być oddane najwyższemu modelowi Platinum 500, testowane "trzysetki" w utworze "Rilke" stopę perkusji prowadziły wyśmienicie. Nie czuło się żadnych braków, a jej wybrzmienia, wygaszenia i swoboda prezentacji wprost zachwyca! A skoro tak świetnie zabrzmiała kapela Tomka, to co usłyszymy wrzucając Smashing Pumpkins i ich świetne "Zero"? A usłyszymy to, co fani mocnego brzmienia lubią najbardziej. Doskonale prowadzone gitary, niskie... to już pisałem powyżej. Do tego doszedł mega czytelny, wręcz namacalny wokal Corgan'a! Scena raz jeszcze scena, te kolumny nie boją się grac z rozmachem i to ich kolejna może wada, a może zaleta. Rzecz jasna nie kreują sztucznie przesadnie dużej sceny, nie tworzą z klubowego wybrzmienia wrażenia koncertu na Wembley. Nic z tych rzeczy, jest za to dużo przestrzeni, instrumenty często są fizycznie obecne, mamy głębie prezentacji ukazującą nam, że muzyka jest przed, na linii i za linią kolumn. Jest ta poszukiwana trójwymiarowość brzmienia. I kolejna ważna uwaga, nie szukajcie sztuczek w postaci kreowania sceny "za słuchaczem", a przynajmniej z odsłuchiwanych albumów nie udało nam się trafić na takie "cuda". I dobrze, stereo to nie kino domowe. Dopuściliśmy do głosu Hooverphonic z ich doskonale przygotowanego albumu "Hooverphonic With Orchestra". Co mam napisać... to trzeba posłuchać! "Mad About You" przeskoczyło moja osobistą skalę fascynacji tym utworem. Pamiętam nawet KEF Blade Two, które ze względu na specyfikę brzmienia Uni-Q grały interesująco... ale to PL300II porwały (wreszcie) i tym utworem porwały nas gdzieś wysoko. Noémie Wolfs swoim wokalem zabrzmiała tak, że pomyślałem "gdzie to ci wspaniali Belgowie będą teraz koncertować". Trzeci dzień odsłuchowy to porównanie do innych kolumn jakie przewinęły się przez ostatni czas. I trzeba powiedzieć sobie wprost, Monitor Audio oferuje produkt w cenie... którą wbrew pozorom cieżko uzna za mało atrakcyjną. Jeszcze kilka lat temu za konstrukcje tak wykonane, z takim pietyzmem wykończone oraz tak brzmiące - w tej kwocie nie było szans dostać! Rynek się zmienia, wymagania klientów też, a technologie z coraz wyższych grup dostają mniejsi bracia. pisze to świadomie, bo na tym samym repertuarze i z tą samą elektroniką mierzył się ostatnio też model "trzysta" ale serii GOLD. Tak, tej najnowszej. I.. i nie oszukujmy się, cena nie bierze się z sufitu u księgowych. Nie da się wrzucić na rynek konstrukcji dwa razy tańszych, grających tak samo dobrze, jak istniejące i nadal oferowane modele wyższe. Ta gonitwa i równanie do modeli wyższych jest oczywiście widoczna i zauważalna, jednak nie da się zestawić i zrównać ze sobą brzmienia GOLD 300 5G z testowanym modelem. Platinum maja wszystkiego więcej i lepiej, jest w tych większych jakby nie patrzeć obudowach z jednej strony znacznie więcej mocy... ale połączonej z lekkością formy. Brzmienie jest bardziej poukładane, a niskie w PL300II są niedoścignione dla niższej wersji GOLD. Tak... GOLD 300 5G są blisko, w niektórych szczegółach zbliżają się, gdzieś ocierają brzmieniem o referencję Monitor Audio. Jednak to nie jest 1:1 i tego też nie oczekujcie z żadnej strony. Poprzeczka Platinum 300 II jest wysoko zawieszona, brzmienie, budowanie sceny, zdolności prezentacji na wielu płaszczyznach muzyki jest doskonała. Czy perfekcyjna? To już pozostawiam innym do oceny subiektywnej, w moim odczuciu potrzeba sporo więcej wydać, by uzyskać krok... czy w przód, lepiej - tu byłbym ostrożny z takim twierdzeniem. Na pewno będzie to "inaczej", będzie zdecydowanie w innej formie przedstawione. Tak, PL300II od Monitor Audio to High End za rozsądne pieniądze, sprzęt na lata dla ludzi kochających kolumny widoczne, ale nie kolosalne. Jeśli posiadacie pokój odsłuchowy co najmniej średniej wielkości, dacie tym kolumnom miejsce do "oddechu" - odwdzięczą się świetną prezentacją muzyki, z niesamowitym poczuciem fizycznej obecności sporej części składu zespołu. I te wokale... Monitor Audio w cenie niespełna 24 tysięcy złotych za sztukę spokojnie znajdzie nabywców. W tej cenie pomimo sporej oferty na rynku, tej klasy głośniki i do tego z takim brzmieniem poradzą sobie bez trudu. A kolejną nie do odrzucenia wartością dodaną jest mistrzowskie wykonanie PL300II. Do testów sprzęt trafił dzięki wsparciu firm: Q21 z Pabianic oraz dystrybutorowi marki Monitor Audio na Polskę, firmie Audiocenter Poland z Krakowa. Dziękujemy! AudioRecki (Magazyn AudioStereo) https://www.audiocenter.pl https://www.q21.pl Specyfikacja techniczna: - Trój-drożna, cztero-głośnikowa, kompaktowa kolumna podłogowa - 2x głośnik niskotonowy 8" RDT II - głośnik średnitonowy 4" we własnej obudowie - głośnik wysokotonowy MPD - Pasmo przenoszenia: (-6dB - IEC 268-13) 28Hz - 100kHz - Czułość: ([email protected]) 90dB - Maximum S.P.L. 117.8dBA (para) - Nominalna Impedancja 4Ω (4.2Ω min. @ 111Hz) - Wytrzymałość mocowa: (RMS) 300W - Rekomendowana moc wzmacniacza: (RMS) 100 - 300W - Częstotliwość podziału: 3.4kHz / 500Hz - Wymiary: (H x W x D) 1113 x 410 x 470mm - Waga: (sztuka) 54.52kg
  15. 1 point
    Jak informowaliśmy Was już kilka dni wcześniej, czwartek należał bezsprzecznie do czarnej płyty, czarnego brzmienia i Hirka Wrony, który jak zawsze w sposób wyjątkowy "oprowadził" słuchaczy po wybranym skrawku historii muzyki, która odcisnęła piętno na kolejnych pokoleniach i gatunkach muzycznych. Spotkanie miało miejsce w Sailing Poland Yacht Club i przyznam bez bicia, atmosfera miejsca i jakby nie patrzeć - dobrego brzmienia udzieliła się wszystkim. Do tego należy dodać fakt, że ekipa Nautilusa wykonała kawał solidnej pracy. Przygotowany set przez Piotra, który odpowiedzialny był za zestrojenie wszystkiego pod prezentowaną muzykę pokazał dobitnie zebranym, czym jest dobrej klasy zestaw audio. Muzyka z czarnej płyty i do tego wybór repertuaru spowodował u większości z obecnych szybsze bicie serca. Zmierzyliśmy się z pewnym wycinkiem historii "czarnej muzyki", a poczuliśmy się w pewnym momencie uczestnikami życia tamtego okresu, specyficznego klimatu i niesamowitych kawałków granych przez artystów, dziś uznanych za wręcz wybitnych czy kultowych. Część prezentowanych utworów była wydana pod czujnym okiem wytwórni Motown Records, która od prawie samego początku była legendarnym miejscem i przyczyniła się wręcz do kulturowej rewolucji w Stanach. A skoro tak... nie było mowy w żadnym przypadku o nudzie. Hirek Wrona wciągnął wszystkich zebranych w podróż po fantastycznych bezdrożach muzyki, która jest jak krew i pot Czarnej Ameryki. Każdy utwór prezentowany tego wieczora mógłby służyć wręcz za odrębną historię zasługująca na więcej niż jedną stronę książki. Dlatego też Hirek nie oszczędzał nam smaczków, jego wprowadzenia do każdego kolejnego utworu potęgowały nastrój zaciekawienia i wyczekiwania wszystkich zebranych osób "co dalej". Ekipa Studia U22 jak zawsze trafiła w samą dziesiątkę z formułą imprezy, a dobór sprzętu... no cóż, pozostaje tylko wzdychać i chwalić za świetnie dobrany i ustawiony set. Jeśli ktoś uważa, że winyle odchodzą do lamusa to pora, by kolejnym razem zasiadł wygodnie w fotelu i wsłuchał się w muzykę, która wręcz żyje i nie pozostaje obojętna słuchaczowi. Chciałbym w tym miejscu w szczególny sposób podziękować właścicielowi firmy Nautilus, za objęcie patronatem naszej relacji z czwartkowego spotkania z Hirkiem Wroną. Dziękujemy za okazaną nam pomoc! AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Patronat: Firma Nautilus, ul. Malborska 24, 30-646 Kraków. https://nautilus.net.pl
  16. 1 point
    Nie pytajcie mnie ile to było już tych wydań "Najlepszych z najlepszych" czy "Gold" pod logiem starych dinozaurów z Bostonu. Aerosmith od lat niezmiennie przyciągają rzesze, a ich muzyka wciąga już (dosłownie) wnuki pierwszych fanów zespołu. I dziś wręcz ciężko uwierzyć, że na początku kariery dzisiejsi wielcy rocka musieli kraść żywność, by przeżyć. Od wydania ostatniego album Aerosmith minęło trochę czasu, a album naprawdę wielki i świetnie przyjęty przez fanów oraz krytyków pojawił się jeszcze wcześniej. Nie oznacza to, że kapela w której dzieje się od tylu dekad naprawdę sporo nie ma już nic do zaoferowania. Steven Tyler czy Joe Perry od lat zaskakują swoją żywiołowością i sceniczną charyzmą godną 20 latków. Będąc na ich koncertach ma się nieodparte wrażenie, że wpierw umrze całe życie na ziemi, potem zginie sama ziemia, by na koniec ogłoszone zostało rozwiązanie Aerosmith. Dowodem na to niech będzie rok 2002, kiedy zespół dał niesamowity popis w klubie "The Joint", w Hard Rock Hotel w Las Vegas. Występ był tak dobry, że został okrzyknięty najlepszym koncertem podczas trasy "Just Push Play", a zapis z niego posłużył Aerosmith do wydania fantastycznego albumu "Rockin' The Joint (Live At The Hard Rock)". Tyle lat na rynku muzycznym, platynowych płyt, wyróżnień, nagród i wreszcie najcenniejszego - wprowadzenia w 2001 do Rock and Roll Hall of Fame musi być podparte utworami wyjątkowymi, cenionymi i lubianymi bez względu na przemijające lata. A to daje doskonały powód, by odświeżyć swoje najlepsze utwory sprzed lat i podać je "na nowo" tym, którym gigantów rocka ciągle mało. I zapewne nie o samą sprzedaż chodzi, w końcu licznik sprzedanych płyt już dawno przeskoczył 150 mln. egzemplarzy i panowie nie muszą niczego i nikomu udowadniać, że "mogą więcej". Po prostu, są albumy wydawane dla samego faktu, że docierają do rzeszy fanów kolekcjonujących wszystko, co związane z ich ulubionym zespołem. A, że przy okazji jakaś grupa melomanów lub wielbicieli gatunku "przytuli" ileś tam tysięcy egzemplarzy danej płyty? O to chodzi w "show bizie", by nie dać o sobie zapomnieć, nawet jak rozpoznawalność kapeli jest tak wielka, niczym Królowej Anglii. W 21 czerwca w sklepach ukaże się album na czarnej płycie "Aerosmith's Greatest Hits", który jest już na rynku od 2001 roku w postaci srebrnego krążka. "Aerosmith's Greatest Hits" (Vinyl) to jak widać ukłon nie tylko w stronę fanów zespołu, ale także wielbicieli czarnej płyty, jakże ważnej w latach rockowego szaleństwa. Czy album (poza samą zawartością hitów) spełni oczekiwania melomanów? Pozostaje poczekać kilkanaście dni na odpowiedź. Dla wielu jednak (w tym piszącego te słowa) pozycja jest na tyle obowiązkowa, że nie będą miały znaczenie wszystkie "przeciw" czy zarzuty, ile jeszcze razy słuchać będziemy "Walk This Way" na kolejnych albumach z cyklu "Najlepsze z najlepszych". Polecam AudioRecki (Magazyn AudioStereo) "Aerosmith's Greatest Hits" (Vinyl) (2019) Lista utworów: Side A 1. Dream On 2. Same Old Song and Dance 3. Sweet Emotion 4. Walk This Way 5. Last Child Side B 1. Back in the Saddle 2. Draw the Line 3. Kings and Queens 4. Come Together 5. Remember (Walking in the Sand)
  17. 1 point
