Jump to content

Micke 13

Użytkownicy
  • Posts

    822
  • oraz w archiwum

    1501
  • Joined

  • Last visited

Reputation Całkowita

106 Dobry

Audiostereo

105

Bocznica

1

Informacje profilowe

  • Zainteresowania
    Stereo, muzyka, kino, filmy (zwłaszcza starsze), kulturystyka, kolarstwo, gotowanie (dieta fit).
  • Branża
    Nie ustawione

Recent Profile Visitors

23177 profile views

Micke 13's Achievements

  1. To na pewno. Jakie znów dopiero na Audiostereo ? Wpisz sobie w g00gle Loudness War, lektura na parę tygodni... Może być nawet i -10dB, ale (jak zresztą pisałem już wcześniej i teraz się powtarzam), tylko niektóre takie nagrania brzmią dobrze. Jakieś rozsądne minimum jest jednak niezbędne by nagranie nazwać poprawnym.
  2. Eh, odpiszę tak. Gdyby tak źle nagrane albumy mi hulały, to oznaczałoby że całą reszta, dobrze nagranych musiałaby grać beznadziejnie. Wtedy ten cały swój hi-end musiałbym wywalić do kosza, bo z odtwarzaniem muzyki z jakością hi-fi (tym bardziej hi-end) nie miałby nic wspólnego. Nie bez powodu za najlepiej nagrane albumy uważa się Avalon - Roxy Music, 90125 - Yes, Brothers In Arms - Dire Straits (to wszystko ma dynamikę powyżej -16dB) i całą masę innej muzyki z lat 70-80, po prostu (jak to już wcześniej pisałem), wtedy wiedziano jak się nagrywa muzykę stereo. Przy aż tak GIGANTYCZNEJ różnicy w dynamice tutaj nie ma innej opcji i to MUSI grać gorzej, matematyki się nie oszuka, bo 2+2=4. Nie wiem czy oni są głusi, czy tylko dla szpanu mają ten sprzęt ze zdjęcia, wygląda solidnie choć nie wiem czy to są normalne kolumny do słuchania, możliwe że mają tak wypaczone pasmo by odtwarzał mocno zniszczone loudnessem nagrania poprawnie. Jednak jeśli założymy że kolumny są typowe i pełnopasmowe (bo na pudełkach do butów loudness gra dobrze), czyli takie jakie można kupić w 99% salonów audio przeznaczonych dla typowego melonana i audiofila (nie realizatora dźwięku), to bez wątpienia, gdyby nagrali tą muzykę z poprawną dynamiką, wtedy ten album grałby im jeszcze lepiej. Loudness war trwa już latami, nie rozumiem więc jakim cudem świadomość jak niszczycielski jest dla muzyki nie dotarł jeszcze co do po niektórych, a czytam tutaj, na jakoby poważnym forum dla audiofili i melomanów (czyli ludzi wrażliwych na jakość dźwięku), że ktoś lubi takie coś... ?
  3. Ok, jeśli taka była wizja artystyczna kapeli to nie będę się kłócił. Ale i tak trzeba czekać aż ktoś to wyda z zachowaną poprawną dynamiką nadającą się do słuchania na sprzęcie Hi-Fi. Te taniutkie Onkyo razem z dzielonym Krellem nie jednemu zafundowałyby opad szczeny ? Na razie wystarczy może jak napiszę że średnicę to mają bez porównania klarowniejszą od Dynaudio które z niej słyną (wybaczcie że więcej nie będzie, może zechcę kiedyś sprzedać te Dynki ?). Dynki są ciut szybsze i z Krellami idealne do hard&heavy, wszystko grają, łącznie z death metalami, metalcorami, speed-power-heavy metalami, więc skoro ten jeden Tool się "wykłada" (i rzecz jasna wszystkie inne, podobne loudnessowe nagrania) to chyba nie z kolumnami jest coś nie tak ?
