Jump to content

dingo

Użytkownicy
  • Content Count

    12
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

34 Neutralny

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Ciekawa opinia... Wyłożenie oczywistości nazywasz "obroną Częstochowy" i "padaniem na kolana". Rzeczową polemikę nazywasz "spiętymi pośladami"... I kto tu jest nerwowy? :) Nie podchodzi ci ten zespól, masz mu coś za złe - masz do tego pełne prawo. Ale kiedy zabierasz się do poważnej dyskusji o dość powszechnie uznanej wielkości i ją deprecjonujesz, powinieneś się do tego porządnie przygotować. Wrzutki typu: "sprzedałem ich wszystkie płyty", czy "całą muzykę wzięli z gospel i z bluesa" są dosyć mizerne. To, że kogoś nie lubisz i że ten ktoś czerpał z bluesa nie mówi nam jeszcze nic. Zarzucasz im brak innowacyjności - przytoczyłem ci cytat z fachowej strony, że The Beatles wprowadzili więcej nowinek niż jakikolwiek zespół w XX wieku. Jakaś riposta, bo przeoczyłem? Argument, że byli biali i mieli łatwiej brzmi nie mniej groteskowo, zważywszy że na Twojej liście herosów są m.in: "The Who, The Animals, The Yardbirds, Fleetwood Mac,, Rolling Stones, CCR, Traffic, Spencer Davis Group, CSN&Y...", którzy ,o ile się nie mylę, w większości też dosyć biali byli... No więc jeżeli chcesz swoim przemyśleniom dać choćby minimalny poziom powagi, powinieneś dać jakieś bardziej przemyślane argumenty, z którymi na pewno z chęcią się wszyscy zapoznamy. Bo to przecież forum publiczne...
  2. Przepraszam za poprzedni wpis - edycja mi się nieco posypała. Chicago żadnej wybitności nie widzi, najwięksi giganci muzyki (od muzyki tzw. poważnej, aż do jazzu) chylą przed nią czoła. Chicago nie dostrzega wyrafinowania i innowacyjności - encyklopedie twierdzą, że nie było w XX wieku kapeli, która by tyle dołożyła nowinek, co The Fab Four. Chicago twierdzi, że żadnych większych walorów TB nie widzi bo "całą muzykę wzięli z gospel i z bluesa" i ...byli biali. :) Owszem, mieli korzenie muzyczne w Ameryce, ale jednak "Something", Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band, When I'm 64, Hej Jude, Eleanor Rigby etc., nie napisali Bob Diddley, czy Chuck Berry i nigdy by nie napisali... Absolutnie odradzam koledze Chicago dzielenie się swoimi brawurowymi poglądami na zespół The Beatles ze swoimi idolami muzycznymi, czy to z jazzu, czy z innego dowolnego gatunku - mógłby doznać pewnej konfuzji. ;) O ile nie zrucenia ze schodów.
