Jump to content
IGNORED

Accuphase E 350 vs Vincent SV-236 MK czyli pojedynek gigantów


Propheta

Recommended Posts

Chciałbym zaprezentować porównanie dwóch bardzo udanych wzmacniaczy, które na dłużej zagościły w mojej oazie audio.

 

Vincent to marka niemiecka zarejestrowana w 1995 roku, przez Uwe Bartela, którego zamysłem było stworzenie sprzętu hi end w przystępnej cenie. Zgodnie z ogólnie dostępnymi informacjami była to jedna z pierwszych firm audio, która przeniosła swoją produkcję do kraju środka (chociaż, oglądając ten wzmacniacz ze wszy stkich stron próżno doszukiwać się oznaczenia „made in…”).

Obecnie produkowany sprzęt Vincenta to solidnie i estetycznie wykonane „bryły” mogące zawstydzić wielu innych, uchodzących za bardziej doświadczonych i o wiele wyżej wyceniających swoje komponenty producentów sprzętu.

 

Marki Accuphase chyba niewielu osobom trzeba przedstawiać. Początki tego „Samuraja” w świecie audio są datowane na początek lat siedemdziesiątych, kiedy to były inżynier marki Kenwood - Jiro Kasuga przejął konstruktorów z fabryki Marantz oraz Luxman i stworzył markę Kensonic. Przedsiębiorstwo później przekształciło się w Accuphase.

Produtky tej marki cechują się charakterystyczną, ponadczasową stylistyką, prawie niezmienną od kilkudziesięciu lat. Od swoich początków Accuphase nie idzie na kompromisy jeśli chodzi o jakość produkcji. Accuphase to rasowe „Made in Japan”.

 

Vincent SV-236 mk - wzmacniacz zintegrowany, lampowo-tranzystorowy (hybrydowy), pracujący w klasie A do 10W. Kiedy rozkręcimy gałkę mocy, parametry szybują dużo wyżej: moc przy 8 Ohm: 2 x 150 W, zaś przy 4 Ohm: 2 x 250 W. Wzmacniacz ten wyposażono w lampy 12AX7.

 

Accuphase E350 to wzmacniacz w klasie AB, o mocy odpowiednio 100 W (8 ohm) i 140 W (4 ohm) na kanał. Wzmacniacz ten wyposażono w charakterystyczny dla Accuphase układ odpowiedzialny za regulację głośności, nazwany AAVA -II (Accuphase Analog Vari-gain Amplifier) obecny również w wyższych modelach tej firmy.

post-28615-0-18725000-1434660301_thumb.jpeg

 

Czyżbym zamierzał przekonać Was, iż sprzęt za około 7000 zł (Vincent) zagra lepiej niż japoński klasyk audio, który w dniu premiery kosztował około 24.000 zł? To się okaże.

 

Moje laboratorium testowe to pomieszczenie piwniczne, umeblowane, bez dodatkowych ustrojów wygłuszających (powierzchnia około 30m2, wysokość 2,10 m) . Głośniki, które brały udział w teście to Sonus Faber Grand Piano Home (

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą ) ).

Te obite skórą i wykończone lakierem fortepianowym kolumny autorstwa Franco Serblina cechuje niebywała muzykalność i „uległość” różnorakim wzmacniaczom. Za sprawą bardzo skrupulatnego i wielogodzinnego strojenia głośników przez inżynierów tej manufaktury, kolumny Sonus Faber często przyrównuje się do „instrumentu muzycznego”. Naprawdę trzeba mocno się postarać, aby z tymi głośnikami muzyka nie zabrzmiała „przynajmniej dobrze”.

 

Za źródło posłużyło tradycyjnie „Profanum toru audio” czyli Arcam rblink wraz z (nieodżałowanym już) Galaxy s5.

 

Subiektywny test ma za zadanie wykazać, który ze wzmacniaczy jest bardziej uniwersalny i nadaje się do różnorakich gatunków muzycznych. Nie przypadkowo poddano badaniu właśnie wzmacniacz Accuphase E 350, którego brzmienie bardzo przypomina wzmacniacz lampowy. Świetnie wpisuje się on w styl Vincenta SV 236 MK, który z kolei w ociepleniu tranzystora wspomaga się wprost stopniem lampowym. Vincenta podłączono do prądu godzinę wcześniej w celu rozgrzania lamp.

