Skocz do zawartości

Fr@ntz

Redaktorzy
  • Zawartość

    7420
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

326 Bardzo dobry

O Fr@ntz

  • Tytuł
    Redaktor

Metody kontaktu

  • Adres URL
    https://soundrebels.com/marcin-olszewski/

Informacje profilowe

  • Branża
    Prasa

Ostatnie wizyty

51223 wyświetleń profilu
  1. Fr@ntz

    Dynaudio Confidence C2 i ASR Emitter II

    Z sensownym CD w tej cenie może być problem, za to jeśli poszedłbyś w streaming i pliki to Auralic Aries Mini spokojnie powinien dać radę.
  2. Fr@ntz

    Dynaudio Confidence C2 i ASR Emitter II

    Warto spróbować, choć w cenie H20 masz Brystona 4B³ , który jest mocniejszy, ma dłuższą gwarancję i przynajmniej dla mnie świetnie zgrywa się z Dynkami, grając tak, jak reszta toru mu pozwala. ;-)
  3. Fr@ntz

    Dynaudio Confidence C2 i ASR Emitter II

    Z H30 powinno być co najmniej dobrze
  4. Fr@ntz

    Klub miłośników - Studio 16 Hertz

    To jak już jesteśmy przy miękkim usadowieniu kolumn, to nieśmiało przypomnę o rozwiązaniach oferowanych przez Townshend Audio - Seismic Isolation Bars. Uniwersalne, bezinwazyjne i z dystrybucją w PL ;-)
  5. Fr@ntz

