Jump to content

AudioRecki

Redaktorzy
  • Content Count

    334
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

67 Neutralny

Informacje profilowe

  • Branża
    Prasa

Recent Profile Visitors

1182 profile views
  1. Czwartkowy dzień to wyjątkowe dla nas wydarzenie, które można określić jako "spotkanie z muzyką", przy czym nie z taką muzyką, jaką sobie wyobrażamy. Firma z tradycją w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale co istotne - jednocześnie łącząca nowoczesność - zaprosiła Magazyn AudioStereo, by podpatrzeć produkcję płyt z muzyką. Nie byle jakich płyt - bo płyt winylowych, które od pewnego czasu przeżywają swoją drugą młodość i słusznie. Do WM Fono zaproszeni zostaliśmy wraz z prezesem D. Skrzypczakiem, który w swoim zwyczaju, już na miejscu przygotował "właściwy grunt" pod rozmowy obejmujące "dalsze plany współpracy". Nie przeszkadzając "górze" w rozmowach, dzięki uprzejmości p. Kasi i nieocenionej pomocy p. Daniela - udałem się z aparatem do części produkcyjnej budynku. Już na pierwszy rzut oka doszło do mnie, że budynek WM Fono z zewnątrz nie wydaje się tak duży, jakim jest w rzeczywistości. Labirynt korytarzy, pomieszczeń i magazynów. Do tego ludzie - pracujący przy maszynach oraz wędrujący z wózkami pełnych płyt. Pomimo hałasu maszyn, szumu sprężonego powietrza - każdy uśmiechnięty i co równie miłe - pozdrawiający "obcego przybysza" w swojej firmie. Piszę o tym nie bez powodu, bo po przywitaniu z p. Adamem, który odpowiada za część produkcji płyt winylowych - zwrócił mi uwagę na ważną dla WM Fono sprawę. Jest to firma ludzi, którzy tworzą dla ludzi. Tak, pomimo z jednej strony nowoczesnych rozwiązań, w tej firmie stawia się na człowieka jako ważny element przy powstawaniu płyt. I nie jest to bez znaczenia dla końcowego produktu, ale o tym za chwilę. WM Fono to firma ze sporymi tradycjami posiadająca nie mało, bo aż 28 lat historii i doświadczenia. Od prawie trzech dekad oferuje usługi w zakresie tłoczenia nośników optycznych CD oraz DVD. I może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ale firma jest jedyną tłocznią winyli w Warszawie oraz pierwszą, istniejącą od lat 90. w Polsce. Z tradycjami i odniesieniem do tradycji wiąże się jeszcze jedna kwestia - WM Fono stawia na sprawdzone i najlepsze rozwiązania, przy tym odwołując się wprost (w przypadku winyli) do złotej ery "czarnej płyty". W budynku WM Fono znajdziecie unikaty na skalę światową, jedyne takie maszyny używane do produkcji naszych ulubionych płyt. Z pośród 12 pozostałych na całym świecie maszyn, 6 w Europie - aż 4 stoją w Warszawskiej tłoczni przy ul. Heliotropów 45/53. Maszyny z "duszą", które pamiętając lata 60 przypominają nam, że w dobie cyfrowych platform i świata plików - analogowe brzmienie muzyki daje i dziś ogromną przyjemność. Produkcja płyty winylowych w WM Fono odbywa się na maszynach Hamilton i Lened inc., przy pełnej kontroli jakości ludzi przy nich pracujących. I tu znów wracamy do roli człowieka w Warszawskiej tłoczni, który na różnych etapach odpowiada za najwyższą jakość końcowego produktu. W trakcie rozmowy padło wiele szczegółów co do kolejnych etapów kontroli, w których to wyklucza się ewentualne wadliwe egzemplarze. Słowo "jakość" wydawało się, że pada nader często, przechodząc jednak do poszczególnych etapów okazywało się, że jest ono uzasadnione. Ale przedstawmy szczegóły, kontrola jakości podzielona jest na trzy etapy. Pierwszy to moment tłoczenia, w którym to osoba pracująca przy maszynie dokonuje wstępnej selekcji jakości otrzymanej z prasy płyty. Ważnym na tym etapie jest też fakt, że matryca jaką używa WM Fono jest typu DMM, a więc droższa ale dająca znacznie lepszą jakość tłoczenia. Oczywiście "nie tylko DMM", ale taka jest preferowana i za tym idzie konkretne uzasadnienie oraz "siła wielu argumentów". Kolejnym (zaznaczmy na tym etapie produkcji) elementem jest górna granica 500 sztuk wytłoczonych płyt z każdej matrycy. Rzecz jasna matryca umożliwia wykonanie znacznie więcej kopii (okolice 700 sztuk), ale stawiając na jakość - przyjęto graniczną liczbę na poziomie 500 kopii. Kolejnym, już drugim etapem kontroli tłoczenia płyt jest pokój dźwiękowca i jego "poświęcenie". Co 50 płyta trafia na jego ręce, by sprawdzić od strony użytkowej - przy odsłuchach - jakość uzyskiwanych kopii. Zapewne wielu z melomanów ucieszyłoby się na taką pracę... osobiście nie jestem przekonany, czy chciałbym przesłuchiwać raz za razem tą samą płytę przy okazji skupiając się na detalach i szczegółach - wyłapując