Skocz do zawartości

AudioRecki

Redaktorzy
  • Liczba zawartości

    23
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutralny

Informacje profilowe

  • Branża
    Prasa

Ostatnie wizyty

231 wyświetleń profilu
  1. Sophie Zelmani... jak ten czas leci! To juz dwa lata od ostatniego wydanego, jej jakże melodyjnego i zarazem głęboko wpadającego w słuch (a może i serce) albumu "My Song". Niech dowodem na to, jaką siłę przekazu ma głos Sophie (pomimo swej ujmującej delikatności) będzie utwór "I'm the Rain" z jeszcze starszego albumu pod tym samym tytułem. Płyta z 2010 do dziś chwyta serca i porusza. Wyjątkowy klimat i wyjątkowe teksty, wszystko to ubrane w niesamowicie klimatyczne, popowe ballady. Kiedy dowiedziałem się dzięki uprzejmości p. Beaty z Musicom, że już na dniach - bo 29 marca będzie miała premierę nowa płyta Sophie Zelmani - wiedziałem, że za tą informacją kryje się ładunek kolejnych emocji. Wyjątkowych jak nowy album! Nowy album zatytułowany "Sunrise" to 9 utworów, które co istotne - będą mocno prezentowane (czyt. grane) na tegorocznym Sunrise Tour - Europe 2019*. Tracklista po tytułach już na początku ukazuje obecność bardzo osobistych, budujących klimat popowych ballad. Co ważne, cała płyta powstała w wyniku bliskiej współpracy pomiędzy wokalistką i autorką piosenek, a gitarzystą, producentem i aranżerem, Larsem Halapi (nominacja do Grammis Award for Producer of the Year). Płyta jaka niebawem ukaże się na naszym rynku dzięki Musicom, ma spore szansę na powodzenie. Nie codzienne dostajemy taką porcję pozytywnych i jakże melodycznych utworów, z niebanalnym i ujmującym kobiecym wokalem. Zapewne głos Sophie z nowego albumu "Sunrise" umili wiele wieczorów melomanom i wielbicielom dobrego brzmienia. Album do nabycia https://whitestore.pl/pl/p/Sophie-Zelmani-Sunrise-Plyta-CD/255 Dzięki uprzejmości Musicom mamy dla naszych Forumowiczów KONKURS! Do wygrania w/w płyta! Wystarczy, że do dnia premiery - 29 marca br. zostawicie w postach poniżej swoje najciekawsze komentarze, obejmujące Wasze wrażenia po zapoznaniu się z utworami, twórczością i głosem samej Sophie! Spośród wszystkich postów wybierzemy ten najciekawszy, a jego właściciel otrzyma wprost do domu wyjątkową płytę! Zapraszamy! AudioRecki Za inspirację i materiał dziękujemy Musicom http://musicom.pl Musicom Sp. z o.o. Alberta Einsteina 4 01-480 Warszawa "Subtelne ballady idealnie współgrają z delikatną barwą jej głosu. W całości jest to niezwykle sensualne, oddziałujące na zmysły, relaksujące i pełne szczerej, pozytywnej energii." Jak dla mnie - zapowiada się wyśmienicie! Istna uczta dla uszu i serca. Zresztą posłuchajcie sami... Album "Sunrise" (Musicom, 2019) Tracklista: 1.No Room For Dealing 2. Only A Miracle 3. Sunrise 4. Mirage 5. Giving God A Plan 6. Possibilities 7. In Control 8. There Is Love 9. How To Look At Life * Sophie Zelman Sunrise Tour 2019 (Polska): 02 kwietnia - Sala Gotycka, Wrocław 03 kwietnia - Teatr Stary, Lublin 04 kwietnia - Centrum Sztuki Mościce, Tarnów 07 kwietnia - Stara Rzeźnia, Szczecin Sophie Zelmani, właśc. Sophie Edkvist (ur. 12 lutego 1972 w Sztokholmie) – szwedzka wokalistka i kompozytorka.