    WSTĘP (jak zawsze przydługi 😉 😞 Pamiętam jeszcze jak kilka lat temu na rynku pojawiła się oferta iFi. Od pierwszej chwili jej głównym celem było dostarczenie sprzętu niezawodnego, trwałego i spełniającego swoje podstawowe zadanie - poprawę brzmienia naszej muzyki w świecie komputerowego audio. Dziś, kiedy muzyka w dużej mierze stanowi element nierozłączny z systemami komputerowymi, potrzeba polepszania brzmienia muzyki z komputera jest tak oczywista, jak używanie myszki komputerowej czy touchpad'a. Firma iFi w zakresie poprawy jakości muzyki z PC ma nie tylko bardzo bogate doświadczenie, ale ich produkty spełniają (często z nawiązką) pokładane oczekiwania. Do naszych testów trafiło urządzenie, będące wręcz małym kombajnem. iFi xDSD to przenośny wzmacniacz słuchawkowy zasilany z wbudowanej w środku (pojemnej, ale to tym za chwilę) baterii, mogący także pełnić funkcję stacjonarnego wzmacniacza (słuchawkowego) i jednocześnie rozbudowany przetwornik cyfrowo-analogowy. Dodatkowo sprawdza się wyśmienicie jako odbiornik Bluetooth, mający za zadanie polepszyć to, co słyszymy dzięki transmisji BT aptX w naszych słuchawkach. Samo urządzenie wpisuje się w trend obecnych czasów czyli wsparcie dla plików Hi-Res, tak więc możecie być spokojni o nawet bardzo wymyślne formaty, z jakimi możecie się spotkać w codziennym użytkowaniu plików. Kolejną rzeczą istotną A.D. 2019 dla sporej rzeszy plikowych maniaków - jest też pełne wsparcie dla MQA. Czyli jest wszystko, czego chcieć można, a nawet więcej. O ile w domowym zaciszu większość z nas (wg. własnych możliwości i oczekiwań) buduje swój system oparty na stacjonarnych urządzeniach, o tyle problem pojawia się w momencie, kiedy wychodzimy z naszej "muzycznej świątyni". I na przeciwko tym "problemom" właśnie wychodzi iFi ze swoim xDSD. Można już na wstępie powiedzieć "cały system w jednej kieszeni". BUDOWA: xDSD już w pierwszym kontakcie sprawia wrażenie solidnej konstrukcji, wręcz pancernej i odpornej na wszelkie ewentualne wypadki w trakcie podróży. Obudowa urządzenia jest z ciemnego stopu aluminium i magnezu. Na stronie producenta przeczytamy: wzbudza podziw i pewność. I trzeba się z tymi słowami w pełni zgodzić. Obudowa swoim wykonaniem i użytymi materiałami daje użytkownikowi pewność, że cokolwiek nie wydarzy się w trakcie użytkowania, środek - czyli "serce" urządzenia - nie zostanie w żaden sposób naruszone. Przedni panel stanowi połączenie funkcjonalności i jednocześnie prostoty. Oczywiście umowna prostota wynika z faktu funkcjonalności urządzenia, czyli konieczności rozmieszczenia potrzebnych przełączników/wskaźników, które ułatwiają nam codzienne użytkowanie xDSD. Na przednim panelu znajdziemy: Po środku pokrętło, które pełni nie tylko funkcję regulacji głośności, ale także włącza i wyłącza urządzenie. Centralna część pokrętła świeci kolorami uzależnionymi od ustawienia głośności. Czytelnie i funkcjonalnie. Po lewej mamy gniazdo słuchawkowe, diodę sygnalizującą z którego wejścia aktualnie korzystamy oraz diodę sygnalizującą jak gęste pliki obecnie są przez nas używane. Dla każdej gęstości pliku osobny kolor (w sumie aż 7 barw), jest więc co pamiętać... lub odpuścić sobie i cieszyć się muzyką oraz jej jakością. Po prawej stronie znajdziemy diodę sygnalizującą włączone dodatkowe filtry (3D+ oraz XBass+, na marginesie, co oni mają w obecnych czasach z tymi plusami 😉 ), oraz przycisk wyboru źródła. A tych jest całkiem sporo: USB, S/PDIF i wspomniany na początku Bluetooth. Przyznam szczerze, że brzmi to gorzej niż wygląda i wydaje się bardziej zagmatwane niż jest w codziennym użytkowaniu. Dla przeciętnie zorientowanej w urządzeniach audio osoby kontakt 2-3 minutowy z urządzeniem da odpowiedź na praktycznie każde pytanie o przedni panel. Tył urządzenia jest klasycznym miejscem przeznaczonym do tego, by wszystko co musi wejść do urządzenia w postaci naszych plików i wymaga podłączonego kabla podłączyć z tyłu. Jest więc główne gniazdo USB typu A (3.0), jest gniazdo coaxial S/PDIF, jest też gniazdo zasilania i ładowania baterii naszego urządzenia. Znajdziemy też przełącznik aktywatora filtra cyfrowego. Urządzenie jest zgrabne, lekkie (127g) i mieści się w przeciętnej kieszeni spodni. FUNKCJONALNOŚĆ: Częściowo o funkcjonalności wspomniałem już powyżej w momencie opisu budowy urządzenia. Jego obsługa jest banalnie prosta i nie wymaga zagłębiania się w dziesiątki stron instrukcji. Od strony użytkownika nie wymaga się wiedzy tajemnej, w zamyśle ma to być urządzenie, które jeśli przychodzi taka potrzeba - łapiemy do ręki i o ile pamiętamy, by je ładować - w dowolnej chwili może z nami udać się na naprawdę długie wycieczki bez potrzeby zapamiętywania o co w tym wszystkim chodzi. Jedynym elementem, który dla niektórych osób będzie bardzo istotny, a wymaga zapamiętania - to kolory diody informującej o gęstości plików i źródle z jakiego aktualnie korzystamy. Jak przypuszczam 99% osób nie będzie sobie nawet zaprzątać tym głowy i oglądać w kieszeni jaki obecnie kolor ma dioda na przednim panelu. Urządzenie doskonale współpracuje z telefonami i tabletami, komputerami (Win i macOS) oraz można do niego podłączyć wszystko to, co posiada wyjście coaxial S/PDIF (odtwarzacze CD, telewizory). Z komputerem łączy się rzecz jasna poprzez port USB. Jako użytkownik macOS praktycznie po wpięciu urządzenia do portu zapomniałem, że wymaga się użytkownika jakiś dodatkowych czynności. System rozpoznał prawidłowo urządzenie, a i programy do odtwarzania plików (w moim przypadku Audirvana+) nie miały z nim żadnego problemu. Do xDSD firmy iFi podłączone zostały także: iPhone Xs max oraz iPad Pro 2018 z najnowszym systemem. Pokrętło głośności działa wyśmienicie, potencjometr daje się wyczuć i zwiększa głośność drobnymi krokami, nie ma w jego działaniu wrażenia zbyt dużych przeskoków czy nagłego nasilania się głośności. Wg. producenta urządzenie w temacie regulacji głośności, urządzenie działa pod kontrolą kości cyfrowej, zapewniającej idealne wysterowanie (skok o jedną decybelę). WNĘTRZE: Producent już na pudełku dumnie informuje nas, że urządzenie działa pod kontrolą kości Burr-Brown od Texas Instruments, która odpowiada za wsparcie dla wszystkich chyba możliwych formatów audio, w tym MQA. Poszukując dodatkowych informacji dowiadujemy się, że kością tą jest Burr-Brown multibit DSD1793 DAC. I znów śmiem twierdzić, że w obecnych czasach dla większości użytkowników informacja o samej kości i jej oznaczenie ma tyle znaczy, co budowa wirówki służącej wzbogacaniu uranu, ale dla maniaków wszelkich technicznych informacji w sieci, na temat w/w kości rozpisywano się już chyba z tysiąc razy. W większości lub w samej większości zawsze pozytywnie. W temacie funkcjonalności warto wspomnieć o samej baterii. Ta działa dłużej, niż większość dostępnych telefonów na rynku. Tak więc możecie być spokojni o czas pracy urządzenia poza domem. Przewodowo poprzez port Lightning iPad'a xDSD pracował po pełnym naładowaniu 6 godzin i 13 minuty. To czas, który należy uznać za bardzo dobry. Wg. producenta czas może zostać znacznie wydłużony kiedy przejdziemy z przewodowego na bezprzewodowe połączenia via BT. Bateria wewnątrz naszego wzmacniacza/DAC'a jest litowo-polimerowa o parametrze pracy 3.8V / 2200mAh. Transmisja Bluetooth z jakiej możemy skorzystać w urządzeniu, to także pełne wsparcie dla aptX. Można więc być spokojnym o jakość muzyki wybierając ten rodzaj transmisji danych pomiędzy naszymi urządzeniami. BRZMIENIE, czyli czy warto: Po wpięciu xDSD do tabletu/telefonu czy komputera przewodowo (USB) dostajemy już od pierwszych chwil czysty, wręcz soczysty i mocny dźwięk. Nie jest przesadnie narzucający się, ale wypełniony I bardziej rozbudowany o elementy brzmienia, które zostały wręcz "wykastrowane" przez telefon/ tablet czy głośniczki laptopa. Zastosowanie filtrów analogowych w postaci 3D Holographic Sound+ i XBass+ jak się okazało w praktyce, nie było przypadkowe i w jednym, konkretnym przypadku przyniosło wręcz znaczną poprawę jakości słyszanej muzyki. Urządzenie testowane było z trzema różnymi słuchawkami, różniącymi się pod względem budowy, przeznaczenia i samej ceny: 1. MEZE AUDIO 99 CLASSICS (w domu) 2. Denon AH-D1200 (w terenie i domu) 3. Sony MDR-XD150 (w domu) To, co dało się zauważyć już w pierwszych chwilach odsłuchu i to bez względu na podpięte słuchawki , to szeroka scena. W przypadku Sony koniecznie z funkcją 3D+, ale o tym poniżej. Scena na tyle szeroka, że w sposób prawie dosłowny instrumenty przestają nam "dudnić w głowie". Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że dzięki xDSD od iFi wreszcie zakładając słuchawki na głowę siadamy przed instrumentami, nie instrumenty wkładamy sobie do głowy. Jest więc bardzo muzykalnie, całość nie jest zbytnio uspokojona, ale znika całkowicie krzykliwość niektórych instrumentów. Odsłuchując album "Miłość" Sorry Boys muzyka zyskała na swoistej gładkości wokalu, przy tym "odkleiły" się od siebie poszczególne instrumenty. Inaczej, kiedy wpinałem słuchawki wprost do MacBook'a Pro - prezentacja muzyki była bardziej atakująca nasze uszy swoistym zlepkiem niektórych instrumentów, po zastosowaniu xDSD instrumenty te stały się osobnymi bytami tworzącymi jedną całość przekazu. Na każdym instrumencie można było z osobna skupić swoją uwagę słysząc smaczki, o których można zapomnieć w momencie rezygnacji z urządzenia marki iFi. Pod względem muzykalności pomimo czystego, mocnego dźwięku jest on bliższy neutralnemu przekazowi, delikatnie zmierzając ku tej chłodniejszej stronie. Nie ma poczucia ociężałości i braku życia w muzyce. Przypomniałem sobie w trakcie odsłuchu xDSD sytuację z innym (o podobnej nawet cenie) już nie produkowanym (i słusznie) wzmacniaczu znanej, audiofilskiej marki. Pozbyłem się go po kilku tygodniach bez żalu, klucha zamiast muzyki i obdarcie wszystkiego co trafiało do słuchawek z życia i przyjemności odsłuchu. W przypadku obecnie testowanego urządzenia nie mamy przesadzonego i zbyt atakującego przekazu, ale nie popełniono błędu idąc w stronę nadmiernego uspokajania słuchanej muzyki. Udało się czerpać wiele przyjemności z odsłuchów, bez względu na słuchany album i gatunek muzyczny. W subiektywnym odczuciu najlepiej wypadła muzyka z dużą ilością instrumentów i dużymi składami. Po włączeniu albumu Dave Brubeck Quartet nie dało się oderwać od muzyki! Fantastyczna wręcz prezentacja sceny i ustawienie muzyków. Zadałem sobie pytanie, czy to urządzenie naprawdę kosztuję niecałe 2000 złotych. Tak, tyle dokładnie kosztuje dając przy tym frajdę, jakby kosztowało co najmniej 2 razy więcej! Na dalszy odsłuch poszły albumy: Jean Michel Jarre "Geometry Love", Roxy Music "Siren" i trzy płytowy soundtrack Vangelis'a z filmu "Blade Runner". Kiedy włączyłem "Spotkanie z Matką" wiersz Gałczyńskiego deklamowany przez Polańskiego był namacalny w każdym słowie, dosłownie czuło się fizyczną obecność. A trzeba napisać wprost, że niektóre duże, stacjonarne zestawy za znacznie większe pieniądze nie radzą sobie z tym utworem, który obnaża ich powierzchowność przekazu. W przypadku urządzenia od iFi było to odczucie wręcz realne, ale nie kłujące nasze uszy. W miejscach przygaszania słów były one odpowiednio uspokajane i łagodnie prowadzone. Po prostu mistrzostwo! Jak urządzenie wypada po przełączeniu się w transmisję bluetooth? I tutaj niestety obnażona została niedoskonałość samego protokołu BT. Pomimo zastosowania aptX, przejście na bezprzewodowy odsłuch ugasiło wiele przyjemności ze