Skocz do zawartości

Cześć, winylce!


audiostereo.pl
  • 6fc835b16b58755ed2757afe83339316 https://www.audiostereo.pl/uploads/

Korzyści płynących ze słuchania muzyki z gramofonu jest, mówiąc między nami, mnóstwo. Do znudzenia można usłyszeć i przeczytać (zwłaszcza na takich miejscach, jak forum Audiostereo) o wyższości brzmieniowej jednych świąt nad drugimi, i generalnie się z tym wszystkim zgadzam. (Nawiasem mówiąc, czy ktoś tu zastanawiał się nad etymologią pozornie prostego i zrozumiałego zwrotu „do znudzenia”? To wcale nie jest taki nudny, wróć, elegancki zwrot). Doświadczenie podpowiada, że dobry gramofon z dobrze skonfigurowaną całą resztą może dołożyć równie drogiemu, a także droższemu źródłu cyfrowemu, a na tym, co zostanie, zatańczyć w podkutych butach.

 

Czy jednak o tym dokładnie chciałem pisać? Nie, nie o tym. Chciałem poruszyć temat innej, rzadko omawianej przewagi winylu nad płytami cyfrowymi, przewagi porównywalnej niemal do sytuacji ze ściąganiem plików przez internet. Przewaga ta polega na taniości i dostępności płyt winylowych, czyli pokarmu dla naszych pieszczochów.

 

Szanowni moi, nie zwariowałem. Wiem, że pierwszym pytaniem, jakie zadaje zielony jak szczypiorek, świeżo zarażony winylec, jest: „ale czy ja do tego dostanę jakieś płyty?” Z pozoru odpowiedź jest łatwa do przewidzenia: z trudem, mało i drogo. Czy jednak łatwe odpowiedzi są tym, na czym nam tutaj zależy? Chyba nie. Naprawdę nie jest istotne, że wchodząc do – powiedzmy - Empiku widzimy szeregi półek z płytami CD i jedną półkę z czarną płytą. Empik (i cała branża) sam się trzęsie ze strachu, bo dawni nabywcy tych z pozoru masowych płyt CD ściągają dziś na potęgę pliki cyfrowe. Czy zatem można przyjąć, że sytuacja na półkach w dużym sklepie jest reprezentatywna? Nie możemy, bo w takim wypadku nie miałoby sensu posiadanie i używanie gramofonu, chyba, że jest się audiofilem trzypłytowym albo co najwyżej pięćdziesięciopłytowym. My jednak jesteśmy prawdziwymi melomanami i mamy większe potrzeby.

 

Moja kolekcja płyt winylowych, niezbyt uporządkowana i częściowo przypadkowa, składa się dziś z plus minus półtora tysiąca płyt. Kiedy przed pięciu laty przywiozłem sobie ze Szkocji pierwszy naprawdę dobry gramofon, razem z nim wylądowało pod moją strzechą około 40 kilogramów czarnych płyt, bez wyjątku wynalezionych w second-handach i sklepach towarzystw dobroczynnych (średnio 30 pensów/szt.). Te czterdzieści kilo bardzo się rozrosło i dzisiaj idzie w setki (licząc 20 kilo na sto sztuk płyt z okładkami, całość powinna ważyć z grubsza 300 kilogramów). Nieźle, jak na archaiczny nośnik, wyparty z rynku w latach 80. ubiegłego wieku. Oczywiście, znam płytoteki dużo większe, tutaj chciałbym tylko zwrócić uwagę na tempo, w jakim rzecz się dokonała. Ćwierć tony narosło w niecałe pięć latek.

 

Skąd się to bierze? Oczywiście, każdemu z nas zdarza się nabyć płytę nową, zwłaszcza gdy chodzi o nowe nagranie albo cenną reedycję. Mam również takie płyty i bardzo je cenię. Jednak nie można zapomnieć o źródle, jakim są sklepy i stragany z używanymi płytami, oraz kolekcje przyjaciół, którzy odeszli na cyfrowe pozycje. Zwracam uwagę, że płytę dobrej firmy z nagraniem klasyki można nabyć za 10 złotych, zaś płytę znanego wykonawcy rockowego lub muzyki popularnej za najwyżej 2-3 razy tyle. Jak to się ma do cen płyt CD? Ano nijak, mówiąc delikatnie i bez obelg. Do tego dochodzą prywatne kolekcje.

