Jump to content

AudioRecki

Redaktorzy
  • Content Count

    644
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

191 Dobry

Informacje profilowe

  • Branża
    Prasa

Recent Profile Visitors

3151 profile views
  1. Są wydania warte zauważenia ale są też takie, które fani danego zespołu czy kolekcjonerzy wydań nietuzinkowych muszą po prostu mieć w swoich kolekcjach. Takim niewątpliwie jest nadchodzący (unikatowy) kolekcjonerski box zawierający dziesięć winylowych płyt z singlami: Personal Jesus, Enjoy The Silence, Policy Of Truth, World In My Eyes, utwory ze stron B oraz miksy.Wszystko w 12" edycjach! Od początku kariery zespół Depeche Mode dostrzegał ogromne możliwości formatu 12" winyla. Jak sami wielokrotnie mówili - to ten format pozwolił im odkryć całkiem nowe możliwości brzmienia. Zespół więc nie stronił od wydawania "dwunasto-calówek", tym samym dając swoim fanom świetne wydania ich ulubionych pozycji. Nadchodzący Box Violator jest rozszerzeniem serii boxów zawierających 12 calowe single jednego z najbardziej popularnych i lubianych zespołów nurtu Synth-Pop/New-Wave. Fani Depeche Mode wraz z wydaniem nowego BOX'u otrzymają ogromną ilośc remixów takich utworów jak Personal Jesus, Enjoy The Silence czy World In My Eyes. Cały BOX zawiera tak specjalne jak i oryginalne wersje każdego singla, w tym winylową wersję „Enjoy The Silence”, unikalną edycję „World In My Eyes” , a także bonusową “World In My Eyes”. Zapowiedziany na 24 kwiecień BOX stanowi nie lada okazję do wzbogacenia swojej kolekcji o wydawnictwo szczególne, zawierające jedne z największych przebojów zespołu. Za wydawaną obecnie serię BOX'ów z 12" edycjami najwiekszych hitów Depeche Mode odpowiada Sony Music Entertainment. Wszystkie nagrania mają być przygotowane z myślą o audiofilach (najwyższa jakość nagrania wprost z taśmy matki). AudioRecki Za pomoc w powstaniu artykułu serdeczne podziękowania dla https://winylownia.pl Depeche Mode - Violator - The 12" Singles (2020) Tracklista: LP 1: Personal Jesus 121.ONG 17 Side A 1.Personal Jesus (Holier Than Thou Approach) 5.49 Side B 1. Dangerous (Sensual Mix) 5.22 2. Personal Jesus (Acoustic) 3.27 LP 2:Personal Jesus L121.ONG 17 Side C 1.Personal Jesus (Pump Mix) 7:47 Side D 1. Personal Jesus (Telephone Stomp Mix) 5.34 2. Dangerous (Hazchemix) 5.34 LP 3: Enjoy The Silence 121.ONG 18 Side E 1.Enjoy The Silence (7” Version) 4.18 2.Enjoy The Silence (Hands And Feet Mix) 6.41 Side F 1. Enjoy The Silence (Ecstatic Du1.) 5.44 2. Si1.eling 3.20 LP 4: Enjoy The Silence L121.ONG 18 Side G 1.Enjoy The Silence (1.ass Line) 7:42 2.Enjoy The Silence (Harmonium) 2:43 Side H 1. Enjoy The Silence (Ricki Tik Tik Mix) 5:33 2. Memphisto 4:01 LP 5: Enjoy The Silence XL121.ONG 18 Side I 1.Enjoy The Silence (The Quad: Final Mix) 15:30 (Includes etching on the reverse side) LP 6: Policy Of Truth 121.ONG 19 Side J 1.Policy Of Truth (1.eat 1.ox) 6:31 Side K 1. Policy Of Truth (Capitol Mix) 8:01 2. Kaleid (When Worlds Mix) 5:23 LP 7: Policy Of Truth L121.ONG 19 Side L 1.Policy Of Truth (Trancentral Mix) 5:55 Side M 1. Kaleid (Remix) 4:36 2. Policy Of Truth (Pavlov’s Du1.) 6:02 LP 8: World In My Eyes 121.ONG 20 Side N 1.World In My Eyes (Oil Tank Mix) 7:29 Side O 1. Happiest Girl (Kiss-A-Mix) 6:15 2. Se1.Of Sin (Sensoria) 6:08 LP 9: World In My Eyes L121.ONG 20 Side P 1.World In My Eyes (Du1. In My Eyes) 6:54 Side Q 1. World In My Eyes (Mode To Joy) 6:28 2. Happiest Girl (The Pulsating Or1.ital Mix) 6:26 LP 10: World In My Eyes P121.ONG 20 Side R 1.World In My Eyes (Mayhem Mode) 4:55 Side S 1. Happiest Girl (The Pulsating Or1.ital Mix) 7:58
  2. Są w życiu chwile, które zmieniają nasz punkt dostrzegania wielu rzeczy. W świecie audio też następują momenty, w których nasze dotychczasowe doświadczenie okazuje się zostać nie tyle całkowicie zmienione czy przewrócone do góry nogami, ale okazuje się być "przemeblowane" w znaczącym stopniu. Taką (dłuższą) chwilą okazało się podpięcie pod nasz system audio kolumn podstawkowych Buchardt Audio S400. Na czym polegało to całe "przemeblowanie" świata audio? Na przeświadczeniu wielu osób, że monitory podstawkowe zawsze będą "jedynie" monitorami podstawkowymi i... nic więcej. Kolumny duńskiej manufaktury udowadniają już od pierwszych chwil, że podejście takie do kolumn głośnikowych - podstawkowych jest błędem. Już na wstępie zaznaczmy przekornie - tak, kolumny marki należącej do Madsa Buchardta nie są tanie i słusznie! Po prostu tańsze być nie mogą, a nawet nie mają prawa być tańsze w związku z tym jak są wykonane i jakie uzyskujemy dzięki nim brzmienie. Każda osoba, która poświęci odrobinę uwagi na poznanie bliżej samej marki oraz jej idei budowy głośników dowie się, że jedyną tak naprawdę "strategią" jest zaoferowanie jak najlepszej konstrukcji przy relatywnie jak najtańszej cenie końcowej. Podobno (tak wieść gminna niesie) to idea wielu firm (nie tylko z branży audio), ale w tym konkretnym przypadku każdy może w prosty sposób doświadczyć prawdziwości tego "motta". Wystarczy wypożyczyć do swojego systemu audio te głośniki i zapewniam - nie sposób zaprzeczyć powyżej cytowanemu zdaniu! Podobno wyrosłem z błyskotek, tak przynajmniej staram się widzieć swój własny świat, tak też widzą to u mnie niektórzy moi znajomi. Uwielbiam minimalizm połączony z perfekcjonizmem - stąd też pierwsze na co zwracam uwagę, to na detale w wykonaniu oraz design całości jako takiej. Wszystkie zbędne ozdobniki, dodatki mające upiększyć całą konstrukcje w efekcie końcowym nie wpływają często na najważniejszy z elementów - w tym przypadku na jakość dźwięku, a często nawet nudzą nas w dłuższej perspektywie czasu. S400 są dowodem na prawdziwy skandynawski minimalizm. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Gdybym miał przyrównać je do innych marek, to nazwałbym je (dosłownie) produktem dopracowanym niczym Apple w świecie komputerów - dopracowanym z maksymalnym minimalizmem designu. Znam jeszcze jedną taką markę w świecie głośników (zresztą moja ulubioną) i przyznam, że formą wykonania konstrukcje Buchardta wywołują na mnie nie mniejsze pozytywne wrażenie. I nie tylko na mnie, bo w trakcie okresu testów monitory odsłuchowe widziało i odsłuchało kilka osób - na każdym zrobiły swoim minimalizmem formy oraz jakością wykonania bardzo pozytywne wrażenie. Dopracowanie każdych szczegółów to jak widać coraz częściej wizytówka firm, dla których świat audio dopiero zaczyna stać otworem i buduje swoją pozycje w świecie audio. Wartym więc odnotowania jest fakt, że w tym konkretnym przypadku nie ma próby udawania, nie ma chęci na wrzucanie produktu na głębokie wody z ukrytym "może się uda". Dostajemy produkt solidny, przemyślany i do tego dopracowany. To trochę tak, jakby każdy egzemplarz był tworzony stricte pod siebie przez producenta i tylko jakimś dziwnym sposobem trafiał do nas - do klienta. Wrażenie takiego podejścia do produktu potęguje też sposób sprzedaży kolumn tej marki. W całej Europie sprzedaż odbywa się praktycznie bez udziału "zbędnych" pośredników, jedynie w naszym kraju (i to bardziej w ramach swoistego promowania marki) pojawił się "dystrybutor" tej marki. Nie bez powodu ująłem w cudzysłowie dystrybutor, bo w tym przypadku powinnismy dla uczciwości sytuacji napisać Ambasador Marki Buchardt, czy jak kto woli bardziej przyziemnie - opiekun brandu. I to dzięki współpracy firmy Audotrendt z opiekunem tej marki na Polskę, S400 trafiły do mnie na testy i dłuższe odsłuchy w moim systemie (za co w tym miejscu serdecznie dziękuję). Kwestie wyglądu mamy już za sobą w opisie - każdy powinien sam doświadczyć (z bliska) jakości wykonania "es czterystetek" - do czego zachęcam. Jednak nie szata czyni... a samo brzmienie. A tutaj pomimo faktu, że mamy przed sobą monitory odsłuchowe, doświadczamy ogromnego zaskoczenia i to na wielki plus. To, co już od samego początku wyróżnia konstrukcje S400 na tle konkurencji to umieszczona z tyłu membrana bierna. Z jednej strony konstrukcja taka podraża całą budowę kolumny w stosunku do klasycznego port bas-refleks. Jest jednak kilka zalet takiego rozwiązania i pomimo tych dodatkowych kosztów, budowa taka głośnika została wybrana nie bez powodu. Przyjęto wręcz za oczywiste, że skoro taka budowa wpływa na poprawę uzyskiwanego brzmienia - taka właśnie będzie i co istotne - będzie też swoistą wizytówką firmy. A co zyskujemy dzięki biernej membranie umieszczonej z tyłu obudowy? To najprościej przedstawić podając kilka faktów wprost za producentem: – możliwości 30 % redukcji rozmiaru obudowy, – brak zakłóceń portu, – brak kompresji portu, – kolumny można umieścić bardzo blisko ściany. Szczególnie ważnym elementem wpływającym na atrakcyjność takiego rozwiązania budowy jest (poza redukcją wielkości obudowy), możliwości ustawne w naszym pomieszczeniu odsłuchowym. Monitory podstawkowe trafiają do różnych wielkości pomieszczeń i w dużej mierze mają ułatwiać ustawienie ich w naszych pomieszczeniach. Cześć bowiem kupujących tego typu konstrukcje unika dużych podłogówek, ze względu właśnie na częste problemy z ich ustawnością. S400 zapewniają sporą w tym zakresie swobodę, a brak tylnego bas-refleksu ułatwi (w miarę rozsądku) bliskie ich ustawienie względem tylnej ściany. Jak wspomniałem powyżej - brzmienie jest podstawą i to ono w fazie końcowej wpływa na atrakcyjność oraz zakup danego produktu. w tym zakresie S400 mogą być spokojne w praktycznie każdym zestawieniu. Testowaliśmy je z kilkoma wzmacniaczami, w tym oparliśmy się o iście skandynawski rodowód. Był więc podpinany w trakcie testów Bladelius Braga, było też i35 Prisma od PRIMARE. Nie zabrakło też wzmacniacza zintegrowanego - hybrydy z dalekiej Azji czyli marki Xindak, który swoim brzmieniem w klasie A świetnie zgrał się z S400. A brzmienie jakie otrzymujemy dzięki podpięciu w nasz system tych zacnych monitorów podstawkowych jest barwne, nie przesadzone w swych na krańcach każdych z pasm. Na tyle jednak barwne, by zapewnić pełną czytelność w nagraniach - nie powodując nawet przez chwilę zmęczenia w trakcie odsłuchów lub dodając w brzmieniu elementów nie będących udziałem w nagraniu. Jednym z pierwszych do odsłuchów albumów poszła płyta In This Moment - "Mother". Fenomenalny wokal Marii Brink od początku potrafił przykuć uwagę, przy czym pomimo swojej zdolności do rewelacyjnego wychodzenia na pierwszy plan - nie zakrywał pozostałej części brzmienia. Niskie zakresy tworzyły, a raczej współtowrzyły wyjątkowo całość, a góra pomimo pewnego blasku - trzymana była w ryzach i kulturalnego unikania przesady. Kolejny utwór z albumu "The In-Between" pokazał fenomenalną dynamikę, godną sporej wielkości podłogowych konstrukcji! Jeśli miałbym zestawić je w temacie zdolności zejścia niskimi z konkurentami - musiałyby to być pełnoprawne kolumny podłogowe w co najmniej tej samej kwocie! Dwudrożna konstrukcja o takim potencjale?! A jednak, sam byłem zaskoczony ich potencjałem i możliwościami w budowaniu różnych planów, zdolności separacji instrumentów czy grania tak czysto i bez zbędnej chęci udowadniania, że można "głośniej i lepiej". To nie tej klasy konstrukcja głośników, tutaj nie ma mowy na pozorowanie czegokolwiek! Chciałem być brutalny dla tych maluchów i