  4. Lol, nie zrozumiałeś co miałem na myśli, poprawny master ma sprawić że sztuczne rozdzielenie instrumentów nie będzie słyszalne ? Na naszych domowych systemach stereo mamy odnieść złudzenie, że utwór gra nam kapela w pokoju między głośnikami, muzycy razem stoją na scenie i grają, a nie słyszeć że to są porozdzielane sztuczniee budki gdzie każdy nagrywał sobie oddzielnie ? Chyba nie próbujecie zwalać fatalnej realizacji przesterowanego nagrania i "korygować" je sprzętem stereo ? Rozumiem dopalić jaśniejsze albumy subwoloferem, baa, sam to stosuje z udanym skutkiem, nawet mogę zrozumieć zabawy regulacjami tonów i korektorami, ale skompresowanego loudnessem nagrania nic już nie uratuje, bo to jest sygnał który został utracony bezpowrotnie ? Obrazowo, gdybym był profesjonalnym muzykiem i ktoś by mi tak nagrał płytę, to bym go podał do sądu za zniszczenie mojej własności intelektualnej, bo z pierwotnej dynamiki podczas nagrania, która na pewno była wyższa niż -12dB zostało -6dB, czyli co, mam to liczyć (a dajmy na to że się nie znam bo jestem artystą), że połowa 50% mojej muzyki uległa bezpowrotnemu zniszczeniu ! ?
  5. Najbardziej w ogóle podoba mi się Undertow, za surowość brzemienia (dlatego też kocham wczesne płyty Metallicy, zaś "Czarnego Albumu" nie cierpię ?). Teraz pomijając kwestię dynamiki, czyli mówimy tylko o balansie tonalnym: AEnima jest naprawdę ok, ale chyba jednak bardziej podoba mi się Lateralus, jaśniejszy, twardszy, nie tak surowy jak Undertow, ale jeśli popatrzymy że muzyka na tym albumie to tak naprawdę rozwinięcie koncepcji progrocka w stylu Yes, tylko ciężej, to jak najbardziej pasuje ? 10k Days, balansem w drugą stronę, przyciemniony, masywny, z obciętą górą. Ktoś kiedyś na forum napisał że w porównaniu z Lateralusem bas to krok w dobrą stronę, ja jednak jestem raczej przyzwyczajony do jaśniejszych, produkcji lat 80-tych dlatego zdecydowanie wolę Latreralusa, gdzie basu jest mniej, za to jest on twardszy i bardziej kopiący. Co do Fear Inoculum, tam się dzieją jakieś dziwne rzeczy z tym dźwiękiem ? Znalazłem jakieś wydanie próbujące wyczyścić to z loudnessu i to nadal brzmi jakoś sztucznie. Owszem, poszczególne dźwięki są rozseparowane, ale aż do przesady i całość się po prostu nie klei. Ewidentnie słychać że to mix nagrywanych osobno ścieżek, a nie spójna całość grana przez muzyków.
  6. To nie jest problem tylko tego albumu, to jest ogólnie problem każdej przesterowanej muzyki. Jak coś jest nagrane agresywnie z dynamiką mniejszą niż -10dB to prawie zawsze występuje taki efekt. O proszę, masz odpowiedź na jaki typ stereo jest ta muzyka produkowana ? Na na prawdę potężnym, rozdzielczym, pełno-pasmowym stereo jak moje, te efekty są przesadzone i natarczywe po prostu, wszystko się zgadza ? Nie, z Twoim sprzętem wszystko jest ok. To jest właśnie produkcja jaka będzie brzmieć poprawnie. Oczywiście jeśli kiedyś będziesz chciał wymienić stereo na zestaw z wyższej półki by uzyskać bardziej prawdziwe brzmienie, wtedy nagle odkryjesz defekty tego albumu jakie słyszę ja. Na koniec napiszę że nie jest do końca prawdą że im lepszy lub droższy (to nie zawsze idzie z sobą w parze) system tym mniej realizacji gra. Im lepszy sprzęt tym jednak te różnice są bardziej odczuwalne. Sam składałem system z myślą o słuchania muzyki hard&heavy ale raczej z lat 80-tych, bo to jest mój ulubiony okres w muzyce w ogóle, dlatego też ta konkretna muzyka brzmi u mnie znakomicie. Wcześniej przerabiałem wiele konfiguracji, również tych tańszych i na dzień dzisiejszy ta którą mam obecnie (Krell+Dynaudio, a i taniutkie Onkyo potrafią zagiąć Dynki w wielu aspektach) odtwarza mi