    Triangle Esprit Titus Ez

    Zobacz cały artykuł
  6. Fr@ntz

    Triangle Esprit Titus Ez

    Nie mam bladego pojęcia, czy to przez roztargnienie, czy też w ramach chęci dogłębnej i permanentnej eksploracji nowo pozyskanej marki (no dobrze, z tą nowinką to lekka przesada) białostockie Rafko w odstępie zaledwie pół roku uraczyło mnie kolejną parą monitorów francuskiego Triangle’a. Lecz wbrew pozorom nawet przez myśl mi nie przeszło skarżyć się komukolwiek na taki stan rzeczy, gdyż jak nie omieszkałem wspomnieć przy okazji recenzowania nieco większych Comete Ez, od około ćwierćwiecza mam nieukrywaną słabość do powstających w Villeneuve-Saint-Germain, czyli mniej więcej na przedmieściach Soissons kolumn, a w owej słabości pozostaję niezmienny, niezależnie od zmieniającej się na przestrzeni lat ich dystrybucji. To w takim razie w czym rzecz? Otóż w tym, że większe Comete Ez i mniejsze Titus Ez są niczym starsza siostra i młodszy brat, podobieństw między nimi jest zdecydowanie więcej aniżeli różnic, a co za tym idzie opisywanie będącego bohaterem niniejszego testu modelu może być bardzo poważnie obciążone wrażeniem déjà vu. Całe szczęście pewne różnice są a i sam Dystrybutor chcąc, w ramach ograniczonych z dość oczywistych względów, możliwości zaakcentować ich odrębność po śnieżnobiałym rodzeństwie dostarczył kruczo czarną parkę. Skoro już kwestię kolorystyki mamy z głowy, spokojnie możemy zająć się mniej oczywistymi niuansami. Jak sami widzicie redukcja gabarytów zaowocowała nie tylko transformacją dwóch wylotów układu bas reflex w pojedynczą dyszę, lecz również jej migrację z frontu na ścianę tylną. Dzięki temu Titusy en face prezentują się wręcz obłędnie i jeśli tylko nie posiadamy na stanie małoletniej progenitury o wybitnie destruktywnych zapędach, bądź równie niszczycielskiego zwierzyńca, to znajdujących się w komplecie, montowanych na magnesy maskownic najlepiej w ogóle z kartonu nie wyciągać. Tym bardziej, że ich obecność ani rozdzielczości, ani wrażeń przestrzennych na pewno nie poprawi, a przychodząc z fabryki są one elegancko zapakowane w foliowe woreczki chroniące je przed kurzem i innymi zabrudzeniami, więc nie widzę większego sensu tego stanu zmieniać. Za reprodukcję wysokich rejestrów odpowiada dobrze znany miłośnikom marki firmowy tytanowy tweeter TZ2500 schowany wewnątrz chromowanej tubki z charakterystycznym pociskopodobnym dyfuzorem. Dzięki temu cały układ oferuje propagację dźwięku o kącie zbliżonym do konwencjonalnych kopułek. Z kolei 13,3 cm nisko - średniotonowiec może pochwalić się celulozową membraną i gumowo-piankowym zawieszeniem typu half-roll. Deklarowana przez producenta skuteczność wynosi przyjazne lampom 90 dB i to przy 8 Ω impedancji, choć akurat do tego ostatniego parametru lepiej podchodzić z pewnym dystansem mając na uwadze, iż potrafi ona spadać do przynajmniej 3,8 Ω. Czyli de facto mamy do czynieni z konstrukcjami 4 Ω, ale jakoś nie mam specjalnej ochoty kruszyć o to kopii, tym bardziej, że w moim systemie Triangle napędzała 300W końcówka Brystona, na której akurat tego typu drobiazgi nie robią najmniejszego wrażenia. Ściana tylna prezentuje się równie atrakcyjnie. Szczotkowany, aluminiowy szyld zdobią pojedyncze, lecz niezwykle solidne i przy tym szeroko rozstawione terminale głośnikowe. Powyżej płytki wystarczyło jeszcze miejsca na wspominany pojedynczy wylot kanału bas refleks. Ii tutaj od razu uwaga natury użytkowej. Otóż o ile w przypadku Cometek można było próbować je gdzieś wcisnąć na półkę i dosunąć do ściany, o tyle z Titusami taki numer nie ma nawet najmniejszych szans powodzenia, więc warto powalczyć z domownikami o każdy centymetr i odstawić je przynajmniej jakieś 50 cm. Wpiąwszy Titusy w mój system i dając im kilka dni na akomodację ze zdziwieniem odkryłem, że choć grają wolumenem nieco mniejszym aniżeli starsze rodzeństwo, to nie sposób określić je mianem filigranowego, czy też adekwatnego gabarytom reprodukujących je monitorków. Po stereotypowo przypisywanej francuskim kolumnom nadpobudliwości górnych rejestrów nie pozostało nawet wspomnienie a całość przekazu w pełni zasługiwała wręcz na miano lekko ocieplonego. Bas był co prawda lekko podbity i podświadomie sugerował, iż jest go nieco więcej aniżeli w rzeczywistości, ale wiedział kiedy wyhamować i nie próbował zawłaszczać średnicy, która to z kolei czarowała soczystością i wysyceniem godnym rasowych monitorów z certyfikatem BBC. Weźmy na ten przykład niezwykle