słuchanej po USB muzyki. Trzeba przy tym już na wstępie zaznaczyć wprost, że jest to nadal ZNACZNY KROK w przód pod względem poprawy jakości brzmienia względem np.: bezpośredniego parowania słuchawek BT z telefonem. Niestety zanikła w sporej, ale nie całkowitej części ta fantastyczna muzykalność, gęstość przekazu. xDSD i tak bije na głowę swoim przekazem muzyki podawanym do urządzenia bezprzewodowo względem klasycznych rozwiązań (parowanie bezpośrednie słuchawek do urządzeń mobilnych), jest znacznie więcej wszystkiego w tym co słyszymy, a na dodatek mamy nadal obszerną scenę. Jeśli jednak macie wybór, bezwzględnie starajcie się korzystać z połączenia przewodowego! Zależność pomiędzy klasą zastosowanych słuchawek, a jakością muzyki w przypadku tego urządzenia jest znacząca. Pozwoliłem sobie nawet na swoisty mezalians i do urządzenia podpięte zostały bardzo tanie słuchawki nauszne - Sony MDR-XD150. W przypadku tych konkretnych słuchawek doskonale sprawdziło się włączenie na xDSD funkcji 3D+. Słuchawki zyskały na przestrzenności i w czytelny sposób poprawiła się szerokość sceny. Im droższe słuchawki - tym lepiej, jednocześnie całkowicie znika potrzeba stosowania funkcji 3D+. Do testów jak wymieniłem powyżej posłużyły też doskonałe MEZE AUDIO 99 CLASSICS (wersja walnut silver). To już słuchawki dające więcej niż dźwięk zbliżony do audiofilskiego. W połączeniu z testowanym wzmacniaczem zgrały się rewelacyjnie, dając poczucie rzeczywistego uczestnictwa w muzycznym wydarzeniu ("Take Five" Dave Brubeck Quartet). Słuchawki testujemy też z myślą o najbliższym artykule w Magazynie AudioStereo, więc do szerszego opisu MEZE AUDIO jeszcze przyjdzie czas. Na pewno słuchawki te w połączeniu z xDSD dają prawdziwą ucztę melomanom, szukającym prywatności w swoich odsłuchach. Rzecz jasna trudno poruszać się z tego typu konstrukcją po mieście (z drugiej strony - kto zabroni;) ), więc do testów tak "w terenie" jak i w domu posłużyły nam konstrukcje Denon AH-D1200. PODSUMOWANIE: xDSD od iFi to urządzenie na wskroś nowoczesne i świetnie wykonane. Dorównuje jakością wykonania mojemu ulubionemu PHA-3AC. To już powinna być rekomendacja sama w sobie. Dodatkowo jakość prezentowanej muzyki nie pozostawia wiele do życzenia, a patrząc na cenę - jest rewelacyjna. Wzmacniacz z funkcją DAC'a na miarę XXI wieku, któremu nie straszne są nawet najbardziej gęste formaty, można by nawet napisać, że wiele z nich stanowi raczej ciekawostkę niż rzeczywistą potrzebę. Wielkość i waga urządzenia to kolejny atut przemawiający za xDSD. Jeśli kochacie dobre brzmienie poza domem i nie potraficie rozstać się ze swoją ulubioną muzyką, xDSD zagwarantuje Wam wszędzie gdzie tylko zapragniecie muzyką na poziomie bardzo dobrej klasy zestawu Hi-Fi. Dla sporej części użytkowników sprzęt ten stanie się jednym z głównych elementów układanki domowych odsłuchów na słuchawkach. W takim przypadku zdecydowanie łączcie iFi poprzez USB. Patrząc na możliwości xDSD, nie odmówi on współpracy z naprawdę droższymi słuchawkami i do tego wymagającymi. Sam producent zapewnia, że jego urządzenie bez trudu wysteruje nawet bardzo wymagające modele jakie można dostać na rynku słuchawkowym. Urządzenie marki iFi wpisuje się w obecne trendy "muzyka może być słuchana gdziekolwiek tylko się da". Na dodatek dzięki swoim możliwością i jakości uzyskiwanego brzmienia, zrywa ze smutną tradycją marnej jakości plików mp3 "bo słuchamy w drodze". Nasze telefony mają coraz większą ilość pamięci, co umożliwia zabranie ze sobą czasem kilkadziesiąt ulubionych albumów w najwyższej jakości (w tym Hi-Res). Warto to wykorzystać, życie jest zbyt krótkie na byle jakość, a xDSD w sposób zdecydowany wprowadzi Was w świat dobrego brzmienia, gdziekolwiek byście nie byli ze swoją muzyką. Cena 1990 złotych za urządzenie tej klasy nie wydaje się być przesadzona. Funkcjonalność, jakość wykonania i najważniejsze - jakość brzmienia zdecydowanie przemawiają za zakupem xDSD. Dodatkowo czas działania gwarantujący nawet długie odsłuchy w podróży jest atutem ZA nie do odrzucenia. ZAWARTOŚĆ (co dostajemy w pudełku): Całość spakowana jest na miarę 2019 roku. W dzisiejszych czasach wszystko musi być poukładane i w przemyślany sposób spakowane. Tak jest w przypadku produktu iFi. Po otwarciu pudełka dostajemy wszystko, co gwarantuje bezproblemowe korzystanie z urządzenia w naszym codziennym kontakcie z xDSD. Poza samym urządzeniem dostajemy przewody USB do transmisji danych i podpięcia urządzeń mobilnych, wtyk do gniazda S/PDIF, pokrowiec na urządzenie oraz podkładki zabezpieczające. DANE TECHNICZNE: Sygnał USB: PCM768kHz & DSD512 (24.6/22.6MHz) Sygnał S/PDIF Coaxial i Optical: do 192kHz/24Bit Zakres dynamiczny: > 113dB (A) Kontrola głośności: od -101dB do 0dB w krokach o 1dB Moc wyjściowa: 2.82V/500 mW przy 16 Ohm 3.7V/270mW przy 50 Ohm 3.8V/48 mW przy 300 Ohm 3.8V/24 mW przy 600 Ohm Sygał line-out: > 2.1V przy 0dBFS Poziom zniekształceń THD (1V/16R): < 0.005% Impedancja wyjściowa: < 1 Ohm Bateria: 3.8V/2200mAh Wymiary: 95 (dł.) x66.5 (szer.) x19 (wys.) mm Waga: 127g AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Urządzenie do testów dostarczyła firma audiomagic.pl z siedzibą w Warszawie, dystrybutor m.in. takich marek jak: iFi i MEZE AUDIO. Audiomagic.pl ul. Sienna 61 00-820 Warszawa https://www.audiomagic.pl
  18. 1 point
    Jeśli cofniemy się o 15 lat wstecz w temacie Motörhead, przypomnimy sobie świetny koncert kapeli pod wodzą Iana „Lemmy’ego” Kilmistera. Lemmy w Düsseldorfie krzyknął "We are Motörhead. We play rock and roll"... to gdzie ta "trema"? Zapewne takim gigantom mocnego brzmienia wolno przewrotnie definiować swoje odczucia, jakie towarzyszą im w trakcie występów na żywo. Nikt bowiem z fanów nie uwierzy, że po tylu latach ktokolwiek z Motörhead czuje wielką tremę przed czy w trakcie występów. Do tego takich występów! Stage Fright to nie tylko zapis koncertu legendarnej formacji Motörhead jaki odbył się w Dusseldorf Philipshalle w 2004 r. Tak naprawdę to według opinii wielu osób - zapis niesamowitych emocji jaki towarzyszył temu wydarzeniu. Wystarczy wspomnieć o pierwszym utworze, tuż na wejściu - "Dr. Rock" z albumu "Orgasmarton". Motörhead w trakcie koncertu zarazili wszystkich niesamowitą energią, a utwory są mocne, wciągające i do bólu autentyczne. Jeśli ktoś chciałby zrobić zarzut, że Motörhead od lat jest takie same, oczywiście pełna zgoda. Pytanie tylko czy taki "zarzut" dotyczy tylko Motörhead. Bo obok można na szybko wymienić z tuzin kapel, które z każdą kolejna płytą nadal są... takie same. Z drugiej strony po co cokolwiek zmieniać, skoro Motörhead od lat są w miejscu akceptowanym przez siebie i fanów. Nie ma rozczarowań, nie ma eksperymentowania. Formuła kapeli, która wychodzi na scenę lub nagrywa płytę brzmiącą tak, jak tego oczekuje świat - wydaje się być najlepsza. Przy czym warto to napisać - wychodzi na scenę i porusza cały tłum! Zapis koncertu z 2004 roku ma wiele ciekawych momentów i wiele naprawdę wartych zauważenia kawałków. Jak to usłyszałem swego czasu od kolegi - kolejnego fana zespołu "Motörhead nie pierdzielą się w temacie - grają aż urywa d.pę". I taki też jest zapis Stage Fright - kopie emocjami, wciąga jak bagno gdzieś na Mazurach... wystarczy popatrzeć na solo Mikkeya Dee w "Sacrifice" i nie pozostaje nic, poza opadem szczęki. Takie same emocje, jakie towarzyszyły koncertowi, takie też emocje towarzyszą oglądaniu koncertu na DVD lub (najlepiej ze względu na jakość) na Blu-Ray. Spośród wielu znanych i cenionych utworów świetnie wypadają "I Got Mine" ( album "Another Perfect Day") czy "In The Name Of Tragedy" z albumu "Inferno". Zresztą ten pierwszy wymieniony z 1983 w mojej osobistej kolekcji zyskał status wyjątkowej, a nawet kultowej i za każdym razem, kiedy tylko ekipa „Lemmy’ego" sięga po utwory z tego albumu, jest to dla mnie wyjątkowe odczucie. Zapis koncertu dostaniemy w wersjach na CD, DVD czy Blu-Ray i zapewne zdecydowana większość sięgnie po nośnik CD oraz Blu-Ray. Ze względu na jakość niedoścignionym w tym temacie wydaje się Blu-Ray (DTS-HD MASTER AUDIO 5.1 i DTS-HD MASTER AUDIO 2.0) i taki też Wam nośnik proponuję ze swojej strony. Bez względu jednak na to, na jakim nośniku przyjdzie Wam oglądać i słuchać Tremę - gwarantuję, że emocji będzie sporo. A niektórym może nawet urwać przysłowiowo d.pę. Wystarczy cierpliwie poczekać do 28 czerwca, kiedy to "Stage Fright" oficjalnie ukaże się w sklepach. Polecam AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Motörhead Stage Fright - występ legendarnej formacji jaki miał miejsce w Dusseldorf Philipshalle (2004 rok). Lista Utworów: Dr. Rock Stay Clean Shoot You In The Back Love Me Like A Reptile Killers Metropolis Over The Top No Class I Got Mine Tragedy Dancing On Your Grave Ramones Sacrifice Power Brazil Killed By Death Iron Fist Whore House Blues Ace Of Spades Overkill
  19. 1 point
    Dziś już oficjalnie możemy Was powiadomić o podjęciu w szerszym zakresie współpracy AudioStereo z całym zespołem Studia U22. Dzięki wzajemnym staraniom i poszerzeniu zakresu współpracy, AudioStereo stało się oficjalnym partnerem i objęło swoją działalnością wsparcie medialne dla wydarzeń jakie będą odbywać się na Alejach Ujazdowskich 22 w Warszawie. Oczywiście z naszej strony postaramy się zapewnić w najszerszym możliwym zakresie relacje ze spotkań mających miejsce w U22, informując Was o tym co dzieje się na Ujazdowskich w Studio U22. W tym miejscu szczególne podziękowania dla Daniela za pomoc w realizacji naszych projektów, wyrozumiałość i inspiracje. Jeśli jeszcze nie obserwujecie nas na FB i Studio U22 - warto to zrobić, bo tuż po wakacjach będzie działo się naprawdę sporo. Możecie spodziewać się wejściówek, unikatowych płyt z autografami artystów i mnóstwa reportaży (w tym video na naszym kanale YT). https://www.facebook.com/audiostereo/ https://www.facebook.com/studiou22/ Nasz kanał YouTube: https://www.youtube.com/channel/UC3pTKO4lxespX5SiY28p-Tw Studio U22 Warszawa, Aleje Ujazdowskie 22 https://studio-u22.com AudioRecki (Magazyn AudioStereo)
  20. 1 point