  2. Zobacz cały artykuł
  3. Legendarny wokalista zespołu Smokie, jeden z najbardziej oryginalnych i znanych brytyjskich muzyków lat 70 i 80 już w kwietniu odwiedzi Polskę! W ramach europejskiej trasy koncertowej Chris Norman wraz z zespołem zagrał już koncerty dla kilkuset tysięcy fanów w Rosji, Niemczech, Wielkiej Brytanii, na Litwie oraz w krajach Skandynawii. Chris Norman zagra dwa koncerty. Pierwszy w Katowicach (Spodek) 26 kwietnia i drugi w Gdańsku (ERGO Arena) 28 kwietnia 2019 roku. Artysta w 1982 roku rozpoczął karierę solową, a w 1986 roku ostatecznie odszedł z zespołu Smokie. Powrót na szczyty popularności wyniosła go piosenka Midnight Lady. W 2018 ukazał się nowy album Chris'a zatytułowany "Don't Knock the Rock Tour 2018 Live". Na dwóch krążkach CD zarejestrowane zostało łącznie 31 najbardziej znanych i lubianych utworów tego popularnego wokalisty, i muzyka. AudioRecki PhotoArt by Ilmir I.L. Chicago 2014 (4), Crossover 2015 (5), Estland 2015 (6,7), Budapeszt 2017 (1,2,3).
  4. Zobacz cały artykuł
  5. W 2018 roku Estas Tonne odwiedził Polskę dając świetne popisy muzyki gitarowej na czterech doskonałych koncertach. Marzec poprzedniego roku dał więc okazję spotkania z mistrzem gitary i trubadurem XXI wieku. Estas wraca w kwietniu do Polski z kolejnymi czterema koncertami. W kwietniu 2019 będzie można ponownie spotkać się z artystą w Krakowie, Poznaniu, Gdańsku oraz Warszawie. Estas Tonne jako postać pełna charyzmy i zaangażowania w każdy swój projekt muzyczny jest wręcz wyjątkowa na scenie muzyki gitarowej. Jak sam mówi, tworzy muzykę będącą drogą pomiędzy człowiekiem, a Wyższą Jaźnią. Co ciekawe jego zdanie pokrywa się z opiniami tych wszystkich, którzy mieli okazję słuchać Estasa na żywo. Jako muzyk skupia się w głównej mierze na docieraniu do słuchacza, łamie przy tym wszelkie zasady komercjalizacji muzyki - stąd tak częste otwarte występy uliczne w dużych miastach Europy. "Dla Estasa Tonne muzyka nie jest celem samym w sobie, ale narzędziem, które może wydobyć na wierzch ludzką zdolność do poznania samych siebie i otaczającej nas rzeczywistości." Koncerty Estasa Tonne to niesamowite przeżycie, wręcz obcowanie z muzyką tak mistyczną i głęboką w przekazie, że pozostającą na długi czas w naszej pamięci. AudioRecki p.s. Czekamy na komentarze kto się wybiera i co sądzicie o muzyce Estasa Tonne Estas Tonne (ukr. Естас Тонне, ur. 24 kwietnia 1975 w Zaporożu) – ukraiński gitarzysta, trubadur. Gra w stylu wywodzącym się z flamenco i muzyki cygańskiej, występuje na koncertach, festiwalach ulicznych, konferencjach i warsztatach jogi w Rosji, krajach bałtyckich i innych państwach Europy.
  6. 8 marca 2019 roku premierę miał nietypowy album Anny Marii Jopek, przy którym pracował też Robert Kubiszyn. Album "Czas Kobiet" ("A Woman's Time") tym razem to coś więcej, niż kolejny album (jeśli można tak napisać w przypadku twórczości AMJ) tej jakże uznanej wokalistki. Od lat jej albumy cenione są nie tylko w kraju ale i za granicą (mn.: ogromna rzesza fanów w Japonii) Absolutnie wszyscy doceniają ukazujące się albumy za wyjątkową treść, doskonałe wokale Ani oraz udźwiękowienie. O chórkach biorących udział w koncertach czy sesjach studyjnych można wręcz napisać osobny artykuł. Obok niektórych pozycji A.M. Jopek nie można czasem przejść obojętnie (np.: album "Nienasycenie"). Wracając jednak do najnowszego dzieła który powstał wraz z Robertem, album dopiero co wydany przynosi nowe... spojrzenie na muzykę i twórczość artystki. To de facto ścieżka dźwiękowa spektaklu Mądzika wystawianego na deskach Teatru Starego w