Jump to content

Opinie: płyty - ostatnio dodane

1023 opinie płyty

U2 - Achtung Baby

‘Achtung Baby’ – pod tym zimnym tytulem rodem z ‘Czterech Pancernych i Pancerfaust’ kryje sie najlepsza plyta U2 – bez dwoch zdan. Kiedy juz wydawalo sie, ze zespol wyeksploatowal swe mozliwosci nagle przyszlo olsnienie. ‘A moze zagrac tak cos bardziej normalnie, tradycyjnie, pozbyc sie wlasnego brzmienia?’ Oczywiscie, do konca tak sie nie da i U2 pozostaje U2 ale odwaga zostala nagrodzona. Pewnie bylo trudno bo takie zwroty akcji sa trudne ale oplacilo sie. Widac to zreszta po ostatnich produkcjach U2, gdzie juz nie ma przywiazania do wlasnej tradycji. I chwala im za to. ‘Achtung Baby’ to zestaw silnych pozycji, wlasciwie nie ma knotow na tej plycie. Sa za to rzeczy oblednie efektowne. Ktoz sie oprze kolyszacej biodrami kobiecie z ‘Mysterious Ways’ (chyba najpelniejsza piosenka na plycie), kto sie oprze dyskretnemu urokowi ‘Live is Blindness’ czy ‘So Cruel’. No i do tego takie hiciorskie kawalki jak ‘One’ czy ‘Even Better Than The Real Thing’. Wspaniala plyta.

Pink Floyd - Wish You Were Here

Cos wspaniałego!!! Tego nie da sie opisac to trzeba posłuchac!!! Mam znajomych którzy uwazają ze nie ma pieknych długich utworów?! Za kazdym razem puszczam im Shine On You Crazy Diament i szybko zmieniaja opinie na ten temat!!! Pierwsze słowa wypowiadane sa po 8 min ale tego sie nie odczuwa!!! Trzeba to kochac i rozumiec!!!

Rush - A Show of Hands

Jeżeli zaczynać od Rush to polecam tę pozycję. Mimo że jest to zmiksowany koncert ich kilku występów z końca lat 80- tych, słucha się "od deski do deski". Początek Intro przemienia się w The Big Money i ta przemiana jest idealna. Zaczynają ścianą dźwieków, które i tak poukładane są w przestrzeni jak zwykle inteligentnie i z umiarem. Ale to nic, bo dalej jest Subdivisions, które w tej wersji jest boskie! Słuchałem jej tysiące chyba już razy, a w Pradze zabrzmiało podobnie! Kolejne utwory pochodzą z płyt Hold Your Fire i Power Windows, powiem szczerze że nie lubie tych płyt ale na tym koncercie brzmią świetnie. To na co zawsze czekamy - solo na perkusji Peart'a The Rhythm Method - najlepsze jakie słyszałem a ostanie z Rio jest Panie Peart za długie i w końcu nudne! (ocena koleżanki):-) Jest też troszkie elektronicznej perkusji ale takiej sympatycznej nawet, nie potrafie jednak wyobrażić sobie Red Sector A na tradycyjnej. Płytę kończy Closer to the Heart; Geddy na A Show of Hands miał chyba najbardziej ciekawy i czysty głos. Mankamenty - może przydałoby się coś z Moving Pictures albo może La Villa Strangiato - ale to już było na Exit Stage Left (też rewelacja)! No i na Video A Show of Hands nie ma ukochanego Subdivisions:-( Ocena ogólna: Jedna z najlepszych plyt rockowych.

Placebo - Sleeping with ghosts

zespół jest na tyle rewelacyjny i na tyle znany, że nie mógł sobie pozwolić na nagranie słabszej płyty. więc SWG musiała być nowoczesna i nowocześnie brzmiąca. z jednej strony jest to duży plus gdyż szybko wpada w ucho jednocześnie pozostając głęboką muzyką z ciekawymi tekstami. z drugiej strony brakuje mi tu surowości oraz perwersji z albumu Black Market Music. bardzo dużo świeżej energii, werwy... Do tego ciekawe single. Płytę polecam każdemu bo naprawdę dociera do szerokiej publiczności choć nie wszystkich to zapewne cieszy.

Milkshop - Milkshop

uwazam ze to jeden z najciekawszych debiutow na polskiej scenie muzycznej. Slucha sie tego prawie tak dobrze jak Portishead, Goldfrapp czy Waldeck. No coz, to nie muzyka dla koneserow radiowych przebojow,a juz na pewno do sluchania w samochodzie. No nic, goraco polecam tym, ktorzy oczekuja od muzyki czegos wiecej, a zwlaszcza od rodzimych produkcji. Tak nie wiele sie dzieje na naszym rynku muzycznym, a tak zle sa odbierane tak swietne debiuty, egh, zgroza... Trudno sie dziwic ze artystom nie oplaca sie tworzyc-siac na taki grunt.