 

Test był prowadzony przez kilka godzin. W tym czasie, dwóch respondentów – melomanów (nie audiofilów) prowadziło skrupulatne notatki. W milczeniu.

Trzeba dodać, iż przez dwa dni poprzedzające odsłuchy, żaden z respondentów nie słuchał muzyki oraz ograniczał na ile było to możliwe styczność z otoczeniem zewnętrznym (respondenci w tym czasie zwolnili się z wykonywanych zazwyczaj zajęć). Same odsłuchy były poprzedzone 2 godzinną medytacją w celu oczyszczenia umysłu i zwiększenia podatności na dźwięk z badanych obiektów (wzmacniaczy). Oczywiście w trakcie odsłuchów respondenci pili jedynie wodę mineralną i nie spożywali żadnego posiłku. Nazwijmy ich anonimowo – Bolek i Lolek. Poniżej przedstawiam wrażenia z odsłuchu wybranych utworów. W rzeczywistości respondenci testowali wzmacniacze na większej liczbie utworów. A więc zaczynajmy.

 

1. Dropkick Murphys - I’m shipping Up to Boston

 

Bolek:

Accuphase – bas pełny, jednak niezbyt niski, poszczególne pasma lekko posklejane, lecz to wynika chyba z istoty utworu,

Vincent –bardziej żylasty, metaliczny, dźwięk pełny, szczegółowy, inny rodzaj grania niż Accu, o dziwo bardziej tranzystorowy niż Accu.

 

Lolek:

Accuphase- bas mocny, nie gubi się w natłoku dźwięków, trochę brakuje góry, lekki ubytek na ogólnej energii przekazu.

Vincent – wysokie pasma bardziej kontrolowane, szczegółowy, wzmacniacz wprost stworzony dla utworów pokroju The Levellers, The Poques etc.

 

2. Massive Attack – Teardrop

 

Bolek:

Accuphase – bas schodzi zaskakująco nisko, jednak nieco się wlecze, wokal spektakularny, tło ciężkie, świetnie oddany analogowy klimat utworu z trzaskami płyty w tle,

Vincent- Analog jeszcze bardziej słyszalny, bas pełny, wokal mile wybrzmiewający.

 

Lolek:

Accuphase- bas mocny, referencyjny, ciężko wybrać sobie lepsze odtworzenie tego utworu, wokal wybrzmiewa rewelacyjnie,

Vincent- pełne tlo, wyraźne słychać otoczenie muzyczne, bas ze swoim ogromem gubi się jednak w niektórych momentach utworu.

 

3. Faithless – Insomnia

 

Bolek

Accuphase – bas czujny, najniższy bas lekko kartonowy, tony średnie bardzo zwarte, Maxi Jazz wchodzi do pokoju,

Vincent –dźwięk dzwonów prawie namacalny, bas na sterydach (ten sprzęt rozkręci każdą „domówkę”), chcąc porównać ten sprzęt to kobiecej figury nasuwa się jedno: „Beyonce wśród wzmacniaczy”

 

Lolek

Accuphase- bas okrągły i soczysty, dźwięk chce wyrwać się z głośników i górować nad nimi, w tym utworze słychać, iż głośniki nieco zostają w tyle za wzmacniaczem,

Vincent- scena niemal namacalna, hektolitry energii, bas suchy jednak głęboki i sprężysty.

 

4. Johnny Cash- Hurt (tutaj odwrócono kolejność badanych wzmacniaczy)

 

Bolek:

Vinent-dźwięk pełny, Johnny Cash wdaje się z nami w miłą pogawędkę (słychać, że nagrywając tę piosenkę był po kilku głębszych), struny gitary wyraźnie słyszalne, tło ciekawie rozbrzmiewa, klawisze fortepianu brzmią natarczywie, słychać nieco szum (co ciekawe Lolek zwrócił na to uwagę dopiero po zwróceniu uwagi przez Bolka),

Accuphase- głos wokalisty jakby trochę stłumiony, jednak całość bardziej szlachetna, większa harmonia poszczególnych dźwięków, w tym utworze Accu ewidentnie lepszy w wysokich tonach, Accuphase zaczyna się otwierać.