po ostatnich odsłuchach ciężkiego brzmienia na moich ulubionych Reference 5 konkurencji, postanowiłem zmęczyć S400 kolejna porcją takiej muzyki. Ich potencjał okazał się na tyle duży, że z powodzeniem zamykając oczy mogłem wyobrazić sobie grające klasyczne podłogówki! Sięgając po starszy album In This Moment nie zawiodłem się! Brzmienie okazało się muskularne ze zdolnością szybkiej odpowiedzi na otrzymywany impuls. Nie protestowały też i wychodziły z obronną ręką kiedy trzeba było szybko wygasić jakiś element i wprowadzić szybką kontrę zawartą w samym utworze. S400 są niesamowicie plastyczne, potrafią oddawać w prawidłowy sposób wielkości poszczególnych instrumentów, nie tworzą przy tym sceny ponad to, jaka w rzeczywistości jest zawarta na samym albumie. Po zmianie repertuaru monitory pokazały nam, że ich ocena końcowa nie może być brana tylko przez pryzmat ich zdolności do dynamicznego i szybkiego repertuaru. W przypadku Kandance Springs muzyka wciągnęła nas bez pamięci, głos wydał się wręcz realistyczny, do tego z odpowiednią siłą przekazu i uspokojonym drugim planem (z fenomenalnymi smaczkami wybijającymi się gdzieś z drugiego planu). Głośniki potrafią napełnić nasze pomieszczenie żywym przekazem, o wręcz niesamowicie wysokim nasyceniu brzmienia! A wszystko to w granicach nieprzekraczających, a nawet nie zbliżających się do pewnej przesady. Już na samym wstępie napisałem, że w naszym życiu są takie momenty, w których przychodzi nam zweryfikować swoje dotychczasowe przekonania czy poglądy. I to jest ten moment, by napisać coś więcej w tym właśnie temacie. Trochę dla przekory wyciągnąłem album Selah Sue "Selah Sue". Piszę dla przekory, bo ostatni raz miałem okazję słuchać tego albumu przy okazji innego testu i po dosłownie kilku chwilach (być może z powodu braku nastroju, czy może samego otrzymanego brzmienia) zmieniłem ten album bardzo szybko na inny. Tym razem strzał okazał się w przysłowiową "dziesiątkę"! S400 pokazały się od tej oczekiwanej strony (w przypadku tego albumu). struny były realistyczne, czuć było ich wybieranie spod palców, głos wokalistki brzmiał na tyle miękko, by pokazać tą właściwą - cieplejszą głosu stronę. Z drugiej strony cały przekaz nie zatracił odpowiedniej detaliczności jaka towarzyszy całej realizacji tego album u. Okazało się, że S400 przewrócą do góry nogami teorię, że tylko podłogowe konstrukcje potrafią dać tak dobre i nasycone w każdym zakresie brzmienie. Nie tracąc przy tym czytelności nagrania nawet przy bardziej dynamiczniejszym repertuarze. Głośniki kompletne i dla każdego? Zapewne stanowią bardzo mocną konkurencje dla głośników podłogowych, będą doskonałym towarzyszem w długich odsłuchach w dosłownie każdym pomieszczeniu. Macie sporej wielkości salon? Buchardt Audio S400 nie wystraszą się nawet 40m2! Jeśli tylko zapewnicie im odpowiednią ilość wysokiej klasy "prądu" z odpowiedniej dla nich klasy wzmacniacza - macie udany i bardzo dobrze zgrany duet. W mniejszych pomieszczeniach mogą zauroczyć wyważonym brzmieniem z jakimś cieplej grającym wzmacniaczem. Cena jest adekwatna do ich możliwości, a ich wielkość zaskakuje możliwościami. Wreszcie melomani dostają porządne monitory podstawkowe bez potrzeby poszukiwania dodatkowo aktywnych głośników niskotonowych. Ale też nie mam zamiaru nikogo oszukiwać, S400 nie zagrają na miarę swoich możliwości ze wzmacniaczem tańszym niż one same! To ten rodzaj "skrzynek" które muszą mieć do towarzystwa ciut bardziej zacny sprzęt towarzyszący. I pisze tutaj o wzmacniaczach ZNACZNIE powyżej ceny samych S400. Jeśli w Waszych pomieszczeniach macie ochotę na relatywnie niewielkie konstrukcje dające poczucie brzmienia zbliżone do podobnych cenowo konstrukcji podłogowych - musicie koniecznie dać konstrukcjom Buchardt Audio dużą dozę zaufania. Mają w sobie spory potencjał brzmienia, są doskonale wykonane i tylko... fabrycznych podstawek brak. I to uznałbym za jedyny minus w całej tej wyliczance plusów i minusów. Ich design będzie wymuszał na kupujących dobranie odpowiednio wyglądających i do tego o odpowiedniej stabilności podstaw. Na plus: - dynamika brzmienia - scena i barwa instrumentów - ponadprzeciętne w swojej złożoności oraz zejścia niskie tony - naturalna czystość wokali kobiecych - możliwości prezentacji muzyki godne kolumn podłogowych o zbliżonej cenie - aż 10 letnia gwarancja Na minus: - wymagany naprawdę zacny wzmacniacz znacznie ponad to, co sugeruje cena samych głośników (rozwijają skrzydła dopiero z dobrej klasy wzmacniaczami) - brak fabrycznych standów (już nie są produkowane, a całość "fabryczna" wyglądałaby fenomenalnie) - unikajcie okablowania ze srebra lub srebrzonej miedzi - nie służy to brzmieniu uzyskiwanemu z S400 Co do "werdyktu" jak zawsze odpowiedź będzie jedna - tylko Wasze uszy będą mogły odpowiedzieć na pytanie czy kupicie je, czy też nie. Ale jeśli juz zdecydujecie się dać im szansę na odsłuchy... może być naprawdę ciężko rozstać się z nimi i być może uszczuplicie swój domowy budżet o kilka tysięcy złotych. AudioRecki Cena za parę ok. 8500 złotych. Do testów sprzęt użyczyła firma https://audiotrendt.com.pl Szczególne podziękowania dla opiekuna marki Buchardt Audio za wszystkie ważne i pomocne informacje. Specyfikacja techniczna: - Konstrukcja: 2-drożna z membraną pasywną - Głośnik wysokotonowy: 1 x 0,74" - Głośnik średnio-niskotonowy: 1 x 6" Stożek aluminiowy - Membrana bierna 1x 5x8" - Impedancja: 4 ohm - Czułość: 88 dB - Pasmo przenoszenia: 33-40 000 Hz +/- 3db - Podział pasma: 2000hz - Zalecana moc: 40 - 200 W - Wymiary (h x w x d): 365 x 180 x 240 mm - Waga: 10 kg szt.