Sheryl Crow - The Globe Sessions

The Globe Sessions to zapis sesji w studiu nagraniowym Globe. Rok 1998. Sheryl Crow w wielkiej formie. Szczegoly? Prosze bardzo. Skoro wiemy, ze pani Sheryl transponuje rockowe brzmienia lat 60-70-80-tych i nadaje im wspolczesny blichtr to i w tym przypadku nie jest inaczej. Instrumenty z epoki brzmia nieco po nowemu a koneksje do dawnego stylu sa tylko koneksjami a nie kalka. Ogladajac okladke – sceny ze studia – od razu zostajemy wprowadzenie w klimat. Takze odsluch tej plyty potwierdza podejrzenia. Slychac ciche rozmowy w studio i wiele utworow tak konczy jak i zaczyna sie od pogaduszek czy szmerow jakie moga towarzyszyc praca nad plyta. Czesto pojedyncze instrumenty zabieraja sie do pracy na poczatku piosenki i wciagaja powoli reszte az do zlapania charakterystycznego, mainstreamowego brzmienia. Sheryl Crow gra na gitrze basowej, gitarach i klawiszach (takze czesto Wurlitzer!). Towarzyszy bardzo profesjonalny zespol. W chorkach znalazlo sie miejsce i dla jej siostry. Dedykacje dla rodziny. Sheryl Crow nie spiewa na 100% swych mozliwosci ekspresji, nigdy nie popada w histerie a raczej opowiada spokojnie historie. Owszem, swietna piosenka *Members Only* jest zaspiewana wiecej niz z przekonaniem ale wciaz nie przekraczana jest granica darcia sie jak przy wbijaniu na pal. Na plycie wyroznia sie wiele piosenek, wlasciwie kazda przykuwa uwage. Jednak wspomne *My Favorite Mistake* za nieco przewrotny tekst i wciagajaca melodie oparta na mocnym basie. Takze zawsze czekam na *Anything But Down* - po prostu przeboj, *It Don’t Hurt* z brzmieniem uzyczonym przez Led Zeppelin. *Maybe That’s Something* - nieco psychodeliczne przywoluje wspomnienia lat hippisow. Dylanowy *Mississippi* wykonany jest porywajaco i zupelnie inaczej, niz nagrana kilka lat pozniej przez Boba Dylana wersja autorska. *There Goes The Neighborhood* jest podobnie wciagajaca – nie mozna oprzec sie urokowi a na dodatek swietna, tracaca The Rolling Stones sekcja deta. W sumie plyta bardzo udana choc moze brakuje jej spekakularnego przeboju moszczacego sie na kilka tygodni na szczycie hit-list. Ale skoro cala plyta jest taka dobra to czy to problem? Na mojej prywatnej liscie wielkich wykonawcow rocka ostatnich lat pani Sheryl Crow znajduje sie na samych szczytach. Wydaje wyjatkowo pelne i wartosciowe zbiorki na absolutnie topowym poziomie. Szkoda, ze jest taka ladna. Jej uroda myli. No wiecie – blondynka, jak ktos taki moze porzadnie grac, spiewac i komponowac. A przeciez swiadectwa sa do nabycia w sklepach :- ) Goraco polecam. Nie zawiedziecie sie.

Custom Trio - Back Point

Skład zespłu Marcin Oleś - bas Bartłomiej "Brat" Oleś - perkusja Krzysztof Kapel - saksofon tenorowy i sopranowy Maciej Sikała - saksofon tenorowy Wydawnictwo www.Nottwo.com Nie będę długo opisywał bo to nie ma sensu - lepiej posłuchać :) Po pierwsze - nie jest to płyta dla zaczynających przygodę z jazzem. Może być za ciężka, niezrozumiała, a nawet trochę agresywna, drapieżna. Po drugie - jest to płyta dla ludzi, którzy szukają: - świeżości, - młodości, - wolności, - nieskrępowana, - muzyki zagranej do ostatniego tchu - bez oszczędzania. Po trzecie - Ogień na całej płycie !!! Nie ma wytchnienia. Od 1 do ostatniego kawałka jest "grubo". Są momenty, w których sekcja perkusji mogłaby być podbudowa zespołu rockowego, na dodatek Bartek "Brat" Oleś grający smyczkiem na basie dodaje do całości takiego ognia ... - wogóle dziwne, ze nic jeszcze się nie pali ;) Nie można zapominać o K. Kapel, który razem z M Sikała dolewają "jazzowej benzyny" do całości. [tylko nie myślcie o naszej benzynie ...;)] To co "Polska Fabryka Jazzowa braci Oleś" pokazuje, napawa mnie uwielbieniem i wręcz daje mi otuchę, że nie będzie tak źle z nasza muzyka. Niech nam żyja długo i płodnie bracia Oleś :)

