Jump to content

Opinie: płyty CD - ostatnio dodane

Sign in to follow this  
  1. Ray Brown Superbass

    kontarbasy, kontrabasy i jeszcze raz kontrabasy. Trzech gości wymiata sobie jazzowo na tych instrumentach. Powiem krótko, nie lubialem kiedys jazzu, ale ta plyta w duzym stopniu przyczynila sie do diametralnej zmainy zdania. Mimo swej skomposci w instrumenty, muzyka nie jest nudna. Ciekawe solowki, dobre motywy muzyczne, czesto na tyle wesołe i niespodziewane, ze pojawia sie usmiech na twarzy sluchacza. W 2 utworach kontrabasom towarzyszy perkusja, w kilku pianino. Udezenia przyciskanych szybko strun do gryfu slychac doskonale. Piekne to dzwieki Co tu duzo gadac, kawal dobrej muzyki. Szczerze polecam
  2. Patricia Barber Modern cool

    To jest jedna z pierwszych płyt dzięki którym zacząłem słuchać jakiejkolwiek odmiany jazzu. Wcześniej szerokim łukiem omijałem półki z jazzem w sklepach płytowych mając stereotypową opinię o tym gatunku muzycznym. Przede wszystkim na płycie jest niepowtarzalny wieczorny KLIMAT tworzony głównie za pomocą akustycznych instrumentów popartych solidną pracą perkusji i basu . Od pierwszego utworu "Touch of the trash" zarówno w warstwie tekstowej jak i muzycznej czuć ,że artystka robi wszystko żeby i nam udzielił się nieco dekadencki nastrój wieczoru w zadymionym klubie. W dłoni raczej lampka wina niz kufel piwa - ewentualnie szklaneczka Jacka Danielsa . Oprócz pierwszego utworu szczególnie zasługują na wyróżnienie "Winter" , "You & The Night & The Music" , dłuuugie solo perkusyjne w "Company" oraz " Post modern blues". Inne utwory niewiele w/w ustępują - wg mojego odczucia nieco gorzej wypadła PB w coverach " Ligth my fire" oraz " She's a lady" - wersje tych songów niekoniecznie są lepsze od oryginałów ponieważ ich aranżacja jest dostosowana do klimatu całości . Trans trwa do samego końca płyty i dopiero chóralne "Let it rain" zapowiada ,że trzeba znowu nacisnąć "play" ;-) Jeśli to jest jazz to naprawdę to lubię ;-)
  3. Mike Oldfield Amarok

    Amarok byl naglym odskokiem od tego co Mike tworzyl w latach 80tych. Po popowych piosenkach, eksperymentach na komputerowych samplerach nagle artysta powrocil do korzeni! Album jest stworzony w tradycyjny sposob - na wszystkich instrumentach gral sam, efekty wychodzily spod jego reki, zadnych sampli. I plyta okazala sie objawieniem dla wiernych fanow. Muzyka jaka ja wypelnie to cos niesamowitego i nieszablonowego. Sama forma jest juz dziwna: jeden track (sciezka) ktory trwa godzine. Oraz ten napis na tylnej okladce... 'Nie dla szmatouchych glupoli' - to zdanie nie jest tam ot tak sobie. Ta muzyka jest specyficzna. W 60 minutach ujety zostal strach, przerazenie, zdenerwowanie (zeby nie powiedziec wkur******) a zarazem radosc i smiech. W kazdej nucie jest uczucie, zycie, kazdy dzwiek ma tutaj sens i nie wazne czy jest to 'tylko' gitara czy tez uderzenie w policzek, zbicie szklanki czy mycie zebow... Pelno tu niespodzianek, ktore przy pierwszym kontakcie moga zdziwic a nawet przestraszyc... Trudno to opisac, sam musisz posluchac i... sprawdzic czy nie jestes 'szmatouchym glupolem' :-)
  4. Mike Oldfield The songs of the Distant Earth

    Relaks + rytmiczna jazda? Czemu nie! Mike stworzyl dzieło godne Bacha, Mozarta i tym podobnych mistrzów. Muzyczna podróż w przestrzeń. Włączcie w nocy, otwórzcie okno i popatrzcie na gwiazdy. Super. Najlepsza płyta Oldfielda
  5. KoRn Issues

    Zwą to ludzie nu-metalem. raz przesłuchana płyta pozostaje w głowie na długo. Po jakimś czasie zaczynamy z hałasu wylaniać muzykę pełną emocji, prądu i wiatru. Teksty też niczego sobie. Gitara basowa to mistrzostwo świata.
Sign in to follow this  



×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.