Jump to content

pepe

Użytkownicy
  • Content Count

    158
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

26 Neutralny

Informacje profilowe

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Bardzo dziękuję za miłe słowa! Obawiam się jednak, że w najbliższym czasie nie będę miał o czym więcej pisać bo swoje poszukiwania właśnie zakończyłem. No będzie jeszcze trzeba kupić jakiś kabel zasilający do przetwornika (obecnie z konieczności zwykły komputerowy) i być może zostanie jakieś pole manewru przy poszukiwaniach "lepszego" interkonektu (chociaż obecny nie jest wcale zły). To już jednak zupełnie inny ciężar gatunkowy zatem wygłupiać się z wynurzeniami na ten temat to trochę obciach. Ludzka próżność nie zna jednak umiaru i tutaj będę szukał szansy dla siebie!
  2. W końcu jestem gotowy, by zażarty bój dwóch świetnych przetworników (LAMPIZATOR Golden Atlantic i RT-Project DAC One Lamp) w walce o moje audiofilskie serce móc zakończyć i wyłonić zwycięzcę. Zanim poznacie werdykt pragnę zaznaczyć, że owa batalia dotyczyła działania urządzeń w zaledwie jednym konkretnym systemie stereo zatem wnioski przeze mnie spisane mogą być dla innych wręcz mylące. W skład komisji oceniającej wchodziły dwie osoby (ja i moja żona), a decyzja była jednogłośna – zwycięzcą jest DAC One! Przystępując do porównań skalibrowałem poziom sygnału wyjściowego DAC One dopasowując jego wartość do poziomu wyjściowego Lampizatora (kalibracja dla częstotliwości 1kHZ). W swojej relacji skoncentruję się jedynie na fragmentach muzycznych gdzie różnice brzmieniowe były wyjątkowo czytelne i łatwe do zilustrowania ( w sumie pełna lista zawierała ok 30 utworów). Jakis czas temu, przygotowując się już powoli do wielkiego wydarzenia jakie miało niebawem nastąpić (zakup nowego przetwornika!), zacząłem rozglądać się za plikami w wyższej rozdzielczości. Skoro mam kupić hi-endowy dac to wypadało sprawdzić jak odnajduje się on w starciu z hi-res w tym DSD. Tak oto dotarłem do ogólnodostępnych darmowych nagrań wydawnictwa 2L (http://www.2l.no/hires/ ) - istna „menażeria” formatów. Wśród nich utwór „Chromatic Fantasia and Fugue in D minor, BMV 903: Fantasia” w wykonaniu Christiana Grovlena. Kiedy miesiąc temu usłyszałem ten utwór w „wykonaniu” DAC One natychmiast sprawdziłem dostępność na Tidalu płyty z której pochodził i na stałe wpisałem do listy moich ulubionych. DAC One pokazuje tutaj swoje bogactwo brzmieniowe i wzorową rozdzielczość. Tworząc naturalną aurę pogłosową wiarygodnie prezentuje otoczenie przestrzenne pięknie odtwarzając klimat sali koncertowej. W „interpretacji” Golden Atlantica to samo nagranie wydaje się nie zachwycać ani barwą (jest uboższa, lekko suchawa), ani rozdzielczością (szybkie pasaże są delikatnie rozmyte). Przy DAC One każdorazowo muszę się zmuszać by utwór ten zatrzymać w połowie. Obawiam się bowiem, że pianista najzwyczajniej w świecie wstanie z krzesła i zaprotestuje robiąc mi przy tym mnóstwo wstydu. Co więksi puryści zapewne zawyją z rozpaczy jeśli powiem, że lubię słuchać współczesną rekompozycję „Czterech pór roku” Vivaldiego w wykonaniu Maxa Richtera. W drugim utworze z płyty „Recomposed By Max Richter: Vivaldi, The Four Seasons” pojawia się całe bogactwo eterycznego brzmienia skrzypiec (może też altówek?), które na tle ciepłych pomruków syntezatora jawią się w mojej wyobraźni jako szczebiot rozkwitającej przyrody bawiącej się z motylami na zielonej, skąpanej w cieple słońca, łące. Cała płyta łączy dla mnie pozornie wykluczające się wzajemnie muzyczne światy – urok klasycznych brzmień i piękno kompozycji Vivaldiego z bogactwem brzmieniowym współczesnej muzyki (w tym filmowej!). Dokonane uproszczenia względem oryginału i przeróbki czynią ten utwór bardziej lirycznym, nostalgicznym, refleksyjnym przez co można odkryć koncerty Vivaldiego na nowo. Powyższy opis jest pochodną moich doświadczeń z udziałem DAC One. Golden Atlantic nie potrafił już mnie tak „zaczarować”, a kompozycja Richtera budziła znacznie więcej kontrowersji - ulatniał się gdzieś cały czar tego nagrania. Muzyki popularnej słucham co nic. Nie mieszkam jednak sam w domu i czasami coś w ucho wpadnie. Mi wpadł utwór Edd'a Sheerana „Shape of You”. Po raz pierwszy na moim „referencyjnym” sprzęcie usłyszałem go podczas odsłuchów Lampizatora. Prawdę mówiąc zaskoczyła mnie wówczas twardość brzmienia tego nagrania – zarówno obecnej od pierwszych taktów marimby, jak i samego głosu wokalisty. Było to tak dojmujące, że wryło się to w moją pamięć i postanowiłem przy pierwszej możliwej okazji zweryfikować to z innym przetwornikiem. DAC One