urokliwy koncert „One Night Only (Live At The Royal Albert Hall / 02 April 2018)” Gregory’ego Portera, pod czas którego wokalista swym niskim, magnetycznie aksamitnym głosem sprawia, że spokojnie na ponad godzinę można zapomnieć o całym świecie. Gdyba bas, wzorem przeklętych boomboxów panoszył się po niemalże całym paśmie zamiast urokliwej perełki mielibyśmy karykaturę wiejskiej potańcówki w rozpadającej się remizie OSP. A przecież nic takiego z Trianglami w torze nie ma miejsca. W dodatku bez najmniejszego zawoalowania dostarczane nam są informacje dotyczące kubatury w jakiej dokonano nagrań, więc towarzysząca Porterowi orkiestra ma właściwą rozpiętość dynamiczną a co najważniejsze zajmuje przypisane jej miejsce na szerokiej i charakteryzującej się świetną gradacją planów scenie. Skoro jesteśmy przy męskiej wokalistyce, to nieco przewrotnie sięgnąłem po dość zaskakującą, jak na Bryana Ferry’ego płytę „Bitter-Sweet”. Klimat dwudziestolecia międzywojennego, big-bandów i to wszystko okraszone matowym i nieco zmęczonym głosem frontmana z niewielkich francuskich monitorków wręcz onieśmielały namacalnością i umiejętnością oddania nader specyficznego klimatu. I jeszcze ta unikalna umiejętność skupiania uwagi słuchacza na co i rusz wyrywających się przed szereg solówkach. Nic tylko siedzieć i słuchać i to najlepiej nie we współczesnych wnętrzach, lecz w takich wzorowanych na „epoce”, jak dajmy na to stołeczny BackRoom Warsaw. A jak Titusy radzą sobie z cięższymi brzmieniami? Próby z „Hardwired…To Self-Destruct” Mety pokazały, że o ile tylko nie przesadzimy z poziomem głośności, stawiającym dzisiejsze bohaterki w mało komfortowej sytuacji, to i połomotać możemy sobie z ich udziałem praktycznie do woli. Oczywiście w kulminacyjnych momentach istnieje zagrożenie otarcia się o kompresję, lecz od razu na ich obronę dodam, iż Titusy grały u mnie w ponad dwudziestometrowym pokoju a mając na uwadze ich gabaryty i rozmiar zastosowanych przetworników umowną granicę zdrowego rozsądku ustaliłbym na 14-15 metrów kwadratowych. Patrząc na Triangle Esprit Titus Ez zarówno pod kątem jakości wykonania, jak i brzmienia śmiem twierdzić, że mamy do czynienia z produktem na wskroś eleganckim i wręcz noszącym znamiona ekskluzywności, który świetnie sprawdzi się nie tylko w niewielkim pokoju, lub sypialni, lecz również eleganckim gabinecie. Dzięki świetnej rozdzielczości i zrównoważeniu tonalnemu francuskie monitory nie muszą bowiem grać głośno, by dostarczyć pełne spectrum zapisanych w materiale źródłowym informacji. Warto jednak poświęcić im nieco uwagi i zamiast spinać z elektroniką ze zbliżonej półki cenowej poszukać zdecydowanie bardziej wyrafinowanego towarzystwa, czy to pod postacią przeuroczego „małego” Lebena CS-300F, najnowszych usieciowionych konstrukcji Primare’a, czy też wymykającym się prostemu zaszufladkowaniu NuPrime’ów. Marcin Olszewski System wykorzystany podczas testu: – CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) – Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini – Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177 – Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201 – Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp – Końcówka mocy: Bryston 4B³ – Kolumny: Dynaudio Contour 30 – IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond – IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica – IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200 – Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Audiomica Laboratory Pebble Consequence USB; Fidata HFU2; Luna Cables Rouge USB – Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra – Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF – Listwa zasiilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R) – Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R) – Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform – Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Laboratory Anort Consequence – Stolik: Rogoz Audio 4SM3 Dystrybucja: Rafko Cena: 3 295 PLN Dane techniczne Konstrukcja: podstawkowa, dwudrożna, wentylowana do tyłu Zastosowane przetworniki: 1" (25mm) tytanowy tweeter TZ2500 , 5.25" (13,3 cm) głośnik średnio-niskotonowy Pasmo przenoszenia: 55 - 22.000Hz Skuteczność: 90 dB Impedancja znamionowa: 8 Ω Impedancja minimalna: 3,8 Ω Moc ciągła (RMS): 60 W Moc maksymalna: 120W Częstotliwość podziału: 3 100 Hz Wymiary (S x W x G): 15.7 x 31.3 x 26.7cm Waga: 5,9 kg / szt.
  7. Fr@ntz

