Jump to content
Sign in to follow this  
Piotr Ryka

Słuchawki wysokiego lotu

Recommended Posts

Bardzo interesujące wykresy!

Mógłbyś coś bliżej? Cóż to za spec? Czy mógłby choćby anonimowo na forum lub na priva napisać coś o metodologii swoich pomiarów? Czy można zanieść/wysłać mu słuchawki do pomierzenia?

Share this post


Link to post
Share on other sites
xavian

Bardzo interesujące wykresy!

Mógłbyś coś bliżej? Cóż to za spec? Czy mógłby choćby anonimowo na forum lub na priva napisać coś o metodologii swoich pomiarów? Czy można zanieść/wysłać mu słuchawki do pomierzenia?

 

pozdrawiam!

Share this post


Link to post
Share on other sites

>Graff

>Czy można zanieść/wysłać mu słuchawki do pomierzenia?

Raczej tak w końcu ten spec się interesuje każdymi słuchawkami. Ale nie wiem czy twoje shure ec2 będą sie nadawać do labolatorium (chyba nie ma specjalnego ucha na słuchawki douszne). Tam testują rzaczej nauszne/wokółuszne itp. Spec nie słuchał jeszcze shure i go je interesują.

 

Dam namiary na e-mail'a

Share this post


Link to post
Share on other sites

-> Bartosz985

"Największe wrażenia zrobiły na mnie Bayery DT 880"

 

możesz określić jakie? ;-))

jak wypadły w porównaniu do innych słuchawek na tym poziomie cenowym?

czy są dla Ciebie nie męczące?

 

pozdrawiam jodel

Share this post


Link to post
Share on other sites

A teraz komentarz do wykresów

 

AKG K 701

Porównanie "AKG lewa, prawa" wskazuje na doskonałe sparowanie głośniczków. Wypadkowa (pomiar 2 kanałów na raz) daje taki sam wykres jak każdy jeden głośniczek. Może i Lewa - Prawa różnią się nieco od siebie. Spowodowane to jest tym, że AKG mają różnej grubości poduszeczki (przód mniejsze, tył większe) a ucho do mierzenia pojedyńczego kanału znajduje się na prawej stronie sztucznej głowy, więc słuchawki trzeba obrócić by zmierzyć lewy kanał a tu już zmienia się układ poduszeczek. Jak widać wykres tworzy prawie linie prostą (poza pikiem przy 7,5khz). Cecha słuchawek według wykresu - neutralność, liniowość, naturalność. Ich charakter to w sumie brak charakteru. I wszystko jest i czasem czegoś brakuje.

 

Bayerdynamic DT 880

Rewelacja jeżeli chodzi o pasmo do 3,5khz. Dalej wysokie tony są lekko odbite. Cecha słuchawek według wykresu

- neutralność + lekko zaakcencowana góra.

 

Wykresy Bayerów i AKG - bardzo dobre czyli liniowe (odtwarzają naturalnie) -

 

Grado SR 325

- co nie można powiedzieć o Grado, gdzie wyraźnie jest uwypuklony bas, wyższa średnica i góra. Dodam, że jest to wykres najbardziej liniowy z wszystkich Grado. W Grado RS-1 to dopiero są podbicia i dlatego te słuchawki są tak "spektakulerne" choć sztucznie. Więc wydała się cała prawda o Grado. A za "enegiczność" odpowiada (tak jak twierdzi Graaf) zakres 2khz i okolice. Można sprawdzić co się traci/zyskuje na regulacji 2khz na korektorze na komputerze. Grado SR 325 grały suchą średnicą (pewnie wpływ obniżenia dolnej i środkowej średnicy) i dlatego mi się nie podobały.

 

 

 

Tak czy owak K701, DT-880, RS-1 to w pełni hi-endowe słuchawki. Kto co woli to wybiera do własnego gustu/repertuaru.