odtworzył to zjawiskowo! Pięknem brzmienia marimby i naturalnym urokiem głosu wykonawcy. W tym utworze to były różnice wręcz niewiarygodne – jakby inny utwór (na jednym fajny, na drugi nie do słuchania). W muzyce jazzowej wydawało mi się, że walory rytmiczne Lampizatora będą decydować. Po zapewnieniu identycznych warunków odsłuchowych (w tym ta sama głośność) okazało się jasne, że i tutaj wolę DAC One. Po pierwsze kultura brzmienia (barwa) i jego analogowa miękkość (choćby harmonijka ustna w nagraniu „W smudze cienia” Anny Marii Jopek z płyty „Bosa”, bądź akordeon z doskonałej płyty duetu Klaus Paier, Asja Valcic „Silk Road” - koniecznie posłuchajcie choćby „Waltz for mama”! Połączenie brzmienia kapeli góralskiej z kawartetem jazzowym to nie lada sztuka, a to co zrobił DAC One z płytą „Zbigniew Namysłowski Quartet & Zakopane Highlanders Band” to rekord świata. Zjawiskowe oddanie rzewnych brzmień „skrzypecków” i góralskiego zaśpiewu z soczystym brzmieniem jazzowej formacji w utworze „Idzie Janko lasem” to istny majstersztyk! Po drugie – walory rytmiczne. Rytm oparty bardziej na fundamencie basowym (kontrabas, niskie rejestry fortepianu, gitara basowa) niż na talerzach perkusji. Utwór „Sway” z konceru Michaela Buble w Madison Square Garden (niestety płytowa wersja nagrania z tego koncertu dostępna na Tidal nie zawiera tego jednego utworu) to istny wulkan energii. Oba przetworniki zagrały to świetnie, ale z DAC One talerze perkusji nie przykryły pozostałych treści muzycznych z pięknym kontrabasem włącznie. Co jednak najważniejsze ciepły wokal Buble był urzekająco ciepły i nie chował się za dęciakami. Dla uczciwości muszę jednak przyznać, że „wykonanie” Golden Atlantica tegoż utworu równie wspaniałe! Mając 15 lat dziadek (podstępnie!) zabrał mnie na film „Amadeusz” Milosa Formana. Od momentu tego zdarzenia zakochałem się w muzyce Mozarta, a zwłaszcza w jego Requiem. To jeden z moich ulubionych utworów muzyki klasycznej (mam nawet w domu kilka wersji wykonań tego dzieła). Po dziś dzień, za każdym razem gdy słucham Lacrimosa'y wzruszam się jak wówczas gdy będąc w kinie towarzyszyłem tytułowemu bohaterowi w ostatnich minutach jego życia słysząc w tle ten właśnie utwór. Oba przetworniki pięknie oddały dramaturgię tego fragmentu (Philippe Herreweghe, Collegium Vocale Gend – Mozart Requiem „Lacrimosa dies illa” ) . Znowu obie „interpretacje” nieco się różniły. Przewrotnie powiem , że GA zabrzmiał potęgą brzmienia instrumentów i siłą chóru, a DAC One dołożył do tego potęgę kościoła. Przepięknie budowane crescendo kończy się „krzykiem” tutti całej orkiestry. GA woła pięknie i przejmująco, ale DAC One robi coś co trudno wyrazić słowami! Odnosi się wrażenie, że przez chwilę nie tylko to muzycy, ale także sam kościół zaczyna śpiewać razem z nimi. To nie tak, że przestrzenność dźwięku z GA jest gorsza. Rzecz w tym, że to jest „tylko” przestrzenność, a w muzyce DAC One słychać jakby dodatkowy „głos”, który aż chce się spersonifikować (omamy tak czy inaczej ktoś mi tutaj zdiagnozuje) . Mam pewne przypuszczenie skąd takie moje odczucia. Z racji tego , że muzyka via DAC One jest troszkę bardziej dociążona, to i pogłos obejmuje jakby niższe składowe i to czyni wykonanie z Lacrimosy tak wyjątkowym, autentycznym. Podsumowując – DAC One Lamp mnie oczarował już miesiąc temu. Tak jak pisałem był to pierwszy przetwornik z tego zakresu cenowego, który miałem u siebie w domu toteż nie wiedziałem do końca czy on rzeczywiście tak dobrze gra, czy ja tak niewiele do szczęścia potrzebuję. Po odsłuchach innych przetworników wiem, że to ta pierwsza opcja. Przy bezpośrednich porównaniach z Golden Atlantic wiem, że to co nazywałem jeszcze niedawno nadmierną powściągliwością rytmiczną to nic innego jak brak sztucznej nerwowości, wynikającej z uprzywilejowania górnych rejestrów, które w moim systemie bywały czasami aż „prześwietlone” (skojarzenia fotograficzne mile widziane). Wszystko inne podobało mi się w lampowym przetworniku RT-Project od początku. I niech tak zostanie do końca! P.S. Mój system: Aurender N100H- testowany dac - Gryphon Callisto 2200 - kolumny projekt AkustyK'a 3a2 (2,5 drożny bass reflex na SS). Przed ostatecznymi porównaniami stawiałem na DAC One (ale nie byłem pewien). Moje żona stawiała zdecydowanie na Golden Atlantic'a (którego atrakcyjny, oldschool'owy design też mógł mieć na to wpływ). Przyznała mi rację co oznacza, że DAC One musiał być w naszym systemie jednoznacznie „lepszy”! Myślę, że w systemach grających miękko i barwnie Golden Atlantic mógłby zaprezentować się równie korzystnie, a może nawet lepiej.