    Klub miłośników - Studio 16 Hertz

    Nie sądzę, tu raczej chodzi o odróżnienie starej serii od nowej, bo rozstaw otworów montażowych wydaje się taki sam, więc na upartego można byłoby sobie samemu taki upgrade zrobić ;-)
  8. Fr@ntz

    Klub miłośników - Studio 16 Hertz

    W Nowych Dynaudio z serii Contour pojedyncze nóżki zostały zastąpione takimi profilami i msz. jest to najlepsze rozwiązanie:
  9. Fr@ntz

    Auralic Klub

    Jeśli nieco nagniesz budżet to gorąco polecam Organic Audio ORIGINAL SERIES (ok.2,9 kPLN)
  10. Fr@ntz

    Klub miłośników - Studio 16 Hertz

    Te dolne to Dynaudio i z tego co wiem nie są dostępne "luzem", za to spokojnie bardzo podobne (bez gumowych oringów) ma w ofercie Gauder Akustik - nazywają się Spike extenders i kpl. kosztuje ok. 1 750 PLN.(link) Miałem takie w swoich Arconach 80 i bardzo je sobie chwaliłem
  11. Fr@ntz

    Auralic Klub

    Konfig spokojnie powinieneś dać radę ogarnąć poprzez dostępny w Auralicu interface - wbija się w dowolną przeglądarkę odpowiednie IP i tyle. Będąc w grupie płacących po wielokroć więcej niż 2kPLN za metr kabla nadal nie jestem w stanie się przemóc, by zakupić ozdobiony jabłuszkiem tablet czy smartfon. Co ciekawe swojego czasu popełniłem nawet takowy krok stając się posiadaczem iPada 1 generacji, który do tej pory świetnie działa (pages śmiga idealnie) i nic mu nie dolega oprócz tego, że dowództwo Apple'a uznało, że nie będzie się do niego przyznawać i nie można już na nim niczego instalować.
  12. Fr@ntz

    Auralic Klub

    Sterowania z Androida jako takiego dla Auraliców nie ma, więc kupno nadgryzionej psiary jest niestety koniecznością. Pewną protezą jest desktopowy Kinsky, ale z jego poziomu można grać jedynie z zasobów lokalnych (NAS-a) , więc chciał, nie chciał musimy zrezygnować z Tidala. Nie ukrywam, że była to jedna z przyczyn, przez które finalnie zdecydowałem się na Lumina (firmowa appka zapewnia pełną obsługę z Androida, podobnie z reszta jak i Kazoo) a nie Auralica, bo kupno pilota (iPada/iPhone'a) za 1,5-2 kPLN tylko po to, żeby obsłużyć streamer zbyt daleko wykraczała poza granice absurdu.
  13. Fr@ntz

    Dynaudio Confidence C2 i ASR Emitter II

    Słuchałem 4B SST2, gram na co dzień na Brystonie 4B³ i śmiem twierdzić, że jeśli 4B-ST tak zagrał z Dynaudio to reszta systemu była skopana wręcz koncertowo (np. okablowana Nordostami). W dodatku obecnie z 4B³ grają u mnie najnowsze Contoury 30 i czego jak czego, ale emocji i barw im nie brakuje ;-)
  14. Fr@ntz

