Skocz do zawartości
Ta podstrona jest jeszcze w przebudowie! Czytaj więcej.. ×

Słuchawki Bowers & Wilkins P5


audiostereo.pl
  • 6fc835b16b58755ed2757afe83339316 https://www.audiostereo.pl/uploads/monthly_01_2011/post-107-054329900%201296035015.jpg,monthly_01_2011/post-107-054115600%201296035030.jpg,monthly_01_2011/post-107-043107200%201296035051.jpg,monthly_01_2011/post-107-027339800%201296035067.jpg,monthly_01_2011/post-107-093334000%201296035086.jpg,monthly_01_2011/post-107-035710500%201296035105.jpg,monthly_01_2011/post-107-076174300%201296035128.jpg

Słuchawki B&W P5 to coś specjalnego. Ceną dorównują wyższej klasie urządzeń od uznanych producentów, takich jak Beyerdynamic, Sennheiser czy AKG (wymieniając tylko pierwsze z brzegu), będąc przy tym znacznie mniejszych rozmiarów i w dodatku obciążone pochodzeniem od wytwórcy, cóż, zestawów głośnikowych. Chociaż uznanego. Wygląd zewnętrzny P5 jest dziełem znanego projektanta przemysłowego Mortena Warrena. Wykonane są z precyzją, która zawstydza wiele znanych marek, a ich wzornictwo i jakość użytych materiałów to bardzo wysoka półka. Przewyższają pod tym względem większość słuchawek w swojej cenie, a popularne małe słuchawki przeznaczone do sprzętu przenośnego mogą najwyżej nosić za nimi teczkę. A właśnie ze sprzętem przenośnym małe klejnoty Bowersa będą wykorzystywane najczęściej.

 

Dlaczego ze sprzętem przenośnym? Nie, nie znaczy to, że Bowersy nie nadają się do urządzeń „dużych”. Jednak ze względu na ich rozmiary (pół drogi pomiędzy pełnowymiarowymi nausznikami a typowymi spacerowymi) i na pewną „reprezentacyjność”, z pewnością wielu użytkowników odtwarzaczy plikowych, discmanów a może nawet i analogowych walkmanów zechce zabierać je w podróż. To całkiem naturalny odruch, bo sprzęt jest lekki, dobrze leży na głowie, a po odsłuchu można go schować do specjalnej miękkiej saszetki. Mniej już nadają się do biegów - na takie forsowanie Bowersy są jednak zbyt poważnym kawałkiem sprzętu hi-fi, zarówno rozmiary jak i jakość nie pozwalają na takie traktowanie.

 

bw1.JPG bw2.JPG

 

Konstrukcyjnie „baby Bowers” są słuchawkami zamkniętymi, co również predestynuje je do wykorzystania w miejscach różnych od spokojnego pokoju odsłuchowego. Co do mnie, to używałem ich między innymi w pociągu, gdzie podczas parogodzinnej podróży sprawowały się pierwszorzędnie. Są to typowe słuchawki nauszne, bez jakiegokolwiek otworu na muszle, chociaż z pewnym wgłębieniem na środku. Jak każde słuchawki tego typu, nie są idealnie wygodne, bowiem nieco ugniatają małżowiny. Nie jest to ucisk szczególnie dotkliwy, a skóra, którą obciągnięto nauszniki, jest bardzo miękka (według informacji producenta, skóra jest z Nowej Zelandii). Ukryte pod nią membrany napędzane są przez magnesy neodymowe. Do słuchawek dołączono dwa przewody do wyboru (w tym jeden ze sterowaniem do iPoda), przejściówkę na dużego jacka, obszerną i kosztownie wydaną broszurę oraz wspaniałą saszetkę z magnetycznym zamknięciem. Producentowi najwidoczniej zależało, aby nabywca ani przez chwilę nie miał wrażenia, że zapłacił nie wiadomo za co. Żadne ze słuchawek, które wcześniej miałem w rękach (może poza wysokimi modelami Denona) nie krzyczały tak wyraźnie, że są wyrobem luksusowym. Oczywiście zewnętrzne wrażenia nie przesądzają o niczym, jeżeli chodzi o dźwięk, ale tak czy inaczej przyjemnie jest trzymać w rękach widomy dowód, że dobrodziej-producent zadał sobie trud za te nasze nędzne parę złotych.

