Skocz do zawartości
Ta podstrona jest jeszcze w przebudowie! Czytaj więcej.. ×

Piękna noc


audiostereo.pl
  • 6fc835b16b58755ed2757afe83339316 https://www.audiostereo.pl/uploads/

Noc Muzeów to dziwna impreza. Tysiące ludzi stoją w poskręcanych kolejkach do miejsc, które w dzień mogą odwiedzić bez najmniejszego problemu, takich jak Zachęta lub Zamek Królewski. Nie lubię kolejek, choć rozumiem, że dla powojennej młodzieży mogą one być fascynującą odmianą. Sam jednak, gdy widzę kolejkę na Placu Zamkowym, dla pewności przechodzę na drugą stronę, bo a nuż bydlę się rzuci. Z drugiej strony, jest to bardzo miła inicjatywa i szkoda byłoby z tej okazji czegoś nie zmalować. Z tą myślą, dla uczczenia Nocy Muzeów, udaliśmy się z Magdą w dwa kontrastowe miejsca.

 

Pierwszym był Dworzec Centralny w Warszawie, który bez obawy pomyłki można by określić jako interaktywne Muzeum Kolejnictwa PRL. Zgodnie z formułą, faktycznie dworzec był w nocy otwarty. Pełno w nim było zwiedzających, którzy pragnęli najwidoczniej zanurzyć się w niepowtarzalną atmosferę przeszłości, przesiąkniętą zapachem pekaowskich toalet, zastarzałych petów i warzonej strawy różnych, nadspodziewanie licznych, narodów. Całkiem lubię to miejsce, czego dowodem jest, że regularnie chodzę tam się strzyc u zaprzyjaźnionej fryzjerki z Kazachstanu, która opowiada o życiu, jednocześnie fedrując mi na głowie fryzurę „na pułkownika specnaza”. Jednak strzyżenie to zaledwie drobna pieszczota, tym razem postanowiliśmy zażyć pełnego programu muzealnego, czyli wejść w kontakt z pociągiem. Zejście w czeluście malowniczo poczerniałych peronów, po częściowo czynnych ruchomych schodach, w huku bełkotliwych nawoływań z głośników, to może nie impreza kulturalna na miarę Danta, ale utrzymana w podobnym klimacie. Przeciskaliśmy się wśród setek półprzytomnych zwiedzających czekających na solidnie opóźniony pociąg, podziwiając realizm scen jak z lat 50., kiedy to miliony nagle zapragnęły podróżować po świeżo wyzwolonym kraju paroma starymi szlepcugami. Realizmu dodawały spatynowane tablice informacyjne, najwidoczniej nieczynne. Znaczną część podróżnych (a raczej ekstremalnych wielbicieli kultury) stanowili zwiedzający z zagranicy, którzy wytrzeszczali oczy i szwargotali po angielsku czy niemiecku. Przyznam, że bardzo dawno nie widziałem tak patrzących Niemców. Miny mieli, jakby czekali na transport do Auszwic. Pewnie myśleli, że niechcący trafili do kolejowej filii IPN, gdzie dostanie im się za wszystkie czasy. Naiwni, myślałem, czy oni sądzą, że ekstremalne eksperymenty artystyczne w ich kraju odbywają się bardziej ulgowo? Oglądając zdezorientowane tłumy cisnące się na brudnych posadzkach, przypomniałem sobie niedawno czytany reportaż z czyjegoś pobytu na dworcu w Kalkucie, tam było podobnie, tylko jeszcze na dokładkę bez oświetlenia.