    Audeze Mobius

    Zobacz cały artykuł
  15. Fr@ntz

    Audeze Mobius

    Tym razem będzie nie tylko mocno nietypowo, co wręcz wbrew moim zwyczajom, rutynie, a nawet wyznawanym dogmatom. Czyli co – test wbrew woli i uszczęśliwianie na siłę w jednym? Teoretycznie tak, lecz w praktyce już wcale nie tak jednoznacznie. Ot klasyczny stan nieustalony i przysłowiowa incepcja w incepcji, gdzie nic nie jest tym, czym na pierwszy rzut oka się wydaje. Od dawien dawna nie ukrywam bowiem swojego ortodoksyjnego wręcz przywiązania do stereofonii, nagminnego wyłączania i unikania wszelakiej maści polepszaczy dźwięku (z wyjątkiem single maltów) na całkowitym ignorowaniu tematyki tzw. gamingu skończywszy. Tymczasem dystrybutor niezaprzeczalnie audiofilsko zakorzenionej marki Audeze – Sieć Salonów Top HiFi & Video Design, na testy dostarczyła słuchawki nie tylko naszpikowane elektronicznymi gadżetami niczym bakaliami bożonarodzeniowy keks, co skierowane głównie do graczy i wyposażone w procesory dźwięku dookólnego i 3D. W pierwszej chwili pomyślałem, że po prostu komuś w dziale odpowiedzialnym za kontakty z prasą pomyliły się redakcje, bądź to ewidentna podpucha i sprawdzają, czy w przypadku takiej „kukuły” powiem dość i poproszę o coś z „mojej bajki”. Całe szczęście nie mam w zwyczaju oceniać czegokolwiek li tylko po opakowaniu i sloganach umieszczonych na nim przez speców od szeroko rozumianego marketingu, więc kierowany najzwyklejszą w świecie ludzką ciekawością uznałem, że skoro już takowe cudo do mnie dotarło, to chociaż rzucę na nie uchem. Skoro zatem czytacie niniejszą epistołę, to jest to niezbity dowód na to, że Audeze Mobius, bo to o nich mowa, okazały się czymś zdecydowanie wykraczającym poza pojęcie słuchawek dla gracza. O pewnych, zachodzących w podejściu do sprzedaży swoich produktów, zmianach w Audeze wspominałem już latem, przy okazji testu modelu LCD-2 Classic, który zamiast w hermetycznym, iście pancernym kufrze oferowany był w zwykłym, kartonowym pudełku. Podobny los spotkał również tytułowe Mobiusy i wbrew pozorom to wcale nie koniec podobieństw, gdyż zapoczątkowane w 2-kach zastępowanie drewna plastikiem, w przypadku dzisiejszych bohaterek przybrało formę całkowitej eliminacji naturalnych materiałów. Powyższa reguła dotyczy również wydawałoby się natywnego dla Audeze pałąka i mocowania muszli, więc lepiej od razu na początku najlepiej pogodzić się z faktem, iż Mobiusy plastikiem i sztuczną skórą stoją. Rozpaczać bynajmniej z tego powodu jednak nie ma sensu, gdyż po pierwsze target jest zgoła inny, aniżeli w przypadku audiofilskich LCD-2, a po drugie warto mieć na uwadze, że operujemy na poziomie 1 700 PLN i w dodatku mamy do czynienia z produktem dalece bardziej skomplikowanym, aniżeli w przypadku standardowych słuchawek ma to miejsce. Całe szczęście nie zapomniano jednak tak o komforcie, jak i jakości użytych materiałów, więc biorąc Mobiusy do ręki nie odnosi się wrażenia jakbyśmy otrzymali wyrób powstały z przetworzonych kubeczków po kefirze. Spasowanie poszczególnych elementów jest wręcz idealne, nic nie skrzypi, nie odstaje i po prostu nie budzi zastrzeżeń. Podobnie jest z ergonomią, gdyż pomimo całkiem pokaźnej, wynoszącej 350g wagi, słuchawki świetnie leżą na głowie. Spora w tym zasługa miękkich, obszytych sztuczną skórą wokółusznych padów z gąbki z efektem pamięci i podobnie wykończonego pałąka nagłownego. Do wyboru mamy dwie wersje kolorystyczne – czarno-złotą (miedzianą) i czarno – niebieską, przy czym w obu przypadkach kolorowe akcenty dekoracyjne utrzymane są w metalicznej satynie. Zarówno włącznik główny, jak i suwak wyciszenia mikrofonu umieszczono na zewnętrznej pokrywie lewej muszli słuchawek. Również lewą muszlę, a dokładnie jej krawędź, wybrano jako swoiste centrum zarządzania naszym nausznym wszechświatem, gdyż zlokalizowano tam pokrętła głośności dla samych słuchawek, odłączanego mikrofonu, gniazda przyłączeniowe na 3,5 mm jacka TRRS, USB-C i wspomniany mikrofon, oraz włącznik efektów przestrzennych. Ową „wirtualizację” dźwięku oparto o system Nx firmy Wavez i oferuje ona trzy ustawienia - 3D Manual z ręcznie ustalanym punktem centrowania (po naciśnięciu przycisku), 3D Auto z automatycznym centrowaniem i