ew. błędy. Trzecim i ostatnim elementem kontroli jakości jest strefa konfekcji. Osoby odpowiedzialne za pakowanie płyt (ręcznie, nie maszynowo!) sprawdzają z ogromną dokładnością każdą z pakowanych płyt. To na tym etapie następuje odrzucenie wszystkich tych, które mogłyby posiadać nawet najdrobniejsze ryski czy zawierać wady produkcyjne. Widząc zaangażowanie całego zespołu w uzyskanie jak najwyższej klasy nośnika śmiem wątpić, czy jakaś "wadliwa" sztuka "przemknie" przez tak gęste sito kontroli. Ważnym też i nie do pominięcia elementem w trakcie produkcji jest stygnięcie każdej z płyt. Produkcja oparta jedynie o maszyny w dużym stopniu upraszcza ten moment, jak się okazuje - mający wielkie znaczenie dla jakości samego nośnika. W WM Fono każda z płyt leżakuje aż 3 doby przed pakowaniem, by umożliwić jej w pełni odparowanie i uzyskanie od strony chemicznej - jednolitej struktury. "Nic na skróty" jak usłyszałem w trakcie rozmowy, a za tymi słowami padło "bo liczy się jakość i zadowolenie klienta". Po wizycie w tłoczni zdajemy sobie sprawę ile tak naprawdę zależy od człowieka, by produkt trafił do nas możliwie jak najlepszej jakości. A muzyka dla melomana stanowi sedno jego życiowej pasji. Nie dziwmy się więc w sklepach i kiedy sięgając po konkretne wydanie widząc ciut większą cenę niż innych płyt zerknijmy na to, gdzie płyta była tłoczona. Ma to ogromne znaczenie dla jakości i naszego zadowolenia, cena po prostu wynika z zaangażowania sztabu wykwalifikowanych ludzi, cena jest w tym przypadku gwarancją otrzymywanej jakości. Ktoś, kiedyś powiedział bardzo mądrze, że "życie za krótkie jest na byle jakość". Bycie melomanem to często nieustanne poszukiwanie czegoś wyjątkowego, czegoś co gwarantuje najwyższą jakość. Sięgając po płyty oznaczone logo WM Fono możecie być pewni, że tłoczą je maszyny "z duszą", a pracujący przy nich oraz na dalszych etapach produkcji ludzie dbają o najmniejszy szczegół, by klient końcowy - każdy meloman i fan dobrego brzmienia - otrzymał płyty najwyższej jakości. Wizyta w Warszawskiej tłoczni przebiegła w miłej atmosferze, w pewnym momencie nawet szum sprężonego powietrza i hałas maszyn wydał się nieistotny (a nawet niezauważalny). Skupiony na poznawaniu tego, jak powstaje nasza ulubiona "czarna płyta" i przyglądając się z jakim oddaniem pracują te wszystkie osoby przy każdym egzemplarzu płyty dostrzegłem zapomniałem o ilości tych wszystkich maszyn i pomieszczeń firmy. Czarna płyta stała się jeszcze bardziej bliska i "ludzka" od wszystkich plików, serwowanych tym wszystkim - dla których muzyka jest jedynie kolejnym plikiem i w ich przesadnie wielkich zbiorach zajmujących dziesiątki gigabajtów na dyskach. I może dla wielu z osób winyl jako nośnik muzyki stanowi swoisty "wymysł obecnych czasów", ale przy tym jak bliski w tym wszystkim jest człowiek i jak wiele musi się zdarzyć, by taka płyta trafiła do naszych rąk. Jeśli tylko poczujecie potrzebę czegoś więcej w muzyce, swoistego oddania się tej pasji, nie posiadacie przy tym gramofonu - dajcie się namówić na "starą, dobrą - czarną płytę". Nie zapomnijcie też sięgnąć po wydania (tylko) dobre, a te z logo WM Fono zapewne zagwarantują Wam na 100% jakość i raz jeszcze jakość muzyki. Za spotkanie w wyśmienitej atmosferze oraz oprowadzenie po całej firmie dziękuję raz jeszcze w imieniu całego AudioStereo. AudioRecki
  2. Film Shaft można uznać za klasykę samą w sobie. Pierwszego Shaft'a na podstawie powieści Ernesta Tidymana oglądało praktycznie kilka pokoleń, za każdym razem z nie mniejszym zainteresowaniem i uznaniem. W pierwszym filmie zachwycał nie tylko obraz ale i muzyka, którą stworzył Isaac Hayes. Muzyka wyjątkowa, która w pełni oddawała i oddaje do dziś klimat tamtych lat, a takie gatunki jak soul czy rytm and blues wręcz urzekały nawet osoby nie słuchające tych gatunków. Kolejny SHAFT z 2000 roku nie zawiódł - klimat i raz jeszcze klimat, ta obrazem jak i dźwiękiem. I nadszedł 2019 rok oraz nowa, już trzecia odsłona SHAFT'a. I już na wstępie zaznaczmy, pomimo wielkiego uznania dla kilku produkcji jakie znajdziemy na platformie spod znaku czerwonego "N", najnowszy SHAFT pod względem filmowym jest delikatnie pisząc porażką. W ocenie wielu, ale i mojej - SHAFT A.D. 2019 ze świetnie zrobionego thrillera akcji sprowadzono do roli słabej komedii "akcji". Niestety nie śmiesznej, obłożonej durnymi - wręcz seksistowskimi tekstami, które w życiu codziennym odbieralibyśmy bardziej jako prymitywizm niż coś godnego pochwały. To, że obraz jest słaby pokazuje m.in. zainteresowanie