 

Ps. dokładne sparowanie głośniczków daje efekt w postaci lepszej przestrzenności i lepszej lokalizacji żródeł pozornych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bartosz985, 12 Maj 2006, 13:51

A moze cos wiecej o tych Philipsach? :)


„Tak samo jak ludzie, Funky, bez żadnej różnicy” | VITUPERATIO STULTORUM LAUS EST

Share this post


Link to post
Share on other sites

Piortrze Ryka wiem że to może zabrzmić pasożytniczo ale z niecierpliwością czkam na kolejne kojące duszę opisy : ) czy jest choćby jakiś planowy termin ich umieszczenia : ) Pozdrawiam gorąco męcząc Sr 80-ki : )

Share this post


Link to post
Share on other sites

>Jodel

 

-> Bartosz985

"Największe wrażenia zrobiły na mnie Bayery DT 880"

 

możesz określić jakie? ;-))

jak wypadły w porównaniu do innych słuchawek na tym poziomie cenowym?

czy są dla Ciebie nie męczące?

 

 

Największe wrażenia zrobiły na mnie Bayery DT 880, Akg K701, Philips SBC HP 1000 - równorzędnie, każda z tych słuchawek jest świetna,choć różnią sie od siebie

 

Nie nie są męczące(choć 2 tygodnie temu twierdziłem, że są za ostre - teraz zmieniłem zdanie może przez inną elektronike), to przyjemne klarowne słuchawki, w których łatwo dostrzec wszelkie detale

Share this post


Link to post
Share on other sites

>foxbat

Philips - firma(logo) niezbyt audiofilska a tu jajo w postaci słuchawek SBC HP 1000 nieznanych w gronie audiofili słuchawkowych. Jak grają(z tego co pamiętam) - podobnie do Dt 880, góra jest lekko wzmocniona, klarownie, neutralnie (to też wynika z wykresów które widziałem aczkolwiek nie posiadam). Wygląd taki sobie - średni, ale wygoda noszania zasługuje na najwyższe uznanie. Po prostu świetne w pełni audiofilskie nieaudiofilskiej firmy słuchawki, które każdy słuchawkowiec powien wziąść pod ucho i posłychać (żeby się przekonać). Przy kupnie słuchawek warto je brać pod uwagę!!! SBC HP 890 to przy nich przybasiowione dziecko bawiące się w piaskownicy. Polecam

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeden dzień mnie nie było, ale wątek znakomicie dawał sobie radę, z czego bardzo się cieszę. Muszę częściej znikać.

Teraz odpowiedzi

 

Cervantes

Nie napiszę niczego wcześniej niż na poniedziałek, jestem zbyt zajęty

 

Bartosz

Całej prawdy o słuchawkach (jakichkolwiek) nie odkryje się takimi wykresami. Można to rozwlekle udowadniać także naturą samych wykresów, np. koniecznością brania pod uwagę jedynie charakterystyk liniowych, ale ja powiem krótko – za każdym brzmieniem stoi przede wszystkim ludzki mózg, a jego całościowy wizerunek, nawet w odniesieniu do pojedynczej własności, jaką jest słuch, przy użyciu jakiegoś wykresu, to zupełne nieporozumienie; 150 miliardów komórek, z których każda ma średnio 10 tysięcy połączeń, a gdy dodać do tego wchodzące w grę efekty kwantowe, sprzężenia zwrotne, stany przejściowe itd., to z mety staje się jasne, że matematyczny opis takiego tworu bez najdalej idących uproszczeń jest zupełnie niemożliwy, a liniowy wykresie sporządzony przy pomocy mikrofonu i oscyloskopu, aczkolwiek w pewnych granicach użyteczny, nie może być żadną „całą prawdą” ani wyrocznią. Inaczej mówiąc – śmiem twierdzić, że to co mam między uszami oraz same te uszy to urządzenia dużo bardziej zaawansowane technologicznie aniżeli sprzęt pomiarowy owego speca. Z tego względu stary Grado miał rację strojąc swoje słuchawki „na słuch”. A abstrahując od tego wszystkiego i tak chodzi przecież o przyjemność i emocje, a nie możliwie płaskie wykresy. Mam intuicyjną awersję do rzeczy całkowicie płaskich.

 

Graaf

Musisz niestety uzbroić się w cierpliwość, bo dopiero dzisiaj biorę Twoje słuchawki na warsztat. Wcześniej żadną miarą nie dałem rady. Siła wyższa.

