Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'jazz'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Stereo
    • Start
    • Hi-Fi
    • Hi-End
    • Inne
    • Sponsorowane
    • Magazyn
  • Audiostereo Forum
    • Kino domowe
    • DIY
    • Analog
    • Lampa
    • PC Audio
    • Muzyka
    • Film
    • Kluby
    • Nowości
    • Bocznica
    • Akustyka
  • Car Audio
    • Auto stereo
    • Nowości
  • Kluby Terytorialne's Tematy

Blogs

There are no results to display.

There are no results to display.

Categories

  • Recenzje
    • Akcesoria
    • Kable
    • Kolumny
    • Słuchawki
    • Wzmacniacze
    • Źródła
    • Systemy
    • Przedwzmacniacze
    • Przedwzmacniacze gramofonowe
  • Felietony
  • Tests
  • Newsy
  • Magazyn Kulturalny
    • Muzyka
    • Newsy
    • Reportaże
    • Wywiady

Categories

  • Sklepy internetowe
  • Sklepy dolnośląskie
  • Sklepy kujawsko-pomorskie
  • Sklepy lubelskie
  • Sklepy lubuskie
  • Sklepy łódzkie
  • Sklepy małopolskie
  • Sklepy mazowieckie
  • Sklepy opolskie
  • Sklepy podkarpackie
  • Sklepy podlaskie
  • Sklepy pomorskie
  • Sklepy śląskie
  • Sklepy świętokrzyskie
  • Sklepy warmińsko-mazurskie
  • Sklepy wielkopolskie
  • Sklepy zachodniopomorskie

Categories

  • Opinie: płyty CD - ostatnio dodane

Categories

  • Głośniki
  • Jak chronić sprzęt przed zakłóceniami elektromagnetycznymi?