 

Obijanie się po pekaowskich podziemiach, poplątanych jak flaki w brzuchu, jedzenie dziwnych i chyba nieświeżych rzeczy (trudno o coś świeżego w środku nocy), nasłuchiwanie rzadkich i zwykle niezrozumiałych komunikatów z głośników, podziwianie nieaktualnych rozkładów jazdy (to chyba eksponaty z czasów inżyniera Karwowskiego?), obserwowanie miotających się w panice podróżnych, i jeszcze jeden kebabik, i jeszcze jeden pączek, druga kawa, trzecia cola…

 

W końcu wjechał jakiś pociąg, witany entuzjastycznym ożywieniem. Wraz z innymi amatorami wrażeń kulturalnych podjąłem próbę dzikiego szturmu do wagonu z przesyłkami konduktorskimi, który dla zwiększenia realizmu wpięto gdzieś byle gdzie. Nic tak nie nakręca, jak gorączkowe poszukiwania wzdłuż peronu, podczas gdy pociąg miał odjechać już godzinę temu. Zdrowo skotłowany i omal nie wywieziony do Lublina czy Terespola, wyrwałem się w końcu ze zentuzjazmowanego, wiwatującego tłumu wielbicieli mocnych wrażeń. Bolały mnie żebra, nogi od wcześniejszego czekania weszły mi do połowy z tyłek, głos miałem zdarty od wrzeszczenia „przepraszam, przepraszam!”, efekt łączny przypominał ten po koncercie rockowym, tylko stopień ogłuszenia był mniejszy. I bardzo dobrze, że był mniejszy, bo umożliwiło to realizację drugiej części planu kulturalnego na tę noc.

 

Uwolnieni z miazmatów popkultury kolejowej, potruchtaliśmy naszym wiernym kombi (jak to krewni z prowincji) w stronę Starego Miasta, gdzie w Muzeum Literatury miał się odbyć koncert pianistki Leny Ledoff, która prezentowała program Komeda-Chopin-Komeda. O pani Ledoff miałem już kiedyś przyjemność pisać (w felietonie w Hi-Fi i Muzyce), jest to świetna pianistka jazzowa z bardzo solidnym przygotowaniem klasycznym (absolwentka konserwatorium w Woroneżu), a przy tym miła osoba pełna uroku. W Polsce mieszka, gra i komponuje od kilkunastu lat, jest autorką wielu projektów artystycznych, często występuje na festiwalach, obecnie jest stypendystką Prezydenta Miasta Warszawy. Osobiście po raz pierwszy słuchałem jej muzyki jeszcze w starym klubie Akwarium na Emilii Plater (okolice obecnej portierni hotelu Intercontinental), pewnie już ponad 10 lat temu, i zawsze cieszę się, gdy mogę znowu posłuchać, jak gra.

 

Lena Ledoff grała muzykę stworzoną jako projekt, łączący utwory Chopina i Krzysztofa Komedy. Brzmi to może ryzykownie, ale warto wiedzieć, że powstał on przy poparciu Stowarzyszenie Miłośników Twórczości Krzysztofa Komedy "Astigmatic", a wykonywany jest w ramach obchodów Roku Chopinowskiego. Nie czuję się znawcą muzyki, jestem raczej amatorem, kimś kto stara się słuchać i czerpać z tego przyjemność. I z tego stanowiska mogę powiedzieć, że szopenowsko-komedowy koncert pani Ledoff był wydarzeniem pełnym muzycznego piękna, takim koncertem, po którym czuje się, że to dobrze, że się na nim było. Pani Ledoff jest także utalentowaną konferansjerką/zapowiadaczką podczas swoich koncertów, jej miłe, wypowiadane miękką polszczyzną komentarze i objaśnienia stanowią ważną część każdego wydarzenia muzycznego, w którym uczestniczy.

