Jump to content

Wuelem

Użytkownicy
  • Content Count

    3733
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

1130 Audioholik

Informacje profilowe

  • Branża
    Nie ustawione

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Słabo rozumiem, może to nie do mnie, więc na koniec... Sanie jadą po rozwartej podkowie. Końce oczywiście sięgają za słuchającego, z przodu to półkolisty przejazd. Telefon jest z prawej. Gdyby wyobrazić sobie tarczę zegara, człowiek jest w środku i wyciąga rękę w kierunku godziny drugiej. Coś mało zainteresowanych zgłębianiem tych smaczków na "Amused". Nie ma więc co ciągnąć tematu. Najwyżej gdyby ktoś od lat się zmagał i nie mógł wyjść z tą płytą poza zwykłe stereo, niech napisze. Pomyśli się nad jakimś ratunkowym działaniem.
  2. Przypomnę tylko, że w odróżnieniu od płyt, które wyszły gdzieś - kiedyś i są całkiem fajne do testu - "Amused to death" można odtworzyć np. w Spotify. Bez szukania i specjalnych starań łatwo można sprawdzić, na ile dźwięki odrywają się od kolumn. Prawdą jest, że jeśli pozbawieni jesteśmy możliwości wychwycenia tych, które mają być wokoło, to giną one niemal zupełnie, lokalizując się razem z innymi w standardowym rozkładzie w pobliżu kolumn. Trzeba chyba będzie zorganizować sposób na skrupulatniejsze opisanie zawartości tej płyty. Mam na razie nadzieję, że jednak ktoś ten dzwoniący telefon odbierze (znaczy napisze, gdzie sięgnąć ręką, gdyby tę wyobrażeniową słuchawkę chcieć wcześniej podnieść - płyta z 1992 r. to i dzwonek z tamtego okresu / utwór 10, dzwoni od 3:30).
  3. Ale @pit80 twierdzi, że to dzięki dźwiękom odbitym od ścian zawdzięczamy te efekty. Wystarczy sięgnąć do wyjaśnienia techniki Q Sound, żeby wiedzieć, iż nie w tym należy doszukiwać się przyczyny istnienia dźwięku wokół słuchacza. Przy zamierzonych działaniach, opartych o naukę i przewagę technik studyjnych wlepianie do rozważań mózgu jako etap odbioru dźwięków jest trolowaniem w temacie. Podkreślanie, że dźwięk bierze początek z dwóch kolumn już nawet nie wiem czym... Na płycie jest chyba realistyczny dzwonek telefonu, niektórzy powinni puścić go sobie głośno na przebudzenie! No i naturalne w tym momencie pytanie: Gdzie stoi telefon? :-)
  4. @pit80 Najpierw napisałeś to poniższe, z czego sam się potem wycofałeś. Potem takie stwierdzenie... ...które z QSound nie ma nic wspólnego. To standard w realizacji nagrań. Efekt otoczenia słuchacza dźwiękiem wydobywającym się z 2 kolumn jest istotą zagadnienia. Nie ma co rozwadniać zagadnienia i dodawać pobocznych wątków - odsłuch jest zrealizowany właściwie (np. samolot przelatuje nad głową) albo coś w tym przeszkadza. O, tutaj zgoda :-)
  5. To w końcu te "efekty" słychać czy nie? Bo chyba zgodzimy się, że bez sensu jest tworzyć efekty, których ma nie być słychać. Albo miałyby je słyszeć tylko osoby z pokancerowanymi systemami. @pit80, posłuchaj tej płyty i potem znowu napisz. Dla ułatwienia: dopatrz się na niej "Q-SOUND".
  6. Mówimy o wartości artystycznej, czy powodzie oceny dlatego, że tylko kilka efektów udaje Ci się zaobserwować na przestrzeni ponad 70-ciu minut muzyki? Każda płyta to produkcja muzyki. Ta fabryka wypuściła krążek przynajmniej intrygujący. The Wall jest nie mniej efekciarska, a jednak "stereofonicznie" nie tak odjazdowa. Dlaczego czepiać się tej Watersa?
  7. Nie masz racji, na tej płycie całe grupy dźwięków są porozstawiane w przestrzeni. Na przykład fortepian jest za słuchającym, a to jeden z instrumentów w utworze, czy wybrzmienia przechodzą od sceny z przodu ku tyłowi. Efekty w stylu szczekania psa (na początku płyty taki jeden szczeka gdzie indziej a inny warczy zupełnie gdzieś indziej (pierwszy kawałek)), radio czy sanie są po prostu łatwe do wyróżnienia i opisania. Podkreślę, cała kompozycja dźwiękowa jest rozłożona w "bańce" wokół słuchacza. Nie zawsze można ten efekt uzyskać, lecz to nie jest związane z jakością zestawu lecz wzajemnym usytuowaniem. Dlatego w zakresie każdego jest usłyszenie tej płyty odtworzonej w zaskakujący sposób. Nie ma argumentu, że sprzęt jest za niskiej klasy.
  8. Ta płyta tworzy bańkę, budowaną przez dźwięki dobiegające z przodu, z boku i za słuchaczem. Nietypowa panorama pojawia się zarówno po prawej i lewej stronie słuchającego. Wychodzi więc na to, że na ten moment nie słyszysz wszystkiego, co na tej płycie wykombinowano (i to nie przez żadne filtrowanie grzebieniowe - ono zależy od konkretnego pomieszczenia, a tymczasem płyta te efekty ma w sobie constans). Można skorzystań z efektu przejeżdżających sań w jednym z utworów. Zaczyna być je słychać za słuchaczem z lewej strony i kończą przejazd (przejeżdżając naturalnie przez środek) za słuchaczem z prawej strony. Powodzenia w odkrywaniu potencjału tej płyty.
