Jump to content

M@rgot

Redaktorzy
  • Posts

    141
  • Joined

  • Last visited

Reputation Całkowita

69 Neutralny

Audiostereo

69

Recent Profile Visitors

5174 profile views

M@rgot's Achievements

  1. zdecydowanie warto, przede wszystkim funkcjonalnosć, wifi, ethernet, dyski sieciowe , wejście coaxial i usb. Obsługa PCM do 32-bitów/384 kHz i DSD do 11,2 MHz (DSD256). Na chromcast masz tylko 192/24. Dźwiękowo też zyskasz, oczywiscie dużo zależy od DAC. Jeśli już to qobuz jest lepszy :)
  2. tak, działa tidal connect i spotify connect również
  3. Seria Zen od iFi powiększyła się o kolejnego przedstawiciela iFi Audio ZEN Stream. Jak tylko przeczytałam na stronie iFi, że ich najnowsze dziecko oparte jest o oprogramowanie open source, wiedziałam, że muszę go przetestować. Troche osób kojarzy mnie pewnie z forum i wie, że jestem zwolenniczką streamerów opartych o raspberry, nie ukrywam, że lubię trochę pogrzebać w linuxie i ustawić system po swojemu, trochę poeksperymentować z MPD i alternatywnymi ustawieniami. Z tego powodu nie przepadam za tak zwanymi gotowcami, które niestety mają dużo ograniczeń przez zamknięty system i nie zawsze są wspierane, jeśli chodzi o update ze strony producenta. Dla mnie dobry streamer to oczywiście komponenty, procesor, ale przede wszystkim, przyjazny w użytkowaniu system, działający szybko, bez zawieszania się i dający nam duży wybór, jeśli chodzi o możliwości streamingu. Nie wiem, dlaczego wielu producentów narzuca nam z góry swój system, zakładając, że oferowane udogodnienia są zgodne z naszymi wymaganiami. Myślę, że większość użytkowników woli samemu wybrać swoje preferowane platformy i aplikacje do przesyłania strumieniowego bez ograniczeń, z możliwością modyfikacji pod nasze wymagania. Właśnie urządzenie z architekturą open source daje nam taką możliwość. Jak więc wpisuje się w te ramy nowy produkt iFi ? ZEN Stream wyglądem idealnie pasuje do całej serii Zen. To ten sam styl, płaska aluminiowa obudowa o trapezoidalnej konstrukcji z wydłużonymi bokami w kolorze grafitowym z subtelnym logo IFI na wierzchu o wymiarach 158x35x100mm. Panel przedni i tylny Zen Stream wykonany jest z błyszczącego, szczotkowanego aluminium w kolorze srebrnym. Na panelu frontowym znajdują się tylko dwa przyciski: włącznik zasilania i przycisk „hotspot” służący do połączenia z siecią Wi-Fi oraz dwie wielokolorowe diody LED – jedną wskazującą jakość połączenia z internetem; druga, zmienia kolor w zależności od częstotliwości próbkowania odtwarzanego materiału muzycznego. Z tyłu, zaczynając od prawej strony mamy wejście zasilania, wysokiej jakości port Gigabit Ethernet, dalej jest port programowania USB-C do przesyłania aktualizacji oprogramowania (alternatywa dla aktualizacji OTA przez Wi-Fi), dwa porty USB-A jedno dające opcję odtwarzania muzyki z dysku twardego natomiast drugie to wyjście audio do połączenia z DAC, mamy również wyjście koncentryczne S/PDIF i wejście na antenę WiFi. W tym miejscu trzeba podkreślić, iż interfejs S/PDIF jest wyposażony w regenerator sygnału cyfrowego iFi Audio iPurifer, aby zapewnić optymalną, zawsze wolną od zakłóceń transmisję sygnału. Na panelu tylnym znajduje się jeszcze przełącznik, selektor trybów pracy, czyli jest możliwość wyboru między „ekskluzywnymi trybami” – indywidualnymi ustawieniami, które zapewniają w pełni zoptymalizowaną wydajność, skupiając działanie na jednym konkretnym trybie użytkowania. Mamy do wyboru: All-in-one, strumieniowanie DLNA, strumieniowanie NAA (network audio adapter), strumieniowanie Roon Bridge i strumieniowanie Tidal. Sercem iFi Zen Stream jest 64-bitowy, czterordzeniowy mikroprocesor ARM Cortex, poza tym wykorzystano starannie dobrane komponenty obwodów, w tym dyskretne, wysokiej jakości urządzenia do montażu powierzchniowego, takie jak wielowarstwowe kondensatory ceramiczne TDK C0G i cewki firmy Taiyo Yuden i Murata. iFi ZEN Stream obsługuje PCM do 32-bitów/384 kHz i DSD do 11,2 MHz (DSD256) przez Wi-Fi, a także przez kabel Ethernet. To jest duży plus, często połączenia bezprzewodowe WIFI są traktowane, jako gorsze ze względu na ograniczenia przesyłu, a tu proszę mamy dwuzakresowe Wi-Fi (2,4 GHz i 5 GHz z obsługą 802.11a/b/g/n/ac) i idzie na nim DSD 256. No dobrze, skoro przebrnęliśmy przez część opisową, pora włączyć naszego bohatera i zobaczyć jak się spisuje w użytkowaniu codziennym. Po uruchomieniu wystarczy wpisać w przeglądarkę http://ifi.local/ lub IP naszego urządzenia, lub skorzystać z dedykowanej aplikacji dostępnej dla androida, jak i iOS. Na ekranie ukazuje się znajomy użytkownikom raspberry ekran GUI z Volumio. IFI twierdzi, że Volumio stanowiło punkt wyjścia, a następnie zostało zakodowane i zoptymalizowane w celu uzyskania najczystszego oprogramowana do strumieniowania. Poruszanie po menu jest analogiczne jak w czystym Volumio. Po wejściu w ustawienia możemy skonfigurować nasze źródło, czyli dodać zasoby sieciowe. NAS lub dysk twardy jest wykrywany bez najmniejszych problemów i system automatycznie skanuje bibliotekę, która może być po tej operacji wyświetlana według artystów lub albumów. Z opcji streamingowych możemy używać Tidal connect i Spotify Connect, obsługa tych serwisów odbywa się za pomocą oryginalnych aplikacji Tidala i Spotify. Qobuz jest dostępny za pomocą Roon lub przez aplikację mConnect. Mamy również dostępną opcję Roon Bridge, po uruchomieniu IFI Stream jest widoczny w ustawieniach audio w ROON. Oczywiście działa AirPlay dla urządzeń Apple oraz