Jump to content
  • Content Count

    76
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

42 Neutralny

1 Follower

Informacje profilowe

Recent Profile Visitors

2009 profile views
  1. Zobacz cały artykuł
  2. M3-Pro to najnowszy odtwarzacz FiiO, który cechuje się kompaktowymi wymiarami. To trzecia generacja po Fiio M3, a później M3K, która ma na celu dać zupełnie inny standard dzięki ulepszonym funkcjom. To przede wszystkim trzykrotny wzrost mocy w stosunku do poprzedników, większy dotykowy wyświetlacz oraz wsparcie dla DSD128, APE, FLAC, WAV, WMA Lossless, Apple Lossless, MP3, OGG, WMA, AAC, etc. Wymiary odtwarzacza to grubość 10 mm, szerokość 45 mm i wysokość 95 mm przy wadze 70 g i to rzeczywiście czujemy, a w zasadzie nie czujemy, że mamy coś w kieszeni. Jakość wykonania jest bardzo dobra, obudowa to nie tandetny plastik, a czarne aluminium, pokryte od spodu i wierzchu szkłem. Na lewej krawędzi znajdują się cztery przyciski, power, volume, play i pauza oraz slot na kartę mikro SD o pojemności do 2 TB. Na dole znajduje się mikrofon, dzięki czemu można nagrywać w formacie MP3 lub WAV, złącze USB C oraz wejście słuchawkowe 3.5 mm, które jest jednocześnie wyjściem liniowym. Wyświetlacz o wielkości 3,5” zajmuje cały przedni panel i ma rozdzielczość 340 na 800 pikseli. Sercem Fiio M3 Pro jest dobrze znany z wcześniejszych modeli, bardzo szybki i wydajny procesor Ingenic X1000E, o taktowaniu 1Ghz, który zapewnia płynne działanie urządzenia przy jednoczesnym niskim zużyciu energii. Zastosowany przetwornik to kość Sabre ES9218P, która może dekodować PCM do 32-bit / 384 kHz i DSD do DSD128 natywnie. M3 Pro posiada baterię o pojemności 1000 mAh, która jak zapewnia producent, wystarcza na 15 godzin pracy, ładuje się szybko, bo około 2 godzin, natomiast w trybie czuwania bateria wytrzyma 35 dni. W porównaniu z resztą urządzeń FiiO jest to naprawdę bardzo dobry wynik. Wyższe modele DAP ów Fiio: M6, M11 czy M15 mają na pokładzie system android, natomiast M5 i M3 Pro to Linux. W M5 musieliśmy poruszać się, przesuwając po ekranie, natomiast w M3Pro dostęp do poszczególnych funkcji jest bardzo prosty z pozycji ekranu głównego. Po uruchomieniu odtwarzacza na ekranie mamy do wyboru osiem ikon: kategoria, teraz gra, przeglądarka plików, nagrywanie, ustawienia, czytnik, kalkulator i galeria. W lewym górnym rogu mamy ikonkę szybkiego powrotu do menu głównego. Odtwarzacz może pełnić również funkcję DACa zewnętrznego, wystarczy go podpiąć po usb do laptopa czy telefonu, aby nasza muzyka zabrzmiała lepiej. A jak wypada M3 Pro w odsłuchach ? Subbas nie schodzi tak nisko jak w wyższych modelach Fiio, jest on raczej zaakcentowany w średnim i wyższym basie. Nie można jednak stwierdzić, że basu brakuje, w mocniejszych kawałkach na pewno go nam nie zabraknie. Niskie tony odtwarzacza cechują się też dobrym nasyceniem i dynamiką, słychać sporo detali, a faktura instrumentów jest zróżnicowana. Zasadniczo M3 Pro gra z pazurem, nie brakuje mu szybkości. Średnica jest w miarę zrównoważona, zarysowana i precyzyjna, nie słychać w niej sztucznego ocieplenia, dzięki czemu wokale brzmią naturalnie. Wysokie tony są również solidne, z dobrym odwzorowaniem szczegółów, ale jednocześnie nie męczą. W trakcie testów M3 Pro miałam również u siebie Shanlinga Q1 , a ponieważ są to bliźniacze urządzenia, była to dobra okazja do porównania. Oba koncerny od jakiegoś czasu rywalizują ze sobą w segmencie przenośnych urządzeń i często przeszukując google, trafimy na porównanie Shanling kontra FiiO. Najpierw toczyły się dyskusje na forach: Shanling M0 czy FiiO M5, później Shanling M6 Pro czy Fiio M11 Pro, teraz mamy Q1 kontra M3 Pro i BTR5 czy UP4. Podstawowa różnica miedzy Fiio M3Pro, a Shanlingiem to wygląd i wymiary. Jak na kieszonkowe urządzenie Shanling jest dość ciężki, waży prawie dwa razy tyle (138 g) co M3Pro, jest w kształcie kwadratu i sporo szerszy. Jeśli chodzi o ergonomię zdecydowanie według mnie, wygrywa Fiio, jest po prosty, lżejszy poręczniejszy, szybki dostęp do funkcji z pozycji głównego ekranu, duży ekran IPS, łatwo możemy go obsługiwać jedną dłonią. Wygląd to oczywiście kwestia gustu, Fiio klasyczna bryła w kolorze czarnym, Shanling dostępny w czterech kolorach, kształtem przypominający urządzenia retro. Natomiast, jeśli będziemy kierować się wyposażeniem to przewagę, ma Shanling, a to za sprawą dwukierunkowego bluetooth, którego zabrakło nam u Fiio. Trochę dziwi mnie to posunięcie konstruktorów Fiio, którzy