oczywiście 3D OFF, której znaczenia tłumaczyć raczej nie ma potrzeby. Ponadto dostęp do dodatkowych funkcji i funkcjonalności natury nawigacyjnej uzyskujemy poprzez wciskanie wymienionych wcześniej pokręteł. I tutaj od razu pozwolę sobie na uwagę natury użytkowej. Otóż mając na uwadze, że mało kto po wypakowaniu dowolnego urządzenia audio, bądź generalne jakiegokolwiek urządzenia, sięga po instrukcję, w ramach gestu uprzejmości wspomnę iż pojedyncze wciśnięcie przycisku Power wybudza/usypia Audeze, za to podwójne wprowadza je w tryb parowania bluetooth, przy czym wspomniane wybudzanie/usypianie następuje przy zaskakująco długim, bo zbliżonym do 5 sekund, wduszaniu wiadomego przycisku. Jakby tego było mało pełen wachlarz swoich możliwości Mobiusy uzyskują tak naprawdę dopiero po zainstalowaniu na spiętym z nimi za pomocą przewodu USB komputerze dedykowanej im aplikacji Audeze HQ. Do dyspozycji otrzymujemy wtenczas siedem (!) profili brzmieniowych dostosowanych do określonych typów gier, muzyki, etc., pełną kalibrację pod naszą głowę z dostosowaniem efektów przestrzennych i śledzenia jej ruchów, oraz „odpowiedzią” pomieszczenia włącznie. Jeśli w tym momencie zaczynacie zastanawiać się jakimi „lagami” obarczone są powyższe wynalazki, to możecie przestać się na zapas martwić, bo Audeze śledzi ruch naszej głowy 1000 razy na sekundę. Jakby tego było mało tytułowe słuchawki bez trudu emulują efekty przestrzenne właściwe systemom wielokanałowym do … 7.1 włącznie. Warto jednak pamiętać, że pod całą tą iście lunaparkową otoczką siedzi właściwa dla Audeze, opracowana i sprawdzone przez lata w mniej gamingowych okolicznościach, dobrze znana audiofilom technologia przetworników planarnych. Dalej więc mamy do czynienia ze 100 mm ultra-cienką diafragmą Uniforce™ napędzaną przez neodymowe magnesy N50 Fluxor optymalizowane Fazorami a z racji komunikacji bezprzewodowej zaimplementowano również zbalansowany wzmacniacz o mocy 1W i zapewniający około 10h czas pracy akumulator litowo-polimerowy. W komplecie, oprócz kompletu okablowania (USB-C/USB, USB-C/USB-C i Aux 3,5 mm TRRS/ 3,5 mm TRRS) znajdziemy również miękki woreczek ochronny. Niestety zarówno dedykowany stojak, jak i sztywne etui dostępne są za dodatkową opłatą. O ile jednak właśnie wylistowane, wszelakiej maści trackingi, uprzestrzenniacze i pisane pod strzelanki, skradanie po lasach, czy też wyścigi, profile brzmieniowe przy konwencjonalnych, stereofonicznych odsłuchach wprowadzają więcej zamętu aniżeli pożytku, to skoro znajdowały się już na pokładzie uznałem, że warto byłoby wrodzoną niechęć do tego typu wynalazków przełamać i nausznie przekonać się co w owej wielokanałowej, wirtualnej przestrzeni piszczy. No i powiem Wam szczerze, że wpadłem jak przysłowiowa śliwka w kompot, bowiem z racji natłoku codziennych obowiązków po odpowiednim wygrzaniu dostarczonego egzemplarza do właściwych odsłuchów zasiadłem w któryś grudniowy wieczór. Przyjemny półmrok, w roli źródła dźwięku i obrazu dyżurny notebook, słuchawki na uszach, do minimum ograniczone inne bodźce zewnętrzne i … zaliczyłem przysłowiowy opad szczęki. Kilka sampli strzelanek, wyścigów, czy nawet zwykłych przygodówek sprawiły, że intensywność doznań i wsiąknięcie w wirtualny świat stały się wielce kuszące. Zamiast utożsamianego z tego typu rozrywką mocno przesadzonego i dudniącego basu dół pasma okazał się nad wyraz zwarty i świetnie kontrolowany, dzięki czemu strzały z broni ręcznej wreszcie nie brzmiały jak salwy z ciężkiej haubicy a silniki bolidów F1 jak amerykańskie muscle cary. Równie intrygująco wypadły projekcje kilku filmów z niepokojącym „Annihilation” i ostatnią, nad wyraz spektakularną częścią „Avengers” włącznie. O ile jednak przy filmach uwagę przykuwały dźwięki dookólne, to już w grach najbardziej zaskakującym a zarazem już po chwili zupełnie oczywistym i co logiczne nawet nie tyle przydatnym, co nieodzownym elementem okazało się śledzenie ruchów głowy. Oznaczało to, że jeśli słyszeliśmy dźwięk nadjeżdżającego / nadlatującego wehikułu z lewej strony i odwróciliśmy w tamtym kierunku głowę, to owa maszyna jechała/leciała już prosto na „naszą twarz”. O ile przy jednym monitorze taka funkcjonalność wydawała się dość ekstrawagancka, to