Skocz do zawartości
Trwa aktualizacja silnika forum! Czytaj więcej.. ×
Ta podstrona jest jeszcze w przebudowie! Czytaj więcej.. ×

Słuchawki Creative Aurvana Live!


audiostereo.pl
  • 6fc835b16b58755ed2757afe83339316 https://www.audiostereo.pl/uploads/old/post-1-100007041%201205946966.jpg,old/post-1-100007042%201205946965.jpg
Pisząc niniejszą recenzję usiłowałem uniknąć patosu, egzaltowanych sformułowań, prologu zaczynającego się od słów „nadeszła wiekopomna chwila – ktoś podniósł rękę na hi-end” i podobnych zjawisk stylistycznych, wydaje się jednak, iż pewna racjonalna doza emfazy jest w tym miejscu nieunikniona. Całkowicie słusznie w Waszych głowach rodzi się w tym momencie pytanie, dlaczego? Cóż to za pomysł, by ekscytować się słuchaweczkami za 200 zł w sprzedaży wysyłkowej, proponowanymi przez firmę niemal hipermarketową, w najlepszym razie cenioną jedynie przez informatyków słuchających MP3 w 128 kbps. Jednak nie można przejść obok zjawiska zwanego Aurvana Live! bez poświęcenia mu przynajmniej dłuższej chwili uwagi, odchodzi się zaś z tego spotkania z mocno zmienionym wyrazem twarzy. W tym miejscu zaznaczam, że na obecnym etapie rozwoju mojej pasji dla muzyki, faza fascynacji sprzętem audio z dowolnej póki cenowej i jakościowej (z Ancient Audio, Audio Note i Accuphase, biorąc tylko na „A”), nawet już mi nie majaczy za najodleglejszym horyzontem przeszłości. Mam serdecznie dość ekwilibrystyki drogimi klockami, kabelkami, głośnikami. Ma być praktycznie, przyjemnie, a muzyka stoi na pierwszym planie. Dlatego obojętny mi jest czyjś zachwyt nad sprzętem w cenie luksusowego samochodu, albo apoteoza dokonań jakiejś audiofilskiej marki. Po prostu nie ma dla mnie świętości, choć oczywiście wolę odbierać muzykę w jej najwierniejszej postaci. Nigdy jednak nie przestanę słuchać wartościowych płyt tylko z tego powodu, że realizator dźwięku albo producent fonograficzny potraktował je bezlitośnie. Mówiąc wprost, nie zamierzam w tej recenzji nikogo oszczędzać, przez wzgląd na jego szlachetne korzenie i cieszące się wielką atencją wyroby. Nikogo też nie będę dezawuował tylko dlatego, że jakiś plebejusz chce się wedrzeć na salony. Jeśli ma ku temu ważny powód, czyli klasę dźwięku nie ustępującą najznamienitszym audiofilskim wyrobom, z przyjemnością wręczę mu przepustkę do elitarnego klubu manufaktur słuchawkowych lub dzisiejszych specjalistycznych firm powstałych na ich fundamencie, takich jak Grado, Sennheiser, AKG czy Koss.

Nie chciałbym rozpisywać się w kwestii prezencji i komfortu, jednak warto zwrócić uwagę na kilka elementów, którymi Aurvany Live! dość istotnie wyróżniają się na tle reszty stawki. Ich wykonanie cechuje wielka precyzja, plastik pałąka jest najwyższej jakości, gąbki wykonano z niezwykle przyjemnego w dotyku i niespotykanie miękkiego materiału skóropodobnego, również górną część pałąka, mającą kontakt z głową wymoszczono tym materiałem. Najbardziej kontrowersyjnie prezentują się muszle, ich rozmiar i kształt. Otóż Aurvany pod względem kalibru zdają się być pomniejszoną wersją „dojrzałych słuchawek” z najwyższej półki: ATH W5000, K701 czy HD650 są o ok. 20% większe w każdym wymiarze. Aurvany przywodzą za to na myśl Grado RS1, tu dysproporcja wynosi ok. 12-15% (mogę się mylić, bo ostatnio miałem z nimi do czynienia z górą 2 tygodnie temu). Rozmiarami najbardziej zbliżone są do Kossów UR40. Inną rzeczą, która odróżnia je od arystokratycznej konkurencji, to sposób wykończenia, tym razem z wspomnianymi Kossami nie mający nic wspólnego. Muszle wykonane są z bardzo ciemnobrązowego stopu metalu dwubarwnego, który w płaszczyźnie „widelca” pałąka , obejmującego muszlę, tj. na jej obrzeżu, ma kolor przydymionego chromu, a nie brązu, jak na całej powierzchni. Całość jest wykończona na głęboki połysk. Mogą się podobać, choć są spektakularne i inne od klasowych konkurentów. Nie chcę się wdawać w dyskusję o estetyce, jednakże przy nich Grado wygląda jak produkt piwniczno-garażowy (jakim de facto jest). W stylistyce Aurvan Live! może niektórych irytować podążanie za współczesnymi trendami we wzornictwie przemysłowym elektroniki użytkowej – wysoki połysk muszli, "ekskluzywna" kolorystyka, delikatna skórka gąbek.