 

Jazz

W takim razie czekam i nawet nie próbuj tego Graca nie przysłać. Do AKG powinien być świetny, bo to maszyna potężna prądowo.

 

Lancaster, Lenam

Bardzo chętnie zagłębię się w DT-150, byle w domowym zaciszu.

 

Nowy2

Pytasz, czy się nie zagalopowuję. Staram się. Bardzo bym nie chciał popadać w głupstwo w rodzaju np. tego, że DT-990 są bardziej szczegółowe od RS-1, jak to można w ostatnim numerze „HI-Fi i muzyki” przeczytać. Ale od błędów nikt nie jest wolny i dlatego każdemu ostateczną wyrocznią musi być świadectwo własnych uszu. Niemniej wysilam się jak mogę, by oddać możliwie wiernie przynajmniej charakter każdych słuchawek, chociaż, jak napisałem, pełną odpowiedzialność biorę jedynie za opisy tego, co miałem w domu.

 

 

 

 

A dla wykresowych speców ciekawy wykres

post-8530-100002009 1170292209_thumb.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

>Piotr Ryka

Całkowicie sie zgadzam. Wykres nam nie powie jak gra dżwięk. Chciałem pokazać że występuje między terminami pewne powiązania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

>Piotr Ryka, 12 Maj 2006, 15:37

 

>A dla wykresowych speców ciekawy wykres

 

ten jest jeszcze ciekawszy - cenione przez wielu audiofilów - także na naszym forum - za dobrą równowagę tonalną Beyery DT-880 vs. wyczynowy Stax Omega

 

a wszystko zalezy jak podejrzewam od pozycji i odległości mikrofonu od membrany - bo Orfeusze czy Omegi to przecież przetworniki planarne

tak jest w przypadku moich planarnych Fostexów - ucho za blisko a wysokie tony wręcz znikają

w tym kontekście trzeba rozpatrywać relatywne osłabienie wysokich tonów w tych pomiarach w porównaniu do przetwornika dynamicznego jak GS-1000 czy DT-880

 

choć o ile mogłem się zorientować na "zagramanicznych" forach to Omegi mają jednak wśród audiofilów opinię grających "ciemno" - takie jest przynajmniej wrażenie po przesiadce z "dynamików"

 

pozdrawiam!

post-5623-100002007 1170292212_thumb.JPG

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mówcie co chcecie ale mnie te wykresy mówią więcej o wartości słuchawek niż 3 strony opisu A4. Krótko do rzeczy i na temat (tak lubię, a wszystko jasne, poza koniecznym odsłuchem, a właściwie to on przede wszystkim). Najważniejsze czy brzmienie słuchawek się podoba i da lubić, potem można skonfrontować swoje wrażenia (preferencje) z wykresem.

Jak patrzę na te niektóre łamańce wykresowe to włos (resztki) mi się na głowie jeży... ;))

 

Wniosek taki, że parę słuchawek "hiend" można śmiało dać dziecku na rower, a kupić takie co brzmią normalnie (zakładam, że źródło i wzmak są klasy dobrych słuchawek, czyli ich godne, bo inaczej można wszystko wszystkim korygować do bólu, czasem bez końca. A to takie proste ;)

* * *

Bartosz, zrobiłeś ŚWIETNY WPIS - moje gratulacje :) Dobry komentarz do wykresów. (Więcej nie potrzeba mówić.)

Tylko czy mógłbyś jeszcze się postarać i zamieścić wykres tych Filipków ? /Jestem ciekaw./

* * *

KONKLUZJA: I tak nieaudiofilskie słuchawki dokopały mitycznym tuzom :)

 

Pozdrawiam :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Idąc tropem recenzji i opinii tu zamieszczonych trafiłem (WWW) w rejony profesjonalnych słuchawek odsłuchowych dousznych. Bardzo świetną opinię mają Ultimate Ears UE-10 Pro, tylko cena zaporowa. Za dwa kawałki plastiku z nadzieniem, wyposażone w dość podle wyglądające kabelki żądają blisko 1000$. Może ktoś ma coś do powiedzenia w tym temacie.