  3. Staram się maksymalizować przyjemność ze słuchania muzyki, ale chciałbym móc czerpać radość zarówno z referencyjnych nagrań jazzu/klasyki jak i gorzej zrealizowanych nagrań muzyki rockowej oraz hard rocka. Stąd chyba chęć poszukiwania czegoś co Ty nazwałeś graniem neutralnym. DLa mnie to próba pogodzenia czasami sprzecznych cech takich jak nasycenie dźwięku i prawdziwa barwa instrumentów z przymiotami dotyczącymi motoryki i szybkości (PRaT). Czym jednak jest owa NEUTRALNOŚĆ to kwestia dyskusyjna. Czy neutralne granie to brzmienie "słyszane" przez mikrofony podczas nagrywania? Czy zgodne z naszym lub realizatora dźwięku wyobrażeniem tego jak brzmieć całość powinna? Czy jest to synonim grania wiernego samej rejestracji z wszelkimi ułomnościami takiego procesu czy przyjemności ze słuchania muzyki w ogólnym tego sensie? Odnoszę wrażenie, że wszyscy szukamy tego samego tylko podążamy innymi drogami i rozbijamy się o słowa.
  4. Skoro mnie udało się zgłupieć od samego ich słuchania, to co dopiero mają powiedzieć tylko czytający...? Nie zazdroszczę mimo, że naprawdę chciałem być rzetelny...
  5. Postaram się napisać coś więcej niż ostatnio choć miejcie proszę na uwadze skłonność natury ludzkiej do racjonalizowania. Pierwsze wrażenia w ocenie są najważniejsze bo do głosu dochodzi prawie wyłącznie emocjonalny poziom naszej percepcji. To jest najprawdziwszy i najbardziej szczery obraz tego co usłyszeliśmy, nie skalany piętnem cenzury naszego intelektu, szukającego czasami w rzeczach najprostszych drugiego dna. Piszę o tym nie bez kozery – mam umysł ścisły i skłonny do analitycznego myślenia. 46 lat zdążyło mnie już nauczyć, że wbrew naszemu chciejstwu racjonalny rozum czasami nie ma szans w starciu z tą pierwotną składową naszego umysłu. Mam więc świadomość, że wszystko co poniżej wyłuszczę to jedynie intelektualna rozrywka mająca na celu ogarnąć czasami sprzeczne odczucia w klarowną, pasującą do mojego dotychczasowego obrazu rzeczywistości opowieść. Jak nigdy wcześniej spróbuję jednak zrzucić krępujące więzy racjonalnego imperatywu logicznej spójności, dopuszczając do głosu wszystkie sprzeczne i wzajemnie wykluczające się odczucia. To jest właśnie owe piekło, o którym ostatnio wspominałem. Dlaczego chcąc opisać GA ciągle uciekam w poboczne wątki - to robię niekończący się wstęp o wręcz filozoficznej wymowie, to tracę czas na staranne formułowanie kontekstu... jakbym bał się, że eklektyzm moich spostrzeżeń Was zabije. Dość! Oto nieprzefiltrowany strumień nieuporządkowanych, chaotycznych myśli. Słuchając po raz pierwszy DAC One byłem zdezorientowany. Z jednej strony brzmiało nijak, z drugiej nie było nudno i nie mogłem przestać. Po pierwszej sesji odsłuchowej - „w sumie nieźle tylko trochę bez ikry”. Słucham głównie jazzu i brakowało mi przysłowiowego „pazura”. W jazzie tym pazurem może być wyczuwalna huśtawka emocji – naprzemienne budowanie napięcia i jego rozładowanie. Czasami jest to pulsujący „swing”, dosłownie bądź podskórnie odczuwalny hipnotyzujący rytm, który powoduje, że trudno usiedzieć w bezruchu. Bywa, że są to celowo wydobywane z instrumentów przestery, „zabrudzenia” dźwięku czy równoważący łagodne linie kontrabasu „jazgot” trąbki. DAC One tego skąpił, wszystko było legato, piękne wybrzmienia, wspaniała barwa, nasycenie, ale nie było „pazura”, który pozwalałby na emocjonalny odbiór utworów jazzowych. Tutaj Golden Atlantic odnajduje się wybornie. To kipiący energetycznością przekaz, który powoduje, że gra jazzowej sekcji rytmicznej nabiera wręcz transowego wymiaru, a momenty kulminacyjne powodują, że introwertyczny stoik (mówię o sobie) zaczynał przypominać cierpiącego na ADHD. Ba! Utwory, których nigdy nie podejrzewałem o walory... nazwijmy to taneczne, wywoływały mimowolne przytupywanie. Obcując z DAC One w kolejnych dniach, wspomniane