Warto zauważyć, że pałąk ma dość ciekawy profil, jest bowiem ułożony względem muszli pod dodatnim kątem, tzn. jeśli pałąk będzie spoczywał dokładnie na ciemieniu, dzieląc głowę niejako na potylicę i czoło (patrząc z profilu), wówczas muszle będą spoczywały na uszach pod lekkim kątem, górną częścią odchylone do tyłu głowy. Mam nadzieję, że ten zabieg miał na celu poprawić akustykę, choć założenie, iż większość ludzi zakłada pałąk dokładnie w okolicach ciemienia, jest nie do końca prawdziwe. Ci, którzy tak nie czynią, w przypadku Aurvan powinni mieć na uwadze fakt, że konstrukcja tych słuchawek wyręcza nas niejako w tym względzie i nie trzeba przesuwać pałąka bardziej w kierunku tyłu głowy.
Ogólny komfort słuchawek stoi na bardzo wysokim poziomie. W relacji do rozmiarów są lekkie, ucisk na głowę jest minimalny, mniejszy niż w jakichkolwiek słuchawkach pełnowymiarowych, z jakimi miałem do czynienia. Są nawet wygodniejsze od UR40, a także od KPP (nie depilują włosów), mimo większych rozmiarów. Jedyne zastrzeżenie może wzbudzać objętość muszli, bowiem niektóre małżowiny mogą się w nich nie zmieścić. Moje wchodzą, więc nie będę utyskiwał.

Kabel jest symetryczny, dość gruby, jednak cieńszy niż u konkurencji z najwyższej półki, pokryty elastyczną gumą. Niepokojem może napawać jego długość – ledwie 1,2 m. Ponieważ rozmiar słuchawek, mimo iż znacznie bardziej kompaktowy niż K701 czy HD650, jednak, w mojej ocenie, ewidentnie nie nadający się do paradowania po ulicy, predysponuje je raczej do zastosowań "in door", producent powinien pomyśleć o zaopatrzeniu ich w dłuższy przewód. Stosowanie wątpliwej jakości przedłużaczy może negatywnie wpłynąć na brzmienie, i wpływa, zwłaszcza na fabrycznym przedłużaczu grubości nici dentystycznej. Z kolei, biorąc pod uwagę nawet ich wyjściową cenę w momencie debiutu (369 zł), mało kto będzie inwestował w przedłużacze produkcji Sennheisera czy Grado. Tak więc solidny, nie degradujący brzmienia przedłużacz byłby tu miłym dodatkiem. Na marginesie nadmienię, iż wraz ze słuchawkami, oprócz wspomnianego pseudo-przedłużacza, otrzymujemy gustowne etui z syntetycznego zamszu wysokiej jakości i ładnie wykonaną przejściówkę na dużego Jacka.

Inwestując w słuchawki o oczko większe niż „portable” spodziewałem się czegoś na poziomie K518DJ czy UR40, względnie PX100. Kwota, którą na nie wyasygnowałem, tym bardziej nakazywała powściągnąć oczekiwania w zakresie jakości dźwięku. Prawdę mówiąc, byłbym zadowolony, gdyby prezentowały brzmienie w kilku aspektach lepsze od np. ZEN Aurvana (które z dobrym wzmacniaczem nie są tak złe, jak pisano w niektórych recenzjach, są za to wybredne ) czy od PX100.

Do słuchawek zajrzałem od niechcenia po około trzydziestu godzinach wygrzewania. Wyłączyłem krążek „Ride The Lighting” Metalliki, użyty do wygrzewania, w napędzie wylądowała natomiast Marysia Sadowska ‘Tribute To Komeda” (bardzo ładna, lampowo brzmiąca realizacja). Założyłem Aurvany na głowę i począłem sprawdzać, cóż ciekawego może nam dać irlandzki koncern za dwie stówy w detalu. Słuchanie, namysł, konsternacja. Wrzucam kilka innych płyt, słucham i jestem jeszcze bardziej zdumiony. Góra jeszcze trochę "sybiluje", ale w sumie myślę, to jednak niemożliwe, przecież te słuchawki kosztowały 200 zł, pewnie jak się wygrzeją, brzmienie się pogorszy i na tym się skończy się moje zdumienie. Z niedowierzaniem, zastanawiając się na przyczyną tego fenomenu, którego przed chwilą doświadczyłem kładę się spać i żałuję , iż nie mam pod ręką AKG K701, gdyż zostawiłem je w firmie podłączone do radyjka na dogrzanie.