Alanis Morissette - Jagged Little Pill

Zapewne jedna z najwazniejszych plyt konca ubieglego wieku. Patetycznie brzmi ale tak wlasnie jest. Jagged Little Pill. Rok 1995. Sila plyty tkwi glownie w tekstach. Tak sobie myslalem, ze przytaczajac kilka wyjasnilbym wiecej niz piszac o nich. Alanis zlapala siebie na zakrecie zyciowym, jakis zwiazek sie rozpadl, nowego jeszcze nie ma. Stoi kazda noga na innej krze. I pisze o sobie, swych odczuciach. Robi to z ekshibicjonistyczna szczeroscia, naga i otwarta na ile to mozliwe. ‘Pewnie kiedy ja teraz pieprzysz zamykasz oczy i widzisz moja twarz’ albo ‘Myslisz, ze bedzie lepsza matka twoich dzieci’ albo ‘Czyz to nie ironia losu? Kiedy spotykam mezczyzne swego zycia on za chwile przedstawia mi swa sliczna zone’. Kiedy powstala ta wielka plyta ona miala ledwie 22 lata. Sprzedano 30 milionow egzemplarzy. Mysle, ze dlatego, ze nie sposob wysluchac bez emocji tak szczerego wyznania uczuc wszelkich – od nienawisci do konkurentki po subtelne prosby o nowa milosc. Poruszajace. Muzycznie jest ta plyta takze pewnym ewenementem. Poniewaz teksty sa napisane bez wiekszego rygoru co do rymu i rytmu czesto konieczne jest specjalne traktowanie wokalu by nadrobic te braki. Powstaja zawilosci melodyczne na miare Tori Amos czy Erykah Badu. Ale mimo to jest dobrze. Melodie sa rozpoznawalne i chwytliwe. Koszmarem moze zas wydac sie proba (inaczej tego nie mozna okreslic) grania przez Alanis soloweczek na harmonijce ustej. No ale to drobiazg, niewielkie zaklocenie odbioru. W sumie wielkie dokonanie. Szkoda jedynie, ze jest to wlasciwie niepodrabialne dzielo no bo ilez razy mozna sie tak odkrywac i miec nowe, wazne przezycia do sprzedania. Dlatego tez kolejne plyty Alanis pozostaly w cieniu tej wielkiej. Moze troche niesprawiedliwie bo takze sa niezle i inne. Ale taka juz ironia losu.

Boy George - U never b2 straight

Boy George? Och, chyba nie moze byc wiekszego obciachu!! Tak powie pewnie spora grupa ludzi. Ale myla sie. Prosze, posluchajcie plyty: ‘U never b2 straight’ (warning!: this record is sexually confused). W moim prywatnym rankingu w czolowej piatce plyt wydanych w 2002 roku – to pewne. Zaczyna sie kabaretowo, potem jakis jazz, w koncu akustyczne spiewanie przy gitarze bez innych instrumentow. Atmosfera silnie unplugged choc plyta niewatpliwie studyjna. Boy George ma swietny glos choc moze nie jest to latwe do zauwazenia w piosenkach typu ‘Karma Cameleon’ czy ‘Do You Really Wants To Hurt Me?’. Jest bieglym kompozytorem co na tej plycie widac. Pisze poruszajace i poetycki teksty na poziomie Cohena, Dylana czy Paula Simona. Czyz moze byc cos lepszego? Tak! Na tej plycie zamiata na gitarze akustycznej jakis gosc. Gra tak, ze szczeka opada i powiem szczerze, ze glownie na nim koncentrowalem sie wczoraj, kiedy sluchalem tej plyty po raz kolejny. Operowanie rytmem, dynamika, wybrzmiewaniem – to jest poezja. Na wlasny uzytek nazawalem goscia Mistrzem Swiata W Grze Na Gitarze Akustycznej. Oczywiscie w wymiarze rockowym. Niemniej wrazenie powalajace. Ten czlowiek do ostatniego detalu wie co robi i to jest piekne, miodek. Pewnie podbny efekt bylby gdyby zamknac w jednej celi Gintrowskiego, Alberta i Strobela i dac im ze 3 gitary ;-) Oblawa!!!! Sluchajac wczoraj plyty rozpracowalem poslugujac sie zalaczona ksiazeczka kto zacz. Nie trzeba byc Holmesem by dojsc, ze imie Mistrza Swiata W Grze Na Gitarze Akustycznej jest John Themis. Dzis rzucilem okiem w internet i z przyjemnoscia dojrzalem, ze urok Johna Themisa udzielil sie i innym artystom, ktorzy go zaprosili do swych nagran. Oto ‘krotka’ lista: Dido Blue Stevie Wonder Emma Bunton Charlotte Kylie Minogue Sugababes George Michael Madonna Amici Lee Ryan Atomic Kitten Craige David Spice Girls Cat Stevens Will Young Gerri Halliewell Blazing Squad Sophie Ellis Bextor Lemar Samantha Mumba Girls Aloud Jamelia Darius Gerri Halliwell Shaun Escoffery Lulu Ronan Keaton Natalie Imbruglia Mary J. Blige The Appletons Five. Gabrielle Rod Stewart Boy George and Culture Club Taboo B.B. Mak Russel Watson Dolly Parton Tori Amos Ladies First M2M Victoria Beckham Louise Des'ree Emmylou Harris Cher Boyzone Fierce Eternal Jessica Garlick Dane Bowers Smoke City Bleachin Michael Kamen Elton John Andrew Lloyd Galliano Christian Dior Gary Barlow Sinead O'Connor Blondie Tanita Tikarem Mica Paris The Beloved Suggs Brian Ferry Pet Shop Boys Billie Ray Martin O.M.D. Chris De Burgh Maria Nayler Barry Manilow Malcom Mc Claren Trevor Horn Gary Kemp Holly Johnson Belinda Carslile Haddaway Simon Climie Bond Ofra Hasa Paul Young Kim Wilde Bellefire Othello Odyssey The Saint Eaters of the Dead Wings of a Dove Victoria's Secrets Nigel Kennedy The Grid Wendy and Lisa Alphaville Jason Donovan Black Marie Claire Ray Simpson .................. Wracajac do plyty Boya George'a. Mimo, ze dlugasna nie mozna sie nudzic. Na zakonczenie porywajaca wersja wymietego hitu (nirwana przez male n)Hari-Krishna, Krishna-Krishna, Hari-Hari z towarzyszeniem chorkow, zaspiewow buddyjskich oraz.. Londynskiego Choru Gospel (!). Mocna rzecz i tak porywa, ze mialem ochote zawinac sie w przescieradlo i wyjsc na ulice mojej wsi i tancowac. Ostatecznie jednak zrezygnowalem. Byla polnoc a do najblizszej chalupy z kilometr. Ale plyta porywa, wierzcie mi. Na deserek nawet mamy ukryty utworek ;-) Boy George anno domini 2002 to JEST rewelacja i 5 gwiazdek niewyjete.