Lublinie, będący wynikiem współpracy artysty z Anną Marią, która grała główną w tym przedstawieniu rolę. Wydaje się, że najlepszym z możliwych wyrazem czego możemy spodziewać się po tym albumie, są słowa Leszka Mądzika „Jest we mnie tęsknota za miłością. Za spotkaniem z kobietą. Dotykam w teatrze czystej miłości do kobiety, która daje poczucie bezpieczeństwa". „Czas kobiety" to pierwszy album AMJ, na którym UWAGA... nie pada ani jedno słowo! Tak, przez te wszystkie lata byliśmy wręcz przyzwyczajeni do wyjątkowego głosu, albumów gdzie barwa, forma i treść czarowała, ale także ujmowała swoją doskonałością. Tym razem jest inaczej... najnowszy album wpisuje się mn. w Anny Marii badania nad dźwiękiem i poszukiwaniem nowych dróg w śpiewie. Album składa się z 9 utworów, pełnych ekspresji i swoistej harmonii przekazu. W całym albumie nie trudno odszukać i doszukać się szczególnego przywiązania do najdrobniejszych detali, szczegółów mających na celu ukazanie natury kobiety. Album "A Woman's Time" odkrywa i przybliża, a czasem także uświadamia nam zależność naszego świata od świata kobiety. Kapitalny utwór "Falling In Love", gdzie głos Ani wprowadza w swoistą zadumę i refleksję pozostaje na długo w głowie słuchacza. Do samego poziomu przygotowania/realizacji albumu jak zwykle nie można mieć absolutnie żadnych zarzutów. Od lat wysoki poziom otrzymywanego materiału muzycznego w albumach A. M. Jopek i tym razem nie zawodzi. W trakcie odsłuchu "A Woman's Time" wracałem kilkukrotnie do ostatniego, 9 utworu z albumu - "Epilog". Urzekający i bardzo wymowny. Jestem wręcz przekonany, że osoby od lat znajdujące w twórczości Anny Marii "coś" bliskiego i miłego dla uszu, i tym razem odkryją dla siebie swoisty nowy świat w jej twórczości. Na pewno nie zawiodą się muzycznie słuchając Ani w jakże nowej i nietypowej odsłonie. Reszta powinna zapoznać się z tym albumem przynajmniej ze względu na nowe muzyczne wyrażenie "siebie" Anny Marii Jopek. Płyta już do nabycia w każdym dobrym salonie muzycznym. Polecam! AudioRecki "Czas zostawia swoje piętno, żywiąc się tym co ogarnia, postrzega, dotyka. Ucztę ma, kiedy w swoim apogeum dyskretnie osiąga cel. Wyzwala w nas tylko żal, współczucie, a może też kieruje w stronę tajemnicy, jaką jest nasza obecność w jego objęciach. Czytelny wizualnie i duchowo zostawia też ślad w obrazie kobiety, potęgując jego skutki i znaczenie w różnych porach jego życia. Fascynacja witalnym ciałem ustępuje miejsca w odnalezieniu jego urody w kolejnych etapach życia. Klisze pamięci zderzone z rzeczywistością rodzą nowy rodzaj impresji, utwierdzając w przekonaniu o cudowności i ciała i duszy kobiety, dopóki jest z nami. Karuzela czasu, która nas zabiera w wędrówkę, we wszystkich swoich fazach jest fascynująca. W taką podróż pragnę wybrać się wraz z Anną Marią, biorąc za świadków obecnych w tym misterium." Leszek Mądzik Materiały wykorzystano za zgodą Musicom. Dziękujemy! http://musicom.pl https://whitestore.pl/pl/producer/Musicom/13
  7. Poważnie? A czy to nie wynika z samego testu? "Oczywiście już na wstępie walka pomiędzy dwoma przedstawicielami różnych szkół brzmienia wydawała się nierówna, bo i Cambridge'a sprzęt jest ponad 2 krotnie droższy od Pioneer'a" "Z założenia to wyższy model Japońskiej firmy (N-50AE) ma wypełniać te dodatkowe zadania i stanowić konkurencję dla CXN" "Skoro mamy w tym samym czasie obydwa streamery obok siebie, to dlaczego ich nie porównać?" No właśnie, dlaczego by nie porównać, dając okazję do przynajmniej częściowej odpowiedzi na zadane pytanie... warto dokładać do lepszego/droższego czy też nie?