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Skype


GG


Adres URL


Zainteresowania

Found 12 results

  1. Często spotykam się z opinią , że okablowanie systemu audio ma niewielki wpływ na brzmienie tegoż systemu i bezzasadne jest kupowanie droższych przewodów niż te z okolic kilkuset zł. za komplet. Wydanie na ten cel kilku tysięcy ,przez wielu jest uważane za głupotę i przerost formy nad trescią . Z doświadczenia wiem jednak , że bywają sytuacje gdzie inwestycja sporych pieniędzy , często wydawać by się mogło mało racjonalna, przynosi efekt jakiego nie uzyskalibyśmy wydając tą kwotę na dowolny element systemu. Ostatnio właśnie znów miałem okazję się o tym przekonać , gdy w domu zagoscił u mnie komplet przewodów Albedo w postaci szczytowych modeli IC i głośnikowych Metamorphosis. To właśnie głosnikowy Metamorphosis sprawił , że odesłanie kabelków do Pana Gierszewskiego bolało .Przewody te, mimo bardzo wysokiej ceny jaką trzeba ze nie zapłacić , sprawiły , że system który posiadam zagrał tak jakby kosztował dużo więcej. Jestem pewien , że poprawa brzmenia jaką dało wpięcie Metamorphosis , nie byłaby osiągalna gdybym równowartość tych przewodów przeznaczył na jakikolwiek inny element . I nie byłem w tym twierdzeniu odosobniony.Koledzy ,którzy mieli okazję być u mnie w tym czasie i posłuchać tej konfiguracji doszli do podobnych wniosków. Poprawa była ogromna a system za około 80tys ( wliczając Metamorphosis) brzmiał tak jak brzmieć nie powinien.Tego się nie spodziewałem. W rozmowie z Panem Gierszewskim dowiedziałem się o doświadczeniach jakie przeprowadziło Albedo , porównując dwa systemy w których róznicę stanowiły wzmacniacze i właśnie głośnikowe kable. W jednym z nich grał dość tani wzmacniacz Hegel z okolic 8 tyś. połączony z kolumnami właśnie przewodami Metamorphosis , a w drugim pracował wzmacniacz szanowanej marki high end za ponad 50 tys , który podłączony był do kolumn popularnymi przewodami za nie duże pieniądze . Efekt był zaskakujący bo okazało się , że system z tańszym wzmacniaczem brzmiał lepiej. Takie doswiadczenia dają do myślenia. Jestem daleki od proponowania każdemu zakup kabla za 10 tyś. w miejsce lepszych kolumn czy wzmacniacza , ale sytuacje takie dobrze pokazują złożoność problemu i że do sukcesu w budowaniu systemów audio nie prowadzi jedna wytyczona ścieżka. Przewody Albedo Metamorphosis są dla mnie w świecie kabelków audio swoistym punktem odniesienia. Nic lepszego z moimi urzadzeniami jeszcze nie pracowało.Kilkanascie tys. za IC czy ponad 20 tys. za głosnikowy , to kupa szmalu ale przyznam , że gdy głosnikowy Metamorphosis pograł u mnie przez kilka tyg , wiedziałem , że muszę coś takiego mieć! Koniec , basta! Jak zwykle w takich sytuacjach problemem są pieniadze co w rezultacie zakup odwleka się na bliżej nie okreslony czas. Od kilku lat do połączenia odtwarzacza CD ze wzmacniaczem z powodzeniem używałem robionego na zamówienie w firmie Sound Art przewodu XLR. Kabel ten okazał się na tyle dobry , że w bezposrednim teście okazał się lepszy niż XLO SYGNATURE czy Acoustic Zen Silver Reference II oraz Albedo Versus. Ostatnio trafiła do mnie kolejna konstrukcja Pana Witkowskiego. BUDOWA. Przewody które dotarły do mnie to zupełnie nowa konstrukcja . Kabel powstał z myslą o współparcy z najnowszym , szczytowym wzmacniaczem Louis , który bedzie kosztował około 60 tys zł. Już sam ten fakt pobudza wyobraznię wszak nie po to buduje się tej klasy urzadzenia by potem ograniczać ich jakość okablowaniem . Znając profesjonalne podejscie Pana Witkowskiego do tematu , spodziewałem się , że najnowsze przewody XLR bedą lepsze od posiadanych dotychczas przeze mnie , wspomnianych wcześniej przewodów Sound Art , które są już drugą czy trzecią nawet generacją , ulepszaną z czasem .Tak samo zresztą jak w przypadku sieciowych przewodów . Najnowszy to już zupełnie inna, nowa konstrukcja zbudowana od podstaw , poprzedzona wieloma testami . Oczywiście pewne rozwiązania zaczerpnięte są z poprzednich konstrukcji. Przewodniki miedziane i srebrne , wielozyłowe , izolowane teflonem . Splot reczny