Skocz do zawartości
Ta podstrona jest jeszcze w przebudowie! Czytaj więcej.. ×

Test kolumn Zu Essence


Fr@ntz
  • 6fc835b16b58755ed2757afe83339316 https://www.audiostereo.pl/uploads/old/post-1-100002827%201275046933.jpg,old/post-1-100002828%201275046933.jpg,old/post-1-100002829%201275046933.jpg,old/post-1-100002830%201275046887.jpg,old/post-1-100002831%201275046887.jpg,old/post-1-100002832%201275046887.jpg

Z dawien dawna krąży po naszym pięknym kraju stereotyp mówiący o tym, że w USA wszystko mają największe. Zresztą weryfikacja z reguły to potwierdza. Wystarczy porównać ich "rozmiarówkę", z tym co my określamy mianem "azjatyckiego". Sam ze względu na gabaryty staram się wyszukiwać odzienie w północno-amerykańskim rozmiarze XXL zamiast jakiegoś metroseksualnego 5XL. W związku z powyższym na kolumny "zza wielkiej wody" oczekiwałem z niecierpliwością. Jednak kiedy do mego "dużego" pokoju wjechały dwie kartonowe trumny, mogące spokojnie pomieścić azjatyckie małżeństwo z dwójką dzieci, mina trochę mi zrzedła. Nie chcąc jednak uprzedzać faktów skupię się najpierw na budowie, bo to, co proponuje dość młoda firma z Utah, daleko odbiega od przeciętnej.

 

Rola głównego głośnika w Essence'ach przypadła 250 mm przetwornikowi szerokopasmowemu, o uroczej i łatwej do zapamiętania nazwie Zu260FRD/G4. Ten słodki maluszek o 195mm papierowej membranie, okolonej tekstylnym zawieszeniem w kształcie podwójnej litery S, nosi w centrum ogromny cylindryczny korektor fazy, otoczony 95 mm membraną wspomagającą. Producent zapewnia, że przetwornik schodzi do 40Hz bez rezonansów, a dzięki sporej (50 mm) cewce o dużej indukcyjności górne rejestry są łagodnie tłumione. Na górze zastosowano wstęgowy przetwornik TB-1855S-B (z neodymowymi magnesami) o wymiarach 60 x 5 mm, tajwańskiej firmy Tang Band. Tweeter ten na dobre rozpoczyna swoją pracę od około 10 kHz i jest ograniczony filtrem górnoprzepustowym drugiego rzędu, oraz wpięty w tor przez transformator. Przetwornik główny zasilany jest bezpośrednio z pojedynczych (i dość nietypowych) terminali głośnikowych Cardasa, dedykowanych głównie widełkom. Jednak przy odrobinie dobrych chęci udało mi się w nie wpiąć wtyki BFA. Wszystkie połączenia kablowe poprowadzone są firmowymi przewodami miedzianymi Zu Mission (łączonymi w procesie kucia na zimno), bądź terminalami nie wymagającymi lutowania. Obudowa wykonana jest z 18 mm MDF-u, a front dodatkowo wzmocniono w miejscu montażu głośników 18 mm sklejką brzozową.

 

Na odrębny akapit zasługuje autorskie rozwiązanie "ZuRG system" łączące w sobie zalety bass refleksu i obudów tubowych, przy zdecydowanie mniejszych gabarytach. Podstawa składa się z dwóch bliźniaczych kwadratowych elementów tworzących port szczelinowy i całkiem miły oku cokół. Jednak to co widzimy to tylko połowa patentu. Głównym elementem mającym wpływ na "strój" kolumn jest wykonana z gęstej pianki piramida ustawiona na górnym blacie cokołu, posiadającego odpowiednio wycięty otwór, umożliwiający przepływ powietrza generowanego przez pracujące przetworniki.

 

Pierwszy raz spotykam się z producentem kolumn podającym orientacyjną żywotność swoich produktów. W przypadki Essence wygląda to następująco - obudowa jest "wieczna", pełnopasmowiec spokojnie powinien dociągnąć do czterdziestki, a wstęgę warto dać do przeglądu po 15 latach. Podoba mi się takie podejście do klienta. Razem z kolumnami otrzymujemy szmatkę do polerowania i zestaw czyszczący. Niezorientowani w tym momencie mogą zacząć pukać się w głowę, czemu niby właściciel miałby tak pucować swoje kolumny. Powód jest bardzo prosty - Zu może dostarczyć kolumny praktycznie w dowolnym kolorze i ograniczeniem jest w tym momencie jedynie wyobraźnia zamawiającego i zasobność jego portfela. Do mnie dotarła parka w przepięknym czerwonym lakierze fortepianowym o jakże miłej sercu większości samców nazwie Ferrari Red. Na początku automatycznie moje myśli poszybowały w kierunku Maranello, jednak ze względu na gabaryty kolumny bardzo szybko zostały ochrzczone przez moją rodzinę "wozami strażackimi".

