Skocz do zawartości
Ta podstrona jest jeszcze w przebudowie! Czytaj więcej.. ×

Wzmacniacz Triode TRV M300SE/TRV-4SE


audiostereo.pl
  • 6fc835b16b58755ed2757afe83339316 https://www.audiostereo.pl/uploads/old/post-1-100002844%201211144638.jpg,old/post-1-100002845%201211144638.jpg,old/post-1-100002846%201211144638.jpg

W mniej więcej 80% audioprzypadków człowiekowi (i recenzentowi) wystarczają zestawy głośnikowe „uniwersalne”. Recenzent, zwłaszcza jeśli chce mieć w domu jedne kolumny, wprost nie może pozwolić sobie na używanie konstrukcji bardziej egzotycznych – czy to twardych jak deska, czy to super efektywnych - bo z takimi kolumnami więkoszość testowanych wzmacniaczy źle zagra. To samo zresztą dotyczy typowej recenzenckiej amplifikacji, która pownna wysterować większość kolumn, w związku z czym niezbyt nadaje się do testowania np. tub. Powstaje jednak pytanie, co robić z tymi klockami, które najlepiej wypadną z nietypowymi głośnikami? Otóż w praktyce tak się jakoś składa, że testuje się je rzadziej. To oczywiście niedobrze, i można by wysnuć wniosek, że to wygodnictwo recenzentów powoduje, że tak rzadko pojawiają się np. wzmacniacze SET.

 

Tym razem postanowiłem przełamaać zły nawyk i oto przed Wami test wyczynowej amplifikacji, za jaką można z pewnością uznać monobloki SET na triodzie 300B, wraz z dedykowanym przedwzmacniaczem, oczywiście lampowym. Ponieważ jestem właścicielem typowo recenzenckich kolumn (w rozumieniu podanym wyżej), podczas odsłuchów musiałem skorzystać z prezentowanych tu wcześniej zestawów głośnikowych ART Loudspeakers Emotion Monitor, skonstruowanych głównie z myślą o przyjmowaniu niewysokich mocy w klasie A. Testowane wzmacniacze pochodzą od japońskiego producenta Triode Corporation, firmy dotąd w Polsce nieznanej. Utarło się przekonanie, że japońskie wzmacniacze lampowe wyznaczają szczyty wyrafinowania hi-endowego i oczywiście muszą kosztować oczy z głowy, wraz z nerwem wzrokowym. Takie marki jak Kondo czy Wavac podtrzymują reputację japońskich lamp jako produktów dramatycznie wyśrubowanych zarówno pod względem brzmieniowym, jak i cenowym. Rzeczywistość na szczęście jest mniej jednobarwna, i w Japonii istnieją również producenci wysokiej jakości elektroniki, nadającej się dla szerszego grona melomanów niż sami tylko dyrektorzy banków. Triode to jedna z tych właśnie firm.

 

Przedwzmacniacz TRV-4SE to uniwersalna konstrukcja, wyposażona w cztery wejścia liniowe (w tym jedno z przodu, co wbrew pozorom wcale nie jest takie absurdalne), wyjście rec, wejście na stopień gramofonowy MM oraz trzy wyjścia, wszystko w standardzie RCA. Front zdobią dwa pokrętła, przycisk wyłącznika i wspomniane wejście liniowe. Górna płyta przypomina wzmacniacz zintegrowany, lampy są odsłonięte i pokryte zdejmowaną ochronną klatką. Niezbitym świadectwem japońskiego pochodzenia urządzenia jest obecność regulacji barwy: na górnej płycie, w pobliżu lamp przedwzmacniacza gramofonowego, umieszczono dwupozycyjny przełącznik służący do podbicia basu. Od razu dodam, ze podczas testu nie pojawiła się potrzeba skorzystania z tej możliwości.

 

Wewnątrz można zobaczyć bardzo elegancką technicznie konstrukcję i dużo wysokiej jakości elementów. Dwustopniowe wzmocnienie zapewniają lampy 12AX7 (6 sztuk, w tym dwie w stopniu phono MM), w zasilaczu pracują dwie lampy 5AR4. Żarzenie lamp jest stabilizowane, dla lamp małej mocy rozdzielone na dwa kanały. Napięcie anodowe stabilizowane dwusekcyjnie, opóźnienie załączania napięcia naodowego wykonano na bazie NE555. W stopniu gramofonowym pasywna korekta RIAA (na rezystorach). Sterowanie lamp wzmacniających kaskadowe, wyjścia liniowe są mutowane. Wyjścia liniowe są zrównoleglone (bez separacji, co może powodować zmiany parametrów przy podłączaniu dodatkowych odbiorników (np. przy multiampingu). Z użytych podzespołów, na uwagę zasługuje dobry przełącznik wyjść, zmiana głośności na granatowym Alpsie, w torze audio znajdują się ko ndensatory polipropylenowe RealCap. Złocone gniazda pochodzą z Tajwanu, co do samych obudów natomiast, Triode Corporation deklaruje, że są zamawiane w Chinach (dotyczy to wszystkich wyrobów tej firmy). W ofercie Triode jest również wersja LE tego przedwzmacniacza, zbalansowana i wykonana z zastosowaniem droższych komponentów (kondensatory Mundorf, rezystory Kawame i potencjometry Tokyo Koon).

