Skocz do zawartości
Ta podstrona jest jeszcze w przebudowie! Czytaj więcej.. ×

Punkt odniesienia


audiostereo.pl
  • 6fc835b16b58755ed2757afe83339316 https://www.audiostereo.pl/uploads/

Pytanie, co jest punktem odniesienia przy ocenie jakości brzmienia sprzętu hi-fi, należy do żelaznego repertuaru forów i czasopism. Na ogół załatwia się sprawę politycznie poprawnym stwierdzeniem, ze dźwiękiem odniesienia danego delikwenta jest brzmienie muzyki na żywo, co ma tę zaletę, ze niezawodnie zamyka twarz opozycji. Nikt nie chce być uznany za audiofila-sprzętowca, który słucha tylko sprzętu, a na koncerty to już ani-ani.

 

Ja jednak ośmielę się sprzeciwić panującemu trendowi: uważam, ze dla kogoś, kto wypowiada się na temat brzmienia sprzętu, równie ważne jak słuchanie muzyki na żywo, jest znajomość brzmienia urządzeń, które można by uznać za sprzęt odniesienia. Rzecz w tym, że muzyka odtwarzana w domu za pomocą domowej elektroniki i tak odbiega znacznie od tego, co można usłyszeć na sali koncertowej - to po pierwsze. Po drugie, sala sali nierówna, na co rzadko zwraca się uwagę. Po trzecie, wykonawca są różni, w dodatku część ich już nie żyje, i zawsze będzie kłopot, jak porównać wymarłą orkiestrę pod nieżywym Karajanem, do innej orkiestry pod żywym Kaspszykiem. Po czwarte zaś, nie każda muzyka poddaje się kryterium wykonania na żywo, o czym też już mówiono do znudzenia.

 

Tak więc, oceniając brzmienie jakiegoś urządzenia, warto móc ocenić je nie w wartościach bezwzględnych, poprzez porównanie, jak powinno to ewentualnie w sprzyjających warunkach zabrzmieć na żywo, ale też przez porównanie, jak zabrzmi w zestawieniu z jakimś urządzeniem, które w miarę zgodnie jest uważane za referencyjne. I nie chodzi tu zaraz o recenzje do czasopism, tylko zwykłe stwierdzenie, ze coś jest cacy, a coś jest be. Nie pomogą argumenty, że ważne jest, co się komuś podoba (używane również przez zawodowych recenzentów), bo podobać się może cokolwiek komukolwiek, ale nic z tego nie wynika. Jak więc jest z tymi referencyjnymi urządzeniami?

 

Kombinując nad tym felietonem próbowałem ułożyć sobie listę takich marek czy konkretnych klocków, ale szło mi to ciężko, zwłaszcza gdy przyszło uwzględnić element dostępności w Polsce. Spójrzmy na przykład na popularną ostatnio klasę urządzeń, jaką są wzmacniacze lampowe. Obecnie można kupić lampowce mnóstwa marek, począwszy od hi-endu a skończywszy na Mancie z supermarketu, i 90% z nich pochodzić będzie z Chin. Dyskutuje się o nich ciągle, padają oceny bardzo skrajne. Jak można ocenić lampiaka nowej, nieznanej marki? Najlepiej porównać go z marką uznaną. I z tym jest kłopot. Conrad-Johnson, Audio Research, Sonic Frontiers, Audio Note (Kondo) – to chyba w skrócie lista marek, z którymi warto porównywać nowe wynalazki, jeśli chce się wiedzieć, kto jest dobry, kto zaś tylko udaje. Można dodać jeszcze Hovlanda i coś z Anglików (EAR?). Spośród wymienionych, C-J jest w Polsce praktycznie nieznany, Sonic Frontiers dawno upadła, Hovland nigdy nie był sprzedawany, to samo EAR. Pozostaje połowa marek, z czego hi-endowy sprzęt Kondo jest mało popularny ze względu na swoją cenę (nie mówię tu o AN-UK, bo to całkiem inne urządzenia). Pozostaje jeszcze AR, od niedawna znowu w Polsce, i mam nadzieję, że już z nami zostanie. No i teraz pytanie, jak wielu z nas miało możliwość słuchania w dobrych warunkach, umożliwiających porównania, większej ilości klocków wymienionych legendarnych producentów?

