Skocz do zawartości
Trwa aktualizacja silnika forum! Czytaj więcej.. ×
Ta podstrona jest jeszcze w przebudowie! Czytaj więcej.. ×

Test kolumn LOG Audio Epilog VI


audiostereo.pl
  • 6fc835b16b58755ed2757afe83339316 https://www.audiostereo.pl/uploads/
LOG Audio jest austriacką manufakturą, której polski debiut odbył się na zeszłorocznym Audio Show. Niektórzy czytelnicy z pewnością pamiętają niewielki pokój, w którym grał system LOG Audio, złożony z kolumn głośnikowych i wzmacniacza lampowego. Skromna prezentacja skromnie wyglądającego, choć zdecydowanie drogiego sprzętu, spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem. Po wystawie można było usłyszeć i przeczytać opinie (między innymi na naszym Audiostereo), że był to jeden z najlepszych dźwięków wystawy. Firma LOG Audio istnieje od 1990 r i ma profesjonalne korzenie. Pierwszymi produktami domowego audio były głośniki Epilog 1 oraz wzmacniacz Apolog, które zdobyły nagrodę za najlepszy dźwięk na wystawie High End Wien w 1991 r. Obecne produkty to już kolejne generacje urządzeń. Jak widać producent jest przywiązany do swojego nazewnictwa, jak Royal Navy do nazw swoich okrętów.

Otrzymane do testu kolumny to najwyższy model i to widać od razu. Kolumnny są bardzo duże. Konstrukcja jest pięciodrożna, co obecnie zdarza się raczej rzadko. W kanciastej, nie złagodzonej żadną zaokrągloną krawędzią obudowie, umieszczono pięć głośników, każdy inny i każdy od innego producenta. Zajmują one całą przednią ścianę, polakierowaną na czarny mat. Reszta obudowy ozdobiona została modną ostatnio, pasiastą okleiną. Producent oferuje możliowść pokrycia zestawów dowolną okleiną naturalną, a także lakierem fortepianowym. Z tyłu obudowy znajdują się podwójne zaciski dobrej jakości oraz wyloty dwóch tuneli bas-refleksu, a także wylot labiryntu. Wskazuje to na skomplikowaną akustycznie konstrukcję. Zewnętrzna obudowa, pozornie bardzo prosta, jest jednak lekko odchylona do tyłu, co z pewnością ma znaczenie akustyczne, powodując zmianę odległości membran głośników od słuchacza.

Głośniki to (licząc od góry): niezidentyfikowany przeze mnie głośnik tubowy, którego nie udało się wymontować, następnie umieszczona w płytkiej tubie kopułka wysokotonowa, zewnętrznie niemal identyczna z przetwornikiem Vify, ale wykonana z innej tkaniny i napędzana przez wianuszek małych magnesów, dalej średniotonowy papierowy przetwornik Beymy z bardzo dużym magnesem, basowy głośnik Seas z powlekanej celulozy, oraz wielki basowy głośnik nieznanej mi firmy BMS, wykonany prawdopodobnie z pulpy celulozowej. Ogólnie jest to imponująca kolekcja membran, w zakresie wysokotonowym wspomaganych małymi tubkami, a w pozostałych podzakresach sztywnych i lekkich. Wynikiem jest stosunkowo wysoka efektywność całego zestawu. Ponieważ jednak impedancja Epilogów nie jest zbyt wysoka (min. 4 omy), wskazane jest łączenie ich ze wzmacniaczami o niekoniecznie wysokiej mocy, ale o dobrej wydajności prądowej.

