Skocz do zawartości
Chicago

Charlie Parker

Rekomendowane odpowiedzi

Zupełną zagadką forum jest jak dla mnie pominięcie i praktycznie obojętność w temacie Charlie Parkera - jednej z najważniejszych lub wręcz najważniejszej i kluczowej postaci w całej historii modern jazzu. Zapewne ku uciesze wszystkich jazz fanów, postanowiłem to naprawić...

 

'Now's the time'

 

'Miles Davis powiedział kiedyś, że historię jazzu można zawrzeć w czterech słowach: "Louis Armstrong, Charlie Parker". Jeżeli dodamy do nich jeszcze kilka wielkich nazwisk, to i tak nie zmieni to faktu, że Bird był, albo może lepiej będzie powiedzieć, że cały czas jest, najważniejszą postacią w całej jazzowej historii. Był geniuszem, który wprowadził jazz w nowoczesną erę i sprawił, że o jazzie zaczęto myśleć w całkowicie nowych kategoriach, i to bez względu, czy w zgodzie z nim czy przeciwko niemu. Od swoich wielkich poprzedników przejął atrybuty: lekkość i narracyjność Lestera Younga oraz siłę i drapieżność Colemana Hawkinsa. W połowie lat czterdziestych, kiedy znajdował się u szczytu twórczych możliwości, stworzył nowe prawidła improwizacji saksofonowej, w której ignorował kreskę taktową i sugestię płynące z kształtu tematu... wskutek czego powstawały frazy o nieprzewidywalnych konturach, a napięcia rozwiązywały się w najmniej spodziewanych miejscach; długie nuty rozdrabniał gwałtowną serią szesnastek o różnym natężeniu; inaczej akcentował nuty, przez co melodia skrzyła się od synkop'.

 

'Charlie Parker, przyszły reformator jazzu, otrzymał swój pierwszy saksofon od kochającej i oddanej mu matki. Podstawową edukację muzyczną uzupełniał wieloma godzinami żmudnych ćwiczeń, podczas których, nieświadomy przyjętej w jazzie praktyki, nauczył się grać we wszystkich możliwych tonacjach. Zaprocentowało to w latach następnych: niewiarygodnie swobodnie przemiaszczał się z funkcji do funkcji, podczas którego ani na ułamek sekundy nie tracił orientacji ani pewności siebie; był to jego signature, czyli znak rozpoznawalny.

Muzyka Parkera była dla świata jazzu szokiem i bardziej wrażliwi słuchacze wyczuwali, że dokonuje się rewolucja równa tej, którą ponad dwadzieścia lat wcześniej zainicjował w Chicago zespół Kinga Olivera z Louisem Armstrongiem'.

 

To tyle krótkiej historii i wprowadzenia... Temat otwarty: muzyka, płyty, historia, filmy, najciekawsze wydarzenia, wzloty, upadki... czyli wszystko o Charlie Parkerze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dobrze, że temat powstał.

 

Nie znam Parkera. Nie mam żadnego jego nagrania i powolutku przymierzam się by stan ten zmienić.

 

Parker to fonograficzna prehistoria stąd chyba ta obojętność.

Poza tym nie znam jego hitu: M. Davis to - wiadomo - "Kind of Blue", Coltrane to "A Love Supreme". Ja, jak uderzył mnie hit Davisa to stopniowo nabywałem następne płyty. Podobnie z Coltranem.

Szczerze mówiąc - jako czlowiek z epoki LP - preferuję płyty. Pewne całości zaplanowane przez muzyka.

A Parker? To jakiejś składanki, boksy i boksiki. Nie wiadomo od czego zacząć, żeby na minę nie trafić. A życie za krótkie na kiepską muzykę :)

 

Chętnie zatem poczytam wpisy w tym temacie.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Słynna scena z filmu Bird " Clinta Eastwooda z rzuceniem perk talerza na glebę.Ciekawe jest to , ze już wtedy czuć jego silne dążenie" do przeciągania fraz . Jeśli tak było w realu to Eastwood się spisał . Rozpraw tematycznych o stylu i technice , tudzież kluczu" Parkera można znaleźć w sieci mnóstwo . Co ciekawe wiele z nich może sie różnić miedzy sobą . Znając muzykę Parkera można poznać muzykę innych i to zdawało by się odległych od siebie stylistycznie . Np Steve Coleman i jego pomysły na polimetryczne granie . Z reszta nie tylko . Parkera cechuje bogactwo rytmiczne jego improwizacji i ciągłe zmiany w przebiegu linii . Duże powinowactwo z bluesem . Dlatego zachęcam do słuchania , lub posłuchania . Wszystko . Np the complete verwe master takes 1952 -1954 .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dobrze, że temat powstał.