Minęło ponad 80 godzin wygrzewania. Od tamtego pierwszego wieczoru nie słuchałem Aurvan, ale spodziewałem się już czegoś więcej niż tylko przeciętności, pofatygowałem się więc po K701, pożyczyłem nawet Sennheisery HD650, by te mogły pokazać Aurvanom, gdzie jest ich miejsce, i że za 200 zł można zagrać przyjemnie, ale mimo wszystko pewnym słuchawkom się nie podskakuje. Niestety sobota była ostatnim dniem, na który umówiłem się w sprawie odsłuchu AKG K701, więc porównanie musiało się odbyć teraz, gdy Aurvany nie były jeszcze dogrzane. Ostatecznie do odsłuchów miałem Creative Aurvana Live!, Sennheisery HD650 (dwuletnie), AKG K701 (po 250h burn-in), AKG K518DJ (po wymianie filcowo-gąbkowych wkładek na znacznie lepsze akustycznie i po ok. 180h grzania), Sennheiser PX100, Koss UR40, Koss Porta Pro, Creative ZEN Aurvana i wiele innych, ale daleko odbiegających brzmieniem od wymienionych wyżej. Źródła to Marantz SA7001, Denon DCD700AE, wzmacniacz słuchawkowy Edgar SH1, integry Denona: PMA1500AE i 2000AE, okablowanie RCA to Van Den Hul The First Ultimate i The Integration Hybryd oraz SAL Reference Class Silver Interconnect.

Użyty materiał muzyczny to: jazz: "Acoustic Room 47"- Proa Records, Pink Freud - "Alchemy" Uniwersal Music, Maria Sadowska - "Tribute To Komeda" Sony BMG/LCAudio, Tomasz Stańko Quartet - Lontano" ECM, Diana Krall - Love Scenes" Universal Music, pop/wokalistyka: Carla Bruni - "No Promises" Naive, Blue Café - "Ovosho" Pamotn EMI, Des`ree - "Endangered Species" Sony Music, Rock: AC/DC - "Highway To Hell" Epic, Digital Remaster, Gold Edition, Lenny Kravitz - "A Time For A Love Revolution" Virgin, Evanescence - "Fallen" Epic

Nie będę negował faktów. Już w pierwszym momencie te słuchawki sprawiają wrażenie bardzo, bardzo dobrych, podobnie zresztą jak słuchane równolegle K701. Prezentacja jest bardzo żywa, ciepła i bezpośrednia w stopniu wręcz nieporównywalnym do różnych przenośnych wynalazków.

W slangu audiofilskim, pomimo ukucia wielu terminów niepojmowalnych dla normalnego śmiertelnika, brakuje, moim zdaniem, pewnego bardzo istotnego pojęcia, którego definicja nakreślałaby linię demarkacyjną pomiędzy sprzętem grającym lepiej lub gorzej, a sprzętem (w tym wypadku słuchawkami) grającym prawdziwie. Wszystkie słuchawki jakoś grają, te przenośne raczej słabo, markowe przenośne – wyraźnie lepiej, bliżej muzyki, najbliżej do tej linii demarkacyjnej z tanich słuchawek jest KPP (moje odczucia), PX-y grają zbyt technicznie, choć formalnie doskonalej, bardziej neutralnie, ale dalej od muzyki, następnie jest cała masa słuchawek grających lepiej od wszystkich przenośnych (wyjątek stanowią tu IEMy), po czym wchodzimy na pułap słuchawek grających – jak to nazywam – iluzją muzyki. Oczywiście różni się ona znacznie co do stopnia w przypadku różnych słuchawek, ale ten przeskok, pomiędzy dźwiękiem ze słuchawek, a dźwiękiem jak gdyby spoza nich, subiektywnie lepszym niż ze „zwykłych słuchawek” proponuję nazywać współczynnikiem realizmu brzmienia. Przy czym większość tanich słuchawek miałaby ten współczynnik o wartości mniejszej niż 0 (grają ładnie, ale nieprawdziwie), tymczasem po przekroczeniu tej granicy zaczyna się właściwa, dodatnia gradacja, ocena realizmu. Trzymając się tej aksjomatyki, K701, HD 650 i Aurvany mają ten współczynnik bez wątpienia dodatni.

Wchodząc w szczegóły, przesiadka z Aurvan na K701 owszem, coś zmienia, jest niewątpliwie w istotnej mierze rozróżnialna, ale nie jest to rozróżnienie czarno-białe gorzej/lepiej, realnie/sztucznie, lecz głównie inaczej. Waląc prosto z mostu: słuchawki Aurvana Live! grają porównywalnie do ścisłej ekstraklasy słuchawkowej. Nie ma dyskomfortu po przesiadce ze słuchawek uchodzących za referencję na skromne Creativy.