braki przestały mnie denerwować, a po tygodniu uznałem, że może tak być powinno (w końcu teraz mogłem słuchac muzyki całymi dniami bez zmęczenia). Skoro słuchanie muzyki sprawia mi aż tyle radości to może to co nazywałem „pazurem” to zwykłe efekciarstwo, które na dłuższą metę męczy? W klasyce sprawa jest bardziej skomplikowana. To DAC One zapamiętałem jako hipnotyzującego! To o czym już pisałem odnośnie tego dac'a powoduje, że można słuchać nagrań z muzyką poważną bez końca, niczym oddychanie świeżym porannym powietrzem w środku lata. Uwaga słuchacza koncentruje się na płynnych przejściach, naturalnym brzmieniu, trójwymiarowej przestrzenności sceny dźwiękowej. Słowem – jak w filharmonii! Nagrania muzyki klasycznej dokonywane są zwykle z większej odległości (podobnie jak lokalizacja słuchających względem sceny podczas koncertów). Nie ma tyle audiofilskich smaczków, które pozwalałyby usłyszeć niedoskonałości pociągnięć smyczka czy pracę fortepianowego pedału. Nie ma też mowy by ton skrzypiec miał choćby minimalną poświatę srebra (nie mówiąc o mniej szlachetnych metalach!). W DAC One właśnie tak to słyszałem. Mój system z Golden Atlantic'iem w składzie nie był już tak perfekcyjny w tym aspekcie. Czasami sekcja instrumentów smyczkowych zagrała ostrzej niż powinna. Czasami chór musiał z nią walczyć o palmę pierwszeństwa na scenie. To nie tak, że zawsze mu nie wychodziło – niektóre nagrania dzięki temu nabierały nawet większej atrakcyjności. Rzecz w tym, że GA nie był aż tak prawdziwy w swojej analogowości brzmienia. Choć jeszcze zbyt mało płyt przesłuchałem by być tego pewnym. Koncerty fortepianowe z udziałem Krystiana Zimermana (DG) z Golden Atlantic zabrzmiały bardziej wiarygodnie, a Requiem Mozarta pod dyrygenturą Phillippe Herreweghe bardziej prawdziwie usłyszałem z DAC One. Golden Atlantic ma nieco wyżej położony punkt ciężkości , który z kolei gra głównie średnicą. Podsumowując i uogólniając - DAC One gra przytulniej, przy wielogodzinnych odsłuchach nigdy muzyka nie staje się męcząca. Golden Atlantic gra niesłychanie efektownie od samego dołu do samej góry. Jego brzmienie jest rozdzielcze, ekspresyjne, pełne, z rozwiniętą górą, która pozwala usłyszeć absolutnie wszystko ( przydźwięki, szczegóły artykulacyjne, preparacje itp. - widać jak na dłoni). DAC One wydaje mi się lepiej budować przestrzeń w głąb sceny , a Golden Atlantic robi to nieco lepiej w szerz. W tym aspekcie musiałbym raz jeszcze posłuchać przetwornika RT-Project by z pełną odpowiedzialnością wybrać zwycięzcę. Gdybym jednak musiał to zrobić teraz – DAC One dla mnie wygrywa (ta głębokość sceny jest o wiele rzadszym doświadczeniem niż rozwinięcie w dwóch pozostałych wymiarach). Mikrodynamika – punkt dla GA, dynamika – zabijcie mnie, ale nie wiem. Tych „nie wiem” jest zresztą znacznie więcej zatem na koniec powiem o najważniejszym z nich! Nie wiem czy to wszystko mi się nie przewidziało! W końcu w sypialni mam zestaw z NADem i kolumienkami Mission za kilkaset złotych. Też gra ciepło i nigdy mnie nie męczy, ale wcale nie oznacza to, że to ta sam półka. I do dziś zadaję sobie pytanie czy moje zżycie z DAC One wynikało z jakości jego grania tego urządzenia czy z idealnego wpasowania się w mój system. Co do Golden Atlantic nie mam wątpliwości, że to brzmienie „pierwsza klasa”. Od razu po podłączeniu go do mojego systemu „spadłem z krzesła” (żona również). W DAC One zakochałem się obcując z nim – z każdym dniem bardziej. Może tak być, że jeden z tych przetworników jest znacznie lepszy, ale bez możliwości bezpośredniego porównania trudno mi to stwierdzić bo są zupełnie różne. Dla mnie oba fantastyczne! P.S. Mój system: Aurender N100H - testowane dac'i - Gryphon Callisto 2200 - Akustyk 3a2 (2,5-drożny bass-reflex na SS: Revelator 9900 i 2*"weglowe" osiemnaski);, pomieszczenie 40m2.