 

Pierwsze próby dopasowania właściwej amplifikacji podjąłem z dzielonym zestawem Red Wine Audio Isabella + Signature 30.2. Niestety, efekt końcowy nie był satysfakcjonujący i daleki od tego co dane mi było słyszeć w siedzibie dystrybutora, z filigranowymi pre-power „Fi” na lampie 2A3. Dźwięk z Red Wine był zbyt jazgotliwy i pozbawiony muzykalności. Odwiedzający mnie znajomy określił go jako "zadymiony", a ja ze swojej strony dodałbym jeszcze wzmiankę o irytującym, lekko tubowo - telefonicznym nalocie. Jak się później okazało, nie była to całe szczęście stała maniera kolumn, lecz podbarwienie występujące w tej konkretnej konfiguracji. Żonglerka kablami głośnikowymi (firmowe Ibis i Libtec) również nie przyniosła godnej odnotowania poprawy. Wiedząc, do czego zdolne są tytułowe kolumny uznałem, że nie rzucę ręcznika na ring i zamiast marudzić, już następnego dnia podpiąłem Zu do opartego na triodach 300B kanadyjsko - chińskiego Raysonic'a SE-20 MKII. Osiem watów na kanał w wysoce satysfakcjonującym stopniu przejęło kontrolę nad Essence'ami. Niestety, po chwili krytycznego odsłuchu zaobserwowałem dziwną przypadłość: wrażenie lekkiej wymuszoności, z którą dźwięki opuszczały kolumny. Jakby gdzieś w torze znajdowało się wąskie gardło powodujące zator. Nie mając na podorędziu żadnych lepszych lamp (te z jakimi sprzedawany jest Raysonic można uznać za zestaw startowy, umożliwiający uruchomienie wzmacniacza) zacząłem kombinować z kablami. I okazało się, że był to przysłowiowy strzał w dziesiątkę. Zastąpienie srebrnego Ibisa również srebrnym Slinkylinky S1 usunęło ten zator i w końcu z głośników popłynęła muzyka.

 

Skoro sprawy techniczne miałem za sobą (a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało) mogłem wygodnie rozsiąść się na kanapie i w spokoju rozpocząć katowanie systemu ulubionymi płytami.

 

Pierwszą cechą Zu na jaką zwróciłem uwagę był sposób reprodukcji najniższych dźwięków. Bas był raczej konturowy niż tłusty i mięsisty, a rytm nagraniom nadawały głównie blachy i werbel, a nie stopa. Jeśli więc taki sposób prezentacji wywoła u słuchacza uczucie niedosytu, warto zainteresować się albo wyższymi modelami Zu, albo subwooferami. Oczywiście na budżetowe, powolne i dudniące pudła lepiej nie marnować czasu i odsłuchy rozpocząć od bardziej ambitnych konstrukcji - np. Baileya firmy Cain&Cain. Miałem okazję posłuchać tego suba w zestawie z tubami Jerycho i podejrzewam, że z Zu nie byłoby wcale gorzej. Co ciekawe, taka maniera zupełnie nie przeszkadzała mi czerpać radości z mało audiofilskich nagrań hard rockowych. Najlepszym przykładem niech będzie ścieżka dźwiękowa z "Iron Man 2", będąca czymś w rodzaju "The Best of AC/DC". Na tym dość jazgotliwym materiale Zu udało się stworzyć namiastkę koncertu. Wokale Bona Scotta i Briana Johnsona były czytelne, odpowiednio szorstkie i zachrypnięte. Blachy wreszcie miały okazję mienić się różnorodnością na tle brudnych gitarowych riffów. A że potężnego i masującego trzewia basu nie było? Cóż takie życie. Bas oczywiście jest, ale krótki, twardy i różnorodny, nie jednak schodzi tak nisko, jak wskazywały by na to gabaryty kolumn. Należy jednak pamiętać, że nie mamy do czynienia z obudową typu bas refleks, a muzyka idzie z 8 W triody, a nie z potężnego tranzystora. I w tym momencie drodzy czytelnicy (liczę na co najmniej dwie osoby, więc pozwalam sobie na używanie liczby mnogiej) następuje nagły zwrot akcji, spowodowany małym zamieszaniem amplifikacyjnym. Jeśli liczyliście, że mając do dyspozycji chińsko-kanadyjski wzmacniacz, oparty na królowej lamp, osiądę na laurach, to byliście w błędzie.