Ogólnie Aurvany są bardzo dobre, a w swojej cenie (nawet tej w momencie premiery, czyli 369zł) wręcz porażająco dobre, żeby nie powiedzieć niewiarygodne czy fantastyczne. Oddają muzykę w sposób swobodny, bez trudu reprodukując nawet największą dynamikę i detale w takim stopniu, na ile to niezbędne do powstania iluzji obcowania z prawdziwą muzyką. Góra jest, podobnie jak w K701, minimalnie wycofana, zaś całe pasmo podane wg przepisu na „ciepłą stronę mocy”, jednakże trudno jest powiedzieć, czy Aurvany mają więcej tej słodyczy niż K701. Uczciwie należy przyznać, że rozciągnięcie wysokich tonów w przypadku K701 jest nieco lepsze, choć nie jest to różnica przepastna. Również rozdzielczość góry w przypadku K701 jest znacznie lepsza. W ogólnym wrażeniu jednak nie odczuwa się tego w dotkliwie po przesiadce na Aurvany. One zaś urzekają nas większym wyważeniem zakresu wysokotonowego, jest on bardziej spójny niż w AKG. W K701 czasem ma się wrażenie, że góra odtwarzana jest równolegle z jakiegoś innego nośnika, jakby bardziej czystego, nieskazitelnego, mniej ocieplonego. Nie jest to może jakieś szczególnie rzucające się w uszy i tym bardziej nie pozostawia wrażenia niesmaku, a raczej intrygującej niespójności, która wychodzi na światło dzienne dopiero po dłuższym wsłuchaniu się. Aurvany nie zapędzają się tak wysoko w górę jak K701, ale przynajmniej talerze grają nadal w tym samym pokoju i "z tej samej taśmy". Ogólnie, rozdzielczość sopranów w K701 jest wyraźnie lepsza, aczkolwiek Aurvany proponują bardziej koherentne odtworzenie tego zakresu. W tym miejscu chciałbym zaznaczyć, że nie jestem amatorem hiperdetalicznych słuchawek, zwłaszcza w ten sposób oddających soprany, stąd być moje przychylne potraktowanie Aurvan.

Średnica to w wykonaniu obydwu konkurentów gwóźdź programu. AKG uchodzi za arcymistrza tego zakresu. Środek pasma jest bardzo szczegółowy, ale nie epatuje bogactwem detali ponad neutralną miarę. Aurvany z kolei pokazują średnicę od strony muzykalności, trochę mniej neutralnie, ale przynajmniej nie tak jak w HD650 - niczym zza półprzezroczystej woalki. To doprawdy niepojęte, że (przynajmniej na budżetowym sprzęcie) słuchawki za 200 zł potrafią dokopać topowym Sennheiserom. Nie wiem, czy z lepszym wzmacniaczem te proporcje by się nie odwróciły, ale nie chcę zgadywać. Niech inni też coś mają z testowania.

Pozostając przy średnicy, przejdę do sedna: otóż K701 przedstawiają wszystko, co się dzieje w tej części pasma z większą jakby perspektywą. Wokaliści śpiewają stojąc na scenie, perkusja gra zazwyczaj za nimi, fortepian i kontrabas obok niej, a talerze nieco powyżej werbla, zaś słuchacz odbiera to siedząc kilka metrów od tych wszystkich muzycznych zjawisk. Podobnie jest w przypadku HD650, ale tam odległości między instrumentami są wyraźnie mniejsze, porozdzielane w zjawiskowy, ale nienaturalny skądinąd sposób ciszą. Tymczasem kiedy włożyłem Aurvany, pierwsze skojarzenie związane ze sposobem prezentacji przywołały inne kultowe słuchawki – Grado RS1. Tak, Aurvany oddają muzykę właśnie na gradowską modłę. By rzecz przybliżyć, proponuję czytelnikowi wyobrazić sobie, że stoi pomiędzy muzykami i ich instrumentami, a wszystko mieści się w kameralnym, nieco zadymionym pomieszczeniu, wokalista zaś śpiewa do mikrofonu stojącego kilkanaście centymetrów od głowy słuchacza. Tak grają Grado RS1 i Aurvany(!), lecz oczywiście można dyskutować co do stopnia tego wrażenia. W Grado jest ono naprawdę intensywne, ale Aurvany nie chcą znacząco ustępować im pola. Należy jednak rzetelnie donieść, iż separacja pozornych źródeł na scenie, zarówno w przypadku K701, jaki i HD650, jest jednak wyraźnie lepsza (zwłaszcza w AKG) niż u skromnego plebejusza Creative. Wracając do AKG, K701 grają wyraźnie bogatszymi planami, o czym trudno jest mówić mając na głowie Aurvany, gdyż tam wydaje się, że siedzimy z muzykami w dość małym, wygłuszonym pokoju, najważniejsze jest jednak, że muzycy tam naprawdę są! Co dodam, w przypadku słuchawek w tej cenie wydawało mi się niemożliwe. Cieszę się, że ten fenomen postanowił się ukazać właśnie mnie. Dzięki temu zwrócę K701 bez rozterek i być może pójdę w stronę DT880, które mają ponoć coś dobrego z Grado.