Chromecast dla Androida, DLNA, UPNP Render i NAA (Network Audio Adapter). Dostępna jest cała baza internetowych stacji radiowych, którą można filtrować według gatunku, kraju, popularności, jak i dodawać własne stacje wpisując adres URL. Nie będę rozpisywała się jak gra iFi Zen Stream, ponieważ to czysty sieciowy transport, który przesyła sygnał cyfrowy, potrzebujemy, zatem przetwornik cyfrowo analogowy DAC, aby przetworzyć sygnał na analogowy. Bardziej bym się skupiła, co znaczy dobry transport. Wiele osób zaczyna od laptopa niestety nie, jest to dobry wybór, a to, dlatego, że system Windows, nie jest zoptymalizowany pod kątem wiernego odtwarzania muzyki. Winę za to ponoszą dwa procesy: resampling i cyfrowa kontrola głośności, należące do zadań systemowego miksera dźwięku. Do osiągnięcia bit-perfect możemy sobie zainstalować Kernel Streaming, ASIO czy WASAPI i zoptymalizować komputer za pomocą Fidelizera. Wiem, że na tym się nie kończy i wcześniej lub później gonimy przysłowiowego króliczka, wybieramy streamer albo idziemy w kierunku DIY np. Raspberry. Ja wybrałam tę drugą drogę, bo nie lubię ograniczeń narzucanych mi przez firmę X czy Y. Wiem, że nie wszystkim się chce bawić w samodzielne ustawienia, nie każdy to potrafi, albo po prostu nie ma na to czasu W to miejsce idealnie, wpisuje się iFi Stream, to taka powiedziałabym „malina plug and play”. Zyskujemy jej funkcjonalność, bez zbędnego „grzebania” w ustawieniach linuxa czy dogrywania jakichś wtyczek. Jeśli tylko iFi będzie rozwijało projekt open source i będzie on otwarty na społeczność streamingową chętną do pracy z iFi w celu tworzenia dodatkowych funkcji to, jestem jak najbardziej za ZEN Stream. Wiem, że teraz niejeden z moich kolegów zapyta mnie, czy ZEN Stream gra lepiej od malinki ? Powiem tak od gołej malinki tak i oszczędzi wiele stresu początkującym audiofilom. Za udostępnienie sprzętu do testu dziękuję firmie audiomagic.pl Małgorzata Rutkowska-Mamica Specyfikacja: Napięcie wejściowe DC 9V/1,8A-15V/0,8A AC 100-240V, 50/60Hz Wejście Wi-Fi / Ethernet / USB HDD (Aktualizacje oprogramowania układowego przez OTA i USB-C z tyłu) Formaty PCM384 DSD256 Wyjście USB3.0 (gniazdo typu A) x2 (w pełni kompatybilny z MQA) SPDIF (koncentryczny) Pobór mocy Brak sygnału ~6W Maksymalny sygnał ~10W Wymiary 158 x 100 x 35 mm Waga netto 578g
  4. Zobacz cały artykuł
  5. W 2017 roku Cayin zaprezentował swoją serię „i” składająca się z trzech komponentów: iDAC-6, iHA-6 (wzmacniacz słuchawkowy) oraz iDAP-6 (streamer). Po prawie czterech latach przyszła pora na odświeżenie serii. Na pierwszy ogień poszedł DAC, który po ulepszeniu otrzymał nazwę iDAC-6 MK2. Wymiary nowego iDACa pozostały te same 240 mm x 252 mm 69 mm, tak aby urządzenie idealnie pasowało do stosu pozostałych dwóch części. Obudowa wykonana jest z piaskowanego aluminium w kolorze srebrnym, łączenia elementów są niewidoczne, jedynie na panelu tylnym występują śruby montażowe. Główna modyfikacja, którą od razu dostrzeżemy w stosunku do wersji sprzed czterech lat to układ panelu frontowego i duży ekran. Muszę przyznać, że 3,5-calowy Amoled robi wrażenie, rozdzielczość jest bardzo dobra, wszystkie informacje odczytamy bez problemu, niezależnie od kąta patrzenia. Barwa ekranu zmienia w zależności od wybranego trybu pracy tranzystor/lampa. Jeśli wybierzemy odsłuch w trybie lampowym, wyświetlacz przyjmuje ciepły pomarańczowy odcień imitujący żarzącą się lampę. Po przejściu na pracę, jako tranzystor kolor wyświetlacza zmienia się na niebiesko, zielono, biały. Poza tym możemy odczytać, wybrane źródło, częstotliwość odtwarzanego materiału muzycznego i wybrany filtr. Po lewej stronie ekranu mamy trzy przyciski funkcyjne oraz włącznik (power). I tak od góry, pierwszy przycisk to wybór źródła, drugi zmienia nam tryb racy lampa/ tranzystor, a trzeci przełącza się między pre lub line out. Po prawej stronie mamy duże pokrętło, które działa albo za pomocą przełącznika obrotowego jako regulacja głośności, aktywna tylko w trybie pre, lub naciskając do środka, możemy wywołać dodatkowe menu. Mamy tu wybór 7 filtrów dla PCM i 4 dla DSD, wybór trybu pracy PRE/DAC oraz informację o wersji firmware. Na panelu tylnym mamy wyjście RCA oraz XLR, oraz wejścia:coaxial RCA, oraz BNC, AES/EBU, USB oraz I2S. Nad wyjściami znajdują się pionowe otwory wentylacyjne, jest ich zdecydowanie za mało iDAC-6MK II, w trybie lampowym potrafi mocno się nagrzać i najlepiej zapewnić mu sporo miejsca dookoła i raczej nie ustawiać go w stos. Podczas pracy, jako solid-state, obudowa jest lekko ciepła. Wewnętrznie też mamy zmiany, to przede wszystkim nowy chipset Sabre ES9028Pro oparty na delta sigma, wspierany przez potrójny oscylator kwarcowy femtosekundowy. Pierwotna wersja iDac-6 wykorzystywała dwukanałową implementację AKM AK4490 z konfiguracją podwójnego oscylatora. Czy to był zabieg celowy, czy Cayin został niejako, zmuszony do tej zmiany możemy się tylko domyślać. W październiku 2020 r spłonęła całkowicie fabryka potentata wśród producentów elektronicznych układów cyfrowo-analogowych Asahi Kasei Microsystems (AKM) w mieście Nobeoka. Od tamtej pory duża część producentów audio boryka się z problemem braku podstawowych podzespołów do produkcji swoich urządzeń. Z tego powodu firmy wykorzystujące chip AKM musiały znaleźć alternatywę i znacznie przeprojektować swoje modele DAC. Nie dziwi, więc pojawienie się przetworników cyfrowo – analogowych opartych o ESS Sabre. W przedsprzedaży mamy już Topping D90SE, myślę, że