Jump to content

Opinie: płyty CD - ostatnio dodane

Sign in to follow this  
  1. KYUSS Blues For The Red Sun (1992)

    Drugi Kyuss: i podobny i inny od 'Wretch'. Styl już bardziej dojrzały, jest już pewien kierunek który będzie w miarę kontynuowany na kolejnych płytach. 'Blues...' jest w pewnym sensie projektem perkusisty Branta Bjorka. Płyta jest szybka, ale już nie ma tej wściekłości i surowości co 'Wretch'. Kyuss idzie w stronę magii, klimatu:-) Gitary niesamowite, perkusja mistrzostwo świata, bas bardzo dobry, wokal już nie tak surowo-wściekły jak na debiucie, nadal jednak ma tą szybkość i lekką gardłowość; idealnie komponuje się z muzyką. Do dwóch utworów płyty powstają dwa teledyski, a zespół zaczyna być troszkę bardziej popularny, liczne słowa pochwały od bardzo znanych zespołów, Kyuss supportuje przed ich koncertami. Zespół pozostaje jednak nadal kultowy, popularny w pewnych kręgach, nie podąża w stronę popularności i efekciarstwa. Płyty trzeba posłuchać. Gra na perkusji - nie spotkałem się z lepszą perkusją w muzyce rockowej. Choćby wspomnieć początek 'Molten Universe'. Utwory Kyussa często zaczynają się powoli i klimatycznie, by nagle rozpędzić się do niesamowitego tempa - jest to bardzo częste na wszystkich płytach. Wokal nie pojawia się w każdej piosence, co uważam za plus, muzyka z 'Blues...' jest tak absorbująca i wciągająca, że momentami wokal nie jest absolutnie potrzebny. Magia, magia i jeszcze raz magia. Choćbym wspomnieć motyw z '50 million Year Trip (Downside Up)'. Płyta przez wiele osób uważana za najlepszą płytę Kyussa, uważam że słusznie, jednak gdybym musiał wskazać najlepszą i byłbym zmuszony to zrobić, powiedziałbym że najlepsza jest kolejna: 'Welcome to Sky Valley'.
  2. KYUSS Wretch (1991)

    Pierwsza płyta Kyussa, początek tzw. stoner rocka. Wcześniej nagrali demo, jeszcze pod nazwą 'Sons of Kyuss'. Część utworów z tego dema znalazła się na 'Wretch'. O dobrej muzyce nie trzeba wiele mówić, wystarczy posłuchać. Muzyka z pierwszego Kyussa to szybki, ostry, wściekły materiał. Płyta jest oryginalna, wokal nieco gardłowy, co jednak uważam za plus, zdecydowanie pasuje do rodzaju gitarowego grania. Czasem myślę o tej płycie, jako o takim mega wku*wieniu, rozpędzającym się do czerwoności:-) Niektóre utwory mogą brzmieć nieco prowincjonalnie, jeśli chodzi o wokal, ale to pierwsza płyta, jeszcze nie ma określonego kierunku. Ostatni utwór: Stage III, gitara i bas a także talerze- mistrzostwo świata. Efekt odrzutowca przekraczającego prędkość dźwięku, niesamowite: TRZEBA posłuchać! Płyta świetnie się zaczyna, a kończy genialnie. Polecam każdemu kto uwielbia gitary, szybkość, oryginalny wokal i coś zupełnie innego. Bo Kyuss to magia, choć akurat na 1. płycie jest jej najmniej. Jedna z moich ulubionych płyt w życiu:-) Surowa, szybka, wściekła, męska płyta.
  3. Lene Play With Me

