Jump to content

plastik1989

Moderatorzy
  • Content Count

    2525
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    8

plastik1989 last won the day on August 3 2017

plastik1989 had the most liked content!

Community Reputation

2994 Audioholik^3

Metody kontaktu

  • Adres URL
    http://www.simple-events.pl

Informacje profilowe

  • Branża
    Nie ustawione

Recent Profile Visitors

6031 profile views
  1. Zobacz cały artykuł
  2. Polecam ciekawą płytę, na której zarejestrowany został materiał z jednego z ostatnich koncertów Benny'ego Goodmana w Niemczech z 1981 roku. Mocno zakorzenione w Amerykańskim Jazzie, radosne, swingowe melodie Benny'ego Goodmana wygrywane na klarnecie mieszają się z nowoczesnym, Europejskim Jazzem. Towarzyszą mu między innymi pochodzący z Danii Svend Asmussen oraz belgijski gitarzysta Philip Catherine. Realizatorem oryginalnego nagrania był Günter Pauler, któremu udało się zachować aurę intymności i obecności muzyków, dzięki czemu słuchając tej płyty czujemy się jakby przenosząc w czasie o cztery dekady wstecz. Obecne, dwupłytowe wydanie Stockfish z roku 2020 zostało lekko odświeżone, a materiał dostępny jest na dwóch warstwach – zarówno CD Audio jak i SACD. Gorąco polecam. Muzycy: Benny Goodman – klarnet Svend Asmussen – skrzypce, wibrafon Philip Catherine - gitara Mads Vinding - bas Bjarne Rostvold - bębny Claes Crona - fortepian Spis utworów: Płyta I: After You've Gone If I Had You Avalon Careless Love The Days Of Wine And Roses Hush-a-Bye Sweet Georgia Brown I Want To Be Happy Here's That Rainy Day Oh, Lady Be Good Płyta II: Nuages Airmail Special On The Sunny Side Of The Street Don't Be That Way Body And Soul How High The Moon The World Is Waiting For The Sunrise Sing, Sing, Sing (With A Swing) Goodbye It's Easy To Remember Płyta wydawnictwa Stockfish: www.stockfisch-records.de
  3. Ale w czym problem, poważne sklepy audio wiekoszc kolumn tańszych mają na stanie, pożyczasz model ekspozycyjny bez możliwości wyboru forniru, słuchasz demo i jak sie zdecydujesz odsyłacz demo i za tydzień-dwa dostajesz nowe kolumny w wybranym kolorze, w zaklejonym kartonie. Po dwóch, trzech wypożyczeniach nie da sie uniknąć jakis rys czy obić i zawsze takie kolumny maja widoczne ślady użytkowania. Oczywisce sa tez sprzedawane jako eks demo w wyraźnie izszych cenach (wiele sklepów na allegro ma swoj profil i jak poszukasz czesto eks demo ze sklepu kupisz taniej niz używkę z drugiej ręki). Problem jesli występuje to w małych firemkach czy manufakturach gdzie używane kolumny wzięte w rozliczeniu sprzedaje sie jako „nowe jak nowe” (cokolwiek to sformułowanie znaczy), tak samo jak kolumny pokazowe, które nigdy nie sa nowe, bo przy małej sprzedaży producent tzw. manufaktury nie jest w stanie pozwolić sobie by pod kazdej prezentacji sprzętu poświecić jeden egzemplarz (zbyt mała skala sprzedaży).
  4. Albo „nowy jak nowy” 🙂
  5. 100% pewność masz u dystrybutora. Ceny masz wszędzie bardzo podobne więc chyba nie ma co szukać dalej. Większość sklepów audio ma oryginały, ale zdarzają się rodzynki gdzie normalnie na witrynie sklepowej leży podróba.. 😞
  6. Pisząc ten tekst wahałem się jakiego sformułowania użyć - podróba nie brzmi zbyt formalnie, ale właśnie uniknąć chciałem słowa "replika" które maskuje problem - tak jak mówisz jest to po prostu oszustwo i pisać o tym należy wprost. Inna sprawa, że kolejnym oszustwem jest używanie znaku CE - pewnie to China Export, ale należy mieć świadomość, że w przypadku sprzętu elektrycznego sprzedaż produktu bez odpowiednich atestów i dopuszczenia do handlu na terenie UE jest o tyle ryzykowne, że w przypadku pożaru, zwarcia itp. jak wyjdzie na jaw, iż produkt miał fałszywe certyfikaty, to sprzedawcę czekają problemy prawne, a konsument zapomnieć może o np. wypłacie odszkodowania. A to, że wszelkie deklaracje zgodności UE są naciągane to w ciemno można założyć - niektóre z podrobionych wtyków nie mają działającego uziemienia... Tzn. otwór na bolec uziemienia jest repliką... 🙂