post-395-100001978 1170292251_thumb.JPG

Share this post


Link to post
Share on other sites

Re: Nowy2, 13 Maj 2006, 08:20

 

>Idąc tropem recenzji i opinii tu zamieszczonych trafiłem (WWW) w rejony profesjonalnych słuchawek

>odsłuchowych dousznych. Bardzo świetną opinię mają Ultimate Ears UE-10 Pro, tylko cena zaporowa. Za

 

Ultimate Ears i Shure to (tak czytałem) ta sama technologia

cena tego modelu UE wynika z tego, że słono sobie liczą za personalizowane "odlewane" wkładki do uszu oraz luksusowe opakowanie - metalowa skrzyneczka itp.

 

pozdrawiam!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Re: Nowy2, 13 Maj 2006, 08:20

 

>wyposażone w dość podle wyglądające kabelki

 

;-)

 

nie utrzymałyby się uszach gdyby je obciążyć audiofilskimi pytonami ;-))

 

ludziom z Headroom nie przeszkodziły te kabelki napisać o UE10: "Simply put, these are the best sounding headphones---and possibly the best sound, period---we’ve ever heard"

 

najwidoczniej, jeśli nie ma czego poprawiać i korygować, to kabelki nie są aż takie ważne ;->

 

pozdrawiam!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Witam

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Jeśli ktoś ma możliwość skorzystania z takich słuchawek to polecam odczucie wręcz niesamowite, miałem przez

dwa dni słuchawki aktywne made in CCCP.

Pozdrawiam

Zbyszek

Share this post


Link to post
Share on other sites

Część druga – słuchawki by Graaf

 

 

Miało być najpierw o tych ze wspólnego odsłuchu, a o grafowych na sam koniec. Lecz że Graaf bardzo cierpi i tęskni za swymi nausznikami, bo lekkomyślnie wyzbywszy się wszystkich zastępców, trwać musi w bolesnym poście, przeto by skrócić jego nie do końca zawinione męki śpieszę obsłużyć to, co mi nadesłał. Aleć żem waści ostrzegał, byś nie przysyłał. Tak to już jest – wychylisz się i od razu w łeb. Niemniej chwała ci, żeś przysłał, bardzo jestem wdzięczny.

Nie wykręcajmy się jednak sianem, jest i druga takiej kolejności przyczyna, nader banalna; opisywanie słuchawek, które masz pod ręką jest bez porównania łatwiejsze. Trapią cię wątpliwości, czegoś nie jesteś pewien? – bierzesz i słuchasz. A zawsze przy tym się okazuje, że nie jest do końca tak, jak ci się zdawało. Mnie się na przykład zdawało podczas pierwszego wspólnego odsłuchu, że Fostexy są niezbyt ciekawe...

 

 

 

Fostex T50RP

 

Duży napis na boku pudełka głosi, że są to słuchawki profesjonalne, a firma, która je sporządziła szczyci się – i nie kryje tego – wieloma międzynarodowymi patentami, stosowanymi w mikrofonach, słuchawkach i głośnikach, zarówno profesjonalnych, jak i domowego użytku.

Tak, czy owak słuchawki są konstrukcją zamkniętą, a wykonano je bardzo starannie. Matowy plastik muszli sprawia solidne wrażenie, a otulina nauszników jest niezrównanej miękkości. W dotyku okazuje się bardzo miła, jako że pokryto ją czymś w rodzaju marszczonej sztucznej skóry o cienkości niemalże bibułki. Świetnie się to sprawdza w praktyce i mimo że słuchawki są dosyć ciężkie, można w nich bardzo długo trwać bez zmęczenia. W końcu jeżeli są profesjonalne, to tak właśnie powinno być. Pałąk nagłowny, sennheiserowskim wzorem, jest z metalu pamiętającego swój kształt i nieprzejednanie wrogiego wobec prób tego kształtu odmiany. Pokryto go w całości gumą. Nacisk jest jednak mniejszy niż u sławnego konkurenta, co nie zmienia faktu, że słuchawki siedzą na głowie, jakby razem z nią rosły. Ergonomii i komfortu dopełnia możliwość odpięcia kabla (całkiem poza tym zwyczajnego), który idąc za obowiązującą modą doprowadzono do lewej muszli.

