Skocz do zawartości
Ta podstrona jest jeszcze w przebudowie! Czytaj więcej.. ×

Test wzmacniacza Art Audio Intégra


audiostereo.pl
  • 6fc835b16b58755ed2757afe83339316 https://www.audiostereo.pl/uploads/old/post-1-100009425%201216314742.jpg,old/post-1-100009426%201216314742.jpg,old/post-1-100009427%201216314742.jpg

Mamy sezon na autentyczne nowości. Oto kolejna polska premiera marki, gdzie indziej znanej od dawna. Art Audio Intégra Triode od razu intryguje: ten wzmacniacz nie jest typowy. Przede wszystkim w katalogu producenta nie występuje pod nazwą, jaką widać na tabliczce. Tajemnica kryje się w elastyczności firmy, która wykonuje poszczególne egzemplarze na zamówienie z dodatkowymi modyfikacjami, i tak na przykład testowana integra jest wariantem wzmacniacza mocy Concerto II, uzupełnionego o pasywną regulację wzmocnienia i odpowiedni komplet wejść. Wariantowość dotyczy też lamp mocy: o ile w testowanym egzemplarzu są KT-90 w trybie triodowym, to można mieć również 6550 i KT-88, zarówno jako triody jak i w konfiguracji ultra-linear. Dlatego zresztą specyfikacje tego wzmacniacza nie są zbyt jednoznaczne, i na przykład moc podawana jest w zakresie 40-48 W, zależnie od odmiany. Tutaj miałem do czynienia z wersją o mocy niższej.

 

Wewnątrz widać typową purystyczną aplikację z lat 60., montaż częściowo przestrzenny, a częściowo na płytkach drukowanych o szerokich ścieżkach, najwyraźniej wykonywanych „in house”. Z jednego transformatora rozdzielono filtrację dla żarzenia i zasilania wysokonapięciowego poprzez oddzielne baterie kondensatorów elektrolitycznych. Żarzenie zasilane jest napięciem zmiennym. Wszystkie transformatory są bardzo dobrej klasy, co jest widoczne po jakości samych blach i ich złożenia. W torze sygnałowym pracują kondensatory polipropylenowe Hovland Musicap. Stopień wejściowy zrealizowano na lampach JJ ECC82, podwójne triody zrównoleglono. Odwracanie fazy dokonuje się na lampach 6922EH. Regulacja wzmocnienia odbywa się za pomocą zamkniętego potencjometru Alps, poruszanego za pośrednictwem długiego pręta. Podobnie wygląda przełącznik źródeł. Z tyłu widać proste zaciski głośnikowe z odczepami do kolumn 4 i 8 ohm, oraz aż pięć wejść liniowych oraz pętlę magnetofonową. Obudowę tworzą blachy stalowe lakierowane proszkowo. Możliwe jest zamówienie wersji o mniejszym poziomie audiofilskiego sadyzmu, z blachami chromowanymi, ale mnie osobiście całkiem podoba się surowe wykończenie, ozdobione tylko lśniącymi kapslami transformatorów i srebrną tabliczką na froncie. Kojarzy mi się z moim własnym wzmacniaczem.

 

Pod względem komfortu obsługi wzmacniacz jest bezproblemowy, ale trochę grubo ciosany. Przełączniki i selektory przeskakują z łomotnięciem jak w czołgu Rudym, zaciski nie są zbyt wyszukane, chropawa czarna powierzchnia - te klimaty. Wszystko jest przewymiarowane, łatwe do uchwycenia, bardzo solidne. Po prostu stara szkoła: Art Audio przypomina sprzęt vintage.

 

Ten angielsko-amerykański wzmacniacz byłby dość typowym przedstawicielem mocnych wzmacniaczy lampowych, gdyby nie rzadko stosowane lampy KT-90, oraz praca w trybie triodowym. Jaki jest wynik brzmieniowy podobnego układu? Niewątpliwie Intégra stoi po stronie mocy i przejrzystości. Właściwie można powiedzieć, że da się tutaj usłyszeć dobre cechy pentod czy tetrod strumieniowych (moc i dynamika), połączone z kardynalną zaletą triody, jaką jest neutralność i przejrzystość. Oczywiście, mam na myśli wzmacniacze triodowe dobrze wykonane, nie zaś słabe konstrukcje, które wyrobiły triodom niezasłużoną opinię ciepłych i ślamazarnych.

 

W utworach wokalnych jest wystarczająco dużo dobrej średnicy, nie podgrzanej, ale gładkiej i „organicznej”, zaś w utworach z perkusją i innymi efektami specjalnymi, jest przejrzystość góry i bardzo dobra przestrzeń. Wzmacniacz nie ogranicza pod tym ostatnim względem dobrych kolumn, z każdymi zestawami budował scenę sięgającą poza szerokość podstawy, a jednocześnie z dobrą głębią i zaznaczonymi różnicami wysokości. W recenzji wykorzystałem próbną wersję płyty referencyjnej Audiostereo z muzyką klasyczną, przeznaczonej do testowania sprzętu. Wrażenia z kantaty Bacha było nieco spokojniejsze niż to, co da się wysłuchać np. z końcówką Krella, ale (zwłaszcza z zestawami ART) wrażenie mikrodynamiki, bardzo istotne w tym utworze, było i tak bardzo dobre.