  3. Na tej zasadzie to pewnie i Mozart może wydać się nieudacznikiem. ;) Co znaczy to "no cóż"? Masz jakiś żal o to? Już cieplej - przetrwać pięćdziesiąt lat to JEDNAK pewien miernik jakości. Winnetou Karola Maya tez był mega popularny w swoim czasie, a także Ich Troje... Ciekawe dlaczego uparli się akurat na The Beatles, no nie? Masz absolutna rację w tym miejscu, ale co to ma do tematu? Bitelsi nie wynaleźli muzyki rockowej (czy jak ją tam nazwać) - oni ją przedefiniowali i to dość mocno. A jakie wyrafinowanie widzisz np. u Berrego? Czasem prostota jest wielkim walorem i strasznie trudnym do osiągnięcia. Oczywiście, jak byś chciał, to znalazłbyś wiele tego wyrafinowania u TB, o czym prawili nawet ludzie od muzyki klasycznej, którzy co nieco się na tym znają. Choćby Leonard Bernstein... Już nie mówię o rewolucjach aranżacyjnych, nagraniowych i koncepcyjnych. Ja nie jestem wykształconym muzykiem, tylko prostym słuchaczem i nie umiem pięknie pisać, zatem zacytuję z allmusic.com kilka wydawałoby się oczywistych zdań:
  4. Nie, no nie można już dalej czytać tego wszystkiego. Pytanie było wyraźne: a Wy tu jakieś dywagacje o nagraniach prowadzicie... Co ma piernik do wiatraka?!? Co ma technika nagraniowa do wartości artysty? To raz. Po drugie podejrzewam autora wątku o lekką prowokację, a jak się okazało wielu na serio zaczęło "nokautować" zespół z Liverpoolu. ;) Zespół The Beatles JEST wybitnym zespołem, choćby komuś się nie podobała jego muzyka, bo to są również (jak ta powyżej) dwie rozdzielne rzeczy. Nie ma drugiego zespołu, którego wpływ na słuchaczy, muzykę i innych muzyków był tak wielki, tak długotrwały i tak płodny. To tak w mega-prostackim skrócie, bo nie wierzę, żeby ktokolwiek tego nie wiedział. Czterech amatorów z dość umiarkowanymi umiejętnościami instrumentalnymi i głosowymi, co to ponoć nut nawet czytać nie umieli, przeorało muzykę i pop-kulturę w sposób nieznany dotąd i nawet 50 lat potem jej efekty są widoczne, choć o dziwo, nie dla wszystkich.
  5. Kilka lekcji z tej dyskusji można wyciągnąć wg mnie: 1. Kilku dotychczasowych fanów PF i Watersa kompletnie nie miało pojęcia o czym oni tam w ogóle śpiewali przez lata... 2. Wieloletni słuchacze muzyki NAGLE odkryli, że ta, podobnie jak i inne gatunki sztuki może być nośnikiem i areną politycznych deklaracji. 3. Mający się zapewne za demokratów, zdecydowanie nawołują by artyści nie wypowiadali się w sprawach politycznych, bo kurcze istnieje ryzyko, że będzie inne od wyuczonych i nieśmiertelnych tez objaśniających świat w wykonaniu Michalkiewicza, czy innych (dowolnych) guru. Czy to ma tyczyć jedynie muzyki, czy też poezji, literatury i malarstwa? 4. Jeżeli facet włoży na koncercie koszulkę z napisem "KONSTYTUCJA". momentalnie cały jego dorobek jest wart funta kłaków, a nuty stają się "niesłuszne" i fałszywe. Fascynujące i przerażające jednocześnie... Na szczęście są to majaki i mam nadzieję, że świata takiego jak się niektórym marzy nie dożyję. Rzeczywiście dla co poniektórych muzyka rockowa jest zbyt niebezpieczna i jak ktoś dobrze radził, lepiej może słuchać muzyki barokowej, choć i tam znaleźć pewnie można jakieś zagrożenia.... ;) Dla tych, którzy na koncercie nie byli, zapewniam, że tak na oko 90% widowni była zachwycona muzyką (standing ovation), oprawą wizualną, a także wrzutkami politycznymi (gorący aplauz). Wynika, że rozumiejących/lubiących muzykę i Watersa było zdecydowanie więcej niż "zdezorientowanych masochistów". :) Sam poszedłem bo w zamierzchłych czasach muzyka PF była dla mnie bardzo ciekawa, a nigdy nie byłem na koncercie PF, o których słyszałem wiele i o ich bogatej oprawie. To była ostatnia okazja by otrzeć się o tamten zespół, o tamte dźwięki. Tak, oczywiście to jest muzyka mocno eklektyczna, "zabita" milionowymi odtworzeniami, pozbawiona tej siły i buntu, nieco pompatyczna, ale do diaska to nadal są świetne kompozycje i daj Boże każdej kompozycji po niemal 50-ciu latach tak się nie zestarzeć. To nadal jest widowisk,o przynajmniej dla mnie , A Waters nadal ma w sobie energię i żar i nie poszedł nagrywać duetów np. z Tony Benettem... ;) Nie oczekiwałem rewolucji i zaskoczeń, tylko liźnięcia lat 70-tych i z tego punktu widzenia uważam ten koncert za zupełnie udany. W tematach politycznych, o ile się orientuję, Waters mówi to samo, co 10, 20,30 lat temu i jest tu konsekwentny do bólu. Czy ja muszę się z tym wszystkim zgadzać? Nie. Ale ja chcę wiedzieć o czym myśli i jak myśli artysta, którego cenię.Zapewne gdyby diametralnie byłoby to sprzeczne z moim oglądem świata, miałbym zgryz, ale tu nie mam. Notabene dlaczego miałbym kasować z pamięci piosenkę "Czterdziestolatek" tylko dlatego, że Rosiewicz teraz popiera pewną niedemokratyczną partię? Na jego koncert raczej się nie wybiorę, ale absolutnie nie będę nic kasował i wyrzucał, ani rozdzierał szat.
