Skocz do zawartości
Ta podstrona jest jeszcze w przebudowie! Czytaj więcej.. ×

Test phonostage AQVOX Phono 2 CI


audiostereo.pl
  • 6fc835b16b58755ed2757afe83339316 https://www.audiostereo.pl/uploads/old/post-1-100008899%201217181240.jpg,old/post-1-100008900%201217181240.jpg,old/post-1-100008901%201217181240.jpg

Pokazywaliśmy tu ostatnio gramofony i wkładki gramofonowe, jednak w testach AS brakowało dotąd ważnego elementu łańcucha analogowego, jakim jest przedwzmacniacz gramofonowy czyli phonostage. W związku z tym na wstępie podam parę podstawowych informacji dla początkujących użytkowników czarnych płyt.

 

Przedwzmacniacz gramofonowy jest urządzeniem niezbędnym do odtwarzania muzyki z płyt winylowych. Czarna płyta wraz z odczytującą ją wkładką gramofonową stanowią szczególne źródło dźwięku. Z uwagi na specyfikę techniczną zapisu i odtwarzania, sygnał opuszczający gramofon ma bardzo niskie napięcie - zwykle między 0,2 mV a 4 mV, w porównaniu z dwoma woltami na wyjściu np. z odtwarzacza CD. Ma także zmienioną charakterystykę częstotliwościową, przede wszystkim osłabione niskie tony, zgodnie z odpowiednim algorytmem, którym współcześnie jest tzw. krzywa RIAA. Rolą przedwzmacniacza phono jest wzmocnienie tego niezwykle subtelnego sygnału do poziomu, który pozwoli na przyjęcie go przez standardowy wzmacniacz, oraz dokonanie korekty (a właściwie odwrotnej korekty) sygnału, przywracającej wyrównanie częstotliwości.

 

W okresie, gdy gramofon był głównym źródłem sygnału w domowych systemach, prawie każdy wzmacniacz miał wbudowany odpowiedni przedwzmacniacz gramofonowy. Obecnie najczęściej spotyka się oddzielne urządzenia tego rodzaju, i oto właśnie do testu w Audiostereo trafił taki oddzielny phonostage niemieckiej firmy AQVOX, urządzenie które można zaliczyć do niezbyt drogich, ale technicznie złożonych. AQVOX produkuje sprzęt głównie na rynek profesjonalny, zaś w ofercie ma poza testowanym Phono 2 CI również wzmacniacze mikrofonowe i przetworniki C/A.

 

Zewnętrznie Phono 2 CI to skromne płaskie aluminiowe pudełko (ale eleganckie i starannie wykończone), którego zarówno przednia jak i tylna ściana są napchane pokrętłami, przełącznikami i gniazdami. Wynika to z konstrukcji urządzenia, które zawiera wiecej, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Phono jest urządzeniem o torze w pełni zbalansowanym, przynajmniej w torze dla wkładek MC, począwszy od gniazd wejściowych na XLR aż po wyjścia również w tym standardzie. Ta część Phono pracuje w trybie prądowym, co w praktyce oznacza między innymi znacznie mniejszą różnicę wzmocnienia pomiędzy nisko- i wysokopoziomowymi wkładkami MC, oraz dostosowywanie się stopnia gramofonowego do wkładki, bez potrzeby ręcznej regulacji obciążenia. Producent zaznacza, że właśnie w tym trybie Phono gra optymalnie i aby każdy nabywca mógł z niego korzystać, dołącza nawet przejściówki RCA-XLR. Jednak jest też dostępny tryb napięciowy, przyjmujący sygnał przez gniazda RCA, wyposażony w regulację rezystancji (na mikroprzełącznikach), jednak w dość ograniczonym zakresie: można wybierać tylko między 100 omów, 1 kOhm i 47 kOhm. Dla wkładek MM (tylko RCA) jest wybór obciążenia pojemnością, w postaci pięciu opcji od 47pF do 884 pF.