  3. Kiedy mówimy bądź myślimy o jazzie, na pewno pierwsze co nam przychodzi na myśl to południowa część Stanów, Nowy Orlean i duszne, na wpół mroczne kluby tętniące życiem czarnej części społeczeństwa amerykańskiego (w głównej mierze czarnej). Ale w obecnym zestawieniu muzyki tego gatunku nie sposób pominąć Silje Nergaard, pochodzącą z Norwegii gwiazdę wokalistyki jazzowej. Na rynku muzycznym 29 maja ukaże się wydawnictwo wyjątkowe nie tylko dla samej artystki, ale także dla wielbicieli jej talentu (a także muzycznego gatunku). Album składać się będzie z dwóch płyt podzielonych na (umownie) okres twórczości Silje. Płyta pierwsza zawierać będzie największe przeboje w nowym opracowaniu (z towarzyszeniem fortepianu). Drugi album to osiem nowo napisanych utworów, przy czym w tym przypadku są to utwory zrealizowane wraz z zespołem (gitara, panno, bas, syntezator, perkusja). Silje Nergaard na przestrzeni dwóch dekad zdążyła już ugruntować swoją pozycję bezsprzecznej gwiazdy norweskiej (ale nie tylko) sceny muzycznej, jej popularność oraz zainteresowanie kolejnymi pozycjami wydawniczymi pokazuje, że artystka świetnie radzi sobie z gorącym jazzem w zimnych stronach Europy Północnej. Co ważne, jest w tej interesującej mieszance przekonywująca i bardzo lubiana. Ciekawostka, na jej cześć w Japonii nazwano jeden z gatunków wina, a ona sama do tej pory współpracowała z takimi muzykami jak Al Jarreau , Pat Metheny czy Toots Thielemanns. Silje Nergaard z albumem "Silje Nergaard" już pod koniec maja tego roku. AudioRecki Tracklista: CD 1 1. Be Still My Heart 2. Based On A Thousand True Stories 3. The Waltz 4. I Don't Wanna See You Cry 5. Mercy Street 6. Lullaby To Erle 7. Love Of My Life 8. Japanese Blue 9. En Og En 10. What A Wonderful World 11. Jeg Vil Takke Livet CD 2 1. Next Stop Hamar 2. The Train Now Standing 3. Never Happier Than This 4. Departure Times 5. The Railway Girl 6. Waiting Room 7. Train Of Fragile Hearts 8. The Night Traveller 9. Neste Stopp Hamar 10. Perrong 11. Ennĺ Underveis 12. Avgang 13. Togjenta 14. Tiden Det Tar 15. Et Lite Rykk 16. Nattoget
  4. Suzanne Vega to nie tylko utwór "LUKA" znany od lat i do tego (co w przypadku tej akurat wokalistki) mówiący od sprawach jakże istotnych i ważnych. Spora część osób z pośród tych wszystkich, którym przebój Suzanne nie jest obcy i w pewien sposób znany nie wie nawet, że artystka opowiada w nim o przemocy domowej - "Tak, myślę, że czuję się dobrze. "Znów wpadłam na drzwi" - tak odpowiem jeśli mnie spytasz. Zresztą to nie twoja sprawa". Suzanne Vega jest ta artystką, dla której muzyka i tekst jest pewnym narzędziem do poruszania w przestrzeni publicznej tematów trudnych, wręcz często przemilczanych czy uznawanych za temat tabu. Swego czasu (w naszym kraju) ukazał się świetny wywiad z artystką (na łamach "Wysokich Obcasów") przy okazji premiery albumu „Beauty & Crime” . Kto nie czytał - powinien nadrobić, ze względu na poruszane w nim tematy oraz ze względu na wpływ pewnych osób na całą twórczość Suzanne Vega. Dla przybliżenia pewnych ciekawostek, krótki wycinek z tamtego wywiadu: „Byli: Joni Mitchell, Laura Nyro, Rickie Lee Jones, do której chciałam być podobna. Potem przede wszystkim Lou Reed. Miał na mnie ogromny wpływ. Dzięki niemu dotarło do mnie, że trzeba pisać o ważnych sprawach, nie o tym, że tęsknię albo coś mnie boli. Na początku pisałam trochę jak Leonard Cohen – prywatne sprawy, emocje, zmartwienia. Reed sprowadza wszystko do prostych zasad. Nauczyłam się tego, słuchając jego płyt”. Suzanne Vega od pierwszego wydanego na rynku albumu tworzy muzykę obudowaną w tematy ważne, niebanalne. Jej każda kolejna płyta przynosi jednak pewne zmiany, wynikające także z dojrzałości artystki. Jednak forma nie tylko muzyczna ale i treść zawarta w muzyce - zdają się być uniwersalne bez względu na czas. Nie bez powodu taki długi wstęp i pewne przypomnienie o twórczości Suzanne, bowiem juz za miesiąc na naszym rynku ukaże się jej kolejna płyta. Płyta można by napisać w pewien sposób sumująca sprawy ważne - ważne utwory dla samej artystki, bez względu na czas ich powstania. Album "An Evening Of New York Songs And Stories" to swoisty powrót do tego wszystkiego, co stanowi sedno twórczości tej interesującej i jakże wrażliwej piosenkarki. Na wydawnictwie znajdziemy 24 utwory, które powinny przypaść większości melomanom lubiącym głos Suzanne Vega. "An Evening Of New York Songs And Stories" dostępna będzie od 1 maja, a za wydanie odpowiadać będzie Mystic Production. Każdy, kto sięgnie po album znajdzie na nim utwory takie jak: "Luka", "Frank And Ava" czy powyżej podpięty w postaci video z YT "Pornographer’s Dream" AudioRecki Suzanne Vega "An Evening Of New York Songs And Stories" (2020) Tracklista: 1. Marlene On The Wall 2. Luka 3. ‘So How Many People Are Here From Out Of Town?’ 4. New York Is A Woman 5. ‘This Next Song Takes Place On 59th Street…’ 6. Frank And Ava 7. ‘So I Myself Came To New York City When I Was 2 ½ Years Old’ 8. Gypsy 9. Freeze Tag 10. Pornographer’s Dream 11. ‘This Next Song Is Called New York Is My Destination’ 12. New York Is My Destination 13. ‘The First Time I Saw Lou Reed…’ 14. Walk On The Wild Side 15. Ludlow Street 16. Cracking 17. ‘And Now We’ve Got A Song About Those Times…’ 18. Some Journey 19. ‘I’m Gonna Close With This Song…’ 20. Tom’s Diner 21. ‘Would You Like Another One?’ 22. Anniversary 23. Tombstone 24. Thin Man