dołożyli mniej przydatne funkcje jak kalkulator czy czytnik ebooków, a zaoszczędzili na bluetooth. Oba DAP są wyposażone w ten sam wysokowydajny przetwornik cyfrowo-analogowy Sabre Technologies, ES9218P, wiec można by oczekiwać takiego samego brzmienia, jednak różnica jest słyszalna. Pierwsze wrażenie, jeśli chodzi o dźwięk Fiio, to jest efekt „WOW”, odtwarzacz gra z powietrzem, jest bardziej przejrzysty, gra efekciarsko i dynamicznie, może się podobać od pierwszych dźwięków. Natomiast w stylu grania Shanlinga musimy się rozsmakować. Gra on ciemniej, przez co wokale są mocniejsze i bas schodzi niżej, ale brakuje mu na pewno szybkości. Który odtwarzacz wybrać ? Jak zawsze zależy to od indywidualnych preferencji użytkownika, od słuchanego repertuaru i od tego które słuchawki zgrają się lepiej z danym DAP. Ja skłaniam się bardziej ku Fiio z uwagi na wygodę i styl grania, ale jestem pewna, że nie zabraknie miłośników zarówno Fiio, jak i Shanlinga. Małgorzata Rutkowska-Mamica Specyfikacja techniczna: - Użyte procesory: SoC: Ingenic X1000E; DAC: ES9218P - Łączność USB typu C USB2.0 - Wyświetlacz 3.46 cali, 262k, TFT 340*800 - Pamięć RAM 64MB - Micro SD/TFcard, karta SD do 2TB - Klawisze fizyczne + ekran dotykowy - Wyjście słuchawkowe 3.5mm single-ended - Zalecana impedancja słuchawek 16~100Ω - USB DAC aż do 384kHz-32bit/DSD128 - USB Audio aż do 384kHz-32bit/DSD128 - Zasilacz DC 5V/2A - Pojemność baterii 1000mAh - Moc wyjściowa ≥92mW (16Ω / THD+N<1%) - Impedancja wyjściowa <0.3Ω - THD+N <0.001% (1kHz/32Ω) ≥8mW (300Ω / THD+N<1%) - Separacja 78dB - Zakres czułości 5Hz~90 kHz (-3dB) - SNR ≥117dB (A-weighted) - Szum <2μV (A-weighted) - Wspierane formaty DSD:DSD64,128(“.iso”“.dsf”,“.dff”), APE(Fast): 384 kHz/24 bit, APE(Normal): 96 kHz/24 bit, APE (High): 96kHz/24 bit, FLAC: 384kHz/24 bit, WAV: 384 kHz/32 bit, Aiff:192 kHz/32bit, Aif:192 kHz/24 bit, WMA Lossless: 96 kHz/24 bit, Apple Lossless: 192 kHz/24 bit, MP3, OGG, WMA, AAC, etc. - Wymiary: 95.8x45.4x10.4mm - Waga około 70g Dystrybucja audiomagic.pl
  3. Zobacz cały artykuł
  4. W obecnych systemach audio coraz ważniejszą rolę odgrywa transport cyfrowy, w zasadzie można powiedzieć, że staje on w szranki z pełnoprawnym analogiem i radzi sobie coraz lepiej. Z reguły początki grania z plików i streaming to laptop ze sterownikiem ASIO lub WASAPI, ewentualnie jakiś transmiter bluetooth czy chromecast audio. Z czasem zaczynamy eksperymentować z odtwarzaczami sieciowymi lub idziemy w stronę DIY i stawiamy system typu Daphile na terminalu, lub Raspberry z wgranym Volumio czy Moode. Mimo iż teoria mówi nam, że to tylko transport cyfrowy, czyli zera i jedynki, to jednak my audiofile słyszymy, co innego, dlatego wybieramy droższe kable USB, coaxial, inwestujemy w dobre zasilanie. Jeśli chcemy jeszcze bardziej dopieścić nasz system oparty o źródła cyfrowe, możemy zainwestować w switch PPA lub serwer audio. Właśnie tego typu urządzenie dotarło do mnie na testy od Firmy RAFKO, NuPrime Omnia S1, czyli transport sieciowy bitperfect. To nieduże urządzenie o wymiarach 23,5 cm dł. x 28,1 cm gł. x 5,5 cm wys. i wadze 4 kg. Wykonane jest w całości z czarnego aluminiu. Przedni panel ma charakterystyczne dla NuPrime ścięcie, które nadaje mu surowej elegancji. Wizualnie to miniatura wzmacniacza IDA 16. Na panelu tylnym znajdują się wejścia cyfrowe: optyczne, coaxialne oraz I2S, mamy również cztery porty USB 2.0, do których możemy wpiąć nośnik pamięci pendrive, myszkę czy klawiaturę bezprzewodową oraz jeden port USB 3.0 do obsługi dysków twardych. Wyjście wideo HDMI (bez audio) służy do podłączenia ekranu. Z siecią lokalną można się połączyć przewodowo przez Ethernet lub bezprzewodowo przez WiFi. Nawiązanie łączności bezprzewodowej wymaga instalacji załączonej karty sieciowej (dongla WiFi) podłączanej do portu USB. Producent opisuje, iż urządzenie oferuje trzy tryby pracy: - jako serwer muzyczny dla innych rendererów DLNA/UPnP - jako renderer DLNA/UPnP do strumieniowania sygnału z innych serwerów muzycznych - jako serwer i renderer jednocześnie. Oprogramowanie układowe używane w Omnia S1 jest oparte na systemie operacyjnym Android firmy Google. Opracowano niestandardowy sterownik audio, który jest używany przez Renderer do wysyłania doskonałego bitowo dźwięku cyfrowego przez wyjścia cyfrowe. Umożliwia także odtwarzanie dźwięku Hi-Res PCM, DSD (DoP) i I2S przez zgodny DAC. Dedykowane oprogramowanie zaprojektowane do odtwarzania z niskim opóźnieniem zapewnia lepszą jakość