    Kiedy przychodzi moment rozmowy o Stingu, zaczynamy się zastanawiać nad tym, która tak naprawdę płyta jest najlepsza. Już nie utwór, a płyta ze względu na dorobek tego nietuzinkowego artysty. Jego płyty to szereg wspaniałych utworów i co za tym idzie - wysyp nagród, w tym aż 17 krotne Grammy! W dorobu artysty są też Złote Globy czy Brit Awards. Sting we wrześniu 1981 zadebiutował jako solista podczas koncertu dla Amnesty International. Zaśpiewał wówczas solowo do dziś uznane za jedne z największych hitów takie utwory jak „Message in a Bottle” czy „Roxanne”. Oczywiście utwory znane już wcześniej z repertuaru zespołu The Police, ale solowe wykonanie Stinga nie umniejszyło kompletnie nic tym świetnym kompozycjom. Sting okazał się świetnym artystą na scenie nie tylko w zespole, ale i podczas solowych występów. To, co ważne w przypadku tych piosenek - są one uznane za hity nie tylko zespołu The Police czy samego Stinga, ale są to kompozycje uznane za jedne z największych hitów współczesnej muzyki. Nie bez powodu wspominam dziś o Stingu (czy przy tej okazji także o zespole The Police). Już na dniach w sklepach pojawi się nowy album - kompilacja największych hitów Stinga. "My Songs" i jego zawartość to jednak nie jest wierna kopia starszych wydań, to spojrzenie na nowo artysty na swój dorobek artystyczny. Sam Sting mówi o swoim nowym projekcie tak: "My Songs to moje życie opowiedziane piosenkami. Niektóre z nich powstały na nowo, inne nieznacznie zmienione, ale każda z nich brzmi współcześnie." Wszystkie utwory jakie trafiły na nowe wydawnictwo zostały dostosowane do obecnych czasów, co ważne z perspektywy fanów - nie tracą ducha oryginałów. Na płycie znajdziemy takie znane utwory jak powyżej już wspomniane "Message In A Bottle", "Roxane", ale także "Every Breath You Take" czy przepiękne "Fields Of Gold" Do albumu dołączono są osobiste notatki artysty, w których Sting odkrywa wiele ciekawych historii związanych z powstawaniem konkretnych utworów. Nowy album jest więc nie tylko odświeżeniem znanych i lubianych kompozycji, ale swoistą celebracją twórczości Stinga. Zarówno solowej, jak i z The Police. Płyta wydana zostanie na winylu i CD. Polecam! AudioRecki (Magazyn AudioStereo) Za inspirację do napisania tekstu dziękujemy p. Kamilowi z Łódzkiej firmy Gandalf, w którym to już wkrótce będziecie mogli kupić nowy album Stinga https://www.gandalf.com.pl/m/my-songs-pl/ Sting "My Song's" (2019) Lista utworów: 1. Brand New Day 2. Desert Rose 3. If You Love Somebody Set Them Free 4. Every Breath You Take 5. Demolition Man 6. Can't Stand Losing You 7. Fields Of Gold 8. So Lonely 9. Shape Of My Heart 10. Message In A Bottle 11. Fragile 12. Walking On The Moon 13. Englishman In New York 14. If I Ever Lose My Faith in You 15. Roxanne (Live)
  21. 1 point
    Jak zaprzyjaźnione wiewiórki donoszą, już wkrótce jeden z najstarszych i najbardziej znanych sklepów ze sprzętem audio Studio HiFi w Katowicach, planuje przenosiny w nowe miejsce. To nie wszystko, kolejną informacją jaką uzyskaliśmy to fakt, że dzięki uprzejmości właściciela firmy p. Jacka - AudioStereo będzie miało okazję brać udział w oficjalnym otwarciu salonu. Nowy salon to jak mówi szef firmy - nowe możliwości, a co za tym idzie - nowe marki, większy i nowocześniejszy pokój odsłuchowy oraz znacznie bogatsza oferta sprzętowa. W tym, jak dowiedzieliśmy się w dniu wczorajszym - część z oferty nowego salonu trafi do recenzji naszego Magazynu AudioStereo. I nie będą to suche, pisane recenzje! Magazyn AudioStereo wychodzi bowiem na przeciw oczekiwaniom naszych czytelników i sprzęt testowany dla Was będzie także prezentowany w postaci materiału filmowego i udostępniany na naszym kanale YT. Dziękujemy już dziś szefostwu firmy i oczywiście przyjmujemy zaproszenie na ten szczególny event firmy Studio HiFi w Katowicach. Zapraszamy do obserwowania Magazynu, w którym będzie sporo niespodzianek, wiele interesujących testów i materiału audio-video. AudioRecki (Magazyn AudioStereo)
  22. 1 point
    Natalię Sikorę zapewne znacie dzięki sukcesowi, jaki był jej udziałem w programie Voice of Poland. Część z Was zapewne poznała też artystkę dzięki świetnemu bluesowo-rockowemu albumowi „Bezludna Wyspa Bluesa”. Natalia od lat ciężko pracuje na swój sukces i ugruntowaną pozycję na rynku muzycznym. Realizuje się nie tylko jako aktorka, ale też stara się podbijać coraz większą ilość serc słuchaczy swoim głosem. Obecnie dużymi już krokami zbliża się premiera jej kolejnego albumu "Ailatan!". Z tej okazji już, w najbliższy wtorek w zaprzyjaźnionym Studio U22 w Warszawie odbędzie się przedpremierowy odsłuch nowej płyty artystki. Czym tym razem zaskoczy w swoich kompozycjach, będziecie mogli przekonać się 21 maja. Dzięki uprzejmości Studia U22 mamy dla Was 3 podwójne wejściówki. Wystarczy w postach zgłosić chęć swojego udziału w tym wyjątkowym spotkaniu. Kameralna atmosfera panująca na Al. Ujazdowskich 22 wręcz zachęca do udziału i przedpremierowym odsłuchu płyty. Impreza rozpoczyna się o godzinie 19:00, a Natalii towarzyszyć będzie Darek Kozakiewicz, związany m.in. z zespołem Perfect. Zapraszamy serdecznie! AudioRecki (Magazyn AudioStereo) https://studio-u22.com
  23. 1 point
    Kiedy otrzymałem album do rąk pomyślałem "ok, będzie jak z St Germain, czyli będzie (jakby) dobrze". Otóż wszelkie tego typu projekty przecinające wiele gatunków - w tym co najważniejsze - jazz, potrafią sprawić recenzującemu wiele problemów. Są to problemy natury subiektywnego odbioru muzyki, bo czym jest muzyka? Czy z góry narzucone style i sztywne ich trzymanie się już jest muzyką, czy może jednak prawdziwą muzyką nazwiemy wszystko, co jest poszukiwaniem nowego wyrazu i sposobem dotarcia do słuchacza czymś niebanalnym. Gdzie jest granica czegoś nowego, na ile muzyka w dobie tylu utartych i ustalonych z góry brzmień jest nadal otwarta na poszukiwanie, i eksperymentowanie? Można by stwierdzić wprost, że każdy dźwięk stanowi muzykę, a jedynie umiejętne budowanie tych dźwięków daje sukces. Pójdę dalej w swoich rozważaniach - cisza też jest muzyką. Dlaczego recenzja płyty Gniewomira Tomczyka i projektu Live zaczyna się w tak nietypowy sposób? Otóż album jaki dostałem, nie jest jak każdy inny. To nie są muzycznie utarte ścieżki, na które wchodząc wiemy skąd wychodzimy i dokąd docieramy. W przypadku recenzowanego albumu muzyka jest przygodą z dźwiękami ale i ciszą. Dokładnie tak, budowanie nastroju i klimat kompozycji wynika z umiejętnego (nad wyraz) operowania wieloma dźwiękami, wokalem i czasem też właśnie ciszą. Operowanie wieloma gatunkami na potrzeby budowania nastroju i tworzenia niesamowitego klimatu - to pierwsze co rzuca się w przypadku tego albumu. Pierwszy z brzegu utwór "The City", trwający dokładnie 8 minut i 21 sekund jest świetnym tego przykładem. Siadając w domowym zaciszu, znikając w fotelu z głową otwartą na muzykę, na dźwięki - ten dokładnie utwór wprost udowodni nam, że muzyka jako sztuka nie umarła. Na płycie znajdziemy kawałki bliższe stricte jazzowym klimatom, ale nie tylko i słusznie. Takim bliższym jest dla przykładu "Antoher Vision". Są też kompozycje od początku dobitnie trafiające do słuchacza, wprost atakujące bogactwem dźwięków i oddalające się od jazzowych "standardów". "Twinkle" odrywa nas od klimatu spokojnego klimatu, mamy tutaj zderzenie się i mieszkankę wielu gatunków - przy tym drum'n'bass jest swoistą wisienką na torcie. Gniewomir nie pozostawia w tym przypadku żadnych złudzeń - zaprasza nas do swojego "drum królestwa". Słuchając płytę mamy poczucie, że za każdym razem możemy zostać zaskoczeni zgoła czymś innym tak w samej dynamice, jak i w łączonych stylach muzycznych. Do tego dochodzi wokal, jaki zasługuje na osobną pochwałę. I dobrze ta mieszanka gatunków wychodzi, skoro album ma stanowić taką podróż, gdzie Gniewomir ze swoimi zespołem zaprasza nas na swoistą przygodę bez z góry ustalonych zasad - wchodzimy w to i naprawdę w pełni czujemy. Oczywiście byłbym skłamał, gdybym nie przyznał - w tej przygodzie z muzyką zawartą na "Quality Jazz Live" jest kilka z góry ustalonych zasad. Poza kreatywnością artysty i świetną swobodą w operowaniu nie tylko gatunkami, ale i dźwiękami - mamy właśnie wspomniane powyżej doskonałe poczucie budowania atmosfery w każdym utworze. Jazz nie wymaga komplementacji, jazz się czuje i kocha - lub nieświadomie omija szerokim łukiem. Kolejną zasadą jaka panuje na płycie - każde nagranie od strony prezentacji muzycznej jest realizowane na wysokim poziomie. 7th Horizon (Live) z części bonusowej pokazuje jak cały zespół bawi się rytmami i brzmieniem. Jak ważny przy tym jest słuchający i jak ważne jest wciągnięcie go w muzykę dowodzi kolejny utwór "B.Y.O.C." (wraz z The Blu Mantic). Tym utworem bawimy się na całego z zespołem, tutaj wszyscy żyją muzyką i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Komu polecam płytę? Jeśli kochacie jazz łączony z innymi gatunkami, lub jazz we wszelkich jego odmianach - zdecydowanie tak. Jeśli szukacie czegoś niebanalnego, gdzie muzyka jest sztuką i macie przy tym czas na w pełni oddanie się dźwiękom płynącym z głośników - płyta obowiązkowa. Melomani kochający dobre realizacje (nie tylko obejmujące jazz) znajdą w tym albumie świetnego kompana do wieczorów z muzyką przez duże "M". Ostrzegam jednak tych, którzy muzyką nie bawią się i nie czują jej. Dla których eksperymentowanie z dźwiękiem czy nieprzewidywalność kompozycji jest nie do przyjęcia - płyta może nie wpłynąć pozytywnie na Wasze zrozumienie czym jest muzyka. Zacząłem od wspomnienia na początku o swoistym projekcie St Germain - Ludovica Navarre'a. Nie przez przypadek, przez ponad 2 dekady muzyka francuskiego artysty znajduje wielu odbiorców. Tak, jak to bywało w przypadku Navarre'a, tak jest obecnie w przypadku Gniewomira i jego projektu, i trzeba napisać to wprost - album "Quality Jazz Live" to fascynująca mieszanka wielu gatunków muzycznych i wysmakowanego jazzu. Absolutnie też proszę nie stawiać równości w brzmieniu czy formie muzycznej tych dwóch artystów! To zgoła odmienne podejście do słuchacza, ale mianownik praktycznie wspólny. Tak, album Gniewomira będzie się podobał tym wszystkim, którzy są świadomymi odbiorcami muzyki, dla których wyjście do klubu na koncert nie oznacza własnego zaszufladkowania. To album dla tych, którzy poszukują kontaktu z muzyką, nie utożsamiają się poprzez koszulki czy fryzury z jakimś gatunkiem muzycznym czy wykonawcą. Jeśli kochacie dobrą muzykę, macie za sobą (dosłownie) wypady na koncerty dla zasady "bo kocham muzykę", bez zwracania uwagi kto gra i dlaczego, kochacie spontaniczność w takich wypadach - musicie kupić opisywany album Gniewomira. Projekt ten zabierze Was gdzieś... i chyba tylko sami będziecie w stanie określić dokąd dotarliście. Ale całą muzyczną podróż macie zagwarantowaną na bardzo wysokim poziomie. Z muzyką przez duże "M". GNIEWOMIR TOMCZYK – perkusista, perkusista hybrydowy, pedagog. Absolwent Akademii Muzycznej im. I. J. Paderewskiego w Poznaniu, w klasie perkusji jazzowej prowadzonej przez prof. Krzysztofa Przybyłowicza. Laureat I Nagrody na Ogólnopolskim Festiwalu Rytmu Drum Battle. Założyciel oraz lider zespołu: Gniewomir Tomczyk / Project. Współpracuje na stałe m.in. z zespołem elektronicznym XXANAXX, producentką MIN t czy wokalistką Patrycją Zarychtą. Występował oraz współpracował z wieloma znakomitymi artystami. Dla osób kochających muzykę i poszukujących kolejnych wrażeń z różnymi gatunkami muzycznymi - dzięki uprzejmości Agencji IMAGE TEAM - mamy do przekazania jedną płytę (https://www.facebook.com/imageteam.net) Wystarczy pozostawić pod artykułem swój komentarz, w którym podacie przynajmniej jednego artystę (lub zespół), z którym współpracował Gniewomir Tomczyk. Już na wstępie podpowiem, że dorobek w karierze artysty jest naprawdę imponujący, zadanie więc macie dosyć proste. Na Wasze posty czekamy do 5 maja. Spośród wszystkich (nawet powielajacych się) odpowiedzi, wybierzemy jedną, a jej autor otrzyma wprost do domu album "Quality Jazz Live". Zapraszamy do udziału i polecamy album! AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo).