według własnego pomysłu. Potrójnie ekranowane i tu również zastosowano reczny splot własnego pomysłu. Dodatkowym elementem który wyróznia ta konstrukcję od innych na rynku to absorber drgań mechanicznych który jest zastosowany na 80% długości całkowitej przewodu.Element ten sprawił , że srednica zewnętrzna to 30 mm . Z zewnątrz przewody otula wysokiej jakosci tekstylna koszulka w kolorze czarnym , podobna do tych stosowanych przez Albedo czy Shunyatę. Otrzymana para przewodów konfekcjonowana jest bardzo wysokiej jakości wtykami XLR FURUTECH-a. Całość prezentuje się nadzwyczaj schludnie i solidnie . ODSŁUCH Wczesniejsze doświadczenia z przewodami Sound Art pokazały , że nowe przewody nie" grają" pełnią swoi mozliwości i przed decydującym odsłuchem trzeba poswięcić przynajmniej 150-200 godzin na wygrzanie ich w systemie. Proces ten jest łatwo uchwytny bo w trakcie tej czynnosci dzwięk ewoluuje i mozna zauważyć parokrotna poprawę w brzmieniu systemu. Po około 150 godzinach przewody pokazują 90% swoich mozliwosci. Kolejne brakujące % uwalniają w kolejnych kilkudziesięciu godzinach grania. Podobny efekt również łatwo zaobserwować w przypadku przewodów ALBEDO. Dotychczasowy przewód XLR SOUND ART mimo ponad trzykrotnie niższej ceny względem porównywanych z nim przewodów o których wspominałem wyżej , pokazał nad nimi przewagę . Dzwięk systemu za jego posrednictwem był po prostu lepszy. Róznica nie była duża . Mówimy tu o niuansach . Nowa konstrukcja przy swojej cenie 1700 zł za metrowy odcinek konfekcjnowany wtykami Furutech, wspomnianą konkurencję od razu rzuca na kolana.Włącznie z poprzednią wersją XLR SOUND ART. I robi to już od pierwszych sekund po wpięciu , bez uwzgledniania procesu wygrzewania. Mocno mnie ten fakt zaskoczył. Niemal kazdy aspekt brzmienia od samego poczatku jest na wysokim poziomie zarezerwowanym dla konstrukcji kosztujących powyżej 5-6 tys.Zdziwiony tym faktem zadzwoniłem do Pana Sylwestra Witkowskiego z pytaniem czy kabelek był wczesniej wygrzany. W odpowiedzi usłyszałem , że kabel przeszedł zwykły proces badania koncowego pod wzgledem parametrów , a więc ma za sobą bardzo krótki czas pracy i można uznać , że jest praktycznie nieuzywany. Powyższy fakt spowodował ,że po wpięciu przewody zostały wygrzewane przez około 2 tyg w normalnym trybie odsłuchowym . Przepracowały przez ten czas ponad 100 godzin . Nie jest to co prawda 200 które zaleca konstruktor ale taki czas pracy wystarczy by przewody pokazały na co je stac, choć oczywiscie nie bedzie to jeszcze 100% ich mozliwości. Po 2 tyg postanowiłem przejsc do wlaściwego testu i porównan. Najnowsze wcielenie przewodu IC firmy Sound Art to zupełnie inna klasa brzmienia niż poprzednia wersja , która moim zdaniem była jednym z najlepszych wyborów w ofercie interkonektów na rynku w przedziale do około 6 tys zł. Najnowsze dzieło konfekcjonowane wtykami Furutech , ze zmienioną konstrukcją jest zdecydowanie lepszym przewodem. Zdecydowanie wykracza poza mozliwosci przewodów kosztujących 5-6 tys. Jedynym droższym przewodem jaki goscił u mnie był IC Albedo Metamorphosis, kosztujący coś koło 12 tys zł. Konstrukcja Pana Sylwestra Witkowskiego brzmieniowo wkracza na ten poziom i robi to na tyle dobrze , że za jej posrednictwem dzwięk jaki uzyskałem był jeszcze lepszy niż w przypadku połaczenia Metamorphosis. Wszystko to co ma Metamorphosis xlr ma Sound Art XLR z tym ze ten ostani jest bardziej neutralny i zrównoważony. Dzwięk jest bardziej aksamitny , spojny , bardziej wypełniony tkanką , barwami . Jest zwyczajnie bardziej fizjologiczny ,pełny i muzykalny . Daje więcej frajdy z odsłuchu bo jest bardziej naturalny. Oczywiscie są systemy czy poszczególne urzadzenia które lepiej będą pracoały w połaczeniu z Metamorphosis. Myslę tu o dużej wiekszosci urządzeń lampowych i innych ciepło brzmiących wynalazków. Gora pasma jest rysowana bardzo precyzyjnie , z pietyzmem .Rozdzielczośc jest na bardzo wysokim poziomie. Dzwięki mienią się blaskiem , skrzą a mimo to wszystko jest rysowane bez wyostrzen i agresji. Berylowa kopułka moich Paradigmów oddaje to wszystko