Jump to content

Opinie: płyty CD - ostatnio dodane

Sign in to follow this  
  1. Jacques Loussier Trio The Four Seasons

    Pierwszym albumem Jaques'a Loussier był album poświęcony Bachowi ( "Play Bach" ). Ku zdziwieniu samego autora i jego przyjaciół, którzy płytę nagrali bardziej "dla zabawy" zbiór interpretacji dzieł mistrza stał się bardzo popularnym albumem zapewniającym francuskiemu pianiście, kompozytorowi i eksperymentatorowi popularność. Loussier wydawało sie pozostanie specjalistą d/s interpretacji bachowskiej polifonii, ale już wkrótce założył trio firmowane swoim nazwiskiem. Ponieważ najlepiej czuł sie w kompozycjach z mocną linia basową niechętnie myślał o wydaniu kolejnych płyt traktujących w ten sam sposób dzieła innych mistrzów...uległ jednak na szczęście moje i wszystkich miłośników jazz'u ( i nie tylko ) i nagrał płytę, której walory docenić może każdy kto słuchał "Cztery Pory Roku" nie tylko w słuchawce telefonicznej, w oczekiwaniu na głos pani z centrali( swoją drogą, w ten sposób można obrzydzić najlepszą muzykę ), ale ją zna niemalże do ostatniej nuty. U Vivaldiego powtarzające się fragmenty koloryzuje barwa sekcji smyczków i cała gama dynamicznych, artykulacyjnych i intonacyjnych efektów, u Loussier zadanie to wypełniają trzy instrumenty, na których nie ma możliwości zagrać "długich" nut. Efekt ten uzyskuje przez genialność kombinacji klasycznego grania i własnych improwizacji. Tam gdzie w oryginale gra cały skład orkiestry, u Loussier'a jest miejsce na ekstrakt, na 100% esencjonalny wyciąg z genialnej muzyki baroku. Choć wydaje się niemal niemożliwym improwizowanie tematów, w których zmiana jednego dźwięku zmienia sens całości, Jaques z przyjaciółmi wychodzi z tego nie tylko obronną ręką, ale jeszcze przygniata nas z siłą padającego muru berlińskiego niesłychaną precyzją i punktualnością dźwięku, a wykazuje się niezwykłą wrażliwością gdy nadchodzi czas adagio zagranego z wielkim feelingiem. Muzyka na dobre i złe dni , do samochodu i do słuchania w domu,dla koneserów i laików. Przyprawiona odrobiną whisky smakuje jeszcze lepiej...
  2. Roger Waters Amused to Death

    Warstwa muzyczna troszke patetyczna ale jeszce ujdzie. Wokal Watersa jest deczko obciachowy, ale ujdzie. Najmocniejsza strona kompozycji z Amused to Death sa bez watpienia teksty. Tyle.
  3. Alphaville Forever Young

    Banalny album. Dziesięć całkowicie elektronicznych utworów, proste, choć nie do końca głupie teksty. Trzy wielkie przeboje ("Forever Young", "Sounds like a melody", "Big in Japan"), które będą trwać tak długo, jak długo będą działać komercyne stacje radiowe. I... nic więcej. Album tylko dla tych, którzy bardzo lubią dyskotekowe brzmienia połowy lat 80-tych.
  4. Frank Zappa The Best Band You Never Heard In Your Life

    Stary dobry rock? Gdzie tam! No chyba, ze filmy Monty Pythona to stare dobre komedie. The Best Band You Never Heard In Your Life to kompilacja utworów granych na koncertach granych głównie w europie w 1988r. Potężna dwupłytowa dawka świetnej muzyki okraszonej przednim humorem. Oprócz utworów FZ znajdziecie na niej takie perełki jak "Ring of Fire", "Purple Haze" czy "Stairway To Heaven".
  5. Roger Waters Amused to Death

    Dla zaawansowanych słuchaczy i laczej wielbicieli tych klimatów. Waters cudownie przekazuje klimacik i muzyczne opowieści tworza nierozerwalną całość.Trudno słuchać konkretnego utworu bez wnikliwej analizy całości. Nie są to przeboje, ale jakie to ma znaczenie dla genialnej muzyki. Sposób realizacji powala ale o tym niżej.
Sign in to follow this  



×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.