 

Nieco łatwiej jest ze wzmacniaczami tranzystorowymi: kiedy mowa o tranzystorach, wyznaczających poziom odniesienia, zazwyczaj na myśl przychodzi Mark Levinson, Krell i Pass, ewentualnie, dla amatorów marki, McIntosh. Wszystkie do nabycia i stosunkowo łatwego posłuchania w Polsce. Można dyskutować, czy dawny Krell, ML czy małe piecyki Passa nie przewyższały aby obecnej produkcji, ale to jest przynajmniej dyskusja o konkretnym, wysokim poziomie, nie zaś rozpatrywanie wyższości zupy Knorra nad analogicznym wyrobem Amino.

 

I tak dalej. Można rozpatrywać po kolei grupy sprzętu: źródła cyfrowe (kiedyś wystarczyło powiedzieć „Wadia!”, a obecnie? Kto słuchał dłużej Zandena czy Reimyo?), gramofony (tutaj ścisła czołówka rysuje się wyraźnie i jest w Polsce osiągalna, można mówić ewentualnie o preferencjach), no i zestawy głośnikowe (tu za to kompletny misz-masz), jednak ogólna sytuacja zarysowuje się wyraźnie i nie jest szczególnie optymistyczna. Coroczne wystawy nie załatwiają sprawy, każdy wie, jak brzmi muzyka na takich imprezach. Może niektórzy popukają się w głowę, ale przydałyby się nam, audiofilom, swego rodzaju warsztaty odsłuchowe, na których przypomnielibyśmy sobie, jak brzmi muzyka odtwarzana przez sprzęt marek światowej klasy. Będę myślał, jak coś takiego zorganizować.

Alek Rachwald

Załączone miniatury



Opinie użytkowników

Rekomendowane komentarze



Panie Nadredaktorze, czy zechce Pan w kilku zołnierskich słowach objasnić sens powieszenia tego tekstu?

Nie do końca rozumiem zamysł tego felietonu.

Jedyne co zdołałem zrozumiec to słowa "kombinując nad tym felietonem".

Chyba rzeczywiście coś przekombinowano.

Prawda, Panie Nadredaktorze?

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W przeciwieństwie do rocha, rozumiem zamysł i temat uważam za interesujący.

Całkiem ciekawym może być pomysł takich "warsztatów", tylko żeby ten "punkt odniesienia" nie stał się powodem późniejszych frustracji i rozwodów... :)

Jednak, obok całkiem sensownego porównywania z innymi sprzętami - nie do końca zgodzę się z tezą o braku sensu porównywania z muzyką graną na żywo. Moim zdaniem dobrze jest znać NATURALNE brzmienie instrumentów, zanim zacznie się je opisywać w wrażeniach z odsłuchu jakiegoś systemu...

Zakładam, że wiele zależy od rodzaju muzyki, bo o ile trudno mi sobie wyobrazić porównania do nagłośnienia koncertu rockowego, tak muzyka kameralna, jakieś składy jazzowe z ładnie śpiewającą panią :) - moim zdaniem jak najbardziej się do tego nadają. Oczywiście nie wszystkie aspekty można brać po uwagę - trudno o wspomnianą akustykę pomieszczenia i cały szereg innych warunków nie do odtworzenia, jednak takie elementy jak bas/kontrabas, gitary, wokale, blachy i inne duperele - moim zdaniem to JEST DOBRY punkt odniesienia. Za przykład podam, moim zdaniem (to "moim zdaniem" będę powtarzał dość często.. :) niekiedy absurdalne dążenie do "siania" górką. Słuchając niektórych systemów, nie jestem w stanie trawić - obok ładnej przestrzeni, dobrych planów, wyraźnie ulokowanej z tyłu perkusji - gdy hi-hat czy raid sieje wysokimi nad moim uchem. A wystarczy przejść się na taki koncert, aby przekonać się, że to tak NIE JEST.