przepieknie. Taka góra pasma przekłada się na zjawiskowe oddanie wszelkich niuansów z wiązanych z akustyką nagrania. Dzwieki zdają sie wybrzmiewać dłużej niż zwykle, a wszelkie echa i pogłosy są bardzo sugestywnie odwzorowane. W porównaniu z poprzednią wersją Sound Art XRL a zwłaszcza z pozostałymi kabelkami z przedziału 5-6 tys zł najnowszy SA xlr jest lepszy w każdym aspekcie deklasując całą resztę. To nie jest pół kroku do przodu. To zdecydowany krok , włąsciwie skok na wyższy pułap jakosciowy. Scena budowana jest zdecydowanie bardziej sugestywnie , z wysmienitą gradacją planów w głąb . Odzworowanie szczegółow akustyki nagran sprawia ze scena wydaje się zdecydowanie szersza , choć właściwe zdarzenia muzyczne odwzorowane są w takich samych proporcjach jak w przypadku porównywanej konkurencji. Owa szerokosc w tym przypadku to dodatkowe metry na zewnatrz kolumn w postaci akustyki pomieszcen, wszelkich odbic, pogłosów itd które zawarte sa w nagraniach. Nie ma mowy o sztucznym rozdęciu, napompowaniu.Zródłą pozorne są ogniskowane z chirurgczną precyzją a namacalność dzwiękow jest wręcz zjawiskowa.Wrazenie obcowania z muzyką na zywo jest bardzo sugestywne.Rozmiary rzeczywistej sceny na której rysowani sa muzycy jest naturalna. Srodek pasma to pokłady neutralnosci . Dzwieki są artykułowane precyzyjnie i zróznicowanie. Barwy instrumentów są bardzo prawdziwe. Szczegółówosc i zróznicowanie tego zakresu jest bardzo dobre w skali absolutnej. Pięknie wypadają wokale. Gładkośc, swoista analogowosc jest tu mocno zaznaczona . Jednym słowem klasa! Odzielne zagadnienie to zakres niskotonowy. Jest wysmienicie zróżnicowany i szczegółowy. Kontrola jest nienaganna. Kontur wyraznie zaznaczony a dzwiek mimo tego jest obfity i doskonale wypełniony . Dynamika , szybkość, precyzja ,wszystko jest na jawyższym poziomie. Jak juz wspominałem porównywanie tego przewodu z najlepszymi konstrukcjami przedziału 5-6 tys zł to strata czasu. Deklasacja. To zupełnie inny pułap jakosciowy . Zaskakujący finał porównania z Metamorphosis pozwala wyciagnąć wniosek w którym trzeba stwiedzić , że w przypadku interkonektu Sound Art XLR mamy do czynienia z sensacyjną wręcz jakoscią brzmienia w stosunku do ceny . Tak jak w przypadku przewodów sieciowych , taki i w tym mamy do czynienia z wyrafinowanym brzmieniem na najwyższym poziomie. Szczerze namawiam wszystkich przynajmniej do zapoznania się z tymi przewodami , posłuchania ich w swoim systemie .Namawiam zwłaszcza te osoby które nie chca wydawać na okablowanie pokaznych kwot.Również osoby które szukają highendowych interkonektów nie powinny lekcewazyc wyrobów SOUND ART tylko ze wzgledu niskich cen. Za ułamek ceny innych kabli renomowanych marek dostaniemy przewody na najwyższym poziomie jakosci brzmienia.Widać , że swietne kable Pana Witkowskiego to nie przypadek. Najpierw sieciowe , teraz XLR . Okazja? Myslę , że to zbyt małe okreslenie. Nieczego lepszego do tej pory nie słyszałem nawet za 5 krotnie wieksze pieniadze. Zastanawia mnie fakt , że nikt tych przewodów w prasie nie testował. Czyzby z obawy o rozwalenie całej dotychczasowej klasyfikacji ? A moze są inne powody? Pozdrawiam Urzadzenia użyte w tescie : wzmacniacz zintegrowany KRELL KAV 400XI odtwarzacz cd C.E.C. 51XR, KRELL 280CD kolumny PARADIGM SYGNATURE S6 V3 kable sygnałowe ALBEDO VERSUS, XLO SYGNATURE II,Acoustic Zen Silver Reference II,Albedo Metamorphosis SOUND ART ( wczesniejsza wersja) kable głosnikowe ALBEDO AIR III, SOUND ART kable sieciowe SOUND ART kondycjoner seciowy DIY