w porównaniu do systemów opartych na PC lub ARM. Jeśli mamy własną bibliotekę muzyczną, możemy podłączyć dysk twardy do Omnia S1, Możemy także przesyłać strumieniowo z innego klienta DLNA (smartfon z lokalnymi plikami muzycznymi) do Omnia S1. Urządzenie jest bez problemu wykrywane, jako render w Linn Kazoo, Bubble UPNP, czy MConnect. Aby serwer Omnia był widoczny nośnik pamięci masowej musi być sformatowany jako fat32 lub ext32. Omnia S1 to produkt niszowy, skierowany do świadomych użytkowników, którzy szukają dżwieku wysokiej jakości, chcą mieć serwer muzyczny i renderer, ale także uruchomić na nim aplikacje do przesyłania strumieniowego. Małgorzata Rutkowska-Mamica NuPrime OMNIA S1 – najważniejsze cechy: umożliwia przesyłanie sygnału cyfrowego PCM w rozdzielczości 32-bit/768kHz oraz DSD do DSD1024 (przez wyjście I2S) do przetwornika DAC odtwarzacz i render jest zgodny z DLNA/UpnP 4 porty USB 2.0 do obsługi klawiatury, myszki 1 port USB 3.0 do obsługi dysków twardych obsługiwane formaty plików: AAC, AIFF, ALAC, APE, DSF, DXD, FLAC, MP3, OGG, WAV, WMA możliwość przełączania między trybami Local Play & Renderer Play wyjście HDMI do wyświetlania ustawień na zewnętrznym ekranie współpraca z aplikacjami na smartfona – Android / iOS np Bubble UpnP) Dystybucja: RAFKO Dystrybucja
  5. Zobacz cały artykuł
  6. Życie audiofile nie jest łatwe, a to ze względu na wieczne poszukiwanie tego najlepiej brzmiącego sprzętu, Często już nam się wydaje, że właśnie mamy to, czego szukaliśmy, a jednak nadal kombinujemy, eksperymentujemy z kablami, z akustyką i tak w kółko. Czasami jednak musimy iść na pewne kompromisy czy to ze względu na finanse, a może brak miejsca lub naszą „drugą połowę”, która nie akceptuje plątaniny kabli, a kolumny muszą być w kolorze białym. Bywa, też tak, ze sami wybieramy wygodę i prostotę, nie chce się nam czyścić płyty i czekać, aż wzmacniacz złapie temperaturę przed każdym odsłuchem i urządzenie odda pełne brzmienie. Chcemy po prostu wrócić po pracy do domu i najlepiej zaraz po wypięciu słuchawek ze smartfona czy DAPA, słyszeć dalej nasz ulubiony album. Tu właśnie producenci próbują zapełnić niszę bezprzewodowymi systemami muzycznymi, głośnikami bluetooth, soundbarami czy kolumnami aktywnymi. Jednym z uznanych producentów głośników aktywnych jest istniejąca na rynku od 1984 roku duńska firma Saxo Audio. Założycielem firmy jest muzyk Ole Witthøft, który uważa, że kolumny to nie tylko najlepsza specyfikacja techniczna, ale przede wszystkim dźwięk. W jednym z wywiadów Ole wyjaśnia: „Produkujemy nie tylko głośniki dla ekspertów, każdy może docenić dobry dźwięk. Naszym celem jest, aby różnica była tak duża, aby każdy mógł ją usłyszeć ”. W swojej ofercie firma System Audio ma dwie linie głośników aktywnych Legend i Saxo Active, każda z nich obejmuje pięć modeli ze wzmacniaczem. Kolumny Legenda komunikują się ze sobą bezprzewodowo, natomiast Saxos posiadają połączenie przewodowe. Dzięki uprzejmości polskiego dystrybutora firmie Q21 miałam możliwość przetestować model Saxo 7 Active. Kolumny mają klasyczny prostokątny kształt o wymiarach 16 × 31 x 26 cm. Obudowa ma satynowe czarne lub białe wykończenie. Saxo 7 Active posiada 13 cm głośnik niskotonowy, wzmocniony skierowanym do tyłu bass reflexem. Natomiast głośnik wysokotonowy to 25 mm soczewka akustyczna opracowana przez zespół System Audio z dodatkowym falowodem DXT, który zwiększa przestrzeń dźwiękową, jaką tworzą te kolumny. Maskownice opatrzone są logiem firmy i są mocowane na magnesy. Jako że są to kolumny aktywne, w jedną z nich wbudowany jest 50-watowy wzmacniacz, działający w klasie D. Na tylnej ścianie umieszczono komplet wejść i wyjść: mamy do dyspozycji 2 wejścia optyczne, analogowe RCA, gramofonowe, wyjście subwoofera + pre out, terminale głośnikowe do połączenia obu kolumn ze sobą oraz przełącznik Adaptive Bass. Oczywiście mamy również Bluetooth 4.0 bezstratny aptX, AAC (Apple), WAV, MP3 320 kbps. Na panelu przednim pod maskownicą mamy ukryte pokrętło volume, które po naciśnięciu pełni również rolę selektora wejść. Nie jest to, może zbyt wygodne rozwiązanie, aby każdorazowo zdejmować maskownice w celu zmiany głośności, ale mamy na szczęście pilot, którym możemy sterować kolumnami. Na głośniku głównym, znajdują się 2 diody, jedna stand by, druga sygnalizuje nam połączenie bluetooth. Głośniki są zawsze gotowe do działania, gdy tylko wykryją połaczenie bluetooth lub dostaną sygnał na jedno z wejść, od razu się wybudzają i płynie