  24. 1 point
    „Age of Unreason” to tytuł nowego albumu legendarnego Bad Religion. Ta pochodząca z Kalifornii punk-rockowa kapela przez wiele lat nieustannie zaskakiwała świeżością pomysłów, a kolejne albumy przynosiły (lub nie, o tym za chwilę) uznanie fanów. W moim odczuciu spośród pozostałych szesnastu studyjnych - New Maps of Hell z 2007 roku była jednym z ostatnich - sensownych albumów. Widać to było coraz bardziej aż do „True North” z 2013, którym zespół zapowiadał, że ma to być ostatni album w dyskografii Bad Religion. Byłoby to zaskakujące, że kapela zasługująca na szczególne uznanie za genialne melodie na np.: "The Gray Race" odeszłaby z rynku muzycznego z czymś tak słabym jak prosty do bólu "Vanity". Utwory są po prostu męczące i monotonne - kompletnie nie wnoszące nic, czego oczekują fani nie tylko zespołu o takiej renomie i doświadczeniu, ale i wielbiciele gatunku. Obecnie zapowiadany jest siedemnasty album Bad Religion, który ma (podobno) zatrzeć złe wrażenie i pozostawić po zespole solidną porcję dobrego brzmienia. Album zatytułowany jest jak wspomniałem powyżej - „Age of Unreason” i ukaże się na rynku już 3 maja nakładem Epitaph Records. Greg Graffin o nowym albumie: "Kiedy zobaczyłem te wszystkie nagłówki o tym, jak świat schodzi na psy, zacząłem naprawdę wiele czytać. Między innymi o rewolucji francuskiej, amerykańskiej, o wojnie domowej. I rozpoznałem w tym pewien wzorzec, w który nie powinniśmy się zagłębiać. Przestrogi ku temu są wystarczające. Każde dziecko powinno o tym wiedzieć, choć ludzi ogółem trudno przekonać do lektury na ten temat. Może ten album okaże się pomocny." Jeśli tym albumem nie da się uratować świata (w co wątpliwe - nie takim dziełom przyświecał taki cel) , to przynajmniej (oby) dało się uratować dobre imię tej legendarnej formacji i jej zapowiadany album okazał się być lepszym, niż poprzedni. Płyta promowana jest singlem i video klipem "Chaos From within": AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo) Bad Religion “Age of Unreason” (2019) 01. Chaos From Within 02. My Sanity 03. Do The Paranoid Style 04. The Approach 05. Lose Your Head 06. End Of History 07. Age Of Unreason 08. Candidate 09. Faces Of Grief 10. Old Regime 11. Big Black Dog 12. Downfall 13. Since Now 14. What Tomorrow Brings 15. The Profane Rights Of Man (bonus)
  25. 1 point
    Johny Deep, Joe Perry i Alice Cooper - jeszcze kilkanaście lat temu słysząc te nazwiska i pytanie "co je łączy", odpowiedź nie mogłaby być taka oczywista, jak obecnie. O ile Perry i Cooper stanowią obecnie pokolenie nazywane dinozaurami mocnego brzmienia, to Johny Deep stanowi zaskakującą część tego trio. Oczywiście wszystkie trzy nazwiska nikomu nie trzeba przedstawiać, ale od 4 lat należy je łączyć w jeden muzyczny projekt - supergrupę Hollywood Vampires. Po udanym ich pierwszym albumie (2015 rok), który zaskakująco odnalazł sporą rzeszę fanów i przebił się na listach gdzieś po środku pierwszej setki - nadeszła informacja, że panowie lada moment wydadzą swój drugi album. Płyta ma ukazać się już 21 czerwca, a całość zwiastuje singiel „Who’s Laughing Now”, który promowany jest poprzez lyric video. Jak mówi Alice Cooper: ' "Rise” jest nie tylko innym tworem niż pierwszy album Wampirów, ale również jest bardziej unikalny od wszystkiego, co kiedykolwiek nagrałem. Podszedłem do niego całkiem inaczej, niż zwykle, gdy pracuję nad albumem. Każdy z nas, tj. Joe, Johnny, Tommy i ja napisaliśmy piosenki na „Rise”. Nie próbowałem nadać utworom stylu Alice Cooper. Każdy z nas ma inne doświadczenia, więc brzmienie tego albumu jest bardzo fajne. Myślę, że dzięki tej płycie ustalamy prawdziwe brzmienie Wampirów, ponieważ przy pierwszym krążku bardziej przechylaliśmy kapelusze w stronę naszych upadłych rock’n’rollowych braci.' Na nowym albumie znajdzie się aż 16 utworów i składać się ma głównie z oryginalnego materiału stworzonego przez zespół. Na płycie znalazło się także miejsce dla trzech coverów. Mają to być utwory tych wielkich, którzy odeszli zbyt wcześnie: Davida Bowie, Jim Carroll Band oraz Johnny’ego Thundera. Producentem albumu "Rise" obok samego zespołu jest także ceniony Tommy Henriksen (Alice Cooper, Warlock) Będzie więc czym męczyć sąsiadów po nocach. AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  26. 1 point
    W Stanach muzyka R&B od wielu dekad nie traci na popularności. W Europie (co widać po sprzedaży) też trafia na spore zainteresowanie. Spośród wielu znanych nazwisk jedno zasługuję na szczególne przypomnienie - Mary Jane Blige. Przez jednych nazywana królową R&B, przez innych "ciocią Mary„, artystka od prawie 3 dekad w znaczący sposób zaznacza swoją obecność na scenie muzycznej. Jej pierwsze albumy "What's the 411?", "My Life" czy "Share My World" zyskały status w USA potrójnej platyny. Ostatni okres artystki to w głównej mierze związanie się ekranem (tym dużym jak i małym) i gra aktorska. Wystąpiła w mn.: "Rock of Ages" (jako Justice) czy obecnie w serialu Netflix - "The Umbrella Academy" (2019) Fani Mary J. Blidge jako piosenkarki już powinni zacierać ręce - artystka bowiem oficjalnie zapowiedziała powrót do studia i rozpoczęcie pracy nad... dwoma kolejnymi albumami. Jak sama stwierdziła, jej nowe albumy mają odzwierciedlać całe życie kobiety, które są szefami dla siebie i w pełni mając tego świadomość - wprost mogą to wyrażać światu, że "są teraz szefami". Przekaz może i skomplikowany, ale kto by tam zrozumiał kobietę? To oczywiście żart, bo królowa R&B doskonale trafia ze swoim muzycznym przekazem do sporej grupy fanów (w tym mężczyzn). Jest więc na co czekać! AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  27. 1 point
    Marilyn Manson ostatni album wydali nie tak dawno, bo w 2017 roku. "Heaven Upside Down" okazał się jednym z lepszych albumów zespołu Mansona "ever", a na pewno najlepszym z ostatnich lat. Chodziły wręcz słuchy, że Manson nie tylko zatracił duszę, ale także stracił całkowicie kreatywność. Na samym byciu "dyżurnym Antychrystem" niestety dłużej pociągnąć się nie da. Musiało przyjść więc coś więcej i przyszło. "Heaven Upside Down" to płyta dobra, a miejscami bardzo dobra. Nie pobiła rzecz jasna absolutnego mega-hitu płytowego "The Golden Age of Grotesque", ale okazała się bardzo udana i przyniosła spore zainteresowanie na rynku muzycznym. Tak więc "Heaven Upside Down" to album artystycznie świeży i perfekcyjnie zrealizowany. Sam Marylin Manson postanowił jednak nie odpoczywać i ukazała się zapowiedź kolejnego albumu. Co więcej - nowy album, który ma szansę ukazać się jeszcze w tym roku, ma być współtworzony z uwaga... Shooter Jenningsem. OK, każdy wie kim jest właściwie Jennings? I słusznie, w naszym kraju c.a. 90% nie ma pojęcia kim jest ten muzyk i pojęcia mieć nie może. Ale za to w USA sytuacja ulega całkowitej zmianie. Otóż pan Jennings jest bardzo popularnym muzykiem country, który na swoim koncie ma już 10 całkiem udanych albumów. Tak, dobrze czytacie - Marylin Manson i kompozytor oraz muzyk country podjęli się wspólnej współpracy, by stworzyć nowy album. No dobra, to nie żart na pierwszego kwietnia - poważnie! Najlepszym komentarzem w tym miejscu niech będą słowa samego "Antychrysta": "Poczułem, że to dobry czas na zmianę i zaprzyjaźniłem się z Shooterem. On jest geniuszem muzycznym. Przypomina mi Dude'a z filmu "Big Lebowski". Mamy inne wibracje, ale nie muszę mu ciągle mówić, co myślę." No więc... jeśli Shooter jest jak Lebowski, przepraszam - ale "wchodzę w to" i czekam na płytę. Nie mam wręcz pojęcia co z takiej mieszanki wyjdzie, ale na samo hasło "Dude" i "Big Lebowski" z automatu jestem na "tak". Jak sam Manson wyznaje, jego nowy album będzie brzmiał jak mieszanka krążka "Diamond Dogs" Davida Bowiego z 1974 i brzmienia brytyjczyków z Killing Joke. Napiszę tylko tyle: "niezła jazda" i "czekamy więc". (AudioRecki, Magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  28. 1 point
    Czasem w rozmowie o muzyce pada pytanie o "tego kolejnego", wielkiego gitarzystę z Pink Floyd... i młodsze pokolenie ma duże problemy, by wymienić wszystkich z nich. Bardziej osłuchana młodzież powie "Waters", czasem uda się wspomnieć Gilmour'a. A o Snowy White wspomina naprawdę niewielu. Kiedy siadając z takim młodym człowiekiem do odsłuchu płyt puścimy Bird Of Paradise lub Midnight Blues pada często "znam to!" I słusznie, bo dobrych muzyków (więcej - bardzo dobrych muzyków) należy znać. Muzyka jest sztuką i jako taka rozwija nas w wielu wymiarach, kształci świadomość i potrzeby (często także te duchowe). Dlaczego taki wstęp? Bo każdy, kto z melomanów odpłynął w trakcie odsłuchu w/w utworów White'a wie o czym piszę. Muzyka, w tym taka jaką prezentuje wspomniany muzyk, jest sztuką przez duże "S", do tego często dająca okazję do poznania samego siebie. Terence Charles "Snowy" White to legenda bluesa i rocka. Koniec kropka. Swego czasu poza grą z kapelą Pink Floyd grał także z Thin Lizzy. Na przestrzeni lat nie unikał jednak solowych kompozycji i albumów wydawanych pod swoim nazwiskiem. Zresztą z bardzo ciepłym i dobrym odbiorem słuchaczy. Jeszcze nie tak dawno, bo kilkanaście miesięcy temu była okazja zapoznania się z kolejnym albumem artysty przewodzącemu The White Flames - Reunited. Album ten nie był w żadnym calu przełomowy, ale jakże wpisujący się w oczekiwania fanów klimatycznego bluesa oraz ciepłego w głosie, wręcz melodycznie recytującego słowa White'a. Utwór "Have I Got Blues For You" wpisuję się w takie klimaty idealnie i nie pozostawia złudzeń, że płyta zabiera nas w długą, klimatyczną podróż. Wystarczy posłuchać pierwszych dźwięków gitary i wszystko jasne. Muzyka sztuką - jak najbardziej! Rozpisałem się o tym co było... ale nie sposób pominąć tak ważnych informacji, kiedy piszemy o takiej postaci jak Snowy White. Jednak nie o czasie przeszłym, a o przyszłym mowa. I to wcale nie takim odległym! W tym miesiącu na rynku ma się ukazać nowa płyta muzyka wraz z zespołem. Zapowiedziany na ten miesiąc album "The Situation" ma przyciągnąć na kolejne długie wieczory słuchaczy. Nie ma w zapowiedziach stanowić milowego kroku, ale po tak wielkich muzykach nikt w końcu nie spodziewa się czegoś takiego. Jako frontman White tworzy idealną całość ze swoim zespołem i kolejne 12 pozycji na nowym albumie zapowiada się więcej niż wyśmienicie. Na pewno płyta absolutnie każdemu wpadnie w ucho, bez względu na preferencje muzyczne. A wielbiciele gatunku - no cóż, mają kolejny powód do zakupów bowiem płyta zapowiada się wybornie! Snowy White and The White Flames - The Situation (2019) Lista utworów: 1. The Situation 2. This Feeling 3. L. A. Skip 4. Can't Seem To Do Much About It 5. Crazy Situation Blues 6. Blues In My Reflection 7. Why Do I Still Have The Blues? 8. You Can't Take It With You 9. Migration 10. The Lying Game 11. Hard Blues 12. I Can't Imagine AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  29. 1 point
