Jump to content

AudioRecki

Redaktorzy
  • Content Count

    374
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

90 Neutralny

Informacje profilowe

  • Branża
    Prasa

Recent Profile Visitors

1507 profile views
  1. W telegraficznym skrócie - jak "wiewiórki" donoszą w Krakowie wszystko gotowe na jutrzejszy przyjazd naszego mistrza elektroniki - Marka Bilińskiego. Wydarzenie to związane jest z promocją reedycji pierwszej płyty artysty "Ogród Króla Świtu". Dotarły do nas informacje, że tak sama oprawa jak i sprzęt, na którym będzie odtwarzana muzyka ma być najwyższych lotów. I trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić widząc to, co już zostało zrobione. O wydarzeniu w Nautilusie wspominaliśmy już na łamach naszego Magazynu, a o samym wydawnictwie informowaliśmy Was już kilka tygodni temu Trzeba przyznać, że scenografia przygotowana z myślą o spotkaniu z muzykiem nawet na samych zdjęciach robi wrażenie, a na żywo po prostu wygląda obłędnie! Dla nieobecnych, którym z różnych przyczyn nie będzie dane uczestniczyć w jutrzejszym wydarzeniu - na miejscu będzie "nasz aparat". Dzięki pomocy Rafała przygotujemy w Magazynie audiostereo fotorelację z całej imprezy. Wszystko wskazuje na to, że będą to wyjątkowe chwile dla fanów muzyka i jego twórczości. Za pomoc w realizacji materiału i udostępnienie zdjęć dziękujemy właścicielowi firmy https://nautilus.net.pl AudioRecki
  2. “Rozmawialiśmy już w odniesieniu do trasy z lat 2013-2015, że powinna ona być ostatnią w naszej karierze, ale kiedy umarł Pádraig, podjęliśmy decyzję, że następna trasa musi być tą ostatnią i wyjątkową podróżą. I żeby tej pożegnalnej podróży towarzyszyła płyta, zdecydowaliśmy się wydać antologię ’In a Lifetime’, która mamy nadzieję zostawi fanów z dziedzictwem naszej muzyki.” 13 marca 2020 roku BMG wyda antologię Clannad "In A Lifetime". Wydawnictwo będzie podsumowaniem 50 letniej kariery zespołu i przekrojem utworów z 16 albumów Clannad oraz co warte wspomnienia już dziś - zawierać będzie specjalne utwory. Na płycie znajdzie się 38 utworów, w tym największe przeboje Clannad, m.in.: "Hourglass", "Theme From Harry's Game" (utwór był na ścieżce dźwiękowej do filmu "Czas patriotów' z Harrisonem Fordem): "Robin (The Hooded Man)" (pochodzący z popularnego w Polsce serialu tv "Robin z Sherwood"): "I Will Find You" (utwór z filmu "Ostatni Mohikanin" z 1992 roku): "In A Lifetime" (z udziałem Bono z U2). Fani zespołu Clannad zapewne wiedzą, że Bono jest wielkim fanem tego zespołu i wielokrotnie wypowiadając się o nim dosłownie komplementował ich twórczość. Swego czasu frontman U2 powiedział: "głos Moya Brennan to jeden z najwspanialszych głosów w historii ludzkości". Clannad to jeden z najbardziej znanych na świecie irlandzkich zespołów, którego twórczość zainspirowała kilka generacji fanów i muzyków. Zespół miał ogromny wpływ na popularyzację muzyki irlandzkiej i języka irlandzkiego na całym świecie. Łącząc elementy muzyki tradycyjnej i współczesnej muzyki folkowej oraz elementów new age, jak i rocka. Poniżej znajdziecie link do przedsprzedaży. Dostępne będą wersje podwójny CD, podwójny CD wersja deluxe, podwójny winyl, podwójny winyl wersja deluxe i deluxe box set, będący rozszerzoną wersją wydań deluxe, zawierający ponad 100 utworów. Utwory zostały wybrane w porozumieniu z członkami zespołu. Polecam AudioRecki Link do przedsprzedaży: https://www.clannad.ie Serwisy streamingowe: https://clannadband.lnk.to/IALTPR Podziękowania dla p. Filipa Sarniaka za informacje i szczególną pomoc przy powstaniu tego artykułu.