z nich muzyka. Podobnie szybko działa skaner Autosense, załóżmy, że wracając z pracy, słuchasz swojej ulubionej płyty na słuchawkach podłączonych do smartfonu, wchodzisz do domu, odłączasz słuchawki i muzyka automatycznie pojawia się z głośników. Niby drobiazg, ale bardzo wygodny, na co dzień. Połączenie bluetooth działa, bardzo stabilnie, podczas próby przemieszczania się po mieszkaniu, dopiero strop okazał się przeszkodą i muzyka dostała czkawki. Streamowanie z telefonu Spotify czy Tidala działało bez zarzutu, zarówno, jeśli chodzi o jakość połączenia, jak i jakość dźwięku. Do wejść optycznych wpięłam TV i Chromecasta Audio i w zasadzie to wystarczyło, aby stworzyć pełnowartościowy system muzyczny, łatwy w obsłudze i dający dobry dźwięk. Kolumny mimo swoich małych gabarytów wydają z siebie mocny, dociążony dźwięk. Grają przestrzennie, scena jest szeroka, rozciągnięta na boki i oderwana od kolumn. Myślę, że to celowy zabieg producenta, to rozdmuchanie dolnego zakresu tworzy efekt dynamiki, wigoru, co wciąga do słuchania. Mamy wrażenie, że słuchamy dużych kolumn. Podobnie uwypuklona jest średnica, która nie zlewa się z niskimi tonami, przez co bardziej zwracamy uwagę na barwę, która czaruje słuchacza. Tony wysokie są nieco wygładzone, brzmią przyjemnie i wybrzmiewają aksamitnie. Saxo 7 nie są mistrzami rozdzielczości, ale wydaje mi się, że ich rola ma być inna, to kolumny, które mają nam dawać radość ze słuchania, to kolumny stworzone przez muzyka, po prostu są tak zestrojone, że chce się je słuchać. Myślę, że są one świetnym wyborem do małych salonów, sypialni czy gabinetów, dla osób, które chcą pozbyć się kabli i ustawiania wielu elementów systemu, dla osób stawiających na wygodę, odpalasz spotify i muzyka wypełnia nasze pomieszczenie. Małgorzata Rutkowska - Mamica Specyfikacja techniczna: - Wejścia: Bluetooth 4.0 bezstratny aptX, AAC (Apple), WAV, MP3 320 kbps 2 optyczne cyfrowe 1 gramofonowe 1 analogowe stereofoniczne RCA - Moc: 2 x 40 watów w klasie D - Pasmo przenoszenia: 45-25.000 Hz (+/- 3dB) - Wyjście subwoofera + pre out - Adaptacyjny bas - Auto-sense - Głośnik niskotonowy: 1 x 13 cm - Głośnik wysokotonowy: 1 x 25 mm soczewka akustyczna DXT - Konstrukcja: 2-drożny bas-refleks - Wymiary (szer. X wys. X gł.) Cm: 16x31x26 cm - Waga 11kg
  7. System testowy: Pliki: Raspberry PI4 + Allo DigiOne Signature z wgranym SnakeOil, Roon Bridge oraz laptop z programem Foobar 2000 Tidal, Spotify, pliki flac, DSD DAC: IFI XDSD, Aune X1s 10th anniversary, Hegel HD25 Wzmacniacz: Lucarto Audio Ferro IA40, Haiku Audio Bright MK4, Interkonekty: Haiku Audio, Albedo Flat One Kabel USB: Lucarto Audio, Taga Harmony TUD Sieciówki: Lucarto Audio PC -2EVO Kolumny: Maraim Weles 3.2
  8. Jak zapytamy, z czym kojarzy nam się Dania, większość na pewno jednym tchem wymieni Kopenhagę, Andersena, klocki lego, Hamleta, wikingów, wiatraki i piwo. Ale jak to samo pytanie zadamy audiofilowi to z pewnością, usłyszymy: Lyngdorf, Aavik, Gato Audio, Buchardt, Jamo, Dali, Audiovector, Dynaudio, Gryphon. Jedne marki są bardziej, inne mniej popularne, czy to za sprawą dostępności, czy polityki marketingowej, ale wiele z nich możemy spotkać na corocznych targach Audio Video Show w Warszawie. Podobnie było w moim przypadku ze sprzętem Gato Audio, który to właśnie na AVS 2018 pierwszy raz miałam okazję posłuchać. Pamiętam, że był to pokój Skybox 102, wzmacniacz DIA-400 s i małe, ale z jakim „powerem” grające monitorki FM-8. Bardzo spodobał mi się ten sprzęt wizualnie i dźwiękowo, dlatego ucieszyłam z możliwości przetestowania wzmacniacza Gato Audio DIA-250S NPM, który dostarczył mi dystrybutor tej marki Q21 z Pabianic. Gato Audio to młoda marka, pojawiła się na rynku w 2007 r. Od samego początku działalności firmy, kluczowym elementem jest najwyższa jakość w każdym szczególe – od wyboru podzespołów, aż do wsparcia posprzedażowego. Grupę projektową Gato Audio tworzą duńscy specjaliści odpowiedzialni za każdą z dziedzin istotnych z punktu widzenia konstrukcji audio: zasilania, technologii obwodu, projektu mechanicznego, akustyki, produkcji i logistyki. W tym momencie trzeba wymienić takie nazwiska jak: Poul Rossing, Frederik Johansen i Kresten Dinesen. W zasadzie cały test i opis może zawrzeć się w jednym stwierdzeniu – ten wzmacniacz jest piękny, kunsztowne wzornictwo i doskonała jakość wykonania. Obudowa ma charakterystyczny dla Gato kształt przypominający ósemkę czy znak nieskończoności. Panel przedni wykonany jest z