Wewnątrz obudowa jest podzielona wieloma przegrodami i częściowo wypełniona materiałem tłumiącym. Z komory głośnika Seas tunel b-r prowadzi bezpośrednio na zewnątrz, zaś labirynt, którego wylot widać w górnej części tylnej ścianki, prawdopodobnie obciąża głośnik subbasowy. W dolnej części obudowy odnalazłem wieloelementową zwrotnicę, wśród widocznych elementów największą uwagę przyciągają ogromne cewki Mundorfa, których naliczyłem trzy. Ze względu na trudny dostęp do głębiej położonych czeluści nie udało mi się jednak dostrzec całości układu. Biorąc pod uwagę ilość głośników, rozmiary zwrotnicy szczególnie nie dziwią.

Przechodząc do opisu brzmienia od razu zapowiem, że ci czytelnicy, którzy spodziewali się zmiażdżenia niezgrabnych kloców w atmosferze fiesty i wśród wybuchów erudycji, doznają zawodu. Odsłuchy wykazały, że Epilogi to zestawy wybitne. Zacznę może od obaw. Były one oczywiste, wystarczy popatrzeć na rozmiary zestawów, liczbę i średnicę przetworników i porównać to z 20m2 mojego pokoiku. Doświadczenie ostrzegało mnie, że jest zaledwie 10% szans, że to się uda. Co prawda nie szedłem zupełnie na wariata, dystrybutor zapewnił mnie wcześniej, że zestawy wypróbowano w 16 m2 i niekorzystnych efektów nie było, ale jednak instynkt wołał wielkim głosem, żeby się nie wygłupiać, bo nic z tego nie będzie. Spośród kolumn o dużym basie, jak dotąd jedynie ART Emotion Signature wypadły w moim pokoju rzeczywiście dobrze. Uprzedzając wypadki powiem, ze ogromne Epilogi dołączyły do tej ekskluzywnej grupy. Przypuszczam też, że w pokoju dwukronie większym rozwinęłyby skrzydła jeszcze lepiej.

Mimo wielkiej powierzchni na basie i odpowiednio niskiego zejścia, testowane kolumny nie powodowały buczenia, nie było słychać rezonansów, poza nieuniknionym wąskim podbarwieniem tam, gdzie sumują się częstotliwości rezonansowe długości i szerokości mojego beznadziejnie kwadratowego pokoju. Jednak nawet ten efekt nie był mocno odczuwalny i w pomieszczeniu o tej samej powierzchni, ale prostokątnym, nie byłby zapewne słyszalny w ogóle. Szanowni Czytelnicy, podkreślam: takie osiągnięcie to dla mnie najwyższa kwalifikacja. Każdy potrafi zbudować kolumny z potężnym basiskiem, jednak zrobić kolumny z potężnym basiskiem, które jednocześnie nie mordują słuchacza w słabym akustycznie pomieszczeniu, może tylko prawdziwy specjalista. Tak, gdzie obawiałem się beznadziejnej kotłowaniny, dostałem czysty bas. Nie ma w nim wrażenia natychmiastowego „umpf”, które miałem z ART-ami, ale w zamian jest płynna swoboda, która wcale nie robi gorszego wrażenia.

Jak już na basy zeszło: te kolumny schodzą bardzo nisko (katalogowo 22 Hz), przetwarzają bez trudu niskie rejestry organowe. Nie słyszałem u siebie dotąd niższego basu, a nie u siebie też raczej rzadko. Wielka powierzchnia lekkich, twardych membran daje niskim tonom swobodę, niezwykle trudną do uzyskania przy pomocy małych głośników i długich tuneli. Swoboda i subiektywnie odbierana szybkość basu wynika moim zdaniem z braku słyszalnych podbarwień i nierówności pasma w tym zakresie.Bas nie jest „twardy” i „krótki”, nie pasują do niego żadne komplemanty używane przez właścicieli angielskich monitorów grających w małych pokoikach, ale nie jest też miękki i ciągnący się, on po prostu jest. Kiedy trzeba, ten bas potrafi dokonać strasznych rzeczy, i gdy podczas odsłuchu ścieżki dźwiękowej z „Piątego Elementu” na chwilę przekręciłem gałkę wzmocnienia mocno w prawo, głośniki natychmiastowym rykiem spowodowały dźwięczny dygot wszystkich futryn w mieszkaniu.