    Już niespełna dwa miesiące, kiedy na naszym rynku ukaże się w postaci CD oraz "czarnulki" mini album zespołu Vader. Ta pochodząca z Olsztyna kapela metalowa na rynku muzycznym to już swoista marka sama w sobie. Jedyne co mnie od zawsze zaskakiwało to częstotliwość zmiany składu zespołu. Kto tam już nie był... a raczej kogo nie było. Jeśli sięgnę pamięcią i do swojego osobistego zbioru muzyki - to ze wszystkich wydanych do tej pory albumów - najbardziej przypadł mi do gustu szósty album studyjny "The Beast". Moim zdaniem najlepsze na tej płycie okazały się partie solowe Maurycego „Mausera” Stefanowicza, zresztą sięgając po muzykę zespołu - dziecka "Mausera" czyli Dies Irae, też czuć jego wyjątkowo pozytywny i osobisty wkład muzyczny. No ale to czasy przeszłe, a wracając do samego tytułu "Thy Messenger" to mini album zespołu Vader, który pod koniec maja zagości na półkach sklepowych. Na mini płycie znajdziemy pięć pozycji z czego jedna - to klasyczna przeróbka utworu "Steeler" Judas Priest. I znawcom zespołu Vader nie trzeba nawet tłumaczyć pod jak ogromnym wpływem artystycznym Brytyjczyków byli i są chłopaki z Olsztyna. Wzorce solidne, a i zespół Vader to nie byle kapela metalowa. Może nie dostaniemy normalnej długości albumu, na EP'ce zobaczymy powrót do znanego od dwóch dekad Litany (w nowej wersji), możemy też utyskiwać na zbyt mocne, a nawet nazbyt brutalne brzmienie (aż niepodobne do tego, co znamy z innych albumów) - jednak to pierwszy album po blisko trzy letniej przerwie pokazujący, że ekipa z Olsztyna pomimo tylu lat na scenie, tylu zmian w składzie (obecnie znów kapela zaskakuje osobowo) - nie zapomniała jak się gra mocną, do tego dobrą muzykę heavy metalową. EP'kę (CD i winyl) będzie można nabyć pod koniec maja w każdym dobrym salonie muzycznym. Mocno polecam fanom gatunku... reszta no cóż, musi zrozumieć - nie wszystko jest dla wszystkich. Tracklista: 1. Grand Deceiver 2. Litany 3. Emptiness 4. Despair 5. Steeler AudioRecki (magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  30. 1 point
    Podobno nic tak nie napędza zainteresowania w obecnym świecie, jak kontrowersje i skandale. Im większy głos sprzeciwu, tym podobno "lepiej". Znamy to z naszego rodzimego "podwórka", gdzie wszelkiej maści celebryci i pseudo gwiazdeczki wychodzą z założenia - "nie ważne jak, byle mówiono". Rzecz jasna wszelkiej maści plotki i ploteczki o życiu pseudo gwiazdek nie są w zainteresowaniu Magazynku Kulturalnego AudioStereo, pozostawimy to odpowiednim tytułom prasowym czy portalom w sieci. Jest jednak powód powstania tego tematu. Otóż nasi zachodni sąsiedzi (a w szczególności politycy oraz wtórujący im przedstawiciele środowisk żydowskich zza Odry) uznali jako nie do przyjęcia wyrażanie swojego zdania artystycznego w takiej formie, w jakiej uczynić to miał zespół Rammstein. Ich zapowiedź jaka miała miejsce jeszcze nie tak dawno ( pół minutowy klip) wywoła istną falę krytyki na zespół, wręcz mówiono o skandalu. Czy faktycznie mamy powód do tak daleko idącej - negatywnej oceny nowego utworu? Czy klip "Deutschland" jaki zaserwował swoim fanom zespół Tilla Lindemanna zasłużenie podlega krytyce? Pozostawiam to już do Waszej oceny. Zapraszam do komentarzy, czy Waszym zdaniem były/są powody do uznania materiału muzyczno-filmowego zespołu za skandal? Czy teledysk oraz zawarta w nim treść jest jeszcze wyrazem artystycznym na pewne poglądy, czy już przekroczono wszelkie dopuszczalne granice, po których słowa skandal i kontrowersja są jedynymi - właściwymi, by opisać to, co przychodzi nam oglądać i słuchać. Zespół Rammstein jak zapowiedział tak zrobił. Właśnie opublikowano wg. niektórych kontrowersyjny klip. Zapraszam do oglądania i... komentowania! UWAGA! Treści prezentowane w filmie są oznaczone na YouTube jako niewłaściwe dla każdej grupy wiekowej odbiorców! Zespół zawita do Chorzowa już 24 lipca tego roku. Trasa koncertowa ma promować najnowszy album zespołu. Będzie się więc działo w Kotle Czarownic! AudioRecki (Magazyn Kulturalny, AudioStereo)
  31. 1 point
    "Chcielibyśmy, aby więcej osób znajdowało swoją równowagę w trakcie słuchania muzyki, ponieważ muzyka łagodzi obyczaje" (Arkadiusz Harych, właściciel ZigZag). To prawda. Świat jest zabiegany, człowiek gdzieś gna przed siebie każdego dnia. Są jednak w naszym życiu takie chwile, w których oddajemy się swoim pasjom. Zatrzymujemy się na moment i odcinamy od zgiełku naszej codzienności. Sięgamy wtedy po wszystko to, co w naszym zrozumieniu jest "dla nas najlepszym", dającym nam przy tym zwykłą przyjemność posiadania. Staramy się często w takich momentach sięgać po rzeczy dobre i sprawdzone, których sama obecność w naszym otoczeniu daje ogromną przyjemność. Pewne jest jedno, dla takich chwil, dla siebie i bliskiego nam otoczenia szukamy rzeczy praktycznych, trwałych i do tego pięknie wykonanych. Jak to wygląda w praktyce wie każdy z nas. Niestety nie zawsze udaje nam się znaleźć to wszystko, lub poszukiwania takich rzeczy zajmują sporo czasu. Często w wyniku pośpiechu czy nawet naszej niecierpliwości - stawiamy na rzeczy niesprawdzone, nie mające realnego wpływu na nasze życie i często po prostu brzydkie. Dziś dzięki uprzejmości właścicieli firmy ZigZag Acoustic z Wrocławia, mamy możliwość przedstawienia miejsca, w którym realne osoby, mające podobne pasje i podobne potrzeby w życiu - odpowiedzialne są za produkcję przedmiotów w swej formie pięknych, a powstających właśnie z połączenia pasji do muzyki i miłości do rzeczy nietuzinkowych, i trwałych. Przyznam szczerze, że wywiad ten przyniósł mi ogromną osobistą przyjemność i wyciągnąłem zaskakujące wnioski. Otóż trafiłem do ludzi, dla których w relacjach „firma-produkt-klient” - to klient i jego potrzeby stanowią najważniejszy element całej układanki. Produkt jest jakże ważny w w/w firmie, ale jak się okazuje - traktowany jest jak przedmiot na który przelano wszystko, co najważniejsze w relacjach między ludźmi. Nie dziwię się już dlaczego z takim zaangażowaniem i pieczołowitością dba się tutaj o każdy szczegół. Ciężko bowiem jak widac dać coś niedopracowanego, a jednocześnie ma to być przedmiot oddający osobiste zaangażowanie konkretnych ludzi, którzy poświęcają się temu i oddają część siebie. W firmie ZigZag zrozumiałem, skąd ta istotna zmiana pomiędzy ich produktami, a produktami konkurencji. Zaczyna się od podstaw - od podejścia właścicieli do ludzi, życia, otaczającego nas świata i samych przedmiotów. Zainteresowanych odpowiedzią na pytanie „czy można dostać zaangażowanie w lepszy świat drugiej osoby w przedmiotach” zapraszam do poniższego wywiadu. Magazyn AudioStereo (dalej M-AS): Witaj Arku. Siedzę i patrzę na te wszystkie rzeczy dookoła, i zastanawiam się nad jednym. Czy są one bardziej praktyczne, czy może bardziej jednak są piękne. Mam dylemat, bo im bliższy i dłuższy z nimi kontakt, tym nie sposób od niektórych z nich oderwać wzrok. Mam kilka pytań o Waszą firmę, o produkty i o Twoją codzienność tak zawodową, jak i prywatną. Może na sam początek przybliżmy naszym czytelnikom Waszą firmę. Arku jesteś właścicielem firmy, która zajmuje się? Arkadiusz Harych, właściciel ZigZag (dalej Arek, ZigZag): Mamy szeroki wachlarz oferty dla klientów indywidualnych i instytucjonalnych. Zajmujemy się projektowaniem pomieszczeń użytkowych, tak w mieszkaniu i domu, jak i w firmach. Projektowaniem rzecz jasna w kontekście wyposażenia mn. w niebanalne meble czy przedmioty codziennego użytku. Jak domyślam się, w głównej jednak mierze dziś rozmawiać będziemy o akustyce i wszystkim co z tym związane w naszej firmie? M-AS: Tak, to jest cel naszego spotkania i rozmowy. Skąd pomysł na tego typu firmę? Arek, ZigZag: Sporo wody minęło od czasu, kiedy popularnego Kasprzaka zamieniłem na wieże Diory (midi), a w jej magnetofonie wymieniłem głowice na oryginalną - stożkową Alps'a. Od tego czasu dużo się zmieniło i sporo rzeczy wydarzyło - zbudowałem kolumny, wraz ze szwagrem udało nam się z powodzeniem zbudować całkiem udany wzmacniacz lampowy. Podkręcałem moc lasera, żeby płyty się dobrze odtwarzały (żeby nie przeskakiwały). Po tych wszystkich osobistych doświadczeniach, dalej gdzieś szukałem tego mitycznego ideału brzmienia. Aż pewnego dnia doszedłem do jednego wniosku. Żeby zbliżyć się do przyjmijmy "doskonałości brzmienia" nie wystarczy tylko dobry sprzęt, odpowiednio dobrane kable, czy dobrze nagrana płyta. Potrzebne jest coś więcej. Zrozumiałem, że potrzeba zadbać o wnętrze w którym słuchamy muzykę. Uświadomiłem sobie, że dobrze przygotowane akustycznie wnętrze, jest równie ważne co pozostała reszta! Przemyślane działania na polu akustycznym dają często znacznie większe zmiany, niż wymiana jakiegoś elementu w torze audio. Oczywiście sporo ludzi jest przekonanych o tym, że dobry sprzęt całkowicie wystarczy, by muzyka "dobrze brzmiała". Uważają oni wręcz, że nic poza dobrej klasy sprzętem nie jest potrzebne i w taki sposób da się słuchać muzyki na odpowiednim (jakościowo) poziomie. Można się z tym zgodzić po części, bo nikt nie zaprzeczy, że dobry sprzęt jest bardzo ważny. Bez sprzętu audio rzecz jasna nie ma mowy o dobrym brzmieniu i jest to podstawa. Jednak nie oszukujmy się - bez odpowiedniego przygotowania pomieszczenia, w którym słucha się muzyki - nie ma szans na to, żeby się zbliżyć do "ideału". Okazuje się w życiu, że dopiero wytrawni i z dużym bagażem doświadczenia (opartego o ogromną ilość odsłuchów) audiofile czy melomani zaczynają interesować się akustyką. Ci wszyscy, którzy przetestowali już dziesiątki, jak nie setki zestawów audio - zaczynają wreszcie doceniać znaczenie odpowiedniej adaptacji akustycznej swoich pomieszczeń. W oparciu o własne i znajomych doświadczenia, obserwując rynek i potrzeby osób szukających kolejnego kroku w przód (w temacie poprawy jakości brzmienia) - powstała nasza firma ZigZag. M-AS: Czyli zajmujecie się nie tylko produkcją wszystkiego, co związane z akustyką , ale także jak rozumiem zajmujecie się kompleksowo akustyką pomieszczeń? Arek, ZigZag: Zgadza się. A nic tak nie uczy właśnie, jak własne doświadczenie (szczery uśmiech Arka, red.) Wiemy, jak ważne jest akustycznie dopasowane pomieszczenie. Nasze pierwsze kroki w temacie akustyki i kontakty z tego typu produktami oraz z pomieszczeniami przeznaczonymi do odsłuchów audio zaczęły się