 

Lolek:

Vincent-świetny dźwięk w wysokich rejestrach, vocal rewelacyjny, niskie płaszczyzny trochę się gubią, lekki spadek na energii, słychać dźwięki nieobecne przy poprzednich odsłuchach tego utworu na innym sprzęcie,

Accuphase- kumulusy energii i dynamiki, bas jak odświętny garnitur szyty na miarę.

 

 

5. Justin Hurwitz – Whiplash

 

Bolek

Vincent – Dart Vader chciałby mieć wzmacniacz o takiej mocy, dęciaki zadziorne, na tym sprzęcie można polubić jazz, dynamika to klasa sama w sobie,

Accuphase – nieco mniejsza dynamika jednak większa kultura całości, czuję się trochę jak facet w sztruksowej marynarce i fularem wystającym za błyszczącej koszuli, któremu wyrosły pejsy do połowy polika oraz puścił się wąs a’ la Charles Bronson, w dłoni oczywiście fajka nabita tytoniem o aromacie śliwki.

 

Lolek

Vincent- bas nie nadąża, jednak trąbki bardzo przyjemne,

Accuphase- scena muzyczna zdecydowanie lepsza, bardziej plastyczna, dźwięk referencyjny, słychać, iż czas zmienić kolumny.

 

 

Jak pokazały odsłuchy jeden i drugi wzmacniacz brzmią wyśmienicie. Wyglądają równie dobrze.

 

 

 

 

post-28615-0-21865500-1434660304_thumb.jpeg

Vincent z okiem lampy na środku szczotkowanego aluminium pociągniętego czarnym lakierem wygląda jak sprzęt klasy hi end. Przyciski wyboru źródła mile pstrykają i zapalają delikatnie diody. Od Vincenta wręcz bije solidnością oraz skromną elegancją. Nie jest to asceza jaką proponują nam wzmacniacze T+A, czy Hegel których wygląd dla mnie jest co najmniej nieciekawy. W Vincencie mamy niemiecki „Ordnung” z szczyptą fantazji. Czy azjatykiej?
Vincent wygląda nietuzinkowo. Złocone wtyki i czytelne oznaczenia w żadnym calu nie sugerują oszczędności na wykorzystanych materiałach.

 

Estetyka Accuphase to inna bajka. Szampańskie złoto aluminiowej płyty czołowej w żadnym stopniu nie jest odpustowe. To prawdziwa klasa. Nie widziałem jeszcze tak spasowanych płaszczyzn i łączeń poszczególnych elementów jaki proponuje wzmacniacz Accuphase. Grafitowa górna pokrywa i ściany boczne pokazują niemal jubilerski majstersztyk lakierników. Aż nęci, aby śrubki spajające poszczególne płyty wykręcić i zrobić sobie z nich amulet!

O potencjometrach wychyłowych już nie wspomnę. Godzinami można patrzeć jak precyzyjnie wzbudzają się pod naporem poszczególnych transjentów. Czysta poezja w precyzji wykonania.

 

Jasne, że najważniejsza jest muzyka. Każdy z powyższych wzmacniaczy może stanowić ten ostatni i jedyny do odsłuchów ulubionego repertuaru. Po Vincencie i Accuphase praktycznie nie trzeba już szukać wymarzonego wzmacniacza. Jeden i drugi świetnie radzą sobie z każdym rodzajem muzyki. Różnią się od siebie, lecz paradoksalnie dosyć niewiele. Accuphase otwiera się muzycznie jak wzmacniacz lampowy. Trzeba dać mu około jednej godziny dosyć głośnego grania, aby rozpostarł skrzydła oraz pokazał na czym polega szkoła grania Accuphase. Vincent za to nagłośni stadion piłkarski. I zrobi to finezyjnie. Oznaczenie na ścianie czołowej, iż gra on w klasie A może być dla niektórych bardzo mylące…

 

Słuchając i patrząc na Accuphase E-350 nasuwają się następujące określenia: szlachetny, dystyngowany, prekursorski, nie ulegający modom, kontrolowany.