Pink Floyd - The Wall

No coz mozna powiedziec? Ta plyte zna chyba kazdy wielbiciel PF. Plyta zrobiona z rozmachem, wieloma ( jak to w PF) efektami ( helikopter, plaszki itd). Plyta wg mnie jest genialnia. Waters w duzej mierze opisal swoje, watki biograficzne mozna znalezc praktycznie w kazdym utworze. Oczywiscie wszechobecna jest wojna i jej obraz kreowany przez telewizje. Na tej plycie mozna znalezc jeden z chyba najbardziej znanych utworow rockowych na swiecie - Another brick in the wall. Sadze, ze jesli ktos chce zaczac swoja przygode z pink floyd to najlepiej od tej plyty.

Ayreon - Into The Electric Castle

Jest to trzecia z kolei płyta projektu pod nazwą Ayreon, pochodzi z 1998 roku. Pierwsza, "The Final Experiment" była wydana w 1995. Dzisiaj aż ciężko mi uwierzyć, że tyle czasu nie wiedziałem nic o tak wartościowym zjawisku na prog-rockowej scenie. "Into The Electric Castle" jest, jak to autor określa, "space operą". "Operą" ze względu na jej formę - bynajmniej nie chodzi tu o ten operowo-rockowy charakter brzmienia, tak często spotykany wśród zespołów skandynawskich - ale ze względu na sposób konstrukcji całej warstwy tekstowej i narracji (tak, narracji!). Mamy oto 8 osób, wyrwanych ze swoich realiów, umieszczonych w jakimś dziwnym miejscu poza czasem i przestrzenią. Następne 105 minut (ITEC to podwójny album) to opowieść o tym co muszą zrobić, aby się stamtąd wydostać, o ich podróży, którą dane jest nam z nimi razem odbyć. Gorąco polecam przynajmniej raz przesłuchać płytę z książeczką w ręku, czytając teksty. Warto. Sama muzyka to mieszanka utworów delikatnych i bardziej "zdecydowanych". Pełna harmonia instrumentalna, prawdziwa uczta dla fanów progresywnego grania, ale nie tylko - jest to swoista mieszanka stylów: znajdziemy tu folk, blues, pop, momentami jazz czy gothic a nawet metal - jest to jednak wymieszane w świetnych proporcjach i bardzo zgrabnie podane. Wszystko to w wykonaniu świetnych wokalistów: Fish, Anneke van Giersbergen (The Gathering), Sharon del Adel (Within Temtation) czy Damian Wilson (Threshold) ale również instrumentalistów, chociaż tu sław mniej: Clive Nolan (Arena) czy Ed Warby (ex-Gorefest).

Roger Waters - Amused to Death

Co prawda o gustach się nie dyskutuje, ale czytając wczesniejsze wypowiedzi mam wrażenie, ze nie tyle niektórym słoń nadepnął na uszy co krzywde sobie wyrządzili nabywająć szczątkową edukacje w podrzędnych szkołach/uczelaniach. Ciach Co do muzyki na płycie, to oczywisice zasługuje na najwyższą ocenę, jest zróżnicowana, teksty typowe dla Watersa, płyta dla ludzi inteligentnych. Motłoch nie zrozumie takich płyt (pomijając znajomosc języka), dla tlumu tłoczone sa inne produkcje. Najlepszy utwór na płycie - "Three Wishes"