już wiele lat temu. Kontakty te powiedzmy wprost, nie zawsze dawały pozytywne wrażenia i szukaliśmy czegoś "więcej i lepiej" wykonanego. Mamy bardzo bogate doświadczenie zakresie akustyki i co istotne - poparte obecnie konkretnymi wynikami. Również dzięki temu, że tak bardzo rozwinęła się technologia CNC - ułatwiło nam to budowę swoich ustrojów akustycznych. Wreszcie możemy to zrobić na takim poziomie jakościowym i materiałowym, że oferujemy naszym klientom produkt taki, jaki sami widzielibyśmy u siebie. M-AS: Rozmawiamy o produktach, gdzie w tym wszystkim klient. Co odróżnia Waszą firmę od innych na tym polu? Arek, ZigZag: Z każdym klientem rozmawiamy indywidualnie. Staramy się zrozumieć i zaradzić problemom oraz wyjść na przeciw oczekiwaniom. Oczywiście zlecenia niemożliwe do zrealizowania wymagają więcej czasu (śmiech, red.), ale nie pozostajemy obojętni wobec żadnego z naszych klientów i jego problemów. M-AS: Pracujecie dla klientów w kraju. Czy jakieś doświadczenie z klientami za granicą? Arek, ZigZag: Oczywiście. W swoim portfolio mamy wykonane prace dla klientów mn.: z Włoch, Niemiec czy USA. Nie ograniczamy się jedynie do rodzimego odbiorcy. M-AS: Czy jest różnica w pracy dla klienta z Polski, a tego spoza naszego kraju? Jakieś zasadnicze różnice w oczekiwaniach i wykonaniu? Arek, ZigZag: Oczekiwania są praktycznie takie same. Produkt musi spełniać najwyższą jakość pod względem użytkowym ale i materiałowym. Szczegóły jakie mogą różnić poszczególnych klientów wg. kraju skąd pochodzi - bardziej wynikają ze specyfiki indywidualnego zamówienia, niż z samego faktu różnic w naszym podejściu do klienta. Jeśli chcesz mnie zapytać, czy nasi rodzimi audiofile otrzymują inne produkty, niż te oferowane naszym zagranicznym klientom - to absolutnie nie ma o tym mowy! Oferujemy tylko i wyłącznie produkty na najwyższym - światowym poziomie. I nie ma dla nas znaczenia zasobność portfela naszego klienta czy kraj z którego pochodzi. Nie bawimy się w półśrodki. M-AS: Czyli klienci powinni być pewni Waszych produktów... Arek, ZigZag: Absolutnie tak. Od momentu projektowania i powstawania w naszej pracowni (na etapie rysunku, red.), aż po końcowy „szlif” każdego z wykonywanych przedmiotów. M-AS: Rozmawiamy już jakiś czas, widzę Twoje zaangażowanie w firmę, w dbałość o produkt i samego klienta… czas na dom, rodzinę? Arek, ZigZag: Wiele z tego co osiągnąłem na płaszczyźnie zawodowej jest także sporym udziałem mojej żony Asi (Joanna Szpakowska). Jej poczucie estetyki (wiadomo, kobieta), zdroworozsądkowe podejście do pewnych tematów i zaangażowanie nie mniejsze niż moje wprost przekłada się na mój, nasz wspólny sukces. Dzielimy sukcesy i mniejsze lub większe porażki (tych, co tylko dobrze świadczy) na razie jest mało. Czas prywatny... oczywiście poświęcamy naszym wzajemnym zainteresowaniom, co nie wyklucza faktu, że czasem za dużo żyjemy firmą - nawet w czasie uznanym jako czas prywatny. M-AS: Jakiś przykład takiego zaangażowania ponad miarę? Joanna Szpakowska (prywatnie żona właściciela, dalej Asia, ZigZag): Najgorsze są momenty tych zleceń, które wymagają bardzo poważnego zaangażowania ze strony całego zespołu. Jesteśmy wtedy skupieni na danym kliencie i nie ukrywamy tego, staramy się poświęcić jak najwięcej (nawet z wolnego czasu), by w efekcie końcowym klient otrzymał jak najlepszy produkt. Żyjemy tym wszystkim, dajemy siebie - więc dajemy też często swój wolny czas na realizowanie marzeń naszych klientów. M-AS: Asiu zapytam więc, widząc i Twoje zaangażowanie. Do kogo wychodzicie ze swoją ofertą? Bo mam wrażenie, że klient przychodząc do Was traktowany jest jak ktoś z rodziny... Asia, ZigZag: To jest tak. Pracujemy nie po to by stworzyć jakiś konkretny przedmiot i zamknąć zlecenie. Być może pozwalamy wyjść z pudełka nie tyle przedmiotom jako takim, ale przedmiotom szczególnym w świecie osób kochających muzykę. Chcemy swoją pracą, ofertą i podejściem do ludzi zmienić punkt widzenia, postrzegania świata. Chcemy mieć swój mały udział w szczęściu innych ludzi. Arek, ZigZag: To są rzeczy dla osób, które potrafią się w życiu zatrzymać i czas postoju przeznaczyć na refleksje. Doceniamy takie postawy w życiu. Dzięki temu, że klienci decydują się na zakup naszych produktów, nie czujemy się sami i czujemy swoistą przynależność do grupy, które odczuwają to samo co my. Możemy dzięki naszym produktom na swój sposób przebywać z nimi. I to jest chyba w tym wszystkim najlepsze uczucie. Być może spotkamy się z zarzutami, że to wszystko jest dla nas jak „religia”. Być może. Ale powiedzmy to wprost - nie da się do tego podejść inaczej. To swoista odpowiedź na ten zgiełk, na pośpiech życia, swoiste zapomnienie o kłopotach. Budowanie firmy mającej w swojej ofercie produkt bliski dla konkretnej grupy ludzi, nie może odbywać się bez tych ludzi! Asia, ZigZag: Panele akustyczne (na takiej początkujących ścieżce) uważa się za akustyczne aranżacje, muzycznie - jako jedynie dodatek. A to nie jest wbrew pozorom jedynie dodatek. Panele akustyczne nie służą tylko do aranżowania pomieszczeń i do słuchania muzyki, ale też zamontowane w pomieszczeniu w odpowiedni sposób emanują ciszą. Tak, cisza też jest muzyką - na swój sposób. Więc nie tylko poprzez produkt w postaci np.: paneli dajemy zdecydowaną poprawę brzmienia, ale dajemy też szansę na ucieczkę przed otaczającym nas światem, szansą na zanurzenie się w świecie przedmiotów ładnie wykonanych, dających do tego tak te wymierne jak i niewymierne, i nie do przecenienia walory użytkowe. ("w świecie przedmiotów ładnie wykonanych", ZigZag) Arek, ZigZag: Mało mówi się o naszych zmysłach w temacie świata audio, lub czasem unika tego tematu. M-AS: Jak myślisz dlaczego? Asia, ZigZag: Ludzie często swoje pasje, swoiste drugie ja chowają przed innymi. Może boimy się zaszufladkowania, a może niezrozumienia innych? Dlatego każdy klient z jakim rozmawiamy, może być pewnym zrozumienia i otwartego podejścia do jego osoby. M-AS: Arku przed chwilą wspomniałeś coś o ludzkich zmysłach. To jak Twoim zdaniem akustyka wpływa na ludzki umysł, na nasze zmysły. Arek, ZigZag: Oj, w zasadniczy sposób (tu znowu uśmiech, red.). Weźmy za przykład ludzki słuch. Słuch jak wiemy wszyscy, jest bardzo wrażliwym zmysłem, obok węchu, dotyku i wzroku. Ale dbanie o jego pozytywne doznania jest pomijane i niestety często ignorowane. Mózg jest bombardowany milionami bodźców słuchowych. Niestety w większości w tym świecie - w negatywny sposób. Świadomie przy tym rejestrujemy malutki skrawek tych bodźców. A i tak mózg je przetwarza, blokuje, stara się z nim coś zrobić. Nadmiar wrażeń słuchowych powoduje nerwowość, stres każdego z nas Przychodząc do naszego domu chcemy jak najszybciej uciec od tego, poszukujemy oazy do wyciszenia i zmiana akustyki pomieszczenia jest doskonałym na to sposobem. Wręcz wskazanym. M-AS: Często na spotkaniach słyszę zdanie „wystarczy zmienić końcówkę, źródło i zagra lepiej”. Co Ty na to? Arek, ZigZag: Do pewnego stopnia jest to jakaś droga. Pytanie czy ta droga prowadzi do właściwego celu? Dom jest miejscem, w którym żyjemy. W przestrzeni naszego domu poruszamy się my i cała nasza rodzina. O tym też musimy pamiętać. Zmiany jakie my ze swojej strony oferujemy, to nie zmiana jako taka samego brzmienia, to poprawa tego, co uzyskujemy w naszych systemach. Poprawa dla melomana, ale co nie mniej ważne - poprawa dla jego rodziny. Zmierzamy ze swoją ofertą do tego, aby nasze produkty (jeżeli mają być do pomieszczenia dedykowanego do odsłuchu współdzielonego z rodziną), były dyskretne, żeby miały porządny design, by w końcu były wykonane estetycznie. Nasz klient musi mieć poczucie, że do domu wprowadzi produkt wysoce specjalistyczny… ale też taki, który doskonale wkomponuje się w jego codzienność, otoczenie w którym żyje wraz z rodziną. I tutaj spora w tym też zasługa Asi. M-AS: Jestem pozytywnie zaskoczony tym, o czym i w jaki sposób rozmawiamy. Z naszej rozmowy nie wyłania się relacja - firma, produkt, klient, kasa fiskalna. Wyłania się na pierwszy plan człowiek - realna osoba, jego życie i potrzeby. Produkt, Wasza oferta - to odpowiedź na jego poszukiwania czegoś, co daje poczucie swoistego spełnienia. Dobrze to zrozumiałem? Asia ZigZag: Jednocześnie z rozwijaniem się w tematach akustyki pomieszczeń, interesujemy się / studiujemy równolegle psychikę i psychologię człowieka. Wpływ muzyki na człowieka, na rozwój osobisty, na jego zbilansowanie energetycznie. A-MS: Czyli mamy (dosłownie) podróż w głąb każdego z nas - dzięki połączeniu (dobrej, red.) muzyki i akustyki. Nie każdy klient jednak szuka tak dalece i oczekuje takich nazwijmy to "doznań". Skupia się czasem na prostych potrzebach, np. "jedynie i aż" na polepszaniu tego, co już osiągnął w wymiarze sprzętowym. W przypadku takich klientów też macie dobrą receptę, swoisty „lek” na każde zło? Asia, ZigZag: Osobom, które w swoim życiu uwielbiają muzykę bez budowania wokół tego czegoś głębszego, osobistego w innym wymiarze - chcemy zaoferować i podzielić się możliwością podróżowania po świecie muzyki na wyższym poziomie, niż doświadczali tego do tej pory. Mamy także - co widać - mocno emocjonalne podejście do czystej muzyki. Rozumiemy praktycznie każde osoby, bez względu na ich motywację do potrzeb zmian i poszukiwania poprawy brzmienia. Pomimo, że panele akustyczne są tłem i jest to element pasywny – są one jednak wręcz niezbędnym elementem całej tej układanki: A-MS: Czyli bez względu na potrzeby, czy to klient szukający swoistego misterium w obcowaniu z muzyką, czy klient oddany pasji do dobrego brzmienia, czy nawet całe rodziny, szukający kompromisu pomiędzy pasją jednego z domowników, a resztą rodziny - wszyscy znajdą dzięki ZigZag Acoustic i Waszemu całemu Zespołowi - skuteczne lekarstwo na swoje problemy? Arek, ZigZag: Patrząc na dotychczasowych klientów, ich zadowolenie i opinie - możemy powiedzieć z dużą dozą pewności, że tak. Gdyby było inaczej, nasze produkty, oferta i my sami - nie bylibyśmy zapewne tak przyjmowani przez klientów i rynek - jak to ma obecnie miejsce. A-MS: To prawda, macie duże grono klientów, które w samych superlatywach wyraża się o Was i Waszej firmie. Mam pytanie - co polecacie naszym forumowiczom i czytającym te słowa? Może Asia niech będzie pierwsza, przywilej kobiety. Asia, Zig Zag: Dbałość o akustykę wnętrz trafia do świadomości coraz większej liczby osób, tak jak zdrowe odżywianie. I zdrowy tryb życia. Nowoczesne trendy w aranżacjach wnętrz wymuszają zaopiekowanie się mieszkaniem czy domem od strony akustycznej. Każda z osób poszukujących odpowiedzi „co mogę lepiej” czy doszukujący