  5. Do wyrażenia swojej opinii, jak każdej cennej i ważnej (w końcu każda recenzja jest otwartym miejscem do dyskusji) nie potrzeba otwierać kolejnego tematu. Propozycja z mojej strony - prośba o zamieszczanie swoich osobistych odczuć i subiektywnych opinii stricte pod samymi recenzjami. Mam tak samo problem ze zrozumieniem o co Ci chodzi (jak kilku poniżej kolegów). Czy chodzi o cenę, czy o przekaz o samym sprzęcie, czy o coś zgoła innego. Warto dzielić się swoim spostrzeżeniem i rzecz jasna dyskutować o danym produkcie. Ale róbmy to konkretnie w miejscu do tego przeznaczonym, w tym przypadku pod samą recenzją. Pozdrawiam serdecznie. Temat do zamknięcia.
  6. Czy uważasz, że plik o jakości CD jest znacznie gorszy od Hi-Res? Byłbym sceptyczny takiej ocenie mając na względzie fakt, że najważniejsza w tym wszystkim jest realizacja nagrania (o czym sam wielokrotnie w swoich wpisach wspominałeś). O tym, że wielokrotnie Hi-Res jest sztucznym biciem piany też pisano wielokrotnie, a nawet zdarzały się kwiatki sztucznego podbijania "zwykłych" realizacji o jakości CD dla celów komercyjnego wsparcia Hi-Res. A obecnie płyta CD jest fantastycznie przygotowana, można więc kupić płytę i przekonwertować ją bezstratnie porządnym programem jako pliki do odtwarzacza strumieniowego. Uważam, że Marek Biliński poświęcił nie bez powodu sporą ilośc czasu na przygotowanie reedycji swoich albumów, by te brzmiały właściwie do wymogów obecnych czasów i też nie sądzę, by byłoby problemem przygotowanie plików Hi-Res. Pytanie tylko zasadnicze, skoro sam twórca nie dostrzegł tak palącej potrzeby wypuszczenia plików gęstych, uznając za najbardziej sensowne popracowanie nad dobrą realizacją jako dająca najlepsze efekty - nie ma co kruszyć Jacku kopii i dopominać się rzeczy nieistotnych z perspektywy melomana. Stawiam osobiście jakość realną nad cyferki wyświetlane na odtwarzaczu strumieniowym. Pozdrawiam serdecznie
  7. W obecnej rzeczywistości nas otaczającej tak naprawdę trudno o dobre wiadomości. W tym całym marazmie pandemii nadchodzący piątek okazuje się być dniem nadzwyczaj wyjątkowym, by nie rzec "dniem pełnym słońca"! Pierwszy raz w historii wydawnictw muzycznych należących do Mistrza Marka pojawia się na płycie winylowej "Dziecko Słońca". Po 26 latach od pierwszego wydania, które trafiło wprost na CD ukaże się na naszym rynku płyta, która ma szansę stać się już na starcie wydaniem wyjątkowym w każdym absolutnie aspekcie! Nie jest tajemnicą dla moich bliskich i znajomych, że jestem wielkim fanem Marka Bilińskiego i jego całego dorobku artystycznego. Tym bardziej kiedy otrzymałem w dniu dzisiejszym wiadomość o tym, że już w tym tygodniu zostanie oddana w nasze ręce - ręce fanów muzyki elektronicznej do tego po raz pierwszy na winylu, 
w pełni odświeżona wersja albumu "Dziecko Słońca" postanowiłem podzielić się z Wami tą informacją. Płyta jak zobaczycie na zawartej poniżej grafice zyskała nową szatę graficzną, a od strony muzycznej nasz mistrz elektroniki dopracował ją pod każdym możliwym szczegółem. Podwójny winyl to szczególny ukłon w stronę użytkowników systemów audio wysokiej jakości, a sam album składać się będzie z dwóch płyt o gramaturze 180 gram. Nie lada niespodzianką dla wszystkich fanów artysty są nuty tematu utworu „Początek światła”, które zostały umieszczone w środku podwójnej koperty albumu. Przytoczę kilka zdań wprost z notki prasowej o samym wydawnictwie: "Tak jak pozostałe wznowione albumy artysty w ramach winylowej kolekcji wydawniczej, również i ten album jest kompatybilny ze współczesnymi hi-endowymi systemami odsłuchowymi. Tym razem jest to podwójny album zajmujący trzy strony z dwóch płyt LP. Czwarta strona drugiej płyty 
 winylowej, jest wykorzystana jako test do ustawienia antyskatingu. Jest to ukłon Marka Bilińskiego w stronę wszystkich audiofanów, którzy z pewnością skorzystają z tego bonusu." A tak o reedycji tego wyjątkowego albumu mówi sam Marek Biliński: „Dziecko słońca” to najbardziej akustyczny album spośród moich elektronicznych płyt. Wtedy byłem 
 zafascynowany technologią samplingu i dałem temu wyraz posługując się akustycznymi brzmieniami 
 zapisanymi w pamięci cyfrowej. W rezultacie daje to nieograniczone możliwości kreowania dźwięku, barw, efektów i muzyki. W tym albumie na szczególną uwagę zasługuje przestrzeń i pogłosy.” mówi Marek Biliński. „Przy masteringu płyty użyłem przewodów klasy hi-end firmy SILTECH 550i classic” Nie jest żadną tajemnicą, że cały cykl wydawniczy wydawanych na nowo wydawanych albumów objęty jest szczególnym patronatem krakowskiej firmy Nautilus. W poszukiwaniu jak najlepszego brzmienia albumu, Marek Biliński posłużył się referencyjnym gramofonem klasy hi-end TransRotor Zet-3 z wkładką Shelter 501 MK III i przedwzmacniaczem Octave Phono EQ2, 