 

Wzmacniacze mocy TRV-M300SE to konstrukcje single-ended, każdy na dwóch triodach 300B, jednej 12AX7 i jednej 12AU7. We wzmacniaczach znajduje się zasilacz sekcyjny, pojemność kondensatorów w zasilaczu jest stosunkowo niewielka. Regulatory napięcia anodowego to wysokiej jakości potencjometry cermetowe dużej mocy, potencjometr to, podobnie jak w przedwzmacniaczu, granatowy Alps. Zasilacz bardzo dobrej jakości, stabilizowany za pomocą dławika. Filtrację żarzenia zapewniają dwa kondensatory paper-in-oil VitaminQ, o pojemności 0,22 uF każdy. Końcówki mocy są zbalansowane i każda z nich wyposażona jest w wejście RCA i XLR, wybierane przełącznikiem hebelkowym na tylnej ściance. Wyjścia głośnikowe są potrójne, dla 6, 8 i 16-omowych kolumn (nominalnie nie przewidziano kolumn 4-omowych, co jednak, jak się okazało, nie sprawiało wzmacniaczowi kłopotu). O lampach trudno wiele powiedzieć, opisane są marką producenta wzmacniacza, jednak sądząc po pewnych cechach są to wyroby lepszej jakości od masowych chińskich, montowanych bez litości w tanich wzmacniaczach.

 

Odsłuch krytyczny zacząłem oczywiście od moich Beethovenów, raczej trudnych do wysterowania. Wzmacniacze Triode oddają po 20W na kanał, nie należą do najsłabszych we Wszechświecie, i taki eksperyment nie był z góry skazany na porażkę. Pierwsze wrażenie było zaskakująco dobre. Do góry pasma i średnich tonów nie miałem zastzreżeń. Triode w tym trudnym towarzystawie ujawniło typowe dla dobrej SET przejrzystą, wręcz świetlistą górę oraz łagodną, plastyczną średnicę, a wszystko to na naprawdę wysokim poziomie. To się jak najbardziej dawało słuchać, więcej, czuło się w tym prawdziwą klasę. Srebrzysta lekkość w wysokich tonach, czasem bardzo realistyczne przycięcie po uszach smyczkiem czy głosem trąbki. Dojrzała wytrawność 300B (no, przynajmniej w tej konkretnej aplikacji) nałożyła się na pewną miękkość i „cielesność” membran z XPP, dając w sumie wyborny efekt. Decyzję o przejściu na łatwiejsze kolumny podjąłem głównie na podstawie tego, jak na Beethovenach wypadały basy. Wypadały one obficie, z dobrym rozciągnięciem, natomiast były nieco zbyt miękkie i niedostatecznie kontrolowane jak na tak bezkompromisowy wzmacniacz. Bas w tej konfiguracji, zamiast być częścią spektaklu, był miękkim i sympatycznym dopełnieniem. W kontrabasie zbyt słabo słychać było strunę, fortepian był zbyt miękki. Można było tego słuchać z przyjemnością, ale ja chciałem czegoś więcej. Sięgnąłem więc po specjalnie wypożyczone w tym celu ART-y, już wcześniej sprawdzone z niskomocową amplifikacją.

 

Ponownie, tak jak to było w zestawieniu z Accuphase, momentalnie ujawniło się znakomite dopasowanie tych zestawów do przyjmowania niskich mocy w klasie A. Zacząłem słuchanie od nowa, poszła w ruch cała ścieżka zdrowia. Na początek wziąłem płytę „Beat the Monkey” perkusisty Cyro Baptisty. Zaryczało, zawyło, zabrzęczało. Każdy brzęk, każde klaśnięcie zostały pokazane w pełnym świetle. Wokale brzmiały pełno i realistycznie, natomiast bas, tym razem już szybki i kontrolowany, po prostu walił, jakby mu za to płacili. Zgiełk pierwszego utworu z płyty, system Triode-ART rozplątywał świetnie, nie było żadnej „poduchy”, żadnego zlewania się, była rozdzielczość taka, jak na sali z dobrą akustyką. To świetna płyta, może nie najłatwiejsza w słuchaniu i wymagająca wiele od sprzętu, ale to odtworzenie było pierwsza klasa. Witalność była zniewalająca. Jako stały użytkownik tranzystora w kategorii AB poczułem się w tym momencie audiofilem kategorii De.