 

Zatem pora na dźwięk. Słuchałem Bowersów w dwóch systemach: jednym stacjonarnym i jednym przenośnym. W stacjonarnym jako wzmacniacz słuchawkowy pracował profesjonalny sprzęt Lavry, podczas gdy w charakterze „spacerowca” wykorzystałem (tu niespodzianka) walkmana pro Sony WM-D6C. Jest to jeden z najlepszych magnetofonów kasetowych, jakie w ogóle produkowano, a ja wciąż mam trochę nagranych kaset, również przegranych z innych nośników.

 

Te słuchawki niczym szczególnie nie zaskakują. Moim zdaniem to dobrze, bo zaskoczenia w branży audio rzadko są przyjemne. Bowersy nie są przetwornikami efekciarskimi ani nie grają technicznie (wbrew ich wyglądowi), to po prostu równo grający sprzęt do słuchania muzyki. Skala dźwięku, typowa bolączka małych słuchawek, tutaj oddana jest na poziomie powyżej przeciętnej, ustępując nieco wielkim Beyerom, jednak wciąż nie odczuwałem tego jako brak. Bas momentami robi nawet spore wrażenie. Słuchawki są dobrze zbalansowane, kompromis miedzy możliwościami małych przetworników a rzeczywistością muzyczna do przetworzenia jest świetnie wyważony. Muszę powiedzieć jasno, że nie odczuwałem żadnego podkreślenia wysokich tonów, o którym wspominał recenzent w jednym z brytyjskich czasopism. Niekiedy gdy czytam takie opisy zastanawiam się, czy opinia nie była aby pisana bardziej na oko niż na ucho. Bowersy, ze swoją czarno-srebrną kolorystyką i technicznym wzornictwem mogą dla kogoś wyglądać na grające ostro, ale nie uważam, żeby te pozory odpowiadały rzeczywistości. W istocie odebrałem je jako dobrze wyważone i raczej niezbyt szczegółowe. Owszem, nie ocieplają i nie pogrubiają muzyki, na czym niektóre utwory może tracą. Na przykład pewne nagrania rockowe, które pozwoliłem sobie wykorzystać w teście, wypadły słabawo. Ale to kwestia nagrania: miała być ściana dźwięku, to jest ściana dźwięku, nic mniej i nic więcej. To, że z takiej ściany guzik da się czasem usłyszeć, to już nie wina urządzeń odtwarzających, tylko realizatora. Natomiast wszystkie rejestracje dokonane przyzwoicie odpłacały się słuchaczowi tym samym, i nie był to tylko jazz i klasyka. Popowe nagrania Tori Amos i Eleonor McEvoy dawały brzmienie pełne, nasycone, z organicznym tonem wydawanym przez instrumenty akustyczne i głos ludzki. Pod tym względem nie czułem przewagi moich Beyerów, choć jeśli porównać ze słuchawkami Sony, nie było już tak różowo. Duże Soniaki wnosiły bowiem w średnie tony więcej energii.

 

bw3.JPG bw4.JPG

 

Podobne wrażenia miałem przy muzyce klasycznej, gdzie z przyjemnością słuchałem fortepianu, ale także dużych składów. Bowersy nie były oczywiście w stanie zabrzmieć jak kolumny podłogowe, nie zamierzam nikomu wpierać, że zdarzył się tu jakiś świecki cud, ale wciąż było to odtworzenia satysfakcjonujące estetycznie, bez skuchy i zgrzytów. Wyraźne odciążenie dźwięku było słyszalne dopiero w przypadku organów (płyta Bokszczanina z orkiestrą symfoniczną). Skalę dźwięku tych słuchawek określiłbym jako średnią. Przy okazji dobrze wypadła stereofonia, a wrażenie było bliższe klasycznej scenie (lewo, prawo) niż typowej dla niektórych słuchawek „kuli dźwięku”.

 

Magnetofonu słuchałem głównie w podróży, chcąc ocenić walory tych słuchawek jako uzupełnienia sprzętu przenośnego. Nie skrzywdziły mego starego magnetofonu, grając z nim nieco barwniej niż ze wzmacniaczem Lavry. Oczywiście wiele mogły wnieść tu same nagrania na taśmie magnetycznej. Słuchawki grają dosyć głośno, na poziomie zbliżonym do moich Sony (32 omy), a wyraźnie wyższym od Beyerdynamików. Widać w tym dostosowanie parametrów do sprzętu przenośnego. Wygoda w podróży były w pełni zadowalające, a także stopień odcięcia od otaczających dźwięków. Myślę też, że musiałem wyglądać na wyjątkowego oryginała, zmieniając jakby nigdy nic kasety, podczas gdy co drugi z podróżnych słuchał muzyki z telefonu podłączonego do pigułek wpuszczonych w kanał uszny. Przez chwilę czułem się wręcz popularny i kto wie, czy część zasług nie należy przypisać eleganckim słuchawkom.