Mówiąc szczerze, duże kolumny budzą określone oczekiwania. Należy do nich tzw. bas wszechobecny: pomruk wszędzie, czy trzeba czy nie, a co jakiś czas mała Apokalipsa. Do tego napompowanie większości instrumentów akustycznych do rozmiarów organów, a organów do rozmiarów zupełnie niespotykanych w przyrodzie. Taki jest stereotyp, co gorsza, często nie bez powodu wiązany z dużymi drogimi zestawami. Otóż w przypadku Epilogów VI intuicja zawodzi. Bas jest (i to potężny), ale tylko tam, gdzie go zaplanowano, zaś źródła pozorne mają rozmiary realistyczne. Potencjał Epilogów idzie w co innego. Z rzeczy ogromnych ogromna jest scena: instrumenty są rozmieszczone szerzej, wyraźnie głębiej i (uwaga) wyżej, niż w przypadku większości znanych mi zestawów głośnikowych. Scena muzyczna w tych kolumnach to pieczątka najwyższej klasy, jest tu rozmach i swoboda niedostępne słabszym kolumnom. Przestrzeń przed słuchaczem jest w naturalny sposób wypełniona muzyką. To jest cecha, którą uznaję za charakterystyczną dla tych zestawów.

Konstruktor potraktował wszystkie podzakresy pasma z szacunkiem, dając im po własnym przetworniku. Pomysł ryzykowny, istnieje bowiem popularna opinia, że nic nie dorówna pojedynczemu głośnikowi szerokopasmowemu, a tutaj przetrworników jest ich pięć i każdy inny. Mimo to pasmo jest homogeniczne, gładkie, średnica piękna, zarówno głos ludzki jak i instrumenty akustyczne wypadały zawsze bardzo dobrze. Znowu, podobnie jak w przypadku basu, prezentacja była swobodna i niewymuszona, wokaliści śpiewali pełną piersią, a nie półgębkiem. I to wszystko z papiernika Beymy… Przejście wyżej nie sprawia zawodu - soprany są wybitne. Opisana już wcześniej stereofonia świadczy o dobrej przejrzystości i detalu, jednak to nie wszystko, bowiem istotny jest też brak szorstkości i oczywiście barwa. Jest gładko, dźwięcznie, ulotnie, po prostu pięknie. Słuchanie perkusji to przyjemność, muzyka dawna bogata w dzwonki, postukiwania i dźwięk ludowych ionstrumentów dętych (np. z płyty „Dances for Terpsichore” Praetoriusa) tworzyła ucztę dla każdego miłośnika śledzenia szczegółów.

Pisząc tę recenzję ciągle natrafiałem na podstawową trudność, towarzyszącą opisywaniu naprawdę wybitnych brzmieniowo systemów: nie ma punktów zaczepienia i nie mogąc pisać o cechach szczególnych, zaczyna się odruchowo grafomanić. Dźwięk tych zestawów jest bardzo całościowy i nawet na tak stratosferycznym poziomie cenowym nie ma się do czego przyczepić, chyba ze do samej ceny. Epilogi to brzmienie rzadkiej urody, przeciwieństwo poprawnej pseudorzetelności, wychwalanej omyłkowo jako ideał brzmeniowy, tak jakby w całym tym interesie chodziło o wyhodowanie dźwięku beznamiętnego. W sektorze budżetowym coś takiego jest osiągnięciem, jednak w tak ekstremalnych rejonach oczekuje się znacznie więcej i Epilogi to mają. A na deser dochodzi jeszcze kompatybilność z pomieszczeniem.