Konstrukcyjna część egzaminu jest zatem zdana przez Fostexy na piątkę. Jedyny znak zapytania to fakt, że są to słuchawki zamknięte, co podobno przez niektórych jest nie do zaakceptowania. Mnie osobiście zupełnie to nie przeszkadza, a i żona chwaliła sobie brak zewnętrznego hałasu.

Fostexy mają impedancję 50 ohmową, skuteczność wynosi 98 dB/mW, a pasmo przenoszenia 15 – 35000 Hz, co jest bardzo dobrym wynikiem.

Solidność, wygoda, wygląd, szczegóły techniczne – to jedno, ale jak takie profesjonalne coś gra?

No właśnie, w tym dopiero tkwi istota i sedno sprawy. Jak już napisałem, początkowo wydały mi się nieciekawe. Takie jest pierwsze wrażenie po podmianie audiofilskich nagłownych głośników profesjonalnymi. Dźwięk zdaje się gdzieś uciekać i chować po kątach. Trzeba jednak trochę poczekać i się na niego zasadzić jak na dzika lub mówiąc mniej obrazowo, przywyknąć do jego odmienności. W te słuchawki trzeba po prostu pomału, spokojnie wejść, by je należycie rozpoznać i posmakować, ale bez przesady – kwadrans wystarczy. Nie mam niestety bayerowskich DT-150 do bezpośredniego porównania, lecz wydaje mi się, że jest to bardzo podobna dźwiękowa historia: początkowe przeświadczenie o pewnej skąpości brzmienia szybko ustępuje miejsca poczuciu wyważenia i naturalności. I to są właśnie dwa główne wyróżniki słuchawek Fostexa. Powiedzieć o nich, że nie gubiąc szczegółów i zachowując pełną aż do niemal przesady równowagę tonalną, wywołują w nas przemożne odczucie brzmieniowej naturalności, wolnej od choćby cienia wypaczeń, skrępowania, czy efekciarstwa, to powiedzieć o nich w zasadzie wszystko. Słucha się tego doprawdy z wielką satysfakcją, tym bardziej, że potencjometr możecie pchnąć bardzo daleko i jak w przypadku AKG K-701, nic nie zagrozi waszym uszom. Naturalność, wielka swoboda, brak jakichkolwiek narowów oraz spokój, spokój i jeszcze raz spokój – tak to się prezentuje. Nawet przez myśl wam nie przejdzie, że dźwięk mógłby się przesterować albo jakoś wywichnąć. Siedzi sobie wygodnie na swoim miejscu, z zazdrości godną elegancją i poczuciem doskonale spełnianego brzmieniowego obowiązku. Nie wychyla się, niczym nie usiłuje nas porwać, ani niczego narzucić, a jednocześnie nie mamy wrażenia, że czegokolwiek nam szczędzi i o cokolwiek zubaża.

Chciałbym być dobrze zrozumiany. To jest zupełnie inny typ prezentacji; ani bas nie jest potężny, chociaż bardzo, ale to bardzo jest szczegółowy, ani średnica gorąca, ani góra jak ze szlifowanego kryształu sięgającego nad chmury. Wszystko jest podane z umiarem, lecz w taki przy tym sposób, że nie mamy poczucia braku. Ja w każdym razie go nie odczułem i mógłbym tych słuchawek używać na co dzień. Może nie wyłącznie, ale na pewno bez wrażenia audiofilskiej krzywdy i poniżenia.

Inną dominantą Fostexa jest bliskość dźwięku. Muzycy są zaraz przed nami, toteż mimo powściągliwości przekazu czuje się bezpośredni z nimi kontakt. Bardzo mi się to spodobało.

Ze słuchawek opisanych w części pierwszej najpodobniejsze wydają się AKG i właśnie dokonałem na nie podmiany. Przestrzeń natychmiast spęczniała, a wykonawcy wylądowali gdzieś dalej; można powiedzieć, że się cofnęli i trochę rozpierzchli na boki. Basu jest więcej, ale ma jakiś taki niespokojny charakter. W ogóle wszystko stało się nieco nerwowe, a przecież wcześniej chwaliłem AKG za spokój. Cóż, każde odczucie okazuje się względne.