The White Stripes - Elephant

Jak wiadomo w dzisiejszych czasach kiedy naciśnięcie kilku guzików na klawiaturze może tworzyć niby-muzykę ciężko o coś prawdziwego.Dla mnie jedną z najważniejszych cech jakie musi mieć muzyka jest szczerość.Słucham różnej muzyki ale na próżno jej szukać ( szczerości ).Straciły ją wszystkie kapele rockowe jak Metaliki, Korny, nie ma jej za grosz w jakimś cholernym brytyjskim szlam-rocku a o plastikowych i wyreżyserowanych produkcjach jak Britney czy JLO nie wspominam.Jak powiedziałem sam słucham wiele z tej komery bo po prostu nie mam wyboru i część z nich mi się podoba.Jednak od czasu Nirvany nigdy muzyka nie wzbudzała we mnie uczuć.Podobała mi się , słuchałem jej z chęcią ale nie przeżywałem jej.Z Nirvaną potrafiłem po prostu czuć się szczęsliwy, leżeć na podłodze i słuchać z uśmiechem lub smutkiem na twarzy.Tak.Nirvanę uważam za muzykę szczerą, PRAWIE zero sztuczności.Jednak gdy przesłuchałem przez wiele lat miliard razy każdy utwór przestalem Nirvanę jakoś emocjonalnie przeżywać.Myślę że był to proces dość naturalny.Jak się jednak okazało już nie miałem przeżywać więcej muzyki, nic co potem odkryłem mnie nie poruszyło.Z biegiem lat doszedłem do wniosku że widocznie już nigdy nie będę przeżywał muzyki, że tak ogromny wpływ Nirvany na mój stan ducha był możliwy dzięki temu że byłem wtedy młody i zeszło się to z burzliwym dojrzewaniem, teraz natomiast jestem już za stary i takie odczuwanie muzyki się juz nie powtórzy nigdy więcej. Jak się niedawno okazało myliłem się i wiadomo co mam na myśli.Od pierwszych sekund słuchania padłem na kolana, wzruszyłem się i zrozumiałem że oto druga szczera kapela na ziemi.I mam gdzieś jaka moda muzyczna będzie za dziesięć lat WS zawsze będzie częścią mojego życia.

Ralph Towner - Batik

Mam dwie płyty, po przesłuchaniu których zawsze przychodzi mi na myśl pytanie-tytuł obrazu Gauguina: Skąd przybywamy? Czym jesteśmy? Dokąd idziemy? Pierwsza z nich to Discipline, King Crimson a drugą i na niej chcę się dziś skupić, wymyślił i wyposażył w bardzo graficzny tytuł Batik, Ralph Towner. Obok gitarzysty legendarnego Oregonu, na płycie pojawiają się jeszcze basista Eddie Gomez i perkusista Jack DeJohnette Trzej muzycy zagrali muzykę w jakimś sensie ponadczasową, muzykę o bardzo męskim rysie, złożoną z intrygujących i niepokojących odcieni, przez chłodną, sporadycznie tylko pojawiającą się lirykę, po bardzo liczne i szalenie zdynamizowane lecz równie zimne formy muzyczne. Pięć świetnie zastawionych ze sobą fragmentów z punktem kulminacyjnym w postaci arcyciekawie wkomponowanej w ponad szesnastominutowy tytułowy utwór perkusyjnej solówki Jacka DeJohnette i stopniowym włączaniu się do gry dwóch pozostałych muzyków potęgujących i tak wysokie już, stworzone przez sam rytm napięcie. Rozładowuje je dopiero utwór ostatni ale i tak uczucie jakiegoś niepokoju w nas pozostaje. Piękna, choć trochę mroczna płyta.

Le Cafe Abstrait - le cafe abstrait vol.1 - vol.4

Na początku chce napisać iż Warner nie jest wydawcą tych płyt( musiałem wybrać bo nie mogłem dopisać innych,właściwych). A są nimi: freeform records, jubilee records, abstrait music. Płyty te zawierają piękny ChillOut. O tyle piękny, że chce się wracać po te krążki bardzo często. Czysty relaks, spokój, upojenie, ukojenie. Muzyka wywodzi się z Hamburskiego klubu o tej samej nazwie( Le Cafe Abstrait ), gdzie można oddać się rozkoszom spokoju i piękna nowoczesnej muzyki. Całość zebrał i umieścił na płytach Raphael Marionneau. Utwory tam zawarte są dobrane w idealny sposób, każdy inny, a jednak, wraz z pozostałymi, tworzy swoistą całość...Utwory zawarte na płytach są bardzo ładne, ciepłe, miłe. W wielkiej ilości utworów słychać pianino, gitara oraz dźwięki ulicy, morza, kawiarni, dworców oraz wielu innych instrumentów...jestem przekonany, że każdy kto poszukuje ChillOut'u albo po prostu pięknej spokojnej i nastrojowej muzyki znajdzie na tej serii na pewno coś dla siebie...Gorąco polecam, choć odradzam zamawianie w MM( ja sam czekam na vol.1 juz ponad 2 miesiące;) ). Dzięki lekkości dźwięków i utworów najlepiej słucha się płytek w ciepłe, słoneczne dni...choć nocą brzmią równie magicznie...

Roger Waters - The Pros And Cons Of Hitch Hiking

Najlepsza płyta solowa Watersa. Muzyka zróżnicowana, tematyka "watersowska', uczta dla uszu, gitara Claptona, saksofon Sanborna miażdzy. Do słuchania raz na 2/3 miesiące, częściej może nużyć, jest to raczej jedna z tych płyt do których wraca się mając odpowiedni nastrój (podobnie jak Amused To Death). Płyta dla ludzi inteligentnych.