Bas Aurvany mają znakomity. Pod względem faktury wyraźnie uboższy od K701, ale też znacznie lepszy niż w HD650, w których ten zakres jest moim zdaniem nadmiernie rozpasany. Zejście też jest nieziemskie, po prostu lepsze niż w AKG K701, które oczywiście też to potrafią, potrzebują jednak lepszego napędu niż słuchawkowa dziurka w PMA2000AE, zaś z Edgarem SH-1 gubiły się, zwłaszcza barwowo, a bas wcale nie przewyższał Aurvany Live. Gdzieś pisano, że K701 lepiej grają z tranzystorem i niniejszym mogę to potwierdzić. K701 nadrabiają natomiast precyzją, zwłaszcza gdy jako interkonekt występuje VdH The First Ultimate. Również w niekwestionowany sposób górują nad Aurvanami Live! pod względem struktury i bogactwa tego basu – i tak powinno być, w końcu AKG za coś bierze pieniądze.

W mojej ocenie i w moim systemie Aurvany Live! pokazały dawkę realizmu zbliżoną do najlepszych słuchawek na świecie. Ustępują im w kilku aspektach, ale w moim odczuciu zagrały przyjemniej niż HD650, które traciły do nich zwłaszcza na średnicy, choć górę miały lepszą. Jednak Aurvany przy obydwu pozostałych konkurentach są niemal produktem freeware. W efekcie Aurvany okazały się czarnym koniem tego porównania. Owszem, trzeba pamiętać, iż mają one wiele aspektów brzmienia mniej doskonałych niż uznana konkurencja uchodząca za referencję czy hi-end, jednakże zważywszy na cenę, przywiązywanie do tego wielkiej wagi byłoby konsumencką bezczelnością. Creative oferuje produkt mogący dać przeciętnemu melomanowi pewne wyobrażenie o sposobie reprodukcji muzyki przez najlepsze słuchawki świata i za to należą się Irlandczykom brawa.

Co do pozostałych odsłuchiwanych słuchawek przenośnych, uważam, że porówywanie ich jest bezprzedmiotowe, gdyż najlepiej grające z Edgarem i PMA2000AE Kossy Porta Pro nawet się nie zbliżyły do opisanej powyżej trójki. Co jeszcze mogę dodać? Może tak: oświadczam, że nie mam nic wspólnego z firmą Creative Labs, nie byłem, nie jestem i prawdopodobnie nigdy nie będę pracownikiem działu marketingu tej firmy, nie przyjąłem żadnej korzyści majątkowej od przedstawicieli rzeczonej firmy, nie jestem także z pochodzenia Irlandczykiem, ani nie pozostaję w relacjach zażyłości z osobą tej narodowości.

Sebastian Rustoum


Szczegółowe dane:

Cena: dostępne od ok. 200 zł w ofertach sklepów internetowych

Przetworniki: 40mm z kompozytowymi membranami z biocelulozy, magnesy neodymowe
Pasmo przenoszenia: 10Hz-30 KHz
Impedancja: 32 ohm
Czułość (1kHz): 103 dB/mW
Długość przewodu: 1,2m z miedzi beztlenowej
Wtyk: pozłacany mini jack stereo 3,5mm z przejściówką stereo 6,3mm
Masa netto: 210g (bez opakowania)

Załączone miniatury

sprzet sprzet


Opinie użytkowników

Rekomendowane komentarze



Ciekawe porownania, jednak to:

 

"Cóż to za pomysł, by ekscytować się słuchaweczkami za 200 zł w sprzedaży wysyłkowej, proponowanymi przez firmę niemal hipermarketową, w najlepszym razie cenioną jedynie przez informatyków słuchających MP3 w 128 kbps. "

 

swiadczy o wyjatkowej ignorancji autora w kwestii rynku muzycznego na ktorym firma Creative/E-Mu produkuje wysokiej klasy urzadzenia audio, w formie interfejsow PCI / USB o ktorych nie raz wspominali userzy forum coraz bardziej zainteresowani odsluchem z centralnej jednostki jaka mialby byc komputer.

 

wypadaloby zapoznac sie lepiej z firma ktorej produkt bierze sie "pod lupe" i co wazniejsze, zmienic podejscie z pogardliwego w stosunku do tych ktorzy wybrali ta firme do zwyklego dystansu audiofila ktory ceni sobie odseparowane komponenty a na komputer patrzy z daleka. zaznaczam, slowo "z daleka", to nie to samo co "z pogarda".

 

nie ma powodow zeby zachowywac sie jak inkwizycja i palic na stosie co nowe. to nie sredniowiecze chociaz mozna tak pomyslec widzac opinie jakie niektorzy wysnuwaja o tym czego nie znaja, albo co gorsza, bezpodstawnie neguja.

