Jump to content

PauluS

Użytkownicy
  • Content Count

    233
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

1 Neutralny

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Nie dramatyzujmy z tą niedostępnością. Równie często (rzadko) pojawia się w sprzedaży seria R1. Oczywiście raczej do dostanie jedynie w Japonii (dla zainteresowanych: używane ok 500 tys Y) To przede wszystkim fragmenty toru w całości cyfrowego (no poza kolumnami). A jak wiadomo cyfrowe wzmacniacze jakoś nie do końca się przyjęły - stąd raczej unikatowość tych konstrukcji. Raczej dla kolekcjonerów, bo nie wiem czy bym wolał te modele, czy coś z podobnej cenowo półki wspomnianej serii "R"
  2. Ups, no tak, gapiostwo do kwadratu, a czy nie można by tak scalić obu ? No tak, właśnie, chyba moderator się tu trochę zagubił. Z powodów czysto praktycznych (później informacji o Kenwoodzie będzie się szukać na dwóch forach) byłbym za scaleniem obu klubów.
  3. Tutaj świetna ;-) oferta! [Hidden Content] Niedługo, za wstęp do salonu handlarze hi-endem będą pobierali opłatę za bilety :-) A trochę poważniej: Szanująca się marka, na szanującym się rynku za taką "akcję" z miejsca odebrałaby prawa do dystrybucji sprzętu.
  4. @wiktor.pl; te R10 to Twojej własności, miałeś okazje je przesłuchiwać - jeśli tak, to napisz w jakiej konfiguracji i jakie wrażenia w stosunku do innych modeli (czy tak mityczne jak mityczna jest ta celulozowa membrana)? Poniżej model który obecnie użytkuję. Audio-Technica ATH-10LTD. Poza wyjątkową jakością budowy i elegancją, to słuchawki raczej neutralne, o bardzo zrównoważonej dynamice. Duże przeciwieństwo Senheisserów które użytkowałem poprzednio tak pod względem przenoszenia basu (Senki są jak dla mnie niezrównoważone w dolnym paśmie) jak i detaliczności (S. są "bliższe głowy", jakby dokładniejsze). Wybitnie słuchawki do muzyki akustycznej, gdzie nic niczego nie podkolorowuje. Raczej nie tak szczegółowe jak słuchawki studyjne, ale jednocześnie tworzące bardzo wiarygodną scenę. No i bardzo wygodne.
  5. To ogłoszenie wisi co pewien czas na eBayu co najmniej od półtora roku. Najwyraźniej cena sugeruje, że to pomysł sprzedaży na bardzo poszukującego (i bogatego) kolekcjonera. Aczkolwiek nie mówię, że nie warto.
  6. Niestety to smutne fakty i smutna konstatacja, że pewne sprawy nie powrócą. Przy dużym wysiłku finansowym, Sony mogło by wrócić do tamtych linii produkcyjnych. Co z tego, skoro cały zespół naukowców i inżynierów "poszedł w dal". To tak na prawdę była siła tej marki w latach 70-90. Inną sprawą jest, że dziś koncernowi zwyczajnie nie opłacało by się inwestowac w taką produkcję (chyba, że ze ktoś by ich przekonał, że to dobrze zrobi dla ich "corporation identity"). Sony, to dziś nie japońska firma po pierwsze, po drugie produkcja sprzętu hi-fi jest z punktu widzenia całego koncernu mało dochodowa, a już tych produktów "premium" zupełnie nieopłacalna (robi dobrze na wizerunek). Pozostaje nam dobrze dbać o te produkty z "tamtych lat" :-)
  7. Ciekawe co ten zestaw ze zdjęcia wzmacnia - jakoś nie widzę wzmacniacza,chyba że to to coś czarne na dole ;-)
  8. Szczególnie ostatni to zupełnie inny budżet ( w tym porównaniu to stratosferyczny ;-) co do ceny tego CA-2000, to sprzedawca życzy sobie w sumie ceny po przeliczeniu jaką ten model miał w momencie pojawienia się. Z drugiej strony mając na uwadze fakt, że tak stylowych modeli nie jest zapewne zbyt wiele w naszym kraju, może nie jest to zbyt dużo...W każdym razie, w tej cenie sprowadzanie go wydaje się nieopłacalne.