 

Kiedy tylko zorientowałem się jaki potencjał drzemie w tych krwistoczerwonych "Ikarusach" w ekspresowym tempie ściągnąłem świetnie pasujący (nie tylko kolorystycznie) Tri TRV-35 SE (recenzja w czerwcu), oraz starego znajomego - Air Tight ATM-1s. Większa moc podziałała w tym momencie na dość ezoteryczne i zwiewne do tej pory grające Essence niczym kuracja sterydami na enerdowskie pływaczki. Kolumny wreszcie pokazały, że mają (wiecie co.. .) i dostały takiego energetycznego kopa, że myśli o konieczności wspomagania się subwooferem odleciały w sina dal. Na rockowych nagraniach pojawił się prawdziwy wykop, który przy odpowiedniej ilości decybeli na prawdę było czuć. Szerokopasmowiec wreszcie wziął się do pracy i nie ograniczał się tylko do czarowania średnicą, ale żwawo pompował powietrze, kiedy tylko wymagała tego sytuacja. Zniknęło (przy Air Tight), bądź uległo bardzo silnemu osłabieniu (przy Tri) lekkie podbarwienie średnicy, które dawało o sobie znać przy odsłuchu z Raysonikiem. Nie chcąc marnować aż rozsadzającej Zu adrenaliny nakarmiłem je ścieżką dźwiękową z "Helikoptera w ogniu" kilkukrotnie odtwarzając utwór "Barra Barra" w wykonaniu Rachida Taha. Dopiero teraz mogłem poczuć na własnych uszach twardość i ekspresję, z jaką śpiewa ten wokalista. Każde słowo, każda zgłoska była niezwykle wyraźna, choć kompletnie dla mnie niezrozumiała. Była w tym jakaś magia, której nie potrafią stworzyć niskoefektywne kolumny napędzane mocarnymi tranzystorami.

 

Chcąc utwierdzić się w przekonaniu, że Zu przy odpowiednim napędzie dają sobie radę w każdym repertuarze, umieściłem w kieszeni odtwarzacza album "Ray of light" Madonny. Wolumen dźwięku, jaki były w stanie wygenerować te kolumny, po prostu mnie zadziwił. Zdawałem sobie sprawę, że akurat ten krążek Madonna potraktowała z należytą pieczołowitością od strony realizatorskiej, jednak dopiero na tej klasy zestawach głośnikowych można było to należycie docenić. Muzyka miała w sobie potęgę wprost proporcjonalną do gabarytów kolumn, a czystość i radość grania powodowały dziką chęć podkręcania potencjometru. Zero kompresji, zero jazgotu. Po prostu 100% pop najwyższej próby. Podobne odczucia miałem przy zdecydowanie bardziej nastrojowej "In Praise of Dreams" Garbarka, gdzie zauważalnie powiększone instrumenty tworzyły coś, co można by określić mianem "amerykańskiego brzmienia". Jednak pomimo, że wszystkiego na tej płycie było dużo, że wszystko było większe, to nie odnosiło się wrażenia przesady. Po prostu ten typ tak ma i reguła "duży może więcej" sprawdza się w tym przypadku idealnie. Jest to niejako wskazówka dla miłośników wielkiej symfoniki (Holst, Mahler), oraz tych mniej ortodoksyjnych spod znaku symfoników z Cincinatti, czy też twórczości hollywoodzkich mistrzów ścieżek dźwiękowych jak np. Hans Zimmer. Jeśli ktoś chce zrobić piorunujące wrażenie na gościach, polecam "Also Sprach Zarathustra" R. Strausa, lub "Carmina Burana" C. Orffa. Efekt murowany.

 

Decydując się na Zu Essence możemy, dzięki zastosowanemu głośnikowi szerokopasmowemu i idealnie z nim zgranej wstędze, zapomnieć o czymś takim, jak słyszalne "szwy" na przejściach między podzakresami. Wszystko jest monolityczne. Z technicznego punktu widzenia Essence można określić mianem kolumn półtoradrożnych i chyba właśnie w tym zabiegu tkwi ich sekret. Tam, gdzie ludzkie ucho jest najbardziej czułe, pracuje jeden przetwornik. Przetwornik stworzony z myślą o tym, żeby jak najwierniej oddawać zawarte w muzyce piękno i emocje. Co prawda spotkałem się z opiniami, że wstęga w tych konstrukcjach została zaimplementowana zbyt zachowawczo, jednak uważam, iż była to świadoma decyzja konstruktorów. Wysokotonowiec ma jedynie dopełniać całości, nadawać jej ostateczny szlif, a nie odciągać uwagę słuchacza od spektaklu rozrywającego się niżej.

