Jump to content

Synthesis Metropolis NYC 200i

Fr@ntz
Fr@ntz
Sign in to follow this  

Po upamiętniającej początek panowania pierwszego cesarza rzymskiego - Oktawiana Augusta integrze Roma 27 AC i koronację Nerwy - pierwszego z tzw. pięciu dobrych cesarzy  zaskakująco bogato wyposażonego i zarazem niezwykle przystępnego cenowo Romie DC96+ przyszła pora na zawodnika chodzącego w całkowicie odmiennej kategorii wagowej i jakby nie patrzeć adresowanego do zupełnie innego grona odbiorców. Bowiem o ile obie, właśnie wymienione Romy, wydawać by się mogły klasycznymi przykładami współczesnych lampowców o ponadczasowym, opartym o pięknie wyeksponowane lampy designie i dość przyjaznej mocy 25W, to dzisiejszy gość łączy w sobie najwyższej klasy włoskie wzornictwo, miłość do naturalności drewna i potężną moc. Czyżbyśmy mieli zatem przyjemność testować któryś z legendarnych modeli Ferrari, Maserati lub Lamborghini? Niestety nie tym razem, lecz kierunek skojarzeń wydaje się całkiem słuszny, szczególnie gdy spojrzymy na dostarczonego przez dystrybutora marki Synthesis – E.I.C, topowy wzmacniacz zintegrowany Metropolis NYC 200i, który to z niemałym trudem udało nam się ustawić na przygotowanym na tę okazję miejscu.

Synthesis_NYC200i-0003.thumb.jpg.3b28d121aef15d71a6834f64716ab487.jpgSynthesis_NYC200i-0005.thumb.jpg.7ca6a75cbf5b393e58ca07da803e5081.jpgSynthesis_NYC200i-0008.thumb.jpg.f01cbafc6bdf0e551c90d30e91e6e60f.jpg

Synthesis_NYC200i-0009.thumb.jpg.48f276ce745305f98fdb37bc91434fed.jpgSynthesis_NYC200i-0011.thumb.jpg.a109f9c17b6363873b76205edb9d0ab0.jpgSynthesis_NYC200i-0012.thumb.jpg.b77873f2c151512b4c797807bb6d5858.jpg

Synthesis_NYC200i-0014.thumb.jpg.7fee256046f2ebb40be92f1adab8b49e.jpgSynthesis_NYC200i-0019.thumb.jpg.0e3ae1a5a63b955eabcab4e54b835bb6.jpgSynthesis_NYC200i-0022.thumb.jpg.d69e0b226a2d1416c73d8fd55a57cfa0.jpg

Synthesis_NYC200i-0028.thumb.jpg.ea43d4d273d2651097de1a404ac3ec77.jpgSynthesis_NYC200i-0031.thumb.jpg.4755626bca5973c1ad0799d311184313.jpgSynthesis_NYC200i-0033.thumb.jpg.5a53c406d3b6bae15313229303a3a99e.jpg