  6. A to niby czemu? Trump jest nie tylko świnią, ale i szowinistyczną świnią wg mnie, zatem nie widzę tu jakiejś anomalii. Ale nie w tym jest rzecz, Ty nie pozwalasz na wolną wypowiedź wolnemu artyście. Prostytutką? Waters jest wolnym człowiekiem, który mówi, to co myśli. Nie musisz się z nim zgadzać, to jest wolny kraj. I nikt nie nazwie cię prostytutką, bo masz inne poglądy. Ja też z nie wszystkimi hasłami na koncercie się utożsamiam, ale spokojnie jakoś żyję dalej. O ile mi wiadomo KOD nie organizował tego koncertu. Nienawiść zaślepia, żal mi ciebie. Może zażądaj zwrotu pieniędzy? Jego anty Trumpowe wypowiedzi i koszulak z "KONSTYTUCJA" wywołały huraganowy aplauz, jakoś nie przedarłeś się z protestami. Zdarza się. Gdybym poszedł na wieczór autorski Pietrzaka nie dziwiłbym się ewentualnym peanom o Kaczyńskim, czy Ziobrze, skąd zatem to zdziwienie? Wykazałeś sie kompletnym brakiem orientacji, co znaczy brakiem zrozumienia utworów Rogera Watersa, które jak sięgam pamięcią były podobne w wymowie. Mnie także nieco przeszkadzały te polityczne zgrywy, bo uważam, że muzyka się broni sama, zwłaszcza TA, ale Waters to... Waters. Taki już jest i można go kochać lub nienawidzieć. Może już wystarczy tego ośmieszania się?
  7. Wyraźnie NIE ZROZUMIAŁEŚ wpisu mojego jak i innych kolegów. Twoje mniemania o świecie są mało ciekawe, zwłaszcza w tym dziale i na tym forum.Zawracaj Wisłę gdzie indziej, tutaj gadamy o muzyce i muzykach, a Ty przywalasz tu jakiegoś Michalkiewicza. Zaiste ból tylnej części ciała musiał być ogromny! Są na to podobno niezłe kremy. Jest taka strona z filmami nadającymi się dla katolików http://kulturadobra.pl/ (np. Vabank II jest tam uznany za wysoce niemoralny), może trzeba stworzyć podobną stronę z koncertami nadającymi się dla Prawdziwie Dumnych Polaków? Niewiele tam zostanie do słuchania, ale za to obędzie się bez takich nerwowych reklamacji i konieczności wyrzucania płytoteki. Z miejsca wykluczamy zatem Pink Floyd, Watersa, Rolling Stones, the Beatles (Lennon - pacyfista i lewak, McCartney - wegetarianin), The Doors (narkomani i alkoholicy), Bono - oszołom, Dylan - Żyd, Zappa - wolnomyśliciel i ateista itp., itd. Może ABBA, czy Boney M. przejdą, ale pewien nie jestem... ;)
  8. Ktoś, kto pisze cyt.:" roger waters - stara, obrzydliwa, lewacko-kodziarska świnia. Dziś wywaliłem i pokasowałem wszystkie nagrania tego pana. Uwielbiałem Pink Floyd, ale to co wczoraj zrobił waters było żenujące i skandalicze" wykazuje, że słuchał Floydów i Watersa jedynie "po łebkach", bo trudno było ominąć chyba okres antyestablishmentowy w działalności tego zespołu, a już zwłaszcza w działalności samego Watersa. To raz. Dwa: pisanie nazwiska z małej litery