  6. Po dwóch dniach słuchania Golden Atlantic mogę coś dorzucić do tej dyskusji. Żeby się nie powtarzać - poniżej link do wątku gdzie zamieściłem tekst (moje pierwsze wrażenia).
  7. Potrzebuję kilku dni by ochłonąć i postaram się rzeczowo (na ile będę potrafił) opisać elementy różniące oba przetworniki. Oba mają swoje niepodważalne atuty zatem to na pewno nie będzie mecz do jednej bramki!
  8. Od wczoraj mam przyjemność słuchać dwóch przetworników Lampizatora – Golden Atlantic i Atlantic +. Obie konstrukcje w wersji zbalansowanej i bez regulacji poziomu wyjściowego. Po dwóch kilkugodzinnych sesjach odsłuchowych wypada podzielić się swoimi wrażeniami. Choć entuzjazmu do pisania mi nie brakuje, zawsze jest dla mnie problemem ujęcie w słowa mieszaniny uczuć i refleksji jakie towarzyszą każdemu odsłuchowi „nowego” urządzenia. Nie należę do stałych bywalców sklepów ze sprzętem stereo, a decyzja o wypożyczeniu urządzenia do testowania dojrzewa długo i kończy się zakupem czegoś co ma służyć przez wiele lat. To coś więcej niż tylko wymiana sprzętu – to dla mnie swoiste podsumowanie kilkuletniego okresu zaangażowania się w moim ulubionym hobby. Tylko nieliczni mogą sobie pozwolić na kształtowanie swoich poglądów i gromadzenie doświadczeń w oparciu o regularne odsłuchy sprzętowych nowości. Podobnie jak pewnie wielu z tu obecnych na co dzień wolny czas – którego nigdy nie jest zbyt wiele - wolę wykorzystywać na czerpaniu przyjemności z tego co już mam niż szukaniu niedoskonałości i poddawaniu w wątpliwość zasadności dokonanych wcześniej wyborów. To chyba jedyny sposób by móc zamienić tę naszą słabość do muzyki i dobrego brzmienia na codzienną porcję przyjemności (w końcu zestaw stereo i tak nigdy nie będzie aż tak dobry, żeby nie mógł być lepszy). Przechodząc do meritum mojej relacji dodam tylko, że piszę na forum znacznie rzadziej niż czytam, zatem dzisiaj mam nadzieję choć w części się Wam zrewanżować. Z moich relacji z przesłuchań DAC One (lampa), DAC One (tranzystor) oraz Chord Hugo TT2 można było odczytać, że to przetwornik RT-Project w wersji lampowej zdecydowanie najlepiej się wpisał w mój system i moje preferencje brzmieniowe. Po kompletnym rozczarowaniu związanym z odsłuchami Hugo TT2 nikogo nie powinien dziwić mój kolejny wybór – dac Lampizatora. Mój ograniczony budżet (w stosunku do pozycji z cennika firmy) kazał mi spozierać raczej w okolice „dolnych” propozycji rodzimego producenta. Po wymianie korespondencji z Panem Piotrem (przedstawiciel „lampiego” na Polskę) okazało się, że cennik to cennik, a życie to życie - jest coś takiego jak urządzenia odkupione przez producenta od klientów (np. decydujących się za dopłatą wymienić na wyższy model) oraz egzemplarze demonstracyjne. Słowem – stanęły u mnie w domu rzeczone Golden Atlantic i Atlantic +. Plan był taki by zacząć od tańszego z tej dwójki, ale po podłączeniu milczał jak grób zatem postanowiłem spróbować uruchomić drugiego. Z powodów, o których aż wstyd pisać (podświetlany przycisk z przodu urządzenia trzeba wcisnąć dość głęboko aż do końca, czego moje niezgrabne palce nie mogły uczynić, a świecące się od początku podświetlenie uśpiło czujność) Golden Atlantic też nie chciał wydać z siebie głosu. Po chwili jednak zrozumiałem swój błąd i z głośników popłynęła muzyka. To co usłyszałem, tak mną zawładnęło, że zapomniałem o wcześniejszym planie , a przepinanie ponownie kabli do tańszego dac'a wydało się niepotrzebną stratą czasu. Dźwięk GA jest niebywale efektowny! To połączenie pozornie sprzecznych cech – naturalnej barwy i nasycenia dźwięku z jego rozdzielczością i szybkością. Druga rzecz, która zrobiła na mnie tak piorunujące wrażenie to bezpośredniość przekazu. To nie jest czarowanie słuchacza wybranymi elementami struktury brzmieniowej, kokietowanie niedopowiedzeniami, budowanie jakości na trafności dokonywanych kompromisów itp. itd. To brzmienie bardzo dobre pod każdym względem i nie mające nic do ukrycia, bezceremonialnie epatujące swoim dźwiękiem, rzucające słuchacza na kolana w pierwszych dziękach utworu. Słowem – istny gwałt na słuchaczu! W tym momencie, bez wielkiej szkody dla przeciętnego czytelnika, mógłbym skończyć