 dostarczonym przez w/w firmę. Gramofon ten posłużył do analizy brzmienia płyt winylowych sprzed lat oraz obecnie wznawianych, by na tej podstawie wypracować współczesny model nagrania. Każdy, kto miał okazję nabyć któryś z poprzednich na nowo przygotowanych albumów mógł bez trudu usłyszeć różnice w samej jakości materiału muzycznego. Dlatego w tym miejscu należy się wielki ukłon w stronę właściciela firmy Nautilus p. Roberta Szklarza, który jak sam mówi z pasji do tylko dobrego brzmienia, wspierał całą inicjatywę reedycji od strony sprzętu Audio High-End. Natomiast realizacja wydania całej kolekcji albumów Marka Bilińskiego w formie płyt winylowych stała się możliwa dzięki nawiązaniu współpracy z polską tłocznią płyt winylowych WM FONO, która zgodziła się wziąć udział w tym długotrwałym przedsięwzięciu wydawniczym. O tym jak długotrwałe i czasochłonne jest to przedsięwzięcie mówi sam mistrz: „Tak jak zapowiadałem, planuję wydać wszystkie płyty na winylu, aż do koncertowego albumu „Life is Music”, który ukaże się jako podwójny album. Kolekcja zostanie zakończona premierowym wydaniem nowego albumu, który najpewniej ukaże się w 2021 roku” Wraz ze startem winylowej kolekcji wydawniczej, wszystkie albumy Marka Bilińskiego powracają również w wersji CD-Audio oraz wersji cyfrowej. Dzięki rozpoczętej współpracy z firmą Independent Digital, fani artysty preferujący wersje cyfrowe utworów będą mogli ich posłuchać również na wszystkich popularnych serwisach streamingowych. Premiery cyfrowe oraz CD-Audio, będą połączone z premierami albumów w wersji winylowej. Dla odbiorców cyfrowych artysta przygotował małą niespodziankę, każdy z albumów w wersji digital ukaże się w edycji specjalnej zawierającej nigdzie do tej pory niepublikowane utwory Marka Bilińskiego, pochodzące z / lub inspirowane okresem, w którym dany album ukazał się w oryginale. Szczegółowe plany Marka Bilińskiego dotyczące nowych wydawnictw można śledzić w kanałach społecznościowych artysty: Strona internetowa: https://bilinski.pl Facebook: https://www.facebook.com/marekbilinski Instagram: https://www.instagram.com/marek.bilinski/ You Tube: https://www.youtube.com/MarekBilinski Zanim album ukaże się na rynku nad jego zawartością pochylił się nasz kolega (nazwijmy go "Audiofan"), który przygotował specjalnie dla nas recenzję nadchodzącej reedycji albumu "Dziecko Słońca". Pozwalam sobie bez żadnych skrótów i wtrąceń zamieścić poniżej całość otrzymanego tekstu, by oddać w pełni sens jego wypowiedzi. Życzę miłej lektury i czekamy na nowe wydawnictwo do najbliższego piątku! AudioRecki "Jestem jak Dziecko Słońca, czyli marzenia się spełniają" "Lubię słuchać muzyki z szacunkiem dla niej samej i z szacunkiem dla twórcy. Oznacza to, że kiedy zasiadam do słuchania nie oderwę się od dzieła, nie zrobię przerwy nawet na chwilę, staram się dosłuchać do końca, od początku – od pierwszej do ostatniej nuty. Utwory, dzieła, które kocham są właśnie tak przeze mnie traktowane. Dobre dzieło przyciąga uwagę i każe siedzieć w bezruchu, aby żaden niepotrzebny dźwięk słuchania nie zakłócał. Znam wiele utworów, które tak właśnie traktuję. Muzykę Marka poznałem dawno – pierwszy raz słuchałem jej jako licealista, będąc w drugiej klasie liceum – to był rok 1983. Brat mojego serdecznego przyjaciela z licealnej klasy – starszy od nas o 6 lat, a więc już wtedy student – skonstruował samodzielnie gramofon, który podłączył do samodzielnie wykonanego wzmacniacza i kolumn. Słuchaliśmy wtedy singla wydanego przez Tonpress: „Taniec w zaczarowanym gaju”, a potem „Fontanna radości”. Wrażenie było piorunujące. Nigdy przedtem nie słyszałem czegoś tak genialnego w tak znakomitej jakości. Jako posiadacz – jak to się wtedy mówiło: adapteru – firmy Unitra o nazwie WG-900 Artur z wkładką UF-50 byłem zaskoczony, że coś może grać lepiej od mojego Artura, wszak był to – w moim przekonaniu sprzęt najwyższej jakości. W tym dniu pomyślałem, że kiedyś będę słuchał na lepszym sprzęcie – bo dobrej muzyce to się po prostu należy. Minęło wiele lat – był rok 2015, luty, wieczór, na naprawdę dobrym zestawie odtwarzam muzykę z płyty winylowej z dawnej epoki, wspominając dawne czasy. Marek Biliński – Ogród Króla Świtu, oryginalne tłoczenie, WIFON 1983. Gra nieźle, ale dziesiątki godzin „frezowania” igłą we wkładce UF 50, gdzie nacisk dochodził do 5 gramów pozostawiło swój ślad. Akurat tak się zdarzyło, że mój ówczesny szef polecił mi zorganizowanie XV edycji Festiwalu Nauki w Krakowie. Wydarzenie to gościło na Rynku w Krakowie od 2001 roku, miało swoje standardy – chciałem czegoś ekstra. Koncert – koncert na Rynku Głównym – to byłoby coś. Ale czyj koncert? Biliński! Ogród Króla Świtu, to miejsce natchnione – natychmiast napisałem krótki e-mail, targany wątpliwościami, czy artysta odpisze... Temat e-maila był taki: „Bardzo nieśmiałe pytanie” Zaś jego treść: „Moje pytanie, prośba – jest skierowana bezpośrednio do Pana Marka Bilińskiego: (i tu moja uwaga - bo nie byłem pewien czy Mistrz sam czyta korespondencję do niego). Chciałbym – jeśli to tylko możliwe – zająć chwilę czasu by porozmawiać o pewnym pomyśle, który powstał w mojej głowie, właśnie teraz, gdy słucham znakomitych utworów – prosto ze starego winyla – „Ogród Króla Świtu"... Jestem szefem XV Festiwalu Nauki w Krakowie, który odbędzie się pod hasłem „Oświeć się”, w związku z faktem, że rok 