poprawnie najwięcej procentowo mojej ulubionej muzyki. Tool za czasów AEnimy, Lateralusa, 10kDays z CD brzmiał ok gdy miałem takie małe, podstawkowe kolumienki i mniej rozdzielczy zestaw, tylko co z tego skoro większość ulubionej muzyki 80's grało słabo. Jak napisałem wyżej w offtopie propozycji moich albumów, trend w nagrywaniu raczej zwraca się ku rezygnowaniu z loudness war, tak więc coraz więcej albumów już będzie się dało z satysfakcją odtwarzać na wyższej klasy systemach ? Mimo wszystko podejrzewam że najwyższa jakość i poprawna dynamika będzie zarezerwowana dla edycji winylowych ?
  7. Ok, to da się zrobić. Wkrótce może w końcu będę miał czterodrożne Infinity Kappa 9.2i ? Tylko wiesz... szukać specjalnie jakiegoś jednego typu głośnika by dało się słuchać jednej, konkretnej płyty ? Aż takim fanem Toola nie jestem, wolę by 90% reszty muzyki którą lubię grała dobrze ?
  8. W "o mnie" można zobaczyć. Używam na zmianę dwóch par kolumn, jedne vintage drugie bardziej współczesne. System w całości trójdrożny z jednej pary lub czterodrożny z drugiej licząc subwoofer ? Średnica akurat jest wzorowa, bo kobiecie wokale to mój konik ? Średnica na Toolu mi nie przeszkadza, przeszkadza mi że ta muzyka jest po pierwsze przesterowana, po drugie jak to profesjonalnie nazwał jeden kolega powyżej, przeprodukowana, za dużo "machania suwakami" za konsoletą ?
  9. Heh, moja "wieża stereo" składająca się z dzielonego Krella i kolumn z 30cm wooferami + subwoofer gra bardzo dobrze, czego dowodem jest wzorowe odtwarzanie dźwięku na prawidłowo zrealizowanych albumach, z poprawną dynamiką ? Ale oczywiście pełna zgoda, skompresowana, przesterowana muzyka jak najbardziej będzie brzmieć "poprawnie" na plastikowych wieżach stereo i iPodach, bo na takie zabawki do słuchania (z szacunki nie nazwę ich nawet Hi-Fi) została wyprodukowana. Na szczęście (czy może niestety ?) jeśli mamy pełno-pasmowy system stereo do odtwarzania wiernie muzyki z jakością Hi-Fi lub Hi-End, mało jakie nagrania z dynamiką poniżej -10dB będą grały dobrze (u mnie daje się słuchać jeszcze mocno wycofanych, sztucznie dopalonych efektem przestrzennym doom metalowych albumów, bo tam dźwięki nie atakują tak agresywnie do przodu). Bardzo lubię wciąż samą muzykę Toola, bo lubię progrocka, ale z realizacją to chyba trzeba poczekać aż ktoś to wyda poprawnie na winylach z poprawną dynamiką do poważnego słuchania. Zgadza się. Lateralus, z tym że NA WINYLU brzmi ok ?
  10. Serio ? Czy to troll wpis ? ? Bo nie wiem czy tu wolno karmić ? Metalowego ? Ale przecież Tool to nie jest metal, tylko progresywne pitolenie ? Lepiej nagrane ? Dużo metalu lat 70-80-tych jest nagrana lepiej od całego Toola. W sumie to Tool dobrze nagrał jeden album: Undertow i jednocześnie jest to chyba jedyny, w miarę metalowy album Toola (wcześniejszej EP-ki Opiate nie liczę i nie wiem też jak była nagrana, bo nie słuchałem). Z lat 70-80 to jest masa takich pereł realizatorskich (ale to złoty okres stereo i wtedy wiedzieli jak nagrywać muzykę). Dźwięk jak na żywo, ale nie taki sterylny, ładniutki i plastikowy jak obecnie i jak na Toolu. Dynamika albumów oscylowała na poziomie -12 nawet do -15dB i to ewidentnie czuć w wykopie i energii całej muzyki. Moje rekomendacje, pominę może te najbardziej oczywiste jak Metallicę czy Black Sabbath itp. klasyczne kapele i albumy (bo nawet kiedyś