  7. Od jakiegoś czasu możemy zaobserwować niepokojący trend zalewania rynku produktami podrobionymi. Niestety, czasy, kiedy podróbkę można był odróżnić na pierwszy rzut oka koślawym logiem, a sprzedaż odbywała się na straganach już minął. Obecnie, gdy sprzedaż internetowa daje dużą anonimowość sprzedawcy, ciężko zweryfikować, czy mamy doczynienia z autoryzowanym punktem sprzedaży – wchodzimy na aukcję, sklep internetowy i szukamy produktu po najniższej cenie. Podróbki są już tak dopracowane, że wizualnie ciężko je odróżnić od oryginału. To co obecnie niepokoi najbardziej i co częściowo skłoniło do stworzenia tego materiału, to fakt, że podrabiane produkty Oyaide dostępne są w dużych (wydawałoby się) renomowanych sklepach internetowych oraz niektórych salonach audio… Być może część osób padła ofiarą swej niewiedzy i w naiwności kupiła znacznie tańszy produkt, licząc na okazje i myśli, że ma oryginalny produkt. By pomóc takim osobom zweryfikować autentyczność produktu powstał ten materiał gdzie skonfrontuję oryginalny produkt z produktem podrobionym. Metodologia testu była dosyć prosta, z Chin zamówiono jedną partię czterech kompletów P-037 które zakonfekcjonowane zostały na przewodzie Siltech Explorer 270p Basic. Na dwumetrowe odcinki tego przewodu założyliśmy rzeczone podróby, a na kolejne odcinki tego przewodu oryginalne C037 oraz by mieć lepsze porównanie C004. Tak przygotowane przewody mogliśmy użyć do testów odsłuchowych, które też miały miejsce. Ale zacznijmy od budowy i omówienia szczegółów różniących produkt prawdziwy od podróby. Na zdjęciach zielony znacznik stawiam przy oryginalne, czerwony X przy podróbie. Pierwsza sprawa, liczyłem się z potrzeba dokładnych pomiarów suwmiarką, ważenia wtyków i w ten sposób wykazywać różnice między F (fake), a O (original) – w dalszej części tekstu będę używał już tych skrótów. Więc pierwsze sekundy po otwarciu paczki z F wtykami C037 z Chin rozwiały wątpliwości. Na pięć zamówionych kompletów przyszły cztery komplety C037 i jeden (nie zamawiany) C079. Jak widać uczciwość sprzedawcy w pakowaniu towaru nie różni się zbytnio od uczciwości w postrzeganiu prawa do używania nazwy marki… To co już na pierwszy rzut oka wzbudza wątpliwości to sposób pakowania. Każdy komplet w inny sposób – jeden w zwykłym woreczku, kolejny zawinięty w papier, pozostałe w kartonikach z symbolem wtyku. Kolejna sprawa, delikatnie rzecz ujmując niezbyt duża powtarzalność produktu. Każdy z (F) kompletów różnił się od siebie dosłownie wszystkim – inne odcienie koloru obudowy, inny materiał tworzywa sztucznego z którego zrobiona jest głowica, z 4 na 5 znajduje się logo Oyaide, na jednym brak znaków firmowych. Brak oryginalnych puszek, brak hologramów. Tak wygląda (O) zestaw zaraz po rozpakowaniu. Metalowe puszki i hologramy to pierwszy element pozwalający z 99% pewnością stwierdzić autentyczność produktu. Przynajmniej tak wygląda stan na dzień dzisiejszy – niewykluczone, że wkrótce oszuści dopracują i ten element… Różnice w czcionce są bardzo małe i widoczne tylko przy bezpośrednim porównaniu. Tekst jest identyczny. Guma otulająca kabel w (O) ma mniejszą dziurę w (F) jest większa. Po skręceniu wtyku w (O) przewód wychodzi idealnie centralnie w (F) wychodzi z boku tego otworu. Głowice (F) wtyków różnią się nawet między sobą… Od (O) największa wizualna różnica to wykonanie w całości z nieprzezroczystego tworzywa. Długość śrub