 

Słuchany następnie dynamiczny utwór na klawesyn solo (Lilianna Stawarz) nie pozostawił niedosytu, począwszy od miękkich wysokich tonów (to nie pomyłka, to nagranie nie wierci w uszach!), aż po głębokie i zróżnicowane niskie tony, których w tym utworze jest dużo. Potężne uderzenia zostały właściwie oddane. Dalszy odsłuch utworów kameralnych (dynamiczna „Burza Morska” Vivaldiego w podwójnie dynamicznym wykonaniu Il Giardino Armonico) potwierdził wcześniejsze wrażenie mocy połączonej z przejrzystością. Jeśli za wrażenie dynamiki, zwłaszcza w zakresie niskotonowym, odpowiada jakość transformatorów wyjściowych, to trafa w Intégrze są faktycznie tak dobre, na jakie wyglądają. Pozostając jeszcze chwilę przy kameralistyce, wysłuchałem kwartetów Haydna, a potem unikalnego wykonania Wariacji Goldbergowskich J. S. Bacha przez trio smyczkowe. Głównie chodziło mi tu o uchwycenie brzmienia skrzypiec, które są trudnym testem dla sprzętu. Dzięki przejrzystości i odpowiedniej ilości wysokich tonów (wpływ KT-90?) wzmacniacz poradził sobie z tym materiałem bez trudu, dając dźwięk realistycznie ostry, ale pozbawiony sztucznej szorstkości.

 

Fortepian, zwłaszcza ze zrównoważonymi zestawami Neat, wypadł realistycznie, nie miałem zastrzeżeń ani do prawej, ani do lewej ręki. W ogóle, pod względem basu zestawienie z Neatami, wyposażonymi w złożony system odtwarzania niskich tonów (recenzja zestawów wkrótce!), okazało się bardzo trafione, Art wysterowywał je łatwo i z dobrym skutkiem. Dwa anglosaskie produkty dogadały się bardzo dobrze. Dalej też były atrakcje, bowiem przeszedłem do symfoniki. Zwłaszcza Intrata ze Strasznego Dworu w wykonaniu systemu z Art Audio wyrywała okna z futryn. Ta muzyka, z pełnej orkiestry symfonicznej, to prawdziwa potęga, świetnie nagrana przez EMI i wiernie oddana przez Intégrę z nisko schodzącymi Neatami. Wielbiciele solid state mogliby poczuć niedosyt twardości basów, ale moim zdaniem byłoby to przesadne narzekanie, bo na żywo one wcale nie są takie twarde i agresywne, jak to usiłują nam sprzedać niektóre piece po tysiąc wat z krzemu.

 

Po przejściu toru przeszkód w muzyce klasycznej, wzmacniacz nie przestraszył się już niczego. Jazz kameralny (subtelne nagrania pierwszego tria Billa Evansa i dla kontrastu fusion Milesa Davisa) wypadł tak, jak powinien na mocnej lampie, czyli dość blisko ideału. W porównaniu do wzmacniaczy tranzystorowych można powiedzieć, że dźwięku kontrabasu słychać było nieco więcej pudła niż strun, ale nie kosztem rozdzielczości. Trudno tu o zarzuty, skoro całość była satysfakcjonująca, brzmiąca w sposób gładki i pełny, a w dodatku obsypana szczegółami jak cukrem-pudrem. Z kolumnami ART średnica brzmiała jak marzenie, wysokie tony też, z kolei z Neatami średnica i wysokie były wciąż bardzo dobre (choć już nie takie), zaś bas wyraźnie niższy i dobrze kontrolowany. Big band grał podobnie do klasycznej symfoniki. Użyłem tutaj „kubańskich” nagrań Paquito D’Rivery, ze względu na obfite instrumentarium, dynamikę i ostre, lśniące brzmienie. Testowany wzmacniacz w mojej opinii nie odjął niczego tej muzyce i dobrze oddał atmosferę radosnego, pełnego rozmachu wydarzenia, czemu sprzyjała również bardzo udana stereofonia.

 

Dla porządku przesłuchałem również nieco muzyki typowo rozrywkowej, polskiego rocka, elektroniki, jednak wrażenia z początku testu potwierdzały się na każdym materiale. Podczas paru tygodnie odsłuchów zauważyłem też, że wzmacniacz jest bardzo cichy, nie zdarzały się przypadki brumienia, nadmiernego szumu itp. przygody. Najwidoczniej oryginalny projekt, ręczny montaż i samodzielnie wykonane druki w przypadku Art Audio nie wynikają z fanaberii lub chęci podkreślenia „garażowej ekskluzywności” wyrobu, lecz tworzą razem układ elektroniczny wykonany zgodnie z regułami sztuki, co wcale nie jest częste. W ten sposób dobre wrażenie z oględzin wnętrza potwierdziło się w praktyce.

