Jump to content

Opinie: płyty CD - ostatnio dodane

Instrukcja dodawania Opinii: https://www.audiostereo.pl/opinie-instrukcja-dodawania-plyty/
  1. Nasunęła mi się pewna dygresja - byliśmy już świadkami narodzin "rocka geriatrycznego" tj. udanej kontynuacji kariery przez zespoły z lat 60-ych, niedługo możemy zaobserwować to samo w przypadku kapel metalowych - Tom Araya ma już 48 lat ... Ale nieważne metryki, ważna muzyka. A ta robi wrażenie. Jest i ostro i szybko, jak przystało na ten zespół. Chyba agresywniej niż na poprzedniej płycie. Wiek nie osłabił ekspresji weteranów trashu. Największe wrażenie robi tradycyjnie perkusja, to Dave Lombardo jest najważniejszą postacią tego spektaklu. Już w trakcie drugiego utworu, "Unit 731" kark sztywnieje od headbangu, potem jest już tylko gorzej (tzn lepiej ;D). Przy "Snuff" musiałem komicznie wyglądać podskakując na sofie w prostych, chwytliwych riffów i szaleńczej galopady perkusji. Wiele utworów wywołuje reminiscencje poprzednich albumów Slayera, ale trudno oczekiwać żeby nagle zarzucili swój styl i zaczęli grać piosenki nadające się do śpiewania przy ognisku. Nie przekonuje mnie jedynie utwór "Beuty Throu Order", nawiązujący do "South Of Heaven" i jakby wymęczony. Ale następujący po nim "Hate Worldwide" z długą, wściekłą solówka gitarową zaciera chwilę zwątpienia. Pojawia się na tej płycie trochę nietypowych dla Slayera dźwięków, lecz to tylko zaleta tej płyty. Słychać, że przy pracy nad tym albumem muzycy spędzili naprawdę dużo czasu. Efekt tej pracy jest naprawdę godny uwagi.
  2. Piąta studyjna płyta Bestie Boys'ów jest bardzo wesoła, podkłady są ciekawe. Elektronika jest całkiem fajna, choć przy długim słuchaniu może męczyć/nudzić. Na szczęście utwory klimatyczne i spokojne takie jak "Sneakin' Out The Hospital", "Song For Junior" czy "I Don't Know" sprawiają, że płyta jest naprawdę ciekawa i nie składa się tylko z numerów elektroniczno-dynamiczno-zabawnych. Ogólnie płyta jest dobra, mimo tego, że to 5-ty album, jest warta posłuchania, choć nie jest tak dobra jak "Ill Communication". Warta do posłuchania raz na parę dni, na poprawienie humoru:-) Na mnie działa:))) Polecam:)
  3. Pierwszy album w sensie pełnym Toola. Wydany w rok po EPce "Opiate". Jedna z płyt... ...niełatwych w odbiorze, zrozumiała dopiero po pewnym czasie (podobnie jak Aenima). Słucham jej od dobrych 7-8 lat i nadal jest dla mnie ciekawa. Pierwsze co nasuwa mi się na myśl, to surowość materiału muzycznego wraz z precyzją. Płyta jest przemyślana. Muzykę uważam za naprawdę duży skok w porównaniu z EPką "Opiate". Początkowo ta zwartość i surowość do mnie nie przemawiały, nie rozumiałem dlaczego muzyka jest właśnie taka precyzyjna i równocześnie surowa, a wokal nieco inny niż na "Opiate" - nadal wściekły, ale jakby w inny sposób, bardziej skupiony, przez co jakby treściwszy (choć pierwsze wrażenie mówi co innego). Na album składa się 10 traków, ostatni (Disgustipated) trwa ponad kwadrans i po krótkim dosyć "innym" utworze, następują minuty wypełnione cykaniem świerszczy (czy czegoś co cyka). jest to ciekawe, kiedyś to przewijałem czy wyłączałem, ale warto tego posłuchać. Jest w tym pewne skupienie i spokój, przynajmniej dla mnie:) Płytę charakteryzuje mocne uderzenie ale nie takie jak na "Opiate" - mamy do czynienia już z czymś o wiele bardziej przemyślanym. Także muzycznie jest już bardzo ciekawie. Również tekstowo jest niebanalnie. O ile późniejsze wydawnictwa, zwłaszcza Lateralus, będą bardzo ułożone; wręcz przemyślane co do sekundy, to uważam, ze coś nich brakuje. To coś jest na "Undertow", surowość i wściekłość ale ubrana w bardzo przemyślany układ muzyczny, wydający się jakby lekko suchy, co doskonale pasuje do wokalu i ogólnego przekazu. Na "Undertow" jest kilka znanych utworów; właściwie pierwsze trzy, jednak siłę albumu upatruję w późniejszych kompozycjach; zwłaszcza numer "Flood" uważam za interesujący. Świetne wejście, niesamowita energia. Płytę uważam za świetną, ale równocześnie prostą. Nie jest tak popularna jak "Lateralus"... ...bo jest trudniejsza niż wspomniana L. Zdecydowanie polecam. Świetna muzyka. Najlepszy Tool - tak uważam po około 10 latach słuchania tego zespołu...
