Skocz do zawartości

Karkówka


audiostereo.pl
  • 6fc835b16b58755ed2757afe83339316 https://www.audiostereo.pl/uploads/

Podczas jednej z dyskusji obiecałem forumowiczom Audiostereo napisać w tym miesiącu recenzję literacką. Tak jednak zwykle jest, że zanim człowiek się zabierze serio do jednego, wydarza się drugie. Recenzja będzie później, a na razie coś z zupełnie innej beczki.

 

Dzisiaj będzie o sprawach kulinarnych. Jeśli miałbym zacząć uczciwie od początku, wszystko zaczęło się od tego, że wstałem o szóstej rano. Brzmi to jak początek horroru, i rzeczywiście. Na dobrą sprawę, należało spojrzeć na zegarek i zabobonnie położyć się z powrotem do łóżka. Powinienem był wiedzieć, że żadna dobra przygoda nie może zacząć się od aktu tak przeciwnego naturze. Niestety, nie posłuchałem wewnętrznego głosu, który mówił mi, żeby cisnąć w diabły obowiązki i uciąć sobie drzemkę, a potem o 10 rano powitać dzień kawą. Przeciwnie, wsiadłem do samochodu i pojechałem z Warszawy w kierunku Poznania. Po trzech godzinach przepychania się między zmotoryzowanymi furmankami wyboistą drogą intergminną, po zaliczeniu 6 punktów karnych i zdarciu sobie gardła od mówienia facetom za szybą, co myślę o ich jeździe, znalazłem w końcu zadekowaną wśród pól i zagajników tamtejszą autostradę. Zaraz po tym, jak na nią wjechałem i docisnąłem uczciwie gaz, zapaliła się kontrolka rezerwy. Rezerwa w moim wozie starczy na jakieś 35 km, w bagażniku na wszelki wypadek wożę ze sobą dodatkowe 5 litrów, więc nie przejąłem się nadmiernie, tylko jeszcze mocniej docisnąłem pedał. Po przejechaniu jakichś 20 kilometrów zobaczyłem wreszcie upragnioną tablicę informacyjną (z popularnym portretem Marsjanina trzymającego palec w uchu). Pod spodem było napisane „95 km”. ..

 

Sytuacja była taka, ze ani zawracać, ani jechać dalej. Zwykła jazda naprzód na oślep, a la „znikający punkt”, groziła nieodwołalnym zatrzymaniem się w połowie drogi. Nie tracąc nadziei przejechałem jeszcze kilkanaście kilometrów w jedynym dopuszczalnym kierunku, ale tabliczka mówiła prawdę, i nie pojawił się nawet cień stacji benzynowej. W końcu, zgrzytając zębami jak piłą, wykorzystałem napotkany zjazd i pożeglowałem gdzieś przed siebie, w nadziei znalezienia w rolniczym krajobrazie Wielkopolski stacji paliwowej, lotniska, meliny z kradzioną benzyną czy chociaż bimbrowni. Zadowoliłbym się nawet ubogą staruszką, pod tym wszakże warunkiem, że można by na nią napaść i odciągnąć kilka litrów z baku.

 

Ostatecznie natknąłem się na miasteczko, nazwy nie zauważyłem, którego główną atrakcją byłą mała stacyjka benzynowa. Zatankowałem ile wlezie, bo wiedziałem już, że tutaj trzeba mieć pełen bak. Niczym nie różniło się to od sytuacji podróżnika, który wybiera się na pustynię. On też wie, ze trzeba mieć zbiorniki wielbłąda zatankowane do pełna, bo następna studnia znajduje się po drugiej stronie piaszczystego interesu, w Timbuktu. Ruszyłem z powrotem z kopyta, usiłując nadrobić stracony czas. ..

 

Słupki kilometrowe zlały się w jeden pas. Piekielne przedsięwzięcie o nazwie Pieprzone Autostrady Wielkopolskie O Suchym Baku kilometr za kilometrem zostawało za mną. Już widziałem się u celu, gdy nagle rozległo się wrrr a potem chrups. Nastąpiło gwałtowne hamowanie, zapach gorącego oleju, zjazd na pobocze. Za samochodem smuga, pod maską jedna wielka klęska. Kłęby pary i dymu ze spalonego oleju idą w górę jak wtedy, gdy pod Studziankami rozwalaliśmy T-34. Koniec jazdy i prawdopodobnie koniec życia silnika. Przyznam, że odjęło mi zdolność racjonalnego działania. Obleciałem samochód dwukrotnie w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara i dwakroć w kierunku przeciwnym. Powiedziałam k**wa mać. Na tym skończyły mi się pomysły. Oparłem się zrezygnowany o burtę wozu.