Soprany są na AKG także cokolwiek znerwicowane i trochę oderwane od reszty pasma – jakby bardziej samoistne, a tak chwalona średnica – o dziwo – okazuje się mniej czytelna. Ogólne wrażenie jest takie, jakby dźwięki ze sobą o coś rywalizowały, jakby się chciały nawzajem przekrzyczeć. Dominuje odczucie próby bycia za wszelką cenę spektakularnym i chęci wykazania swojej przewagi, o co nigdy bym tych AKG nie podejrzewał. Oczywiście – po jakimś, niezbyt zresztą długim, czasie przyzwyczajamy się do tego typu prezentacji i wrażenie pewnego chaosu i nerwowości zanika, lecz w pierwszej chwili ta audiofilska modła wydaje się nieco karykaturalna. By pogłębić rozziew ubrałem następnie Grado. Zdawało mi się, że będę świadkiem brzmieniowego przegięcia. Lecz nie, Grado okazuję się na swój niemal ponadrealny sposób mimo wszystko wyważone i po Fostexach mniej od AKG szokują. Szczegółowość lawinowo narasta, a w każdym razie pcha się na pierwszy plan, ale scena okazuje się tej samej wielkości i podobnie poukładana, a bezpośredniość przekazu, chociaż inaczej – bo dużo dobitniej – podana, jest ciągle w gruncie rzeczy ta sama. Może dlatego Fostexy tak mi przypadły do gustu? To takie bardzo udobruchane i wyciszone wewnętrznie Grado, mniej szczegółowe, bezpośrednie i spektakularne, a w zamian użyteczniejsze do sczytywania nieprawidłowości w nagraniach. W końcu do tego je powołano, nieprawdaż?

Podsumowując brzmieniową naturę profesjonalnych słuchawek Fostexa wypada podkreślić duże zaskoczenie in plus, jakim mnie one poczęstowały. Nie wiem jak ich styl sprawdza się w skromniejszej od Twin-Heada kompanii, ale z moim wzmacniaczem spisały się daleko ponad spodziewanie. Nie polecę nikomu ich w ciemno, bo w budżetówce albo na średnim poziomie może jest z nimi za cienko. Ktoś może też poszukiwać mocniejszych doznań. W końcu ja też wybrałbym Grado bez nawet chwili wahania, ale to nie zmienia faktu, że te Fostexy są bardzo dobre. Gdyby nadarzyła się wam sposobność, warto ich popróbować, byle, jak już pisałem, podejść do tego cierpliwie i dać im pograć. Mogą się spodobać, zwłaszcza że by je sobie sprawić wystarczy jedna setka dolarów. To ci dopiero frajda.

 

 

 

Shure E2

 

Oto pierwsze w niniejszym wątku słuchawki douszne i w ogóle pierwsze takie z jakimi mam do czynienia, jeśli nie liczyć lipnej taniochy do mp trójek. Nawet ich nie zdążyłem spróbować, a już padły łupem syna, który uczy się do matury i oświadczył, że właśnie tego było mu trzeba, aby się odciąć od świata. Na prośbę, by przynajmniej powiedział, czy są dobre, odmruknął, że bardo i że dokładnie takie należy mu jak najprędzej zakupić, bo te, które ma są do niczego i nawet nie ma co porównać. Więcej z niego nie wydobyłem.

Matura wszakże maturą a tatuś musi zrecenzować i odesłać, bo nie są nasze. A ponieważ nie jest roztropnym pociągnięciem złoszczenie tatusia takiego jak ja, przeto właśnie sobie ich słucham.

Jeżeli chodzi o budowę, to sprawa jest dosyć prosta. Cienki kabelek zakończony z jednej strony małym jackiem, a z drugiej rozwidlony i opatrzony dousznymi pchełkami. Wszystko razem zmieści się w garści dziecka i jeszcze na patyk od loda miejsce zostanie. Krótko mówiąc – prawie ich nie ma.