  9. Dzięki za poszerzone informacje i dzięki za zaproszenie. Niestety Gorzów to trochę drugi koniec Polski dla mnie, ale jak będę jechał nad może albo "nach Berlin" to postaram się pamiętać. 770-tka to bardzo zacny wzmak, który w wielu współczesnych konstrukcjach wzbudza zakłopotanie. Niestety moje kolumny - co się okazało po zestawieniu ich z można powiedzieć referencyjnym modelem Keenwooda L-A1 - wykazały, że potrzeba im więcej prądu. Co objawia się szczególnie przy niedużej dynamice, a tak się dzieje często przy okazji słuchania muzyki kameralnej. Tak więc Sony jest świetny, szczególnie przy zestawieniu z moniorami. A propos zestawień, to co piszesz a propos dolnego pasma chyba jest wynikiem pewnej estetyki konstruktorów która była pasowana do mniej wrażliwych głośników - przynajmniej w latach 80/90. I tak dzisiaj, szczególnie przy nisko schodzących i wrażliwych podłogowcach, to pasmo się uwydatnia - co niekoniecznie musi być wadą przy niektórych gatunkach muzyki. Co do 907NRA, to ciekawi mnie jeszcze, czy te późne lata 90-te w Sansui to już był okres "budżetowego" podchodzenia nawet do wysokiej klasy konstrukcji, czy nadal ostatni głos mieli konstruktorzy a nie księgowi. Na ile ta konstrukcja nadal jest creme de la creme tej szacownej japońskiej marki. Czy może wiesz, czym ta 907NRA różni się od 907Limited czy też AU-07?
  10. ->czubsi dzięki za pierwszy odzew, ale prawda zapewne będzie taka, że jak zobaczę to dopiero posłucham post-, co będzie miało swoje implikacje finansowe, a wcześniej chciałbym coś więcej wiedzieć czego szukać (i słuchać). Co rozumiesz pisząc "wyrównany wzmacniacz" - rozumiem jak myślę twoją intencję, ale bardziej konkretnie. Jak to się ma do pewnej tendencji japońskich konstruktorów z tamtego czasu, czyli do subtelnego większego wzmacniania dolnego pasma? Odnośnie wzmocnienia, to jak wiemy waty nie zawsze przenoszą się na jakość->emisję dźwięku/dynamikę. Jak jest w tym przypadku, na ile można oczekiwać zwartości dźwięku. A przede wszystkim liczyłbym na informacje w czym - w sensie audialnym, nie technologicznym czy elektronicznym - różnią się poszczególne serie z przełomu lat 80/90.
  11. A czy ktoś ma coś do powiedzenia w sprawie modelu wzmaka AU-a907NRA. No poza tym, że to rynek japoński. Czym w sumie ta seria różniła się od seri AU-aXXXMR czy limitowanych MOS i Aniversary. I czy w rzeczywistości te [email protected] wpc tak wydajnie się sprawuje jak liczby to sugerują?