 

Ogólnie określiłbym ten wzmacniacz jako unikalną maszynę z dobrej stajni, o topornej aparycji klasycznego wozu sportowego i niezłych osiągach. Wielbiciel nowego Jaguara będzie się krzywił, ale jeśli komuś bardziej podoba się Morgan czy Leopard, łyknie to wzornictwo i poprosi o jeszcze. Zaś pod względem brzmieniowym Art Audio Integra to pewniak, konkurent dla bardziej komercyjnie znanych lampowych marek. Zdecydowane brzmienie, rękodzieło born in USA, potencjalny obiekt kultu.

Alek Rachwald

 

 

Dystrybucja Dystrybutor: Hi-End Studio Piotr Bednarski

Cena 15 900 zł

Moc: 40-48 W

Impedancja wejściowa: 470 KOhm

Impedancja wyjściowa: 4 lub 8 Ohm

Pasmo przenoszenia: 20Hz - 60kHz ± 0.3dB.

Lampy: 4 x 6550, KT88 lub KT90, 2 x 12AU7 (ECC82), 2 x 6DJ8 (

Wymiary (SxGxW): 46 x 35 x 25 cm

Masa: 30 kg

 

 

System wykorzystany w teście: wzmacniacze zintegrowane SoundArt Jazz i Zagra-Kulesza, kolumny VA Beethoven, ART Stiletto 6, Neat Acoustics Momentum 4i, gramofon VPI Aries 3 (upgrade)/HWM-10.5/Lyra Dorian, odtwarzacz CD combo Advance Acoustic, filtr sieciowy IsoTek Sigmas, kable: interkonekt Argentum, kabel phono VPI, głośnikowe Velum LS-G, Argentum 6/4, sieciowe IsoTek i Zu.

Załączone miniatury



Opinie użytkowników

Rekomendowane komentarze



Gorąco Szanowny Panie Nadredaktorze,

Zauważam z pewnym żalem pewien niedosyt schudności montażu wewnątrz tego urządzenia.

Krzywo umocowane elementy na płytce, zwisające luźne kable, brzydkie luty.

W urzadzeniu za prawie 16 tysięcy jednostek krajowej waluty to chyba nie powinno mieć miejsca.

Smutek mnie ogarnia i przerażenie, gdy pomyślę że chińczyki potrafią to zrobić lepiej.

Ale oni, jak mawiał Mistrz Wyspiański, trzymają sie mocno.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Witam Redakcję

i pytam czy wielce Szanowny Pan Redaktor siedział w czołgu T34, nr 102 znanym w całej kompanii jako Rudy, i majstrował w tym wielce zasłużonym modelu przy przełącznikach, i że porównuje je ze wzmaczniaczem ? Domyślam się, że porównanie inspirowane było tym, że w czołgu były urzadzenia jak choćby radiostacja w której stosowano lampy i przełaczniki. Domyślam się również, że jeśli nawet Szanowny Redaktor kiedyś gmyrał przy tych przełącznikach to było raczej w dzieciństwie, okresie fascynacji serialem pt. "Czterej pancerni i pies" a więc bardzo dawno. Gratuluję więc pamięci i wobec tego obrazowego i rzeczowego porównania.

P.S. Jak zwykle miło mi jest niezmiernie czytać Pańskie felietony i opisy pojawiajajace się na Audio Stero Forum.

Pozdrawiam serdecznie wierny i życzliwy Panu fan.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

wzmacniacza o ile mnie pamięc nie myli (niestety nie jest tak znamienita jak Twoja) słuchałem u Ciebie i potwierdzam opinię. Uważam jednak, że kolumny ART przynajmniej te których u Ciebie słuchałem z tym wzmakiem nie są dobrym partnerem dla tej lampy. Poza barwą dzwięku, wysokimi tonami które są ok. ale nie referencyjne to w zasadzie brakuje im "wykopu", dynamiki i bobrego basu. Sa troche nijakie.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Patrząc na zdjęcia to koszt elementów w okolicach 2-3kzł, a reszta ceny to pewnie za myśl techniczną?. Haha. Żenada, no ale pewnie tak się rodzą wielkie firmy.

O dźwięku tylko poczytałem, wierzę że może taki być, ale nie za 15900.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Przecież one zostały juz docenione nie pamietasz wrazeń odsłuchowych Pocahontas ? :) Nie było to tak dawno 3latka mineły.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Pamiętam lulu, pamiętam :) W poprzednich wpisach widzę narzekanie na montaż integry Art'a. Poziom wykonania jest podobny do konstrukcji A.Markówa, a cena 5x większa. Pojedynek brzmieniowy byłby interesujący. Słuchałeś obu wzmacniaczy. Którego wytypował byś na zwycięzcę?

Pozdrowienia

Papamek

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Z tym poziomem wykonania się nie zgodzę. Widziałem, jakie podzespoły są wewnątrz wzmacniaczy Pocahontas, wiam jak spasowane są elementy obudowy, znam osobistą relację o eksplozji jakiegoś przechodzonego kondensatora itd. Wystarczy nawet poszukać głębiej w zasobach forum. Jedyną wspólną cechą poziomu wykonania są oznaki ręcznego montażu w postaci płytek, które nie pachną wielką fabryką, poprowadzenie kabli itp.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach



Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.