Jak brzmi kontrabas ze sceny, a nie wydobywający się z basrefleksowej podłogówki? A może jednak ten bas, nad którym tak sie zachwycałem, jest najzwyczajniej do bani?...

Zakładam też, być może dość optymistycznie, że ludzie słuchający takiego sprzętu i bywający na koncertach, są już "osłuchani" w takim stopniu, że będą potrafili odróżniać "istotę" brzmienia instrumentów, zdając sobie sprawę z różnic wynikających chociażby z zastosowania innych strun czy blach... :)

Tak czy siak, jestem przekonany, że wielu "audiofili" mocno zweryfikowałoby swoje "cele", po zwiedzeniu kilku klubów muzycznych. Oczywiście - o ile w swoim systemie dążymy do "naturalności", bo to często u wielu nie zdaje się być tak oczywiste.

pozdr. Mariusz

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nadal nie rozumiem istenienia tego tekstu Pana Nadreaktora, bo już na forum pojawił się nie tak z resztą dawno wątek o wzorcu dzwięku, a bytów nie nalezy mnozyć ponad rozsądną miarę.

 

http://www.audiostereo.pl/Audiofilski_wzorzec_dzwieku_44281.html

 

Pan Redaktor, był łaskaw wtedy powiedzieć, tu cytuję: "Mogę powiedzieć, że moim wzorcem dźwięku jest mój system, i będzie to też częściowo prawda. W rzeczywistości jednak słuchałem wielu systemów, byłem też na wielu koncertach (choć na pewno nie tak wielu, jak bym chciał). Suma tych doświadczeń daje to, co mógłbym nazwać swoim poziomem odniesienia w jakości dźwięku. Jednak przede wszytkim, na pierwszym miejscu, jako kryterium jakości brzmienia stawiam satysfakcję ze słuchania muzyki."

 

Co ciekawe, spora cześć wypowiadających się w rzeczonym watku jako wzorzec odniesienia wskazała na przyjemność z obcowania z dzwiękiem przekazywanym przez daną maszynę.

 

Tak więc w naszych czasach hasło wysokiej jakośći odtwarzania dźwięku, przyświecające naszym przodkom jest już całkowicie obce dzisiejszemu pokoleniu.

Te góry mamony płacone za sprzęt wydawane są zatem w imię indywidualnie rozumianej przyjemności a nie celem poszukiwania prawdy o muzyce. Producenci sprzetu mogą sobie tylko pogratulować.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zapomniałem o tym wątku, dobrze że dałeś link, dzięki temu dyskusja może się wzbogaci. W tym swoim tekście miałem na myśli coś węższego, niż wzorzec dźwięku absolutny, chodziło mi o brak kontaktu ze sprzętem uważanym powszechnie za jakoś tam bliski wzorca (idealnego czy nie). Dobrze jest znać kontekst, czyli mieć jakiś zasób doświadczeń odsłuchowych. A w tym zasobie, uważam, powinno być trochę ze sprzętu uważanego powszechnie za dobry, inaczej będzie brakowało wspólnego języka.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Redaktor, 11 Sie 2008, 10:12

 

>(...)chodziło mi o brak kontaktu ze

>sprzętem uważanym powszechnie za jakoś tam bliski wzorca (idealnego czy nie). Dobrze jest znać

>kontekst, czyli mieć jakiś zasób doświadczeń odsłuchowych. A w tym zasobie, uważam, powinno być

>trochę ze sprzętu uważanego powszechnie za dobry, inaczej będzie brakowało wspólnego języka.