dni D70s też są już policzone. Niedawno ukazał się Gustard X16. Proszę mnie, nie zrozumieć źle, nie twierdzę, że Sabre jest gorsze, po prostu jest teraz dużo częściej wybierane w projektach audio. Jak już wiemy DAC, może pracować w dwóch trybach do wyboru klasyczny tranzystorowy i lampowy z zastosowaniem 4 lamp 6H16B, dwie lampy są dedykowane dla wyjścia single-ended i 2 dla wyjścia zbalansowanego. Dzięki zastosowaniu nowego chipsetu, wejście USB obsługuje natywne DSD64 - DSD512, PCM do 32 bitów / 768 kHz AES / EBU, optyczne, koncentryczne: do 24 bit / 192 kHz, DSD64 (DoP). Do testów zestawiłam kilka przetworników cyfrowo analogowych: Chord Hugo TT, Denafrips Ares II, Gustard X16 i oczywiście nasz bohater Cayin iDAC-6MK II. Wydaje mi się, że może to być ciekawe porównanie, z uwagi na to, iż są to urządzenia z różnych przedziałów cenowych, ale i różne konstrukcyjnie. Chord oparty o FPGA, Denafrips drabinka rezystorowa, Cayin Sabre ES9028Pro i dodatkowo dwa tryby pracy do wyboru, no i mistrz pomiarów Gustard X16 z zastosowaną kością ES9068AS, z pełnym dekodowaniem MQA. Początkowo skupiłam się na Cayin, żeby dobrze zapamiętać jego styl prezentowania muzyki i przyzwyczaić się do brzmienia. Jeśli ktoś miał styczność ze sprzętem marki Cayin, wie, że prezentuje on ciepłą barwę, nasyconą dźwiękami, tu miałam jednak obawy jak to, wypadnie w połączeniu z kością ES Sabre, czy dźwięk nie będzie zbyt suchy i sterylny. Okazało się jednak, że moja podejrzliwość była nieuzasadniona, iDac-6MKII nie jest całkiem neutralny ani nastawiony na analityczne rozkładanie nagrań na części pierwsze. Dźwięk jest dociążony, soczysty a przy tym potwornie muzykalny. Bas jest lekko podkreślony, ale przy tym świetnie kontrolowany, nie buczy, a miło wybrzmiewa i rozchodzi się po pomieszczeniu. Wokale są trochę cofnięte, nie są podawane „bezpośrednio na twarz” słuchaczowi, ale dzięki temu Cayin brzmi równo. Wysokie tony są wyraziste, czuć w nich zadziorność, szybkość, ale nic nie męczy, nie przeszkadza. Po przejściu na tryb tranzystorowy dostajemy szybkość i energię, instrumenty są lepiej pozycjonowane, poprawia się przejrzystość i detal, ale dzieje się to kosztem ciepła i plastyczności. Ten „dwupak”, który dostajemy w jednym urządzeniu, jest wygodny, możemy zmieniać sobie sygnaturę dźwięku w zależności od słuchanej muzyki. Po wpięciu do systemu Chorda wszystkiego jest więcej, rośnie zdecydowanie scena i przestrzeń, wokale wysuwają się do przodu i dostajemy więcej detali. Patrząc jednak na stosunek ceny, Chord kosztuje 3 krotnie więcej, czy jest wart, aż takiej dopłaty, trzeba odpowiedzieć sobie samemu na to pytanie. Denafrips Ares II, to inne granie, dźwięk jest mniej dociążony w porównaniu do Cayina. Ma za to bardzo ładny, czarujący wokal i mimo iż to DAC R2R to szczegółów nam nie zabraknie. Powiedziałabym, że średnica w Aresie jest wyrafinowana, to jego mocny punkt. Góra jest delikatniejsza, nie jest tak wyrazista, jak w Cayin. No i został nam Gustard X16 MQA, trochę o nim głośno ostatnio w sieci, a to za sprawą pomiarów, które wygrywa z dużo droższymi konkurentami, można poczytać na stronie: https://www.audiosciencereview.com/forum/index.php?threads/gustard-x16-balanced-mqa-dac-review.17419/ Tylko czy pomiary i rankingi grają? Myślę, że najlepiej zdać się na własne uszy i sprawdzić jak gra dany sprzęt w naszym systemie. Z testowanych DAC wypadł on najbardziej przejrzyście, szczegółowo i bezszumowo, rozkłada dźwięk na czynniki pierwsze. Tu ważne jest, z czym go zestawimy. Po podłączeniu do wzmacniacza lampowego, który gra ciepło, jego przejrzystość tonowała fajnie dźwięk, aby nie wypadał zbyt ciężko. Jednak jeśli chodzi o przekazywanie emocji podczas słuchania muzyki, jeśli chodzi o obecność średnich tonów, naturalność, ciepło, został zdecydowanie pokonany przez Cayin iDAC-6MK II. Cayin to ogromna ilość energii i emocji. Dźwięk jest przyjemnie zadziorny, niepozwalający się nudzić jednak dosyć mocno oparty na analogowo brzmiącym fundamencie, słodki i bardzo wyrazisty zarazem. Szczerze, dziwie się, dlaczego iDAC-6MK II jest tak mało popularny na naszym forum. Często przeglądam posty i na pytania czytelników o przetwornik do 5 tys. najczęściej polecany jest Qutest lub RME Adi-2 Dac oczywiście oba są świetne, ale zdecydowanie warto dorzucić do nich Cayin iDAC-6MK II. Za udosępnienie sprzętu do testu dziękuję audiomagic.pl Małgorzata Rutkowska-Mamica DANE TECHNICZNE: Chipset DAC ES9028Pro Napięcie wyjściowe RCA: 2,2 V RMS BAL XLR: 4,4 V RMS Wejścia USB obsługuje natywne DSD64-DSD512, PCM do 32 bitów / 768 kHz AES / EBU, optyczne, koncentryczne: do 24Bit / 192kHz, DSD64 (DoP) Wyjścia liniowe i przedwzmacniacz XLR (zbalansowane), RCA (niezbalansowane, przełączalna lampa / tranzystor) Napięcie wyjściowe: Linia: 2,2 V + 2,2 V RCA, 4,4 V + 4,4 V tranzystor XLR i lampa Przedwzmacniacz: tranzystor 7V + 7V RCA, lampa 6V + 6V RCA Tranzystor 13V + 13V XLR, lampa 10V + 10V XLR Zespół lampowy 4 x 6N1B Wymiary 240 mm x 252 mm 69 mm(szer. x gł. x wys.) Waga 3.8 kg