 

Wysłuchana następnie płyta Christiny Pluhar (wydawnictwo Alpha) czarowała przejrzystością i dynamiką, każdy oddech, drgnięcie struny, wybrzmienie zostały wydobyte i podane słuchaczowi, głosy ludzkie zaś pokazały triodową naturalność i płynność. Dzięki temu organicznemu efektowi (nazwałbym to ciepłem bez ocieplenia) muzyki o gęstej fakturze można było słuchać bardzo głośno bez zmęczenia, wysokie tony cięły nie kalecząc, dawały efekt bezpośredniego obcowania z muzykami. Stereofonia wzmacniacza (a raczej kombinacji wzmacniacz-kolumny) też okazała się ponadprzeciętna, scena była szeroka i dosyć głęboka, usiana doskonale rozseparowanymi źródłami pozornymi. Zaobserwowałem tendencję do nieco mocniejszego wysuwania na pierwszy plan instrumentów solowych i wokali.

 

Żeby zażądać od sprzętu niemożliwego, jako następne dałem organy. Duże wyzwanie dla systemu złożonego z niezbyt mocnej triody i kolumn podstawkowych. Yves Rechsteiner grający Liszta na organach Ladegasta (w Polsce są takie np. w Poznaniu) dał efekt imponujący, zwłaszcza jeśli uwzględnić naturalne ograniczenia zestawów. Triody potrząsnęły powietrzem uczciwie, jakby rzekł poeta „ryknęły spiże”, a jednocześnie cnota, czyli w tym wypadku rozdzielczość, nie została utracona. Słuchając z satysfakcją estetyczną tego nagrania, pomyślałem jednak o dwa razy większych ART Emotion, które dodałyby tu masy w najniższych rejestrach. Cudów nie ma i głośnik o trzy razy większej powierzchni zawsze może więcej. Jednak w konkurencji „zestawy do pomieszczenia poniżej 20 m2” było doprawdy dobrze.

 

Triode to sprzęt poważny i szkoda byłoby nie skorzystać z każdej okazji wydobycia z niego czegoś więcej, niż dotąd. W związku z tym podłączyłem do monobloków świeżo przybyłe nietypowe kolumny podstawkowe Mark & Daniel. Są to zestawy trudne (przynajmniej katalogowo), trudniejsze od moich Beethovenów. Z wzmacnaiczami Triode zestawy te pokazały piękne, czyste wysokie tony, całkiem dobrą, plastyczną średnicę i nieprawdopodobnie potężny bas, godny podłogówek. Wzmacniacz radził sobie z tym bogactwem całkiem dobrze, byłem pod wrażeniem, jak różna może być muzyka z tego wzmacniacza w zależności od podłączonych zestawów głośnikowych. M&D to niemal przeciwieństwo ART-ów, a przecież Triode wypadły bardzo dobrze zarówno z tym, jak i z tym, chociaż mnie osobiście bardziej odpowiadała prezentacja z ART-ami, może dlatego, że potęga basu nie jest tym, czego szukam w pierwszej kolejności. Po prostu inne priorytety. Dla tych kolumn przejście z Triode na Jazza objawiło się spadkiem przejrzystości i generalnie nieco masywniejszym dźwiękiem. Między muzykami a słuchaczem pojawiła się jedna przeszkoda więcej. Natomiast nie zmieniła się jakość niskich tonów, co bardzo dobrze świadczy o możliwościach testowanego lampowca.

 

Kombinacja pre/mono Triode to w mojej ocenie bardzo dojrzały wzmacniacz, maszyna dla dorosłych, mimo że kosztuje cztery razy mniej niż wzmacniacze firm uznanych za Himalaje hi-endu. Tutaj nie płaci się za nalepkę „made in Japan” (mimo, że jest), tylko za dźwięk. Dźwięk, który uważam za spektakularnie świetny, zaś wzmacniacz za uniwersalną amplifikację, przede wszystkim dla melomanów, którzy serio interesują się triodą SE, zaś nie mają warunków na instalowanie dużych zestawów tubowych. 20W z dwóch 300B powinno łatwo wysterować wiele zestawów o skuteczności powyżej średniej. Oprócz zastosowanych z powodzeniem w teście ART-ów, na pewno warto wypróbować coś bardziej popularnego, np. wyższe modele Focala, Triangle, lub właśnie coś egzotycznego, jak Loth-X. Ogólna konkluzja: wybitny sprzęt za bardzo przyzwoitą cenę.