 

Amen

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Redaktor, 11 Sie 2008, 10:12

> powinno być trochę ze sprzętu uważanego powszechnie za dobry, inaczej będzie brakowało wspólnego języka.

 

Powszechnie uważanego przez kogo?

 

W pewnych kręgach Unitra albo Tonsile są powszechnie uważane za dobry sprzet, są głośne, dają bum-cyk i nieczęsto wybuchają. Inni kochają chińskie miniwieże.

Japończycy uwielbiają Dualconcentrica Tannoya a Amerykanie raczej nie.

Przykłady można ciągnąć w nieskończoność.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

rochu, nie wiem, czy nie ciągniesz swojego punktu widzenia trochę na siłę...

 

 

Redaktor, 11 Sie 2008, 10:12

 

>Dobrze jest znać

>kontekst, czyli mieć jakiś zasób doświadczeń odsłuchowych. A w tym zasobie, uważam, powinno być

>trochę ze sprzętu uważanego powszechnie za dobry, inaczej będzie brakowało wspólnego języka.

 

Jestem absolutnie za, tym bardziej, że spora część adwersarzy zdaje się nie mieć pojęcia o czymś poza tym, co mają w swoich domach...

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

MariuszH, 11 Sie 2008, 11:00

>rochu, nie wiem, czy nie ciągniesz swojego punktu widzenia trochę na siłę...

 

Moje prawo szukać dziury w całym, w odróżnieniu od innych ja nic tutaj nie muszę udowadniac. Nie ja rozpocząłem ten wątek watpliwym pod wzgledem logiki felietonem ; )

Prawda?

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

MariuszH, 11 Sie 2008, 11:00

 

>rochu, nie wiem, czy nie ciągniesz swojego punktu widzenia trochę na siłę...

 

Też odnoszę takie wrażenie.

 

>Redaktor, 11 Sie 2008, 10:12

>

>>Dobrze jest znać

>>kontekst, czyli mieć jakiś zasób doświadczeń odsłuchowych. A w tym zasobie, uważam, powinno być

>>trochę ze sprzętu uważanego powszechnie za dobry, inaczej będzie brakowało wspólnego języka.

>

>Jestem absolutnie za, tym bardziej, że spora część adwersarzy zdaje się nie mieć pojęcia o czymś

>poza tym, co mają w swoich domach...

 

Otóż to. Mało kto ma jakiekolwiek osłuchanie ze sprzętem, a już ze sprzętem uznawanym za referencyjny, to tylko jednostki...

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jasne, ale przyznasz, że argumenty typu

"W pewnych kręgach Unitra albo Tonsile są powszechnie uważane za dobry sprzet, są głośne, dają bum-cyk i nieczęsto wybuchają. Inni kochają chińskie miniwieże"

są słabe, w kontekście tego, że zdaje się rozmawiamy o czymś innym jednak... Ale może się mylę?...

Być może miałeś na myśli różnice w postrzeganiu idealnego dla siebie brzmienia, które oczywiście potrafią być ogromne. Ja podpisuję się wszystkimi kończynami pod stwierdzeniem, że tylko frajda ze słuchania istotą jest...

Ale... zawsze jest jakieś ale.

Czy należy uświadamiać "słuchających inaczej", że błądzą?...

Oni pewnie nie błądzą, o ile tylko potrafią świadomie powiedzieć wprost, że NIE ZALEŻY im na realności. Że kręci ich łupanie i cykanie. I spoko, trudno się wtedy wtrącać.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

"Powszechnie uważanego przez kogo? W pewnych kręgach Unitra albo Tonsile są powszechnie uważane za dobry sprzet,[...]"

 

Takie postawienie sprawy trąci mi modnym ostatnio pojęciem relatywizm.

 

O co mi chgodziło? No, na przykład że niektórzy to tylko Music Angel, Music Angel, jakby już nic lepszego nie było :-)

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach



Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.