  4. Wydana w 1992 roku debiutancka EPka zawiera 6 utworów, w tym 2 utwory na żywo (Cold and Ugly i Jerk-Off). Całość jest utrzymana w podobnym klimacie: jest szybko, wściekle i dynamicznie. Wokal jest wyraźny, doniosły, bardzo żywy. Ktoś zapyta może czy może być martwy wokal? Niedosłownie, ale uważam że tak; może być bez wyrazu. Tutaj go nie brakuje - zaryzykuję nawet stwierdzeniem, że te pierwsze tool-owate wydawnictwo, ma najwścieklejszy i najmocnieszy wokal ze wszystkich albumów. Potem już nieco go "wygładzili"; dostosowali do muzyki, którą jednak z płyty na płytę w ten czy inny sposób zmieniali. Obok 6 utworów, znajduje się na "Opiate" bonusowy "The Gaping Lotus Experience" - na cd jest on ukryty w ostatnim utworze, na winylu jest na stronie B. Muzyka na "Opiate" jest zdecydowanie warta uwagi. Jest zwarta, szybka, dynamiczna, z wykopem. Gdyby Tool został przy tej stylistyce byłby na pewno mniej znanym zespołem, na szczęście zespół rozwijał się z płyty na płytę i ciągle poszukiwał innych rejonów muzycznych, nie zostając przy określonej stylistyce poprzedniej płyty. W tym tkwi jego progresja:) Ciągłe poszukiwania, znający dobrze ich wszystkie albumy, wiedzą o czym mowa. Podsumowując, "Opiate" uważam za bardzo udany debiut, zespół mimo że nie gra właściwie na tym wydawnictwie wielkich odkryć, czymś się wybija; jest inny niż metalowe, rockowe czy grunge'owe zespoły początku lat 90', a dopiero później, kolejnymi płytami, jeszcze bardziej udowodni że nie jest łatwy do zaszufladkowania i stanowi klasę samą dla siebie.
  5. Kyuss rozpadł się w 95'. Są różne domysły czy teorie czemu tak się stało, faktem jest, że większość składu tworzącego ostatnią płytę, zakłada Queens of the Stone Age, natomiast wokalista Josh Garcia zakłada Unidę. Promowany jako the best of, album zawiera 5 oryginalnych utworów z poprzednich płyt, 4 numery koncertowe oraz 6 których nie było na "głównych" płytach Kyussa. Były one natomiast na singlach Kyussa (mało popularna sprawa). Utwory koncertowe pochodzą The Marquee Club z 1994 roku. Jest to gdzieś w Niemczech (nie wiem dokładnie bo sprzedałem oryginał tej płyty Kyussa). Uważam że wszelkie best of w wypadku kultowych zespołów do jakich zaliczam Kyussa, mija się z celem. Tu nie ma mowy o best ofach - tutaj całe płyty tworzą pewien niezapomniany klimat, nie ma mowy o tzw. hitach. Uważam że każdy wybór niby najlepszych traków w przypadku Kyussa, byłby błędny; nie da się wybrać 5 czy 10 utworów i powiedzieć "oto Kyuss w pigułce". Takie jest moje zdanie. Co do utworów "nowych", uważam ze są raczej ciekawostką i nie mają klimatu który mieliśmy na "pełnoprawnych" czterech wydawnictwach. Jeśli zaś chodzi o numery koncertowe (Gardenia, Thumb, Conan Troutman, Freedom Run), to są one nagrane w miarę dobrze, są dynamiczne, żywe, pełne energii. Wokal jest wyraźny i z charakterystycznym dla Garcii gardłowym przydźwiękiem:) W utworach koncertowych tkwi sens wysłuchania tego albumu, tak uważam. Ciężko mi ocenić ten album. Przecież nie ocenię go po tych wydawanych na singlach utworach, bo brak w nich magii Kyussa; nie ocenię go również po wybranych 5 numerach, ani po koncertowych... Ogólnie rzecz biorąc, jako naprawdę wielki fan muzyki Kyussa, uważam że album nic nie wnosi, może poza koncertowymi wykonaniami. Polecam bardziej jako ciekawostkę dla że tak powiem mocnych Kyussowców (podobnie jak EPkę Sons of Kyuss). Osobom chcącym poznać dopiero Kyussa, polecam 4 "paradygmatyczne", legendarne ich albumy:))) Wystawiam ocenę ze względu na koncertówki.
  6. Początkowo Kyuss nazywał się "Sons of Kyuss" i działając pod tą nazwą, wydał jedną EPkę "Sons of Kyuss" w ilości 1000 egzemplarzy na winylu (niektóe źródła podają że 500). Potem oczywiście nastąpiła reedycja tego winyla, jest on obecnie dostępny. Na "Sons of Kyuss" nie grał basista Nick Oliveri, dołączył on po tym wydawnictwie, a przed nagraniem "Wretch". Album czy mini album jak kto woli, zawiera 8 utworów. Część z nich ukazała się potem na "Wretch", część nie (5 traków). Materiał muzyczny jest w klimatach "Wretch", może łagodniejszy, mniej szybki. Płyta zasługuje na uwagę raczej tylko fanów Kyussa i ich pierwszego albumu pod nazwą "Kyuss". Gdy nie było jej reedycji, stanowiła gratkę dla kolekcjonerów wydawnictw legendarnych stoner rockowców.



×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

Wykryto oprogramowanie blokujące typu AdBlock!
 

Nasza strona utrzymuje się dzięki wyświetlanym reklamom.
Reklamy są związane tematycznie ze stroną i nie są uciążliwe. 

Prosimy wyłącz rozszerzenie AdBlock podczas używania strony.

Zarejestrowani użytkownicy mogą wyłączyć ten komunikat.