Nie da się ukryć, że Metropolis NYC 200i jest urządzeniem obok którego nie da się przejść obojętnie i nie da się go nie zauważyć. To ponad 63 cm głębokości i blisko półmetrowej szerokości kolos o wadze netto wynoszącej słuszne 50 kg. Nie wiedząc co siedzi w jego wnętrzu i bazując jedynie na deklarowanej przez producenta mocy 230 W na kanał spokojnie można by uznać, iż mamy do czynienia z potężnym tranzystorem. Tymczasem to bezkompromisowy, wysokowydajny push-pull bazujący na popularnych, a przez to przyjaznych portfelowi, lampach mocy KT-120. Jednak nie uprzedzając faktów zacznijmy zgodnie z tradycją od opisu jego wyglądu.
Front 200-ki, przynajmniej w wersji dostarczonej do testu, czyli czarnym lakierze fortepianowym, prezentuje się nad wyraz elegancko, lecz dla części odbiorców nieco zbyt monumentalnie, czy wręcz mrocznie. Dlatego też ciekawą alternatywą jest wersja kombinowana – z czarnymi bokami i transparentnym, również wypolerowanym na wysoki połysk lakierze uwydatniającym naturalny rysunek mahoniowego drewna. Centralną część płyty czołowej zajmuje prostokątne okno z przydymianego szkła dającego nie tylko wgląd w trzewia integry, lecz również będącego nośnikiem zarówno firmowego logotypu, jak i dwóch masywnych 45mm aluminiowych pokręteł, z których lewe odpowiada za regulację głośności a prawe za wybór źródła. Włącznik główny zlokalizowano w prawym dolnym rogu. Płytę górną zdobi pokaźnych rozmiarów firmowy logotyp a bezpośrednio nad lampami wycięto wspomagające ich chłodzenie otwory wentylacyjne. Jak już zdążyłem wspomnieć boki również wykonano z lakierowanego drewna i nadano im finezyjny, falisty kształt. Ściana tylna dość jasno daje do zrozumienia, że mamy do czynienia z konstrukcją dual mono, gdyż osobne odczepy dla obciążeń 4 i 8 Ω umieszczono po obu stronach usytuowanego w centrum ultra cichego 120 mm wolnoobrotowego (500 – 700 RPM) wentylatora wymuszającego cyrkulację powietrza wewnątrz obudowy. Wejść liniowych jest pięć – para XLR-ów i cztery pary RCA  wzbogacone regulowanym wyjściem na zewnętrzną końcówkę mocy. Listę zamyka włącznik główny i zintegrowane z bezpiecznikiem gniazdo zasilające IEC. Całość posadowiono na dedykowanych antywibracyjnych nóżkach wykonanych z aluminium i naturalnej gumy.
Równie ciekawie prezentuje się wnętrze tytułowego wzmacniacza, gdyż dzięki topologii dual mono panuje w niej wręcz wzorowy porządek. W każdym kanale znajdziemy po cztery selekcjonowane lampy mocy KT120 i po jednej sterującej 12BH7, oraz pracującej w stopniu wyjściowym 12AX7-ECC83 i dedykowane transformatory wyjściowe C-core. Nad parametrami pracy lamp czuwa sterowany mikroprocesorem układ auto-bias, więc Synthesis nie dość, ze jest przyjazny posiadaczom małoletniej progenitury  i wszelakiej maści domowej zwierzyny (nie sposób dotknąć lamp a ty samym się oparzyć), to również jest jednostką praktycznie całkowicie bezobsługową.