  8. I gdzie masz informacje w tym tekście, że platforma poprawiła stricte brzmienie SAMEGO odtwarzacza. Ja o wozie, Ty o kozie. Ale rzecz jasna Twój post jest cenny, bo zwraca istotną uwagę na to gdzie stosować można platformy antywibracyjne i czego oczekiwać od tego typu konstrukcji w systemach audio. Czyli pisząc wprost, sam przyznajesz - platformy antywibracyjne powinny być stosowane celem poprawy brzmienia. A więc żadne audiovoodoo. W warunkach naszego testu postawiliśmy na TEWO GUM mn. odtwarzacz CD, który na platformie (co pisałem w teście) ze względu na swoją "kulturę" pracy napędu - mniej wpływał na to, co słyszymy wieczorem. Jak rozumiem podważasz fakt tego, że zmieniła się kultura pracy samego odtwarzacza i zmniejszyły się wibracje przenoszone na mebel. Negujesz to, bo to już audiovoodoo Twoim zdaniem? Nigdzie nie napisałem, że sam odtwarzacz zmienił barwę swojego brzmienia, a jedynie napisałem wprost - zmieniła się kultura pracy odtwarzacza. Daleki jestem, by udowadniać Ci cokolwiek więcej, a Twoje wpisy cenne - powinny zmierzać w stronę polemiki jak sądzę, nie w stronę negacji wrażeń odsłuchowych trojga ludzi, tak jak odpuść sobie przypisywania mi zdań, które nigdy nie odnosiły się do tego o czym piszesz, bo tak zinterpretowałeś to zdanie. Tak - podtrzymam swoje zdanie, kultura pracy CD/SACD zmieniła się na plus, co wpłynęło na zmianę brzmienia (tego co słyszę) w późnowieczornych odsłuchach. I wybacz Kolego, inaczej tego zdania nie zbuduję pomimo faktu, że interpretujesz to zdanie pod siebie i wg. własnego zrozumienia. Ale jak powyżej, cenię tego typu wpisy, bo niosą w swojej treści także cenne informację - a to jest sednem tego typu testów. Serdecznie pozdrawiam AudioRecki.
  9. Nawet nie wiecie jak cenne są Wasze komentarze. Całość problemów zostanie opisana w jednym zestawieniu i wysłana do Twórcy programu. Z drugiej strony sytuacja z brakiem pracy programu z konkretnymi urządzeniami wydaje się być niepoważna, bo UPnP/DLNA nie jest jakimś protokołem zazwyczaj przynoszącym tego typu problemy. A jak widać po Waszych cennych postach - "a jednak". Raz jeszcze dziękuje za wszystkie posty obecne i przyszłe, opisujące Wasze doświadczenia z Audirvana+
  10. Muzyka z sieci oraz z własnych zasobów w postaci plików staje się powoli normą. Firmy oferują coraz bardziej wymyślny sprzęt audio, mający na celu przekonać potencjalnego Kowalskiego do zakupu stricte ich produktu. W poprzednim tygodniu oraz w weekend dzięki firmie AUDIOMIX z Krakowa mieliśmy okazję przetestować i porównać 2 odtwarzacze plików/streamery sieciowe. Oczywiście już na wstępie walka pomiędzy dwoma przedstawicielami różnych szkół brzmienia wydawała się nierówna, bo i Cambridge'a sprzęt jest ponad 2 krotnie droższy od Pioneer'a ale i sama ilość możliwych połączeń tego pierwszego wprost miała z góry narzucić, kto w tym teście wygrywa/wygra. Ale czy na pewno ma to odniesienie do najważniejszego dla każdego melomana czyli samego brzmienia? Czy sprzęt za ponad dwukrotnie większą cenę (CXN), jest wstanie w kwestii samego brzmienia zaprezentować się na tyle atrakcyjnie, by skusić poszukującego tego typu sprzęt? A może to konkurent pomimo mniejszej ilości przyłączy, ze względu na brzmienie i atrakcyjną cenę wyjdzie obronną ręką? Skoro mamy w tym samym czasie obydwa streamery obok siebie, to dlaczego ich nie porównać? DESIGN: Pioneer N-30AE to typowy przedstawiciel segmentu Hi-Fi, absolutnie nie aspirującego ilością przyłączy do nawet klasy średniej. Nie wspominając premium. Przód to charakterystyczne minimum dla tego typu urządzeń. Podstawowa ilość przycisków, pod którymi