 

Wzmocnienie odbywa się w klasie A, w tranzystorowym single-ended, z zastosowaniem elementów dyskretnych. Kolejną cechą charakterystyczną tego urządzenia jest zastosowanie (razem z korekcją RIAA) stałej czasowej Neumanna. W praktyce zmienia to nieco odpowiedź w zakresie powyżej 10 kHz, co zdaniem konstruktora ma wpływ na odbiór całego pasma, poprawiając zgodność fazową, przejrzystość i poczucie naturalności. AQVOX Phono pozwala na różnorodne modyfikowanie wzmocnienia (z tyłu dwie opcje +6 i +20 dB, oraz pokrętła z przodu pozwalające na wzmocnienie +14 dB), można też odłączyć uziemienie i użyć filtra poddźwiękowego. Wszystko to wpakowano do niewielkiego, bardzo płaskiego pudełka, co było możliwe dzięki zastosowaniu zasilacza impulsowego. Jak wynika z tego opisu, Phono jest urządzeniem skomplikowanym. Do rozstrzygnięcia pozostało tylko pytanie, jak te rozwiązania techniczne przełożą się na jakość dźwięku? Ponieważ wzmacniaczyk przyszedł prosto z fabryki, dałem mu ponad tydzień na wygrzanie się i niezobowiązujące pogranie w moim systemie, po czym wziąłem go w obroty.

 

Brzmienie AQVOX-a jest wyrównane i rzetelne. Słyszy się, że jest to produkt starannie dopracowany pod względem technicznym. Tam, gdzie wzmacniany jest bardzo słaby sygnał, krytycznym parametrem jest poziom szumu. AQVOX jest cichy, szum urządzenia dał się wychwycić dopiero z uchem przy głośniku wysokotonowym. Pod względem charakteru brzmienia Phono jest trudny do opisania. Nie jest miękki, twardy, słodki, analityczny, wolny albo szybki, przede wszystkim jest równy i neutralny. Można spróbować opisać go przez bezpośrednie porównanie cech: a więc jest bardziej analityczny niż syntetyczny, bardziej chłodny niż ciepły, brzmi też raczej lekko niż ciężko. Są to jednak delikatne akcenty i nie można powiedzieć, że dominują nad przekazem. Phono przypomina mi trochę w brzmieniu świetny polski stopień gramofonowy Amplifikator – jest podobnie dobry w szczegółach i mało podgrzany. Oczywiście technicznie są to zupełnie inne urządzenia.

 

AQVOX wydaje się ‘obojętny” brzmieniowo. Bardzo dobrze wypadł fortepian w nagraniach Billa Evansa i w referencyjnej płycie Stockfisch. W nagraniach małych składów jazzowych uwagę przyciąga wyraźna góra, obecność instrumentów perkusyjnych jest tu nieco bardziej podkreślona niż w Amplifikatorze czy w referencyjnym combo Grahama Slee. Średnie tony sprawiają wrażenie równych jak stolnica, również bas nie wybija się na pierwszy plan. W połączeniu z mocną górą momentami dawało to wrażenie lekkiej suchości (wiele zależało od płyty). W większości wypadków ten sprzęt stoi po mniej uczuciowej stronie muzyki, jednak trudno zdecydować, czy to wada czy zaleta. Graham Slee brzmi nieco barwniej, ale kosztuje dwa razy więcej. Na pewno też niektóre lampowe phono dadzą więcej pierwiastka liryzmu (plus porcja szumów gratis). Warto posłuchać, jak AQVOX radzi sobie w skomplikowanych fragmentach muzyki, zarówno przy większych skłądach jazzowych, jak i w symfonice. Phono nie gubi się, nie dopuszcza do zlewania się dźwięków, nie spłaszcza dynamiki, wreszcie też nie dogrzewa.

 

Aby upewnić się, czy testowany sprzęt nie jest nadmiernie ostry lub suchy, próbuję go zwykle na nagraniach muzyki elektronicznej z lat 70. i 80. Na talerzu wylądował Vangelis i Tangerine Dream. Na tych szorstko nagranych płytach AQVOX nie wyłożył się, nie przeciągnął brzmienia do absurdu, osuszając dodatkowo i tak szorstki dźwięk. Słuchanie przestrzennego plumkania i dziwnych harmonii, które z takimi emocjami śledziłem nocami przez radio, nie przyniosło tym razem zawodu. Wynika z tego, że Phono nie jest urządzeniem grającym sterylnie, przeciwnie, pozwolił zatopić się z przyjemnością w brzmieniu „Przyjaciół pana Cairo” czy „Opera Savage”.