 

Ballady i preludia Chopina, splatane z kompozycjami Komedy (Rosemary’s Baby, Prawo i Pięść, Kattorna, Astigmatic, a także utwory mniej popularne) granymi w bardzo klasycznym stylu, wydawały się zaskakująco na swoim miejscu. Nie było w tym epatowania w zużytym stylu „Chopin na jazzowo”, to był raczej Komeda na klasycznie, jeśli by już koniecznie starać się o klasyfikację. Nie obyło się też bez niespodzianek. W jednym ze komentarzy pomiędzy utworami Lena Ledoff (która grała na starej Calisii) zauważyła, że Rok Chopinowski to piękna inicjatywa, jednak nie byłoby źle, gdyby Ministerstwo Kultury oprócz zapalania „zielonego światła” i budowania ławeczek z Chopinem, zechciało nabyć porządne instrumenty dla instytucji, w których gra się muzykę tego kompozytora. Niedługo potem wysłużony fortepian się zaciął. ..

 

Wyszliśmy z koncertu zamyśleni i pełni dobrej energii. Idąc przez Plac Zamkowy (gdzie wciąż jeszcze wił się ogonek) myślałem sobie, czy nie byłoby dobrze, gdyby rząd spróbował nieco odmiennie rozłożyć akcenty w finansowaniu kultury w Polsce. Mam wrażenie, że finansowanie turpistycznej kultury kolejarskiej (z Muzeum Dworca Centralnego na czele) jest ślepą uliczką. Użycie części tych sum na zakup instrumentów, na których grano by Chopina lub powiedzmy Wasowskiego, byłoby inwestycją, która na dłuższą metę przyniesie chyba większe zyski. A w najgorszym przypadku straty będą mniejsze.

 

Alek Rachwald

 

zdjęcie ze strony:

 

http://www.lenaledoff.art.pl

Załączone miniatury



Opinie użytkowników

Rekomendowane komentarze



Tekst robi rzeczywiście mocne wrażenie.

Mnie zafrapowało Dość oryginalne potraktowanie interpunkcji i mozolne piętrzenie wielu zdań prostych w jedną konstrukcję złożoną

Tak na szybko wyłuskane:

 

 

jednak strzyżenie to zaledwie drobna pieszczota, tym razem postanowiliśmy zażyć pełnego programu, czyli wejść w kontakt z pociągiem.

 

Zejście w czeluście malowniczo poczerniałych peronów, po częściowo czynnych ruchomych schodach, w huku bełkotliwych nawoływań z głośników, to może nie impreza kulturalna na miarę Danta, ale utrzymana w podobnym klimacie.

 

Przeciskaliśmy się wśród setek półprzytomnych zwiedzających czekających na solidnie opóźniony pociąg, podziwiając realizm scen jak z lat 50., kiedy to miliony nagle zapragnęły podróżować po świeżo wyzwolonym kraju paroma starymi szlepcugami.

 

Oglądając zdezorientowane tłumy cisnące się na brudnych posadzkach, przypomniałem sobie niedawno czytany reportaż z czyjegoś pobytu na dworcu w Kalkucie, tam było podobnie, tylko jeszcze na dokładkę bez oświetlenia.

 

Obijanie się po pekaowskich podziemiach, poplątanych jak flaki w brzuchu, jedzenie dziwnych i chyba nieświeżych rzeczy (trudno o coś świeżego w środku nocy), nasłuchiwanie rzadkich i zwykle niezrozumiałych komunikatów z głośników, podziwianie nieaktualnych rozkładów jazdy (to chyba eksponaty z czasów inżyniera Karwowskiego?), obserwowanie miotających się w panice podróżnych, i jeszcze jeden kebabik, i jeszcze jeden pączek, druga kawa, trzecia cola…

 

Bolały mnie żebra, nogi od wcześniejszego czekania weszły mi do połowy z tyłek, głos miałem zdarty od wrzeszczenia „przepraszam, przepraszam!”, efekt łączny przypominał ten po koncercie rockowym, tylko stopień ogłuszenia był mniejszy.

 

W Polsce mieszka, gra i komponuje od kilkunastu lat, jest autorką wielu projektów artystycznych, często występuje na festiwalach, obecnie jest stypendystką Prezydenta Miasta Warszawy.