Kiedy obcujemy zaś z Vincentem SV 236MK myślimy o nim: solidny, zwarty, mocarny, zadziorny, bezpośredni, ciekawy.

post-28615-0-26932300-1434660306_thumb.jpeg

Mimo różnych mocy (100/140 W vs 150/250 W) oba wzmacniacze emitowały dźwięk zwarty i oparty na solidnej podbudowie, a przy tym dokładny.

Tam gdzie Vincent schodził niżej, tam Accuphase był bardziej kontrolowany. Tam gdzie Accuphase malował muzykę całą gamą kolorów w wysokich tonach – Vincent nadrabiał głębią i perspektywą wynikającą z większej ilości kilowatów.

 

 

 

post-28615-0-72334100-1434660302_thumb.jpeg

Za Accuphase ciągnie się niezaprzeczalna filozofia audio, która trwa od blisko pół wieku. Marka ta jest klasą samą dla siebie. Vincent nie może się równać z tą tradycją, jednak w teście pokazał prawdziwy pazur muzykalności i solidności.
Dementuję również opinię, iż Accuphase nadaje się tylko do słuchania małych składów muzycznych (koniecznie dzierżąc przy tym w dłoni lampkę czerwonego wina), akustycznego grania, lub Dire Straits. Samuraj daje sobie radę z wieloma rodzajami muzyki i tak samo jak Vincent jest wzmacniaczem bardzo uniwersalnym i elastycznym.

Żaden z testowanych wzmacniaczy nie obnaża przy tym słabej jakości materiału, który relacjonuje (choć różnica pomiędzy Spotify oraz Tidal jest czasem słyszalna). Dwa wzmacniacze kreśliły dźwięk z charyzmą renesansowych malarzy, wyciągając z materiału, to co najlepsze.

Czy opisane wzmacniacze fałszują podany surowiec muzyczny? Nie wiem, nigdy nie słyszałem taśmy matki.

 

Aż strach pomyśleć jak to będzie grało jak kupię sobie gruby dywan…

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

post-28615-0-72334100-1434660302_thumb.jpeg

post-28615-0-21865500-1434660304_thumb.jpeg

post-28615-0-26932300-1434660306_thumb.jpeg

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Vincent to marka niemiecka zarejestrowana w 1995 roku, przez Uwe Bartela, którego zamysłem było stworzenie sprzętu hi end w przystępnej cenie. Zgodnie z ogólnie dostępnymi informacjami była to jedna z pierwszych firm audio, która przeniosła swoją produkcję do kraju środka (chociaż, oglądając ten wzmacniacz ze wszy stkich stron próżno doszukiwać się oznaczenia „made in…”).

 

Poniżej jest wątek w którym są pokazane identyczne wnętrza wzmacniaczy Vincent i chińskiego Shengya :

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

 

Firma Shengya została założona w 1991 a Vincent w 1995 :

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

 

Podobna sytuacja była opisywana w przypadku firmy Advance :

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Link to comment
Share on other sites

....tak zgadzam się, jednak moim skromnym zdaniem po Shengya widać na pierwszy rzut oka, że to rasowy Chińczyk. Po Vincencie natomiast tego nie widać - wygląda naprawdę godnie (o wnętrzu się nie wypowiadam, bo nie otwierałem).

Nie ujmując oczywiście nic chińskim konstruktorom, bo dobrze wiemy, że potrafią zrobić naprawdę dobry sprzęt...

Link to comment
Share on other sites

...po Shengya widać na pierwszy rzut oka, że to rasowy Chińczyk. Po Vincencie natomiast tego nie widać - wygląda naprawdę godnie...

 

To jest ten sam producent, tyle że pewnie dostali zlecenia na modele na wyłączność dla Vincenta :

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

 

Pod ostatnim linkiem porównanie CD.

Link to comment
Share on other sites

Jeszcze lepsze kwiatki robi inna szacowna Niemiecka firma MBL :

 

MBL CDP 1 to przepakowany Marantz CD67.

 

MBL CDP 2 to przepakowany Marantz CD 600 OSE,

 

MBL 1431 to przepakowany Shanling CD-S 100 mkII.

 

Inni Niemieccy producenci HI END - u też tak robią (zresztą u tych co nie zmieniają designu to od razu rzuca się w oczy chiński design, jest też taka nowa Austriacka firma z urządzeniami lampowymi) :

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.