znajduje się kilka różnych opcji, by płynnie bez użycia pilota poruszać się po prostym menu odtwarzacza, czytelny 3.5" wyświetlacz oraz port USB równoprawny z tylnym w temacie obsługi dysków czy pendrive'a. Na tylnym panelu znajdziemy zaledwie podstawę gniazd wymaganych w tego typu urządzeniach: Port USB (z obsługą dysków HDD o dużej pojemności), gniazdo sieci przewodowej LAN, wyjście RCA oraz dwa gniazda control, do obsługi urządzenia jednym pilotem (wł./wył.) Cieszy na tylnym panelu widok dwóch anten do sieci bezprzewodowych. Jak sam producent informuje, model ten posiada dwuzakresowy adapter Wi-Fi obsługujący pasmo 5GHz (11a/n) i 2.4 GHz (11b/g/n). Transmisja oparta o 2 pasma jest odporna na zakłócenia, umożliwiając stabilne połączenie w sieci. Jak na budżetowy odtwarzacz plików - jest dobrze. Jak prezentuje się CXN v2 w kwestii designu i możliwości wejść/wyjść? Sam design nie odbiega znacząco od przyjętych obecnie "standardów". Poza wyświetlaczem dającym więcej informacji niż u "konkurenta" oraz umieszczonych wokół niego, niewyróżniających się przycisków najważniejszych funkcji - mamy jeszcze port USB (także w pełni funkcyjny) oraz jog dial. Już samo pokrętło w CXN v2 wyklucza konieczność poszukiwania pilota za każdym razem, praktycznie nie ma funkcji w tym urządzeniu, którą nie dałoby się obsłużyć ten sposób. W opcjach CXN Cambridge Audio znajdziemy także funkcję pre-amp. Po przejściu do trybu przedwzmacniacza, pokrętło CXN'a służyć też będzie do zwiększania/zmniejszania głośności naszego systemu. Tył CXN odbiega całkowicie od tego, co widzieliśmy w przypadku Pioneer'a. Tutaj widać już na 1 rzut oka, że to o klasę wyższa półka sprzętu audio. Ilość wyjść i wejść wprost wskazuje, na ogromne możliwości urządzenia w temacie świata cyfrowego audio. Można wręcz powiedzieć, że CXN nie zna pojęcia kompromisów w temacie przyłączy i prezentuje się naprawdę rewelacyjnie. No może poza tematem dołączonego do urządzenia modemu pod jeden z oznaczonych portów, który pracuje jedynie na starszym paśmie Wi-Fi - nie mając możliwości wykorzystania stabilniejszych połączeń 5GHz. A tak wyglądają przody i tyły w/w sprzętów, stojących jeden na drugim: OBSŁUGA: Obydwa streamery mają dedykowaną aplikację, które swoimi możliwościami i stabilnością mogą cieszyć się uznaniem uzytkowników. Można wręcz określić je idealnymi partnerami do obsługi w/w sprzętu. Aplikacja Pioneer'a wydała się ciut bardziej responsywna (iOS) od konkurencji, ale nie dzieli je żadna przepaść i raczej stanowi to swoisty subiektywny odbiór każdej z niej. Piloty praktycznie nie różną się wykonaniem i stanowią klasyczne, by nie napisać "oklepane" rozwiązania. W tej materii bowiem ciężko oczekiwać czegoś nowego, a i w tym przedziale cenowym piloty raczej mają jedynie być, niż stanowić kolejną "atrakcję". Obydwu z nim ciężko odmówić ergonomii, ale też nie wyróżniają się kompletnie niczym od tego typu konstrukcji stosowanych od lat. Ze względu na posiadane pokrętło przez CXN v2 - obsługa bez aplikacji i pilota jest zdecydowanie prostsza, szybsza i bardziej intuicyjna. Oczywiście, po kilku dniach z N-30AE można się przyzwyczaić do obsługi z panelu przedniego całego urządzenia, ale w tym przypadku jog dial Cambridge Audio "robi swoje" - na duży plus. Obydwa odtwarzacze, to pełne wsparcie takich źródeł jak muzyka poprzez WiFi mn.: Airplay, DLNA (z odtwarzaniem w trybie gapless), odtwarzaniem plików Hi-Res i DSD oraz radiem internetowym. W pełni obsługa dużych dysków, przy czym CXN duże dyski obsługiwał naprawdę szybko, Pioneer czasem potrzebował dłuższą chwilę na indeksowanie/przeszukanie dużego dysku: Ilość wspieranych formatów jest ogromna, obecnie każdy najpopularniejszy format czy źródło muzyki będące w zasięgu ręki melomana, jesteśmy w stanie odtworzyć na obydwu odtwarzaczach: N-30AE: Do 11.2 MHz DSD/192 kHz/24-bit WAV/FLAC/Apple Lossless/AIFF Playback (wszystkie gapless)/ Chromecast built-in/Apple AirPlay / Spotify / TIDAL, Deezer cz Internetowe Radio. CXN: ALAC, WAV, FLAC, AIFF, DSD (X64), WMA, MP3, AAC, HE AAC, AAC+, OGG Vorbis, UPnP (gapless), lokalne USB, USB Audio 1.0 i 2.0, S/PDIF Toslink i koaksjalne, Airplay, odbiornik Bluetooth BT100 (dodatkowy), radio internetowe, Spotify. To, co przemawia na plus w temacie możliwości odtwarzania wynika wprost z rozbudowanej funkcji DAC, której po prostu w N-30AE firmy Pioneer NIE MA. Z założenia to wyższy model Japońskiej firmy (N-50AE) ma wypełniać te dodatkowe zadania i stanowić konkurencję dla CXN tak cenową jak i w temacie możliwości pełniąc rolę DAC'a. Czy jednak zakładając, że przeciętny Kowalski czy Nowak stawiając sobie streamer i tylko streamer w domu, bez poszukiwania dodatkowych "atrakcji" w postaci wbudowanego DAC'a straci coś na jakości brzmienia, wybierając produkt relatywnie tańszy - Japońskiej firmy? I tak, i nie. Wadą N-30AE jest jego zamknięta konstrukcja bez możliwości wypuszczenia sygnału cyfrowego do droższego i lepszego - już np.: posiadanego w systemie DAC'a. Wyjście analogowe zamyka nam wszelkie tego typu zabawy i wprost po części definiuje już na początku brzmienie naszego systemu. Pytanie tylko ilu melomanów kupując sprzęt za niespełna 1900 złotych (dokładnie, katalogowo 1899 zł.) zakłada tak daleko idące rozważania, jak zmiana brzmienia streamera poprzez dołączenie go do kolejnego urządzenia w systemie? A jeśli tak jest, N-30AE niestety nie zaoferuje im tego. Czy to oznacza, że sprzęt musi posiadać kolejny element, by wydobyć z niego dobre brzmienie - na odpowiednim poziomie? ODSŁUCHY: Obydwa źródła zagrały w 2 systemach audio. Obecnie będącym na wyposażeniu EDGE NQ+W CA oraz dodatkowo w testach posłużył niejako przypadkowo wzmacniacz Yamaha A-S801. Muzyka to pliki audio 16/44.1, 24/44.1 oraz 24/192, w szczególności: Lana Del Rey "Born To Die The Paradise Edition", Toni Braxton & Babyface "Love, Marriage‎ & Divorce", Estas Tonne "Internal Flight 2013 (guitar version)" oraz album Pink Floyd "The Endless River (Deluxe). Yamaha ze względu na specyfikę brzmienia "kochaj albo rzuć" najbardziej polubiła się o dziwo z Pioneer N-30AE. Było ciut plastyczniej, ciekawsza góra z niezbyt może wyszukanym dołem, ale nie sprawiającym swoja masą wrażenia dominującego w całym brzmieniu. Cambridge Audio z Yamahą zagrał z większym rozmachem, pokazując znacznie więcej szczegółów z jednoczesnym akcentowaniem dużej ilości (ale i różnorodności) niskich tonów. Obydwu urządzeniom w tym połączeniu rzecz jasna zabrakło sporej ilości naturalności brzmienia, za to czuć było swobodę w kreowaniu poszczególnych pasm. Pioneer bardziej brylował w górnych pasmach, gdzie wysokie tony sprawiały wrażenie bardziej absorbujących nasze zainteresowanie. Cambridge rozkładał masę przekazu w miarę po równo, starając się nie faworyzować żadnego z pasm, jednak o wiele mocniej i zdecydowanie pokazywał niskie wszędzie tam, gdzie Pioneer zdawał się unikać jednoznacznego akcentowania pewnych detali niskich częstotliwości w nagraniach (szczególnie w albumie Toni Braxton). Obydwa streamery otworzyły się w przypadku zmiany wzmacniaczy. Pioneer odzyskał oddech i przestrzeń, doszedł dół - może nie tak czytelny i otwarty jak w przypadku CXN, ale ładnie i bez narzucania się - prezentował detale i w miarę różnorodność