grubego szczotkowanego aluminium w kolorze srebrnym. Na środku znajduje się duża gałka głośności, a po jej obu bokach wyświetlacz, który pokazuje głośność i wejście w standardzie, ale podczas odtwarzania źródeł cyfrowych prawy panel można ustawić tak, aby pokazywał częstotliwość próbkowania wejściowego, przez kilka sekund za pomocą pilota lub domyślnie za pomocą przycisku przyciemniania wyświetlacza na tylnym panelu. Pod nim mamy dwa przyciski umieszczone na skrajach panelu, power i selektor źródeł. Wyokrąglone boki wykonane są z jednego kawałka aluminium i sprawiają wizualne wrażenie, że są pokryte drobnymi listewkami. To jednak nic innego jak, sprytnie wkomponowane radiatory odprowadzające ciepło. Górna pokrywa to lite drewno lakierowane na wysoki połysk, do wyboru w kolorze, czarnym, białym czy też ciemny orzech. Patrząc na wzmacniacz, sprawia on wrażenie sprzętu minimalistycznego, ale jednocześnie bardzo eleganckiego z dopracowanym każdym detalem. Za to tył wzmacniacza „usiany” jest gniazdami, jest ich dużo i są gęsto osadzone. Mamy zarówno wejścia cyfrowe, jak i analogowe. W panelu cyfrowym są dostępne trzy podstawowe gniazda: USB, coaxialne oraz optyczne. Dwa pierwsze przyjmują sygnały PCM o rozdzielczości 24 bit/192 kHz, ostatnie jest ograniczone do 96 kHz. Wzmacniacz nie akceptuje sygnałów DSD. W sekcji analogowej mamy 2 wejścia RCA oraz XLR i analogowe wyjścia z przedwzmacniacza-zarówno RCA, jak i XLR. Pilot jest płaski z zaokrąglonymi brzegami w całości wykonany z aluminium. Dopisek w nazwie NPM oznacza, iż Gato dodało swój moduł NPM (moduł odtwarzacza sieciowego), otwierając nam zupełnie nowy świat cyfrowego przesyłania strumieniowego. W górnej części tylnego panelu znajduje się terminal śrubowy do podłączenia anteny Bluetooth z aptx HD, port ethernet i gniazdo USB-A, do którego można włożyć dostarczony dongle Wi-Fi. Wejście USB, to jeden z najlepszych odbiorników – XMOS, natomiast przetwornik C/A to układ Burr Brown PCM1794. Gato Audio DIA-250S NPM to w zasadzie wzmacniacz „all in one”, wystarczy podpiąć do niego kolumny i mamy gotowy system do streamingu muzyki z dysku NAS lub serwisów: Tidal, Spotify, Qobuz, które możemy obsługiwać za pomocą aplikacji mConnect dostępnej zarówno na urządzeniach z systemem android, jak i iOS. Gato posiada pełną certyfikację i współpracę z Roon, a więc jest to urządzenie ROON Ready, oczywiście musimy mieć zainstalowany na komputerze czy NAS-ie Roon Core i wykupioną licencję . Ponieważ cenię sobie wygodę i funkcjonalność Roona, właśnie od tego źródła rozpoczęłam odsłuchy Gato DIA-250S NPM. Po uruchomieniu aplikacji roon i wejściu w ustawienia audio wzmacniacz jest od razu widoczny i gotowy do odsłuchów. Wzmacniacz gra gęsto, dźwięki są nasycone, głębokie, ale jednocześnie energetyczne, to nie jest misiowaty, rozlazły bas. Dołu jest dużo, bas uderza, kiedy trzeba z potęgą i dynamiką, naprawdę schodzi nisko. Rytmiczność i dynamikę wyraźnie odczujemy w utworze Aura zespołu Bicep. Granie Gato jest neutralne, nie ma tu podbarwienia któregoś pasma, czy wypchnięcia do przodu. Góra jest klarowna, bardzo czysta, ale nie drażni nas suchością czy szeleszczeniem. Wokale są ciepłe i barwne. Wzmacniacz radzi sobie świetnie we wszystkich gatunkach muzycznych, dzięki swojej neutralności. W utworze Sim on Nao Till Brönner & Kurt Elling, fortepian gra rytmicznie, wspierany przez bas i perkusję. Pokusiłabym się o porównania tego wzmacniacza do brzmienia Vincenta czy Brighta ze stajni Haiku ale z wyższą kulturą. Tu ukłon w stronę Klubu Miłośników Audio Academy, myślę, że by się Wam spodobał ten wzmacniacz. Funkcje sieciowe wzmacniacza działają niezawodnie, czy to przez Roon czy Mconnect Control. Dla leniwych mamy bluetooth, który gra zaskakująco dobrze. Mniej osłuchana osoba nie wychwyci różnicy między tym, bezprzewodowym połączeniem czy analogiem. Duńczykom udało się stworzyć, kompaktowy wzmacniacz z dac i modułem sieciowym, zamknięty w oryginalnej, stylowej obudowie, wykonany z kunsztem i precyzją. Małgorzata Rutkowska-Mamica Specyfikacja techniczna: - 2 x 250 W przy 8 Ω / 2 x 500 W przy 4 Ω - Stopień wyjściowy Class D - Moduł Bluetooth 4.0 aptX - Wbudowany przetwornik C/A 192 kHz/24 bity z nadpróbkowaniem - Współosiowe i asynchroniczne cyfrowe wejście USB aż do 192 kHz/24 bitów, optyczne do 96 kHz/24 bity - Akceptuje cyfrowe strumieniowanie bezpośrednio z iPhona i iPada - Dwa wejścia niezbalansowane i jedno zbalansowane - Niemagnetyczna obudowa - Funkcja Direct; możliwość wykorzystania w systemie kina domowego - Pasmo przenoszenia 20 Hz – 20 kHz - Stosunek sygnał/szum > 110 dB - Zniekształcenia THD < 0,001% - Wejścia analogowe RCA, XLR - Wymiary (S x W x G) mm 325 x 105 x 420 - Waga kg 10 Dystrybutor: Q21 cena 13 800 PLN