  3. Już na wstępie można napisać, że zespół Tool albo się kocha, albo nigdy nie słyszało. Fani twórczości Maynarda Jamesa Keenana przez te 13 lat posuchy chyba już zdążyli przetrzeć swoje winyle igłami na wylot, a w oczekiwaniu na nowy album tworzyli w swojej głowie wyobrażenie o tym, jak wielki i niepowtarzalny będzie ten nowy album, który (być może) kiedyś nadejdzie. I o to jest! W (prawie) ostatnim dniu sierpnia, na muzycznym rynku wydawniczym ukazało się nowe dzieło zespołu Tool. O samym zespole pisać nie mam zamiaru, bo jak na wstępie wspomniałem - świat dzieli się na tych, co zespół Tool kochają lub nigdy go nie słyszeli. Ci pierwsi historię zespołu znają doskonale, reszcie wpierw polecam zapoznać się z ich dyskografią. Wracając do nowego dzieła amerykańskiego zespołu - albumu "Fear Inoculum" przyznam szczerze, że mam mocno mieszane uczucia. I jak się okazuje-nie tylko ja. Z jednej strony kilka naprawdę ciekawych kompozycji, dla których warto wydać każdy Dolar, Euro czy Złoty (czymkolwiek płacicie). Z drugiej płyta... nie do końca jest równa. Mając w pamięci płytę "Lateralus", która dla wielu była wręcz fenomenalna... a tłumy jakie ustawiały się m.in.: w Spodku w 2002 roku mówiły więcej niż słowa, po nowym "dziecku" Tool spodziewałem się po prostu "więcej". I nie bym krytykował cały album, jednak spośród kilku naprawdę świetnych kompozycji można też wybrać te, które po prostu "są" i zapewne "jedynie będą". Kompletnie niezrozumiałe dla mnie jest niemiłosiernie długie (wręcz do znudzenia) budowanie nastroju (?) już w pierwszym utworze zbyt rozciągniętymi elementami dźwięków perkusji. Gitary, które nadają fantastyczny klimat temu kawałkowi wydają się czasem zbyt przesadnie przeciągnięte w oczekiwaniu na? Właściwie ciężko napisać na co, bo po kilku minutach ma się wrażenie, że w dziwny sposób utwór sam się zapętlił w naszym odtwarzaczu. Za to już kolejny utwór na płycie zatytułowany "Pneuma" wciąga niemiłosiernie. Warto tylko dla tego utworu nabyć płytę, bo w tym jednym kawałku ukryta jest kwintesencja fenomenu zespołu Tool: Słuchając płytę w dalszej części natrafiamy na "Culling Voices", który mógłbym słuchać praktycznie każdego wieczoru. Rzecz jasna utwór posłużyłby jako fenomenalna ścieżka dźwiękowa dla praktycznie każdego filmu bez względu na gatunek, ale siła tego utworu tkwi właśnie w budowanym nastroju i dzięki temu tworzy wyjątkową siłę przekazu. Jeśli doczekacie do 6 minuty i 42 sekundy - będziecie usatysfakcjonowani w 100%: Album posiada rzecz jasna kilka mocnych stron, na pewno trafi w gusta wielu słuchaczy, a tym bardziej fanów zespołu. W żadnym przypadku ci drudzy nie powinni rezygnować z zakupu z "Fear Inoculum", nawet jeśli uznają album za nierówny lub posiadający kilka zbędnych "zapychaczy". Podsumowując w całości, wydana w tym roku płyta warta jest zakupu, bo najważniejsze z tego co znamy przez pryzmat poprzednich albumów zostało zachowane. Duch zespołu Tool da się czuć i jest obecny na "Fear Inoculum" a to, że nie w każdym utworze do końca tak przedstawiony... może po blisko trzynastu latach oczekiwaliśmy zbyt wiele? Kolejny ciekawym utworem, na pewno wybijającym się z całego albumu jest fenomenalny, a nawet pisząc "bluźnierczo" boski - "7empes" Rozmawiając z kilkoma osobami lubiącymi od lat zespół Tool - dosłownie każdy zwraca uwagę w tym albumie na coś innego. Dochodząc więc do podsumowania zdajemy sobie sprawę z jednego... nie da się zadowolić wszystkich, a nawet jeśli jest to bliskie do zrealizowania -każdemu do gustu przypadnie całkowicie co innego. I tak jest z nowym "dzieckiem" zespołu Tool. Absolutnie każdy odnajdzie w nim coś dla siebie i coś, czego słuchać (być może) nie będzie. Ważne jednak jest to, że wśród siedmiu utworów zawartych w nowym albumie znajdziemy sporo emocji trafiających do nas w szczególny sposób i może się okazać, że te emocje zbudujemy w oparciu o dosłownie 2-3 utwory, które nie pozwolą nam rozstać się z płytą przez kilka długich wieczorów. W tym miejscu chciałbym w szczególny sposób podziękować całej ekipie ze sklepu Winylownia.pl za inspirację i pomoc w "ogarnięciu" zamówienia! https://winylownia.pl AudioRecki Tool "Fear Inoculum" (2019) 1. Fear Inoculum 2. Pneuma 3. Invincible 4. Descending 5. Culling Voices 6. Chocolate Chip Trip 7. 7empest