już przy trzech panoramicznych jednostkach, jakimi z reguły dysponują komputerowi maniacy takie „śledzenie” okazuje się spełnieniem marzeń. A jak Mobiusy wypadły niejako odarte ze wszystkiego co nieaudiofilskie? Z niekłamanym zadowoleniem melduję, że równie intrygująco. Oferują bowiem wielce pożądaną równowagę pomiędzy rozdzielczością i nasyceniem, oraz świetną dynamikę przy braku męczącej ofensywności. W sekrecie zdradzę, że w ramach zaspokojenia wrodzonej ciekawości sięgnąłem nawet po wersję 5.1 „Tubular Bells 2003” Mike’a Oldfielda, jednak z ulgą musiałem przyznać, iż ich wersja stereofoniczna brzmiała zdecydowanie normalniej i mniej sztucznie. Już na normalnym, ortodoksyjnie stereofonicznym materiale było wszystko, to co w „normalnych” Audeze tak bardzo lubiłem, czyli swoboda i przestrzenność sprawiające, że mając Mobiusy na uszach wcale nie musiałem po każdorazowej przesadce z systemu kolumnowego zaliczać kilkunastominutowej akomodacji odnośnie sposobu kreowania sceny muzycznej. Chodzi bowiem o to, że Audeze budują scenę nie w naszej przestrzeni międzyusznej, lecz wzorem konwencjonalnych zespołów głośnikowych przed nami, w stosownym oddaleniu, trzymając słuchacza na właściwy dystans i nie próbując wtłoczyć mu kilkudziesięcioosobowego składu symfonicznego do czerepu. Taki sposób prezentacji świetnie sprawdza się również przy nagraniach w nieco mniejszych, kameralnych składach ze szczególnym uwzględnienie realizacji koncertowych. W ramach potwierdzenia powyższej tezy gorąco polecam sięgnięcie po „Unzipped” Whitesnake, gdzie solistów będziemy mieli kilka metrów przed sobą, natomiast wokół nas wygodnie rozsiądzie się żywiołowo reagująca publiczność. Wysycenie środka pasma może się podobać i się podoba, bo nawet nieco sfatygowani szansoniści mający na swoim koncie dziesiątki lat niezbyt „higienicznej” egzystencji potrafią czarować głębią i aksamitnością swoich strun głosowych. Oczywiście nie jest to ten poziom intensywności co daleko nie szukając w LCD-2, lecz jeśli by był, to można byłoby uznać, ze Audeze świadomie, bądź nie, zaczyna podcinać gałąź na której siedzi. Chociaż … jak już jesteśmy przy porównaniach ze starszym rodzeństwem, to właśnie w stosunku do 2-ek odnoszę dziwne wrażenie, że Mobiusy może nie tyle mają nieco więcej do powiedzenia w kwestii aury pogłosowej, co akurat na „Antiphone Blues” Arne Domnérusa z tytułowymi nausznikami dostajemy ociupinkę więcej powietrza. Ciekawe, nieprawdaż? Wbrew wcześniejszym obawom musze przyznać, że Audeze udało się osiągnąć rzecz pozornie niemożliwą. W jednej, dość przystępnej cenowo konstrukcji zaimplementowali bowiem wszystkie „wodotryski”, bez których zaawansowany gracz komputerowy nie wyobraża swojej egzystencji w wirtualnym świecie, a zarazem Mobiusy wykazują wszelkie cechy właściwe swemu starszemu rodzeństwu o bezsprzecznie audiofilskim rodowodzie. Czy mają zatem jakieś wady? Z mojego, niewątpliwie zmanierowanego punktu widzenia … takowych nie zauważam. Grają jak konwencjonalne Audeze a niejako w gratisie oferują nieprzebrany ogrom funkcji i ustawień pozwalających w chwili słabości zapuścić się odmęty gamingu i wielokanałowych projekcji. Ot sztandarowy przykład urządzenia, którego chęci posiadania nigdy bym u siebie nie podejrzewał, aż do czasu jego użycia. Szkoda, że testy przeprowadzałem tak późno, bo kto wie, co w tym roku znalazłbym pod choinką … Marcin Olszewski Dystrybucja: Sieć Salonów Top HiFi & Video Design Cena: 1 699 PLN Dane techniczne Konstrukcja: wokółuszne, zamknięte Typ przetworników: Planarne Membrana: Ultra-cienka Uniforce™ Matryca magnetyczna: FAZOR Rodzaj magnesów: Neodymowe N50, Fluxor Rozmiar przetworników: 100 mm DSP: Audeze Cipher DSP Wzmacniacz: wbudowany zbalansowany o mocy wyjściowej 1W Max. SPL: >120dB Pasmo przenoszenia: 10Hz – 50kHz Zniekształcenia THD: < 0.1% (1 kHz, 1 mW) Pady: Wyprofilowane z pianki posiadającej pamięć, pokryte sztuczną skórą Mikrofon: Odłączany z dedykowaną regulacją głośności Typ wbudowanej baterii: Litowo-polimerowa Łączność bezprzewodowa: Bluetooth (SBC, AAC, LDAC) Łączność przewodowa: USB-C, USB-A, 3.5mm mini-jack Czas pracy na baterii: do 10 godzin Waga: 350 g
×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.