 

pozdrawiam serdecznie.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jaki jest sens porównywać słuchawki creativa za 200zł do słuchawek HD650 za ~1,5tys złotych? Co to za porównanie w ogóle? Co potencjalny kupujący zyska z takiej lektury? Nie kupi HD650 bo go nie stać, ale kupi Aurvany bo kosztują 200zł, a może sa lepsze w tej cenie? Jak juz porównywać to Aurvana do kosztujących tyle samo przykładowo Philipsów SHP8900 albo innych tanich senków. Wtedy Kowalski będzie się cieszył że tutaj zaglądnął bo, CZEGOŚ SIE DOWIEDZIAŁ!

 

Pozdrawiam

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Od pewnego czasu planowałem przesiadkę z HD-555 na wyższy model Sennheisera lub Grado, ale z ciekawości kupiłem te słuchawki. Słuchawki testuję od kilku dni, można więc powiedzieć, że nie są jeszcze w pełni wygrzane (uważam jednak, że kilkanaście godzin jest wystarczające - poza tym jestem zdania, że większe znaczenie ma "oswojenie się" z dźwiękiem nowych słuchawek przez nasze uszy i mózg, niż mechaniczne "docieranie się" elementów w konstrukcji).

O dźwięku mogę powiedzieć tyle, że jak na słuchawki o zamknietej konstrukcji, scena jest ładnie odwzorowana i czuje się przestrzeń. Oczywiście - nadal jest to scena "słuchawkowa" - nieporównywalna z tą kreowaną przez kolumny. Średnie tony są bardzo dobrze odwzorowane, ale nie do końca można to powiedzieć o wysokich. Bas jest precyzyjny, schodzi o ładnych parę Hz niżej niż w HD-555. Wokale brzmią sympatycznie, ale sybilanty, niestety, czasem dają się we znaki. Ogólne wrażenia akustyczne można jednak określić jako zdecydowanie pozytywne. Biorąc pod uwagę cenę (słuchawki można kupić poniżej 190 PLN) - chyba bezkonkurencyjny stosunek jakość/cena.

A teraz, niestety, pora na łyżkę (a nawet więcej) dziegciu. Wykonanie: co prawda plastiki są wysokiej jakości, dobrze dopasowane, nic nie skrzypi, ale estetyka tych słuchawek jest mocno "odpustowa" - błyszczące powierzchnie i połyskujące, srebrzyste obramowania (oczywiście - na całości pozostają i są świetnie widoczne nawet najmniejsze odciski palców). OK - słuchawki są do słuchania, a nie do oglądania - wygląd można przeboleć. Problemem są jednak konstrukcja i rozmiary. Muszle są stanowczo za małe, co prawda obejmują całą małżowinę, ale znalezienie odpowiedniej pozycji wymaga każdorazowo kombinowania, dopasowywania, przesuwania pałąka (jego wygięta konstrukcja, paradoksalnie, raczej utrudnia jego ułożenie na głowie). OK - to też można znieść. Ale niestety, nawet najbardziej wygodne ustawienie nie pozwala na zapomnienie, że mamy słuchawki na głowie. Już po ~30 minutach słuchawki coraz bardziej przypominają o swoim istnienieniu, po kolejnym kwadransie dają się mocno we znaki. Wobec tego maksymalny czas trwania odsłuchu to 1-1:30h - potem głowa i uszy bezwzględnie domagają odpoczynku. Jasne, że słuchawki o zamkniętej konstrukcji zawsze bardziej męczą, ale Aurvana Live! to jedne z najbardziej niewygodnych słuchawek, z jakimi się spotkałem. Być może większość osób nie będzie miała takich problemów - ale radzę sprawdzić dopasowanie przed zakupem (ale kilka minut na to nie wystarczy). Kabel o długości 1.2m też jest śmieszny - do domowych zastosowań w 90% przypadków jest to długość niewystarczająca, a dołączony przedłużacz jest raczej żartem ze strony Creative - delikatny, z cieniutkimi przewodami.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

"Jaki jest sens porównywać słuchawki creativa za 200zł do słuchawek HD650 za ~1,5tys złotych? Co to za porównanie w ogóle" - Przyklad kupowania i oceniania po marce i cenie produktu smieszne;) po za tym cene narzuca producent i nie zawsze ma ona duzo wspolnego z jakoscia np opisywane sluchawki wydane przez Denona kosztuja juz 600zl i pewnie opinie automatycznie maja lepsze ahh Ci audiofile

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

@ operton

 