  4. O marce Pylon Audio można napisać dużo i będą to w większości pozytywne opinie. Od 2011 roku firma coraz śmielej konkuruje nawet z największymi markami, zdaniem niektórych melomanów - nie odstając od konkurencji nawet na krok. To powoduje, że przez ostatnią prawie dekadę uzbierała się spora rzesza miłośników konstrukcji Pylon Audio, przy okazji było także sporo pozytywnych recenzji kolumn tej firmy. Jak widać na przestrzeni tych zaledwie kilku lat, Pylon Audio pracuje nad coraz ciekawszymi konstrukcjami oraz co nie mniej ważne - poszerza dzięki nowym konstrukcjom rzeszę swoich odbiorców wśród melomanów i audiofilii. Tym razem firma postanowiła zaskoczyć wszystkich swoją całkowicie nową konstrukcją, która już od pierwszego wejrzenia potrafi przyciągnąć swoim designem i fantastyczną jakością wykonania. Dzięki uprzejmości Pylon Audio i firmy Audiotrendt z Krakowa mieliśmy przyjemność testować (przedpremierowo) model Ruby 30. Czas leci nieubłaganie więc nadszedł ten dzień, w którym można już oficjalnie zaprezentować nową kolumnę podłogową i nie bez przesady napiszę, że jest to jeden z tych momentów, które mogą wpisać się w plany zakupowe wielu klientów kolumn na rok 2019. Nie będzie nawet odrobiny nadużycia stwierdzenie faktów, że kolumny są f a n t a s t y c z n e w pełnym tego słowa znaczeniu. Rzecz jasna w naszych warunkach nie pokazały jeszcze pełnię swoich możliwości (za pewne zbyt krótko je posiadamy), ale już od pierwszego momentu zaprezentowały dźwięk na bardzo wysokim poziomie. Dźwięk zrównoważony, kreują niesamowicie pełny dźwięk w pełnym zakresie, fantastyczny jest dół - bardzo różnorodny i przy tym schodzi naprawdę nisko. Warto w temacie niskich tonów zaznaczyć, że w żadnym momencie nie dochodzi do zakrywania pozostałych pasm. Góra nie czaruje i nie oszukuje - jeśli więc ktoś kocha przesadnie nasycony górny zakres częstotliwości, wręcz zahaczającą o nienaturalną prezentację - niech szuka dalej. Ruby 30 nie będą udawać, że staną się "mistrzami wysokich tonów", raczej pokażą to wszystko co w danej muzyce zostało zarejestrowane, nie wyciągając niczego "ponad". Ale dzięki temu zapunktowały w bardzo istotnej rzeczy, która w momencie wyboru kolumn bywa jednym z głównych elementów przeważających co do zakupu danej konstrukcji. Nie są w żaden sposób męczące, słuchanie muzyki na Pylon Audio Ruby 30 jest wręcz ogromną przyjemnością, a do tego potrafią w pełni oddać instrumenty (szczególnie dobrze wypadły duże składy zespołów oraz muzyka zarejestrowana na żywo), wokale są namacalne, ciepłe i bardzo bliskie naturalności. Rzecz jasna absolutnie wszystko jest rzeczą subiektywną i nie sposób opisać w pełni konstrukcji tak, by każdy w pełni odniósł to do swoich oczekiwań czy wyborów. Jeśli jednak planowaliście lub planujecie w najbliższym czasie zakup kolumn podłogowych - koniecznie posłuchajcie Ruby 30, kolumny warte są "grzechu" ze względów na brzmienie godne najlepszych konkurentów na rynku, jakość wykonania i fantastyczny design. Zapewne za kilka kolejnych dni nowa konstrukcja Pylona Audio odkryje jeszcze kilka interesujących smaczków, co tylko zachęca do dalszych odsłuchów na tych kolumnach. Okazuje się także, że ten