Patrząc na mroczne lico włoskiego olbrzyma niejako podświadomie czujemy, że kontakt z nim nie będzie przypominał wizyty w krainie łagodności, onirycznych, pastelowych wizji i… poniekąd mamy rację. Chociaż wbrew pozorom również i na kołysankach Synthesis potrafi rozwinąć skrzydła, lecz na kołysankach dość specyficznych, gdyż serwowanych np. przez niejaką Chelsea Wolfe na albumie „Abyss”.  Zawarte tamże niezwykle klaustrofobiczne, mroczne i niemalże funeralne, podlane katatonicznym sosem psychodelii utwory aby zabrzmieć z pełną mocą i wtłoczyć niezbyt optymistyczne myśli do umysłu słuchaczy potrzebują odpowiednio wydajnej amplifikacji i solidnej dawki decybeli. Niemalże doomowo – industrialne elektroniczne dźwięki tła utrzymują ciągłe napięcie a basowe podwaliny stanowią mroczny fundament do psychodelicznych lamentów wokalistki. Synthesis nie zmiękcza właściwych Wolfe szorstkości, nie wygładza jej lekko chropawego głosu, który z eterycznego rozedrgania zawieszonego gdzieś w głębi sceny, potrafi przejść do iście zwierzęcego krzyku na pierwszym planie. Próżno szukać tu stereotypowej lampowej eufonii, czy też gorącego dopalenia średnicy. To zupełnie nie te klimaty i nie ta konstrukcja, gdyż warto mieć świadomość, iż z rodziny KT dopiero 150-ki potrafiły zachwycić szeroko rozumianą muzykalnością i saturacją barw a 120-ki obecne w NYC 200i raczej stawiały na dynamikę, atak i konturowość, co przy cięższych klimatach przynosiło wielce pożądane efekty lecz przy barokowych trelach mogło wypadać nazbyt technicznie. Całe szczęście w Synthesisie zarówno przemyślana aplikacja, jak i firmowe trafa, od których to de facto głównie zależy brzmienie, sprawiły iż udało się pogodzić przysłowiowy ogień z wodą i pomimo niezaprzeczalnie rockowego pazura również i delikatniejszy repertuar potrafi zachwycić.
Weźmy na ten przykład niezwykle nastrojowy a zarazem prog-rockowy „Hunt” Amaroka, gdzie tak naprawdę spiętrzeń dźwięków jest jak na lekarstwo a większość treści to okołogilmourowskie gitarowe pasaże i nastrojowe wokalizy. Przestrzeń i precyzję ogniskowania źródeł pozornych wypada mi w wykonaniu włoskiej superintegry jedynie skomplementować, gdyż tutaj nie było nic a nic z kreślenia konturów grubą kreską, czy impresjonistycznych plam zamiast muzyków z krwi i kości zlokalizowanych w ściśle określonych miejscach sceny.
W tym momencie pozwolę sobie na drobną uwagę natury użytkowej. Otóż pomimo faktu testowania tytułowego Synthesisa z wysokoskutecznymi ISIS-ami Trenner & Friedl w torze i w blisko czterdziestometrowym oktagonie przy niskim poziomie głośności było słychać może nie tyle pracę samego wentylatora, co szum wysysanego przezeń powietrza. Dlatego też warto zadbać o to, by NYC 200i stanął możliwe daleko (4 – 5 metrów, to moim skromnym zdaniem minimum) od miejsca odsłuchowego i generalnie nie bać się przekręcić pokrętło volume w prawo. Ne oznacza to bynajmniej, że wspomniany wentylator słychać zawsze i wszędzie, gdyż nawet na tak skupionych i pełnych „gry ciszą” pozycjach jak „Terry Riley: Sun Rings”  Kronos Quartet poczucie bezpośredniego obcowania sam na sam z muzykami jest oczywiste i nic a nic w tych doznaniach nam nie przeszkadza. W dodatku do obserwacji dotyczących słyszalności pracy wzmacniacza doszedłem podczas późnowieczornych odsłuchów w okolicy o praktycznie zerowym szumie tła, więc przy większym natężeniu ruchu i wszechobecnych dźwiękach wielkomiejskich metropolii część z Was może nawet na ten drobiazg nie zwrócić uwagi. Za to wszelakiej maści stuki, puki, skrzypnięcia i przestery układać się będą w niezwykle misterną instalację dźwiękową.
Niejako na deser pozostawiłem szalenie wymagający materiał elektroniczny w postaci ścieżki dźwiękowej do „Swordfish” autorstwa Paula Oakenfolda. Wystarczy tylko włączyć „Intro” z monologiem Johna Travolty, gdzie odgłos zapalanego cygara potrafi wywołać istny ślinotok u palaczy a następująca po nim wirtuozerska mozaika syntetycznych dźwięków przyprawić o palpitację posiadaczy pełnopasmowych głośników. W skali bezwzględnej, może Synthesis nie był w stanie zaoferować tak bezpardonowego ataku jak Gryphon Antileon EVO Stereo, jednak jak na konstrukcję lampową i jakby nie patrzeć kilkukrotnie tańszą od swojego tranzystorowego rywala trudno mu było cokolwiek zarzucić.

Synthesis Metropolis NYC 200i to konstrukcja bez wątpienia wybitna i bezkompromisowa. Lecz warto mieć świadomość, iż pomimo obecności w jej trzewiach baterii żarzących się bursztynowym światłem lamp, zdecydowanie bliżej jej pod względem brzmienia do konkurencyjnych modeli Ayona, bądź Octave czy wręcz mocnych tranzystorów, aniżeli ciepłych, kluchowatych lampiaków. Tutaj na pierwszym miejscu stawiany jest drajw i dynamika a dopiero w dalszej kolejności brane są pod uwagę takie aspekty jak wysycenie, czy generalnie „piękno” grania. Zamiast bowiem kolorować i upiększać reprodukowaną muzykę Synthesis w swym flagowcu stawia na transparentność i prawdomówność. A to, czy tego typu prezentacja przypadnie Wam do gustu zależeć będzie właśnie od Was i waszego toru, w którym 200-ce przyjdzie zagrać.