 

Nie znam Parkera. Nie mam żadnego jego nagrania i powolutku przymierzam się by stan ten zmienić.

 

Parker to fonograficzna prehistoria stąd chyba ta obojętność.

Poza tym nie znam jego hitu: M. Davis to - wiadomo - "Kind of Blue", Coltrane to "A Love Supreme". Ja, jak uderzył mnie hit Davisa to stopniowo nabywałem następne płyty. Podobnie z Coltranem.

Szczerze mówiąc - jako czlowiek z epoki LP - preferuję płyty. Pewne całości zaplanowane przez muzyka.

A Parker? To jakiejś składanki, boksy i boksiki. Nie wiadomo od czego zacząć, żeby na minę nie trafić. A życie za krótkie na kiepską muzykę :)

 

Chętnie zatem poczytam wpisy w tym temacie.

 

Pozdrawiam

 

Edit

Może sesje savoy ? Ja w winylach nie siedzę , ten którego znam raczej to raczej poza Milesem nie sadzę . Nie chcę mi sie pisać , tu masz ładnie sesje savoy . wytłuszczone niebieskim drukiem hity ;

http://en.wikipedia.org/wiki/Charlie_Parker%27s_Savoy_and_Dial_sessions

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szczerze mówiąc - jako czlowiek z epoki LP - preferuję płyty. Pewne całości zaplanowane przez muzyka.

A Parker? To jakiejś składanki, boksy i boksiki. Nie wiadomo od czego zacząć, żeby na minę nie trafić. A życie za krótkie na kiepską muzykę :)

 

No cóż, jako prowokator, autor wątku i wielki fan Birda polecę kilka rzeczy, obok których nie powinno się przejść obojętnie. Oczywiście moi drodzy, względy audiofilskie w wypadku płyt Charlie Parkera nie mają racji bytu i powiedziałbym, że raczej nie kierujmy się nimi, chociaż w przypadku kilku, a nawet może i kilkunastu pozycji, nie jest tak żle. Już kiedyś przedstawiałem kilka płyt w swoim wątku jazzowym i jak najbardziej są to cały czas żelazne pozycje czy też propozycje ze świata Birda... Można wejść w boxy, a można i cieszyć się pojedyńczymi wydaniami... w zależności od preferencji... tak czy siak, wszystko warte uwagi. Nie posiadam nagrań Parkera na winylu, więc moje propozycje dotyczyć będą głównie wersji kompaktowej, chociaż nie powinno to mieć większego znaczenia, bo i tak większosć pozycji jest dostępna na analogach.

 

The Charlie Parker Story - sesja z listopada 1945 roku uważana przez wielu jako jedna z najlepszych. Wykonano podczas niej kultowe i nieśmiertelne pozycje: Koko, Billie's Bounce i Now's the Time. Parkerowi towarzyszyli Max Roach, Curley Russel, Bud Powell i wymiennie Dizzy Gillespie oraz... trochę tak jakby 'zagubiony' Miles Davis.

 

The Quintet / Jazz at Massey Hall - legendarny występ w Toronto z 1953 roku i jak najbardziej kultowa oraz obowiązkowa pozycja... uznawana przez krytyków i wielu sympatyków za jedną z najważnieszych płyt jazzowych w ogóle. Materiał nagrany na magnetofonie Charlesa Mingusa doczekał się wielu remastrowanych wydań i niewątpliwie należy do żelaznych pozycji w dyskografii Birda.

 

Charlie Parker with Strings / The Master Takes - jeden z najlepszych lotów improwizacyjnych Birda ze smykami jaki kiedykolwiek nagrano. Piękna i falująca sesja z orkiestrowym background'em.

 

Charlie Parker / Jazz at the Philharmonic 1949 - legendarny koncert na deskach legendarnego Carnegie Hall z równie legendarnymi postaciami: Roy Eldridge, Ella Fitzgerald, Lester Young, Ray Brown, Hank Jones, Flip Phillips, Buddy Rich, Tommy Turk. Repertuar z pięknymi standardami w rozszerzonej, improwizacyjnej wersji.