 

bw5.JPG bw8.JPG bw7.JPG

 

Jakie zatem są te nowe czarno-srebrne P5? Stanowią połączenie łatwo przyswajalnego dźwięku o jakości większej od ich rozmiarów, z wysoką klasą wykonania i nienarzucającym się, a jednocześnie bezspornie eleganckim wzornictwem. Bardzo dobrze nadają się jako słuchawki podróżne, a jako sprzęt domowy nie przyniosą zawodu, choć w ich klasie cenowej można znaleźć silniejszych zawodników. Mówimy tu jednak o sprzęcie hi-endowym. Natomiast w kategorii „brzmienie plus jakość wykonania” na razie nie widzę konkurentów dla tych słuchawek. Nie wyobrażam sobie też podróży Eurostarem z Londynu do Paryża bez pary małych Bowersów na głowie.

 

Tekst i zdjęcia: Alek Rachwald

 

 

Szczegółowe dane:

 

Dystrybutor: Audio Klan

Cena: 1199 zł

Zdalne sterowanie (kabel) kompatybilne z iPhonem

Dołączona przejściówka mały jack > duży jack

Dołączone 2 typy kabli: standardowy / przystosowany do Poda

Magnesy neodymowe

Zamknięta konstrukcja

Możliwość złożenia słuchawek na płasko

Regulowany skórzany pałąk

Etui ochronne

Wymienne poduszki nauszników

Głośniki 2 x 40 mm (membrany mylarowe)

Impedancja 26 ohmów

Pasmo przenoszenia 10 Hz -20 kHz.

Maksymalna moc wejściowa 50 mW

Efektywność 115 dB/V przy 1 kHz,

Wejścia: 3,5 mm stereo mini jack (na kablu) oraz 2,5 mm mini jack (wewnątrz słuchawek)

Masa 195 g

Wymiary (w/s/g): 18/15/3,5 cm (złożone) lub 6 cm (rozłożone)

 

 

Wykorzystany system:

Słuchawki: Sony MDR CD-1700, Beyerdynamic DT-880 Pro

Napęd CD: Avance MCD-403

Przetwornik/wzmacniacz słuchawkowy: Lavry Engineering DA-11

Magnetofon: Sony WM-D6C

Kabel cyfrowy: Stereovox HDXV 75 ohm

Kable zasilające: Vovox

Filtr sieciowy: IsoTek Sigmas

Załączone miniatury



Opinie użytkowników

Rekomendowane komentarze

Fajnie się prezentują te słuchaweczki. Miła recka ;). Nie słuchałem nigdy tego Sonego, jednak jestem ciekaw jak jego brzmienie ma się do cyfrowych grajków (oczywiście tych z wyższej półki).

 

Pozdrawiam

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zgodnie z zajawką na stronie B&W P5 umożliwiają prowadzenie rozmów. W manualu też co nieco naskrobali:

P5 gives you the same

incredible sound quality on the move, and

comes with an Apple-approved cable, for

speech and device control, perfect for iPhone™.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Cena niestety jest niefajna, ale dla kogoś, komu sie spodobają zapewne jest do zaakceptowania. Kiedyś przy okazji bodaj Sennek ktoś napisał, ze na szczeście w słuchawkach wciąż można dostać wysoką jakość w cenach rzędu 1000 pln. Znalezienie podobnej jakości zestawów głośnikowych w zbliżonej cenie to marzenie ściętej głowy.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Posiadam P5 od kilku miesięcy. Brzmienie świetne, projekt również, ale nacisk na uszy jest spory. Po godzinie, dwóch trzeba zrobić przerwę.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kolejnym problemem są krótkie przewódy. Brakujem wersji do użytku domowego, długości około 3 metrów.

Ciekawe czy przedłużacz (oczywiści dobrej klasy) zmieni dzwięk ?

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Czesc

Wlasnie kupilem i slucham na win7 phone, przesluchalem i porownalem z senkami 280HD i glosnikami B&W 804s. Graja lepiej niz Sennheisery, glebokosc basu porownywalna, mniej rozlazly. Kultura dzwieku na poziomie B%W. Gorsza scena, ale lepsza rozdzielczosc w porownaniu z glosnikami - kolumn podlogowych nie przebija jednak zadne sluchawki. Mam na uszach od 7 godzin bez zmeczenia. Polecam.

 

Andrzej

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.