swoją relację. Jeszcze z dwa zdania o tym, że to prawdopodobnie najlepszy przetwornik jaki słuchałem u siebie w domu, że każdy dysponujący kwotą na jego zakup musi go obowiązkowo posłuchać oraz przyznanie jakiejś przysłowiowej „statuetki” (żeby dopełnić obrazu samozwańczego rzeczoznawcy z krwi i kości!) i fajrant. Natura audiofila nie zadowala się jednak pierwszymi odczuciami i dosłownym ich opisem. Po nich następuje mozolny proces szukania „obiektywnej prawdy” o urządzeniu, wolny od intelektualnych aberracji spowodowanych przez emocjonalne zawirowania. Rozpoczyna się długotrwały proces racjonalizowania tego co emocje już dawno wypowiedziały. To kraina gdzie tylko prawdziwie obłąkani znajdą ukojenie i gdzie przyjemnością staje się jej dekonstrukcja. Witajcie zatem moi drodzy w moim Królestwie! Za kilka dni będę już gotów by Was tam zaprowadzić. Do samego piekła! Od wczoraj mam przyjemność słuchać dwóch przetworników Lampizatora – Golden Atlantic i Atlantic +. Obie konstrukcje w wersji zbalansowanej i bez regulacji poziomu wyjściowego. Po dwóch kilkugodzinnych sesjach odsłuchowych wypada podzielić się swoimi wrażeniami. Choć entuzjazmu do pisania mi nie brakuje, zawsze jest dla mnie problemem ujęcie w słowa mieszaniny uczuć i refleksji jakie towarzyszą każdemu odsłuchowi „nowego” urządzenia. Nie należę do stałych bywalców sklepów ze sprzętem stereo, a decyzja o wypożyczeniu urządzenia do testowania dojrzewa długo i kończy się zakupem czegoś co ma służyć przez wiele lat. To coś więcej niż tylko wymiana sprzętu – to dla mnie swoiste podsumowanie kilkuletniego okresu zaangażowania się w moim ulubionym hobby. Tylko nieliczni mogą sobie pozwolić na kształtowanie swoich poglądów i gromadzenie doświadczeń w oparciu o regularne odsłuchy sprzętowych nowości. Podobnie jak pewnie wielu z tu obecnych na co dzień wolny czas – którego nigdy nie jest zbyt wiele - wolę wykorzystywać na czerpaniu przyjemności z tego co już mam niż szukaniu niedoskonałości i poddawaniu w wątpliwość zasadności dokonanych wcześniej wyborów. To chyba jedyny sposób by móc zamienić tę naszą słabość do muzyki i dobrego brzmienia na codzienną porcję przyjemności (w końcu zestaw stereo i tak nigdy nie będzie aż tak dobry, żeby nie mógł być lepszy). Przechodząc do meritum mojej relacji dodam tylko, że piszę na forum znacznie rzadziej niż czytam, zatem dzisiaj mam nadzieję choć w części się Wam zrewanżować. Z moich relacji z przesłuchań DAC One (lampa), DAC One (tranzystor) oraz Chord Hugo TT2 można było odczytać, że to przetwornik RT-Project w wersji lampowej zdecydowanie najlepiej się wpisał w mój system i moje preferencje brzmieniowe. Po kompletnym rozczarowaniu związanym z odsłuchami Hugo TT2 nikogo nie powinien dziwić mój kolejny wybór – dac Lampizatora. Mój ograniczony budżet (w stosunku do pozycji z cennika firmy) kazał mi spozierać raczej w okolice „dolnych” propozycji rodzimego producenta. Po wymianie korespondencji z Panem Piotrem (przedstawiciel „lampiego” na Polskę) okazało się, że cennik to cennik, a życie to życie - jest coś takiego jak urządzenia odkupione przez producenta od klientów (np. decydujących się za dopłatą wymienić na wyższy model) oraz egzemplarze demonstracyjne. Słowem – stanęły u mnie w domu rzeczone Golden Atlantic i Atlantic +. Plan był taki by zacząć od tańszego z tej dwójki, ale po podłączeniu milczał jak grób zatem postanowiłem spróbować uruchomić drugiego. Z powodów, o których aż wstyd pisać (podświetlany przycisk z przodu urządzenia trzeba wcisnąć dość głęboko aż do końca, czego moje niezgrabne palce nie mogły uczynić, a świecące się od początku podświetlenie uśpiło czujność) Golden Atlantic też nie chciał wydać z siebie głosu. Po chwili jednak zrozumiałem swój błąd i z głośników popłynęła muzyka. To co usłyszałem, tak mną zawładnęło, że zapomniałem o wcześniejszym planie , a przepinanie ponownie kabli do tańszego dac'a wydało się niepotrzebną stratą czasu. Dźwięk GA jest niebywale efektowny! To połączenie pozornie sprzecznych cech – naturalnej barwy i nasycenia dźwięku z jego rozdzielczością i szybkością. Druga rzecz, która zrobiła na mnie tak piorunujące wrażenie to bezpośredniość