tym tytułem w samych Stanach - jest mierne. No cóż, czerstwe dowcipy czasem ocierające się o rasizm czy seksizm oraz kiepska gra (oraz scenariusz) grzebią tytuł całkowicie. Dlaczego więc wspominamy w Magazynie audiostereo o tym tytule, skoro jest tak słaby? Bo to, co zostało w tytule SHAFT wręcz "nienaruszone", to doskonała muzyka. Można wprost napisać - popsute zostało wszystko, tylko nie ścieżka dźwiękowa. A ta jest wyborna, bo na soundtracku znajdziemy np.: nowy utwór Quavo (współpraca ze Saweetie), jest też fantastyczny remiks kultowego utworu z pierwszego "Shaft'a". Na płycie znajdziemy utwory takich wielkich jak: Rick James, James Brown, Quincy Jones czy Bobby Bland. Za resztę utworów odpowiada Chrisa Lennertza, którego muzykę mieliśmy już okazję poznać dzięki takim obrazom jak "Szefowie wrogowie" i "Prawdziwa jazda". Soundtrack SHAFT'a z 2019 jest w 100% godny polecenia, nie ma tutaj udawania i pomimo innego podejścia do budowania klimatu do obrazu, dzięki mocnemu nawiązaniu do starej ścieżki dźwiękowej - nowej pozycji wydawniczej słucha się naprawdę wyśmienicie. Soundtrack z filmu ma ukazać się niebawem, już na początku sierpnia tego roku. Warty kupienia i posłuchania w zaciszu domowym! AudioRecki Shaft (2019) Soundtrack Tracklista: 1. Love Over And Over Again 2. 93 ‘Til Infinity 3. Mary Jane 4. They Want EFX 5. Dance With You 6. The Secret Garden (Sweet Seduction Suite)[Feat. Barry White, Al B. Sure!, James Ingram And El Debarge] 7. Caught Up 8. Get Up Offa That Thing 9. Ain’t No Love In The Heart Of The City 10. Theme From Shaft (Math Club Remix) 11. Too Much Shaft (With Saweetie) 12. Main Title (From Shaft) 13. Karim’s Funeral 14. Toxicology Shaft HQ 15. 139th Street 16. My Pride And Joy 17. 2nd Trimester Trust You 18. Old Fashioned Stakeout Boogie 19. Digital Blackout Happiest Bitch 20. Good Job 21. That Shaft Kid 22. Shaft Saves JJ 23. Grandad Bored As Hell 24. The Shafts Are Coming 25. Old School 26. I Feel Fine Mother Fucker 27. Moment Ruined
  3. "The Eagle Has Landed" to pierwsza koncertowa płyta tego legendarnego zespołu i jakby nie patrzeć, zespół SAXON przez ostatnie dekady w pełni na miano legend sobie zasłużył. Kapela założona w 1976 roku do dziś wydała taką ilość albumów, że w kolekcji niejednego melomana zajmuje spokojnie jeśli nie jedną to co najmniej połowę półki z płytami. Panowie tworzą do dziś całkiem udane kompozycje, cieszące ich fanów i w ogóle fanów cięższego brzmienia oraz gitarowych riffów. Ich ostatni album studyjny "Thunderbolt" wydany w 2018 roku cieszył się całkiem sporą popularnością, zajmując np. w Niemczech aż 5 pozycje na liście. Każdy zapewne zna takie hity kapeli jak "Wheels of Steel", "Princess of the Night" czy "747 Strangers In The Nihgt", które stanowią swoistą wizytówkę zespołu SAXON, ale nie są to jedyne utwory zespołu cieszące się popularnością. Co ciekawe - większość kompozycji tego brytyjskiego zespołu cieszy się sporym uznaniem co zawsze przekładało się na spore zainteresowanie ich koncertami. I nie bez powodu, utwory SAXON w wersji koncertowej mają swój niezaprzeczalny klimat - w jeszcze większym stopniu przyciągając i czarując także w trakcie domowych odsłuchów. Wracając do "The Eagle Has Landed". Album oryginalnie wydany był w 1982 roku i odniósł wielki sukces i już w sierpniu ukaże się reedycja i to w wyjątkowej, specjalnej formie. Z okazji jubileuszu 40-lecia premiery zostało przygotowanych aż 40 utworów, osobiście wybranych przez frontmana kapeli - Biff'a Byford'a. Co warte zauważenia w przypadku utworów zamieszczonych na wydawnictwie - nie tylko wybranych przez Biff'a, ale wszystkie zostały określone jako specjalne edycje. Reedycja "The Eagle Has Landed" w nowej formie z okazji jubileuszu? Jak najbardziej! Patrząc na zawartość - będzie niezła gratka dla maniaków SAXON oraz fanów gatunku. Na rynku ukaże się potrójne CD w sześciopanelowym digipacku z 16-stronicową książeczką. Ukazać się ma także i winyl, a fani czarnego krążka dostaną możliwość wybrania box'u z pięcioma 180 gr. krążkami. Wszystkie płyty bedą zapakowane w świetnie wykonane pudełko z podnoszonym wiekiem, a w środku dodatkowo szczęśliwi nabywcy znajdą replikę tour passa, 40-stronicową książkę oraz kod do ściągnięcia materiału w formie plików cyfrowych. "The Eagle Has Landed" na naszym rynku do nabycia już 2 sierpnia 2019 roku. AudioRecki Tracklista (CD): CD 1 1. State Of Grace (Berlin 2007) 2. Red Star Falling (Berlin 2007) 3. Attila The Hun (Berlin 2007) 4. If I Was You (Sheffield 2007) 5. Witchfinder