Jump to content

Opinie: płyty CD - ostatnio dodane

Sign in to follow this  
  1. The Rolling Stones Dirty Work

    Nierówna i nie najlepsza płyta w dorobku RS. Ale jest tutaj tyle złej energii i rockowego brudu, że warto od czasu do czasu jej posłuchać, byle głośno!
  2. The Rolling Stones STILL LIFE (American Concert 1981)

    W zasadzie poprzednia opinia jest wyczerpująca, dodam jedynie, że płytka jest naprawdę znakomita i bardzo energetyczna! Polecam także video z tym materiałem.
  3. The Rolling Stones Dirty Work

    Płyta zespołu którego w 1986 w zasadzie nie było ... Muzycy mieli ochote nawzajem się pozabijać, co dokumentują teksty utworów, teledysk do "One Hit (to the body)" oraz styl nagrywania tego albumu - Sir Michael Philip Jagger zakradał się do studia, kiedy reszta (a szczególnie Mr Keith Richards) poszli już do domu i dogrywał wokal, wykrzykując teksty o rozbijaniu nosów, karierowiczostwie i brudnej robocie (którą niech teraz wykonuje inny frajer). Na koniec wyznaje charczącym głosem w dość prymitywnym "Had It With Tou" swojemu Błyszczącemu Bliźniakowi, że go kocha, ale tamten jest skurwysynem i w ogóle żal dupę ściska jak taka stara miłość umiera ... W odpowiedzi jak zawsze wyluzowany Keith O Twarzy Belzebuba odpowiada niefrasobliwie w zaśpiewanych przez siebie 2 utworach, że dziecko jest niegrzeczne (Too Rude )a najlepiej to niech się prześpi (Sleep Tonight). No i tak sobie na tej płycie pogadali. Muzycznie album jest dość nierówny - otwiera go naprawdę dopieszczony i chwytliwy rocker "One Hit" i dzieje się dużo dobrego - świetne partie gitar, melodyjne chórki, a bicie Wattsa wyrywa nogi z butów. Kolejny - "Fight" cechuje spora dawka agresji i jeszcze mocniejsze bicie w bębny, trzeci utwór to perełka - taneczna przeróbka starego R&B "Harlem Shuffle" która w wykonaniu Stonesów stała się naprawdę wielkim przebojem. Tak naprawde na płycie grupy zaszufladkowanej jako "typowo rockowa" najlepiej wypadły utwory utrzymane w pogodnych i tanecznych rytmach - poza "Harlem Shuffle" - "Too Rude" w klimacie reggae, "Back To Zero", na koniec nastrojowa pościelówa "Sleep Tonight". Z reszty na wspomnienie zasługuje jeszcze całkiem dobry i dopracowany rocker tytułowy, a jego tekst doda nam odwagi prz wymiganiu się od jakiejś paskudnej roboty, kiedy zanucimy "let somobody do that dirty work, find some loser find some jerk" (np pod adresem żony która domaga się powiedzmy zebrania pajęczyn z sufitu ;D) Z ciekawostek - na płycie gościnnie zagrał Jimmy Page. Nie uważam tego albumu za wybitny, ale jest całkiem interesujący i zasługuje na zapoznanie.
  4. KYUSS Welcome to Sky Valley (1994)