przekazu. To nie jest czarowanie słuchacza wybranymi elementami struktury brzmieniowej, kokietowanie niedopowiedzeniami, budowanie jakości na trafności dokonywanych kompromisów itp. itd. To brzmienie bardzo dobre pod każdym względem i nie mające nic do ukrycia, bezceremonialnie epatujące swoim dźwiękiem, rzucające słuchacza na kolana w pierwszych dziękach utworu. Słowem – istny gwałt na słuchaczu! W tym momencie, bez wielkiej szkody dla przeciętnego czytelnika, mógłbym skończyć swoją relację. Jeszcze z dwa zdania o tym, że to prawdopodobnie najlepszy przetwornik jaki słuchałem u siebie w domu, że każdy dysponujący kwotą na jego zakup musi go obowiązkowo posłuchać oraz przyznanie jakiejś przysłowiowej „statuetki” (żeby dopełnić obrazu samozwańczego rzeczoznawcy z krwi i kości!) i fajrant. Natura audiofila nie zadowala się jednak pierwszymi odczuciami i dosłownym ich opisem. Po nich następuje mozolny proces szukania „obiektywnej prawdy” o urządzeniu, wolny od intelektualnych aberracji spowodowanych przez emocjonalne zawirowania. Rozpoczyna się długotrwały proces racjonalizowania tego co emocje już dawno wypowiedziały. To kraina gdzie tylko prawdziwie obłąkani znajdą ukojenie i gdzie przyjemnością staje się jej dekonstrukcja. Witajcie zatem moi drodzy w moim Królestwie! Za kilka dni będę już gotów by Was tam zaprowadzić. Do samego piekła!
  9. Napisałem "o dwie lampy więcej", a nie "dwa razy więcej" zatem musiałem dodać, że dotyczy to tej konkretnej aplikacji. Wówczas wychodzi na to samo, ale mogę sobie wyobrazić (być może błędnie), że istnieją konstrukcje z większą liczbą lamp na kanał i wówczas dodatkowe dwie lampy to nie to samo co dwa razy więcej lamp stąd moje zastrzeżenie (nawet jeśli niepotrzebne to przynajmniej dające mi pewność, że nikogo nie wprowadzę w błąd).
  10. Też jestem bardzo ciekaw nieuniknionych porównań tych przetworników. Jutro czas stanie w miejscu! W wersji zbalansowanej jest o dwie lampy więcej bo takie są wymogi konstrukcji zbalansowanej (w tej konkretnej aplikacji).
  11. Naważyłem piwa - trzeba go wypić. To zdanie najlepiej oddaje mój entuzjazm (z w zasadzie jego brak) związany z „koniecznością” dopełnienia złożonego postanowienia i spisania swoich odczuć z odsłuchów Chord'a Hugo TT2. Pierwotnie wydawało mi się, że tłumaczenie się ze swojej apatii byłoby zbyt skomplikowane, a co ważniejsze mało ciekawe. Po namyśle stwierdziłem jednak, że to konieczne by moja „recenzja” była rzeczywistym obrazem moich wrażeń z odsłuchów. Zatem nie zwlekając przechodzę do szczegółów. Chronologia wydarzeń: 1. Odsłuch DAC One (lampa) – ekscytacja faktem, że w moim systemie gra aż tak dobrze! 2. Odsłuch DAC One (tranzystor) – zaskoczenie, że w moim systemie gra znacznie gorzej niż lampowy odpowiednik! 3. Odsłuch Chord Hugo TT2 – ... Każdego z nas cechuje potrzeba szukania faktów potwierdzających własne przekonania. To daje nam poczucie słuszności kształtowanych przez lata poglądów, przyczyniając się między innymi do dobrego samopoczucia. W wypadku audiofilizmu sytuacja przedstawia się jednak nieco odmiennie. Przesłuchując nowe urządzenia chcemy doświadczyć czegoś zupełnie nowego, a nawet przeżyć swoisty dysonans poznawczy. Przykładem niech będzie sytuacja w której wymiana niepozornego „kabelka” – relatywnie mało istotnego elementu w systemie – diametralnie zmienia postrzeganą równowagę tonalną systemu (trochę przesadzam na potrzeby czytelności obrazu). Lubimy momenty gdy słodkie owoce naszych poszukiwań dobitnie triumfują nad sceptycyzmem głosicieli teorii spod znaku „bit_perfect”. Hugo TT2 mnie w ten przyjemny sposób nie zaskoczył i nie pozwolił mi odtrąbić - wszem i wobec - kolejnego sukcesu (a dobra prasa podsycała moje nadzieję, na doświadczenie dźwiękowej uczty!). W swoich audiofilskich poszukiwaniach brzmienia „doskonałego” - pewnie jak każdy tu obecny - przechodziłem już kilka etapów. Od fascynacji dźwiękiem efektownym począwszy, na dążeniu do wzorca neutralności/naturalności skończywszy. Gdzie jestem obecnie? W miejscu gdzie nie bardzo ma się już ochotę ścigać z uciekającym króliczkiem i rozbierać dźwięk grającego systemu na czynniki pierwsze. Jestem tutaj gdzie