  6. Minęły dwa lata od premiery iFi Audio ZEN DAC . Ten wzmacniacz słuchawkowy i dac w jednym został nagrodzony przez EISA w kategorii „Best Value DAC” 2020-21. Idąc za ciosem iFi Audio zdecydowało się na ulepszenie projektu przedstawiając nam w kwietniu ZEN DAC V2. Wizualnie to nadal ten sam kompaktowy wzmacniacz słuchawkowy z przetwornikiem cyfrowo-analogowym USB o wysokiej rozdzielczości, dekodujący MQA, gdyby nie napis z tyłu „Zen Dac V2” byłby nie do odróżnienia od wersji pierwszej V1. Cała seria ZEN ma ten sam styl, płaska aluminiowa obudowa o trapezoidalnej konstrukcji z wydłużonymi bokami w kolorze grafitowym z subtelnym logo IFI na wierzchu o wymiarach 158x35x100mm. Panel przedni i tylny Zen DAC wykonany jest z błyszczącego, szczotkowanego aluminium w kolorze srebrnym. Oba modele mają te same wejścia i wyjścia. Na panelu przednim mamy zbalansowane wyjście Pentaconn 4,4 mm, wyjście zbalansowane 6,3 mm, przycisk Power Match, którym włączamy wzmocnienie dla wymagających słuchawek nausznych oraz przycisk True Bass, który jest obwodem analogowym, podbijającym bas. W środkowej części mamy pokrętło głośności podświetlone, na kolor odpowiadający częstotliwości próbkowania odtwarzanego materiału muzycznego. Panel tylny jest też identyczny, jak w wersji V1, mamy tu wejście zasilania DC 5 V, wejście USB audio, wyjście analogowe RCA oraz wyjście zbalansowane 4,4 mm. Jest także przełącznik Fixed-Variable ustalający czy wyjścia analogowe mają pracować w formie wyjść liniowych (stała głośność), czy z przedwzmacniaczem (regulowana głośność przez pokrętło z przodu). Większość użytych komponentów jest ta sama, co w wersji pierwotnej, poza dwoma zasadniczymi ulepszeniami. Jednym z nich jest zastosowanie 16-rdzeniowego chipsetu XMOS w stosunku do 8- rdzeniowego w starszej wersji. Jest to dokładnie ten sam układ, co w iDSD NEO DAC. Co dzięki temu zyskujemy ? Przede wszystkim zwiększenie mocy obliczeniowej, szybkości zegara i pamięci, co zapewnia szybkość zegara 2000 MIPS i 512 KB pamięci. Dzięki temu Zen DAC V2, działa, jako dekoder, a nie tylko render MQA. Oznacza to, że pełny proces dekodowania „trzech rozwinięć” jest wykonywany wewnętrznie przez DAC, w przeciwieństwie do rendera, który wykonuje tylko końcowe rozwinięcie MQA. Nie potrzebujemy już oryginalnej aplikacji Tidala czy ROON, aby wykonać początkowe „rozłożenie” pliku, wszystko zdekoduje (pełne rozwinięcie) Zen DAC V2. W nowym modelu sygnał MQA może być oznaczony przez zielone lub niebieskie podświetlenie gałki głośności. Kolor niebieski sygnalizuje nam, iż odtwarzany materiał to „MQA Studio”, czyli odtwarzany plik został zatwierdzony w studiu przez artystę czy producenta lub zweryfikowany przez właściciela praw autorskich i jest to ostateczna wersja utworu. Kolor zielony oznacza, iż plik ma pełne rozwinięcie MQA, ale pochodzenie może być niepewne lub że nie jest to jeszcze ostateczna wersja nagrania. https://bobtalks.co.uk/blog/mqa-philosophy/mqa-authentication-and-quality/ Drugie ulepszenie, to nowy zegar jitter zapewniający bardzo niski poziom szumów i wydajność poniżej 20 dB. iFi przyzwyczaiło nas, iż od dawna w swoich urządzeniach wykorzystuje kość Burr Brown, wybierając ją ze względu na naturalnie brzmiącą „muzykalność” i prawdziwą natywną architekturę. Oczywiście nie mogło być inaczej w Zen DAC V2. Układ Burr Brown bardzo dobrze równoważy dokładność i szczegółowość z muzykalnością, daje to nam też odczucie ciepła w muzyce. Tak pokrótce można by scharakteryzować dźwięk iFi Zen DAC V2. Natomiast rozkładając dźwięk na czynniki pierwsze, zauważymy, że bas schodzi nisko i brzmi z miękkim uderzeniem, a dzięki ciepłej sygnaturze odbieramy go, jako mocniej dociążony, ale dobrze kontrolowany. Jeśli jesteś, wyjątkowym „baso lubem” zawsze możesz skorzystać z funkcji True Bass, zaręczam, że basu Ci nie zabraknie. Średnica również prezentuje ciepłą tonację z dobrą separacją instrumentów i świetnym poziomem realizmu wokalnego. Górny zakres prezentuje gładkie dźwięki, bez zbędnych przejaskrawień czy męczących doznań przy dłuższych odsłuchach. Niezależnie od tego, iż wysokie tony są złagodzone, nie brakuje nam detali w dźwięku, szczególnie w nagraniach MQA było więcej separacji między elementami. ZEN DAC V2 oferuje doskonałą artykulację i klarowność. Warto też zainwestować w zasilacz na przykład iFi Audio iPower X, który wpłynie pozytywnie na prace wzmacniacza. Oczywiście można IFi Zen Dac V2 zasilić, podłączając do portu USB komputera. Na forum bardzo często pojawia się pytanie, czy warto kupić wzmacniacz słuchawkowy ? Oczywiście, że tak, za pomocą wzmacniacza lepiej wykorzystasz możliwości dźwiękowe słuchawek, odpowiednio je dostroisz, zbalansujesz dźwięk i podkręcisz głośność bez straty jakości. Wzmacniacz słuchawkowy nie jest tylko audiofilską fanaberią. W przypadku większości topowych modeli słuchawek jest wręcz koniecznością, by te mogły pokazać pełnię swoich możliwości. Dla wielu osób iFi Zen DAC V2 może być końcem drogi w poszukiwaniu sposobu na ulepszenie brzmienia naszych słuchawek. Za udostępnienie sprzętu do testów dziękuje audiomagic.pl Małgorzata Rutkowska-Mamica Specyfikacja Techniczna: Wejście: USB3.0 B (USB2.0), Formaty audio: 44.1/48/88.2/96/176.4/192/384kHz PCM 2.8/3.1/5.6/6.2/11.2/12.4MHz DSD 353/384KHz DXD, DAC: Bit-Perfect DSD & DXD DAC by Burr Brown Wyjście: Audio RCA (UnBAL) — 2.1V fixed, 1V / 3.3V max. (variable),4.4mm Pentaconn (BAL) — 4.2V fixed, 2V / 6.2V max. (variable). Oporność: <= 100 Ohm (UnBAL), <= 200 Ohm (BAL) SNR: < -116dB(A) @ 0dBFS (UnBAL/BAL) DNR: > 116dB(A) @ -60dBFS (UnBAL/BAL) THD+N: < 0.0015% @ 0dBFS (UnBAL/BAL) Wyjście: 6.3mm (UnBAL) — 1V / 3.3V max, 12 Ohm - 300 Ohm Headphone, 4.4mm Pentaconn (BAL) — 2V / 6.2V max, 12 Ohm - 600 Ohm Headphone Moc na wyjściu: UnBAL > 280mW @ 32R, > 36mW @ 300R, BAL > 380mW @ 50R, > 70mW @ 600R Impedancja na wyjściu: < 1 Ω (UnBAL/BAL) THD & N: < 0.005% (125mW @ 32R) SNR: > 113dBA (3.3V UnBAL / 6.2V BAL) Pobór mocy: < 1.5W via USB power OR 5v DC (power supply not included) Wymiary: 117(l) x 100(w) x 30(h)mm Waga: 491g (1.08 lbs)