General (Berlin 2009) 6. Demon Sweeney Todd (Berlin 2009) 7. The Letter + Valley Of The Kings (London 2009) 8. Machine Gun (London 2009) 9. Live To Rock (Berlin 2009) 10. Hammer Of The Gods (Berlin 2011) 11. Back In '79 (Berlin 2011) 12. I've Got To Rock (To Stay Alive) [Berlin 2011] 13. Call To Arms (Berlin 2011) 14. Rock 'N' Roll Gypsy (Berlin 2011) 15. Chasing The Bullet (Berlin 2011) 16. Play It Loud (Berlin 2011) CD 2 1. Sacrifice (BYH Balingen 2013) 2. Night Of The Wolf (BYH Balingen 2013) 3. Conquistador + Drum Solo (BYH Balingen 2013) 4. Stand Up And Fight (BYH Balingen 2013) 5. Crusader (Wacken Open Air 2014) 6. Battalions Of Steel (Wacken Open Air 2014) 7. The Eagle Has Landed (Wacken Open Air 2014) 8. Power And The Glory (Wacken Open Air 2014) 9. Dallas 1PM (Wacken Open Air 2014) 10. Princess Of The Night (Wacken Open Air 2014) 11. Denim And Leather (Wacken Open Air 2014) CD 3 1. Eye Of The Storm (Zoetemeer 2015) 2. 747 (Strangers In The Night) With Phil Campbell (Helsinki 2015) 3. Killing Ground (London 2016) 4. Ace Of Spades With "Fast" Eddie Clarke (London 2016) 5. 20,000 FT. With Andy Sneap (San Antonio 2018) 6. Thunderbolt (San Antonio 2018) 7. Sons Of Odin (Los Angeles 2018) 8. This Town Rocks (Los Angeles 2018) 9. Nosferatu (The Vampire's Waltz) [Manchester 2018] 10. Predator (Manchester 2018) 11. They Played Rock And Roll (Stockholm 2018) 12. The Secret Of Flight (London 2018) 13. Battering Ram (London 2018)
  4. Tutaj zgadzam się, trochę za dużo wszystkiego - ale już widziałem opinie osób, dla których ten album jest "wow". Czyli muzyka wiecznie żywa i inaczej oddziaływuje na różne osoby. A to dobrze. Patrząc jednak na ilość kliknięć w teledyski, poszybuje płyta wysoko na pewno w zestawieniach tak sprzedaży, jak i radiowych odtworzeń. Czyli ma coś, czego może my nie dostrzegamy do końca. 🙂 Miłego weekendu!
  5. Ostatnia dekada dla Florence była więcej niż udana. Dziś już można śmiało napisać - swoisty żart Welch okazał się fantastycznym projektem, który przyniósł wiele doskonałych utworów i świetnie wykonane albumy, w tym wydany 6 lipca 2009 roku "Lungs" oraz wręcz kapitalny, kolejny w dorobku Florence - "Ceremonials" z 2011 roku. Wracając jednak do albumu "Lungs", grupa pod przewodnictwem Florence Welch wydała swój debiutancki album 10 lat temu, co obecnie stało się doskonałą okazją do ukazania się na rynku reedycji w/w albumu. Zaznaczmy nie byle jakiej reedycji, bo zawierającej nigdy wcześniej niepublikowane utwory z 2009 roku: „Donkey Kosh” oraz „My Best Dress”. Dodatkowo album ukazać się ma na kolorowym winylu oznaczonym jako Limited Edition. Sukces pierwszego albumu Florence był niezaprzeczalny, rzecz jasna miał też i innych "ojców", w tym tak znanych producentów jak: James Ford, Paul Epworth, Steve Mackey czy Charli Hugalla. To także dzięki ich pracy i zaangażowaniu na światło dzienne wydane zostały wspaniałe kompozycje m. in.: "Dog Days Are Over", "Girl With One Eye" czy "Between Two Lungs". Wokalistka osobiście była zaangażowana w dobór materiału jaki ma trafić na limitowaną reedycję i nadzorowała dobór materiałów dodatkowych na albumie. Obok już wyżej wspomnianego „My Best Dress” czy „Donkey Kosh”, nabywcy albumu będą mogli posłuchać m.in. wersję akustyczną „My Boy Builds Coffins” oraz zarejestrowany w studio przy Abbey Road 3 cover „Oh! Darling”. Płyta ma się ukazać na rynku w połowie sierpnia tego roku! AudioRecki Florence + The Machine "Lungs" (10th Anniversary Edition Colour Limited Edition) (2019) Tracklista: 1. Dog Days Are Over 2. Rabbit Heart (Raise It Up) 3. I’m Not Calling You A Liar 4. Howl 5. Kiss With A Fist 6. Girl With One Eye 7. Drumming Song 8. Between Two Lungs 9. Cosmic Love 10. My Boy Builds Coffins 11. Hurricane Drunk 12. Blinding 13. You’ve Got The Love 14. Bird Song 15. My Boy Builds Coffins (Acoustic) 16. My Best Dress (Demo) 17. Donkey Kosh (Demo) 18. Hospital Beds 19. Falling 20. Ghosts (Demo) 21. Postcards From Italy (Demo) 22. Swimming 23. Are You Hurting The One You Love? 24. Oh! Darling (Live at Abbey Road)