wszystko sprowadza się do maksymalizowania własnej przyjemności ze słuchania muzyki. Audiofilskie przywiązanie do pryncypiów wiernej reprodukcji dźwięku nadal jest obecne, ale wyraża się bardziej poprzez emocjonalne reakcje towarzyszące słuchaniu muzyki niż w skłonnościach do demaskowania niekompletnej iluzji obecności muzyków przed sobą. Chord Hugo TT2 nie współpracował z reszta mojego systemu w sposób, który pozwalałby mi zapomnieć o ograniczeniach systemu stereo. Mogłem doceniać jego zalety i zastanawiać się nad wadami, ale nie mogłem doświadczyć fenomenu zmaterializowania się muzyków wraz z ich instrumentami muzycznymi w moim salonie. Nawet na chwilę nie udało mi się „odlecieć” w błogim poczuciu muzycznego ukojenia. Hugo TT2 to zapewne świetny przetwornik bo formalnie nie mogę mu nic zarzucić. Z jednej strony gra bardzo gładko (brak niepożądanych szorstkości), z drugiej - z pewnością nie jest zimny (skłonny jestem zaliczyć go do tych znajdujących się po cieplejszej stronie mocy). Niskie tony sięgają bardzo nisko i nie są zdominowane przez jakikolwiek z ich podzakresów. Wysokie tony nie epatują nadmiernie (prędzej bym powiedział ze są dyskretne i delikatne, bardzo rozdzielcze). Średnica poprawna, ale u mnie trochę schowana. W ogóle to mam pewny problem z opisem tego Chorda bo nie mogąc mu wiele zarzucić ... nie miałem ochoty go słuchać (tzn. mojego systemu z nim w składzie!). O ile przejście z DAC One w wersji lampowej na wersje tranzystorową wiązało się z subiektywną utratą atrakcyjności brzmienia w wielu aspektach, które mogłem łatwo dostrzec i wymienić, o tyle w przypadku Chorda czuje się tak jakbym miał porównywać dwa zupełnie inne owoce, z których jedno mi nie smakuje. Pewnie trafniejszym byłoby porównanie do wykwintnych dań których składnikami są także pozostałe komponenty wraz z kablowymi przyprawami, nie zmienia to faktu, ze dalsze rozwodzenie się na temat Hugo TT2 chyba nie ma sensu. Zbyt wiele dobrego o nim napisano by potencjalny nabywca mógł go skreślić z obowiązkowej listy do przesłuchań. Ja idę dalej. Póki co DAC One lampa „wygrywa” wyraźnie. Może się to jednak zmienić bo we wtorek kolejni silni zawodnicy kategorii „wagowej” będą w moim systemie - Lampizator Atlantic + oraz jego droższy brat Golden Atlantic. P.S. Teraz to już moja reputacja na pewno sięgnie bruku. „Szemrany marketing” mający sprzyjać polskim producentom aż kuje w oczy!
  12. Od wtorku będę miał przyjemność słuchać Lampizatora Atlantic + oraz Golden Atlantic (wersje zbalansowane ze stałym poziomem wyjściowym sygnału). Postaram się opisać moje wrażenia oraz różnice brzmieniowe pomiędzy nimi. Choć Mytek'a niestety nie miałem okazji posłuchać, może okaże się to pomocne.
  13. Oczywiście moja ostatnia wypowiedź nie była rzeczowym porównaniem obu dac'ów bo nie taki cel był mojej krótkiej wypowiedzi. Rzetelną relację postaram się napisać w weekend (co zapowiedziałem wczoraj w wątku " najlepszy DAC do plików..."). Wczoraj chciałem się tylko podzielić swoimi pierwszymi wrażeniami. Zwyczajna spontaniczna reakcja bez aspiracji do bycia wyrocznią dla innych. Co najwyżej sugeruję wszystkim poszukującym dobrego dac'a by dali temu przetwornikowi "szansę". Przecież nikt nie kupi DAC'a za 20tyś. jedynie w oparciu o recenzje innych (a co dopiero mojego autorstwa).
  14. Wypożyczyłem z Planeta Dźwięku (W-wa) - egzemplarz demonstracyjny więc już dwa tyg. na chodzie.
  15. Nie chcę powielać tego co już napisałem, a tym bardziej opisywać tutaj innych, niż tytułowy, przetworników zatem w telegraficznym skrócie – po odsłuchu Chord Hugo TT2 mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że DAC One trzyma się u mnie mocno pozycji lidera. Biorąc pod uwagę absolutnie entuzjastyczne recenzje oraz spore zamieszanie wokół najnowszych projektów Roba Wattsa nie sądziłem, że mało znana polska manufaktura może produkować aż tak dobry sprzęt audio. Jeśli ktoś nie dowierza (tak jak ja sam jeszcze miesiąc temu) to gorąco namawiam by zwyczajnie posłuchać. Zapewniam, że po odsłuchach MQA przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie (też słucham głównie Tidala!).
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.