się rozwiązań zmierzających do poprawy tego, co obecnie posiadają - niech wiedzą, że ze swoimi problemami i pytaniami nie są sami. Z przyjemnością porozmawiamy, doradzimy i znajdziemy rozwiązania takie, które dadzą wymierny efekt w ich codziennym życiu.. Arek, ZigZag: Trzeba pamiętać, że aranżacje akustyczne w pomieszczeniach np.: biurowych stają się obecnie standardem. Jeszcze 5 - 10 lat temu nie było o tym mowy, dziś stanowi to swego rodzaju oczywistość. Dbałość o nasze samopoczucie czy zdrowie daje wymierne efekty w pracy. Warto o tym pamiętać, organizując sobie czy swoim pracownikom miejsce, w którym spędzają często jedną trzecią swojego życia. A dom… no cóż, tu chyba zostało powiedziane jeśli nie wszystko, to na pewno najważniejsze. Nie idźmy po prostu na skróty kiedy poszukujemy rozwiązań istotnych dla naszej codzienności w domu z bliskimi, czy uciekając w swoją samotnie - poszukując odrobiny dla siebie wytchnienia. Ładowanie swoich „baterii” lepiej wychodzi stosując właściwie wykonane i przygotowane produkty, nie półśrodki - które często zamiast pomagać… no cóż, jedynie odpowiednio kosztują. A-MA: Półśrodki mówisz, brzmi to często koszmarnie, ale czy nie kuszą takie rzeczy w naszym życiu. Mówimy sobie „nie mozna mieć wszystkiego, za to jest niska cena”. Cena potrafi skusić, by nie napisać "przekonać" do zakupu. Jakie jest Wasze zdanie? Arek, ZigZag: I to podstawowy błąd wielu osób. Można mieć produkt dostosowany do naszego portfela i dający satysfakcję. Rzecz jasna nie da się otrzymać wszystkiego za najniższą cenę, to jest niewykonalne. Dlatego w naszej firmie stosujemy materiały dobrej jakości, bez względu na poziom cenowy. Absolutnie wszystkie są o bardzo dobrych parametrach akustycznych. Poczynając od materiałów wibroizolacyjnych, tłumiących po kleje do ich łączenia czy tkaniny oblekające. Na każdym etapie powstawania przedmiotu, materiały jakie używamy posiadają odpowiednie atesty i certyfikaty. Stosujemy metody produkcji oparte o rozwiązania ekologiczne i przyjazne dla naszego środowiska. W końcu jakby nie patrzeć, dbamy o miejsce w którym żyjemy my, nasze rodziny, nasi pracownicy i co nie mniej ważne - nasi klienci ze swoimi rodzinami! A-MA: Na koniec mam pytanie o Wasze plany rozwoju firmy. Arek, ZigZag: Chcemy budować świadomość istotnego wpływu akustyki na to, w jaki sposób postrzegamy muzykę, ale też wpływu akustyki na nasze codzienne życie. Docieramy do szerokiego grona klientów, wszystkich tych dla których jest to albo początek, albo wręcz postawienie kropki nad „i” w temacie "akustyka" i "dobre brzmienie". Nie zamykamy się na potrzeby ludzi i ich pomysły. Jesteśmy jak widzisz otwarci na nowe - w tym na osoby z Forum AudioStereo. To kolejny krok na swoiste docieranie do zainteresowanej grupy ludzi. Jak wiemy - z ogromnym doświadczeniem, celnymi uwagami i konkretnymi wymaganiami. Asia, ZigZag: Tak, cieszy nas możliwość zaprezentowania siebie i naszej oferty przed tak licznym gronem melomanów i audiofilii. Zapraszamy ich do aktywnego włączenia się w poszukiwanie kolejnych poziomów poprawy brzmienia, rozwijania naszej pasji i tego co słyszymy, i jak słyszymy. A-MA: Czyli rozumiem jest to zaproszenie do podróży z produktami Waszej Firmy, do zapoznania się nie tylko z Wami, ale i z tym co produkujecie i jak produkujecie? Arek, ZigZag: Jak najbardziej! Jeśli to w jakimś stopniu pomoże (a nasze doświadczenie wskazuje często, że tak jest) osobom pozytywnie zakręconym i poszukującym tego, o czym mówiła Asia - jesteśmy do Waszej dyspozycji. A-MA: Wobec tego przyjmuję zaproszenie i już dziś umawiam się na prezentację, tym razem nie tyle Waszej firmy ile samych produktów. Tego co macie do zaoferowania naszym forumowiczom z Waszej oferty, pod jakże wymowną nazwą „Acoustic”. Arek, ZigZag: Będzie nam miło i postaramy się w jak najszerszym stopniu przedstawić naszą ofertę pod kątem użytkowym i technicznym, ale także zwracając uwagę na walory estetyczne. A-MA: Asiu, Arku - dziękuję za ten wywiad, za przybliżenie Waszej firmy i Was samych. Rozmowa z Wami stanowi ogromną przyjemność i nie sposób oderwać się od tej rozmowy. Cieszę się na nasze następne spotkanie i do zobaczenia! Asia, Arek, ZigZag: Dziękujemy za wizytę i rozmowę. Jest nam miło trafić do tak licznego i jakby nie patrzeć - znanego w naszym kraju grona osób skupionego wokół Forum AudioStereo. Pozdrawiamy serdecznie Forumowiczów i czytelników Magazynu AS! Raz jeszcze dziękuję za rozmowę i za poświęcony swój czas Właścicielowi firmy ZigZag i jego żonie Asi. Obydwoje zaczarowali mnie swoim pozytywnym nastawieniem oraz pasją do tego co robią. Nie ukrywam, mocno zasiali w mojej głowie potrzebę spojrzenia na swoje otoczenie w temacie akustyki pod innym kątem. Firma ZigZag powstała jak mówi właściciel z "chęci dzielenia się możliwością podróżowania po świecie muzyki na wyższym poziomie”, a każda inna osoba dzięki firmie ZigZag może poprawić komfort życia swojego i swoich bliskich. ZigZag stawia na rozwój osobisty, poszerzanie wiedzy w zakresie akustyki. Zespół doświadczonych i wysoko wykwalifikowanych osób gwarantuje profesjonalne i kreatywne podejście do każdego zlecenia. Bez względu na poziom zaawansowania projektu, firma gwarantuje wykonanie usług i przedmiotów na najwyższym obecnie dostępnym poziomie. Osobiste zaangażowanie właścicieli w każdy projekt, z perspektywy klienta daje gwarancję, że każdy otrzyma produkt zgodny z jego oczekiwaniem. Mając przyjemność rozmowy z Asią i Arkiem doszedłem do wniosku, jak dużo brakuje wielu firmom na naszym rynku. Traktujemy firmy wykonujące nam pewne usługi czy kupując dane przedmioty bezosobowo. Patrząc na swoje i swoich znajomych doświadczenie - powodem jest to, że sami też często tak jesteśmy traktowani. W firmie ZigZag mamy kompletnie odwrotną sytuację. Właściciele nie podchodzą do nas jak do „zła koniecznego”, widzą w każdym kliencie partnera z którym trzeba przejść swoistą drogę ku poprawie tego, co dla niego jest istotne. Słuchając ich wypowiedzi czuje się troskę nie tylko o nasze hobby i pasję grona melomanów, ale miłość do muzyki, czy bardzo mocne zaangażowanie w polepszanie życia codziennego każdego z nas i naszej rodziny. Bo skoro da się lepiej - mając na uwadze polepszenie naszej codzienności w wymiarze muzycznym, akustyki i tego wszystkiego co z tym związane - dlaczego nie iść tą drogą?! W końcu w życiu należy dokonywać dobrych wyborów, a życie polega na świadomym stawianiu na właśnie rzeczy jakościowo dobre, nie na ilość i bylejakość! Już dziś napiszę, że postaram się w najbliższym czasie przybliżyć Forumowiczom AudioStereo kilka wybranych produktów z szerokiej oferty ZigZag. Zainteresowanych portfolio ZigZag - odsyłam na ich firmową stronę, a osoby zainteresowane poprawą brzmienia oraz akustyką swoich pomieszczeń - zachęcam do kontaktu z właścicielem firmy. Jeśli nawet nie znajdziecie raju na ziemi w ofercie tej firmy, to na pewno po zapoznaniu się z ich produktami - zmieni się Wasze postrzeganie na świat akustyki i przedmiotów z tym związanych. Okaże się, że można w swoim otoczeniu postawić produkt realnie poprawiający brzmienie, realnie wpływający na poprawę naszego życia i co istotne - wykonany w najwyższej jakości. A pamiętając o tym, że nawet najtrudniejsze zlecenia są dla ludzi z ZigZag do zrealizowania, na pewno nie odejdziecie "z kwitkiem"! Firma ZigZag z siedzibą we Wrocławiu. W swej szerokiej ofercie posiada spory asortyment paneli akustycznych, pułapek, dyfuzorów czy elementów wygłuszających wszelkie pomieszczenia. Ceniona od lat za jakość i trwałość produktów. ZIG ZAG Wrocław 52-316 Wrocław ul. Cukrowa 11/16 tel: +48 533 233 539, tel: +48 883 944 605 https://zigzagshop.eu AudioRecki, Magazyn AudioStereo. Materiały fotograficzne użyte w materiale - za zgodą firmy ZigZag.
  32. 1 point
    Już 28 marca w Polsce, odbędzie się premiera płyty Erasure. Płyta "Wild!" bo o niej mowa, to wydanie Deluxe składające się z dwóch płyt kompaktowych. Zreamsterowany album tej jakże cenionej kapeli synth-popowej pierwotnie ukazał się UWAGA - 30 lat temu! I w taki sposób obecne wydanie jest prezentowane - jako edycja z okazji 30 lecia "Wild!" Ta czwarta płyta studyjna zespołu Erasure dotarła w tamtym okresie na same szczyty brytyjskich list. Co warte odnotowania - dwukrotnie pokryła się platyną. Wersja Deluxe albumu "Wild!" to twarda oprawa, 2 płyty CD zawierające mn. takie utwory jak: "Drama!" czy "Star", rzadkie zdjęcia duetu Vince Clarke'a i Andy Bell'a oraz niepublikowane do tej pory notatki o albumie. Jest też duży bonus! Na dodatkowym krążku znajdziemy chociażby nowy remiks Richarda Norrisa ("The Grid / Beyond The Wizard's Sleeve"), odnaleziony i niepublikowany nigdy wcześniej miks "How Many Times?". Jest też kilka dodatków, które wielbicielom Erasure przypadną do gustu. Także warto zapoznać się z albumem ze względu na jego wyjątkowe pozycje - wcześniej nigdzie nie prezentowane materiały. Z ciekawostek... już za miesiąc (25 kwietnia) wokalista Erasure, Andy Bell obchodził będzie swoje 55 urodziny. Erasure "Wild!", wyd. Warner Music (2019) http://www.warnermusic.pl Lista utworów: CD 1 1. Piano Song (Instrumental) ( 2019 - Remaster) 2. Blue Savannah (2019 - Remaster) 3. Drama! (2019 - Remaster) 4. How Many Times? (2019 - Remaster) 5. Star (2019 - Remaster) 6. La Gloria (2019 - Remaster) 7. You Surround Me (2019 - Remaster) 8. Brother And Sister (2019 - Remaster) 9. 2000 Miles (2019 - Remaster) 10. Crown Of Thorns (2019 - Remaster) 11. Piano Song (2019 - - Remaster) CD 2 1. Sweet Sweet Baby (The Moo-Moo Mix) (2019 - Remaster) 2. Drama! (Richard Norris Mix) (2019 - Remaster) 3. Blue Savannah (Mark Saunders 12" Remix) (2019 - Remaster) 4. Piano Song (Live At The London Arena) (2019 - Remaster) 5. Runaround On The Underground (Remix) (2019 - Remaster) 6. How Many Times? (Alternative Mix) (2019 - Remaster) 7. Supernature (Daniel Miller & Phil Legg Mix) (2019 - Remaster) 8. Star (Soul Mix) (2019 - Remaster) 9. No G. D. M. (Unfinished Mix) (2019 - Remaster) 10. Drama! (Act 2) (2019 - Remaster) 11. Brother And Sister (Live At The London Arena) (2019 - Remaster) 12. Dreamlike State (7" Acappella Mix) (2019 - Remaster) 13. You Surround Me (Gareth Jones Mix) (2019 - Remaster) 14. 91 Steps (6 Pianos Mix) (2019 - Remaster) Sporo czasu minęło od powstania zespołu, co widać na poniższych fotografiach: Erasure – brytyjska grupa muzyczna, powstała w 1985 w Londynie. Zespół został stworzony z inicjatywy Vince’a Clarke’a, który wcześniej grał i był współzałożycielem Depeche Mode, Yazoo i The Assembly
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.