Labradford - A Stable Reference

Nie, wydawcą tej płyty nie jest Mute, lecz chciagowska wytwórnia niezależna KRANKY - label, którym być może powinni się zainteresować niektórzy forumowicze. A to dlatego, że o Kranky zwykło się czasem mówić jako o spadkobiercach dość lubianego tu 4AD. Faktem jest, że w latach 90. ta kultowa wytwórnia brytyjska zaczęła przeżywać kryzys artystyczny (a i finansowy ponoć pod koniec też), być może dlatego, że wyraźnie zestarzała się muzyka przez nią wydawana (a i nie było też za bardzo pomysłu na odświeżenie tej estetyki). Ale czy Kranky rzeczywiście przejęło w ostatniej dekadzie XX wieku schedę po 4AD ? I tak i nie. Odrealniony, oniryczny klimat nagrań to bez wątpienia cecha wspólna tych wydawnictw. Ale użyte środki (i nie mam tu na myśli używek itp. ;-) są już trochę, albo wręcz calkiem inne. Albumy z Kranky brzmią dużo bardziej surowo, minimalistycznie, momentami tez są bardziej hałaśliwe, może z racji lekkich naleciałości estetyki noise. Pewnie dlatego nie była to muzyka masowo rozpropagowywana, chociażby w "progresywnej" w opinii wielu sluchaczy Trójce (było nie było odpowiedzialnej za popularność 4AD). Z drugiej strony najbardziej ciekawe wydawnictwa Kranky zbiegły się w czasie z eksplozją tzw. post-rocka, w związku z czym załapały się do tej szufladki. Dzisiaj, z perspektywy tych paru lat można dyskutować czy cały ten nurt był faktycznie spójną, wyraźnie wyodrębnioną nową estetyką, czy raczej modną, trendziarską etykietką wymyśloną przez dziennikarzy, którzy przylepiali ją wszystkiemu, do czego nie pasowały etykietki już istniejące ;) Ale zostawmy te dywagacje... Zostawmy też ten przydługi wstęp. Po co on był w ogóle? Otóż w mojej opinii wydany w 1995 roku "A Stable Reference" zespołu Labradford to album bardzo reprezentatywny dla stylistyki Kranky, wręcz sama esencja tej wytwórni. Jest to też moim zdaniem chyba najlepsza płyta Labradford, w każdym razie najlepsza z tych co slyszałem ;-) Może jednak warto wreszcie wspomnieć więcej o samej muzyce, choć, jak to często bywa - trudno ująć to w słowach (zwłaszcza po 3. piwie ;-) Muzyka Labradford jest dość oryginalna (ale mi to odkrywcze stwierdzenie ;-) choć stworzona jest za pomocą bardzo prostych środków - bas, keyboards, gitara + wokal (sporadycznie). Dźwięki wydobywane z tych instrumentów tworzą intrygujące, nieco ambientowe plamy dźwiękowe. Niby nie dzieje się tu zbyt wiele, ale płyta robi piorunujące wrażenie - powala i hipnotyzuje. Zwłaszcza pod koniec - posluchajcie rewelacyjnego "Comfort" oraz "SEDR 77", coś pięknego! Recepta: minimalizm + eteryczny, nieco abstrakcyjny klimat sprawdza się w wydaniu Labradford znakomicie. Świetna płyta na późny wieczór!

Pat Metheny - Secret Story

Czy słuchanie muzyki komercyjnej jest grzechem? Jeśli tak, to ja pasjami lubię sobie grzeszyć, ponieważ często potrzebuję trochę mniej złożonej muzyki, przyjemnie snującej się po wnętrzu, pozwalającej na wymyślanie różnych mało skomplikowanych historii. I wszystkie te warunki w wystarczający sposób spełnia muzyka z płyty Secret Story. Przy tej muzyce, drogi czytelniku mojej opinii możesz sobie spokojnie usiąść i pomarzyć. Pełne ciepła, lub nieco tajemniczego nastroju kompozycje na pewno zaprowadzą Cię do Twojej własnej secret story. Pat wymyślił bowiem muzykę uniwersalną, która z powodzeniem mogłaby funkcjonować również jako ścieżka dźwiękowa do niejednego scenariusza filmowego. A do sesji nagraniowej tej płyty, zaprosił muzyków nie byle jakich. Można tam znaleźć między innymi takie sławy muzyczne jak Charlie Haden, Nana Vasconcelos, Lyle Mays. Na akordeonie gra utytułowany doktoratami przez amerykańskie uczelnie Gil Goldstein. Wokalnie udziela się na płycie Mark Ledford a inicjuje ją, niezwykle brzmiący chór Cambodian Royal Palace. Całość godna polecenia jeśli oczywiście, ktoś lubi zgrzeszyć również z komercyjną stroną osobowości Pata M.