 

Niedawno przyjaciele zawiadomili mnie, że nasz znajomy przy okazji zmiany mieszkania musiał nieco ograniczyć się z gratami. W ramach tego ścieśnienia (powiadomiono mnie), ma dla mnie „trochę płyt winylowych”. Ucieszyłem się, podziękowałem, pojechałem. Resory w moim kombi ugięły się, ale wytrzymały: w końcu nie było tego więcej niż sto kilo. W ten sposób moja płytoteka wzbogaciła się o prawie pół tysiąca płyt, głównie rockowych i jazzowych. Z kolei jakiś czas temu koleżanka z instytutu skarżyła się, ze zmarł jej wuj-dziwak. Dziwactwo wujaszka polegało na tym, że słuchał on muzyki klasycznej i systematycznie nabywał płyty. Było tego podobno kilka tysięcy i rodzina strasznie się głowiła, gdzie ten niechodliwy towar upchnąć. W tym momencie już mi tzw. gul skoczył, bo pomyślałem, że dla pozbycia się kłopotu cichcem spuścili wszystko do pobliskiego bagna. Jednak nie: dowiedziałem się, że całym nabojem uszczęśliwiono kuzyneczkę, studentkę akademii muzycznej hen, daleko. Myślę, że kuzyneczka mocno się zdziwiła i bardzo chciałbym wiedzieć, gdzie dziewczątko ma piwnicę, bo całe to niespodziewane dobro zapewne w niej skończyło - jak to się zwykle zdarza z niezamawianymi darami.

 

Mógłbym podać jeszcze kilka podobnych przykładów, ale chyba nie ma potrzeby. Myśl jest jasna: płyty są, tylko trzeba mieć oczy otwarte, bo jeśli my nie zainterweniujemy, to się zmarnują. To jest myśl numer jeden. Zaś myśl numer dwa jest taka: pospieszmy się z tym, bo w końcu się zorientują. Sprzedaż gramofonów rośnie jak dzika i moment, w którym można jeszcze tu i ówdzie znaleźć resztki kolekcji płytowych, które zapomniano wyrzucić na śmietnik dwadzieścia lat temu, zaraz się skończy i wkroczy rynek z chorymi cenami. Życzę owocnych poszukiwań. I radzę pomyśleć o pralce do płyt.

Alek Rachwald

Załączone miniatury



Opinie użytkowników

Rekomendowane komentarze



Optymizmem zalatujące bzdety napędzające ceny złomu z niemieckich wystawek na allegro.

Z używanego winylu, to raczej sobie wodery kup i pójdź na ryby ;)

Powinny być znacznie tańsze od naprawdę dobrych wydań LP’s.

 

PS.

3... 2... 1... uwaga... zaraz się zacznie :)))

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Poznaj Qubrika po wykwincie wypowiedzi... Natomiast co do treści, to raczysz żartować, Qubric. Zapytaj kogoś, kto słucha płyt winylowych. Znam takich, wszyscy regularnie kupują używane płyty i wiedzą, co robią. Pamiętam, był taki wątek na temat trwałości płyt - CD i winylowych. Wychodziło z niego, ze winylowe generalnie są trwalsze. Traktowane dobrym sprzętem przez uważnego człowieka trzydzieśli lat przeżyją bez problemu, a może i sto, zobaczymy. A CD tych reklamowych stu raczej nie przeżyje, bo mu się prędzej poliwęglan zdestabilizuje, nie mówiąc o gęstniejącej siateczce drobnych rysek na facjacie, na których laser się potyka.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dobra, dobra... To ile tych wyciągniętych ze śmietnika płyt szanowna Redankcja zamierza teraz zepchnąć na Allegro??? :)))

 

Widzę AR, że zaczynasz się pokrywać siecią drobnych rysek na facjacie (LOL)

 

 

 

PS. A tak przy okazji... Pod iloma nickami pisałes na AS za czasów Lukaszenki? Bo styl beztreściwego pitolenia na temat płyt winylowych wydaje mi się dziwnie znajomy. Choć godzien co najwyżej pryszczatego nastolatka, dla którego płyta gramofonowa jest najnowszym odkryciem :)))

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Stara dobra, sypiąca się lyberalnym próchnem mumia Smitha...

Nie śmiem narażać Cię na utratę allegrowego majątku! :)))

Mam swoje piwniczne kolekcje Lp’s. Wolałbym jednak mieć piwniczne kolekcje wina ;)

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nie widzę sprzeczności, o ile tylko piwnica nie jest zbyt mała. Do starych płyt może pasować flaszka Egri, zapomniana w okresie przekraczania granicy przyjaźni na dowód osobisty.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nie widzę sprzeczności, o ile tylko piwnica nie jest zbyt mała. Do starych płyt może pasować flaszka Egri, zapomniana w czasach przekraczania granicy przyjaźni na dowód osobisty.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

vinyle to niestety przeżytek...

vinyle mają jednak swoich zwolenników, nielicznych,

znaczki pocztowe, etykietki od pudełek z zapałkami itd. też mają swoich zwolenników...

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zależy gdzie. Piszę właśnie trzecią część relacji z Hi-End w Monachium. Tam winyl był dominującym formatem. Można oczywiście uznać, ze Monachium to też przeżytek, ale powiem ci, ze ktoś niedawno na tym foruum napisał, że widzi w przyszłości podział na MP3 jako standard low-endowy i winyl jako standard hi-endowy, i nic pomiędzy. Rzeczywistość alternatywna czy autentyczna przyszłość?

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach



Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.