Jump to content

Opinie: płyty CD - ostatnio dodane

Sign in to follow this  
  1. KYUSS Muchas Gracias: The Best of Kyuss (2000)

    Kyuss rozpadł się w 95'. Są różne domysły czy teorie czemu tak się stało, faktem jest, że większość składu tworzącego ostatnią płytę, zakłada Queens of the Stone Age, natomiast wokalista Josh Garcia zakłada Unidę. Promowany jako the best of, album zawiera 5 oryginalnych utworów z poprzednich płyt, 4 numery koncertowe oraz 6 których nie było na "głównych" płytach Kyussa. Były one natomiast na singlach Kyussa (mało popularna sprawa). Utwory koncertowe pochodzą The Marquee Club z 1994 roku. Jest to gdzieś w Niemczech (nie wiem dokładnie bo sprzedałem oryginał tej płyty Kyussa). Uważam że wszelkie best of w wypadku kultowych zespołów do jakich zaliczam Kyussa, mija się z celem. Tu nie ma mowy o best ofach - tutaj całe płyty tworzą pewien niezapomniany klimat, nie ma mowy o tzw. hitach. Uważam że każdy wybór niby najlepszych traków w przypadku Kyussa, byłby błędny; nie da się wybrać 5 czy 10 utworów i powiedzieć "oto Kyuss w pigułce". Takie jest moje zdanie. Co do utworów "nowych", uważam ze są raczej ciekawostką i nie mają klimatu który mieliśmy na "pełnoprawnych" czterech wydawnictwach. Jeśli zaś chodzi o numery koncertowe (Gardenia, Thumb, Conan Troutman, Freedom Run), to są one nagrane w miarę dobrze, są dynamiczne, żywe, pełne energii. Wokal jest wyraźny i z charakterystycznym dla Garcii gardłowym przydźwiękiem:) W utworach koncertowych tkwi sens wysłuchania tego albumu, tak uważam. Ciężko mi ocenić ten album. Przecież nie ocenię go po tych wydawanych na singlach utworach, bo brak w nich magii Kyussa; nie ocenię go również po wybranych 5 numerach, ani po koncertowych... Ogólnie rzecz biorąc, jako naprawdę wielki fan muzyki Kyussa, uważam że album nic nie wnosi, może poza koncertowymi wykonaniami. Polecam bardziej jako ciekawostkę dla że tak powiem mocnych Kyussowców (podobnie jak EPkę Sons of Kyuss). Osobom chcącym poznać dopiero Kyussa, polecam 4 "paradygmatyczne", legendarne ich albumy:))) Wystawiam ocenę ze względu na koncertówki.
  2. KYUSS Sons of Kyuss (1990)

    Początkowo Kyuss nazywał się "Sons of Kyuss" i działając pod tą nazwą, wydał jedną EPkę "Sons of Kyuss" w ilości 1000 egzemplarzy na winylu (niektóe źródła podają że 500). Potem oczywiście nastąpiła reedycja tego winyla, jest on obecnie dostępny. Na "Sons of Kyuss" nie grał basista Nick Oliveri, dołączył on po tym wydawnictwie, a przed nagraniem "Wretch". Album czy mini album jak kto woli, zawiera 8 utworów. Część z nich ukazała się potem na "Wretch", część nie (5 traków). Materiał muzyczny jest w klimatach "Wretch", może łagodniejszy, mniej szybki. Płyta zasługuje na uwagę raczej tylko fanów Kyussa i ich pierwszego albumu pod nazwą "Kyuss". Gdy nie było jej reedycji, stanowiła gratkę dla kolekcjonerów wydawnictw legendarnych stoner rockowców.
  3. Bjork Homogenic (1997)