niskich zakresów. CXN testowany dla "sprawiedliwości" jedynie poprzez wyjście analogowe prezentował brzmienie dopełnione, góra otwarta lecz nie natarczywa. Wszędzie tam, gdzie spodziewaliśmy się w trakcie odsłuchu detali i swoistych smaczków (Estas Tonne), wszystko to było poukładane i na miejscu. Rzecz jasna nie było i także w tym przypadku gonitwy za absolutną neutralnością brzmienia i realnością każdego instrumentu. Każdy ze streamerów wnosił swoistą część siebie, dopełniając jak nie górę (N-30AE) to dół (CXN v2) swoimi akcentami. Na tyle jednak subtelnie i wręcz z ugrzecznioną manierą (CXN), że przy dłuższych odsłuchach absolutnie nie było uczucia zmęczenia przekazem żadnego z nich. Czy Pioneer N-30AE jest w stanie wyjść z obronną ręką w konfrontacji ze znacznie droższym konkurentem? Brzmieniowo tak, jeśli wiemy co oczekujemy od tego typu sprzętu i nie planujemy dokładać kolejnych elementów w tor (DAC), mających na celu w domyślę poprawę/zmianę brzmienia. Propozycja Pioneer'a jest co najmniej udana pod względem wykonania, funkcjonalności i sterowania. Za wspomnianą powyżej kwotę, dobierając rozsądnie pod swój wzmacniacz - nie zawiedziemy się, a sprzęt posłuży przez wiele lat gwarantując stabilność pracy i wszechstronność w temacie odtwarzanych plików. N-30AE to produkt kompletny i zdający się w 100% wypełniać pokładane w nim oczekiwania. Przy przemyślanym doborze w swoim systemie - można stworzyć bardzo przyjemne i dające wiele radości brzmienie. Okazuje się, że lepsza amplifikacja potrafi wyciągnąć więcej z tego sprzętu - kwestia odsłuchu. CXN to jak wskazuje cena - inna kompletnie liga i test ten nie mógł zakończyć się inaczej, jak w całokształcie wyborem produktu Cambridge Audio. Odsuwając nawet na dalszy plan jego ogromne możliwości jako DAC'a - propozycja CA brzmi bardzo dobrze. Nie dziwi więc duże zainteresowanie produktem oraz fakt, że Brytyjczycy postanowili odświeżyć i poprawić kilka rzeczy, nie zmieniając przy tym całej konstrukcji. Osobiście w systemach droższych lub poszukując odtwarzacza plików otwartego na dalsze poszukiwania brzmienia - wybrałbym CXN v.2. Każde z w/w urządzeń znajdzie zapewne spore grono zwolenników i słusznie, bo sprzęt jest przyszłościowy w zakresie obsługi plików, a wykonanie każdego z nich to bez względu na cenę - kawał solidnej roboty. Na in minus N-30AE postawiłbym przejaśnienia podświetlenia wyświetlacza. Nie wiem, czy to "wada" konkretnego egzemplarza, czy te urządzenia tak mają. Podświetlenie jest po prostu nierówne i niektórym osobom przyzwyczajonym do idealnie równego podświetlenia - może (lecz nie musi) to przeszkadzać. W CXN v2 niezrozumiałym jest przy tak dużej różnorodności wejść i wyjść cyfrowych - stosowanie jedynie starszego trybu pracy sieci Wi-Fi. Firma AUDIOMIX z Krakowa dla pierwszych dziesięciu osób zainteresowanych zakupem odtwarzacza CXN v2 firmy Cambridge Audio przygotowała ciekawą promocję. Na hasło: "AUDIOMIX FORUM AUDIOSTEREO" osoby te otrzymają 20% rabat przy zakupie urządzenia + przesyłka GRATIS! AudioRecki Pioneer N-30AE oraz Cambridge Audio CXN v2 dostarczył: AUDIOMIX Kraków, ul. Kalwaryjska 96 tel.: (12) 263-28-22 lub 509-092-492 www.audiomix.eu Dziękujemy!
  11. Powinno zadziałać, bo ma obsługę DLNA. Audirvana+ bez trudu w sieci widzi takie urządzenia jak TV czy starsze odtwarzacze DVD, więc powinno być OK. Oczywiście zalecam pobranie wersji testowej i sprawdzenie w warunkach "bojowych". Pozdrawiam.
  12. Czyli poszukiwania ciąg dalszy. Próbowałeś Amarra?W przyszłym tygodniu będzie recenzja wersji Luxe. Pozdrawiam.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.