  6. Nowy album jaki ukazał się w dniu dzisiejszym, to "więcej wszystkiego". Począwszy od gatunków muzycznych, po występujące z artystą gwiazdy. W "No.6 Collaborations Project" usłyszymy mocne duety Ed'a z wieloma znanymi artystami, a także doskonałe dźwięki wyprodukowane przez samego Skrillex'a. Pytanie zasadnicze brzmi więc "czy więcej wszystkiego na płycie" oznacza dobry kierunek tak dla samego Ed'a jak i zostanie dobrze odebrany przez fanów wokalisty? Sam Sheeran tłumaczył i już wcześniej wspominał, że: "w 2011 roku stworzyłem EPkę o tytule „No.5 Collaborations Project". Od tamtej pory zawsze chciałem zrobić coś podobnego, więc podczas mojej ostatniej trasy koncertowej rozpocząłem projekt „No.6”. Jestem ogromnym fanem wszystkich artystów, z którymi współpracowałem, to była świetna zabawa." I patrząc wstecz faktycznie mamy wiele przykładów, że Ed w połączeniu z innymi artystami potrafi zaskoczyć i podbić serca milionów słuchaczy. Singiel “I Don’t Care” z Justinem Bieberem znalazł się praktycznie od pierwszej chwili na pierwszym miejscu listy przebojów w Wielkiej Brytanii, przy okazji zapowiadając spory sukces albumu. Nowy album zaskakuje nie tyle formą, co jakością. Wielbiciele gatunku i samego Ed'a mogą bez żadnego "ale" kupować płytę i odnajdą to wszystko, do czego Sheeran już wcześniej przyzwyczaił. "BLOW" w odczuciu wielu osób mających styczność z "No.6 Collaborations Project" jest jeśli nie najlepszym, to jednym z najlepszych na albumie kawałków. Utwór ten to genialna, rockowa pozycja z niebanalnymi solówkami oraz kapitalnym wokalem Chris'a Stepletona oraz Bruno Marsa i w/w Ed'a Sheeran'a. Można więc przyjąć, że płyta ma ogromną szansę powędrować nie tylko na szczyty list przebojów, ale spokojnie znajdzie sporą rzeszę osób zainteresowanych płytą. Album "No.6 Collaborations Project" w dniu dzisiejszym trafił do sklepów muzycznych. Polecam! AudioRecki Ed Sheeran "No.6 Collaborations Project" (2019)
  7. Jak donoszą dobrze poinformowane "wiewiórki", już wkrótce na rynek firma Wireworld wprowadzi drugą generację kabli FLAT ETHERNET CABLES SERIES 8. Nowa seria "8" ma charakteryzować się lepszym - gęstszym i do tego trójwarstwowym ekranem i poprawionym dielektrykiem o nazwie Composilex 3. Jak mówi David Saltz, właściciel i główny konstruktor: „ludzie nie zdają sobie sprawy jak wiele detali jest traconych w ich kablach ethernetowych, dopóki nie porównają dźwięku sieci Ethernet z dźwiękiem z wewnętrznego dysku twardego lub z pendrive'a. To kable, które izolują szumy sieci Ethernet minimalizując straty i gwarantując jakość dźwięku, która jest porównywalna z uzyskiwaną z lokalnego dysku SSD.” Według informacji ważnym elementem kabla jest jego opatentowana budowa „Tite-Shield”, która pozwala na prowadzenie kabli równolegle do siebie, a każda z czterech par jest oddzielona od pozostałych przez gęsty, potrójny ekran. Powołując się na źródła - konstrukcja ta jest tak efektywna w izolacji od szumów, że wymiana klasycznego kabla ethernetowego na jeden z kabli Wireworlda prowadzi wręcz do do skokowej poprawy jakości dźwięku. Równie ważna informacja o serii 8, w której wprowadzono poprawki w dwóch jakże ważnych elementach. Po pierwsze zwiększono gęstość potrójnego ekranu, co zminimalizowało zarówno interakcje pomiędzy sąsiadującymi z sobą wiązkami kabli, jak i wpływ zewnętrznych zakłóceń. W nowej serii znajdziemy trzy kable, różniące się jedynie materiałem użytym na przewodniki. Chroma 8 w żółtym kolorze wykonany jest z miedzi beztlenowej: Starlight 8 w kolorze czerwonym wykonany został ze srebrzonej miedzi OFC Platinum 8 w srebrnej koszulce zewnętrznej korzysta z najlepszych przewodników, jakie wynaleziono, srebra wykonywanego w technologii Ohno Continuous Cast o czystości 7N (99,99999%). Nowa generacja kabli ethernetowych z serii 8 ma być "zdecydowanym krokiem w kierunku realnego wydarzenia" Pozostaje wszystkim zainteresowanym poczekać do dnia ukazania się w/w przewodu i sprawdzić w swoich systemach audio. Przewody już wkrótce do nabycia dzięki Polskiemu dystrybutorowi Wireworld - firmie Audio Center Poland z Krakowa. https://www.audiocenter.pl AudioRecki
  8. Cambridge Audio od lat kojarzona jest głownie jako producent sprzętu ze świetnym stosunkiem jakości w odniesieniu do ceny produktu. I można czasem utyskiwać na pewne "niedogodności" typu "sprzęt Made in China", ale kto tak dziś nie robi? Nawet najwięksi z segmentu High End okupują jeśli nie fabryki w Krainie Wielkiego Smoka, to dostawców z tego kraju poszczególnych elementów elektroniki. Jak by ktoś powiedział "taki mamy klimat" i wobec powyższego ciężko doszukiwać się w tym przypadku jakiś niezrozumiałych lub nie do przyjęcia praktyk. Tak, cała seria jest Made in China, co oznacza tylko tyle - tworzymy w Wlk. Brytanii sprzęt od podstaw, trzymając się od lat wypracowanych wysokich standardów, a następnie produkujemy to wszystko w Chinach by nie zniszczyć kieszeni klienta. Gdyby tak inni o tym pamiętali, mój iPhone nie kosztowałby więcej, ile cała