 

Wystarczy w ramach eksperymentu przepiąć się w trakcie odsłuchu z Zu na kolumny wyposażone w konwencjonalne kopułki. Ja taki eksperyment przeprowadziłem i wolałbym nie rozpisywać się o tej traumie. Zu potrafią pięknie odwdzięczyć się za odpowiednio dobraną amplifikację, bądź bezlitośnie wskazać najsłabsze ogniwo systemu. Jeśli tylko podejmiecie wyzwanie skompletowania zestawu zapewniającego Zu odpowiednie warunki, to otrzymacie dźwięk najwyższej próby, z którym można żyć przez lata i każdego dnia czerpać z niego radość.

 

Tekst i zdjęcia Marcin Olszewski

 

Szczegółowe dane:

Cena: 14 500 PLN za wersję w podstawowej palecie kolorystycznej

dopłata 4200 PLN za lakier Ferrari Red

Dystrybutor: Soundclub

Impedancja: 12 Ohm (9 minimum)

Skuteczność: 97db/1 W

Wymiary w/s/g : 125/30,3/30,5 cm

Cokół: 32/32 cm

Waga: 29,5 kg szt

 

 

System wykorzystany w teście:

Źródła sygnału cyfrowego:

CD: Pioneer PD-9700, Tri TRV-CD4SE

Apple Airport Express

DAC: Stello DA 100 Signature

Wzmacniacz: Raysonic SE-20 MKII; Red Wine Audio Isabella + Signature 30.2; Tri TRV-35SE; Air Tight ATM-1s

Kolumny: Neat Acoustics Motive One

IC: Antipodes Audio Katipo; Zu Varial Mk3

IC cyfrowe – Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Monster Cable Interlink LightSpeed 200; Apogee Wyde Eye

Kable głośnikowe: Slinkylinks S1; Zu Ibis; Zu Libtec

Kable zasilające: Garmin; Supra Lo-Rad 3x2,5mm; Audionova Starpower Mk II

Listwa : GigaWatt PF-1 + kabel LC-1

 

Fotki:

 

Fotki:

Załączone miniatury



Opinie użytkowników

Rekomendowane komentarze



>Producent zapewnia, że przetwornik schodzi do 40Hz bez rezonansów

 

Tak, chyba przy wparciu pomieszczenia. Bo normalnie to w tej obudowie ma -6dB przy 40Hz. Żaden rekord.

A charakterystyka przenoszenia ? Iście hi-endowa... Wygląda to na efekciarski dźwięk, gdzie odfiltrowano górną średnicą, a pseudo-przestrzeń poprawia podwyższona ilość wysokich tonów. Sztuczka stosowana w tanich kinach domowych.

 

Jestem w stanie zrobić podobne (i lepsze) kolumny za 1/3 ceny tych cudów. Pytanie czy ktoś je kupi.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

jozefkania, 30 Maj 2010, 21:31

 

>A charakterystyka przenoszenia ? Iście hi-endowa... Wygląda to na efekciarski dźwięk, gdzie

>odfiltrowano górną średnicą, a pseudo-przestrzeń poprawia podwyższona ilość wysokich tonów. Sztuczka

>stosowana w tanich kinach domowych.

 

Zamiast sugerować się wykresami lepiej umów się na odsłuch i wtedy porozmawiamy. Wysokie tony, jak to się wyraził jeden ze znajomych (prowadzący (oficjalnie) produkcję kolumn głośnikowych), w Zu są reprodukowane na tyle zachowawczo, że spokojnie zamiast wstęgi mógłby być konwencjonalny tweeter.

 

 

jozefkania, 30 Maj 2010, 21:31

>Jestem w stanie zrobić podobne (i lepsze) kolumny za 1/3 ceny tych cudów.

 

Jeśli tylko takowe kiedyś popełnisz z chęcią ich posłucham. Serio.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Z taką charakterystyką to nie może grać normalnie. To prawie wygląda jak reverse-null w tradycyjnych kolumnach. Ja rozumiem, że pewnych rzeczy się nie przeskoczy w takim układzie głośników i z takim podziałem. Jednak za takie pieniądze wypada się lepiej postarać.

 

Domyślam się, że to gra po prostu dziwnie... A, że uszy szybko się aklimatyzują, to "wszystko gra". Wystarczy pewnie postawić obok normalne kolumny, wyrównać głośność i przekonać się, że Esencje wycinają cenne informacje z górnej średnicy (najwrażliwszym zakresie ludzkiego słuchu). Cudów ni ma. Pomiar nie kłamie. Ludzie czasem tak.