2015 został ogłoszony przez UNESCO Rokiem Światła. Czy możliwa jest krótka rozmowa telefoniczna? Jeśli tak, bardzo proszę o podanie numeru telefonu, zadzwonię na pewno lub – proszę o telefon do mnie (tu oczywiście podałem swój numer telefonu). Jeśli nie - proszę o zignorowanie tego e-maila i wybaczenie mojej śmiałości. Łączę serdeczne pozdrowienia z Krakowa.” Po czym podpisałem się i rozemocjonowany wysłałem mail. Odpisał po kilku dniach – odbyliśmy później nawet krótką rozmowę telefoniczną. Były plany, rozmowy – głównie poprzez managera – w końcu odbył się bardzo udany koncert, rozstaliśmy się i nic nie wskazywało na to, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Marek Biliński ma w swoim dorobku znakomite dzieła, które zawsze uwielbiałem i do których zawsze z radością wracam. Niekwestionowanymi przebojami i milowymi krokami polskiej muzyki elektronicznej są: bajkowy „Ogród Króla Świtu”, naukowo precyzyjne „E≠mc2” czy lżejsze i bardzo ilustratywne „Wolne loty”. Te trzy albumy stanowiły ważny element mojej rozległej kolekcji płyt winylowych. Uparcie kolekcjonuje płyty winylowe, nie ulegając nośnikom cyfrowym, które – żeby było jasne, oferują znakomite możliwości zapisu dźwięku i nie jest moim celem przekonywać kogokolwiek, że winyl jest lepszy. Oczywiście, że jest lepszy; aby dźwięk z tego nośnika był odpowiednio wysokiej, najwyższej jakości winyl musi być jednak traktowany po królewsku, indywidualnie i oficjalnie, powiedziałbym – z namaszczeniem, które należy się nie tylko materiałowi – fizycznemu nośnikowi, ale przede wszystkim muzyce na nim zapisanej! Dlatego lubię płyty winylowe, bo trzeba o nie dbać, tak jak trzeba dbać o dobrą muzykę, bo trzeba do płyty wstać i podejść, aby odsłuchać drugą stronę, a jak się już podejdzie, trzeba się pochylić, wręcz ukłonić, trzeba winylowi – muzyce oddać szacunek i podziękować. Zawsze czynię to z radością, kiedy słucham dobrej muzyki: kłaniałem się „Ogrodowi”, „mc2”, „Lotom” Bilińskiego i chętnie pokłoniłbym się pozostałym jego dziełom, tyle że nie było ich na winylu... Między rokiem 2015 a 2020 wiele się działo – myślę o kontaktach z Markiem – tak się porobiło, tak się stało, że spotykaliśmy się wiele razy, dużo rozmawialiśmy, że w końcu ośmieliłem się opowiedzieć mu o moim marzeniu, że chciałbym pokłonić się w końcu pozostałym jego dziełom, a że kłaniam się im najchętniej, gdy są w wersji winylowej i... stało się... „Dziecko Słońca” to znakomite dzieło, godne miana klasyki i to klasyki rozumianej w sensie szerokim tej, która stanowi kanon piękna, która jest wzorcem odpornym na mody, której w 2020 roku słuchając po raz nie wiadomo który słucham jakbym robił to pierwszy raz. Album ten został pierwotnie wydany w roku 1995 i jako pierwszy był wydany na nowym, znakomitym nośniku, na płycie CD. Wszyscy wtedy rezygnowali z winylu. Na szczęście moda (w dobrym znaczeniu tego słowa) powróciła, na szczęście Marek jest człowiekiem otwartym na „nowości” i postanowił wydać swoje dzieła w tym starożytnym systemie: otwartość bowiem nie zaprzecza tradycji – otwartość to szacunek dla niej! I za to mu dziękuję. Kiedy otrzymałem przepięknie wydany album rozpakowywałem go jak nowość, a kiedy zacząłem słuchać nie miałem wątpliwości, że to jest nowość – tak bardzo ta muzyka jest aktualna, współczesna, nowoczesna, że równie dobrze mogła powstać wczoraj! Ani jedna nuta nie zdewaluowała się a treści, które ta muzyka niesie są bardzo aktualne, zmuszające do refleksji, do głębokiej refleksji! Album idealnie – chociaż w sposób niezamierzony – trafił na rynek w centrum światowej pandemii dając nadzieję, przemawiając sugestywnymi obrazami natury. Pierwszy utwór – suita „Twarze pustyni” – to pełen niepokoju początek, symfonicznie rozległy, godny filharmonii, w którym delikatne motywy orientalne biegną w rozgwieżdżone niebo, rozbudowując się w pełne szczegółów opowieści. Wiele jest optymizmu w tym utworze: początkowe niepokoje ustępują delikatnym, bardzo przestrzennym, rytmicznym zaproszeniom do wędrówki. Utwór prowadzi nas w tajemniczy sposób do radości, do monumentalnie pięknego świata. Jest w nim niepokój i spokój, jest zabawa i modlitwa, jest czas miłości i oczekiwania; to wszystko spotyka nas na życiowej drodze, to jest prawdziwa „Pieśń drogi”. Suita „Twarze pustyni” jest jednym z najwybitniejszych utworów Marka Bilińskiego, jednym z najważniejszych w historii polskiej muzyki! Tytułowy utwór „Dziecko Słońca” oddaje w najlepszy sposób moje odczucia, kiedy w 2015 roku okazało się, że pomimo wielu przeciwności losu, koncert na Rynku Głównym w Krakowie odbędzie się. Cieszyłem się wtedy, jak człowiek cieszy się z pogodnego poranka, są w tym utworze stany, które przeżywa człowiek osiągający sukces: jest to utwór antydepresyjny, pełen dopaminy (a jako biolog wiem co mówię!). Jest więc podniosłość, jest uniesienie, szczęście, po którym przychodzi błogi spokój, tak jak przychodzi spokój i odprężenie, gdy strudzony pustynny wędrowiec dociera do Oazy. „Oaza” daje chwile wytchnienia – ta pieśń taka jest – odprężająca i relaksująca. Piękny, delikatny motyw chwyta za rękę i prowadzi – a słuchacz ufnie podąża będąc pewnym, że wszystko będzie dobrze (jakże potrzebujemy