model bardzo podoba się płci pięknej i pomimo faktu, że nie jest to najmniejsza kolumna - została ciepło przyjęta za swój wygląd. Na szczegółowe testy, recenzje i opinie zapewne jeszcze przyjdzie czas. Kolumny dopiero wchodzą na rynek i przed nimi długa droga, by w pełni pokazać swoje możliwości, jednak przyznam subiektywnie szczerze - Ruby 30 mają szansę zaskarbić sobie spore grono wielbicieli. Dla wielu osób kolumny te mogą stać się doskonałym towarzyszem do posiadanego zestawu audio na kilka najbliższych lat! Pytanie czy więc warto było czekać na nową konstrukcję rodzimej marki? Naszym zdaniem jak najbardziej tak, ale co oczywiste - żadne testy, recenzje, czy reklama nie oddają prawdziwości tego, co oferuje dany produkt na żywo. Warto więc poświęcić swój czas i posłuchać (najlepiej we własnym systemie) w/w konstrukcji. AudioRecki Do testów wykorzystane zostały: wzmacniacze: Fezz Audio "Titania" , Moon 250i odtwarzacz plików: Ayon S-3 (wraz z programem Audirvana Plus) Muzyka: Anne-Sophie Mutter & John Williams Across The Stars (Ltd. Digipack) Max Richter OST: My Brilliant Friend God Is An Astronaut: Age of the Fifth Sun Za przedpremierowe dostarczenie kolumn do "posłuchania" specjalnie dla Magazynu audiostereo serdeczne podziękowania dla p. Jurka z firmy audiotrendt i całej ekipy Pylon Audio! https://audiotrendt.com.pl http://www.pylonaudio.pl
  5. Usher jako firma dla wielu melomanów do dziś stanowi nie lada "zagadkę". Z jednej strony w ofercie dalekowschodniej firmy mamy konstrukcje "na każdą kieszeń" (jak testowane S-520), oraz bardzo zaawansowane konstrukcje, które zaskakują w każdym calu brzmieniem i... formą wykonania (BE-20 DMD). Firma Usher do domów melomanów nad Wisłą (i w ogóle melomanów z Europy) przebyła całkiem sporą drogę. Droga ta naznaczona jest wieloma pozytywnymi recenzjami ale i wyróżnieniami jakie uzyskały niektóre konstrukcje tej firmy. Skupiając się jednak na najmniejszej i najtańszej konstrukcji (cena 995 złotych), już przy pierwszym kontakcie (odpakowanie i ustawienie) te niewielkie monitory odsłuchowe zaskakują swoją wagą. Jak na taką wielkość waga wydaje się więcej niż słuszna. Dzięki uprzejmości firmy Audiotrendt korzystaliśmy z tych monitorów przez kilka długich dni i... trzeba napisać wprost, że były to dni pełne niespodzianek. O wadze już zostało wspomniane powyżej i jak każdy meloman, i audiofil wie - "nie o samą wagę chodzi" - w temacie głośników. Kolejnym nie bez znaczenia elementem w przypadku wyboru kolumn jako takich, tak więc i podstawkowych jest ich jakość wykonania. I niektórzy mogą wierzyć lub nie - w tej kwocie na rynku audio ciężko o konstrukcje na równi dobrze wykonane! Jeśli ktoś by szukał (nawet na siłę) jakiś minusów w temacie wykonania - bardzo się zawiedzie. Cena absolutnie nie odzwierciedla jakości wykonania, tą w S-520 można porównać do konstrukcji znacznie droższych. Rzecz jasna głośniki te w swej formie w dużym stopniu przypominają głośniki lat 80 ubiegłego wieku, ale piszę tutaj o pomyśle na budowę głośnika - w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Brzmienie, które jest czynnikiem najważniejszym w przypadku kolumn nie odstępuje na krok samemu wykonaniu. Te małe Usher'y charakteryzują się niesamowitą detalicznością (jak na swoje gabaryty), nie pomijając przy tym całkiem sporych możliwości prezentacji niskich zakresów. Bez względu na gatunek muzyczne, te małe głośniczki potrafiły zagrać tak, jakbyśmy tego oczekiwali od konstrukcji większych, a na pewno droższych. Instrumenty w przypadku małych składów prezentowały się fenomenalnie, te niewielkie kolumny podstawkowe ani przez moment nie starały się udowodnić, że wielkość i dosadność muzyki oznacza lepsze brzmienie. W trakcie odsłuchów m.in.: albumu HAEVN dało się odczuć delikatne ocieplenie średnicy. Nie było w tym żadnej przesady, a wręcz cecha pożądana w przypadku tego typu muzyki, przy tym te niewielkie głośniki kreowały naprawdę szeroką scenę - w pełni naturalną, adekwatną do tego, co zostało zapisane na naszej płycie. Czy kolumny mają wady? Można by przyjąć (raz jeszcze patrząc na cennik), że konstrukcje Usher'a S-520 pozbawione są jakichkolwiek wad, ale rzecz jasna byłaby to spora przesada. Odsłuchując kilka innych albumów (w tym recenzowany The Black Keys https://www.audiostereo.pl/magazyn/magazyn-kulturalny/muzyka/czarne-klucze-powracają-lets-rock-r873/) można było wychwycić minimalne wycofanie górnego pasma. Nie jest to ten typ grania, w którym pozbawieni zostajemy smaczków górnych zakresów. S-520 zdają się nie dopowiadać wszystkiego, co można by usłyszeć w przypadku kolumn grających o wiele jaśniej. Pytanie tylko, czy przy tej wielkości kolumn, przeznaczeniu (wielkość pomieszczenia) oczekuje ktokolwiek kolumn "krzykliwych", które stawiają efekciarstwo nad realne brzmienie? Moim zdaniem nie i Usher ze swoimi "maleństwami" wybrał słuszną drogę. Dla kogo w/w konstrukcje? Jeśli dysponujecie pokojem odsłuchowym, w którym macie w pewnym zakresie ograniczone miejsce lub nie szukacie kolumn dominujących wyglądem - S-520 sprawdzą się rewelacyjnie. Pisząc o wielkości pokoju odsłuchowego niech nikogo nie zwiedzie wielkość tych kolumn, spokojnie (z odpowiednio dobranym wzmacniaczem) poradzą sobie nawet w średniej wielkości pomieszczeniu. I co warte zauważenia - nie będą w przypadku większych pomieszczeń swoim dźwiękiem gubić tego, za co użytkownik tych kolumn je polubi - za neutralność prezentacji brzmienia, za doskonałą scenę oraz otwarty - niewymuszony dźwięk. Usher S-520 spisały się fenomenalnie z dwoma, całkowicie odmiennymi wzmacniaczami. Jednym był Moon 250i, drugim Titania firmy Fezz Audio. W przypadku tego drugiego wzmacniacza brzmienie było jeszcze bardziej dobitne, a w przypadku Moon'a detaliczne (oczywiście bez mowy o odchudzeniu brzmienia). Jednak w obydwu przypadkach dźwięk może podobać się sporej części melomanom. Głośniki podstawkowe okazują się często niedocenianie przez melomanów. Usher S-520 udowadniają, że ani wielkość, ani jak się okazuje cena nie zawsze oddaje rzeczywiste możliwości danego produktu audio. Ciężko będzie znaleźć u konkurentów tak dobrze grającą kolumnę z tego przedziału cenowego, o rozmiarach nawet nie wspominając! Jeśli poszukujecie dobrego brzmienia, nie wizytówki pokoju odsłuchowego i przy tym nastawieni jesteście na kolumny podstawkowe - zdecydowanie powinniście te kolumny sprawdzić u siebie. Być może u wielu z Was pozostaną na długo, dając sporo przyjemności w codziennych odsłuchach (bez względu na ulubiony gatunek muzyczny). AudioRecki Za dostarczony do testów sprzęt dziękujemy firmie Audiotrendt z Krakowa. https://audiotrendt.com.pl USHER S-520 System: dwudrożny, podstawkowy głośnik wysokotonowy 1” (UA025-10) głośnik średnio-niskotonowy 5” (KSW2-5029B) Skuteczność 86 dB/1W/1m Impedancja nominalna 8Ω Pasmo przenoszenia 52 Hz - 20 kHz (-3dB) Moc 50 W Częstotliwość podziału zwrotnicy 2.0 kHz Waga7.0 kg
  6. Ktoś swego czasu powiedział mi "jak nie kochać Dana Auerbacha oraz perkusistę Patricka Carneya z Czarnych Kluczy". Słuchając średnio udany album „Turn Blue” byłbym, a raczej do dziś byłem przekonany o tej, jakże mylnej wypowiedzi w temacie The Black Keys. Życie jednak uczy pokory i często weryfikuje nasze opinie, tym razem padło na ocenę w/w zespołu i ich twórczości. Do moich rąk dzięki firmie Gandalf z Łodzi trafił nowy album kapeli Carneya i Auerbacha pod wymownym tytułem "Let's Rock". Tytuł wymowny i jakże trafny, bo słuchając nowego albumu ma się wrażenie, że