testowana elektronika firmy Cambridge. Tak, cały system - wzmacniacz zintegrowany i odtwarzacz CD. Już na wstępie zaznaczmy, że najwyższy model wzmacniacza zintegrowanego w całej nowej rodzinie AX (oznaczenie AXA35), oraz najwyższy model odtwarzacza Compact Disc o oznaczeniu AXC35. Tak więc czy Cambridge Audio udało się podtrzymać "tradycję", gdzie elektronika za rozsądne pieniądze gra jak najbardziej przekonywująco? Wzmacniacz zintegrowany AXA35 tak jak i odtwarzacz płyt CD AXC35 swoją budową nawiązują do nowego designu firmy. Rzecz jasna nie jest to nawiązanie w pełni do najwyższej - High End'owej serii Edge, ale i w najniższej serii znajdzie się kilka elementów, które wprost powielają (i słusznie) design droższych modeli firmy. Obydwa urządzenia kolorystycznie wprost wpisują się w ostatnio bardzo modny trend i posiadają (w przypadku naszego, testowego zestawu) kolor ciemnego aluminium. Można by rzec, że jest to idealny kompromis pomiędzy czarnym kolorem, a jasnym srebrnym (nie każdemu pasujący do pokoju). Fronty w obydwu przypadkach są solidnie wykonane z jednolitego kawałka aluminium, a jego grubość 10 mm gwarantuje odpowiednią sztywność i trwałość. Front tak wzmacniacza jak i odtwarzacza jest czytelna, i minimalistyczna wręcz do bólu. Tyle tylko, że to nie jest "ból głowy" od bezsensownej ilości przycisków, gałek i różnej maści wejść. Wszystko zostało przemyślane, każdy element w najdrobniejszy sposób dopracowany i zbudowany w oparciu o zasadę "funkcjonalność, czytelność oraz wygląd - najważniejsze". I mając w pamięci wiele innych urządzeń trzeba przyznać, że minimalizm proponowany w obecnej serii AX jest jak najbardziej na plus! O niczym co istotne nie zapomniano, całość ma prezentować się nowocześnie i schludnie. Przyciski pracują z największą dokładnością, ich jakość też nie podlega dyskusji - są wykonane solidnie do tego z trwałego materiału (aluminium). Wyświetlacze są czytelne i pomimo braku jakiś wodotrysków (jednowierszowy) - w codziennym kontakcie oraz użytkowaniu - spisują się bardzo dobrze. Tył tak wzmacniacz zintegrowanego jak i odtwarzacza CD to chyba wszystkim znana kombinacja wejść i wyjść analogowych z małym (a może dużym) "ale". AXC35 jest dokładnie odtwarzaczem płyt i posiada wbudowany przetwornik C/A Wolfson Microelectronics WM8524. Czyli tył odtwarzacza został "uzbrojony" w klasyczne - analogowe wyjście RCA oraz dla posiadających wyższej klasy DAC - wyjście cyfrowe S/P DIF. Za to zaglądając na tylny panel wzmacniacza dostrzeżemy kilka wejść analogowych (dokładnie cztery), wyjście do nagrywania (REC OUT) oraz... wejście gramofonowe obsługujące wkładki MM. I to jest to (subiektywnie) "duże ale", bo jak się okazało w praktyce/testach, pre gramofonowe świetnie sobie radzi nawet w połączeniu z lepszymi gramofonami i absolutnie nie stanowi słabego punktu wzmacniacza. Od góry w przypadku "integry" mamy tzw. "grill" ze słuszną informacją, że górna część nagrzewa się. Nie są to może temperatury nie do przyjęcia, ale absolutnie nie proponuję stawiać na wzmacniacz innych elementów systemu. Elektronika ze względu na dosyć niską budowę wzmacniacza wręcz dochodzi pod górną część, co wymusza niejako na użytkowniku dbanie o kwestie swobodnego przepływu powietrza wewnątrz obudowy AXA35. Budowa (zewnętrzna) tak wzmacniacza jak i odtwarzacza jest typowa dla Cambridge Audio, nie można przyczepić się czegokolwiek, tak jak ciężko doszukiwać się jakiś "mankamentów". Wszystko doskonale spasowane i sztywne, całość w jak najlepszym wykonaniu. To, co jednak najważniejsze w codziennym użytkowaniu systemu serii AX, to jego brzmienie. Test podzieliliśmy dosłownie na kilka mniejszych, skupiając się jednak w głównej mierze na całości, gdzie obydwa elementy zestawione były ze sobą i stanowiły "nieodłączny system". Pozostałe testy niejako powstały "przy okazji" i wynikały z naszej czystej ciekawości. Główny test posiadał bohaterów w postaci wzmacniacza zintegrowanego AXA35 i odtwarzacza CD AXC35, a także: 1. RCA Wireworld LUNA 7 2. Ultraviolet Digital Audio 3. Zasilające Wireworld Mini-Aurora z wtykiem typu 8 (CD) 4. Wireworld Stratus 7 5. Wireworld głośnikowy serii Oasis 8 6. Kolumny głośnikowe Monitor Audio Silver 200 Płyty CD: Tomasz Mreńca "Peak" Jean Michel Jarre "Equinoxe" Sting "Mercury Falling" Röyksopp "The Understanding" (Deluxe Edition) (Japan) Marylin Manson "The Golden Age Of Grotesque" (Japan) W dodatkowych testach użyto gramofonu Pro-Ject 2-Xperience Primary Clear Acryl z wkładką Ortofon 2M-RED oraz AXC35 poprzez wyjście