Graaf był tak miły, że dostarczył mi tego swojego słuchawkowego znikomka wraz z kompletem dousznych wkładek. Problem jednak w tym, że do moich uszu żadne z sześciu proponowanych rozwiązań nie pasuje zbyt dobrze. Kanały słuchowe mam, okazuje się, zbyt wąskie. Pewnie przez to gorzej słyszę. Też mi w takim razie recenzent, ale to już wasz problem. Dla osobników mojego pokroju przydatne byłyby zatem wkładki robione na miarę. Podobno rzecz jest do dostania w warsztatach obsługujących aparaty słuchowe dla źle słyszących. W instrukcji obsługi samych słuchawek, dość obszernej i mnóstwo razy większej od nich samych, też jest coś na ten temat i nawet podają telefon do takich wkładek producenta. Lokalizacja – Chicago.

Domyślam się, że z dobrze dopasowanymi wkładkami prawie w ogóle ich nie czuć i ma się wrażenie, iż dźwięk samoistnie rozbrzmiewa nam w głowie, ale tylko się tak domyślam, jako że mnie wkładka, zwłaszcza w lewym uchu, trochę rozpiera. Da się jednak wytrzymać i wytrzymywać warto.

Słuchaweczki doposażono małym okrągłym pudełkiem zapinanym na błyskawiczny zamek. Do nawet najmniejszej kieszonki się zmieści. Praktyczna rzecz.

Co się zaś tyczy technicznych szczegółów, to impedancja wynosi zaledwie 16 Ohmów, a pasmo przenoszenia pokrywa zakres 20 – 20000 Hz. Twin-Head z wysterowaniem jakoś sobie poradził i to nawet bez większego wysiłku. Razem wyglądają, mówiąc nawiasem, dosyć zabawnie i aż szkoda, że nie mam cyfrowego aparatu.

Zaznaczyć jeszcze trzeba, że odpowiednie dopasowanie słuchawek do otworów w uszach jest bezwzględnym warunkiem uzyskania właściwego brzmienia, toteż należy zwrócić na nie szczególnie baczną uwagę. Kiedy już jednak należycie dopasujemy, odwdzięczą się czystym, bezpośrednim i naturalnym dźwiękiem.

Grają naprawdę bardzo ładnie, mało powiedziane – pięknie grają. Szkoda tylko, że dźwięk wstrzykiwany prosto do kanału słuchowego skutkuje efektem grania „w głowie”, w każdym razie tak było w moim przypadku. Trochę wychodzi co prawda poza obręb czaszki na boki, ale nie za bardzo. Niemniej ze wszech miar warto się mu przyglądać, smakować go i weń się wtapiać, jako że barwę, szybkość, jakąś taką lotność a nade wszystko bezpośredniość i naturalność, ma bardzo wysokiej klasy. Bas jest przy tym niezwykle konkretny i dobrze ulokowany, a góra nieprzesadna i naturalnie ostrawa.

Shure grają od Fostexów szerszym pasmem (mimo iż nominalnie jest ono węższe) i dużo bardziej po audiofilsku, ale raz jeszcze to powiem – bardzo naturalnie. Widać taka już jest ta graafowa szkoła brzmienia – z naciskiem na naturalność. Ma chłopak swój styl i wyraźnie zdefiniowany gust.

Szczegółowość małych douszników nie jest natomiast zachwycająca, wszelako dźwięk zostaje w taki sposób skonstruowany, że jakoś tej szczegółowości nam nie brak. Mam wrażanie, że jego bliskość i wszędobylskość zastępują szczegóły i chociaż de facto ich nie ma, to jest tak jakby były. A ogólnie rzecz biorąc jest zarazem trochę dziwnie i zdecydowanie odmiennie niż zazwyczaj, bo niby kiedy dobrze się przyjrzeć, to wszystkiego jest niewiele; także pogłosów, średnicowego nasycenia i wszystkich innych (może poza jedynie basem), audiofilskich wyróżników. Ale kiedy się to zbiera w jedną całość, której na imię konkretny dźwięk, to jest nieporównanie lepiej niżby można było po samych tych dosyć w gruncie rzeczy skromnych składnikach oczekiwać. Dlaczego? Ano dlatego, że brzmi to wszystko razem jakby wyszło spod ręki starego Grado – grając autentycznie żywą muzyką. Nie tak szczegółową i z tak barokowym przepychem jak w szczytowych modelach nowojorskiej firmy, ale z bezdyskusyjną złudą realizmu i patentem żywego muzykowania. Pod tym względem spośród tego, co dotychczas dane mi było porządnie odsłuchiwać, jedynie RS-1 i może Sony MDR5000 były lepsze, a nawet należy powiedzieć, że tylko one i Shure tak grają.