    Ciekawe czy przebrnęliście przez bogate opisy dwóch albumów grupy Aqua i zapoznaliście się z tą muzyką. Jeśli nie proszę nadrobić zaległości, jeśli tak to wasze... męki zostaną teraz wynagrodzone ;P Opisy te miały wprowadzić was na trop tej oto płyty, wydanej solowo przez wokalistkę przezabawnej grupy Aqua. Lene Nystrom, bo o tej słodkiej Pani oczywiście mowa, po oficjalnym rozwiązaniu, czy może raczej zawieszeniu działalności Aquy, decyduje się na nagranie płyty, na której muzycznie zdecydowanie odcina się od kreskówkowego świata i lalki Barbie ;) Muzykę zawartą na płycie można po prostu określić jako glam-rock, dokładniej jest to mieszanka rocka, popu i R&B. Słychać inspirację, czasem nawet delikatną zrzynkę od wielu innych artystów/kapel, ale dzięki dziwnej mieszance stylów, większość piosenek brzmi dość nietypowo. Muszę przyznać że choć nie przepadam za współczesną, popową muzyką czy R&B, to na tej płycie fragmenty grane w tym stylu bronią się bardzo dobrze głównie dzięki mocnym, rockowym, gitarowym zagrywkom, oraz urozmaiconym efektom stereofonicznym tworzonym przez elektronikę. Lene stworzyła na przekór prostym piosenkom jakie śpiewała w zespole Aqua, płytę gęstą, o wiele trudniejszą choć również przebojową, pełną przepychu w różniaste dźwięki i prawdziwą, nie plastikową muzykę. Poczucie humoru jakie nieodłącznie towarzyszyło Lene w grupie Aqua i tym razem nie opuściło piosenkarki. W wielu kawałkach pozuje na drapieżnego sex-vampa (no, nie da się ukryć, Lene jest urodziwa ;), zresztą wystarczy spojrzeć na niektóre tytuły piosenek: Virgin Superstar, It's Your Duty, Bite You, Pants Up. Cóż za odmiana w porównaniu do przerysowanej, słodkiej Barbie Girl ;P Lene śpiewa na tej płycie całkowicie inaczej niż w zespole kolegów Duńczyków. Słuchać że potrafi zarówno czarować swym głosem i zmysłowo zawodzić jak i dać czadu. Choć może przez to że śpiewa tu już bardziej normalnie, jej głos nie brzmi tak niepowtarzalnie dziecinnie i niewinnie jak w grupie Aqua. Jedne z moich ulubionych kawałków na tej płycie to Bad Coffee Day i Scream. Obie piosenki są klasyczno rockowe, aż ciężko uwierzyć że śpiewa je ta sama wokalistka która niegdyś piszczała: I'm a barbie girl, in the barbie world ;) Świetnie wychodzą również We Wanna Party prowadzony przez szybko, mięsiście plumkającą gitarę basową, ten kawałek mocno kojarzy mi się z muzyką rock-pop z mojego ulubionego okresu, lat 80tych. Za to na Here We Go słychać echa muzyki chyba jeszcze starszej ;) Idąc dalej, zabawny, przebojowy, seksowny, prowadzony przez elektryczną gitarę It's Your Duty, równie dobry i nieco podobny w klimacie Play With Me, albo nieco psychodeliczny Bite You. Bardzo fajnie brzmi również soft-popowy Pretty Young Thing albo bluesowy Up In Smoke. Właściwie wszystkie kawałki mają coś w sobie, albo po porostu nastrojowo kołyszą albo dają czadu. Muzycznie utwory są bardzo urozmaicone, w każdym słychać dbałość o najdrobniejsze szczegóły. Płyta z pewnością spodoba się bardziej audiofilom dla których kreskówkowa Aqua jest za trudna w odbiorze, niczym dla przeciętnego zjadacza chleba ich free-jazz ;P Choć album nie zachwycił rodzimych słuchaczy wokalistki (Norwegia), zbierał bardzo pochlebne recenzje na całym świecie, i przez wielu został uznany za wielce niedoceniony. Nie sposób się z tym nie zgodzić, zmieszanie stylów R&B z rockiem, okraszone dodatkowo popowymi, zazwyczaj łatwo wpadającymi w ucho melodiami, plus charakterystyczny, wysoki wokal Lene, stworzyło płytę na tyle niezwykłą że na pewno wartą posłuchania. Z pewnością takiej muzyki jaką znajdziemy na płycie nie powstydziłaby się nagrać nawet Madonna (podobnie z realizacją, ale o tym później) ;P Postawię asekuracyjnie cztery gwiazdki, po prostu nie obracam się niemal w ogóle w tych klimatach i nie wiem jaki światowy poziom prezentuje muzyka R&B. Poza tym nie przepadam za współczesnym popem ;) No i jeszcze niestety nie da się ukryć, że w porównaniu z muzyką Aquy, solowa płytka Lene jest po porostu podobna do zwykłych, współcześnie nam tworzonych na poważnie rzeczy. To już nie te wspaniałe, wyraziste i kolorowe, nieco krzykliwe klimaty Cartoon Heroes (nawiasem, ten kawałek powinien zostać hymnem grupy Aqua). Na płytce Lene mamy już normalną muzykę dla poważnych dorosłych. Jeszcze w ramach zachęty dodam, że w większości opinii prywatnych użytkowników internetu płytka dostawała od nich maksymalne oceny ;)
  4. Indukti S.U.S.A.R.

    Będzie krótko. Mocne, metalowe-progresywne łojenie w klimatach Toola. Co bardzo ważne, zespół jest Polski. Muzyka z nieprawdopodobnym drivem i kopem (nie bez znaczenia jest tu znakomita realizacja). Klimatycznie podciągają ją jeszcze skrzypce na których gra Pani Ewa Jabłońska. Wbrew pozorom znakomicie wpasowała się ona w ciężki styl grania przesterowanych gitar. Gościnnie słychać również harfę która nadaje jeszcze większe egzotyki tej muzyce. Na wokalu, również gościnnie, udziela się Mariusz Duda (Riverside), ale w większości muzyka jest instrumentalna. Jeśli lubicie Toola to na 100% polubicie i tą płytę. Ciężki klimat, transowo bijąca sekcja rytmiczna, przestrzenne gitarowe przestery, dynamiczne zmiany tempa (cicho – głośno). Skrzypce zastępujące znakomicie w pewien sposób wokal. Mimo że muzyka jest mocno odtwórcza (Tool), a kompozycje dość jednorodne, brzmi i tak nietypowo jeśli porównać ją z masą innego, nie Toolowego łojenia. Śmiało więc płyta zasłużyła na cztery gwiazdki. Opis wyjątkowo oszczędny, nie ma się co rozwodzić nad walącymi bębnami i wyjącymi gitarami, każdy rocker wie o co w tym wszystkim się rozchodzi ;)
Sign in to follow this  



×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.