Cena na słuchawki jest ceną umowną. Nie zawierają one (nawet te za 50000zł) żadnych ultaskomplikowanych technologii, układów scalonych, oprogramownia, zazwyczaj składają się z: kabla, cewek, membran przetworników i obudów. Zakładając, że użyłbyś najlepszych na rynku dostępnych materiałów w rozskądym zakresie (tj. obudowa z tworzyw sztucznych a nie z platyny) koszt produkcji nie przekroczyłby raczej 800zł-1 kzł. A niektóre modele kosztują 6-7 kzł.Jak więc widać, w przypadku tej kategorii produktów płaci się za know-how producenta, a nie za realny koszt produkcji + sensowna marża. Równie dobrze jakiś producent nie musi kalkulować ceny detalicznej produktu na poziomie 3-4 większym niż koszt produkcji, tak zapewne jest w przypadku Creative, które rebranduje w tym przypadku produkt japońskiego Fostexa.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Fat, ze test skonfrontował produkt za 200 zl (choc chyba startowo kosztowaly on pod 300 u nas na rynku) z konstrukcjami z innej polki to dla mnie zadna wpadka. Przez rasowych audiofili tez nie moze byc to traktowane jak herezja, ale jesli maj sie "orientowac w terenie" to dobrze chyba kiedy ma sie jakies punkty odniesienia (do tego znajome). A te sa tu "dobrane" całkiem adekwatnie.

 

To nie jest tes porownwczy sluchawek do 300 zl.

 

Creativey graja bardzo przyzwoicie. Bez kompleksów i operuja zasadniczo na swoim rynku, ktory wcale nie jest latwy (pisze o rynku audio PC). I tu creative ma bardzo mocna, uwarunkowana historycznie markę, ktora bardzo ladne rozwija na kolejne linie produktow (bo tym najbardziej wspominanym jest linia soundblaster).

 

A teraz cos o wygodzie tych sluchawek - czytamy o dlugosci kabla - faktycznie oryginalny kabel jst mikry. Ale nie bez powodu daje producent przedłużacz. Wtedy kabel sie robi juz stosunkowo logicznej długości - choć dalej - nikt by nie płakał jak by metr więcej kabla był.

Oryginalny kabel w sluchawkach jest takiej dlugosci bo... no wlasnie to sa slchawki, ktore czesc kupujacych Creativy ubierze na SPACER. :) To sa sluchawki, ktore spokojnie pociagnie produtk z serii ZEN. A nie tylko megaultrawzmacniacz. Dzieki tej dlugosci kabla przynajmniej nie trzeba sie nim owijac dwa razy w pasie.

 

Wielkosc muszli - tak, to nie sa duze sluchawki. Powod ten sam co wyzej. To sluchawki, ktore czesc klientow wyniesie na ulice i bedzie czerpac z tego taka sama przyjemnosc jak w domu. Nie kazdy toleruje slucahwki douszne. Live maja gabaryty sluchawek DJskich (Creative ma taki model tez, zreszta chyba nawet ladniejzy wg mnie niz live), muszle sa na tyle duze, ze slucha sie komfortowo ale na tyle male, ze po godzinie z hakiem warto je na chwile odlozyc. Ale Panowie - nie pamietam, zebym po godzinie nie sciagnal sluchawek chocby na sekunde. Jesli macie duze uszy (tu przypominam ze uszy rosna z wiekiem pzez cale nasze zycie!) - to z pewnoscia sluchawki beda Wam uciskac platki uszu. Ale bez jaj, to nie jest odosobniona w tym konstrukcja (grado znwou takich montrualnych muszli tez nie maja).

 

Owszem, jesli zapytacie finalnie mnie co mi w nich przeszkadza to napisze ze kabel i muszle - przeszkadza w sensie, ze jesli by to bylo 50 cm wiecej kabla i odrobine wiecej w srednicy muszli to bym sie bardzo ucieszyl. Ale ten produkt nie jest produktem stricte stacjonarnym - wiec polecam je kazdemu.

Nawet jako drugi komplet dadza sporo satysfakcji, tylko moze trzeba przelamac sie w kwestii "co to cholera za marka" ;)

 

Pamietajcie, ze kupujac przez internet macie ustawoe 10 dni an zwrot produktu! Wiec, moze to byc idealna droga zakupu i sprawdzenia czy Wam produkt odpowiada.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Tamburyn,

 

Pragne sprostowac ze najbardziej znana seria Live! z oferty Creative dotyczy swiata PC ale niekoniecznie audio, jako produkt budzetowy karty z tej serii byly popularne a poczatkowej fazie lat 2000-2005 kiedy to ceny nie byly wysokie a rynek domowego producenta praktycznie nei istnial.

 

Dzis creative dzieki wspolpracy z Emu nalezy pochwalic wlasnie za bezprzewodowe interfejsy USB i firewire ktore kosztuja juz sporo (1000-2000)i oprocz domoroslych producentow sypialnianych stosowane sa dosc mocno w swiecie Audio, byc moze nie Hi-Fi ale na pewno w swiecie poczatkujacych muzykow.

 

To bardzo dobre interfejsy do ktorych, co zauwazylem osobiscie na wielu forach, powoli przekonuja sie audiofile ktorzy wola wydac mniej a zyskac bardzo dobra jakosc dzwieku porownywalna z sredniej polki CD, pomijajac fakt ze interfejsy te oferuja wejscia i wyjscia ktorych audiofil nie uzyje nigdy (typu mikrofonowe, czy gitarowe, czy tez MIDI in/out).