  7. Zobacz cały artykuł
  8. będzie 🙂 bierz Anandy albo Audeze
  9. Topping to chińska firma, która produkuje jedne z najlepszych przetworników cyfrowo-analogowych i wzmacniaczy, jeśli chodzi o stosunek ceny do wydajności. Portfolio firmy jest szerokie, samych przetworników DAC naliczyłam 8 modeli obecnie produkowanych, opartych o różne układy scalone: Cirrus Logic, ESS Sabre czy AKM. Niedawno Topping wypuścił na rynek aktualizację Topping D30, bardzo cenionego przetwornika DAC klasy podstawowej, do Topping D30 Pro. Nowy model różni się znacząco od swojego poprzednika zarówno wizualnie, jak i zastosowanymi technologiami. D30 wyglądał surowo, prosta obudowa wykonana ze szczotkowanego aluminium, z widocznymi czterema śrubami łączeniowymi na froncie, dwa przełączniki hebelkowe do wyboru zasilania i źródła. Odmłodzony model, czyli D30 Pro, stylistyką nawiązuje do wyższych modeli DX7 lub D90 MQA. Obudowa wykonana jest z frezowanego aluminium CNC z matowym wykończeniem w kolorze czarnym lub srebrnym. Na panelu frontowym znajduje się wyświetlacz tej samej wielkości, co w modelu D90, z tą różnicą, że nie jest to OLED i wyświetlane napisy są w kolorze pomarańczowym. Po prawej stronie umieszczono pokrętło, które pełni rolę regulacji głośności oraz selektora wejść. Tylny panel również ewoluował w stosunku do wcześniejszego modelu. D30 Pro został doposażony w wyjście zbalansowane XLR, co jest dla mnie dużym plusem oraz zaszła zmiana od strony zasilania, zasilacz jest umieszczony wewnątrz obudow, a nie jak w przypadku starszej wersji, gdzie był zasilacz zewnętrzny 15 V. Pozostałe wejścia to standardowo: coaxial, wejście optyczne i usb oraz para niezbalansowanych RCA. D30 Pro nie został wyposażony w bluetooth co, możemy różnie odbierać jako plus lub minus w zależności od preferencji. Co kryje pod maską najnowszy DAC D30 Pro ? Topping pozostał wierny układowi Cirrus Logic, przestarzały CS4398 został zastąpiony przez cztery układy scalone CS43198 Cirrus Logic. Układ Quad DAC, to 8-kanałowe rozwiązanie, w którym każdy kanał ma własny filtr LDO. Układy DAC pracujące w podwójnie równoległym trybie gwarantują w pełni zbalansowane wyjście sygnału, umożliwiają zmniejszenie poziomu zniekształceń, które może powodować pojedynczy układ DAC przez wady procesu produkcyjnego czy wpływ warunków zewnętrznych. Przekłada się to na wyższą gęstość dźwięku oraz jego bardziej efektywną reprodukcję. Moduł FPGA Altera zarządza zegarami, kształtowaniem PLL i modulacją DOP. Za przetwarzanie sygnału USB odpowiada ośmiordzeniowy układ XMOS XU208 drugiej generacji, który obsługuje 32-bitowe, 384 kilohercowe dekodowanie PCM i natywne dekodowanie DSD256. Topping użył również CPLD, aby poprawić stabilność sygnału i jeszcze bardziej zmniejszyć jitter, co pozwoliło uzyskać czystszy, lepszy SNR. Wystarczy sięgnąć do instrukcji, w której Topping umieszcza wykresy z pomiarów i widzimy imponujące osiągi, bardzo niski współczynnik zniekształceń THD + N na poziomie zaledwie 0,00009% przy wysokim SNR (stosunek sygnału do szumu) wynoszącym 120 dB, czyli znacznie poniżej progu słyszalności dla człowieka. Topping jest dostarczny z pilotem, kablem zasilającym i kablem USB A-B. Za pomocą pilota możemy zmienić źródło wejścia, wybrać aktywny filtr i dostosować jasność wyświetlacza. D30 Pro jest z automatu ustawiony na wyjście DAC/Pre. Aby przełączyć się na czysty DAC, należy wyłączyć urządzenie wyłącznikiem znajdującym się na tylnej ściance, przytrzymać wciśnięty przycisk głośności i jednocześnie ponownie włączyć urządzenie z włącznika z tyłu. Dzięki tej kombinacji klawiszy dostajemy się do menu urządzenia, gdzie możemy przełaczyć się na tryb DAC lub PRE, wybrać wyjście XLR, RCA lub oba jednocześnie. Wyjście XLR ma prąd znamionowy 4,2 Vrms, a wyjście RCA tylko 2,1 Vrms. Jeśli chodzi o dźwięk, Topping D30 Pro jest neutralny i nie prezentuje żadnego zabarwienia. To właśnie powinien robić dobry przetwornik cyfrowo-analogowy. Dźwięk jest szczegółowy i gładki. Bas ma świetną kontrolę i precyzję, niskich tonów i ich mocnego uderzenia nie brakuje w muzycznej prezentacji Toppinga. Wysokie tony są dokładne i przewiewne, bez dodanej szorstkości czy sybilizacji. Generalnie nic nie męczy, nie przeszkadza, możemy wpiąć dac-a w nasz tor i zapomnieć o nim. Topping D30Pro może działać, jako samodzielny czysty DAC w naszym systemie, jako PRE podłączony do głośników aktywnych lub w połączeniu z idealnym, wręcz stworzonym dla niego wzmacniaczem słuchawkowym Topping A30 Pro. Oczywiście na potrzeby tej recenzji nie mogło obyć się inaczej jak odsłuch stosu D30Pro + A30 Pro. Wzmacniacz A30 Pro to mniejsza kopia wzmacniacza A90 o wymiarach 17,4 × 13,8 × 4,5 cm. Na panelu frontowym mamy praktycznie te same przełączniki hebelkowe wejścia XLR lub RCA i wzmocnienia GAIN, dalej wejścia słuchawkowe: zbalansowany XLR i zbalansowany 4,4 mm Pentacon dalej niezbalansowane 6,35 mm oraz pokrętło głośności. Regulacja wzmocnienia GAIN jest trzystopniowa i dostosowuje A30 Pro do używania czułych IEM oraz wymagających pełnowymiarowych słuchawek, od -14 dB przy niskim ustawieniu do + 14 dB przy wysokim ustawieniu. Przy odsłuchu z Aune E1, Fiio FH5 oraz Mangird Tea była idealna cisza w słuchawkach. Niestety jest to często bolączka wzmacniaczy słuchawkowych, które przenoszą zakłócenia na czułe IEM-y. Na panelu tylnym mamy również kilka