  12. Czytając tą wymianę zdań (która chyba staje się off-topic BTW), mam wrażenie że Jazz jedną garścią czerpie z gospodarki rynkowej, a drugą z gospodarki sterowanej centralnie (chyba oglądając się na nasz poprzedni system społeczno-ekonomiczny). Z jednej strony kapitałowo-liberalna koncepcja opłacalności ekonomicznej ponad wszystko przełożona wszechmocną wolnością rynkową, z drugiej feudalno-socjalistyczne przekonanie, że nadrzędną wartością staje się "byt" sprzedawcy niezależny od jego inwestycji - czy to kapitałowej, czy jakiejkolwiek innej. Reasumując te wypowiedzi dochodzę do wniosku, że żyjemy w rzeczywistości dyktatu dystrybutorów sprzętu hi-fi za ciężkie pieniądze (przeliczając siłę nabywczą, za absurdalnie duże), których jedynym parametrem jest efekt sprzedażowy, próbujących sprzedać swój towar za XX tys. złotych, próbując oszczędzać kilkaset złotych na obsłudze. Osobiście wstydził bym się nawet cokolwiek kupić od takiego dystrybutora, mając wrażenie że obcuję z handlarzem, a nie profesjonalistą-marszandem sprzętu audio. Powoływanie się na "koncerny" i ich strategię rozwoju na naszym rynku jest co najmniej nieuprawnione. Jakoś te "koncerny" - także dóbr luksusowych - nie mają problemu z petryfikacją naszego rynku i eksplorowania naszych kieszeni. Zupełnie inaczej rzecz ma się z domorosłymi dystrybutorami - i to nie tylko z rynku audio, ale także z kilku innych bardziej specjalistycznych dziedzin - którzy z jednej strony nie mając zaplecza techniczno-finansowego a z drugiej, co gorsza, przygotowania merytorycznego próbują sprzedawać produkty przeznaczone dla wyrafinowanego odbiorcy. Niestety dla nich - i jest to teza stosunkowo dobrze udokumentowana w literaturze marketingu - Maserati inaczej sprzedaje się niż Fiata 500, i Esoterica inaczej sprzedaje się niż amplituner Yamahy, choć oczywiście w końcowym efekcie może i wynik finansowy jest podobny. Prawdą jest, że dzisiejszy potencjał nabywców w Polsce zapewne nie wymusi w tym zakresie jakiejś istotnej zmiany i nie wydaje mi się, że wzbogacenie społeczeństwa automatycznie uruchomi taki proces. Tu za siłą pieniądza musiałaby iść edukacja społeczeństwa w bardzo szerokim zakresie: kulturalnym, estetycznym, kulturowym. Ale póki marki->koncerny->dystrybutorzy nie podejmą istotnego wysiłku w tym zakresie, póty pojedynczy nabywcy będą kupować te urządzenia w Berlinie, Amsterdamie czy Tokyo, bez zbędnego oglądania się na dolę czy niedolę "rodzimych" handlowców. Na szczęście rzeczywistość jest jaśniejsza niż Jazz ją maluje. Przynajmniej w Warszawie jest już kilka oświeconych sklepów, które bez kłopotu zorganizują odsłuch, wypożyczają sprzęt za kaucją, a myślę że w pewnym zakresie cenowym bez problemu zorganizują prezentację w domu. Zapewne uważając, że są to inwestycje długoterminowe w ich osobistą markę, która szczególnie w tak wąskim światku hobbystów audio zwróci im się kiedyś z nawiązką. Nie wyobrażam sobie, by kupować sprzęt z XX tys złotych "na oko" - a do tego w istocie sprowadza się oczekiwanie dystrybutora, który większość oferowanego sprzętu ma w katalogu. Zarazem podziwiam marslo za jego samozaparcie w kontakcie z Polskimi kolporterami Esoterica no i na szczęście z sukcesu odnalezienia dobrego urządzenia :-) W tym co Jazz pisze, odnaleźć można także odpowiedź na bolączki wielu dystrybutorów, walczących o przetrwanie z konkurencją globalizacji i internetu. Jeśli z założenia odcina się najważniejszy atut sprzedaży bezpośredniej, a zatem to co w literaturze anglojęzycznej zwane jest "client service", w tym wypadku możliwości zaprezentowania towaru w najdogodniejszych dla klienta warunkach, przenosząc zwyczaje z targu warzywnego, gdzie "towar dotknięty uważa się za sprzedany" ;-), to efekt jest taki jak Jazz zdiagnozował, a doświadczenie marslo to potwierdziło. Kupimy wszędzie, tylko nie w polskim sklepie. Bo trudno jest przepłacać i jeszcze być wdzięcznym za kiepską obsługę.