trafiłem na Keeper of the Seven Keys Part 1 wydany na LP przez skośnookich, który brzmiał doskonale). A więc teraz ostrzegam, większość będzie z Paniami na wokalu lub całym składem, bo praktycznie tylko takiej muzyki słucham ? (to chyba powinno iść do oddzielnego wątku, był taki o dobrze nagranym łojeniu): The Runaways - 1977 Waitin' for the Night: Wiadomo, wtedy jako takiego metalu jeszcze nie było, z kapel jakie istniały Joan z Litą grały wtedy najmocniej, jednocześnie za sprawą Lity (która miała metalowe zapędy), muzyka ta nigdy nie brzmiała prostacko jak późniejszy punk np. dziewczyn z Girlshool. Bardzo lubię produkcje z lat 70-tych za tą surowość i szorstkość realizacji nadającej muzyce autentyczności. Jako ciekawostkę napiszę że poprzedni album grupy: Queens Of Noise, jest nagrany głośniej, był to pomysł samych dziewczyn, brzmi gęściej i ciężej, ale ma przez to gorszą dynamikę. Niestety, piece gitarowe nie miały wtedy tak potężnego brzmienia jak obecnie, więc był to jakiś patent (obok tego który stworzył Tony Iommi dla Black Sabbath), by brzmieć mocarniej. Nie pamiętam teraz jakie mam wydanie, chyba winyl z UK (jakby kogoś to interesowało niech pisze na priv). Rock Goddess - 1983 Rock Goddess: Brytyjska odpowiedź na amerykanki z The Runnaways, dwie siostry, Jody wokal i gitara, Julie Turner perkusistka (na tym albumie ma 15 lat !) i ich koleżanka z klasy Tracey Lamb, za "menadżera kapeli" robił tata sióstr ? Gatunek dokładnie taki jak tytuł ostatniego utworu na płycie "Heavy Metal Rock 'N' Roll" ? Koniecznie wersja JP LP (A&M Records ‎– AMP-28070), skośnoocy troszkę wygładzili wyższą średnicę w porównaniu do wersji EU (mam obie), jednocześnie dynamika pozostałej reszty jest niezmieniona (choć pomiary pokazują bardzo dobre -12dB). Rysunek źródeł pozornych, dosłownie jak na żywo, jest ciężar, szorstkość i niesamowity, klimat. Można zaprosić kolegę z zawiązanymi oczami, posadzić w fotelu odsłuchowym i powiedzieć mu, że zaprosiło się metalowe dziewczyny by na żywo zagrały dziś do kolacji ?Jeden z najlepiej nagranych albumów w mojej kolekcji. Lita Ford - 1983 Out For Blood: Po rozpadzie The Runaways, dziewczyny poszły swoimi drogami, Lita w metalowe brzmienia, Joan pozostała wierna rock&rollowi. Pierwszy, debiutancki album jest chyba najrówniej nagrany, nieprzekombinowany, bo wiadomo, w latach 80-tych już zaczęto powoli bawić się suwakami za konsoletą i kolejne albumy Lity są nierówne tonalnie, zazwyczaj ciut za jasne. Na tym jednak, instrumenty mają właściwą proporcję i dynamikę, pozostała podobnie jak wyżej, rockowa surowość i szorstkość brzmienia. Mam niemieckie wydanie LP, nie pamiętam niestety numerka. Warlock - 1985 Hellbound: Legenda, muzyka nie wymaga komentarza, cudny, klasyczny heavy ? To dla odmiany bardzo "stadionowe" brzmienie, rozmach i potęga, jak ktoś choć raz był na koncercie metalowym wie o co chodzi ? Oczywiście jest to album w 100% studyjny, ale brzmi dosłownie jak jam session, nagrane na spontana w jakimś randomowym garażu wyłożonym wytłoczkami po jajkach ? Praktycznie nie czuć sztuczności studia i plastiku jaki obecnie jest powszechny również na albumach rockowych. Ostrzegam, nie jest to jednak ładne brzmienie jak Tool, średnica nie raz da po uszach, co oczywiście zdarza się i podczas grania na żywo przez takie kapele. Idealny przykład na to, że czasem więcej machania