Jump to content

Korekcja dźwięku - reaktywacja

Ludwik Igielski
Ludwik Igielski
Sign in to follow this  

Korektor graficzny decydował kiedyś o pozycji towarzyskiej. Dziś znowu powrócił do łask. Choć jest nadal „wyklęty” przez zawziętych audiofilów, zwykłym melomanom czy bardziej rozsądnym użytkownikom sprzętu muzycznego pozwala „ukryć” niedostatki posiadanej aparatury.

 

Na szczęście minęły już lata najdoskonalszych parametrów w dziejach sprzętu muzycznego i najbardziej zniekształconych dźwięków, jakie kiedykolwiek słyszano. Doświadczeni znawcy aparatury audio z pewnością zapomnieli o swoich dawnych dylematach i nie kończących się dyskusjach w stylu: „ile twój deck przenosi na chromie, bo mój od dwudziestu do dwudziestu”. Do dzisiaj jednak pamiętamy siermiężne wieże wyposażone w liczne gałki, przyciski i equalizery. To właśnie korektor niejednokrotnie decydował o pozycji towarzyskiej jego szczęśliwego posiadacza.

 

Na miarę marzeń

Licytowano się liczbą pasm, wielkością i rodzajem suwaków, głębokością zmian, jakie można było wprowadzić, oraz wszelkimi innymi „bajerami” korektorów. Podświetlane suwaki powodowały awans właściciela do wyższej ligi, ale szczytem możliwości był wyświetlacz pokazujący „falę”, czyli widmo skorygowanego dźwięku. Niestety posiadali go nieliczni. Przeważająca większość melomanów musiała się zadowolić urządzeniami spod znaku Diory lub Radmora i – chcąc zrekompensować swój dyskomfort – wymyślała najróżniejsze sposoby ustawiania suwaków. Najpopularniejsza była odwrócona choinka, czyli litera V i jej odmiany. Przesadnie podbite basy i soprany dobiegające z okien, kwitowane były przez przechodniów stwierdzeniem „chyba słoń mu na ucho nadepnął”. Co bardziej odważni próbowali własnych sił i starali się regulować na słuch, jednakże jakość ówczesnych źródeł dźwięku – najczęściej był to magnetofon kasetowy – i możliwości brzmieniowe kolumn głośnikowych skutecznie niwelowały wszelkie wysiłki. Tylko nieliczni szeptali o tym, jak to robią zawodowcy podczas nagłaśniania koncertów granych „na żywo”. Szczytem ekstrawagancji i wyrafinowanego snobizmu było słuchanie przy ustawieniach online. Dopiero pojawienie się płyt kompaktowych i urządzeń do ich odtwarzania położyło kres wszelkim tego rodzaju okropnościom. Doskonałe „z urzędu” brzmienie nie wymagało stosowania żadnych regulatorów ani przycisków w stylu loudness i presence, a tym bardziej korektorów graficznych. Dotychczasowe doświadczenia ich użytkowników z dnia na dzień stały się nikomu nie potrzebne. Nawet najwięksi orędownicy stosowania equalizerów musieli skapitulować pod nawałnicą zdudnionego basu i świdrujących sopranów. Wszelkie znaki na ziemi i niebie wskazywały na niechybny koniec korektorów. Do czasu...

 

Jak się to robi w studiu

W świecie zagorzałych fanów dźwięku korektor graficzny jest urządzeniem wyklętym, niegodnym audiofilskiej stajni. Niejeden ze sprzętowych ekstremistów w skrytości swojego serca oddałby jednak przysłowiowe „pół królestwa” za parametryczny korektor zbudowany na lampach elektronowych. I nie jest to bynajmniej jakiś anachronizm czy sentyment do sprzętu retro. Lampy w technice audiofilskiej wciąż mają się dobrze i nic nie wskazuje, aby miały odejść do składu technicznych rupieci.