ulepszeń w stosunku do wersji starszej A30. Znajduję się tu wejście zbalansowane XLR oraz single ended RCA. Dodatkowo mamy przełącznik GND/LIFT, jeśli korzystamy z RCA z kilkoma urządzeniami, może się nam przytrafić niemiła przypadłość „pętla masy”. Po przełączeniu na pozycję LIFT A30 Pro używa uziemienia podłączonego sprzętu zamiast swojego. A30 Pro oferuje również dwa wyjścia przelotowe z niezbalansowanymi gniazdami RCA lub dwoma gniazdami mono 6,35 mm dla wyjścia zbalansowanego. Uwaga to nie są wyjścia przedwzmacniacza. Po wyłączeniu A30 Pro przekazuje sygnał wejściowy bezpośrednio do RCA lub TRS bez stosowania wzmocnienia. Pozwala to na podłączenie aktywnych monitorów do A30 Pro i korzystanie z zalet zewnętrznego przetwornika cyfrowo-analogowego bez konieczności wprowadzania kolejnego wzmacniacza do łańcucha. Górna pokrywa i boki mają wiele otworów wentylacyjnych, rzeczywiście podczas pracy wzmacniacz jest ciepły. Górna pokrywa i boki mają wiele otworów wentylacyjnych, rzeczywiście podczas pracy wzmacniacz jest ciepły. A30 Pro jest wyposażony w najnowszy przeprojektowany obwód audio oparty na NFCA z technologią UHGF (Ultra-High Gain Feedback), zapewniającą doskonałą wydajność AC i DC. Jest wyposażony w 10 potężnych układów wzmacniających OPA1656 zapewniających niesamowitą moc wyjściową, wystarczającą, aby napędzić wymagające puszki. A30 Pro generuje do 6 W na kanał przy 16 omach obciążenia, 5,5 W przy 32 omach, 840 mW przy 300 omach i 420 mW przy 600 omach obciążenia. Ogromna moc wyjściowa i jak deklaruje producent bardzo niski poziom szumów na poziomie zaledwie 0,3 uV i wysoki zakres dynamiki 145 dB, to wszystko powinno nam zapewnić ciemne i czyste tło w naszej muzyce. Myślę, że pora to sprawdzić. Moja konfiguracja testowa to Topping D30Pro + Topping A 30 połaczone zbalansowanym XLR. Jako źródło wkorzystywałam Raspberry Pi4 z Allo Digione Signature zamiennie z Moode Audio 7.2.1 lub SnakeOil 1.2 z Roon Bridge, karmione plikami Flac, DSD i streaming Tidala. Punktem odniesienia był Gustrad X16 + Topping A90 oraz wzmacniacz lampowy Lucarto AudioHPA 200 E88CC Siemens NOS. Pierwsze wnioski, jakie się nasuwają, po przesłuchaniu kilku utworów są odzwierciedleniem wykresów, załączonych do instrukcji, jest niesamowicie cicho, zero jakichkolwiek szumów i druga rzecz, naturalność, czyli równość przekazu, żadne pasmo się nie wybija, nie wychodzi przed szereg. Topping zapewnia dokładny wgląd w głębię nagrania. Bas jest mocny i szybki, jego ilość jest wystarczająca, uderza tam, gdzie powinien, nie występuje efekt przeciążenia, w porównaniu do Gustrada nie jest on tak teksturowy i szczegółowy, za to brzmi cieplej, mniej klinicznie, po prostu muzykalnie. Środek pasma, a w szczególności wokale są po ciepłej stronie przekazu, brzmią bardziej miękko i aksamitnie, pozostają pod kontrolą niezależnie od wzmocnienia głośności, to duży plus dla combo D30 Pro + A30 Pro. Tony wysokie są idealnie zbalansowane, z całością, nie wybijają się i mimo że są jasne, nie męczą i nie kłują w uszy. W porównaniu do Gustrada X16 przejrzystość i rozdzielczość jest mniejsza. X 16 kroi dźwięk na najmniejsze detale. To już kwestia naszych preferencji co lubimy w dźwięku, jaka prezentacja nam pasuje. Słuchając D30 Pro z A30 w zasadzie, nie musiałam nic zmieniać, mogłam wybrać płytę i zapomnieć. Natomiast jak w moim torze jest wpięty Gustrad, to w zależności od nagrania czy nastroju, kombinuję i przy niektórych płytach wolę wybrać wzmacniacz lampowy, przy innych Toppinga A90. Porównując z kolei A30Pro z A90, słychać w tym drugim większą głębię i dociążenie w nagraniach, przekaz jest żywszy. A 90 jest bardziej wszechstronnym urządzeniem, pod względem zbalansowanych wyjść. Nie zapominajmy jednak, że A90 to wzmacniacz wyższej klasy. Wybierając A30 Pro za cenę niespełna 1600 zł, otrzymujemy niesamowicie potężny wzmacniacz słuchawkowy, wyposażony w wejścia zbalansowane z bardzo niskimi zniekształceniami. Myślę, że dla wielu osób wybór A 30 będzie oznaczał koniec poszukiwań wzmacniacza do napędzenia wymagających słuchawek. Podobnie D30 Pro, jest to bardzo konkurencyjny przetwornik cyfrowo-analogowy, który ma odpowiednie podstawowe funkcje, jeśli nie potrzebujesz MQA czy bluetooth, a zależy Ci na dobrych osiągach i radości ze słuchanej muzyki. Mimo iż razem tworzą idealne połączenie, zwłaszcza gdy nie chcemy, aby sprzęt zajmował dużo miejsca na naszym biurku, nie ma potrzeby kupowania obu, jeśli szukasz tylko przetwornika cyfrowo-analogowego lub wzmacniacza, każde z nich sprawdzi się w swojej roli razem i z osobna. Za dostarczenie sprzętu do testów dziękuję Audiomagic.pl Małgorzata Rutkowska-Mmaica Specyfikacja: D30 Pro Pasmo przenoszenia: 20 Hz-40 kHz Dekodowanie PCM: 32-bitowe / 384 kHz (USB), 24-bitowe / 192 kHz (COAX / optyczne) Dekodowanie DSD: DSD256 (natywne przez USB), DSD64 (DoP przez COAX / optyczne) Wejścia: USB-B (kabel w zestawie), optyczne, COAX Wyjścia: 3-pinowe zbalansowane XLR, pojedyncze RCA Wymiary: 17,4 x 13,8 x 4,5 cm Waga: 740g A 30 PRO Pasmo przenoszenia: 20 Hz-40 kHz Moc wyjściowa słuchawek : 6000 mW x 2 przy 16 omach, 5500 mW x 2 przy 32 omach, 840 mW x 2 przy 300 omach THD + N: <0,00008% przy 1 kHz Wejścia: 3-pinowe zbalansowane XLR, pojedyncze RCA Wyjścia PreAmp: RCA Single Ended, 6,35 mm TRS zbalansowane Wyjścia słuchawkowe: 4-pinowe zbalansowane XLR, 4,4 mm zbalansowane, 6,35 mm z pojedynczym zakończeniem Wymiary: 17,4 x 13,8 x 4,5 cm Waga: 870g
  10. Zobacz cały artykuł
  11. M@rgot