Metallica - Master Of Puppets

Jedna z najlepszych i najwazniejszych plyt na scenie metalowej. Absolutny mus dla maniakow, ktorzy chca obcowac z ta muzyka i w przypadku tej plyty klasyka! Plyta jest dopracowana kompozycyjnie i co bardzo cenie zronicowana. Szybkie tempa pomieszane z melodyjnymi zwolnieniami okraszona czestymi solowkami sprawia, ze jest to album ponadczasowy. Czysty metal na najwyzszym poziomie i choc juz nie ma tego mlodzienczego zapalu nadal czuc swiezosc. "Battery", "Welcome Home" tytulowy "Master Of Puppets" nadal wzbudzaja applauz na koncertach i sa nieodlaczna wizytowka Metallicy. Cudowny instrumentalny "Orion" to swego rodzaju dzielo w calej dzialalnosci grupy. Po wydaniu "trojki" potwierdzaja tylko swoj status i ja chociaz nie naleze do ich najwiekszych fanow okazuje nalezyty szacunek za caly dorobek z lat 80-tych!

John Lennon - Imagine

John Lennon mial kompleks Paul McCartneya. Tak mozna sadzic po wkladce do plyty 'Imagine'. Wydana kilka miesiecy po 'Ram' Paula w warstwie zdjeciowej wyraznie ironizuje zapedy do zycia wiejskiego, ktore zaprezentowal Paul. Paul trzyma na swej plycie za rozki tryka zas John zrobil sobie zdjecie, na ktorym trzyma za uszka knura. W warstwie muzycznej jest jednak inczej. Duet z The Beatles rozszedl sie wybierajac rozne drogi. Paul postawil na melodie - w tym przeciez zawsze byl gigantem. John na przeslanie i emocje. 'Imagine' zawiera potezna piesn - utwor tytulowy. Do tego dochodzi jednak kilka innych silnych punktow - 'Zazdrosnik', impresyjne 'Nie chce byc zolniezem, mamo' czy obrazek kompleksow post-paulowych 'Jak mozesz spac (McCarneyu)?'. Plyta jest urocza, przyjemna w sluchaniu, urozmaicona i beatelsowska. Gora 2 utwory sa latwe do zapomnienia. Kto wie, czy nie najlepsza plyta Johna L.

Ray Brown - Superbass

kontarbasy, kontrabasy i jeszcze raz kontrabasy. Trzech gości wymiata sobie jazzowo na tych instrumentach. Powiem krótko, nie lubialem kiedys jazzu, ale ta plyta w duzym stopniu przyczynila sie do diametralnej zmainy zdania. Mimo swej skomposci w instrumenty, muzyka nie jest nudna. Ciekawe solowki, dobre motywy muzyczne, czesto na tyle wesołe i niespodziewane, ze pojawia sie usmiech na twarzy sluchacza. W 2 utworach kontrabasom towarzyszy perkusja, w kilku pianino. Udezenia przyciskanych szybko strun do gryfu slychac doskonale. Piekne to dzwieki Co tu duzo gadac, kawal dobrej muzyki. Szczerze polecam

Dead Can Dance - Within the realm of a dying sun

Jedna z najpiękniejszych płyt jakie dane było mi usłyszeć (a sporo słyszałem :-)). Zazwyczaj słucham jej razem ze "Spleen and Ideal", choć oczywiście "Within ...." jest ukoronowaniem tego okresu w twórczości DCD, co daje łącznie jakieś 77 minut rewelacyjnej muzyki (dziś może byłaby to jedna płyta, po pewnym "podrasowaniu" Spleen'a). Klimaty Wschodu i Klimat w ogóle, multiinstrumentalna, rewelacyjne wokale. Tylko strasznie krótka, te niecałe 40 minut mija jak kwadrans. Oj nie jest to płyta do zmywania naczyń.

Eva Cassidy - Songbird

Fascunujący, mocny, a zarazem słodki kobiecy głos. Cudownie rozedrgany, czuły, delikatny - za moment jak dzwon, zawsze kryształowo czysty, poruszy każdą strunę duszy. "I know you by heart" - po prostu diament. Muzyka ogólnie łagodna, czerpiąca pełnymi garściami z folkowo / bluesowych tradycji (na tej płycie tego nie raczej usłyszymy, ale Eva równie dobrze czuła się w materiale jazzowym i popularnym). Trafiłem na tą płytę przypadkiem - teraz nie wyobrażam sobie muzyki (w ogóle) bez tej postaci i tego głosu. Śmierć Evy C. to - jak dla mnie - największa strata muzyczna ostatnich 20 lat. Tak, wiem, że wielu wielkich łapie się na ten okres. Podtrzymuję opinię.