duet powrócił nie tyle w rewelacyjnej, co na pewno bardzo dobrej formie, dając swoim fanom (i nie tylko) kawał solidnej muzyki. Album jak najbardziej barwny, pełen surowości ale i szczerego do bólu przekazu. Słuchając najnowszego dzieła Czarnych Kluczy nie sposób ich... może jeszcze nie kochać, ale darzyć ogromną sympatią. Bo jak nie polubić mieszankę bluesowego brzmienia z fantastycznie wykonanymi rockowymi riffami?! Album wprost nawiązuje do okresu lat 70 (i do tego robi to w oczywisty sposób), ale podawana jest (ta mieszanka) w bardzo przystępny sposób, gdzie bez względu na preferencje muzyczne słuchacza - muzyka i tak zapadnie głęboko w pamięci. I może to albumu wada, a może zaleta. Bo z jednej strony starzy fani zespołu zarzucą nowemu albumowi tylko połowiczne odniesienie do początków kapeli, z drugiej jednak strony album dzięki temu ma szanse trafić w ręce nowego pokolenia melomanów. Po 5 latach "posuchy" i jak wspomniałem powyżej (w mojej ocenie) dosyć słabego "Turn Blue", "Let's Rock" wychodzi na przeciw oczekiwaniom sporej części melomanów. Czy album ma słabsze strony? Można uznać, że w pewnej mierze nadal pozostaje pewien niedosyt i ciężko w materiale doszukiwać się fenomenu „10 A.M. Automatic” z albumu "Rubber Factory". Jak mówią muzycy o nowym albumie, „Let’s Rock” jest powrotem do surowego blues-rocka. – "Kiedy jesteśmy razem – jesteśmy The Black Keys, czyli zespołem, w którym czuć prawdziwą magię. Tę samą, jaką czuliśmy mając po 16 lat" I po przesłuchaniu całego albumu... ja im wierzę. Nie jest to jeszcze to, co chciałoby się słyszeć i nie jest to jeszcze szczyt możliwości kapeli (wystarczy posłuchać fenomenalnego "Ten Cent Pistol" z płyty "Brothers"), ale album bez względu na wszystko ma spory potencjał i powinien koniecznie trafić w ręce fanów duetu z Akron. Wieczór z muzyką The Black Keys może nie będzie zbyt długi... bo materiał muzyczny zarejestrowany na płycie to niespełna 39 minut, ale zawsze można włączyć płytę raz jeszcze - co szczerze polecam! Za materiał muzyczny oraz szybką realizację zamówienia (z niecierpliwością czekałem z zakupem na premierę) dziękuję firmie Gandlaf z Łodzi. https://www.gandalf.com.pl AudioRecki The Black Keys "Let's Rock" (2019) 1. Shine A Little Light 2. Eagle Birds 3. Lo/Hi 4. Walk Across The Water 5. Tell Me Lies 6. Every Little Thing 7. Get Yourself Together 8. Sit Around And Miss You 9. Go 10. Breaking Down 11. Under The Gun 12. Fire Walk With Me
  7. Altus 380 z dodatkiem w nazwie w postaci litery "S" od strony wyglądu nie zmieniły się wcale w stosunku do poprzedniej wersji. Kolumny jak były duże (naprawdę duże) i ciężkie, tak nadal szokują (dosłownie) swoimi gabarytami. Czy w tym szaleńczym pędzie co do wielkości kolumn podłogowych jest jakiś konkretny cel i czy każdy zainteresowany kolumnami A380 z dodatkiem S dzięki temu otrzyma coś więcej, niż daje konkurencja? Dzięki firmie Audiotrendt z Krakowa udało nam się spędzić kilka dni z w/w konstrukcjami, posłuchać ich z (w miarę) szerokim spektrum gatunków muzycznych, jednocześnie zestawiając te kolumny z kilkoma posiadanymi wzmacniaczami. Tonsil dla większości już dziś "bardzo dorosłych, ale ciągle młodych duchem" melomanów stanowi powód do westchnień i wspomnień lat swojej (wspaniałej) młodości. Firma na rodzimym rynku w czasach "słusznie minionych" odnosiła sukces z kilku powodów, nie zawsze były to powody wynikające z samych możliwości brzmieniowych ich konstrukcji. Ale takie były czasy, a w dobie "wszelkich braków" słusznie stosowano w życiu zasadę "na bezrybiu i rak ryba". Historię "nowszą" firmy prawdopodobnie zna każdy meloman, więc o niej wspominać nie będziemy w tym teście.Warto tylko wspomnieć o tym, że obecnie firma skupia się na budowaniu (w oparciu o rozpoznawalność marki) konstrukcji dopracowanych, które jak w przypadku A380S przechodzą realne zmiany, mające na celu poprawę brzmienia. Jakie więc różnice w najnowszym modelu? Rzeczą w zasadzie decydującą o zupełnie nowym i lepszym brzmieniu jest zwrotnica, którą w zaprojektowano od podstaw. Kolejnym ważnym elementem są zmiany w środku kolumn, obecnie prawie każda ścianka została pokryta w sposób staranny wełną syntetyczną. Warto wspomnieć w temacie środka o takiej rzeczy jak o solidnym - poprzecznym wzmocnieniu, które gwarantuje mn. niesamowitą sztywność całej konstrukcji. To wszystko w efekcie końcowym wpływa nie tylko na zmianę uzyskiwanego brzmienia, ale także na wagę kolumn i jej trwałość. Głośniki są dokładnie te same, co widzieliśmy we wcześniejszych konstrukcjach. Można więc napisać, że Tonsil stawia na sprawdzone i cenione rozwiązania. W pewnym zakresie można nawet pisać o pewnym "symbolu" marki - tak jak ma to miejsce w przypadku celulozowego stożka, odpowiedzialnego za średnicę. Zostając jeszcze na moment przy samym wyglądzie (pomimo ogromnych rozmiarów kolumn o czym pisałem powyżej), kolumny wykonane są perfekcyjnie jeśli chodzi o ten przedział cenowy. Jeśli popatrzymy na cennik i porównamy je z konkurencją na rynku, trzeba przyznać wprost, że Tonsil daje sporo więcej w temacie stolarki i jej jakości wykończenia. Kolumny piano black wyglądają naprawdę doskonale, przy czym należy pamiętać o jednym w przypadku tego wykończenia - dbałość o lakier w momencie np.: wycierania kurzu jest podstawą, by kolumny wyglądały zawsze doskonale. Dla osób nie przykładających znacznej uwagi w temacie dbałości o powierzchnie lakierowane - już po pierwszych tygodniach można spodziewać się pierwszych mikrorys, co wpływa negatywnie na wygląd. Wygląd, gabaryty... a co w temacie brzmienia? Nasze testowe kolumny podłączone były do dwóch różnych wzmacniaczy, Moon 250i oraz Cambridge Audio Azur 851A. Wzmacniaczom towarzyszył streamer Ayon S-3, wszystko ze sobą połączone RCA Atlas Cable Element Duo Integra (1.5mb) oraz kablami głośnikowymi Chord Clearway. Już od pierwszego moment odsłuchu konstrukcji Tonsila daje o sobie znać średnica, która może śmiało konkurować z większością konstrukcji na rynku w podobnym przedziale cenowym. Kolejnym plusem w temacie brzmienia są wysokie tony. Może nie są na tyle wyszukane czy bogate w swej prezentacji jak w przypadku kilku innych (także znanych) konstrukcji konkurencji, ale współtworzą całość na tyle interesującą, że potrafią swoimi wysokimi zakresami zaznaczyć nawet najdrobniejsze smaczki jaki zostały zarejestrowane w słuchanym utworze. Kolumny Altus A380S posłużyły przy okazji testów do posłuchania m.in.: albumu HAEVN oraz Lalo Schifrina ("Black Widow") i bez przesady trzeba napisać, że jakość odwzorowania poszczególnych instrumentów była na naprawdę wysokim poziomie. Przy tej wielkości kolumn nie sposób nie zauważyć niskich tonów w trakcie odsłuchów. Pomimo całkiem sporej ilości niskich, ale co istotne - także ich różnorodności - szczególnie w trakcie odsłuchiwania albumu "Black Widow" (ze względu ja jego charakter i gatunek) całość prezentowała się spójnie, bez szczególnego wychodzenia z którymkolwiek zakresów na pierwszy plan. Poza małym, lecz nie natarczywym zaznaczaniem średnicy. Nie można też pominąć w ocenie na plus tych kolumn dobrej przestrzeni brzmienia. Niestety na minus należy zaznaczyć fakt, że kolumny te rozwiną się tak naprawdę w pomieszczeniach o znacznej niż nawet średnia wielkości. Jednak stawiając je w salonie o powierzchni znacznie przekraczającej 25m2 nie tracimy nic na szczegółowości czy detalach. A380S zdają się rozwijać skrzydła, nie zapominając przy tym o tym, co w muzyce na odpowiednim poziomie