  9. Zobacz cały artykuł
  10. Ida-16 to pierwszy wzmacniacz powstałej w 2014 roku Firmy Nuprime. Sześć lat stażu na rynku audio, a wzmacniacz prezentuje się świetnie, zarówno pod względem wizualnym, jak i technicznym. Aluminiowa obudowa ma zaledwie 6,5 cm wysokości, 43 cm szerokości i 38 cm głębokości. Przedni panel ma charakterystyczne dla NuPrime ścięcie, które nadaje mu surowej elegancji. Na górnej krawędzi znajduje się sześć przycisków, zaczynając od lewej selektor wejść, power, regulacja głośności i wyciszenie. Pod rzędem przycisków dioda po prawej stronie wskazuje poziom głośności, a diody po lewej wskazują, które źródło jest wybrane: U, C, C, O, O lub A, które odpowiednio oznaczają USB, Coax 1, Coax 2, optyczne 1, optyczne 2 i analogowe. Podświetlenie wskaźników w kolorze niebieskim jest dyskretne i dobrze dobrane pod względem wizualnym. Panel tylny to głównie wejścia cyfrowe jest ich, aż pięć i tylko jedno analogowe. Patrząc na ilość wejść cyfrowych, wielu z nas pokusiłoby się, nazwać IDĘ-16 wzmacniaczem cyfrowym, tak zresztą określa ten wzmacniacz producent, ale zagłębiając się w jego budowę, chociaż by w sposób regulacji siły głosu, stwierdzimy, że jest to wzmacniacz analogowy, regulacja odbywa się w 99 krokach z precyzją 0,5 dB i można ją ustawić niezależnie dla danego wejścia. Końcówka mocy w IDA-16 jest opracowaniem własnym firmy. To potężny wzmacniacz analogowy, oddający 200 watów na kanał. Ida posiada wbudowany przetwornik C/A, który przetwarza dźwięk z cyfrowego na analogowy. Przy USB pracuje układ XMOS, a dalej mamy przetwornik ESS9018 (ESS Sabre) o rozdzielczości dla sygnałów PCM 32 bit i częstotliwości próbkowania 384 kHz oraz dla sygnału DSD aż do DSD256, czyli o częstotliwości próbkowania 11,2 kHz. W zestawie ze wzmacniaczem znajduje się pilot zdalnego sterowania. Jego kształt jest inny niż tradycyjne piloty, jest wydłużony i ma przekrój sześciokąta. Wbrew pozorom trzyma się go wygodnie w ręce. Jest wykonany z metalu i dosyć ciężki. Pierwsze wrażenie… Mały, płaski, futurystyczny kształt, bez gałek. Klasa D, wiadomo, duża moc, przy małym zużyciu prądu. Wydaje mi się, że gra poprawnie, tak grzecznie bez werwy. Drugie wrażenie … Podkręcam głośność i wszystko się otwiera, jest moc i radość ze słuchania. Niskie tony są dynamiczne, szybkie potrafią uderzyć, kiedy trzeba, ale przy tym są dobrze kontrolowane. W utworze „Nie” z najnowszej płyty Igora Herbuta „Chrust” możemy się wsłuchać w instrumentalne popisy muzyków z nisko schodzącą stopą perkusji, gdzie wyraźnie słyszymy wielobarwność i zróżnicowanie niskich tonów. Średnica jest ciepła i aksamitna, czaruje nas swoją plastyką i separacją instrumentów na scenie. Rockowe czy bluesowe kawałki brzmią mocno i dynamicznie np. No Sanctuary Here w wykonaniu Chrisa Jones, czy Cat People Davida Bowie. Góra pasma jest naturalna, bez ociepleń czy ubarwień, może nie jest przejrzysta do bólu i nie rozkłada nagrania na poszczególne dźwięki z dokładnością lasera, ale całość jest dobrze zestrojona i daje nam dużą przyjemność ze słuchania muzyki. DAC, który znajduje się na pokładzie IDA-16 to ES9018 Sabre Reference, znany z niskich zniekształceń, na wejściu S/PDIF przyjmuje PCM 24 bit/192 kHz, natomiast na USB 24 bit/384 kHz PCM. Brzmienie plików dekodowanych na komputerze z wgranym odtwarzaczem Foobar 2000 i przesyłanych protokołem USB do wzmacniacza jest bardzo satysfakcjonujące. Jeśli mamy w swojej bibliotece pliki DSD to warto je słuchać na Nuprime, brzmia jeszcze głębiej niż flac. Dużo oczywiście zależy od źródła, które wepniemy do wzmacniacza. W kolejnej próbie do wejścia coaxialnego było wpięte raspberry z allo digione signature z wgranym snakeoil + roon i tu moim zdaniem poprawiła się rozdzielczość, wybrzmienia, scena się lepiej ułożyła. Mimo iż konstruktorzy Idy-16 położyli duży nacisk na sekcję cyfrową wzmacniacza, wejście analogowe RCA nie zostało potraktowane po macoszemu. Po wpięciu odtwarzacza CD wydaje mi się, że dźwięk nabrał więcej lekkości i bardziej została podkreślona góra pasma, która w sekcji cyfrowej była delikatnie wycofana. Jednakże są to już niuanse i na pewno można stwierdzić, że nie ma tu zwycięzcy. Podsumowanie… NuPrime Ida-16 to bardzo udany