 

Jeśli masz możliwość, to zrób taki test.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

podczas odsłuchów Zu przepinałem się od czasu do czasu na konwencjonalne kolumny. Niestety wbrew pomiarom to Zu podawały na górze więcej informacji i robiły to w bardziej cywilizowany sposób niż konwencjonalne zestawy. :-(

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

nie odnotowałem takiwych anomalii, a nader często gościły w odtwarzaczu płyty w dość "skośnych" klimatach. Nawet "Anomalia".J nie szeleściła bardziej niż zwykle.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Lipa, od 3-5kHz potężna dziura !!! Ten shit, filtruje pasmo w którym bardzo dużo się dzieje.

 

Generalnie takie g---o nie powinno grać i być nazywane hi-endem.

Podejrzewam, że gdyby coś takiego zrobił np. Tonsil, a przede wszystkim gdyby kosztowało to to 500zł, wszyscy by zjechali takie kolumny jednogłośnie i na całej linii.

 

A tu mamy znowu magię marki i ceny !!!

 

Zwykłe oszustwo.

 

Pytanie kto kogo oszukuje? Czy producent recenzenta, czy producent klientów, czy też recenzent nas?

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Wiara w pomiary wykonywane niewiadomo w jakim pomieszczeniu przez kogoś tam. I całkowity brak wiary we własny słuch. Bo gdybyś wierzył, to byś chyba posłuchał przed skrytykowaniem? Audiofile...

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Wg mnie te pomiary są niewiele warte, akustyka pomieszczenia wpływa bardzo znacząco na przebieg głośności od częstotliwości. Konstruktor głośników dla siebie może optymalizować konstrukcję pod swój pokój po optymalnym ustawieniu głośników w pokoju, uważam, że głosniki lepszej jakości powinny mieć modyfikowaną zwrotnicę pod konkretny pokój, a jeszcze lepiej być w pełni aktywne, bez zwrotnicy pasywnej, z porządnym korektorem i zwrotnicą cyfrową. Dla głośników jakie mamy teraz trafienie w idealną kombinację wpływu wszystkich części toru audio jest jak granie w totka, losuje się, ślepo dobiera jakieś, byle odpowiednio drogie, urządzenia i liczy na cud. Chciałbym, żeby dyskusje na tym forum były bardziej podparte logiką i nauką, a na tym forum i chyba ogólnie na rynku audio ponad wszystko liczy się odsłuch jednej osoby w jednym pomieszczeniu w konkretnym zestawie. TO NIE JEST WARTOŚCIOWA INFORMACJA, to jest jak opis spaceru po parku i opisywanie jak pięknie promienie słońca przebijały się przez korony drzew, a nie plan zagospodarowania terenu z którego można coś dla siebie znaleźć. Oczywiście zgadzam się, że słuchając muzyki zależy nam na takich pięknych "przebłyskach", ale taką metodą trafienie na taki "przebłysk" jest jak szukanie igły w stogu siana, a przecież dałoby się się jakąś teorię wypracować. Teorię budowania systemu. Wg mnie do zbudowania dobrego systemu nie wystarczą uszy, powinno się mieć chociaż na czas dobierania elementów zestaw pomiarowy i umieć go obsługiwać.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Miałem obawy przed wklejaniem tych pomiarów. Pomiary można wykonać korzystnie i niekorzystnie dla danej konstrukcji... Zauważyłem, że np. "Audio" badając kolumny ze zwrotnicami pierwszego rzędu, robiło kilka pomiarów w płaszczyźnie pionowej, a do końcowej tabelki dawali "najładniejszy" wykres. Tym samym pokazując powiedzmy potencjał danej kolumny, a nie jej najsłabsze strony.

 

Problem i pułapka pomiarów jest taka, że "uszy to nie mikrofon". Chodzi mi o to, że prawie nikt nie słucha kolumn z odległości jednego metra, z dokładnie dobraną wysokością stołka, żeby uszy były na wysokości osi tweetera. Można bardzo dobrze zestroić głośniki, uzyskać głęboki reverse-null, ładne zbocza. A kilka centymetrów niżej, wyżej i na boki będzie już tak sobie.

 

Nie zmienia to moim zdaniem faktu, że mając uszy tam gdzie był mikrofon, prawie niemożliwe jest, by nie usłyszeć, że coś jest nie tak.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Przy weryfikacji słuchowej takich "dolin" warto posłuchać tylko jednej kolumny, zmieniając przy tym wysokości odsłuchu. Przy dwóch może być trudniej to wyłapać.

 

Oczywiście można w ogóle sobie tym głowy nie zawracać :)

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach



Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.