skręcających obudowę oraz ich rodzaj różnią się między poszczególnymi egzemplarzami (F). W niektórych egzemplarzach śruby te były za długie i po pełnym dokręceniu obudowa pękała. Główna różnica jednak polega na tym, że śruby jak i piny w (F) reagują na magnes. W przypadku (O) żaden element wtyku i gniazda nie jest wykonany z metali magnetycznych. Przezroczysta głowica wtyku zasilającego widoczna w jednym z wytworów to już efekt fantazji kopisty. W oryginalnym Oyaide żadna seria nie miała przezroczystej głowicy. Pokazuje to też, jak małą dokładność i rzetelność w powtarzalności produktu mają (F). Podrobili tylko z grubsza wygląd i skopiowali logo, reszta już jak im się w danym momencie „wyprodukowało”. Największe zaskoczenie testów – okazało się że metalowe elementy uziemienia typu Schucko w jednym z egzemplarzy (F) to atrapy!!! Mówiąc wprost – mając taki wtyk i wpinając go do listwy typu Schucko nie mamy uziemionego sprzętu!!! Każde przepięcie, czy zwarcie może skończyć się poważnymi konsekwencjami z porażeniem i pożarem włącznie… Przy wpięciu do gniazda z „bolcem” uziemienie jest, ale przy listwie typu Schucko już uziemiania nie ma. Tragiczny błąd konstrukcyjny… ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Kolejny etap testów to próba odsłuchowa. Na dwóch identycznych odcinkach przewodu Siltech Explorer 270p Basic założone zostały wtyki C004 oraz C037, a także ich Chińskie odpowiedniki. Od pierwszych dźwięków słychać od razu było sklejenie i ujednolicenie basu w przypadku podróbek. Oprócz tego w całym przekazie dźwiękowym wkradł się chaos i lekka nerwowość. Teoretycznie należałoby przetestować każdy przysłany egzemplarz podrób, bo same między sobą różnią się w zasadzie wszystkim: kolorem, materiałem plastiku, materiałem styków, rodzajem śrub, a nawet tym, że niektóre nie mają uziemienia… Ale nie widziałem sensu dalej brnąć w takie testy, większy sens ma użycie zwykłego wtyku z marketu budowlanego, niż ładnie wyglądającej podróby. Przynajmniej będziemy mieć uziemienie... By podsumować poniższy materiał kilka faktów na temat wtyków oryginalnych i ich podrób: podróby to nie jest produkt, który „wychodzi z tej samej fabryki bocznymi drzwiami”. To całkiem inny produkt pod każdym względem i żaden pojedynczy element nie odpowiada oryginałowi różnice między podróbami są bardzo duże, nawet zamawiając z jednej partii, od jednego handlarza nigdy nie wiemy co dostaniemy niektóre podróby nie posiadają poprawnie zrobionego uzieminia i mogą grozić porażeniem lub pożarem podpiętego sprzętu podróbki królują na aukcjach internetowych, ale niestety też w wielu sklepach audio nie ma co liczyć na okazję w cenie 10-20% ceny orginału nie kupimy dowód zakupu, metalowa puszka, hologram tego zawsze wymagajmy od sprzedającego dźwiękowo podróby nie są w stanie konkurować z orginałem chcąc oszczędzić pieniądze i mieć pewność i bezpieczeństwo, lepiej użyć zwykłych technicznych wtyków z marketu budowalnego - prawdopodobnie efekt dźwiękowy i tak będzie lepszy niż podróbki.
  8. Jeśli S300 to odpuść i poluj na KAV-300i w dobrym stanie. Wyjdzie Ci to 4-5 tys zł. Koniecznie przegląd i (raczej na pewno) wymiana kondensatorów elektrolitycznych to dodatkowy 1 tys zł. Natomiast K300 wydawało mi się, że w Polsce miał kosztować troche ponad 20 tys...? Nie jest to mało, ale za dobrej klasy DACa i wzmacniacz idealnie z sobą zgrane to tragedii nie ma. Jeśli faktycznie wyszłoby to 45-50 tys to moim zdaniem nie warto.
  9. Tego nie wiem, ale (dźwiękowo) Krell K300i jest znacznie bliżej do starego KAV 300i niż, do późniejszego (niezbyt udanego) S-300i. Bardziej mi się spodobał Krell K300i z wbudowanym DACiem (grane z plików przez ROONa), niż komplet KAV300i + KAV280CD. Wprawdzie nie było to bezpośrednie porównanie, ale tak z pamięci to K300i wywarł na mnie większe wrażenie.