 

Poratował mnie miejscowy strażnik, który napoił mnie kawą i zadzwonił do właściciela lawety w pobliskim mieście. Od tego momentu skończył się pech, a zaczęło kino akcji błyskawicznej. Akurat skończyłem kawę, gdy zajechała maszyna. Załadowaliśmy mój biedny wóz i ruszyliśmy w kierunku Kalisza. Zanim jednak dojechaliśmy, właściciel holownika złapał mikrofon i rozpoczął konwersację w stylu znanej reklamy Volkswagena. ".. .koledzy, jestem na sto cośtam, tu jest kolega, który miał kłopot i potrzebuje podwózki do Warszawy. Który kolega może go przejąć?” Dosłownie po upływie 10 minut mój samochód oddalał się nadal w kierunku parkingu strzeżonego w Kaliszu, ja zaś jechałem inną ciężarówką w stronę domu. ..

 

Zapytacie, drodzy moi, gdzie obiecany element kulinarny? Otóż dobrze jeszcze przed Łowiczem zatrzymaliśmy się na obiad w przydrożnym barze o nic nie obiecującej nazwie. I w tym barze, na który nawet bym nie spojrzał w normalnej sytuacji, zjadłem najlepszą i największą grillowaną karkówkę w życiu, z pieczonymi ziemniaczkami i świeżą surówką z kapustki. Jadłem i myślałem sobie, ile lat jeżdżę po świecie, jedząc hot-dogi i podłe schabowe na stacjach benzynowych, kalecząc podniebienie Big Makami i wcinając kurczęta, które już dawno powinny leżeć w grobie. Trzeba było katastrofy z silnikiem, żebym odkrył zupełnie nową jakość przygodnej polskiej kuchni. Mówię wam więc z perspektywy drogo okupionego doświadczenia: każde wydarzenie, które wytrąca nas z koleiny przyzwyczajeń, jest dobre. I tego proponuję się trzymać.

Alek Rachwald

 

P.S. Na zarzuty, że ten felieton zupełnie nie jest o audio, odpowiadam, że podczas jazdy słuchałem radia, nie zmieniło to jednak w niczym sytuacji.

Załączone miniatury



Opinie użytkowników

Rekomendowane komentarze



CB radio Redakcjo to podstawa podrózowania po tym kraju gdyz bracia z anteny wiedza wszystko i zawsze pomoga

kulinaria to jeden z ulubionych tematów wymiany informacji drogowych na rowni z miejscem pobytu najblizszej drogowki lub zielonych od kontroli transportu

oczywiscie najwyzej w rankingach otrzymuje zawsze swieze jedzenie w dobrej cenie a nie wyszukane kuchnie czy mcdonaladsy

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

CB staje się podstawą szans na dotarcie gdziekolwiek w naszym pięknym kraju :). A jeżeli Redakcja będzie się udawać do Stolicy Wielkopolski ponownie, to radzę jeszcze zasięgnąć języka, jak z tej autostrady, od siedmiu boleści, zjechać do Poznania, bo oznakowanie tam jest typowo poznańskie: oszczędne :).

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Z prawdziwym żalem żegnamy dziś naszego brata Mariusza Pudzianowskiego, ktory zginął śmiercią męczeńską w barbarzyńskich szczękach Predaktora.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

a gdyby tak...zatankowac do pełna wcześniej...są ku temu trzy powody:

-to nieuniknione, ze i tak trzeba będzie zatankować - cuda się nie zdarzają

-samochód bez paliwa nie jedzie,

-samochód kiedy jedzie bardzo szybko pali więcej.

A po czwarte - jakie to piękne krajobraz nie zmącony stacjami benzynowymi

A z Gliwic do Wrocławia 200 km bez stacji beznynowej...

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach



Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.