 

Oczywiście, jak ktoś nie widział, to koniecznie i to na sam początek przygody z Charlie Parkerem polecam film Clinta Eastwooda - 'Bird'

Edytowane przez MarkN

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Źle wyszło :)

Nie zbieram winyli tylko ich odpowiedniki na cd. Zaczynałem w epoce LP i jakoś tak się złożyło, że raczej słucham całych płyt a nie poszczególnych piosenek czy tematów. Tyle tytułem wyjaśnienia.

 

Dzięki wszystkim za typy.

"Quintet" to jest coś, co już słyszałem, było świetne i miało dobry dźwięk. To dobry trop. Ale wrócę do "hitu".

Czym Parker uderzył w światek jazzu, że ten rozdziawił gębę i zawołał MISTRZ!

 

Od "Kind of Blue" każdy wie, że Davis to gigant. Wcześniej był dobry. Co, które nagranie Parkera, sprawiło, że każdy zainteresowany jazzem wiedział, że jazz ma nowego giganta? Czy wielkość Parkera ujawniała się inaczej?

  • Lubię to 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki wszystkim za typy.

"Quintet" to jest coś, co już słyszałem, było świetne i miało dobry dźwięk. To dobry trop. Ale wrócę do "hitu".

Czym Parker uderzył w światek jazzu, że ten rozdziawił gębę i zawołał MISTRZ!

 

Od "Kind of Blue" każdy wie, że Davis to gigant. Wcześniej był dobry. Co, które nagranie Parkera, sprawiło, że każdy zainteresowany jazzem wiedział, że jazz ma nowego giganta? Czy wielkość Parkera ujawniała się inaczej?

 

Nie podchodziłbym tak do zagadnienia i nie szukał na siłę hitu w dyskografii Birda jak wspomniane 'Kind of Blue' lub 'A Love Supreme' - te dzieła były już wypadkową twórczości okresu Birda. Charlie Parker i jego geniusz, twórczość, płyty... i to co zrobił w tak krótkim okresie życia jest fenomenem samym w sobie i uznawanym do dziś za mistrzostwo świata, a może i kosmosu...'-) Być może, gdyby nie Bird, 'nie byłoby' muzyki Davis'a, Coltrane'a i Coleman'a... Można chyba powiedzieć, że okres Birda i jego muzyki był i jak najbardziej jest do dziś, najsilniej oddziałowującym wpływem w całej historii nowoczesnego jazzu... wpływu, który można nawet usłyszeć u współczesnych muzyków świadomie odrzucających bop i swing... W muzyce Miles'a, Trane'a i Ornette'a jak i wielu innych wielkich muzyków jazzu drzemie duch Birda.

Jadąc za 'Historią Jazzu, Zgiełku i Furii' Andrzeja Schmidta: 'szczęśliwie utrwalone solowe improwizacje Parkera: Ko-Ko, Parker's Mood, Embraceable You... - będą zawsze niedościgłymi wzorami niewiarygodnej wirtuozerii i zdumiewającego strumienia inwencji'.

 

Co do pojedyńczych wydań Parkera sugeruję, żeby się skoncentrować na remasterowanych pozycjach Denona i oryginalnych wydaniach markowych wytwórni, mających w swojej ofercie obszerny wachlarz nagrań Birda; unikałbym składanek, boxów jak i konkretnych pojedyńczych tytułów niewiadomego i tajemniczego wydawcy. Z mini boxów na uwagę zasługuje trzypłytowe wydanie w metalowym pudełku - 'The Complete Verve Master Takes', trzypłytowe wydanie - 'The Complete Savoy & Dial Master Takes' oraz na pewno dziesięciopłytowy box - 'Bird: Complete Charlie Parker on Verve'. Słuchajmy moi drodzy Charlie Parkera, tam jest wszystko co jest potrzebne do jazzowego wtajemniczenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

...

Źle wyszło :)

Nie zbieram winyli tylko ich odpowiedniki na cd. Zaczynałem w epoce LP i jakoś tak się złożyło, że raczej słucham całych płyt a nie poszczególnych piosenek czy tematów. Tyle tytułem wyjaśnienia.