W technice studyjnej czy nagłośnieniowej stosowanie korektora graficznego jest natomiast chlebem powszednim. Wbrew wyobrażeniom i nabożnym życzeniom ortodoksyjnych audiofilów, większość nagrań jest skażona przez działanie między innymi właśnie equalizerów. Wspaniale ujęta równowaga tonalna najczęściej jest rezultatem mądrych zabiegów konsoletowych, w tym także korekcji częstotliwościowej. I być może właśnie to będzie argumentem przemawiającym za stosowaniem odpowiedniej korekcji, zwłaszcza w sprzęcie nie najwyższej klasy.

 

Ustawienia fabryczne i nie tylko...

Tylko nieliczna grupka fanatyków wciąż jest wierna idei odsłuchów w pełni liniowych. Nie do końca dobrze przenoszące zestawy głośnikowe, niezbyt perfekcyjne źródła dźwięku (często uproszczone konstrukcyjnie i brzmieniowo), a przede wszystkim upodobania większości słuchaczy skłoniły producentów sprzętu muzycznego do ponownego odkrycia korektorów. Ponieważ w głównej mierze dotyczyło to urządzeń popularnych, powrót do instalowania pełnokrwistych korektorów graficznych jest w większości przypadków ekonomicznie nieuzasadniony. Ratunkiem okazało się rozwiązanie zaczerpnięte z zamierzchłej przeszłości. Pewnie niewiele osób dzisiaj pamięta, jak były zbudowane stare radia, nazywane w ówczesnej nomenklaturze odbiornikami stołowymi. Otóż każde z nich oprócz pokrętła głośności i jednego, czasem dwóch regulatorów barwy tonu, miało rząd przycisków z różnymi napisami. Przyciski „muzyka” i „mowa” stanowiły najskromniejszy zestaw obowiązkowy. Rekordzista w tej branży – enerdowski Stradivari II – miał aż pięć takich cudownych klawiszy. Poza „mową” można było zdecydować się jeszcze na „jazz”, „orkiestrę”, „bas” albo tajemnicze „3D”, czyli zwiastun epoki dźwięku przestrzennego. Pomysł zastosowania fabrycznie przygotowanych korekcji w domowym sprzęcie elektroakustycznym czy w przenośnych odtwarzaczach plików nie jest zatem niczym nowym. Wrócił odmłodzony i nafaszerowany specjalistycznymi układami scalonymi. Modyfikacjom uległa nie tylko zastosowana technika, ale przede wszystkim rodzaj i głębokość wnoszonej korekcji. Tym razem możemy wybierać pomiędzy takimi trybami przygotowanymi przez producentów, jak: „rock”, „pop”, „heavy”, „clear”, „soft” czy „vocal”. W wielu wypadkach warto zrezygnować z ustawień fabrycznych i spróbować własnych sił, definiując tzw. profile wzmacniające efekt naszej ulubionej muzyki. Ustawienie korektora to już nie kwestia „politycznej” poprawności w światku melomanów, ale zaspokojenie potrzeb naszego zmysłu słuchu.

 

Ekstremiści i zawodowcy

W zależności od przeznaczenia i spełnianych funkcji korektory graficzne znacznie różnią się budową i tym samym liczbą suwaków. Equalizery w sprzęcie profesjonalnym pozwalają korygować od 8 pasm (przy oktawowych odstępach częstotliwości charakterystycznych) do 30 pasm (przy odstępach tercjowych). Większą „elastyczność” regulacji zapewniają korektory parametryczne. Dodatkowo umożliwiają one płynny dobór częstotliwości charakterystycznej (średniej) pasma oraz jego szerokość (dobroć filtru).

 

A na co może liczyć przysłowiowy Kowalski

Urządzenia Hi-Fi zazwyczaj umożliwiają wpływać na 5-10 pasm. Regulacja obejmuje zakres ±10 dB (niekiedy ±12 dB, rzadko ±15 dB). Uproszczone konstrukcje charakteryzują się mniejszą liczbą pasm i suwakami krótszymi niż 45 mm. W zupełnie inny sposób kwestię korekcji rozwiązano w sprzęcie popularnym. Użytkownik ma do dyspozycji kilka ustawień fabrycznych. Niekiedy może też zdefiniować swoje profile, ale w mocno ograniczonym zakresie.