Alek Rachwald

 

Dane techniczne:

 

Dystrybutor: Hi-End Studio Piotr Bednarski

Cena (za komplet dwa monobloki plus pre): 18 000 zł

 

Końcówki mocy:

- Moc 20 + 20 W (8 Ohm)

- Pasmo przenoszenia: 10 Hz - 60 kHz +/- 3 dB

- Zniekształcenia: 0,3%

- Stosunek S/N: >89 dB

- Wejścia: 1xRCA, 1xXLR

- Wyjścia głośnikowe: 6, 8 i 16 Ohm

- Wymiary: 176 (S) x 200 (W) x 440 (G) mm

- Masa: 15 kg/szt

 

Przedwzmacniacz:

- Pasmo przenoszenia: 10 Hz – 100 kHz

- Impedancja wyjściowa 7kOhm

- Stosunek S/N: >96 dB

- Wejścia: liniowe 4xRCA; phono MM 1xRCA

- Wyjścia: liniowe 3xRCA; rec 1xRCA

- Wymiary: 340 (S) x 185 (W) x 315 (G) mm

- Masa: 8 kg/szt

 

 

System wykorzystany w teście: wzmacniacz zintegrowany SoundArt Jazz, kolumny VA Beethoven, ART Emotion Monitor, M&D Maximus Monitor, gramofon VPI Aries 3 (upgrade)/HWM-10.5/Lyra Skala, odtwarzacz CD Ayon CD-1, kable: interkonekt Argentum, kabel phono XLO Ultra, głośnikowe Velum, sieciowe MIT, Zu i NEEL.

Załączone miniatury



Opinie użytkowników

Rekomendowane komentarze



Raczej nic na to nie wskazuje, a już w każdym razie nie wnętrze. Tylko metalizowany lakier na puszkach kondensatorów :-) Akurat małem wzmacniacz Cayin, i wewnątrz były podzespoły innych firm (same chińskie) i montaż wyglądął inaczej.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jozwa

zrob wyrazniejsze zdjecia, nie wyglada to na japonski wzmacniacz typu leben np. ze wzgledu na dosyc niechlujny montaz na plytkach drukowanych stawiam na chinska produkcje, tylko taka lepsza jakosciowo niz mjuzik endzel itd.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jasne. Stary lampiak który "może zagra tak samo", i jeszcze będzie kosztował dajmy na to 1500 zł? Najlepiej na 300B i w miarę możliwości z oddzielnym przedwzmacniaczem, ze stopniem phono itd? Wszystko możliwe, na przykład w książce Lema.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nie mam czego fotografować, sprzęt wrócił do dystrybutora (jeśli to do mnie był apel). Mnie też to nie wygląda na wzmaczniacz typu Leben, raczej przypomina Almarro, jak już. MOntaż był akurat bardzo porządny. Cenowo natomiast zbliżony jest do Almarro czy ASL, zaś z drugiej zaś do marek chińskich jak Consonance albo Cayin (pamiętam jakieś monobloki Cayina na 845, które bez pre kosztowały coś 15 kzł). Jak już napisałem, bardzo konkurencyjnie (i przyjemnie, co ważne) grający sprzęt, będący jednocześnie jedną z najtańszych na naszym rynku ofert wzmacniacza w tak mocnej konfiguracji. Oczywiście zaznaczam, ze nie zaliczam tutaj ofert DIY i para-DIY w stylu Muziczeskij Angieł. Zresztą wzmacnaicz SET MA na 845 stanowi zjawisko jedyne w swoim rodzaju, będąc eksperymentalną konstrukcją typu UIY-DIY (undo-it-yourself, a następnie do-it-yourself z powrotem).

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

trzeba wziac na warstat ming da monobloki, bo jest na ich temat wiele sprzecznych opinii, poswiec sie Ziom i przesluchaj je by okreslic mniej wiecej klase dzwieku, bo nie wiem czy oplaca sie w to bawic , a nikt w lublinie ze znanych mi osob tego nie ma, szczegolnie chodzi o to:http://mei-xing.com/English/cp/2_3008-A.html, ewentualnie integre na tych lampach

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach



Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.