cyfrowe został podłączony do EDGE NQ Cambridge Audio. Brzmienie "fabrycznego" zestawienia: Wzmacniacz wraz z odtwarzaczem tworzą idealny duet do praktycznie każdego rodzaju muzyki. O ile szukamy w tym zestawieniu różnorodności brzmienia w zależności od rodzaju/gatunku muzyki, o tyle dostajemy ją za każdym razem. Zaskoczeni? Ja też! Obydwa urządzenia połączone ze sobą grają absolutnie bez żadnych niedomówień. Dźwięk jest bogaty, oczywiście całą prezentację zestawu nie odbieram w kategoriach absolutu i wprost od pierwszych momentów słychać pewną interpretację, ale wszystko odbywa się w zakresie tego wszystkiego, z czym od lat spotykamy się z produktami firmy Cambridge. Ciężko też mówić o jakimś "firmowym brzmieniu", a już na pewno nadużyciem byłoby stwierdzić, że jest to "jedynie" poprawiona seria "Topaz", więc musi brzmieć tak samo. Absolutnie byłaby to nieprawda. W temacie brzmienia Cambridge może z serią AX nie dokonał rewolucji, ale na pewno zrobił krok do przodu w każdym możliwym aspekcie. Jeśli w serii Topaz brakowało Wam czegokolwiek - dziś można wprost napisać, że możecie z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że seria AX (a na pewno modele 35) zagra o wiele lepiej, spójniej i ze znacznie prawdziwszym i jednocześnie żywszym przekazem. Sięgam więc do płytoteki i do ręki biorę album Tomka Mreńca. Zestaw poradził sobie... wróć, zaprezentował w sposób barwny, żywy i z absolutną wręcz perfekcją oddał głębię i dynamikę utworów z płyty "Peak". Najważniejsze w tym, co wzmacniacz z odtwarzaczem pokazał, to szczegółowość nagrania oraz barwa instrumentarium jakiego używa Tomek. Utwór "Viral" swoim klimatem dosłownie rozszedł się po pokoju odsłuchowym, a wzmacniacz nie miał absolutnie żadnych trudności w tworzeniu szerokiej sceny, budując przy tym klimat adekwatny do tego, co zostało zawarte na srebrnym krążku. Jean Michel Jarre to klasyka sama dla siebie, a Equinoxe chyba nie trzeba nikomu opisywać. Equinoxe Part 2 zostało oddane z najdrobniejszymy szczegółami, budowany nastrój dorównywał ostatnio testowanemu droższemu wzmacniaczowi, również z Wysp Brytyjskich. Każdy niuans zestaw starał się prezentować w sposób czytelny w każdym paśmie, z zaznaczeniem jednym. AXA35 doskonale dociążał subtelne w tym utworze, ale jadnak występujące elementy niskich zakresów. Wzmacniacz i odtwarzacz za relatywnie niewielkie pieniądze radził sobie z muzyką elektroniczną bez żadnych trudności. Wysokie były prezentowane z oddaniem nawet drobnych detali, rzecz jasna nikt nie spodziewał się detaliczności na poziomie wzmacniaczy zbliżających się kwotą powyżej tego, ile kosztuje AXA35. Ale możecie być spokojni, że w cenie za jaką przyjdzie Wam zapłacić za ten wzmacniacz trudno będzie o godniejszego konkurenta. Dźwięk systemu jest spójny, średnica oddana w barwie bliżej jej naturalnemu brzmieniu, bez ubarwiania i różnej maści sztuczek. Scena jaką otrzymujemy jest bardziej w szerz niż w głąb, oczywiście wzmacniacz buduje "plany" w głębi i jeśli tylko w taki sposób została przygotowana płyta, set od Cambridge Audio poradzi sobie i z tym. Nie będzie to jednak poziom godny audiofilskiego grania, a solidne - nawet wykraczające delikatnie poza to, co znamy z tego przedziału cenowego. Sting - a może duet od Cambridge Audio w utworze "Valparaiso" najbardziej zaskoczył wokalem. Skąd my to znamy... Czyżby seria AX sięgnęła po zdobycze wyższej serii już od kilku ładnych lat dostępnej w Azur? Brzmienie AXA35 może nie jest tak dynamiczne i nie ma tego rozmachu jaka jest słyszalna w serii Azur, jednak w temacie wokalu i naturalności - jest to wszystko, czego chcieć możemy od dobrej klasy sprzętu Hi-Fi. Wzmacniacz nie gubi się nawet w części perkusyjnej utworu, gdzie wszystko wybrzmiewa odpowiednio łagodnie, nie siląc się na żadną sztuczność. Czyżby Cambridge Audio stworzył sprzęt wynikający z potrzeb audiofilskich, jednak przeznaczony dla melomana z określonym budżetem? Röyksopp i utwór "What Else Is There" może nie czarował jak to potrafi zrobić seria EDGE, jest jednak pewne "ale" - przepaść cenowa. I jeśli tylko sprawdzimy jaka występuje różnica pomiędzy najdroższymi "klockami" czyli serią EDGE, a serią AX nie powiemy żadnego złego słowa. Tak brzmi rasowe, porządne Hi-Fi i bez względu na to, ile przerzucimy albumów w odtwarzaczu AXC35, za każdym razem muzyka będzie przekonywująca i prezentowana z nawet drobniejszymi szczegółami. Rzeczywistość jest rzecz jasna brutalna, nikt od tej serii nie oczekuje poziomu absolutu i jeśli tylko komuś przyszłaby ochota na takie "zabawy" ostrzegam, seria AX pomimo faktu, że nie dorówna zestawowi za 3 krotność swojej wartości, potrafi od strony barwy instrumentów, szerokości planu czy właśnie wokali - przeskoczyć o oczko wyżej, równając czasem do droższych konkurentów. Ale nie będzie to nadal poziom zestawu za kilkadziesiąt tysięcy. Jednak zejdźmy na ziemię, tutaj nic nie bierze się z przypadku. Sprzęt wygląda i co ważniejsze - GRA - lepiej niż kosztuje! Po testach z systemem AXA35+AXC35 do wzmacniacza podłączyliśmy w/w gramofon. Po pierwsze zdolność dociążania dźwięku i lekkość prezentacji góry. Album Pink Floyd "The Division Bell" (Limited Edition) zabrzmiał może nie bajecznie, ale autentycznie. "Marooned" subtelnie i z przekonaniem wciągnął w klimat, a delikatne wejście perkusji było więcej niż dobrze czytelne. Góra dała o sobie znać w sposób jasny, ale nie krzykliwy. Przyjemność i raz jeszcze przyjemność ze słuchania muzyki. AXC35 włączony został w system EDGE jako transport CD. Tutaj CD w sumie niewiele miał do powiedzenia, wszystko to, co można od niego wymagać, z jego strony zrealizował z nawiązką. Delikatnie już porysowaną płytę tłoczoną (oryginał) jak i mocno zarysowaną nagrywaną - odczytał bez większych trudności. Na testowej (nagranej płycie) przeskoczył w miejscu, gdzie praktycznie wszystkie testowane CD przeskakują dalej lub co niektóre potrafią nawet... zatrzymać się lub starając się w nieskończoność odczytać uszkodzony sektor "wiszą". AXC35 bez żadnej uprzejmości czy silenia się - przeskoczył do kolejnych miejsc (już dobrych), nie robiąc z porysowanej części CD żadnego problemu. Brzmienie AXC35 jako transportu dla EDGE rzecz jasna zyskało w każdym możliwym aspekcie, tak więc jeśli szukacie dobrego transportu, radzącego sobie nawet z trudnymi i porysowanymi płytami - odtwarzacz ten spełni pokładane w nim nadzieje. Nawet jako kompan do droższych urządzeń. Czy są minusy, bo za chwilę pójdą w świat głosy, że zamiast recenzji i "rzetelnego testu" - wystawiliśmy w Magazynie "laurkę pochwalną" dla nowej serii AX. Po pierwsze - nie jest winą recenzenta, że dany sprzęt po prostu dobrze brzmi, solidnie i do tego przekonywująco za taką cenę. Po drugie, nie jest też naszą winą, że ekipa z Cambridge Audio nie bierze więcej za tak dobrze grający sprzęt. Za to pretensje jako recenzent mam do ludzi z CA za pilota. Patrząc na konstrukcje lat minionych, a nawet na ten z obok stojącego CXUHD, to obecny pilot pomimo faktu, że uniwersalny dla całej serii AX... sprawia wrażenie, jakbyśmy go dostali za karę. Rzecz jasna pilot działa poprawnie, jego konstrukcja oraz przycisku w codziennym użytkowaniu nie sprawiają większego problemu, ale nauczeni "można lepiej" nawet w produktach Cambridge Audio. W zamian jednak słabego pilota użytkownik otrzymuje całkiem przyjemnie grający wzmacniacz słuchawkowy w AXA35. Można uznać, że wybierając lepsze słuchawki do wieczornych odsłuchów, wzmacniacz ten spokojnie zadowoli każdego melomana, dla którego słuchawki są sprawą drugorzędną. Nie będzie to słuchanie obarczone "bólem zębów", wręcz przeciwnie. Ważne jednak, by słuchawki dobrać (co oczywiste) pod siebie, z mojej strony rekomenduję te, grające po tej "cieplejszej stronie mocy". Sytem AX ale też i pojedyncze jego elementy, w tym przypadku wzmacniacz zintegrowany AXA35 oraz CD AXC35 mogą w zupełności wystarczyć melomanom podchodzącym do muzyki jako codziennego hobby, nie angażującego nadto budżet domowy. Można spokojnie przyjąć, że każdy zainteresowany muzyką w rozumieniu dowolnego gatunku, każda osoba kochająca muzykę - wybierając nową serię AX odnajdzie swój świat. Świat, który w zupełności wystarczy do skupianiu się na słuchaniu muzyki, gdzie pieniądze przeznaczane są na kolejne płyty, nie na kable czy "grające" podstawki. Seria AX to świetnie brzmiące Hi-Fi, do tego jak zawsze rzetelnie podliczone i za uczciwe pieniądze oferowana. Świetny stosunek jakości (brzmienia) do ceny? Jak najbardziej! AudioRecki Za sprzęt do testów dziękujemy dystrybutorowi marki Cambridge Audio na Polskę, firmie Audio Center Poland oraz autoryzowanemu dealerowi, firmie Q21 z Pabianic. https://www.audiocenter.pl https://www.q21.pl Dane techniczne: AXA35: Moc: 35W (8 ohm) Wejścia analogowe: 4 x RCA Wejście Aux: Front 3,5mm Wyjście: Rec Przedwzmacniacz gramofonowy: MM Wyjście słuchawkowe: 6,3mm Wyświetlacz Cena: 1490pln AXC35: Wyjście analogowe: RCA Wyjście cyfrowe: coaxial Odtwarzanie gapless Kompatybilność z WMA i MP3 Wyświetlacz Cena: 1490pln
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.