  13. ->Shrek No to chyba powinienem zagrać w Lotto, bo już trafiłem 3x6-tkę ;-). Kupowałem dwukrotnie ES'a kilka lat temu, ale nie od "handlarzy" a od indywidualnego użytkownika (warto się spotkać i dowiedzieć jak ktoś użytkował sprzęt). Te modele do dziś działają bez zarzutu, już parę lat. I nigdy w nich nic nie było naprawiane, poza odkurzaniem, czyszczeniem lasera i wymianą banalnej sparciałej gumki od transportu. Ostatni sprowadzany "w ciemno" z dalekiego kraju, od pół roku także nie sprawia kłopotu. Najciekawiej czytać argumentację, iż "miałem zamiar, ale nie kupiłem" (czyli praktycznie wiem tyle, co nic), ale "chciałbym umowę na sprzęt, że jest w takim i takim stanie" - tak jakby sprzedający był tą wspomnianą przez Ciebie wróżką, żeby wiedzieć kiedy coś wysiądzie w 20-sto letnim sprzęcie. Praktyka potwierdza, iż klasyczne "klocki" raczej nie szwankują, w odróżnieniu od tych współczesnych - opieram się np. na opinii renomowanego specjalisty zajmującego się np. współczesnymi wyrobami Krella. I żeby nie było, że krytykuję markę, jest to opinia raczej o tych ostatnich produktach "made in..whatever". ->denon.dcd.2560 Krytyce poddawani są głównie tacy handlarze, którzy w nieuczciwy sposób sprowadzają uszkodzony sprzęt i "domowymi" sposobami próbują go aktywować, jedynie po to by pograł parę dni lub tygodni. Z drugiej strony, proceder który sam opisujesz, czyli "zakupiłem, pograło u mnie parę dni i sprzedaję" raczej podpada pod paserstwo ;-), niż pod działalność marszanda - bo takich u nas w kraju chyba nie uświadczysz.
  14. ROTFL, z opisu aukcji tego ostatniego 707 "Po nim firma już chyba nigdy nie wzniosła się w dziedzinie Audio Hi-Fi aż tak wysoko, dość powiedzieć że zintegrowane wzmacniacze serii 700 i 800 do tej pory są często określane np. na wymagającym rynku niemieckim jako referencyjne (referenz klasse)." Ciekawe, że sprzedawca nie zauważył takich modeli jak TA-NR1, czy TA-N1, które w istocie są modelami "referencyjnymi". Chyba, że chodzi jedynie o integrę, ale tak w sumie to po 85 roku Sony nic w tej klasie nie wypuściło. 707, 807, 770, 870 ES to świetnie skonstruowana klasa konsumpcyjna (cokolwiek to dziś znaczy ;-) - i dzięki temu możemy te klocki kupować. A propos wcześniejszego wpisu, nie wydaje mi się, że 1.5 tys. za 707 to jakoś dużo - raczej powiedziałbym że mało, biorąc pod uwagę, że szampańskie wersje chodziły nie tak dawno po 600-700 Euro na eBayu.
  15. ->neomammut; to pytanie o słuchawki to chyba off topic ;-) No, ale tak zacnemu forumowiczowi :-) ; Najbardziej docenianym modelem - raczej rzadkim - są MDR-R10. Produkcja rozpoczęta w 1989 roku, a więc łapią się na twoją periodyzację. Charakterystyczne w nich było użycie bio-celulozy, a więc jakiegoś rodzaju naturalnego materiału (coś a'la papier) jako membrany. W typografii Sony występowały w lini Esprite. Niestety nigdy nie słuchałem, ale źródła donoszą, że mają niezwykle neutralną charakterystykę. No i przepiękne (chyba bukowe) wykończenie.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.