  2. W tym roku obchodzimy okrągłą, pięćdziesiątą rocznicę powstania ECM - jednej z najsłynniejszych, niezależnych wytwórni na świecie zajmującej się jazzem, muzyką okołojazzową i muzyką współczesną - czyli w skrócie muzyką contemporary, o której informuje nas już sama nazwa firmy. Wytwórnia założona została w 1969 roku i premierowym albumem opuszczającym 'stajnię' z logo ECM była płytka Mala Waldrona 'Free at Last' - nagrana i wydana w tym samym 1969 roku. Dom i schronienie w ECM na długie lata znalazło wielu najwybitniejszych muzyków jazzowych i ciężko byłoby wymienić nawet mały ich procent, ale warto przypomnieć, że pod dachem ECM przebywali lub ciągle przebywają Keith Jarrett, Jan Garbarek, John Abercrombie, Tomasz Stańko, Marilyn Mazur, Enrico Rava, Paul Bley, Paul Motian, Chick Corea, Pat Metheny, Dave Holland, Charles Lloyd, Carla Bley, Jack DeJohnette, Peter Erskine, Lester Bowie, AEOCH, Roscoe Mitchell, Dave Liebman, Wadada Leo Smith, Bobo Stenson, Arild Andersen, Anders Jormin, Evan Parker, Gary Burton, Ralph Towner, Oregon, Egberto Gismonti, Gary Peacock, Don Cherry, Collin Walcott, Nana Vasconcelos, John Surman, Kenny Wheeler, Miroslav Vitous, Chris Potter, Steve Tibbetts, Zakir Hussain, Dino Saluzzi, Paolo Fresu, The Hillard Ensemble, Terje Rypdal, Eberhard Weber, Barry Guy, Barre Phillips, Hal Russell, Steve Kuhn, Tim Berne, Billy Hart, Michael Formanek, John Cage, Arvo Part, Andras Schiff, Vijay Iyer, epizodycznie Sam Rivers, Marion Brown, Stanley Cowell, Julian Priester, Dewey Redman, Bentg Berger.... i liczne rzesze innych znanych i mniej znanych, wśród których jest i nasze Trio Marcina Wasileskiego oraz Maciej Obara. Lista tytułów i wykonawców pod parasolem ECM jest tak długa, że trzeba lat, aby to wszystko sobie w głowie poukładać, a i to będzie za mało. Do dziś, wytwórnia ECM niektóre rzeczy, o których nikt nie słyszał, trzyma 'pod kluczem' i zaskakuje od czasu do czasu jakimś ważnym i fantastycznym wznowieniem jak na przykład ostatni Paul Bley ze swoim Trio. Do wielkich obecnych, który dołączył do grona wykonawców ECM należy zaliczyć Andrew Cyrille i jego dwa doskonałe albumy... A więc temat otwarty - ponownie ECM, ponownie stare rzeczy, nowe rzeczy i perspektywa oraz punkt widzenia, słyszenia w świetle pięćdziesięcioletniego doświadczenia.
  3. Wczoraj minęło sześćdziesiąt lat od nagrania pierwszej sesji jednego z najsłynniejszych albumów jazzowych ever, który to album de facto i muzyka na nim zawarta wyszły daleko poza ramy gatunku - muzycy klasyczni jak i rockowi byli pod wpływem Kind of Blue, a krytycy pisali o płycie jako o jednym z najbardziej wpływowym albumie wszechczasów. Wielu improwizujących muzyków rockowych inspirowało się muzyką zawartą na Kind of Blue i odnosiło się do tej muzyki z wielką estymą. Richard Wright powiedział, że progresje akordów z Kind of Blue wpłynęły na strukturę akordów wprowadzających w utworze 'Breath' na 'Dark Side of the Moon'. Duane Allman przyznał, że jego sola z kompozycji 'In Memory of Elizabeth Reed' pochodzą od Milesa i Coltrane i zainspirowane były Kind of Blue. Quincy Jones z kolei, uważa Kind of Blue za 'sok pomarańczowy' zrobiony wczoraj - wyraził się, że zawsze będzie to jego muzyka i 'gra ją praktycznie codziennie'. Chick Corea natomiast stwierdził, że 'Kind of Blue' jest zupełnie nowym 'językiem' stworzonym w wyniku spontanicznej koncepcji aranżacyjno-improwizatorskiej. Gary Burton zauważył konsekwentną innowację obecną na całym albumie, stwierdzając: 'To nie była tylko jedna melodia, która była przełomem, to była cała płyta'. Wielu autorów muzyki poleca 'Kind of Blue' jako wstępny album jazzowy uzasadniając to tym, że muzyka tam zawarta jest bardzo melodyjna, a relaksująca jakość utworów sprawia, że improwizacja tam zawarta jest łatwa do słuchania, zaakceptowania i bez potrzeby jej analizy. 'Kind of Blue' było rewolucją w postbopowym świecie jazzu i zapowiedzią modalnych struktur skonstruowanych wokól prostych skal i melodycznych improwizacji. Na temat tego albumu powiedziano praktycznie już wszystko i choć ciężko kogokolwiek z fanów jazzu czymkolwiek zaskoczyć w tej materii, to jednak fenomenem pozostaje fakt, że zarówno 'wczoraj' jak i 'dziś', temat ten powraca jak bumerang nie tylko w sferze felietonów, artykułów i książek, ale powraca on również co chwilę w kontekście grania muzyki - muzyki nie tylko jazzowej. Posiadam dość dużą ilość wydań 'Kind of Blue', włącznie z niebieskim winylem z boxu '50th Anniversary', ale z okazji 'sześdziesiątki' zamówiłem dziś jeszcze jeden egzemplarz 'Kind of Blue', a mianowicie japońską wersję cd z SME Record z DSD Mastering.
  4. Chicago