wzmacniacz, oferuje on dźwięk zwinny, szybki i konturowy, ale jednocześnie z basem schodzącym nisko i pod pełną kontrolą. Nie bójmy się podkręcić głośności, dajmy mu trochę prądu, a na pewno Was zaskoczy dźwiękiem. [email protected] Dane techniczne Znamionowa moc wyjściowa: 2 x 200 W (4/8 Ω) Moc wyjściowa w szczycie: 400 W Pasmo przenoszenia: 10 Hz – 80 000 Hz Całkowite zniekształcenia harmoniczne + szumy (THD+N): 0,004 % Obsługiwane typy sygnału cyfrowego: wejście USB: - PCM 44,1 | 48 | 88,2 | 96 | 176,4 | 192 | 352,8 | 384 kHz/16 - 24 bity - DSD 2,8 | 5,6 | 11,2 MHz/1 bit - wejścia S/PDIF: PCM 44,1 | 48 | 88,2 | 96 | 176,4 | 192 kHz/16 - 24 bity Wymiary (S x W x G): 57 x 430 x 375 mm Masa: 7 kg Dystrybucja: RAFKO
  11. Zobacz cały artykuł
  12. Kilka dni temu miałam przyjemność testować i opisywać słuchawki MEE Audio MX4 Pro, czyli najwyższy model linii MX. Idąc za ciosem, dostałam od dystrybutora Firmy RAFKO niższy model MX3 Pro w kolorze czarnym. Wizualnie poszczególne modele z serii nie różnią się od siebie. Wszystkie cztery, czyli MX1, MX2, MX3 i MX4 charakteryzują się wykorzystaniem tej samej, sprawdzonej konstrukcji, która ma zapewnić wysoki komfort i wygodę dzięki wykorzystaniu opatentowanego systemu mocowania OTE. Kable są wymienne, można wybrać przewód z mikrofonem lub bez mikrofonu (oba w zestawie) lub podłączyć zupełnie inne okablowanie. Słuchawki mają certyfikat wodoodporności IPX5, możemy je spokojnie używać na siłowni czy do biegania. Wszystkie modele mają taki sam zestaw dołączonych akcesoriów. Oprócz samych słuchawek w komplecie znajdują się: - kabel stereo - kabel stereo z mikrofonem i pilotem - twarde, materiałowe etui zapinane na zamek z możliwością zamontowania karabińczyka (również w zestawie) - 4 pary gumek dokanałowych w różnych rozmiarach i kształtach - pianki dokanałowe Comply T - dwa klipsy mocujące kable do ubrania - pozłacana przejściówka z mini-jacka 3,5mm na jack 6,3mm - instrukcja obsługi I to na tyle, jeśli chodzi o podobieństwo, ponieważ każdy z modeli reprezentuje inną sygnaturę brzmienia i idącą za tym konstrukcję, dzięki czemu odpowiadają na wszelkie potrzeby artystów oraz pasjonatów muzyki. MX 3 mają jeden przetwornik dynamiczny z wentylacją odpowiedzialny za przetwarzanie realistycznego, żywo brzmiącego basu oraz dwa zbalansowane przetworniki armaturowe zwiększające detaliczność i przestrzeń w zakresie tonów średnich i wysokich, czyli o jeden przetwornik armaturowy mniej niż model wyższy MX 4. Czy przez to grają gorzej od wspomnianej 4 – ki ? Według producenta „to wyraziste brzmienie skupione na tonach średnich”, ale czy to znaczy, że brakuje nam basu ? Otóż nie bas jest podawany w optymalnej dawce i brzmi uniwersalnie. Zejście jest nadal niezłe – słuchawki potrafią zabrzmieć bardziej tłusto i efektownie zawibrować, ale subbas nie gra pierwszoplanowej roli, a mimo to nie ma najmniejszych problemów z kontrolą pasma. Średnie pasmo jest dominującą cechą MX3, lecz nie w sposób natarczywy. Bardzo delikatne ciepło w środkowym basie, w połączeniu z liniowym przejściem w środkowe części pasma powoduje, że nie odczuwamy braku niskich tonów, a wokale wysuwają się do przodu. Wszystko to jest jednak świetnie wyważone, głosy żeńskie i męskie brzmią bardzo dobrze.. Góra pasma także ma, się czym pochwalić. Brzmi czysto i klarownie, jest precyzyjna i rozciągnięta. Mocno doświetla brzmienie, mimo iż nie jest tak klarowna i przejrzysta jak w MX 4 ce. Wydaje mi się, że firma MEE Audio miała świetny pomysł na takie strojenie słuchawek, dzięki temu są one bardzo uniwersalne, możemy na nich słuchać każdego gatunku muzycznego. Producent poleca je głównie do muzyki wokalnej i gitarowej i faktycznie Silje Nergaard w duecie z Kurtem Elling - The dance floor brzmią rewelacyjnie, jak i inne jazzowe kawałki. Nie zawiodły mnie również przy mocniejszych utworach rockowych, elektronice czy funku. Fajnie słuchało mi się płyty zespołu Clock Machine – Prognozy, szybkość, dynamika to wszystko na odpowiednim poziomie. MX3 Pro to dobry i bezpieczny wybór, biorąc pod uwagę cenę, jakość wykonania i walory dźwiękowe. Na pewno nie zawiodą sie na nich początkujący audiofile ale i osoby osłuchane z muzyką. Specyfikacja: Konstrukcja: słuchawki dokanałowe, zamknięte, 3-drożne, z giętkimi pałąkami zakładanymi za uszy (OTE) Typ przetworników: 1x dynamiczne (10 mm) + 2x armaturowe Pasmo przenoszenia: 20 - 20 000 Hz Maksymalna moc wyjściowa: 30 mW Impedancja: 21 omy Skuteczność: 110 dB Wodoszczelność: IPx5 [email protected] System testowy: Pliki: Raspberry PI4 + Allo DigiOne Signature z wgranym MoodeAudio 6.3, Roon Bridge oraz laptop z programem Foobar 2000 DAC: IFI XDSD Wzmacniacz: Lucarto Audio Alberto HPA200, Aune X1s 10th anniversary Interkonekty: Haiku Audio, Albedo Flat One Kabel USB: Lucarto Audio, Taga Harmony TUD Sieciówki: Lucarto Audio PC -2EVO Słuchawki: VSONIC GR07X, FIIO FH1, AUNE E1 Dystrybucja: RAFKO
