Jump to content

Opinie: płyty CD - ostatnio dodane

Sign in to follow this  
  1. Residents The Third Reich'n'Roll

    Trzecia Rzesza Rock\'n\'Rolla...... Na tej płycie mamy esencję filozofii i stylu The Residents. Czyli ogólna niechęć do machiny zwanej \"szoł biznesem\", do komercyjnej strony muzyki..... I odzwierciedlenie tegoż w ich stylu czyli namiętnie posługiwanie się groteską, karykaturą, parodią - stąd też wynikają te wszystkie pokrętne i pokraczne melodie, dziwne instrumentarium oraz niezwykłe środki wyrazu....... Na płytę składają się dwie rozbudowane kompozycje, będące właściwie zlepkiem przebojów i znajdziemy tu m.in. satisfaction Stonesów, in a gadda da vida, hey jude i wiele inncyh....... Tyle że cięzko w ogóle cookolwiek rozpoznać ponieważ piosenki te zostały w makabryczny sposób wynaturzone, zdeformowane.... Powstał jeden wielki zgiełk i chaos, mam wrażenie że niestrawny dla słuchacza. Nie lubię tego albumu. To taka gombrowiczowska walka z formą przeniesiona na grunt muzyczny ale z miernym, odpychającym rezultatem......... Płyta kuriozalna, może i warto jej posłuchać......
  2. KoRn Take a Look in the Mirror

    Jest słabiutko. Po dobrych dwóch poprzednich albumach mam nieodparte wrażenie że Korn powoli się wypala. Płyta jest w sumie nijaka, nic nowego nie wnosi do gatunku zwanego nu-metalem, brakuje kompozycji z prawdziwym pazurem, do tego jacyś rapujący goście. I największy zarzut - do głosu coraz bardziej dochodzą inspiracje Korna i właściwie mamy tutaj plagiat. Chodzi oczywiście o Primusa. Z \"Take a Look...\" posłuchajcie utworu \"Deep Inside\" a potem \"Eleven\" z \"Sailing The Seas Of Cheese\" Primusa. Jak dla mnie to jest ten sam numer.
  3. Slayer World Painted Blood

    Nasunęła mi się pewna dygresja - byliśmy już świadkami narodzin "rocka geriatrycznego" tj. udanej kontynuacji kariery przez zespoły z lat 60-ych, niedługo możemy zaobserwować to samo w przypadku kapel metalowych - Tom Araya ma już 48 lat ... Ale nieważne metryki, ważna muzyka. A ta robi wrażenie. Jest i ostro i szybko, jak przystało na ten zespół. Chyba agresywniej niż na poprzedniej płycie. Wiek nie osłabił ekspresji weteranów trashu. Największe wrażenie robi tradycyjnie perkusja, to Dave Lombardo jest najważniejszą postacią tego spektaklu. Już w trakcie drugiego utworu, "Unit 731" kark sztywnieje od headbangu, potem jest już tylko gorzej (tzn lepiej ;D). Przy "Snuff" musiałem komicznie wyglądać podskakując na sofie w prostych, chwytliwych riffów i szaleńczej galopady perkusji. Wiele utworów wywołuje reminiscencje poprzednich albumów Slayera, ale trudno oczekiwać żeby nagle zarzucili swój styl i zaczęli grać piosenki nadające się do śpiewania przy ognisku. Nie przekonuje mnie jedynie utwór "Beuty Throu Order", nawiązujący do "South Of Heaven" i jakby wymęczony. Ale następujący po nim "Hate Worldwide" z długą, wściekłą solówka gitarową zaciera chwilę zwątpienia. Pojawia się na tej płycie trochę nietypowych dla Slayera dźwięków, lecz to tylko zaleta tej płyty. Słychać, że przy pracy nad tym albumem muzycy spędzili naprawdę dużo czasu. Efekt tej pracy jest naprawdę godny uwagi.
  4. Springsteen Bruc The Rising

    Bruce Springsteen największe sukcesy ma już chyba za sobą. Przez całą karierę tworzył kawałki mocno zaangażowane politycznie, ideologicznie. Jego twórczość literacka bywa niekiedy nawet analizowana w kręgach akademickich. Lata lecą, a Boss nagrywa dalej, choć jego utwory nie pojawiają się już tak często jak dawniej na listach przebojów. The Rising jest pierwszą płytą Springsteena nagraną z The E Street Band od czasów Born in the USA. Po pierwszym przesłuchaniu płyta wydała mi się trochę taka nijaka. Brak na niej utworu, który od razu wpada w ucho, czyli potencjalnego przeboju. Pomimo tego, że jest na niej kilka ciekawych kawałków (Paradise, Into the Fire) to owa nijakość z biegiem czasu nie mija do końca. Wiele jest tu rzeczy przeciętnych, trochę niedopracowanych... Brakuje mi tej przebojowości, rytmiczności utworów znanych chociażby z Born in the USA. Pewnie chłopaki chcieli zrobić coś inaczej, nie powtarzać się, ale chyba nie za bardzo mieli pomysł na tę płytę. Krótko mówiąc zawiodłem się.
  5. Tiamat Wildhoney

    Nie chcialbym dokonywac takich wyborow, ale coz... przez wiele lat Wildhoney stanowil dla mnie plyte, ktora nie miala sobie rownych. Coz, po pewnym czasie oczywiscie musi nadejsc znudzenie, co nie zmienia faktu, iz jest to swietna plyta... niepowtarzalny klimat, przepiekna muzyka... niosla natchnienie przy wielu okazjach :) Plyta stanowi muzycznie jedna, spojna calosc... chyba najbardziej przemyslana w dorobku tiamatu. I niestety (badz stety, bo to juz inna historia) na niej tiamat moim zdaniem zakonczyl pewien etap swojego istnienia. Pozniejsza muzyka to juz calkiem inne brzmienia (takze swietne kawalki, jednak juz zupelnie inne klimaty) i chyba nie nalezy sie nimi sugerowac przy odsluchach wildhoneya. Szczerze polecam.
Sign in to follow this  



×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.