Dave Douglas - Constellations

To druga płyta chyba najciekawszego zespółu prowadzonego przez Dave'a Douglasa - Tiny Bell Trio (Dave D. - trąbka, Brad Shepik - gitara elektryczna, Jim Black - perkusja). I IMHO najlepsza :) Nagrana została w 1995 roku i ukazała się nakładem niewielkiej, acz bardzo zacnej szwajcarskiej wytwórni HatHut. W tamtym czasie Dave Douglas nie został jeszcze okrzyknięty trębaczem nr 1 światowego jazzu, co nie znaczy że nie był już wtedy znakomitym muzykiem. Mało tego - nagrywał wówczas ciekawsze płyty niż obecnie, gdy ma już status międzynarodowej gwiazdy i próbuje wpisywać się w nurty bardziej mainstreamowe. Ale zostawmy te dywagacje i wróćmy do "Constellations". To płyta genialna i na tym mógłbym już zakończyć tą recenzyjkę :) Bo nie bardzo wiem jak pisać o rzeczach, ktore sięgają niemalże absolutu. Może więc coś o samej stylistyce. Czy to jazz? Może tak, może nie - jeśli ktoś ma sięgnąć po ta płytę tylko dlatego, że to jazz, a więc muzyka najbardziej audiofilska i najbardziej wyrafinowana z możliwych to lepiej napisać, że to jest jazz ;-) Ale równie dobrze, albo i nawet bardziej trafnie można by ją nazwać balkan-etno-free-improv. No bo z jednej strony bałkańskie melodie (przy czym to raczej stylizacja niż sięganie po tradycyjne ludowe tematy), z drugiej zaś pyszne i szalone improwizacje określają charakter tej płyty jak i całej tworczości Tiny Bell Trio. I coś takiego mi się cholernie podoba - muzyka nie siląca się specjalnie na awangardę, choć jednak awangardowa (zwłaszcza dla przyzwyczajonych do mainstreamu i tradycji), ale jednocześnie zawierająca też elementy, na których można "zawiesić" ucho i chyba tylko głuchy nie podda się ich urokowi. Przy czym warto dodać, że "Constellations" to najbardziej rozimprowizowana, "odjechana" i energetyczna z płyt TBT. Chłopaki jadą aż miło już od pierwszych dźwięków perkusji Jima Blacka rozpoczynajacych płytę. Dobrze, że są momenty spokojniejsze, jak znakomite "Scriabin" i można na chwilę odetchnąć. Z ciekawostek - oprócz kompozycji Douglasa mamy tu utwór Herbie Nicholsa, Georgesa Brassensa oraz kapitalną wersję "Vanitatus Vanitatum" Roberta Schumanna (z dopiskiem "mit Humor" :) Warto wspomniec również o samych muzykach, bo i postaci to wyjątkowe i sam skład instrumentalny dość nietypowy. Dave Douglas - trąbka nr 1 naszych czasów, cóż tu więcej dodawać. I brzmieniem czaruje i improwizacjami zachwyca. Brad Shepik - najmniej znany z tej trójcy, ale to naprawdę znakomity "wioślarz". No i last, but not least - Jim Black. Nie ukrywam, że ten niepozorny i skromny człowiek jest dla mnie postacią boską niemalże ;-) To co wyprawia za perkusją to jest mistrzostwo świata. Gra na zestawie wyposażonym w dodatkowe "bajery" - dzwoneczki (nazwa grupy zobowiązuje), łańcuchy, łańcuszki i cholera wie co jeszcze. I brzmi to wprost bajecznie - tu pyknie delikatnie w jeden bajerek, tam w drugi, to znowu w blaszki, a za chwilę uruchamia szaloną rozpędzoną machinę perkusyjną, jakby za garami siedział Zwierzak (o ile dobrze pamiętam) z Muppet Show :-) Raz maluje swą grą finezyjne pastelowe krajobrazy, by za moment przejść do (pozornie) nieokiełznanego chaosu - prawdziwej perkusyjnej abstrakcji, podanej na dodatek z niesamowitym powerem. Niezwykła wyobraźnia i fantastyczna technika, oraz nietypowe rozwiązania rytmiczne i brzmieniowe powodują, że to drummer, którego rozpoznaje się już po 2-3 uderzeniach. Przy czym nie ma w jego grze nic z durnego popisywania się - po prostu idealnie wkomponowuje się w muzykę, w jakim składzie by nie grał. I staje się bohaterem niemal każdego zespołu, każdej płyty na której gra, na równi z liderami. W Tiny bell trio ma dodatkowo utrudnione zadanie, no bo przecież nie ma tu wsparcia w kontrabasie. Nic to - nie tylko pod względem rytmicznym płyta jest mimo tego "braku" pełnowartościowa, ale dodatkowo Jim Black nierzadko czyni z perkusji jeszcze jeden instrument melodyczny. Podsumowując - "Constellations" to płyta którą od paru lat zaliczam do swoich ulubionych i mój cedek połyka ją dość często :) Mimo to nie znudziła mi się ani trochę i prawie zawsze słucham jej z wypiekami na twarzy. FANTASTYCZNA MUZYKA. Powinna się spodobać nie tylko fanom zakręconych dźwięków, ale i miłośnikom mocniejszego rockowego uderzenia czy też z drugiej strony spokojniejszych i uroczych brzmień bałkańskich. Może nawet fanom Bregovica? ;-) No... oni może lepiej niech zaczną od pierwszej płyty TBT wydanej przez Songlines, albo od twórczości grupy Pachora, gdzie udziela się dwóch bohaterów opisywanego tu krążka - Black i Shepik, tam jest więcej etno, a mniej tych "strasznych" improwizacji. Oczywiście dla miłośników jazzu, niekoniecznie z przedrostkiem "avant-" jakakolwiek płyta Tiny Bell Trio to pozycja obowiązkowa. Jeśli wypociny takiego pseudo-znawcy jak ja nie są wystarczającą rekomendacją to podeprę się tzw. autorytetem - Maciej Karłowski na łamach HFiM przyznał płycie "Constellations" 6 (słownie - SZEŚĆ) czarnych kółeczek!




×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.