    CAYIN C9

    Firma Cayin została założona w 1993 roku i jest jednym z największych producentów wzmacniaczy lampowych na świecie. Od 2013 roku próbuje swych sił w sprzęcie przenośnym i tu też wykorzystuje technologię lampową. Pewno większość z Państwa słyszała o ich flagowym DAP N8 HR-Player, który namieszał trochę w branży przenośnych odtwarzaczy audio, a to za sprawą dwóch stopni wyjściowych, dających słuchaczowi możliwość wyboru trybu pracy jako tranzystor lub lampa KORG Nutube W 2020 roku odbyła się premiera N3Pro, gdzie mogliśmy wybierać trzy stopnie pracy: Solid State, Tubes Triode i Tubes Ultralinear. Sekcję lampową tworzyły tu dwie dopasowane miniaturowe lampy Raytheon JAN6418 klasy wojskowej. W styczniu 2021 roku odbyła się kolejna premiera tym razem przenośnego wzmacniacza lampowego Cayin C9. Tu nasuwa się pytanie, czy mając w port folio firmy świetne Dap/Amp jest jeszcze miejsce i zapotrzebowanie na taki wzmacniacz ? Spróbujemy znaleźć odpowiedź na to pytanie. Cayin C9 to w pełni zbalansowany i w pełni dyskretny 4-kanałowy wzmacniacz słuchawkowy, który dostarcza do 4100 mW (przy 16 Ω) lub 2600 mW (przy 32 Ω) na kanał. Wzmacniacz dostajemy w czarnym eleganckim pudełku, trochę przypominającym kuferek na kosmetyki, z częścią główną, w której znajduje się wzmacniacz z zamontowanym modułem na baterie i wysuwaną szufladką, w której są akcesoria: kabel Single Ended InterConnecti wykonany z czystej miedzi (3,5 mm do 3,5 mm, CS-35C35) oraz zbalansowany Balanced InterConnect (4,4 mm do 4,4 mm, CS-44C44), kabel do ładowania usb typu c, kapsuła z 4 zapasowymi śrubami do modułu bateryjnego i śrubokręt T6. Wzmacniacz C9 ma wymiary 160x80x28mm i waży 550g, czyli jest spory jak na urządzenie przenośne, ja traktowałabym go bardziej jako wzmacniacz biurkowy. C9 wykonany jest ze stopu aluminium obrabianego CNC w kolorze czarnym, z podstawą ze szkła hartowanego. Całość prezentuje się elegancko jak, przystało na klasę premium. Z przodu na panelu frontowym C9 znajdują się wszystkie porty i przełączniki umieszczone wokół pokrętła głośności, które znajduje się na środku. Pokrętło steruje 4-kanałowym potencjometrem ALPS, ma średnicę 15 mm i jest umieszczone w jednej płaszczyźnie z przednim panelem, mamy do niego łatwy dostęp od góry przez duże wycięcie. Po lewej stronie pokrętła mamy wejście 3,5 mm, wejście zbalansowane 4,4 mm, a nad nimi przełącznik wzmocnienia Gain oraz przełącznik pracy trybu liniowego lub przedwzmacniacza. Po prawej stonie mamy gniazda słuchawkowe zbalansowane 4,4 mm oraz single ended 3,5 mm,a nad nimi przełącznik wyboru tranzystor/lampa oraz przełącznik trybu wzmacniaczy słuchawkowych klasy A lub A B. Na środku pod pokrętłem głośności znajduje się mały przycisk – power. Na lewej bocznej ściance znajduje się przycisk aktywacji przedwzmacniacza, służący jako dodatkowe zabezpieczenie oprócz przełącznika Line/ Pre. Należy przytrzymać ten przycisk przez 3 sekundy, aż zaświeci się niebieska dioda LED obok niego, informując, że tryb wejścia przedwzmacniacza jest aktywny. Na tylnej ściance mamy złącze USB – C do ładowania baterii, a obok niego znajdują się 4 diody LED, które wskazują stan ładowania i pozostałą pojemność baterii. Urządzenie jest w pełni naładowane, gdy wszystkie 4 diody LED świecą się i przestają migać. Do zasilana C9 wykorzystano 4 sztuki akumulatorów 18650 premium umieszczonych wewnątrz tacki modułowej. Na płycie górnej znajdują się dwa owalne wycięcia pokryte szkłem, przez które widzimy świecące na zielono triodowe lampy próżniowe Korg NuTube. Co kryje się pod maską C9 ? Cayin zastosował tryb podwójnego wejścia: zwykły tryb wejścia LINE ze stałym sygnałem przychodzącym ze źródła i tryb wejścia PRE-amp, w którym C9 działa jako wzmacniacz mocy ze stałym maksymalnym poziomem wzmocnienia. Ten tryb umożliwia podłączenie przetwornika cyfrowo-analogowego z przedwzmacniaczem o zmiennym napięciu lub regulowaną przez użytkownika głośnością. C9 może pracować jako tranzystor za co, odpowiada w pełni dyskretny bufor i obwód audio ze wzmocnieniem zaprojektowany w oparciu o dwie pary dopasowanych Toshiba 2SK209 JFET. Za pracę w trybie lampowym odpowiada KORG Nutube. Jest to lampa próżniowa nowej generacji opracowana przez Firmę KORG w Japonii. Jest to bezpośrednio ogrzewana trioda (DHT), ale KORG zastąpił tradycyjny żarnik technologiami LED. Oferuje pewne zalety, które sprawiają, że jest bardzo dobrym kandydatem do przenośnych zastosowań audio (płaski kształt, niski pobór mocy, generuje bardzo mało ciepła). Regulacja wzmocnienia wzmacniacza odbywa się dwuetapowo. Podstawowa regulacja wzmocnienia znajduje się pomiędzy L (0dB) a H (6dB) wzmocnieniem, wybieranym przełącznikiem na przednim panelu. Dodatkowa regulacja wzmocnienia wykorzystuje 4-kanałowy potencjometr ALP (pokrętło głośności) z parą niskoszumowych, elektronicznych regulatorów głośności drabinkowej serii MUSES o niskim poziomie zniekształceń (MUSES72320). I w końcu w pełni dyskretna sekcja wzmacniacza słuchawkowego z wybieranym (przełącznikiem) trybem pracy podwójnego wzmacniacza klasy A lub klasy AB (DAO). No dobrze jak już, przebrnęliśmy przez aspekty techniczne, przejdźmy do milszej części, a mianowicie jak brzmi nasz bohater ? Jak już wiemy konstrukcji C9, zapewnia wiele różnych opcji kształtowania dźwięku, takich jak przechodzenie między klasą A i klasą AB oraz wybór pomiędzy tranzystorem, a Korg NuTube. Pod względem stylu grania niezależnie od wybranej opcji C9 prezentuje charakterystyczne cechy dla marki Cayin, czyli przede wszystkim ciepło i muzykalność. Moją ulubioną kombinacją podczas odsłuchów był tryb lampowy NuTube w klasie A. W tym ustawieniu moje Hifiman Ananda brzmiały bardzo muzykalnie, ale jednocześnie dźwięk był bujny, soczysty, szczególnie czarował środek pasma, który wysuwał się na pierwszy plan. Jazzowe wokale czarowały, one po prostu idealnie współgrały z klasą A. To typowe lampowe brzmienie dla entuzjastów jazzu, którzy kochają analogowe brzmienie. Nie mogłam się oderwać od głosu Gaby Moreno, na płycie „Didn’t It Rain”, szczególnie popisowy duet z Hugh Laurie „Kiss of Fire”. Połączenie NuTube z klasą AB jest trochę jaśniejsze, ale i tempo jest trochę podkręcone. Dźwięk jest bardziej czysty i zwarty. Tranzystor z klasą A to świetne tempo i ładna barwa. Dźwięk jest bardzo neutralny, z mocną podstawą basową. Klasa A to bardziej zrelaksowane brzmienie, wygładzone bez ostrości. Tranzystor w klasie AB, ten tryb jest chłodniejszy, mniej płynny i mniej przestronny. Średnica jest mniej obecna w porównaniu do klasy A, w wyniku czego większą rolę odgrywa bas i wysokie tony. To jest właśnie jedna z niesamowitych zalet tego wzmacniacza: możemy dostroić dźwięk w zależności od nastroju, jaki mamy w danej chwili lub w zależności od używanych słuchawek. Aż się prosi, żeby mieć na biurku stos Cayin N6 II, a jeszcze lepiej flagowy N8 w połączeniu ze wzmacniaczem C9. Co zyskujemy, dokładając wzmacniacz C9 do DAP ? Zdecydowanie moc do wysterowania każdych słuchawek i referencyjny dźwięk, dodatkowo z możliwością wyboru jednej z czterech sygnatur dźwiękowych, dodatkowo zasilany akumulatorami, co zapewnia dźwięk pozbawiony jakichkolwiek ”zanieczyszczeń” z sieci. Za udostępnienie sprzętu do testu dziękuję audiomagic.pl Małgorzata Rutkowska-Mamica Dane techniczne: Wejścia: niezbalansowane: 3,5 mm, zbalansowane: 4,4 mm Wyjścia słuchawkowe: niezbalansowane: 3,5 mm, zbalansowane: 4,4mm Moc wyjściowa niezbalansowane: 1200mW/16 Ohm, 80mW/300 Ohm Moc wyjściowa zbalansowane: 4100mW/16 Ohm, 320mW/300 Ohm Pasmo przenoszenia: 15Hz - 60 kHz Maksymalny czas działania na baterii w trybie tranzystorowym w klasie AB: wyjście niezbalansowane 15 h, zbalansowane 10h Maksymalny czas działania na baterii w trybie tranzystorowym w klasie A: wyjście niezbalansowane 12 h, zbalansowane 7h Maksymalny czas działania na baterii w trybie lampowym w klasie AB: wyjście niezbalansowane 9,5 h, zbalansowane 9h Maksymalny czas działania na baterii w trybie lampowym w klasie A: wyjście niezbalansowane 8 h, zbalansowane 5,5h Wymiary: 160 x 80 x 28 Waga: 550g
  12. M@rgot