suwakami w studio nie = lepiej. Na tym albumie zaś jest wykop, rozmach, dynamika i przede wszystkim masa heavy klimatu i serducha ? GE LP. (ciekawostka) Vixen - 1988 Vixen: Glam metalowa, żeńska kapela z US. Bardzo melodyjne, szybsze niż cięższe granie ze wspaniałymi wokalami Lorraine Lewis, żeńskimi chórkami oraz kapitalną gitarą, legendarnej, niestety już nieżyjącej Jan Kuehnemund. Warto posłuchać choć nie jest to referencyjnie nagrana muzyka. Album jest nagrany troszkę jasno i sucho, za to z piorunującą dynamiką ("chore" -14dB, uwaga na szyby w waszych mieszkaniach ?), instrumenty ustawione są bliżej, np. perkusja dosłownie wsadzona do pokoju dwa metry przed fotel odsłuchowy, osobliwe wrażenie, zwłaszcza przy tej dynamice ? Kolejny album kapeli: Rev It Up z 1990, jest nagrany bardziej równo, mięsiście w klimatach glam metalu tego okresu (np. późny Black Sabbath). Oddalona scena, rozmach, wciąż wysoka dynamika. Mam wydania US & GE LP. Teraz nowsze rzeczy czyli okolice kiedy nagrywał Tool. Wszystko to jest nagrane mniej więcej w stylu Toola, czyli współczesne, sterylne, ugrzecznione, gładkie "ładne" brzmienie. Rock&rollowcy umyli się, uczesali, ścieli włoski, założyli schludne garniturki od Armaniego i poszli zagrać na rodzinnej imprezie na cześć tatusia ? JEDNAK, w przeciwieństwie do Toola, te albumy mają zachowaną bardzo dobrą dynamikę = nadają się do słuchania na stereo klasy Hi-Fi, nie tylko na iPodach: After Forever - 2005 Remagine: Kolejna legenda, tym razem gotyckego power metalu, choć o klasyfikację trudno, bo każdy album tej kapeli był inny, zaczynali albumem doom, skończyli niemalże klasycznym power-heavy. Najpierw czego brak, mianowicie nie ma już rock&rollowej szorstkości i surowości, nadającej tej muzyce autentyczności i tak znakomicie uchwyconej na albumach lat 70-80. Pozostała za to fantastyczna dynamika (całość -13dB), perkusja brzmi bardzo selektywnie, idealnie udało się zachować szybkość i twardość uderzeń stopy, dosłownie gniecie klatę, można dostać palpitacji ? Na tle sekcji rytmicznej gitary są jakby szczuplejsze, nie tak mięsiste, bardziej ziarniste, przypominają barwą klasyczny heavy 80's, mimo wszystko całość jest nadal spójna, może wokale Floor Jansen czasami zbyt mocno eksponowane. Wydanie winyla o numerku TMV-073. Arch Enemy - 2017 Will To Power: Wiadomo, bez komentarza... może taki od siebie, osobiście o wiele bardziej wolę wokale Alissy niż Angeli ? (offtopic, na coraz to nowszych nagraniach muzyki całe szczęście realizatorzy za konsoletami wyraźnie odchodzą od koncepcji loudness war, ten album AE jest jak do tej pory ich albumem z najwyższą dynamiką). Niby to melodyjny death metal, więc szorstkość i surowość powinna iść na pierwszym planie, ale w bezpośrednim porównaniu albumów z lat 70-tych (np. ww. The Runnaways) sami dojdziecie do wniosku że nadal czegoś brakuje. No ale mimo to dynamika jest znakomita (-13dB), bardzo dobra selektywność tak ważna na takiej muzyce, mimo częstej ściany dźwięku nic się nie zlewa, nie zagłusza tak jak na Toolu, nie ma się ochoty ściszyć sprzętu bo zaczyna boleć głowa (typowy efekt słuchania głośno muzyki poddanej zabiegom loudness). Nie pamiętam jaki to winyl, ale chyba jest tylko jeden to będzie łatwo znaleźć ? Amaranthe - Helix 2018: Może ktoś się skrzywi, ale dla mnie to dalej progresywna odmiana współczesnego metalu ?Mamy miks typowego, skandynawskiego stylu (który pokochałem i uważam za o niebo lepszy od amerykańskiego, nudnego numetalu ?), popowych syntezatorów, ostatnio coraz popularniejszej, najnowszej zajawki metalcore, popowego, czasami aż do przesady wokalu Elize Ryd i na koniec do tego jeszcze mamy rapowane wstawki ? Produkcja jak typowych naszych czasów, czyli takie to ładne i wygładzone, nie ma porównania z surowością 70-80, choć w sumie jeśli to miks metalu z popem to może i taka prezentacja pasuje. Mimo wszystko dalej słucha się bardzo dobrze za sprawą fantastycznej dynamiki (-13dB). Podobnie jak wyżej, jest szybko, selektywnie, ściana dźwięku, a mimo to nic się nie zlewa. Wydanie podobnie jak wyżej, winylowe, chyba jest tylko jedno. Delain - 2020 Apocalypse & Chill: Ostatnio mój faworyt, podobnie jak z After Forever który uwielbiam w całości. Delain tworzy jakiś magiczny mix skandynawskiego metalu z syntezatorami lat 80-tych (które kocham), to wszystko jest niesamowicie klimatyczne i melodyjne, te kompozycje dosłownie płyną z głośników. Kapitalnie brzmią 7 i 8 strunowe gitary Timo Somersa, są tak nisko strojone, że w pierwszych sekundach albumu można odnieść wrażenie że ta muzyka to będzie jakiś doom ? Całość brzmi bardzo mięsiście i potężnie, z niesamowitym rozmachem. Słuchając wokali Charlotte Wessels ma się wrażenie że urzeczywistni się wizja Yes którą mieli tworząc "Topograficzne Oceany", mianowicie że tekst utworów będzie służył nie opowiadaniu jakichś treści, tylko brzmienie poszczególnych słów ma się układać w melodię. Produkcja oczywiście bez surowości 70-80's, co jednak w tym przypadku, bacząc na koncepcje muzyki czyli: "poświęcamy wszystko dla płynności melodii" idzie wybaczyć ? Baa, nawet auto-tune na wokalach Charlotte można zrozumieć patrząc z tej perspektywy ? Bardzo dobra jest dynamika albumu -12dB, wspomniany już rozmach i niskie strojenie gitar nadaje potęgi i wykopu brzmieniu, jest selektywnie i przejrzyście, brak bólu głowy jak podczas słuchania Toola po loudnessie. Wydanie, też chyba jest tylko jedno, mam oznaczenie jakby kto szukał: NPR 911 VINYL ?
  11. Niniejszym zakładam Klub miłośników Rotela i Rotelowej szkoły brzmienia :D Przyznam się, że już od jakiegoś czasu nosiło mnie z założeniem takiego tematu ;) Przez ostatni okres czasu słuchałem różnych klocków i jak do tej pory żadne nie podeszły mi tak jak Rotelowe. Co ciekawe, Rotelowa szkoła dźwięku na pewno nie jest neutralna w audiofilskim tego słowa znaczeniu. Rotel jest na moje ucho zrobiony pod konkretną muzykę, jaką ? Poczytajcie sobie moje "o mnie" ;P To co mi się wyjątkowo spodobało, a czego nie dają klocki których do tej pory słuchałem to swoista bezpośredniość dźwięku. Mój ulubiony instrument, gitara elektryczna wychodzi wspaniale, słychać każde pociągnięcie struny twardo i dobitnie, no i ten swoisty koncertowy wykop na basie ;) To jest taki w moim mniemaniu wesoły, skoczny, bardzo dynamiczny dźwięk zapraszający na scenę by zagrać razem z muzykami. Góra często krytykowana za swoją ostrość i suchość na moich kolumnach wychodzi bardzo fajnie, mocno, szczegółowo i z charakterem, aż inne wzmaki wydają mi się tu zmulone ;P Tak więc Rotel gra nie neutralnie ale raczej naturalnie, stara się oddać dokładnie nie tylko przekaz z płyty, ale również jej specyficzny (rockowy) charakter i klimat. Poprzez Rotelową szkołę