  10. Ja słuchałem i miałem bardzo pozytywne wrażenia. Całe to gadanie o tym, że nowe "Chińskie" Krelle nie grają, zacząłem poddawać w wątpliwość, po kontakcie z tym modelem. Na pewno warty posłuchania. Dużym plusem jest wbudowany DAC w tej cenie dostajesz tak na prawdę dwa urządzenia.
  11. Nie czytałem w/w recenzji, ale o jakie nie dopowiedzenie miało by chodzić - że w USA dealer zawyża ceny? Przecież ponad połowa tego filmiku to utyskiwanie, że w Stanach wyceniony jest na 20-22 tys $ co daje max 88tys zł, a wg. autora filmiku powinien wyceniony być 12-14 tyś $ co dałoby max 66 tys zł... I wtedy nie musiałby ten wzmacniacz walczyć z produktami z wyższej kategorii, co na starcie stawia go na przegranej pozycji. Co do opisu części dźwiękowej, autor mówi, że to pierwszy jego kontakt z marką i przyznaje, że może nie wpasował się w system... Słuchałem (innego) Accuphase A klasowego z innymi (model niższy) Wilson Audio i moim zdaniem takie połączenie nie było zbyt trafione. WA mimo iż relatywnie łatwe do napędzenia, to potrzebują jednak sprzętu, który ma ostry pazur na dole, bo inaczej robi się klucha na basie...
  12. Zobacz cały artykuł
  13. Rola Subwofera w wysokiej klasy systemie stereo często jest przedmiotem sporu. W kinie domowym jest całkowicie akceptowalny, a wręcz stanowi fundament systemu, również w niskiej klasy systemach stereo nikogo nie dziwi widok tak zwanego suba. Jednakże, gdy przechodzimy do, powiedzmy wyższej-średniej półki audio, subwoofer jest swego rodzaju faux pas. Powszechnie panujący trend mówi, że w dobrze złożonym systemie stereo, basu nie trzeba już zwiększać subwooferem. Jednakże, co w sytuacji, gdy ktoś złożył już przyzwoity system, ale jednak zorientował się, że słuchając z małych monitorów bas nie jest już dla niego wystarczający? Lub zmienił lokum i w kilka metrów większym metrażu brakuje mu dolnych rejestrów? Oczywiście najprostszym rozwiązaniem byłaby zmiana kolumn z którą prawdopodobnie wiązałaby się zmiana wzmacniacza na mocniejszy, jeszcze tylko kable i dopasować źródło, a okaże się, że zmieniliśmy cały system… Stąd też, nie raz, nie dwa pojawia się pytanie czy braki dolnych rejestrów da się nadrobić dobrej klasy subwooferem, tak by nie ucierpiały na tym inne zakresy pasma oraz by sam sub zlał się z systemem i nie doszło do sytuacji, że system gra swoje, a dodatkowy subwoofer swoje. To, że da się pozytywny efekt uzyskać w stereo, to powszechnie wiadomo, jednakże zwykle rozwiązania takie łączą się z subwooferami z budżetu powyżej 10 tysięcy złotych. Natomiast Dynavoice Thunder T12 (jak wskazują pierwsze testy i opinie zza granicy) ma być właśnie takim killerem w swojej półce cenowej, mając najlepszy stosunek jakości do ceny. Z wyglądu zewnętrznego Dynavoice Thunder T12 nie odbiega od utartego kanonu – bryła sześcianu, z jednej strony głośnik zasłonięty maskownicą mocowaną na magnesy, z drugiej strony panel wzmacniacza z gniazdami wejść, gałkami potencjometrów i radiatorami. Testowany przeze mnie egzemplarz wykończony był czarnym kolorem w modnym ostatnimi czasy, wysokim połyskiem. Dostępna jest również biała wersja kolorystyczna. Wymiary urządzenia to równe 40cm dla każdego z boków, natomiast waga wynosi 28 kg. Radiatory nie są zbyt duże, ale pamiętać trzeba, że wzmacniacz wykonany jest w najbardziej sprawnej D-klasie. Stąd też wielkość radiatorów i niepozorna waga niech nie mylą – głośnik napędzany jest niebagatelną mocą 500W (z chwilową mocą dochodzą do 650W). O ile klasa D nadal ma problem by zadomowić się w klasycznych wzmacniaczach stereo, o tyle w przypadku amplifikacji subwooferów jest