 

po autorze artykulu oczekiwalbym znajomosci rynku, mysle jednal ze zachodzi tu efekt Halo ktory sprawia ze wszystko kojarzone z komputerami z oczach autora artykulu jest badziewne i nie warte sluchania i z media marktu. z takim stereotypem ktory gardzi tymi ktorzy nie moga, lub zwyczajnie nie chca wchodzi w swiat wyrafinowanego audio (bo troche nizzsza poprzeczka im w zupelnosci wystarcza) walczyc sie nei da, tym bardziej dziwi fakt ze osoba o takich pogladach sprawuje obecna pozycje.jest to co najmniej zastanawiajace.

 

niemniej jednak, uwazam ze testy urzadzen z zakresu PC audio beda coraz czestsze bo rynek jest prezny i konkurencyjny w sstosunku do uporzadkowanego juz rynku hi-fi na ktorym nowym formom ciezej przebic sie przez wieloletnie doswiadczenia gigantow.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Źródła to Marantz SA7001, Denon DCD700AE, wzmacniacz słuchawkowy Edgar SH1, integry Denona: PMA1500AE i 2000AE, okablowanie RCA to Van Den Hul The First Ultimate i The Integration Hybryd oraz SAL Reference Class Silver Interconnect.

 

 

Brzmi to tak jakby recenzje napisal kolega Rolandsinger. Generalnie wiele sie tutaj zgadza wlacznie z brakiem doswiadczenia i obycia z naprawde dobrym sprzetem. Szanowny Recenzencie jesli cokolwiek wiesz o audio to dales przyslowiowej "dupy". Testowanie AKG K 701 i HD 650 na poziomie Denonka DCD 700 AE i Marantza SA 7001 z dziurki ze wzmacniacza stereo czy sluchawkowego Edgara to jest NIEPOROZUMIENIE. Te sluchawki od razu pokaza jakie wady maja zrodla i kolejne elementy toru. To nie ta polka! Zrob ekesperyment odwrotny: polacz np Krella KAV 280 CD MF xCan v 3 HD 600 HD 650 K 701 i owe Creative'y. I wtedy podziel sie z nami swoimi refleksjami. Wstyd i zenada wypisywac takie brednie. Owszem sluchawki Creative'a sa swietne w swojej klasie sluchawek do PC-ta i TYLE. Twoj zachwyt wynika raczej z tego ze chciales dokopac dobrym uznanym modelom tyle ze zrobiles to bardzo nieudolnie. Zeby nie powiedziec dyletancko. Swoja droga chetnie przekonalbym sie o wynikach testu wykonanego przez Piotrka Ryke ktorego mam przyjemnosc znac osobiscie. To prawdziwy autorytet. Czlowiek osluchany i wywazony w sadach. Drugim razem radze przemyslec zanim stworzy sie takiego potworka.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

@ shukenja

 

>>mysle jednal ze zachodzi tu efekt Halo ktory sprawia ze wszystko kojarzone z komputerami z oczach autora artykulu jest badziewne i nie warte sluchania i z media marktu. z takim stereotypem ktory gardzi tymi ktorzy nie moga, lub zwyczajnie nie chca wchodzi w swiat wyrafinowanego audio (bo troche nizzsza poprzeczka im w zupelnosci wystarcza) walczyc sie nei da, tym bardziej dziwi fakt ze osoba o takich pogladach sprawuje obecna pozycje.jest to co najmniej zastanawiajace.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

to jest jedna rzecz ktora zauwazylem. piszac artykul na glowna strone ma sie lekka doze opiniotworstwa, ponadto szacunek nalzey sie kazdemu, rowniez tym ktorzy wybieraja tansza droge. o ile brak wiedzy w kwestii rynku producenckiego w kategorii PC mozna tlumaczyc po prostu brakiem zainteresowania to kwestia podejscia i sposob wyrazania mysli sa prywatnym aspektem recenzujacego i tego w sumie tlumaczyc sie nie da. stad uznalem ze jako osoba swiatla, inteligentna i oddana audio, autor powinien miec na uwadze ze krzywdzi powyzszym pogladem tych ktorzy nie moga, lub nie chca (jak pisalem wczesniej) pozwolic sobie na dedykowane systemy stereo. jest to troche sztuczne robienie snobizmu z czegos co nie pwostalo po to by dzielic (muzyka) ale raczej by laczyc.pomijam ze mozna by nawet podciagnac ta opinie pod "pogardzanie" co nigdy nei jest niczym dobrym jak wiemy.

 

odnosnie wpsomnianego usera, nie zdazylo mi sie czytac opinii na temat sprzetu ausio tejze osoby, stad nie moge niczego komentowac.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach



Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.