brzmienia rozumiem cechy urządzeń opisane powyżej, czyli raczej tych z serii 8xx, 9xx. Ponoć nowe klocki Rotela, po rozpoczęciu współpracy z B&W grają już zupełnie inaczej, łagodniej, chyba by wpasować się w raczej ostrzejszą stylistykę B&W. Mimo wszystko zapraszam wszystkich użytkowników Rotela do wpisywania się. Sam jestem ciekaw czym dokładniej różnią się urządzenia starsze od nowszych. Tak więc napiszcie z czym użytkujecie swoje Rotelki, ja obecnie jestem na etapie doboru odtwarzacza CD. No i może ktoś wie jaki sprzęt wyższej klasy zagra jak szkoła Rotela, tzn. lepiej ale z cechami które ona posiada :) A czy może znacie jakieś Hi-Endowe konstrukcje tej firmy ? Też dobrze by było poznać te konstrukcje :) Teraz troszkę historii o Rotelu w telegraficznym skrócie (żeby ludzie się nie upierali że Rotel jest z Japonii ;P): W 1950 r. niejaki Bob Technikawa założył w North Reading , Massachusetts (stan USA) firmę Roland. Zajmowała się ona... dystrybucją telewizorów Sylvaniia na Daleki Wschód. Przez ten czas produkcja Rolanda idzie z Japonii. W 1969 r. powstaje kolejna fabryka na Tajwanie. Dopiero w 1999 r. następuje przeniesienie całej produkcji (już oczywiście Rotela) z Tajwanu do Chin. Dokładnie nazwa Rotel pojawia się w 1971 r. Jest ona połączeniem nazwy Roland i Martel (amerykańskiego dystrybutora), a jej pełna nazwa brzmiała: Rotel of America Inc. Wtedy właśnie narodziła się koncepcja zerwania z produkcją sprzętu powszechnego użytku i przekształcenie Rotela w specjalistyczną markę ekskluzywnego sprzętu Hi-Fi. Gdy w 1979 r. nastąpiło zerwaniu umowy przez dotychczasowego dystrybutora powstaje koncepcja wejścia firmy na rynek europejski (głównie brytyjski). Przeniesiono z USA do Anglii laboratoria badawcze. Mike Bartlett to najważniejsza postać w dziejach Rotela. Razem z Tonym Millsem (specjalistą od obwodów) oraz sprowadzonym z Japonii Y. Sudą, tworzą najznamienitsze urządzenia w dziejach tej firmy, z RA-820B na czele. Wzmacniacz RA-820B jest jakoby protoplastą wszystkich późniejszych urządzeń Rotela. Można powiedzieć że był to złoty okres w dziejach tej firmy. Większość pracowników Rotela z podstawowego składu Rolanda pracuje w nim do tej pory. Jest to małym ewenementem, niektórzy pracownicy mają po 20 lat stażu. Z czasem główną bazę badawczo projektową przeniesiono do Tokio, w Anglii zostawiając ocenę układów i selekcję części. Najważniejszą postacią w tej bazie badawczo projektowej jest inżynier Nakajiama. Szefem sekcji odpowiedzialnej za projekty przedwzmacniaczy, wzmacniaczy, tunerów i sekcji analogowej w odtwarzaczach CD jest Pan Takamiya. Jeszcze inna ekipa zajmuje się układami cyfrowymi. Brytyjska oddział Rotela, którego zadaniem jest ocena układów, to przede wszystkim Bob Burrn i Trevor Cook. Tych dwóch Panów zajmowało się porównywaniem wszelkich aspektów brzmienia i dostrajaniem urządzeń (tak to działa również do dziś). Dawna kwatera główna Rotel of America w North Reading to obecnie kompleks w którym mieści się ponoć jeden z najdoskonalszych pokoi odsłuchowych w przemyśle audio (200W monobloki RHB napędzające ślimaki B&W). Najważniejszymi postaciami tego oddziału są Tim Wayatt (spec od spraw technicznych), Joe Laliberti (szef serwisu). W Stanach wdrażana jest także większość projektów urządzeń przeznaczonych do kina domowego.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.