 

I przyjemność tego stanowiska mogę powiedzieć, że szopenowsko-komedowy koncert pani Ledoff był wydarzeniem pełnym muzycznego piękna, takim koncertem, po którym czuje się, że to dobrze, że się na nim było.

 

Nie było w tym epatowania w zużytym stylu „Chopin na jazzowo”, to był raczej Komeda na klasycznie, jeśli by już koniecznie starać się o klasyfikację.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Przy okazji:

 

 

" Mnie zafrapowało Dość oryginalne potraktowanie interpunkcji i mozolne piętrzenie wielu zdań prostych w jedną konstrukcję złożoną "

 

 

Otóż mnie również wiele zafrapowało w powyższym zdaniu :-)

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

stefanB, 25 Maj 2010, 18:16

 

>A można frontz prosić o jakieś merytoryczne uzasadnienie Twojej opinii?

 

Ależ bardzo proszę. Urzekła mnie trafność spostrzeżeń i lekkość języka.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

„Mam wrażenie, że finansowanie turpistycznej kultury kolejarskiej (z Muzeum Dworca Centralnego na czele) jest ślepą uliczką.”

 

Użycie części tych sum na zakup instrumentów, na których grano by Chopina lub powiedzmy Wasowskiego, byłoby inwestycją, która na dłuższą metę przyniesie chyba większe zyski. A w najgorszym przypadku straty będą mniejsze. „

 

 

 

 

 

Trafność spostrzeżeń, mówisz Frontz...

Powyższych?

 

Sprowadzenie oceny przydatności muzeum kolejnictwa do ekonomicznej kategorii zysku i straty uważasz za trafne? Przy całkowitym pominięciu aspektów społecznych?

Propozycję przeznaczenia części środków muzeum na zakup instrumentów muzycznych nie traktujesz jako infantylnej, naiwnej?

Wasowski (też go lubię) zamiast, np. najstarszej polskiej lokomotywy spalinowej?

Wybacz, to źle pachnie i chyba w historii już było...

(Obecną modę na kopanie akurat tego muzeum i jego fatalnej polityki finansowej i wystawienniczej uważam za okoliczność łagodzącą. Choć nie za usprawiedliwienie.)

 

Mnie ta logika obezwładniła

Idąc dalej tą drogą możemy zapytać po co nam jakieś turpistyczne muzea w ogóle?

Zostawmy najważniejsze, Wawel, Matejkę, i parę innych. Minimalizujmy straty!

Nauka? Po co nam jakaś cetologia? Książki? Wycinanki łowickie?

Zależnie od stopnia świadomości skreślającego lista może być prawie nieograniczona.

No i „straty coraz mniejsze” Ileż to kasy można by przełożyć na bardziej przydatne ludziom dziedziny.

 

Do czego są potrzebne muzea podpowiedzą dzieci z podstawówki:

 

Muzea są potrzebne, ponieważ przypominają ludziom zajętym własnymi sprawami, problemami co jest ważne w życiu. Co opisuje nasza historia. Pokazują jak naprawdę żyli ludzie dawno temu czym się posługiwali. Dzięki eksponatom w muzeum znamy choć część historii starożytnych.”

 

„Te 10tys. rzeczy ma służyć nauce i podziwu ludzi oraz ich ochronie przed zniszczeniem. Muzea są po to aby chroniły stare przedmiot dla następnych pokoleń”.

 

„ponieważ zgromadzają wiele starych, cennych i ważnych przedmiotów z czasów potomków. Możemy dokładniej zobaczyć i wyobrazić sobie jak żyli ludzie w określonych czasach. Uważam,że muzeum powinien odwiedzać od czasu do czasu każdy. To miejsce czeka na Ciebie i na każdego, który chce poznać przeszłość, dowiedzieć się różnych ciekawostek i poczuć się jak w wehikule czasu!!! Również chronią stare przedmioty przed uszkodzeniem”.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach



Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.