 

Dla wkładek MC producent rekomenduje wykorzystanie wejść XLR, jednak oczywiście sprawdziłem też, jak zabrzmi Pre w trybie napięciowym, przez wejścia RCA. Wybrałem w tym celu impedancję 100 omów, pamiętając, że mój Shelter bardzo dobrze pracował na podobnej wartości z Amplifikatorem. Zgodnie z przewidywaniami, znacznie spadło wzmocnienie, musiałem użyć ustawienia +20 dB. Minimalnie wzrósł poziom szumu. Na Vangelisie, od którego zacząłem tym razem, odniosłem nieoczekiwane wrażenie poprawy dźwięku: stał się gładszy, jakby w większym stopniu wypływał z przestrzeni niż z kawałka krzemu. Słuchało się tego lepiej. W toku dalszych odsłuchów stwierdziłem, że przez RCA brzmienie tego przedwzmacniacza jest nieco cieplejsze i trochę mniej precyzyjne, kontury dźwięków nie są tak wyraźne, bowiem całość dostaje odrobinę analogowej mgiełki (nie mylić z „szarym cyfrowym nalotem”!). Dźwięk jest ciut bogatszy barwowo. Prawdę mówiąc, trudno zdecydować, która z opcji daje dźwięk obiektywnie lepszy. Producent twierdzi, ze pierwsza. Ja chyba wolę drugą. W każdym razie jest to interesujący wybór i dobrze, ze AQVOX na niego pozwala.

 

Ogólnie jest to bardzo uniwersalny i technicznie zaawansowany phonostage, pozostawiający nabywcy pole do interesujących eksperymentów brzmieniowych. Dźwięk pod żadnym względem nie zawodzi. Phono 2 CI to solidny sprzęt o profesjonalnych korzeniach, który może być podstawą zaawansowanego systemu analogowego.

Alek Rachwald

 

 

Szczegółowe dane

 

Dystrybutor: Nautilus

Cena: 3500 zł

Czułość wejściowa RCA: 49db - 68db / 0,4-12mVrms 1kHz, 1Vrms out XLR

Impedancja wejściowa RCA: 47-kOhm, regulowana do 1-kOhm i 100-Ohm

Pojemność weijściowa RCA: 47pF wewnętrzna, regulowana +47pF, +100pF, +220pF, +470pF

Czułość wejścia prądowego XLR: 55db - 75db (odpowiednia do wkładek od 0,10mV do ponad 3,5mV)

Impedancja wejścia prądowego XLR: 10 Ohm

Korekcja: RIAA ze stałą czasową Neumanna +/- 0,25 dB (50kHz roll-off)

Filtr infradźwiękowy: -9dB / 10 Hz, -18 dB / 5 Hz, -48 dB / 2 Hz

Wymiary zewnętrzne (S/W/G): 43,5 x 5,9 x 29 cm

 

 

System wykorzystany w teście: wzmacniacz zintegrowany SoundArt Jazz, kolumny VA Beethoven, Neat Acoustics Momentum 4i, gramofon VPI Aries 3 (upgrade)/HWM-10.5/Shelter 901, filtr sieciowy IsoTek Sigmas, kable: interkonekt Argentum, kabel phono VPI, głośnikowe Velum LS-G, Argentum 6/4, sieciowe IsoTek i Zu.

Załączone miniatury



Opinie użytkowników

Rekomendowane komentarze

Pan Redaktor wybaczy, ale ślepnę na starość a próżność nie pozwala nosic mi okularów.

To i przeoczyłem.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ktoś dał ciała i wsadził przetwornicę zamiast porządnego transformatora , tym bardziej , że do układu z wejściami o dużej czułości - Słabo mi się to "cacko" widzi .

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Proponuję porównać koszty dobrego transformatora wraz zasilaczem ( ok 150 zł) oraz koszty przetwornicy z paru elementów ( może 25 zł) to w skali makro produkcji są to już znaczące zyski . Na tym forum DIY jakoś nikt nie zachwyca się przetwornicami tym bardziej nie ma żadnego opracowania masowo powielanego bądź klonu gotowego układu - proszę logicznie pomyśleć dlaczego .

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

To nie pierwsze zastosowanie zasilacza impulsowego w sprzęcie o profesjonalnych korzeniach. Poza oszczędnością finansową daje też oszczędność miejsca (bardzo płaska obudowa AQVOXa).

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Muszę jednak powiedzieć, ze po dłuższym okresie użytkowania i porównaniu z dalszymi phonostejdżami, Aquvox wydaje mi sie w moim systemie wyraźnie za lekki brzmieniowo. Basu by się więcej zdało, ciała. Pod tym względem nie za dobrze się z VPI i Shelterem zgrało.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Aqvox (a za nim C.E.C. w konstrukcjach Candeiasa) stosuje z zasady zasilanie impulsowe. Mam takie w swoim DACu i problemu nie widzę. Zaleta jest taka, że nie potrzeba trybu czuwania bo bez muzyki DAC pobiera raptem 5W. Wpływu na brzmienie nie jestem w stanie zidentyfikować.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.