    Pierwszy kontakt z muzyką tego zespołu budzi konsternację - co oni grają? Metal, grunge, prog-rock, blues rock? Nie: "Stoner Rock/Metal" ! Wspomóżmy się Wikipedią: "... Stoner rock i stoner metal to zamiennie stosowane terminy określające podgatunek rocka i metalu. W stoner rocku często stosowane są powolne tempa, psychodeliczne improwizacje, basowe gitarowe riffy i melodyjne wstawki. Gitarzyści stosują różnorodne efekty gitarowe, przede wszystkim wah-wah i pogłosy. Śpiew jest szorstki i ma prostą rytmiczną melodię. Produkcja jest często bardzo surowa, ograniczona do minimum może nawet brzmieć amatorsko. Stoner powstał w wyniku fascynacji latami 60. i 70. Słychać w nim naleciałości psychodelicznego, kosmicznego rocka i klimatu towarzyszącego dopiero co tworzącemu się heavy metalowi. W stoner metalu słychać wyraźne wpływy doom metalu. Zespoły stoner rockowe często wśród swych inspiracji wymieniają Black Sabbath, Led Zeppelin, Jimiego Hendriksa, Deep Purple. ..." Aha. Ta płyta jest absolutnie hipnotyzująca. Z początku odczuwa się niedowierzanie i poirytowanie - co oni tak męczą te instrumenty? Co tak wolno i jakby przydługo? Dlaczego te brzmienia są tak brudne i rozmyte? Ale muzyka wciąga nas nieubłaganie, do krainy nostalgii, mistyki, dźwięków pięknych i przemyślanych. Czasami drapieżnych, energetycznych (np. "100°", "N.O."), czasami kojących, ale opartych na transowych rytmach - jak "Space Cadet". I zawsze nieszablonowych. Jawi się nam falujące, nagrzane powietrze, drgające nad pustynią w Texasie, gdzie nagrywano ten album. Powiew świeżości i pasji. Kompozycje jakby "wypływają" jedna z drugiej, tworząc wrażenie słuchania spójnej całości (na pierwszych wydaniach tej płyty były jedynie 3 kompozycje, dopiero później podzielono je na 10 utworów). Słychać skupienie muzyków na grze, ich wielką wrażliwość i zaangażowanie. Przy skromnym instrumentarium, bez wyrafinowanych studyjnych zabiegów stworzyli prawdziwe rockowe misterium. Kończący płytę żartobliwy "jingiel" wybudza z zasłuchania - co, już koniec? No to jeszcze raz - "play" ... ;D
  5. The Rolling Stones STILL LIFE (American Concert 1981)

    To chyba najbardziej zmasakrowana przez krytyków płyta grupy. Powstała w okresie, kiedy zespół był w konflikcie personalnym (agresja słowna i czynna między Jaggerem, Richardsem i Wattsem), zaś spożycie narkotyków przez muzyków i ich ekipę osiągnęło wówczas apogeum (podczas koncertów działki z kokainą i heroiną leżały na głośnikach , żeby artyści mogli się na bieżąco "wspomagać"). W takiej atmosferze odbyła się gigantyczna amerykańska trasa zespołu w 1981, którą obejrzało 3 mln widzów. 10 wykonań live z tej trasy to właśnie płyta "Still Life". Zarzuty krytykantów wobec tego wydawnictwa są wręcz zabawne: a to, że muzyka z tej płyty jest "sterylna" (bo dobrze zagrana?), a to "brak w niej życia" (ja pierdole, chyba jej nie słyszeli !) i wpada w "formułę show biznesu" a muzycy okazali się "estradowcami" (a kim mieli sie okazać - dentystami?). Irytujące, bo to jedna z moich ulubionych płyt, a na Allmusic ma 1 gwiazdkę ... Oczywiście, moja irytacja i ocena jest subiektywna, więc zachęcam Was do zapoznania się z tym abumem i wystawienia swoich opinii - bo może to ja się mylę ??? Album otwiera porywająca, oparta na perfekcyjnym gitarowym dialogu wersja "Under My Thumb". Następnie zespół wkręca się na wyższe obroty i przez nerwowe "Shattered" i szybkie rockabilly ("Twenty Flight Rock") dochodzą do kulminacji w "Goin To A Go Go", gdzie zespół zmienia się w jeden pulsujący rytmem mechanizm. Właśnie wielkim atutem tej płytem są wykonania utworów mniej znanych i zapożyczonych, dzięki czemu całość zyskuje na spontaniczności. Napięcie lekko słabnie przy trochę chaotycznym "Let Me Go", ale już brawurowe wykonanie nostalgicznego "Time Is On My Side" ponownie wprowadza słuchacza w błogostan. W relaksującym "Just My Imagination" śmielej do głosu dochodzą dęciaki, tradycyjnie u Stonesów przeplatając się z partiami gitarowymi. Następnie dynamiczna, premierowa wersja Start Me Up (trudno w to jakoś uwierzyć, ale tego utworu przed 1981 rokiem ...NIE BYŁO! ;D). Na zakończenie podkręcona rytmicznie Satisfaction. Cała płyta wręcz kipi energią i przy zachowaniu wykonawczej precyzji oddaje klimat szalonych koncertów, które odbyły się w 1981, w USA (wizualizacja znalazła się na filmie Hala Ashby "Let's Spend the Night Together").
Sign in to follow this  



×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.