już pewnym standardem i w tym miejscu sprawdza się znakomicie. Sercem urządzenia jest dwunastocalowy głośnik z potężnym, podwójnym magnesem, odlewanym kloszem oraz membraną wykonaną z metalu. Z zewnątrz, membrana zabarwiona jest na bladozłoty kolor, który nadaje oryginalności wizualnej urządzeniu, a jednocześnie nie rzuca się zbyt mocno w oczy, ładnie komponując z czarną, błyszczącą obudową. Jeżeli chcemy zakryć głośnik do dyspozycji jest okrągła maskownica, z czarną tkaniną, montowaną na magnesy. Na maskownicy dyskretnie zamieszczone logo producenta i jeśli chodzi o wygląd to w zasadzie tyle, co można powiedzieć. Raczej planowano by subwoofer wyglądał elegancko i w stylu glamour, ale równocześnie by znikał w pomieszczeniu, nie przyciągając wzroku. No cóż, subwoofery to spore urządzenia i potencjalny nabywca zwykle stara się je gdzieś ukryć – ciężko wizualnie wkomponować wielką skrzynię w pomieszczeniu, więc lepiej postarać się by niepotrzebnie nie przyciągała wzroku przesadzoną ilością detali. Moim zdaniem, jeśli chodzi o wygląd to w przypadku tych urządzeń nie da się niczego oryginalnego wymyślić i chwała producentowi za to, że nie próbował. Z detali konstrukcyjnych: przednia i tylna ściana obudowy ma grubość 45mm, konstrukcja jest natomiast obudową zamkniętą. Zalety takiej konstrukcji w stosunku do bass reflex to; lepsza odpowiedź impulsowa, bardziej linowe odtwarzanie basu i ogólnie (nie bez powodu) przyjęło się, że to właśnie z takiej typu obudowy bas jest najlepszy. Wadami obudowy zamkniętej są; zapotrzebowanie na znacznie mocniejszy wzmacniacz, brak odzyskiwania energii akustycznej tylnej części membrany (poprawia jakość basu, ale zmniejsza jego ilość), stąd też by uzyskać analogiczne ciśnienie akustyczne do obudowy BR, należy użyć większej membrany i/lub skoku membrany, a więc większego głośnika, który potrzebuje jeszcze więcej prądu… Streszczając, można by uprościć sprawę do stwierdzenia, że obudowa zamknięta ma większy potencjał jednakże, by go wykorzystać należy użyć znacznie większych środków materiałowych. To jedna z głównych przyczyn, że obudowa typu bass reflex, który pozwala użyć przeszło dwa razy mniejszych głośników i mniej wydajnych wzmacniaczy, obecnie dominuje w większości konstrukcji. Przed uruchomieniem sprzętu zdałem sobie sprawę, że pomimo nagwintowanych otworów w spodniej części obudowy, w pudełku nie znalazłem kolców – stało się tak dlatego, że producent zaleca by subwoofer ustawić na miękkich, przypominających piankę stopkach. Nie wdawałem się w polemikę z producentem i sam do testów położyłem na miękkich podstawkach. Dla wyznawców wiodącej obecnie szkoły, że w audio zawsze, wszystko trzeba stawiać na kolcach - są przygotowane już gwinty. Konfiguracja i uruchomienie to czynności bardzo proste – wpinamy się sygnałem po przewodach RCA, włączamy zasilanie (jest też funkcja auto-off) i przystępujemy do strojenia. Wprawdzie mamy tylko trzy potencjometry, ale odpowiednie dobranie wartości, które nas w pełni będą satysfakcjonować, zapewne zajmie kilka dni. Pierwszym potencjometrem ustalamy głośność, czyli pogłaśniając przesuwamy balans systemu w dół – czym głośniej tym bardziej w systemie dominuje subwoofer. Wartość ta zależy od wielkości pomieszczenia, od tego jak mocno nasze główne kolumny niedomagają na basie oraz od osobistych preferencji. Kolejna gałka reguluje zakres działania filtru dolnoprzepustowego. Czyli do jakich częstotliwości subwoofer ma pracować. Najniższe częstotliwości jego pracy to 23 Hz, najniższe możliwe cięcie to już 35Hz – czyli teoretycznie subwoofer będzie pracował tylko w tych częstotliwościach. Pisze teoretycznie, bo cięcie nigdy nie jest zero – jedynkowe, nie jest tak, że przy 36 Hz