najważniejsze. Czy Altus A380S oferują coś więcej, niż sentyment do marki i lat minionych? Zdecydowanie tak pomimo faktu, że nie będą przemawiać do każdego melomana. Zapewne w sposób istotny znaczenie przy wyborze tych kolumn będą miały: wielkość pomieszczenia oraz własne preferencje brzmieniowe. Kolumny takie jak w/w opisywane nie przypadną absolutnie każdemu do gustu, bez względu na fakt ich jakości wykonania czy dobrego brzmienia. Można się spokojnie pokusić o sformułowanie zdania, że A380S dają więcej wszystkiego niż konkurencja w tej kwocie, ale nie to stanowi akurat o ich wyborze. Wybór na konkretnie te konstrukcje zostanie w dużym stopniu podyktowany sentymentem, co jest rzecz jasna usprawiedliwione, ale nie tylko to powinno stanowić o "sile" tych kolumn i szczerze... tak naprawdę nie stanowi. Mocną stroną nowych "trzysta osiemdziesiątek" jest też brzmienie (szczegółowość), scena i dobra prezentacja na każdej płaszczyźnie. A im więcej damy przestrzeni - tym więcej kolumny odwdzięczą się w trakcie odsłuchów. Tonsil zdaje się rozwijać gamę produktów o konstrukcje sprawdzone i pomimo faktu braku rewolucji w obecnych - najnowszych konstrukcjach, małymi krokami decyduje się na ewolucję ku jeszcze lepszemu brzmieniu. A380S pokazują potencjał marki, może nie wynoszący w dalekie rejony High End'u produkty z logo Tonsil, ale nie bójmy się to napisać - A380S to najlepsze, najbardziej dojrzałe i najlepiej wykonane kolumny tej marki, które kiedykolwiek można było kupić. Do tego "wreszcie" można je nabyć bez znajomości, kolejek, zapisów i tego całego uroku sprzed kilku dekad. AudioRecki Sprzęt do testów dostarczyła firma Audiotrendt https://audiotrendt.com.pl Moc nominalna: 170 W Moc maksymalna: 380 W Impedancja: 8 Ω Pasmo przenoszenia: 25 - 25 000 Hz Efektywność: 91 dB Waga: 50 kg Wysokość: 1095 mm Głębokość: 370 mm Szerokość frontu: 425 mm Szerokość tyłu: 320 mm
  8. Spotkania z muzykami stanowią swoistą odskocznie od muzyki odsłuchiwanej tak w domu, jak i tej na koncertach. Nie ma chyba nic cenniejszego dla melomana, jak możliwość spotkania się z artystą, zamienienia kilku słów czy możliwość sygnowania posiadanego albumu przez jego twórcę (czy twórców). A im bardziej kameralna atmosfera, tym spotkanie wydaje się być bliższe naszym oczekiwaniom. Tym razem na przeciw wszystkim tym, dla których tak muzyka Marka Bilińskiego jest bardzo bliska, wychodzi firma Nautilus. Dzięki staraniom i ścisłej współpracy z mistrzem markiem wszyscy zainteresowani mają okazję wziąć udział w niecodziennym wydarzeniu. Niecodziennym z kilku powodów, jednym z powodów jest samo miejsce - wyjątkowe ze względu na możliwości prezentacji muzycznej (sprzęt i akustyka), drugim powodem spotkania z mistrzem jest zbieżność terminów wydania reedycji pierwszego albumu Marka Bilińskiego "Ogród króla Świtu". Pomimo kameralnej atmosfery, spotkanie ma charakter otwarty i każdy zainteresowany twórczością Marka Bilińskiego, reedycją "Ogrodu Króla Świtu czy możliwością odsłuchu muzyki na wysokiej klasy sprzęcie audio jest mile widziany w progach salonów audio firmy Nautilus. Oddajmy więc "głos" osobie, dzięki której udało się doprowadzić do spotkań z Polskim prekursorem muzyki elektronicznej" "Szanowni Państwo Chcieliśmy zaprosić na wyjątkowe spotkanie z p. Markiem Bilińskim, które odbędzie się w naszym salonie w Warszawie oraz w Krakowie. Spotkania odbędą się w miłej dla każdego melomana i jednocześnie kameralnej atmosferze. Prosimy uprzejmie o potwierdzenie obecności oraz miejsca w którym chcą Państwo wziąć udział w wydarzeniu." Spotkania z mistrzem Markiem odbędą się w dwóch różnych terminach i dwóch miastach. Szczegóły na infografice: AudioRecki
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.