kogokolwiek jest słabe, a w tym dziale szczególnie. Chodzi w końcu o jednego ze znamienitszych muzyków, który ma na koncie dziesiątki przebojów, złotych płyt i odcisnął spore znamię w umysłach milionów słuchaczy, o wpływie na rozwój muzyki, techniki nagrywania, oprawie koncertów już nie wspominając. NIkt nikomu nie każe miłować PF i Watersa, a nawet można swobodnie rzeczowo ich krytykować, ale jakiś elementarny szacunek chyba się należy? Bo ktoś mógłby się zapytać co Ty zrobiłeś dla muzyki, że wydajesz aż tak miażdżące wyroki na, co tu dużo mówić legendę rocka... Szydzisz z nazwiska, z wieku artysty, zapatrywań politycznych - to nic nie mówi o Watersie, za to bardzo dużo o Tobie. Jeżeli "waters", "bono" "pearl jam" są oszołomami zawsze zostaje ci Zenon Martyniuk, czy jak podpowiadają - Rosiewicz. Rozumiem Twój ból, słuchałeś latami niesłusznego zespołu, wybuliłeś sporo kasy na koncert jakiejś świni, może najwyższy czas się jakoś się ogarnąć i zastanowić nas dalszymi wyborami? "mama i tata mnie zawsze uczyli, że brudy to się w domu rozwiązuje a nie na grillu z sąsiadami czy całą inną rodziną " Czyżbyś pochodził od Dulskich? Bo tam rzeczywiści e brudy prało się w domu... ;) Drugi zadziwiaijacy tekst: "k**wa...wszędzie ta pier**lona polityka...nawet w muzyce i na koncertach." Zalecam natychmiastowe korepetycje z historii muzyki rockowej. zresztą nie tylko rockowej... W idiomatyce rocka jednym ze składowych jest BUNT i mamy go i u Dylana, i Lennona, Spreengsteena, U2, Zappy i u setek innych. R. Waters jest wręcz samym buntem i ktoś , kto idzie na jego koncert i potem jest zdziwiony jego polityczną furią, urodził się chyba dopiero wczoraj. Byłem w Gdańsku na koncercie i moje 3 grosze: Liczyłem na większy nacisk na muzykę niż na przekaz wizualny, ale w sumie było zjawiskowo. Pierwszy raz widziałem taki patent z ekranami wzdłuż widowni na środku. Siedziałem z boku i dźwięk miałem mało selektywny, słyszałem tylko efekty przód-tył. Na płycie było zapewne o niebo lepiej, za to niewiele chyba było widać. Filmy nierówne, niektóre zniewalająco piękne, atak na Trumpa zbyt grubymi środkami robiony, jak dla mnie. Były lasery, świnia latająca, balony, napisy... mógłbym spokojnie bez tego się obejść. :) Brakowało mi nawiązania jakiejś minimalnej choć relacji Watersa z widownią. Miałem wrażenie, że to kolejny dzień w fabryce dla zespołu i patrząc na ogrom tej trasy zapewne tak jest. To już jest przemysł, a nie muzykowanie. Ucieszyła mnie znacząca obecność "Animals"., którą lubię szczególnie. Podsumowując: 3 godziny dano już nie słyszanej, dobrej muzyki, z nieszablonową oprawa wizualną. Zdecydowanie było warto.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.