 

Dzięki wszystkim za typy.

"Quintet" to jest coś, co już słyszałem, było świetne i miało dobry dźwięk. To dobry trop. Ale wrócę do "hitu".

Czym Parker uderzył w światek jazzu, że ten rozdziawił gębę i zawołał MISTRZ!

 

...................................................

 

Parker grał elastycznie . do przodu . To tak jakby prowadził cały zespół . Nie podkreślał typowo zmian akordowych z akordu na akord , zaczynał gdzie chciał i kończył gdzie chciał(w dużym uproszczeniu) . I wszystko się zgadzało . Po 24 taktach był gdzie trzeba . Nie wspomnę o synkopowaniu , akcentach długości nut i znaczeniu pauzy tak samo ważnej miedzy dźwiękami .Polega to też na odpowiednim grupowaniu dźwięków . Umiejętności słyszenia struktur . Nie wspomnę o sonorystyce , tonie itd , wrażliwości i zaśpiewie bluesowym . to wszystko w połączeniu z niewiarygodną techniką. Tak czy siak , chciał inaczej niż inni . Był nowatorem . I gdy wrócił na scenę ze "swoim" graniem , nic już nie było takie samo . Nikt nie wiedział skąd gościu się urwał i jak to robi . Naprawdę , jakość nagrań i realizacji przed powyższym jest śmieszna i drugorzędna . Dla mnie osobiście nie ma znaczenia .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Takiego duetu świat jazzowy już nie doświadczy: Bird & Diz... dodatkowo z Monkiem, Buddy Richem & Curly Russelem... Płyta godna polecenia... 'bardzo dobra' realizacja: Verve Master Edition 20bit.

 

Legendarne i finałowe nagranie wielkiego duetu... i tylko jako jedyne, z udziałem genialnego Monka. Haj rekomendante!

 

61NzMAegEFL._SY300_.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A jakie znacie teorie na temat jego tragicznej śmierci ?

Edytowane przez Dominic2509

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziwne pytanie, bo brzmi co najmniej tak, jakby śmierć Birda miała kilka teorii i była owiana tajemnicą... a jest to historia znana i praktycznie wszędzie dostępna. Charlie Parker swoje ostatnie dni spędził u przyjaciółki i opiekunki (również opiekunki i przyjaciółki Monka), baronowej Pannoniki de Koenigswater-Rothschild, znanej z wielkiego oddania i sympatii dla jazzu, jego ludzi i gotowości niesienia im pomocy... i której wielki Charlie Parker nie zdążył chyba zranić, bo pamiętajmy, że oprócz geniuszu muzycznego, Bird posiadał jeszcze wprost genialne umiejętności w zrażaniu do siebie najbliższych przyjaciół i wszystkich dookoła, którzy wyciągali do niego pomocną dłoń... Sprowadzony przez baronową lekarz chciał ciężko chorego Parkera zabrać do szpitala, ale ten odmówił i ostatnie trzy dni wypoczywał w apartamencie opiekunki. Jego organizm był wyniszczony maksymalnie: marskość wątroby, wrzody żołądka i dwunastnicy, niewydolność układu krążenia, otyłość... i kto wie co jeszcze. Śmierć przyszła 12 marca 1955 roku podczas oglądania telewizyjnego show braci Dorsey (bardzo smutna scena w filmie Eastwooda). Zmarł w wieku 35 lat. Lekarz, który dokonywał oględzin zwłok określił go jako mężczyznę w wieku ok. 55 - 60 lat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znam oczywiście okoliczności śmierci Charlie Parkera... i dla jasności, powyższy tekst jest zaczerpnięty z książki Andrzeja Schmidta - 'Historia Jazzu / Zgiełk i Furija'. Jeżeli ktoś nie obejrzał jeszcze filmu Eastwooda - 'Bird', a czuje, że muzyka jazzowa zaczyna go wkręcać, to namawiam jak najbardziej do zaliczenia tej historii. Zresztą jest to jeden z moich nieliczych filmów, do których często powracam. Super film!.. Clint Eastwood, to super człowiek!.. Bird był kosmitą!..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość GratefullDe

I znakomity Forest w głównej roli. To wielki i wysmakowany obraz zrodzony z pasji Clinta. Dla mnie super.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziwne pytanie, bo brzmi co najmniej tak, jakby śmierć Birda miała kilka teorii i była owiana tajemnicą... a jest to historia znana i praktycznie wszędzie dostępna. Charlie Parker swoje ostatnie dni spędził u przyjaciółki i opiekunki (również opiekunki i przyjaciółki Monka), baronowej Pannoniki de Koenigswater-Rothschild,

 

Pewne niewyjaśnione kwestie zostały.