 

TEKST: Ludwik Igielski

ZDJĘCIA: z archiwum autora

Sign in to follow this  


User Feedback

Recommended Comments

Korektorek to jest to! Najwyższy czas aby znowu zagościły w naszych salonach.Oczywiście muszą być dobrze zrobione.(aby za bardzo nie psuć dźwięku:-)

Share this comment


Link to comment
Share on other sites


Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Synthesis Metropolis NYC 200i

    Po upamiętniającej początek panowania pierwszego cesarza rzymskiego - Oktawiana Augusta integrze Roma 27 AC i koronację Nerwy - pierwszego z tzw. pięciu dobrych cesarzy  zaskakująco bogato wyposażonego i zarazem niezwykle przystępnego cenowo Romie DC96+ przyszła pora na zawodnika chodzącego w całkowicie odmiennej kategorii wagowej i jakby nie patrzeć adresowanego do zupełnie innego grona odbiorców. Bowiem o ile obie, właśnie wymienione Romy, wydawać by się mogły klasycznymi przykładami współczes

    Fr@ntz
    [email protected]
    Wzmacniacze

    FiiO M5

    Po udanej premierze Fiio M11 oraz Fiio FH7, przyszła kolej na budżetowy, miniaturowy DAP Fiio M5. Jako była fanka iPoda shuffle 2 giej generacji w kolorze pink, byłam bardzo ciekawa tego maleństwa, które udostępniła mi firma audiomagic.pl Odtwarzacz M 5 jest rzeczywiście mały, jego wymiary to 45,3 mm na 42 mm i na 13,7 mm grubości, a jego masa wynosi 38 gramów. Z przodu urządzenia znajduje się 1,54-calowy, dotykowy wyświetlacz IPS o rozdzielczości 240×240 pikseli pokrytym szkłem hartowanym

    M@rgot
    [email protected]
    Akcesoria

    Nautilus gotowy na przyjazd mistrza! Marek Biliński już jutro w Krakowie.

    W telegraficznym skrócie - jak "wiewiórki" donoszą w Krakowie wszystko gotowe na jutrzejszy przyjazd naszego mistrza elektroniki - Marka Bilińskiego. Wydarzenie to związane jest z promocją reedycji pierwszej płyty artysty "Ogród Króla Świtu". Dotarły do nas informacje, że tak sama oprawa jak i sprzęt, na którym będzie odtwarzana muzyka ma być najwyższych lotów. I trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić widząc to, co już zostało zrobione.        O wydarzeniu w Nautilusie ws

    AudioRecki
    AudioRecki
    Newsy

    Clannad "In A Lifetime". Pożegnanie kultowego zespołu.

    “Rozmawialiśmy już w odniesieniu do trasy z lat 2013-2015, że powinna ona być ostatnią w naszej karierze, ale kiedy umarł Pádraig, podjęliśmy decyzję, że następna trasa musi być tą ostatnią i wyjątkową podróżą. I żeby tej pożegnalnej podróży towarzyszyła płyta, zdecydowaliśmy się wydać antologię ’In a Lifetime’, która mamy nadzieję zostawi fanów z dziedzictwem naszej muzyki.”  13 marca 2020 roku  BMG wyda antologię Clannad "In A Lifetime". Wydawnictwo będzie podsumowaniem 50 letniej kariery

    AudioRecki
    AudioRecki
    Newsy

    Tool "Fear Inoculum".Trzynaście lat i... mieszane uczucia.

    Już na wstępie można napisać, że zespół Tool albo się kocha, albo nigdy nie słyszało. Fani twórczości Maynarda Jamesa Keenana przez te 13 lat posuchy chyba już zdążyli przetrzeć swoje winyle igłami na wylot, a w oczekiwaniu na nowy album tworzyli w swojej głowie wyobrażenie o tym, jak wielki i niepowtarzalny będzie ten nowy album, który (być może) kiedyś nadejdzie. I o to jest! W (prawie) ostatnim dniu sierpnia, na muzycznym rynku wydawniczym ukazało się nowe dzieło zespołu Tool. O samym ze

    AudioRecki
    AudioRecki
    Muzyka 4
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.