    Scat

    Temat wątku wpadł mi do głowy podczas jazdy samochodem. Podczas jazdy słucham głównie jazzowej stacji radia WDCB 90.9FM i dzisiaj wracając od przyjaciela leciał sobie kawałek 'Cotton Tail' Duka w wykonaniu Dee Dee Bridgewater z koncertowej płyty 'Live At Yoshi's'. Wszystkie płyty Dee Dee znam na pamięć, bo ją kocham i od razu zrobiło mi się ciepło... Niemalże z automatu pomyślałem o nowym wątku w temacie 'scat'. Co lubicie, co kochacie, czy w ogóle lubiecie tę technikę wokalną związaną przede wszystkim z improwizacją? Ja w zasadzie wokalu już prawie w ogóle nie słucham, ale w takich chwilach jak dzisiaj podczas jazdy w deszczowy dzień niemalże zacząłem tańczyć samochodem '-) Oczywiście legendy 'scat', to Ella, Sarah i Shirley, ale w tych nowych aranżach i wersjach improwizacja Dee Dee jest nie do pokonania - rewelacja! Jakieś propozycje? Wrażenia z koncertów live? Z płyt live....??? Więc niech będzie tym razem wszystko o scacie. Let's go! Tutaj z innej płyty, też zacnej, poświęconej Elli
  5. Bardzo dobry wątek na rozwinięcie akcji i to nie tylko w kontekście polskich jazzowych standardów, ale jak najbardziej w kontekście kompletnego jazzu granego w Polsce, Polaków jazzmanów w świecie, historii, sposobu myślenia, zapatrywania oraz jak najbardziej przypomnienia najważniejszych momentów i polskich 'pięciu minut' w jazzie - jazzie jako szeroko pojętej sztuce - czyli co mają do powiedzenia najwięksi polscy jazzmani, co myślą, jak myślą, jaką grają/grali muzykę... Temat i tytuł wątku jest zbieżny z książką/albumem, którą właśnie skończyłem i nie będę ukrywał, że inspiracją do założenia tego wątku jest właśnie praca Andrzeja Wasylewskiego. Myślę, że przełożenie jej tutaj w mniejszych, czy też większych fragmentach oraz jej obszerne cytaty będą stanowić niezłą bazę dla tych co już dużo wiedzą, dla tych co wiedzą mniej i dla tych co nic nie wiedzą, a chceliby się dowiedzieć '-) Zacznę od największego naszego jazzmana, czyli od słów Adama Makowicza. Oto kilka cytatów "Pianistyka, to jest moje życie, lubię tę pracę. To jest efektowna gra dla widza, chociaż widz nie wie ile w to włożyłem pracy. Ile lat przepracowałem przy instrumencie. Widzisz, mieszkam w centrum Manhattanu w NYC, w światowym centrum jazzu. Jestem tu, bo chyba 70 czy 80 procent najlepszych muzyków jazzowych mieszka tutaj, w Nowym Jorku. Grają w nowojorskich klubach, salach, bibliotekach. Pokaże na mapie Nowy Jork - to jest maleńka plamka, ale cały Long Island, Stan Nowy Jork, Boston, Washington DC... o są centra życia kulturalnego. Tam te małe plamki, to Detroit, Chicago, i Zachodnie Wybrzeże - Kalifornia. To są właściwie najważniejsze punkty w Stanach w jakich się pracuje, gra, więc dlatego tu jestemi chcę tu robić coś ważnego. Przyjechałem niecałe dwa lata temu do Nowego Jorku, właściwie trzy lata temu. Pierwszy raz grałem w klubie The Cookery przez dziesięć tygodni. To była mordercza praca. Z wszelkimi kompleksami przyjechałem, głównie Europejczyka, ponieważ Amerykanie uważają, że Europejczycy w ogóle nie potrafią grać jazzu, a szcególnie nie czują swingu, nie potrafią grać rytmicznie. I oczywiście na początku taką łatkę mi przypieli. Grałem codziennie, przepraszam, sześć dni w tygodniu - jeden dzień wolny, po pięć godzin w klubie. To było bardzo dużo, jak na mnie, nigdy nie grywałem tak dużo. I miałem tu fatalne dni, ale to mnie bardzo uodporniło - psychicznie mnie bardzo ustawił ten pierwszy wyjazd z kraju, podobnie i drugi - już moglem zacząć tu walczyć, bo przedtem nie było o tym tutaj mowy, a to jest walka o pozycję. Bo to, że jesteś dobry - nic nie znaczy. Tu są dziesiątki bardzo dobrych muzyków. Możesz być w czołówce, ale jak to pokazać, jak dojść do tej czołówki? Bo dziesiątki muzyków na ałym świecie grają bardzo dobrze, a nikt o nich nie wie. Co muszą zrobić, żeby świat się o nich dowiedział? Trzeba tu przyjechać, pieniądze wyłożyć, mieszkanie wynająć, zacząć pracować, zacząć rozmowy z ludżmi biznesu, bo tutaj biznes rządzi wszystkim, muzyką również. Powiedzmy, że jestem pracowity, więc wszystkie swoje słabe strony chcę i mogę tutaj zlikwidować. Dlatego tu jestem, dlatego tu pracuję., dlatego poświęciłem swój czas, swoje życie i swoje pieniądze. Tu bardzo dużo się uczę i już się bardzo dużo nauczyłem - przede wszystkim sprawy rytmiki. My mamy we krwi to, że nasze melodie to romantyzm, time jest rozszerzany, skracany, zależny od frazowania melodii. Nie ma rytmu, nie ma speedu - Jest coś innego, inny wymiar. Jest nastrój. Natomiast tutaj uczę się spraw rytmiki i głównie właśnie tego. Najlepiej mi się z nowymi sekcjami rytmicznymi i czuję, że oni grają lepiej. To są Amerykanie, to są muzycy, którzy akompaniują Elli Fitzgerald od dziesięciu lat. Byli w Polsce w 1965 roku. W Waszyngtonie gram głównie z tą sekcją, bo w innych miastach, np. na Chicago Jazz Festival grałem z sekcją muzyków lokalnych. W Polsce mógłbym dale lekko sobie pracować, grać od czasu do czasu koncerty, może nawet bez większego wysiłku. Tutaj muszę pracować i to jest straszny wysiłek 'dojścia' - nie wiem czy mnie rozumiesz? Sportowiec, który chce być absolutnie najlepszym, musi pokonać wielu rywali, i jaki on musi być napięty i jednocześnie nienapięty, żeby zdobyć szczyt. Bo jak będzie zbyt napięty, to go nie zdobędzie, czyli dużo rzeczy trzeba się nauczyć. Podobnie u muzyka - żeby być na szczycie musi dużo się nauczyć. I nie chodzi tylko o granie - chodzi o psychikę, o ustawienie swojej pozycji, że jesteś najlepszy i musisz dorosnąć do tego, że jesteś najlepszy. To nie znaczy przestać pracować, ćwiczyć i grać tylko koncerty, przeciwnie - bycie najlepszym polega na pracy, tylko na pracy. Artur Rubinstein powiedział, że gdy miał osiemdziesiąt lat, dopiero naprawdę zaczął ćwiczyć z głową" ...CDN
  6. Kolejna potężna i jedna z najważniejszych wytwórni płytowych kojarzona przede wszystkim z Johnem Coltrane i Led Zeppelin. Założona z 1947 roku przez Ahmeta Erteguna i Herba Abramsona. Na początku lat pięćdziesiątych dołączył do firmy Jerry Wexler i starszy brat Ahmeta, Nesuhi Ertegun, który stał na czele jazzowych nagrań i firmował kontrakty z Mingusem i Tranem. Początkowo dominował jazz i R&B, ale wkrótce pojawiły się najznakomitsze produkcje rockowe, takie właśnie jak legendarny Led Zeppelin. Niech to będzie wątek o najlepszych płytach i wydarzeniach z tej stajni - więc co, jak i kto? Wszystko co najlepsze z atlantyckiego rejsu!
  7. Według zapowiedzi, nowy, już piąty z serii bootleg Milesa Davisa z Legacy będzie dostępny 21 pażdziernika. Tytuł najnowszego odcinka nazywa się 'Freedom Jazz Dance' i będzie wydany m.in. w ramach pięćdziesiątej rocznicy nagrania 'Miles Smiles'. Trzypłytowy Bootleg Vol.5 obejmuje nieopublikowane do tej pory nagrania z 1966 plus niewydane sesje z 1967-1968. Jak widać, są to lata funkcjonowania drugiego wielkiego kwintetu, czyli kwintetu Milesa w doborowym składzie: Carter, Williams, Hancock, Shorter, Davis. Dla przypomnienia dodam, że nagrania ze składem drugiego kwintetu pojawiły się w pierwszej części tej serii wydawniczej na czteropłytowym Bootleg Vol.1 'Live in Europe 1967'. Już sobie ostrzę apetyt na część piątą, bo jakże mogłoby być inaczej.
  8. marbut1