 

Sama zainteresowane, wywołana przez Ciebie, Nica Rothschild, przedstawiła to wydarzenie trochę inaczej niż p. Schmidt.

Parker nie spędził u niej kilku dni, a jedynie swój ostatni. 12 Marca 1955.

Tego wieczoru miał Parker grać koncert w Bostonie, ale był w fatalnym stanie. Chwilę wcześniej,po śmierci jego córki Pree, oraz po odejściu żony p. Chan, próbował popełnić samobójstwo.

Zanim odwiedził Nicę w Standhope, widziano go w Birdland. Ira Gitler opowiadał później, jak widział go zażywającego małe białe tabletki, podejrzewał, że to mogła być kodeina. Gdy już dotarł do Nicy, razem z nią była jej córka Janka (która się w tej sprawie nigdy nie wypowiedziała) zawołała lekarza, który zbadał Parkera. Ponoć, co jest mało prawdopodobne, leżał spokojnie na łóżku i kooperował. Nica posadziła Parkera w ten sobotni wieczór przed tv, poczęstowała go wodą. Nagle się Parker zakrztusił i zmarł na miejscu. O pierwszej w nocy przyjechała karetka i zabrała zwłoki. Nica wspominała, że w momencie zgonu słyszała grzmot na niebie i uderzył piorun, który przeszedł do historii jazzu.

Śmierć Parkera została ogłoszona dopiero 38 godz. później. Nica twierdziła, że zwłoka była podyktowana chęcią poinformowania osobiście jego żony o tragedii, a nie żeby dowiedziała się od osób trzecich, prasy itp. Inni twierdzą, że te dwa dni wykorzystała do innych celów. Sceptycy pytają, m.in dlaczego koroner przyjechał do hotelu, co jest niezwykłe. Dlaczego zwłoki "zameldowano" pod fałszywym nazwiskiem, albo dlaczego nie podano prawdziwego wieku Parkera na akcie zgonu.

Inna teoria mówi, że Nica zwlekała, aby pomóc swojemu "kochankowi" Arcie Barkley, który miał postrzelić Parkera, podczas kłótni do której doszło między nimi tego wieczoru,w brzuch.

Ira Gitler widział tego wieczora, po śmierci Parkera, lecz zanim wiadomość o jego śmierci jeszcze wszystkich obiegła, Nice oraz Arta w clubie, jak piją gin/whisky.

 

Ploteczki, ploteczki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No i fajnie się przygotowałeś Dominicu2509. Bardzo ciekawa historia czy też hipoteza... i podaj proszę żródło tych informacji. Temat i muzyka Birda jest jak kosmos... i jak się chce, można praktycznie znależć całą masę wiadomości na temat jego twórczości jak i samej śmierci... i jest to niewątpliwie temat wielu prac magisterskich czy też doktorskich. Bird, to klimat jak nabardziej zacny i na czasie - za chwilę przypada kolejna, prawie okrągła rocznica jego śmierci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niestety, płyty Birda, to w większości dżwiękowy hardcore - nagrania z 'kaseciaka Mingusa lub tym podobne klimaty. Zaledwie kilka płyt brzmi poprawnie, jednak w tym przypadku, audiofilskość nie ma chyba racji bytu... po prostu nie jest brana pod uwagę...

 

'Bird and Chet at the Trade Winds' / 16.06.1952 - nie jest to jeszcze dżwiękowa masakra, ale na pewno 'hardcore raw sound'... remasterowany, amatorski materiał z jam session w Ingelwood - przedmieścia LA, klub Trade Winds: Charlie Parker, Chet Baker, Sonny Criss, Al Haig, Harry Bobasin, Lawrence Marable.

 

51jByVgCVCL._AA160_.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

podaj proszę żródło tych informacji.

 

 

Źródło to książka Hannah Rothschild “The Jazz Baroness”, a dokładnie to rozdział pt. “Bird”.