  13. Zobacz cały artykuł
  14. MEE Audio to firma założona w 2005 roku z siedzibą USA, w stanie Kalifornia, nieopodal Los Angeles. Zespół MEE Audio stawia sobie za cel produkcję przenośnych słuchawek łączących bardzo przystępną cenę z jakością wykonania i wygodą użytkowania zdecydowanie przewyższającą standardy obowiązujące w danym segmencie cenowym. Linia MX PRO Obecny asortyment MX PRO składa się z 4 modeli: MX1, MX2, MX3 i flagowy MX4. Tak jak nazwa nam sugeruje, MX1 ma jeden przetwornik, MX2 dwa i tak dalej. Na stronie producenta można znaleźć tabele opisującą różnice w budowie, jak i strojeniu poszczególnych modeli. Dzięki Firmie RAFKO przyjrzymy się dokładniej najwyższemu modelowi z linii, czyli MX4PRO. W komplecie ze słuchawkami dostajemy: materiałowe etui zapinane na suwak w kolorze czarnym, wkładki silikonowe i pianki, karabińczyk, przejściówka 3,5 na 6,35 mm oraz dwa komplety kabli. Kable mają 1,3 m długości, jeden jest z mikrofonem, drugi standardowy bez. Są zbudowane z przezroczystej gumy owiniętej wokół pojedynczego srebrnego warkocza. Kable są zakończone dopasowanym gniazdem 3,5 mm na jednym końcu i wyjmowanym złączem DC 2 mm na każdym końcu monitora. Kable przeprowadzane są za uchem i dodatkowo utwardzane w części znajdującej się za małżowiną, by jeszcze lepiej dopasować je do anatomii ucha użytkownika. Słuchawki mają kształt łezki i wykonane są z przeźroczystego plastiku, są lekkie i łatwo ułożyć je w uchu, nawet po kilku godzinach słuchania, nie czujemy dyskomfortu. Ja dostałam słuchawki w białej kolorystyce, są jeszcze dostępne czarne, oraz za dopłatą można zamówić Niestandardowe panele przednie i silikonowe wkładki douszne. MX4 Pro posiada jeden przetwornik dynamiczny z wentylacją odpowiedzialny za przetwarzanie realistycznego, żywo brzmiącego basu i trzy zbalansowane przetworniki armaturowe przetwarzające dźwięk w jakości hi-res. Wracając do tabeli zamieszczonej na stronie producenta MX4 Pro ma „dźwięk referencyjny o wysokiej wierności”. Po chwili słuchania wiemy, że nie są to słuchawki strojone na planie „V” ki, wysokie i średnie są wyrównane, natomiast bas nie dominuje. Tu ważne jest dobre dobranie wkładek, dla mnie pianki poprawiły bas. Mee zdecydowanie postawiło na górę, która jest bardzo czysta, klarowna i szczegółowa, ale nie można powiedzieć, że sucha i pozbawiona barwy. Podobnie średnica, brzmi barwnie i mocno. Nie są to słuchawki uniwersalne, bardzo dobrze wypadają na nich utwory instrumentalne np. Children of Sanchez – Marcina Wyrostka czy Falling – Przemka Raminiaka, możemy delektować tu się każdym szczególikiem, niuansem. Podobnie małe składy jazzowe płyta Love is HereTo Stay – Tony Benneta i Diany Krall brzmi świetnie. Dzięki studyjnej szczegółowości mocniejsze rockowe kawałki wypadają dynamicznie, bez bałaganu na scenie, instrumenty są odseparowane, nic się nie zlewa, testowane na płycie Emotion & Commotion – Jeff Beck. Na pewno są to słuchawki dla doświadczonego audio maniaka, który lubi się delektować dźwiękiem i wsłuchiwać w wysublimowane smaczki. W pierwszych minutach słuchania nie mamy efektu "wow" ale im dłużej je słuchamy tym bardziej ulegamy ich krystalicznemu i przejrzystemu brzmieniu. Jeśli szukamy mocnego basowego uderzenia to , może warto przetestować niższy model MX2 . Dane techniczne: Konstrukcja: 4-drożna Przetworniki: Armaturowe, Dynamiczne Konstrukcja obudowy: Zamknięte Impedancja: 12 Ohm Skuteczność: 103dB Pasmo przenoszenia: 20 - 20.000Hz Maksymalna moc wejściowa: 30mW Długość przewodu: 1.3m Asymetryczny kabel: NIE Typ wtyku: 3.5mm mini jack Typ wtyku: Kątowy [email protected] System testowy: Pliki: Raspberry PI4 + Allo DigiOne Signature z wgranym MoodeAudio 6.3, Roon Bridge oraz laptop z programem Foobar 2000 DAC: IFI XDSD Wzmacniacz: Lucarto Audio Alberto HPA200, Aune X1s 10th anniversary Interkonekty: Haiku Audio, Albedo Flat One Kabel USB: Lucarto Audio, Taga Harmony TUD Sieciówki: Lucarto Audio PC -2EVO Słuchawki: VSONIC GR07X, FIIO FH1, AUNE E1 Dystrybucja: RAFKO
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.