Dodatkową zaletą suhrowski douszników jest doskonałe niemal odcięcie od impulsów zewnętrznych. Nawet gdy nie rozbrzmiewa muzyka głosy z zewnątrz ledwo docierają. Znakomicie można się wyprowadzić we własny świat, a i my przy tym nikomu w sensie akustycznym nie będziemy zawadzać. Tak więc za nędzne 75 dolarów sobie i innym możemy sprawić wielką przyjemność.

W odróżnieniu od Fostexów, Shure mogę polecić w ciemno. Nie wyobrażam sobie, by ktoś się nimi rozczarował. Zbyt naturalna i spektakularna to jest muzyka, a za takie pieniądze, to nawet nieprzyzwoicie wprost dobra. Jedynie douszność może stanowić problem i trzeba zawczasu sprawdzić, czy ją tolerujemy.

Dziękujcie przeto Graafowi, że wprowadził w krwioobieg naszego Forum te swoje słuchawki, zarówno Shure, jak i Fostexy, bo za tak nikczemnie skromne środki płatnicze lepszych słuchawek chyba się na tym świecie nie znajdzie, może w niebie gratis lepsze rozdają.

Jeszcze raz przeto wielkie dzięki Graafie, znakomite słuchawki nam zarekomendowłeś.

 

 

 

Kończąc muszę jeszcze nadmienić, że części trzeciej, w każdym razie o powyższego rodzaju postaci, na pewno nie będzie, przynajmniej dopóki Bayerdynamiki DT-150, 880 i 990 nie trafią do mnie na odsłuch. Percepcje AKG i słuchawek Graafa były wystarczająco pouczającą lekcją, by za opisy czegokolwiek z pamięci w ogóle się nie brać, bo głupstwo jest w takim wypadku nieuniknione, a ja ani myślę w głupstwo się dobrowolnie pakować. Albo powyższe nauszniki dostanę do domu, albo wymigam się kilkoma ogólnikami i żadne zaklęcia mnie nie poruszą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chyba nie można milej spędzić niedzielnej wieczornej przerwy niż czytając, sobie o słuchawkach, recenzje z pod pióra Piotra Ryki : )

 

No to Co teraz przesłać do Krakowa? : )

Share this post


Link to post
Share on other sites

A może ktoś ma nowe 880? Miałem je w rękach, ale wiele nie posłuchałem. Wczoraj i dziś słucham "starych" 880. Dobre są, choć do wygody AKG czy Sennheiserów to trochę im brakuje. Okrąłe ale małe muszle przygniatają jednak małżowiny, a w środku jest mało miejsca. Uszy się grzeją. Co jakiś czas trzeba zdejmować, aby wywietrzyć i pomasować uszy. Senn są zewnętrznie (jako całość) podobnej wielkości, ale dzięki owalnemu kształtowi nausznika znacznie wygodniejsze. AKG to już zupełnie bajka.

Chciałbym jeszcze popróbować nowych 880, choć rozmiar muszli to się chyba nie zmienił.

Spiralny kabelek to rzeczywiście wymysł szatana. Musiałem wziąć najdłuższy przedłużacz, aby sprężyna pozostawała całyczas zwinięta.

 

Brzmienie starych 880 różnie się od moich HD650 mniej, niż innych, których słuchałem. Podobnie dużo wysokich, trochę mniej basu, za to większa przestrzeń. Brzmią delikatniej niż HD650. Senn są bardziej dobitne i "szybsze". Skuteczność bardzo podobna, choć Bajerów odrobinkę mniejsza.

 

Mam w tej chwili podłączone dwie pary słuchawek równocześnie i słucham na zmianę, albo słuchamy razem z żoną i się czasami zamieniamy. Różnica naprawdę nie jest wielka....

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.