    CAYIN C9

    Zobacz cały artykuł
  13. Zobacz cały artykuł
  14. MEE to skrót od Music Enjoyment for Everyone - to firma założona w 2005 roku z siedzibą USA, w stanie Kalifornia, nieopodal Los Angeles, zaangażowana w tworzenie słuchawek o wyjątkowej jakości dźwięku i wzornictwie, zdobywająca uznanie zwykłych słuchaczy i audiofilów na całym świecie. Zespół MEE Audio stawia sobie za cel produkcję słuchawek łączących bardzo przystępną cenę z jakością wykonania i wygodą użytkowania, zdecydowanie przewyższającą standardy obowiązujące w danym segmencie cenowym. Zgodnie z najnowszymi trendami słuchawki bezprzewodowe to pozycja obowiązkowa w portfolio wielu firm. MEE po udanym debiucie i pozytywnym przyjęciu przez rynek modelu X10 z 5-cio mm sterownikiem, wypuściła na rynek nowy model słuchawek „true wireless” o symbolu X20 wyposażony w 10-cio milimetrowy dynamiczny przetwornik. Producent jest oszczędny w opisach i nie podaje nam szczegółów, jeśli chodzi o konstrukcję przetworników, dbając tym samym o technologiczną tajemnicę firmy. Możemy się tylko domyślać, że jak przystało na konstrukcję opartą o przetwornik dynamiczny basu, nie powinno nam brakować. Wyposażenie jest standardowe, wraz ze słuchawkami otrzymujemy etui ładujące z wbudowanym akumulatorem, wykonane z czarnego, matowego tworzywa, w kształcie prostokątnym z białym logo firmy na wieczku, kabel do ładowania USB typu C oraz tipsy silikonowe w trzech rozmiarach. Słuchawki nie są duże w porównaniu np. do modelu Audio-Technica ATH-ANC300TW, a to dzięki kształtowi przypominającemu trochę Air Pods z wydłużonymi pałąkami w dolnej części. Dla mnie taka konstrukcja jest zdecydowanie wygodniejsza, słuchawki wpasowują się idealnie w małżowinę, praktycznie są płaskie, nie wystają, i nie przeszkadzają, gdy mamy ubraną czapkę, a dzięki wydłużonym pałąkom trzymają się dobrze i nie wypadają z uszu. W słuchawkach wykorzystano technologię ANC (NoiseShield), czyli aktywną redukcję szumów, która zapewnia doskonałą jakość dźwięku nawet w hałaśliwym otoczeniu. Bateria zastosowana w x20 o pojemności 110 mAh wystarcza na 5 godzin odtwarzania muzyki, natomiast etui, które pełni funkcje power banku, ma pojemność 500 mAh i zapewnia 4 pełne ładowania, co daje nam w sumie 25 godzin słuchania. Czas ładowania słuchawek to niespełna 1,5 godziny. Za łączność bezprzewodową odpowiada moduł bluetooth 5.0, który obsługuje profile A2DP, HSP, HFP, AVRCP. Obsługa słuchawek jest bardzo prosta i wygodna, dzięki dotykowym sensorom wbudowanym w obu słuchawkach. Wyjęcie słuchawek z etui powoduje ich automatyczne włączenie i gotowość do parowania, wystarczy odszukać słuchawki w menu telefonu w opcjach bluetooth i zaakceptować połączenie. Jeśli chcemy wyłączyć słuchawki, wystarczy je odłożyć do etui lub przytrzymać 10 sekund panel dotykowy na obu słuchawkach. Obsługujemy słuchawki za pomocą dotknięć, jedno dotkniecie to play lub pauza. Przytrzymanie panelu przez 2 sekundy powoduje włączenie lub wyłączenie funkcji ANC. Dwukrotne dotknięcie wywołuje funkcje SIRI na iOS lub Asystenta Google na Androidzie. Trzykrotne kliknięcie lewej słuchawki to poprzedni kawałek, natomiast trzykrotne kliknięcie prawej słuchawki przejście do następnego odtwarzanego utworu. Oczywiście możemy odbierać rozmowy telefoniczne przez jedno kliknięcie lub odrzucać przez dwukrotne kliknięcie, bezproblemowo działa wybieranie głosowe i wykonywanie połączeń za pomocą SIRI. Jak brzmią Mee X20 ANC ? Tak jak można się było domyślać 10- cio milimetrowy dynamiczny przetwornik robi swoją robotę, dźwięk jest mocny obfity z soczystym, ciepłym basem. Niskie tony mimo to nie są przesadnie rozciągnięte ani ospałe. Średnica jest zrównoważona, brzmi naturalnie, mimo ciepłej sygnatury wokale wybrzmiewają wyraźnie i przejrzyście, wszystkie instrumenty są dobrze pozycjonowane. Góra pasma jest czysta, krystaliczna lekko cofnięta w stosunku do reszty pasma, przez co tracimy nieco na detaliczności, ale nie odbierałabym tego, jako wady w strojeniu tych słuchawek, ponieważ całość idealnie ze sobą współgra. Dodatkowo nie zapominajmy, że to są słuchawki bezprzewodowe, najczęściej używamy ich w podróży, w pracy czy podczas uprawiania różnych sportów, a nie bawimy się w rozdzielanie dźwięku na najdrobniejsze elementy jak w słuchawkach studyjnych. Takie słuchawki mają dawać nam przyjemność słuchania i to robią świetnie. W zasadzie ciepło i duża muzykalność to dwie główne cechy, które mogłyby scharakteryzować dźwięk, jaki generują te słuchawki, a przy tym są bardzo wygodne, można zapomnieć, że ma się je w uszach. Funkcja ANC działa bardzo dobrze, po jej uruchomieniu zostajemy odseparowani od dźwięków zewnętrznego otoczenia, co zdecydowanie podnosi walory słuchowe, a w razie potrzeby np. względów bezpieczeństwa podczas biegania, wystarczy 2 sekundy przytrzymać którąkolwiek słuchawkę, aby wyłączyć ANC. Mee X20 ANC porównałam z Shanling MTW100 wersją oparta o pojedynczy przetwornik armaturowy amerykańskiej firmy Knowles. Wydawało mi się, ze może to być fajne zestawienie słuchawek z podobnej półki cenowej, jednakże o innej konstrukcji, przetwornik dynamiczny kontra armaturowy. Słuchawki Shanlinga na pierwszy rzut oka wydają się mniejsze z uwagi na krótsze dysze, ale z tego względu są mniej wygodne w porównaniu do X20. Jakość wykonania i użytych materiałów jest dobra, jeśli chodzi o same słuchawki Shanlinga, natomiast etui ładujące sprawia wrażenie delikatnego, mechanizm mocowania zawiasów z cienkiej blachy aluminiowej mógłby być solidniej wykonany. Jeśli chodzi o brzmienie to zupełnie dwa różne światy. Shanling ma delikatniejszy bas, średnica jest wysunięta do przodu i brzmią jaśniej, trochę tak technicznie bez głębi. Do mnie zdecydowanie przemówiły Mee X20 i ich ciepła, soczysta barwa, kiedyś się to określało jako brzmienie charakterystyczne dla USA – Kanady takie ciepłe, melodyjne, estradowe i tym właśnie czarują słuchawki X20. Mee Audio udało się stworzyć, wygodne, dobrze brzmiące słuchawki, działające niezawodnie, jeśli chodzi o łączność, dodatkowo dobrze wycenione w tym segmencie, zgonie z informacją podaną na stronie sklep.RMS.pl kosztują 479 zł. Jak najbardziej jest to propozycja warta rozważenia, jeśli szukamy słuchawek bezprzewodowych. Za udostępnienie słuchawek do testów dziękuję RAFKO Dystrybucja . Małgorzata Rutkowska-Mamica Specyfikacja: · rozmiar sterownika: dynamiczny 10 mm · pasmo przenoszenia: 20 Hz do 20 kHz · wersja bluetooth: 5.0 · zakres pracy: 10 m · obsługiwane profile: A2DP, HSP, HFP, AVRCP · pojemność baterii (słuchawki): 110 mAh · pojemność baterii (etui): 500 mAh · czas pracy: 5 godzin · czas ładowana: 1,5 h · mikrofon: wielokierunkowy, -42 dB ± 3 dB · wodoodporność: IPX4 · akcesoria: 3 komplety wkładek dousznych, etui ładujące, kabel ładujący USB-C
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

Wykryto oprogramowanie blokujące typu AdBlock!
 

Nasza strona utrzymuje się dzięki wyświetlanym reklamom.
Reklamy są związane tematycznie ze stroną i nie są uciążliwe. 

Prosimy wyłącz rozszerzenie AdBlock podczas używania strony.

Zarejestrowani użytkownicy mogą wyłączyć ten komunikat.