Kolumny Epilog przywodzą mi na myśl Japończyków, słuchających ogromnych zestawów tubowych Tannoya w małych pokoikach luksusowych apartamentów Tokio. Epilogi cechuje prawie-tubowa żywość i bezpośredniość przekazu, plus nieosiągalne raczej dla „pełnych” tub brak podbarwień i rozciągnięcie pasma. Pod tym względem przypominają mi nieco ogromne flagowe KEF-y Maidstone, których słuchałem kiedyś w Szkocji, Epilogi są jednak od nich szybsze.

Jeśli oceniać Epilogi pod kątem ich współpracy z elektroniką, to zgodnie z przewidywaniami są to zestawy stosunkowo łatwe do wysterowania i przejrzeste dla źródeł. Zmiana Advansa na SACD Accuphase była widoczna momentalnie, dźwięk został lekko złagodzony i upłynniony, atmosfera zrobiłą się bardziej „wieczorna”. Idealnym repertuarem okazały się nagle ballady śpiewane seksownym głosem. Co do wzmacniaczy, to zestawy zagrały sterowane przez potężnego Jazza, oddającego do 4 omów niemal 400 W, ale równie dobrze było z 30-watowym Accuphase pracującym w klasie A. W obu przypadkach była eksplozja muzyki. Wypróbowałem też wzmacniacz cyfrowy Red Wine, który dał z Epilogami dźwięk kremowy, ciepły, o wspaniałej barwie, natomiast dynamika była już gorsza i w sumie nie było to dobre połączenie, mimo że łagodna kameralistyka i śpiewy solowe wypadły satysfakcjonująco.

Podsumowując, zestawy głośnikowe LOG Audio Epilog VI to wyróżniajacy się przedstawiciel grupy urządzeń najwyższej klasy, a przy tym nietypowo tolerancyjny dla parametrów wzmacniacza i dla wielkości pomieszczenia. Te dwie ostatnie cechy wyróżniają mocno Epilogi spośród konkurencji, jednak najważniejszą ich cechą jest wybitne brzmienie. No i cena, rzeczywiście bardzo wysoka. Producent wycenił swoją pracę na tyle właśnie i można się z tym pogodzić lub nie. Jako komentarz dodam najwyżej, że znam trochę zestawów w podobnej cenie lub droższych, z których nigdy nie usłyszałem tak pięknego dźwieku.
Alek Rachwald

Szczegółowe dane:

Dystrybucja: LOG Audio
Cena: 35 000 EUR (około 120 000 PLN)
Impedancja: min. 4 ohm
Skuteczność: 94 dB
Zakres częstotliwości: 22 Hz – 45 kH
Wymiary (WxSxG): 110x38x42 cm
Masa: 72kg

System wykorzystany w teście:
wzmacniacze zintegrowane SoundArt Jazz i Accuphase E-550, kolumny VA Beethoven, gramofon VPI Aries 3 (upgrade)/HWM-10.5/Shelter 901, odtwarzacze CD Advance Acoustic MCD-403/MDA-503 i Accuphase DP-78, filtr sieciowy IsoTek Sigmas, kable: interkonekty XLR Argentum Silver i Albedo Versus, kabel phono VPI, głośnikowe Velum LS-V i Legacy Audio, sieciowe IsoTek i Zu Audio.

Załączone miniatury

sprzet


Opinie użytkowników

Rekomendowane komentarze



Porcja zdjęć - jak widać zestawy są tak ogromne, że miałem kłopot z odpowiednim ujęciem. Wzięcie ich pod pachę i zaniesienie do fotografa też nie wchodziło w rachubę...

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

....a na Audiogonie do kupienia Utopie BE ..za 16 500 $ ( nowe 40 000 $ )...tak buduje sie marke,zyjemy w spoleczenstwie zniewolonym przez " kult marki". Czas wszystko zweryfikuje...

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Faktycznie, sprawdziłem tę kopułkę, to jest prawdopodobnie nowy Scan-Speak, nie był opisany z tyłu, a ja nie widziałem wcześniej tego modelu. Najwidoczniej po zwinięciu marki Vifa, przekonstruowali ich popularny głośnik wysokotonowy.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach



Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.