Marcin Olszewski

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0
– przetwornik cyfrowo/analogowy dCS Vvaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy Mutec REF 10
– reclocker Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Sigma CLOCK
– Shunyata Sigma NR
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777, Gryphon Antileon EVO Stereo
– Wzmacniacz zintegrowany: Ayon Spirit V
Kolumny: Trenner & Friedl ISIS
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijri „Milon”, Vermoutch Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA
Step-up Thrax Trajan

Dystrybucja: E.I.C
Cena: 65 000 PLN

Dane techniczne
Stopień wyjściowy (1ch): 4 x KT120
Sterujące (1ch): 12BH7
Stopień wejściowy (1ch): 12AX7-ECC83
Układ: Parallel Push-Pull ult.
Moc wyjściowa:  230 W RMS @ 4/8 Ω
Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 20 kHz +-0.5 dB
Impedancja wejściowa: 50 kΩ
Czułość wejściowa: 200 mV / 230 W
Odstęp sygnał/szum: >90dB, średnio ważony
Wejścia liniowe: DAC, Tuner, DVD, CDP, XLR.
Wyjście z przedwzmacniacza: regulowane
Pobór mocy: 500 W Max
Wymiary (S x G x W): 450 x 630 x 260 mm
Waga: 50 kg

Sign in to follow this  


User Feedback

Recommended Comments

There are no comments to display.



Guest
This is now closed for further comments

  • Sziget Festival line-up podany.

    Sziget Festival jest imprezą bogatą nie tylko kulturowo (ze względu na uczestników wydarzenia z praktycznie całego świata), ale jest imprezą nader bogatą od strony muzycznej. Motto imprezy powinno brzmieć "dla każdego (ucha) coś miłego". W tym roku line-up potwierdza charakter imprezy i już po pierwszej analizie listy zapowiedzianych artystów widać, że organizator nie ma zamiaru dokonywać zmian odnośnie różnorodności gatunków. Wracając do "spisu treści" artystów, którzy zaprezentują się w Budape

    AudioRecki
    AudioRecki
    Newsy

    Dwie nowe płyty Davida Bowie’go.

    Davida Bowie’go nie ma z nami już cztery lata. Czas niestety w tym przypadku nie uleczył straty wspaniałego artysty, za to pozostały po nim wspaniałe utwory, bogata dyskografia i zapis wielu koncertów. Ale to nie wszystko, w czeluściach studia nagraniowego gdzieś na taśmach matkach zapewne kryją się perełki do tej pory nie publikowane, a warte odkrycia. Tak też jest i w tym przypadku, dzięki wytwórni Parlophone kilka tygodni temu został wydany pierwszy album. To tzw. "epka"  David Bowie "Is It A

    AudioRecki
    AudioRecki
    Muzyka

    Jean Michel Jarre z nowym projektem muzycznym opartym o SI

    Jean Michel Jarre to nie tylko wielki mistrz muzyki elektronicznej i człowiek, dzięki któremu ten gatunek muzyczny zyskał nowe oblicze i brzmienie. Do dziś jego najbardziej rozpoznawalne albumy cieszą się ogromną popularnością wśród fanów gatunku, a niektóre kompozycje bez trudu rozpoznawane są nawet przez osoby nie mające większego rozeznania w muzyce elektronicznej. J. M. Jarre to nieustanne źródło nowych pomysłów i kompozycji, które często zaskakują nawet fanów muzyka. W grudniu zeszłego roku

    AudioRecki
    AudioRecki
    Muzyka 3

    Gregory Porter. Fenomen muzyczny po raz dziewiąty już w kwietniu.

    Gregory Porter został okrzyknięty fenomenem muzycznym ostatnich lat. Jego debiut w postaci albumu "Water" z 2010 roku przyniósł artyście nominację do nagrody Grammy. Zgodnie z powiedzeniem "co się odwlecze..." trzeci album „Liquid Spirit”, nagrany w 2013 roku dla Blue Note Records, otrzymał Nagrodę Grammy 2014 w kategorii „Najlepszy Album Jazzowy”. Na poparcie tej nagrody przy okazji stał się jednym z najpopularniejszych albumów w sieci. Melomani korzystający ze streamingu jako źródła muzyki ods

    AudioRecki
    AudioRecki
    Muzyka

    ARMIA wydaje reedycje albumu „Pocałunek Mongolskiego Księcia”.

    Przez ostatnie dwie, trzy dekady na rynku wydawniczym pojawiało się sporo albumów ważnych, mniej ważnych i niezauważonych. W 2003 roku zespół ARMIA oddał w ręce swoich fanów album, który wielokrotnie był określany jako rewelacyjny powrót zespołu do swojej najlepszej formy muzycznej sprzed lat. „Pocałunek Mongolskiego Księcia” pokazał wszystkim, że był to powrót w naprawdę wielkim stylu, nieoczekiwany czy wręcz nawet z góry skazany na swoistą porażkę - okazał się pozytywnym zaskoczeniem. Poprzedn

    AudioRecki
    AudioRecki
    Muzyka
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.