Hannah jest wnuczką Nici

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uwielbiam to zdjęcie,Parker z młodziutkim jeszcze Milesem :)

post-4406-0-89101300-1440839815_thumb.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powiem tak.Doceniam Parkera jako instrumentalistę i muzyka.Znam jego wpływ na innych muzyków i następne generacje muzyków.Ale go nie słucham.Dlaczego?Bo jego nagrania brzmią dla mnie staroświecko,archaicznie.Nic na to nie poradzę.

 

To trochę tak jak z poetą Słowackim u Gombrowicza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Większość nagrań z tamtych lat brzmi archaicznie: Louis Armstrong, Bix Beiderbecke, Art Tatum, Bessie Smith, Duke Ellington, Coleman Hawkins, Lester Young, Dizzy, Bird... ale i wczesne nagrania Milesa i Trane'a też nie grzeszą nowoczesnością i trącają mychą - jednak takiej zwiewności, polotu, energii, melodyczności i w końcu techniki wykonawczej (m.in. zapoczątkował nieregulalność w długościach fraz) jaką dysponował Bird, na próżno szukać do dziś u kogokolwiek. Charlie Parker nie wypowiedział się w pełni i myślę, że gdyby pożył chociaż z dziesięć, piętnaście lat dłużej, bylibyśmy świadkami czegoś, co po prostu jest na dziś niewyobrażalne. Potencjał jaki posiadał był kosmiczny i nieosiągalny dla nikogo. Chyba nikt nigdy mu nie dorównał - jego styl okazał się zbyt trudny dla naśladowców.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pisząc,że jego nagrania brzmią dla mnie staroświecko nie miałem na myśli tylko strony technicznej ( choć to dla mnie ważne) ale i samą muzykę.Hawkinsa czy Webstera słucham a Birda nie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś też chyba miałem podobne podejście, ale mi się zmieniło - zarówno w kontekście świadomości jak i obiektywu skierowanego na bopowe historie, aspekty... i chyba w ogóle jazzu w szerokim jego pojęciu. Przyznaję się, że biorąc pod uwagę wielką trójkę, to po płyty Parkera sięgnąłem najpóżniej - nigdy jednak nie jest za póżno. Ten rdzeń modern jazzu trzeba obowiązkowo poznać - nie da się inaczej. Kolekcja moich płyt Birda jest tak samo ważna jak Coltrane'a i Milesa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z Chicago. Zgadzam się też z Wojciechem, bo Parkera w zasadzie nie słucham na co dzień.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo ciężko będzie zdobyć poniższą płytkę na cd - japoński remaster z oryginalnych taśm masterów dokonany w Nippon Phonogram, ale na winylu dostępne - Wojciechu, broy - nie pomińcie tej rzeczy.

 

MI0001939754.jpg?partner=allrovi.com

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wczoraj minęło 64 lata od śmierci Charlie Parkera - Bird zmarł 12 marca 1955 roku; w chwili śmierci miał 34 lata. W zasadzie nikt chyba tego nie zauważył i o tym nie wspomniał, to chociaż ja to zrobię. I nie mówię tu o forum, ale w ogóle o wszelkich periodykach jazzowych. W Chicago, na falach stacji WDCB 90.9FM cały dzień grali muzykę Birda, ale tutaj wiadomo jak jest - Windy City jest miastem niesamowicie przywiązanym do tradycji - tradycji, bluesowych, jazzowych, gangsterskich, socjalistycznych...

Ot, taka mała nic nieznacząca wzmianka o największym geniuszu nowoczesnego jazzu - w ramach przypomnienia fanom jazzu i jazzowej muzyki. Być może, gdyby nie Charlie Parker, to nie słuchalibyśmy dzisiaj jazzu w takiej postaci w jakiej go mamy - zapewne byłoby coś innego, ale jednak to co zrobił dla jazzu Bird, to rzecz niebywała i nieziemska. Bop, jako forma jest praktycznie wałkowana do dziś i stała się niemalże idiomem jazzu. Bebop, jako nowoczesny jazz, przekształcił i rozwinął rozrywkową muzyką taneczną w bardziej intelektualną formę sztuki. Echa muzyki Birda, Coltrane i Milesa słychać wszędzie - w jazzowej pianistyce, wokalistyce, w formach otwartych, zamkniętych, po prostu wszędzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz, a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.