    Jazz Piano Bar

    Lekka muzyczka, jazzująca, trochę lata 40 te, z może nie. Melodyjne Ragtimy, Boogie Woogie i Swing. Czyli muzyka tła ale nie do końca. Muzyka, która pomaga zapomnieć trudy życia i dobra do Whisky czy Portera Zaprszam do wysłuchania autor https://open.spotify.com/album/1pAo5HDysEghql9Pfgvo3D?si=cF1Mjwi0TZaFRZezpNjx4w Zachęcam do wrzucania innych Jaz Bar lub Jazz Piano Bar. Przecież nie zawsze musi być Mozart czy Bach.
  9. nowy możdzer mnie zdumiewa połączenie muzyki barokowej i improwizacji jazzowej szapo-ba
  10. Post pojawił się w innym wątku, ale nic się tam nie dzieje, a zależy mi na Waszych podpowiedziach. Na pewno zdecyduję się na Yamaha R-N803D - ze względu na główne źródło muzyki - Tidal. Czy według Was, uwzględniając kiepską akustykę pomieszczenia i poniższy opis (proszę o wyrozumiałość, ale dopiero wchodzę w tematykę) to dobry wybór? Muzyka: przede wszystkim jazz - 70 proc. głównie bez wokali; 20 proc. - muzyka poważna. Preferowane brzmienie zestawu: 1. W przypadku jazzu - podkreślające charakterystykę i dające wyizolować wydźwięk poszczególnych instrumentów oraz pozwalające usłyszeć detale ich brzmienia. Ale również harmonijne, zrównoważone bez preferowania konkretnych instrumentów. Chyba, że oczywiście zamysł artystów był inny, więc nie zakłamujący tegoż. 2. W przypadku muzyki poważnej - przestrzenne, podkreślające siłę orkiestry symfonicznej - nawiązując do obrazu - 3D :), ale w partiach solowych wydobywające ich przewagę. 3. Ogólnie - nie zamulające, z dobrze wyczuwalnym basem, ale nie zalewającym całości i nie dominującym. Dynamiczne, niejazgotliwe. W powyższym opisie improwizowałem, bo nigdy wcześniej nie miałem okazji opisać swoich preferencji. Mam nadzieję, że uda się na tej podstawie wyciągnąć jakieś wnioski. Uwzględniając budżet (do 7000) otrzymałem rekomendacje: Elac Debut F6 Indiana Line Tesi 560 Q Acoustics QA 3050 Pylon Audio Opal 23 Audio Academy Hyperion IV Kef Q750 Tannoy Revolution XT 6F Co sądzicie? Będę wdzięczny za inne sugestie.
  11. Setna rocznica urodzin Dizzy Gillespiego dała mi impuls - to dziś! Temat otwarty o bebopie i jego wpływie na cały jazz. Gillespie-Parker - arcyważna para w całej historii jazzu!
  12. Co wychodzi jak zbierze sie 4 liderów muzyki ? Mam to DVD z koncertu, dla mnie to jest absolutny TOP, chociaż faceci byli mało zgrani to usiedli i zagrali swoje kompozycji plus jedna Milesa Davisa jakby grali z sobą od lat . To jest najlepsze w jazzie, że każdy temat, melodie można zagrać absolutnie inaczej niż wcześniej. Hancock kiedyś powiedział, że wczasie koncertu z Milesem popełnił błąd zagrał nie ten akord, Miles na chwilę przerwał po czym zrobił taką modulację, ze akord wydał się jak najbardziej na miejscu. Pat krytykowany czasem że gra pod publikę, tutaj pokazał, że jest genialnym improwizatorem i może zagrać wszystko. Totalna przestrzeń wypowiedzi muzycznej, przemyślane długie frazy muzyczne w improwizacjji. Jak zaczniesz improwizować pod harmonie to zginąłeś. Improwizuje się do tematu to tak jak wariacje na temat. Szkoda, że Jarrett jest takim samolubem i rzadko gra w zmienionych składach. kazdy wchodzil po kolei, to byl pierszy numer, publicznosc chyba nie wiedziala kto wystapi sadzac po reakcji https://youtu.be/wN4Q5TEUm-w
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.