nagle przestanie grać, tylko od 35 Hz dosyć stromo będzie sygnał wygaszany. Ostatnia możliwość konfiguracji to korektor fazy. Do dyspozycji mamy pełen zakres regulacji, czyli od pełnego grania w fazie (0 stopni) do pełnej przeciw fazy (180 stopni). Źródło fali akustycznej subwoofera oddalone jest od głównych kolumn i źródła ich fali, by kompensować te rozbieżności czasowe, stosuje się właśnie takie dopasowanie fazowe. Odsłuch rozpocząłem od utworów dominujących w instrumenty perkusyjne, wszelkiej maści kotły, bębny i perkusja prężyły się by ukazać mi granice możliwości Dynavoice Thunder T12. Jeśli chodzi o ilość basu, to na wstępie mogę uspokoić – raczej nikomu go nie zabraknie. W pomieszczeniu 35 metrów, nie udało się odkręcić gałki volume do połowy. Nawet już przy 1/3 ustawienia basu było pod dostatkiem. Bas jest mocny i szybki, jego ilość regulujemy sami, więc nawet w systemie, gdzie basu brakowało, to przy pomocy Thunder T12 w mocnych, rockowych kawałkach czuć stopę i bębny jak wypełniają całe pomieszczenie masą swojego dźwięku. Przy muzyce elektronicznej lub organowej, gdzie pojawiają się najniższe częstotliwości, poczujemy, ile traciliśmy słuchając z systemu niemającego odpowiedniego wypełnienia na dole pasma. Jednakże to co mnie najbardziej ciekawiło, to jak dźwiękowo wypadnie nie sam najniższy bas, lecz ten wyższy i dolne partie średnich tonów. To właśnie w tym miejscu pasmo subwoofera pokrywa się z pasmem kolumn i to tutaj słabsze jakościowo konstrukcje pokazują swą największą wadę – subwoofer gra swoje, a kolumny swoje. Niby bas jest, ale jakby z innej parafii i nie zgrywa się z resztą dźwięku. Na szczęście w testowanym przeze mnie Dynavoice tego efektu nie uświadczyłem. Wprawdzie sam stosowałem bardzo ostrożne nastawy (1/3 volume i strojenie poniżej 50 Hz) ponieważ chodziło mi bardziej o to, żeby wspomóc dźwięk niż zdominować go potężnym basem, ale efekt końcowy był moim zdaniem bardzo dobry. Na przykład słuchając męskich, niskich wokali, przy takiej konfiguracji wydaje nam się, że subwoofer jest całkowicie wyłączony, bo w żaden sposób nie czujemy jego obecności w systemie. Jednak, gdy faktycznie go wyłączymy, to po ponownym odsłuchaniu materiału wyraźnie słyszymy, że wokalista śpiewa o oktawę wyżej. Podobnie sytuacja wygląda z kontrabasem, po odjęciu subwoofera, dźwięk kontrabasu robi się cienki i mały – chociaż wcześniej wcale nie było słuchać wspomagania dodatkowego głośnika. Przechodząc do puenty - jest to sprzęt audiofilski, który pomoże nam podciągnąć braki dolnych rejestrów w naszym systemie, bez degradacji innych zakresów. Przy odpowiednio cierpliwym ustawieniu cięcia oraz fazy jesteśmy w stanie wkomponować go w system tak by wtopił się niezauważalnie w pozostałe zakresy pasma akustycznego. Jeżeli uporał się z tym zadaniem (moim zdaniem, najtrudniejszym) to i z prostszymi zadaniami poradzi sobie bez problemów. Jeżeli tylko zechcemy po kilku godzinnym odsłuchu odłożyć płyty i puścić jakiś film, po podkręceniu wartości uzyskamy efekt kinowego basu, gdzie dźwięk trzaśnięcia drzwiami w samochodzie przypomina wysadzenie budynku w powietrze. I gwarantuje, że cały dom zadrży. Dane: Rodzaj obudowy: Zamknięta Kolory: Czarny fortepianowy oraz Biały fortepianowy Moc (RMS): 500 W Moc (Max): 650 W Pasmo przenoszenia: 35 - 150 Hz Częstotliwość odcięcia: 35 - 150 Hz Głośnik niskotonowy: 12 cali Wymiary (SxWxG): 400 x 400 x 400 mm Masa: 27,9 kg Urządzenie z dystrybucji: http://strefahfs.pl Za dostarczenie do testów dziękujemy: https://www.hifistation.pl
  14. Wątpię by tak tanio udało się kupić. Wyższe modele Moona grają, ta 240i to taki przeciętniak. W tej cenie IMO nie warto.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.