dzisiaj takiej muzyki, takiej sztuki!). Słuchając „Pieśni nadziei” (bo taki jest podtytuł tego utworu) dziękuję Bogu za ludzi, którzy potrafią pomagać w dostrzeganiu prawdziwych wartości! „Księżycowa róża” to Pieśń miłości: ten hymn o miłości Bilińskiego wprost przywołuje na myśl biblijne słowa: „Gdybym też miał dar prorokowania/i znał wszystkie tajemnice,/i posiadał wszelką wiedzę,/i wszelką wiarę, tak iżbym góry przenosił./a miłości bym nie miał/byłbym niczym.” W utworze „Zaćmienie”, pełen niepokoju początek jest rozwiewany dźwiękami fortepianu, łagodna opowieść spokojnie otula słuchacza, obejmuje ciepłem i nadzieją, rytm niczym bijące serce zaprasza do odważnego spojrzenia w niebo. To piękny utwór, pełen nostalgii, refleksji, pełen ufności. Optymistyczny „Początek światła” jest znakomitym zakończeniem tego albumu: to nie paradoks – początek jest zakończeniem... Światło jest nowym początkiem. To utwór wielkiej nadziei – co jeszcze raz podkreślę – dzisiaj jest szczególnie ważne, dzisiaj w czasie pandemii, która skończy się, ustępując światłu! Jestem pewien, że „Dziecko Słońca” to album, który zostanie ponownie odkryty przez słuchaczy. Jest to album ponadczasowy, zawierający niezwykle sugestywną, przemyślaną muzykę. To dzieło sztuki najwyższej jakości, zasługujące na głęboki ukłon. Jakość techniczna albumu jest wybitna. Nie ustępuje ona w żadnym stopniu prestiżowym wydawnictwom specjalizującym się w produkcjach High End. Wiem z jakim pietyzmem i odpowiedzialnością do produkcji podchodzi Marek Biliński – to zresztą słychać. Dzisiaj mogę słuchać jego muzyki – dzięki firmie Nautilus – na sprzęcie najwyższej jakości. W firmie tej pracują nie tylko świetni znawcy techniki, lecz równocześnie prawdziwi miłośnicy dobrej muzyki. Ja zaś jestem szczęśliwy, że mogę kłaniać się kolejnej produkcji winylowej Marka Bilińskiego – nie da się ukryć – jestem jak Dziecko Słońca! Audiofan" Płyta z autografem do nabycia w promocyjnej cenie: https://allegro.pl/oferta/marek-bilinski-dziecko-slonca-2xlp-z-autografem-9099308690 12 425 51 20 [email protected] https://nautilus.net.pl
  8. Jessie Ware z każdą kolejną płytą staje się coraz bardziej świadoma tego, co chce wyrazić w swoich utworach. Jej poprzedni album "Glasshouse" stanowił praktycznie jej osobiste dzieło, jedynie ostateczny szlif należał do Benny’ego Blanco, który w swoim zamyśle całość doprawił sprawdzonym, oldschoolowym brzmieniem. Jessie Ware coraz bardziej doceniania i rozpoznawalna w świecie muzycznego alternative-POP'u idzie za ciosem sukcesu poprzedniego albumu i już za kilka tygodni będziemy mieli okazję poznać bliżej jej najnowszy materiał muzyczny. Czwarty z kolei album „What’s Your Pleasure?” to praca sporej grupy osób, które w artystycznym świecie nie wzięły się z nikąd. Za obecny materiał na płycie oprócz Jessie odpowiada także grono jej bliskich przyjaciół: Danny Parker, Shungudzo Kuyimba oraz James Ford z Simian Mobile Disco. Jessie w trakcie pracy nad swoim materiałem współpracowała też z kilkoma znanymi nazwiskami, a przy współtworzeniu nowej płyty pomagali jej m.in:. klubowy producent Midland, Morgan Geist, Kindness, The Invisible, Benji B, Joseph Mount (Metronomy). Tak Jessie mówiła jeszcze nie tak dawno w wywiadzie o swoim nowym albumie: "Spędziłam ostatni rok w studiu z moim przyjacielem Jamesem Fordem, pracując w gronie kilkunastu fantastycznych przyjaciół, by stworzyć płytę, z której będę naprawdę dumna. Cieszę się, że mogę podzielić się już teraz singlem „Spotlight”, który jest melodramatyczny, romantyczny, ma w sobie wszystko to, co kocham, a do tego niezły bit!" Od kilku miesięcy w sieci można zobaczyć i posłuchać wideoklip promujący nowy album „Mirage (Don’t Stop)”, który muzycznie wpisuje nie w to, z czego znana jest i lubiana wokalistka (świetna linia melodyczna i ciepły, często subtelny wokal). Pod koniec lutego na YouTube można też posłuchać jej kolejny singiel pt. „Spotlight”, który znajdzie się na najnowszym albumie. Melodyczny, wręcz bliski balladowemu nastrojowi utwór wpisuje się w dotychczasowe brzmienie z jakiego znana jest Jessie. Rzecz jasna nie jest to zarzut, a sygnał dla jej fanów, że w nowym wydawnictwie znajdziemy to wszystko, z czego po prostu lubimy piosenkarkę. Autorem teledysku jest Jovan Todorovic, ciekawostką jest fakt, że klip został nakręcony na pokładzie słynnego „Niebieskiego Pociągu”. Millenialsi zapewne nic nie będą wiedzieć o tym pociągu, więc takie małe info - był to pociąg o wręcz królewskim przepychu, który służył tylko i wyłącznie do podróży marszałkowi Tito, czyli przywódcy byłej Jugosławii. Album "What’s Your Pleasure?" już 5 czerwca. AudioRecki p.s. Wraz z nową płytą artystka zapowiadał serię koncertów mających promować jej nowe wydawnictwo. Mając na względzie obecną sytuację (COVID19) jej koncerty nie odbędą się lub zostaną przesunięte na inny termin. Jessie Ware "What’s Your Pleasure?" (2020) 01. Spotlight 02. What’s Your Pleasure? 03. Ooh La La 04. Soul Control 05. Save a Kiss 06. Adore You 07. In Your Eyes 08. Step Into My Life 09. Read My Lips 10. Mirage (Don’t Stop) 11. The Kill 12. Remember Where You Are
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.