  9. Moc jest idealnie utrzymana. Problem w tym, że producent nie orientuje się w aspektach technicznych albo nie wie, co produkuje. Nie wiadomo, czy prasa demaskuje te elementy czy zastanawiający marketing. Zakładając, że dzieje się to świadomie - wstyd na całego.
  10. Warto też by było zauważyć po lekturze "AUDIO", że gdyby uznać test za rodzaj zawodów, to NuPrime IDA-16 zostałby zdyskwalifikowany za doping. Dokładniej za kłamliwe deklaracje dotyczące "wzmacniacza cyfrowego" (do tego pierwszego na świecie!) oraz unikalnego utrzymywania jednakowej mocy na obciążeniu 4 ohm i 8 ohm (przy tym obietnica 200 W/8 ohm nie zostaje dotrzymana - jest mniej). W tym kontekście zaskakująco wysoka moc (najbardziej chyba zadziwia samego producenta) nie jest powodem do chwalenia się. Może termicznie nie jest przystosowany do oddawania aż takiej?
  11. Jeśli bym miał w ciemno kupić wzmacniacz (pre/power), to bym może skusił się na np. firmę Bryston. Dlaczego? Bo ich wzmacniacze pracują i sprawdzają się w studiach, więc są jakościowo zweryfikowane. Jeśli w domu też chcemy mieć wierne narzędzia odtwarzające - to jest pewniak. Tylko jeśli nie kupujemy kolumn PRO, to czy to jest dobra rekomendacja? Ma ktoś taki monitor... Głośnik niskotonowy 12 cali, z Brystonem może być dobra para. Ale co do 12 cali Harbeth? Stawiam na coś od Sound Art. Jakoś mi pasują do pary i przez wiele lat udanie wygrywali na AS z czołówką ze świata. I tak można typować bez końca :-)
  12. A to ciekawe - chętnie dowiem się z jakiego powodu. Dla przykładu można zauważyć, że "międzygalaktyczne" zawody najlepszych zestawów (McIntosh XRT2.1K, Wilson Audio ALEXX, MBL X-Treme) odbywały się w salach (w nazwie: TV1, TV2, ...) z perforowanymi ścianami. To jest celowa, bardzo skuteczna adaptacja akustyczna - ta sama metoda jest zastosowana w największych studiach nagraniowych w TVP. Tak więc warunki do prawidłowego odtworzenia muzyki są zapewnione. Jak można było się samemu przekonać z niektórych wymienionych zestawów można było usłyszeć niemal doskonały wokal, gdzie indziej bas lub rzadko spotykaną czystość wyższego pasma. Jeśli na wystawie był kto realnie planujący zakup z tego poziomu cenowego, to nie zazdroszczę rozterek. Sam bym nie wiedział, na który postawić. Może dobrze, że z całkiem innego powodu ten kłopot jest poza mną :-) Ale warunki do posłuchania są. I najwyraźniej korzystne jest pojawienie się przedstawicieli z danej firmy - wiedzą w jaki poziom celują i potrafią w sporym procencie sprostać zadaniu. Profesjonaliści - to było słychać.
  13. A dlaczego te? Bo markowe? Czy potrafimy skonkretyzować, dlaczego akurat te wzmacniacze są lepsze od innych? Dlaczego nie ma na liście np. Passa? Zupełnie nie tędy droga. Prawidłowo zaprojektowanych i wykonanych wzmacniaczy (końcówek) jest sporo. Wystarczy przypomnieć sobie AUDIO SHOW - spotykało się ten sam wzmacniacz, a dźwięk w efekcie był zupełnie inny. Tym bardziej, że tutaj chyba trzeba jeszcze uwzględnić wpływ przedwzmacniacza. Jak mówią... Najlepszy jest lampowy :-) Najlepiej usłyszeć u kogoś i na podstawie wiedzy, że ten element (power amp) potrafi zapewnić referencyjne brzmienie - kupić. Najwyżej potem dochodzić do tego poziomu. Działanie po omacku - bez względu na markę - to typowy wybór na chybił-trafił. Właściwie to producent kolumn, w prywatnej korespondencji, powinien podpowiedzieć nt. właściwej amplifikacji. Tylko wówczas można zaufać, jeśli... już zaufaliśmy mu co do kolumn.
  14. Klasyfikowanie dźwięku na podstawie oceny muzykalności jest wielce ryzykowne. W różnych gatunkach muzycznych co innego stanowi o właściwie przygotowanym nagraniu. Co więcej, np. muzyce poważnej sprzyja dłuższy czas pogłosu w pomieszczeniu, a np. rockowej - krótszy. Nie wiedząc, na co nacisk chciał położyć realizator lub producent można zbiór płyt ocenić negatywnie, tylko dlatego że rozmijają się z naszym wyobrażeniem lub przyzwyczajeniami. Według mnie należy możliwie obiektywizować obserwacje lub odnosić do znanego (wymienionego) punktu odniesienia. Były na wystawie zestawienia, które w większości zebrały opinie: "fajny, przyjemny, relaksujący, miły". Oczywiście dźwięk. Ja za taki sprzęt zdecydowanie dziękuję. Jak pójdę na targi ogrodnictwa, to będę szukał takich przymiotników do opisania wrażeń. Sprzęt top hi-fi czy hi-end (czyli wystawowy) to jednak zupełnie inne zawody. Tutaj średnio znaczy słabo. A z kolei lepiej daje się łatwo nazwać - i były (na szczęście) na to dowody.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.