    Trzeci płyta islandzkiej artystki wydana we wrześniu 97'. Tytuł płyty - Homogenic - to wymyślone przez Bjork słowo, niejako połączenie fotogeniczny (fotogenic) i ludzki czy człowiek (homo). Patrząc na okładkę albumy, można jakoś skojarzyć taki tytuł z wymową okładki. W każdym bądź razie, "Homogenic" zawiera dziesiątkę utworów i trwa ponad 40 minut. Muzyka jest już wyraźnie inna niż na poprzednich dwóch wydawnictwach. Płyta ma już jakiś określony styl, jest bardziej emocjonalna, utwory nie są bardzo kontrastowe, nie ma tej wesołości z "Post". Ogólnie jest dużo smyczków, głos Bjork smutnawy, lekko sentymentalny, refleksyjny, przeciągły, skupiony. Materiał muzyczny stanowi zwartą całość. Jest to zdecydowanie już dojrzała płyta islandzkiej artystki. Wg wikipedii: "Sama Björk powiedziała, że muzyka na Homogenic odzwierciedla górzysty, morski, wulkaniczny i lodowcowy krajobraz jej rodzimej Islandii". I coś w tym jest. Szczególnie taka jakaś lodowatość, ale nie obojętność, po prostu smutne emocje, kojarzące się mi z takim akurat klimatem. Jeszcze bardziej będzie to odczuwalne na kolejnym albumie "Vespertine". Na "Homogenic" pojawiają się naprawdę wielkie utwory Bjork. Oczywiście na poprzednich wydawnictwach, również są utwory znane i bardzo popularne,; na 3. płycie są to jednak już utwory dosyć monumentalne, bardzo dojrzałe, dopracowane, przemyślane. Nie ma tu już takich czy innych inspiracji muzycznych, które w jakimś stopniu, wg samej Bjork, oddziaływały na nią przy "Debut" i "Post". Tutaj mamy Bjork "na tacy". Płyta bardzo osobista; "Vespertine" będzie kontynuacją tej stylistyki (w mojej opinii będzie jeszcze bardziej osobista, jeszcze bardziej emocjonalna). Bardzo znanym i pięknym utworem jest "Unravel". Jest to bardzo emocjonalny, wręcz romantyczny kawałek. Pojawiają się też weselsze utwory: Alarm Call, 5 Years. Z kolei numer 9 - Pluto - jest doskonałym pokazem możliwości wokalnych artystki. Na "Homogenic" jest sporo elektroniki, jednak chyba mniej niż na "Post". Ostatnim utworem jest "All is full of Love": piękna kompozycja, nieśpieszna, tajemnicza, niemal metafizyczna czy mistyczna. Coś absolutnie pięknego, nie do opisania. Utwór jest jak modlitwa, coś niesamowitego. Unosi w górę bardzo wysoko. Sprawia że człowiek jest lepszy. Bjork pokazuje na swym trzecim albumie, już nie tylko swą oryginalność, nietuzinkowe możliwości wokalne i niebanalne połączenie elektroniki z instrumentami (co słyszeliśmy na "Debut" i "Post"), ale ogromną wrażliwość, jeszcze większą emocjonalność, dojrzałość artystyczną, kobiecość, poczucie muzyki bardzo osobistej, jednak trafiającej do słuchaczy. Długo by wymieniać walory. Materiał na "Homogenic" jest absolutnie oryginalny. Oczywiście, jak już pisałem we wcześniejszych recenzjach płyt Bjork, jedni jej nie trawią, jedni ją uwielbiają. Uważam że muzyka na "Homogenic" jest piękna. Jest wyrazem wielkiej dojrzałości absolutnie jednej z ważniejszych wokalistek muzycznych kiedykolwiek. Zdecydowanie polecam. Rzadko kiedy mamy do czynienia z tak wielką wrażliwością muzyczną i emocjonalnością przekazu.
  4. Bjork Debut (1993)

    Wszystko jak poprzednio:))))
  5. Bjork Telegram (1996) [remixy]

    Płyta zawiera 10 utworów, będących remixami utworów z "Debut" i "Post". Płyta o tyle jest autorstwa Bjork, o ile jest ona autorką piosenek, natomiast nie zajmowała się obróbką materiału muzycznego. We wkładce do płyty mamy tylko 1 zdanie: "I'd like to thank the 'remixers' and tell them how honoured me and my songs are to have become ingredients of their mixing - desk. Ta. Bjork". Miło:))) Oprócz tych podziękowań są tylko zdjęcia artystki autorstwa Nobuyoshi Araki, utrzymane w kolorystyce niebieskiej. Autorami mixów są następujący 'mixerzy': Lucy, Brodski Quartet, Further over the edge, Dobie's, Deodato, Dillinja, Massey, Mika Vaionio. Pojawia się jeden nowy utwór nie będący mixem: nr. 4: "My spine" - wykonuje go oczywiście Bjork, i Evelyn Glennie. Fantastyczne 'dzwoneczki':))) (informacje o autorstwie mixów zaczerpnąłem z internetu gdyż w oryginale płyty nie ma tych informacji). Kilka sł,ów o muzyce: mixy są zdecydowanie ciekawe. Nie są utrzymane w jakiejś jednej męczącej elektronicznej manierze, wręcz tylko niektóre są typowo elektroniczne. Pojawiają się też nie-elektroniczne instrumenty. Całość nie jest nudna, nie jest to rodzaj mixów który "traci" gdzieś po drodze Bjorkowatość - przeciwnie, artystka jest stale obecna, należy naprawdę przyznać, że remixy są bardzo dobrą, delikatną robotą. Wg wikipedii: "Björk zwróciła się z prośbą o wykonanie remiksów do artystów, których podziwiała, dając im przy tym wolną rękę". Efekt bardzo ciekawy, płytę jak najbardziej polecam - proszę się nie dać zwieść że to mixy: brak tu namolnej elektroniki, Bjork jest jak najbardziej obecna a utwory są nadal delikatne, emocjonalne i ciekawe. Przy nr. 7. - You've Been Flirting Again (Flirt is a promise mix), można się naprawdę wzruszyć. Coś pięknego... Zdecydowanie należy zapoznać się z tym albumem, jeśli ktoś jeszcze nie miał ku temu okazji.
Sign in to follow this  



×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.